WSTĘP
Niektórzy buddyści mogliby skonstatować, że pisanie biografii Siddhatthy
Gotamy to zajęcie bardzo niebuddyjskie. Ich zdaniem nie należy
gloryfikować żadnego, nawet najbardziej czcigodnego autorytetu, a buddyści powinni polegać na własnej motywacji i wysiłkach, nie zaś na
charyzmatycznym przywódcy. Pewien mistrz z IX wieku, od którego początek
wzięła szkoła Linczi buddyzmu zen, nakazywał wręcz swoim uczniom: "Jeśli
spotkasz Buddę, zabij Buddę!". Chciał w ten sposób podkreślić, jak ważna
jest niezależność od autorytetów. Gotama zapewne nie odniósłby się z aprobatą do elementu przemocy zawartego w tym apelu, niemniej przez całe
życie walczył z kultem jednostki i nieustannie starał się o to, aby jego
uczniowie nie skupiali się wyłącznie na jego osobie. Ważne było bowiem
to, czego nauczał, a nie jego biografia i osobowość. Wierzył, że
przebudził się ku prawdzie wpisanej w najgłębszą strukturę egzystencji.
Ta prawda była dhammą. Słowo to ma wiele konotacji, ale pierwotnie
oznaczało fundamentalne prawo życia, któremu podlegają w równym stopniu
bogowie, ludzie i zwierzęta. Odkrywając tę prawdę, doznał oświecenia i przeszedł głęboką wewnętrzną przemianę. W ten sposób odnalazł spokój i uodpornił się na cierpienia, jakie niesie życie. Tym samym Gotama stał
się buddą, czyli przebudzoną albo oświeconą istotą. Co więcej,
stosując tę samą co on metodę, każdy z jego uczniów mógł osiągnąć
identyczne oświecenie. Natomiast oddając cześć Gotamie-człowiekowi,
zeszliby tylko na manowce, a kult taki mógłby prowadzić do niegodnej
zależności stanowiącej jedynie zawadę w rozwoju duchowym.
Buddyjskie pisma źródłowe pozostają wierne temu duchowi i niewiele mówią
o szczegółach życia i osobowości Gotamy. Jest więc oczywiste, że trudno
napisać biografię Buddy spełniającą współcześnie obowiązujące wymogi,
dysponujemy bowiem bardzo skąpymi informacjami, które można uznać za
historycznie wiarygodne. Pierwsze obiektywne dowody na istnienie religii
zwanej buddyzmem pochodzą z inskrypcji wykonanych na rozkaz króla Asoki
(sanskr. Aśoka), który rządził imperium Maurjów w północnych Indiach
mniej więcej w latach 269-232 p.n.e. Było to już jednak jakieś dwieście
lat po okresie działalności Buddy. Z powodu niedostatku zweryfikowanych
faktów niektórzy dziewiętnastowieczni uczeni na Zachodzie podawali w wątpliwość istnienie Gotamy jako postaci historycznej. Twierdzili, że
był po prostu personifikacją dominującej w owym czasie filozofii zwanej
sankhja albo symbolem kultu solarnego. Współczesna buddologia wycofała
się jednak z tego sceptycznego stanowiska i dowodzi, że choć niewiele z treści zawartych w źródłowych pismach buddyjskich można uznać za tak
zwaną "świętą prawdę", to istnieją całkiem solidne przesłanki, że
Siddhattha Gotama naprawdę istniał, a jego uczniowie robili co w ich
mocy, aby zachować pamięć o jego życiu i naukach.
Starając się dowiedzieć czegoś o Buddzie, musimy polegać na obszernych
kanonicznych pismach buddyjskich, które zostały napisane w rozmaitych
językach azjatyckich i zajmują wiele półek bibliotecznych. Nic więc
dziwnego, że dzieje powstania tego ogromnego zbioru tekstów są złożone,
a status różnych jego części budzi spore kontrowersje. Większość badaczy
za najbardziej użyteczne teksty uznaje te napisane w języku palijskim,
jednym z północnoindyjskich dialektów o niejasnym pochodzeniu,
przypuszczalnie spokrewnionym z językiem magadhyjskim, którym
prawdopodobnie posługiwał się sam Gotama. Te teksty źródłowe zostały
zachowane przez należących do szkoły therawada buddystów ze Sri Lanki,
Birmy i Tajlandii. Pismo rozpowszechniło się jednak w Indiach dopiero za
czasów Asoki, a kanon palijski był początkowo przekazywany ustnie z pokolenia na pokolenie. Został prawdopodobnie spisany dopiero w I wieku
p.n.e. W jaki sposób powstały te teksty?
Proces utrwalania tradycyjnego przekazu biografii i nauk Buddy
przypuszczalnie rozpoczął się wkrótce po jego śmierci w 483 roku p.n.e.
(według tradycyjnego zachodniego systemu datowania). Mnisi buddyjscy
wiedli w owych czasach życie wędrowne. Krążąc między mniejszymi i większymi miastami równiny Gangesu, nieśli przesłanie oświecenia i wolności od cierpień. W porze monsunowych deszczy zmuszeni byli jednak
przerywać wędrówkę i gromadzić się w osadach i podczas tych odosobnień
omawiali swoje doktryny i praktyki. Z tekstów palijskich dowiadujemy
się, że krótko po śmierci Buddy jego uczniowie zorganizowali
sobór1, mający na celu dokonanie przeglądu różnych zachowanych
doktryn i praktyk. Wydaje się, że jeszcze pięćdziesiąt lat później we
wschodnich regionach północnych Indii żyli mnisi, którzy pamiętali
swojego wielkiego Nauczyciela żywego, przystąpiono więc do bardziej
zorganizowanego zbierania ich świadectw. Choć nie można było jeszcze
tych nauk zapisać, to dzięki praktyce jogi wielu mnichów wyrobiło sobie
fenomenalną pamięć, opracowali więc metody zapamiętywania mów
wygłoszonych przez Buddę i szczegółowych zasad funkcjonowania zakonu.
Tak jak to prawdopodobnie czynił sam Budda, ujmowali niektóre jego nauki
w postaci wierszowanej, a może nawet je śpiewali. Wymyślili też pewien
schemat powtarzania recytowanych fragmentów mów (nadal widoczny w tekstach pisanych), aby wspomóc proces ich zapamiętywania. Dokonali
podziału kazań i reguł zakonnych na odrębne, ale częściowo pokrywające
się partie materiału i niektórym mnichom wyznaczano zadanie uczenia się
określonych zbiorów na pamięć w celu przekazywania ich treści następnym
pokoleniom.
Około stu lat po śmierci Buddy odbył się drugi sobór i najprawdopodobniej do owej chwili opracowane nauki przybrały już postać
obecnego kanonu palijskiego. Jest on często nazywany Tipitaką ("Trzema
koszami"), ponieważ później, kiedy nauki zostały spisane, przechowywano
je w trzech osobnych pojemnikach: Koszu Mów (Sutta Pitaka), Koszu
Dyscypliny (Winaja Pitaka) i koszu obejmującym różne inne nauki. Każdy
z tych trzech "koszy" został jeszcze podzielony następująco:
Na
Sutta Pitakę składa się pięć "zbiorów" (
nikaja) kazań
wygłoszonych przez Buddę:
Digha Nikaja, antologia trzydziestu czterech najdłuższych mów,
koncentrujących się na duchowym treningu mnichów, na obowiązkach
ludzi świeckich i na różnych aspektach życia religijnego w Indiach
w V wieku p.n.e. Zawiera ona też relacje o atrybutach Buddy
(Sampasadanija) oraz o ostatnich dniach jego życia
(Mahaparinibbana).
Madźdźhima Nikaja, antologia 152 kazań (czyli sutt) o średniej
długości. Obejmuje ona liczne opowieści o Buddzie, jego
zmaganiach, aby doznać oświecenia, i wczesnym nauczaniu, a także
niektóre podstawowe doktryny.
Samjutta Nikaja, zbiór pięciu cykli sutt, podzielonych zgodnie z tematem, o jakim traktują, a dotyczących takich spraw, jak
Szlachetna Ośmioraka Ścieżka i struktura ludzkiej osobowości.
Anguttara Nikaja, składająca się z jedenastu działów sutt, z których większość zawarta jest też w innych częściach pism.
Khuddaka Nikaja, zbiór krótszych dzieł, zawierający na przykład
tak popularne teksty jak Dhammapada, czyli antologia epigramów i krótkich wierszy Buddy; Udana, zbiór niektórych maksym Buddy, w większości mających formę wierszowaną i opatrzonych wstępami
mówiącymi, w jaki sposób każda z nich została wygłoszona; Sutta
Nipata, kolejny zbiór wierszy zawierających między innymi pewne
legendy o życiu Buddy; Dźataka, zbiór opowieści o poprzednich
żywotach Buddy i jego towarzyszy, którego celem jest
zilustrowanie, jakie następstwa w przyszłych żywotach danej osoby
ma jej kamma (czyny).
Winaja Pitaka, Księga Dyscypliny Monastycznej kodyfikująca reguły
zakonu. Składają się na nią następujące trzy części:
Sutta Wibhanga, wymieniająca 227 przewinień2, które
należy wyznać podczas odbywanego raz na dwa tygodnie zgromadzenia.
Każde z tych przewinień opatrzone jest komentarzem wyjaśniającym,
jak doszło do sformułowania związanej z nim reguły.
Khandhaka, na którą składa się Mahawagga (Wielki Cykl) i Ćullawagga (Mniejszy Cykl). Podaje ona zasady przyjmowania do
zakonu, określa tryb życia mnichów i mniszek oraz przeprowadzane
przez nich ceremonie. Każda z reguł opatrzona jest komentarzem
objaśniającym, jakie wydarzenie spowodowało jej powstanie.
Komentarze te zawierają też ważne legendy dotyczące Buddy.
Pariwara: streszczenia i klasyfikacje reguł.
"Trzeci kosz" (Abhidhamma Pitaka) zajmuje się analizami filozoficznymi
i doktrynalnymi, zatem nie budzi większego zainteresowania biografów.
Po drugim soborze w ruchu buddyjskim doszło do rozłamu i powstania kilku
odrębnych szkół. Każda z nich uporządkowała stare przekazy po swojemu w oparciu o własne interpretacje. Wydaje się, że ogólnie rzecz biorąc,
niczego z całości materiału nie odrzucono, natomiast pojawiły się pewne
dodatki i objaśnienia. Wiadomo, że kanon palijski, czyli przekaz nauk
szkoły therawada, nie był jedyną wersją Tipitaki, ale tylko on
przetrwał w całości do naszych czasów. Niektóre fragmenty zaginionych
indyjskich materiałów można natomiast odnaleźć w postaci późniejszych
tłumaczeń najwcześniejszych nauk źródłowych z sanskrytu na język chiński
i w tekstach tybetańskich. Zatem mimo że przekłady te powstały w V i VI
wieku, czyli około tysiąca lat po śmierci Buddy, to niektóre ich partie
są równie stare jak kanon palijski i stanowią potwierdzenie jego treści.
Z tego krótkiego opisu wypływa kilka wniosków wyznaczających nasze
podejście do tych materiałów źródłowych. Po pierwsze, przekazy te
składają się jakoby wyłącznie ze słów wypowiedzianych przez Buddę, bez
żadnego wkładu ze strony samych mnichów. Obowiązujący początkowo tryb
ustnego przekazu nauk wyklucza możliwość jednoosobowego autorstwa, a zatem materiały te nie są dziełem buddyjskiego odpowiednika któregoś z ewangelistów, znanych jako Mateusz, Marek, Łukasz i Jan, z których każdy
przedstawił własny, subiektywny obraz Ewangelii. Nie wiemy nic o mnichach, którzy zebrali i zredagowali wszystkie te nauki, ani o skrybach, którzy później utrwalili je w formie pisemnej. Po drugie,
kanon palijski siłą rzeczy odzwierciedla punkt widzenia szkoły
therawadinów, która mogła zniekształcić treść oryginałów, naginając ją w celach polemicznych. Po trzecie, pomimo doskonałej pamięci wyćwiczonych
w jodze mnichów ten sposób przekazu był nieuchronnie obarczony błędami.
Sporo treści przypuszczalnie przepadło, niektóre źle zrozumiano, co
więcej, Buddzie bez wątpienia przypisano też pewne późniejsze poglądy
samych mnichów. Nie jesteśmy w stanie odróżnić autentycznych, źródłowych
opowieści i kazań od tych później wymyślonych. Te pisma nie dostarczają
nam informacji spełniających wymogi współczesnej historiografii. Można
jedynie uznać, że odzwierciedlają legendę o Gotamie w wersji istniejącej
trzy pokolenia po jego śmierci, kiedy kanon palijski przybrał swą
ostateczną postać. Powstałe później pisma tybetańskie i chińskie
niewątpliwie zawierają pradawne treści, lecz jednocześnie stanowią
jeszcze późniejszą, rozbudowaną wersję tej legendy. Musimy też pamiętać,
że najstarszy ocalały rękopis palijski ma zaledwie około 500 lat.
Nie powinniśmy jednak popadać w zwątpienie. Teksty te zawierają bowiem
materiał historyczny, który wydaje się wiarygodny. Dowiadujemy się z nich sporo na temat północnych Indii w V wieku p.n.e., a wiadomości te
nie odbiegają od treści świętych pism dźinistów, współczesnych Buddzie.
Teksty te zawierają trafne odniesienia do wedyzmu, o którym buddyjscy
autorzy późniejszych pism i komentarzy wiedzieli dość mało. Dowiadujemy
się z nich o postaciach historycznych, takich jak król Bimbisara z Magadhy, o początkach rozwoju życia miejskiego oraz o instytucjach
politycznych, gospodarczych i religijnych tego okresu, a wszystko to
potwierdzają odkrycia dokonywane przez archeologów, filologów i historyków. Uczeni przyjmują obecnie, że pewne elementy tych pism
źródłowych najprawdopodobniej faktycznie pochodzą z najwcześniejszego
okresu rozwoju buddyzmu. Nie sposób też już akceptować XIX-wiecznego
poglądu, jakoby Budda był jedynie wytworem wyobraźni buddystów. Spójność
i jednolitość tego ogromnego zbioru nauk wskazują, że u jego źródła stał
jeden umysł, trudno więc dopatrywać się w tym materiale zbiorowej
kreacji. Całkiem możliwe, że niektóre słowa figurujące w spisanych
naukach zostały rzeczywiście wypowiedziane przez Siddhatthę Gotamę, ale
które, tego nie można jednoznacznie rozstrzygnąć.
Analiza kanonu palijskiego ujawnia kolejny niezwykle istotny fakt, a mianowicie, że nie zawiera on żadnej chronologicznie uporządkowanej
opowieści o życiu Buddy. Anegdoty przeplatają się z naukami i stanowią
po prostu pretekst do przedstawienia elementu doktryny albo monastycznej
reguły. Czasami w kazaniach dla mnichów Budda wspomina o wczesnym
okresie swojego życia lub o swoim oświeceniu. Nie mamy jednak do
czynienia z rozbudowaną relacją biograficzną jak w przypadku Mojżesza w pismach żydowskich i Jezusa w chrześcijańskich. Dopiero później buddyści
zaczęli pisać obszerne, chronologicznie uporządkowane biografie. Mamy na
przykład sanskrycką Lalita Wistarę (III wiek n.e.) i palijską Nidana
Kathę (V wiek n.e.), która ma postać komentarza do opowieści
figurujących w Dźatace. Palijskie komentarze do kanonu, którym
ostateczny kształt nadał w V wieku n.e. therawadyjski tłumacz i komentator Buddhaghosa, również pomogły czytelnikom uporządkować
chronologicznie wydarzenia, o których okazjonalnie i nie po kolei
wspomina kanon. Nawet te rozszerzone relacje mają jednak luki. Nie
zawierają na przykład prawie żadnych szczegółów
czterdziestopięcioletniej misji nauczycielskiej, której podjął się Budda
po swoim oświeceniu. Lalita Wistara kończy się na pierwszym kazaniu
Buddy, a Nidana Katha na założeniu pierwszej buddyjskiej osady w Sawatthi, stolicy Kosali, na początku jego kariery nauczycielskiej. O dwudziestu latach misjonarskiej działalności Buddy nie mamy absolutnie
żadnych informacji.
Wszystko to zdaje się wskazywać, że rację mają buddyści uważający
historyczne fakty dotyczące życia Gotamy za nieistotne. Prawdą jest
również to, że wśród mieszkańców północnych Indii zainteresowanie
historią miało charakter odmienny od naszego: istotniejszy od faktów był
dla nich sam wydźwięk wydarzeń historycznych. W związku z tym pisma
źródłowe niewiele mówią o sprawach, których znajomość większość
współczesnych ludzi Zachodu uznałaby za niezbędną. Nie mamy nawet
całkowitej pewności, w którym stuleciu żył Budda. Tradycyjnie uważano,
że zmarł około 483 roku p.n.e., ale chińskie źródła sugerują, że
nastąpiło to dopiero w 368 roku p.n.e. Po cóż więc ktokolwiek miałby
zaprzątać sobie głowę życiorysem Gotamy, skoro sami buddyści traktowali
tę kwestię z taką obojętnością?
To jednak nie do końca prawda. Uczeni sądzą obecnie, że późniejsze,
bardziej szczegółowe biografie oparte były na opracowanej podczas
drugiego soboru wczesnej relacji z życia Gotamy, która zaginęła. Co
więcej, pisma świadczą o tym, że pierwsi buddyści byli pod głębokim
wrażeniem kilku decydujących momentów w życiu Gotamy: jego narodzin,
wyrzeczenia się normalnego życia świeckiego, oświecenia, rozpoczęcia
działalności nauczycielskiej i śmierci. Były to dla nich fakty niezwykle
istotne. Tak więc jeśli nawet nie mamy za bardzo pojęcia o niektórych
aspektach biografii Gotamy, to możemy być pewni, że jej ogólny zarys,
nakreślony przez te kluczowe wydarzenia, jest poprawny. Budda zawsze
utrzymywał, że swoje nauczanie opiera wyłącznie na tym, czego sam
doświadczył. Nie zgłębiał poglądów innych ludzi ani nie budował żadnej
abstrakcyjnej teorii. Wyciągnął wnioski z tego, co sam przeżył.
Wskazywał swoim uczniom, że jeśli chcą osiągnąć oświecenie, muszą zrobić
to, co on -?opuścić swój dom, zostać utrzymującymi się z jałmużny
mnichami i ćwiczyć się w dyscyplinie jogi umysłu. Jego życie i nauczanie
były ze sobą nierozerwalnie powiązane. Filozofia, którą proponował,
miała zasadniczo charakter autobiograficzny, a główne aspekty jego życia
zostały przedstawione w pismach źródłowych i komentarzach jako wzór do
naśladowania i inspiracja dla innych buddystów. Jak to ujął sam Gotama:
"Kto widzi mnie, widzi dhammę (naukę), a kto widzi dhammę, widzi
mnie".
W pewnym sensie jest tak w przypadku każdej wybitnej postaci religijnej.
Współczesne badania nad Nowym Testamentem wykazały, że o historycznym
Jezusie wiemy znacznie mniej, niż kiedyś sądziliśmy. Okazuje się, że
choć podane tam fakty dawniej "traktowano jak Ewangelię", nie są one aż
tak niepodważalne, jak zakładaliśmy. Mimo to miliony ludzi uznały Jezusa
za wzór do naśladowania, a jego drogę współczucia i cierpienia za
prowadzącą do nowego życia. Jezus bez wątpienia istniał, ale jego
historię, przedstawioną w Ewangeliach, można traktować jako pewien
paradygmat. Borykając się z własnymi najgłębszymi problemami,
chrześcijanie zawsze zwracali się ku niemu, lecz w gruncie rzeczy pełne
zrozumienie tej postaci możliwe jest tylko wtedy, gdy w pewnym sensie
dozna się osobistej przemiany. To samo można odnieść do Buddy, który aż
do XX wieku pozostawał prawdopodobnie jedną z najbardziej wpływowych
postaci wszech czasów. Jego nauki rozwijały się w Indiach przez 1500
lat, a następnie rozprzestrzeniły się w Tybecie, Azji Środkowej,
Chinach, Korei, Japonii, Sri Lance i Azji Południowo-Wschodniej. Dla
milionów ludzi na całym świecie od setek lat stanowi on symbol kondycji
ludzkiej.
Wynika z tego, że znajomość jego życia, którego w pewnym sensie nie da
się oddzielić od głoszonych przez niego nauk, może pomóc nam wszystkim
zrozumieć, na czym polega trud człowieczego losu. Nie może to być jednak
taki rodzaj biografii, jaki zwykle powstaje w XXI wieku. Nie sposób
bowiem dociec, co tak naprawdę się wtedy działo, ani odkryć
kontrowersyjnych nowych faktów z życia Buddy, ponieważ o żadnym
wydarzeniu przytoczonym w buddyjskich pismach nie można z pełnym
przekonaniem stwierdzić, że naprawdę miało miejsce. Samo istnienie tej
legendy natomiast to niewątpliwie fakt historyczny i powinniśmy
traktować ją jako pewną całość, ukształtowaną około stu lat po śmierci
Buddy, gdy teksty palijskie przybierały ostateczną postać. Dzisiaj wielu
czytelników uzna pewne aspekty tej legendy za nieprawdopodobne:
opowieści o bóstwach i cudach przeplatają się bowiem z bardziej
przyziemnymi i całkiem wiarygodnymi wydarzeniami w życiu Gotamy.
Współczesna krytyka historyczna z reguły nie traktuje relacji o takich
cudownych wydarzeniach poważnie, uważając je za późniejsze naleciałości.
Ale jeśli tak podejdziemy do kanonu palijskiego, wypaczymy legendę. Skąd
możemy mieć pewność, że te "normalniejsze" wydarzenia zostały do niej
włączone wcześniej niż tak zwane znaki i cuda? Mnisi, którzy opracowali
kanon, z pewnością wierzyli w istnienie bóstw, choć uważali je za istoty
mające swoje ograniczenia i, jak się przekonamy, zaczynali je też
postrzegać jako projekcje ludzkich stanów psychicznych. Wierzyli
ponadto, że dzięki biegłości w jodze można wyrobić w sobie różne
nadzwyczajne "cudowne" moce (iddhi). Praktyka jogi stanowi dla umysłu
trening pozwalający dokonywać wyjątkowych czynów, tak jak wyćwiczone
ciało sportowca olimpijskiego umożliwia osiąganie wyników poza zasięgiem
zwykłego śmiertelnika. Uważano, że doświadczony jogin potrafi lewitować,
czytać w myślach i odwiedzać inne światy. Mnisi, którzy zebrali i zredagowali materiały składające się na kanon, byli bez wątpienia
przeświadczeni, że Budda dysponuje tego rodzaju mocami, chociaż on sam
odnosił się do nich sceptycznie i twierdził, że należy ich unikać. Jak
się przekonamy, te "opowieści o cudach" często powstawały ku przestrodze
i miały pokazać bezcelowość takiego duchowego ekshibicjonizmu.
Wiele historii składających się na kanon palijski ma sens alegoryczny
lub symboliczny. Dawni buddyści w swoich pismach źródłowych poszukiwali
raczej istotnych treści, a nie sprawdzonych faktów historycznych.
Przekonamy się też, że w porównaniu z bardziej oszczędnymi i przyziemnymi relacjami z kanonu palijskiego późniejsze biografie, jak ta
zawarta w Nidana Katha, przytaczają alternatywne i bardziej
rozbudowane wersje takich wydarzeń, jak decyzja Gotamy, aby opuścić
ojcowski dom, czy też jego oświecenie. W tych późniejszych historiach
jest też jeszcze więcej elementów mitologicznych niż w kanonie:
pojawiają się bogowie, drży ziemia, a bramy w cudowny sposób same się
otwierają. Powtórzmy, że błędem byłaby konstatacja, iż opisy wszystkich
tych cudów były w kolejnych wiekach dodawane do pierwotnej legendy.
Późniejsze biografie prawdopodobnie też oparto na tym zagubionym opisie
życia Buddy, który powstał około stu lat po jego śmierci, w tym samym
czasie, kiedy kanon przyjął ostateczną postać. Wczesnym buddystom raczej
nie spędzał snu z powiek fakt, że te jawnie zmitologizowane opowieści
różnią się od zamieszczonych w kanonie. Stanowiły dla nich po prostu
odmienną interpretację opisywanych wydarzeń i wydobywały ich duchowe i psychologiczne znaczenie.
Te mity i cuda świadczą jednak o tym, że nawet mnisi therawadyjscy,
którzy byli zdania, że Buddę należy po prostu uważać za przewodnika i wzór do naśladowania, zaczęli postrzegać go jako nadczłowieka. Bardziej
egalitarna szkoła mahajany uczyniła z Gotamy wręcz bóstwo. Kiedyś
uważano, że therawada reprezentuje czystszą, bardziej pierwotną formę
buddyzmu, a mahajana jest pewnym wypaczeniem, lecz współcześni znawcy
tematu uznają autentyczność obu nurtów3. Therawada nie przestała
podkreślać znaczenia jogi i odnosiła się z szacunkiem do tych mnichów,
którzy stawali się arahantami, "urzeczywistnionymi", którzy podobnie
jak Budda osiągnęli oświecenie. Natomiast mahajana, w której Budda
stanowi przedmiot kultu i czci się go jako nieustającą obecność w ludzkim życiu, stała się nośnikiem innych wartości, których znaczenie
jest w tekstach palijskich podkreślane równie mocno -?zwłaszcza
znaczenie współczucia. Mahajaniści żywili przekonanie, że therawada jest
zbyt elitarna, a arahanci samolubnie przywłaszczają sobie oświecenie.
Woleli oddawać cześć postaciom bodhisattów, czyli mężczyzn i kobiet
będących na drodze do stanu buddy, którzy jednak odsuwają na później
chwilę własnego oświecenia, aby wpierw przesłanie o możliwości
wyzwolenia nieść "ogółowi". Jak zobaczymy, sam Gotama podobnie
postrzegał rolę swoich mnichów. Obie szkoły odwoływały się do ważnych
cnót, lecz być może obie też coś utraciły.
Gotama odżegnywał się wprawdzie od kultu jednostki, ale faktem jest, że
postaci takie jak on, Sokrates, Konfucjusz i Jezus stanowią dla innych
tak niedościgły wzór, że są na ogół czczone jako nadludzie albo bogowie.
Nawet Proroka Mahometa, który zawsze twierdził, że jest zwykłym
człowiekiem, muzułmanie czczą jako Człowieka Doskonałego, archetyp aktu
pełnego poddania się (islam) woli Boga. Ogrom ducha i osiągnięć tych
ludzi nie mieściły się w potocznych kategoriach. Legenda o Buddzie w kanonie palijskim świadczy o tym, że to samo dotyczyło Gotamy, i chociaż
tych historii pełnych cudów nie można traktować dosłownie, to mówią nam
coś ważnego o ludzkiej mentalności. Podobnie jak Jezus, Mahomet i Sokrates, Budda nauczał mężczyzn i kobiety, jak przekraczać świat i jego
cierpienia, jak wyjść poza ludzką małostkowość i oportunizm i odkryć
wartości absolutne. Wszyscy ci nauczyciele duchowi usiłowali pomóc
bliźnim pogłębić samoświadomość i rozbudzić pełnię swojego potencjału.
Stąd biografia osoby, która została wyniesiona na ołtarze, nie może
spełniać standardów współczesnej historiografii. Niemniej zapoznając się
z modelową postacią, jaką przedstawia kanon palijski i związane z nim
teksty, zyskujemy większą wiedzę o ludzkich aspiracjach i głębszy wgląd
w istotę człowieczego powołania. Ta archetypowa opowieść wyraża pewną
niezwykłą prawdę o kondycji ludzkiej w tym niedoskonałym, przepełnionym
cierpieniem świecie.
Z każdą próbą napisania biografii Buddy wiążą się też inne wyzwania. Na
przykład Ewangelie przedstawiają Jezusa jako wyrazistą postać obdarzoną
specyficznymi cechami. Zachowały się świadectwa jego wielkich zmagań,
chwil silnych emocji, irytacji i przerażenia, a także przykłady jego
charakterystycznego sposobu wyrażania się. Inaczej ma się to z Buddą,
który jest przedstawiany raczej jako pewien typ osobowości, a nie jako
niepowtarzalna jednostka. W jego mowach nie odnajdziemy żadnych
niespodziewanych dowcipnych zwrotów ani ciętych uwag, które tak
zachwycają nas w wypowiedziach Jezusa czy Sokratesa. Budda przemawia
według wymogów indyjskiej tradycji filozoficznej: z powagą, uroczyście i bezosobowo. Po osiągnięciu przez niego oświecenia nie wyczuwamy w nim
już żadnych sympatii ani antypatii, nadziei ani lęków, chwil rozpaczy,
uniesienia ani intensywnego wysiłku. Pozostaje wrażenie jakiegoś
nadludzkiego spokoju, opanowania, szlachetności przekraczającej
powierzchowne osobiste preferencje oraz głębokiej wewnętrznej równowagi.
Buddę często porównuje się do istot nie-ludzkich -?zwierząt, drzew czy
roślin -?lecz nie dlatego, aby był jakimś podczłowiekiem czy kimś
bezdusznym, tylko ponieważ całkowicie przekroczył egoizm, uważany przez
większość z nas za nieodłączny element ludzkiej kondycji. Budda próbował
znaleźć nowy sposób bycia człowiekiem. Na Zachodzie cenimy indywidualizm
i wyrażanie siebie, ale może to łatwo przerodzić się w zwykłą
autoreklamę. W Gotamie odnajdujemy natomiast całkowite, zapierające dech
w piersiach wyrzeczenie się siebie. Nie byłoby dla niego wcale
zaskoczeniem, że pisma źródłowe nie przedstawiają go jako pełnej
"osobowości" -?stwierdziłby raczej, że sama nasza koncepcja osobowości
jest niebezpiecznym złudzeniem. Powiedziałby, że jego życie nie odznacza
się niczym wyjątkowym. Przed nim byli inni buddowie i wszyscy głosili tę
samą dhammę oraz mieli dokładnie takie same doświadczenia. Według
tradycji buddyjskiej było dwadzieścia pięć4 takich oświeconych
ludzkich istot, a po obecnej epoce historycznej, kiedy wiedza o tej
podstawowej prawdzie zaniknie, na świecie pojawi się nowy budda, zwany
Mettejja, i przejdzie przez taki sam cykl życia. To postrzeganie Buddy w kategoriach archetypowych jest tak ugruntowane, że najsłynniejsza bodaj
opowieść o nim w Nidana Katha, traktująca o "opuszczeniu domu"
ojcowskiego, w samym kanonie palijskim wcale nie dotyczy samego Gotamy,
tylko jednego z jego poprzedników, Buddy Wipassi. Pisma nie były więc
wcale zainteresowane przywoływaniem prekursorskich, osobistych osiągnięć
Gotamy, lecz nakreśleniem ścieżki, która jest udziałem wszystkich buddów
i którą muszą podążyć wszyscy poszukiwacze oświecenia.
Historia Gotamy nabiera w naszych czasach szczególnego znaczenia.
Podobnie jak ludzie w północnych Indiach w VI i V wieku p.n.e., my także
żyjemy bowiem w przejściowej, pełnej zmian epoce. Tak jak oni
przekonujemy się, że tradycyjne sposoby doświadczania sacrum i odkrywania najgłębszego sensu życia stają się trudne lub wręcz
niemożliwe. W rezultacie poczucie pustki stało się nieodłączną częścią
współczesnego doświadczenia kondycji ludzkiej. Tak jak Gotama żyjemy w epoce przemocy politycznej i co jakiś czas z przerażeniem przekonujemy
się, w jak nieludzki sposób potrafi odnosić się człowiek do bliźnich.
Również w naszym społeczeństwie szerzy się poczucie beznadziei, stres
miejski i rozchwianie moralne; czasami opadają nas lęki związane z wyłaniającym się nowym porządkiem świata.
Wiele aspektów poszukiwań Buddy współgra ze współczesną wrażliwością
etyczną. Zwłaszcza jego skrupulatny empiryzm świetnie pasuje do ducha
pragmatyzmu naszej zachodniej kultury, podobnie jak wysuwany przezeń
postulat niezależności intelektualnej i osobistej. Tym, którym obca jest
idea nadprzyrodzonego Boga, przekonujące wyda się też to, że Budda
unikał jednoznacznego wypowiadania się na temat istnienia jakiegoś
Najwyższego Bytu. Ograniczał się do zgłębiania własnej ludzkiej natury i zawsze podkreślał, że wszystko, czego doświadczył -?nawet najwyższa
prawda o nibbanie -?stanowi najzupełniej naturalny przejaw naszego
człowieczeństwa. Tym z kolei, których nuży nietolerancja pewnych odmian
zinstytucjonalizowanej religijności, bliski będzie nacisk kładziony
przez niego na współczucie i miłującą życzliwość.
Postać Buddy stanowi też jednak wyzwanie, ponieważ większość z nas nie
dorównuje mu radykalizmem. We współczesnym społeczeństwie zaczyna
stopniowo umacniać się nowa ortodoksja, nazywana czasami "pozytywnym
myśleniem". W swojej najgorszej postaci ten nawykowy optymizm pozwala
nam chować głowę w piasek, zaprzeczać dotykającej nas samych i innych
nieubłaganej bolesności istnienia oraz z premedytacją pogrążać się w stanie bezduszności, aby tylko przetrwać pod względem emocjonalnym.
Budda nie zaaprobowałby takiej postawy. Jego zdaniem życie duchowe może
się rozpocząć dopiero wtedy, gdy człowiek dopuści do siebie fakt
cierpienia, zrozumie, że każde przeżycie jest nim nieuchronnie
naznaczone, i odczuje ból wszystkich innych istot, nawet tych, z którymi
mu nie po drodze. Jest też prawdą, że większość z nas nie jest gotowa na
taki stopień "ogołocenia" się z siebie, na jaki stać było Buddę. Wiemy,
że egoizm to coś złego i że wszystkie wielkie tradycje duchowe świata -
nie tylko buddyzm -?nawołują do przekroczenia go. Kiedy jednak szukamy
wyzwolenia -?czy to w religijnym, czy w świeckim wydaniu -?tak naprawdę
pragniemy umocnić poczucie jaźni. Znaczna część tego, co uchodzi za
religię, często służy wspieraniu i karmieniu ego, które założyciele
wiary każą nam właśnie porzucić. Zakładamy, że skoro Budda po wielu
zmaganiach najwyraźniej pokonał wszelkie aspekty egoizmu, to idąc jego
śladem, będziemy zmuszeni wyzbyć się swojego człowieczeństwa, staniemy
się ponurzy i stracimy poczucie humoru.
Wydaje się jednak, że w przypadku Buddy wcale tak nie było. Być może
wzniósł się ponad swoją osobowość, ale stan, do którego doszedł,
wzbudzał u wszystkich, którzy go spotykali, niezwykłe emocje. Cechujący
Buddę niezmienny, wręcz bezkompromisowy stopień łagodności,
obiektywizmu, równowagi wewnętrznej, bezstronności i pogody ducha
porusza struny jakichś najgłębszych ludzkich tęsknot. Nikogo nie
odstręczał jego stoicki spokój, nie zniechęcał brak preferencji wobec
czegoś lub kogoś kosztem innych. Przeciwnie, ludzi coś do niego
przyciągało, szukali jego towarzystwa.
Ci, którzy poddali się dyscyplinie, jaką zalecał cierpiącej ludzkości,
mówili, że "przyjęli schronienie" w Buddzie. Był oazą spokoju w pełnym
przemocy świecie wybujałego egoizmu. Jedna z najbardziej wzruszających
opowieści w kanonie palijskim mówi o tym, jak pewien król w stanie
głębokiego przygnębienia wybrał się na przejażdżkę po parku z ogromnymi
tropikalnymi drzewami. Wysiadł tam z powozu i przechadzając się pomiędzy
wielkimi korzeniami, które same były wysokości człowieka, poczuł, że
drzewa "budzą ufność i inspirują". "Były pogrążone w ciszy, ich spokoju
nie zakłócały żadne nieharmonijne głosy i miało się wrażenie, że jest to
miejsce poza zwykłym światem, gdzie można się schronić przed ludźmi" i uciec od okrucieństw życia. Przyglądając się tym wspaniałym sędziwym
drzewom, król natychmiast przypomniał sobie o Buddzie, wskoczył do
powozu i przebywszy wiele mil, dotarł do miejsca jego pobytu5.
Takiego odrębnego miejsca, oddzielonego od świata, a jednocześnie
cudownie w nim zanurzonego, które cechowałoby się bezstronnością,
absolutnym obiektywizmem i spokojem i napełniałoby nas wiarą, że na
przekór wszystkiemu nasze życie ma wartość, wielu ludzi doszukuje się w bycie nazywanym "Bogiem". Natomiast wielu innych najwyraźniej odnalazło
coś takiego właśnie w Buddzie, człowieku z krwi i kości, który
przekroczył całą stronniczość i ograniczenia osobowości. Życie Buddy
podważa nasze najgłębsze przekonania, ale może też być drogowskazem.
Choć ścisłe stosowanie zalecanej przez niego metody jest czasem poza
naszym zasięgiem, to na własnym przykładzie pokazał on pewne sposoby
umożliwiające zbliżenie się do bardziej autentycznego człowieczeństwa,
pełnego prawdziwego współczucia.
Nota odautorska: Przytaczając cytaty z buddyjskich pism źródłowych,
korzystałam z tłumaczeń dokonanych przez innych badaczy buddyzmu.
Parafrazuję je jednak, tworząc własne wersje, przystępniejsze dla
zachodniego czytelnika. Niektóre kluczowe terminy buddyjskie są obecnie
powszechnie znane w potocznej angielszczyźnie, ale zazwyczaj
zaczerpnięte zostały z sanskrytu, a nie z języka palijskiego. Dla
zachowania spójności posługuję się jednak w tej książce konsekwentnie
formami palijskimi, dlatego czytelnik spotka się w niej z takimi
pojęciami, jak na przykład kamma, dhamma i nibbana, a nie karma,
dharma i nirwana.