Brytyjska monarchia od kuchni - Adrian Tinniswood

-
Proszę czekać

Wprowadzenie. Czarne księgi i błyskotki

Wpro­wa­dze­nie

Czarne księgi i bły­skotki

Była piąta po połu­dniu. Gene­rał sir Henry Lyne­doch Gar­di­ner1 uświa­do­mił sobie nagle, że popeł­nił strasz­liwy błąd.

Gar­di­ner, wete­ran wojny krym­skiej i powsta­nia sipa­jów2, słu­żył dwo­rowi kró­lew­skiemu przez dwa­dzie­ścia sie­dem lat. Teraz był już czło­wie­kiem sie­demdziesięciosześcioletnim i pamięć zaczy­nała go zawo­dzić, a to dość poważna wada u star­szego koniu­szego kró­lo­wej Wik­to­rii, któ­rego zada­niem było wygła­dza­nie życio­wej drogi swo­jej wład­czyni. Był bar­dzo czuły na tym punk­cie i naska­ki­wał na każ­dego, kto pró­bo­wał przy­po­mi­nać mu o jego obo­wiąz­kach.

Za każ­dym razem, gdy w zamku Wind­sor wyda­wano wiel­kie przy­ję­cie, kró­lo­wej i jej gościom umi­lała czas orkie­stra gwar­dyj­ska, gra­jąc na tara­sie obok jadalni. Aby się tam dostać, muzycy musieli przejść przez jadal­nię i zna­leźć się na swo­ich miej­scach, zanim zaczęli przy­by­wać zapro­szeni goście. Tego wie­czora odby­wał się wła­śnie taki obiad, a Gar­di­ner zapo­mniał zamó­wić orkie­strę. Do obiadu zostały nie­całe cztery godziny, a gwar­dzi­ści znaj­do­wali się w swoim obo­zie w Wiel­kim Parku Wind­sorskim albo, co gor­sza, pili gdzieś na mie­ście. Nie było tele­fo­nów ani samo­cho­dów. Nie było jak skon­tak­to­wać się z nimi ani spo­sobu, aby mieć ich tutaj na tara­sie zam­ko­wym do dwu­dzie­stej czter­dzie­ści pięć, kiedy kró­lowa z gośćmi wkro­czy do jadalni i będzie spo­dzie­wała się muzyki.

Gar­di­ner doszedł do wnio­sku, że nie ma innego wyj­ścia, tylko podać się do dymi­sji. Udał się więc do młod­szego koniu­szego Fritza Pon­sonby'ego, mło­dego ofi­cera Gwar­dii Gre­na­die­rów, i go o tym powia­do­mił. Pon­sonby jed­nak uznał, że nie wszystko jesz­cze stra­cone. Naka­zał sta­jen­nemu pognać galo­pem do ofi­cera dowo­dzą­cego puł­kiem z wia­do­mo­ścią, w któ­rej bła­gał go, aby zebrał swo­ich muzy­ków. Kolej­nego wysłał do masz­ta­le­rza stajni w Wind­so­rze, pole­ca­jąc mu przy­go­to­wa­nie trzech dużych powo­zów, któ­rymi gwar­dzi­ści mogliby przy­je­chać do zamku, gdy tylko się zbiorą. Po czym, zdaw­szy sobie sprawę, że nawet jeśli spóź­nią się tylko odro­binę, nie zdo­łają przejść przez jadal­nię na taras, prze­ko­nał szefa zam­ko­wej straży ognio­wej, aby przy tara­sie pół­noc­nym trzy­mał w pogo­to­wiu cztery dra­biny. Muzycy mie­liby wspiąć się po murach zamku.

Tuż po dwu­dzie­stej czter­dzie­ści pięć kró­lowa Wik­to­ria i jej goście wkro­czyli do jadalni. Pochód zamy­kali Fritz Pon­sonby i gene­rał Gar­di­ner - przy­gnę­bieni, gdyż zda­wali sobie sprawę, że tym razem przez okna nie wpadną dźwięki hymnu naro­do­wego. Ale gdy goście zaj­mo­wali miej­sca przy sto­łach, Pon­sonby dostrzegł nie­wy­raźne posta­cie, które wspi­nały się na taras po murach zamku, cią­gnąc za sobą instru­menty muzyczne. Zanim Wik­to­ria pod­nio­sła do ust pierw­szą łyżkę zupy, gwar­dyj­ska kapela zagrała uwer­turę i sytu­acja została ura­to­wana.

Następ­nego ranka Gar­di­ner otrzy­mał od kró­lo­wej notkę z infor­ma­cją, że zawsze gdy przy­cho­dzi na obiad, orkie­stra powinna grać hymn naro­dowy.

Książka ta doty­czy pry­wat­nego życia człon­ków rodziny kró­lew­skiej od Elż­biety I, która objęła tron Anglii w 1558 roku, po Elż­bietę II, która nie­mal cztery wieki póź­niej została obwo­łana "Kró­lową Elż­bietą Drugą, z bożej łaski Zjed­no­czo­nego Kró­le­stwa Wiel­kiej Bry­ta­nii i Irlan­dii Pół­noc­nej oraz innych jej posia­dło­ści i tery­to­riów Kró­lową, Głową Wspól­noty Naro­dów, Obroń­czy­nią wiary". Nie każ­demu z sied­miorga wład­ców panu­ją­cych w tym cza­sie poświę­cono rów­nie wiele uwagi: wszy­scy byli inte­re­su­jący, ale nie­któ­rzy bar­dziej niż pozo­stali. Nie zagłę­bia­łem się rów­nież we wszyst­kie szcze­góły rzą­dze­nia pań­stwem ani też w czę­sto skom­pli­ko­wane rela­cje władcy z jego bądź jej urzęd­ni­kami. Sku­pi­łem się nato­miast na tym, jak zmie­niał się (albo, jak w nie­któ­rych przy­pad­kach, pozo­sta­wał taki sam) zakres i spo­sób opie­ko­wa­nia się władcą przez ostat­nie pięć stu­leci, a także na tym, jak Fritz Pon­sonby i osoby jego rodzaju poma­gały zacho­wać monar­chię.

Mocą swo­jej pozy­cji kró­lo­wie i kró­lowe wraz z rodzi­nami mieli, i wciąż mają, prawo do okre­ślo­nego poziomu wygody, do swego rodzaju kokonu ochron­nego, który ma czy­nić ich życie nieco łatwiej­szym. Monar­cho­wie nie gotują. Nie ubie­rają się samo­dziel­nie, nie nale­wają sobie napo­jów ani nie ścielą łóżka. Jeśli opo­wie­ści te są praw­dziwe, przy­szły władca tego kró­le­stwa, jego posia­dło­ści i tery­to­riów, nawet sam nie wyci­ska pasty do zębów z tubki, gdyż zada­nie to należy do jed­nego z czte­rech jego kamer­dy­ne­rów, który nakłada pastę na kró­lew­ską szczo­teczkę ze zdo­bio­nego srebr­nego dozow­nika3. Cla­rence House4 ofi­cjal­nie zde­men­to­wał inną słynną legendę o "roz­piesz­cza­niu człon­ków rodziny kró­lew­skiej": że każ­dego ranka przed księ­ciem Walii sta­wiano sie­dem goto­wa­nych jaj usze­re­go­wa­nych według ich twar­do­ści, każde opa­trzone liczbą ozna­cza­jącą, ile minut się goto­wało, tak aby mógł każ­dego spró­bo­wać i wybrać naj­bar­dziej mu odpo­wia­da­jące.

Sala św. Jerzego (St. Geo­rge's Hall) na zamku w Wind­so­rze, rycina z 1819 r. W tej sali odby­wają się kró­lew­skie obiady dla waż­nych gości

W XXI wieku dwór kró­lo­wej Elż­biety liczy około 1200 pra­cow­ni­ków, mniej wię­cej tyle samo, ile dwór Karola II w latach sześć­dzie­sią­tych XVII stu­le­cia, ale o jedną trze­cią wię­cej niż dwór jej pra­pra­babki kró­lo­wej Wik­to­rii, która zatrud­niała 921 płat­nych dwo­rzan. Nie­któ­rzy człon­ko­wie obec­nego dworu są dwo­rzanami w daw­nym zna­cze­niu tego słowa, z cere­mo­nial­nymi obo­wiąz­kami i tytu­łami się­ga­ją­cymi wstecz wiele stu­leci. Inni - jak na przy­kład oso­bi­sty sekre­tarz kró­lo­wej czy jej sekre­tarz do spraw komu­ni­ka­cji - są dwo­rzanami nowych cza­sów, wspie­rają kró­lową w kie­ro­wa­niu rela­cjami z rzą­dem i naro­dem. Jesz­cze inni sta­no­wią per­so­nel pomoc­ni­czy w bar­dziej domo­wym zna­cze­niu, czyli gotują, sprzą­tają i ścielą łóżka. Książę Walii ma oddzielny dwór i zatrud­nia ponad 160 peł­no­eta­to­wych pra­cow­ni­ków, któ­rych więk­szość ma za zada­nie poma­gać w wypeł­nia­niu ofi­cjal­nych obo­wiąz­ków i dzia­łal­no­ści cha­ry­ta­tyw­nej księ­cia, księż­nej Korn­wa­lii, a także księ­cia i księż­nej Cam­bridge oraz księ­cia i księż­nej Sus­sex. Jedy­nie 26 osób to oso­bi­sty per­so­nel księ­cia oraz ogrod­nicy i obsługa gospo­dar­stwa rol­nego.

Rze­czą oczy­wi­stą jest, że bogaci ludzie zawsze ota­czali się świtą, nie­wielką armią sekre­ta­rzy i słu­żą­cych oraz pochleb­ców. Ale w przy­padku rodziny kró­lew­skiej to coś wię­cej. Wła­dza kró­lew­ska to nie jest sta­no­wi­sko, o które można się ubie­gać5, jak pre­zy­den­tura Sta­nów Zjed­no­czo­nych czy pre­ze­sura impe­rium mediów spo­łecz­no­ścio­wych. Rytu­ały zwią­zane z opieką nad władcą mają go wyróż­niać, przy­po­mi­nać jego pod­da­nym, że nie jest taki jak inni ludzie, nawet nie jak pre­zy­denci czy mul­ti­mi­lio­ne­rzy. Gdyby był jak ci inni, gdyby nie było róż­nicy pomię­dzy kró­le­wi­czem a żebra­kiem, dla­czego żebrak nie miałby rzą­dzić w kró­lew­skim pałacu? Nie­za­leż­nie od tego, czy monar­cho­wie rzą­dzili za pomocą uci­sku, czy powszech­nej zgody, ich żywoty - zarówno w prze­szło­ści, jak i obec­nie - mają przy­po­mi­nać, że nie są tacy jak my. Są inni.

Było tak od zawsze. Kiedy słu­żący Hen­ryka VIII6 każ­dego wie­czora ście­lili kró­lew­skie łoże, robili znak krzyża i cało­wali miej­sca, w któ­rych ich ręce doty­kały świę­tej pościeli. Ści­śle okre­ślone zasady wska­zy­wały dokład­nie miej­sce, w któ­rym służba powinna kłaść ręcz­nik bądź ser­wetkę na kró­lew­skim stole ("żad­nych fałd"); narzu­cały strój, jaki ojciec Hen­ryka VIII Hen­ryk VII7 powi­nien nosić na tra­dy­cyj­nych uro­czy­sto­ściach święta Trzech Króli - złota korona wysa­dzana sza­fi­rami, rubi­nami i per­łami, która "czczona być winna i żaden śmier­tel­nik tknąć jej nie może, wyjąw­szy samego króla"8.

Zasady te zostały opra­co­wane jako instruk­cja dla nowych człon­ków dworu kró­lew­skiego, któ­rzy muszą pamię­tać, co należy się ich władcy. Nie­które z roz­po­rzą­dzeń miały postać zwy­kłej listy urzę­dów z przy­pi­sa­nym wyna­gro­dze­niem i upo­sa­że­niem, spo­rzą­dza­nej na potrzeby budżetu dworu. Inne miały na celu regu­lo­wa­nie zacho­wań. Kiedy w roku 1471 sied­mio­mie­sięczny syn Edwarda IV9, także Edward10, został księ­ciem Walii, powstał zbiór "Regu­la­cji doty­czą­cych rzą­dów księ­cia Edwarda", okre­śla­jący codzienny porzą­dek jego dnia. Zaczy­nał się o szó­stej rano, gdy do ksią­żę­cej sypialni wkra­czali kape­lani, by odmó­wić poranne modli­twy. Ubrany książę szedł do pry­wat­nej kaplicy wysłu­chać mszy. Po śnia­da­niu miał lek­cje, a następ­nie o dzie­sią­tej - bądź jede­na­stej, jeśli dzień był postny - jadł obiad, pod­czas któ­rego czy­tano mu "takie szla­chetne histo­rie, jakich przy­stoi wysłu­chi­wać księ­ciu"11. Po połu­dniu nastę­po­wały dal­sze lek­cje i zaję­cia spor­towe. W łóżku musiał być przed dwu­dzie­stą, a zada­niem służby było "wese­lić go i rado­wać" przed zaśnię­ciem12.

Oto­cze­nie tych śre­dnio­wiecz­nych poka­zów kró­lew­skiego rytu­ału czę­sto się zmie­niało, od myśliw­skich dom­ków po zamki i pałace. Kró­lo­wie i kró­lowe Anglii czę­sto się prze­miesz­czali. Lubili poka­zy­wać się swoim pod­da­nym w ramach demon­stra­cji wła­dzy, lubili polo­wać w róż­nych czę­ściach swo­jego kró­le­stwa, jeź­dzili w poszu­ki­wa­niu zdro­wego powie­trza, uni­ka­jąc plag i zaraz, a także w poszu­ki­wa­niu zapa­sów żyw­no­ści, gdy bra­kło ich w naj­bliż­szej oko­licy.

Do wyboru mieli wiele kró­lew­skich posia­dło­ści. W XIII wieku Edward I był wła­ści­cie­lem około dwu­dzie­stu rezy­den­cji. Kiedy w 1485 roku tron objął Hen­ryk VII, czter­na­ście z nich zostało sprze­da­nych, odda­nych lub po pro­stu opusz­czo­nych, pozo­stały jedy­nie: pałac Cla­ren­don w Wilt­shire, oka­zały domek myśliw­ski w Clip­stone w hrab­stwie Not­tin­gham, pałac Have­ring na wschód od Lon­dynu, zamek Wind­sor, Wood­stock w hrab­stwie Oxford oraz pałac West­min­ster. Pałac ten został wybu­do­wany przez Edwarda Wyznawcę w poło­wie XI wieku, w tym cza­sie, gdy usta­no­wił Opac­two West­min­sterskie, a prze­bu­do­wany przez kró­lów nor­mań­skich i ande­ga­weń­skich, szcze­gól­nie zaś Wil­helma II Rudego, który w latach 1097-1099 uczy­nił z West­min­ster Hall naj­więk­szy pałac w Anglii.

Śre­dnio­wieczni kró­lo­wie liczbę sze­ściu rezy­den­cji pomniej­szali bądź uzu­peł­niali o inne, zgod­nie z ryt­mem ich zmien­nych kolei losu. Domy odda­wano, kon­fi­sko­wano, porzu­cano. W cza­sach nie­któ­rych kró­lów posia­dło­ści było aż dwa­dzie­ścia pięć, za pano­wa­nia innych zale­d­wie dzie­więć bądź dzie­sięć. Wnę­trzom daleko było do suro­wych kamien­nych relik­tów, jakie widzimy, zwie­dza­jąc dzi­siaj śre­dnio­wieczne budowle. Ściany na ogół bie­lono i zdo­biono, naj­czę­ściej czer­wo­nymi liniami, w duże kwa­draty, które nie­kiedy wypeł­niano malo­waną deko­ra­cją. Stropy pokryte były zło­tymi i srebr­nymi ceki­nami. W kró­lew­skich pała­cach popu­larna była boaze­ria z pio­nowo uło­żo­nych desek sosno­wych lub jodło­wych, które także malo­wano, nie­kiedy w nader kunsz­towne "histo­rie" albo sceny ale­go­ryczne o bar­dzo oso­bi­stym zna­cze­niu. W zamku Southamp­ton w 1182 roku Hen­ryk II, któ­rego dzieci wal­czyły ze sobą o koronę, naka­zał, aby w jego kom­na­cie nama­lo­wać orła ata­ko­wa­nego przez wła­sne pisklęta.

Kiedy w 1509 roku tron objął Hen­ryk VIII, w skład jego archi­tek­to­nicz­nego dzie­dzic­twa wcho­dził pałac na połu­dnio­wym brzegu Tamizy, poło­żony w Sheen, dzie­więć mil w górę rzeki od West­min­steru, prze­mia­no­wany przez jego ojca na Rich­mond; a także inny, nowy pałac w Gre­en­wich, rów­nież nad Tamizą, sie­dem mil w dół rzeki. W roku 1512 pożar stra­wił miesz­kalną część pałacu West­min­ster. Hen­ryk VIII posta­no­wił nie odbu­do­wy­wać znisz­czo­nej czę­ści, prze­kształ­ca­jąc to, co pozo­stało z pożaru, w swoją sie­dzibę admi­ni­stra­cyjną i prawną, a następ­nie roz­po­czął budowę nowego pałacu w Bri­de­well, na gra­nicy daw­nego lon­dyń­skiego City. W ciągu dwóch pierw­szych dzie­się­cio­leci swo­ich rzą­dów wszedł w posia­da­nie jesz­cze więk­szej liczby domów, m.in. Gra­fton w hrab­stwie Nor­thamp­ton i New Hall w Essex. Ale dwa z tych nowych nabyt­ków były szcze­gól­nie ważne. Pierw­szy to w poło­wie ukoń­czony pałac Hamp­ton Court, poło­żony nad Tamizą dwa­na­ście mil na połu­dniowy zachód od Lon­dynu, który otrzy­mał w 1527 roku od lorda kanc­le­rza, kar­dy­nała Tho­masa Wol­seya. Pró­bo­wał w ten spo­sób nieco ukoić nara­sta­jące nie­za­do­wo­le­nie swo­jego pana z powodu fia­ska sta­rań o unie­waż­nie­nie mał­żeń­stwa z Kata­rzyną Ara­goń­ską. Drugi z nabyt­ków datuje się na rok 1529, gdy upa­dek Wol­seya pozwo­lił Hen­rykowi VIII zająć miej­ską rezy­den­cję kar­dy­nała, York Place, cią­gnącą się wzdłuż Tamizy nie­opo­dal sta­rego pałacu West­min­ster. W 1532 roku Hen­ryk zmie­nił jej nazwę na Whi­te­hall.

Człon­ko­wie kró­lew­skiego per­so­nelu sfo­to­gra­fo­wani w Bal­mo­ral w 1920 r. (od lewej): tele­fo­ni­sta, cukier­nik, tele­gra­fi­sta, szef kuchni, pocz­t­mistrz i lokaj

Hen­ryk VIII gro­ma­dził nowe posia­dło­ści w ogrom­nym tem­pie. Mię­dzy rokiem 1531 a 1536 na miej­scu daw­nego szpi­tala dla trę­do­wa­tych w West­min­ste­rze wybu­do­wał duży nowy dom, St James's. Roz­ma­itych wyż­szych duchow­nych zachę­cano, aby poszli w ślady Wol­seya (a raczej, aby uni­kali przy­kładu Wol­seya), prze­ka­zu­jąc swoje domy kró­lowi: arcy­bi­skup Cran­mer oddał Mor­tlake w hrab­stwie Sur­rey i Knole w hrab­stwie Kent; biskup Ely oddał Hat­field w hrab­stwie Hert­ford; biskup Dur­ham prze­ka­zał kró­lowi swój biskupi dom na Stran­dzie. Do śmierci w 1547 roku Hen­ryk VIII stał się wła­ści­cie­lem ponad pięć­dzie­się­ciu sie­dzib, a więc zgro­ma­dził ich wię­cej niż jaki­kol­wiek inny monar­cha wcze­śniej i póź­niej13.

Spo­soby i zakres zakwa­te­ro­wa­nia były bar­dzo różne. Ale główne zasady pozo­sta­wały takie same, nie­za­leż­nie od tego, czy monar­cha prze­by­wał w domku myśliw­skim, czy w pałacu. Do XIV wieku doko­nał się podział kró­lew­skiego domu na dwie czę­ści - Dwór (Hall) i Kom­natę (Cham­ber), będące raczej depar­ta­men­tami niż fizycz­nymi prze­strze­niami archi­tek­to­nicz­nymi. W skład Dworu wcho­dziły publiczne prze­strze­nie wspólne, takie jak hall, czyli sala, w któ­rej jadała więk­szość domow­ni­ków, oraz część gospo­dar­czo-usłu­gowa, a więc kuch­nie, spi­żar­nie i inne pomiesz­cze­nia gospo­dar­skie. Kom­nata, czyli pry­watna prze­strzeń króla (na ile jaka­kol­wiek prze­strzeń może być pry­watna w przy­padku władcy, który nawet wypróż­niał się w towa­rzy­stwie), skła­dała się z apar­ta­men­tów, wielu pokoi i przed­po­koi, zwień­czo­nych sypial­nią króla. Pod koniec śre­dnio­wie­cza król zaczął spo­ży­wać posiłki w tych kom­na­tach - zazwy­czaj w sypialni, która w kon­se­kwen­cji stała się miej­scem bar­dziej publicz­nym, zatem kró­lew­skie łoże prze­nie­siono do innego pomiesz­cze­nia. Pod koniec XV wieku Kom­nata podzie­liła się na Wielką Kom­natę (Great Cham­ber) oraz Pry­watną Kom­natę (Privy Cham­ber), cho­ciaż podział funk­cji każ­dej z nich nie był wyraź­nie okre­ślony. Hen­ryk VII jadał nie­kiedy z całym cere­mo­nia­łem w hallu, nie­kiedy w Wiel­kiej Kom­na­cie, a cza­sami w sypialni, wtedy stół był sta­wiany przy łóżku.

Te oddzielne depar­ta­menty w codzien­nym dzia­ła­niu możemy zoba­czyć przez pry­zmat naj­bar­dziej wszech­stron­nego śre­dnio­wiecz­nego zbioru regu­la­cji doty­czą­cych funk­cjo­no­wa­nia dworu kró­lew­skiego: w tak zwa­nym Liber Niger Domus Regis Angliae (Czar­nej księ­dze dworu Edwarda IV). "Czarna księga", spi­sana pomię­dzy rokiem 1467 a 1477, miała na celu roz­wią­zać pro­blem, z któ­rym bory­kali się angiel­scy i bry­tyj­scy władcy przez tysiąc lat: w jaki spo­sób zacho­wać rów­no­wagę mię­dzy dwor­skimi wydat­kami a odpo­wied­nią oprawą monar­szego splen­doru. Kró­lew­skość wymaga oka­za­ło­ści, a oka­za­łość kosz­tuje.

Pięt­na­sto­wieczny sędzia sir John For­te­scue jako jeden z pierw­szych dostrzegł zwią­zek pomię­dzy bogac­twem a wła­dzą kró­lew­ską. Pisząc w latach sie­dem­dzie­sią­tych XV stu­le­cia, stwier­dził, że "potrzeba, aby król miał takie bogac­two, aby mógł wzno­sić nowe budynki, gdy tylko zapra­gnie, dla swej przy­jem­no­ści i oka­za­ło­ści; i żeby mógł kupo­wać sobie kosz­towne stroje [i] kosz­towne futra". Król potrze­bo­wał pie­nię­dzy na dra­pe­rie do swo­ich posia­dło­ści, szaty litur­giczne do kaplicy, bar­dzo dro­gie konie do swo­ich stajni. Bez tego "żyłby nie jak przy­na­leży jego sta­nowi, lecz w ubó­stwie i w więk­szym pod­dań­stwie niż osoba pry­watna"14.

Oprócz pie­nię­dzy kró­lew­skość wyma­gała orga­ni­za­cji. Te bar­dzo dro­gie konie w kró­lew­skiej stajni same sobą się nie zaj­mo­wały. Szaty litur­giczne zaku­pione do kaplicy nosili kape­lani, któ­rzy modlili się za duszę króla. Kosz­towne futra poma­gali kró­lowi zakła­dać gierm­ko­wie, a kiedy król wzniósł nową posia­dłość dla swej przy­jem­no­ści i oka­za­ło­ści, trzeba ją było zalud­nić dwo­rza­nami i paziami oraz ary­sto­kra­tycz­nymi i szla­chec­kimi urzęd­ni­kami, któ­rych kar­miła i obsłu­gi­wała mała armia pie­ka­rzy, kucha­rzy i pomy­wa­czy. Tym ostat­nim zaś wyna­gro­dze­nie wypła­cał cały zastęp urzęd­ni­ków zatrud­nio­nych w spe­cjal­nym dziale rachun­ko­wo­ści.

To wła­śnie ten sys­tem zarzą­dza­nia dwo­rem kró­lew­skim regu­lo­wała "Czarna księga". Dzie­liła ona dwór Edwarda IV na dwie czę­ści: Domus Regie Magni­fi­cen­cie oraz Domus Pro­vi­den­cie, które w bar­dzo ogól­nych zary­sach odpo­wia­dały podzia­łowi na Cham­ber i Hall, a bar­dziej pre­cy­zyj­nie póź­niej­szemu roz­róż­nie­niu na "nad scho­dami" i "pod scho­dami". Domus Pro­vi­den­cie poświę­cona była codzien­nym spra­wom prak­tycz­nym - zapew­nie­nia żyw­no­ści, oświe­tle­nia i cie­pła potęż­nej rze­szy służby. Zawia­dy­wał nią lord ste­ward, który pil­no­wał dys­cy­pliny i zaj­mo­wał się finan­sami, sto­jąc na czele działu rachun­ko­wego, czyli Rady Zie­lo­nego Sukna (Board of Green Cloth), która wzięła swą nazwę od mate­rii pokry­wa­ją­cej stół, przy któ­rym zasia­dali jej człon­ko­wie. Oprócz lorda ste­warda zasia­dali w niej: skarb­nik nadworny (tre­asu­rer of the house­hold), kon­tro­ler nadworny (comp­trol­ler of the house­hold), kwe­stor (cof­fe­rer) oraz dwóch pisa­rzy. Ale dział pod­le­ga­jący lor­dowi ste­war­dowi obej­mo­wał rów­nież: kuch­nię, pie­kar­nię, spi­żar­nię i piw­nicę, składy przy­praw i sło­dy­czy, pral­nię i skład drewna, a także wielki hall, gdzie jadła posiłki więk­sza część nadwor­nych urzęd­ni­ków, oraz służbę, która ich obsłu­gi­wała. Na dzi­siej­szym dwo­rze kró­lo­wej Elż­biety II na­dal jest lord ste­ward, skarb­nik i kon­tro­ler, choć funk­cja tego pierw­szego jest już czy­sto tytu­larna - nikt nie spo­dziewa się, że lord ste­ward zaj­mo­wać się będzie budże­tem dworu czy kara­niem krnąbr­nej służby - dwa ostat­nie urzędy zaś są czy­sto poli­tyczne, obsa­dzane przez człon­ków aktu­al­nie rzą­dzą­cej par­tii.

Człon­ko­wie dworu kró­lo­wej Wik­to­rii wraz z jej gar­de­ro­bia­nymi oraz sto­ją­cymi z tyłu dwoma kró­lew­skimi detek­ty­wami

Głów­nym urzęd­ni­kiem Domus Regie Magni­fi­cen­cie był lord szam­be­lan (lord cham­ber­lain). On bądź jego zastępca odpo­wia­dali za kró­lew­skie apar­ta­menty i ludzi zaj­mu­ją­cych się kró­lem - służbę oso­bi­stą, słu­żą­cych usłu­gu­jący przy stole, leka­rzy i kape­la­nów, a także odźwier­nych (ushers), gierm­ków i paziów, któ­rzy zaj­mo­wali się bar­dziej ofi­cjal­nymi i publicz­nymi czę­ściami kró­lew­skiego domu. Od cza­sów Hen­ryka VIII, a być może już wcze­śniej, dwa pod­wy­działy Cham­ber, czyli Great Cham­ber i Privy Cham­ber, wciąż wcho­dziły w zakres kom­pe­ten­cji lorda szam­be­lana, ale Privy Cham­ber, najbar­dziej intymną spo­śród publicz­nych prze­strzeni króla, zaj­mo­wała się nie­wielka grupa spe­cjal­nych dwo­rzan, na któ­rych czele stał dwo­rzanin stol­cowy (groom of the stool). Pier­wot­nie zada­niem tego urzęd­nika było czu­wa­nie nad kró­lew­skim wypróż­nia­niem, ale mimo tych nie do pozaz­drosz­cze­nia począt­ków ów urzęd­nik (bądź urzęd­niczka, jeśli władcą była kobieta) stał się jedną z naj­po­tęż­niej­szych postaci dworu kró­lew­skiego, z pra­wem dostępu do króla w każ­dym momen­cie. Stali się oni swego rodzaju stró­żami, pil­nu­ją­cymi dostępu do monar­chy nawet wów­czas, gdy nie byli obecni na dwo­rze, i pośred­ni­czyli pomię­dzy kró­lem a pozo­sta­łymi człon­kami dworu. Urząd został zawie­szony po obję­ciu tronu przez Wik­to­rię w 1837 roku.

W teo­rii wszystko, co zwią­zane było z funk­cjo­no­wa­niem dworu kró­lew­skiego, pod­le­gało ści­słej kon­troli. Nie­któ­rzy słu­dzy monar­chy (i ich wła­sna służba) żyli na koszt dworu - czyli dosta­wali jedze­nie, opał, aby było im cie­pło, i świece, aby mieli widno, a nie­kiedy rów­nież ubra­nia lub pie­nią­dze na ubiór nie­zbędny im w pracy. Ist­nieją listy osób, które żyły na koszt dworu, osób, które tu tylko jadły, ale nie miesz­kały, oraz osób, które musiały same się o sie­bie trosz­czyć. Listy zawie­rają upo­sa­że­nia poszcze­gól­nych dwo­ra­ków, liczbę słu­żą­cych, któ­rych urzęd­nik dwor­ski mógł żywić i przy­jąć na miesz­ka­nie na koszt króla. Odźwierni (por­ters) mieli prawo zaka­zać każ­demu "nie­za­leż­nie od jego stanu, rangi czy sta­tusu" prze­my­cać dodat­ko­wych słu­żą­cych utrzy­my­wa­nych i żywio­nych na koszt króla. Prawa i obo­wiązki każ­dego członka służby kró­lew­skiej były jasno okre­ślone.

Tak było w teo­rii. W prak­tyce zaś przez więk­szą część swo­jej histo­rii dwór kró­lew­ski robił wra­że­nie nie­mal nie­kon­tro­lo­wa­nego cha­osu. Na dwo­rze zawsze znaj­do­wali się prze­my­ceni słu­żący, ci nato­miast, któ­rzy powinni słu­żyć kró­lowi, czę­sto zaj­mo­wali się gdzie indziej swo­imi spra­wami. W cza­sach Tudo­rów na dwór prze­my­cano rów­nież zwie­rzęta domowe; dozwo­lone były jedy­nie małe spa­niele jako pie­ski do towa­rzy­stwa kró­lo­wej i dam dworu, ale urzęd­nicy mieli brzydki zwy­czaj przy­pro­wa­dza­nia swo­ich psów myśliw­skich - nie dość, że poty­kała się o nie służba, to jesz­cze ogary gry­zły się nawza­jem i odda­wały mocz gdzie popad­nie. Słu­żący także sikali, gdzie im się aku­rat zachciało. Kró­lew­ska Rada Oso­bi­sta (Privy Coun­cil)15 musiała wydać zakaz odda­wa­nia moczu na tere­nie dworu kró­lew­skiego, a na zewnętrz­nych murach wyma­lo­wano wiel­kie czer­wone krzyże: "Nie sikać". Nadworni urzęd­nicy wal­czyli ze sobą i pod­kra­dali wszystko, co nie było przy­mo­co­wane: jedze­nie, srebrną zastawę, świece, drewno opa­łowe i węgiel. Zabie­rali zamki do drzwi, kra­dli meble, tłu­kli okna.

Życie na dwo­rze w dzi­siej­szych cza­sach jest nieco bar­dziej wywa­żone. W stu­le­cia oddzie­la­jące Elż­bietę I od Elż­biety II wpro­wa­dzono inne stan­dardy zacho­wa­nia - zarówno dla władcy, jak i jego dwo­ra­ków. Zmie­niła się także kon­cep­cja monar­chii. Dziś Wielka Bry­ta­nia ocze­kuje władcy, który jest jed­no­cze­śnie ponad ludem i z ludu, który jest odpo­wie­dzialny, a zara­zem stały. Ale korona wciąż potrze­buje wspar­cia sieci dwo­rzan, nadwor­nych urzęd­ni­ków i słu­żą­cych, któ­rzy łączą ze spo­łe­czeń­stwem, a jed­no­cze­śnie sta­no­wią bufor trzy­ma­jący to spo­łe­czeń­stwo na dystans.

Życie na kró­lew­skim dwo­rze, które jest tema­tem tej książki, nie może się bez nich obejść.

Rozdział I. Królewski objazd kraju

Roz­dział I

Kró­lew­ski objazd kraju

Wyda­wało się, że to taki świetny pomysł. Przy­jemna roz­rywka, aby zaba­wić kró­lową Elż­bietę I, czyli ama­tor­skie przed­sta­wie­nie w nie­dzielne popo­łu­dnie latem 1575 roku.

Plan był pro­sty. Weselna pro­ce­sja miesz­czan - odświęt­nie odzia­nych na tę oka­zję, zatem wyglą­da­ją­cych nader siel­sko - wma­sze­ruje parami na dzie­dzi­niec zamku Kenil­worth w hrab­stwie War­wick. Potem pod oknami kró­lo­wej odbędą się wiej­skie tańce, zabawy i pokazy walk. Następ­nie młoda para popro­wa­dzi orszak z powro­tem do mia­sta, a ich miej­sce na kró­lew­skim dzie­dzińcu zaj­mie kolejna grupa, która zapre­zen­tuje przed­sta­wie­nie. Starą sztukę, tra­dy­cyj­nie wysta­wianą w pobli­skim Coven­try w drugi wto­rek po Wiel­ka­nocy, tak zwany Hock Tues­day - stąd też jej tytuł: Stara sztuka z Coven­try na Hock-Tues­day. Po refor­ma­cji została zaka­zana z powodu wywo­ły­wa­nych przez nią nie­po­ko­jów i zamie­szek, ponie­waż jej naj­waż­niej­szą czę­ścią była wielka bitwa, w któ­rej Sasi masa­kro­wali Duń­czy­ków, czę­sto więc pod wpły­wem tych emo­cji zda­rzały się ofiary w ludziach. Jed­nak Coven­try chciało za wszelką cenę uzy­skać zgodę kró­lo­wej na ponowne jej przed­sta­wia­nie.

Trzy sie­dem­na­sto­wieczne pano­ramy zamku Kenil­worth w War­wick­shire w środ­ko­wej Anglii. W XVI stu­le­ciu zamek nale­żał do sir Roberta Dudleya, hra­biego Leice­ster, fawo­ryta kró­lo­wej Elż­biety I, która go tu odwie­dzała. Jak powie­dziano Elż­bie­cie: "Jezioro, dom i lord będą tu słu­żyć Wam"

Począt­kowo wszystko szło dosko­nale. Wiej­ska pro­ce­sja ślubna przy­była na czas, pro­wa­dzona przez "wszyst­kich krzep­kich chłop­ców i dziar­skich kawa­le­rów para­fii", nio­są­cych gałę­zie żar­nowca na lewym ramie­niu i kije w pra­wej ręce16. Następ­nie nad­szedł nowo­że­niec, odziany w cze­san­kowy żakiet swego ojca i słom­kowy kape­lusz. Za nim podą­żali jeźdźcy na koniach, tan­ce­rze mor­risa oraz pie­go­waty rudo­włosy chłop, trzy­ma­jący wysoko nad głową weselny puchar ozdo­biony żar­now­cem i wstę­gami z czer­wo­nego i żół­tego bukramu17. Pochód zamy­kała panna młoda, "istot­nie nie­zbyt piękna, lecz brzydka", według współ­cze­snej mało szar­manc­kiej rela­cji18.

Gdy już wszy­scy zebrali się na dzie­dzińcu, pan młody roz­po­czął zawody w sztuce wojen­nej, zamie­rza­jąc się na turka19 - mane­kina wysta­wio­nego w celu pre­zen­ta­cji zręcz­no­ści we wła­da­niu bro­nią. Za nim ruszyli pozo­stali męż­czyźni, ata­ku­jąc cel kijami w ramach zapla­no­wa­nego pokazu woj­sko­wego męstwa, który kró­lowa miała podzi­wiać z okien swej kom­naty.

Nie­stety, mło­dzień­czy entu­zjazm wziął górę i część dziel­nych mężów ruszyła na tłum widzów. Inni poprzew­ra­cali się, nie uczy­niw­szy nic poza tym. W krót­kim cza­sie o mane­ki­nie zapo­mniano, a wszy­scy ata­ko­wali się nawza­jem. Marze­nia panny mło­dej o tańcu przed kró­lową zostały osta­tecz­nie zaprze­pasz­czone, gdy Elż­bieta uznała, że nie jest w sta­nie nic dostrzec z powodu "natłoku gawie­dzi i nie­sfor­no­ści ludu", po czym prze­nio­sła uwagę na znacz­nie bar­dziej wyszu­kany taniec w swo­jej kom­na­cie20. Na doda­tek, trupa teatralna z Coven­try przy­była przed cza­sem i zaczęła swoje przed­sta­wie­nie, siłą wal­cząc o miej­sce z orsza­kiem wesel­nym. Występy prze­mie­niły się w chaos i zamie­sza­nie. Goście weselni zostali wypro­wa­dzeni z kró­lew­skiej posia­dło­ści pod eskortą i w nie­ła­sce, a trupa teatralna musiała porzu­cić pomysł odtwo­rze­nia bitwy pomię­dzy Sasami a Duń­czy­kami.

Na szczę­ście weselne gry i sztuka z Coven­try sta­no­wiły jedy­nie nie­wielką cześć roz­ry­wek zapla­no­wa­nych dla Elż­biety I. Kró­lowa ze swoją świtą bawiła w Kenil­worth już od ponad tygo­dnia, a w tym cza­sie jego gospo­darz hra­bia Leice­ster21 razem ze swoim dwo­rem raczył ją "dosko­nałą muzyką roz­ma­itych słod­kich instru­men­tów", poka­zami sztucz­nych ogni tak gło­śnych i wspa­nia­łych, "że nie­biosa grzmiały, woda falo­wała i zie­mia się trzę­sła"; polo­wa­niem na jele­nia i niedź­wie­dzia oraz popi­sami spraw­no­ści w wyko­na­niu wyjąt­kowo zręcz­nego wło­skiego akro­baty22.

Wizy­cie Elż­biety I i jej świty nadano odpo­wied­nią oprawę. Została powi­tana fan­farą zagraną przez trę­ba­czy usta­wio­nych na murach przy bra­mie wjaz­do­wej. Następ­nie Pani Jeziora prze­pły­nęła fosę na pły­wa­ją­cej wyspie, by pozdro­wić ją wier­szem zakoń­czo­nym tak:

Nie trzeba dłu­żej stać, zechciej­cie przejść, Madame -

Jezioro, dom i lord będą tu słu­żyć Wam23.

Po zakoń­cze­niu tego wido­wi­ska kró­lowa popro­wa­dzona została "przy wyśmie­ni­tych dźwię­kach fago­tów, obo­jów, kor­ne­tów i podob­nie gło­śnej muzyki" przez żwi­ro­wany most ozdo­biony pali­kami, na któ­rych znaj­do­wały się roz­ma­ite poda­runki, upo­minki bogów24. Były tam klatki z pie­rza­stymi kuli­kami i bąkami, mło­dymi cza­plami i innym ptac­twem - dary Syl­wana, boga pól, lasów i dzi­kiej przy­rody; rzad­kie owoce od Pomony, bogini sadów, ogro­dów i drzew owo­co­wych; psze­nica, jęcz­mień i owies od Ceres, bogini zbóż i uro­dzaju; wino­grona, wino białe i bor­do­skie od Bachusa; ostrygi, śle­dzie, łosoś i inne ryby od Nep­tuna; broń i zbroja od Marsa. I wresz­cie, przy wej­ściu do zamku, na dwóch gałę­ziach waw­rzynu wisiały lut­nie, wiole, oboje, kor­nety, flety, fujarki i harfy - poda­runki Feba, boga muzyki.

Jak poka­zały zabawy weselne, kró­lew­ska roz­rywka nie zawsze szła zgod­nie z pla­nem. W cza­sie wizyty Elż­biety w Kenil­worth przy­tra­fiło się jesz­cze kilka drob­nych pro­ble­mów. Gdy pew­nego wie­czora wra­cała z polo­wa­nia do zamku, "dziki czło­wiek" przy­sło­nięty jeno blusz­czem (Geo­rge Gasco­igne, dwo­rza­nin hra­biego Leice­ster) wyło­nił się z lasu i wygło­siw­szy piękną mowę, zła­mał swą laskę, po czym odrzu­cił ją na bok w eks­tra­wa­ganc­kim geście pod­da­nia i lojal­no­ści. Nie­for­tun­nym zbie­giem oko­licz­no­ści laska omal nie ude­rzyła w głowę kró­lew­skiego wierz­chowca. Koń szarp­nął się do tyłu i tylko pospieszny ratu­nek członka świty kró­lo­wej uchro­nił ją przed upad­kiem.

W cza­sie innej imprezy w Kenil­worth nie­jaki Henry Gol­din­gham, także jeden z ludzi hra­biego Leice­ster, miał jako legen­darny grecki pie­śniarz Arion25 zaśpie­wać pieśń dla Elż­biety, sie­dząc na sztucz­nym del­fi­nie. Stra­cił jed­nak głos, co tak go roze­źliło, że - jak opi­sał to zda­rze­nie ano­ni­mowy autor - "zdarł z sie­bie prze­bra­nie, krzy­cząc, że nie jest żad­nym Ario­nem, ale uczciwy z niego Henry Gol­din­gham, to zaś obce­sowe wyzna­nie spodo­bało się kró­lo­wej znacz­nie bar­dziej, niźli gdyby wszystko odbyło się zgod­nie z pla­nem"26.

Bar­dziej dra­ma­tyczny prze­bieg miała kata­strofa, jaka wyda­rzyła się w trak­cie imprezy zor­ga­ni­zo­wa­nej na cześć kró­lo­wej przez brata Leice­stera, hra­biego War­wick27, w cza­sie wcze­śniej­szej podróży kró­lew­skiej do jego hrab­stwa. W 1572 roku Elż­bieta spę­dziła sobot­nią noc w zamku War­wick jako gość lorda, który w nie­dzielę po kola­cji urzą­dził pokaz wojenny na Tem­ple Fields, naprze­ciw zamku. Gwoź­dziem pro­gramu był atak na for­tecę z drewna i płótna, pro­wa­dzony przez hra­biego Oxfordu, "krzep­kiego szlach­cica na czele grupy żwa­wych szlach­ci­ców"28. By przy­dać bitwie praw­do­po­do­bień­stwa, hra­bia War­wick, któ­rego kró­lowa mia­no­wała gene­ra­łem arty­le­rii29 odpo­wie­dzial­nym za obronę kraju i zaopa­trze­nie woj­skowe, spro­wa­dził z lon­dyń­skiej Tower działo i moź­dzie­rze. Zarówno oble­ga­jący, jak i oblę­żeni - w sumie kil­ku­set ludzi - dosko­nale się bawili, nabi­ja­jąc broń, wrzesz­cząc i waląc z dział i arke­bu­zów, "ci zaś w for­cie strze­lali i rzu­cali ognie strasz­liwe na tych, któ­rzy ni­gdy nie doświad­czyli niczego podob­nego"30.

Robert Dudley na por­tre­cie wyko­na­nym około 1575 r., mniej wię­cej wtedy, gdy orga­ni­zo­wał w Kenil­worth roz­rywki dla kró­lo­wej Elż­biety I

Pokaz oka­zał się straszny w skut­kach dla miesz­czan War­wick. Kula armat­nia prze­szła na wylot przez jeden z domów, pozo­sta­wia­jąc po sobie z przodu i tyłu dziurę wiel­ko­ści ludz­kiej głowy, race zaś upa­dły w środku mia­sta, pod­pa­la­jąc cztery kolejne domo­stwa "ku wiel­kiemu nie­bez­pie­czeń­stwu, ale też ogrom­nemu prze­ra­że­niu miesz­kań­ców". Pozo­stałą część wie­czoru zajęło gasze­nie poża­rów.

Powo­dem, dla któ­rego w 1575 roku w Kenil­worth zor­ga­ni­zo­wano dla kró­lo­wej tę roz­rywkę - naj­le­piej udo­ku­men­to­waną i naj­bar­dziej spek­ta­ku­larną w cza­sie całego jej pano­wa­nia - była praw­do­po­dob­nie próba prze­ko­na­nia Elzbiety, że mał­żeń­stwo z hra­bią Leice­ster jest korzyst­niej­sze dla niej i narodu niż zwią­zek z fran­cu­skim księ­ciem Alençon31, który roz­wa­żany był jako poten­cjalny mąż. Ale w dużym stop­niu była to rów­nież ruty­nowa część corocz­nej let­niej podróży kró­lo­wej. Gdy 9 czerwca Elż­bieta dotarła do Kenil­worth, była w dro­dze już od nie­mal sze­ściu tygo­dni. Kenil­worth opu­ściła 27 lipca i podró­żo­wała jesz­cze przez kolejne 74 dni. W sumie spę­dziła poza Lon­dy­nem nie­mal dwa­dzie­ścia tygo­dni, obje­chaw­szy dzie­więć hrabstw. W tym cza­sie zatrzy­mała się na dłu­żej w dwóch wła­snych posia­dło­ściach - Gra­fton Regis w hrab­stwie Nor­thamp­ton, którą pozy­skał jej ojciec w 1527 roku, oraz Wood­stock Manor, gdzie w 1554 roku była prze­trzy­my­wana w aresz­cie domo­wym przez przy­rod­nią sio­strę Marię Tudor32. A mimo to zdo­łała odwie­dzić aż 42 swo­ich pod­da­nych, cza­sami zatrzy­mu­jąc się zale­d­wie na jedną noc czy nawet kilka godzin, a nie­kiedy, jak w Kenil­worth, nawet na kilka tygo­dni.

Objazd kró­le­stwa w 1575 roku był zde­cy­do­wa­nie naj­dłuż­szą podróżą Elż­biety, a jej roz­rywki w Kenil­worth oka­zały się naj­bar­dziej wyszu­kane. Ale w cza­sie swo­jego czter­dzie­sto­pię­cio­let­niego pano­wa­nia kró­lowa odbyła nie mniej niż dwa­dzie­ścia dwa let­nie objazdy kraju i jedną krótką zimowa wyprawę do Kentu. Dotarła aż do Bri­stolu, gdzie miej­scowa mili­cja ura­czyła ją przed­sta­wie­niem bitwy pomię­dzy siłami Wojny i Pokoju, która, według jed­nej z ówcze­snych rela­cji, "acz była bar­dzo kosz­towna i wyma­gała dużych nakła­dów (szcze­gól­nie pro­chu strzel­ni­czego), bar­dzo podo­bała się kró­lo­wej i szla­chet­nie uro­dzo­nym"33. Poło­żo­nym naj­bar­dziej na pół­noc hrab­stwem, które kró­lowa odwie­dziła w cza­sie objazdu kraju w 1575 roku, było Staf­ford­shire, gdzie spę­dziła noc w zamku Staf­ford.

Gdzie­kol­wiek się uda­wała, gospo­da­rze rywa­li­zo­wali ze sobą o to, kto obda­rzy ją więk­szymi darami i zor­ga­ni­zuje atrak­cyj­niej­sze roz­rywki. Julius Caesar Adel­mare, sędzia Izby Mor­skiej (Court of Admi­ralty) i czło­wiek żądny awan­sów i urzę­dów, poda­ro­wał swo­jej wład­czyni suk­nię wyszy­waną srebrną nicią, czarny płaszcz zdo­biony czy­stym zło­tem, biały kape­lusz z tafty przy­brany kwia­tami oraz "klej­not ze złota, wysa­dzany rubi­nami i bry­lan­tami"34. Oby­wa­tele Southamp­ton dali jej żywą gotówkę - dokład­nie 40 fun­tów szter­lin­gów. Lord Howard z Effin­gham35, który dowo­dził angiel­ską mary­narką wojenną w cza­sie bitwy z hisz­pań­ską Wielką Armadą w 1588 roku, przy­go­to­wał piękną suk­nię dla swo­jej kró­lo­wej, gdy odwie­dziła go w jego domu w Chel­sea w roku 1602. Nie­stety dla niego, Elż­bie­cie znacz­nie bar­dziej spodo­bał się kom­plet pięk­nych arra­sów, które lord admi­ra­li­cji zamó­wił dla uczcze­nia zwy­cię­stwa nad armadą, musiał więc zamiast sukni poda­ro­wać je kró­lo­wej.

Razem z kró­lową podró­żo­wał cały dwór. Kró­lew­ski koniu­szy (Master of Horse) towa­rzy­szył jej w cza­sie pobytu w Kenil­worth w 1575 roku, ale był on prze­cież jego gospo­da­rzem: hra­bia Leice­ster słu­żył Elż­bie­cie jako koniu­szy od momentu jej wstą­pie­nia na tron w listo­pa­dzie 1558 roku. Był tam rów­nież lord szam­be­lan (Lord Cham­ber­lain), hra­bia Sus­sex36, przy­naj­mniej na początku tej wizyty, gdyż potem udał się do Buxton do wód, a jego bagaże podą­żały za nim na trzech wozach. Trzeci wielki urząd pań­stwowy, lorda ste­warda, był wtedy nie­ob­sa­dzony.

Kró­lo­wej towa­rzy­szył rów­nież hra­bia War­wick, który trzy lata wcze­śniej nie­chcący pod­pa­lił domy w mie­ście War­wick. Przez więk­szą część pobytu Elż­biety w Kenil­worth był też jej wielki skarb­nik lord Bur­gh­ley37. Prze­by­wali tu także sir Fran­cis Knol­lys i sir James Croft - odpo­wied­nio nadworny skarb­nik i nadworny kon­tro­ler - oraz jej dwaj główni sekre­ta­rze, sir Tho­mas Smith i sir Fran­cis Wal­sin­gham.

W cza­sie całego pobytu Elż­biety w Kenil­worth - a w isto­cie także w cza­sie jej objazdu przez hrab­stwa Midland - tych ośmiu ludzi, bądź ich roz­ma­ici zastępcy, słu­żyło kró­lo­wej jako admi­ni­stra­cyjni doradcy w Radzie Oso­bi­stej (Privy Coun­cil), reali­zu­jąc codzienne zada­nia zwią­zane z rzą­dze­niem pań­stwem. W róż­nych momen­tach podróży różni oso­bi­ści doradcy - w owym cza­sie było ich szes­na­stu - przy­jeż­dżali na jedno czy dwa posie­dze­nia, ale czę­sto także więk­szość z tych ośmiu wyma­wiała się od spo­tka­nia. Zasad­ni­czo jed­nak rząd Anglii - bo tym wła­śnie była owa Rada Oso­bi­sta - podró­żo­wał razem z kró­lową. Kiedy kró­lowa ze świtą dotarła do Lich­field, Rada roz­ka­zała sze­ry­fom Dor­set, Southamp­ton i Wilt­shire przy­go­to­wać obronę Wysp Nor­mandz­kich38 przed poten­cjalną inwa­zją fran­cu­ską, a w tym samym cza­sie zwol­niła z opłat cel­nych fran­cu­skiego kupca eks­por­tu­ją­cego do Anglii prze­piórki, owoce i wina "dla użytku Jej Kró­lew­skiej Mości"39. W Wor­ce­ster człon­ko­wie Rady Oso­bi­stej spo­tkali się z grupą bisku­pów w celu omó­wie­nia pro­blemu tzw. reku­zan­tów - czyli osób, głów­nie wyzna­nia rzym­sko­ka­to­lic­kiego, które odma­wiały uczest­ni­cze­nia w mszach angli­kań­skich - i naka­zali sędziom pokoju w Mar­chiach Walij­skich zebrać poda­tek na potrzeby naprawy kamien­nego mostu przez rzekę Severn w mie­ście Upton.

Tego rodzaju sprawy i setki podob­nych sta­no­wiły codzien­ność rzą­dze­nia w owych cza­sach. To, że dwór był w podróży, nie ozna­czało, iż można je było zanie­dbać, zatem w cza­sie objazdu kraju w 1575 roku Rada Oso­bi­sta odbyła aż 48 posie­dzeń, kie­ru­jąc zezwo­le­nia, roz­kazy i upo­mnie­nia do każ­dego zakątka kró­le­stwa.

Logi­styka zwią­zana z prze­miesz­cza­niem się kró­lo­wej, jej służby, dworu i rządu była ogrom­nym wyzwa­niem. Prze­no­sząc się z jed­nej sie­dziby do dru­giej, Elż­bieta zabie­rała za sobą armię słu­żą­cych, z któ­rych naj­starsi rangą mieli wła­sną służbę. Zor­ga­ni­zo­wa­nie podróży tak licz­nej grupy wyma­gało sta­ran­nego roz­pla­no­wa­nia. Przed objaz­dem trzeba było opra­co­wać plan podróży, czyli iti­ne­ra­rium zwane geste. Było to zada­niem lorda szam­be­lana, który spo­rzą­dzał listę osób i miejsc, które nale­żało po dro­dze odwie­dzić, razem z przy­bli­żo­nymi datami postoju. On także zawia­da­miał poten­cjal­nych gospo­da­rzy kró­lo­wej o jej wizy­cie.

Z per­spek­tywy gospo­da­rzy monar­szej wizyta miała dobre i złe strony. Ozna­czała bez­po­średni dostęp do kró­lo­wej, co dawało oka­zję nie tylko do oka­za­nia lojal­no­ści wobec władcy, lecz rów­nież do wystą­pie­nia o kró­lew­ską łaskę, nada­nia czy urząd. Korzy­ści z uda­nej kró­lew­skiej wizyty bywały znaczne, jak zauwa­żył lord Bur­gh­ley w swoim słyn­nym liście do sir Chri­sto­phera Hat­tona, gdy pisząc o nowych domach, które obaj budo­wali z myślą o gosz­cze­niu władcy, zauwa­żył: "Bóg zesłał nas obu, byśmy ją zaba­wiali, prze­kra­cza­jąc przy tym moż­li­wo­ści naszych kies"40.

Drugą stroną medalu były koszty zwią­zane z gosz­cze­niem kró­lo­wej i jej świty. Kiedy latem 1602 roku Elż­bieta spę­dziła trzy noce w Hare­field w hrab­stwie Mid­dle­sex, wydatki sir Tho­masa Eger­tona - obej­mu­jące koszty wszyst­kiego, począw­szy od 24 homa­rów i 624 kur­cza­ków, skoń­czyw­szy na 48 tysią­cach cegieł uży­tych do wybu­do­wa­nia nowych pie­ców, aby wyży­wić wład­czy­nię i jej orszak - dały gigan­tyczną kwotę 2013 fun­tów 18 szy­lin­gów i 4 pen­sów. Kiedy sir Henry Lee usły­szał w 1602 roku, że kró­lowa zamie­rza go odwie­dzić, od razu napi­sał do jej sekre­ta­rza stanu sir Roberta Cecila, że kró­lowa nie może przy­być, gdyż jego po pro­stu na to nie stać. Jesz­cze mniej gościnny niż Lee był hra­bia Lin­coln41, który tuż przed przy­by­ciem orszaku kró­lo­wej do jego domu w Chel­sea po pro­stu wyje­chał. Co gor­sza, "po wie­lo­krot­nym puka­niu do obu bram" kró­lowa dostrze­gła służbę Lin­colna spo­zie­ra­jącą ukrad­kiem z okien i murów42. Sytu­acja była tak nie­zręczna, że lord Howard z Effin­gham i sir Robert Cecil, któ­rzy towa­rzy­szyli kró­lo­wej, skła­mali, że Lin­coln został pil­nie gdzieś wezwany, ale przed odjaz­dem zdą­żył ich popro­sić, aby zatrosz­czyli się o kola­cję dla kró­lo­wej na jego koszt.

Zgod­nie ze zwy­cza­jową pro­ce­durą, po usta­le­niu trasy podróży i przy zało­że­niu, że kró­lowa nie zmieni zda­nia (co zda­rzało się jej dość czę­sto) i że poten­cjalni gospo­da­rze nie będą sal­wo­wać się ucieczką ani ryglo­wać przed nią drzwi, for­poczta zło­żona z urzęd­ni­ków nadwor­nych spraw­dzała moż­li­wo­ści zakwa­te­ro­wa­nia w róż­nych pry­wat­nych posia­dło­ściach na pla­no­wa­nej tra­sie. Nie­wiele było domów, które mogły pomie­ścić tak wielką liczbę gości, jaka wią­zała się z kró­lew­ską wizytą, czyli nie­kiedy aż 350 osób. Nie­któ­rzy człon­ko­wie monar­szej świty musieli miesz­kać w namio­tach lub pro­wi­zo­rycz­nych cha­tach albo przy­sto­so­wa­nych zabu­do­wa­niach gospo­dar­czych bądź pobli­skich gospo­dach. Aby wykar­mić przy­jezd­nych, trzeba było zapew­nić odpo­wied­nie dostawy żyw­no­ści, nie mówiąc już o tym, że zapasy musiały być gdzieś prze­cho­wy­wane. Koniom nale­żało zagwa­ran­to­wać miej­sce w stajni albo przy­naj­mniej paszę. Gdy zbli­żał się dzień przy­jazdu kró­lo­wej, herol­do­wie, któ­rych zada­niem było zapew­nie­nie kwa­ter "dla wszyst­kich ludzi kró­lo­wej, wszyst­kich lor­dów, dam i głów­nych urzęd­ni­ków [oraz] potrzeb­nych ludzi", przy­by­wali, by spraw­dzić, czy każdy, kto był do tego zobo­wią­zany, przy­go­to­wał pokój, czy łoża są prze­wie­trzone i jest dosta­tecz­nie dużo opału43, 44. Razem z gospo­da­rzem spraw­dzali orga­ni­za­cję noc­le­gów i spo­rzą­dzali wykres przed­sta­wia­jący, kto gdzie śpi, a po przy­by­ciu wszyst­kich wyda­wali karty przy­dzie­la­jące każ­demu nocu­ją­cemu w rezy­den­cji odpo­wied­nie pokoje i łóżka.

Przy­by­cie kró­lo­wej i świty było spek­ta­klem samym w sobie. Według Opisu Anglii (Descrip­tion of England, 1577) Wil­liama Har­ri­sona, "kiedy Jej Kró­lew­ska Mość prze­miesz­cza się z jed­nego miej­sca w inne, zazwy­czaj towa­rzy­szy jej 400 wozów [zaprzę­gów kon­nych], które w sumie liczą 2400 koni, wydzie­lo­nych z sąsied­nich hrabstw, aby jej powóz bez­piecz­nie dotarł do wyzna­czo­nego miej­sca"45. Pierw­sze spoj­rze­nie na ten wijący się przez oko­licę, dłu­ga­śny nie­mal na milę kon­wój wozów i powo­zów, zdobny cho­rą­gwiami i eskor­to­wany przez uzbro­jo­nych ryce­rzy, w połą­cze­niu ze świa­do­mo­ścią, że oto idą do twych drzwi, musiało u nie­jed­nego gospo­da­rza wywo­łać gorzki żal, że przy­jął na sie­bie zaszczyt gosz­cze­nia kró­lo­wej.

Jak wiel­kie zamie­sza­nie wywo­ły­wała wizyta kró­lo­wej i jej dworu, możemy zorien­to­wać się z przy­go­to­wań poczy­nio­nych przez lorda Bur­gh­leya, kiedy Elż­bieta w maju 1583 roku, w ramach swo­jego krót­kiego objazdu po hrab­stwach Hert­ford i Mid­dle­sex, przy­była z pię­cio­dniową wizytą do jego wiel­kiej posia­dło­ści The­obalds. Bur­gh­ley budowę The­obalds zaczął w 1564 roku od dość skrom­nego domu dla swo­jego młod­szego syna Roberta, z któ­rym wią­zał nadzieje na prze­dłu­że­nie rodu. Star­szy syn, Tho­mas, nie nada­wał się, zda­niem ojca, nawet do zarzą­dza­nia kor­tem teni­so­wym. Elż­bieta po raz pierw­szy przy­je­chała do niego z wizytą wła­śnie tego roku i do śmierci Bur­gh­leya w 1598 roku była tam jesz­cze przy­naj­mniej jede­na­ście razy. W tym cza­sie Bur­gh­ley zamie­nił The­obalds w oka­załą rezy­den­cję wznie­sioną wokół pół tuzina dzie­dziń­ców, z gale­riami, wypie­lę­gno­wa­nymi ogro­dami i apar­ta­men­tami przy­go­to­wa­nymi spe­cjal­nie dla kró­lo­wej.

"Elż­bieta trium­fu­jaca" - słynny por­tret Elż­biety I nie­sio­nej w pro­ce­sji, oto­czo­nej dwo­rem, pędzla Roberta Peake'a star­szego, około 1601 r.

W roku 1583 posia­dłość The­obalds nie była jesz­cze w pełni roz­kwitu, nastą­piło to za kilka lat. I choć już wtedy była rezy­den­cją ogromną, to prze­cież nie dość wielką. Plan noc­le­gów - naj­praw­do­po­dob­niej przy­go­to­wany przez jed­nego z sekre­ta­rzy Bur­gh­leya z uwa­gami spo­rzą­dzo­nymi jego wła­sną ręką - poka­zuje szcze­gó­łowe usta­le­nia w spra­wie zakwa­te­ro­wa­nia. Elż­bie­cie towa­rzy­szyła ogromna świta, w tym hra­bio­wie Leice­ster i War­wick, hra­bia Lin­coln, lord Howard z Effin­gham i lord Huns­don46, kapi­tan jej straży hono­ro­wej47. Każdy z nich miał wła­sną służbę i Bur­gh­ley­owi nie było łatwo zna­leźć miej­sce dla wszyst­kich. Sekre­ta­rze, damy asy­stu­jące w sypialni oraz ich służba, urzęd­nicy dwor­scy, gierm­ko­wie i kan­ce­li­ści - wszy­scy musieli gdzieś zło­żyć głowę. Co wię­cej, owo "gdzieś" musiało być odpo­wied­nie do ich pozy­cji. Kró­lowa dostała apar­ta­ment skła­da­jący się z sypialni, salonu i pry­wat­nej kom­naty, z przy­le­głymi poko­jami dla swo­ich dam asy­stu­ją­cych. Głów­nej sali The­obalds uży­wała jako swo­jej kom­naty repre­zen­ta­cyj­nej, a pokój, który zwy­kle słu­żył cie­ślom, zamie­niono na pomiesz­cze­nie dla domow­ni­ków Bur­gh­leya. Kucha­rze kró­lo­wej, któ­rzy zawsze goto­wali dla niej w cza­sie podróży, dostali pokój w warzelni, Bur­gh­ley zaś sto­ło­wał się w kory­ta­rzu na naj­wyż­szej kon­dy­gna­cji budynku. Hra­bia Leice­ster miał kom­natę w wieży na końcu dłu­giej gale­rii, która została oddana do użytku kró­lo­wej, z jej sypial­nią na dru­gim końcu.

Utrzy­ma­nie każ­dego wiel­kiego domu jest kosz­towne. "Jego urzęd­nicy potwier­dzą - pisał pierw­szy bio­graf lorda Bur­gh­leya - iż pobyt jego lor­dow­skiej mości w The­obalds kosz­to­wał go osiem dzie­sią­tek fun­tów szter­lin­gów tygo­dniowo"48. W cza­sie pobytu kró­lo­wej w rezy­den­cji te koszty rosły dra­ma­tycz­nie. Ponow­nie zacy­tujmy bio­grafa lorda:

Nad­zwy­czajny obo­wią­zek jego lor­dow­skiej mości gosz­cze­nia kró­lo­wej był mu cięż­szy niż wszyst­kim innym jej pod­da­nym; gościł ją bowiem w swo­jej rezy­den­cji dwa­na­ście razy, co kosz­to­wało go 2000 lub 3000 fun­tów za każ­dym razem, gdyż prze­by­wała tam na jego koszt nie­kiedy trzy tygo­dnie bądź mie­siąc albo też i sześć tygo­dni. [...] Jej Kró­lew­ska Mość przyj­mo­wała w The­obalds gości i amba­sa­do­rów, musiała więc obja­wiać się w całym swym kró­lew­skim maje­sta­cie z obsługą rów­nie szczo­drą i wspa­niałą jak kiedy indziej w swym pałacu; a wszystko to na koszt jego lor­dow­skiej mości, z roz­ma­itymi poka­zami, miłymi oku urzą­dze­niami i wszel­kimi rodza­jami roz­ry­wek urzą­dza­nych ku przy­jem­no­ści Jej Kró­lew­skiej Mości i jej całej świty [...]49.

Gospo­darz nie pono­sił jed­nak całych kosz­tów kró­lew­skiej wizyty. "Dom każ­dego szlach­cica jest jej pała­cem, w któ­rym pozo­staje wedle swego upodo­ba­nia, póki nie wróci do któ­re­goś z wła­snych" - napi­sał Wil­liam Har­ri­son. Przej­mu­jąc zaś sym­bo­licz­nie w posia­da­nie rezy­den­cję swego gospo­da­rza, kró­lowa - a raczej jej nadworna służba - brała na sie­bie część obo­wiąz­ków zwią­za­nych z pro­wa­dze­niem domu. Tak jak to było w The­obalds, zawsze przy­by­wała ze swo­imi kucha­rzami, ci zaś przy­naj­mniej z jakąś czę­ścią żyw­no­ści. Wydaje się, że pła­ciła za wikt swo­jego dworu, tak jak w Whi­te­hall czy Gre­en­wich. Były też inne wydatki, głów­nie zwią­zane z komu­ni­ka­cją: dwa pensy za milę dla wła­ści­cieli wszyst­kich wozów, setki fun­tów na siano dla koni. Naj­do­kład­niej­sze roz­li­cze­nie finan­sowe doty­czy 76-dnio­wego objazdu kró­lo­wej po hrab­stwach Essex i Suf­folk w 1561 roku, kiedy nadworny kwe­stor (cof­fe­rer of the house­hold) Tho­mas Weldon, wyli­czył wydatki dworu na 8540 fun­tów szter­lin­gów, czyli nieco ponad 112 fun­tów dzien­nie50.

Prze­waż­nie jed­nak koszt zwią­zany z objaz­dem pań­stwa przez Elż­bietę I był niż­szy. Według obli­czeń Bur­gh­leya wydatki zwią­zane z dłu­gim objaz­dem obcią­żały roczny budżet dworu kró­lew­skiego na jakieś od 1000 do 2000 fun­tów szter­lin­gów. Koszt upie­cze­nia bochenka chleba w cza­sie podróży wyno­sił jeden pens wię­cej niż w kró­lew­skiej pie­karni, ponie­waż wznie­sie­nie tym­cza­so­wych kuchni wyma­gało nakła­dów mate­ria­łów i pracy. Trans­port piwa i wina sta­no­wił dodat­kowy wyda­tek w wyso­ko­ści nie­mal 300 fun­tów szter­lin­gów. (Była to zawsze główna pozy­cja w rubryce kosz­tów, nie­za­leż­nie od tego, gdzie prze­by­wała kró­lowa: w jed­nym tylko roku na dwór dostar­czono 600 tys. galo­nów piwa i ale51.) Zwy­czaj kró­lo­wej zmie­nia­nia w ostat­niej chwili trasy podróży ozna­czał zaś nie­po­trzebne wydatki na wyna­ję­cie wozów i przy­go­to­wa­nie domów, z któ­rych osta­tecz­nie nie korzy­stała. "Dni wyzna­czone na prze­pro­wadzki kró­lo­wej z miej­sca na miej­sce w cza­sie objazdu powinny zmie­niać się na tyle mało, ile potrzeba, zmian miej­sca jej pobytu należy zaś uni­kać na tyle, na ile będzie to dogodne", brzmiała jedna z pro­po­zy­cji obni­że­nia kosz­tów. W odpo­wie­dzi znu­żony Bur­gh­ley odpi­sał: "Dobra rada, jeśli da się ją zasto­so­wać"52. Podob­nie jak inni władcy przed nią i po niej kró­lowa wyzna­wała zasadę wyra­żoną na początku XVII stu­le­cia przez sir Tho­masa Cha­lo­nera, szam­be­lana Hen­ryka księ­cia Walii: "W kró­lew­skim domu pewna roz­rzut­ność nie przy­nosi takiej ujmy jak nie­wielka oszczęd­ność"53.

Kiedy 17 listo­pada 1558 roku w pałacu św. Jakuba zmarła Maria Tudor, jej przy­rod­nia sio­stra odzie­dzi­czyła nie tylko tron Anglii, lecz rów­nież ponad pięć­dzie­siąt kró­lew­skich rezy­den­cji. Wielu z nich Elż­bieta I ni­gdy nie odwie­dziła, mimo że pano­wała przez czter­dzie­ści pięć lat. Nie­które były w tak tra­gicz­nym sta­nie, że nie dałoby się w nich miesz­kać. Przy­naj­mniej pięć roz­pa­dło się w cza­sie życia kró­lo­wej.

Nie­mniej na­dal miała do dys­po­zy­cji impo­nu­jącą liczbę dwor­ków, zam­ków i pała­ców. Więk­szość sta­no­wiły domy na ubo­czu, jak Gra­fton Regis czy Wood­stock Manor, pozo­sta­jące przez całe mie­siące czy lata pod opieką nie­licz­nej służby, a przy­go­to­wy­wane do użytku jedy­nie wów­czas, gdy kró­lowa wyra­żała chęć odwie­dzin w cza­sie swo­ich dorocz­nych objaz­dów. Wów­czas zja­wiała się tam armia budow­ni­czych i cie­śli, któ­rzy rzu­cali się do naprawy drzwi i okien, czysz­cze­nia komi­nów i rur ście­ko­wych. Kró­lowa przy­by­wała ze swoją świtą na tydzień, na jedną noc lub popo­łu­dnie, po czym ruszała dalej, pozo­sta­wia­jąc dom na kolejne mie­siące letargu, a pra­cow­ni­ków w ocze­ki­wa­niu na zapłatę.

Ina­czej było w przy­padku ośmiu sta­łych rezy­den­cji, w więk­szo­ści poło­żo­nych w doli­nie Tamizy, dzięki czemu dostęp­nych kró­lew­skimi łodziami. Jako kró­lew­skie rezy­den­cje wyko­rzy­sty­wane były regu­lar­nie: Wind­sor, Oatlands, Hamp­ton Court, Rich­mond, Whi­te­hall, St James's i Gre­en­wich Eltham leżący przy sta­rej Watling Street54 pro­wa­dzą­cej do Gra­ve­send i "Pię­ciu Por­tów"55. Elż­bieta uży­wała wszyst­kich; polo­wać lubiła w Wind­so­rze, a jesie­nią całe tygo­dnie spę­dzała w Hamp­ton Court. Pałac Pla­cen­tia w Gre­en­wich, gdzie przy­szła w 1533 roku na świat, nale­żał do jej ulu­bio­nych rezy­den­cji. Ale naj­czę­ściej prze­by­wała w Whi­te­hall.

W Whi­te­hall kró­lowa zaj­mo­wała te same kom­naty, któ­rych uży­wał jej ojciec. Gar­de­roba, jadal­nia, pry­watna kom­nata, sypial­nia, łazienka i biblio­teka wycho­dziły na wypie­lę­gno­wany ogród i sad zało­żony przez Hen­ryka VIII - Eli­zjum ście­żek i topia­rów z 34 malo­wa­nymi zwie­rzę­tami usta­wio­nymi na kolum­nach. W cen­trum znaj­do­wała się fon­tanna, a obok niej zegar sło­neczny, który "poka­zy­wał godziny na trzy­dzie­ści róż­nych spo­so­bów", jak twier­dził Lupold von Wedel56, pomor­ski żoł­nierz najemny, zwie­dza­jący tę posia­dłość w 1584 roku. Fon­tanna i zegar two­rzyły nader inte­re­su­jącą całość. Inny gość, dzie­więt­na­sto­letni cze­ski szlach­cic Zdeněk Brtnický, baron z Wald­ste­inu, zauwa­żył, że woda z fon­tanny moczyła niczego nie­prze­czu­wa­ją­cych odwie­dza­ją­cych, trzeci zaś, Paul Hent­zner, wyja­śnił, że pod­czas gdy przy­by­sze przy­glą­dali się zega­rowi, "woda, zagar­niana przez koło, które obra­cał w oddali ogrod­nik, cien­kimi rur­kami pry­skała na ludzi sto­ją­cych dokoła"57.

Dzięki takim tury­stom jak von Wedel, Wald­stein i Hent­zner, przed­sta­wi­cie­lom fali pro­te­stanc­kich podróż­ni­ków z Europy, któ­rzy odwie­dzali Anglię w ramach swo­ich grands tours, możemy dowie­dzieć się co nieco o luk­su­so­wych pry­wat­nych apar­ta­men­tach Elż­biety I, o pozła­ca­nych sufi­tach czy zdo­bią­cych je nie­zwy­kłych malo­wi­dłach i klej­no­tach. Hent­zner wspo­mniał o kró­lew­skiej biblio­tece zapeł­nio­nej księ­gami grec­kimi, łaciń­skimi, wło­skimi i fran­cu­skimi - wszyst­kie opra­wione w aksa­mit wytła­czany zło­tem i sre­brem. Poka­zano mu rów­nież łoże kró­lo­wej, "zmyśl­nie zro­bione z drewna w róż­nych kolo­rach, z koł­drami z jedwa­biu i aksa­mitu hafto­wa­nymi zło­tem i sre­brem"58. Młody Wald­stein był pod ogrom­nym wra­że­niem. Pałac "jest miej­scem, które napawa podzi­wem - napi­sał - nie tyle z powodu wiel­kich swo­ich roz­mia­rów, ile dla wspa­nia­ło­ści sypialni i salo­nów, które wypo­sa­żone są z naj­więk­szym prze­py­chem"59. Opi­sał strojną sofę kró­lo­wej, hafto­waną złotą i srebrną nicią, bogate gobe­liny w sypialni, a także łazienkę, która sąsia­do­wała z sypial­nią i urzą­dzona była na podo­bień­stwo groty: woda lała się z muszli i róż­nych rodza­jów skał - zauwa­żył60.

Hen­ryk VIII urzą­dził łazienki zarówno w Whi­te­hall, jak i innych głów­nych pała­cach. Czę­sto­kroć były one bar­dzo wyszu­kane, ze ścia­nami wykła­da­nymi kafel­kami, z base­nami wpusz­cza­nymi w pod­łogę, boj­le­rami i cera­micz­nymi pie­cami. Łazienka kró­lo­wej w Hamp­ton Co?urt wypo­sa­żona była w piec węglowy już przed lip­cem 1600 roku, skoro wspo­mi­nał o tym Wald­stein: "Roz­pa­le­nie w tym piecu powo­duje ogrza­nie samego pomiesz­cze­nia" - pisał, choć takie piece słu­żyły w rów­nym stop­niu do wytwa­rza­nia pary, co do ogrze­wa­nia użyt­kow­ni­ków łazie­nek.

W łazien­kach kró­lowa tylko się kąpała. Inne potrzeby zała­twiała do toa­le­to­wego krze­sła, które miało obite aksa­mi­tem drew­niane porę­cze, wyście­łane sie­dze­nie, cynowy noc­nik i wyha­fto­wany kró­lew­ski mono­gram "ER". Ojciec Elż­biety w cza­sie wypróż­nia­nia zado­wa­lał się towa­rzy­stwem giermka. Elż­bieta zaś swoje potrzeby fizjo­lo­giczne zała­twiała pod bal­da­chi­mem z kar­ma­zy­no­wego jedwa­biu i zło­tej tka­niny, z zasło­nami, które można było zapiąć, aby osło­nić ją przed wzro­kiem osób trze­cich61. Kwa­tery wyż­szych urzęd­ni­ków nadwor­nych także wypo­sa­żone były na koszt kró­lo­wej w sie­dzi­ska toa­le­towe. Mniej uprzy­wi­le­jo­wana służba musiała korzy­stać z ogól­nych sza­le­tów. W pała­cach Tudo­rów nie zacho­wał się do naszych cza­sów ani jeden taki budy­nek, ale frag­menty sza­letu z Hamp­ton Court świad­czą o budowli dużych roz­mia­rów, mają­cej czter­na­ście sie­dzisk na dwóch pozio­mach, wznie­sio­nej nad kana­łem prze­pu­sto­wym. W całym pałacu poroz­sta­wiane były dodat­kowo w róż­nych miej­scach noc­niki i oło­wiane koryta dla tych, któ­rzy nie mogli cze­kać bądź nie chciało im się korzy­stać z sza­letu.

Wraz z obję­ciem w 1558 roku tronu przez Elż­bietę Anglia, Walia i Irlan­dia zale­d­wie po raz drugi w histo­rii miały jedną kró­lową - pierw­szą była jej przy­rod­nia sio­stra Maria, która pano­wała jedy­nie przez sie­dem­na­ście mie­sięcy przed poślu­bie­niem Filipa hisz­pań­skiego62. Ponie­waż Elż­bieta była kró­lową bez mał­żonka, jej naj­bliż­sze oto­cze­nie dwor­skie siłą rze­czy zdo­mi­no­wane było przez kobiety. Wysocy urzęd­nicy nadworni, któ­rzy za cza­sów jej ojca i przy­rod­niego brata Edwarda VI sta­no­wili trzon oso­bi­stej służby króla, teraz zaj­mo­wali się głów­nie dostar­cza­niem poży­wie­nia i opału, kon­tro­lo­wa­niem dostępu do jej kró­lew­skiej mości i przy­no­sze­niem wia­do­mo­ści. Służba zaj­mu­jąca się kró­lową skła­dała się wyłącz­nie z kobiet, a więc z dam dworu i dwó­rek, które jej słu­żyły i ją zaba­wiały, ale nie wyko­ny­wały żad­nych prac słu­żeb­nych.

Liczba kobiet słu­żą­cych kró­lo­wej zmie­niała się z upły­wem czasu, ale zazwy­czaj było ich dwa­dzie­ścia pięć - trzy­dzie­ści: trzy lub cztery damy asy­stu­jące w sypialni (ladies of the bed­cham­ber), około tuzina dam dworu, szlach­cia­nek i poko­jo­wych pry­wat­nych apar­ta­men­tów kró­lo­wej, pół tuzina dwó­rek (maids of honour) pod czuj­nym okiem spe­cjal­nej prze­ło­żo­nej oraz trzy lub cztery oso­bi­ste poko­jówki (cham­be­rers). Nie­które otrzy­my­wały zapłatę - wyna­gro­dze­nie oso­bi­stej słu­żą­cej wyno­siło 20 fun­tów szter­lin­gów rocz­nie, a damy asy­stu­jące w sypialni i poko­jowe szlach­cianki dosta­wały 33 funty, 6 szy­lin­gów i 8 pen­sów. Dwór­kom nie pła­cono, ale miały prawo żywić się na dwo­rze. Ary­sto­kra­tyczni człon­ko­wie dworu mieli wła­sną służbę, któ­rej część miesz­kała i żywiła się - nie zawsze legal­nie - na koszt kró­lo­wej, pod­czas gdy reszta zakwa­te­ro­wana była w pobli­skim West­min­ste­rze bądź w City.

W teo­rii służba i świta kró­lo­wej powinna być zawsze na jej usługi, wyjąw­szy spe­cjalne pozwo­le­nia na opusz­cze­nie dworu. Dopiero póź­niejsi władcy wpro­wa­dzili rota­cję - na przy­kład: tydzień na dwo­rze i trzy tygo­dnie poza nim lub mie­siąc na dwo­rze dwa razy do roku - w rezul­ta­cie nikt spo­śród dwo­rzan nie miał regu­lar­nych okre­sów wol­nych od obo­wiąz­ków. Ale nie byli oni więź­niami. W spo­koj­niej­szych momen­tach mogli odwie­dzać przy­ja­ciół i rodzinę w West­min­ste­rze albo nawet dalej. W swoim cza­sie wol­nym mogli też odda­wać się roz­ryw­kom. Sir Fran­cis Knol­lys, nadworny skarb­nik Elż­biety, budzony był przez damy i dworki kró­lo­wej, które "bry­kały i har­co­wały w sąsied­niej kom­na­cie, wielce zakłó­ca­jąc jego nocny spo­kój". Nie mogąc dopro­sić się o ciszę, Knol­lys wpadł na pomysł, że tak je zawsty­dzi, aż się uspo­koją. Naka­zał słu­żą­cemu zaba­ry­ka­do­wać od zewnątrz główne drzwi do ich kom­naty, aby nie mogły uciec, po czym bocz­nymi drzwiami wszedł do środka odziany tylko w koszulę i parę bino­kli, czy­ta­jąc na głos frag­ment por­no­gra­ficz­nej powie­ści Pie­tra Are­tina. "Ten jakże smutny widok i żało­sną trwogę cier­pieć musiały owe nie­szczę­sne istoty - napi­sał sie­dem­na­sto­wieczny autor owej rela­cji - jako że ów przez ponad godzinę prze­cha­dzał się w taki oto spo­sób po ich kom­na­cie"63.

Kró­lowa zaczy­nała dzień około ósmej lub dzie­wią­tej. "Wie­cie prze­cież, iż nie jestem ran­nym ptasz­kiem", wyznała kie­dyś64. Po wsta­niu przez czas jakiś pozo­sta­wała jesz­cze w stroju noc­nym, jadła śnia­da­nie i być może prze­cha­dzała się po pry­wat­nych apar­ta­men­tach lub sie­działa w oknie sypialni. Słynny incy­dent, do któ­rego doszło w 1599 roku, gdy hra­bia Essex, powró­ciw­szy pośpiesz­nie po wyne­go­cjo­wa­niu bez pozwo­le­nia pokoju z irlandz­kimi rebe­lian­tami, wpadł do jej sypialni i zastał ją "dopiero co obu­dzoną, z wło­sami w nie­ła­dzie wokół twa­rzy", wyda­rzył się około dzie­sią­tej rano65. Elż­bieta była próżna i wszy­scy dwo­rza­nie płci męskiej, któ­rzy widzieli ją w negliżu, mogli spo­dzie­wać się kilku ostrych słów albo i cze­goś gor­szego. Gdy 1 maja 1578 roku Gil­bert Tal­bot szedł około ósmej rano przez dzie­dzi­niec tur­nie­jowy w Gre­en­wich, dostrzegł kró­lową sie­dzącą w oknie sypialni. Ich spoj­rze­nia się spo­tkały i "ona wydała się ogrom­nie tym zawsty­dzona - dono­sił swemu ojcu, hra­biemu Shrews­bury - była bowiem nie­go­towa i w noc­nym stroju"66. Kiedy póź­niej tego dnia spo­tkała Tal­bota, ude­rzyła go w głowę i - jak rela­cjo­no­wał Tal­bot - "opo­wie­działa mojemu szam­be­la­nowi, który stał koło niej, jak to ujrza­łem ją ran­kiem i jak bar­dzo ją to zawsty­dziło"67.

Kiedy wresz­cie kró­lowa zechciała się ubrać, w tej trwa­ją­cej dobrze ponad godzinę czyn­no­ści poma­gały jej damy i gar­de­ro­biane. Jej stroje znaj­do­wały się pod opieką Gar­de­roby (War­drobe of Robes), będą­cej bar­dziej insty­tu­cją niż pomiesz­cze­niem z suk­niami, i prze­cho­wy­wane były w pałacu Whi­te­hall, choć wszyst­kie pry­watne apar­ta­menty we wszyst­kich kró­lew­skich rezy­den­cjach miały kom­naty, w któ­rych można było trzy­mać ubra­nia kró­lo­wej, gotowe do zało­że­nia, gdy ich potrze­bo­wała. Każda rzecz prze­no­szona z głów­nej gar­de­roby do innej musiała zostać wpi­sana na spe­cjalną listę opa­trzoną pod­pi­sem tej poko­jówki, która aku­rat była pod ręką. Doty­czyło to rów­nież biżu­te­rii i futer, a kobieta, która się pod­pi­sała przy danej rze­czy, była odpo­wie­dzialna za jej bez­pieczny powrót - co wcale nie było zada­niem łatwym, jeśli się pamięta, jak bez­tro­sko obcho­dziła się ze swo­imi rze­czami Elż­bieta. Zawsze wszystko gubiła. Pew­nego wrze­śnio­wego dnia 1574 roku "nie­wielka złota rybka ozdo­biona bry­lan­tem" odpa­dła od jej kape­lu­sza, w 1582 roku w pałacu Non­such złoty żołądź i liść dębowy odpa­dły od ozdoby i zgi­nęły bez śladu68. Następ­nego dnia zgu­biła trzy guziki i zapinkę od tej samej sukni. W następ­nym roku w Rich­mond ze zło­tej klamry poda­ro­wa­nej jej przez hra­biego Leice­ster wypadł jej wielki bry­lant69. W Whi­te­hall inny dia­ment, "jeden z jej naj­pięk­niej­szych", odpadł od ozdoby przy­pię­tej do jej sukni70. Jak ujął to jeden ze współ­cze­snych histo­ry­ków, gdzie­kol­wiek się uda­wała, roz­sie­wała klej­noty "jak cho­dząca cho­inka bożo­na­ro­dze­niowa"71.

Ubrana, ozdo­biona klej­no­tami, z peruką na gło­wie owa "bożo­na­ro­dze­niowa cho­inka" była w końcu gotowa poka­zać się publicz­nie. Baron Wald­stein, który został przed­sta­wiony Elż­bie­cie w repre­zen­ta­cyj­nej sali pew­nego nie­dziel­nego poranka 1600 roku, gdy szła do kró­lew­skiej kaplicy na mszę, był oszo­ło­miony. Jego uwagę zwró­ciły przede wszyst­kim ubrane w kolo­rach bia­łym i srebr­nym dwórki kró­lo­wej, któ­rych "uroda i zgrabne kształty z łatwo­ścią przy­cią­gały oko" (miał wów­czas dzie­więt­na­ście lat). Ale kiedy do sali wkro­czyła kró­lowa, przy­cią­gnęła jego spoj­rze­nie już na stałe. "Lśniąc bla­skiem maje­statu, strojna klej­no­tami i dro­go­cen­nymi kamie­niami, uka­zała się oczom wszyst­kich zgro­ma­dzo­nych i sze­roko roz­po­starła ramiona, jak gdyby chciała przy­tu­lić wszyst­kich obec­nych"72. Gdy weszła do kom­naty, wszy­scy padli na kolana.

Więk­szość cudzo­ziem­ców była pod ogrom­nym wra­że­niem pierw­szego spo­tka­nia z kró­lową. Lupold von Wedel widział ją, gdy uda­wała się na tur­niej orga­ni­zo­wany w listo­pa­dzie każ­dego roku z oka­zji rocz­nicy jej wstą­pie­nia na tron. Ubrana w białą suk­nię jechała sama otwar­tym zło­co­nym powo­zem, pod bal­da­chi­mem z czer­wo­nego aksa­mitu wyszy­wa­nego zło­tem i per­łami. I "wyglą­dała jak bogi­nie na malun­kach"73. Paul Hent­zner, który podob­nie jak Wald­stein widział kró­lową w sali repre­zen­ta­cyj­nej w Gre­en­wich, gdy szła ze świtą do kaplicy, był nieco bar­dziej kry­tyczny:

Twarz jej podłużna, ładna, ale pomarsz­czona; oczy małe, ale czarne i miłe; nos nieco haczy­ko­waty; usta wąskie, a zęby czarne (to wada czę­sta u Angli­ków z powodu nad­uży­wa­nia przez nich cukru); w uszach miała dwie perły, bar­dzo bogato zdo­bione; nosiła sztuczne włosy, w dodatku czer­wone; na gło­wie miała małą koronę [...] jej dło­nie były małe, a palce dłu­gie, z postaci zaś była ani wysoka, ani niska; jej poza była maje­sta­tyczna, w spo­so­bie mówie­nia była miła i uprzejma. Tego dnia ubrana była w biały jedwab, wyszy­wany per­łami wiel­ko­ści gro­chu [...]74.

Hent­zner zwró­cił rów­nież uwagę na to, że w któ­rą­kol­wiek stronę się odwró­ciła, aby zamie­nić kilka słów, wszy­scy przed nią klę­kali. Towa­rzy­szyły jej dwórki, "bar­dzo uro­dziwe i kształtne", ubrane na biało; strze­gła ją straż przy­boczna zbrojna w zło­cone hala­bardy, usta­wiona w rzę­dach po obu jej bokach75.

Kiedy kró­lowa modliła się w kaplicy, Hent­zner i inni goście mogli przy­glą­dać się nakry­wa­niu stołu do kró­lew­skiego obiadu. Naj­pierw do kom­naty weszło dwóch męż­czyzn, z któ­rych jeden niósł laskę - sym­bol swego urzędu - drugi zaś obrus. Obaj trzy razy przy­klę­kli "z naj­wyż­szą czcią", zanim ten drugi sta­ran­nie roz­ło­żył obrus na stole. Po czym przy­klę­kli raz jesz­cze i wyszli. W ich miej­sce weszło dwóch kolej­nych, jeden z laską, drugi z sol­niczką, tale­rzem i chle­bem. Ta para rów­nież przy­klę­kła trzy razy. Ten drugi ostroż­nie umie­ścił sol­niczkę, talerz i chleb na obru­sie, po czym obaj przy­klę­kli i wyszli. Następ­nie weszły dwie damy kró­lo­wej. Jedna z nich, ubrana w białą jedwabną suk­nię, "pokło­niw­szy się nader wdzięcz­nie trzy razy, pode­szła do stołu i natarła tale­rze chle­bem i solą z czcią taką i uwa­ża­niem, jak gdyby sama kró­lowa była obecna". Po krót­kiej chwili do kom­naty wkro­czyła straż przy­boczna, nio­sąc dwa­dzie­ścia cztery dania, w więk­szo­ści na pozła­ca­nych pół­mi­skach. Jedna z dam nabie­rała odro­binę każ­dego dania i dawała je do spró­bo­wa­nia straż­ni­kowi, który je przy­niósł - to sta­ro­dawny rytuał, ale zara­zem cał­kiem sku­teczne zabez­pie­cze­nie zarówno przed daniem nie­ja­dal­nym, jak i zatru­tym. Wno­sze­nie jedze­nia trwało mniej wię­cej pół godziny przy akom­pa­nia­men­cie dźwię­ków dwu­na­stu trą­bek i dwóch bęb­nów, które wypeł­niały salę jadalną muzyką.

Wresz­cie, kiedy wszystko było gotowe, poja­wiły się kolejne damy - ale wciąż nie sama kró­lowa. Zabrały jedze­nie i zanio­sły je do kom­naty z tyłu, gdzie cze­kała Elż­bieta, aby wybrać to, na co aku­rat miała ochotę. Resztę zja­dały damy dworu. Kró­lowa jadła w odosob­nie­niu. Szkocki dwo­rza­nin sir James Melville, który w 1564 roku został wysłany na połu­dnie, aby omó­wić pre­ten­sje Marii, kró­lo­wej Szko­tów, do dzie­dzi­cze­nia tronu po Elż­bie­cie, opo­wie­dział dość wzru­sza­jącą histo­rię o próż­no­ści kró­lo­wej i o tym, jak jest wraż­liwa na kry­tykę. W cza­sie jego pobytu w Hamp­ton Court kró­lowa przy­jęła go na audien­cji i zło­śli­wie zapy­tała, która z nich jest pięk­niej­sza - jego pani czy ona. Melville odpo­wie­dział, że "ona jest naj­pięk­niej­szą kró­lową w Anglii, pod­czas gdy nasza jest naj­pięk­niej­szą kró­lową w Szko­cji"76. To jed­nak jej nie zado­wo­liło. Naci­skała dalej, a kiedy odrzekł (raczej despe­racko, jak można to sobie wyobra­zić), że obie są naj­pięk­niej­szymi damami na swo­ich dwo­rach, zapy­tała, która z nich jest wyż­sza. Maria, odrzekł, na co kró­lowa stwier­dziła, że w takim razie Maria jest za wysoka, pod­czas gdy ona nie jest ani zbyt wysoka, ani zbyt niska. Ta nieco nie­zręczna wymiana zdań zakoń­czyła się, gdy Melville wspo­mniał, że jego pani gra na szpi­ne­cie. Jak dobrze? Jak na kró­lową cał­kiem przy­zwo­icie, odpo­wie­dział.

Tego popo­łu­dnia lord Huns­don, nie­dawno mia­no­wany prze­ło­żony straży przy­bocz­nej, a zatem czło­wiek odpo­wie­dzialny za bez­pie­czeń­stwo kró­lo­wej, wziął Szkota na bok i popro­wa­dził go w "ustronny kruż­ga­nek". Tam naka­zał mu, nie­mal jak Polo­niu­szowi77, stać za kotarą i słu­chać, jak w kom­na­cie obok kró­lowa gra na szpi­ne­cie. A grała "wybor­nie", zatem zain­try­go­wany Szkot odsu­nął zasłony i przez pewien czas patrzył zasłu­chany. Elż­bieta po chwili obró­ciła się i go ujrzała. "Pode­szła, wyglą­da­jąc, jakby chciała mnie ude­rzyć lewą ręką, ale [...] stwier­dziła, że nie zwy­kła grać przed ludźmi, jeno tylko gdy jest tu sama". Melville powie­dział, że wła­śnie prze­cho­dził obok kom­naty, gdy przy­cią­gnęły go dźwięki muzyki, "sam nie wie­dział jak".

Oboje wie­dzieli, że to nie jest prawda. Ale kró­lowa, zamiast ude­rzyć, przy­wo­łała go ski­nie­niem ręki, a gdy przy­klęk­nął, "wła­sną ręką podała mi poduszkę pod kolano". Po czym, zawo­ław­szy jedną ze swych dwó­rek z pokoju obok, aby im towa­rzy­szyła w cha­rak­te­rze przy­zwo­itki, czy­niąc tym zadość oby­czaj­no­ści, zapy­tała, która kró­lowa lepiej gra.

I o to wła­śnie cho­dziło. Melville, rzecz jasna, odpo­wie­dział, że ona - w tych oko­licz­no­ściach raczej nie mógł powie­dzieć nic innego. Spo­tka­nie to świad­czy jed­nak o czymś wię­cej niż tylko o próż­no­ści kró­lo­wej. Poka­zuje, że miała potrzebę potwier­dza­nia swo­jej war­to­ści i pra­gnie­nie wywie­ra­nia wra­że­nia. Gdy Melville klę­czał na tej swo­jej poduszce, Elż­bieta roz­ma­wiała z nim po fran­cu­sku, wło­sku i holen­der­sku, mówiła o teo­lo­gii i histo­rii. A nawet opóź­niła o dwa dni jego wyjazd do Szko­cji, aby mógł oglą­dać ją w tańcu w cza­sie jakiejś dwor­skiej zabawy. Po czym, oczy­wi­ście, zapy­tała go, która kró­lowa lepiej tań­czy.

Wyda­rze­nie to poka­zuje, jak sta­ran­nie Elż­bieta i jej nadworni urzęd­nicy reży­se­ro­wali jej życie. Publiczne poja­wia­nie się, spo­tka­nia na grun­cie pry­wat­nym - wszystko było zor­ga­ni­zo­wane w naj­drob­niej­szych szcze­gó­łach. W bar­dzo rzad­kich sytu­acjach, kiedy naprawdę była sama - jak wów­czas, gdy Melville pod­słu­chi­wał jej grę - ludzie byli na każde zawo­ła­nie: dowódca straży przy­bocz­nej stał za drzwiami, poko­jowe cze­kały w sąsied­niej kom­na­cie. Rolą domow­ni­ków dworu kró­lew­skiego w cza­sach Elż­biety było nie tylko uła­twia­nie życia swo­jej pani: przy­no­sze­nie jedze­nia na zawo­ła­nie, ubie­ra­nie i prze­wo­że­nie z miej­sca na miej­sce, a także dba­nie o bez­pie­czeń­stwo, bar­dzo waż­nym zada­niem było zarzą­dza­nie jej kon­tak­tami ze świa­tem zewnętrz­nym.

Doradcy Elż­biety ni­gdy nie wygrali walki o ogra­ni­cze­nie wydat­ków dworu kró­lew­skiego, ale też ni­gdy jej nie zaprze­stali. Struk­tury admi­ni­stra­cyjne dworu były w zasa­dzie takie same jak w cza­sach Hen­ryka VIII. Ist­niały trzy główne urzędy: lord szam­be­lan, który nad­zo­ro­wał dzia­łal­ność czę­ści zwa­nej "nad scho­dami"; lord ste­ward, zarzą­dza­jący czę­ścią "pod scho­dami", oraz kró­lew­ski koniu­szy (Master of Horse), któ­rego pracę w więk­szej czę­ści wyko­ny­wał główny zarządca stajni, pod­ko­niu­szy (ave­nor) - jego zada­niem była opieka nad końmi kró­lo­wej, w licz­bie od 220 do 275, aby miały dosta­tecz­nie dużo owsa, siana i pod­ściółki.

Nie licząc stajni, naj­wię­cej pie­nię­dzy wyda­wał wydział lorda ste­warda. Od roku 1570 do 1581 urząd ten nie był obsa­dzony, a pod­le­głymi mu spra­wami zarzą­dzali wspól­nie nadworny skarb­nik (tre­asu­rer) wraz z nadwor­nym kon­tro­le­rem (comp­trol­ler). Inna sprawa, że nawet wów­czas, gdy sta­no­wi­sko lorda ste­warda było obsa­dzone, więk­szość jego zadań reali­zo­wali wła­śnie tamci dwaj. W ciągu czter­dzie­sto­pię­cio­let­niego pano­wa­nia Elż­biety było pię­ciu skarb­ni­ków i pię­ciu kon­tro­le­rów, ale dwóch z nich domi­no­wało na tych sta­no­wi­skach, byli to sir Fran­cis Knol­lys, krewny kró­lo­wej, nadworny skarb­nik od 1570 roku aż do swo­jej śmierci w 1596 roku, oraz sir James Croft, któ­rego rodzina słu­żyła na dwo­rze od wielu poko­leń i który był kon­tro­le­rem w latach 1570-1590.

Żaden z tych dwóch męż­czyzn nie był wzo­rem cnót, ale któż nim był w elż­bie­tań­skiej Anglii? Obaj na dwo­rze kró­lew­skim byli aktywni poli­tycz­nie, obaj wcho­dzili w skład kró­lew­skiej Rady Oso­bi­stej i obaj ani tro­chę nie inte­re­so­wali się obo­wiąz­kami zwią­za­nymi ze swo­imi urzę­dami. Kiedy w końcu Knol­lys został zga­niony za zanie­dby­wa­nie obo­wiąz­ków, napi­sał do swo­jej pani nie­szczery list, bła­ga­jąc ją, aby zechciała "roz­wa­żyć, jak bar­dzo mój urząd jest roz­le­gły, przez co można mi przy­pi­sać uchy­bie­nia innych, ni­gdy bowiem żaden skarb­nik nie jest w sta­nie dostrzec, co robią wszy­scy pod­le­gli mu ludzie"78. Pomińmy mil­cze­niem fakt, że na tym wła­śnie pole­gała jego praca, za którą dosta­wał wikt i opie­ru­nek, pewne dodat­kowe przy­wi­leje oraz roczną pen­sję w wyso­ko­ści 130 fun­tów 16 szy­lin­gów i 8 pen­sów.

Lorda ste­warda, skarb­nika i kon­tro­lera czę­sto okre­ślano mia­nem urzęd­ni­ków "bia­łej laski" (white-stave offi­cers lub whi­te­sta­ves) od przy­słu­gu­ją­cego im sym­bolu ich urzędu. Ogól­nie rzecz bio­rąc, prace zwią­zane z roz­li­cze­niami finan­so­wymi prze­ka­zy­wali oni w ręce zawo­do­wych urzęd­ni­ków. Bez­po­śred­nio pod nimi był kwe­stor, w isto­cie rze­czy główny księ­gowy, który zaj­mo­wał się "pobie­ra­niem i roz­dzie­la­niem wszyst­kich pie­nię­dzy Jej Kró­lew­skiej Mości prze­zna­czo­nych na sprawy zwią­zane z utrzy­ma­niem dworu". Jemu z kolei pod­le­gały dwie grupy urzęd­ni­ków: działu rachun­ko­wego (clerks of Green Cloth) pro­wa­dzący księgi i przy­go­to­wu­jący spra­woz­da­nia dla kwe­stora oraz spe­cjalni kon­tro­le­rzy, któ­rzy patro­lo­wali pałac, spraw­dza­jąc jakość jedze­nia, odsy­ła­jąc "wszyst­kie mię­siwa i napoje nie­smaczne lub nie­warte kupna"79.

Ci urzęd­nicy i ich zastępcy zarzą­dzali w sumie ponad dwu­dzie­stoma róż­nymi dzia­łami, poczy­na­jąc od wiel­kich zaku­pów wszyst­kich pro­duk­tów żyw­no­ścio­wych nie­zbęd­nych do zaopa­trze­nia spi­żarni i pie­karni, z któ­rych ta ostat­nia zuży­wała ogromne ilo­ści psze­nicy, a koń­cząc na pralni. Według "Księgi dworu Kró­lo­wej Elż­biety" (Book of House­hold of Queen Eli­za­beth) służba zatrud­niona w pralni "prała wszyst­kie obrusy, ser­wety, ręcz­niki i zasłony, które uży­wane są kom­na­tach i poko­jach"80 - przy czym, aby uczy­nić zadość skrom­no­ści, oso­bi­stą bie­li­znę kró­lo­wej prano w osob­nej, pry­wat­nej pralni kró­lew­skiej. Pod­le­gało im rów­nież dwu­dzie­stu pię­ciu słu­żą­cych dwor­skich, któ­rych zada­niem było poda­wa­nie posił­ków pra­cow­ni­kom zatrud­nio­nym w dziale księ­go­wym i spraw­dza­nie, czy po zamku nie kręcą się "włó­czę­dzy, chłopcy i osoby nie­po­wo­łane"81. Do ich obo­wiąz­ków nale­żał także nad­zór nad wynaj­mo­wa­nymi wozami i powo­zami, kolej­nym bar­dzo waż­nym dzia­łem kró­lew­skiego gospo­dar­stwa domo­wego.

Kró­lowa nie utrzy­my­wała sta­łej floty karet, powo­zów i wozów, trzeba było zatem orga­ni­zo­wać cały trans­port nie­zbędny "do prze­wie­zie­nia Jej Kró­lew­skiej Mości i jej całego dworu za każ­dym razem, gdy kró­lowa prze­no­siła się z posia­dło­ści do posia­dło­ści"82.

Bez sil­nej ręki u steru tak wiel­kie i skom­pli­ko­wane wydatki na dwór z łatwo­ścią mogły wymknąć się spod kon­troli. I tak się zda­rzało. W roku 1563 par­la­ment wydał roz­po­rzą­dze­nie przy­zna­jące Elż­bie­cie na utrzy­ma­nie dworu stałe upo­sa­że­nie z docho­dów z kró­lewsz­czyzn. Kwota, jaką usta­lono, opie­rała się na trzech doku­men­tach: reje­strze żyw­no­ści okre­śla­ją­cym, co jadała kró­lowa i jej dwo­rza­nie, reje­strze osób pozo­sta­ją­cych na kró­lew­skim wik­cie, zawie­ra­ją­cym infor­ma­cje na temat tego, ile chleba, wina, piwa, opału i świec przy­słu­gi­wało każ­demu dwo­rza­ni­nowi, oraz reje­strze domow­ni­ków, będą­cym wyka­zem osób, które miały prawo prze­by­wać w domu kró­lo­wej. Wziąw­szy pod uwagę wszyst­kie te czyn­niki, par­la­ment zade­cy­do­wał, że kwe­stor będzie dosta­wał 40 027 fun­tów, 4 szy­lingi 2,5 pensa rocz­nie, co powinno wystar­czyć na sfi­nan­so­wa­nie wszyst­kich potrzeb dworu kró­lew­skiego.

Tym­cza­sem Elż­bieta była zda­nia, że to nie wystar­czy, choć przez kolejne dzie­sięć lat uda­wało się utrzy­mać wydatki mniej wię­cej w tych gra­ni­cach. Lecz w 1573 roku kwota ta wzro­sła gwał­tow­nie do 49 968 fun­tów szter­lin­gów, a choć w następ­nych latach nieco zma­lała, wciąż oscy­lo­wała w oko­li­cach 46 tys. fun­tów. W 1576 roku lord Bur­gh­ley, który pod­czas nie­obec­no­ści lorda ste­warda przej­mo­wał jego obo­wiązki, siadł do pracy razem ze swo­imi rach­mi­strzami i urzęd­ni­kami finan­so­wymi dworu, pró­bu­jąc dojść, gdzie roz­cho­dzą się pie­nią­dze i jak można temu zapo­biec.

Bur­gh­ley w kwe­stiach pie­nięż­nych miał oko do szcze­gó­łów. Po ogrom­nej licz­bie roz­ma­itych nota­tek na temat wzro­stu wydat­ków dworu kró­lo­wej, pisa­nych przez niego bądź przez niego kory­go­wa­nych, widać, że odkrył przy­czynę defi­cytu. Wzro­sły ceny. Na przy­kład koszty dostawy były tak wiel­kie, że dostar­cze­nie żyw­no­ści do pałacu kosz­to­wało nie­mal tyle samo co sama żyw­ność. Roz­cho­dziło się zbyt dużo napit­ków bez nale­ży­tej kon­troli83. Dwo­rza­nie nabrali zwy­czaju zama­wia­nia póź­nych kola­cji, co ozna­czało, że kuch­nie musiały pra­co­wać zbyt długo, i to także "było przy­czyną wiel­kich wydat­ków". Zwy­czaj uży­wa­nia dwóch kuchni w celu przy­rzą­dze­nia posiłku kró­lo­wej powo­do­wał "podwo­je­nie wydat­ków na drewno i węgiel"84. W pałacu zamiesz­ki­wały mał­żeń­stwa, choć tylko jedno z mał­żon­ków miało prawo do zakwa­te­ro­wa­nia na koszt kró­lo­wej, ponadto doma­gały się one kwa­ter nie tylko dla sie­bie, lecz rów­nież dla swo­ich dzieci i służby85. O wiele za dużo szla­chet­nie uro­dzo­nych spo­ży­wało posiłki w swo­ich kom­na­tach, zamiast jeść przy sto­łach im wyzna­czo­nych, co ozna­czało podwójną ilość jadła i napo­jów, przy czym nie­zje­dzone potrawy na ich sto­łach się mar­no­wały.

Wszyst­kie te osobne i szcze­gó­łowe punkty spro­wa­dzały się do jed­nego. Jak napi­sał lord skarb­nik, "nazbyt wielka była mno­gość osób zakwa­te­ro­wa­nych na zamku i w jego oko­li­cach, co powo­duje wzrost wydat­ków na wszyst­kie wik­tu­ały, chleb, ale, wino, piwo, woło­winę, bara­ninę, drewno, węgiel"86. Innymi słowy, zbyt wiele osób jadło i piło zbyt dużo na koszt kró­lo­wej.

Przed­sta­wiona przez Bur­gh­leya pro­po­zy­cja "zmniej­sze­nia wiel­kich wydat­ków domu Jej Kró­lew­skiej Mości" została wyło­żona w jego naj­ob­szer­niej­szym doku­men­cie z 1576 roku87. Służba kró­lo­wej musi jadać wspól­nie, a nie w swo­ich pry­wat­nych kom­na­tach. Trzeba zre­du­ko­wać liczbę pra­czek "i innych osób krę­cą­cych się na dwo­rze". Należy powstrzy­mać drobne kra­dzieże naczyń cyno­wych, które miały zwy­czaj bez­pow­rot­nego prze­cho­dze­nia przez pała­cowe bramy. A nade wszystko trzeba wpro­wa­dzić okre­ślone zasady, listy, porzą­dek i odpo­wie­dzial­ność. Bur­gh­ley nale­gał, aby spo­rzą­dzić nowe reje­stry służby nie­zbęd­nej w każ­dym dziale i aby prze­strze­gać nowych usta­leń. Doma­gał się nowych reje­strów żyw­no­ści i osób upo­waż­nio­nych do wiktu na koszt kró­lo­wej, z dokład­nym wyszcze­gól­nie­niem, co komu przy­słu­guje i w jakiej ilo­ści. Chciał też, aby lord szam­be­lan otrzy­mał listę osób, któ­rym kró­lowa gotowa była zapew­nić zakwa­te­ro­wa­nie na swoim dwo­rze.

O tym, z jakim entu­zja­zmem zmiany zapro­po­no­wane przez Bur­gh­leya zostały przy­jęte przez kró­lową i jej dwór, świad­czyć może fakt, że sześć lat póź­niej musiał ponow­nie doma­gać się ich wpro­wa­dze­nia, a w tym cza­sie wydatki dworu wciąż prze­kra­czały usta­lony budżet o jakieś 15 pro­cent - podob­nie zresztą jak w następ­nych latach, do końca pano­wa­nia Elż­biety I.

Rozdział II. Za maską

Roz­dział II

Za maską

Ostat­nia podróż Elż­biety I zaczęła się i skoń­czyła 28 kwiet­nia 1603 roku. Towa­rzy­szył jej cały dwór: urzęd­nicy Rady Zie­lo­nego Sukna; koniu­szy (master of the horse) i och­mistrz (master of the house­hold); nadworny kon­tro­ler i nadworny skarb­nik; damy dworu i poko­jowe pry­wat­nych apar­ta­men­tów; dok­to­rzy, kucha­rze i muzycy; piwo­wa­rzy, dostawcy i woź­nice. W sumie jakieś 1600 osób szło w pro­ce­sji uli­cami West­min­steru. A w samym środku tego tłumu, w oto­cze­niu ryce­rzy w czar­nych pele­ry­nach z kap­tu­rami, przy­trzy­mu­ją­cych wysoko nad nią bal­da­chim, aby ją chro­nić i pod­kre­ślić jej sta­tus, szła sama Elż­bieta - Glo­riana88 z pło­mien­no­ru­dymi wło­sami, patrzą­cymi prze­ni­kli­wie nie­bie­skimi oczami i uró­żo­wa­nymi policz­kami.

Tyle że to nie była Elż­bieta. To był jej wize­ru­nek - natu­ral­nej wiel­ko­ści kukła zro­biona z drewna i wosku. Praw­dziwa kró­lowa nie żyła od pię­ciu tygo­dni. Teraz, zabal­sa­mo­wana i skryta przed spoj­rze­niami, w obi­tej oło­wiem trum­nie jechała w ostat­nią drogę do opac­twa West­min­ster, gdzie miała spo­cząć w kryp­cie swego dziada Hen­ryka VII89. Ludzie nadwor­nego mar­szałka (kni­ght mar­shal) kro­czyli na prze­dzie pro­ce­sji, toru­jąc drogę. Za nimi czwór­kami szło 240 ubo­gich kobiet, następ­nie dwor­ska służba kró­lo­wej, amba­sa­do­rzy i ary­sto­kra­cja. Jej koniu­szy, hra­bia Wor­ce­ster, szedł za kara­wa­nem, pro­wa­dząc orszak hono­rowy. Główną żałob­nicą była Helena Gor­ges, mar­kiza Nor­thamp­ton, jedna z ulu­bio­nych dam Elż­biety I. Z jed­nej strony mar­kizy kro­czył hra­bia Dor­set, a z dru­giej hra­bia Not­tin­gham - ten pierw­szy peł­niący funk­cję lorda skarb­nika, a drugi - lorda wiel­kiego admi­rała. Jej tren niósł wice­szam­be­lan dworu kró­lew­skiego (vice cham­ber­lain of the house­hold) wraz z czter­na­stoma hra­bi­nami. Orszak zamy­kał kapi­tan straży (cap­tain of the guard) na czele wszyst­kich straż­ni­ków masze­ru­ją­cych piąt­kami z hala­bar­dami skie­ro­wa­nymi w dół. "Jej kara­wan (jak powia­dają) wyda­wał się wyspą uno­szącą się na wodzie, ota­czały ją bowiem wodo­spady łez", napi­sał dra­ma­turg Tho­mas Dek­ker90. "Mia­sto West­min­ster - twier­dził anty­kwa­riusz John Stow - prze­peł­nione było tłu­mami ludzi naj­róż­niej­szego sortu, na uli­cach, w domach, oknach, kana­łach i rynsz­to­kach [...]. Pano­wała tak wielka powszechna żałość, ze wzdy­cha­niem, jękami i zawo­dze­niem, jakiej nie było za pamięci żad­nego z żyją­cych ludzi"91.

Pogrzeb kró­lo­wej był oka­zją do wyra­że­nia głę­bo­kiego smutku i przy­wią­za­nia (choć, szcze­rze mówiąc, cie­szyła się znacz­nie mniej­szą popu­lar­no­ścią niż w latach sie­dem­dzie­sią­tych i osiem­dzie­sią­tych XVI wieku) i do publicz­nego potwier­dze­nia prze­ka­za­nia wła­dzy jej następcy w nie­pew­nych cza­sach. Był też ogrom­nym obcią­że­niem dla kró­lew­skiego skarbca. Sza­cun­kowy koszt, na który skła­dały się wydatki mię­dzy innymi na 12 tys. jar­dów czar­nej tka­niny dla żałob­ni­ków, wahał się w gra­ni­cach od 11 tys. do 20 tys. fun­tów szter­lin­gów.

Kon­dukt żałobny Elż­biety I: "Jej kara­wan wyda­wał się wyspą uno­szącą się na wodzie, ota­czały ją bowiem wodo­spady łez"

Prze­nie­sie­nie wła­dzy w skali całego narodu ni­gdy nie jest w pełni szczę­śliwe. Z chwilą śmierci monar­chy tracą waż­ność wszyst­kie kró­lew­skie nomi­na­cje, co w natu­ralny spo­sób zro­dziło wśród nie­któ­rych człon­ków dworu Elż­biety uczu­cie nie­po­koju o przy­szłość. Nie­któ­rzy ruszyli na pół­noc, aby ofe­ro­wać swe usługi oraz zło­żyć wyrazy usza­no­wa­nia jej naj­bliż­szemu krew­nemu i nomi­no­wa­nemu następcy, kró­lowi Szko­cji Jaku­bowi VI. Inni wyco­fali się z wdzię­kiem, pogo­dzeni z fak­tem, że muszą ustą­pić pola szkoc­kiej inwa­zji.

Zmiany, które nade­szły, były grun­towne. Nowa kró­lowa, Anna Olden­burg, zastą­piła wszyst­kie waż­niej­sze damy dworu swo­imi kobie­tami. Na przy­kład mar­kiza Nor­thamp­ton, wyko­naw­szy swoje zada­nie jako główna żałob­nica w cza­sie pogrzebu Elż­biety, wyco­fała się z życia publicz­nego. Król zor­ga­ni­zo­wał wła­sny dwór, zatrud­nia­jąc zarówno szkoc­kich dwo­ra­ków, któ­rzy przy­je­chali wraz z nim do Lon­dynu lub przy­byli tu póź­niej, jak i tych Angli­ków, któ­rzy już wcze­śniej zorien­to­wali się, kto naj­praw­do­po­dob­niej zastąpi Elż­bietę na tro­nie i przy­go­to­wy­wali drogę dla nowego króla. Tuż po śmierci Elż­biety sir Robert Carey, czło­nek par­la­mentu i urzęd­nik dwor­ski nie­zbyt wyso­kiego szcze­bla, bez­zwłocz­nie wyru­szył z pałacu Rich­mond, gdzie zmarła kró­lowa, do pałacu Holy­rood w Edyn­burgu, aby jako pierw­szy prze­ka­zać wia­do­mość Jaku­bowi. Smutne wie­ści okra­sił prośbą o sta­no­wi­sko szlach­cica kró­lew­skiej sypialni (gen­tle­man of the bed­cham­ber), którą Jakub speł­nił92. "Potem codzien­nie przy­by­wali lor­do­wie i pano­wie z naszego dworu", napi­sał póź­niej Carey93.

Gospo­dar­ność domowa - a w isto­cie rze­czy jaka­kol­wiek gospo­dar­ność - nie była mocną stroną Jakuba I. Hojny do roz­rzut­no­ści, pra­gnąc zro­bić wra­że­nie na swoim nowym kró­le­stwie, w ciągu pierw­szego roku rzą­dów powo­łał dzie­więt­na­stu nowych parów angiel­skich, nie licząc sied­miu szkoc­kich i irlandz­kich oraz setek nowych człon­ków stanu szla­chec­kiego. W cza­sie swo­jego dwu­dzie­sto­dwu­let­niego pano­wa­nia stwo­rzył w Anglii 111 nowych parów, a więc sie­dem razy wię­cej niż Elż­bieta w cza­sie swo­ich dwa razy dłuż­szych rzą­dów. Nie­któ­rzy z nich mieli już wcze­śniej tytuły szla­chec­kie, ale mniej wię­cej połowę sta­no­wili ludzie nowi, któ­rzy spo­dzie­wali się, że sta­tus ten przy­nie­sie im pewną bli­skość z kró­lem.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1. Sir Henry Lyne­doch Gar­di­ner (1820-1897) - gene­rał, słu­żył w Kró­lew­skiej Arty­le­rii, czło­nek Kró­lew­skiej Komi­sji ds. Obrony Kanady w 1861 roku (przyp. tłum.). [wróć]

2. Masowe anty­bry­tyj­skie wystą­pie­nia zbrojne w Indiach w latach 1857-1859 (przyp. tłum.). [wróć]

3. Jeśli to prawda, zwy­czaj ten datuje się od 1990 roku, gdy książę Karol zła­mał rękę pod­czas gry w polo. [wróć]

4. Rezy­den­cja kró­lew­ska w Lon­dy­nie, poło­żona bez­po­śred­nio obok pałacu św. Jakuba. Obec­nie jest ofi­cjalną sie­dzibą księ­cia Walii i jego żony księż­nej Korn­wa­lii (przyp. Tłum.). [wróć]

5. Wielka Bry­ta­nia nie korzy­stała z dobro­dziej­stwa insty­tu­cji wład­ców elek­cyj­nych (przyp. Tłum.). [wróć]

6. Hen­ryk VIII (1491-1547) - król Anglii i Irlan­dii, drugi władca z dyna­stii Tudo­rów; dopro­wa­dził do roz­łamu z Kościo­łem rzym­sko­ka­to­lic­kim i usta­no­wie­nia nie­za­leż­nego od papieża Kościoła angli­kań­skiego, pod­po­rząd­ko­wa­nego kró­lowi Anglii; znany z posia­da­nia sze­ściu żon oraz ska­za­nia na śmierć i egze­ku­cji przez ścię­cie dwóch z nich (przyp. Tłum.). [wróć]

7. Hen­ryk VII (1457-1509) - pierw­szy król Anglii i lord Irlan­dii z dyna­stii Tudo­rów, ojciec Hen­ryka VIII (przyp. Tłum.). [wróć]

8. A Col­lec­tion of Ordi­nan­ces and Regu­la­tions for the Govern­ment of the Royal House­hold, Made in Divers Reigns, red. John Nichols, Society of Anti­qu­aries, Lon­don 1790, s. 120. [wróć]

9. Edward IV (1442-1483) - zało­ży­ciel dyna­stii Yor­ków, król Anglii w latach 1461-1470 i 1471-1483 (przyp. Tłum.). [wróć]

10. Edward V (1470-1483[?]), z dyna­stii Yor­ków, król Anglii od kwiet­nia do czerwca 1483 roku (przyp. Tłum.). [wróć]

11. A Col­lec­tion of Ordi­nan­ces and Regu­la­tions for the Govern­ment of the Royal House­hold, Made in Divers Reigns, red. John Nichols, Society of Anti­qu­aries, Lon­don 1790, s. 28. [wróć]

12. A Col­lec­tion of Ordi­nan­ces and Regu­la­tions for the Govern­ment of the Royal House­hold, Made in Divers Reigns, red. John Nichols, Society of Anti­qu­aries, Lon­don 1790, s. 28. [wróć]

13. The History of the King's Works, t. 3: 1485-1660, cz. 1, red. H.M. Colvin, HMSO, Lon­don 1975, s. 2. [wróć]

14. John For­te­scue, The Gover­nance of England: Other­wise Cal­led the Dif­fe­rence between an Abso­lute and a Limi­ted Monar­chy, Cla­ren­don Press, Oxford 1885, s. 125. [wróć]

15. Wbrew prak­tyce więk­szo­ści tek­stów poświę­co­nych dzie­jom Anglii, które Privy Coun­cil tłu­ma­czą jako "Tajna Rada", w tej książce będzie to kon­se­kwent­nie Rada Oso­bi­sta, zgod­nie z funk­cją, jaką peł­niła u boku króla (przyp. Tłum.). [wróć]

16. Eli­za­beth Gol­dring et al. (red.), John Nichols's "The Pro­gres­ses and Public Pro­ces­sions of Queen Eli­za­beth I": A New Edi­tion of the Early Modern Sour­ces, t. 1-5, Oxford Uni­ver­sity Press, Oxford 2014, t. 2, s. 254. [wróć]

17. Eli­za­beth Gol­dring et al. (red.), John Nichols's "The Pro­gres­ses and Public Pro­ces­sions of Queen Eli­za­beth I": A New Edi­tion of the Early Modern Sour­ces, t. 1-5, Oxford Uni­ver­sity Press, Oxford 2014, t. 2, s. 254. [wróć]

18. John Nichols, The Pro­gres­ses and Public Pro­ces­sions of Queen Eli­za­beth I: Among Which Are Inter­sper­sed Other Solem­ni­ties, Public Expen­di­tu­res, and Remar­ka­ble Events, during the Reign of That Illu­strious Prin­cess, nowe wyd., t. 1-3, Society of Anti­qu­aries, Lon­don 1823, t. 1, s. 444. [wróć]

19. Fr. quin­tain, w Pol­sce cza­sów nowo­żyt­nych zwany tur­kiem lub murzy­nem, był nie­odzow­nym sprzę­tem na dzie­dzińcu zam­ko­wym lub na pod­zam­czu (przyp. Tłum.). [wróć]

20. E. Gol­dring et al. (red.), op. cit., t. 2, s. 259. [wróć]

21. Robert Dudley (1532-1588), od 1564 hra­bia Leice­ster, syn Johna Dudleya, księ­cia Nor­thum­ber­land; pia­sto­wał m.in. god­ność gene­ral­nego namiest­nika kró­le­stwa. Mówi się, że był pla­to­niczną miło­ścią Elż­biety I albo nawet jej kochan­kiem (przyp. Tłum.). [wróć]

22. E. Gol­dring et al. (red.), op. cit., t. 2, s. 248, 249. [wróć]

23. E. Gol­dring et al. (red.), op. cit., t. 2, s. 295. [wróć]

24. E. Gol­dring et al. (red.), op. cit., t. 2, s. 245, 248. [wróć]

25. Arion (stgr. ?????) - na wpół mityczny poeta i kita­rzy­sta grecki, pocho­dzący z wyspy Les­bos, żył w VII w. p.n.e. (przyp. Tłum.). [wróć]

26. Bri­tish Library, Har­le­ian rkps 6395, fol. 36v. [wróć]

27. Ambrose Dudley (1530-1590), trzeci hra­bia War­wick (przyp. Tłum.). [wróć]

28. E. Gol­dring et al. (red.), op. cit., t. 2, s. 39. [wróć]

29. Gene­rał Arty­le­rii (ang. Master-Gene­ral of Ord­nance) - urząd woj­skowy odpo­wie­dzialny za arty­le­rię, inży­nie­rię woj­skową, for­ty­fi­ka­cje i zaopa­trze­nie (znie­siony w 1855 r.); spra­wu­jący ten urząd wcho­dził w skład rządu (przyp. Tłum.). [wróć]

30. E. Gol­dring et al. (red.), op. cit., t. 2, s. 40. [wróć]

31. Fran­ci­szek Her­ku­les Wale­zjusz (1555-1584) - książę Évreux, Alençon i Ande­ga­we­nii, naj­młod­szy syn króla Fran­cji Hen­ryka II i Kata­rzyny Medy­cej­skiej, młod­szy brat kró­lów Fran­cji: Fran­ciszka II, Karola IX i Hen­ryka III. W ramach sta­rań o mał­żeń­stwo z Elż­bietą I (pomimo róż­nicy wieku - Elż­bieta miała 46, a Fran­ci­szek 24 lata) nawią­zał bar­dzo bli­skie rela­cje z kró­lową, jed­nak sprze­ciw Angli­ków i dorad­ców kró­lo­wej unie­moż­li­wił zwią­zek i Fran­ci­szek wyje­chał z Anglii (przyp. Tłum.). [wróć]

32. Kró­lowa spę­dziła sie­dem­na­ście dni w Gra­fton i pięć tygo­dni w Wood­stock. Zatrzy­mała się także na noc w trze­ciej kró­lew­skiej rezy­den­cji, Hat­field w hrab­stwie Hert­ford. [wróć]

33. E. Gol­dring et al. (red.), op. cit., t. 2, s. 200. [wróć]

34. E.N. Mon­ta­gue, W.A. Tur­ner, The Resi­dence of Sir Julius Caesar Adel­mare in Mit­cham, "Sur­rey Archa­eolo­gi­cal Col­lec­tions" 67 (1970), s. 85-94, tu: s. 85. [wróć]

35. Char­les Howard (1536-1624) - baron Howard of Effin­gham (od 1573), hra­bia Not­tin­gham (od 1597), angiel­ski admi­rał, kuzyn kró­lo­wej Elż­biety I, lord admi­ra­li­cji w latach 1585-1619; w roku 1588 pobił hisz­pań­ską "nie­zwy­cię­żoną armadę" i w 1596 r. zdo­był Kadyks (przyp. Tłum.). [wróć]

36. Tho­mas Radc­lyffe (bądź Ratc­lyffe) (ok. 1525-1583), 3. hra­bia Sus­sex, lord namiest­nik Irlan­dii w cza­sach Tudo­rów i jeden z naj­waż­niej­szych urzęd­ni­ków nadwor­nych za Elż­biety I (przyp. Tłum.). [wróć]

37. Wil­liam Cecil, 1. baron Bur­gh­ley (1520-1598), angiel­ski poli­tyk, kanc­lerz i doradca Elż­biety I, lord wielki skarb­nik w latach 1572-1598. [wróć]

38. Ang. The Chan­nel Islands - grupa wysp w kanale La Man­che u wybrzeży fran­cu­skiej Nor­man­dii (przyp. Tłum.). [wróć]

39. John Roche Dasent et al. (red.), Acts of the Privy Coun­cil of England, t. 1-46, HMSO, Lon­don 1890-1964, t. 9, s. 13. [wróć]

40. Sir Har­ris Nico­las, Memo­irs of the Life and Times of Sir Chri­sto­pher Hat­ton KG, Vice-Cham­ber­lain and Lord Chan­cel­lor to Queen Eli­za­beth, Richard Ben­tley, Lon­don 1847, s. 126. [wróć]

41. Henry Clin­ton (1539-1616), 2. hra­bia Lin­coln (przyp. tłum.). [wróć]

42. Kró­lew­ska Komi­sja Ręko­pi­sów Histo­rycz­nych (dalej: RCHM), Calen­dar of the Manu­scripts of the Most Hon. the Marqu­ess of Salis­bury, XI, 184, Lord Admi­rał i Sir Robert Cecil do Earla Lin­coln, 30 kwiet­nia 1601 r. [wróć]

43. A Col­lec­tion of Ordi­nan­ces and Regu­la­tions..., s. 293. [wróć]

44. Dzie­więć­dzie­siąt lat póź­niej lady Anne Hobart wie­trzyła łoża dla gości, kła­dąc w nich swoją poko­jówkę. [wróć]

45. Modern History Sour­ce­book: Wil­liam Har­ri­son (1534-1593): Opi­sa­nie Anglii, 1577 (z Holin­shed's Chro­nic­les)', strona inter­ne­towa For­dham Uni­ver­sity, http://sour­ce­bo­oks.for­dham.edu/MOD/1577harrison-england.asp (dostęp: 16 lutego 2018). [wróć]

46. Henry Carey (1526-1596), 1. baron Huns­don (przyp. Tłum.). [wróć]

47. Hono­rowy Kor­pus Straży Przy­bocz­nej Jej Kró­lew­skiej Mości (Her Maje­sty's Body­gu­ard of the Hono­ura­ble Corps of Gen­tle­men Pen­sio­ners, po 1834: Gen­tle­men at Arms), jeden z oddzia­łów wcho­dzą­cych w skład straży przy­bocz­nej bry­tyj­skiego monar­chy, powo­łany przez Hen­ryka VIII w 1509 r. jako straż przy­boczna, która miała towa­rzy­szyć kró­lowi pod­czas bitwy (przyp. Tłum.). [wróć]

48. Arthur Col­lins, The Life of That Great Sta­te­sman Wil­liam Cecil, Lord Bur­gh­ley, Lon­don 1732, s. 37. [wróć]

49. Arthur Col­lins, The Life of That Great Sta­te­sman Wil­liam Cecil, Lord Bur­gh­ley, Lon­don 1732, s. 41. [wróć]

50. Mary Hill Cole, The Por­ta­ble Queen: Eli­za­beth I and the Poli­tics of Cere­mony, Uni­ver­sity of Mas­sa­chu­setts Press, Amherst 1999, s. 55, 57. [wróć]

51. Alle­gra Woodworth, Purvey­ance for the Royal House­hold in the Reign of Queen Eli­za­beth, "Trans­ac­tions of the Ame­ri­can Phi­lo­so­phi­cal Society", 35 (1945), nr 1, s. 73. [wróć]

52. Bri­tish Library, Lans­downe rkps 21, fol. 63, "Trzeba wpro­wa­dzić zmiany na rzecz zmniej­sze­nia wiel­kich wydat­ków dworu kró­lo­wej", z uwa­gami na mar­gi­ne­sie ręką lorda Bur­gh­leya, lipiec 1576 r. [wróć]

53. Public Records Office (dalej: PRO), LS 13/280, 307, cyt. za: P.R. Sed­don, House­hold Reforms in the Reign of James I, "Bul­le­tin of the Insti­tute of Histo­ri­cal Rese­arch", t. 53 (1980), nr 127, s. 54. [wróć]

54. Watling Street - droga w Anglii zapo­cząt­ko­wana przez Bry­tów, łącząca współ­cze­sne Can­ter­bury z St. Albans, z wyko­rzy­sta­niem natu­ral­nego brodu nie­opo­dal West­min­ster. Rzy­mia­nie wybru­ko­wali drogę, która połą­czyła wów­czas porty Kentu: Dubris (Dover), Rutu­piae (Rich­bo­ro­ugh), Lema­nis (Lympne) i Regul­bium (Recu­lver) z mostem rzym­skim na Tami­zie w Lon­di­nium (Lon­dy­nie) (przyp. Tłum.). [wróć]

55. Cinque Ports - śre­dnio­wieczny zwią­zek angiel­skich miast por­to­wych (począt­kowo San­dwich, Dover, Hythe, New Rom­ney i Hastings), poło­żo­nych na połu­dniowo-wschod­nim wybrzeżu kraju, nad kana­łem La Man­che, na tere­nie hrabstw Kent i Sus­sex (przyp. tłum.). [wróć]

56. Lupold von Wedel (1544-1615) - pomor­ski szlach­cic, podróż­nik i najemny żoł­nierz; przez ponad 45 lat podró­żo­wał po świe­cie, pozo­sta­wił po sobie "Opis podróży i prze­żyć wojen­nych 1561-1606" (Lupold von Wedel's Beschre­ibung seiner Reisen und Krieg­ser­leb­nisse 1561-1606) wydany przez Maxa Bära w 1895 r. w Szcze­ci­nie (przyp. tłum.). [wróć]

57. Horace Wal­pole (red.), Paul Hent­zner's Tra­vels in England during the Reign of Queen Eli­za­beth, E. Jef­fery, Lon­don 1797, s. 24. [wróć]

58. Horace Wal­pole (red.), Paul Hent­zner's Tra­vels in England during the Reign of Queen Eli­za­beth, E. Jef­fery, Lon­don 1797, s. 22. [wróć]

59. Baron Wald­stein, The Diary of Baron Wald­stein, a Tra­vel­ler in Eli­za­be­than England, ed. G.W. Groos, Tha­mes & Hud­son, Lon­don 1981. [wróć]

60. Baron Wald­stein, The Diary of Baron Wald­stein, a Tra­vel­ler in Eli­za­be­than England, ed. G.W. Groos, Tha­mes & Hud­son, Lon­don 1981, s. 51. [wróć]

61. Simon Thur­ley, Houses of Power: The Pla­ces that Sha­ped the Tudor World, Ban­tam Press, Lon­don 2017, s. 383. [wróć]

62. Filip II Habs­burg (1527-1598) - król Neapolu i Sycy­lii (1554-1598), władca Nider­lan­dów (1555-1598), król Hisz­pa­nii (1556-1598) i Por­tu­ga­lii (1580-1598); twórca pierw­szego w dzie­jach super­mo­car­stwa o zasięgu glo­bal­nym, obej­mu­ją­cego dużą część Europy oraz liczne kolo­nie w Ame­ryce, Afryce i Azji (przyp. tłum.). [wróć]

63. Thoms Wil­liam J. (red.), Anec­do­tes and Tra­di­tions Illu­stra­tive of Early English History and Lite­ra­ture, Cam­den Society, Lon­don 1839, s. 71. [wróć]

64. RCHM, Manu­scripts of the Marqu­ess of Bath, k. 186. [wróć]

65. Cytat za: S. Thur­ley, Houses of Power..., s. 386. [wróć]

66. Edmund Lodge (red.), Illu­stra­tions of Bri­tish History, Bio­gra­phy and Man­ners, in the Reigns of Henry VIII, Mary, Eli­za­beth and James I, t. 1-3, John Chi­dley, Lon­don 1838 (2 wyd.), t. 2, s. 97. [wróć]

67. Edmund Lodge (red.), Illu­stra­tions of Bri­tish History, Bio­gra­phy and Man­ners, in the Reigns of Henry VIII, Mary, Eli­za­beth and James I, t. 1-3, John Chi­dley, Lon­don 1838 (2 wyd.), t. 2, s. 97. [wróć]

68. Janet Arnold (red.), "Lost from Her Maje­sties Back": Items of Clo­thing and Jewels Lost or Given Away by Queen Eli­za­beth I, Costume Society, Lon­don 1980, s. 75. [wróć]

69. anet Arnold (red.), "Lost from Her Maje­sties Back": Items of Clo­thing and Jewels Lost or Given Away by Queen Eli­za­beth I, Costume Society, Lon­don 1980, s. 76. [wróć]

70. anet Arnold (red.), "Lost from Her Maje­sties Back": Items of Clo­thing and Jewels Lost or Given Away by Queen Eli­za­beth I, Costume Society, Lon­don 1980, s. 77. [wróć]

71. anet Arnold (red.), "Lost from Her Maje­sties Back": Items of Clo­thing and Jewels Lost or Given Away by Queen Eli­za­beth I, Costume Society, Lon­don 1980, s. 9. [wróć]

72. Baron Wald­stein, op. cit., s. 73. [wróć]

73. Got­t­fried von Bülow (red.), Jour­ney thro­ugh England and Sco­tland Made by Lupold von Wedel in the Years 1584 and 1585, "Trans­ac­tions of the Royal Histo­ri­cal Society", t. 9 (1895), s. 223-270, tu: s. 257. [wróć]

74. H. Wal­pole (red.), op. cit., s. 34. [wróć]

75. H. Wal­pole (red.), op. cit., s. 35. [wróć]

76. Sir James Melville, Memo­irs of His Own Life, red. T. Thom­son, Ban­na­tyne Club, Edin­burgh 1827, s. 123-124. [wróć]

77. Polo­niusz - postać fik­cyjna, boha­ter sztuki Wil­liama Szek­spira Ham­let, ojciec Laer­tesa i Ofe­lii, dwo­rza­nin Klau­diu­sza, króla Danii; Polo­niusz szpie­go­wał i pod­słu­chi­wał nawet wła­snego syna (przyp. tłum.). [wróć]

78. A. Woodworth, op. cit., s. 15, cytat za: Ręko­pisy Lans­downe, 1592, sygn. MSS 73, nr 34. [wróć]

79. A Col­lec­tion of Ordi­nan­ces and Regu­la­tions..., s. 281. [wróć]

80. A Col­lec­tion of Ordi­nan­ces and Regu­la­tions..., s. 287. [wróć]

81. A Col­lec­tion of Ordi­nan­ces and Regu­la­tions..., s. 293. [wróć]

82. A Col­lec­tion of Ordi­nan­ces and Regu­la­tions..., s. 293. [wróć]

83. Bri­tish Library, Ręko­pisy Lans­downe, 21, k. 64, Spo­soby dla zre­for­mo­wa­nia wydat­ków w nie­któ­rych urzę­dach dworu kró­lew­skiego, 1576. [wróć]

84. Bri­tish Library, Ręko­pisy Lans­downe, 21, k. 65, Ogólne przy­czyny nad­zwy­czaj­nych opłat na dwo­rze kró­lo­wej, 1576. [wróć]

85. Bri­tish Library, Ręko­pisy Lans­downe, 21, k. 62, Raport Lorda Bur­gh­leya z przy­czyn wzro­stu wydat­ków dworu kró­lo­wej, lipiec, 1576. [wróć]

86. Bri­tish Library, Ręko­pisy Lans­downe, 21, k. 63, Reformy do wpro­wa­dze­nia, aby zmniej­szyć wiel­kie wydatki dworu kró­lo­wej. [wróć]

87. Bri­tish Library, Ręko­pisy Lans­downe, 21, k. 63, Reformy do wpro­wa­dze­nia, aby zmniej­szyć wiel­kie wydatki dworu kró­lo­wej. [wróć]

88. Jeden z przy­dom­ków Elż­biety I, od imie­nia głów­nej boha­terki ale­go­rycz­nego poematu Edmunda Spen­sera (1552-1599) zaty­tu­ło­wa­nego The Faerie Queene (przyp. tłum.). [wróć]

89. Trzy lata póź­niej jej ciało zostało eks­hu­mo­wane i zło­żone w nawie pół­noc­nej kaplicy Hen­ryka VII, pod pomni­kiem wznie­sio­nym dla niej przez Jakuba I (nad trumną jej przy­rod­niej sio­stry Marii I). [wróć]

90. Tho­mas Dek­ker, 1603, the Won­der­full Yeare: Whe­rein Is She­wed the Pic­ture of Lon­don Lying Sicke of the Pla­gue, Tho­mas Cre­ede, Lon­don 1603, s. nlb. [wróć]

91. John Stow, Edmund Howes, The Anna­les, or, a Gene­rall Chro­nicle of England, Begun by John Stow: Con­ti­nued and Augmen­ted with Mat­ters For­ra­igne and Dome­sti­que, Ancient and Moderne, unto the End of This Pre­sent Yeere, 1631, Richard Meighen, Lon­don 1631, s. 815. [wróć]

92. Nie­długo potem Carey został prze­nie­siony na mniej pre­sti­żowy urząd szlach­cica pry­wat­nej kom­naty (gen­tle­man of the privy cham­ber). Musiał cze­kać aż do wstą­pie­nia na tron Karola I w 1625 roku, aby ponow­nie objąć urząd szlach­cica sypialni (gen­tle­man of the bed­cham­ber). [wróć]

93. Mon­mo­uth Robert, Memo­irs of Robert Carey, Earl of Mon­mo­uth, red. G.H. Powell, Ale­xan­der Moring, Lon­don 1905, s. 79. [wróć]