Brytyjska monarchia od kuchni - Adrian Tinniswood

Reflow text when sidebars are open.
Wprowadzenie
Czarne księgi i błyskotki
Była piąta po południu. Generał sir Henry Lynedoch Gardiner1 uświadomił sobie nagle, że popełnił straszliwy błąd.
Gardiner, weteran wojny krymskiej i powstania sipajów2, służył dworowi królewskiemu przez dwadzieścia siedem lat. Teraz był już człowiekiem siedemdziesięciosześcioletnim i pamięć zaczynała go zawodzić, a to dość poważna wada u starszego koniuszego królowej Wiktorii, którego zadaniem było wygładzanie życiowej drogi swojej władczyni. Był bardzo czuły na tym punkcie i naskakiwał na każdego, kto próbował przypominać mu o jego obowiązkach.
Za każdym razem, gdy w zamku Windsor wydawano wielkie przyjęcie, królowej i jej gościom umilała czas orkiestra gwardyjska, grając na tarasie obok jadalni. Aby się tam dostać, muzycy musieli przejść przez jadalnię i znaleźć się na swoich miejscach, zanim zaczęli przybywać zaproszeni goście. Tego wieczora odbywał się właśnie taki obiad, a Gardiner zapomniał zamówić orkiestrę. Do obiadu zostały niecałe cztery godziny, a gwardziści znajdowali się w swoim obozie w Wielkim Parku Windsorskim albo, co gorsza, pili gdzieś na mieście. Nie było telefonów ani samochodów. Nie było jak skontaktować się z nimi ani sposobu, aby mieć ich tutaj na tarasie zamkowym do dwudziestej czterdzieści pięć, kiedy królowa z gośćmi wkroczy do jadalni i będzie spodziewała się muzyki.
Gardiner doszedł do wniosku, że nie ma innego wyjścia, tylko podać się do dymisji. Udał się więc do młodszego koniuszego Fritza Ponsonby'ego, młodego oficera Gwardii Grenadierów, i go o tym powiadomił. Ponsonby jednak uznał, że nie wszystko jeszcze stracone. Nakazał stajennemu pognać galopem do oficera dowodzącego pułkiem z wiadomością, w której błagał go, aby zebrał swoich muzyków. Kolejnego wysłał do masztalerza stajni w Windsorze, polecając mu przygotowanie trzech dużych powozów, którymi gwardziści mogliby przyjechać do zamku, gdy tylko się zbiorą. Po czym, zdawszy sobie sprawę, że nawet jeśli spóźnią się tylko odrobinę, nie zdołają przejść przez jadalnię na taras, przekonał szefa zamkowej straży ogniowej, aby przy tarasie północnym trzymał w pogotowiu cztery drabiny. Muzycy mieliby wspiąć się po murach zamku.
Tuż po dwudziestej czterdzieści pięć królowa Wiktoria i jej goście wkroczyli do jadalni. Pochód zamykali Fritz Ponsonby i generał Gardiner - przygnębieni, gdyż zdawali sobie sprawę, że tym razem przez okna nie wpadną dźwięki hymnu narodowego. Ale gdy goście zajmowali miejsca przy stołach, Ponsonby dostrzegł niewyraźne postacie, które wspinały się na taras po murach zamku, ciągnąc za sobą instrumenty muzyczne. Zanim Wiktoria podniosła do ust pierwszą łyżkę zupy, gwardyjska kapela zagrała uwerturę i sytuacja została uratowana.
Następnego ranka Gardiner otrzymał od królowej notkę z informacją, że zawsze gdy przychodzi na obiad, orkiestra powinna grać hymn narodowy.
Książka ta dotyczy prywatnego życia członków rodziny królewskiej od Elżbiety I, która objęła tron Anglii w 1558 roku, po Elżbietę II, która niemal cztery wieki później została obwołana "Królową Elżbietą Drugą, z bożej łaski Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej oraz innych jej posiadłości i terytoriów Królową, Głową Wspólnoty Narodów, Obrończynią wiary". Nie każdemu z siedmiorga władców panujących w tym czasie poświęcono równie wiele uwagi: wszyscy byli interesujący, ale niektórzy bardziej niż pozostali. Nie zagłębiałem się również we wszystkie szczegóły rządzenia państwem ani też w często skomplikowane relacje władcy z jego bądź jej urzędnikami. Skupiłem się natomiast na tym, jak zmieniał się (albo, jak w niektórych przypadkach, pozostawał taki sam) zakres i sposób opiekowania się władcą przez ostatnie pięć stuleci, a także na tym, jak Fritz Ponsonby i osoby jego rodzaju pomagały zachować monarchię.
Mocą swojej pozycji królowie i królowe wraz z rodzinami mieli, i wciąż mają, prawo do określonego poziomu wygody, do swego rodzaju kokonu ochronnego, który ma czynić ich życie nieco łatwiejszym. Monarchowie nie gotują. Nie ubierają się samodzielnie, nie nalewają sobie napojów ani nie ścielą łóżka. Jeśli opowieści te są prawdziwe, przyszły władca tego królestwa, jego posiadłości i terytoriów, nawet sam nie wyciska pasty do zębów z tubki, gdyż zadanie to należy do jednego z czterech jego kamerdynerów, który nakłada pastę na królewską szczoteczkę ze zdobionego srebrnego dozownika3. Clarence House4 oficjalnie zdementował inną słynną legendę o "rozpieszczaniu członków rodziny królewskiej": że każdego ranka przed księciem Walii stawiano siedem gotowanych jaj uszeregowanych według ich twardości, każde opatrzone liczbą oznaczającą, ile minut się gotowało, tak aby mógł każdego spróbować i wybrać najbardziej mu odpowiadające.
W XXI wieku dwór królowej Elżbiety liczy około 1200 pracowników, mniej więcej tyle samo, ile dwór Karola II w latach sześćdziesiątych XVII stulecia, ale o jedną trzecią więcej niż dwór jej praprababki królowej Wiktorii, która zatrudniała 921 płatnych dworzan. Niektórzy członkowie obecnego dworu są dworzanami w dawnym znaczeniu tego słowa, z ceremonialnymi obowiązkami i tytułami sięgającymi wstecz wiele stuleci. Inni - jak na przykład osobisty sekretarz królowej czy jej sekretarz do spraw komunikacji - są dworzanami nowych czasów, wspierają królową w kierowaniu relacjami z rządem i narodem. Jeszcze inni stanowią personel pomocniczy w bardziej domowym znaczeniu, czyli gotują, sprzątają i ścielą łóżka. Książę Walii ma oddzielny dwór i zatrudnia ponad 160 pełnoetatowych pracowników, których większość ma za zadanie pomagać w wypełnianiu oficjalnych obowiązków i działalności charytatywnej księcia, księżnej Kornwalii, a także księcia i księżnej Cambridge oraz księcia i księżnej Sussex. Jedynie 26 osób to osobisty personel księcia oraz ogrodnicy i obsługa gospodarstwa rolnego.
Rzeczą oczywistą jest, że bogaci ludzie zawsze otaczali się świtą, niewielką armią sekretarzy i służących oraz pochlebców. Ale w przypadku rodziny królewskiej to coś więcej. Władza królewska to nie jest stanowisko, o które można się ubiegać5, jak prezydentura Stanów Zjednoczonych czy prezesura imperium mediów społecznościowych. Rytuały związane z opieką nad władcą mają go wyróżniać, przypominać jego poddanym, że nie jest taki jak inni ludzie, nawet nie jak prezydenci czy multimilionerzy. Gdyby był jak ci inni, gdyby nie było różnicy pomiędzy królewiczem a żebrakiem, dlaczego żebrak nie miałby rządzić w królewskim pałacu? Niezależnie od tego, czy monarchowie rządzili za pomocą ucisku, czy powszechnej zgody, ich żywoty - zarówno w przeszłości, jak i obecnie - mają przypominać, że nie są tacy jak my. Są inni.
Było tak od zawsze. Kiedy służący Henryka VIII6 każdego wieczora ścielili królewskie łoże, robili znak krzyża i całowali miejsca, w których ich ręce dotykały świętej pościeli. Ściśle określone zasady wskazywały dokładnie miejsce, w którym służba powinna kłaść ręcznik bądź serwetkę na królewskim stole ("żadnych fałd"); narzucały strój, jaki ojciec Henryka VIII Henryk VII7 powinien nosić na tradycyjnych uroczystościach święta Trzech Króli - złota korona wysadzana szafirami, rubinami i perłami, która "czczona być winna i żaden śmiertelnik tknąć jej nie może, wyjąwszy samego króla"8.
Zasady te zostały opracowane jako instrukcja dla nowych członków dworu królewskiego, którzy muszą pamiętać, co należy się ich władcy. Niektóre z rozporządzeń miały postać zwykłej listy urzędów z przypisanym wynagrodzeniem i uposażeniem, sporządzanej na potrzeby budżetu dworu. Inne miały na celu regulowanie zachowań. Kiedy w roku 1471 siedmiomiesięczny syn Edwarda IV9, także Edward10, został księciem Walii, powstał zbiór "Regulacji dotyczących rządów księcia Edwarda", określający codzienny porządek jego dnia. Zaczynał się o szóstej rano, gdy do książęcej sypialni wkraczali kapelani, by odmówić poranne modlitwy. Ubrany książę szedł do prywatnej kaplicy wysłuchać mszy. Po śniadaniu miał lekcje, a następnie o dziesiątej - bądź jedenastej, jeśli dzień był postny - jadł obiad, podczas którego czytano mu "takie szlachetne historie, jakich przystoi wysłuchiwać księciu"11. Po południu następowały dalsze lekcje i zajęcia sportowe. W łóżku musiał być przed dwudziestą, a zadaniem służby było "weselić go i radować" przed zaśnięciem12.
Otoczenie tych średniowiecznych pokazów królewskiego rytuału często się zmieniało, od myśliwskich domków po zamki i pałace. Królowie i królowe Anglii często się przemieszczali. Lubili pokazywać się swoim poddanym w ramach demonstracji władzy, lubili polować w różnych częściach swojego królestwa, jeździli w poszukiwaniu zdrowego powietrza, unikając plag i zaraz, a także w poszukiwaniu zapasów żywności, gdy brakło ich w najbliższej okolicy.
Do wyboru mieli wiele królewskich posiadłości. W XIII wieku Edward I był właścicielem około dwudziestu rezydencji. Kiedy w 1485 roku tron objął Henryk VII, czternaście z nich zostało sprzedanych, oddanych lub po prostu opuszczonych, pozostały jedynie: pałac Clarendon w Wiltshire, okazały domek myśliwski w Clipstone w hrabstwie Nottingham, pałac Havering na wschód od Londynu, zamek Windsor, Woodstock w hrabstwie Oxford oraz pałac Westminster. Pałac ten został wybudowany przez Edwarda Wyznawcę w połowie XI wieku, w tym czasie, gdy ustanowił Opactwo Westminsterskie, a przebudowany przez królów normańskich i andegaweńskich, szczególnie zaś Wilhelma II Rudego, który w latach 1097-1099 uczynił z Westminster Hall największy pałac w Anglii.
Średniowieczni królowie liczbę sześciu rezydencji pomniejszali bądź uzupełniali o inne, zgodnie z rytmem ich zmiennych kolei losu. Domy oddawano, konfiskowano, porzucano. W czasach niektórych królów posiadłości było aż dwadzieścia pięć, za panowania innych zaledwie dziewięć bądź dziesięć. Wnętrzom daleko było do surowych kamiennych reliktów, jakie widzimy, zwiedzając dzisiaj średniowieczne budowle. Ściany na ogół bielono i zdobiono, najczęściej czerwonymi liniami, w duże kwadraty, które niekiedy wypełniano malowaną dekoracją. Stropy pokryte były złotymi i srebrnymi cekinami. W królewskich pałacach popularna była boazeria z pionowo ułożonych desek sosnowych lub jodłowych, które także malowano, niekiedy w nader kunsztowne "historie" albo sceny alegoryczne o bardzo osobistym znaczeniu. W zamku Southampton w 1182 roku Henryk II, którego dzieci walczyły ze sobą o koronę, nakazał, aby w jego komnacie namalować orła atakowanego przez własne pisklęta.
Kiedy w 1509 roku tron objął Henryk VIII, w skład jego architektonicznego dziedzictwa wchodził pałac na południowym brzegu Tamizy, położony w Sheen, dziewięć mil w górę rzeki od Westminsteru, przemianowany przez jego ojca na Richmond; a także inny, nowy pałac w Greenwich, również nad Tamizą, siedem mil w dół rzeki. W roku 1512 pożar strawił mieszkalną część pałacu Westminster. Henryk VIII postanowił nie odbudowywać zniszczonej części, przekształcając to, co pozostało z pożaru, w swoją siedzibę administracyjną i prawną, a następnie rozpoczął budowę nowego pałacu w Bridewell, na granicy dawnego londyńskiego City. W ciągu dwóch pierwszych dziesięcioleci swoich rządów wszedł w posiadanie jeszcze większej liczby domów, m.in. Grafton w hrabstwie Northampton i New Hall w Essex. Ale dwa z tych nowych nabytków były szczególnie ważne. Pierwszy to w połowie ukończony pałac Hampton Court, położony nad Tamizą dwanaście mil na południowy zachód od Londynu, który otrzymał w 1527 roku od lorda kanclerza, kardynała Thomasa Wolseya. Próbował w ten sposób nieco ukoić narastające niezadowolenie swojego pana z powodu fiaska starań o unieważnienie małżeństwa z Katarzyną Aragońską. Drugi z nabytków datuje się na rok 1529, gdy upadek Wolseya pozwolił Henrykowi VIII zająć miejską rezydencję kardynała, York Place, ciągnącą się wzdłuż Tamizy nieopodal starego pałacu Westminster. W 1532 roku Henryk zmienił jej nazwę na Whitehall.
Henryk VIII gromadził nowe posiadłości w ogromnym tempie. Między rokiem 1531 a 1536 na miejscu dawnego szpitala dla trędowatych w Westminsterze wybudował duży nowy dom, St James's. Rozmaitych wyższych duchownych zachęcano, aby poszli w ślady Wolseya (a raczej, aby unikali przykładu Wolseya), przekazując swoje domy królowi: arcybiskup Cranmer oddał Mortlake w hrabstwie Surrey i Knole w hrabstwie Kent; biskup Ely oddał Hatfield w hrabstwie Hertford; biskup Durham przekazał królowi swój biskupi dom na Strandzie. Do śmierci w 1547 roku Henryk VIII stał się właścicielem ponad pięćdziesięciu siedzib, a więc zgromadził ich więcej niż jakikolwiek inny monarcha wcześniej i później13.
Sposoby i zakres zakwaterowania były bardzo różne. Ale główne zasady pozostawały takie same, niezależnie od tego, czy monarcha przebywał w domku myśliwskim, czy w pałacu. Do XIV wieku dokonał się podział królewskiego domu na dwie części - Dwór (Hall) i Komnatę (Chamber), będące raczej departamentami niż fizycznymi przestrzeniami architektonicznymi. W skład Dworu wchodziły publiczne przestrzenie wspólne, takie jak hall, czyli sala, w której jadała większość domowników, oraz część gospodarczo-usługowa, a więc kuchnie, spiżarnie i inne pomieszczenia gospodarskie. Komnata, czyli prywatna przestrzeń króla (na ile jakakolwiek przestrzeń może być prywatna w przypadku władcy, który nawet wypróżniał się w towarzystwie), składała się z apartamentów, wielu pokoi i przedpokoi, zwieńczonych sypialnią króla. Pod koniec średniowiecza król zaczął spożywać posiłki w tych komnatach - zazwyczaj w sypialni, która w konsekwencji stała się miejscem bardziej publicznym, zatem królewskie łoże przeniesiono do innego pomieszczenia. Pod koniec XV wieku Komnata podzieliła się na Wielką Komnatę (Great Chamber) oraz Prywatną Komnatę (Privy Chamber), chociaż podział funkcji każdej z nich nie był wyraźnie określony. Henryk VII jadał niekiedy z całym ceremoniałem w hallu, niekiedy w Wielkiej Komnacie, a czasami w sypialni, wtedy stół był stawiany przy łóżku.
Te oddzielne departamenty w codziennym działaniu możemy zobaczyć przez pryzmat najbardziej wszechstronnego średniowiecznego zbioru regulacji dotyczących funkcjonowania dworu królewskiego: w tak zwanym Liber Niger Domus Regis Angliae (Czarnej księdze dworu Edwarda IV). "Czarna księga", spisana pomiędzy rokiem 1467 a 1477, miała na celu rozwiązać problem, z którym borykali się angielscy i brytyjscy władcy przez tysiąc lat: w jaki sposób zachować równowagę między dworskimi wydatkami a odpowiednią oprawą monarszego splendoru. Królewskość wymaga okazałości, a okazałość kosztuje.
Piętnastowieczny sędzia sir John Fortescue jako jeden z pierwszych dostrzegł związek pomiędzy bogactwem a władzą królewską. Pisząc w latach siedemdziesiątych XV stulecia, stwierdził, że "potrzeba, aby król miał takie bogactwo, aby mógł wznosić nowe budynki, gdy tylko zapragnie, dla swej przyjemności i okazałości; i żeby mógł kupować sobie kosztowne stroje [i] kosztowne futra". Król potrzebował pieniędzy na draperie do swoich posiadłości, szaty liturgiczne do kaplicy, bardzo drogie konie do swoich stajni. Bez tego "żyłby nie jak przynależy jego stanowi, lecz w ubóstwie i w większym poddaństwie niż osoba prywatna"14.
Oprócz pieniędzy królewskość wymagała organizacji. Te bardzo drogie konie w królewskiej stajni same sobą się nie zajmowały. Szaty liturgiczne zakupione do kaplicy nosili kapelani, którzy modlili się za duszę króla. Kosztowne futra pomagali królowi zakładać giermkowie, a kiedy król wzniósł nową posiadłość dla swej przyjemności i okazałości, trzeba ją było zaludnić dworzanami i paziami oraz arystokratycznymi i szlacheckimi urzędnikami, których karmiła i obsługiwała mała armia piekarzy, kucharzy i pomywaczy. Tym ostatnim zaś wynagrodzenie wypłacał cały zastęp urzędników zatrudnionych w specjalnym dziale rachunkowości.
To właśnie ten system zarządzania dworem królewskim regulowała "Czarna księga". Dzieliła ona dwór Edwarda IV na dwie części: Domus Regie Magnificencie oraz Domus Providencie, które w bardzo ogólnych zarysach odpowiadały podziałowi na Chamber i Hall, a bardziej precyzyjnie późniejszemu rozróżnieniu na "nad schodami" i "pod schodami". Domus Providencie poświęcona była codziennym sprawom praktycznym - zapewnienia żywności, oświetlenia i ciepła potężnej rzeszy służby. Zawiadywał nią lord steward, który pilnował dyscypliny i zajmował się finansami, stojąc na czele działu rachunkowego, czyli Rady Zielonego Sukna (Board of Green Cloth), która wzięła swą nazwę od materii pokrywającej stół, przy którym zasiadali jej członkowie. Oprócz lorda stewarda zasiadali w niej: skarbnik nadworny (treasurer of the household), kontroler nadworny (comptroller of the household), kwestor (cofferer) oraz dwóch pisarzy. Ale dział podlegający lordowi stewardowi obejmował również: kuchnię, piekarnię, spiżarnię i piwnicę, składy przypraw i słodyczy, pralnię i skład drewna, a także wielki hall, gdzie jadła posiłki większa część nadwornych urzędników, oraz służbę, która ich obsługiwała. Na dzisiejszym dworze królowej Elżbiety II nadal jest lord steward, skarbnik i kontroler, choć funkcja tego pierwszego jest już czysto tytularna - nikt nie spodziewa się, że lord steward zajmować się będzie budżetem dworu czy karaniem krnąbrnej służby - dwa ostatnie urzędy zaś są czysto polityczne, obsadzane przez członków aktualnie rządzącej partii.
Głównym urzędnikiem Domus Regie Magnificencie był lord szambelan (lord chamberlain). On bądź jego zastępca odpowiadali za królewskie apartamenty i ludzi zajmujących się królem - służbę osobistą, służących usługujący przy stole, lekarzy i kapelanów, a także odźwiernych (ushers), giermków i paziów, którzy zajmowali się bardziej oficjalnymi i publicznymi częściami królewskiego domu. Od czasów Henryka VIII, a być może już wcześniej, dwa podwydziały Chamber, czyli Great Chamber i Privy Chamber, wciąż wchodziły w zakres kompetencji lorda szambelana, ale Privy Chamber, najbardziej intymną spośród publicznych przestrzeni króla, zajmowała się niewielka grupa specjalnych dworzan, na których czele stał dworzanin stolcowy (groom of the stool). Pierwotnie zadaniem tego urzędnika było czuwanie nad królewskim wypróżnianiem, ale mimo tych nie do pozazdroszczenia początków ów urzędnik (bądź urzędniczka, jeśli władcą była kobieta) stał się jedną z najpotężniejszych postaci dworu królewskiego, z prawem dostępu do króla w każdym momencie. Stali się oni swego rodzaju stróżami, pilnującymi dostępu do monarchy nawet wówczas, gdy nie byli obecni na dworze, i pośredniczyli pomiędzy królem a pozostałymi członkami dworu. Urząd został zawieszony po objęciu tronu przez Wiktorię w 1837 roku.
W teorii wszystko, co związane było z funkcjonowaniem dworu królewskiego, podlegało ścisłej kontroli. Niektórzy słudzy monarchy (i ich własna służba) żyli na koszt dworu - czyli dostawali jedzenie, opał, aby było im ciepło, i świece, aby mieli widno, a niekiedy również ubrania lub pieniądze na ubiór niezbędny im w pracy. Istnieją listy osób, które żyły na koszt dworu, osób, które tu tylko jadły, ale nie mieszkały, oraz osób, które musiały same się o siebie troszczyć. Listy zawierają uposażenia poszczególnych dworaków, liczbę służących, których urzędnik dworski mógł żywić i przyjąć na mieszkanie na koszt króla. Odźwierni (porters) mieli prawo zakazać każdemu "niezależnie od jego stanu, rangi czy statusu" przemycać dodatkowych służących utrzymywanych i żywionych na koszt króla. Prawa i obowiązki każdego członka służby królewskiej były jasno określone.
Tak było w teorii. W praktyce zaś przez większą część swojej historii dwór królewski robił wrażenie niemal niekontrolowanego chaosu. Na dworze zawsze znajdowali się przemyceni służący, ci natomiast, którzy powinni służyć królowi, często zajmowali się gdzie indziej swoimi sprawami. W czasach Tudorów na dwór przemycano również zwierzęta domowe; dozwolone były jedynie małe spaniele jako pieski do towarzystwa królowej i dam dworu, ale urzędnicy mieli brzydki zwyczaj przyprowadzania swoich psów myśliwskich - nie dość, że potykała się o nie służba, to jeszcze ogary gryzły się nawzajem i oddawały mocz gdzie popadnie. Służący także sikali, gdzie im się akurat zachciało. Królewska Rada Osobista (Privy Council)15 musiała wydać zakaz oddawania moczu na terenie dworu królewskiego, a na zewnętrznych murach wymalowano wielkie czerwone krzyże: "Nie sikać". Nadworni urzędnicy walczyli ze sobą i podkradali wszystko, co nie było przymocowane: jedzenie, srebrną zastawę, świece, drewno opałowe i węgiel. Zabierali zamki do drzwi, kradli meble, tłukli okna.
Życie na dworze w dzisiejszych czasach jest nieco bardziej wyważone. W stulecia oddzielające Elżbietę I od Elżbiety II wprowadzono inne standardy zachowania - zarówno dla władcy, jak i jego dworaków. Zmieniła się także koncepcja monarchii. Dziś Wielka Brytania oczekuje władcy, który jest jednocześnie ponad ludem i z ludu, który jest odpowiedzialny, a zarazem stały. Ale korona wciąż potrzebuje wsparcia sieci dworzan, nadwornych urzędników i służących, którzy łączą ze społeczeństwem, a jednocześnie stanowią bufor trzymający to społeczeństwo na dystans.
Życie na królewskim dworze, które jest tematem tej książki, nie może się bez nich obejść.
Rozdział I
Królewski objazd kraju
Wydawało się, że to taki świetny pomysł. Przyjemna rozrywka, aby zabawić królową Elżbietę I, czyli amatorskie przedstawienie w niedzielne popołudnie latem 1575 roku.
Plan był prosty. Weselna procesja mieszczan - odświętnie odzianych na tę okazję, zatem wyglądających nader sielsko - wmaszeruje parami na dziedziniec zamku Kenilworth w hrabstwie Warwick. Potem pod oknami królowej odbędą się wiejskie tańce, zabawy i pokazy walk. Następnie młoda para poprowadzi orszak z powrotem do miasta, a ich miejsce na królewskim dziedzińcu zajmie kolejna grupa, która zaprezentuje przedstawienie. Starą sztukę, tradycyjnie wystawianą w pobliskim Coventry w drugi wtorek po Wielkanocy, tak zwany Hock Tuesday - stąd też jej tytuł: Stara sztuka z Coventry na Hock-Tuesday. Po reformacji została zakazana z powodu wywoływanych przez nią niepokojów i zamieszek, ponieważ jej najważniejszą częścią była wielka bitwa, w której Sasi masakrowali Duńczyków, często więc pod wpływem tych emocji zdarzały się ofiary w ludziach. Jednak Coventry chciało za wszelką cenę uzyskać zgodę królowej na ponowne jej przedstawianie.
Początkowo wszystko szło doskonale. Wiejska procesja ślubna przybyła na czas, prowadzona przez "wszystkich krzepkich chłopców i dziarskich kawalerów parafii", niosących gałęzie żarnowca na lewym ramieniu i kije w prawej ręce16. Następnie nadszedł nowożeniec, odziany w czesankowy żakiet swego ojca i słomkowy kapelusz. Za nim podążali jeźdźcy na koniach, tancerze morrisa oraz piegowaty rudowłosy chłop, trzymający wysoko nad głową weselny puchar ozdobiony żarnowcem i wstęgami z czerwonego i żółtego bukramu17. Pochód zamykała panna młoda, "istotnie niezbyt piękna, lecz brzydka", według współczesnej mało szarmanckiej relacji18.
Gdy już wszyscy zebrali się na dziedzińcu, pan młody rozpoczął zawody w sztuce wojennej, zamierzając się na turka19 - manekina wystawionego w celu prezentacji zręczności we władaniu bronią. Za nim ruszyli pozostali mężczyźni, atakując cel kijami w ramach zaplanowanego pokazu wojskowego męstwa, który królowa miała podziwiać z okien swej komnaty.
Niestety, młodzieńczy entuzjazm wziął górę i część dzielnych mężów ruszyła na tłum widzów. Inni poprzewracali się, nie uczyniwszy nic poza tym. W krótkim czasie o manekinie zapomniano, a wszyscy atakowali się nawzajem. Marzenia panny młodej o tańcu przed królową zostały ostatecznie zaprzepaszczone, gdy Elżbieta uznała, że nie jest w stanie nic dostrzec z powodu "natłoku gawiedzi i niesforności ludu", po czym przeniosła uwagę na znacznie bardziej wyszukany taniec w swojej komnacie20. Na dodatek, trupa teatralna z Coventry przybyła przed czasem i zaczęła swoje przedstawienie, siłą walcząc o miejsce z orszakiem weselnym. Występy przemieniły się w chaos i zamieszanie. Goście weselni zostali wyprowadzeni z królewskiej posiadłości pod eskortą i w niełasce, a trupa teatralna musiała porzucić pomysł odtworzenia bitwy pomiędzy Sasami a Duńczykami.
Na szczęście weselne gry i sztuka z Coventry stanowiły jedynie niewielką cześć rozrywek zaplanowanych dla Elżbiety I. Królowa ze swoją świtą bawiła w Kenilworth już od ponad tygodnia, a w tym czasie jego gospodarz hrabia Leicester21 razem ze swoim dworem raczył ją "doskonałą muzyką rozmaitych słodkich instrumentów", pokazami sztucznych ogni tak głośnych i wspaniałych, "że niebiosa grzmiały, woda falowała i ziemia się trzęsła"; polowaniem na jelenia i niedźwiedzia oraz popisami sprawności w wykonaniu wyjątkowo zręcznego włoskiego akrobaty22.
Wizycie Elżbiety I i jej świty nadano odpowiednią oprawę. Została powitana fanfarą zagraną przez trębaczy ustawionych na murach przy bramie wjazdowej. Następnie Pani Jeziora przepłynęła fosę na pływającej wyspie, by pozdrowić ją wierszem zakończonym tak:
Nie trzeba dłużej stać, zechciejcie przejść, Madame -
Jezioro, dom i lord będą tu służyć Wam23.
Po zakończeniu tego widowiska królowa poprowadzona została "przy wyśmienitych dźwiękach fagotów, obojów, kornetów i podobnie głośnej muzyki" przez żwirowany most ozdobiony palikami, na których znajdowały się rozmaite podarunki, upominki bogów24. Były tam klatki z pierzastymi kulikami i bąkami, młodymi czaplami i innym ptactwem - dary Sylwana, boga pól, lasów i dzikiej przyrody; rzadkie owoce od Pomony, bogini sadów, ogrodów i drzew owocowych; pszenica, jęczmień i owies od Ceres, bogini zbóż i urodzaju; winogrona, wino białe i bordoskie od Bachusa; ostrygi, śledzie, łosoś i inne ryby od Neptuna; broń i zbroja od Marsa. I wreszcie, przy wejściu do zamku, na dwóch gałęziach wawrzynu wisiały lutnie, wiole, oboje, kornety, flety, fujarki i harfy - podarunki Feba, boga muzyki.
Jak pokazały zabawy weselne, królewska rozrywka nie zawsze szła zgodnie z planem. W czasie wizyty Elżbiety w Kenilworth przytrafiło się jeszcze kilka drobnych problemów. Gdy pewnego wieczora wracała z polowania do zamku, "dziki człowiek" przysłonięty jeno bluszczem (George Gascoigne, dworzanin hrabiego Leicester) wyłonił się z lasu i wygłosiwszy piękną mowę, złamał swą laskę, po czym odrzucił ją na bok w ekstrawaganckim geście poddania i lojalności. Niefortunnym zbiegiem okoliczności laska omal nie uderzyła w głowę królewskiego wierzchowca. Koń szarpnął się do tyłu i tylko pospieszny ratunek członka świty królowej uchronił ją przed upadkiem.
W czasie innej imprezy w Kenilworth niejaki Henry Goldingham, także jeden z ludzi hrabiego Leicester, miał jako legendarny grecki pieśniarz Arion25 zaśpiewać pieśń dla Elżbiety, siedząc na sztucznym delfinie. Stracił jednak głos, co tak go rozeźliło, że - jak opisał to zdarzenie anonimowy autor - "zdarł z siebie przebranie, krzycząc, że nie jest żadnym Arionem, ale uczciwy z niego Henry Goldingham, to zaś obcesowe wyznanie spodobało się królowej znacznie bardziej, niźli gdyby wszystko odbyło się zgodnie z planem"26.
Bardziej dramatyczny przebieg miała katastrofa, jaka wydarzyła się w trakcie imprezy zorganizowanej na cześć królowej przez brata Leicestera, hrabiego Warwick27, w czasie wcześniejszej podróży królewskiej do jego hrabstwa. W 1572 roku Elżbieta spędziła sobotnią noc w zamku Warwick jako gość lorda, który w niedzielę po kolacji urządził pokaz wojenny na Temple Fields, naprzeciw zamku. Gwoździem programu był atak na fortecę z drewna i płótna, prowadzony przez hrabiego Oxfordu, "krzepkiego szlachcica na czele grupy żwawych szlachciców"28. By przydać bitwie prawdopodobieństwa, hrabia Warwick, którego królowa mianowała generałem artylerii29 odpowiedzialnym za obronę kraju i zaopatrzenie wojskowe, sprowadził z londyńskiej Tower działo i moździerze. Zarówno oblegający, jak i oblężeni - w sumie kilkuset ludzi - doskonale się bawili, nabijając broń, wrzeszcząc i waląc z dział i arkebuzów, "ci zaś w forcie strzelali i rzucali ognie straszliwe na tych, którzy nigdy nie doświadczyli niczego podobnego"30.
Pokaz okazał się straszny w skutkach dla mieszczan Warwick. Kula armatnia przeszła na wylot przez jeden z domów, pozostawiając po sobie z przodu i tyłu dziurę wielkości ludzkiej głowy, race zaś upadły w środku miasta, podpalając cztery kolejne domostwa "ku wielkiemu niebezpieczeństwu, ale też ogromnemu przerażeniu mieszkańców". Pozostałą część wieczoru zajęło gaszenie pożarów.
Powodem, dla którego w 1575 roku w Kenilworth zorganizowano dla królowej tę rozrywkę - najlepiej udokumentowaną i najbardziej spektakularną w czasie całego jej panowania - była prawdopodobnie próba przekonania Elzbiety, że małżeństwo z hrabią Leicester jest korzystniejsze dla niej i narodu niż związek z francuskim księciem Alençon31, który rozważany był jako potencjalny mąż. Ale w dużym stopniu była to również rutynowa część corocznej letniej podróży królowej. Gdy 9 czerwca Elżbieta dotarła do Kenilworth, była w drodze już od niemal sześciu tygodni. Kenilworth opuściła 27 lipca i podróżowała jeszcze przez kolejne 74 dni. W sumie spędziła poza Londynem niemal dwadzieścia tygodni, objechawszy dziewięć hrabstw. W tym czasie zatrzymała się na dłużej w dwóch własnych posiadłościach - Grafton Regis w hrabstwie Northampton, którą pozyskał jej ojciec w 1527 roku, oraz Woodstock Manor, gdzie w 1554 roku była przetrzymywana w areszcie domowym przez przyrodnią siostrę Marię Tudor32. A mimo to zdołała odwiedzić aż 42 swoich poddanych, czasami zatrzymując się zaledwie na jedną noc czy nawet kilka godzin, a niekiedy, jak w Kenilworth, nawet na kilka tygodni.
Objazd królestwa w 1575 roku był zdecydowanie najdłuższą podróżą Elżbiety, a jej rozrywki w Kenilworth okazały się najbardziej wyszukane. Ale w czasie swojego czterdziestopięcioletniego panowania królowa odbyła nie mniej niż dwadzieścia dwa letnie objazdy kraju i jedną krótką zimowa wyprawę do Kentu. Dotarła aż do Bristolu, gdzie miejscowa milicja uraczyła ją przedstawieniem bitwy pomiędzy siłami Wojny i Pokoju, która, według jednej z ówczesnych relacji, "acz była bardzo kosztowna i wymagała dużych nakładów (szczególnie prochu strzelniczego), bardzo podobała się królowej i szlachetnie urodzonym"33. Położonym najbardziej na północ hrabstwem, które królowa odwiedziła w czasie objazdu kraju w 1575 roku, było Staffordshire, gdzie spędziła noc w zamku Stafford.
Gdziekolwiek się udawała, gospodarze rywalizowali ze sobą o to, kto obdarzy ją większymi darami i zorganizuje atrakcyjniejsze rozrywki. Julius Caesar Adelmare, sędzia Izby Morskiej (Court of Admiralty) i człowiek żądny awansów i urzędów, podarował swojej władczyni suknię wyszywaną srebrną nicią, czarny płaszcz zdobiony czystym złotem, biały kapelusz z tafty przybrany kwiatami oraz "klejnot ze złota, wysadzany rubinami i brylantami"34. Obywatele Southampton dali jej żywą gotówkę - dokładnie 40 funtów szterlingów. Lord Howard z Effingham35, który dowodził angielską marynarką wojenną w czasie bitwy z hiszpańską Wielką Armadą w 1588 roku, przygotował piękną suknię dla swojej królowej, gdy odwiedziła go w jego domu w Chelsea w roku 1602. Niestety dla niego, Elżbiecie znacznie bardziej spodobał się komplet pięknych arrasów, które lord admiralicji zamówił dla uczczenia zwycięstwa nad armadą, musiał więc zamiast sukni podarować je królowej.
Razem z królową podróżował cały dwór. Królewski koniuszy (Master of Horse) towarzyszył jej w czasie pobytu w Kenilworth w 1575 roku, ale był on przecież jego gospodarzem: hrabia Leicester służył Elżbiecie jako koniuszy od momentu jej wstąpienia na tron w listopadzie 1558 roku. Był tam również lord szambelan (Lord Chamberlain), hrabia Sussex36, przynajmniej na początku tej wizyty, gdyż potem udał się do Buxton do wód, a jego bagaże podążały za nim na trzech wozach. Trzeci wielki urząd państwowy, lorda stewarda, był wtedy nieobsadzony.
Królowej towarzyszył również hrabia Warwick, który trzy lata wcześniej niechcący podpalił domy w mieście Warwick. Przez większą część pobytu Elżbiety w Kenilworth był też jej wielki skarbnik lord Burghley37. Przebywali tu także sir Francis Knollys i sir James Croft - odpowiednio nadworny skarbnik i nadworny kontroler - oraz jej dwaj główni sekretarze, sir Thomas Smith i sir Francis Walsingham.
W czasie całego pobytu Elżbiety w Kenilworth - a w istocie także w czasie jej objazdu przez hrabstwa Midland - tych ośmiu ludzi, bądź ich rozmaici zastępcy, służyło królowej jako administracyjni doradcy w Radzie Osobistej (Privy Council), realizując codzienne zadania związane z rządzeniem państwem. W różnych momentach podróży różni osobiści doradcy - w owym czasie było ich szesnastu - przyjeżdżali na jedno czy dwa posiedzenia, ale często także większość z tych ośmiu wymawiała się od spotkania. Zasadniczo jednak rząd Anglii - bo tym właśnie była owa Rada Osobista - podróżował razem z królową. Kiedy królowa ze świtą dotarła do Lichfield, Rada rozkazała szeryfom Dorset, Southampton i Wiltshire przygotować obronę Wysp Normandzkich38 przed potencjalną inwazją francuską, a w tym samym czasie zwolniła z opłat celnych francuskiego kupca eksportującego do Anglii przepiórki, owoce i wina "dla użytku Jej Królewskiej Mości"39. W Worcester członkowie Rady Osobistej spotkali się z grupą biskupów w celu omówienia problemu tzw. rekuzantów - czyli osób, głównie wyznania rzymskokatolickiego, które odmawiały uczestniczenia w mszach anglikańskich - i nakazali sędziom pokoju w Marchiach Walijskich zebrać podatek na potrzeby naprawy kamiennego mostu przez rzekę Severn w mieście Upton.
Tego rodzaju sprawy i setki podobnych stanowiły codzienność rządzenia w owych czasach. To, że dwór był w podróży, nie oznaczało, iż można je było zaniedbać, zatem w czasie objazdu kraju w 1575 roku Rada Osobista odbyła aż 48 posiedzeń, kierując zezwolenia, rozkazy i upomnienia do każdego zakątka królestwa.
Logistyka związana z przemieszczaniem się królowej, jej służby, dworu i rządu była ogromnym wyzwaniem. Przenosząc się z jednej siedziby do drugiej, Elżbieta zabierała za sobą armię służących, z których najstarsi rangą mieli własną służbę. Zorganizowanie podróży tak licznej grupy wymagało starannego rozplanowania. Przed objazdem trzeba było opracować plan podróży, czyli itinerarium zwane geste. Było to zadaniem lorda szambelana, który sporządzał listę osób i miejsc, które należało po drodze odwiedzić, razem z przybliżonymi datami postoju. On także zawiadamiał potencjalnych gospodarzy królowej o jej wizycie.
Z perspektywy gospodarzy monarszej wizyta miała dobre i złe strony. Oznaczała bezpośredni dostęp do królowej, co dawało okazję nie tylko do okazania lojalności wobec władcy, lecz również do wystąpienia o królewską łaskę, nadania czy urząd. Korzyści z udanej królewskiej wizyty bywały znaczne, jak zauważył lord Burghley w swoim słynnym liście do sir Christophera Hattona, gdy pisząc o nowych domach, które obaj budowali z myślą o goszczeniu władcy, zauważył: "Bóg zesłał nas obu, byśmy ją zabawiali, przekraczając przy tym możliwości naszych kies"40.
Drugą stroną medalu były koszty związane z goszczeniem królowej i jej świty. Kiedy latem 1602 roku Elżbieta spędziła trzy noce w Harefield w hrabstwie Middlesex, wydatki sir Thomasa Egertona - obejmujące koszty wszystkiego, począwszy od 24 homarów i 624 kurczaków, skończywszy na 48 tysiącach cegieł użytych do wybudowania nowych pieców, aby wyżywić władczynię i jej orszak - dały gigantyczną kwotę 2013 funtów 18 szylingów i 4 pensów. Kiedy sir Henry Lee usłyszał w 1602 roku, że królowa zamierza go odwiedzić, od razu napisał do jej sekretarza stanu sir Roberta Cecila, że królowa nie może przybyć, gdyż jego po prostu na to nie stać. Jeszcze mniej gościnny niż Lee był hrabia Lincoln41, który tuż przed przybyciem orszaku królowej do jego domu w Chelsea po prostu wyjechał. Co gorsza, "po wielokrotnym pukaniu do obu bram" królowa dostrzegła służbę Lincolna spozierającą ukradkiem z okien i murów42. Sytuacja była tak niezręczna, że lord Howard z Effingham i sir Robert Cecil, którzy towarzyszyli królowej, skłamali, że Lincoln został pilnie gdzieś wezwany, ale przed odjazdem zdążył ich poprosić, aby zatroszczyli się o kolację dla królowej na jego koszt.
Zgodnie ze zwyczajową procedurą, po ustaleniu trasy podróży i przy założeniu, że królowa nie zmieni zdania (co zdarzało się jej dość często) i że potencjalni gospodarze nie będą salwować się ucieczką ani ryglować przed nią drzwi, forpoczta złożona z urzędników nadwornych sprawdzała możliwości zakwaterowania w różnych prywatnych posiadłościach na planowanej trasie. Niewiele było domów, które mogły pomieścić tak wielką liczbę gości, jaka wiązała się z królewską wizytą, czyli niekiedy aż 350 osób. Niektórzy członkowie monarszej świty musieli mieszkać w namiotach lub prowizorycznych chatach albo przystosowanych zabudowaniach gospodarczych bądź pobliskich gospodach. Aby wykarmić przyjezdnych, trzeba było zapewnić odpowiednie dostawy żywności, nie mówiąc już o tym, że zapasy musiały być gdzieś przechowywane. Koniom należało zagwarantować miejsce w stajni albo przynajmniej paszę. Gdy zbliżał się dzień przyjazdu królowej, heroldowie, których zadaniem było zapewnienie kwater "dla wszystkich ludzi królowej, wszystkich lordów, dam i głównych urzędników [oraz] potrzebnych ludzi", przybywali, by sprawdzić, czy każdy, kto był do tego zobowiązany, przygotował pokój, czy łoża są przewietrzone i jest dostatecznie dużo opału43, 44. Razem z gospodarzem sprawdzali organizację noclegów i sporządzali wykres przedstawiający, kto gdzie śpi, a po przybyciu wszystkich wydawali karty przydzielające każdemu nocującemu w rezydencji odpowiednie pokoje i łóżka.
Przybycie królowej i świty było spektaklem samym w sobie. Według Opisu Anglii (Description of England, 1577) Williama Harrisona, "kiedy Jej Królewska Mość przemieszcza się z jednego miejsca w inne, zazwyczaj towarzyszy jej 400 wozów [zaprzęgów konnych], które w sumie liczą 2400 koni, wydzielonych z sąsiednich hrabstw, aby jej powóz bezpiecznie dotarł do wyznaczonego miejsca"45. Pierwsze spojrzenie na ten wijący się przez okolicę, długaśny niemal na milę konwój wozów i powozów, zdobny chorągwiami i eskortowany przez uzbrojonych rycerzy, w połączeniu ze świadomością, że oto idą do twych drzwi, musiało u niejednego gospodarza wywołać gorzki żal, że przyjął na siebie zaszczyt goszczenia królowej.
Jak wielkie zamieszanie wywoływała wizyta królowej i jej dworu, możemy zorientować się z przygotowań poczynionych przez lorda Burghleya, kiedy Elżbieta w maju 1583 roku, w ramach swojego krótkiego objazdu po hrabstwach Hertford i Middlesex, przybyła z pięciodniową wizytą do jego wielkiej posiadłości Theobalds. Burghley budowę Theobalds zaczął w 1564 roku od dość skromnego domu dla swojego młodszego syna Roberta, z którym wiązał nadzieje na przedłużenie rodu. Starszy syn, Thomas, nie nadawał się, zdaniem ojca, nawet do zarządzania kortem tenisowym. Elżbieta po raz pierwszy przyjechała do niego z wizytą właśnie tego roku i do śmierci Burghleya w 1598 roku była tam jeszcze przynajmniej jedenaście razy. W tym czasie Burghley zamienił Theobalds w okazałą rezydencję wzniesioną wokół pół tuzina dziedzińców, z galeriami, wypielęgnowanymi ogrodami i apartamentami przygotowanymi specjalnie dla królowej.
W roku 1583 posiadłość Theobalds nie była jeszcze w pełni rozkwitu, nastąpiło to za kilka lat. I choć już wtedy była rezydencją ogromną, to przecież nie dość wielką. Plan noclegów - najprawdopodobniej przygotowany przez jednego z sekretarzy Burghleya z uwagami sporządzonymi jego własną ręką - pokazuje szczegółowe ustalenia w sprawie zakwaterowania. Elżbiecie towarzyszyła ogromna świta, w tym hrabiowie Leicester i Warwick, hrabia Lincoln, lord Howard z Effingham i lord Hunsdon46, kapitan jej straży honorowej47. Każdy z nich miał własną służbę i Burghleyowi nie było łatwo znaleźć miejsce dla wszystkich. Sekretarze, damy asystujące w sypialni oraz ich służba, urzędnicy dworscy, giermkowie i kanceliści - wszyscy musieli gdzieś złożyć głowę. Co więcej, owo "gdzieś" musiało być odpowiednie do ich pozycji. Królowa dostała apartament składający się z sypialni, salonu i prywatnej komnaty, z przyległymi pokojami dla swoich dam asystujących. Głównej sali Theobalds używała jako swojej komnaty reprezentacyjnej, a pokój, który zwykle służył cieślom, zamieniono na pomieszczenie dla domowników Burghleya. Kucharze królowej, którzy zawsze gotowali dla niej w czasie podróży, dostali pokój w warzelni, Burghley zaś stołował się w korytarzu na najwyższej kondygnacji budynku. Hrabia Leicester miał komnatę w wieży na końcu długiej galerii, która została oddana do użytku królowej, z jej sypialnią na drugim końcu.
Utrzymanie każdego wielkiego domu jest kosztowne. "Jego urzędnicy potwierdzą - pisał pierwszy biograf lorda Burghleya - iż pobyt jego lordowskiej mości w Theobalds kosztował go osiem dziesiątek funtów szterlingów tygodniowo"48. W czasie pobytu królowej w rezydencji te koszty rosły dramatycznie. Ponownie zacytujmy biografa lorda:
Nadzwyczajny obowiązek jego lordowskiej mości goszczenia królowej był mu cięższy niż wszystkim innym jej poddanym; gościł ją bowiem w swojej rezydencji dwanaście razy, co kosztowało go 2000 lub 3000 funtów za każdym razem, gdyż przebywała tam na jego koszt niekiedy trzy tygodnie bądź miesiąc albo też i sześć tygodni. [...] Jej Królewska Mość przyjmowała w Theobalds gości i ambasadorów, musiała więc objawiać się w całym swym królewskim majestacie z obsługą równie szczodrą i wspaniałą jak kiedy indziej w swym pałacu; a wszystko to na koszt jego lordowskiej mości, z rozmaitymi pokazami, miłymi oku urządzeniami i wszelkimi rodzajami rozrywek urządzanych ku przyjemności Jej Królewskiej Mości i jej całej świty [...]49.
Gospodarz nie ponosił jednak całych kosztów królewskiej wizyty. "Dom każdego szlachcica jest jej pałacem, w którym pozostaje wedle swego upodobania, póki nie wróci do któregoś z własnych" - napisał William Harrison. Przejmując zaś symbolicznie w posiadanie rezydencję swego gospodarza, królowa - a raczej jej nadworna służba - brała na siebie część obowiązków związanych z prowadzeniem domu. Tak jak to było w Theobalds, zawsze przybywała ze swoimi kucharzami, ci zaś przynajmniej z jakąś częścią żywności. Wydaje się, że płaciła za wikt swojego dworu, tak jak w Whitehall czy Greenwich. Były też inne wydatki, głównie związane z komunikacją: dwa pensy za milę dla właścicieli wszystkich wozów, setki funtów na siano dla koni. Najdokładniejsze rozliczenie finansowe dotyczy 76-dniowego objazdu królowej po hrabstwach Essex i Suffolk w 1561 roku, kiedy nadworny kwestor (cofferer of the household) Thomas Weldon, wyliczył wydatki dworu na 8540 funtów szterlingów, czyli nieco ponad 112 funtów dziennie50.
Przeważnie jednak koszt związany z objazdem państwa przez Elżbietę I był niższy. Według obliczeń Burghleya wydatki związane z długim objazdem obciążały roczny budżet dworu królewskiego na jakieś od 1000 do 2000 funtów szterlingów. Koszt upieczenia bochenka chleba w czasie podróży wynosił jeden pens więcej niż w królewskiej piekarni, ponieważ wzniesienie tymczasowych kuchni wymagało nakładów materiałów i pracy. Transport piwa i wina stanowił dodatkowy wydatek w wysokości niemal 300 funtów szterlingów. (Była to zawsze główna pozycja w rubryce kosztów, niezależnie od tego, gdzie przebywała królowa: w jednym tylko roku na dwór dostarczono 600 tys. galonów piwa i ale51.) Zwyczaj królowej zmieniania w ostatniej chwili trasy podróży oznaczał zaś niepotrzebne wydatki na wynajęcie wozów i przygotowanie domów, z których ostatecznie nie korzystała. "Dni wyznaczone na przeprowadzki królowej z miejsca na miejsce w czasie objazdu powinny zmieniać się na tyle mało, ile potrzeba, zmian miejsca jej pobytu należy zaś unikać na tyle, na ile będzie to dogodne", brzmiała jedna z propozycji obniżenia kosztów. W odpowiedzi znużony Burghley odpisał: "Dobra rada, jeśli da się ją zastosować"52. Podobnie jak inni władcy przed nią i po niej królowa wyznawała zasadę wyrażoną na początku XVII stulecia przez sir Thomasa Chalonera, szambelana Henryka księcia Walii: "W królewskim domu pewna rozrzutność nie przynosi takiej ujmy jak niewielka oszczędność"53.
Kiedy 17 listopada 1558 roku w pałacu św. Jakuba zmarła Maria Tudor, jej przyrodnia siostra odziedziczyła nie tylko tron Anglii, lecz również ponad pięćdziesiąt królewskich rezydencji. Wielu z nich Elżbieta I nigdy nie odwiedziła, mimo że panowała przez czterdzieści pięć lat. Niektóre były w tak tragicznym stanie, że nie dałoby się w nich mieszkać. Przynajmniej pięć rozpadło się w czasie życia królowej.
Niemniej nadal miała do dyspozycji imponującą liczbę dworków, zamków i pałaców. Większość stanowiły domy na uboczu, jak Grafton Regis czy Woodstock Manor, pozostające przez całe miesiące czy lata pod opieką nielicznej służby, a przygotowywane do użytku jedynie wówczas, gdy królowa wyrażała chęć odwiedzin w czasie swoich dorocznych objazdów. Wówczas zjawiała się tam armia budowniczych i cieśli, którzy rzucali się do naprawy drzwi i okien, czyszczenia kominów i rur ściekowych. Królowa przybywała ze swoją świtą na tydzień, na jedną noc lub popołudnie, po czym ruszała dalej, pozostawiając dom na kolejne miesiące letargu, a pracowników w oczekiwaniu na zapłatę.
Inaczej było w przypadku ośmiu stałych rezydencji, w większości położonych w dolinie Tamizy, dzięki czemu dostępnych królewskimi łodziami. Jako królewskie rezydencje wykorzystywane były regularnie: Windsor, Oatlands, Hampton Court, Richmond, Whitehall, St James's i Greenwich Eltham leżący przy starej Watling Street54 prowadzącej do Gravesend i "Pięciu Portów"55. Elżbieta używała wszystkich; polować lubiła w Windsorze, a jesienią całe tygodnie spędzała w Hampton Court. Pałac Placentia w Greenwich, gdzie przyszła w 1533 roku na świat, należał do jej ulubionych rezydencji. Ale najczęściej przebywała w Whitehall.
W Whitehall królowa zajmowała te same komnaty, których używał jej ojciec. Garderoba, jadalnia, prywatna komnata, sypialnia, łazienka i biblioteka wychodziły na wypielęgnowany ogród i sad założony przez Henryka VIII - Elizjum ścieżek i topiarów z 34 malowanymi zwierzętami ustawionymi na kolumnach. W centrum znajdowała się fontanna, a obok niej zegar słoneczny, który "pokazywał godziny na trzydzieści różnych sposobów", jak twierdził Lupold von Wedel56, pomorski żołnierz najemny, zwiedzający tę posiadłość w 1584 roku. Fontanna i zegar tworzyły nader interesującą całość. Inny gość, dziewiętnastoletni czeski szlachcic Zdeněk Brtnický, baron z Waldsteinu, zauważył, że woda z fontanny moczyła niczego nieprzeczuwających odwiedzających, trzeci zaś, Paul Hentzner, wyjaśnił, że podczas gdy przybysze przyglądali się zegarowi, "woda, zagarniana przez koło, które obracał w oddali ogrodnik, cienkimi rurkami pryskała na ludzi stojących dokoła"57.
Dzięki takim turystom jak von Wedel, Waldstein i Hentzner, przedstawicielom fali protestanckich podróżników z Europy, którzy odwiedzali Anglię w ramach swoich grands tours, możemy dowiedzieć się co nieco o luksusowych prywatnych apartamentach Elżbiety I, o pozłacanych sufitach czy zdobiących je niezwykłych malowidłach i klejnotach. Hentzner wspomniał o królewskiej bibliotece zapełnionej księgami greckimi, łacińskimi, włoskimi i francuskimi - wszystkie oprawione w aksamit wytłaczany złotem i srebrem. Pokazano mu również łoże królowej, "zmyślnie zrobione z drewna w różnych kolorach, z kołdrami z jedwabiu i aksamitu haftowanymi złotem i srebrem"58. Młody Waldstein był pod ogromnym wrażeniem. Pałac "jest miejscem, które napawa podziwem - napisał - nie tyle z powodu wielkich swoich rozmiarów, ile dla wspaniałości sypialni i salonów, które wyposażone są z największym przepychem"59. Opisał strojną sofę królowej, haftowaną złotą i srebrną nicią, bogate gobeliny w sypialni, a także łazienkę, która sąsiadowała z sypialnią i urządzona była na podobieństwo groty: woda lała się z muszli i różnych rodzajów skał - zauważył60.
Henryk VIII urządził łazienki zarówno w Whitehall, jak i innych głównych pałacach. Częstokroć były one bardzo wyszukane, ze ścianami wykładanymi kafelkami, z basenami wpuszczanymi w podłogę, bojlerami i ceramicznymi piecami. Łazienka królowej w Hampton Co?urt wyposażona była w piec węglowy już przed lipcem 1600 roku, skoro wspominał o tym Waldstein: "Rozpalenie w tym piecu powoduje ogrzanie samego pomieszczenia" - pisał, choć takie piece służyły w równym stopniu do wytwarzania pary, co do ogrzewania użytkowników łazienek.
W łazienkach królowa tylko się kąpała. Inne potrzeby załatwiała do toaletowego krzesła, które miało obite aksamitem drewniane poręcze, wyściełane siedzenie, cynowy nocnik i wyhaftowany królewski monogram "ER". Ojciec Elżbiety w czasie wypróżniania zadowalał się towarzystwem giermka. Elżbieta zaś swoje potrzeby fizjologiczne załatwiała pod baldachimem z karmazynowego jedwabiu i złotej tkaniny, z zasłonami, które można było zapiąć, aby osłonić ją przed wzrokiem osób trzecich61. Kwatery wyższych urzędników nadwornych także wyposażone były na koszt królowej w siedziska toaletowe. Mniej uprzywilejowana służba musiała korzystać z ogólnych szaletów. W pałacach Tudorów nie zachował się do naszych czasów ani jeden taki budynek, ale fragmenty szaletu z Hampton Court świadczą o budowli dużych rozmiarów, mającej czternaście siedzisk na dwóch poziomach, wzniesionej nad kanałem przepustowym. W całym pałacu porozstawiane były dodatkowo w różnych miejscach nocniki i ołowiane koryta dla tych, którzy nie mogli czekać bądź nie chciało im się korzystać z szaletu.
Wraz z objęciem w 1558 roku tronu przez Elżbietę Anglia, Walia i Irlandia zaledwie po raz drugi w historii miały jedną królową - pierwszą była jej przyrodnia siostra Maria, która panowała jedynie przez siedemnaście miesięcy przed poślubieniem Filipa hiszpańskiego62. Ponieważ Elżbieta była królową bez małżonka, jej najbliższe otoczenie dworskie siłą rzeczy zdominowane było przez kobiety. Wysocy urzędnicy nadworni, którzy za czasów jej ojca i przyrodniego brata Edwarda VI stanowili trzon osobistej służby króla, teraz zajmowali się głównie dostarczaniem pożywienia i opału, kontrolowaniem dostępu do jej królewskiej mości i przynoszeniem wiadomości. Służba zajmująca się królową składała się wyłącznie z kobiet, a więc z dam dworu i dwórek, które jej służyły i ją zabawiały, ale nie wykonywały żadnych prac służebnych.
Liczba kobiet służących królowej zmieniała się z upływem czasu, ale zazwyczaj było ich dwadzieścia pięć - trzydzieści: trzy lub cztery damy asystujące w sypialni (ladies of the bedchamber), około tuzina dam dworu, szlachcianek i pokojowych prywatnych apartamentów królowej, pół tuzina dwórek (maids of honour) pod czujnym okiem specjalnej przełożonej oraz trzy lub cztery osobiste pokojówki (chamberers). Niektóre otrzymywały zapłatę - wynagrodzenie osobistej służącej wynosiło 20 funtów szterlingów rocznie, a damy asystujące w sypialni i pokojowe szlachcianki dostawały 33 funty, 6 szylingów i 8 pensów. Dwórkom nie płacono, ale miały prawo żywić się na dworze. Arystokratyczni członkowie dworu mieli własną służbę, której część mieszkała i żywiła się - nie zawsze legalnie - na koszt królowej, podczas gdy reszta zakwaterowana była w pobliskim Westminsterze bądź w City.
W teorii służba i świta królowej powinna być zawsze na jej usługi, wyjąwszy specjalne pozwolenia na opuszczenie dworu. Dopiero późniejsi władcy wprowadzili rotację - na przykład: tydzień na dworze i trzy tygodnie poza nim lub miesiąc na dworze dwa razy do roku - w rezultacie nikt spośród dworzan nie miał regularnych okresów wolnych od obowiązków. Ale nie byli oni więźniami. W spokojniejszych momentach mogli odwiedzać przyjaciół i rodzinę w Westminsterze albo nawet dalej. W swoim czasie wolnym mogli też oddawać się rozrywkom. Sir Francis Knollys, nadworny skarbnik Elżbiety, budzony był przez damy i dworki królowej, które "brykały i harcowały w sąsiedniej komnacie, wielce zakłócając jego nocny spokój". Nie mogąc doprosić się o ciszę, Knollys wpadł na pomysł, że tak je zawstydzi, aż się uspokoją. Nakazał służącemu zabarykadować od zewnątrz główne drzwi do ich komnaty, aby nie mogły uciec, po czym bocznymi drzwiami wszedł do środka odziany tylko w koszulę i parę binokli, czytając na głos fragment pornograficznej powieści Pietra Aretina. "Ten jakże smutny widok i żałosną trwogę cierpieć musiały owe nieszczęsne istoty - napisał siedemnastowieczny autor owej relacji - jako że ów przez ponad godzinę przechadzał się w taki oto sposób po ich komnacie"63.
Królowa zaczynała dzień około ósmej lub dziewiątej. "Wiecie przecież, iż nie jestem rannym ptaszkiem", wyznała kiedyś64. Po wstaniu przez czas jakiś pozostawała jeszcze w stroju nocnym, jadła śniadanie i być może przechadzała się po prywatnych apartamentach lub siedziała w oknie sypialni. Słynny incydent, do którego doszło w 1599 roku, gdy hrabia Essex, powróciwszy pośpiesznie po wynegocjowaniu bez pozwolenia pokoju z irlandzkimi rebeliantami, wpadł do jej sypialni i zastał ją "dopiero co obudzoną, z włosami w nieładzie wokół twarzy", wydarzył się około dziesiątej rano65. Elżbieta była próżna i wszyscy dworzanie płci męskiej, którzy widzieli ją w negliżu, mogli spodziewać się kilku ostrych słów albo i czegoś gorszego. Gdy 1 maja 1578 roku Gilbert Talbot szedł około ósmej rano przez dziedziniec turniejowy w Greenwich, dostrzegł królową siedzącą w oknie sypialni. Ich spojrzenia się spotkały i "ona wydała się ogromnie tym zawstydzona - donosił swemu ojcu, hrabiemu Shrewsbury - była bowiem niegotowa i w nocnym stroju"66. Kiedy później tego dnia spotkała Talbota, uderzyła go w głowę i - jak relacjonował Talbot - "opowiedziała mojemu szambelanowi, który stał koło niej, jak to ujrzałem ją rankiem i jak bardzo ją to zawstydziło"67.
Kiedy wreszcie królowa zechciała się ubrać, w tej trwającej dobrze ponad godzinę czynności pomagały jej damy i garderobiane. Jej stroje znajdowały się pod opieką Garderoby (Wardrobe of Robes), będącej bardziej instytucją niż pomieszczeniem z sukniami, i przechowywane były w pałacu Whitehall, choć wszystkie prywatne apartamenty we wszystkich królewskich rezydencjach miały komnaty, w których można było trzymać ubrania królowej, gotowe do założenia, gdy ich potrzebowała. Każda rzecz przenoszona z głównej garderoby do innej musiała zostać wpisana na specjalną listę opatrzoną podpisem tej pokojówki, która akurat była pod ręką. Dotyczyło to również biżuterii i futer, a kobieta, która się podpisała przy danej rzeczy, była odpowiedzialna za jej bezpieczny powrót - co wcale nie było zadaniem łatwym, jeśli się pamięta, jak beztrosko obchodziła się ze swoimi rzeczami Elżbieta. Zawsze wszystko gubiła. Pewnego wrześniowego dnia 1574 roku "niewielka złota rybka ozdobiona brylantem" odpadła od jej kapelusza, w 1582 roku w pałacu Nonsuch złoty żołądź i liść dębowy odpadły od ozdoby i zginęły bez śladu68. Następnego dnia zgubiła trzy guziki i zapinkę od tej samej sukni. W następnym roku w Richmond ze złotej klamry podarowanej jej przez hrabiego Leicester wypadł jej wielki brylant69. W Whitehall inny diament, "jeden z jej najpiękniejszych", odpadł od ozdoby przypiętej do jej sukni70. Jak ujął to jeden ze współczesnych historyków, gdziekolwiek się udawała, rozsiewała klejnoty "jak chodząca choinka bożonarodzeniowa"71.
Ubrana, ozdobiona klejnotami, z peruką na głowie owa "bożonarodzeniowa choinka" była w końcu gotowa pokazać się publicznie. Baron Waldstein, który został przedstawiony Elżbiecie w reprezentacyjnej sali pewnego niedzielnego poranka 1600 roku, gdy szła do królewskiej kaplicy na mszę, był oszołomiony. Jego uwagę zwróciły przede wszystkim ubrane w kolorach białym i srebrnym dwórki królowej, których "uroda i zgrabne kształty z łatwością przyciągały oko" (miał wówczas dziewiętnaście lat). Ale kiedy do sali wkroczyła królowa, przyciągnęła jego spojrzenie już na stałe. "Lśniąc blaskiem majestatu, strojna klejnotami i drogocennymi kamieniami, ukazała się oczom wszystkich zgromadzonych i szeroko rozpostarła ramiona, jak gdyby chciała przytulić wszystkich obecnych"72. Gdy weszła do komnaty, wszyscy padli na kolana.
Większość cudzoziemców była pod ogromnym wrażeniem pierwszego spotkania z królową. Lupold von Wedel widział ją, gdy udawała się na turniej organizowany w listopadzie każdego roku z okazji rocznicy jej wstąpienia na tron. Ubrana w białą suknię jechała sama otwartym złoconym powozem, pod baldachimem z czerwonego aksamitu wyszywanego złotem i perłami. I "wyglądała jak boginie na malunkach"73. Paul Hentzner, który podobnie jak Waldstein widział królową w sali reprezentacyjnej w Greenwich, gdy szła ze świtą do kaplicy, był nieco bardziej krytyczny:
Twarz jej podłużna, ładna, ale pomarszczona; oczy małe, ale czarne i miłe; nos nieco haczykowaty; usta wąskie, a zęby czarne (to wada częsta u Anglików z powodu nadużywania przez nich cukru); w uszach miała dwie perły, bardzo bogato zdobione; nosiła sztuczne włosy, w dodatku czerwone; na głowie miała małą koronę [...] jej dłonie były małe, a palce długie, z postaci zaś była ani wysoka, ani niska; jej poza była majestatyczna, w sposobie mówienia była miła i uprzejma. Tego dnia ubrana była w biały jedwab, wyszywany perłami wielkości grochu [...]74.
Hentzner zwrócił również uwagę na to, że w którąkolwiek stronę się odwróciła, aby zamienić kilka słów, wszyscy przed nią klękali. Towarzyszyły jej dwórki, "bardzo urodziwe i kształtne", ubrane na biało; strzegła ją straż przyboczna zbrojna w złocone halabardy, ustawiona w rzędach po obu jej bokach75.
Kiedy królowa modliła się w kaplicy, Hentzner i inni goście mogli przyglądać się nakrywaniu stołu do królewskiego obiadu. Najpierw do komnaty weszło dwóch mężczyzn, z których jeden niósł laskę - symbol swego urzędu - drugi zaś obrus. Obaj trzy razy przyklękli "z najwyższą czcią", zanim ten drugi starannie rozłożył obrus na stole. Po czym przyklękli raz jeszcze i wyszli. W ich miejsce weszło dwóch kolejnych, jeden z laską, drugi z solniczką, talerzem i chlebem. Ta para również przyklękła trzy razy. Ten drugi ostrożnie umieścił solniczkę, talerz i chleb na obrusie, po czym obaj przyklękli i wyszli. Następnie weszły dwie damy królowej. Jedna z nich, ubrana w białą jedwabną suknię, "pokłoniwszy się nader wdzięcznie trzy razy, podeszła do stołu i natarła talerze chlebem i solą z czcią taką i uważaniem, jak gdyby sama królowa była obecna". Po krótkiej chwili do komnaty wkroczyła straż przyboczna, niosąc dwadzieścia cztery dania, w większości na pozłacanych półmiskach. Jedna z dam nabierała odrobinę każdego dania i dawała je do spróbowania strażnikowi, który je przyniósł - to starodawny rytuał, ale zarazem całkiem skuteczne zabezpieczenie zarówno przed daniem niejadalnym, jak i zatrutym. Wnoszenie jedzenia trwało mniej więcej pół godziny przy akompaniamencie dźwięków dwunastu trąbek i dwóch bębnów, które wypełniały salę jadalną muzyką.
Wreszcie, kiedy wszystko było gotowe, pojawiły się kolejne damy - ale wciąż nie sama królowa. Zabrały jedzenie i zaniosły je do komnaty z tyłu, gdzie czekała Elżbieta, aby wybrać to, na co akurat miała ochotę. Resztę zjadały damy dworu. Królowa jadła w odosobnieniu. Szkocki dworzanin sir James Melville, który w 1564 roku został wysłany na południe, aby omówić pretensje Marii, królowej Szkotów, do dziedziczenia tronu po Elżbiecie, opowiedział dość wzruszającą historię o próżności królowej i o tym, jak jest wrażliwa na krytykę. W czasie jego pobytu w Hampton Court królowa przyjęła go na audiencji i złośliwie zapytała, która z nich jest piękniejsza - jego pani czy ona. Melville odpowiedział, że "ona jest najpiękniejszą królową w Anglii, podczas gdy nasza jest najpiękniejszą królową w Szkocji"76. To jednak jej nie zadowoliło. Naciskała dalej, a kiedy odrzekł (raczej desperacko, jak można to sobie wyobrazić), że obie są najpiękniejszymi damami na swoich dworach, zapytała, która z nich jest wyższa. Maria, odrzekł, na co królowa stwierdziła, że w takim razie Maria jest za wysoka, podczas gdy ona nie jest ani zbyt wysoka, ani zbyt niska. Ta nieco niezręczna wymiana zdań zakończyła się, gdy Melville wspomniał, że jego pani gra na szpinecie. Jak dobrze? Jak na królową całkiem przyzwoicie, odpowiedział.
Tego popołudnia lord Hunsdon, niedawno mianowany przełożony straży przybocznej, a zatem człowiek odpowiedzialny za bezpieczeństwo królowej, wziął Szkota na bok i poprowadził go w "ustronny krużganek". Tam nakazał mu, niemal jak Poloniuszowi77, stać za kotarą i słuchać, jak w komnacie obok królowa gra na szpinecie. A grała "wybornie", zatem zaintrygowany Szkot odsunął zasłony i przez pewien czas patrzył zasłuchany. Elżbieta po chwili obróciła się i go ujrzała. "Podeszła, wyglądając, jakby chciała mnie uderzyć lewą ręką, ale [...] stwierdziła, że nie zwykła grać przed ludźmi, jeno tylko gdy jest tu sama". Melville powiedział, że właśnie przechodził obok komnaty, gdy przyciągnęły go dźwięki muzyki, "sam nie wiedział jak".
Oboje wiedzieli, że to nie jest prawda. Ale królowa, zamiast uderzyć, przywołała go skinieniem ręki, a gdy przyklęknął, "własną ręką podała mi poduszkę pod kolano". Po czym, zawoławszy jedną ze swych dwórek z pokoju obok, aby im towarzyszyła w charakterze przyzwoitki, czyniąc tym zadość obyczajności, zapytała, która królowa lepiej gra.
I o to właśnie chodziło. Melville, rzecz jasna, odpowiedział, że ona - w tych okolicznościach raczej nie mógł powiedzieć nic innego. Spotkanie to świadczy jednak o czymś więcej niż tylko o próżności królowej. Pokazuje, że miała potrzebę potwierdzania swojej wartości i pragnienie wywierania wrażenia. Gdy Melville klęczał na tej swojej poduszce, Elżbieta rozmawiała z nim po francusku, włosku i holendersku, mówiła o teologii i historii. A nawet opóźniła o dwa dni jego wyjazd do Szkocji, aby mógł oglądać ją w tańcu w czasie jakiejś dworskiej zabawy. Po czym, oczywiście, zapytała go, która królowa lepiej tańczy.
Wydarzenie to pokazuje, jak starannie Elżbieta i jej nadworni urzędnicy reżyserowali jej życie. Publiczne pojawianie się, spotkania na gruncie prywatnym - wszystko było zorganizowane w najdrobniejszych szczegółach. W bardzo rzadkich sytuacjach, kiedy naprawdę była sama - jak wówczas, gdy Melville podsłuchiwał jej grę - ludzie byli na każde zawołanie: dowódca straży przybocznej stał za drzwiami, pokojowe czekały w sąsiedniej komnacie. Rolą domowników dworu królewskiego w czasach Elżbiety było nie tylko ułatwianie życia swojej pani: przynoszenie jedzenia na zawołanie, ubieranie i przewożenie z miejsca na miejsce, a także dbanie o bezpieczeństwo, bardzo ważnym zadaniem było zarządzanie jej kontaktami ze światem zewnętrznym.
Doradcy Elżbiety nigdy nie wygrali walki o ograniczenie wydatków dworu królewskiego, ale też nigdy jej nie zaprzestali. Struktury administracyjne dworu były w zasadzie takie same jak w czasach Henryka VIII. Istniały trzy główne urzędy: lord szambelan, który nadzorował działalność części zwanej "nad schodami"; lord steward, zarządzający częścią "pod schodami", oraz królewski koniuszy (Master of Horse), którego pracę w większej części wykonywał główny zarządca stajni, podkoniuszy (avenor) - jego zadaniem była opieka nad końmi królowej, w liczbie od 220 do 275, aby miały dostatecznie dużo owsa, siana i podściółki.
Nie licząc stajni, najwięcej pieniędzy wydawał wydział lorda stewarda. Od roku 1570 do 1581 urząd ten nie był obsadzony, a podległymi mu sprawami zarządzali wspólnie nadworny skarbnik (treasurer) wraz z nadwornym kontrolerem (comptroller). Inna sprawa, że nawet wówczas, gdy stanowisko lorda stewarda było obsadzone, większość jego zadań realizowali właśnie tamci dwaj. W ciągu czterdziestopięcioletniego panowania Elżbiety było pięciu skarbników i pięciu kontrolerów, ale dwóch z nich dominowało na tych stanowiskach, byli to sir Francis Knollys, krewny królowej, nadworny skarbnik od 1570 roku aż do swojej śmierci w 1596 roku, oraz sir James Croft, którego rodzina służyła na dworze od wielu pokoleń i który był kontrolerem w latach 1570-1590.
Żaden z tych dwóch mężczyzn nie był wzorem cnót, ale któż nim był w elżbietańskiej Anglii? Obaj na dworze królewskim byli aktywni politycznie, obaj wchodzili w skład królewskiej Rady Osobistej i obaj ani trochę nie interesowali się obowiązkami związanymi ze swoimi urzędami. Kiedy w końcu Knollys został zganiony za zaniedbywanie obowiązków, napisał do swojej pani nieszczery list, błagając ją, aby zechciała "rozważyć, jak bardzo mój urząd jest rozległy, przez co można mi przypisać uchybienia innych, nigdy bowiem żaden skarbnik nie jest w stanie dostrzec, co robią wszyscy podlegli mu ludzie"78. Pomińmy milczeniem fakt, że na tym właśnie polegała jego praca, za którą dostawał wikt i opierunek, pewne dodatkowe przywileje oraz roczną pensję w wysokości 130 funtów 16 szylingów i 8 pensów.
Lorda stewarda, skarbnika i kontrolera często określano mianem urzędników "białej laski" (white-stave officers lub whitestaves) od przysługującego im symbolu ich urzędu. Ogólnie rzecz biorąc, prace związane z rozliczeniami finansowymi przekazywali oni w ręce zawodowych urzędników. Bezpośrednio pod nimi był kwestor, w istocie rzeczy główny księgowy, który zajmował się "pobieraniem i rozdzielaniem wszystkich pieniędzy Jej Królewskiej Mości przeznaczonych na sprawy związane z utrzymaniem dworu". Jemu z kolei podlegały dwie grupy urzędników: działu rachunkowego (clerks of Green Cloth) prowadzący księgi i przygotowujący sprawozdania dla kwestora oraz specjalni kontrolerzy, którzy patrolowali pałac, sprawdzając jakość jedzenia, odsyłając "wszystkie mięsiwa i napoje niesmaczne lub niewarte kupna"79.
Ci urzędnicy i ich zastępcy zarządzali w sumie ponad dwudziestoma różnymi działami, poczynając od wielkich zakupów wszystkich produktów żywnościowych niezbędnych do zaopatrzenia spiżarni i piekarni, z których ta ostatnia zużywała ogromne ilości pszenicy, a kończąc na pralni. Według "Księgi dworu Królowej Elżbiety" (Book of Household of Queen Elizabeth) służba zatrudniona w pralni "prała wszystkie obrusy, serwety, ręczniki i zasłony, które używane są komnatach i pokojach"80 - przy czym, aby uczynić zadość skromności, osobistą bieliznę królowej prano w osobnej, prywatnej pralni królewskiej. Podlegało im również dwudziestu pięciu służących dworskich, których zadaniem było podawanie posiłków pracownikom zatrudnionym w dziale księgowym i sprawdzanie, czy po zamku nie kręcą się "włóczędzy, chłopcy i osoby niepowołane"81. Do ich obowiązków należał także nadzór nad wynajmowanymi wozami i powozami, kolejnym bardzo ważnym działem królewskiego gospodarstwa domowego.
Królowa nie utrzymywała stałej floty karet, powozów i wozów, trzeba było zatem organizować cały transport niezbędny "do przewiezienia Jej Królewskiej Mości i jej całego dworu za każdym razem, gdy królowa przenosiła się z posiadłości do posiadłości"82.
Bez silnej ręki u steru tak wielkie i skomplikowane wydatki na dwór z łatwością mogły wymknąć się spod kontroli. I tak się zdarzało. W roku 1563 parlament wydał rozporządzenie przyznające Elżbiecie na utrzymanie dworu stałe uposażenie z dochodów z królewszczyzn. Kwota, jaką ustalono, opierała się na trzech dokumentach: rejestrze żywności określającym, co jadała królowa i jej dworzanie, rejestrze osób pozostających na królewskim wikcie, zawierającym informacje na temat tego, ile chleba, wina, piwa, opału i świec przysługiwało każdemu dworzaninowi, oraz rejestrze domowników, będącym wykazem osób, które miały prawo przebywać w domu królowej. Wziąwszy pod uwagę wszystkie te czynniki, parlament zadecydował, że kwestor będzie dostawał 40 027 funtów, 4 szylingi 2,5 pensa rocznie, co powinno wystarczyć na sfinansowanie wszystkich potrzeb dworu królewskiego.
Tymczasem Elżbieta była zdania, że to nie wystarczy, choć przez kolejne dziesięć lat udawało się utrzymać wydatki mniej więcej w tych granicach. Lecz w 1573 roku kwota ta wzrosła gwałtownie do 49 968 funtów szterlingów, a choć w następnych latach nieco zmalała, wciąż oscylowała w okolicach 46 tys. funtów. W 1576 roku lord Burghley, który podczas nieobecności lorda stewarda przejmował jego obowiązki, siadł do pracy razem ze swoimi rachmistrzami i urzędnikami finansowymi dworu, próbując dojść, gdzie rozchodzą się pieniądze i jak można temu zapobiec.
Burghley w kwestiach pieniężnych miał oko do szczegółów. Po ogromnej liczbie rozmaitych notatek na temat wzrostu wydatków dworu królowej, pisanych przez niego bądź przez niego korygowanych, widać, że odkrył przyczynę deficytu. Wzrosły ceny. Na przykład koszty dostawy były tak wielkie, że dostarczenie żywności do pałacu kosztowało niemal tyle samo co sama żywność. Rozchodziło się zbyt dużo napitków bez należytej kontroli83. Dworzanie nabrali zwyczaju zamawiania późnych kolacji, co oznaczało, że kuchnie musiały pracować zbyt długo, i to także "było przyczyną wielkich wydatków". Zwyczaj używania dwóch kuchni w celu przyrządzenia posiłku królowej powodował "podwojenie wydatków na drewno i węgiel"84. W pałacu zamieszkiwały małżeństwa, choć tylko jedno z małżonków miało prawo do zakwaterowania na koszt królowej, ponadto domagały się one kwater nie tylko dla siebie, lecz również dla swoich dzieci i służby85. O wiele za dużo szlachetnie urodzonych spożywało posiłki w swoich komnatach, zamiast jeść przy stołach im wyznaczonych, co oznaczało podwójną ilość jadła i napojów, przy czym niezjedzone potrawy na ich stołach się marnowały.
Wszystkie te osobne i szczegółowe punkty sprowadzały się do jednego. Jak napisał lord skarbnik, "nazbyt wielka była mnogość osób zakwaterowanych na zamku i w jego okolicach, co powoduje wzrost wydatków na wszystkie wiktuały, chleb, ale, wino, piwo, wołowinę, baraninę, drewno, węgiel"86. Innymi słowy, zbyt wiele osób jadło i piło zbyt dużo na koszt królowej.
Przedstawiona przez Burghleya propozycja "zmniejszenia wielkich wydatków domu Jej Królewskiej Mości" została wyłożona w jego najobszerniejszym dokumencie z 1576 roku87. Służba królowej musi jadać wspólnie, a nie w swoich prywatnych komnatach. Trzeba zredukować liczbę praczek "i innych osób kręcących się na dworze". Należy powstrzymać drobne kradzieże naczyń cynowych, które miały zwyczaj bezpowrotnego przechodzenia przez pałacowe bramy. A nade wszystko trzeba wprowadzić określone zasady, listy, porządek i odpowiedzialność. Burghley nalegał, aby sporządzić nowe rejestry służby niezbędnej w każdym dziale i aby przestrzegać nowych ustaleń. Domagał się nowych rejestrów żywności i osób upoważnionych do wiktu na koszt królowej, z dokładnym wyszczególnieniem, co komu przysługuje i w jakiej ilości. Chciał też, aby lord szambelan otrzymał listę osób, którym królowa gotowa była zapewnić zakwaterowanie na swoim dworze.
O tym, z jakim entuzjazmem zmiany zaproponowane przez Burghleya zostały przyjęte przez królową i jej dwór, świadczyć może fakt, że sześć lat później musiał ponownie domagać się ich wprowadzenia, a w tym czasie wydatki dworu wciąż przekraczały ustalony budżet o jakieś 15 procent - podobnie zresztą jak w następnych latach, do końca panowania Elżbiety I.
Rozdział II
Za maską
Ostatnia podróż Elżbiety I zaczęła się i skończyła 28 kwietnia 1603 roku. Towarzyszył jej cały dwór: urzędnicy Rady Zielonego Sukna; koniuszy (master of the horse) i ochmistrz (master of the household); nadworny kontroler i nadworny skarbnik; damy dworu i pokojowe prywatnych apartamentów; doktorzy, kucharze i muzycy; piwowarzy, dostawcy i woźnice. W sumie jakieś 1600 osób szło w procesji ulicami Westminsteru. A w samym środku tego tłumu, w otoczeniu rycerzy w czarnych pelerynach z kapturami, przytrzymujących wysoko nad nią baldachim, aby ją chronić i podkreślić jej status, szła sama Elżbieta - Gloriana88 z płomiennorudymi włosami, patrzącymi przenikliwie niebieskimi oczami i uróżowanymi policzkami.
Tyle że to nie była Elżbieta. To był jej wizerunek - naturalnej wielkości kukła zrobiona z drewna i wosku. Prawdziwa królowa nie żyła od pięciu tygodni. Teraz, zabalsamowana i skryta przed spojrzeniami, w obitej ołowiem trumnie jechała w ostatnią drogę do opactwa Westminster, gdzie miała spocząć w krypcie swego dziada Henryka VII89. Ludzie nadwornego marszałka (knight marshal) kroczyli na przedzie procesji, torując drogę. Za nimi czwórkami szło 240 ubogich kobiet, następnie dworska służba królowej, ambasadorzy i arystokracja. Jej koniuszy, hrabia Worcester, szedł za karawanem, prowadząc orszak honorowy. Główną żałobnicą była Helena Gorges, markiza Northampton, jedna z ulubionych dam Elżbiety I. Z jednej strony markizy kroczył hrabia Dorset, a z drugiej hrabia Nottingham - ten pierwszy pełniący funkcję lorda skarbnika, a drugi - lorda wielkiego admirała. Jej tren niósł wiceszambelan dworu królewskiego (vice chamberlain of the household) wraz z czternastoma hrabinami. Orszak zamykał kapitan straży (captain of the guard) na czele wszystkich strażników maszerujących piątkami z halabardami skierowanymi w dół. "Jej karawan (jak powiadają) wydawał się wyspą unoszącą się na wodzie, otaczały ją bowiem wodospady łez", napisał dramaturg Thomas Dekker90. "Miasto Westminster - twierdził antykwariusz John Stow - przepełnione było tłumami ludzi najróżniejszego sortu, na ulicach, w domach, oknach, kanałach i rynsztokach [...]. Panowała tak wielka powszechna żałość, ze wzdychaniem, jękami i zawodzeniem, jakiej nie było za pamięci żadnego z żyjących ludzi"91.
Pogrzeb królowej był okazją do wyrażenia głębokiego smutku i przywiązania (choć, szczerze mówiąc, cieszyła się znacznie mniejszą popularnością niż w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XVI wieku) i do publicznego potwierdzenia przekazania władzy jej następcy w niepewnych czasach. Był też ogromnym obciążeniem dla królewskiego skarbca. Szacunkowy koszt, na który składały się wydatki między innymi na 12 tys. jardów czarnej tkaniny dla żałobników, wahał się w granicach od 11 tys. do 20 tys. funtów szterlingów.
Przeniesienie władzy w skali całego narodu nigdy nie jest w pełni szczęśliwe. Z chwilą śmierci monarchy tracą ważność wszystkie królewskie nominacje, co w naturalny sposób zrodziło wśród niektórych członków dworu Elżbiety uczucie niepokoju o przyszłość. Niektórzy ruszyli na północ, aby oferować swe usługi oraz złożyć wyrazy uszanowania jej najbliższemu krewnemu i nominowanemu następcy, królowi Szkocji Jakubowi VI. Inni wycofali się z wdziękiem, pogodzeni z faktem, że muszą ustąpić pola szkockiej inwazji.
Zmiany, które nadeszły, były gruntowne. Nowa królowa, Anna Oldenburg, zastąpiła wszystkie ważniejsze damy dworu swoimi kobietami. Na przykład markiza Northampton, wykonawszy swoje zadanie jako główna żałobnica w czasie pogrzebu Elżbiety, wycofała się z życia publicznego. Król zorganizował własny dwór, zatrudniając zarówno szkockich dworaków, którzy przyjechali wraz z nim do Londynu lub przybyli tu później, jak i tych Anglików, którzy już wcześniej zorientowali się, kto najprawdopodobniej zastąpi Elżbietę na tronie i przygotowywali drogę dla nowego króla. Tuż po śmierci Elżbiety sir Robert Carey, członek parlamentu i urzędnik dworski niezbyt wysokiego szczebla, bezzwłocznie wyruszył z pałacu Richmond, gdzie zmarła królowa, do pałacu Holyrood w Edynburgu, aby jako pierwszy przekazać wiadomość Jakubowi. Smutne wieści okrasił prośbą o stanowisko szlachcica królewskiej sypialni (gentleman of the bedchamber), którą Jakub spełnił92. "Potem codziennie przybywali lordowie i panowie z naszego dworu", napisał później Carey93.
Gospodarność domowa - a w istocie rzeczy jakakolwiek gospodarność - nie była mocną stroną Jakuba I. Hojny do rozrzutności, pragnąc zrobić wrażenie na swoim nowym królestwie, w ciągu pierwszego roku rządów powołał dziewiętnastu nowych parów angielskich, nie licząc siedmiu szkockich i irlandzkich oraz setek nowych członków stanu szlacheckiego. W czasie swojego dwudziestodwuletniego panowania stworzył w Anglii 111 nowych parów, a więc siedem razy więcej niż Elżbieta w czasie swoich dwa razy dłuższych rządów. Niektórzy z nich mieli już wcześniej tytuły szlacheckie, ale mniej więcej połowę stanowili ludzie nowi, którzy spodziewali się, że status ten przyniesie im pewną bliskość z królem.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1. Sir Henry Lynedoch Gardiner (1820-1897) - generał, służył w Królewskiej Artylerii, członek Królewskiej Komisji ds. Obrony Kanady w 1861 roku (przyp. tłum.). [wróć]
2. Masowe antybrytyjskie wystąpienia zbrojne w Indiach w latach 1857-1859 (przyp. tłum.). [wróć]
3. Jeśli to prawda, zwyczaj ten datuje się od 1990 roku, gdy książę Karol złamał rękę podczas gry w polo. [wróć]
4. Rezydencja królewska w Londynie, położona bezpośrednio obok pałacu św. Jakuba. Obecnie jest oficjalną siedzibą księcia Walii i jego żony księżnej Kornwalii (przyp. Tłum.). [wróć]
5. Wielka Brytania nie korzystała z dobrodziejstwa instytucji władców elekcyjnych (przyp. Tłum.). [wróć]
6. Henryk VIII (1491-1547) - król Anglii i Irlandii, drugi władca z dynastii Tudorów; doprowadził do rozłamu z Kościołem rzymskokatolickim i ustanowienia niezależnego od papieża Kościoła anglikańskiego, podporządkowanego królowi Anglii; znany z posiadania sześciu żon oraz skazania na śmierć i egzekucji przez ścięcie dwóch z nich (przyp. Tłum.). [wróć]
7. Henryk VII (1457-1509) - pierwszy król Anglii i lord Irlandii z dynastii Tudorów, ojciec Henryka VIII (przyp. Tłum.). [wróć]
8. A Collection of Ordinances and Regulations for the Government of the Royal Household, Made in Divers Reigns, red. John Nichols, Society of Antiquaries, London 1790, s. 120. [wróć]
9. Edward IV (1442-1483) - założyciel dynastii Yorków, król Anglii w latach 1461-1470 i 1471-1483 (przyp. Tłum.). [wróć]
10. Edward V (1470-1483[?]), z dynastii Yorków, król Anglii od kwietnia do czerwca 1483 roku (przyp. Tłum.). [wróć]
11. A Collection of Ordinances and Regulations for the Government of the Royal Household, Made in Divers Reigns, red. John Nichols, Society of Antiquaries, London 1790, s. 28. [wróć]
12. A Collection of Ordinances and Regulations for the Government of the Royal Household, Made in Divers Reigns, red. John Nichols, Society of Antiquaries, London 1790, s. 28. [wróć]
13. The History of the King's Works, t. 3: 1485-1660, cz. 1, red. H.M. Colvin, HMSO, London 1975, s. 2. [wróć]
14. John Fortescue, The Governance of England: Otherwise Called the Difference between an Absolute and a Limited Monarchy, Clarendon Press, Oxford 1885, s. 125. [wróć]
15. Wbrew praktyce większości tekstów poświęconych dziejom Anglii, które Privy Council tłumaczą jako "Tajna Rada", w tej książce będzie to konsekwentnie Rada Osobista, zgodnie z funkcją, jaką pełniła u boku króla (przyp. Tłum.). [wróć]
16. Elizabeth Goldring et al. (red.), John Nichols's "The Progresses and Public Processions of Queen Elizabeth I": A New Edition of the Early Modern Sources, t. 1-5, Oxford University Press, Oxford 2014, t. 2, s. 254. [wróć]
17. Elizabeth Goldring et al. (red.), John Nichols's "The Progresses and Public Processions of Queen Elizabeth I": A New Edition of the Early Modern Sources, t. 1-5, Oxford University Press, Oxford 2014, t. 2, s. 254. [wróć]
18. John Nichols, The Progresses and Public Processions of Queen Elizabeth I: Among Which Are Interspersed Other Solemnities, Public Expenditures, and Remarkable Events, during the Reign of That Illustrious Princess, nowe wyd., t. 1-3, Society of Antiquaries, London 1823, t. 1, s. 444. [wróć]
19. Fr. quintain, w Polsce czasów nowożytnych zwany turkiem lub murzynem, był nieodzownym sprzętem na dziedzińcu zamkowym lub na podzamczu (przyp. Tłum.). [wróć]
20. E. Goldring et al. (red.), op. cit., t. 2, s. 259. [wróć]
21. Robert Dudley (1532-1588), od 1564 hrabia Leicester, syn Johna Dudleya, księcia Northumberland; piastował m.in. godność generalnego namiestnika królestwa. Mówi się, że był platoniczną miłością Elżbiety I albo nawet jej kochankiem (przyp. Tłum.). [wróć]
22. E. Goldring et al. (red.), op. cit., t. 2, s. 248, 249. [wróć]
23. E. Goldring et al. (red.), op. cit., t. 2, s. 295. [wróć]
24. E. Goldring et al. (red.), op. cit., t. 2, s. 245, 248. [wróć]
25. Arion (stgr. ?????) - na wpół mityczny poeta i kitarzysta grecki, pochodzący z wyspy Lesbos, żył w VII w. p.n.e. (przyp. Tłum.). [wróć]
26. British Library, Harleian rkps 6395, fol. 36v. [wróć]
27. Ambrose Dudley (1530-1590), trzeci hrabia Warwick (przyp. Tłum.). [wróć]
28. E. Goldring et al. (red.), op. cit., t. 2, s. 39. [wróć]
29. Generał Artylerii (ang. Master-General of Ordnance) - urząd wojskowy odpowiedzialny za artylerię, inżynierię wojskową, fortyfikacje i zaopatrzenie (zniesiony w 1855 r.); sprawujący ten urząd wchodził w skład rządu (przyp. Tłum.). [wróć]
30. E. Goldring et al. (red.), op. cit., t. 2, s. 40. [wróć]
31. Franciszek Herkules Walezjusz (1555-1584) - książę Évreux, Alençon i Andegawenii, najmłodszy syn króla Francji Henryka II i Katarzyny Medycejskiej, młodszy brat królów Francji: Franciszka II, Karola IX i Henryka III. W ramach starań o małżeństwo z Elżbietą I (pomimo różnicy wieku - Elżbieta miała 46, a Franciszek 24 lata) nawiązał bardzo bliskie relacje z królową, jednak sprzeciw Anglików i doradców królowej uniemożliwił związek i Franciszek wyjechał z Anglii (przyp. Tłum.). [wróć]
32. Królowa spędziła siedemnaście dni w Grafton i pięć tygodni w Woodstock. Zatrzymała się także na noc w trzeciej królewskiej rezydencji, Hatfield w hrabstwie Hertford. [wróć]
33. E. Goldring et al. (red.), op. cit., t. 2, s. 200. [wróć]
34. E.N. Montague, W.A. Turner, The Residence of Sir Julius Caesar Adelmare in Mitcham, "Surrey Archaeological Collections" 67 (1970), s. 85-94, tu: s. 85. [wróć]
35. Charles Howard (1536-1624) - baron Howard of Effingham (od 1573), hrabia Nottingham (od 1597), angielski admirał, kuzyn królowej Elżbiety I, lord admiralicji w latach 1585-1619; w roku 1588 pobił hiszpańską "niezwyciężoną armadę" i w 1596 r. zdobył Kadyks (przyp. Tłum.). [wróć]
36. Thomas Radclyffe (bądź Ratclyffe) (ok. 1525-1583), 3. hrabia Sussex, lord namiestnik Irlandii w czasach Tudorów i jeden z najważniejszych urzędników nadwornych za Elżbiety I (przyp. Tłum.). [wróć]
37. William Cecil, 1. baron Burghley (1520-1598), angielski polityk, kanclerz i doradca Elżbiety I, lord wielki skarbnik w latach 1572-1598. [wróć]
38. Ang. The Channel Islands - grupa wysp w kanale La Manche u wybrzeży francuskiej Normandii (przyp. Tłum.). [wróć]
39. John Roche Dasent et al. (red.), Acts of the Privy Council of England, t. 1-46, HMSO, London 1890-1964, t. 9, s. 13. [wróć]
40. Sir Harris Nicolas, Memoirs of the Life and Times of Sir Christopher Hatton KG, Vice-Chamberlain and Lord Chancellor to Queen Elizabeth, Richard Bentley, London 1847, s. 126. [wróć]
41. Henry Clinton (1539-1616), 2. hrabia Lincoln (przyp. tłum.). [wróć]
42. Królewska Komisja Rękopisów Historycznych (dalej: RCHM), Calendar of the Manuscripts of the Most Hon. the Marquess of Salisbury, XI, 184, Lord Admirał i Sir Robert Cecil do Earla Lincoln, 30 kwietnia 1601 r. [wróć]
43. A Collection of Ordinances and Regulations..., s. 293. [wróć]
44. Dziewięćdziesiąt lat później lady Anne Hobart wietrzyła łoża dla gości, kładąc w nich swoją pokojówkę. [wróć]
45. Modern History Sourcebook: William Harrison (1534-1593): Opisanie Anglii, 1577 (z Holinshed's Chronicles)', strona internetowa Fordham University, http://sourcebooks.fordham.edu/MOD/1577harrison-england.asp (dostęp: 16 lutego 2018). [wróć]
46. Henry Carey (1526-1596), 1. baron Hunsdon (przyp. Tłum.). [wróć]
47. Honorowy Korpus Straży Przybocznej Jej Królewskiej Mości (Her Majesty's Bodyguard of the Honourable Corps of Gentlemen Pensioners, po 1834: Gentlemen at Arms), jeden z oddziałów wchodzących w skład straży przybocznej brytyjskiego monarchy, powołany przez Henryka VIII w 1509 r. jako straż przyboczna, która miała towarzyszyć królowi podczas bitwy (przyp. Tłum.). [wróć]
48. Arthur Collins, The Life of That Great Statesman William Cecil, Lord Burghley, London 1732, s. 37. [wróć]
49. Arthur Collins, The Life of That Great Statesman William Cecil, Lord Burghley, London 1732, s. 41. [wróć]
50. Mary Hill Cole, The Portable Queen: Elizabeth I and the Politics of Ceremony, University of Massachusetts Press, Amherst 1999, s. 55, 57. [wróć]
51. Allegra Woodworth, Purveyance for the Royal Household in the Reign of Queen Elizabeth, "Transactions of the American Philosophical Society", 35 (1945), nr 1, s. 73. [wróć]
52. British Library, Lansdowne rkps 21, fol. 63, "Trzeba wprowadzić zmiany na rzecz zmniejszenia wielkich wydatków dworu królowej", z uwagami na marginesie ręką lorda Burghleya, lipiec 1576 r. [wróć]
53. Public Records Office (dalej: PRO), LS 13/280, 307, cyt. za: P.R. Seddon, Household Reforms in the Reign of James I, "Bulletin of the Institute of Historical Research", t. 53 (1980), nr 127, s. 54. [wróć]
54. Watling Street - droga w Anglii zapoczątkowana przez Brytów, łącząca współczesne Canterbury z St. Albans, z wykorzystaniem naturalnego brodu nieopodal Westminster. Rzymianie wybrukowali drogę, która połączyła wówczas porty Kentu: Dubris (Dover), Rutupiae (Richborough), Lemanis (Lympne) i Regulbium (Reculver) z mostem rzymskim na Tamizie w Londinium (Londynie) (przyp. Tłum.). [wróć]
55. Cinque Ports - średniowieczny związek angielskich miast portowych (początkowo Sandwich, Dover, Hythe, New Romney i Hastings), położonych na południowo-wschodnim wybrzeżu kraju, nad kanałem La Manche, na terenie hrabstw Kent i Sussex (przyp. tłum.). [wróć]
56. Lupold von Wedel (1544-1615) - pomorski szlachcic, podróżnik i najemny żołnierz; przez ponad 45 lat podróżował po świecie, pozostawił po sobie "Opis podróży i przeżyć wojennych 1561-1606" (Lupold von Wedel's Beschreibung seiner Reisen und Kriegserlebnisse 1561-1606) wydany przez Maxa Bära w 1895 r. w Szczecinie (przyp. tłum.). [wróć]
57. Horace Walpole (red.), Paul Hentzner's Travels in England during the Reign of Queen Elizabeth, E. Jeffery, London 1797, s. 24. [wróć]
58. Horace Walpole (red.), Paul Hentzner's Travels in England during the Reign of Queen Elizabeth, E. Jeffery, London 1797, s. 22. [wróć]
59. Baron Waldstein, The Diary of Baron Waldstein, a Traveller in Elizabethan England, ed. G.W. Groos, Thames & Hudson, London 1981. [wróć]
60. Baron Waldstein, The Diary of Baron Waldstein, a Traveller in Elizabethan England, ed. G.W. Groos, Thames & Hudson, London 1981, s. 51. [wróć]
61. Simon Thurley, Houses of Power: The Places that Shaped the Tudor World, Bantam Press, London 2017, s. 383. [wróć]
62. Filip II Habsburg (1527-1598) - król Neapolu i Sycylii (1554-1598), władca Niderlandów (1555-1598), król Hiszpanii (1556-1598) i Portugalii (1580-1598); twórca pierwszego w dziejach supermocarstwa o zasięgu globalnym, obejmującego dużą część Europy oraz liczne kolonie w Ameryce, Afryce i Azji (przyp. tłum.). [wróć]
63. Thoms William J. (red.), Anecdotes and Traditions Illustrative of Early English History and Literature, Camden Society, London 1839, s. 71. [wróć]
64. RCHM, Manuscripts of the Marquess of Bath, k. 186. [wróć]
65. Cytat za: S. Thurley, Houses of Power..., s. 386. [wróć]
66. Edmund Lodge (red.), Illustrations of British History, Biography and Manners, in the Reigns of Henry VIII, Mary, Elizabeth and James I, t. 1-3, John Chidley, London 1838 (2 wyd.), t. 2, s. 97. [wróć]
67. Edmund Lodge (red.), Illustrations of British History, Biography and Manners, in the Reigns of Henry VIII, Mary, Elizabeth and James I, t. 1-3, John Chidley, London 1838 (2 wyd.), t. 2, s. 97. [wróć]
68. Janet Arnold (red.), "Lost from Her Majesties Back": Items of Clothing and Jewels Lost or Given Away by Queen Elizabeth I, Costume Society, London 1980, s. 75. [wróć]
69. anet Arnold (red.), "Lost from Her Majesties Back": Items of Clothing and Jewels Lost or Given Away by Queen Elizabeth I, Costume Society, London 1980, s. 76. [wróć]
70. anet Arnold (red.), "Lost from Her Majesties Back": Items of Clothing and Jewels Lost or Given Away by Queen Elizabeth I, Costume Society, London 1980, s. 77. [wróć]
71. anet Arnold (red.), "Lost from Her Majesties Back": Items of Clothing and Jewels Lost or Given Away by Queen Elizabeth I, Costume Society, London 1980, s. 9. [wróć]
72. Baron Waldstein, op. cit., s. 73. [wróć]
73. Gottfried von Bülow (red.), Journey through England and Scotland Made by Lupold von Wedel in the Years 1584 and 1585, "Transactions of the Royal Historical Society", t. 9 (1895), s. 223-270, tu: s. 257. [wróć]
74. H. Walpole (red.), op. cit., s. 34. [wróć]
75. H. Walpole (red.), op. cit., s. 35. [wróć]
76. Sir James Melville, Memoirs of His Own Life, red. T. Thomson, Bannatyne Club, Edinburgh 1827, s. 123-124. [wróć]
77. Poloniusz - postać fikcyjna, bohater sztuki Williama Szekspira Hamlet, ojciec Laertesa i Ofelii, dworzanin Klaudiusza, króla Danii; Poloniusz szpiegował i podsłuchiwał nawet własnego syna (przyp. tłum.). [wróć]
78. A. Woodworth, op. cit., s. 15, cytat za: Rękopisy Lansdowne, 1592, sygn. MSS 73, nr 34. [wróć]
79. A Collection of Ordinances and Regulations..., s. 281. [wróć]
80. A Collection of Ordinances and Regulations..., s. 287. [wróć]
81. A Collection of Ordinances and Regulations..., s. 293. [wróć]
82. A Collection of Ordinances and Regulations..., s. 293. [wróć]
83. British Library, Rękopisy Lansdowne, 21, k. 64, Sposoby dla zreformowania wydatków w niektórych urzędach dworu królewskiego, 1576. [wróć]
84. British Library, Rękopisy Lansdowne, 21, k. 65, Ogólne przyczyny nadzwyczajnych opłat na dworze królowej, 1576. [wróć]
85. British Library, Rękopisy Lansdowne, 21, k. 62, Raport Lorda Burghleya z przyczyn wzrostu wydatków dworu królowej, lipiec, 1576. [wróć]
86. British Library, Rękopisy Lansdowne, 21, k. 63, Reformy do wprowadzenia, aby zmniejszyć wielkie wydatki dworu królowej. [wróć]
87. British Library, Rękopisy Lansdowne, 21, k. 63, Reformy do wprowadzenia, aby zmniejszyć wielkie wydatki dworu królowej. [wróć]
88. Jeden z przydomków Elżbiety I, od imienia głównej bohaterki alegorycznego poematu Edmunda Spensera (1552-1599) zatytułowanego The Faerie Queene (przyp. tłum.). [wróć]
89. Trzy lata później jej ciało zostało ekshumowane i złożone w nawie północnej kaplicy Henryka VII, pod pomnikiem wzniesionym dla niej przez Jakuba I (nad trumną jej przyrodniej siostry Marii I). [wróć]
90. Thomas Dekker, 1603, the Wonderfull Yeare: Wherein Is Shewed the Picture of London Lying Sicke of the Plague, Thomas Creede, London 1603, s. nlb. [wróć]
91. John Stow, Edmund Howes, The Annales, or, a Generall Chronicle of England, Begun by John Stow: Continued and Augmented with Matters Forraigne and Domestique, Ancient and Moderne, unto the End of This Present Yeere, 1631, Richard Meighen, London 1631, s. 815. [wróć]
92. Niedługo potem Carey został przeniesiony na mniej prestiżowy urząd szlachcica prywatnej komnaty (gentleman of the privy chamber). Musiał czekać aż do wstąpienia na tron Karola I w 1625 roku, aby ponownie objąć urząd szlachcica sypialni (gentleman of the bedchamber). [wróć]
93. Monmouth Robert, Memoirs of Robert Carey, Earl of Monmouth, red. G.H. Powell, Alexander Moring, London 1905, s. 79. [wróć]