ROZDZIAŁ 2
Rodrigo
Beznamiętnym wzrokiem patrzyłem, jak psy rozszarpywały tego zdrajcę. Skrępowany szamotał się przez kilka chwil, lecz później albo zemdlał, albo jeden z psów rozerwał mu ostrymi zębiskami tętnicę udową. Nie widziałem takiej jatki po raz pierwszy. Louis lubił znęcać się nad swoją ofiarą, aby sama widziała strach, który odbijał się w ślepiach psów. Jeden z pupilków szefa zdążył się nażreć, bo już leniwie zlizywał krew z betonowej posadzki.
Przysiadłem na krześle i odpaliłem fajkę, patrząc na syf w całej piwnicy. Na ścianach były kawałki mięsa i plamy z krwi. Całe szczęście, że nie ja musiałem to zeskrobywać i czyścić. Po egzekucjach trzeba było zniszczyć wszystkie dowody, w tym ślady DNA ze ścian, a drugim aspektem był smród rozkładających się części ciała, który niewątpliwie nie należał do przyjemnych.
Wypuściłem ostatni dymek z płuc i zdeptałem peta butem. Upewniłem się, że psy skończyły konsumpcję, po czym wydałem im komendę i zapiąłem smycze na ich kolczatkach. Musiałem je zaprowadzić na tyły rezydencji, gdzie był ich kojec. Jak zawsze wracały ociężale z przejedzenia. Zrobiłem jeszcze fotę dla szefa i wysłałem MMS, nim wyszedłem z piwnicy.Wystukałem też wiadomość na ekranie telefonu do ludzi z ochrony, gdy zamknąłem już psy w kojcu i powiesiłem smycze na haku.
Wasza kolej.
Odczytałem jeszcze wiadomość od szefa.
Jutro wraca Rozalie, odbierzesz ją z lotniska.
Odpisałem zwięźle.
Okej.
Siostra szefa to była moja zguba. Całkowite przeciwieństwo nas wszystkich. Szalona dziewczyna, która zawsze przypadkiem pakowała się w kłopoty, ale za to z czystym sercem. Nie skrzywdziłaby nawet muchy. Rozalie jest atrakcyjna, ale do tego bardzo inteligentna. Często próbowała ze mną flirtować, a ja wtedy zachowywałem się jak ostatni dupek. To siostra szefa, była poza moim zasięgiem. Gdybym ją tknął, już bym wisiał przywiązany za nadgarstki i rozrywany przez psy. Mógłby mnie też powolnie torturować. Wiedział, jak skutecznie zadać ból, żeby największy twardziel błagał o szybką śmierć.
Kobieta, choć wiedziała, co się dzieje za zamkniętymi drzwiami i skąd pochodzi kasa na jej wycieczki, ciuchy i wszystkie zachcianki, nigdy nie przeciwstawiła się bratu. Zdawała sobie sprawę, że albo będzie siedzieć cicho, albo nie będzie miał dla niej litości.
Zawsze mnie dziwiło, jak jej się udało zachować dobroć i optymizm w takim miejscu, w jakim się wychowała. Mimo że szef nie bawił się w aranżowane małżeństwa, to wiadomo było, że nie odda jej byle komu. Nawet z tym dziewczyna miała pod górkę, bo on nie dopuszczał, aby byle kto się do niej zbliżał. Na swój sposób ją chronił.
Parsknąłem pod nosem na samą myśl, jak mu mówię, że chciałbym, aby zaakceptował mnie i Rozalie jako parę. Prędzej by mi kutasa odstrzelił, niż by się na to zgodził. Właśnie dlatego kobieta była dla mnie nieosiągalna, nie miałem co do tego złudnych nadziei.
- Co cię tak bawi?
Usłyszałem głos szefa, gdy przekroczyłem próg kuchni. Stał oparty o szafki i skubał winogrona z misy. Uniósł jedną brew, nie spuszczając ze mnie lodowatego spojrzenia, które stało się podejrzliwe, gdy cisza między nami się przedłużała. Odchrząknąłem, ale wiedziałem, że nie ma co ściemniać, bo szef miał szósty zmysł do wyczuwania łgarstwa. Mimo wszystko nie powiedziałem wprost, o czym myślałem.
- Co bym musiał zrobić, aby szef mnie dał na pożarcie psom. Stwierdziłem jednak, że nie chcę tego sprawdzać - odparłem, myjąc ręce w zlewozmywaku i szybko zmieniając temat. - Chłopaki kończą robotę.
- Czy jest coś, o czym chciałbyś mi powiedzieć? - warknął, niespodziewanie łapiąc mnie za gardło i patrząc mi prosto w oczy.
Z ledwością przełknąłem ślinę, starając się wyartykułować cokolwiek. Lekko poluźnił chwyt.
- Nie, szefie, to tylko moje głupie myśli.
Uwierzył mi, bo już po chwili zabrał dłoń i pokiwał głową.
- Uważaj, o czym myślisz, bo szybko mogę spełnić twoje najskrytsze marzenia - syknął, a ja pokiwałem głową.
Odbił się od szafki i nim wyszedł, rzucił do mnie przez ramię:
- Pamiętaj o Rozalie.
Dopiero gdy Louis opuścił kuchnię, wypuściłem tlen z płuc. Szef potrafił być w porządku, ale ostatnio zdecydowanie chodził w morderczym nastroju. Doskonale wiedziałem dlaczego. Tak było zawsze, gdy zbliżała się rocznica zabójstwa Carmen, pierwszej miłości Louisa, która wraz ze śmiercią zabrała jego serce do grobu. To już trzecia rocznica. Ta kulka była przeznaczona dla Louisa, ale zabójca, którego wynajął Bruno, na szczęście dla szefa chyba miał zeza. Bruno w przeciwieństwie do Olia z piwnicy zabito od razu, dostał kulkę w łeb. Pamiętam jak dziś, gdy jego mózg rozbryzgał się dookoła. Wtedy szef stracił ostatnią cząstkę człowieczeństwa i zmienił się na dobre, stając się maszyną do zabijania wszystkich, którzy stanęli mu na drodze.
Mam to na uwadze i wiem, że mnie także darzy ograniczonym zaufaniem, o czym przed chwilą dobitnie mi przypomniał.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki