...
Pamiętam zapach jej potu nawet.
Innych nie pamiętam twarzy.
Imion nawet.
Z zachowania lubiłem wszystko prawie.
Trochę mniej jak czułem się pomijany.
Wyznałem jej miłość prawie.
Może faktycznie tak powiedziałem.
Ten wątek w mojej głowie, jakoś rozmazany.
Bo prawie wszystko jej powiedziałem.
Niektórych słów mogłem jej faktycznie darować.
Nie ma co tłumaczyć, że byłem pijany i rozchwiany.
Nic dziwnego, że finalnie postanowiła mi nie darować.
Ile warte dziś są moje słowa? Czasem o tym myślę.
Czemu tak bardzo czuję się przegrany?
Zadaję pytania sobie i tak tylko sobie myślę.
Czy kiedyś przyjdzie lepszy czas
I faktycznie ją spotkam?
Czy ten czas jak każdy zostanie mi odebrany?
Nie oglądam się nawet,
Bo jej odbicia w lustrze nie spotkam.
Spotkałem kilka bardzo dobrych kobiet.
Kobiety dobroduszne mówią,
Że jestem nieszczęśliwie zakochany.
Mogą mieć rację, ale ja nie słucham innych kobiet.
Chociaż wysłuchuję każdej.
Nie oczekuję, że z moim myśleniem będę zrozumiany.
Bo ja nie chcę każdej.
Paru z nich, wcześniej coś ukradłem
Czasem pod pretekstem, bo byłem rozchwiany.
Faktycznie ukradłem.
Czyściec jako miejsce, gdzie kochamy,
Ale nikt nie kocha nas samych.
Nawet my.
Poli mnie w środku
Człowiek bez stada.
Jednoosobowa armia.
Ja.
Poliamoryczność życia mnie
Zachwyca?
Nie.
Zastanawia bardziej.
Słowa mojej matki a wcześniej babki
Brzmiały:
Jeśli kochasz dwóch mężczyzn,
To nie kochasz żadnego.
Myślę o tym czasem.
Bo byłem tym pierwszym,
Tak jak byłem tym drugim.
Czy byłem kochany?
Nie wiem.
Choć słyszałem, że jestem.
Miły.
Co do uczuć.
Cóż...
Czuć niepewność w moim głosie.
Piśmie i na twarzy.
Mam straszny problem,
Żeby to zauważyć.
Odbieram świat jako pozory.
I nie chce mi się wychodzić.
Do ludzi.
Te pozory tworzyć.
Poważna lista błahych spraw,
Których nie chce mi się robić.
Przykładowo uginać,
Dla przykładu lub bo tak wypada.
Z własnej woli i miłości.
Inaczej nigdy.
Pókim żyw wymagam płatności za krzywdy.
Bo ja też płaciłem.
Płacę codziennie by być mniej radioaktywnym.
W każdym razie życie zatacza koło w każdym wyrazie.
Moje.
Bo dla innych to tylko smutne historie
Albo pisane w gniewie.
Najlepsze gnioty pisane na kolanie.
Piszę, czym żyję.
Autentycznie pierdolę wydźwięk.
Dlatego jest autentycznie.
Nie chcę, by ktoś bił mi brawa.
Mierzi mnie hałas.
Ratuje mnie spokój.
Zapominałem, kiedy ostatni raz krzyczałem.
To przecież takie niepotrzebne.
Dzisiaj umiem wszystko na spokojnie powiedzieć.
Kosztowało mnie to finansowo niewiele.
Jest na receptę.
Płacę tylko trzydzieści procent.
Żartuję.
Te na sen są sto procent płatne.
Choć przy terapii blednie.
Raz w życiu przydał mi się NFZ.
Postronni mówią, że pielęgnuję depresje
Albo nie daj boże, obudowuję się cwaniactwem.
Ja tylko przelewam myśli na kartkę.
Zwierzam się obcym w notatce.
Bo tak łatwiej.
To tylko forma terapii.
W której długo będę.
Chciałbym wierzyć w poliamoryczność,
Ale ja nigdy taki nie będę.
I coraz mniej czuję więzi.
Jestem sobą i tylko sobą.
Jednocześnie.
Różne formy
To zupełnie inni ludzie.
To co do nich czuje,
To przeniesienie.
Na ten moment nie jestem w stanie ich polubić.
Nic mi nie zrobili.
Nie znam ich nawet.
Każdy z nich to chuj
I to w dodatku głupi.
Każdy były, obecny, przyszły, zakręcony obok.
Eskalacja jest taka,
Że nie lubię wszystkich uważanych za ładnych.
Ja wiem, że to głupie i bezsensu.
Jednak rodzą negatywne emocje,
W moim chłopięcym sercu.
Czuje lęk, że są lepsi.
Muszę być lepszy.
Jestem.
Jestem?
Nie wiem.
Biegnę.
Na każde zawołanie.
Bo boję się że z nimi pójdzie.
Jestem wszędzie.
Kompatybilny.
Schowam się nawet w lodówce.
Nie opuszczaj mnie proszę.
Ja wiem że to żałosne.
Lecz proszę.
Zmienię spodnie, świat i co chcesz.
Tylko proszę.
Strach co?
Jestem jak koliber.
Muszę coś robić,
Bo inaczej upadnę.
A bardzo się tego boję.
Toksyczne związki tak bliskie mojemu sercu,
Że nie jestem w stanie rozumować poprawnie.
Chcę rozjeżdżać panów z brzuszkiem.
Usłyszeć wybuch i mój śmiech.
Wybuch nie?
Płacz i śmiech jednocześnie.
Czyste życie.
To po kim tęsknicie,
To nie są ludzie,
To tylko wspomnienie.
Rzeczywistość przybiera różne formy.
Niestety w moich oczach,
To tylko przeniesienie.
Emocji, które czuje.
Ciagle się uczę.
Mam nadzieje, że zrozumiesz.
Nie umiem słuchać o innych mężczyznach.
Mam nadzieję, że to czujesz.
Specjalnie
Przecież mógłbyś.
Robisz to celowo.
Nie jesteś brzydki.
Rozgarnięty w miarę.
Majętny pół średnio.
Jeśli chodzi o rozwagę,
To nawet.
Świat, to plaża.
Mógłbyś pływać wśród kochanek.
Rozbieraj się.
Pokaż tatuaże.
Wyciągnij pałę.
Banalnie proste.
Robiłeś tak przecież nie raz.
Dlaczego nie teraz?
Nie mów, że wiek.
Przecież to tylko liczba.
A twoja krzywa umysłowa przechodzi wachania.
No przechodzi.
I co mam im wszystkim kurwa powiedzieć?
Że nie wiem?
Że nie przechodzi?
Że leżę na podłodze, w ubraniu
I wpatruje się w dal przez ściany.
Nie mogę wstać i cisną mi się łzy do oczu.
Oczywiście że chciałbym mieć zajęte dni.
Gdzie główne zajęcia, to ja i ty,
Ale nie wiem kim jesteś dzisiaj.
Nie wiem kim jesteśmy my.
Dlaczego nie ma nas,
Choć moglibyśmy być.
A znam wszystkie odpowiedzi.
Celowo nie odpisuje na wiadomości,
Od miesięcy kurwa.
Nie wiem jaki jest dzień
Kiedy się polepszy?
Kiedy wrócą sny?
Może to wszystko mi się śni?
Boję się otrzymania ran,
Więc sam się ranię.
Rozumiesz?
Raczej nie.
Dlaczego tak leżę?
Dlaczego nie wstaję?
Dlaczego nie rucham?
Bo boję się kurwa.
Rzygam tym wszystkim,
I sam siebie brzydzę.
Brodzę w plwocinach swoich myśli.
A ktoś jeszcze ma czelność stwierdzić,
Że jestem mało autentyczny.
Że nudny kurwa.
Że mało rozrywkowy.
Małomiasteczkowy smutny chłopiec.
I po chuj ci taki ja?
Zawsze byłem zostawiany.
Milion osób w tą czy w tą nie robi mi różnicy.
Wartościowe są trzy osoby,
A reszta to statystyki.
Przecież to tylko liczby.
Ależ oczywiście, że macie racje wszyscy.
Kucharze, to kurwiarze i alkoholicy.
To nic, że nie piję.
Uprawiam seks raz na dwa lata.
Przecież to tylko liczby.
Miarodajne są statystyki.
Mam teraz chodzić?
Łazić i tłumaczyć?
Tak jak dlaczego, jak i ile teraz dostaję na rękę?
Czym mam się puszyć teraz?
Kiedyś nawet twarz chciałem mieć inną.
Tak jak wtedy gdy leżałem z jedną,
A chciałem z inną.
Zostało myśli za dużo i teraz jest pusto.
Zostawcie też tatuaże.
Proszę.
To tylko martwi mężczyźni.
Staram się zwalczyć ten mechanizm,
Który odgórnie ich wszystkich nienawidzi.
Moje losy na tej planecie,
Są sporne.
I pewnie nie raz za siebie dostanę w mordę.
Dzisiaj proszę.
Zostawcie mnie.
Chcę tylko poleżeć sam na podłodze.