Środa, 4 października
Godzina 14.58
Przed odprawą Bergman wstąpiła na stołówkę. Kupiła kanapkę, kubek kawy i pojechała na górę. Zastanawiała się nad planem śledztwa. Na razie niewiele wiedziała. Będzie musiała poczekać na raport z zakładu medycyny sądowej i na protokół przesłuchania kobiety, która znalazła reklamówkę. Ważne też będą wyniki pracy techników policyjnych. Zamyślona spojrzała przez okno i zaczęła analizować rozmowę z Tingströmem. Kiedy zgodził się na to, żeby poprowadziła śledztwo, bardzo się ucieszyła. Nie mogła się pogodzić z myślą, że po powrocie ze zwolnienia lekarskiego musi wykonywać papierkową robotę, i to na czas nieokreślony. Czuła na sobie badawcze spojrzenia kolegów z pracy, ale niewielu miało odwagę ją spytać, jak się miewa po ataku szaleńca. Najczęściej spotykała się ze wzruszeniem ramion i słowami "Witaj w pracy". Zauważyła, że wszystko, co robi i mówi, jest dokładnie analizowane, jakby ludzie nie byli pewni, czy nadal jest tą samą bystrą Ingrid, która potrafiła się ostro odciąć, której nikt nie śmiał nadepnąć na odcisk i która dobrze wiedziała, czego chce. W świecie, w którym większość komisarzy stanowili mężczyźni, ciągle musiała udowadniać, że panuje nad sytuacją. Wiedziała, że nie wolno jej okazać słabości ani popełnić błędu, bo od razu byłaby skończona. Pamiętała, jaki los spotykał kobiety, które dosłużyły się stopnia komisarza, więc bardzo się pilnowała, żeby nie wpaść w tę samą pułapkę. Na korytarzu słychać było kroki i gwar ludzkich głosów, były coraz bliżej sali, w której miała się odbyć odprawa. Bergman głęboko odetchnęła i podeszła do białego flipcharta. Do pokoju wszedł Tingström, a razem z nim Malin Skogsby, Viking Johansson, Karin Falk i Nina Hamilton. Na samym końcu zjawił się Bertil Nilsson. Na widok Bergman rozmowy gwałtownie ucichły.
Chwilę później na korytarzu rozległ się inny dźwięk, a Bergman prawie od razu skojarzyła go z właściwą osobą. Czyżby to był Thomas? Przecież do pracy ma wrócić dopiero w przyszłym tygodniu. A jednak... W drzwiach pojawiła się charakterystyczna postać o wielkiej posturze. Opalony i świeży Alfredsson spojrzał na wszystkich i szeroko się uśmiechnął.
- Witam, witam - zawołał. - A raczej ciao, ciao, jak mówimy we Włoszech.
Jego zaraźliwy śmiech przerwał panującą w sali niezręczną ciszę. Bergman podeszła do niego i podała mu rękę.
- Witaj w ekipie - powiedziała, wykonując zapraszający gest. - Myślałam, że wrócisz dopiero w przyszłym tygodniu. Jak wam poszło na nagraniu?
Alfredsson głośno się roześmiał.
- Super. Ja też was witam. Chcieliście zacząć śledztwo beze mnie?
Bergman uśmiechnęła się i pokręciła głową.
- Nie, takie szczęście chyba nigdy mnie nie spotka. Opowiadaj, jak było we Włoszech. Myślę, że zanim zaczniemy odprawę, możemy ci poświęcić dziesięć minut. Co wy na to?
Przed pójściem na zwolnienie lekarskie Bergman zdążyła udzielić Alfredssonowi półrocznego urlopu, żeby mógł wziąć udział w kolejnej edycji programu "Gladiatorzy". Alfredsson uczestniczył w nim od wielu lat, a publiczność pokochała bohatera, którego w nim kreował. Bardzo mu się to przydawało w pracy. Ostatni odcinek nagrywany był w rzymskim Koloseum, czyli tam, gdzie dawno temu wszystko się zaczęło.
- Coś takiego... moje koleżanki i moi koledzy są tacy ciekawscy... Niestety, obowiązuje mnie klauzula poufności. Producent zmusił mnie do podpisania stosownego zobowiązania.
Alfredsson zrobił krótką pauzę, uśmiechnął się i kontynuował:
- Musicie grzecznie poczekać na emisję pierwszego odcinka. Telewizja pokaże go za dwa tygodnie. Na razie powiem tylko tyle, że nie przyniosłem wam wstydu. Wprost przeciwnie.
Bergman pokręciła z uśmiechem głową. Thomas nic się nie zmienił. Dobrze wiedziała, że mimo tych zapewnień nie będzie się mógł powstrzymać i w końcu się z czymś zdradzi. Wystarczy tylko poczekać i o nic go nie pytać, a sam zacznie im opowiadać o tym, co przeżył. Skorzystała więc z okazji i zmieniła temat:
- No cóż, ponieważ Thomas jak zwykle nie może uchylić rąbka tajemnicy ani opowiedzieć nam o nagraniu, zaczynamy spotkanie.
Na początek zreferowała przebieg porannych wydarzeń i zwróciła się do Niny Hamilton:
- Jak poszło przesłuchanie? Udało ci się porozmawiać z kobietą, która znalazła reklamówkę?
Hamilton skinęła głową i otworzyła notatnik, w którym zapisała treść rozmowy.
- Wspomniana kobieta codziennie rano idzie z psem na spacer. Za każdym razem wychodzi o tej samej porze i pokonuje tę samą trasę. Dzisiaj pies zachowywał się inaczej niż zwykle. Ciągnął za smycz z taką siłą, że zmusił swoją właścicielkę, żeby poszła za nim. Zaciągnął ją na lewą stronę parkingu, a kiedy zwietrzył zamrażarkę, prawie oszalał. Kobieta podkreślała, że nigdy nie pozwala mu chodzić własnymi drogami, ale dzisiaj pies się uparł, więc postanowiła zrobić wyjątek. Teraz szczerze tego żałuje, bo gdy zajrzała do reklamówki, ujrzała w niej ludzką stopę. Pies skakał wokół reklamówki i w końcu ją rozerwał, a kobieta uciekła i zaczęła wołać o pomoc. Więcej nie pamięta.
- Zeznała, że spaceruje tam codziennie... A spytałaś ją, czy widziała tam tę zamrażarkę wcześniej?
- Zrobiłam to, ale odparła, że nigdy nie była po tamtej stronie parkingu. Gdyby jednak zamrażarka tam stała, na pewno by jej nie zauważyła.
Do rozmowy włączył się Nilsson.
- Jak już wspomniałem, na miejscu zdarzenia zabezpieczyliśmy ślady opon. Jesteśmy prawie pewni, że należały do pojazdu, który przywiózł tam zamrażarkę. Ślady zachowały się na liściach i w glinie. Na tym etapie zaryzykuję stwierdzenie, że odciski pozostawiono zaledwie kilka godzin wcześniej. Nie jestem jednak na sto procent pewien, czy rzeczywiście należały do pojazdu, którym przyjechała zamrażarka, ale myślę, że nietrudno nam będzie znaleźć osoby będące w stanie zeznać, o której te rzeczy tam trafiły.
- Co masz na myśli? - spytała Bergman.
- Pewnie nie znajdziemy ani jednego świadka, który widział, jak ktoś wyładowywał zamrażarkę i reklamówkę na parkingu, ale jest wiele osób, które chodzą tam na spacery albo uprawiają biegi rekreacyjne. Być może ktoś nam powie, o której godzinie tych rzeczy tam jeszcze nie było.
- Musimy się skontaktować z właścicielami samochodów, które dziś rano stały na parkingu.
- Już się tym zająłem - odparł Johansson, machając kartką. - Mam nawet ich imiona i nazwiska. Zacząłem już porównywać numery ich wozów z rejestrem samochodów w wydziale komunikacji i po odprawie zamierzam to dokończyć.
- Świetnie. W takim razie wyślemy na parking kilku naszych ludzi, żeby porozmawiali z właścicielami samochodów, które tam parkują, z osobami, które przychodzą tam na spacer ze swoimi psami, a także z tymi, którzy uprawiają tam jogging albo przychodzą pograć we frisbee. Wydaje mi się, że do parkingu i ścieżki, która prowadzi do Apslätten, przylega też kilka boisk do gry w koszykówkę. Porozmawiamy ze wszystkimi osobami, które tam bywają, żeby zakreślić ramy czasowe, w których zamrażarka i reklamówka mogły trafić na parking. Takich świadków jak pani... jak ona się nazywa?... Elsa Karlsson... jest wielu. Interesują nas głównie te osoby, które przychodzą tam każdego dnia mniej więcej o tej samej porze.
- Nie mam na dzisiaj żadnych planów, więc mogę się tym zająć - zgłosił się Alfredsson. - Wprawdzie miałem wrócić do pracy dopiero w przyszłym tygodniu, ale chętnie zacznę już dziś.
Bergman uniosła kciuk.
- Świetnie, w takim razie weź sobie do pomocy Malin.
Potem odwróciła się do Nilssona i spytała:
- Dostałeś jakieś wieści z zakładu medycyny sądowej? Mają już coś konkretnego?
- Owszem. Poszedłem tam z Bobergiem, który nadal tam jest. Mieliśmy szczęście, bo zajęto się naszą sprawą od ręki. Stopa ma rozmiar czterdzieści pięć i najprawdopodobniej należała do mężczyzny. Pokażę wam kilka zdjęć.
Nilsson otworzył stojącą obok krzesła torbę i wyjął z niej plik kolorowych fotografii.
- Spójrzcie - powiedział, rozkładając je na stole. Wszyscy pochylili się w milczeniu nad zdjęciami, które przedstawiały rozerwaną reklamówkę i ludzką stopę. Znalezisko zostało sfotografowane z różnych ujęć. Stopa była pogryziona, ale i tak było widać, że jest gęsto owłosiona i pokryta licznymi żylakami. Paznokcie były długie i żółte.
Bergman poczuła, że robi jej się niedobrze. Dopiero po chwili zauważyła, że na zdjęciach nie było ani jednej kropli krwi.
- Dlaczego tam nie ma krwi? - spytała. - Czy to znaczy, że zanim stopa trafiła do reklamówki, ktoś ją dokładnie wyczyścił?
Nilsson przyglądał się zdjęciu przez kilka sekund, poprawił muchę, którą zawsze wkładał do koszuli, przygładził długie, ale rzadkie włosy i spojrzał na Bergman.
- Czy ktoś ma jakąś lepszą koncepcję niż Ingrid?
Bergman poczuła, jak wzbiera w niej złość. Chciała ostro odpowiedzieć, ale ugryzła się w język. Nie ma sensu wszczynać kłótni, bo na Nilssonie i tak nie zrobiłoby to żadnego wrażenia. Dalej wypowiadałby się w tak złośliwy sposób albo zrobiłby to, co mu się często zdarzało: wyszedłby z pokoju. Gdyby nie był najlepszym technikiem policyjnym w mieście, już wiele lat temu by go stąd pogoniła. Nikt się nie odezwał, więc Nilsson pochylił się nad stołem i oznajmił cichym głosem:
- Moim zdaniem istnieje tylko jedna odpowiedź na pytanie, które zadała nam Ingrid. Osoba, która amputowała stopę, najpierw upuściła z ciała krew.
- Co masz na myśli? - spytała Hamilton.
- W każdej rzeźni obowiązuje określona kolejność: zwierzę jest najpierw zabijane, a potem upuszcza się z niego krew, żeby usunąć ją z mięsa. Wiąże się to ze sposobem konserwacji i ma wpływ na późniejszy smak. Kiedy tusza trafia do ćwiartowania, krwi już w niej nie ma. Podobnie musiało być z amputowaniem tej stopy. Inna możliwość jest taka, że osoba, która to zrobiła, najpierw wykonała tuż nad miejscem amputacji coś, co nazywamy zastojem żylnym, żeby upuścić krew jedynie z dolnej części nogi. Sama amputacja została wykonana w sposób w pełni profesjonalny. Sprawca wykonał cięcie wokół golenia i łydki, jakieś pięć centymetrów nad kostką, a potem precyzyjnym uderzeniem ją odrąbał. To nie było dzieło amatora, tylko sprawnie i perfekcyjnie wykonany zabieg.
- Czy mógłbyś nam powiedzieć coś więcej o tym, w jakim stanie stopa jest obecnie? - spytała Bergman.
Nilsson wzruszył ramionami.
- Na to musimy ze dwa dni poczekać.
- A zamrażarka? Czy ktoś się nią zajął?
Nilsson znowu wzruszył ramionami.
- Logicznie rzecz ujmując, powinno tak być, ale dla zakładu medycyny sądowej priorytetem jest stopa. Odezwą się, jeśli będą mieli coś do przekazania.
- To mi nie wystarczy. Powinniśmy jak najszybciej ustalić, czy zamrażarka i stopa są ze sobą powiązane. Oba badania powinny być wykonane równolegle.
Bergman wyjęła telefon, żeby zadzwonić do zakładu medycyny sądowej. Po kilku sygnałach zgłosił się automat z informacją, że o tej porze nikt nie pracuje. Zadzwoniła więc do Olofa Hanséna, zastępcy naczelnika oddziału i lekarza medycyny sądowej, ale on też nie odebrał. Nagrała zatem swoje nazwisko i numer telefonu i poprosiła o szybki kontakt.
- Cholera! - powiedziała zdecydowanym tonem. - Musimy wiedzieć, czy w zamrażarce znajduje się reszta ciała. Wystarczyło podnieść pokrywę i zajrzeć do środka. Przecież to wielka różnica, czy mamy do czynienia z głupim dowcipnisiem czy z rzeźnikiem, który ćwiartuje swoje ofiary. Gdybyśmy brali pod uwagę wygląd stopy i to, że została amputowana w tak profesjonalny sposób, moglibyśmy dojść do wniosku, że do amputacji doszło ze względów medycznych. Potem ktoś, kto pracował w szpitalu i miał specyficzne poczucie humoru, wszedł w posiadanie odciętej stopy, włożył ją do reklamówki i zostawił na parkingu w Skat?s. Takie rzeczy już się zdarzały. To, że zamrażarka też tam była, nie musi oznaczać, że ma cokolwiek wspólnego ze stopą.
Bergman czuła, jak ból głowy staje się coraz bardziej intensywny.
- Nino, podzwoń po szpitalach, które przeprowadzają takie zabiegi na terenie Szwecji, i popytaj trochę.
- Okej.
- Zostawmy na razie stopę i zamrażarkę i skupmy się na tym, jak odnaleźć właściciela odciętej kończyny. Karin, przejrzyj rejestr osób zaginionych, może coś znajdziesz. Jutro przed południem pojadę do zakładu medycyny sądowej, żeby sprawdzić postęp prac w naszej sprawie.
Bergman spojrzała na zegarek i ku swemu zaskoczeniu stwierdziła, że jest już za kwadrans piąta.
- Następna odprawa jutro o trzynastej. Jakieś pytania?
Rozejrzała się po sali, ale nikt się nie odezwał.
- W takim razie widzimy się jutro rano, chyba że pojawią się jakieś nowe fakty. Jeśli ktoś będzie chciał się ze mną skontaktować, dzwońcie na komórkę.