Broniewski w potrzasku uczuć - Dariusz Pachocki

Reflow text when sidebars are open.
[1] Podanie z 11 maja 1932 roku.
[2] J. Broniewska, Maje i listopady, Warszawa 1967, s. 192.
[3] jw., s. 193.
[4] Eugenia Helman.
[5] J. Broniewska, Maje i listopady, dz. cyt., s. 199.
[6] jw.
[7] jw.
[8] Kalisz, 13 sierpnia 1933 r. List znajduje się w zbiorach Muzeum Władysława Broniewskiego w Warszawie.
[9] List z 28 sierpnia 1933 r.
[10] Zob.: M. Urbanek, Broniewski. Miłość, wódka, polityka, Warszawa 2011, s. 93.
[11] jw. s. 94.
[12] jw.
[13] Ślubów cywilnych wówczas nie było. W związku z tym, że oboje byli ateistami szukali dla siebie odpowiedniego rozwiązania. Kościół protestancki stawiał niewierzącym minimalne wymagania. Zob.: M. Urbanek, dz. cyt., s. 95.
[14] jw., s. 97.
[15] jw.
[16] Zachowały się listy Broniewskiego do dziesięcioletniej córki, którą nazywano Anką. Ich lektura pokazuje, że traktował ją jak dorosłą osobę i pisząc nie ukrywał żadnych treści. Zob.: Korespondencja Broniewskiego z córką 1941-1945, oprac. F. Lichodziejewska, "Pamiętnik Literacki" 1994, z. 3, s. 147-174. W wierszu pt. W zachwycie i grozie z tomu Anka poeta napisał: "Moja córka… Ach! żadnej kochance/ nie mówiłem tak siebie do dna/ Jak Ance…/ A była mi ona podobna".
[17] Aluzja do aborcji Janiny.
[18] Informacje z relacji Andrzeja Kazimierza Olszewskiego (rozmawiała Joanna Rozwoda) oraz mojej rozmowy telefonicznej z 24 listopada 2012 r.
Zob.: http://ahm.1944.pl/Andrzej%20Kazimierz_Olszewski/7?lang=en (dostęp z 22 listopada 2012 r.). Zob.: W. Boziewicz, Polski Kodeks Honorowy, Kraków 1919.
[19] Pukiel włosów, o których mowa zachował się w jednej z kopert.
[20] Centralny Instytut Wychowania Fizycznego na Bielanach w Warszawie powstał z inicjatywy marszałka Piłsudskiego. Został otwarty w 1929 r., a od 1938 funkcjonował pod nazwą Akademia Wychowania Fizycznego J. Piłsudskiego.
[21] Zob.: M. Shore, Kawior i popiół. Życie i śmierć pokolenia oczarowanych i rozczarowanych marksizmem, przekł. M. Szuser, Warszawa 2008, s. 219.
[22] J. Broniewska, Maje i listopady, Warszawa 1967, s. 211.
[23] W 1931 roku Borys Pilniak odwiedził Polskę. Broniewski przeprowadził z nim wywiad na temat życia i twórczości gościa oraz rosyjskiej literatury. Zob.: "Wiadomości Literackie" 1931, nr 7, s. 1.
[24] M. Urbanek, dz. cyt., s. 105.
Zdjęcie Władysława Broniewskiego z Legitymacji "Miesięcznika Literackiego" (1930 r.)
Zachowało się niewiele dokumentów, które mogłyby oświetlić kulisy romansu Broniewskiego z ówczesną studentką prawa - Ireną Helman. Podstawowym źródłem informacji będą tu listy poety, w znikomym stopniu wspomagane nielicznie zachowanymi listami jego adresatki. Korespondencja ta, przywodząca na myśl karty przedwojennego melodramatu, nie dostarcza zbyt wielu informacji o życiowej sytuacji Helmanówny. Dysponujemy jedynie strzępami informacji na jej temat, dlatego też trudno będzie zrekonstruować całą biografię czy choćby dwuletni wycinek, który dotyczy znajomości z Broniewskim. Korespondencja ta - co oczywiste - jest przede wszystkim historią romansu, który mimo zaprzeczeń poety, trwał jeszcze w roku 1935. Jednak nie jest to, na szczęście, wątek jedyny. Listy wypełniają dość nieduży obszar biografii poety, ale za to dokładnie i w zajmujący sposób zdają relację z niemal każdego tygodnia jego życia. Materiał wydaje się cenny między innymi dlatego, że lata 1933-34 nie zostały jeszcze przez biografów poety wnikliwie spenetrowane. Interesujące dla czytelnika mogą się okazać fragmenty opisujące wyjazd Broniewskiego do ZSRR (i opisy zastanej tam rzeczywistości) czy też jego próby wyjaśnienia lub usprawiedliwienia się przed kochanką ze swoich politycznych sympatii. Trudno też podejść obojętnie do jego zawiłych relacji z żoną Janiną, czy dobrze znanego - lecz pokazanego w nowym kontekście - wątku obrazującego słabość pisarza do córki Anki. Uwikłany w trzy miłości starał się on godzić je z pracą twórczą, co także znajdowało swój oddźwięk na kartach listów. Ciekawe są również informacje dotyczące powstawania niektórych wierszy, zapowiedzi niezrealizowanych pomysłów czy okoliczności związane z pracą Broniewskiego w "Wiadomościach Literackich". Korespondencja, która dziś trafia do rąk czytelników nie jest obszerna, lecz nie odbiera to jej wyjątkowo efektownej barwy, wielowątkowości i intensywności. Niniejszy tekst stanowi próbę rekonstrukcji minionych wydarzeń na podstawie listów oraz strzępów zachowanych dokumentów.
Zdjęcie Ireny Helman ze świadectwa dojrzałości (1930 r.)
Przyszli korespondenci pierwszy raz spotkali się w 1933 roku. Irena Helman miała wówczas 22 lata i była studentką prawa na Uniwersytecie Warszawskim. Jej akta osobowe przetrwały wojnę i są przechowywane w uniwersyteckim archiwum. Dzięki nim możemy uzupełnić naszą wiedzę o dodatkowe informacje związane z nią i jej rodziną. Warto byłoby zacząć od brzmienia nazwiska, gdyż pojawia się ono w dwu wariantach: Helman lub Hellman. Ona sama różnego typu podania podpisywała na dwa sposoby. Kwestię w jakimś stopniu może rozstrzygnąć świadectwo dojrzałości (z 31 maja 1930 r.), na którym występuje jako Irena Elza Helman urodzona 23 maja 1911 roku w Warszawie. W wieku dziewiętnastu lat - 10 września 1930 roku - złożyła podanie do rektora Uniwersytetu Warszawskiego z prośbą o przyjęcie na Wydział Prawa, a decyzją z 23 października 1930 roku została immatrykulowana. Nie zachowały się dowody, które potwierdzałyby, że studia podjęła. W następnym roku jej dokumenty trafiły ponownie na Wydział Prawa. Jednym z nich jest własnoręcznie napisany przez nią życiorys, datowany na 20 października 1931 roku. Ze względu na okoliczności warto przywołać go w całości:
Urodziłam się w Warszawie 23 maja 1911 r. Wyznania jestem mojżeszowego. Podczas wojny Rodzice moi wyjechali do Moskwy, gdzie przebywaliśmy do 1923 r. W 1920 r. podczas wojny bolszewickiej Ojciec mój jako polski poddany podlegał prześladowaniom ze strony władz - więziony był w Czerezwyczaju przez półtora roku. Po powrocie do kraju zastaliśmy cały nasz osobisty majątek w ruinie i Ojciec mój schorowany po więzieniu musiał się na stare lata na powrót jąć pracy. Doprowadziło go to do ciężkiej choroby sercowej i następnie zgonu, który nastąpił 17 grudnia 1930 r. W międzyczasie ukończyłam gimnazjum (31 maja 1930 r.) i wstąpiłam na Wydział Prawny U. W. Po zgonie Ojca mojego wskutek b. ciężkich warunków materialnych, w jakich się znalazłam, musiałam Warszawę opuścić, gdzie pracowałam w charakterze wychowawczyni-nauczycielki do 27 września 1931 r. Obecnie pracuję w charakterze korespondentki pism prowincjonalnych.
Anka Broniewska (połowa lat 30.)
Przyjęcie na uniwersytet poświadcza decyzja dziekana z 10 listopada 1931 roku, zobowiązująca ją jednocześnie do przedłożenia przed immatrykulacją "świadectwa moralności". Choć tym razem podjęła studia, sprawy nie układały się pomyślnie. Od samego początku Helman borykała się z problemami zdrowotnymi i finansowymi. Sytuację obrazują różnego typu pisma, zaświadczenia i prośby kierowane do władz uczelni. Jedno z podań mówi o ciężkiej chorobie, która przykuła ją do łóżka na dwa miesiące. W archiwum znajdziemy także dokumenty, które poświadczają jej trudną sytuację mieszkaniową. Wiele wskazuje na to, że w kwietniu 1932 roku całej rodzinie groziła eksmisja. Sąd grodzki wzywał w tej sprawie Anatola Helmana - brata Ireny - który po śmierci ojca przejął obowiązki głowy rodziny. Trzy tygodnie wcześniej przeszedł on operację, po której przez kilka dni pozostawał w szpitalu. Helman był wówczas studentem Politechniki Warszawskiej (Wydział Architektury). Wszystkie te nieszczęśliwe zdarzenia spiętrzyły się i musiały spowodować pogorszenie ogólnej kondycji Ireny. Dlatego też w maju 1932 roku złożyła podanie z prośbą o udzielenie jej urlopu zdrowotnego i przeniesienie egzaminów na "termin powakacyjny". Lekarz w zaświadczeniu sugerował komisji, że studentce potrzebny jest kilkumiesięczny urlop "zarówno fizyczny, jak i umysłowy". Sama zainteresowana, w podaniu do przewodniczącego Komisji Egzaminacyjnej z prośbą o przeniesienie egzaminów informowała, że jej choroba pochłonęła zaoszczędzone latem "i zgromadzone ciężką pracą" pieniądze. Ponadto, wciągnęła ją w długi, które powiększyły się w czasie, gdy brat przechodził ciężką operację. W piśmie tym znajdziemy także relację dotyczącą aktualnej sytuacji materialnej całej rodziny:
Obecnie wytoczyliśmy proces o zobowiązania należne zmarłemu w grudniu 1930 r. Ojcu mojemu i spodziewałam się, że przed ostatecznym terminem zdążę wnieść czesne i opłatę egzaminacyjną - w dniu dzisiejszym jednakże, dowiedziałam się, że wyrok zapadł dla nas względnie niepomyślnie, stronie przeciwnej bowiem pozostawiono możność wystąpienia z apelacją, co naturalnie całą rzecz przeciąga.
Dalej czytamy, że jedynym źródłem utrzymania Helman jest praca dorywcza, która nie wystarcza na utrzymanie trojga osób - matki, jej i brata, który po operacji nie był zdolny do podjęcia pracy. W cytowanym piśmie pojawiają się także informacje na temat przerwania podjętych rok wcześniej studiów: "z powodów zarobkowych przez szereg miesięcy pracowałam na wsi w nader ciężkich warunkach […] studiowanie w roku bieżącym było dla mnie połączone z wielkimi trudnościami - byłoby więc dla mnie klęską, gdyby rok obecny również przepadł"[1]. Podanie zostało rozpatrzone pozytywnie.
Końcówka 1932 roku przyniosła dobre wieści. Na karcie egzaminacyjnej pojawiły się wpisy poświadczające złożenie przez nią egzaminów z wynikiem pozytywnym. Ostatni wpis na karcie pochodzi z 27 grudnia 1932 roku. Po tym czasie Irena Helman prawdopodobnie znów wyjechała na prowincję i pracowała w charakterze nauczycielki w Śródborowie. Właśnie tam poznała Władysława Broniewskiego. Ich korespondencja zaczęła się prawdopodobnie równolegle z romansem. W połowie marca 1933 roku Broniewski pisał:
Śliczna Irenko!
Co to będzie? Ponosi i roznosi mnie! Przedwczoraj w Śródborowie razem wymyśliliśmy wiosnę i pewnie od tego zginiemy. Niebo jest takie głupio-niebieściutkie, że chyba i umrzeć pod niem nie żal. Zresztą, po co umierać? Czyż nie lepiej zajmować się wiosenną gramatyką: ja kocham, ty kochasz, on kocha itd.
Pisząc te słowa poeta miał trzydzieści sześć lat, a jego adresatka dwadzieścia dwa. Dalsze zdania tego samego listu pokazują, iż nie bronił się on przed nowym uczuciem:
Ty jesteś moje wiosenne szczęście śliczne jak sama wiosna. Całkiem kręci mi się w głowie z miłości. Co tu zrobić? poradź, pomóż!
Czy masz jeszcze te listki, które Ci wpiąłem pod beret? Robię się sentymentalny i dziecinny - widzisz, to są niezawodne oznaki tego, co Ci mówiłem tyle razy i ciągle chcę powtarzać.
Listy do młodej studentki odsłaniają zupełnie inną stronę osobowości Broniewskiego niż ta, którą objawił walcząc w legionach czy będąc przesłuchiwanym przez śledczych na Łubiance. W korespondencji tej ujawnia się Broniewski sentymentalny. Sielankę przerwała żona, która dowiedziała się o całej sprawie:
Wyjeżdżam na parę tygodni do rodzinnego domu, choć tam także nie zdobędę nowego zawodu, ani możliwości pracy w poprzednim. Za każdym powrotem, jakże bezcelowym, do opustoszałego mieszkania przyjaciele z ostrożnościami, ze współczuciem napomykają mi, że rysuje się na horyzoncie pewna sprawa, o której zazwyczaj żona (lecz i mąż także) dowiadują się ponoć ostatni. Kryzys małżeński wchodzi w drugą fazę: "Władka widuje się z pewną dziewczyną. Podobno studentka"[2].
Wiele wskazuje na to, że uzyskała tę informację od osoby postronnej. Co więcej, kiedy już sprawa wyszła na jaw, sam Broniewski nie miał odwagi powiedzieć jej o wszystkim osobiście:
Mnie wówczas wystarczyło, że Władek mi powiedział sam, a raczej napisał, pełen rozterki, o swym zarysowującym się uczuciu, prosząc mnie tylko o cierpliwość, bowiem sam nie wie, czy i jak się to nowe uczucie rozwinie. Cierpliwość. Cóż, nazwijmy to cierpliwością. Nie stać mnie jednak było na nią. Licho wie, czy słusznie nalegałam na niego, żeby wziął za tę dziewczynę pełną odpowiedzialność, żeby się z nią związał także oficjalnie. Miało się te gesty…[3]
Broniewski pozostawał niezdecydowany. Zdawał sobie sprawę z tego, że związek z Ireną Helman i wyprowadzenie się z domu oderwie go od uwielbianej córki i poważnie ograniczy ich kontakty. W liście z 24 marca 1933 r. czytamy:
Powiem teraz tylko tyle, że jestem między młotem a kowadłem, między dwiema wykluczającemi się wzajemnie możliwościami, z których każda jest dla mnie ważna i droga, i które chciałbym jakoś pogodzić. Jeżeli to się nie da zrobić, będę przeżywać dramat wewnętrzny jeżeli nie tragedię. A tu ani z nikim pogadać o tem nie mogę, ani samemu rozstrzygnąć, bo każde rozstrzygnięcie byłoby okrutnem wyrzeczeniem się, jeżeli nie podłością…
Sytuację komplikuje fakt, że adresatka poety chciałaby się ujawnić. W liście z 22 marca Broniewski stara się jej to wyperswadować:
Osobiste przedmioty Władysława Broniewskiego.
Jesteś w stosunku do życia zaborcza, zdobywasz świat z jakąś wewnętrzną pasją i ładnie to robisz. Czemuż miłość ma tu być ciężarem: troską zamiast najlepszą podnietą, otuchą, radością? Wydaje mi się, że tkwi w Tobie jakiś przesąd o konieczności ujawnienia i ustabilizowania tego, co masz dla mnie? A czy pomyślałaś o możliwościach naprawdę dramatycznych konsekwencji jakiegoś fałszywego kroku? Ja np. czuję w sobie teraz radość dzięki Tobie, nie czuję wobec nikogo winy, ale wiem, że gdybym w jakiś sposób stał się powodem cierpienia innych, szczęście moje byłoby tem zatrute. Ty może tak samo.
Poeta jest zdania, że po pewnym czasie sprawy same się należycie poukładają. Jednak nie wszystko idzie po jego myśli. W liście z 29 marca 1933 roku Janina pisała:
Nie tylko, że wrócić nie mogę, ale nawet pisać. Nie mamy wspólnego języka. Dopóki nie zrozumiesz, że naprawdę nie można mnie traktować jak idiotkę przez całe życie (zarówno pierwszy, jak i drugi list jest tego dowodem) - nie spodziewaj się ode mnie odpowiedzi.
Jeśli zaś uważasz obecne postępowanie tylko jako demonstrację, przeżycia zaś bardzo bolesne, kiedy obraziłeś moje najżywsze uczucia dla Ciebie - dąsami, czy możemy w ogóle z sobą mówić?
W międzyczasie o wszystkim dowiedziała się rodzina Helmanówny. Jej matka[4] postanowiła sprawnie zareagować. Wiemy o tym z relacji Janiny:
I w takim to stanie rzeczy moralno-materialnym zjawiła się nieoczekiwanie pewnego dnia w tym moim-nie-moim pokoiku bardzo zmieszana Świekra w towarzystwie nie znanej mi, starszej także pani. Ta już była wyraźnie bardzo podekscytowana, wysławiała się gniewnie, mocno zaciągając z rosyjska. Awantura była bardzo jakby gdzieś z XIX wieku, lecz owa starsza pani miała swoje powody. Wdowa po kupcu "pierwszej gildy" z carskiej jeszcze Rosji, nienawidząca bolszewików, wychowana wśród żydowskiej finansjery, lecz w kręgu samowara, co ani trochę nie wadziło w zachowaniu wierności obyczajom przodków talmudycznych - znalazła się w obliczu katastrofy rodzinnej. Więc zacząwszy od wizyty u matki Władka teraz już i wobec mnie zgłasza swój protest: za nic się nie godzi na ten skandaliczny "romans", nie tylko z gojem, lecz i bolszewikiem na dokładkę. I to ja, ślubna żona, mam się stać jej naturalnym sprzymierzeńcem[5].
Matka Ireny była zdziwiona, kiedy okazało się, że Janina nie ma zamiaru czynić swemu mężowi przeszkód:
I w ten dyskurs wpada nieszczęsny, najbardziej zainteresowany delikwent. Bodaj pierwszy raz zetknął się z mentalnością ewentualnej i przyszłej teściowej. Dawka to chyba bardzo mocna jak na początek. Ma przeciw sobie dwie już starsze panie i mnie również. Starsze panie są przeciw temu nowemu związkowi, a ja jak najbardziej zasadniczo - za.
I po dziś dzień nie umiałabym powiedzieć, dlaczego zwyciężyły dwie starsze panie. Delikwent lekkomyślnie składa niedoszłej teściowej solenną obietnicę, że więcej się nie zobaczy z młodą osobą, przebywającą w Kazimierzu nad Wisłą, skąd, nawiasem mówiąc, tylko co wrócił[6].
Broniewski starał się dochować obietnicy danej nestorce rodu, w związku z tym wynajdywał różne przeszkody, które opóźniały jego przyjazd do Kazimierza. Tak tłumaczył się Irenie:
Pech mnie prześladuje z tym wyjazdem do Kazimierza. W sobotę o dwunastej szedłem do domu i niestety, wstąpiłem na chwilę do "Nowej Gospody", tam spotkałem znajomego, z którym rozstałem się rano w "Adrii". Budzik postawiłem sobie nad głową, i mimo to nie obudziłem się. Oczywiście jestem winowajcą, miej jedynie wzgląd na to, że się przyznałem szczerze. Chcę przyjechać do Ciebie we środę - ruiny zamku.
Jeszcze bardziej może dziwić fakt, że - po rozmowie małżonków - to Janina pojechała, w imieniu męża, rozmówić się z Helmanówną:
I wzięłam na siebie wyjazd do Kazimierza, trudną z początku rozmowę, bo nietypową w takich okolicznościach, przywiozłam niedoszłą ofiarę sądu familijnego, po nocy spędzonej w moim pokoju u Sławków, pod skrzydła matki. W domu, bodaj przy Królewskiej, wśród kupieckich mahoni odbyła się scena może i wzruszająca, lecz trącąca nieco melodramatem. Matka wyraziła mi wdzięczność, może i szczerze, córka również, choć to raczej nienaturalne.
Po pewnym czasie żonę Broniewskiego znowu odwiedziła matka Ireny, tym razem wspierana przez jej brata:
Student politechniki, zupełnie przyjemne chłopczysko, zmieszany swą misją i niepewny mojej reakcji. Szczerze stroskany losami siostry i cierpieniami matki nie pogodzonej z takim obrotem rzeczy.
Cóż mi pozostało, jeśli nie konsekwentnie zapewnić go, że nadal nie stawiam żadnych przeszkód młodej parze, a przeciwnie życzę obojgu szczęścia i wyprowadzam się z tego niepotrzebnie, jak się okazało, wspólnego mieszkania?[7]
Broniewski starał się raczej ukrywać charakter swych relacji z Ireną Helman, do czego i ją przekonywał. Jednak wiadomość o romansie zataczała coraz szersze kręgi. W sierpniu 1933 roku otrzymał list od teściowej, która dowiedziała się o wszystkim od córki. List Jadwigi Weissenberg do Broniewskiego świadczy o tym, że Janina nową sytuację przyjęła z dużo mniejszym spokojem, niżeli wynikałoby to z jej późniejszych relacji. Czytamy w nim:
Janka wyjechała dziś rano do Warszawy, ale w takim usposobieniu, że jestem zmuszona pisać do Ciebie. Z chwilą, kiedy chodzi o nieszczęście dziecka nie ma dla mnie niedyskrecji. Wiem od Niej wszystko i rozumiem, że inaczej postąpić nie mogła, bo taka sytuacja była dłużej niemożliwa. Co o tym myślę i jak trudno mi się z tem wszystkiem pogodzić - to mniejsza. Ale chodzi o los, przez nas wszystkich kochanego dziecka. Zrobię wszystko, co będę mogła, żeby Wam ulżyć, czy pomóc. Anusia, jak zwykle przy wszystkich zmianach, została u mnie, gdzie Jej w obecnej, tak ciężkiej dla Was obojga chwili, jest najlepiej, bo dla mnie jest przecież Ona wszystkiem, i możesz Ją w każdej chwili odwiedzić[8].
W tym samym liście teściowa Broniewskiego przyznała, iż ciężko jej patrzeć na całą tę trudną sytuację także z tego powodu, że jej córka przeżywa jakby jej własną historię małżeńską. Sądzi, że w Janinie nastąpił "bolesny przełom" i niczego nie da się odwrócić. Dlatego też prosi zięcia, by pozwolił żonie odejść i zacząć życie od nowa. Deklarowała także swoją pomoc, na koniec dodając:
Nie zrozum mnie źle, ani tego listu, ani moich intencji, ale wybacz przygnębionej matce, bo nie wiem na razie nawet adresu Janki. Takie już jest życie. Życzliwa matka.
Z treści kolejnego listu, który Broniewski otrzymał od Weissenbergowej wiemy, że wszedł z nią w korespondencyjny dialog. Tym razem teściowa, choć życzliwa, pewne kwestie przedstawiła jasno, oceniając postępowanie Broniewskiego dość jednoznacznie:
Widzę więc, że się wytworzyła ciężka sytuacja, na którą nie mogę mieć wpływu, cierpię nad tym niewymownie, i żal mi Was obojga zarówno, ale Ty widzę bierzesz te sprawy z innej strony, że tak powiem egoistycznej, i chcesz je tak przeprowadzić, że Ona się powinna na wszystko zgodzić, co nie jest zgodne z Nią i jej wymaganiami, i potrzebami serdecznemi, a choćby nawet ambicją, czego nie można nazwać przecież wadą[9].
Broniewski - mimo wszystko - prosił teściową o wstawiennictwo. Miała ona przekonać córkę, by przez jakiś czas nie podejmowała drastycznych kroków. Jednak żądał zbyt wiele:
Jesteś widocznie wyczerpany nerwowo, i też dosyć niewyrozumiały dla Janusi, bo jakbyś inaczej mógł żądać, aby Ona, widocznie kochająca żona, mogła się zgodzić na takie pół życie, przy Twoich osobistych sprawach, które Cię widocznie tak zaabsorbowały i uwiązały, że przewyższyły uczucia, o których piszesz do Janusi.
Władysław i Janina Broniewscy z córką Anką nad Morskim Okiem (1933 r.)
Poecie bardzo zależało na załagodzeniu sprawy z żoną. Nie było to łatwe zadanie, gdyż niewątpliwie miała ona w pamięci historię z okresu ich narzeczeństwa. Pomiędzy czasem poznania - w 1924 roku - a ślubem - w 1926 roku - poeta zasypywał przyszłą żonę miłosnymi czułostkami, rozdzierały go porywy nowego uczucia: "Spać nie mogę, włóczę się po mieszkaniu, pokładam na różnych meblach i ciągle, ciągle myślę o Tobie". Janina była dużo bardziej powściągliwa w wyrażaniu uczuć, które wolno, choć sukcesywnie pączkowały. I oto na kilka miesięcy przed ślubem, wiosną 1926 roku Broniewski "wdał się w romans z Wandą Sz., przypadkowo poznaną krakowianką"[10]. Być może romans ten nie wyszedłby na jaw, gdyby nie fakt, że kochanka poety zaszła w ciążę. Poeta, kiedy tylko się o tym dowiedział, poinformował o wszystkim Janinę. Zapewniał ją, że krakowska znajomość nie ma dlań znaczenia i że zażądał od kochanki usunięcia ciąży. Jednak miała ona inne plany, gdyż chciała to dziecko urodzić. Broniewski starał się ją od tego odwieść:
Co poczniesz z dzieckiem, które chcesz mieć? Co na to powie twoja rodzina, znajomi? Czy zdajesz sobie sprawę, że to dziecko, które teraz w imaginacji tak kochasz, później może być Ci kulą u nogi i być przez Ciebie przeklęte, a i ono może Ciebie przekląć. Takie dzieci nie są szczęśliwe. […] Ty musisz to dziecko zniszczyć, póki czas. Zrobisz to, jeśli mnie kochasz[11].
Równolegle zabiegał o to, by załagodzić sprawę z narzeczoną. Żalił się, że kobieta nie chce usunąć ciąży: "Nie chce likwidować tego, co wiesz […] odgraża się, że do Poronina nie pojedzie"[12]. Broniewski nie widział lub nie chciał widzieć niestosowności swego zachowania. Omawiał swe sprawy z przyszłą żoną, jak z kolegą od kieliszka. Mimo wszystko Janina dała się przebłagać i ślub odbył się 28 listopada 1926 roku w kościele ewangelicko-augsburskim[13]. Młoda małżonka szybko zaczęła jednak odnosić wrażenie, że poeta nudzi się w jej towarzystwie. Zaczęło się to ujawniać już podczas ich "miesiąca miodowego", który spędzali w Kaliszu (mieszkała tam teściowa Broniewskiego). Poeta przestał być radosny i miły, chciał jak najszybciej wrócić do stolicy. Wspólne mieszkanie przyniosło rozczarowanie. Mieli różne dobowe rytmy: "Po południu, kiedy on wyspany, wyświeżony i pachnący ulubioną lawendą wyruszał na dyżur do "Wiadomości Literackich" (a potem na eskapadę), ona siadała do poprawiania zeszytów albo szła do szkoły na wywiadówkę"[14]. Kolejny raz, we właściwy sobie sposób poeta przekonywał żonę, że wkrótce przestaną się kłócić, gdyż żyją jak stróż nocny z praczką: "Nie widują się to i pełna harmonia"[15]. Trzy lata później urodziła się im ukochana córka Broniewskiego - Joanna. Nazywał ją pieszczotliwie - "córką-bzdurką" i nie widział poza nią świata[16]. Wraz z dzieckiem przyszły jednak nowe obowiązki i kłopoty, które jeszcze bardziej sprowadzały go na ziemię. W takim kontekście rozpoczął się jego kolejny romans, z Ireną Helman, w objęcia którego wszedł z dużym zaangażowaniem i autotroską. Tym razem dużo trudniej było obłaskawić żonę, tym bardziej, że Broniewski unikał podjęcia konkretnych decyzji. Nie chciał rezygnować z nowej miłości, ale także nie chciał rozwodu, który wiązałby się z wyprowadzką z domu. Byłoby to równoznaczne z poważnym ograniczeniem kontaktów z najukochańszą córką, a tego chciał uniknąć. Starał się więc utrzymać patową sytuację najdłużej, jak to tylko było możliwe. Próbując zadowolić wszystkie strony konfliktu, nie zadowalał żadnej z nich. W związku z tym, iż obiecał rodzinie Ireny nie widywać się z nią obrał sobie za pośrednika własną żonę. Posłał ją z misją do Kazimierza Dolnego, gdzie przebywał obiekt jego uczuć. Taki ruch miał go usprawiedliwić w oczach wszystkich. Przed matką Ireny - której pokazał w ten sposób, że nie łamie obietnicy; przed żoną - że unika kontaktów i nie ma przed nią tajemnic, i wreszcie przed samą zainteresowaną - że się stara, ale trudności się piętrzą. W liście z 31 sierpnia 1933 roku pisał:
Władysław i Janina Broniewscy z córką Anką (1930 r.)
Mógłbym albo, zrywając z całym światem, pozostać z Tobą w dotychczasowych stosunkach, albo przestać się widywać. Szereg przyczyn zarówno wewnętrznych jak i zewnętrznych zmusza mnie do wybrania tego drugiego. Wierz mi, kocham Cię, i to wszystko cośmy przeżyli wspólnie nie jest dla mnie przejściowym epizodem, który mógłbym wewnętrznie zlekceważyć. Wytłumaczy Ci wiele Jaśka, która jedzie do Ciebie nie w charakterze mojej żony, ale - przyjaciela. Chciałbym, żebyś ją przyjęła z pełnem zaufaniem i - jeżeli możesz - przyjaźnie. Całuję Twoje ręce.
Przekonywał, że wybrał na pośredniczkę żonę, gdyż darzył ją pełnym zaufaniem. Ponadto prosił Helmanównę, by napisała do niego kilka słów i przekazała Jaśce.
Wiele wskazuje na to, że żona kolejny raz dała Broniewskiemu szansę poprawy. Nastąpiła zgoda, czego wyraźnym śladem była też przerwa w korespondencji z Helmanówną. Broniewski zabrał rodzinę do Zakopanego. Na efekty tego pojednania nie trzeba było długo czekać, ale w liście 17 listopada 1933 roku poeta pisał znowu do Ireny:
Widzisz, to się nazywa pomyślne rozwiązanie kompleksu, który zaczął się na nowo po Kazimierzu, a skończył dopiero teraz. Bo muszę Ci powiedzieć, że ten krótki po-kazimierzowski okres mojego pojednania z żoną wydał pewne owoce, które w ubiegły piątek zostały zlikwidowane[17]. Jaśka leżała trzy dni i teraz nie tylko nie ma zagadnienia, co z tem począć, ale i prawie cała jej histeria po tem zabiegu znikła. Jestem więc wolny jeśli chodzi o stronę wewnętrzną tych spraw, jeśli chodzi o to poczucie wyrządzanej krzywdy, które mi tak dokuczało. Pozostają nadal formalności i sprawa pieniędzy potrzebnych nam do życia. Ale teraz, kiedy największy kamień z serca spadł, i z tem pójdzie łatwiej.
Kilka dni później wysłał kolejny list, w którym znów nawiązał do sygnalizowanej poprzednio sprawy:
Po cóż Ci pisałem o epizodzie likwidacyjnym tych spraw, które faktycznie przecież skończyły się dawno, które nie miały innego znaczenia prócz negatywnego, i teraz kiedy jest tak szczęśliwie po wszystkiem, Ciebie to jeszcze boli jak miejsce po wyrwanym zębie. I ten "żalik", to może z powodu odrobiny rozczarowania, że nie cieszysz się tak jak ja, że opadły Cię jakieś smętne refleksje.
(Warszawa, 20 XI 1933 r.)
Chęć zadowolenia wszystkich stron konfliktu była katalizatorem problemów i komplikacji. W listach do Ireny poeta nie ukrywał, że spodziewa się wszystkiego "włącznie z rzeczami najgorszemi". Wydawało mu się, że ich plany "połączenia się" wzbudziły w jej rodzinie oburzenie i wstręt między innymi dlatego, że z ich perspektywy Broniewski był "człowiekiem nikczemnym i do tego "gojem"". Sądził, że matka przeżywała z tego właśnie powodu "wstrząśnienia nerwowe", które udzieliły się także bratu Ireny. Ten nie wierzył w czyste intencje poety i wyzwał go na pojedynek. Zdarzenie to przywołał w swym wspomnieniu Andrzej Kazimierz Olszewski, którego matka, Wanda Olszewska, podczas niemieckiej okupacji ukrywała Irenę Helman we własnym mieszkaniu:
O tą Irenę Hellman co Broniewski, jak to się mówi, ją podrywał czy coś takiego. A wtedy spojrzenie na kobietę bardziej łakome mogło zakończyć się pojedynkiem. Całe szczęście, te czasy minęły, te molestowania to biznesy są tylko. Na pojedynek go wezwał Hellman i ojciec miał być sekundantem w tym pojedynku. Kupił sobie, mam na półce w tamtym pokoju, Kodeks postępowania honorowego pułkownika Boziewicza, gdzie można pękać ze śmiechu, te pojęcia honoru wtedy, honor to jest święta rzecz, ale to były po prostu humory. Na przykład nie można się było z drukarzem pojedynkować, bo drukarz nie miał praw honorowych na przykład. To można czytać dla rozrywki. Ojciec [Czesław Olszewski - D. P.] na ten pojedynek, zdaje się, poszedł i tak się zaczął śmiać, że mu poważnie podziękowali, że nie może być śmiejący się sekundant, i zrezygnował z tego. Ale to jest fakt autentyczny z tym pojedynkiem Władysława Broniewskiego z panem Tolo Helmanem o Irenę Helman[18].
W liście z 17 października 1933 roku Broniewski relacjonował kochance sprawy związane z pojedynkiem, który odbył się poprzedniego wieczoru. Zwracał uwagę na to, że nie chciał zrobić krzywdy młodemu Helmanowi, ale nie miał zamiaru puścić zniewagi płazem:
póki żyję w tym kraju, nie zamierzając zerwać z nim na stałe, muszę się liczyć z panującą tu obyczajowością i zająć stanowisko takie, które by nakazywało innym szacunek dla mnie. Inaczej nie mógłbym tu żyć - po prostu nie wytrzymałbym psychicznie nacisku.
Już sam początek cytowanego listu brzmiał intrygująco, choć także nieco melodramatycznie:
Zanim zaczniesz czytać ten list, uważaj: włożyłem do koperty kilka moich własnych włosów[19], które Twój brat uciął mi z głowy szablą. No, list rozpoczęty groźnie. A teraz słuchaj, a właściwie czytaj.
Dzięki dokładnej relacji, którą Broniewski chciał być zdać Irenie, znamy przebieg zdarzenia. Wiemy że - jako stronie obrażonej - przysługiwało mu prawu wyboru broni. Broniewski najpierw zdecydował się na pistolety, jednak jeden ze świadków zwrócił uwagę na to, że mogą one "pociągnąć za sobą zanadto tragiczny rezultat w stosunku do tła konfliktu i zaproponował lekkie szable". Broniewski zgodził się na takie rozwiązanie, jednak to:
pociągnęło za sobą niezręczną przeszło zwłokę, ze względu na żądanie - uzasadnione przepisami - udzielenia czasu na naukę fechtunku. Nb. nauka ta i mnie była potrzebna, bo przecież na wojnie szabli się nie używa.
Z tego powodu Broniewski jeździł dwa razy w tygodniu na Bielany, gdzie w Centralnym Instytucie Wychowania Fizycznego[20] uczono go fechtunku.
Pojedynek odbył się 16 października o godzinie 2230. Broniewski nie był zadowolony z wyników:
błahy rezultat faktyczny. Obaj odnieśliśmy drobne zadraśnięcia i na tem się skończyło. Osobiście byłem przygotowany na kilkutygodniowe wylizywanie się z ran jednego z przeciwników. Okazało się jednak, że lekkie szable to dziecinna broń i żeby tem zrobić komuś krzywdę, trzeba się bardzo namęczyć.
Zdjęcie Anatola Helmana z legitymacji studenckiej Politechniki Warszawskiej (ok. 1925 r.)
Najbardziej jednak drażniła go atmosfera celebracji "arbiter, sekundanci, lekarz, kodeks Boziewicza itp. idiotyzmy". Po dwóch starciach lekarz orzekł, że serce Anatola Helmana nie pozwala mu na prowadzenie dalszej walki. Honorowi stało się zadość i Broniewski w towarzystwie lekarza i sekundantów wziął udział w "nieodzownej popijawie". Do domu wrócił o piątej nad ranem.
Sprawy chwilowo się uspokoiły, więc Broniewski zaczął snuć wybiegające w przyszłość plany. W liście z 20 listopada 1933 roku pisał:
Chciałbym bardzo, żebyś mogła już nie wracać na Królewską. Ale jak to zrobić?
Próba przekonania Ireny, by nie wracała do matki nie oznaczała wcale perspektywy wspólnego zamieszkania. Poeta chciał jedynie sprawić, by kochanka uwolniła się spod rodzinnej kurateli. Nie w smak mu była natychmiastowa wyprowadzka z własnego domu:
Widzisz, gdybym wiedział, że potrafisz nie ulec presji Twojej matki i pomieszkać sama przez tych parę tygodni, może bym się postarał o trochę grosza dla Ciebie na ten okres.
Broniewski wymyślał różne sposoby na to, by odizolować Helman od rodziny, która w jego przekonaniu mieszała w głowie jego kochance:
To co Ci pisałem o ewentualnem przejściu na kalwinizm, było podyktowane właśnie troską o Twoje usamodzielnienie, bo o ile się orientuję sprawy wyznaniowe mają dla Twojej matki największe znaczenie. Taka więc zmiana wyznania oznaczałaby może całkowite zerwanie stosunków przynajmniej na pewien czas.
Opisanych tu planów nie udało się Broniewskiemu zrealizować. Wciąż nie był zdolny do podjęcia radykalnych decyzji. Zbyt mocny był jego związek z córką. Siła tych relacji niejednokrotnie znajdowała odzwierciedlenie w cytowanych listach. Kiedy stanął przed wyborem: pojechać na umówione spotkanie z kochanką, czy zostać z chorą córeczką - decyzja była oczywista. W liście z 23 listopada 1933 roku pisał:
Jeżeli do soboty temperatura nie spadnie, nie będę mógł wyjechać. Z jutrzejszego mojego listu zorientujesz się na co się zanosi, a niezależnie od tego zatelegrafuję w sobotę popołudniu: "Anka zdrowa" albo "Anka chora" i podpis: Zosia. Nie wiem tylko czy depesza nie wzbudzi tam dużej sensacji, w takiem razie mogłabyś zatelefonować, co jednak jest szkodliwe dla Twojej chudej kieszeni.
W listach Broniewskiego do Helman pojawiają się także kwestie, które nie są związane z ich romansem. Poeta dosyć często pisał o literaturze czy pracy w redakcji "Wiadomości Literackich". Zdarzało się, że komentował cudzą twórczość:
I cóż Ci jeszcze napisać, jaskółeczko? Smutno mi jakoś. Rozmawiałem wczoraj z jakimś początkującym poetą, który pokazywał mi w "Nowej Gospodzie" swój wiersz. Strasznie mu zależało na mojej ocenie. Zaproponowałem mu, żeby w trzydziestu słowach, nie więcej, powiedział mi, co chce pisać i dlaczego. Zaczął: "Chcę pisać, że mi smutno…", a potem bąkał coś, zmarnował 30 słów i odebrałem mu głos. Ot, powiedział co wiedział. Może i ja jestem takim idiotą?
(Warszawa, 24 X 1933 r.)
Dużo więcej wyrozumiałości miał dla Helmanówny. Przekonywał ją, iż posiada literackie predyspozycje, dlatego też powinna zająć się pisaniem. Nie chciał jej podsuwać tematów, ale podpowiadał, że należy zająć się czymś, co się dobrze zna i pisać o sobie, bliskich:
i sytuacji nie wyciągać za uszy, tylko lekko szminkować rzeczywistość. To byłby dobry start do dalszych etapów pisania, gdzie większą rolę grać będzie fantazja. Postąpisz zresztą, jak będziesz chciała. Pragnąłem tylko podsunąć Ci myśl o pisaniu bezinteresownem, tzn. nie rzeczy zarobkowych i obliczonych na czytelnika o innym poziomie umysłowym. Spróbuj.
(Warszawa, 24 X 1933 r.)
Przy wszystkich zachętach potrafił także pisać w dość bezpośredni sposób o niezgrabnościach językowych, które raziły go w listach ukochanej:
Na zakończenie parę uwag, o które nie pogniewaj się: ostatnio w listach zaczynasz sadzić mnóstwo błędów stylistycznych. Zwracam Ci na nie uwagę, bo chcę, żebyś tak ładnie wysławiała się, jak wyglądasz. Zwłaszcza niedzielny list. Piszesz tam: "ćmi mi się za tobą". Trzeba: "cni mi się bez ciebie", chociaż i to niezręcznie. W każdym bądź razie nie "ćmi". I nie: "o czem cię prosiłam", ale "o co cię prosiłam". Mam nadzieję, że się nie pogniewasz za te praktyczne i życiowo ważne uwagi.
W innym liście pisał:
Dzięki za długi, miły list. Bardzo mi z nim było dobrze i ciepło kiedy o czwartej, prosto z łóżka, przyszedłem do redakcji. Zimno mi się robiło na widok rusycyzmów, któremi ostatnio sypiesz coraz obficiej. Ale to nic - nauczysz się wkrótce tej mojej jedynej specjalizacji: języka polskiego.
(Warszawa, 12 XII 1933)
Nic nie wiadomo na temat ewentualnych literackich prób Ireny Helman, choć rozwijała swój dziennikarski warsztat. Tym zajęciem parała się przecież jeszcze zanim poznała Broniewskiego.
Listy poety przynoszą nam także cenną wiedzę dotyczącą jego światopoglądu:
"Klasowość" artysty polega głównie na ideologicznem oparciu, na przekonaniu, iż walcząc o interesy klasy, walczy się o całą bezklasową ludzkość. Tej naczelnej idei służy artyzm nie w sensie jakiegoś narzuconego przymusu, ale po prostu dlatego, że inaczej nie może. Oczywiście można inaczej, ale na to trzeba być wrogiem tej koncepcji świata. Tak zwana "niczem nie skrępowana twórczość", to bujda: żyjemy w prawdziwym świecie i myśleć musimy rozsądnie.
(Warszawa, 31 X 1933 r.)
W przekonaniu poety rozsądek w sztuce jest skoordynowaniem twórczości z najwyższymi celami człowieka. O wielkości sztuki stanowi rozstrzyganie wielkich zagadnień:
A pięknoduch, któremu to wszystko jest obojętne, któremu chodzi wyłącznie o tzw. cele estetyczne, nie osiągnie nawet tych ostatnich, pozostanie w gruncie rzeczy obojętny dla wszystkich. A nie żyje się, nie tworzy w próżni.
Broniewski w tym samym liście zwraca kochance uwagę na to, że są rzeczy ważniejsze od ich uczucia:
[…] przecież Ty musisz jakoś zrozumieć te sprawy. To co napisałem wyżej - to o sobie i o socjalizmie, chociaż wydawałoby się, że o czemś innem. Chciałbym, żebyś zrozumiała we mnie to jakieś poczucie odpowiedzialności za świat i wszystko co z tego wynika. Zrozum, że są rzeczy wyższe i ważniejsze niż moje i Twoje życie, niż nasza miłość nawet. I zrozumiawszy to, można żyć pełniej, mądrzej, piękniej.
Z wysokich korespondencyjnych tonów ściągała poetę w dół dynamicznie zmieniająca się rzeczywistość. Okazało się, że zgotowała mu ona niespodziankę, która mogła rozwiązać jego aktualne problemy. Pisał o tym do Ireny:
Pierwszy to raz mi się zdarza widzieć zakochaną żonę… w kim innym. I wiesz, może jeszcze jakieś trzy-cztery miesiące temu niepokoiłoby, mnie to bolało - czy ja wiem? - a teraz myślę o tem z uczuciem dużej ulgi. To idiotyzm był, tak się wzajemnie mordować przez szereg miesięcy jak ja z Jaśką.
(Warszawa, 17 XI 1933 r.).
Władysław Broniewski z córką Anką (połowa lat 30).
Poeta nie cieszył się wcale tak, jak można byłoby się tego spodziewać. Zastanawiał się bowiem nad tym, jak nowa sytuacja wpłynie na jego relacje z córką. Wierzył jednak, że wszystko poukłada się po jego myśli. W kolejnych jego listach do Helmanówny znajdujemy więcej informacji na temat nowej znajomości żony poety:
Jesteśmy w bardzo przyjaznych stosunkach, człowiek ten jest i miły i wartościowy. Jaśkę od paru dni opuściła i cała histeria i zgorzkniałość jaką sobie i mnie przez dłuższy czas zatruwała życie. Mogę nawet powiedzieć, że moja postawa wobec tej nowej sytuacji osobistej Jaśki powoduje z jej strony pewną serdeczność dla mnie. Mój "następca" posiada jeszcze i ten walor, że b. dobrze zarabia, co poważnie ułatwi mi sytuację życiową.
(Warszawa, 19 XI 1933 r.)
Wiele jednak wskazuje na to, że była to raczej postulatywna rzeczywistość, która ułatwiłaby Broniewskiemu poukładanie spraw zgodnie z własnymi pomysłami. Póki co, spotkania z ukochaną przypominały czasem sceny z filmów detektywistycznych. W liście z 19 grudnia 1933 roku poeta rysował plan działania:
W czwartek więc spodziewam się Ciebie. Na dworzec wyjdę, ale będę się trzymał na ostrożności, żeby nie wpaść na kogoś z Twojej rodziny. Będę stał przy wyjściu na Chmielną - jeżeli będziesz sama to wyjdź tamtędy, jeżeli nie sama to kieruj [się] inną drogą. W razie gdybyśmy się nie spotkali, a Ty byś przyjechała będę tego samego dnia o 9-ej-930 w Ziemiańskiej na Marszałkowskiej i następnego o 1230-130. W ostateczności telefon do redakcji, no ale to to sama wiesz.
Nic nie wskazywało na to, że w najbliższej przyszłości miałoby być lepiej, spokojniej. Dlatego też Broniewski wytrwale zabiegał o możliwość wyjazdu do Rosji i obiecywał, że po zakończeniu podróży urwie "niemądre ceregiele" z rodziną ukochanej. Ponadto przekonywał:
Po moim powrocie z Rosji zabiorę się energicznie do spraw związanych z naszem połączeniem się.
Sen z powiek spędzała mu sprawa najważniejsza - Anka:
[…] za godzinę wyjeżdża do Kalisza Jaśka z Anką. Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że to jest właśnie ta chwila rozejścia się po 7-letniem pożyciu. Patrzę na Ankę, która bawi się na podłodze i smutno mi jakoś na myśl, że już nie będę mieszkał przy niej, że będę już tylko takim tatusiem, który przychodzi z wizytą. Kto wie, może takiego córeczka będzie mocniej kochać? A może stopniowo będzie zapominać o mnie.
(Warszawa, 3 XII 1933 r.)
Marzeniem poety byłoby:
żeby w przyszłości wytworzyły się dobre stosunki pomiędzy Tobą a Jaśką, bo inaczej moje stosunki z dzieckiem byłyby utrudnione.
(Warszawa, 5 XII 1933 r.)
Sprawy związane z wyjazdem wciąż się komplikowały. Jednak perspektywa podróży rysowała się coraz wyraźniej. Broniewskiemu udało się wreszcie załatwić paszport:
Okazuje się, że w Oświacie zbyt ogólnikowo podano cel mojego wyjazdu, więc zwrócono tam celem skonkretyzowania. Przypuszczam więc, że paszport będzie już w tym tygodniu, ale wykupię go po Nowym Roku, bo teraz nie ma floty, i dopiero w pierwszych dniach stycznia wyjadę.
(Warszawa, 18 XII 1933 r.)
Irena Helman w liście do poety delikatnie dawała do zrozumienia, że chętnie wybrałaby się w podróż razem z nim. Roztaczała wizję wspólnych spacerów po Moskwie:
Słuchaj, a może Ci jest potrzebna sekretarka ze znajomością rosyjskiego i francuskiego i maszyną na wyjazd do Rosji? Młoda, dość przystojna i reprezentatywna? Wymagania b. skromne. Nie zawadzałaby Ci w niczem, trzeba by ją tylko było przewieźć przez granicę, a potem zjawiliby się liczni wujkowie, kuzynowie i ciotki i zabraliby ją i karmiliby i poili i wozili przez te 2 miesiące. To są naturalnie żarty i wytwory mojej bujnej fantazji.
A jak miło by było, gdyby tak mogło być naprawdę! Chodzilibyśmy po kochanej Moskwie, pokazywałabym Ci moje ulubione miejsca, odwiedzalibyśmy rodzinę i przyjaciół a potem pojechalibyśmy gdzieś daleko. (Niedziela, 5 XI [19]33 r.)
Jednak Broniewski chciał oderwać się od skomplikowanej życiowo sytuacji i od wszystkich osób, które były w nią wplątane. W liście z 7 listopada 1933 pisał:
Twój dzisiejszy projekt wyjazdu razem ze mną rozważałem całkiem poważnie. Nie potrzebuję Ci chyba mówić jak bardzo by to mnie ucieszyło, ile radości dodałoby to mojej podróży. Co jednak stoi na przeszkodzie? Przede wszystkiem tzw. stan cywilny. Trzeba by najpierw przeprowadzić rozwód, co trwa dość długo, bo gdybyśmy byli ze sobą jako dwoje nie związanych ze sobą formalnie ludzi, nie miałbym dostatecznego tytułu do opieki nad Tobą i nie mógłbym się z Tobą połączyć […]. Pozostają jednak trudności i koszty paszportu, wizy itp.
Po wielu staraniach i administracyjnych perturbacjach udało mu się wyjechać - bez kochanki. Wspomnienie tych zdarzeń zachowało się w aktach NKWD. Broniewski zeznawał:
Pragnąc pojechać do ZSRR, osobiście zwróciłem się do ambasady radzieckiej w Warszawie, do Antonowa-Owsiejenki, który znał mnie osobiście, i otrzymałem pozwolenie.[21]
We wspomnieniach jego ówczesnej żony, dotyczących tych wydarzeń, dość wyraźna jest nutka ironii:
Mąż-nie-mąż pojechał. Któż mu tam powiewał na peronie łzami zalaną chusteczką? Nie ja. Ta "druga" też nie, bo jak się później okazało, energiczna mama zamknęła ją na klucz w łazience, żeby uniknąć rzekomego "bezobrazja", czyli skandalu, przy ewentualnie żegnających go członkach legalnej rodziny i znajomych.[22]
Po wyjeździe poety Irena Helman została sama z własnymi myślami i rodziną, która stawała się coraz bardziej natarczywa w dążeniach do przerwania kompromitującego ją romansu. Broniewski pisał do niej z Moskwy (15 IV 1934 r.):
Martwią mnie Twoje kłopoty i to, że nie mogą Ci pomóc na odległość. No, ale już niedługo wrócę, a wtedy wszystko się jakoś ułoży.
Helman widziała rozwiązanie wszystkich zmartwień we wspólnym zamieszkaniu, jednak Broniewski studził jej nadzieje:
Twoje wyjście z domu uważam na ogół za dobre posunięcie, nie usuwa ono jednak wielu zewnętrznych i wewnętrznych trudności. Twój projekt zamieszkania razem natychmiast po moim przyjeździe wydaje mi się również trochę ryzykowny i trudny do zrealizowania.
Pisał jej, iż ze względu na dziecko wiele spraw i uczuć łączy go z żoną. Wszystko to powodowało, że był wewnętrznie rozdarty, jednak obiecywał, że po powrocie podejmie odpowiednie "życiowe" decyzje. Póki co, chłonął atmosferę rosyjskiej stolicy:
Teraz np. znajduję się w atmosferze rodzinnej, w zamożnie prezentującem się mieszkaniu, a bywało się w biurach i lokalach prywatnych, gdzie wszystko wygląda zupełnie inaczej. Istota rzeczy tkwi, oczywiście w budownictwie, wszystko niem oddycha i ono stanowi treść tego, co się tu dzieje. Stara, carska Moskwa zamiera, niemniej widać ją jeszcze na każdym kroku. Jest antypatyczna, ciężka, surowa. Zresztą i w obecnem życiu jest wiele surowości i groźby.
(Moskwa, 16 III 1934 r.)
Pisał, iż wszędzie dokąd trafia jest przyjmowany bardzo miło. Spotykał "dawnych i nowych" przyjaciół wśród rosyjskich i nierosyjskich pisarzy. Opisy wizyt w teatrach i relacje z bankietów musiały być dla Ireny Helman niełatwą lekturą, gdyż w tym samym czasie znajdowała się w fatalnej kondycji finansowej. Jej sytuację obrazują podania składane na ręce władz uniwersytetu (12 marca 1934 r.):
Uprzejmie proszę o udzielenie mi pożyczki w wysokości zł. 300. Od dłuższego czasu pozbawiona jestem pracy, wobec czego znajduję się w ogromnie złych warunkach materialnych, a zarazem lekarz ze względu na zły stan zdrowia zalecił mi całoroczny pobyt na wsi, ku urzeczywistnieniu którego nie mam żadnych środków.
Broniewski także był przez nią informowany o trudnej sytuacji, jednak delikatnie dawał do zrozumienia, iż nie jest w stanie pomóc. Kolejnym przystankiem w jego podróży po Rosji był Charków, z którego pisał:
Władysław Broniewski z córką Anką (1942 r.)
Jestem trzeci dzień w Charkowie i dziś wyjeżdżam do Dniepropietrowska, żeby spotkać się z Pilniakiem[23] i pojechać na Dnieprostroj, a stamtąd na jeden dzień do Kijowa i z powrotem do Moskwy. Przyjmowano mnie tu bardzo gościnnie, serdecznie, a nawet miejscami uroczyście. W hotelu nie pokój, ale apartament: salon i sypialnia z własną łazienką itp. Z tem to już przesolili. Przyjęcie u pisarzy, przyjęcie u aktorów "Berezilu", zwiedzanie miasta, fabryk. Jestem tem wszystkiem trochę zmęczony i rad wyjeżdżam. W ogóle potrzeba mi trochę odosobnienia, żeby skoordynować to, co widziałem.
(Charków, 21 III 1934 r.)
Zwracał także uwagę na to, że w Rosji pisarzom powodzi się doskonale i nawet przy "minimalnej produkcji można tu żyć bardzo dobrze". Poeta posyłał Helmanównie kolejne sprawozdania:
Jestem tu strasznie zalatany i bardzo mało mam wolnego czasu. Co dzień coś nowego oglądam i co dzień bywam w teatrze. Ze wszystkiego co dotychczas widziałem w ZSRR najpiękniejsze - to Dnieprostroj i w ogóle budownictwo. Czuje się tam naprawdę, że to nowy świat rzeczy i ludzi […]. Teatry doskonałe, niemniej jednak trochę się na nich zawiodłem. Życie Moskwy mieszczańskiej wcale nie ponętne i niedaleko odbiega od powieści Romanowa.
(Moskwa, 15 kwietnia 1934 r.)
W tym samym czasie dzielił się z żoną swoimi wątpliwościami, szukał wsparcia i porady. Dzięki jej zachowanym listom wiemy, że podpowiadała poecie, by zrezygnował z taktyki przemilczeń i niedomówień. Doradzała mu, by powzięta przez niego decyzja - bez względu na to jaka będzie - została podjęta z pełnym przekonaniem. Broniewski starał się wybadać żonę, czy jej stosunek do kochanki uległ polepszeniu. Janina rozwiała jednak jego nadzieje pisząc, że wciąż jest on negatywny. Żona poety zdawała sobie sprawę z tego, jak bardzo jest on przywiązany do córki i czasem to wykorzystywała. Chciała wzbudzić w nim poczucie winy, które mogłoby się obrócić przeciw kochance, o której pisała:
Wiem, że nienawidzi i mnie i Anki i to jest zrozumiałe. Będziesz musiał ograniczyć swoje stosunki z nami, lub zdecydować się na piekło, lub kłamstwo.
Dopisywała krótkie życzenia od córki, która prosiła przekazać:
Że ściskam i całuję tatusia, a z koklusza to są już kpiny.
(Warszawa, 14 kwietnia 1934 r.)
Nawet na twardym żołnierzu takie frazy musiały robić duże wrażenie. Uświadomił sobie, że emocjonalnie nie stać go na rezygnację z kontaktów z córką, czy choćby ich poważne ograniczenie. W maju 1934 roku wysłał do Ireny Helman list, który miał być pożegnaniem. Prosił ją, by nie starała się z nim widywać:
To co nas łączyło musi ulec likwidacji, musimy ze sobą zerwać. Proszę Cię, zrozum dlaczego muszę tak postąpić. Uporządkowanie moich stosunków osobistych, doprowadzenie do jakiejś harmonii równa się dla mnie w ogóle zdolności do życia, tj. możliwości pracy i rozwoju. W takiem rozdwojeniu jak w ciągu ubiegłego roku żyć nie mogę, równałoby się to zupełnej dezorganizacji mojej psychiki, a co za tem idzie - przekreśleniu mojego życia a także życia kilku innych osób.
Chciałbym, żebyś w obecnym okresie wyjechała do Śródborowa. Nie miej do mnie żalu. Całuję Twoje ręce. (Warszawa, 9 maja 1934 r.)
W tym samym liście informował, że będzie mieszkał "przy Ance", co jest dosyć wyraźną sugestią jego motywacji. Janina była już jednak zdecydowana na zakończenie małżeństwa. W liście z lipca 1934 roku pisała, iż uważa go za "zupełnie straconego", i że całkowicie zeń rezygnuje. Ponadto zauważała:
W żadne targi i kompromisy wdawać się nie mogę, bo tutaj nie może być żadnego kompromisu, choćby dlatego, że Irena jest wrogiem naszego małżeństwa i naszego wspólnego życia.
Konkludowała, że ich stary dom już się zawalił i nie da się go odrestaurować:
Jak się zobaczymy na jesień omówimy praktyczną stronę tego rozejścia. Nie płaczę i nie histeryzuję - myślę spokojnie o swoim dalszym życiu, pracy i Ance. Tylko "po cośmy te żaby jedli" schodząc się z sobą?
(Kalisz, 19 lipca 1934 r.)
Nawet wobec dosyć radykalnego stanowiska żony poeta miał duże trudności z przerwaniem romansu. Do Janiny jeszcze w 1935 roku dochodziły głosy, że romans wciąż trwa. Wkrótce jednak - kolejny raz i głównie ze względu na dziecko - Janina dała się poecie przebłagać. Małżonkowie jednak oddalali się od siebie coraz bardziej. Prawdopodobnie w 1937 roku Broniewski wdał się w nowy romans, z aktorką Marią Zarembińską, która jako wdowa wychowywała córkę - Marysię. Tym razem Janina nie czekała długo z odważnymi decyzjami.
Wiosną 1938 roku […] wyprowadziła się od Broniewskiego ostatecznie[24].