North Berwick było moim azylem na świecie. To tutaj czułam się naprawdę sobą - spokojna, wolna i bezpieczna. Każda pora roku miała w tym mieście swój niepowtarzalny urok: wiosna pachniała świeżością oraz deszczem, lato tętniło życiem i dźwiękiem ulicznych artystów, zima przynosiła ciszę i światło lamp odbijających się w śniegu. Jednak to jesień zawsze była moją ulubioną. Czułam już, że zbliża się nieuchronnie - powietrze stawało się chłodniejsze, dni coraz krótsze, a poranki nabierały tej znajomej mglistości. Jeszcze chwila, jeszcze kilka dni i ulice znów pokryją się rdzawymi liśćmi, a miasto zanurzy się w melancholijnym blasku jesieni. Tęskniłam za tym czasem, za spokojem, który przynosiła, i za tym uczuciem, jakby świat na moment zwalniał, pozwalając mi złapać oddech.
Ten wieczór miał być jak każdy inny. Samotnie wracałam do domu z klubu, w którym dorabiałam. Nic szałowego - byłam tylko kelnerką - ale klub trzymał poziom i nie kręcili się w nim zboczeńcy. Nawet jeśli czasem trafiała się problematyczna osoba, mój szef, Georg, reagował natychmiast. Często proponował, że odwiezie mnie do domu, ale nie chciałam robić mu kłopotu.
Szkoda, że tego wieczoru nie przyjęłam jego propozycji.
Pracowałam również z Samanthą, bardzo sympatyczną dziewczyną, która mieszkała kilka ulic dalej. Często miałyśmy wspólne zmiany, choć jej sytuacja życiowa była nieco trudniejsza - zajmowała się matką, zmagającą się z nowotworem piersi. Pani Beatrice się nie poddawała, zawzięcie walczyła z chorobą. Mąż odszedł zaraz po jej diagnozie, zostawiając je same. Samantha bardzo to przeżyła i, choć nie byłyśmy przyjaciółkami, pomagałam, ile mogłam. Czasem nawet oddawałam jej swoje zmiany, by mogła zarobić więcej. Oczywiście marzyłam o zwiedzaniu świata i dołączeniu do mojego brata, który robił to już od dwóch lat. Był w tylu pięknych miejscach - Hiszpania, Ateny, Los Angeles, Afryka i wielu innych. Za każdym razem przywoził mi pamiątki i różnorodne zdjęcia. Był moją inspiracją. Nasza mama miała z nas wielki ubaw. Gdy nie widzieliśmy się przez dłuższy czas, potem nie opuszczaliśmy się nawet na chwilę. Byliśmy ze sobą bardzo zżyci, a to wynikało z nagłej śmierci naszego ojca.
Zginął prawie dwa lata temu w wypadku samochodowym. Nieznany sprawca uderzył w bok jego auta z takim impetem, że wypadło z drogi i roztrzaskało się o barierki mostu. Pod wpływem tak dużego uderzenia barierki nie wytrzymały, a mój ukochany tata został pochłonięty przez mroczną, zimną otchłań wody. Długo nie mogłam się po tym pozbierać. Mamie i Michaelowi poszło to zdecydowanie szybciej, ja skończyłam na terapii, miałam depresję oraz napady lękowe. Oczywiście z czasem to minęło, lecz były to długie lata ciężkiej pracy.
A teraz ponownie przyszło mi przeżywać koszmar, tylko tym razem gorszy.
Miałam zaledwie dwadzieścia jeden lat, gdy los postanowił odebrać mi ukochanego rodzica. Wraz z nim zginęła moja radość z gry na pianinie. Kochałam to robić, a ojciec zawsze mnie obserwował, wręcz pochłonięty dźwiękami mojej muzyki. Jednak w dniu jego śmierci moja pasja utonęła razem z nim.
Wracałam, pochłonięta myślami. Nie interesowało mnie, co dzieje się wokół. W głowie miałam tylko jedno: Michaela, który pół godziny temu napisał, że czeka na mnie na tarasie, na naszej ulubionej huśtawce, z kubkiem gorącej czekolady. Niestety, wszystko to nagle poszło w zapomnienie. Przede mną z piskiem opon zatrzymał się czarny SUV. Nawet nie zdążyłam odwrócić się w drugą stronę, a zostałam zatrzymana przez wysokiego, umięśnionego mężczyznę.
- Puść mnie! - krzyknęłam, za co zostałam boleśnie spoliczkowana. Moja głowa odleciała w bok, przez co lekko straciłam równowagę. Nieznajomy złapał mnie za dłoń.
- Zamilcz i nie krzycz. Chyba że chcesz się dowiedzieć, jak to jest mieć poderżnięte gardło.
Uniosłam głowę, łapiąc się za boleśnie pulsujący policzek. Chciałam coś zrobić, nie mogłam się tak łatwo poddać. Dlatego zrobiłam najgłupszą rzecz, na jaką mogłam wpaść - nachyliłam się i ugryzłam napastnika w dłoń. Nie wydał żadnego dźwięku, ale puścił mnie, dzięki czemu udało mi się uciec.
Byłam okropnie przerażona, biegłam, ile miałam sił w nogach. Słyszałam za sobą odgłosy ciężkich butów, lecz się nie odwracałam. Nie miałam na tyle odwagi. W momencie, gdy byłam już blisko domu, poczułam mocne szarpnięcie za włosy. Pisk opuścił moje gardło. Znalazłam się w mocnym uścisku mężczyzny, jego dłoń zasłoniła moje usta, tłumiąc krzyk.
- Oj, nie chciałbym być na twoim miejscu, gdy twój nowy właściciel dowie się o twoim wyczynie, skarbie.
Fala mdłości zalała mój umysł.
Jaki właściciel? O czym on do chuja mówi?
Szarpałam się z całych sił, niestety nie było to takie proste. Mężczyzna najwyraźniej stracił do mnie cierpliwość, bo odrzucił mnie jak śmiecia i runęłam plecami na ziemię. Siła tego upadku sprawiła, że zadzwoniło mi w uszach, a ciemność na chwilę przysłoniła mi widzenie. Zanim zdążyłam złapać oddech, poczułam, jak ciężka dłoń chwyta mnie za kark i podnosi.
- Ostrzegałem cię, ale widzę, że lubisz się buntować - syknął, gdy jego twarz znalazła się blisko mojej. Czułam na sobie jego oddech, ciężki i zimny, jak trucizna.
Nie zdążyłam zareagować, kiedy pięść wylądowała na moim brzuchu, pozbawiając mnie resztek powietrza. Upadłam znowu, próbując powstrzymać łzy bólu, ale to tylko bardziej go rozwścieczyło.
- Myślisz, że uciekniesz? Myślisz, że ktoś ci pomoże? - drwił z uśmiechem. - Nie ma dla ciebie ratunku.
Miał rację - droga była opustoszała, a światła w okolicznych domach pogaszone. Nikt nie widział, co się dzieje. Zostałam całkiem sama z moim oprawcą. Nie byłam w stanie nawet błagać o pomoc.
Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, złapał mnie za kostki i siłą przeciągnął w stronę zaparkowanego nieopodal samochodu. Próbowałam się wyrwać, ale to było bez sensu, był za silny. Nie miałam szans z takim potworem jak on.
- Przestań się wyrywać, do cholery! - warknął, po czym brutalnie podniósł mnie i rzucił na tylne siedzenie auta. Uderzyłam głową o bok drzwi, a przed oczami zatańczyły mi mroczki. Ból wypełnił każdą część mojego ciała, a ja czułam, jak powoli odpływam.
Zanim straciłam przytomność, usłyszałam jeszcze, jak mówi:
- Nieźle zaczynasz, mała. Ale zobaczymy, czy będziesz taka harda, jak cię dostarczę tam, gdzie trzeba.
Drzwi zatrzasnęły się z hukiem, a ja zostałam pochłonięta przez ciemność.
***
Ze snu wybudził mnie okropny ból całego ciała, bolało mnie dosłownie wszystko. Ostrożnie unosiłam powieki, ale nawet ta czynność kosztowała mnie wiele wysiłku. Gdy nareszcie udało mi się odzyskać widzenie, próbowałam usiąść, ale ból przeszył moje ciało, jakby protestował każdy mięsień. Oparłam się o miękkie, obszyte jedwabiem poduszki, z trudem łapiąc oddech. Moje ręce drżały, a siniaki na nadgarstkach przypominały o szarpaninie z nieznajomym.
- Gdzie ja jestem? - spytałam sama siebie.
Rozejrzałam się po pokoju. Wszystko wydawało się luksusowe i wręcz sterylnie czyste. W powietrzu unosił się zapach drogich perfum, które kojarzyły mi się z czymś obcym, zimnym. Na stoliku obok łóżka stała szklanka wody i kilka tabletek. Czy to dla mnie? Czy ktoś planował mnie leczyć, czy może otruć?
Moje myśli były chaotyczne, pełne pytań i strachu. Zebrałam się w sobie i spróbowałam wstać. Stopy zetknęły się z miękkim dywanem, ale ciało przeszył chłód. Dopiero wtedy zauważyłam, że zostałam przebrana. Zamiast moich rzeczy miałam na sobie zwykłe szare dresy oraz za dużą koszulkę. Ktoś musiał to zrobić, gdy byłam nieprzytomna. Ta myśl przyprawiła mnie o mdłości.
Podchodząc do okna, walczyłam z narastającą paniką. Wyjrzałam przez szybę i zobaczyłam ogromny ogród, otoczony wysokim murem. Drzewa były starannie przycięte, tak samo jak trawnik. Byłam jak ptak zamknięty w złotej klatce. Drzwi do pokoju nagle otworzyły się z cichym skrzypnięciem. Odwróciłam się gwałtownie, zbyt szybko, bo poczułam, jak ból przeszywa moje ciało. W progu stał mężczyzna, ten sam, który mnie pobił i porwał. Wysoki, elegancko ubrany, z chłodnym wyrazem twarzy. Miał ciemne oczy, które patrzyły na mnie z mieszanką obojętności i czegoś, czego nie potrafiłam rozgryźć.
- Widzę, że się obudziłaś - powiedział spokojnym, lecz groźnym głosem.
- Kim jesteś? Co tu robię? - wyrzuciłam z siebie, choć mój głos brzmiał słabo i drżał.
- Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie - odparł, nie odrywając ode mnie wzroku. - Na razie radzę ci odpocząć. Czeka cię długa droga.
Długa droga? Co on miał na myśli?
Zanim zdążyłam zadać więcej pytań, zamknął drzwi, zostawiając mnie samą. Myśli kotłowały się w mojej głowie. Kim był? Czego ode mnie chciał? I co gorsza, dlaczego czułam, że to dopiero początek?
Zostałam sama w tym dziwnym, eleganckim pokoju, który miał stać się moim więzieniem.
Czułam, jak serce bije mi w piersi, jakby próbowało uciec przed tym, co miało nadejść. Choć ciało było wyczerpane, umysł wciąż nie pozwalał mi odpocząć. Myśli o tym, co się wydarzyło, nie chciały opuścić mojej głowy. Porywacz, nowy właściciel, niepokojące słowa mężczyzny...
O co w tym wszystkim chodziło?
Postanowiłam, że nie mogę czekać. Musiałam dowiedzieć się, gdzie jestem i co się ze mną stanie. Niezależnie od tego, jak bardzo bolało, musiałam działać.
Ostrożnie podeszłam do drzwi. Przez chwilę nasłuchiwałam, ale panowała zupełna cisza. Nikt się nie zbliżał, przynajmniej nie w tej chwili. Z sercem w gardle złapałam klamkę i pociągnęłam w dół. Drzwi otworzyły się bez oporu. Czułam, jak adrenalina wpompowuje się w moje żyły, a dłonie zaczynają się pocić. Stałam w wąskim korytarzu z jasnymi ścianami, wzdłuż którego ciągnął się rząd drzwi do innych pomieszczeń. Na jego końcu dostrzegłam schody w dół. Nie miałam pojęcia, dokąd prowadzą, ale nie miałam czasu, by się zastanawiać. Musiałam dowiedzieć się, co się dzieje. Cisza była niemal namacalna, a ja czułam, jak każdy krok jest wyraźny w tej pustce. Przemknęłam korytarzem jak cień, a moje serce biło w rytm kroków.
W końcu dotarłam do drzwi, które wyglądały na wejście do jakiegoś pomieszczenia. Zaryzykowałam i otworzyłam je powoli. Za nimi znajdował się salon - przestronny, nowoczesny, ale również zimny i bezosobowy. Meble były drogie, ale cała atmosfera sprawiała, że czułam się jak w pułapce. Nim zdążyłam się jednak rozejrzeć, usłyszałam za sobą kroki. Odwróciłam się w panice, serce podeszło mi do gardła. Stał tam. W jego oczach pojawił się cień rozbawienia, ale wciąż wyglądał groźnie.
- Myślałaś, że uciekniesz? - zapytał zimno. - Niestety, to nie jest takie proste, mała.
- Kim jesteś? Co chcesz ze mną zrobić? - zapytałam, choć wiedziałam, że nie dostanę odpowiedzi, której oczekuję.
- Wszystko w swoim czasie - odpowiedział, a jego ton nie pozostawiał miejsca na dalsze rozmowy. - Teraz wróć do pokoju. Nie chcę, byś musiała poczuć, czym kończą się takie nieposłuszeństwa. Chyba pamiętasz swoje wczorajsze spotkanie z moim gniewem.
- Zrobiłeś mi krzywdę. Jesteś potworem - odparłam cicho. Może nie powinnam, ale zrobiłam to. On jednak tylko popatrzył na mnie przez chwilę, a potem się zaśmiał.
- Uwierz mi... to, co ja ci zrobiłem, to nic w porównaniu do tego, co cię czeka.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, podszedł do mnie, chwycił za nadgarstek i brutalnie pociągnął w stronę drzwi. Z bólem wciągnęłam powietrze, czując, jak jego uchwyt zaciska się wokół moich kości. Nie miałam szansy na walkę. Wróciłam do pokoju, z trudem starając się zachować spokój, ale wewnętrznie byłam zdruzgotana.
- Proszę, wypuść mnie. Ile chcesz? Moi rodzice z pewnością zapłacą okup. Powiedz tylko ile.
Nie powstrzymywałam łez, dając całkowity upust emocjom.
- Przykro mi, tu nie chodzi o pieniądze. Ale tego niedługo się dowiesz. Myślę, że jeszcze dziś go poznasz. Uprzedzam cię. - Mężczyzna mocno chwycił moje policzki i zacisnął na nich swoją dłoń. - Nie sprzeciwiaj się. Rób, co każe, a powinnaś przeżyć. - Po tych słowach puścił mnie, a skóra wciąż pulsowała bólem. - Teraz masz czas dla siebie. Odpocznij, zrelaksuj się. Pomyśl, że to takie wakacje.
- Jesteś chory! W tej chwili mnie wypuść. Nie masz prawa mnie tutaj trzymać, a tym bardziej tak traktować!
Zebrałam w sobie wszystkie siły i uderzyłam nieznajomego w twarz. Jego głowa nawet nie drgnęła, jedynie wzrok zrobił się bardziej mroczny. Popełniłam wielki błąd.
- Ty mała suko! Nie potrafisz po dobroci? Dobrze. Mam zgodę, żeby ustawić cię do pionu, jeśli zaczniesz sprawiać problemy.
Bałam się, tak bardzo się bałam. Nieznajomy zbliżał się do mnie coraz bardziej, a ja, cofając się, byłam coraz bliżej ściany, przez co moja szansa na jakąkolwiek ucieczkę malała. Mężczyzna był zaledwie niecały metr ode mnie, widziałam, jak jego żyła na szyi pulsuje, a szczęka zaciska się mocniej. W tym momencie wiedziałam, że to mój koniec.
Niestety, nie myliłam się. Minęła sekunda, a pierwsze uderzenie trafiło w mój policzek. Zaraz po nim kolejne i kolejne. Nie byłam w stanie zliczyć, ile razy mnie spoliczkował, zawzięcie trzymając mnie za ramię, abym nie opadła z sił. Bijąc mnie, z wyraźną satysfakcją patrzył mi prosto w oczy.
- Widzę, że tylko takie czyny na ciebie działają. Myślę, że jemu się to spodoba.
- Proszę... - Nie byłam w stanie powiedzieć nic więcej, ból mnie wręcz rozrywał. Policzki piekły, do tego czułam sączącą się z nosa i wargi krew. To jednak nie był koniec.
Gdy myślałam, że już mi odpuści, nagle z całej siły uderzył mnie z pięści w brzuch. Czułam, jakby moje wnętrzności pękały. Z bólu aż zgięłam się wpół, nie byłam w stanie nawet nabrać powietrza. Uderzenie było zbyt mocne. Skuliłam się, opierając dłonie o podłogę i próbując zapanować nad mdłościami, które wzbierały we mnie z każdą sekundą.
On jednak nie zamierzał przestać.
- Myślisz, że ktoś cię uratuje? - zapytał z kpiną, zniżając się do mojego poziomu. Jego głos brzmiał jak echo w mojej głowie. - Jesteś tylko zabawką, Leilo. Twoje błaganie o wolność nikogo nie interesuje, zwłaszcza jego.
Zanim zdążyłam zareagować, złapał mnie za włosy i uniósł głowę, zmuszając mnie do spojrzenia mu w oczy. Zobaczyłam w nich czystą, bezwzględną nienawiść.
Następny cios spadł na moją twarz. Uderzenie było tak mocne, że przewróciłam się na bok. Z ust popłynęła kolejna strużka krwi, a świat wokół mnie zaczął wirować. Nie wiem, jak długo to trwało. Każdy kolejny cios, każde szarpnięcie stawały się jedną rozmazaną plamą bólu. W końcu przestałam walczyć. Moje ciało nie reagowało, a ja mogłam tylko patrzeć na swoje dłonie pokryte krwią. Czułam się jak szmaciana lalka, pozbawiona jakiejkolwiek godności.
Boże, za jakie grzechy musiałam trafić do takiego piekła? Jeszcze wczoraj rano śmiałam się z mamą przy śniadaniu, a dzisiaj przechodziłam prawdziwy koszmar.
Kiedy w końcu się odsunął, poczułam chwilową ulgę, ale to trwało zaledwie sekundę. Złapał mnie pod ramiona, uniósł bez wysiłku i ruszył w stronę schodów. Próbowałam się wyrwać, ale moje ruchy były bezsilne, jakby energia całkowicie mnie opuściła.
- Masz teraz trochę czasu, żeby się zastanowić nad swoim zachowaniem - warknął, gdy otwierał ciężkie, skrzypiące drzwi. Wtedy zrozumiałam, dokąd mnie prowadzi. To musiała być piwnica.
- Nie... proszę... nie zamykaj mnie tu, nie zostawiaj... - błagałam, ale mój głos był ledwie słyszalnym szeptem.
Zignorował mnie, niemal rzucając na zimną, wilgotną podłogę. Pomieszczenie było ciemne, jedynym źródłem światła była mała żarówka przy suficie, która migotała, jakby zaraz miała zgasnąć. Usłyszałam trzask zamykanych drzwi i przekręcanego klucza.
Zostałam sama.
Czułam, jak chłód betonu przenika moje ciało. Każdy oddech sprawiał mi ból, każdy najmniejszy ruch przypominał o ciosach, które przed chwilą otrzymałam. Ale najbardziej bolało mnie coś innego - poczucie kompletnej bezsilności. Przytuliłam kolana do siebie, próbując się ogrzać, i wsłuchałam się w ciszę. Nie wiedziałam, ile wytrzymam w tej ciemności, ból rozchodził się coraz bardziej, a moim ciałem wstrząsały dreszcze.
Łzy spływały po moich policzkach, mieszając się z krwią. To wszystko było jak koszmar, z którego nie mogłam się obudzić.