Bratowa prezydenta - Agnieszka Lis

Kup ebooka

49.90 zł
39.92 zł (29,94 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1 WRZE­ŚNIA 1939 ROKU

Mar­twię się o Ste­fana. Po śmierci Pau­liny jakby zma­lał. Może się garbi? A może to smu­tek, który go ogar­nął. Ob­jął we wła­da­nie całe je­ste­stwo. Jakby Ste­fan skła­dał się te­raz z za­my­śle­nia. A może z tę­sk­noty? Bo gdy ktoś mówi, że chciałby spę­dzać cały swój czas na Po­wąz­kach, to chyba to wła­śnie musi ozna­czać.

Nie mo­głam mu na to po­zwo­lić. Mu­sia­łam pil­no­wać, by na tym cmen­ta­rzu nie sy­piał, nie prze­pro­wa­dził się tam, bo wy­raź­nie wi­dzia­łam, że ma ku temu skłon­ność. Sia­dy­wał koło płyty na­grob­nej, chciał na niej le­żeć, naj­le­piej sku­lić się i już nie wsta­wać.

A dzi­siaj... nie spo­sób so­bie tego wy­obra­zić. Od świtu w mie­ście kom­pletna dez­orien­ta­cja. Wszyst­kich. Stało się to, czego się oba­wia­li­śmy. O czym mó­wiło ra­dio, szep­tała ulica, nad­mie­niali są­sie­dzi i ku­zy­no­stwo na uro­dzi­nach ciotki.

Wojna.

W ga­ze­tach pi­sali róż­nie. Hi­tler się nie od­waży. A niech tylko ten Hi­tle­rek pod­sko­czy, to go pol­skie lot­nic­two na­tych­miast wy­ku­rzy. Prze­trze­pie szko­pom tyłki, uciekną szyb­ciej, niż przy­szli. A w ogóle to Chur­chill na­tych­miast przy­śle tu­taj swoje woj­ska i tyle bę­dzie wo­jen­nych po­dry­gów kur­du­pla z wą­si­kiem.

I wszy­scy, wszy­scy, biedni i bo­gaci, prze­kupki, praczki, pia­ska­rze, ga­ze­cia­rze, kupcy, fa­bry­kanci, po­li­tycy - wszy­scy chcie­li­śmy w to wie­rzyć.

A jed­nak się ba­li­śmy. Wbrew uspo­ka­ja­ją­cym ko­mu­ni­ka­tom.

Ste­fan nie mó­wił o tym za wiele. Na­wet w lipcu po­je­chał na tak długo od­kła­dany urlop. Ten, który kie­dyś obie­cy­wał Pau­li­nie. "Po­lu­sia była na ta­kiej wy­cieczce i bar­dzo chwa­liła"[1], tak mó­wił. Nor­we­skie fiordy go za­chwy­ciły. Na­wet uśmiech­nął się kilka razy, gdy o tym opo­wia­dał.

To był pierw­szy taki czas od śmierci Pau­liny, kiedy choć odro­binę od­po­czął. Kiedy jego twarz się roz­ja­śniła. Wtedy, gdy pa­trzył na po­szar­pane skały i po­dzi­wiał wschody słońca. Zjadł ka­wa­łek ło­so­sia, cie­szył się po­tań­ców­kami, cho­ciaż pa­trzył z boku, bo sam, bę­dąc w ża­ło­bie, nie tań­czył. Z kim zresztą? Poli już nie było.

Z tego urlopu nie wszy­scy wró­cili do kraju. Nie­któ­rzy... wła­ści­wie nie wia­domo, jak to na­zwać. Wy­emi­gro­wali, może tak. To dy­plo­ma­tyczne okre­śle­nie, bo też dy­plo­ma­tów do­ty­czyło. Ucie­kli. Czmych­nęli ni­czym prze­stra­szone kró­liki.

Ale przed czym, do­kąd? To pierw­sze jest oczy­wi­ste. Przed tym, czego wszy­scy się ba­li­śmy od dłu­giego czasu. Przed tym, o czym ko­micy w ka­ba­re­tach pod­śpie­wy­wali, niby żar­to­bli­wie, w rze­czy­wi­sto­ści za­bi­ja­jąc strach pu­blicz­no­ści i wła­sny.

Ten wą­sik, ach ten wą­sik

Ten wzrok, ten lot, ten plą­sik

I wdzięk, i lęk, i mina

I śmiech - tak jest, to ja

Ach pa­nie, ach pa­no­wie

Tak trzeba, śmiech to zdro­wie

Ti­tina, ach Ti­tina

To je­dyna piosnka ma[2].

Lu­dwik Sem­po­liń­ski sło­wami Ma­riana He­mara tra­we­sto­wał pio­senkę Je cher­che apr?s Ti­tine. Czy była śmieszna? A jed­nak wszy­scy się śmiali.

Chi­chot przez łzy. To ta­kie po­trzebne. W stra­chu za­wsze nie­zbędny jest wen­tyl, od­re­ago­wa­nie. Taki od­grom­nik, żeby nie zwa­rio­wać. La­tem trzy­dzie­stego dzie­wią­tego na­mno­żyło się te­atrzy­ków, re­wii, ka­ba­re­tów, sa­ty­rycz­nych piw­ni­czek. Żeby nie my­śleć, nie pa­mię­tać.

War­szawa żyła przy­go­to­wa­niami do wojny, ukry­tymi pod płasz­czy­kiem za­bawy - te­atry, ope­retki, ka­ba­rety pę­kały w szwach. Jakby lu­dzie czuli, że to ostatni mo­ment na za­bawę. Jakby chcieli łap­czy­wie za­ła­pać tro­chę ra­do­ści, któ­rej - czyż mo­gli się tego spo­dzie­wać? - na kilka lat, już do­słow­nie za chwilę, mieli zo­stać po­zba­wieni.

Wi­dzo­wie śmiali się na ki­no­wych Włó­czę­gach i pod­śpie­wy­wali pio­senkę z tego filmu, Tylko we Lwo­wie. Cze­kali na nową re­wię z udzia­łem Hanki Or­do­nówny, Kto kogo. Miała się od­być dru­giego wrze­śnia[3].

War­szawa się ba­wiła, a Ste­fan po­pły­nął na nor­we­skie fiordy, choć wcze­śniej twier­dził, że nie jest nimi za­in­te­re­so­wany. Zro­bił to z tę­sk­noty za zmarłą żoną. Bo to ona była nimi za­chwy­cona. Ona opo­wia­dała o nich z pa­sją. Wio­sną ty­siąc dzie­więć­set trzy­dzie­stego szó­stego roku Pau­lina po­je­chała na wy­cieczkę mor­ską stat­kiem Ba­tory, wspa­nia­łym, zu­peł­nie no­wym trans­atlan­ty­kiem, który wy­pły­nął wtedy w trasę po raz pierw­szy. We­ne­cja - Du­brow­nik - Bar­ce­lona - Ca­sa­blanca - Fun­chal - Li­zbona - Lon­dyn - Ka­nał Ki­loń­ski - Gdy­nia[4]. Do portu do­ce­lo­wego za­wi­nęli je­de­na­stego maja, a pod­czas po­dróży Pau­lina za­chwy­ciła się nor­we­skimi fior­dami. Za­chę­cała męża do od­wie­dze­nia nor­we­skiego wy­brzeża, nie miał jed­nak czasu. Prze­cież urlop to rzecz zbędna, gdy tyle spraw jest do upo­rząd­ko­wa­nia!

La­tem pod ko­niec lipca trzy­dzie­stego dzie­wią­tego wsiadł na po­kład Pił­sud­skiego. Wy­obra­żam so­bie, że pa­trząc na po­strzę­pione skały, w du­chu roz­ma­wiał z Pau­liną. Przed wy­jaz­dem na wszelki wy­pa­dek ka­zał so­bie za­ła­twić wizę so­wiecką, gdyby dzia­ła­nia wo­jenne wy­mu­siły po­wrót przez ZSRR. Ob­sta­lo­wał so­bie także świeży mun­dur ma­jora, tak pro­fi­lak­tycz­nie. Prze­cież na­dal był żoł­nie­rzem.

Bo Ste­fan wciąż pa­mię­tał o woj­nie. W sierp­niu z jego ini­cja­tywy uru­cho­miona zo­stała spo­łeczna ak­cja ko­pa­nia schro­nów i ro­wów prze­ciw­lot­ni­czych. "Oby­wa­tele sto­licy! Ofiar­ność wa­sza na rzecz do­bra po­wszech­nego jest znana. Świad­czy­cie za­wsze dla pań­stwa i dla swego mia­sta, gdy tego za­cho­dzi po­trzeba. Spo­kój, jaki cała lud­ność sto­licy za­cho­wuje w roz­gry­wa­ją­cych się wy­pad­kach mię­dzy­na­ro­do­wych, jest do­wo­dem wiel­kiej doj­rza­ło­ści oby­wa­tel­skiej. Wraz z tym spo­ko­jem du­cha - obo­wiąz­kiem na­szym jest przy­go­to­wać się na wy­pa­dek, gdyby pań­stwo i sto­lica zo­stały za­gro­żone. Dla­tego na­ka­zem chwili jest przy­go­to­wa­nie od­po­wied­niej ilo­ści schro­nów"[5]. Tak w ode­zwie prze­ma­wiał Ste­fan do miesz­kań­ców War­szawy. Jesz­cze wtedy, kiedy wojny nie było. Na pierw­sze jego we­zwa­nie[6], ogło­szone w pią­tek dwu­dzie­stego pią­tego sierp­nia, zgło­siło się do pracy dwa ty­siące osób, w so­botę liczba ta wzro­sła do sze­ściu i pół ty­siąca, a w nie­dzielę za­re­je­stro­wano prze­szło trzy­krot­nie więk­szy na­pływ ochot­ni­ków. Nie­któ­rzy mó­wią, że dwu­dzie­stego siód­mego sierp­nia rano pra­co­wało przy bu­do­wie ro­wów na­wet i dwa­dzie­ścia ty­sięcy osób. Wszystko dzięki Ste­fa­nowi.

Bo on pa­mię­tał o woj­nie także wtedy, kiedy inni się ba­wili.

A dzi­siej­szy po­ra­nek nie po­zwoli już ni­komu o niej za­po­mnieć.

Ta­kiej skali za­mętu, stra­chu, obez­wład­nia­ją­cego prze­ra­że­nia nikt so­bie nie wy­obra­żał. Ba! Tego po pro­stu nie można so­bie wy­obra­zić. To nie­re­alne.

I może dla­tego wciąż trudne do po­ję­cia. A na pewno nie­moż­liwe do zro­zu­mie­nia.

Okę­cie, Pań­stwowe Za­kłady Lot­ni­cze i całe osie­dle miesz­ka­niowe na Kole - zbom­bar­do­wane przez Luft­waffe. Słu­cha­łam tego, co mó­wił Mo­ścicki[7], i wie­dzia­łam, po­dob­nie jak cała War­szawa, cała Pol­ska, cały świat - że coś się skoń­czyło. A coś in­nego, nie­stety, roz­po­częło.

Skoń­czył się nor­malny świat.

"Nocy dzi­siej­szej od­wieczny wróg nasz roz­po­czął dzia­ła­nia za­czepne wo­bec Pań­stwa Pol­skiego, co stwier­dzam wo­bec Boga i hi­sto­rii. W tej chwili dzie­jo­wej zwra­cam się do wszyst­kich Oby­wa­teli Pań­stwa w głę­bo­kim prze­świad­cze­niu, że cały Na­ród w obro­nie swo­jej Wol­no­ści, Nie­pod­le­gło­ści i Ho­noru skupi się wo­kół Wo­dza Na­czel­nego i Sił Zbroj­nych oraz da godną od­po­wiedź na­past­ni­kowi, jak to się już nie­raz działo w hi­sto­rii sto­sun­ków pol­sko-nie­miec­kich. Cały Na­ród Pol­ski, po­bło­go­sła­wiony przez Boga, w walce o swoją świętą i słuszną sprawę zjed­no­czony, pój­dzie z Ar­mią ra­mię przy ra­mie­niu do boju peł­nego zwy­cię­stwa"[8].

Pięk­nie Mo­ścicki to ujął, czy jed­nak słusz­nie i praw­dzi­wie? Cały na­ród sta­nie w obro­nie wol­no­ści, nie­pod­le­gło­ści i ho­noru, bez wąt­pie­nia. Czy jed­nak aby na pewno Niemcy to od­wieczny wróg? Jak ła­two za­po­mnieć, że nie tak dawno, za­le­d­wie pięć lat temu, w czerwcu trzy­dzie­stego czwar­tego roku w ele­ganc­kiej sali Re­sursy cała po­li­tyczna wier­chuszka okla­ski­wała prze­mó­wie­nie Go­eb­belsa. Wy­lą­do­wał efek­tow­nym sa­mo­lo­tem Jun­kers G-38[9] i się pu­szył. Mą­drzył. Sam się wpro­sił, ale pol­scy po­li­tycy okla­ski­wali jego wy­kład Na­ro­dowo-so­cja­li­styczne Niemcy jako czyn­nik po­koju eu­ro­pej­skiego z en­tu­zja­zmem. Wy­stą­pie­nie, wcze­śniej uzgod­nione z Hi­tle­rem, sku­piło się na do­ko­na­niach na­zi­stow­skiego rządu, walce z ko­mu­ni­zmem, lecz nie wspo­mi­nało o po­li­tyce za­bor­czej Trze­ciej Rze­szy ani o praw­dzi­wym ob­ra­zie obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych w Niem­czech. Nikt o tym nie my­ślał! Tak było wy­god­niej, grzecz­niej i bar­dziej dy­plo­ma­tycz­nie. Wie­czo­rem zaś w po­sel­stwie nie­miec­kim od­było się przy­ję­cie, na któ­rym obecni byli Jó­zef Beck, Wa­lery Sła­wek i mi­ni­ster Pie­racki[10]. Na­sza wier­chuszka. Przy­jaźń pol­sko-nie­miecka, oto co wtedy kwi­tło! Wielu się dało zwieść tym pięk­nym słów­kom. Wy­miana kul­tu­ralna, na­ukowa, słowne wo­do­try­ski dru­ko­wane na pierw­szych stro­nach ga­zet. I w tych plu­ga­wych szma­tław­cach, i w tych naj­bar­dziej no­bli­wych, roz­sąd­nych i opi­nio­twór­czych. Niemcy uda­wali przy­ja­ciół za­le­d­wie kilka lat temu.

Co się więc zmie­niło? Hi­tler się stał. A wła­ści­wie, za­le­d­wie dwa­dzie­ścia lat temu, trak­tat wer­sal­ski się stał. Wspa­niały do­ku­ment, dzięki któ­remu po stu osiem­na­stu la­tach od­zy­ska­li­śmy nie­pod­le­głość. Wielki dzień dla na­szego wiel­kiego na­rodu.

A Niemcy?

Prze­grali, ale wła­ści­wie nie po­nie­śli spe­cjal­nej kary. Tak tylko troszkę ich po­gnę­biono. Na tyle mocno, by do­ku­czyć prze­cięt­nemu Niem­cowi. By matki miały kło­pot w na­kar­mie­niu dzieci, a oj­co­wie mar­twili się o za­płatę czyn­szu. By mar­ga­ryna była zbyt­kiem, a o ma­śle dziad­ko­wie opo­wia­dali wnu­kom w baj­kach.

Za­kaz zbro­jeń? Ża­ło­sna fik­cja.

Na­ród nie­miecki zo­stał po­wa­lony na ko­lana, ale nie po­ko­nany. I wielu prze­wi­dy­wało, że to zbyt mało. Że dumni Ger­ma­nie nie zniosą po­ni­że­nia.

A kto nie wie­rzył... Ansz­lus Au­strii w marcu ty­siąc dzie­więć­set trzy­dzie­stego ósmego, za­ję­cie Cze­cho­sło­wa­cji do­kład­nie rok póź­niej. Mało?

A jed­nak wciąż nie wie­rzy­li­śmy.

Na­wet je­śli tego sa­mego dnia na War­szawę spa­dły bomby z dwóch na­lo­tów. Na­wet kiedy za­brzmiał alarm prze­ciw­lot­ni­czy. Na­wet wtedy - my, miesz­kańcy War­szawy, Po­lacy, nie chcie­li­śmy wie­rzyć.

W ka­wiar­niach pa­no­wał tłok. Lu­dzie chcieli roz­ma­wiać. Ko­men­to­wać to, co się wy­da­rzyło. Jakby na­le­żało sku­piać się na sło­wach - a prze­cież wła­śnie na­de­szła apo­ka­lipsa!

My, war­sza­wiacy, nie wie­rzy­li­śmy.

Aż obok ode­zwy Mo­ścic­kiego za­wi­sło na mu­rach war­szaw­skich ka­mie­nic za­rzą­dze­nie o sta­nie wo­jen­nym. "Na pod­sta­wie art. 1 ust. 1 ustawy z dnia 23 czerwca 1939 roku o sta­nie wo­jen­nym [...] za­rzą­dzam stan wo­jenny na ob­sza­rze ca­łego Pań­stwa"[11].

Co tu­taj za­rzą­dzać? To nie ża­den stan wo­jenny! To wojna. Na War­szawę spa­dły dzi­siaj bomby. I na Trój­mia­sto. Na Ra­dom, Wie­luń, Po­znań. Spa­dły na Pol­skę. Wojna.

"Wojna - ta wojna, którą in­stynkt na­rodu pol­skiego wy­czu­wał jako nie­unik­nioną od chwili, gdy Hi­tler po ob­ję­ciu wła­dzy dyk­ta­tor­skiej nad na­ro­dem nie­miec­kim za­czął re­ali­zo­wać swój pro­gram he­ge­mo­nii świa­to­wej, na­szki­co­wany w Mein Kampf"[12].

Wol­no­ści oso­bi­ste prze­stały ist­nieć. Nie ma wol­no­ści słowa.

Pre­zy­dent Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej ogło­sił de­kret o Spra­wo­wa­niu zwierzch­nic­twa nad si­łami zbroj­nymi[13]. Wszystko ważne, ale dla mnie naj­waż­niej­sze...

Dla mnie? Nie, nie dla mnie. Dla Ste­fana. Pre­zy­dent po­wo­łał ko­mi­sa­rza cy­wil­nego. "Głów­nemu Ko­mi­sa­rzowi Cy­wil­nemu służą na ob­sza­rze ope­ra­cyj­nym upraw­nie­nia władz na­czel­nych w za­kre­sie ca­łej ad­mi­ni­stra­cji rzą­do­wej z wy­jąt­kiem ad­mi­ni­stra­cji: woj­sko­wej, wy­miaru spra­wie­dli­wo­ści, ko­lej­nic­twa oraz poczt i te­le­gra­fów"[14].

To jesz­cze nic nie zna­czyło. Jesz­cze nic. Jesz­cze mo­głam się łu­dzić, że to nic ta­kiego. Ko­mi­sarz cy­wilny, ważna per­sona, ale cóż mnie to mo­gło ob­cho­dzić? Wy­so­kie sta­no­wi­sko, duża od­po­wie­dzial­ność, ogromny stres, a w ra­zie ja­kie­go­kol­wiek nie­po­wo­dze­nia... le­piej nie my­śleć. W ra­zie wojny zaś? Wia­domo, to za­wsze od­po­wie­dzial­ność naj­wyż­sza. Le­piej uni­kać ta­kich eks­po­no­wa­nych po­zy­cji. Cza­sem jed­nak się nie da...

Po po­ran­nych na­lo­tach w mie­ście wła­ści­wie pa­no­wał spo­kój. Trudno to so­bie wy­obra­zić, tak jed­nak wy­glą­dały ulice War­szawy. Zdzi­wione. Oczy­wi­ście, za­rzą­dzono ostre po­go­to­wie czyn­nej i bier­nej obrony prze­ciw­lot­ni­czej. Obok ode­zwy pre­zy­denc­kiej przy­kle­jono także spe­cjal­nie przy­go­to­wane in­struk­cje owej obrony. Ste­fan, który od dawna wzy­wał lud­ność mia­sta do ko­pa­nia ro­wów prze­ciw­lot­ni­czych, te­raz po­no­wił swe za­chęty. Mnie wy­da­wało się, że to prze­sada, że po co tak. Rowy prze­ciw­lot­ni­cze?

A jed­nak. Skwery już zo­stały po­prze­ci­nane nie­efek­tow­nymi do­łami, do nie­dawna uwa­ża­łam, że to cał­kiem na wy­rost. Szpecą, a prze­cież pre­zy­dent musi my­śleć o tym, by mia­sto było piękne. A to mia­sto w szcze­gól­no­ści - prze­cież sto­lica!

A jed­nak... Nie wiem, skąd Ste­fan wie­dział, ale wie­dział. Nie po­win­nam się dzi­wić. Od lat prze­cież krę­cił się bli­sko wła­dzy, za­wsze w to­wa­rzy­stwie tych, któ­rzy stali u steru. Za­wsze bli­sko i za­wsze... cóż, obok. Za­wsze z na­dzieją, że już nie­długo. Że jesz­cze jedno mi­ni­ster­stwo, jesz­cze jedna po­sada, jesz­cze je­den pro­jekt - i już. To bę­dzie to miej­sce. Praw­dziwa wła­dza. Osią­gnię­cie nad wszyst­kie inne. Jesz­cze tylko je­den stop­nień. Jesz­cze tylko...

Uznał, że pre­zy­dent War­szawy to do­bry sto­łek. Ste­fan pod­szedł do tego sta­no­wi­ska za­da­niowo, nie ce­niąc splen­doru ani be­ne­fi­tów, dba­jąc wszak o mia­sto jak o wła­sny dom. A może i bar­dziej. Pau­lina mo­głaby coś wię­cej na ten te­mat po­wie­dzieć. O wła­sny dom Ste­fan tak się nie trosz­czył, wszystko po­zo­sta­wia­jąc na jej bar­kach. Czy po pro­stu nie udźwi­gnęła?

Nie po­win­nam go ob­wi­niać. Mało kto tak ko­cha swoją żonę jak Ste­fan Pau­linę. Drugą żonę. O tej pierw­szej na­wet nie chcę my­śleć. Ta Jó­zefa za­wró­ciła Ste­fa­nowi w gło­wie zde­cy­do­wa­nie nad­mier­nie! Szczę­śli­wie - już nie żyje. Dajmy jej od­po­czy­wać w po­koju[15].

Gor­sza, że i Pau­li­nie tego win­ni­śmy ży­czyć. Spo­koju. Za­pewne dla­tego Ste­fan w ostat­nich mie­sią­cach tak po­świę­cił się pracy na rzecz mia­sta i jego miesz­kań­ców. Z tę­sk­noty za żoną. Drugą, wierną, uko­chaną, utę­sk­nioną.

Tak był od­dany mia­stu, że jak tylko skoń­czyły się na­loty - ru­szył na miej­sce znisz­czeń. Jesz­cze nie uży­wa­li­śmy słowa "pierw­szych", kto jed­nak po­tra­fił my­śleć, wie­dział. Znisz­cze­nia po nie­miec­kich na­lo­tach nie były ostat­nie. Były pierw­sze. Mu­siały na­stą­pić ko­lejne. Prze­cież wła­śnie wy­bu­chła wojna, choć to słowo więk­szość Po­la­ków chęt­nie wy­rzu­ci­łaby ze słow­nika. Bo le­piej, żeby wojny nie było.

A gdy Ste­fan zo­ba­czył znisz­cze­nia na wła­sne oczy, jak za­wsze nie wie­rząc opi­niom i opi­som in­nych - od razu za­or­dy­no­wał dzia­ła­nia po­mo­cowe. Wy­słał bry­gady ro­bot­ni­cze do po­mocy przy wy­do­by­wa­niu osób za­sy­pa­nych, po­szko­do­wa­nych w na­lo­tach. Za­dbał także o to, by część od­de­le­go­wa­nych za­jęła się za­bez­pie­cza­niem zbom­bar­do­wa­nych bu­dyn­ków.

Mar­twił się, bo ostat­nie mo­bi­li­za­cje zde­kom­ple­to­wały jego per­so­nel. Jak miał za­rzą­dzać ra­tu­szem z ogra­ni­czoną ob­sadą? Na­wet naj­lep­szy przy­wódca nie bę­dzie sku­teczny bez wy­ko­naw­ców. Ogło­sił za­tem ak­cję uzu­peł­nia­jącą ob­sadę sta­no­wisk. Zgło­siło się mnó­stwo lu­dzi: eme­ryci, człon­ko­wie ro­dzin zmo­bi­li­zo­wa­nych, en­tu­zja­ści wła­dzy. Ste­fan po­trze­bo­wał w tej sy­tu­acji wy­tycz­nych, po­je­chał więc do Mi­ni­ster­stwa Spraw We­wnętrz­nych. I wró­cił zde­gu­sto­wany. Ba­ła­gan, wrzawa i mę­tlik, tak to okre­ślił. Nie do­stał żad­nych kon­kre­tów, mu­siał za­tem dzia­łać sam. To wcale nie ta­kie trudne, jed­nak w cza­sie wojny? Ry­zy­kowne. Ni­gdy nie wia­domo, co jest na­prawdę wła­ściwe. Za co tra­fisz pod sąd wo­jenny, a za co otrzy­masz Orła Bia­łego[16].

Nie­mniej bry­gady ro­bot­ni­cze wciąż były w ru­chu. Po­moc zbom­bar­do­wa­nym? W każ­dej chwili. Szczyt­nie, za­sad­nie i wciąż od nowa. Choć i tak my­śle­li­śmy o tym, by od tego dnia pró­bo­wać żyć nor­mal­nie. O ile to moż­liwe. W miarę nor­mal­nie. Po po­łu­dniu funk­cjo­no­wały prze­cież wciąż kina, te­atry, ka­wiar­nie. I uka­zały się po­po­łu­dniowe ga­zety[17].

Wszy­scy jed­nak wie­dzie­li­śmy, że tych na­lo­tów mo­gło być wię­cej.

Tak na­prawdę nikt nie miał wąt­pli­wo­ści, że bę­dzie ich znacz­nie wię­cej.

Choć nikt nie miał po­ję­cia, jak wiele.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

PRZY­PISY

[1] Wspo­mnie­nia o Ste­fa­nie Sta­rzyń­skim. Za: Ma­rian Ma­rek Droz­dow­ski, Ste­fan Sta­rzyń­ski, Iskry, War­szawa 2006, s. 325.
[2] Frag­ment tek­stu pio­senki ze strony www.sta­re­me­lo­die.pl. Ty­tuł ory­gi­nalny: Je cher­che aprés Ti­tine, Ti­tine, mu­zykę do po­wsta­łej w roku 1917 pio­senki w ga­tunku foks­trot skom­po­no­wał Léo Da­ni­derff. Pio­senka znana jako Ti­tine albo Ti­tina, skom­po­no­wana dla fran­cu­skich ka­ba­re­tów, stała się po­pu­larna także i w Pol­sce. Od 1924, ze sło­wami Willy'ego, czyli An­drzeja Wła­sta, utwór ten wy­ko­ny­wał Eu­ge­niusz Bodo. Pio­senkę wy­ko­rzy­stał Char­les Cha­plin w fil­mie Dzi­siej­sze czasy z 1936 roku, a rok póź­niej w Ca­sino de Pa­ris za­śpie­wała ją Mi­stin­gu­ett. W 1939 roku z no­wymi sło­wami Ma­riana He­mara (Ten wą­sik, ach, ten wą­sik) i w wy­ko­na­niu Lu­dwika Sem­po­liń­skiego stała się sen­sa­cją re­wii Orzeł czy Reszka w te­atrzyku Ali-Baba w War­sza­wie. Była to zna­ko­mita pa­ro­dia Hi­tlera, za którą Sem­po­liń­ski mu­siał ukry­wać się w cza­sie II wojny świa­to­wej. Do pio­senki na­wią­zał rów­nież Ju­lian Tu­wim w swoim po­ema­cie dy­gre­syj­nym Kwiaty pol­skie, pi­sząc "Sie­działa pod cy­pry­sem, ba­wiła się z ty­gry­sem, a po­tem miała syna, Ti­tina, ach Ti­tina"; nie był to jed­nak do­słowny cy­tat. Na pod­sta­wie Wi­ki­pe­dii (do­stęp 24 lipca 2023).
[3] "Świat war­szaw­skich te­atrzy­ków prze­stał ist­nieć w ciągu kilku pierw­szych wo­jen­nych dni. Nie ozna­cza to prze­cież, że nie miał na­stęp­ców. W kilka mie­sięcy póź­niej ru­szyły pierw­sze kon­ce­sjo­no­wane przez Niem­ców tzw. te­atrzyki jawne, któ­rych ocena do dziś wzbu­dza kon­tro­wer­sje - ar­ty­stycz­nej i mo­ral­nej na­tury. Dzia­łały przez całą nie­mal hi­tle­row­ską oku­pa­cję; ostat­nie pre­miery od­były się w nich na parę dni przed wy­bu­chem po­wsta­nia war­szaw­skiego, które zmio­tło je z po­wierzchni ziemi, ale i z pa­mięci na­rodu" - https://cul­ture.pl/pl/ar­ty­kul/ka­ba­rety-przed­wo­jen­nej-war­szawy-1910-1939 (do­stęp 24 lipca 2023).
[4] Ma­rian Ma­rek Droz­dow­ski (Ste­fan Sta­rzyń­ski, s. 201) po­daje, że pani Pau­lina wy­ru­szyła w po­dróż z Man­fal­cone, jed­nak ta­kiej miej­sco­wo­ści nie ma. Cho­dziło za­pewne o Mon­fal­cone, miej­sco­wość we Wło­szech, choć Ba­tory, zgod­nie z opi­sem po­da­nym w Wi­ki­pe­dii, wy­pły­nął w po­dróż trasą, jaką po­da­łam - https://pl.wi­ki­pe­dia.org/wiki/MS_Ba­tory (do­stęp 19 lipca 2023). W Mon­fal­cone jed­nak znaj­duje się stocz­nia, w któ­rej "od pod­staw wg kon­cep­cji pol­skich ar­chi­tek­tów in­ży­nie­rów" zbu­do­wano Ba­to­rego. We­dług https://dzieje.pl/ak­tu­al­no­sci/85-lat-temu-we-wlo­skiej-stoczni-w-mon­fal­cone-nad-ad­ria­ty­kiem-po­lo­zono-stepke-ms-ba­tory (do­stęp 10 czerwca 2024): "1 maja 1934 r. we wło­skiej stoczni w Mon­fal­cone nad Ad­ria­ty­kiem po­ło­żono stępkę trans­atlan­tyku Ba­tory - le­gen­dar­nego szczę­śli­wego statku, który wraz z bliź­nia­kiem Pił­sud­skim za­pro­jek­to­wano przed wojną jako pły­wa­jące am­ba­sady pol­skiej kul­tury. Sta­tek zwo­do­wano 3 lipca 1935 r. Matką chrzestną była Ja­dwiga Bar­thel de Wey­den­thal, żoł­nierz I Bry­gady Le­gio­nów, dzia­łaczka nie­pod­le­gło­ściowa, ab­sol­wentka pa­ry­skiej Sor­bony oraz ASP w Kra­ko­wie. 21 kwiet­nia 1936 r. MS (Mo­tor Ship - mo­to­ro­wiec) Ba­tory opu­ścił stocz­nię i po­pły­nął do ma­cie­rzy­stego portu trasą: Triest - Du­brow­nik - Bar­ce­lona - Ca­sa­blanca - Fun­chal (Ma­dera) - Li­zbona - Lon­dyn - Ka­nał Ki­loń­ski. Do Gdyni za­wi­nął 11 maja".
[5] Ode­zwa pre­zy­denta War­szawy Ste­fana Sta­rzyń­skiego do miesz­kań­ców sto­licy w spra­wie ma­so­wego udziału w ko­pa­niu schro­nów i ro­wów prze­ciw­lot­ni­czych, w: War­szawa we wrze­śniu 1939 roku, pod re­dak­cją na­ukową Cze­sława Grze­laka; na pod­sta­wie https://de­pot.ceon.pl/bit­stream/han­dle/123456789/15003/Ludno%C5%9B%C4%87_cy­wil­na­_w_o­bro­nie­_swo­je­j_sto­licy.pdf?se­qu­ence=1 (do­stęp 29 grud­nia 2023).
[6] We­dług "Gońca War­szaw­skiego" z 28 sierp­nia 1939 roku.
[7] Ignacy Mo­ścicki, ur. 1.12.1867 w Mie­rza­no­wie, zm. 2.10.1946 w Ver­soix - pol­ski che­mik, po­li­tyk, w la­tach 1926-1939 trzeci pre­zy­dent Rzecz­po­spo­li­tej Pol­skiej. Na­uko­wiec, wy­na­lazca, bu­dow­ni­czy pol­skiego prze­my­słu che­micz­nego. Po­cząt­kowo zwią­zany z ru­chem so­cja­li­stycz­nym. W la­tach 1912-1922 pro­fe­sor Po­li­tech­niki Lwow­skiej, au­tor no­wa­tor­skiej me­tody po­zy­ski­wa­nia kwasu azo­to­wego z po­wie­trza. Za­ło­ży­ciel Unii Na­ro­dowo-Pań­stwo­wej w 1922 roku. W 1925 wy­brany na rek­tora Po­li­tech­niki Lwow­skiej, pro­fe­sor Po­li­tech­niki War­szaw­skiej w la­tach 1925-1926. W 1926 roku wy­brany na urząd pre­zy­denta Rze­czy­po­spo­li­tej, w 1933 wy­brany na drugą ka­den­cję. Bli­sko zwią­zany z obo­zem sa­na­cyj­nym Jó­zefa Pił­sud­skiego. W 1927 roku był ini­cja­to­rem bu­dowy Pań­stwo­wej Fa­bryki Związ­ków Azo­to­wych w Mo­ści­cach koło Tar­nowa. Au­tor po­nad 40 pa­ten­tów pol­skich i za­gra­nicz­nych, po wy­bo­rze na pre­zy­denta RP użyt­ko­wa­nie praw do swych pa­ten­tów nie­od­płat­nie prze­ka­zał pań­stwu pol­skiemu. Po agre­sji ZSRR na Pol­skę 17 wrze­śnia 1939 roku prze­kro­czył wraz z rzą­dem RP gra­nicę pol­sko-ru­muń­ską. Zo­stał in­ter­no­wany przez wła­dze Kró­le­stwa Ru­mu­nii. 30 wrze­śnia 1939 zre­zy­gno­wał z pre­zy­den­tury. W grud­niu 1939 wła­dze ru­muń­skie ze­zwo­liły na jego wy­jazd do Szwaj­ca­rii, gdzie miesz­kał do śmierci. Na pod­sta­wie Wi­ki­pe­dii (do­stęp 15 stycz­nia 2024).
[8] Tekst ode­zwy pre­zy­denta Igna­cego Mo­ścic­kiego do na­rodu z 1 wrze­śnia 1939 roku, za­ty­tu­ło­wa­nej Oby­wa­tele Rze­czy­po­spo­li­tej!, ogło­szo­nej przez głowę pań­stwa za­raz po na­pa­ści Trze­ciej Rze­szy na Pol­skę. Ten prze­cho­wy­wany w osso­liń­skich zbio­rach eg­zem­plarz wy­dany zo­stał przez Urząd Wo­je­wódzki Lu­bel­ski i wy­dru­ko­wany w Lu­bel­skich Za­kła­dach Gra­ficz­nych. Orę­dzie Igna­cego Mo­ścic­kiego dru­ko­wano i roz­po­wszech­niano w ca­łym kraju. Słu­żyło pod­nie­sie­niu na du­chu spo­łe­czeń­stwa i za­pew­nie­niu o zwy­cię­stwie, zwłasz­cza że Pol­ska jako na­pa­dana już była mo­ral­nym zwy­cięzcą. Tekst orę­dzia, jak rów­nież jego opis, za: https://osso­li­neum.pl/in­dex.php/ode­zwa-pre­zy­denta-mo­scic­kiego/ (do­stęp 13 grud­nia 2023).
[9] 13 czerwca 1934 roku sa­mo­lot Jun­kers G-38 z Go­eb­bel­sem na po­kła­dzie wy­lą­do­wał na nie­ist­nie­ją­cym już dziś lot­ni­sku na Polu Mo­ko­tow­skim; https://hi­sto­ry­kon.pl/13-czerwca-1934-roku-w-war­sza­wie-roz­po­czela-sie-wi­zyta-mi­ni­stra-go­eb­belsa-w-pol­sce/ (do­stęp 15 stycz­nia 2024). To bar­dzo cie­kawy sa­mo­lot. Wy­pro­du­ko­wano je­dy­nie dwie sztuki (jedną w wer­sji G 38a, drugą jako G 38ce), za­ku­pione na­stęp­nie przez li­nie lot­ni­cze Deut­sche Lu­fthansa. Pierw­szy eg­zem­plarz słu­żył ra­czej do ce­lów re­kla­mo­wych, a drugi ob­słu­gi­wał dłuż­sze trasy: z Ber­lina do Mo­na­chium, Frank­furtu nad Me­nem i Kró­lewca. Wy­ko­rzy­sty­wany był też na nie­któ­rych li­niach mię­dzy­na­ro­do­wych. Uwa­żany był jed­nakże ra­czej za "pre­hi­sto­rycz­nego ko­losa" niż za no­wo­cze­sny sa­mo­lot. G 38a roz­bił się w 26 maja 1936 roku w Des­sau (dziś Des­sau-Ro­ßlau), a druga ma­szyna od 1939 roku słu­żyła w Luft­waffe do trans­portu woj­sko­wego. Zo­stała znisz­czona w cza­sie na­lotu bom­bo­wego w Ate­nach w maju 1941. Na pod­sta­wie Wi­ki­pe­dii (do­stęp 15 stycz­nia 2024).
[10] Jó­zef Beck, ur. 4.10.1894 w War­sza­wie, zm. 5.06.1944 w Stăne­sti - pol­ski po­li­tyk, dy­plo­mata, bli­ski współ­pra­cow­nik Jó­zefa Pił­sud­skiego, puł­kow­nik dy­plo­mo­wany ar­ty­le­rii Woj­ska Pol­skiego. Na pod­sta­wie Wi­ki­pe­dii (do­stęp 15 stycz­nia 2024).Wa­lery Jan Sła­wek, ps. Gu­staw, So­plica, ur. 21.10/2.11.1879 w Stru­tynce, zm. 3.04.1939 w War­sza­wie - pol­ski po­li­tyk okresu II Rzecz­po­spo­li­tej, trzy­krotny pre­mier Pol­ski, mar­sza­łek Sejmu Rzecz­po­spo­li­tej, wol­no­mu­larz, pod­puł­kow­nik dy­plo­mo­wany pie­choty Woj­ska Pol­skiego. Czło­nek Pol­skiej Par­tii So­cja­li­stycz­nej i Or­ga­ni­za­cji Bo­jo­wej PPS, je­den z naj­bliż­szych współ­pra­cow­ni­ków Jó­zefa Pił­sud­skiego, li­der obozu sa­na­cyj­nego (tzw. grupy puł­kow­ni­ków), je­den z głów­nych twór­ców za­ło­żeń kon­sty­tu­cji kwiet­nio­wej. Ka­wa­ler Or­deru Orła Bia­łego. Pod ko­niec ży­cia zmar­gi­na­li­zo­wany we­wnątrz sa­na­cyj­nego obozu rzą­do­wego, po­peł­nił sa­mo­bój­stwo. Na pod­sta­wie Wi­ki­pe­dii (do­stęp 15 stycz­nia 2024).Bro­ni­sław Wil­helm Pie­racki, ur. 28.05.1895 w Gor­li­cach, zm. 15.06.1934 w War­sza­wie - pol­ski po­li­tyk, le­gio­ni­sta, puł­kow­nik dy­plo­mo­wany pie­choty Woj­ska Pol­skiego (do­wódca jed­nego z od­cin­ków obrony Lwowa pod­czas wojny pol­sko-ukra­iń­skiej 1918-1919), pra­cow­nik Mi­ni­ster­stwa Spraw Woj­sko­wych, a na­stęp­nie se­kre­tarz stanu w tym re­sor­cie (od 19 kwiet­nia 1929 do 4 grud­nia 1930), po­seł na Sejm II i III ka­den­cji w II RP z ra­mie­nia Bez­par­tyj­nego Bloku Współ­pracy z Rzą­dem (1928 i 1930-1934, przez pe­wien czas wi­ce­pre­zes BBWR), drugi za­stępca szefa Sztabu Ge­ne­ral­nego (od 9 paź­dzier­nika 1928 do 19 kwiet­nia 1929), wi­ce­pre­mier w rzą­dzie Wa­le­rego Sławka (od 5 grud­nia 1930 do 28 maja 1931), mi­ni­ster bez teki (od 28 maja do 23 czerwca 1931), mi­ni­ster spraw we­wnętrz­nych w rzą­dach Alek­san­dra Pry­stora, Ja­nu­sza Ję­drze­je­wi­cza i Le­ona Ko­złow­skiego (od 23 czerwca 1931 do 15 czerwca 1934), je­den z naj­bliż­szych współ­pra­cow­ni­ków Jó­zefa Pił­sud­skiego po prze­wro­cie ma­jo­wym, za­li­czany do czo­ło­wych człon­ków tzw. grupy puł­kow­ni­ków. Za­bity przez członka Or­ga­ni­za­cji Ukra­iń­skich Na­cjo­na­li­stów, Hry­ho­rija Ma­ciejkę. Na pod­sta­wie Wi­ki­pe­dii (do­stęp 15 stycz­nia 2024).
[11] "ZA­RZĄ­DZE­NIE PRE­ZY­DENTA RZECZ­PO­SPO­LI­TEJ. Na pod­sta­wie art.1 ust. 1 ustawy z dnia 23 czerwca 1939 roku o sta­nie wo­jen­nym (Dz.U. R.P. nr 57, poz. 366) za­rzą­dzam stan wo­jenny na ob­sza­rze ca­łego Pań­stwa. Pre­zy­dent Rzecz­po­spo­li­tej: I. Mo­ścicki. Pre­zes Rady Mi­ni­strów: Sła­woj-Skład­kow­ski. Mi­ni­ster Spraw Woj­sko­wych: Ka­sprzycki". Dz.U. 1939 nr 86 poz. 544; za: https://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/Do­cDe­ta­ils.xsp?id=WDU­19390860544 (do­stęp 13 grud­nia 2023).
[12] Z dzien­nika roku 1939. Kar­dy­nał Au­gust Hlond; http://pa­tri­mo­nium.chry­stu­sowcy.pl/kan­dy­daci-na-ol­ta­rze/sluga-bozy-kard-au­gust-hlond/dziela/1939-1945/Z-dzien­nika-roku-1939---_1084 (do­stęp 11 stycz­nia 2024).
[13] De­kret Pre­zy­denta Rze­czy­po­spo­li­tej z dnia 1 wrze­śnia 1939 roku o spra­wo­wa­niu zwierzch­nic­twa nad Si­łami Zbroj­nymi, o or­ga­ni­za­cji na­czel­nych władz woj­sko­wych i o ko­mi­sa­rzach cy­wil­nych - od chwili mia­no­wa­nia Na­czel­nego Wo­dza. Dz.U. 1939 nr 86 poz. 543.
[14] Za: https://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/Do­cDe­ta­ils.xsp?id=WDU­19390860543 (do­stęp 13 grud­nia 2023).
[15] Przy­pusz­cze­nie, że Zaza, czyli Jó­zefa Wró­blew­ska, nie żyje, jest błędne. Wię­cej in­for­ma­cji na ten te­mat w ko­lej­nych frag­men­tach.
[16] Or­der Orła Bia­łego - naj­wyż­szy or­der Rze­czy­po­spo­li­tej, usta­no­wiony w 1705 roku, re­ak­ty­wo­wany w 1921 roku. Nada­wany za zna­mie­nite za­sługi cy­wilne i woj­skowe dla Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej, po­ło­żone za­równo w cza­sie po­koju, jak i w cza­sie wojny. Nie dzieli się na klasy. Nada­wany jest naj­wy­bit­niej­szym Po­la­kom oraz naj­wyż­szym rangą przed­sta­wi­cie­lom państw ob­cych. W okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym nadany zo­stał 24 oby­wa­te­lom pol­skim i 87 cu­dzo­ziem­com (w tym 33 mo­nar­chom i pre­zy­den­tom, 10 pre­mie­rom, 12 człon­kom ro­dzin pa­nu­ją­cych, 15 mi­ni­strom); za: https://www.pre­zy­dent.pl/pre­zy­dent/kom­pe­ten­cje/or­dery-i-od­zna­cze­nia/or­dery/or­der-orla-bia­lego (do­stęp 13 grud­nia 2023).
[17] Na pod­sta­wie: https://www.pol­ska-zbrojna.pl/home/ar­tic­le­show/32296?t=Mor­der­cza-obrona-War­szawy (do­stęp 13.01.2024).