Bratnie dusze - Julia Justiss

-
Proszę czekać

Prolog

Kwiecień 1863 roku

Lady Margaret właśnie schodziła na dół, wciągając rękawiczki, gdy u stóp schodów pojawił się kamerdyner.

- Lady Margaret, dobrze, że jeszcze pani nie wyszła - powiedział.

- O co chodzi, Viscering? - spytała, tknięta złym przeczuciem.

Czyżby ojciec wydał jakieś nowe polecenie? W ostatnim czasie niczym go nie zdenerwowała, więc chyba nie zabroni jej przejażdżki konnej? Wiedziała jednak aż nadto dobrze, że hrabia Comeryn nie potrzebuje pretekstu do podejmowania arbitralnych decyzji.

- Nic takiego, milady - uspokoił ją kamerdyner. - Przyszedł tylko posłaniec z wiadomością. Czeka na zewnątrz.

Wiadomość przysłana przez prywatnego posłańca? W piątkowy poranek, gdy jej ojciec był poza ich rezydencją Montwell Glen na cotygodniowym spotkaniu z sędzią pokoju? To zapewne list od jej brata Crispina, który znał zwyczaje hrabiego tak dobrze jak ona. Zatem to wiadomość, którą brat chciał zataić przed ojcem.

- Dziękuję, Viscering. Odbiorę list i udam się na poranną przejażdżkę. - Margaret przyspieszyła kroku, starając się powściągnąć ekscytację. Czyżby przedsięwzięcie Crispina się powiodło? Czy wreszcie będzie wolna?

Gdy wzięła od posłańca list, od razu rozpoznała pismo brata.

- Zaczekasz na odpowiedź? - zapytała.

- Nie, milady. Miałem tylko doręczyć pismo - odrzekł posłaniec.

- W takim razie idź do kuchni, Anna da ci coś do zjedzenia, a twój koń w tym czasie odpocznie.

Opanowując chęć natychmiastowego otwarcia listu, udała się w ustronne miejsce między stajniami. Żaden ze szpiegów jej ojca nie powinien zauważyć, że otrzymała przesyłkę. W stajni z ulgą stwierdziła, że w przejażdżce będzie jej towarzyszyć Higgins, jej sekretny sprzymierzeniec. Nie wolno jej było oddalać się poza północne pastwisko, ale na szczęście Higgins, gdy tylko znaleźli się poza zasięgiem wzroku mieszkańców rezydencji, pozwalał jej na trochę prywatności, Zsiadła z konia, dopiero kiedy dotarli do zagajnika na najdalszym krańcu pastwiska.

- Będę czujny jak zawsze - zapewnił ją Higgins, zanim się oddaliła.

Weszła między drzewa, złamała pieczęć i szybko przeleciała wzrokiem list. Serce aż podskoczyło jej z radości.

- Alleluja! - wykrzyknęła, całując papier. Łzy stanęły jej w oczach, gdy ponownie skupiła się na najważniejszych słowach:

... sukces przedsięwzięcia przekroczył moje najśmielsze oczekiwania... pokaźna suma jest zdeponowana w londyńskim banku... przyjadę do Montwell Glen w przyszłym tygodniu, żeby ci towarzyszyć w drodze do Londynu...

Są wolne, ona i matka, mają środki, żeby uciec od despotycznego męża i ojca. Oczami wyobraźni już widziała jego minę, gdy poinformuje go o liście od brata.

Nie zamierzała czekać na przyjazd Crispina. Zabierze matkę i trochę niezbędnych rzeczy i wymknie się jutro rano. Zanim hrabia Comeryn znajdzie sposób, by im przeszkodzić.