Rozdział III
Mimo trwania przygotowań do ataku na zamek Vasenlona magowie kontynuowali pracę nad golemem, którego niegdyś chciały zniszczyć duchy Widmowego Lasu. Po napaści na bibliotekę Plugius nakazał swoim konstruktorom jak najszybsze ukończenie machiny, zatem prace powoli dobiegały końca. Na proces uruchamiania golema wezwano oczywiście naczelnego maga, który miał nadzorować przekazywanie energii z głównej wieży do złotej figury.
- Wszystko prawidłowo zabezpieczyliście? - zapytał najpotężniejszy czarodziej. - Wiecie, że nie mamy czasu na ewentualne poprawy. Straciliśmy go wystarczająco dużo.
- Sprawdzaliśmy kilkakrotnie każdy mechanizm - odrzekł jeden z konstruktorów. - Usunęliśmy wszelkie usterki, jakie pojawiły się w czasie naszych prac.
- A co z zaklęciami?
- Zaczęliśmy od odpornościowych, a po osiągnięciu antymagii uzyskaliśmy naczynie, na które nie zadziała już nigdy żaden czar. Duchy Widmowego Lasu będą przez niego przelatywały, nie robiąc mu najmniejszej nawet szkody. Można wręcz powiedzieć, że będzie dla nich niewidzialny. Nie w sensie dosłownym, rzecz jasna.
- Świetnie! - ucieszył się Plugius. - Może uda nam się zrewanżować tym obrzydliwym bestiom. Kontynuujcie.
Trzej magowie otoczyli leżącą na metalowej konstrukcji złotą figurę, a następnie podnieśli do góry ręce razem z różdżkami, które trzymali w prawych dłoniach. Plugius popatrzył na nich i skinął głową w kierunku głównego konstruktora na znak, że ten może zaczynać. Czarodziej zacisnął palce, a w jego dłoniach pojawiły się jasne kule. Jedną z nich wystrzelił przez okno, w kierunku głównego kryształu, a drugą uderzył w golema. Po chwili od najwyższej wieży zaczął płynąć potężny strumień energii, który przeniknął przez czarodzieja i zatrzymał się na golemie.
- Szybko! - krzyknął Plugius do magów, którzy otaczali figurę. - Musicie to idealnie zgrać w czasie, inaczej nam się nie uda!
Czarodzieje natychmiast utworzyli magiczny krąg, którym po sekundzie przecięli promień z głównej wieży. Zaczął się on rozszerzać na wszystkie strony, aż w końcu utworzyła się zeń świetlista kula.
- Przyłóżcie ją do golema - rozkazał Plugius.
Kiedy czarodzieje wykonali to polecenie, złota figura natychmiast wchłonęła całą energię. Wtedy promień z głównej wieży zniknął, a magowie mogli wreszcie odpocząć. Golem zabłysnął na moment oślepiającym światłem, jak gdyby był samym słońcem, a po chwili przybrał swój naturalny kolor.
- Chyba się udało - stwierdził bez przekonania naczelny mag, po czym podszedł do machiny i dotknął jej.
- W dalszym ciągu leży nieruchomo - stwierdził jeden z konstruktorów. - Nie powinien wstać?
Plugius odwrócił się i popatrzył na zmęczonych podwładnych.
- Niestety naładowanie tej istoty to dopiero jedna z dwóch czynności, jakie należy wykonać, aby golem mógł chodzić. Do jej uruchomienia potrzebny jest naturalny umysł - zaczął wyjaśniać główny czarodziej. - Któryś z nas będzie musiał go przekazać do tej machiny.
- Co takiego?!
- Golem nie może funkcjonować bez ludzkiego bądź innego myślącego rozumu.
- To znaczy, że któryś z magów będzie musiał poświęcić swoje życie?
- Na szczęście nie - zaprzeczył Plugius. - Jedyne, co będzie musiał zrobić, to zaryzykować, ponieważ transfer umysłu do lub z golema jest niebezpieczny. Po całej operacji taki czarodziej może wrócić do swojego ciała.
- Tylko kto się na to zdecyduje?
- Ja - rzekł główny mag, po czym rozkazał swoim podwładnym przetransportować golema do głównej wieży, gdzie znajdowały się odpowiednie sprzęty do przeprowadzenia transferu.
***
- Nie możesz tego zrobić! - powiedział z wyraźną złością w głosie Derius, który przyszedł do siedziby przywódcy. - Jesteś naszym władcą i musisz pozostać na Naurii.
- Przyjacielu, zrozum - zaczął przekonywać Plugius - niewielu jest takich, którzy dadzą radę. Tylko w ten sposób możemy zapewnić sobie powodzenie w tej misji. Muszę to być ja.
Derius wstał i nachylił się nad swoim dowódcą.
- Może i masz rację, ale nie tylko ty to wytrzymasz. Jest wielu wspaniałych czarodziejów, którzy dadzą sobie radę.
- Podaj mi imię chociaż jednego, który zrobi to dobrowolnie. - Naczelny mag chciał zakończyć rozmowę, lecz usłyszał odpowiedź zupełnie inną, niż się spodziewał.
- Derius! - odrzekł bez zastanowienia przyjaciel Plugiusa.
- Ty?
- Tak, ja. Chciałeś przynajmniej jednego maga, to go masz.
- Nie mogę ci na to pozwolić.
Derius usiadł i spokojnie kontynuował rozmowę.
- Ale nie możesz mi również tego zabronić - przekonywał.
- Mogę. To ja tu dowodzę.
- Dlatego najlepiej z nas znasz prawo magów. Dobrze wiesz, że jednym z podstawowych nakazów czarodzieja jest ochrona jego przywódcy, nawet z narażeniem życia. Jeżeli pójdę zamiast ciebie, to nie będzie to niezgodne z naszym prawem, ponieważ uchronię cię przed ewentualnym niebezpieczeństwem.
Plugius zdawał sobie sprawę, że Derius ma rację. Kodeks wyraźnie mówił, że dowódca ma być chroniony za wszelką cenę.
- Jesteś pewien, że tego chcesz? - zapytał.
- Tego nie powiedziałem. Lecz nigdy nie pozwoliłbym narazić cię na jakiekolwiek niebezpieczeństwo, dlatego zgłaszam się na ochotnika.
- Niech tak będzie - zadecydował Plugius. - Przygotuj się więc odpowiednio, ponieważ wieczorem zaczynamy. Transfer potrwa prawdopodobnie kilkadziesiąt minut.
- W porządku. - Czarodziej wstał i skierował się do drzwi. - Będę gotowy.
Kiedy nastał wieczór, konstruktorzy wraz z Plugiusem czekali w głównej wieży na Deriusa. Chociaż dowódcy Naurii nie podobał się ten pomysł, to jednak w głębi ducha wiedział, że było to najlepsze wyjście. Tylko on, obok Jorgana, potrafił używać pełnej mocy kryształu, który znajdował się na najwyższej wieży, i tylko on znał niemal wszystkie zaklęcia, jakie były potrzebne w czasie obrony przed ewentualnym atakiem.
Po kilkunastu minutach ochotnik wszedł do pomieszczenia i ujrzał innych magów oraz ustawionego w pozycji pionowej golema, do którego głowy przymocowano kilka przewodów. Złota figura wyglądem przypominałaby zwykłego człowieka, gdyby nie fakt, że miała około dwóch metrów wysokości oraz wyraźne śruby, poprzykręcane przy każdej ruchomej części ciała, włączając w to nawet żuchwę.
Golem znajdował się w okrągłej szklanej kopule, która przypominała ogromnych rozmiarów szklankę, wypełnioną w całości dziwnym zielonawym płynem. Obok znajdowało się identyczne pomieszczenie, które czekało na Deriusa. Całość połączona była grubymi przewodami, których ilości nie sposób było zliczyć. Czarodzieje znajdowali się na znacznie wyższym poziomie technologicznym niż reszta świata Wewnętrznego.
- Chyba czas zaczynać. - Derius westchnął, podchodząc do szklanego pomieszczenia. Po chwili stanął przy nim również Plugius.
- Możesz jeszcze zrezygnować - rzekł. - Ja jestem gotowy na transfer.
Czarodziej chwycił przywódcę za ramię.
- Ja też jestem. - Starał się być przekonujący, jednak w jego głosie dało się wyczuć odrobinę niepewności i strachu. - Jak mam tam wejść?
Plugius dał rozkaz do otwarcia pomieszczenia.
- Życzcie mi szczęścia - rzekł ochotnik i wszedł do środka. Jeden z konstruktorów zamknął za nim wejście.
- Załóż maskę na twarz, a następnie przymocuj do głowy tamte przewody. - Plugius wskazał na wiszące kable, na których końcach znajdowały się przyssawki. Kiedy Derius wykonał to polecenie, jeden z czarodziejów skierował się ku ścianie i przekręcił zawór, który się na niej znajdował. Natychmiast zielona maź zaczęła otaczać stopy Deriusa, by po jakimś czasie przykryć go całego.
- Twoje ciało pozostanie w tym pomieszczeniu do czasu, aż nie wrócisz tutaj z księgą Pood. Ten płyn ma zapewnić pożywienie twemu organizmowi oraz pełny metabolizm, nawet jeśli twój mózg przestanie pracować. - A przestanie zaraz po transferze - dodał Plugius. - Jesteś gotowy?
Czarodziej skinął potakująco głową, a następnie zamknął oczy. Wolał nie widzieć, co będzie się działo z jego ciałem i z golemem, do którego wkrótce zostanie przeniesiony jego umysł.
- Zaczynajcie! - rozkazał władca Naurii. - Im szybciej będzie miał to za sobą, tym lepiej dla niego.
Konstruktorzy podeszli do kopuł i przekręcili zawory znajdujące się z tyłu.
- Rzućcie zaklęcie zamiany - rzekł dowódca. - Nadeszła chwila, którą zapamiętamy na długo. Jeszcze nigdy nie wszczepialiśmy ludzkiego umysłu w sztuczne ciało.
- Według rozkazu - odparł jeden z magów i ustawił się naprzeciw kopuły, w której znajdował się Derius. Drugi stanął przy tej z golemem.
- Teraz! - usłyszeli głos Plugiusa, po czym uderzyli promieniami odpowiednio w kopuły znajdujące się przed nimi. Zielony płyn zaczął bulgotać, następnie przebarwił się na ciemny błękit. W tym momencie Derius odchylił głowę do tyłu i zaczął miotać się po całym kloszu. Wyglądało to tak, jakby poważnie cierpiał, lecz w rzeczywistości nic go nie bolało. Takie ruchy były spowodowane uwalnianiem się jego umysłu z ciała. Golem natomiast stał nieruchomo. Po chwili obwody, które były przymocowane do głowy czarodzieja, napełniły się dziwną energią. Była ona tak jasna jak słońce podczas upalnego dnia.
- To jego umysł? - zapytał mag, który stał za Plugiusem.
- A przynajmniej energia, jaką emanuje - odrzekł przywódca, mrużąc oczy. - Jeszcze chwila, przyjacielu.
Magowie tymczasem zaczęli tracić siły. Nie mogli sobie jednak pozwolić na to, aby przerwać transfer i odpocząć, ponieważ jakiekolwiek zakłócenia mogłyby spowodować śmierć Deriusa.
- Wytrzymajcie. Jego życie zależy teraz od was.
Słowa głównego maga jakby dodały im sił i czarodzieje uderzyli jeszcze mocniej. Umysł Deriusa przechodził powoli z jego ciała do golema, ale transfer w dalszym ciągu nie został ukończony. Widząc to, naczelny mag postanowił się przyłączyć. Ścisnął palce i wypuścił z dłoni jasny strumień energii, który popchnął umysł jego przyjaciela znajdujący się teraz pomiędzy kloszami. Spowodowało to przyspieszenie transferu.
- Uda się nam - wyszeptał po chwili.
***
Po kilkunastu minutach czarodzieje przenieśli umysł Deriusa do golema. Chociaż wszyscy byli wyczerpani, to jednak nie przejmowali się swoim stanem zdrowia, lecz podeszli do nieruchomego ciała, znajdującego się w kloszu, i zaczęli je konserwować. W tym samym czasie Plugius zbliżył się do pomieszczenia, w którym stała mechaniczna konstrukcja z umieszczonym w głowie umysłem jednego z czarodziejów.
- Derius? - zapytał. - Jesteś tam?
Golem nie odpowiedział, zatem władca Naurii postanowił otworzyć szklany klosz i spróbować jeszcze raz. Zielony płyn rozlał się po podłodze, czarodziej wszedł do środka i odpiął wszystkie przewody, które łączyły mechaniczną istotę z żywym organizmem.
- Obudź się! - rzekł głośno główny mag, klepiąc golema po głowie. - Wiem, że tam jesteś.
- A co się stanie, jeżeli jednak się nie obudzi? - zapytał jeden z konstruktorów.
- Nie biorę nawet takiej opcji pod uwagę - odparł z wyraźną złością Plugius. Nie pomylił się, gdyż po chwili golem otworzył oczy, które lśniły jeszcze jaśniej niż cała jego zbroja.
- Gdzie ja jestem? - zapytał swoim naturalnym głosem Derius. - Co się stało?
- Spokojnie, przyjacielu - powiedział cicho naczelny mag. - Przenieśliśmy właśnie twój umysł do tego ciała. Wszystko poszło zgodnie z planem.
Golem popatrzył na swoje złote ręce i przypomniał sobie wszystko, co wydarzyło się przed transferem. Poruszył lewą ręką, a następnie podniósł ją na wysokość głowy. Wtedy odwrócił dłoń i zgiął palce.
- Jak się czujesz?
- Dobrze - odrzekł, próbując ruszyć nogami. Zrobił krok do przodu, następnie drugi, by po chwili upaść bezwładnie na podłogę. Na szczęście Plugius w porę odsunął się na odpowiednią odległość, więc golem go nie przygniótł.
- Podnieście mnie - wyszeptał Derius, usiłując stanąć na złotych nogach. - Nie potrafię samodzielnie wstać.
- Musisz się tego nauczyć - oznajmił główny mag, po czym nakazał swoim podwładnym podnieść leżącą machinę.
- Ile to waży? - zapytał jeden z czarodziejów.
- Bardzo dużo. Golem jest tak samo ciężki jak stop złota, z którego go wykonano.
Po paru sekundach Derius ponownie stał, lecz tym razem nieco pewniej niż wcześniej.
- Po kilku dniach ćwiczeń opanujesz umiejętność chodzenia - stwierdził Plugius, po czym zaczął ziewać. - Ale najpierw my musimy odpocząć.
- Najlepiej będzie, jeśli poczekam tutaj - zaproponował golem. - Zanim zdołałbym dojść do swojej wieży, to z pewnością byłby już poranek.
- W porządku. Usiądź gdzieś na podłodze i spróbuj zasnąć. - Po chwili dodał: - O ile golemy mogą spać.
- Nawet jeżeli nie, to nic nie szkodzi - odrzekł czarodziej w mechanicznej istocie. - Poćwiczę sobie chodzenie. Mam nadzieję, że nie zdemoluję przez to całej wieży.
Magowie wyszli na zewnątrz, Plugius natomiast udał się do sąsiedniego pomieszczenia. Za oknem było już bardzo ciemno, zatem wszyscy poszli spać. Operacja związana z golemem trwała zdecydowanie dłużej, niż początkowo zakładano.
***
Z samego rana głównego czarodzieja obudził głośny trzask dobiegający zza ściany. Wstał, ubrał szaty i poszedł sprawdzić źródło hałasu. Kiedy otworzył drzwi, zobaczył Deriusa, który stał na połamanych drzwiach, z których zostały jedynie postrzępione deski.
- Coś ty zrobił?
- Chciałem wyjść na zewnątrz - zaśmiał się golem. - Nie moja wina, że drzwi wyszły ze mną.
- Zdaje mi się, że twoje ćwiczenia potrwają bardzo długo. - Plugius westchnął. - Ale to było do przewidzenia. Powiedz mi, czujesz coś?
- Zależy o co pytasz.
- O typowo organiczne bodźce. Zapach, dotyk, ból. Mimo wszystko dysponujesz cechami, które są typowe dla istot żywych: widzisz i słyszysz.
- Szczerze mówiąc, to nie poczułem nawet, że naciskam tak mocno na drzwi. Bólu także nie czuję. Ciekawe, czy przyjdzie to z czasem, gdy już oswoję się z nowym ciałem.
- Tak może być. Chodźmy na plac treningowy. Tam sprawdzimy twoją prawdziwą siłę i zwinność. Tylko nie zdemoluj niczego po drodze.
Magowie znali najrozmaitsze zaklęcia, dlatego w miarę szybko udało im się wyczarować prowizoryczny tor przeszkód, a także specjalny drążek do podnoszenia się oraz ścianę skalną. Do tej ostatniej Derius podszedł natychmiast, aby od razu sprawdzić swoją siłę.
- Spróbuj uderzyć tak mocno, jak tylko możesz - rozkazał władca Naurii. - Boleć cię nie będzie. Przynajmniej nie powinno.
Golem podniósł prawą rękę i uderzył w ścianę, niszcząc ją bez najmniejszego problemu.
- Zdaje się, że masz więcej mocy, niż przewidywaliśmy. To bardzo dobrze. Teraz musisz nauczyć się chodzić między tymi płotkami oraz wyćwiczyć ruchy rąk, posługując się metalowym drążkiem, który zawiesiliśmy na odpowiedniej wysokości. Potem wyślemy cię po księgę.
Złota machina wzruszyła ramionami i udała się na drugą część placu, aby zacząć ćwiczenia. Początkowo Derius miał problemy z podstawowymi ruchami, jednak stopniowo przyzwyczajał się do nowego ciała.