1
Kolorowa spiralka ilustrująca budowę cząsteczki DNA zajmowała połowę strony w podręczniku. Resztę wypełniał zbitek fachowych terminów. Ola zdążyła je przyswoić, ale kiedy przyszło do powtarzania wiadomości, jej pamięć przypominała szwajcarski ser, co w perspektywie zbliżającej się matury nie było dobrym prognostykiem. Mimo późnej pory sięgnęła po pliczek notatek sporządzonych drobnym i niezbyt kształtnym pismem, które głównie ona była w stanie rozczytać. Wyszukała odpowiednie kartki i rozłożyła je wokół siebie na skotłowanej kołdrze i poduszce. Przecierając piekące z niewyspania oczy, dwukrotnie przeczytała kilka definicji, których najważniejsze fragmenty podkreślone były wściekle pomarańczowym markerem.
Kiedy skończyła czytać o eksperymencie polegającym na wyizolowaniu DNA z komórek owocu kiwi, była za kwadrans druga. Chociaż na dziś zaplanowała jeszcze powtórkę jednego rozdziału podręcznika, czuła się całkowicie pokonana przez nukleotydy. Spojrzała na lampkę nocną, która niezmiennie paliła się jasnym światłem, jak gdyby chciała dodać jej energii. Niestety oczy Oli same kleiły się do snu.
Rozważyła przez moment opcję zaparzenia półlitrowego kubka mocnej kawy, która pomogłaby jej przebrnąć przez kolejne strony. Ostatecznie odrzuciła ten pomysł, bo na dziewiątą musiała być w szkole. Ostatnio spędzała tam mniej czasu, bo bieżący semestr nie był tak obciążony godzinami lekcyjnymi i wszyscy skupieni byli na przedmiotach maturalnych. Pozostałe już trochę odpuszczono. Mimo to należało pokazać się na lekcjach, a podparcie powiek zapałkami nie wchodziło w grę. Poza tym, aby dojść do kuchni, Ola musiałaby przejść przez pokój, który pełnił jednocześnie funkcję salonu, pokoju dziennego i sypialni rodziców. Ojciec byłby wściekły, gdyby przez przypadek wyrwała go ze snu.
Ziewając szeroko, wysunęła się spod kołdry. Zrobiła to jednak zbyt gwałtownie, przez co dziesiątki kartek z zapiskami rozsypały się po podłodze. Uprzątnęła szybko bałagan, kładąc jeden arkusz na drugim bez ładu i składu, z zamiarem posegregowania notatek o bardziej sprzyjającej porze. Chociaż w mieszkaniu było ciepło, zanim wyszła z pokoju, narzuciła na siebie błękitny, polarowy szlafrok. Zawsze była typem zmarzlucha. Nawet we frotowych skarpetach miała skostniałe z zimna stopy, a gdy wietrzyła z rana pokój, miała ochotę opatulić się włóczkowym szalem wydzierganym którejś jesieni specjalnie dla niej przez babcię Jolę.
Na stojącym naprzeciwko łóżka Oli niskim, dziecięcym tapczaniku spała Natalia z pluszowym królikiem wetkniętym pod głowę. Miała na sobie dwuczęściową różową piżamkę w księżniczki, której nie znosiła. Miała siedem lat, ale w przeciwieństwie do większości rówieśniczek nie była fanką księżniczek ani nie przepadała za różem. Tolerowała wyłącznie przetartą w kilku miejscach narzutę w kolorze fuksji, której nie chciała wymienić na inną. Narzuta była prezentem urodzinowym od cioci Amelii - młodszej siostry ojca i jedynego członka rodziny, nie licząc Oli, dla którego Natalia naprawdę była ważna. Pozostali nie liczyli się z nią w żadnych sprawach, nawet tak błahych jak wybór piżamy. Była tylko dzieckiem, które nie miało głosu, i co najwyżej przeszkadzało w rodzinnych spotkaniach.
Poprawiając kołdrę siostry, która niemal w całości zsunęła się z łóżka, Ola odruchowo zerknęła na prześcieradło. Przejechała po nim dłonią, po czym odetchnęła z ulgą. Jeszcze do niedawna Natalia regularnie moczyła się w nocy, ale na szczęście od pewnego czasu łóżko było zwykle suche. Tym razem również.
Mokre prześcieradło i silny odór moczu wprawiały mamę w zniesmaczenie, a ojca doprowadzały do szewskiej pasji. Czasami nocny wypadek udawało się ukryć przed rodzicami - jeśli oczywiście to Ola zauważyła go pierwsza. Pomagała wtedy Natalii się przebrać i po kryjomu zmieniała pościel. Później nastawiała pralkę, ale suszące się w łazience prześcieradło stanowiło przykry dowód nocnych zdarzeń, który trudniej było zamaskować. Płachta frotowego materiału zwisająca ze sznurka nad wanną działała na ojca jak czerwona płachta na byka. Podobnie jak widok rachunku za wodę czy prąd, kiedy nieprzyjemnych epizodów nocnych było kilkanaście w miesiącu.
Zenon Romański, ojciec Natalii i Oli, nie był złym człowiekiem. Utrzymywał rodzinę, przy rozlicznych okazjach podkreślając, że pensja żony jest głodowa, i gdyby nie on, wszystkiego by im brakowało. Poza tym mieszkał z nimi pod jednym dachem i był dumnym panem domu - nie jak ci wszyscy ojcowie i mężowie, którzy albo dla wygody odchodzili od rodzin, albo musieli za granicą pracować na lepszy byt. Ola przez lata wysłuchiwała, jak ważne jest to, żeby tata był w domu i żeby rodzina była pełna. Nigdy nie próbowała się z tym kłócić. Najpierw była za mała, aby rozumieć sprawy dorosłych, a później się nauczyła, że nie warto się sprzeciwiać. Zawsze i tak stała na straconej pozycji.
Zenon oprócz lepszych zarobków miał też żelazne zasady. Wychowywał obie córki twardą ręką, dzięki czemu miały wyrosnąć na porządnych ludzi - dokładnie takich jak on. Ola, owszem, chciała być porządnym człowiekiem, ale w dzieciństwie zwykle wolała, żeby zasady ojca były mniej żelazne, głos cichszy i spokojniejszy, a pas służył wyłącznie do utrzymywania spodni na właściwym miejscu. Teraz miała skończone osiemnaście lat, dorastała ojcu do brody, ale słowo "pas" nadal przywodziło myśli tyleż bolesne, ile wstydliwe.
Ola miała na koncie dziesiątki zajęć wychowania fizycznego, na które ojciec wypisywał usprawiedliwienia, bo siniaki na jej ciele nie pozwalały na swobodne przebranie się w szatni w towarzystwie innych dziewcząt. Wreszcie wuefistka obniżyła jej ocenę, w przekonaniu, że nie ćwiczy z lenistwa. Nigdy nie zapytano jej o prawdziwy powód - albo dlatego, że tak było wygodniej, albo rzeczywiście nikt niczego nie podejrzewał. Poza tym Ola była przekonana, że gdyby się odważyła z kimś porozmawiać, i tak nikt by jej nie uwierzył. Ojciec był poważanym funkcjonariuszem miejskiej policji, znanym z surowości, ale i pracowitości. Był nieprzejednany, nieskory do brania łapówek i ogólnie uchodził za wzór cnót w swojej profesji. Znało go niemal całe niespełna dwunastotysięczne miasto, w którym mieszkała ich rodzina.
Ułożywszy starannie kołdrę na łóżku Natalii, Ola spod głowy siostry wyciągnęła delikatnie pluszowego królika, którego chropowaty, plastikowy nos zostawił ślad na delikatnej skórze na czole. Położyła pluszaka tuż obok - tak, aby był pierwszą rzeczą, jaką siostra zobaczy po przebudzeniu się. Później nie była w stanie odeprzeć pokusy i delikatnie pogładziła ją po jasnych jak kłosy zboża włosach. Natalia cicho westchnęła i uniosła delikatnie kąciki ust. Musiała śnić o czymś przyjemnym, co nie zdarzało się zbyt często. Regularnie miewała złe sny, które ją budziły i później tak długo nie mogła zasnąć, że w końcu wierceniem się na łóżku budziła też Olę. Zdarzało się czasem, że jej spowodowany nocną marą krzyk niósł się po mieszkaniu. To również rozsierdzało ojca. Udawał, że nie ma pojęcia, że to on jest przyczyną koszmaru siedmioletniej córki.