Brakujące ogniwo - Marta Wiktoria Kaszubowska

Kup ebooka

28.00 zł
22.40 zł (13,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział PIERWSZY

Znów pojawiła się w pracy jako pierwsza z teamu. Zamknęła za sobą ciężkie szklane drzwi i założyła identyfikator na szyję. Podążyła do swojego stanowiska, wymieniając przyjazne "cześć" i "hello" z mijanymi ludźmi. Czuła się dobrze w korporacji. Wcześniej słyszała wiele negatywnych opinii na temat takiej pracy: "Człowiek jak trybik w maszynie!" – grzmiały wpisy na forach internetowych, "Liczy się wynik, a nie człowiek!", "Presja wyniku!" – dopowiadały artykuły w poważnych czasopismach. Nie zniechęciło jej to jednak do wysłania CV do szczecińskiej korporacji, która funkcjonowała w mieście od czterech lat. Skończyła historię, podczas studiów spędziła rok w Austrii, gdzie uzyskała dwa certyfikaty językowe, była szefową samorządu studenckiego. Dobra znajomość niemieckiego sprawiła, że zadzwoniono do niej dzień po wysłaniu aplikacji. Rozpoczęły się wielotygodniowe, żmudne etapy rekrutacji. Na końcu musiała zaprezentować umiejętności interpersonalne przed Szwajcarem, który plasował się bardzo wysoko w firmowej hierarchii. Sztywna z początku rozmowa w krótkim czasie przekształciła się w luźną, sympatyczną dyskusję, której pozytywnego wyniku była niemal pewna. Gdy poinformowano ją o przyjęciu do Discover Your Potential (DYP), nie okazała zdziwienia. Zawsze dostawała to, czego pragnęła. Była kobietą sukcesu, dojrzałym winogronem wśród rodzynków, dorodnym jabłkiem wśród papierówek. Zaprogramowała się na sukces.

– Lalka, skończyłaś w piątek tego case'a? – Władczy i nieco za wysoki głos Ulki wyrwał ją z zamyślenia.

– Została mi jeszcze ostatnia prosta. Mogłabyś mi przeforłardować tego maila, żebym sprawdziła, czy w niczym się nie pomyliłam?

– Dobra – sapnęła Ulka ze zniecierpliwieniem. – Pamiętaj tylko, musisz to zrobić ASAP.

Ula, dziewczyna, która szkoliła nowych pracowników, była od niej parę lat młodsza. Często przybierała protekcjonalny, pouczający ton, który doprowadzał do irytacji. Miała tendencję do rozstawiania ludzi po kątach, a team leaderka dawała na to milczące przyzwolenie. Ulka nadzorowała także postępy osób dłużej pracujących.

Lalka. Dziwne, rzadko spotykane zdrobnienie, kojarzące się ze starymi, czarno-białymi filmami czy z kobietami o pretensjonalnych manierach. Wielokrotnie dziwiła się rodzicom. Byli nowoczesnymi, racjonalnymi ludźmi. Mogli mieć w domu Kasię, Olę, Asię. Ale nie, oni woleli Eulalię. Eulalią była prababcia, kobieta postępowa i niezależna. "Taka powinna być nasza córka!" – pomyśleli w uniesieniu te dwadzieścia siedem lat temu. Pięć minut po Lalce na świat przyszedł chłopczyk, obdarzony prostym, klasycznym imieniem Konrad. Czułaby się znacznie lepiej, gdyby nazywał się równie dziwacznie jak ona. Spoglądałaby na takiego, powiedzmy, Dionizego, Ksawiera czy Teofila, wiedząc, że brat również został skrzywdzony przez rodziców.

Szybko uporała się z zadaniem i po godzinie wysłała je do klienta. Liczyła na spory bonus w tym miesiącu. Team leaderka z pewnością będzie z niej zadowolona, jak zwykle zresztą. Koło jedenastej zrobiła sobie kawę (drugą tego dnia), wyjęła z szafki przyrządzoną poprzedniego wieczoru sałatkę z pomidorów i mozzarelli i wróciła do komputera. Prawda była taka, że rzadko mogła sobie pozwolić na luksus przerwy śniadaniowej. Obowiązków ciągle przybywało, a team leaderka na każdą dłuższą pauzę reagowała alergicznie. Lalka siedziała więc przy komputerze, w pośpiechu zaspokajając głód. Przebywała w dużym pomieszczeniu zwanym open space, gdzie na jednej powierzchni funkcjonowały dwa różne teamy.

Mężczyźni w korporacji nie mogli się oprzeć jej kręconym rudym włosom, zielonym oczom i kobiecej figurze. Zadziwiające, ale to, co dawniej było jej największym kompleksem, stało się później atutem. Kiedyś nie cierpiała swojej rudości. W podstawówce dokuczano Lalce przy każdej okazji, co w niczym nie przypominało uroczych zalotów Gilberta Blythe'a do Ani Shirley. Z nadzieją patrzyła na czuprynę ojca, która z czasem zrobiła się kasztanowa. Była zahukanym, cichym dzieckiem, które miało dodatkowo problemy z dysleksją. Długo nie spotykała się z chłopakami. Wszystkich interesowały eteryczne blondynki i temperamentne brunetki, kościste rudzielce nie wpisywały się raczej w ich kanony piękna.

Zmiana nastąpiła dopiero w klasie maturalnej. Włosy ściemniały, zaczęła wyraźniej podkreślać urodę, a jej ciało nabrało bardziej krągłych kształtów. Nagle ci, którzy jeszcze parę miesięcy wcześniej ledwie obrzucali Lalkę spojrzeniem, otwarcie zaczęli okazywać jej zainteresowanie. Obiecała sobie wtedy, że nigdy już nie będzie nieśmiałą, nieopierzoną kurką – postanowienia dotrzymała. Okres przedmaturalny oraz studencki wypełniony był imprezami i ludźmi. Tak pozostało do dziś.

– Leila, can you help me, please? – nieśmiała Węgierka, która niedawno dołączyła do zespołu, miała problem z opanowaniem podstaw Excela.

– Sure. – Uśmiechnęła się do drobnej brunetki.

Nie wiedziała dlaczego, ale polskie zdrobnienie jej imienia z trudem przechodziło obcokrajowcom przez gardło. Wszyscy więc zwracali się do Lalki "Leila". Nie pamiętała, kto pierwszy zapoczątkował tę modę, grunt że się przyjęła.

Pod koniec pracy team leaderka poprosiła wszystkich o uwagę.

– Guys, I have an announcement to make. – Usiadła na skraju biurka Ulki. – Nie chciałam wam o tym mówić wcześniej, bo nie byłam pewna, czy wszystko wypali – kontynuowała po angielsku. – W niedzielę wylatuję do Zurychu. Przenoszę się tam na stałe.

Rozległ się podekscytowany szmer.

– Why didn't you tell us? Zawsze mówisz nam o wszystkim – zapytała z wyraźnym wyrzutem Cristina, Bułgarka z najdłuższym stażem w firmie.

– Nie chciałam zapeszać – wyjaśniła spokojnie Grażyna. – Od poniedziałku stery w grupie przejmie nowy team leader. Jest to osoba z zewnątrz, spoza firmy. Mam nadzieję, że przygotujecie mu miłe powitanie.

Decyzja Grażyny wywołała duże poruszenie. Był group hug, parę osób uroniło łzy, były też ciastka. Lalka oczywiście przyłączyła się do gorzkich żali, jęków i lamentów. Zawsze elastyczna, wiedziała, jak się zachować w tej sytuacji. Tak naprawdę jednak nigdy nie przepadała za szefową. Nienaturalna, nerwowa i apodyktyczna, wytwarzała niepotrzebne napięcie. Prawdopodobnie miała też niezdiagnozowaną manię czystości, bo bardzo często smarowała dłonie żelem dezynfekującym.

Był piątek i Grażyna zaprosiła wszystkich na imprezę do Hormona. Lalka po wyjściu z pracy prędko zjadła kebab z budki nieopodal biura i podążyła do lokalu. Hormon, zwany przez niektórych "Szmatą", był w czasach studenckich miejscem cotygodniowych spotkań. Dobra muzyka i liczne towarzystwo wprawiały zawsze w szampański nastrój.

Część teamu zajęła już miejsca przy sześciu złączonych stolikach, a Lalka zahaczyła o toaletę. Spojrzała uważnie w lustro i raz jeszcze pociągnęła rzęsy tuszem, policzki różem, dodała błyszczyk i użyła perfum. Zwichrzyła włosy tak, że zmieniły się w pokaźne afro.

– Jesteś niezłą laską – powiedziała sama do siebie, szczerząc zęby w triumfalnym uśmiechu.

Zamówiła białe martini i wróciła do stolika, kołysząc biodrami do taktu rozbrzmiewającej z głośników piosenki.

– Słyszałam, że Grażynę ma zastąpić jakiś facet. – Natalia skorzystała z nieobecności team leaderki, by pogadać o nowej sytuacji.

– Naprawdę? – Oczy Lalki zaiskrzyły. – Mam nadzieję, że będzie z niego niezła dupeczka!

– Ale ty jesteś! – zachichotała koleżanka.

– Give me fresh meat, baby! – żartowała Lalka, rozbawiając przy tym coraz większą liczbę słuchaczy.

– Give it to me, baby! – zaczęła któraś z dziewczyn.

– Aha! Aha! – odpowiedziało parę kolejnych.

Ogólny wybuch wesołości przerwało pojawienie się Grażyny.

– Z czego tak pękacie? Chciałabym się przyłączyć! – krzyknęła z przesadnym entuzjazmem.

– Ja jestem pogrążona w smutku! – zawyła Ulka, teatralnie ocierając palcem niewidzialną łzę.

– Och, ty jedna mnie rozumiesz! – Utonęły w uścisku. – Wybacz, Karol, zapomniałam o tobie!

Grupa zauważyła wysokiego mężczyznę przyglądającemu się tej scenie miłosnej. Był wyraźnie zdegustowany zbiorową egzaltacją.

– Everyone, meet Karol Mankiewicz, your new team leader! – Wskazała dłonią przybysza. – Karol, to najlepsza, najbardziej zgrana grupa, z jaką kiedykolwiek pracowałam! Zajmij się nimi troskliwie.

– Zrobię, co w mojej mocy – odparł bez cienia uśmiechu. – Nice to meet you all – westchnął i zajął miejsce przy jednym z ostatnich stolików.

Nie wyglądał na osobę cieszącą się życiem. Obejmował dłońmi butelkę piwa, wodząc dookoła ponurym wzrokiem. Nie tak Lalka wyobrażała sobie nowego team leadera. Sądziła, że będzie to człowiek pełen zapału, energicznie uściśnie wszystkim dłonie i zapewni, jak bardzo się cieszy z tej "wspólnej przygody". Karol wyglądał natomiast jak skazaniec w izolatce. Oczywiście, pierwsze wrażenie bywa mylne, choć coś jej podpowiadało, że szykuje się niełatwy rozdział w DYP.

– Why is he so depressed? – zastanawiała się Marta, Węgierka.

– Też się nad tym zastanawiam – podjęła Karolina. – W ogóle się z nami nie przywitał. He's freaky.

– Cicha woda – zanuciła Natalia.

Grażyna, nieco zdesperowana singielka, ewidentnie próbowała go oczarować. Odpowiadał półsłówkami, obrzucając ją jedynie przelotnym spojrzeniem. Lalka wychyliła dwa wściekłe psy dla kurażu i ruszyła w stronę Karola.

– Pozwolisz, że się przedstawię: jestem Eulalia, ale wszyscy mówią na mnie Lalka – wyparowała, przerywając rozmowę (a raczej monolog) szefowej.

Nie zrobiła jednak na mężczyźnie żadnego wrażenia. Odchrząknął, podając jej rękę.

– Cóż, miło mi cię poznać.

– Zawsze jesteś taki spięty? – nakreśliła cudzysłów w powietrzu. Nie zamierzała odpuścić. Martini i wódka krążące w żyłach kibicowały tej decyzji.

– A ty zawsze masz taki tupet? – odparował, opróżniając dużym haustem butelkę piwa. Skierował się do baru, zostawiając ją.

"Co za bezczelny gnojek. Myśli, że pozjadał wszystkie rozumy! – wygładziła bluzkę zdecydowanym ruchem. – Pokażę mu jeszcze, gdzie raki zimują!".

Zabawa trwała w najlepsze i Lalka podążyła na parkiet. Cudownie było odprężyć się po tygodniu ciężkiej pracy. Tomek, jeden z największych przystojniaków w teamie, nie pozostał obojętny na jej kocie ruchy i wkrótce wirowali w tańcu. Wiedziała jednak, że nie pójdzie z nim do domu. Była frywolna, pewna siebie i odważna, ale partnerów dobierała zawsze bardzo ostrożnie. Nie przyznałaby się do tego przed wyzwolonymi dziewczynami z korporacji, ale seks bez miłości dla niej nie istniał. Życie erotyczne Lalki bardzo cierpiało przez takie poglądy – ostatniego chłopaka miała półtora roku temu.

Gdy Grażyna dołączyła do grupy, szaleństwo sięgnęło zenitu. Team leaderka najpierw wcieliła się w nieśmiało pląsającą małą dziewczynkę, by później odegrać rolę rasowej femme fatale, która jednym ruchem i spojrzeniem łamie męskie serca. Wszyscy entuzjastycznie klaskali, wydawali zachęcające okrzyki, a ona czuła się jak królowa balu. Lalka zastanawiała się, na ile te reakcje są szczere, ale również płynęła na fali zbiorowej euforii.

Karol kilka minut po północy wstał z miejsca, wygładził elegancki garnitur, strój wybitnie "imprezowy", pożegnał wszystkich krótkim: "Cześć, do poniedziałku". Z Grażyną rozmawiał nieco dłużej, być może dogrywali ostatnie szczegóły nadchodzących zmian.

Lalka wróciła do mieszkania o czwartej rano. Już w progu poczuła słabość i mdłości. Czym prędzej pognała do łazienki. Wiedziała przecież, czym się kończy mieszanie alkoholu. Imprezowała często, zawsze potem dopadał ją ogromny, paskudny kac, połączony z dolegliwościami żołądkowymi. Uwielbiała jednak kojący, cudowny szum w głowie, gdy wlewała w siebie kolejne drinki. Szmer, który pozwalał nie myśleć o tym wszystkim. Piła więc ostro i regularnie, mimo świadomości konsekwencji.

Kiedy wyszła z toalety, zaczęło powoli świtać. Jęknęła żałośnie i położyła się na kanapie, nie zdejmując ubrania.

*

W tym miesiącu mijają dwa lata. Jak ten czas szybko leci! Siedemnastego września 2012 roku Konrad opuścił ich wspólne mieszkanie i rozpłynął się w powietrzu. Na początku Lalka nie niepokoiła się – brat był nieposkromioną duszą, człowiekiem buntującym się przeciw rzeczywistości, potrzebował przestrzeni. Wielokrotnie wyjeżdżał gdzieś na kilka tygodni, nie informując o tym rodziny. Zawsze jednak wracał, bogatszy o nowe przygody i doświadczenia. Wziął nawet kiedyś dziekankę, poświęcając rok na zwiedzanie Europy. Miał duży apetyt. Pragnął poznawać nowe miejsca, ludzi. Gdy nasycił głód, pojawiał się w domu i kontynuował przerwane podróżą życie. Oczywiście taki tryb życia odbił się na jego wynikach na studiach. Dwa razy powtarzał drugi rok, raz trzeci, do czwartego nie dobrnął. Non scholae, sed vitae discimus – mawiał.

Rodzina zaczęła się martwić o Konrada miesiąc po jego zniknięciu – tak długie milczenie było zastanawiające, nawet jak na niego. Policja podjęła szeroko zakrojone poszukiwania. Przesłuchano bliskich zaginionego, przeczesano szczecińskie lasy i zbiorniki wodne, próbowano namierzyć komórkę chłopaka. Sprawą zainteresowały się media, dzwoniły osoby, które rzekomo widziały Konrada w dniu zniknięcia lub później. Za każdym razem jednak trop był fałszywy. Nie znaleziono żadnego śladu brata Lalki.

Nie miała z nim dobrych relacji. Jeśli ktoś myślał, że wszystkie bliźniaki żyją w zgodzie i wzajemnym szacunku, szybko zmieniłby zdanie, obserwując wiecznie skonfliktowane rodzeństwo. Każdy pretekst był dobry do kłótni. Od najmłodszych lat rywalizowali o względy rodziców. Skarżyli na siebie, wytykali sobie wszystkie potknięcia i błędy. Matka i ojciec myśleli, że porywczość minie im z wiekiem. Nic bardziej mylnego. Wspólna egzystencja był dla bliźniaków katorgą – Lalka świętowała, gdy Konrad opuszczał lokum na dłużej. Dzielili przestronne mieszkanie odziedziczone po dziadku. Rodzice po wysłaniu dzieci na studia przenieśli się do niewielkiego domku pod Szczecinem.

Wielokrotnie odtwarzała w pamięci dzień zaginięcia Konrada. Rankiem poczuła charakterystyczny, słodkawy zapach wydobywający się z pokoju brata. Nie mogąc opanować narastającego gniewu, otworzyła drzwi i zobaczyła, jak chłopak leży na łóżku, paląc jointa. Już wcześniej mu się to zdarzało – za każdym razem zbywał narzekania siostry stwierdzeniem: "Daj spokój, człowiek musi się przecież czasem wyluzować". Z "czasem" zrobiło się "często" i Lalka była poważnie zmartwiona. Słyszała, że marihuana nie jest szkodliwa, ale bądź co bądź klasyfikowano ją jako narkotyk.

– Wiedziałam, że nie uczysz się do kampanii wrześniowej! – wycedziła. – Jeśli nie masz do tego głowy, znajdź sobie jakąś pracę, ty leniu. No już, wstawaj, wyrzuć to świństwo i pomóż mi sprzątnąć chlew, który zrobiłeś wczoraj w kuchni! – Szarpnęła bratem, który nie zamierzał się ruszyć. Zarechotał złośliwie i przymknął oczy.

– Odwal się – mruknął. – Wynocha.

Lalka stanęła przed nim, trzymając ręce na biodrach. Miała ochotę rozszarpać bliźniaka.

– Piorę twoje łachy, doprowadzam mieszkanie do ładu, a ty leżysz do góry dupą i w ogóle mi nie pomagasz!

– O, wściekamy się! – zachichotał. – Mamy okres?

– Przegiąłeś! Nie chcę cię widzieć!

– Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, siostrzyczko.

Wzięła torebkę i wyszła z mieszkania, trzaskając drzwiami. Spędziła poza domem cały dzień – wzięła w DYP wolne za nadgodziny. Spotkała się z ówczesnym chłopakiem, zrobiła zakupy ciuchowe w Galaxy, zjadła chińszczyznę w China Town, a na koniec poszła na siłownię. Wróciła późnym wieczorem, z ulgą stwierdzając, że Konrada nie ma w domu.

Z perspektywy tych dwóch lat uświadomiła sobie, że wszystkie kłótnie, które czasem urastały do rangi "konfliktu na śmierć i życie", były w rzeczywistości małymi sprzeczkami. Pamięć wypiera złe chwile i gdy myślała o bracie, do głowy przychodziły czasem pozytywne wspomnienia. Wiele razy obronił przecież Lalkę przed szkolnymi oprawcami, pomagał w matematyce, która była dla siostry czarną magią. Parę dni przed studniówką zerwała z chłopakiem i Konrad poszedł z nią na bal, mimo że umówił się z kimś innym. Czy tak postępuje skończony egoista, pozbawiony skrupułów drań?

Nigdy nie powiedziała rodzicom o ich ostatniej rozmowie, nie potrafiła sobie poradzić z poczuciem winy. Oddałaby wszystko, by móc przytulić brata, powiedzieć, jak bardzo go kocha, przeprosić za ostatnią kłótnię przed rozstaniem. Nigdy nie straci wiary, że kiedyś będzie to możliwe. Ta wiara sprawiała, że codziennie rano wstawała z łóżka, chodziła do pracy i normalnie funkcjonowała. Co wieczór wyobrażała sobie Konrada wygrzewającego się w słońcu Goa lub surfującego gdzieś w Miami. Jego śmierci nie brała pod uwagę. Rodzice nie podzielali optymizmu Lalki. Matka i ojciec byli przekonani, że syn nie żyje, tym bardziej że policja odnalazła w jego laptopie zastanawiającą korespondencję z internautką o pseudonimie "TheSecretKey89". Pisali o "kruchości bytu", "wkroczeniu w inny wymiar świadomości", "odcięciu się od tego wszystkiego". Niestety, nie można było namierzyć tej kobiety – korzystała z kafejek internetowych rozsianych po całej Polsce.

Lalka była przekonana, że Konrad żyje, nigdy nie wykazywał skłonności samobójczych. Uciekł pewnie dokądś, by rozpocząć nowy, ciekawszy rozdział z dala od problemów i swoich bliskich. Przekonanie to nie umniejszało jednak wyrzutów sumienia. By sobie z nimi poradzić, każdą sobotę lub niedzielę poświęcała na poszukiwania brata. Dodawała uaktualnienia na stronie poświęconej jego zaginięciu, dzwoniła na policję, by zapytać o nowe tropy, przemierzała samochodem cały Szczecin, uważnie obserwując każdego samotnie błąkającego się młodego mężczyznę. Gdy miała więcej wolnego, wyjeżdżała do Warszawy, w której Konrad często bywał, i spotykała się z jego licznymi znajomymi. Denerwowała ją rezygnacja rodziców. Ojciec się załamał, matka była w stosunku do córki przytłaczająco opiekuńcza, reagowała paniką na każdą przerwę w kontaktach. Nigdy nie rozmawiali o Konradzie. Każda wzmianka o nim działała jak płachta na byka i Lalka wiedziała, że jeśli chce utrzymać poprawne relacje z rodzicami, nie powinna wspominać o bracie.

Dzisiejszy dzień również planowała poświęcić poszukiwaniom. Wstała o pierwszej, zaparzyła mocną kawę i sięgnęła po telefon.

– Dzień dobry, mówi Eulalia Zajmoska. Dzwonię w sprawie mojego brata Konrada, który zaginął siedemnastego września 2012 roku, czy...

– Dzień dobry, pani Eulalio – przerwał jej policjant. – Nic się niestety nie zmieniło w ciągu minionego tygodnia, obiecuję, że gdy wpadniemy na jakiś nowy trop, niezwłocznie panią o tym poinformujemy.

– Nikt do was nie dzwonił? Na facebookowej stronie, którą założyłam, zapisanych jest wiele osób. Nikt do was nie dzwonił? – powtórzyła pytanie.

– Tak jak mówiłem: żadnych nowości – odparł spokojnie funkcjonariusz.

Zawiedziona zakończyła połączenie. Włączyła laptopa i opublikowała wpis na Facebooku:

 

 

Jest wrzesień. Dwa lata temu ten czas nie wyróżniał się niczym szczególnym. Sytuacja uległa zmianie dopiero siedemnastego dnia miesiąca – mój brat wyszedł z naszego wspólnego mieszkania i nie widziałam go do dziś. Początkowo cieszyłam się, że nie ma ze mną tego lekkoducha. Sądziłam, że niedługo wróci albo przynajmniej się odezwie i będziemy mogli dalej drzeć koty;) Tak się jednak nie stało. Apeluję do Was: jeśli ktokolwiek go spotkał, niech da znać. Każde zgłoszenie będzie cenne dla mnie i mojej rodziny. Przypominam:

imię i nazwisko: Konrad Zamojski

wiek: 25 lat w chwili zaginięcia

zajęcie: student informatyki

data zaginięcia: 17 września 2012 roku

godzina: nieznana

miasto: Szczecin

widziany po raz ostatni: mieszkanie przy ulicy Legnickiej

wzrost: 190 cm

kolor oczu: zielone

włosy: jasny blond wpadający w rudy

znaki szczególne: sporej wielkości blizna przecinająca prawy policzek; lekko sepleniące "sz" i "cz"

ubiór: ciemnogranatowe dżinsy i szara bluza z kapturem (prawdopodobnie).

 

 

Zamknęła klapę laptopa i odetchnęła ciężko. Żołądek zaburczał, dopominając się o jedzenie. Błyskawicznie pochłonęła dwie kanapki z serem i pomidorem, na nic innego nie miała apetytu. Najchętniej nie wychodziłaby dziś z mieszkania. Chodziła smętnie w szlafroku, próbując jakoś zapełnić czas. Westchnąwszy ciężko, stanęła w drzwiach pokoju Konrada. Cieszyła się, że jej brat był takim bałaganiarzem. Dzięki temu miała wrażenie, że opuścił mieszkanie tylko na chwilę. Na podłodze walały się płyty CD, na dywanie leżała gitara, a duży fotel pełnił funkcję składowiska starych czasopism komputerowych. Przekaz był jednoznaczny – "niedługo wracam".

Melancholię przerwało miłosne wyznanie Shakiry "Can't remember to forget you".

– Halo? – pociągnęła nosem.

– Well, hello, hello! – usłyszała dziarski głos Natalii.

– O, hej.

– Coś brzmisz niewyraźnie. Przeziębiona?

– Nie, nie. – Wzięła się w garść. – Skacowana.

– Witam w klubie, baby. Suszy mnie tak, jakbym przemierzyła całą pustynię. Dzwonię, żeby zapytać, czy wybierasz się na tandemy do Piwnicy Kany.

– Chętnie – rozchmurzyła się trochę. – Zupełnie o nich zapomniałam.

– Widzisz? Zawsze możesz na mnie polegać. Chciałabym, by przyszedł jakiś hot latino.

– Był taki jeden tydzień temu, a że na brak zainteresowania nie narzekał, pewnie dzisiaj też zajrzy.

– Osiemnasta, Piwnica Kany?

– Jak nie, jak tak!

– Bis dann, Schatz!

 

 

Tandemy organizowano już kilka lat. Na spotkania przychodzili Polacy i obcokrajowcy chcący porozmawiać w różnych językach. Lalka regularnie odwiedzała klimatyczny szczeciński pub, zawarła nawet kilka ciekawych znajomości. Czasami dołączała do niej Natalia.

Zaraz po Natalii zadzwoniła matka. Wyrzucała z siebie setki pytań: "O której wczoraj wróciłaś do domu?", "Czy znowu przesadziłaś z zabawą?", "Przyjechałaś do domu taksówką czy przyszłaś pieszo?", "Masz dość pieniędzy na czynsz w tym miesiącu? Jeśli nie, możemy ci pożyczyć", "Przyjdziesz jutro na obiad? Zrobię twoje ulubione lasagne!". Lalka odrzuciła propozycję, wiedziała jednak, że mama nie da za wygraną. W końcu skapitulowała. Wizyty w domu rodziców nie należały do najprzyjemniejszych. Nie mogła znieść widoku posępnego, milczącego ojca, patrzącego na nią tak, jakby była winna zniknięciu brata, mamy siedzącej zwykle w kuchni i unikającej szczerej rozmowy. Chociaż nigdy by się do tego nie przyznali, to Konrada kochali bardziej. Mimo że nie miał głowy do nauki, obracał się w szemranym gronie hipisów i dekadentów, a jego postawa życiowa pozostawiała wiele do życzenia. Lalka nie mogła w dzieciństwie liczyć na taryfę ulgową. Zawsze więcej od niej wymagali, krytycznie oceniali podejmowane przez nią decyzje. Jeśli nastąpi kiedyś ten dzień i Konrad wróci, matka w jednej chwili przeniesie na niego całą uwagę i ciepło. Częste telefony, zabieganie o kontakt, nerwowe uściski denerwowały ją tak bardzo dlatego, że czuła się jedynie produktem zastępczym.

Rozpoczęła przygotowania do nadchodzącego wieczoru. Wzięła prysznic, mocno szorując ciało, by poprawić krążenie. Po kąpieli wyjęła z szafy brązową bluzkę odważnie eksponującą dekolt, dżinsy opinające nogi, włosy przewiązała kolorową czerwoną chustką. Jeszcze staranny makijaż i była gotowa. Zdołowana dziewczyna zniknęła, a na jej miejscu pojawiła się pełna energii imprezowiczka. Sporo ten entuzjazm Lalkę kosztował, ale cóż... nikt przecież nie chce spędzać czasu ze smutasem.

O szóstej Piwnica Kany świeciła jeszcze pustkami. Z głośników sączył się leniwie jazz, a przygaszone światła wprawiały w senny nastrój. Podeszła do barmana i razem z Natalią zamówiły słodkie, ciemne piwo, po czym zajęły miejsce przy długim stole opatrzonym etykietą "Language Tandem Meetings".

– Ludzie zaczną się schodzić dopiero koło ósmej – westchnęła Lalka, rozglądając się dookoła.

– Spójrz na tego przystojniaka! – pisnęła nagle koleżanka.

Po krętych schodkach prowadzących do lokalu schodził właśnie młody mężczyzna o śniadej karnacji.

– Jest cały twój – wywróciła oczami, śmiejąc się w duchu.

Nieznajomy zbliżył się do nich.

– Are you here for Language Tandem Meeting?

– Yes – odpowiedziała krótko Lalka, rejestrując jednocześnie rosnący zachwyt na twarzy towarzyszki.

– Great. – Uśmiech nie schodził mu z twarzy. – I'm Vijay from India.

– Very nice to meet you! – zaszczebiotała Natalia.

Cała trójka przedstawiła się sobie i zapadło milczenie. Lalka już dawno zauważyła, że koleżanka ma inny gust. Pociągali ją ciemnowłosi, opaleni mężczyźni, pragnęła poznać jakiegoś ognistego amanta i zamieszkać w otoczonej palmami hacjendzie. Vijay to nie Latynos, ale nie można mu było odmówić egzotyki.

– So girls – rozpoczął rozmowę Hindus. – Często tu bywacie? – kontynuował po angielsku.

– Leila przychodzi tu regularnie. Ja ze zmiennym szczęściem – pospieszyła z odpowiedzią Natalia.

– Really? – wyraźnie się ucieszył. – Nice! Zaczekajcie tu, skoczę po kieliszek wina. Któraś z was ma na coś ochotę? – zapytał uprzejmie.

Pokręciły odmownie głowami. Trzeba przyznać, że był przystojny. Lalka pracowała z paroma Hindusami podczas wakacji w Anglii, ale żaden z nich nie dorównywał urodą jej nowemu znajomemu. Przyzwyczaiła się do okrągłych, pucołowatych twarzy, dużych oczu i krępych sylwetek. Vijay stanowił dla nich przyjemną przeciwwagę – smukły, wysoki i wyraźnie wysportowany, mógłby z powodzeniem występować w produkcjach bollywoodzkich.

Kana wypełniła się ludźmi dopiero o ósmej. Większość osób była w wieku studenckim; Lalka i Natalia zawyżały średnią. Na dzisiejsze spotkanie, prócz Polaków, przybył jeden Portugalczyk, dwóch Niemców, Rosjanka, cztery Francuzki, a także Hiszpan niestrudzenie szukający słowiańskiej żony. Przychodził na tandemy od wielu miesięcy i zaliczył parę krótkich romansów. Z Natalią też.

Vijay był w Polsce od paru tygodni, pracował w jednej z większych firm informatycznych w Szczecinie. Rok temu natknął się na artykuł o pewnym indyjskim biznesmenie, który rozkręcał właśnie filie swojej firmy w Europie. Działał we Francji, w Niemczech, Anglii i w Polsce. Tym ostatnim krajem Vijay szczególnie się zainteresował. O Polsce słyszał niewiele, a że lubił wyzwania, postanowił wysłać CV do oddziału firmy w mieście, którego nazwy do dziś nie potrafił poprawnie wymówić.

– How do you say it correctly?

– Hmm... Jak to wytłumaczyć...? – zastanawiała się Lalka. – You say "sz" like "Shisha", "cz" like "Charlie" and "ci" like...

– Choli! – wykrzyknął Hindus z satysfakcją.

– What? – Natalia zrobiła zdezorientowaną minę.

Wyjaśnił, że choli to indyjska bluzka noszona pod sari.

– Shukriya. – Spojrzał na Lalkę z wdzięcznością. – Means "thank you". – A więc... – zaczerpnął powietrza – Sz-cz-e-ci-n... – wydukał ostrożnie.

– Well done, Indian prince! – Lalka klasnęła w dłonie. – Przyznaj się: przyszedłeś tu dziś, bo szukasz żony, co? – zmieniła temat, dając mężczyźnie kuksańca.

– Skąd ten pomysł? – Rozmasował sobie bok.

– Natalia jest wolna, jakby co – wyszeptała, mrugając żartobliwie do Vijaya.

– Good to know – uśmiechnął się, bębniąc palcami w stół. – A ty?

– Patrzcie państwo! Ledwie poznał, już wyrywa! – zachichotała. – Nie lekceważ zalet mojej koleżanki. Taki maharadża jak ty od razu wpadł jej w oko.

Natalia spojrzała kokieteryjnie na Hindusa, ale on nie spuszczał wzroku z Lalki. Był rozbawiony i wyraźnie zaintrygowany. Zapytał, czy zawsze się tak zgrywa. Odparowała, że Europejki są inne niż Hinduski. Nie powinien ich postrzegać przez pryzmat indyjskiej kultury – słyszała, że tam ceni się przede wszystkim skromność, a tu jedynie przebojowe dziewczyny mają szansę na sukces. Vijay był jednak uparty, wiedział swoje.

– Jest w tobie ból. To on sprawia, że tworzysz mur wokół siebie.

Podniosła się gwałtownie.

– No... wystarczy tych psychologicznych gadek. Dopiero się poznaliśmy i sądzisz, że zdołałeś wejść mi do głowy? Ten numer ci się nie udał, hinduski królewiczu. Dość psychoanalizy na dziś.

Wyszła z Piwnicy Kany, zostawiając zdziwione jej reakcją towarzystwo.

Brakujące ogniwo

Wydanie pierwsze, ISBN: 978-83-7942-965-3

 

? Marta Wiktoria Kaszubowska i Novae Res s.c. 2015

 

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody wydawnictwa Novae Res.

 

REDAKCJA: Marzena Kwietniewska-Talarczyk

KOREKTA: Monika Pruska

OKŁADKA: Wiola Pierzgalska

KONWERSJA DO EPUB/MOBI: InkPad.pl

 

NOVAE RES – WYDAWNICTWO INNOWACYJNE

al. Zwycięstwa 96/98, 81-451 Gdynia

tel.: 58 698 21 61, e-mail: sekretariat@novaeres.pl, http://novaeres.pl

 

Publikacja dostępna jest w księgarni internetowej zaczytani.pl.

 

Wydawnictwo Novae Res jest partnerem

Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego w Gdyni.