1
Kubuś
Kocham Braciszka Zombie, chociaż od dwunastu lat nie zamieniłem z nim ani jednego słowa. No dobra, od dziewięciu, bo podobno zacząłem gadać, kiedy miałem trzy latka. Nie wiem, nie pamiętam.
Za to najlepiej z całej rodziny umiem rozpoznawać te jego chrząknięcia, gdy jest mu niewygodnie, za ciepło, za zimno albo uważa, że ktoś za dużo gada i najlepiej będzie, jeśli po prostu się zamknie. Mówiąc "ktoś", mam na myśli moją siostrę Lidkę, mamę albo tatę. Mnie to akurat nie dotyczy, bo ja z nich wszystkich mówię najmniej. Wolę słuchać i się do niego przytulać albo wspólnie oglądać seriale, dlatego to przy mnie Braciszek chrząka najrzadziej.
Oprócz chrząknięć są jeszcze westchnięcia i mruknięcia. Naprawdę da się to wszystko rozpoznawać po takim czasie. Gdybyś pobyła z Braciszkiem przez kilka miesięcy, co nigdy się nie wydarzy, bo nikt nie zna i nie może poznać naszego sekretu, to też byś się nauczyła wyłapywać te drobne różnice.
Mama czasem mówi, że Braciszek to taki nasz pieseczek. Nie cierpię, gdy to robi. To, że jest inny od wszystkich, nie znaczy, że można porównywać go do zwierzęcia. Przede wszystkim Braciszek jest człowiekiem. Nieżywym... okej, na wpół żywym, ale człowiekiem. I nie popiskuje.
Wspomniałem o mruknięciach, prawda?
Te są najgorsze.
Tu nie trzeba specjalnie się wysilać i kombinować, o co mu chodzi. Wszystko jest raczej jasne.
Zwykle Braciszek jest spokojny i osowiały. Raz na jakiś czas ulega to jednak zmianie. Mruknięcia, początkowo rzadkie i ciche, z godziny na godzinę przybierają na sile. Staje się wtedy szybki i bardzo silny, a żeby nikogo nie skrzywdzić, rozgniata w rękach słoiki i mamy wtedy pełno roboty ze sprzątaniem. Podłogę w jego pokoju wyściełamy wtedy folią malarską, żeby łatwiej było ogarnąć potłuczone szkło. Tata kupuje tę folię w różnych sklepach, bo kiedyś kasjerka go w jednym zapytała, czy dorabia jako budowlaniec albo ma w domu wieczny remont. Wszyscy w okolicy wiedzą, że jest strażnikiem w areszcie, więc po co tyle tej folii każdego miesiąca? Nie dziwię się kobiecie, że ją to zainteresowało. Rodzice cały czas powtarzają, że musimy uważać na ludzi, których wszystko zbytnio interesuje. Że mogą być z tego powodu kłopoty, a nie po to unikają ich od szesnastu lat, żeby wpaść przez jakiś drobiazg.
A jeszcze co do tego szkła: w zeszłym roku Braciszek pozgniatał mi wszystkie szklane figurki niedźwiadków z mojej kolekcji, ale nie mogę mu mieć tego za złe. I tak starał się kontrolować. To Lidka za późno sprowadziła go do... Zaraz ci powiem dokąd. Niby zagadała się przez telefon z Miłoszem. Była sama, rodzice akurat odbierali mnie wtedy z turnieju szachowego, więc tak jakoś wyszło. Ojciec jeszcze bardziej znielubił Miłosza. Mnie on nie przeszkadza.
Aha, opowiem ci jeszcze trochę o tym, jak mieszkamy. To chyba normalny dom, mówię o budynku, nie o mieszkańcach, bo z nimi, to znaczy z nami, różnie bywa.
Budynek stoi na środku najzwyklejszej ulicy. Takie obrzeża miasta. Lidka mówi, że to prawie wiocha, ale tu nie śmierdzi gnojownikiem, a rano nie pieją koguty. Mamy sąsiadów z trzech stron. Nasz dom ma sto czternaście metrów kwadratowych, pytałem o to ostatnio tatę. Chciałem się przygotować do tego oprowadzania.
Na górze są cztery nieduże pokoje. Jeden zajmuję ja, drugi Lidka, ale jej najczęściej nie ma, bo studiuje daleko od nas. Największy pokój to sypialnia rodziców. Najmniejszy to sypialnia dla gości, ale my nigdy nie mamy takich gości, żeby u nas spali, więc mama tam składuje pranie i prasuje, a ja trzymam tam Gravitraxa, na którego nie mam miejsca w swoim pokoju.
Dół jeszcze też prezentuje się w miarę normalnie. Duży salon połączony z kuchnią i wiatrołap. Łazienka i kibelek, ale tu nie ma o czym mówić.
W garażu to się dopiero zaczyna dziać. Nie wiem, czy chcesz to wiedzieć. Nie wiem, czy wszystko powinienem ci mówić. No dobra, na razie powiem tylko tyle, że pod kanałem samochodowym mamy dodatkowy pokój. To do niego właśnie sprowadzamy Braciszka, gdy ten staje się szybki i silny. Wtedy wiemy, że nie jest wesoło i nie ma na co czekać.
Bo częste i głośne mruknięcia oznaczają, że Braciszek jest głodny. A żeby przeżyć, raz w miesiącu musi zjeść człowieka. To chyba wyjaśnia, dlaczego nikt nie może poznać naszego sekretu, prawda?
Na szczęście regularnym zdobywaniem pożywienia zajmuje się tata. Mama dba, żeby sąsiedzi uważali nas za zupełnie normalną, trochę nudziarską rodzinę. Każde z nich jest skuteczne w tym, co robi. A ja i Lidka? Ja tu tylko sprzątam. Lidka stara się niczego nie zepsuć. Tak poza tym wydaje mi się, że mamy całkiem beztroskie dzieciństwo.