Rozdział II
Projekty na przyszłość
Tragiczne zdarzenie, które tak okrutnie uderzyło w rodzinę Gibsonów, spowodowało przede wszystkim modyfikację planów czynionych przez pana Hawkinsa.
Na pewno pamiętamy, że pragnąc jeszcze bardziej rozszerzyć swoje interesy, armator udał się do Nowej Zelandii, aby założyć firmę z panem Balfourem, jednym z najbardziej cenionych kupców z Wellington. Nat Gibson, który towarzyszył mu w tej podróży, miał później zostać wspólnikiem pana Balfoura. W najbliższej przyszłości powinni nawiązać stosunki handlowe, szczególnie z Archipelagiem Bismarcka. Pan Zieger, do którego zwrócono się o radę w czasie postoju "Jamesa Cooka" na Tombarze, prosił tylko, żeby nawiązać korespondencję i stosunki z nową faktorią, której zapewniłby załatwianie wielu poważnych interesów. Jeden ze statków firmy Hawkinsa miał w tym celu odbyć długą podróż z Wellington do Port Praslin.
Przypominamy sobie także, że to właśnie w Wellington kapitan Gibson przyjął na pokładzie swego syna i pana Hawkinsa, żeby ich zawieźć do Hobart Town po uprzednim wzięciu ładunku przeznaczonego na wyspy Archipelagu Bismarcka. Po jego powrocie z Tasmanii Nat Gibson miał się osiedlić na stałe w stolicy Nowej Zelandii.
Ponieważ pan Gibson zginął w okolicznościach, które przedstawiliśmy, nie było już żadnej potrzeby kontynuowania wcześniej podjętych projektów. Pani Gibson z pewnością nie zaakceptowałaby pomysłu rozstania się z synem, a Nat Gibson nigdy by się nie zgodził na opuszczenie matki, na pozostawienie jej samej w domu, gdzie wdowieństwo stworzyłoby jedną wielką próżnię. Cała przyjaźń, całe poświęcenie państwa Hawkinsów nie mogłyby wystarczyć pani Gibson. Konieczne było, żeby syn pozostał blisko niej, żeby mogła być pod jego opieką i doznawać jego czułości. Armator był pierwszym, który to zrozumiał. Dlatego zamierzał porozumieć się z panem Balfourem i znaleźć mu innego wspólnika, podczas gdy Nat Gibson miał mu pomagać w prowadzeniu firmy w Hobart Town.
- Nat - powiedział pan Hawkins, przytulając go do serca - zawsze cię uważałem za swoje dziecko i teraz chcę, żebyś był nim bardziej niż kiedykolwiek! Nie... nigdy nie zapomnę mego nieszczęsnego przyjaciela...
- Mój ojciec... mój biedny ojciec...! - wyszeptał młodzieniec. - Och, nie wiedzieć, kto go zabił...
W jego bólu, w jego łkaniu dominowało takie pragnienie zemsty, że nie był w stanie go ugasić.
- Nędznicy! - dodał. - Możemy nigdy nie poznać, kim byli, i to obrzydliwe morderstwo nie zostanie pomszczone!
- Poczekajmy na następne wiadomości z Port Praslin - odparł pan Hawkins. - Może śledztwo panów Hamburga i Ziegera dostarczy jakichś konkretnych wyników... Może znaleźli jakieś nowe tropy... Nie, ja nie mogę uwierzyć, że ta zbrodnia pozostanie bezkarna!
- Jeśli mordercy zostaną schwytani - krzyknął Nat Gibson - to udam się tam... tak, pojadę tam i...
Nie zdołał dokończyć, ponieważ z gniewu głos mu się załamał.
Tymczasem jeszcze przed tym, nim ta zbrodnia zostanie osądzona - jeśli do tego dojdzie - inny proces miał się toczyć przed Sądem Morskim - proces buntowników z "Jamesa Cooka".
Karl Kip, jako kapitan brygu, złożył raport odpowiednim władzom. Flig Balt, jako szef, i Len Cannon, jako wspólnik, byli narażeni na bardzo poważne kary, gdyż prawo angielskie jest bardzo surowe w tego rodzaju przypadkach, kiedy zagrożona jest dyscyplina na pokładach statków handlowych.
Od dnia uwięzienia zatrzymani nie mieli żadnych kontaktów ze swymi kolegami. Sexton, Kyle i Bryce figurowali tylko jako świadkowie w tym procesie. Raport nie wykazywał ich odpowiedzialności za próbę rewolty, tak szybko stłumionej dzięki energicznemu działaniu nowego kapitana. Możliwe też było, że jeśli zaokrętują się na inny statek, a to z pewnością byłoby dla nich odpowiedniejsze, nie będą obecni w Hobart Town, gdy sprawa będzie rozpatrywana przed sądem.
Co do Vina Moda, który właściwie był duszą tej rewolty, to ten sprytny osobnik, pod którego negatywnym wpływem pozostawał bosman, zachowywał się zupełnie inaczej. Nie starał się zbiec, żeby uniknąć konsekwencji za swą działalność, którą śledztwo mogło wykazać. Kto wie, czy Flig Balt zarzucony pytaniami i widząc, że jest zgubiony, nie będzie o tym mówił i nie wyjawi swoich powiązań z Vinem Modem...? Zresztą czyż obaj nie byli z sobą związani jak dwaj galernicy za sprawą rozlanej krwi, krwi nieszczęsnego Harry'ego Gibsona?
Dlatego też, nie ufając ewentualnej słabości bosmana, Vin Mod był żywo zainteresowany tym, żeby wyciągnąć Balta z opresji, a może nawet posiadał odpowiednie środki dla realizacji tego zadania. Będąc bardzo inteligentny i bardzo przedsiębiorczy, wiedział, że Flig Balt liczy na niego. Jeżeli potrafi odwrócić ramię sprawiedliwości w sprawie "Jamesa Cooka", wówczas żaden z nich nie ma się czego obawiać! Któż mógł podejrzewać, że to oni byli sprawcami morderstwa popełnionego w dalekich regionach Nowej Irlandii...? Na razie Vin Mod mógł pozostawać w Hobart Town cały i zdrowy, co więcej, z pieniędzmi skradzionymi kapitanowi, przez co nie musiał się kłopotać, że zabraknie mu środków na życie w tym mieście.
Wreszcie ten podły człowiek z pewnością ustalił z Fligiem Baltem plan, który będzie się starał zrealizować, gdyż dysponował całkowitą swobodą. Lecz teraz nie miał możliwości skontaktowania się z bosmanem, żeby go o tym powiadomić, i analizując swój zamiar, starał się wszystko przewidzieć, tak by nic go nie zaskoczyło.
"Czy dobrze mnie zrozumiał...? To przecież proste. To wyjaśniłoby rewoltę na statku i ją uzasadniło! Ach, gdybym ja był na jego miejscu! To prawda, że wówczas nie byłbym na swoim, a jest to niezbędne! Na nieszczęście, to nie jest człowiek, który rozumie w pół słowa! Trzeba mu wszystko wtłaczać do głowy! Czy nie byłoby możliwe, żeby ktoś do niego dotarł... ja... albo ktoś inny, Kyle lub Sexton, i powiedział: Załatwione! Należy jednak to uczynić, i to dokładnie w przeddzień posiedzenia sądu. Bracia nie mogą się przedwcześnie zorientować. Ale o tym pomyślę... Przede wszystkim należy go stamtąd wyciągnąć, a wówczas zemścimy się na tym przeklętym kapitanie z przypadku... Najchętniej widziałbym go tańczącego obok jego brata na końcu sznura!".
Podczas gdy Vin Mod przemyśliwał nad tą sprawą, jego twarz stawała się coraz bledsza, oczy napływały krwią, a cała fizjonomia przybierała wyraz bezgranicznej nienawiści.
Wszystko to świadczyło o tym, że Vin Mod przygotowywał przeciwko braciom Kip jakiś ponury podstęp. Otóż, wiążąc z sobą pewne fakty, należało sądzić bez żadnej wątpliwości, że zbrodnia na Kerawarze została dokonana po to, żeby nią ich obciążyć. Dlatego od chwili przybycia brygu i wylądowania Vin Mod zajął się szczególnie skrupulatnie ustalaniem, co robią Karl i Pieter Kipowie. Był pewny, że będą się starali jak najprędzej opuścić Hobart Town i wrócić do Europy. Tymczasem jednak trzeba było znaleźć statek gotowy do wypłynięcia w morze, a z wyjątkiem szczególnych okazji, taki przypadek nie zdarzał się z dnia na dzień.
Ponadto Vin Mod doskonale wiedział, że Karl Kip, przy pomocy pana Hawkinsa, szukał sposobności, żeby się zatrudnić jako pierwszy oficer na statku. To była jeszcze jedna przyczyna opóźnienia ich wyjazdu i wydawało się pewne, że bracia nie odpłyną z miasta przed posiedzeniem Sądu Morskiego, na którym miano sądzić buntowników z "Jamesa Cooka".
Zresztą, czy podczas tego procesu nie była konieczna obecność Karla Kipa jako świadka? Czy przewód sądowy nie wymagał obecności jego brata, który podobnie jak pan Hawkins, Nat Gibson i marynarze został wezwany do złożenia zeznań? To było oczywiste. Ale najważniejsze były zeznania kapitana, więc jakże nie miałby on stawić się przed Sądem Morskim w charakterze głównego świadka...?
Vin Mod starał się nie tracić z oczu obu braci podczas ich pobytu w Hobart Town. Gdy tylko ustalił, że mieszkają w oberży "Great Old Man" na Fleet Street, zmienił swój wygląd, zakładając sztuczną brodę, i w oberży zarezerwował dla siebie pokój, płacąc z góry za dwa tygodnie, zameldowawszy się pod fałszywym nazwiskiem Ned Pat. Następnie wpisał się pod prawdziwym nazwiskiem Vin Mod w oberży "Fresh Fish's"4, położonej w innej dzielnicy portu, gdzie zatrzymali się Sexton, Kyle i Bryce. Wychodził stąd wcześnie rano, a wracał późno i nie spożywał posiłków. Wszystko to robił w tym celu, żeby Karl i Pieter Kipowie nie zorientowali się, co zamierza. I rzeczywiście, te środki ostrożności sprawiły, że nigdy się nie spotkali, a zresztą bracia by go nie poznali w obecnym przebraniu.
W oberży "Great Old Man" Vin Mod postarał się wybrać sąsiadujący z nimi pokój, a przez okna, które otwierały się na wspólny balkon, z łatwością mógł wejść do ich pokoju. Mógł nawet słyszeć rozmowy Karla i Pietera, gdy w nocy podkradał się na balkon. Oni zaś, nie wiedząc, że są śledzeni, rozmawiali o sprawach osobistych, które ich nie kompromitowały, i wcale nie zachowywali ostrożności, aby rozmawiać ściszonym głosem. Najczęściej też, z powodu nadmiernego gorąca, okno było uchylone za żaluzjami balkonu.
Oto więc, co usłyszał Mod wieczorem trzynastego, jednocześnie starając się usilnie, aby go nie zobaczono. Panowała głęboka ciemność, a pokój był oświetlony jedynie przez słabe światło lampy naftowej. Vin Mod mógł więc nie tylko słuchać, lecz także obserwować wnętrze.
Pokój był bardzo skromnie umeblowany: dwa żelazne łóżka umieszczone w narożnikach, wielka szafa, stojący pośrodku stół, umywalka ustawiona na trójnogu oraz trzy drewniane, wygięte krzesła. Palenisko kominka było wypełnione starym popiołem.
Na taborecie leżała waliza odnaleziona na wraku "Wilhelminy". Zawierała ona wszystko, co bracia posiadali: to, co zostało po zatonięciu, i to, co zakupili w Hobart Town, a więc bieliznę i inne przedmioty nabyte za pieniądze wypłacone przez kasę firmy Hawkinsa. Jakieś ubiory, pozyskane w ten sam sposób, wisiały na wieszaku na prawo od drzwi wejściowych, które otwierały się na korytarz wspólny dla kilku pokoi - między innymi zajmowanego przez Vina Moda.
Pieter Kip, siedząc przy stole, przeglądał różne dokumenty dotyczące kantoru w Ambon, gdy wszedł jego brat i zadowolonym głosem zawołał:
- Udało mi się, Pieter, udało się! Mamy teraz zapewniony powrót!
Pieter Kip zrozumiał, że te słowa odnoszą się do starań rozpoczętych przed kilkoma dniami w celu uzyskania stanowiska pierwszego oficera na pewnym holenderskim statku, który przygotowywał się do wypłynięcia z Hobart Town do jednego z portów Europy.
Pieter Kip ujął ręce brata, ścisnął je serdecznie i powiedział:
- A więc firma Arnemniden przyjmuje cię na zastępcę dowódcy na "Skydnamie"?
- Tak, Pieter, a to dzięki usilnym staraniom pana Hawkinsa.
- Wspaniały człowiek, któremu już tyle zawdzięczamy...
- A który w tej sprawie udzielił mi mocnego wsparcia! - oświadczył Karl Kip.
- Tak! Możemy liczyć na niego w każdych okolicznościach, mój drogi Karlu! Jeżeli on winien ci jest wdzięczność za działanie na pokładzie "Jamesa Cooka", to my zawdzięczamy mu wszystko, co dotychczas dla nas zrobił! Widziałeś, jak byliśmy przyjęci przez jego rodzinę i przez rodzinę Gibsona, mimo strasznego nieszczęścia, które ich spotkało.
- Biedny kapitan! - zawołał Karl Kip. - Dlaczego musiałem go zastąpić?! Pan Hawkins jest niepocieszony z powodu śmierci swego nieszczęsnego przyjaciela! Ach, niech ci nędzni mordercy zostaną wykryci i ukarani!
- Tak będzie! Tak będzie! - odpowiedział Pieter Kip.
Na to oświadczenie, które wydawało mu się zbyt dosadne, Vin Mod wzruszył ramionami i wyszeptał:
"Tak, będą ukarani, nawet wcześniej niż myślisz, Karlu Kip!".
Pieter Kip mówił dalej:
- Czy zostałeś przedstawiony kapitanowi "Skydnama"?
- Nawet tego samego wieczora, Pieter, i mogę być z tego spotkania zadowolony. Jest to Holender z Amsterdamu. Wydaje się człowiekiem, z którym łatwo się porozumiem. Był zorientowany, co się wydarzyło na pokładzie "Jamesa Cooka", wie też, w jaki sposób pełniłem funkcję kapitana, gdy Flig Balt został zdjęty z dowództwa.
- To nie wystarczy, Karl, trzeba, żeby były bosman został surowo ukarany! Przecież mimo że prawie zgubił bryg z powodu swej nieudolności, to jeszcze chciał go oddać buntownikom, stając na czele buntu...
- Dlatego też, Pieter, Sąd Morski nie okaże się pobłażliwy, bądź tego pewny.
- Zastanawiam się Karl, czy słusznie postąpiłeś, aresztując tylko Fliga Balta i Lena Cannona. Ich towarzysze zwerbowani w Dunedin nie są od nich lepsi, a wiesz przecież, że kapitan Gibson nie miał do nich za grosz zaufania.
- To prawda, Pieter.
- Dodam jeszcze, Karl, że osobiście nie miałem zaufania do tego Vina Moda, który wydaje mi się mistrzem w sztuce oszustwa i fałszu. Jego postawa w kilku okolicznościach wydawała mi się podła. Chociaż potrafił uniknąć kompromitacji, zdaje się, że stał za Fligiem Baltem. Gdyby bunt nie został zdławiony, jestem pewny, że zostałby zastępcą nowego kapitana.
- To możliwe - odparł Karl Kip. - Dlatego nie wszystko jest jasne w tej sprawie i jest prawdopodobne, że na rozprawie wyjdą na jaw pewne niespodzianki! Ponieważ marynarze "Jamesa Cooka" zostaną wezwani na świadków, trudno przewidzieć, co jeszcze wniosą ich zeznania... Vin Mod też będzie zeznawał i zostanie zasypany pytaniami... Jeżeli był w zmowie z bosmanem, może ten wyjawi prawdę! A poza tym ci uczciwi marynarze: Hobbes, Wickley i Burnes, także będą mówili i jeśli obciążą Vina Moda...
- No to zobaczymy - szepnął Vin Mod, który nie uronił ani jednego słowa z tej rozmowy. - A to się obróci inaczej, niż chcecie, przeklęci Holendrzy!
W tej chwili Karl Kip zbliżył się do okna, więc Vin Mod musiał się szybko wycofać, aby nie zostać zaskoczonym. Lecz kilka chwil później mógł powrócić na swoje miejsce. W rzeczywistości rozmowa interesowała go na tyle mocno, żeby wysłuchać jej do końca i wyciągnąć z niej korzyści dla siebie.
Tymczasem bracia usiedli przy stole naprzeciw siebie i podczas gdy Pieter Kip składał dokumenty, jednocześnie je przeglądając, jego brat mówił:
- Tak, Pieter, zostałem zatrudniony jako pierwszy oficer na "Skydnamie" i to jest bardzo szczęśliwe zdarzenie. Jest jednak jeszcze jedna, nie mniej znakomita okoliczność...
- Czy to możliwe, bracie, że po tych wszystkich nieszczęściach, które nas spotkały, zły los się od nas odwrócił...? Że w końcu nie będziemy musieli przeżywać takich prób?
- Być może tak się stało i od tej chwili możemy oczekiwać lepszej przyszłości. Wiem, że kapitan Fork, który dowodzi "Skydnamem", odbywa swoją ostatnią podróż. To człowiek w podeszłym wieku, który kończy już karierę, i po powrocie do Holandii musi się wycofać ze służby. Otóż jeżeli podczas przeprawy do Hamburga sprawię, że firma Arnemniden będzie ze mnie zadowolona, to wcale nie jest niemożliwe, że zostanę przez nią wyznaczony na następcę pana Forka w kierowaniu "Skydnamem", kiedy ten ponownie wyruszy w morze. W takim razie miałbym nadzieję na lepsze życie...
- To, co będzie pomyślne dla ciebie, drogi bracie, niewątpliwie pozytywnie wpłynie na nasze interesy... - odparł Pieter Kip.
- Tak też myślę - potwierdził Karl. - Ponadto nie straciłem jeszcze zupełnie nadziei, więc dlaczego bieg spraw nie miałby się zakończyć lepiej, niż mogliśmy przypuszczać? W Groningen mamy oddanych przyjaciół... nasz ojciec miał tam reputację dobrego, uczciwego człowieka...
- Ponadto - dodał Pieter - nawiązaliśmy tutaj kilka dobrych znajomości... Z pewnością nie zabraknie nam poparcia pana Hawkinsa... Kto wie, czy dzięki niemu nie uda się nam nawiązać relacji handlowych z Hobart Town... przez pana Hamburga z Wellington... a przy pomocy pana Ziegera z Archipelagiem Bismarcka...?
- Och, kochany braciszku! - zawołał Karl Kip. - Zbyt wysoko wzlatujesz i daleko wybiegasz w przyszłość...
- Tak... zgadza się, Karl, lecz mam nadzieję, że zdołam uniknąć gwałtownego upadku w obecnej rzeczywistości...! Wcale nie sądzę, żebym fantazjował... Nastąpił splot szczęśliwych wydarzeń i musimy to wykorzystać... Doprawdy, to bardzo dobry początek, że zostaniesz zastępcą dowódcy na "Skydnamie"... Nasza reputacja zostanie przywrócona i uczynimy dom handlowy w Groningen jeszcze bardziej kwitnącym, niż był do tej pory!
- Niech cię Bóg wysłucha, Pieter!
- On mnie wysłucha, ponieważ zawsze pokładałem w Nim nadzieję!
Następnie, po krótkiej chwili milczenia, dorzucił:
- Jedno pytanie, Karl. Czy wypłynięcie "Skydnama" jest bliskie?
- Mam podstawy sądzić, że nastąpi to około 25 stycznia5.
- Więc za dwanaście dni...?
- Tak, Pieter, gdyż według moich ustaleń w tym czasie będzie zakończony załadunek.
- A ile czasu potrwa podróż?
- Jeżeli okoliczności będą sprzyjające, "Skydnam" nie będzie potrzebował więcej niż sześć tygodni na pokonanie trasy z Hobart Town do Hamburga.
Rzeczywiście, ten czas był wystarczający dla dobrego parowca, który płynąłby na zachód przez Ocean Indyjski, Morze Czerwone, Kanał Sueski, Morze Śródziemne i Atlantyk. Na tej trasie nie musiał oglądać Przylądka Dobrej Nadziei ani też po przepłynięciu Oceanu Spokojnego opływać przylądka Horn.
Pieter Kip spytał jeszcze brata, czy uda się natychmiast na "Skydnama", żeby tam pełnić obowiązki pierwszego oficera.
- Zaczynam jutro rano - odpowiedział Karl Kip. - Mam spotkanie z kapitanem Forkiem, który przedstawi mnie załodze.
- Czy twoim zamiarem, drogi Karlu, jest natychmiastowe urządzenie się na pokładzie?
W związku z jego zamiarami, to pytanie szczególnie zainteresowało Vina Moda. Czy jego plany mogłyby zostać zrealizowane, gdyby bracia opuścili oberżę "Great Old Man"?
- Nie - odpowiedział Karl Kip. - Naprawy statku będą trwały jeszcze z dziesięć dni, więc nie zaokrętuję się przed 23 stycznia, a w tym czasie ty, Pieter, też będziesz mógł zająć swoją kabinę. Zarezerwowałem jedną z najlepszych, w moim sąsiedztwie.
- Dobrze, bracie, bo muszę ci się przyznać, że spieszno mi opuścić tę oberżę - odparł Pieter i śmiejąc się, dodał - ona nie jest godna oficera, który jest zastępcą dowódcy "Skydnama"...!
- A jeszcze mniej ciebie, szefa firmy Bracia Kip z Groningen! - odparł tym samym tonem Karl.
Jakże oni byli szczęśliwi, ci dwaj kochający się bracia, te dwa dzielne serca! Wróciła im nadzieja i doprawdy, czyż nie był to pierwszy uśmiech losu, że Karl Kip znalazł sposób, żeby mogli powrócić do domu w tak sprzyjających warunkach? Tej nocy, po raz pierwszy od dłuższego czasu, ich snów nie mąciły niepokoje związane z przyszłym losem.
Właśnie wybiła dziesiąta, więc podnieśli się z krzeseł i zaczęli przygotowania do snu.
Rozmowa się skończyła, i Vin Mod miał już wracać do siebie, skradając się wzdłuż balkonu, gdy wtem ostatnie pytanie Pietera Kipa sprawiło, że wrócił pod okno.
- Więc mówisz, Karl, że wypłynięcie "Skydnama" nastąpi 25 tego miesiąca?
- Tak, bracie, wszystko będzie gotowe na ten termin, oczywiście z możliwą różnicą jednego lub dwóch dni.
- Ale czy Flig Balt nie ma być sądzony kilka dni wcześniej?
- Tak, 21 stycznia Len Cannon i on staną przed Sądem Morskim, a my będziemy występować w charakterze świadków wraz z panem Hawkinsem, Natem Gibsonem i ludźmi z załogi.
- To doskonale - stwierdził Pieter Kip. - Wszystko doskonale się składa, bowiem twoja obecność podczas tego procesu jest naprawdę niezbędna.
- Przypuszczam, że moje zeznanie pozwoli sądowi być bezlitosnym w stosunku do bosmana, który nie zawahał się pchnąć swych ludzi do buntu.
- Och, w takim przypadku prawo angielskie prawie nigdy nie przebacza... Chodzi tu przecież o zagwarantowanie bezpieczeństwa żeglugi handlowej i byłbym bardzo zaskoczony, gdyby Flig Balt nie został skazany na co najmniej dziesięć lat więzienia w zakładzie karnym w Port Arthur...
Na te słowa Vin Mod, zgrzytając ze złości zębami, wyszeptał:
- To was, panowie Kip, czeka dziesięć lat ciężkiego więzienia w Port Arthur... a jeśli będzie musiał się tam udać, to wcześniej zobaczy was dyndających wysoko na szubienicy w Hobart Town...!
Pieter Kip postawił bratu jeszcze jedno pytanie:
- Czy pan Hawkins wie o tym, że zostałeś mianowany pierwszym oficerem na "Skydnamie"?
- Chciałem go powiadomić o tej dobrej nowinie - odpowiedział Karl Kip - lecz było już późno, a nie zastałem go w jego biurze.
- Pójdziemy więc tam jutro, Karl.
- Tak, zaraz z rana.
- Teraz życzę ci dobrej nocy, bracie.
- Dobrej nocy.
Kilka chwil później pokój pogrążył się w ciemności i Vinowi Modowi nie pozostawało nic innego, jak tylko się wycofać.
Gdy wrócił do siebie, przed opuszczeniem oberży "Great Old Man" i pójściem do gospody "Fresh Fish's", zgodnie ze swym zwyczajem dokładnie zamknął szafę, która zawierała dokumenty i różne inne przedmioty, a między nimi kris znaleziony na wraku "Wilhelminy". Potem wyszedł i skierował się do portu.
Po drodze tak mówił do siebie:
"A więc nie zamieszkają na "Skydnamie" przed 22 stycznia. To dobrze! 21 stycznia Flig Balt ma stanąć przed sądem. To dobrze! Nie pomieszajmy dat! Wieczorem 20 stycznia sprawa będzie załatwiona, ale koniecznie trzeba uprzedzić Fliga Balta... Lecz jak go zawiadomić?".
4 "Fresh Fish's" (ang.) - "Pod Świeżą Rybą".
5 25 stycznia - u Verne'a: 15 stycznia.