Nie wszyscy
Jorge, obecnie
Wysiadła z samochodu i przeszła kilka kroków, słaniając się na nogach. Musiało ją to wszystko przytłoczyć. Również opuściłem pojazd i poszedłem w jej kierunku.
- Kurwa! - krzyknęła. Wpadła w szał.
Odwróciła się i zaczęła na mnie napierać. Wbiła mi wskazujący palec w klatkę piersiową.
- Myślisz, że tylko ty miałeś ciężkie życie?! - wykrzyczała mi prosto w twarz. - Mój ojciec był jednym z najbardziej szanowanych ludzi w Meksyku...
- Jaki to ma związek z Castanem i z tym, co się stało na granicy? - zapytałem.
- Większy, niż ci się wydaje - odparła. - Mój ojciec prawdopodobnie nie żyje...
- Jak to prawdopodobnie? - zapytałem zdziwiony.
- Ciała nigdy nie odnaleziono, a ja od dawna zapomniałam o przeszłości, z której wyciągnął mnie Castano. - Na jej twarzy pojawił się grymas. - Byli wspólnikami. Mordercy ojca nigdy nie odnaleziono, więc Castano wywiózł mnie z Meksyku, zajął się mną, a później...
- Sam zniknął - dokończyłem za nią.
- Dokładnie tak, miałam przejąć interes po ojcu, ale minęło zbyt wiele czasu, żebym mogła wrócić do domu. Nie byłabym w stanie odróżnić przyjaciół od wrogów.
- Czemu nie powiedziałaś tego od razu? - zapytałem.
- Bo nikt oprócz ciebie, mnie i Castana o tym nie wie. - Uśmiechnęła się. - Nawet Leo...
- I po tym wszystkim, co zrobił dla ciebie Miguel, chcesz się od niego odwrócić? - Starałem się odczytać jej zamiary.
- A co on dla mnie zrobił? - parsknęła. - Odciągnął mnie od rodziny i mojego dziedzictwa. Skrzętnie pilnował, żebym przenigdy nie przekroczyła granicy z Meksykiem.
- Dlaczego? - zapytałem.
- Nie wiem, tak samo jak ty, nie wiem - odparła. - Jedno jest pewne, nie tylko ty masz rachunki do wyrównania z Castanem.
- Kim był mężczyzna na granicy?
- Członkiem kartelu - odparła. - Kiedy Miguel siedział w więzieniu, ktoś musiał pełnić jego obowiązki. Spotkałam go raz i skoro mnie udało się go rozpoznać, to jemu też na pewno przyszło bez problemu rozpoznanie mnie - wyjaśniła. - Nie uciekamy przed Castanem, tylko przed kartelem - dodała.
- Nie rozumiem. - Spojrzałem jej głęboko w oczy. - Dlaczego kartel miałby cię ścigać?
- Uważają, że wiem, kto zabił ojca. W Stanach byłam dla nich nietykalna za sprawą Castana, ale po tej stronie granicy nie obowiązuje to samo prawo. - Zaśmiała się. - Ironia, w twoim przypadku było bardzo podobnie. I wiesz co?
Wstrzymałem powietrze.
- Mam wrażenie, że te sprawy się ze sobą jakoś łączą - dodała.
- Nie tylko ty - powiedziałem i wreszcie odetchnąłem.
- Możemy jechać dalej? - zapytała i wróciła do samochodu.
Wierzyłem jej. To, co powiedziała, wcale aż tak mnie nie zszokowało. Nie miałem pojęcia, że jej znajomość z Castanem sięga aż tak daleko, ale to nie stanowiło dla mnie problemu. Wiedziałem, że jeśli miałaby stanąć po jego stronie, już dawno by to zrobiła. Poza tym była moją dłużniczką. Uratowałem ją właśnie przed Castanem.
Dołączyłem do niej i ruszyliśmy w dalszą drogę. Patricia wyjęła telefon i wybrała numer Leo.
- Pojedziemy osobno, tak będzie bezpieczniej. Spotkamy się za trzy doby w południe na placu Konstytucji - powiedziała i się rozłączyła. - Jeśli ich tam nie będzie, musimy działać sami - dodała tym razem do mnie, po czym otworzyła szybę i wyrzuciła komórkę.
Od granicy do Oaxaki dzieliło nas około dwóch tysięcy mil. Czekały nas trzy dni jazdy, wliczając przerwy. Miałem tylko nadzieję, że nie dopadną nas żadne kłopoty. Wróciliśmy na trasę. Przez cały czas spoglądałem we wsteczne lusterko, aby się upewnić, czy samochody jadące za nami się zmieniają. Dopiero po kilkudziesięciu milach odczułem ulgę. Nikt nas nie śledził.
Nigdy nie zastanawiałem się nad historią Patricii. Chyba z góry założyłem, że pochodzi z Los Angeles. Przez myśl nawet mi nie przeszło, że może być córką zaginionego szefa kartelu. Castano stworzył kolejną iluzję.
Zdawałem sobie sprawę z tego, że Pat może kłamać. Istniało prawdopodobieństwo, że jest tylko szpiegiem Miguela, który ma się dowiedzieć, ile przekazał mi Ángel. Patricia jednak różniła się od Carmen, dlatego nie sądziłem, by miała wobec mnie złe zamiary. W końcu sama pragnęła poznać prawdę. Równie dobrze jednak mogłem się mylić.
Przejazd przez tę pieprzoną granicę przyciągnął do nas kolejne problemy. Nie dość, że byliśmy poszukiwani przez Castana, to jeszcze kartel chciał wyjaśnić kilka spraw z Patricią. To było nie po naszej myśli. Mieliśmy dotrzeć niezauważeni, a ledwo postawiliśmy nogę na meksykańskiej ziemi i już zaalarmowaliśmy wrogów.
- Co się dzieje? - zapytała, widząc moją minę.
- Staram się znaleźć jakieś wyjście, przez które żadne z nas nie skończy pod ziemią - odparłem opryskliwie, tak jakby to była tylko jej wina.
- Jeżeli kartel nas dopadnie, możesz być spokojny, im chodzi tylko o mnie.
- A nas puszczą wolno? - Parsknąłem.
- Wy nie jesteście im potrzebni. - Starała się ukryć swoje kłamstwo pod sztucznym uśmiechem.
Nawet gdyby to była prawda, nie znaczyło to, że puściliby nas wolno. W końcu co oczy zobaczą, tego umysł nigdy nie zapomni. Stalibyśmy się dla nich zagrożeniem, na które nie mogliby sobie pozwolić. Łatwiej byłoby nas zabić.
Nie skomentowałem tego, bo wiedziałem, dlaczego to mówi. Chciała mnie uspokoić, ale sama na pewno czuła strach. Przejmowała na siebie część stresu związanego z tym wszystkim. Byłem jej cholernie wdzięczny, bo nie wiedziałem, ile jeszcze jestem w stanie sam udźwignąć.
Jechaliśmy do momentu, kiedy zaczęło nam się kończyć paliwo. Wtedy dopiero zatrzymałem się na stacji. Zastanawiałem się, jak przebiega droga Leo i Javiera. Nie spotkaliśmy się na trasie i choć takie były ustalenia, to i tak mnie to martwiło.
Stanąłem przy dystrybutorze paliwa i wysiadłem. Patricia dołączyła do mnie. Poszedłem zapłacić za benzynę, a ona skorzystać z toalety.
- Czwórka za osiemdziesiąt dolarów - powiedziałem do kasjerki i podałem jej pieniądze.
Miałem wrażenie, że mi się przygląda. Nie podobało mi się to, jej wzrok nie był przepełniony ani miłością, ani fascynacją. Czyżby też pracowała dla Castana.
- Coś nie tak? - zapytałem.
- Nie, nie - odparła i spuściła wzrok.
Patricia dołączyła do mnie. Widząc moją minę, złapała mnie za rękę i ścisnęła.
- Co jest? - powiedziała mi do ucha.
- Chyba mnie rozpoznała - odparłem.
- Masz paranoję - szepnęła. - Castano nie ma w kieszeni wszystkich ludzi na świecie, to niemożliwe.
- Dlaczego tak mi się przyglądałaś? - zapytałem kasjerki wprost.
- Przepraszam - odparła ze skruchą. - Nie powinnam, ale wiem, kim pan jest...
- Widzisz? - zwróciłem się do Patricii.
- Co z nią zrobimy? - szepnęła ponownie.
- To pan jest tym niesłusznie skazanym - dokończyła. - Cała Ameryka trąbiła o tym, że przyjaciel rodziny Martínezów zabił ich dziecko. - Westchnęła. - Spokojnie, nie przepadamy tutaj za nimi, a zresztą nikt o zdrowych zmysłach nie uwierzyłby w tę historię. Zbyt wiele się w niej nie zgadzało - dodała.
- Dziękuję - odparłem z ulgą.
- Nie ma za co - powiedziała i podała mi rachunek.
Wziąłem go i odeszliśmy do auta. Przeszłość nadal się za mną ciągnęła. Jak na ironię ludzie pamiętali mnie za coś, czego nie zrobiłem. Patricia szła obok mnie. Była wyraźnie zdenerwowana. Chociaż bardziej odpowiednim słowem było w tym przypadku zawiedziona.
Już miałem odjechać, kiedy poczułem jej wzrok na sobie, osądzający i cholernie ciężki.
- Nie możemy popadać w paranoję - przerwała w końcu niezręczną ciszę.
- I kto to mówi - odparłem i się odwróciłem.
- Nie waż się tego robić - syknęła.
- Czego? - odpowiedziałem, podnosząc głos.
- Usprawiedliwiać swojego zachowania tym, że ja wcześniej zobaczyłam coś prawdziwego.
- Aha, przepraszam. - Parsknąłem. - Czyli przenikliwość jest zarezerwowana tylko dla jednej osoby w tym aucie. - Na usta cisnęło mi się słowo kłamca, ale się powstrzymałem.
- Dobrze wiesz, że nie o to chodzi...
- A o co? - Zaśmiałem się. - Wszyscy bliscy byli w stanie mnie zdradzić, więc dlaczego miałbym zaufać obcej osobie? - zapytałem.
- Nie wszyscy. - Westchnęła i spojrzała na mnie ze smutkiem w oczach.
Nawet nie zauważyłem, kiedy zacząłem wyładowywać na niej frustrację. Nie chciałem sprawić jej przykrości, ale i tak to zrobiłem. Po jej słowach uświadomiłem sobie, że przestałem myśleć o Carmen. Nie minęło jeszcze wystarczająco dużo czasu, żeby ból zniknął, ale to był pierwszy krok do tego.
Traktowałem córkę Martíneza jak kogoś, kto mi pomaga, zrozumiałem jednak, że uczucie między nami nigdy tak naprawdę nie istniało. Stała się dla mnie długiem, który zamierzam spłacić Ángelowi. W głębi duszy miałem nadzieję, że żyje. Nie był złym człowiekiem, po prostu chronił swoją rodzinę, a przynajmniej starał się to robić. Na jego miejscu prawdopodobnie postąpiłbym podobnie.