SKAZA BRZOSKWINI
1
błędny wielbłąd który błądzi
tam gdzie tak brakuje jabłoni
wielbłądziątku szuka pragnienia
jedwabny łeb do ziemi kłoni
2
rozbrzmiewa zapach choruje róża
na sianie usnął wiatr zmęczony
a mały księżyc jak słoniątko
po niebie biegnie ze złej strony
3
szop to niedźwiadek pracz
co prać przestał a my sami
wiemy tak mało bez wiatraków wiatr
nie miałby przewagi nad pszczołami
4
wiewiórka to dla niej gęstwina
ciułała orzeszki przez całe lato by
miała co jeść zimą tą porą gdy
głód się na swoje szczyty wspina
5
taka to prawda po kolana
w glinie nie drgnie nawet
chałupa z nędzy zbudowana
i łabędzie gardła niełaskawe
6
poeci wroni i zieloni
pytają za nas gdzie leży wina
i sen ich morzy poranionych
na twardym łożu z dzikiego wina
7
struś nielot biega na dwóch nogach
a skąd wziąć jakąś krę na saharze
tu raczej prosto wiedzie droga
aż korytarz na dwór się ukaże
8
świetliki mają swe latarenki
i krzesiwka i gdy już się ściemnia
krzeszą iskierki i nam świecą
bo często ma nas w posiadaniu ciemnia
9
w nęcącej dali stada koni
jest już tak dawno wiatr złu głowę
do ziemi zgina znalazł w trawie
to chrome żelastwo podkowę
10
jest cisza ptak jest supeł w gardle
i potem śpiew i zaciska się węzeł
i kiełek z ziarnka ku słońcu kluczy
i jest klucz który zamknął bramy więzień
11
słoń kiedy płacze wylewa łzę
wielką jak staw po nim sunie sznur
tak zasmuconych wodnych kurek
i czarnoszyi żałobnie nur
12
od rana na polach brzmi pójdźcieżąć1
potem opada zmrok tak ogłusza
przepiórka jak ten mały srebrnik
który judasz skosił za jezusa