Wprowadzenie
Czym jest liturgiczna teologia ciała?
Głoszone przez Jana Pawła II katechezy dotyczące małżeństwa jako rzeczywistości wpisanej w Boży plan zabawienia zostaną zapamiętane przez kolejne pokolenia jako niezwykły wkład w długą tradycję chrześcijańskiej myśli teologicznej na temat ciała i seksualności5. Punktem wyjścia i osią tych papieskich rozważań jest nauczanie Jezusa zapisane w Ewangelii wg św. Mateusza. Oparte na niej katechezy Jana Pawła II stanowią zaproszenie do głębokiego namysłu nad słowem Bożym z perspektywy zarówno ludzkiego doświadczenia, jak i autorytetu Kościoła. Choć nauki te są bardzo bogate w treści i momentami wydają się niezwykle trudne, pamiętajmy, że teologia ciała to nic innego jak interpretacja Pisma Świętego - swego rodzaju przewodnik po ludzkiej seksualności widzianej z perspektywy trzech etapów historii zbawienia. Obejmują one pierwotny zamysł Boga, sytuację człowieka po upadku oraz nowe możliwości, jakie się przed nami otworzyły w odkupionym i napełnionym Duchem Świętym ciele Chrystusa.
Niniejsza książka również osadzona jest w teologii ciała, przy czym jej szczególnym obszarem zainteresowania jest liturgia - publiczny kult sprawowany w Kościele. Jest to próba wyjaśnienia, jak liturgia ucieleśnia prawdę wiary chrześcijańskiej i w jaki sposób ta prawda wyraża się następnie w strukturze i fizycznych działaniach związanych z chrześcijańskim kultem, a także z życiem tych, którzy go sprawują.
Choć tekst ten nie jest komentarzem do nauczania Jana Pawła II ani też przewodnikiem służącym zrozumieniu jego katechez, warto wiedzieć, że w naukach tych Papież wielokrotnie wskazywał na głębokie powiązania pomiędzy teologią ciała a liturgią. Zgodnie z teologią ciała Bóg obdarzył człowieka szczególną, "małżeńską" naturą. Nie oznacza to, że wszyscy powinni wstępować w związki małżeńskie, ani tym bardziej że osoba nie prowadząca współżycia seksualnego jest w jakimś sensie wybrakowana. Oznacza to raczej, że istnienie różnic pomiędzy płciami oraz pragnienie wejścia w bliską relację z drugą osobą stanowi znak czegoś jeszcze wyższego: tego, iż ostatecznie zostaliśmy stworzeni do jedności z Bogiem. Małżeństwo nie jest więc zaledwie jednym z siedmiu sakramentów Kościoła; pod wieloma względami jest to sakrament nad sakramentami - sakrament zawierający w sobie i odzwierciedlający podstawowy sens i cel każdego działania sakramentalnego, tzn. zawiązania intymnej, przemieniającej i płodnej komunii pomiędzy Bogiem a człowiekiem. Właśnie to ma na myśli Jan Paweł II, pisząc o "języku ciała". Już poprzez same różnice płciowe nasze ciała "mówią" o nadanym nam przez Boga powołaniu do tego, by szukać spełnienia poza samym sobą - w darze składanym z siebie samego, który prowadzi nas ku deifikacji w ramach komunii osób.
Nie są to myśli całkowicie nowatorskie. Tradycja postrzegania naszej relacji z Bogiem w sposób "oblubieńczy" podejmowana była przez wielu wybitnych teologów i mistyków w historii Kościoła, a także przez największych proroków Starego Testamentu. Jan Paweł II rozszerza i pogłębia tę koncepcję poprzez szczególne odniesienie do konkretnej specyfiki ludzkiej seksualności, interpretując tę rzeczywistość za pomocą różnorodnych źródeł zaczerpniętych z teologii, współczesnej filozofii i czysto ludzkiego doświadczenia. Idąc tropem Chrystusowego odniesienia do tego, jak było "od początku" (Mt 19,4), Jan Paweł II pragnie przede wszystkim, byśmy wsłuchali się w słowo stworzenia - w język, za pomocą którego Bóg wpisał w nas różnice płciowe po to, byśmy dzięki nim mogli autentycznie odkrywać i przeżywać to stworzenie w formie odkupionej i uświęconej.
Takie podejście umożliwia Papieżowi wskazanie bardzo bliskich powiązań pomiędzy cielesną jednością małżeńską a chrześcijańskim kultem. W małżeństwie chrześcijańskim język ciała staje się "językiem liturgii" - jest on brzemienny w tajemnicę, świętość i Ducha. Celebracja sakramentalnego małżeństwa to wyrażanie w języku liturgicznym "relacji pełnej intensywnych treści osobowych". Gdy małżonkowie, prowadzeni przez Ducha Świętego, czczą i adorują siebie nawzajem przez wzgląd na uwielbienie Chrystusa, to ich współżycie intymne, wraz z innymi aspektami związku małżeńskiego, "poniekąd staje się liturgią"6.
Istnieją także inne powiązania pomiędzy teologią ciała a liturgią. Jednym z nich jest fakt, że chrześcijański kult funkcjonuje jako rodzaj macierzy, w ramach której ciało Chrystusa objawia się na scenie historii w całej swej okazałości. Odwołując się do cudownego w swej prostocie obrazu Sofii Cavaletti, można powiedzieć, że ów kult jest jak oddech Chrystusa - to najbardziej pierwotna czynność chrześcijańskiej wspólnoty, bez której nie sposób żyć7.
Kolejne, nieco bardziej subtelne ogniwo łączące teologię ciała i liturgię związane jest z samym słowem "teologia". Od najdawniejszych, jeszcze przedchrześcijańskich czasów określenie "teologia" odnosiło się do tego obszaru poznania, którego przedmiot pozostawał poza zasięgiem poznania zmysłowego. Termin theologia po raz pierwszy został użyty przez Platona dla opisania mistycznej wizji (epopteia) rzeczywistości boskich - rodzaju tajemniczej wiedzy noszącej znamiona pseudoreligii. Z kolei u Arystotelesa theologia stała się już synonimem metafizyki - jednej z wielu gałęzi filozofii teoretycznej. Nie kwestionując tego znaczenia, pierwsi filozofowie chrześcijańscy powrócili do religijnego wydźwięku tego słowa, odseparowując je jednak od wszelkich konotacji mitologicznych. Zaczęli identyfikować nową, chrześcijańską teologię jako najwyższą i jedyną prawdziwą filozofię, jako że zajmowała się ona eksploracją jedynego prawdziwego Boga objawiającego się w różnych zbawczych dziełach8. W ich mniemaniu nauka teologii oznaczała przyjęcie Bożej perspektywy, postrzeganie rzeczywistości Jego oczami, prezentowanie wobec wszystkiego postawy ukształtowanej perspektywą życia wiecznego. Później w historii chrześcijaństwa określenie theologia przyjęło znaczenie bardziej konkretnej formy boskiej wiedzy i odnosiło się zwłaszcza do tego, co w Bogu najbardziej intymne, tzn. do Jego wewnętrznej właściwości istnienia w postaci trzech Osób. Theologia oznaczała zatem działanie Boga ad intra - intymną i odwieczną, relacyjną dynamikę trzech Osób Boskich, jakże różną od sfery oeconomia, czyli działania Boga w odniesieniu do porządku stworzenia i zbawienia. I wreszcie, jeszcze przed początkiem średniowiecza, nastąpił powrót do bardziej "naukowej" definicji teologii jako gałęzi ludzkiej wiedzy, w ramach której systematyzowane są poszczególne elementy objawionej świętej doktryny.
Warto jednak dodać, że u niektórych ojców Kościoła słowo theologia miało jeszcze jedno znaczenie związane z doksologicznym i liturgicznym działaniem Kościoła sprawującego kult religijny. Zgodnie z tym rozumieniem theologia oznaczała zasadniczo oddawanie Bogu chwały. I tak w IV w. Cyryl Jerozolimski odwołuje się do słów: "Święty, Święty, Święty" z Iz 6 śpiewanych w liturgii eucharystycznej jako do theologia, czyli "hymnu anielskiego" lub "uwielbienia Pana" przekazywanego nam przez serafinów9. Śpiewając te słowa, uświęcamy się i uczestniczymy w nieustającej niebiańskiej liturgii. Jeszcze wcześniej Orygenes z Aleksandrii zestawił theologein chrześcijańskiej modlitwy z bełkotem heretyków10. Pisał, że uprawiać teologię to łączyć się w wierze z Chrystusem - Synem jako pośrednikiem i Tym, który jedna nas z Bogiem Ojcem. Ten jednocześnie doksologiczny i partycypacyjny akcent teologii pojawia się w tym samym traktacie we fragmencie, w którym Orygenes potępia idolatrię osób przedstawiających Syna lub Ojca w sposób inny niż ten, w jaki "oddawali Mu chwałę" (theologoumenon) apostołowie11. Odkrywamy tu zatem znaczenie słowa theologia jako właściwe oddawanie czci jedynemu Bogu, uczestnictwo we wspólnotowym, rytualnym działaniu, w którym sam żywy Jezus Chrystus, obecny i działający jako Arcykapłan i Oblubieniec, obdarowuje owocami swej pasji świętą oblubienicę, czyniąc ją czystą ofiarą miłości dla swojego (a także jej) Ojca.
A zatem, w pewnym (bardzo głębokim) sensie, teologia to zasadniczo działanie doksologiczne i liturgiczne, a więc fizyczne. Umożliwia uczestnictwo w intymnym życiu Trójcy Świętej nie inaczej jak poprzez bardzo konkretne, namacalne i interpersonalne środki, takie jak robienie znaku krzyża, klękanie, wstawanie, słuchanie, mówienie, śpiewanie, obejmowanie się, jedzenie, picie, pokłony. Mówiąc o teologii liturgicznej, nie mamy przede wszystkim na myśli teologii liturgii rozumianej jako odrębne i integralne źródło refleksji teologicznej (analogią może tu być rola Pism Kościoła w teologii "biblijnej"). Istnieje oczywiście odpowiednie miejsce dla tego rodzaju dyscypliny teologicznej. Jako pełen dramatyzmu, ciągle ewoluujący, specyficzny dla danej kultury zestaw rytualnych słów i proklamacyjnych gestów liturgia stanowi adekwatny przedmiot różnych nauk humanistycznych. Niemniej, podobnie jak owe nauki, tak pojmowana "teologia liturgiczna" jest nauką drugorzędną - pochodną pierwszorzędnego, bardziej efektywnego poznania, które poprzedza wszelką refleksję, a nawet sam dogmat.
Teologia liturgiczna w takim sensie, jak ją przedstawiam w niniejszej książce, jest tym, co niektórzy określają mianem "teologii prymarnej". Idąc tokiem myślenia ojców Kościoła, sprowadza się ona do doświadczenia afektywnego, do "przeżywania" Bożego działania. Nie w sposób pasywny - jak kamień, ale w sposób receptywny, przypominający raczej oddanie uścisku ukochanemu, który otwiera przed nami swoje ramiona. Jako forma ludzkiej wiedzy (logos) to "przeżywanie" różni się od procesów dyskursywnego rozumowania ujętych w słynnym aksjomacie po raz pierwszy zaproponowanym przez Arystotelesa, a następnie potwierdzonym przez Dionizego Areopagitę i przyjętym przez największych mistyków Kościoła: nie przez uczenie, lecz przez doświadczenie (ou mathon alla pathon)12. "Uczyć się" to zmierzać ku poznaniu prawdy poprzez zastosowanie racjonalnych środków; to układać dane uzyskane z doświadczenia w logicznym porządku, rozważać, wyodrębniać, rozróżniać i wypowiadać. Z kolei "doświadczać" to po prostu odbierać; raczej poddawać się działaniu niż działać. Doświadczać znaczy przyjmować jak powitalny podarunek to, co wykracza poza granice ludzkiego poznania. To być formowanym i kształtowanym poprzez bezpośrednie spotkanie z prawdą. Krótko mówiąc - to poznawać Boga przez konkretne doświadczanie Go.
Poprzez postawienie znaku równości pomiędzy teologią a doświadczeniem bynajmniej nie chcę podnosić subiektywnych odczuć do statusu normy czy kryterium obiektywnej prawdy. Pragnę raczej podkreślić znaczenie bosko-ludzkiego spotkania wyprzedzającego wszelkie ludzkie osądy, nawet jeśli te osądy muszą następnie poddać się obiektywnym normom wyznaczonym w sposób nadprzyrodzony. Ponadto doświadczenie, do którego chcę się odwołać, nie ogranicza się jedynie do sfery świadomej, ale przede wszystkim obejmuje to, co cielesne i zmysłowe.
Już sam ten sposób mówienia o teologii liturgicznej sugeruje pewne jej powiązania z ciałem i teologią ciała. W teologii liturgicznej to, co znane, doświadczane jest właśnie za pomocą ciała. Jako wspólnotowe ciało obejmujące ciała poszczególnych wiernych złączone komunią, Kościół - owa bosko-ludzka rzeczywistość, umożliwia zaistnienie prymarnej teologii ciała - liturgicznej teologii ciała, w której uczestnicy nie są oderwanymi od siebie obserwatorami analizującymi jakieś zewnętrzne dane, ale aktywnymi i pasywnymi uczestnikami swoistego dramatu, cielesnymi odbiorcami ucieleśnionych aktów boskich. Już od momentu inicjacji chrzcielnej doświadczenie liturgiczne staje się doświadczeniem bardzo cielesnym: oto obracają człowieka ku wschodowi, prowadzą go do sadzawki, zdejmują ubranie, zanurzają w wodzie, namaszczają olejem, karmią solą i nakładają białą szatę. Nawet w nowszej wersji rytu chrzcielnego, w której nie przetrwały te wszystkie znaki, potrafimy dostrzec wyraźne przesłanie mowy ciała. To tutaj, w liturgii Kościoła, odkrywamy kolejny dziewiczy "początek" z jego własnymi "pierwotnymi doświadczeniami" teologicznie tożsamymi, choć symbolicznie niezgodnymi z dziewiczym początkiem i z pierwotnymi doświadczeniami z pierwszych słów Księgi Rodzaju, które z tak niezwykłą precyzją i głębią wyjaśnił w swych katechezach Jan Paweł II.
Kolejnym celem niniejszej książki jest przedstawienie zarysu owej liturgicznej teologii ciała ze szczególnym uwzględnieniem dynamiki, którą nazywam "oblubieńczością performatywną". Odnosi się to do sposobu, w jaki liturgia fizycznie realizuje czy też wciela w życie małżeńską jedność pomiędzy Chrystusem a Jego oblubienicą. Pojęcie performatywności jest tu wyjątkowo istotne, gdyż wyraża fakt, że słowa często są używane nie tylko do opisania już istniejących rzeczywistości, ale także powołują do życia nowe stany rzeczywistości. Performatywność odnosi się więc do znaczenia ukrytego w hebrajskim określeniu dabar, co oznacza zarówno słowo, jak i wydarzenie. Mówiąc, Bóg nie tylko wyraża swoje myśli czy zamiary. Wypowiadając słowa, Bóg stworzył świat z niczego. Mówiąc, Jezus uzdrawiał chorych, uciszał burze, odpuszczał grzechy i wskrzeszał zmarłych. Działanie Boga to działanie za pomocą słów, a słowo Boga to zawsze słowo performatywne - słowo, które się materializuje.
Na podobnej zasadzie liturgia Kościoła, która - za sprawą Ducha Świętego - jest miejscem realizacji zbawczego dzieła wcielonego Boga w historii, musi być postrzegana przez pryzmat performatywnego aktu boskiego. Rytuały Kościoła ustanowione z natchnienia Ducha Świętego nie odzwierciedlają jakichś odległych rzeczywistości; nie są też jedynie komentarzami do już zaistniałych wydarzeń. Przeciwnie - angażują nas jako działania performatywne, które uruchamiają i powołują do istnienia rzeczywistości, jakie są przez nie wyrażane tu i teraz. Jan Paweł II mówił o "profetyzmie ciała" ze szczególnym naciskiem na performatywny charakter przysięgi małżeńskiej13. Na podobnej zasadzie możemy mówić o "profetyzmie liturgii" - o tym, że w dramatyzmie liturgii autentycznie realizuje się oblubieńcza jedność Chrystusa i Jego oblubienicy.
Wydaje się, że zanim zdołamy przeanalizować tę performatywną oblubieńczość w działaniu, tzn. potraktować liturgiczną teologię ciała jako świadomy wkład w zaproszenie Jana Pawła II do oblubieńczego mistycyzmu, najpierw należy rozważyć trzy koncepcje. Ponieważ teologia prymarna czy też liturgiczna oznacza doświadczenie (lub dosłownie: "wycierpienie") boskiego działania, przede wszystkim konieczne jest wyartykułowanie metafizyki receptywności, w której ta receptywność odnajduje swe właściwe miejsce w tym sensie, że nie jest już zaledwie manifestacją pewnej potencjalności czy braku, ale cechą właściwą istnieniu, wolnemu rozwojowi i doskonałości osób. Po drugie, liturgia sama w sobie musi być rozpatrywana w kategoriach swej dramatycznej natury, co obejmuje skupienie nie tylko na czynnościach rytualnych, ale też na wyglądzie i topologii (nazwijmy to "językiem ciała") przestrzeni liturgicznej. Po trzecie, korzystne wydaje się określenie związku pomiędzy symbolami liturgicznymi, zmysłowym i seksualnym ludzkim ciałem, jak również pewnymi transcendentnymi i archetypicznymi znakami obecnymi w Bożym objawieniu.
Po nakreśleniu tych zasadniczych koncepcji przejdę do rozważenia trzech sposobów, w jakie oblubieńczość materializuje się w boskiej liturgii: najpierw w relacji pomiędzy kapłanem a ludem; następnie w relacji pomiędzy słowem głoszonym a modlitwą, i wreszcie w relacji pomiędzy ofiarą a sakramentem. Na koniec pozwolę sobie sformułować kilka uwag dotyczących ograniczeń oblubieńczości performatywnej i liturgicznego profetyzmu ciała w świetle wielkiej tajemnicy: eschatologicznego spełnienia małżeństwa zawartego pomiędzy oblubienicą a Barankiem.