*5*
To nie mogło dziać się naprawdę. Czułam, jakby ktoś miażdżył mi głowę w imadle i krzyczał przy tym, wrzucając całą masę wulgaryzmów, tylko po to, żeby opieprzyć mnie za brak umiarkowania w piciu. Miałam kaca giganta, a to wszystko przez czerwone wino, które, jak podejrzewałam, było produkowane specjalnie po to, aby w razie nadmiernego spożycia załatwić delikwenta.
W kuchni panowała całkowita cisza, co trochę ratowało sytuację. Nie zniosłabym teraz żadnych głośniejszych dźwięków, ale nie potrafiłam odmówić sobie kawy, w związku z tym włączyłam ekspres, a w tym czasie uciekłam do łazienki, żeby się odświeżyć. Gdy tylko doprowadziłam się do ładu, wróciłam po kofeinowy napój, którego boski zapach wabił mnie już od salonu.
Nie spodziewałam się towarzystwa, ponieważ było dosyć wcześnie, więc byłam przekonana, że obaj mężczyźni jeszcze śpią. Myliłam się. Najwidoczniej Ian odpuścił sobie bieganie w nocy i dzisiaj postanowił osobiście powitać wschodzące słońce.
- Dzień dobry - odezwał się niezbyt głośno, lecz ten dźwięk i tak wydał mi się porażający.
Syknęłam cicho, bez nadmiernej ostentacji.
- Dzień dobry.
- Oboje nie potraficie pić. Na dodatek po alkoholu jesteście nieobliczalni.
- Co masz na myśli?
Rzuciłam mu krótkie spojrzenie, ale od razu zajęłam się przygotowaniem dla siebie kawy. Napełniłam kubek do połowy, a następnie wyciągnęłam mleko z lodówki.
- Co mam na myśli? Niczego nie pamiętasz?
- Pamiętam. Zjedliśmy calzone, które zrobiłam. Smakowało wam i... później napiliśmy się trochę alkoholu.
- Czyli niewiele pamiętasz.
- Pamiętam - zapewniłam go, lecz zaczęły mnie ogarniać co do tego coraz większe wątpliwości.
Cóż, pamięć często okazywała się zwodnicza, a teraz mój umysł musiał poradzić sobie z większym kryzysem, jakim był potężny ból głowy.
- To dobrze. Następnym razem uważaj z alkoholem, zwłaszcza przy facetach, bo gdy za dużo wypijesz... - zrobił dziwną pauzę, a gdy nachylił się ku mnie, znacznie ściszył głos - to twoja szparka robi się za bardzo gościnna.
Otworzyłam szerzej oczy, ale nie pozwoliłam, aby usta poszły ich przykładem. Czy on właśnie powiedział to, co usłyszałam?
Jasna cholera!
Pierwszy raz ktoś zwrócił się do mnie takim bezpośrednim i bezczelnym tekstem.
- Sugerujesz... - Podniosłam nieco głos, lecz od razu tego pożałowałam, dlatego dokończyłam swoje pytanie z mniejszym zapałem: - ...że proponowałam ci seks?
Zmrużyłam przy tym oczy, aby nadać chociaż większy wydźwięk swojemu oburzeniu.
- Niczego nie sugeruję. Mówię tylko, jak było.
Próbowałam powrócić pamięcią do wczorajszego wieczoru. Rozmawialiśmy, piliśmy, świętowaliśmy sukces Waltera, a to, co działo się później, uznałam, że było tylko miłym snem. Przecież powiedziałam mu... Przypomniałam sobie. Zamknęłam oczy, owładnięta wstydem.
Jasna cholera! Jasna cholera! Jasna cholera!
- To wina alkoholu - zaczęłam się tłumaczyć. - To się już więcej nie powtórzy.
- Jesteś tego pewna?
Jego ton głosu wskazywał, że ani na chwilę nie uwierzył w moje słowa.
- Nie zamierzam już pić w twoim towarzystwie, więc tak, jestem tego pewna. Poza tym nie jesteś w moim typie.
Upiłam łyk kawy, wymierzając mu wkurzone spojrzenie. Niestety nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia. Westchnął tylko, jakby ta rozmowa go nudziła.
- Wczoraj mówiłaś zupełnie coś innego.
Prawie zadławiłam się kolejnym łykiem.
- Słucham? - odezwałam się, odkasłując.
- Podobno po alkoholu ludzie mają więcej odwagi, żeby powiedzieć prawdę.
Już miałam mu jakoś przygadać, ale uznałam, że tylko się pogrążę. Prawda była taka, że pamiętałam tylko szczątkowe momenty naszej rozmowy, ale faktycznie mówiłam na głos rzeczy, które siedziały mi w głowie, więc wygłupiłam się na całego. Postanowiłam uczcić to poniżenie minutą ciszy.
Milczenie się przedłużało, ale żadne z nas nie opuściło kuchni. Staliśmy w niewielkiej odległości od siebie. Ja próbowałam przełknąć swój wstyd, zapijając go kawą, a Ian chyba czerpał satysfakcję z mojego upokorzenia, chociaż trudno to było jednoznacznie stwierdzić, ponieważ niczego po sobie nie pokazywał.
- Masz może coś na ból głowy? - zapytałam nieśmiało.
- Mam.
Przez chwilę delektowałam się samotnością w kuchni, chociaż nadal targało mną poczucie porażki. Musiałam spojrzeć prawdzie w oczy. Skoro wyskoczyłam z propozycją pójścia do łóżka, a on nie skorzystał z tej okazji, nasuwał się tylko jeden wniosek - to ja nie byłam w jego typie.
- Jak bardzo cię boli?
Uniosłam głowę znad kubka kawy i spojrzałam na Iana, który właśnie wrócił z plastikowym pojemniczkiem w dłoni.
- Bardzo.
- Mogę dać ci jedną, to trochę przyćmi ból, ale jak weźmiesz dwie, to pójdziesz od razu spać. Może to nie taki głupi pomysł? Odeśpisz.
- Nie, nie ma mowy - zaprotestowałam. - Chciałabym dzisiaj wyjść, skorzystać z pięknej pogody i pozwiedzać miasto.
- Będziesz miała na to jeszcze dużo czasu. Dzisiaj lepiej zostań w domu.
- To jest Nowy Jork. Zawsze chciałam tutaj przyjechać, więc nie mam zamiaru zamknąć się w czterech ścianach, jak wy.
- Tak, to jest Nowy Jork i dlatego w weekend turyści naparzają z wszystkich stron. Zresztą nie tylko w weekendy, ale te są najgorsze. Jeżeli chcesz iść, idź. Nie zamierzam cię na siłę zatrzymywać.
Zaczęłam poważnie rozważać jego słowa. Faktycznie nie za dobrze się czułam, więc pozostanie w domu nie było takim najgorszym pomysłem. Mogłam otulić się kocem i czytać na tarasie. Ta myśl od razu mi się spodobała. Wyciągnęłam w jego stronę dłoń, oczekując na tabletkę.
- Ile? - zapytał.
- Jedną. Nie chcę przespać całego dnia. Wyśpię się w nocy.
Nie skomentował mojego wyboru, po prostu podał mi białą pigułkę. Od razu ją połknęłam, popijając resztką kawy.
- A swoją drogą - zaczął, więc spojrzałam w jego oczy - nawet nie wiesz, co właśnie łyknęłaś.
Nieprzyjemny dreszcz przetoczył się po moim kręgosłupie.
- Co mi podałeś? - zapytałam, aczkolwiek nie byłam pewna, czy odpowiedź mi się spodoba.
- Tabletkę przeciwbólową, ale powiedz... - zamilkł na parę sekund, chyba tylko po to, aby przestraszyć mnie jeszcze bardziej - jak długo mnie znasz?
Westchnęłam z ulgą, starając się zrobić to jak najciszej, a w myślach opracowywałam już plan zemsty. Ian nie chciał znać mojej odpowiedzi, ponieważ to pytanie miało wyraźnie retoryczny charakter. Wprawdzie nie widziałam na jego twarzy żadnego uśmiechu ani wyrazu tryumfu, lecz podejrzewałam, że w środku szydził z mojej ufności.
Ominęłam go, całkowicie ignorując. Byłam wściekła i doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, dlaczego się tak czułam. Miał rację. Był obcym facetem, który wystawił w moim kierunku pigułkę o niewiadomym działaniu, a ja przyjęłam ją z wdzięcznością, łyknęłam jak foka rybę i nawet przez chwilę nie podejrzewałam go o próbę odurzenia. To absolutnie nie było w moim stylu.
Zaszyłam się w swojej sypialni. Nie miałam już ochoty wylegiwać się na tarasie, ponieważ mogłam narazić się na towarzystwo Iana. Nie minęło nawet czterdzieści osiem godzin od mojego przyjazdu, a zdążyłam się już wygłupić kilka razy. Pewnie miał mnie za jakąś idiotkę, ale miałam gdzieś to, co sobie o mnie myślał. A przynajmniej w tej chwili, ponieważ wciąż byłam zła.
Wyłożyłam się na łóżku, zabrałam się za czytanie książki, ale po kilkunastu stronach zaczęłam odczuwać senność. Podniosłam się nieco wyżej, żeby trochę się przebudzić, ale mimo tego, że powieść naprawdę mi się podobała, powieki same się zamykały. Wreszcie uznałam, że nie ma sensu ze sobą walczyć, dlatego odłożyłam książkę, ułożyłam się wygodnie na boku, a przykrywszy się kocem, prawie natychmiast zasnęłam.
Przebudziłam się późnym popołudniem. Przez krótką chwilę próbowałam zrozumieć, co się stało. Wprawdzie głowa już mnie nie bolała, natomiast byłam piekielnie głodna i czułam wręcz dobijające pragnienie. Zaczęłam się zastanawiać, co to była za tabletka, skoro znokautowała mnie na większość dnia, jednak szybko porzuciłam tę myśli, ponieważ w tej chwili potrzebowałam coś zjeść i przede wszystkim napić się wody. W ustach miałam dziwny posmak, którego jak najszybciej chciałam się pozbyć.
Otworzyłam lodówkę, a gdy tylko wyciągnęłam z niej dzbanek z wodą, na jednej z półek dostrzegłam prostokątny pojemnik, do którego była przyklejona karteczka z moim imieniem. Plastikowe pudełko wyglądało na porcję jakiegoś jedzenia, a gdy po nie sięgnęłam, przekonałam się, że miałam rację. Otworzyłam wieczko. Spora porcja ryżu oraz jakiegoś smacznie wyglądającego mięska, a jako dodatek w oddzielnej komorze znajdowała się surówka z białej kapusty i marchewki. Moje ślinianki zaczęły pracować na najwyższych obrotach, więc szybko wstawiłam pojemnik do mikrofalówki, a włączywszy ją, zaczęłam raczyć się wodą.
- Walter, jesteś aniołem - powiedziałam cichutko, ale gdyby tu teraz był, rzuciłabym mu się z wdzięczności w ramiona.
Nigdy tego nie lubił i chociaż wcześniej wydawało mi się, że wyrósł ze swoich dziwnych zachowań, to widząc go po tylu latach, doszłam do wniosku, że nie za wiele się w jego życiu zmieniło. Zaczęłam się zastanawiać, czy kiedykolwiek był z kobietą, ale mikrofalówka wydała z siebie dźwięk, oznajmiając mi, że pora zjeść coś ciepłego, dlatego natychmiast skupiłam się na jedzeniu, porzuciwszy wcześniejsze rozważania.
Najedzona wróciłam do swojej sypialni, ale gdy tylko zaczęłam czytać, znowu poczułam się senna. Nie mogłam przespać całego dnia, dlatego postanowiłam pójść na spacer. Ubrałam się odpowiednio do pory dnia, roku oraz temperatury panującej na zewnątrz, a gdy już uznałam, że jestem gotowa, wynurzyłam się ze swojej sypialni. Ku mojemu zaskoczeniu w salonie siedział Walter i wgapiał się w telewizor, natomiast Ian stał w kuchni, oparty plecami o wyspę kuchenną.
Ten mebel już zawsze będzie mi się z nim kojarzył.
Przyjemny dreszczyk popieścił moje ciało. Obaj popatrzyli w moją stronę, a ja odniosłam wrażenie, że przestali rozmawiać, gdy tylko się zjawiłam w zasięgu ich wzroku. Kuzyn był najwyraźniej zaskoczony moim ubiorem, zwłaszcza że był nieadekwatny do przyjemnego ciepełka panującego w mieszkaniu.
- Coś ty taka zwyubierana? - zapytał.
- Idę na spacer.
- Oszalałaś? - zaniepokoił się.
Popatrzyłam na niego zaskoczona, a później przeniosłam wzrok na Iana. Mężczyzna wyglądał na spokojnego, ale gdy uniósł do ust szklankę z jakimś trunkiem, cały czas wodził za mną spojrzeniem.
- Nie wyjdę na długo. Muszę się po prostu przewietrzyć - zwróciłam się do kuzyna.
- Chcesz spacerować po Nowym Jorku? Sama? O tej godzinie?
- Nie przesadzaj, nie jest przecież późno.
- Zaufaj mi. Lepiej, żebyś nie wychodziła.
- Walter, chcę tylko...
- Eve - przerwał mi. - Zostań w domu. To nie Stillwater.
Nie mogłam pojąć, o co mu chodziło, ale widziałam, że jest podenerwowany, więc obiecałam, że zostanę, co natychmiast go uspokoiło. Byłam zaskoczona jego zachowaniem.
Zamiast na wieczorną przechadzkę, wyszłam na taras. Pocieszałam się myślą, że jutro, wracając z pracy, zobaczę kawałeczek Nowego Jorku. Zaplanowałam sobie buszowanie po sklepach, a także zakup przewodnika, aby sprawdzić, jakie miejsca powinnam zobaczyć w pierwszej kolejności. Usiadłam na drewnianym leżaku i szczelniej otuliłam się płaszczykiem, lecz i tak było mi chłodno. Nie wiedziałam, jak długo wytrzymam, ponieważ nie taki znowu mocny wiatr wdzierał się przez materiał, wywołując zimny dreszcz na mojej skórze.
Potrzebowałam powietrza, przestrzeni, dlatego podkuliłam nogi pod siebie, oparłam się o dużą poduchę i wpatrywałam przed siebie. W budynku naprzeciw co chwilę zapalały się nowe światła w oknach, a niebo gasło na moich oczach. Z ulicy dochodziły różne dźwięki, miasto wciąż tętniło życiem, jednak Walter uznał, że tam na dole nie jest dla mnie bezpiecznie.
Znużona i zziębnięta weszłam do środka. Rozejrzałam się po salonie, ale nie dostrzegłam nigdzie kuzyna. Uznałam, że należało od razu wyjaśnić kwestię mojej swobody w podejmowaniu decyzji, bo przecież mieliśmy przez jakiś czas mieszkać razem i nie chciałam, żeby dochodziło między nami do jakichkolwiek spięć. Musiał zrozumieć, że byłam już dorosłą kobietą i sama za siebie odpowiadałam.
Zsunęłam z ramion płaszczyk, a rzuciwszy go na moje łóżko, udałam się od razu do części mieszkania, którą zajmował Walter. Drzwi jego sypialni i biura były zamknięte, ale nawet nie zdążyłam do nich dotrzeć, bo nie wiadomo skąd, nagle pojawił się przy mnie Ian.
- Gdzie idziesz? - zapytał spokojnym, nieziemsko niskim głosem.
- Do kuzyna.
- Nie przeszkadzaj mu teraz.
- Dlaczego? Chcę tylko porozmawiać.
- Nie teraz - powiedział z naciskiem.
- Posłuchaj - zaczęłam lekko poirytowana - zamierzam tam wejść...
- Nie radzę.
- Bo co? - wkurzyłam się. - Co mi niby zrobisz?
Zbliżył się do mnie, co nieco ostudziło moją chęć podskakiwania. Nachylił się w stronę mojego ucha, a jego klata znalazła się zbyt blisko moich piersi. Poczułam ciepło bijące z jego ciała, a skoro nie widział mojej twarzy, zamknęłam na chwilę oczy.
- No dalej. - Ściszył głos, co przerodziło się niemal w mruczenie. - Przekonaj się, co zrobię.
Ta niby-groźba zabrzmiała dla mnie jak obietnica czegoś, co chciałabym przeżyć. Ochłonęłam jednak bardzo szybko, gdy tylko się ode mnie odsunął. Wyglądało na to, że wyczekiwał mojego ruchu. Jego wzrok był niepokojący i już sama nie wiedziałam, jakie targały mną emocje.
Obróciłam się na pięcie, minęłam mężczyznę i poszłam do kuchni. Włączyłam czajnik, przygotowałam kubek, a wrzuciwszy do niego torebkę herbaty, oparłam się plecami o blat. Skrzyżowałam ręce na piersi i wpatrywałam się w drzwi, w których po chwili pojawił się Ian.
- O co wam chodzi? - zapytałam podenerwowana.
Nie odpowiedział. Oparł się ramieniem o framugę, włożył dłonie do kieszeni i wpatrywał się w moje oczy. To jego spojrzenie dziwnie na mnie działało.
- Walter nie chce, żebym wychodziła, ty też mi to dzisiaj odradzałeś, a teraz nie chcesz mnie do niego wpuścić. O co chodzi?
- Walt nie chce, żeby stała ci się jakaś krzywda.
- Ale ja nie jestem przyzwyczajona do siedzenia w jednym miejscu. W Stillwater wychodziłam zabawić się z przyjaciółmi, prawie cały czas byłam poza domem.
- Masz tutaj jakichś przyjaciół? - zapytał.
- Nie.
- To nie Stillwater.
- Byłeś tam kiedyś?
- Nie, ale Walter trochę mi opowiadał o waszym miasteczku.
- To nie jest normalne - zaczęłam na nowo swój bunt. - Nie można ciągle siedzieć zamkniętym w czterech ścianach. Można zgłupieć.
- Można się przyzwyczaić.
Powiedział to tonem, który sugerował, że Ian już dawno pogodził się z takim życiem. To zabrzmiało potwornie przygnębiająco.
- Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że ciągle tutaj siedzicie? Przecież wychodzicie do ludzi, prawda?
- Rzadko. Walter sporadycznie wychodzi na zewnątrz.
- Jak to? Przecież gdy tu przyjechałam w piątek wieczorem, nie było was w domu.
- To była wyjątkowa sytuacja.
- Wyjątkowa sytuacja, żeby wyjść z domu?
Ta informacja bardzo mnie zaniepokoiła. Wręcz nie mogłam uwierzyć w to, co właśnie usłyszałam.
- Czy Walter... - zaczęłam, ale się zawahałam, czy w ogóle powinnam poruszać ten temat z Ianem.
Przestraszyło mnie pstryknięcie czajnika, które zasygnalizowało, że woda się zagotowała. Odwróciłam się, żeby wlać wrzątek do kubka, a tymczasem mężczyzna wszedł do kuchni. Poruszałam torebeczką herbaty za sznurek to w dół, to w górę, kontrolując, aby nie zaparzyć zbyt mocnej. Ian stanął obok mnie.
- Czy Walter ma jakichś znajomych?
- Żadnego nie spotkałem. Do tej pory zauważyłem, że kontaktuje się wyłącznie ze swoimi klientami.
- A czy... kiedykolwiek spotkał się z jakąś kobietą? - zapytałam cicho, prawie ze smutkiem.
Nie podniosłam wzroku znad kubka, bo bałam się napotkać spojrzenia Iana.
- Martwisz o jego życie seksualne? - zapytał najwyraźniej zaskoczony.
- Nie. Martwię się o jego zdrowie psychiczne.
Wyrzuciłam zużytą torebkę do kosza, ale chwilowo zapomniałam o herbacie. Przedłużający się brak odpowiedzi ze strony mężczyzny napawał mnie obawą, że z moim ukochanym kuzynem wcale nie jest dobrze.
- Muszę gdzieś wyjść - odezwał się nagle, ignorując moje wcześniejsze pytanie. - Mówiłem serio, żebyś mu teraz nie przeszkadzała.
- A co on tam robi, że nie mogę wejść?
- Dba o swoje... zdrowie psychiczne.
Nie miałam pojęcia, o czym mówił, ale nie zdążyłam dopytać, ponieważ wyszedł z kuchni, a po krótkiej chwili usłyszałam odgłos rozsuwających się drzwi windy. Zostawił mnie samą, w osobliwym stanie. Musiałam obmyślić jakiś plan działania, coś, co pozwoliłoby Walterowi bardziej otworzyć się na świat, na ludzi. Nie chciałam działać pochopnie, postanowiłam więc przez jakiś czas go poobserwować. Będąc tu na miejscu, mogłam go rozruszać. Pewnie wiecznie ślęczał przed komputerem, zapominając całkowicie o przyjemnościach życia. Ja potrafiłam się bawić, dlatego zamierzałam go tego nauczyć.
CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI