Borsuk. Władca ciemności. Biografia nieautoryzowana - Rafał Kowalczyk, Paweł Średziński

Kup ebooka

40.01 zł
39.80 zł (39,50 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp. Jego Wysokość Borsuk

Wstęp

Jego Wyso­kość Bor­suk

Bor­suk był bar­dzo ważną oso­bi­sto­ścią i choć wizy­to­wano go rzadko, odczu­wało się jego nie­wi­dzialny wpływ na wszyst­kich.

Ken­neth Gra­hame, O czym szu­mią wierzby

Bor­suk to praw­dziwy król. Zaraz, kró­lem pusz­czy jest prze­cież żubr albo wilk, ale bor­suk? Jak się jed­nak oka­zuje, bor­suki mają wiele wspól­nego z kró­lami i innymi koro­no­wa­nym gło­wami. Umiej­sco­wie­nie ich sie­dzib - nor - jest sta­ran­nie wybie­rane w tere­nie - czę­sto miesz­czą się one na pagór­kach lub wzgó­rzach. Nory mają liczne kom­naty, do któ­rych wiodą wąskie kory­ta­rze. Są zamiesz­ki­wane przez setki lat, roz­bu­do­wy­wane i dzie­dzi­czone z poko­le­nia na poko­le­nie. Czy to nie przy­wo­dzi na myśl pała­ców i zam­ków ludz­kich wład­ców? Bor­suk jest panem swo­jego pod­ziem­nego kró­le­stwa.

Bor­suk to też jedno ze zwie­rząt pro­wa­dzą­cych głów­nie nocny tryb życia. Ze swo­jej kry­jówki wycho­dzi tuż przed zmro­kiem, wraca do niej przed świ­tem. Można więc go nazwać kró­lem nocy.

Ciem­no­ści wypeł­niają też świat ksią­żek poświę­co­nych bor­su­kom, które uka­zały się w języku pol­skim. Oprócz star­szych mono­gra­fii przy­rod­ni­czych autor­stwa Pio­tra Sumiń­skiego czy ostat­niej napi­sa­nej przez Prze­my­sława Kurka i Łuka­sza Piech­nika mamy jesz­cze garść arty­ku­łów nauko­wych. Ktoś powie, że nie powin­ni­śmy się porów­ny­wać do Wiel­kiej Bry­ta­nii - lidera, jeżeli cho­dzi o liczbę wyda­nych ksią­żek o bor­su­kach. Tam jed­nak bor­suk to zwie­rzę naro­dowe, chro­nione kra­jo­wym pra­wem, które prze­szło długą ścieżkę od bycia ofiarą ludzi do uzy­ska­nia sta­tusu ich ulu­bieńca. Nie ulega wąt­pli­wo­ści, że bor­suk zasłu­guje na nie­jedną książkę. Mamy nadzieję, że nasza sku­tecz­nie przy­czyni się do popu­la­ry­za­cji wie­dzy o tym nie­zwy­kłym gatunku.

Posta­no­wi­li­śmy napi­sać tę opo­wieść razem, jako współ­au­to­rzy. Z jed­nej strony eks­pert, eko­log, badacz ssa­ków. Z dru­giej publi­cy­sta, miło­śnik przy­rody, a przede wszyst­kim łosi, bor­su­ków i wom­ba­tów. Nasze różne doświad­cze­nia i per­spek­tywy spra­wiły, że bor­suk docze­kał się swo­jej dru­giej książki po pol­sku, która nie jest mono­gra­fią przy­rod­ni­czo-łowiecką. Oczy­wi­ście nie zapo­mi­namy o Tar­mosi - bo bor­suk stał się rów­nież boha­te­rem książki dla dzieci napi­sa­nej przez Toma­sza Samoj­lika.

Zabie­ramy cię na wyprawę do świata bor­su­ków. Wspól­nie odwie­dzimy Pusz­czę Bia­ło­wie­ską, Kar­paty, lasy nad jezio­rem Wigry, Pusz­czę Kam­pi­no­ską i kilka innych zakąt­ków naszego kraju, gdzie spo­tkamy te wspa­niałe zwie­rzęta. Chcemy, aby ta książka pomo­gła dostrzec w bor­suku wszystko, co czę­sto nam umyka, gdy nasz boha­ter kryje się w mroku nocy, a w dzień w swoim pod­ziem­nym kró­le­stwie.

Ta opo­wieść powsta­wała przez kilka lat, ale cie­szymy się, że razem z nami poznasz zwie­rzę, które z pew­no­ścią zasłu­guje na szcze­gólną uwagę. Nie­stety wciąż nie jest chro­nione pol­skim pra­wem, co spra­wia, że los bor­su­ków w Pol­sce jest nie­pewny. Może po prze­czy­ta­niu naszej książki i ty dołą­czysz do grona miło­śni­ków tego gatunku?

Paweł i Rafał

Opowieść pierwsza. Niedźwiedź to miniaturowy? A może wielka łasica?

Opo­wieść pierw­sza

Niedź­wiedź to minia­tu­rowy? A może wielka łasica?

Bor­suk zjawi się tu któ­re­goś dnia. Zawsze się od czasu do czasu poja­wia; wów­czas cię przed­sta­wię.

Ken­neth Gra­hame, O czym szu­mią wierzby

Bor­suk jest zwie­rzę­ciem wyjąt­ko­wym pod wie­loma wzglę­dami, a jego wygląd nie przy­po­mina żad­nego innego ssaka dra­pież­nego. Zna­ko­mity szwedzki przy­rod­nik Karol Lin­ne­usz, twórca pod­staw nowo­cze­snej tak­so­no­mii, w swoim dziele Sys­tema Natu­rae z 1758 roku zali­czył bor­suka do rodziny niedź­wie­dzi. Nazwał go nawet Ursus meles, co dosłow­nie ozna­cza 'mio­do­wego niedź­wie­dzia'. Skąd ta nazwa? Według Lin­ne­usza bor­suki, podob­nie jak niedź­wie­dzie, zdra­dzały upodo­ba­nie do miodu, co po czę­ści jest prawdą. Spójrzmy jed­nak na punkt widze­nia Lin­ne­usza. Czyż bor­su­kowi z jego dłu­gim futrem, krót­kim ogo­nem, masyw­nymi łapami zakoń­czo­nymi dłu­gimi pazu­rami, sto­po­chod­no­ścią i zwią­za­nym z tym koły­szą­cym cho­dem, ale też zapa­da­niem w sen zimowy nie jest bli­żej do niedź­wie­dzia niż do zwin­nej kuny, smu­kłej łasicy czy kró­lo­wej rzek, wydry, z rodziny łasi­co­wa­tych, do któ­rej cztery lata po Lin­ne­uszu zali­czył go fran­cu­ski przy­rod­nik i filo­zof Mathu­rin Jacques Bris­son?

Ubar­wie­nie bor­suka ma odstra­szać intru­zów.

To, co łączy bor­suka z innymi łasi­co­wa­tymi, to podobne uzę­bie­nie, para gru­czo­łów przy­od­by­to­wych wytwa­rza­ją­cych wydzie­linę, która spra­wia, że mają dość mocny, cha­rak­te­ry­styczny zapach, oraz wydłu­żony kształt ciała i krót­kie nogi nada­jące ich ruchom cha­rak­te­ry­styczne sinu­so­idalne falo­wa­nie. Te ostat­nie cechy spra­wiają, że przed­sta­wi­ciele ich rodziny w toku ewo­lu­cji stali się wyspe­cja­li­zo­wa­nymi wspi­na­czami jak kuny, pły­wa­kami jak wydry i norki, łow­cami gry­zoni w ich norach jak łasice i gro­no­staje czy miesz­kań­cami nor - jak bor­suki.

Węszący bor­suk.
Łapy bor­suka to narzę­dzia do kopa­nia.

Jesz­cze do lat 90. ubie­głego wieku uwa­żano, że w całej Eura­zji wystę­puje jeden gatu­nek bor­suka. Wyróż­niano co prawda kilka pod­ga­tun­ków, jed­nak dopiero zaawan­so­wane bada­nia filo­ge­ne­tyczne i mor­fo­lo­giczne pozwo­liły wyróż­nić trzy gatunki bor­su­ków: euro­pej­skiego, azja­tyc­kiego i japoń­skiego. Róż­nią się one pod wzglę­dem gene­tycz­nym, ale widoczne są też róż­nice w prze­biegu i wyglą­dzie pasów na gło­wie oraz odcie­niu ubar­wie­nia, kształ­cie kości prą­cia1 i uzę­bie­niu. Gra­nicą roz­dzie­la­jącą zasięgi bor­suka euro­pej­skiego i azja­tyc­kiego jest Wołga. Bor­suk japoń­ski wystę­puje na Wyspach Japoń­skich i jest naj­mniej­szy z trzech gatun­ków bor­su­ków żyją­cych w Eura­zji.

To, co zwraca szcze­gólną uwagę w wyglą­dzie bor­suka, to kon­tra­stu­jące ubar­wie­nie jego głowy. Dwa czarne pasy na bia­łym tle, bie­gnące od szyi przez uszy do nosa. To dość nie­ty­powe w świe­cie zwie­rząt, bo naj­czę­ściej są one ubar­wione jed­no­li­cie, więc nie mają tak wyraź­nych wzo­rów. Naukowcy od dawna się zasta­na­wiają, czemu służy takie umasz­cze­nie. Czy pasy na gło­wie bor­suka speł­niają taką samą funk­cję jak u zebry? W wypadku praw­do­po­dob­nie naj­sław­niej­szego pasia­stego zwie­rzę­cia udało się to jed­nak odkryć. Od dawna sądzono, że pasko­wa­nie zebr jest stra­te­gią obrony przed dokucz­li­wymi owa­dami. Chyba każdy z nas widział kie­dyś roje róż­nej maści gzów, jusz­nic i much krą­żą­cych latem nad koniem czy krową. Dzieje się tak dla­tego, że duże ciemne obiekty przy­cią­gają te owady. Aby spraw­dzić, jak dzia­łają pasy, poma­lo­wano w ten spo­sób kilka krów i obser­wo­wano, czy to spo­wo­duje, że będą one przy­cią­gać mniej owa­dów. Oka­zało się, że na pasia­stych kro­wach sia­dało pra­wie dwu­krot­nie mniej owa­dów niż na ich jed­no­ko­lo­ro­wych kole­żan­kach. Ale czy ochrona przed dokucz­li­wymi owa­dami ma jakieś zna­cze­nie dla bor­su­ków? Wszak więk­szość czasu spę­dzają one w norach i są aktywne głów­nie w nocy, a więc nie mają prak­tycz­nie do czy­nie­nia z gzami i innymi tego typu owa­dami. Przy­czyna ich ubar­wie­nia musi być więc inna.

Naukowcy zasta­na­wiali się, czy pasy nie mają zna­cze­nia w roz­po­zna­wa­niu się bor­su­ków i ich komu­ni­ka­cji. Pomocne oka­zało się porów­na­nie z innymi dra­pież­ni­kami oraz zwie­rzę­tami, które rów­nież mają pasy lub inne wzory na ciele. Jaskrawe, czę­sto kon­tra­stowe ubar­wie­nie jest cha­rak­te­ry­styczne dla zwie­rząt, które dys­po­nują bro­nią w postaci tru­ci­zny, żądła bądź innymi środ­kami słu­żą­cymi do obrony i zdo­by­wa­nia pokarmu. Wszy­scy znamy osy, szer­sze­nie czy jado­wite węże. Takie ubar­wie­nie jest dobrze widoczne dla poten­cjal­nych wro­gów i sta­nowi sygnał, że lepiej uni­kać wyra­zi­ście ubar­wio­nych zwie­rząt. Ostrze­gaw­cze ubar­wie­nie fachowo jest nazy­wane ubar­wie­niem apo­se­ma­tycz­nym2. Bor­suki nie wydzie­lają jed­nak żad­nej tru­ci­zny ani nie żądlą. Ale ich śred­niego roz­miaru kuzyni, jak skunksy czy zorille, które mogą padać ofiarą więk­szych dra­pież­ni­ków, wyko­rzy­stują owo apo­se­ma­tyczne ubar­wie­nie, aby ostrze­gać o swoim agre­syw­nym zacho­wa­niu czy wydzie­la­niu nie­przy­jem­nego zapa­chu.

Jed­nym ze spo­krew­nio­nych z bor­su­kiem ssa­ków dra­pież­nych, zna­nym ze swej bojo­wej postawy, jest ratel, zwany tez mio­do­że­rem, wystę­pu­jący z Afryce Środ­ko­wej i Azji Połu­dnio­wej. Potrafi on obro­nić się przed znacz­nie więk­szymi dra­pież­ni­kami. O jego poten­cjale obron­nym infor­muje kon­tra­stowe ubar­wie­nie: sre­brzy­sty płaszcz na gło­wie i grzbie­cie oraz czarno ubar­wiona reszta ciała. Wysu­nięto nawet hipo­tezę, że ubar­wie­nie mło­dych gepar­dów, które czę­sto padają ofiarą innych dra­pież­ni­ków, ewo­lu­owało tak, aby upodob­nić je wła­śnie do mio­do­że­rów. Zapew­nia im to pewien rodzaj ochrony, ponie­waż nie­wiele zwie­rząt zna­ją­cych agre­syw­ność rateli odważy się je zaata­ko­wać. Porów­na­nie ubar­wie­nia mło­dych gepar­dów i rateli poka­zuje, że są one nie­mal iden­tyczne. To tak zwana mimi­kra bate­sow­ska (od nazwi­ska Henry'ego Wal­tera Batesa, który to zja­wi­sko opi­sał), czyli upodob­nia­nie się gatun­ków bez­bron­nych do form mają­cych narządy obronne lub prze­ja­wia­ją­cych takie zacho­wa­nia.

Ale wróćmy do naszych bor­su­ków. One rów­nież potra­fią być bar­dzo agre­sywne. W inter­ne­cie można zna­leźć nagra­nia z foto­pu­ła­pek poka­zu­jące bor­suka bro­nią­cego się sku­tecz­nie przed całą grupą wil­ków. Nie odwraca się on od prze­ciw­ni­ków, prze­ciw­nie - eks­po­nuje pasko­waną głowę. Dodat­kowo stro­szy sierść i unosi ogon, dzięki czemu wygląda na o wiele więk­szego, niż jest w rze­czy­wi­sto­ści. Cał­kiem nie­dawno foto­pu­łapka Insty­tutu Bio­lo­gii Ssa­ków PAN w Bia­ło­wieży udo­ku­men­to­wała taką inte­rak­cję - na zdję­ciach widać wilka, który omija bojowo nastro­szo­nego bor­suka. Barwy wojenne sku­tecz­nie znie­chę­cają prze­ciw­ni­ków, zwłasz­cza że bor­suki potra­fią bole­śnie ugryźć, wbi­ja­jąc w ciało wroga swoje masywne zęby. Taka ochrona przy­daje się szcze­gól­nie ze względu na fakt, że nory bor­su­ków są dość czę­sto odwie­dzane prze duże dra­pież­niki: wilki i rysie.

Wilk z respek­tem mija­jący bor­suka.

Gdy bor­suk wycho­dzi z nory, naj­pierw w jej wylo­cie poja­wia się podłużna głowa. Zwie­rzę węszy i roz­gląda się dookoła. Dobrze widoczne kon­tra­stowe paski mają za zada­nie odstra­szyć poten­cjal­nych wro­gów. Czy ta broń jest sku­teczna? Wiele wska­zuje, że tak, bo bor­suki dość rzadko padają ofiarą innych dra­pież­ni­ków. W Pusz­czy Bia­ło­wie­skiej zna­leź­li­śmy 130 ofiar wil­ków i 170 zwie­rząt zabi­tych przez rysie. Nie było wśród nich bor­suków, choć oprócz ssa­ków kopyt­nych znaj­do­wa­li­śmy zające, jenoty, ptaki i inne zwie­rzęta. Co prawda w odcho­dach wil­ków i rysiów zda­rzają się śla­dowe szczątki bor­suków, ale może to sta­no­wić kon­se­kwen­cję zja­da­nia bor­su­czej padliny.

Odstra­sza­jący cha­rak­ter ma zapewne kon­tra­stu­jące z oto­cze­niem sre­brzy­ste ubar­wie­nie bor­su­czego grzbietu. Bor­suki są aktywne głów­nie w nocy i nie potrze­bują masku­ją­cych kolo­rów, które upo­dab­niają zwie­rzęta do oto­cze­nia, co możemy zaob­ser­wo­wać w wypadku rysia, który musi pod­kra­dać się nie­po­strze­że­nie do swo­ich ofiar czy ukry­wać się w gąsz­czu lasu pod­czas odpo­czynku. Bor­su­cza stra­te­gia jest dokład­nie odwrotna. Chcą być dobrze widoczne, roz­po­zna­walne. Ich ubar­wie­nia nie da się pomy­lić z ubar­wie­niem innych zwie­rząt. Zapewne cho­dzi o to, by poten­cjalni intruzi wie­dzieli, z kim mają do czy­nie­nia.

Ten wyjąt­kowy wygląd spra­wił, że futro bor­suka stało się ele­men­tem ozdob­nym. W XVIII i XIX wieku w Pusz­czy Bia­ło­wie­skiej wśród tam­tej­szych straż­ni­ków zapa­no­wała moda, aby swoje torby przy­ozda­biać skórą bor­suka. Futra upo­lo­wa­nych dra­pież­ni­ków, takich jak lisy, bor­suki, kuny czy wydry, sta­wały się wła­sno­ścią polu­ją­cych, ale o ile pozo­stałe spie­nię­żano, to "skóry bor­su­cze nie poja­wiały się w sprze­daży, gdyż żaden z miesz­ka­ją­cych w lesie chło­pów, nie­za­leż­nie od tego, czy był myśli­wym, czy też nie, zarówno na polu, jak i w lesie nie poja­wiał się bez swo­jej bor­su­czej torby"3. Zostało to nawet uwi­docz­nione na ryci­nie z początku XIX stu­le­cia.

Nie tylko futro, lecz także same włosy bor­suka są dość wyjąt­kowe. To nie jest miękka sierść, która ma zapew­nić cie­pło w cza­sie zim­nych dni i nocy, jak u innych dra­pież­ni­ków, ale raczej sztywna szcze­cina, przy­po­mi­na­jąca nieco okrywę wło­sową dzika. Bor­suki mają oczy­wi­ście włosy puchowe, tak samo jak inne zwie­rzęta, ale to sztywne włosy ości­ste nadają ich futru okre­ślony cha­rak­ter. Zresztą szcze­ci­nia­stość tych wło­sów można uznać za prze­kleń­stwo bor­su­ków - to ze względu na tę cechę na nie polo­wano. Zanim do powszech­nego uży­cia weszły elek­tryczne lub ręczne golarki, męż­czyźni powszech­nie uży­wali pędzli, mydeł lub pia­nek do gole­nia oraz brzy­twy. Naj­bar­dziej cenione pędzle robiono wła­śnie z sier­ści bor­suka. Cią­gle zresztą można takie pędzle kupić, choć za cał­kiem sporą kwotę. W nie­któ­rych kra­jach, mię­dzy innymi na Wyspach Bry­tyj­skich, wytwa­rza­nie takich narzę­dzi z wło­sia bor­suka zostało zaka­zane. Ale sierść tego zwie­rzę­cia służy też do pro­duk­cji pędzli do malo­wa­nia oraz pędzel­ków do japoń­skiej i chiń­skiej kali­gra­fii. Na szczę­ście cenione wło­sie bor­suka jest coraz czę­ściej zastę­po­wane wło­sami z two­rzyw sztucz­nych.

To, co rzuca się w oczy, gdy się patrzy na bor­suka, to jego masywne przed­nie łapy zwień­czone zaska­ku­jąco dużymi pazu­rami. Nie powinno to dzi­wić u zwie­rzę­cia, które więk­szość swo­jego życia spę­dza w norach. Two­rze­nie dzie­sią­tek metrów roz­le­głych kory­ta­rzy i ich coroczne odna­wia­nie to praca dla wytraw­nego kopa­cza. W rze­czy­wi­sto­ści więk­szość aspek­tów życia bor­su­ków jest zwią­zana z kopa­niem, grze­ba­niem, roz­dra­py­wa­niem i wszel­kimi odmia­nami tych czyn­no­ści. Aby zapew­nić sobie schro­nie­nie, miej­sce odpo­czynku, roz­rodu, ale też snu zimo­wego, bor­suki muszą kopać. Wydrą­żyć nową norę lub co rok odna­wiać starą. Nie­które kory­ta­rze i komory się zapa­dają, inne są pełne paso­ży­tów do tego stop­nia, że nie da się już ich zamiesz­ki­wać, w jesz­cze innych znaj­dują są zwłoki członka rodziny. Nora wymaga więc cią­głej pracy. Sze­ro­kie łapy umoż­li­wiają zbie­ra­nie i wcią­ga­nie suchych liści, trawy i mchu, które służą do wyście­la­nia komór w norze. To zapew­nia izo­la­cję od gruntu, szcze­gól­nie zimą. Bor­suki zagar­niają ten mate­riał łapami i cofa­jąc się, wcią­gają ściółkę pod zie­mię. Ta prak­tyka jest nazy­wana włó­cze­niem.

Zdo­by­wa­nie pokarmu przez te dra­pież­niki rów­nież jest zwią­zane z kopa­niem. Pazury i łopa­to­wate koń­czyny przed­nie umoż­li­wiają grze­ba­nie w ziemi, ale też roz­dra­py­wa­nie i roz­dzie­ra­nie spróch­nia­łego drewna. Nawet bor­su­cza toa­leta i zna­ko­wa­nie gra­nic tery­to­rium wiążą się z kopa­niem - odchody bor­su­ków lądują zazwy­czaj w wygrze­ba­nych przez nie doł­kach, które są rów­nież zna­kami gra­nicznymi infor­mu­ją­cymi inne osob­niki tego gatunku o tym, że teren jest już zajęty. Te cha­rak­te­ry­styczne bor­su­cze latryny można zna­leźć wcze­sną wio­sną i jesie­nią w pobliżu nor, a w okre­sie let­nim, kiedy bor­suki pene­trują swoje tery­to­ria, zazwy­czaj przy dro­gach, czę­sto wyzna­cza­ją­cych gra­nice obsza­rów zasie­dlo­nych przez poszcze­gólne grupy rodzinne tych zwie­rząt.

Opi­su­jąc bor­suka, nie można pomi­nąć róż­nic masy ciała mię­dzy przed­sta­wi­cie­lami tego gatunku żyją­cymi w róż­nych stre­fach kli­ma­tycz­nych oraz wahań ich wagi w cyklu rocz­nym. Masa ciała różni się też nieco u sam­ców i samic, co wska­zuje na nie­wielki dymor­fizm płciowy. W całym swoim zasięgu wio­sną i wcze­snym latem samce bor­suka ważą śred­nio 9,5, a samice 8,6 kilo­grama. Zmie­nia się to nie­li­niowo wraz z sze­ro­ko­ścią geo­gra­ficzną. Nie­li­niowo, bo nie ma tu zasto­so­wa­nia tak zwana reguła Berg­manna, która mówi, że zwie­rzęta sta­ło­cieplne jed­nego gatunku są tym więk­sze, im chłod­niej­szy jest kli­mat. Gdyby tak było, masa ciała bor­su­ków w Euro­pie powinna wzra­stać z połu­dnia na pół­noc - ale tak nie jest. Najwięk­sze bor­suki żyją w stre­fie umiar­ko­wa­nej, a więc w Euro­pie Środ­ko­wej, i ważą śred­nio 10,2 kilo­grama. Znacz­nie mniej­sze zamiesz­kują strefę śród­ziem­no­mor­ską - śred­nio 7,8 kilo­grama - i Skan­dy­na­wię - 7,9 kilo­grama.

Róż­nice w wadze zwie­rząt wyni­kają z dostęp­no­ści pokarmu. W cen­trum swo­jego zasięgu, gdzie kli­mat jest dość łagodny - lata nie są upalne, a zimy zbyt mroźne - bor­suki mają naj­szer­szą niszę pokar­mową, a więc przyj­mują naj­bar­dziej zróż­ni­co­wany pokarm, co ozna­cza więk­szą dostęp­ność poży­wie­nia, szcze­gól­nie w okre­sach, kiedy jest go mniej. Na połu­dniu jest mniej pokarmu pod­czas gorą­cych i suchych okre­sów let­nich, na pół­nocy zaś w cza­sie dłu­gich i śnież­nych zim. To prze­kłada się na roz­miary i masę ciała bor­su­ków. Na obsza­rach połu­dnio­wych, gdzie śro­do­wi­sko jest ubo­gie w pre­fe­ro­wany przez bor­suki pokarm, selek­cja natu­ralna fawo­ry­zuje mniej­sze osob­niki, które potrze­bują mniej poży­wie­nia, aby osią­gnąć doro­słość. Na pół­nocy okres wege­ta­cyjny jest krótki, a bor­suki zapa­dają w kil­ku­mie­sięczny sen zimowy. Ponie­waż bor­suki rosną w pierw­szym roku życia, w Skan­dy­na­wii ten okres roz­woju trwa zale­d­wie kilka mie­sięcy, bo bor­suki rodzą się póź­niej i zapa­dają w sen zimowy wcze­śniej niż w Euro­pie Środ­ko­wej, co nie pozwala im osią­gnąć roz­mia­rów odpo­wia­da­ją­cych ich kuzy­nom z cen­trum zasięgu. W związku z tym, że żero­wa­nie bor­su­ków polega głów­nie na kopa­niu, popu­la­cje pół­nocne od póź­nej jesieni do wcze­snej wio­sny zma­gają się z twar­dym, zamar­z­nię­tym grun­tem, a na połu­dniu ogra­ni­cze­niem dla kopa­nia jest twarda i sucha gleba latem. To powo­duje, że znaczna część ener­gii jest zuży­wana na zdo­by­wa­nie pokarmu i prze­trwa­nie, nie zaś zwięk­sze­nie roz­mia­rów ciała.

Naj­bar­dziej zna­mienne dla bor­su­ków są jed­nak sezo­nowe zmiany masy ciała zwią­zane z gro­ma­dze­niem zapa­sów tłusz­czu na okres zimowy, który te zwie­rzęta prze­sy­piają. W Pusz­czy Bia­ło­wie­skiej wio­sną bor­suki ważyły śred­nio nie­wiele ponad 10 kilo­gra­mów, póź­nym latem i jesie­nią nastę­po­wał nato­miast wzrost masy ich ciała do poziomu około 19 kilo­gra­mów. Naj­cięż­szy bor­suk, z jakim mie­li­śmy do czy­nie­nia, ważył 20 kilo­gra­mów! Taka waga i zgro­ma­dzone zapasy tłusz­czu to gwa­ran­cja prze­trwa­nia zimy, która w warun­kach Pusz­czy Bia­ło­wie­skiej mogła trwać nawet cztery mie­siące. Naj­niż­sza tem­pe­ra­tura, jaką pamię­tam ze swo­jego 30-let­niego pobytu w tej pusz­czy, to minus 34 stop­nie Cel­sju­sza. W cza­sie zimy bor­suki tra­ciły aż 9 kilo­gra­mów, czyli 46 pro­cent jesien­nej masy ciała.

Jak się póź­niej oka­zało, bia­ło­wie­skie bor­suki, które żyły na jed­nym z pol­skich bie­gu­nów zimna, nie są pod tym wzglę­dem rekor­dzi­stami. Prze­gląd lite­ra­tury na temat zmian masy ciała bor­su­ków wyka­zał, że maga­zy­no­wa­nie tłusz­czu w dużym stop­niu zależy od kli­matu, to jest od śred­niej tem­pe­ra­tury w naj­zim­niej­szym mie­siącu, czyli w stycz­niu. W regio­nach o cie­płym kli­ma­cie, na połu­dniu i zacho­dzie Europy, masa ciała zwie­rząt wzra­stała sezo­nowo o 25-27 pro­cent, a na pół­noc­nym wscho­dzie, w euro­pej­skiej czę­ści Rosji, gdzie bor­suki zapa­dały w sen zimowy trwa­jący nawet pół roku, aż o 117 pro­cent - choć nie osią­gały tam impo­nu­ją­cej wagi. Jak już wcze­śniej wspo­mnia­łem, na pół­nocy dra­pież­niki te są o wiele mniej­sze niż w cen­trum Europy. Tam, gdzie sezon wege­ta­cyjny jest zbyt krótki, aby zgro­ma­dzić odpo­wied­nie zapasy tłusz­czu i prze­żyć długi okres nie­do­stęp­no­ści pokarmu i dłu­giego snu zimo­wego, bor­suki po pro­stu nie wystę­pują.

Zmiany kli­matu i coraz łagod­niej­sze zimy wpły­wają zapewne na dłu­gość snu zimo­wego bor­su­ków i wiel­kość gro­ma­dzo­nych przez nie zapa­sów tłusz­czu. Może się jed­nak oka­zać, że to pułapka. Jeśli nagle zda­rzy się mroźna i długa zima, to wiele zwie­rząt, szcze­gól­nie mło­do­cia­nych osob­ni­ków, przy­sto­so­wa­nych do łagod­niej­szych warun­ków, nie prze­żyje. Zmiany kli­matu i nie­prze­wi­dy­wal­ność warun­ków zimą roz­re­gu­lo­wują natu­ralny rytm życia bor­su­ków i wielu innych zwie­rząt, co w nie­któ­rych przy­pad­kach może pro­wa­dzić nawet do ich śmierci.

Opowieść druga. Nieuchwytny jak borsuk

Opo­wieść druga

Nie­uchwytny jak bor­suk

Kochany, stary Bor­suk. Jego nikt nie zaczepi.

Ken­neth Gra­hame, O czym szu­mią wierzby

Pozna­wa­nie tajem­nic życia bor­su­ków jest nie­zwy­kle trudne. Pro­wa­dzą one dość skryty tryb życia, przez więk­szość dnia ukry­wa­jąc się w norach. Są aktywne jedy­nie nocą. Zazwy­czaj rzadko spo­ty­kamy bor­suki pod­czas tere­no­wych wędró­wek. Można je pod­glą­dać tylko, kiedy wie­czo­rami wycho­dzą ze swo­ich nor na żero­wa­nie.

Bor­suk jest jed­nym z 12 ssa­ków dra­pież­nych żyją­cych w Pusz­czy Bia­ło­wie­skiej. Umyka przed dużymi dra­pież­ni­kami - wil­kiem i rysiem - choć rzadko pada ich ofiarą. Kon­ku­ruje z dwoma innymi dra­pież­ni­kami śred­niej wiel­ko­ści użyt­ku­ją­cymi nory - lisem i jeno­tem. Żyje obok kilku innych, jak kuna domowa i kuna leśna, wydra, tchórz, norka ame­ry­kań­ska, gro­no­staj i łasica, z któ­rymi ma mniej wspól­nego, choć należy do tej samej rodziny łasi­co­wa­tych.

Bor­suk z obrożą tele­me­tryczną.
Ostroż­ność po wyj­ściu z nory.

Pod koniec lat 80. ubie­głego wieku moi starsi kole­dzy roz­po­częli kom­plek­sowe bada­nia wymie­nio­nych wyżej gatun­ków. Prace te zaowo­co­wały dzie­siąt­kami publi­ka­cji, w tym napi­saną przez kie­ru­ją­cych bada­niami Bogu­miłę i Wło­dzi­mie­rza Jędrze­jew­skich mono­gra­fię na temat ssa­ków dra­pież­nych Pusz­czy Bia­ło­wie­skiej. Książki i arty­kuły z tego okresu są źró­dłem ogrom­nej wie­dzy, która była klu­czowa dla ochrony nie­któ­rych zwie­rząt z tej grupy, szcze­gól­nie wil­ków i rysiów. Swoją karierę w zespole bada­ją­cym te gatunki roz­po­czą­łem na początku lat 90. w pro­jek­cie rysio­wym, ale kilka lat póź­niej przy­pa­dło mi w udziale zba­da­nie trzech gatun­ków: bor­suka, lisa i jenota, które, jak przy­pusz­cza­li­śmy, miały wiele ze sobą wspól­nego. Na pod­sta­wie tych obser­wa­cji powstał mój dok­to­rat na temat bor­suka, a bada­nia nad jeno­tem były dru­gimi, po fiń­skich, doty­czą­cymi tego gatunku, które wyko­nano w Euro­pie.

Rafał pod­czas zakła­da­nia obroży tele­me­trycz­nej bor­su­kowi.

Metody badaw­cze, które wtedy sto­so­wano, obej­mo­wały zbie­ra­nie odcho­dów w celu pozna­nia diety bor­su­ków i pobie­ra­nie pró­bek gleby, które poma­gało okre­ślić dostęp­ność dżdżow­nic, czyli pod­sta­wo­wego pokarmu tych dra­pież­ni­ków, ale przede wszyst­kim tele­me­trię, któ­rej byli­śmy pre­kur­so­rami w Pol­sce. By zało­żyć zwie­rzę­ciu obrożę z nadaj­ni­kiem radio­te­le­me­trycz­nym, trzeba je naj­pierw odło­wić. W wypadku bor­su­ków miało to być sto­sun­kowo pro­ste - wcze­śniej prze­czy­ta­łem wiele publi­ka­cji o bor­su­kach na Wyspach Bry­tyj­skich, gdzie dra­pież­niki te masowo odła­wiano do puła­pek klat­ko­wych.

Pierw­sze próby odłowu pod­ją­łem wła­śnie z kil­ku­na­stoma ochot­ni­kami z Anglii, któ­rych do Bia­ło­wieży razem z paroma klat­kami do odłowu przy­wiózł mój póź­niej­szy dłu­go­letni współ­pra­cow­nik i przy­ja­ciel Simon Roper. W ciągu dnia spraw­dza­li­śmy usta­wione przy norach bor­su­czych pułapki, wie­czo­rami pro­wa­dzi­li­śmy tam obser­wa­cje. Jako przy­nętę sto­so­wa­li­śmy to, co dzia­łało w warun­kach angiel­skich, czyli orzeszki ziemne. Po kilku dniach bez­sku­tecz­nych prób odłowu uzna­li­śmy, że bia­ło­wie­skie bor­suki nie znają smaku orzesz­ków, więc czas na pol­skie przy­smaki, a więc dżem mali­nowy z płat­kami owsia­nymi, miód, a nawet szynkę. Oka­zało się, że przy­nęty te dość szybko zni­kały z kla­tek, pod­bie­rane przez gry­zo­nie, sójki, a nawet osy i szer­sze­nie, któ­rym szcze­gól­nie zasma­ko­wały pla­stry wędliny. Po dwóch tygo­dniach bez żad­nych rezul­ta­tów Anglicy wró­cili do domu, a ja zosta­łem z pro­ble­mem: jak zła­pać bor­suki z Pusz­czy Bia­ło­wie­skiej? Oka­zały się one tak odmienne od pra­wie "udo­mo­wio­nych" bry­tyj­skich kuzy­nów, i to nie tylko w podat­no­ści na zła­pa­nie, ale jak się potem oka­zało, także pod wzglę­dem zacho­wa­nia i eko­lo­gii. Uku­li­śmy wtedy nawet ter­min: "pier­wotne bor­suki z pier­wotnego lasu".

Węch to ważny zmysł bor­su­ków.
Cha­rak­te­ry­styczny trop bor­suka.

Po nie­uda­nych pró­bach schwy­ta­nia bor­su­ków uda­łem się na Wyspy Bry­tyj­skie, które są mekką stu­diów nad tym gatun­kiem, aby poznać meto­dykę badań, spo­tkać czo­ło­wych naukow­ców i zdo­być doświad­cze­nie. Pierw­sze kroki skie­ro­wa­łem do sta­cji badaw­czej w Wood­che­ster Park w zachod­niej Anglii, gdzie od 20 lat obser­wa­cje pro­wa­dził współ­au­tor zna­nej bor­su­czej mono­gra­fii - Chris Che­ese­man. Po przy­jeź­dzie na miej­sce, zakwa­te­ro­wa­niu w poko­jach gościn­nych nad typo­wym angiel­skim pubem i spró­bo­wa­niu piwa z bro­waru, który w swoim logo miał oczy­wi­ście bor­suka, następ­nego ranka zosta­łem zabrany na spraw­dze­nie puła­pek przy norach.

Jakież było moje zdu­mie­nie, gdy zoba­czy­łem, że w poło­wie puła­pek sto­ją­cych przy każ­dej ze spraw­dza­nych nor tkwi bor­suk. To wska­zy­wało rów­nież na to, że bor­su­cze klany na Wyspach Bry­tyj­skich liczyły wiele osob­ni­ków. Po zała­do­wa­niu puła­pek z dra­pież­ni­kami do samo­chodu tere­no­wego poje­cha­li­śmy do sta­cji badaw­czej. Tam moje zdzi­wie­nie się­gnęło zenitu, bo zoba­czy­łem taśmę do bada­nia bor­suków. Tak, taśmę - kolejne osob­niki trans­por­to­wano bowiem od sta­no­wi­ska do sta­no­wi­ska, gdzie współ­pra­cow­nicy Chrisa pod­da­wali je okre­ślo­nym pro­ce­du­rom.

Cały cykl zaczy­nał się od poda­nia bor­su­kom środ­ków usy­pia­ją­cych. Potem spraw­dzano indy­wi­du­alny numer wyta­tu­owany na pod­brzu­szu zwie­rzę­cia lub go nada­wano, jeśli dany osob­nik został odło­wiony po raz pierw­szy. Następ­nie za pomocą meta­lo­wych szczo­tek scze­sy­wano ze zwie­rząt paso­żyty zewnętrzne do wor­ków folio­wych. Po waże­niu i mie­rze­niu nastę­po­wały oglę­dziny zewnętrzne w poszu­ki­wa­niu ran, bo angiel­skie bor­suki w zatło­czo­nych norach dość czę­sto kąsają się i dra­pią. Potem pobie­rano krew z żyły jarz­mo­wej na szyi do róż­nego rodzaju testów, rów­nież zwią­za­nych z bada­niem na obec­ność gruź­licy bydlę­cej - bor­suki są jed­nym z jej rezer­wu­arów na Wyspach Bry­tyj­skich. Sta­no­wią przez to zagro­że­nie dla stad zwie­rząt hodow­la­nych, gdyż zazwy­czaj poszu­ki­wały dżdżow­nic wła­śnie na pastwi­skach. Cały pro­ces koń­czył się poda­niem do odbytu spe­cy­fiku wywo­łu­ją­cego defe­ka­cję w celu pozy­ska­nia bor­su­czych odcho­dów do dal­szych badań, mię­dzy innymi nad dietą i paso­ży­tami tych dra­pież­ni­ków. Po wszyst­kim bor­suki były pozo­sta­wiane do wybu­dze­nia i odwo­żone do odpo­wied­niej nory.

Dru­gim miej­scem, które odwie­dzi­łem pod­czas tam­tej wizyty, był Uni­wer­sy­tet Oks­fordzki, gdzie pod kie­row­nic­twem pro­fe­sora Davida Mac­do­nalda - słyn­nego bada­cza dra­pież­ni­ków - pro­wa­dzi się obser­wa­cje bor­su­ków zasie­dla­ją­cych nie mniej słynne Wytham Woods. Bor­su­cze nory znaj­dują się tam na obrze­żach lasu, a tery­to­ria są roz­miesz­czone wokół nich i obej­mują także tereny otwarte.

Żadna z tych wizyt nie przy­bli­żyła mnie jed­nak do tego, jak odła­wiać bor­suki w Pusz­czy Bia­ło­wie­skiej. Nale­żało zasto­so­wać inną metodę - tu pomocne oka­zały się pułapki chwy­ta­jące za łapę, które sto­so­wa­li­śmy do odłowu rysiów. Usta­wi­li­śmy je w pew­nej odle­gło­ści od nor, na widocz­nych ścież­kach, któ­rymi bor­suki zazwy­czaj wędro­wały w głąb lasu. Na rezul­taty nie trzeba było długo cze­kać, bo już następ­nego wie­czora sygnał odbie­rany drogą radiową z sys­temu alar­mo­wego, w który wypo­sa­ży­li­śmy każdą pułapkę, wska­zy­wał, że coś się zła­pało. Nora, z któ­rej docho­dził sygnał, znaj­do­wała się nie­da­leko Bia­ło­wieży, więc dość szybko dotar­li­śmy na miej­sce. Pra­wie ska­ka­li­śmy ze szczę­ścia, gdy w pułapce zoba­czy­li­śmy obiekt naszych badań. Tym razem był to bor­suk, choć cza­sem oka­zy­wało się, że z bor­su­czych ście­żek korzy­stają rów­nież inne zwie­rzęta. Nie było pro­blemu, gdy schwy­ta­li­śmy jenota lub lisa, bo tym dra­pież­ni­kom też zakła­da­li­śmy obroże tele­me­tryczne. Gorzej, gdy w pułapce utkwił dzik.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki