Autograf
Po czym odróżnić Kubę od Buby? Po zachowaniu. Kuba jest spokojny, grzeczny i dobrze wychowany, a Buba - wprost przeciwnie. Aż dziw, że bliźniaki mogą tak bardzo się różnić. I to mimo że na pierwszy rzut oka wyglądają prawie identycznie! Oczywiście Kuba to chłopiec, a Buba dziewczynka - więc tak zupełnie podobni do siebie to nie są. A jednak trudno ich czasami rozpoznać. Stąd nigdy nie wiadomo, czy tylko jedno z bliźniaków łobuzuje, czy też może obydwoje.
- Wiecie co? - powiedziała kiedyś babcia Joasia, przysłuchując się ich kłótni. - Chyba kupię wam podręcznik dobrego wychowania...
- Dla mnie też? - zdziwił się Kuba. Ale bez protestów ruszył za babcią do księgarni. I jak się okazało, było warto, bo w księgarni siedział właśnie pan pisarz od tego podręcznika - i rozdawał autografy.
- Super!... - wrzasnęła Buba, a potem wyrwała kartkę z notesu i przecisnęła się do pisarza. - Mogę autograf?!...
Pan pisarz wydawał się dość sympatyczny - choć patrząc na jego potargane włosy, trudno było uwierzyć, że napisał książkę o dobrym wychowaniu. Właśnie sięgał po wymiętą karteczkę Buby, gdy nagle zza jego pleców wyskoczyła groźnie wyglądająca pani z wydawnictwa.
- Ha! - huknęła tuż nad uchem pisarza, i to tak, że ten aż zbladł. - Czy ty, moja miła, nie wiesz, że to brzydko prosić o autograf na takiej karteczce?!
- Właśnie! - zarechotał z satysfakcją Kuba i stanął przed zakłopotanym pisarzem. - Podpisze mi się pan na brzuchu?
Babcia Joasia jęknęła. Pani z wydawnictwa łypnęła na nią ponurym wzrokiem.
- Te dzieci są z panią? - zapytała groźnie.
- Tak... - pisnęła babcia Joasia.
- Proszę! - pani z wydawnictwa podała jej dwa podręczniki. - Przydadzą się! Tu jest napisane nie tylko to, że od autografów są pamiętniki, książki czy ewentualnie zeszyty, ale i inne... ciekawostki!
Bekanie
- Nigdzie z nimi więcej nie idę! - krzyknęła babcia Joasia, przyprowadzając do domu Kubę i Bubę.
Tata westchnął ciężko i odłożył gazetę. Mama spojrzała z niepokojem na skruszone miny bliźniaków.
- Mój przyjaciel, pan Waldemar, bardzo kulturalny pan, zaprosił nas na obiad! - opowiadała ze wzburzeniem babcia Joasia. - Wiecie, jak zachowywały się wasze dzieci?!
Tata chciał powiedzieć, że mniej więcej może to sobie wyobrazić, ale mama kopnęła go w kostkę.
- Jak? - zapytała.
- Urządziły sobie konkurs bekania przy stole! - wycedziła babcia Joasia. - Myślałam, że spalę się ze wstydu!...
Tata chrząknął, a potem wbił wzrok w Kubę i Bubę.
- Możecie to wyjaśnić? - zapytał.
- Chcieliśmy pokazać, że nie jesteśmy głodni... - wyznał Kuba. - Żeby pan Waldemar już nam nie dokładał...
- W taki sposób?! - krzyknęła ze zgrozą mama.
Buba wzruszyła ramionami.
- A w jaki?! - prychnęła. - W Mongolii to zupełnie normalne. Dopóki gość nie beknie, ciągle mu dokładają!...
- Mieszkamy w Polsce, a nie w Mongolii! - krzyknęła babcia Joasia. - Po to wam kupiłam podręczniki dobrego wychowania, żebyście się czegoś nauczyli, a nie...
- Ale to właśnie z tego podręcznika! - przerwał jej Kuba. - Na początku jest rozdział o innych krajach...
Zapadła cisza.
- Dopóki nie przeczytacie pozostałych rozdziałów - odezwała się w końcu babcia - nigdzie was nie zabiorę!
- Nawet do Mongolii? - zapytał Kuba.
Ale odpowiedziało mu tylko trzaśnięcie drzwi.
Biżuteria
Rodzice Kuby i Buby od dobrego kwadransa nie mogli się doprosić, by ich dzieci raczyły w końcu przyjść na śniadanie. Ale wreszcie się doprosili.
- Dziecko drogie!... - jęknęła mama na widok Buby. - Coś ty na sobie ponawieszała?!
Buba usiadła przy stole i zerknęła z zadowoleniem na osłupiałych rodziców. Miała na sobie masę korali, broszek, na przegubach rąk - po kilka bransoletek, na palcach dłoni - dziesiątki pierścionków, a w uszach - półmetrowe kolczyki.
Tata chciał właśnie coś powiedzieć, gdy z przedpokoju doszedł go bardzo dziwny hałas - zupełnie jakby plątał się tam rycerz w pełnej zbroi. Po chwili do kuchni wszedł Kuba. Teraz i Buba miała zaskoczoną minę.
- Zwariowałeś?! - wykrztusił tata.
Kuba, pobrzękując zawieszonymi na szyi łańcuchami, podszedł do stołu. Potem sięgnął po chleb - mama miała wrażenie, że sprawiło mu to wysiłek. Nic zresztą dziwnego - na przegubach Kuby pobłyskiwały ciężkie, grube bransolety.
- No co? - wzruszył ramionami. - Taka moda. Widzieliście teledyski zespołu Rapujące Serdele?
- Synu!... - tata z trudem doszedł do siebie. - Mężczyźni nie noszą biżuterii! Co najwyżej łańcuszek z medalikiem lub krzyżykiem! I wystarczy!...
- A Rapujące Serde... - próbował zbuntować się Kuba.
- Artyści to co innego! - przerwał mu tata. - Jak będziesz kiedyś serdelem, to proszę bardzo!
Buba zachichotała z satysfakcją.
- A ty, moja droga... - Mama spojrzała na nią groźnie - natychmiast to z siebie ściągaj! Widziałaś, żebym poszła kiedyś do pracy aż tak obwieszona?!
- Ja nie idę do pracy - obraziła się Buba. - Tylko do szkoły!
- Tym bardziej! - Mama wydawała się być nieprzejednana. - W takich miejscach wypada nosić co najwyżej skromne kolczyki i nierzucający się w oczy pierścionek! A czy w ogóle wiesz, po czym można poznać prawdziwą damę?
Buba zrobiła obrażoną minę, ale widać było, że pilnie strzyże uszami.
- Po tym, że nigdy nie wygląda jak choinka! - powiedziała ze spokojem mama. - Chyba że na balu przebierańców!
Butonierka
Awantury między Kubą i Bubą wybuchają najczęściej niespodziewanie - tak było i tym razem.
- O co chodzi? - zapytał tata, gdy udało mu się już rozdzielić skłócone bliźniaki.
- Bo Buba nie wie, a się wymądrza! - krzyknął Kuba. - Powiedz jej, co to jest butonierka!...
- Butonierka? - tata spojrzał na nich ze zdumieniem. - To taka mała dziurka w klapie marynarki... Można przez nią przewlec wstążkę na order albo wpiąć jakąś oznakę... Ale to chyba jeszcze was nie dotyczy?
Kuba popatrzył na Bubę triumfalnie.
- No i co?! - wrzasnął. - A ty mówiłaś, że to górna kieszonka w marynarce i że trzyma się w niej chusteczkę!...
- Nie można się czasami pomylić?! - ryknęła Buba. - Ty na początku myślałeś, że butonierka to szafka na buty!...
- Nieprawda! - Kuba aż zbladł z oburzenia. - Mówiłem, że to dziurka, w którą można włożyć kwiatek!...
Buba prychnęła z pogardą.
- Kwiatek to można włożyć do wazonu - wycedziła. - Albo zasadzić w doniczce...
- Tato, powiedz jej! - zirytował się Kuba.
Ale tata, zamiast coś powiedzieć, uciekł z pokoju...
Buty
Tata Kuby i Buby od rana chodził bardzo przejęty. Nic zresztą dziwnego - w południe miał trzymać do chrztu Jaśka, synka wujka Edwarda. Z tej okazji kupił sobie bielusieńki garnitur, biały krawat, nowe buty... - a teraz stał przed lustrem i próbował zrobić sobie przedziałek. Bliźniaki były pod takim wrażeniem, że zapomniały nawet pokłócić się po śniadaniu. Ale jeżeli ktoś myśli, że w domu Kuby i Buby dzień może minąć bez awantury, jest w błędzie.
- Kto to zrobił?! - dał się naraz słyszeć przeraźliwy wrzask taty. - Kuba, Buba, do mnie!...
Kuba i Buba stanęli przed nim z minami niewiniątek.
- Co to jest?! - zapytał tata, potrząsając trzymanymi za sznurówki butami.
- Buty - odparł po namyśle Kuba.
- Wiem, że to są buty! - krzyknął tata. - Ale kto je wypastował?!...
Kuba i Buba zerknęli na siebie niepewnie.
- My... - bąknęła Buba.
- Kulturalny człowiek powinien mieć wypastowane buty - wytłumaczył Kuba. - Nie czytałeś tego podręcznika?...
Tata zazgrzytał zębami.
- Czy tam było napisane - wycedził - że białe buty pastuje się brązową pastą?!
- Hm... - zamyśliła się Buba. - Nie pamiętam...
- A ja wam mówię, że nie! - zirytował się tata. - Jak ja teraz będę wyglądał?! Jakbym wdepnął w psią ku...
- Ciii!... - Kuba przyłożył palec do ust.
Tata poczerwieniał ze złości.
- Jak ci się nie podoba, możesz nałożyć mokasyny - poradziła Buba. - Albo sandały...
- Do garnituru nie nosi się mokasynów! - wrzasnął tata. - Ani tym bardziej sandałów, trampek czy kapci!... Tylko sznurowane pantofle!...
- No to jak uważasz... - wzruszył ramionami Kuba. - W razie czego możemy wypastować ci garnitur...
Całowanie w dłoń
Kuba i Buba postanowili za wszelką cenę zatrzeć złe wrażenie, jakie wywarli ostatnio na panu Waldemarze, przyjacielu babci Joasi. Los im sprzyjał - gdy wracali ze szkoły, ujrzeli przed sobą znajome postaci...
- Babciu! Panie Waldemarze! - krzyknęła uradowana Buba, wymachując rękami.
Na twarzy babci Joasi pojawił się wyraz paniki. Z najwyższym trudem opanowała chęć ucieczki i ruszyła w stronę bliźniaków.
- Uwaga! - syknął Kuba. - Zachowujemy się najkulturalniej, jak tylko można!
- Dobra! - odsyknęła Buba. - Trzy-czte-ry!
Parę minut później babcia Joasia i pan Waldemar, lekko oszołomieni, pożegnali się z bliźniakami.
- Chyba zaskoczyliśmy ich naszą wytwornością! - ucieszyła się Buba.
- Ja myślę! - odparł z dumą Kuba.
Jakież więc było jego zdumienie, gdy wieczorem zadzwoniła babcia Joasia i powiedziała mu kilka cierpkich słów.
- No co?... - Buba popatrzyła z ciekawością na zarumienionego brata.
- Babcia mówi... - chrząknął zakłopotany Kuba - że całowanie w dłoń to już przeżytek i że niektórzy mówią na taki pocałunek "cmok-nonsens".
- I co jeszcze?
- I że jeżeli ktoś już musi - kontynuował Kuba - to powinien pamiętać, że nie należy całować w dłoń pod gołym niebem. Tylko w jakimś pomieszczeniu. No, chyba że na dworcu.
- I co jeszcze?
- I że nie należy całować w dłoń w pracy, w szkole ani na służbowych przyjęciach - westchnął Kuba.
- I co jeszcze?
- I że kobieta nie powinna podawać dłoni w taki sposób - demonstrował Kuba - jakby chciała, żeby ktoś ją w nią pocałował.
- I co jeszcze?
- Właściwie już wszystko... - mruknął Kuba. - Babcia prosiła tylko, żebyś nie całowała więcej pana Waldemara po rękach. Bo nie chce, żeby pan Waldemar pomyślał, że to w naszej rodzinie normalne...
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej