Rok 967: historyczno-polityczne tło narodzin Bolesława
Rok 967:
historyczno-polityczne
tło narodzin Bolesława
Przed wieloma stuleciami środek rozległej
krainy w środku Europy (obecnie wschodnia część Niemiec) zwano z polska
Połabiem. Ziemie te rozciągały się między Łabą i Soławą (Saale) na
zachodzie, Odrą i Nysą na wschodzie, Bałtykiem na północy i granicą z Czechami na południu. Zamieszkiwały je liczne plemiona słowiańskie,
egzystujące pojedynczo lub skupione w kilkuplemiennych organizacjach
politycznych, nad którymi rządy sprawowały rodzime dynastie królewskie i księżęce (w rozumieniu tradycji słowiańskiej, bez późniejszej
terminologii łacińsko-chrześcijańskiej), wodzowskie lub elita kapłanów
wierzeń przedchrześcijańskich. Już od najwcześniejszych zapisów
źródłowych (VI wiek) obszar Połabia jawił się jako arena zaciętych
zmagań wojennych - międzyplemiennych, wewnątrzplemiennych, najazdów z zewnątrz. Te burzliwe dzieje, rozpalające wyobraźnię i namiętności
współczesnego obserwatora, stały się inspiracją niejednego dzieła
literackiego. Z kolei inspiracją niejednego współczesnego głosiciela
ostrzeżeń i proroctw jest los Połabia, które upadło. Ostatecznie z początkiem XIII wieku nabrał rozpędu proces zagłady: etnicznej,
kulturowej, narodowej. Połabie zostało zgermanizowane, słowiańską
ludność tubylczą zaczęto określać kultywowanym w niemieckiej
nomenklaturze terminem Germania Slavica. Był to pierwszy, a być może
jedyny przykład w dziejach Europy, kiedy cały etnos został w pełni
wchłonięty przez obcą nację. Ponieważ Połabianie nie dorobili się
własnych kronikarzy, pozostały po nich często tendencyjne zapisy
autorstwa pisarzy pochodzących z krajów sąsiednich, siłą rzeczy
reprezentujących nieprzychylne i propagandowe nastawienie ich
mocodawców. Mimo to, a może właśnie dlatego, echa dziejów Połabia
pobrzmiewają niczym odległe baśnie i legendy naznaczone tragizmem,
emocjami i dramaturgią. Aby rozpalić wyobraźnię, przywołajmy fragment
literackiej fantazji - przepełnione goryczą słowa fikcyjnego połabskiego
księcia: My, Połabianie, jesteśmy mężnym, walecznym, dumnym i wyniosłym
ludem. Jesteśmy liczni i potężni, na lądzie i morzu. Miasta rozległe i przebogate pobudowaliśmy, grody warowne dla wrogów niezdobyte
wznieśliśmy, świątynie mocą bogów naokół promieniujące postawiliśmy.
Jesteśmy ludem wielu plemion, ale tej samej tradycji, wiary, języka i korzenia. Jesteśmy Słowianami, różnie przez sąsiednie potęgi zwanymi:
połabscy, nadłabscy, Stodoranie, Wieleci, Obodryci, Ranowie, Lutycy,
Łużyczanie i inni. Jesteśmy głupim i naiwnym ludem. Łasi na srebro
nieprzyjaciół, przekupni i podstępni. Tępi i głusi na przestrogi i przepowiednie. Mordujemy się nawzajem, zdradzamy obopólnie, dla uciechy
i korzyści innych. Ulegamy chytrości okrutnych sąsiadów, depczemy wiarę
przodków, ulegając przed nowym, obcym bogiem. Wytępiamy się na nasze
własne życzenie, z własnej woli. Bo nie potrafimy się zjednoczyć [...]
(fragment powieści historycznej Roberta F. Barkowskiego Włócznia
Chrobrego).
Dokładnie tak się stało.
Dlaczego tyle o Połabiu, skoro książka traktuje o władcy Polski?
Przecież ekspansja terytorialna rozpoczęta w drugiej połowie IX wieku
przez Siemowita, prapradziada Bolesława I Chrobrego, rozprzestrzeniała
się we wszystkich kierunkach od siedziby piastowskiego rodu w Gieczu
niczym wzburzony krąg wodny? Oczywiście w odpowiednim miejscu narracji
będą dochodziły elementy zaangażowania Mieszka I i Bolesława Chrobrego
na innych odcinkach. A jednak wczesnopiastowskie dzieje na różnych
płaszczyznach najsilniej były powiązane z historią Połabia. Polska
aktywnie uczestniczyła bowiem w procesach politycznych, które
zadecydowały o losie tej krainy, i na odwrót - los Połabia wpłynął na
dzieje Polski. To z kolei odcisnęło trwałe piętno na losach naszego
kraju, jak również wyznaczyło ścieżkę, którą kroczył tytułowy bohater
książki.
Tu zaczyna się moja opowieść.
Wprzód nakreślę tło historyczne, kładąc nacisk na sytuację wewnętrzną
Połabia oraz sąsiednie kraje uwikłane w opanowanie tej krainy lub jej
części.
Zamieszkane przez plemiona Słowian zachodnich Połabie było podzielone
terytorialnie na organizacje polityczne. W północno-zachodniej części
dominowało księstwo Obodrytów. Środkową, północno-wschodnią i wschodnią
część tych ziem zasiedlały plemiona Wieletów ze stolicą w Brennie - to
tam zasiadali przedstawiciele dynastii królewskiej, pod której były
zjednoczone pierwotnie plemiona wieleckie. W którymś momencie historii
(około 880 roku) nastąpił podział na dwa odłamy. Nie znamy przyczyny i przebiegu wypadków, w sferze realnych domysłów leży przypuszczenie, że
do rozłamu mogło dojść na tle religijnym. Członkowie dynastii panującej
wraz z możnymi wskutek kontaktów z przedstawicielami królestwa Franków
Wschodnich zza Łaby z różnych powodów ulegali wpływowi religii
chrześcijańskiej. Później, pod wpływem najazdu Niemców od 929 roku,
władcy Brenny wraz z grupą stodorańskiej elity przyjęli chrześcijaństwo,
zaś ich poddani pozostali w wierze przodków. Nastąpił rozłam na dwa
wieleckie odłamy.
Pierwszym było księstwo Stodoranii z największymi grodami w stołecznej
Brennie (niemieckie Brandenburg an der Havel, w starszej literaturze
polskiej również Branibór), Spędowie (niemieckie Spandau, obecnie jedna
z zachodnich części Berlina), Podstupinie (niemieckie Potsdam),
Hobolinie (niemieckie Havelberg). Stodoranom podlegały politycznie
również dwa duże plemiona (mniejsze pominiemy) osiadłe kolejno na wschód
od księstwa: Szprewanie z głównym grodem w Kopaniku (niemieckie
Köpenick, obecnie jedna ze wschodnich części Berlina) oraz osiedli po
obu stronach Odry Lubuszanie z głównym grodem w Lubuszu (niemieckie
Lebus). Etnicznie i językowo Lubuszanom było bliżej do plemion
wielkopolskich, takich jak Polanie (niegdyś Odra nie dzieliła plemion,
lecz na wielu odcinkach łączyła).
Drugim wieleckim organizmem był związek plemion osiadłych na
północno-wschodnim obszarze Połabia. Wiodące pozostawały cztery z nich:
Redarowie (stolica w Radogoszczy ze świątynią naczelnego bóstwa
Swarożyca), Tolężanie, Czrezpienianie i Chyżanie (dwa ostatnie z portami
nad Bałtykiem).
Aby uwzględnić zarówno wielecką pierwotną jedność etniczną obu odłamów,
jak i odróżnić wynikłą z odrębności politycznej, w dalszej części
publikacji będę używał nazw: dla jednych księstwo Stodoranii, wielecka
Stodorania lub Stodorania, dla drugich federacja Wieletów, federacja
wieleckich Lutyków, federacja Redarów, federacja Lutyków.
Poza księstwami Obodrytów i Stodoran oraz federacją Lutyków Połabie
zamieszkiwały również plemiona na tyle duże i silne, że występowały jako
pojedyncze jednostki: Wkrzanowie ze stolicą w Przęcławie nad Wkrą
(niemieckie Prenzlau, wedle wszelkich wskazań archeologicznych należał
do nich również pierwotnie Szczecin), Łużyczanie z grodami w Chociebużu
(niemieckie Cottbus), Gubinie (niemieckie Guben), Dobrym Ługu i Lubuszy
(nie mylić z Lubuszem), Milczanie z stołecznym grodem w Budziszynie
(niemieckie Bautzen), Głomacze ze stolicznym grodem w Ganie (w pobliżu
dzisiaj niemieckiego Stauchitz), Ranowie na Rugii oraz plemiona
serbskich Połabian (np. Chudzicy) osiadłe w dorzeczach Muldy i Soławy
(niemieckie Saale) na wschód od Głomaczy i południe Stodoranii.
Od południa Połabie graniczyło z Czechami, od zachodu z Niemcami, od
północy przez Bałtyk z Danią, od wschodu z Polską. Wszyscy sąsiedzi tej
krainy dążyli do zapanowania nad jej częścią lub całością. Na tym tle
starły się interesy Niemców i Piastów.
Henryk I Ptasznik, pierwszy saski król Franków Wschodnich, inicjujący w 919 roku rządy nowej dynastii, w 929 roku rozpoczął zakrojony na szeroką
skalę najazd na całe Połabie, dając początek niemieckiej ekspansji.
Wskażę na ważny aspekt związany z niemiecką polityką, zarówno
zewnętrzną, jak i wewnętrzną, istotny element nie tylko wyjaśniający
podłoża i przyczyny wydarzeń, lecz także pozwalający lepiej zrozumieć
zawiłości polityki, dyplomacji, zależności religijnych i wojen na
Połabiu z udziałem samych Połabian, Polski, Niemców i Czechów. Zacznę od
wskazania zmiany w nastawieniu do Słowian połabskich.
Od czasów Karola Wielkiego władcy karolińscy usiłowali narzucić
organizacjom słowiańskim rozciągające się na wschód od państwa Franków
Wschodnich (czyli za Łabą i Soławą) tzw. luźną zależność - chodziło
najwyżej o składanie nominalnych trybutów i obowiązek militarnego
wsparcia. Z niektórymi zawierano nawet czasowe sojusze (przykładem pakt
Karola Wielkiego z Obodrytami przeciwko Sasom). Słowianom pozostawiono
autonomię - na ich ziemiach panowali rodzimi książęta prowadzący własną
politykę, pozwolono na rozwój organizacji, zachowanie kultury i tradycji
oraz utrzymanie niezależności religijnej. Niejednokrotnie dochodziło
wprawdzie do zgrzytów kończących się jednorazowymi interwencjami
karolińskich władców lub ich ingerencją w wewnętrzne spory między
Słowianami, ale nie naruszano ich dotychczasowych swobód.
Taki stan rzeczy zmienił się diametralnie z chwilą dojścia do władzy
dynastii saskiej w 919 roku. Należący do niej monarchowie, poczynając od
Henryka I Ptasznika, objęli wprawdzie władanie nad królestwem Franków
Wschodnich (Francia orientalis), czyli części wielkiego imperium
Karolingów uformowanego terytorialnie na mocy traktatu z Verdun (843),
ale wraz z nimi nastąpiło usamodzielnienie się królestwa Franków
Wschodnich i transformacja w królestwo niemieckie (regnum Teutonicum),
którego rdzeń tworzyły tereny najważniejszych plemion germańskich
(Saksonia, Bawaria, Frankonia, Turyngia, Szwabia). Jednocześnie królowie
sascy wyznaczyli sobie inne cele i zadania, groźne dla Połabian. W 929
roku Henryk I Ptasznik rozpoczął nie tylko zakrojony na szeroką skalę
podbój Słowian, lecz także narzucał im o wiele cięższe trybuty niż
dotychczas Karolingowie. Ponadto, co bardzo ważne, rozpoczął budowę
nowej struktury administracyjno-militarnej na podbitych terenach - na
niemieckiej granicy wschodniej (wtedy Łaba i Soława) stworzono obszary
zwane legacjami. Z królewskiego nadania zarządzali nimi legaci mający
prerogatywy militarne przewyższające możliwości grafów. Były to zarodki
powstałych później na terenie Połabia niemieckich marchii. Chociaż w czasach podbojów Henryka I zarysowały się już nowe formy organizacji
podporządkowanych terenów słowiańskich, to pozostawiono Słowianom
wewnętrzną autonomię wraz z lokalnymi strukturami władzy (książęta,
wodzowie, rady starszych). Nie podjęto wtedy jeszcze programu
chrystianizacji Połabia, Henryka I interesowały przede wszystkim
korzyści materialne (trybut). Mimo to Słowianie połabscy natychmiast
przystąpili do obrony zagrożonej wolności.
W 936 roku następcą Henryka został jego syn Otton I, który energicznie
przystąpił do realizacji dwóch podstawowych zamierzeń na Połabiu w następującej kolejności: całkowitego ujarzmienia plemion słowiańskich
oraz pozbawienia ich dotychczasowej autonomii, tzn. likwidacji
słowiańskich organizmów politycznych łącznie z przewodnią rolą rodów
książęcych i wodzowskich, oraz bezwzględnej chrystianizacji. Dlaczego
najpierw podbój, a dopiero po tym chrystianizacja? Z wypowiedzi
ówczesnych kronikarzy obszaru niemieckiego, wyłącznie duchownych,
wyłania się program ideowy - by wprowadzić chrześcijaństwo, niezbędne
jest uprzednie całkowite polityczne podporządkowanie Słowian.
Realizując te założenia, Otton I wykorzystał stworzone przez ojca
legacje, stopniowo zamieniając je w marchie. Na ich czele postawił dwóch
saskich możnowładców. Herman Billung otrzymał nadzór nad północnym
Połabiem - praktycznie nad całym księstwem Obodrytów, leżącą na wschód
od nich ziemią wieleckich Chyżan oraz kilkoma pomniejszymi plemionami
osiadłymi na południowym pograniczu Obodrytów z Stodoranią.
Przydzielając godności, Otton I niejednokrotnie faworyzował Billunga. W źródłach występuje on - w zależności od czasu i okoliczności - jako
princeps militiae (dowódca wojskowy na Saksonię), procurator regis
(zastępca króla na Saksonię, trzykrotnie w różnych latach), dux
(księżę) oraz marchio (margrabia). Współczesna nauka nadała jego
marchii umowną nazwę Marchia Billungów, ponieważ w źródłach nie
zachowało się żadne adekwatne określenie. Drugi z saskich możnych o imieniu Gero otrzymał jako margrabia w zarząd resztę Połabia - środek,
północny wschód i południe.
Pod feudalnym zwierzchnictwem obu margrabiów znalazły się rzesze saskich
możnych, grafów, rycerzy i zwykłych wojowników uczestniczących w podboju
Połabia. Wydawałoby się, że Otton I przemyślnie wszystko zorganizował. A jednak nie. Rządy króla, później już cesarza, od początku były
naznaczone walkami z oponentami wewnątrz państwa. W różnych regionach
rozległego królestwa co rusz wybuchały rebelie i powstania. Pominę
obszerne opisy walk, takoż ich przyczyny, przebieg i uczestników,
koncentrując się na saskiej opozycji w ważnym dla rozważań kontekście -
dlaczego tak duże grono saskich feudałów jawnie lub w skrytości
sprzeciwiało się połabskiej polityce cesarza? A należeli do nich również
wymienieni Herman Billung i Gero, z racji nadanych im stanowisk oraz
godności winni Ottonowi I raczej lojalność i poparcie.
Zacznę od wskazania elementu natury prawno-fiskalnej. Królowie niemieccy
od początku borykali się z pozyskaniem środków pieniężnych niezbędnych
do pomyślnego prowadzenia ich polityki, co wynikało z obowiązującego
prawa. Władca nie mógł pobierać podatków wewnątrz królestwa, był zdany
jedynie na zysk z własnych dóbr królewskich (alodium), dóbr
kościelnych oraz cła. Zupełnie inaczej przedstawiała się sytuacja na
podbitych terenach Połabia, w marchiach - cała tamtejsza ziemia i lud
znajdowały się pod bezpośrednią władzą monarchy. Tak interpretował to
Otton I. Innymi słowy, uważał on Połabie za królewską własność. Stamtąd
czerpał środki potrzebne mu do realizacji planów i utrzymania pozycji
suwerena nad innymi. Na trybuty z marchii składały się m.in.: pieniądze,
srebro, zboże, miód, futra, zwierzyna hodowlana, wyroby rzemieślnicze i tkackie oraz zyski z handlu niewolnikami. Wyznaczeni przez króla
margrabiowie, grafowie oraz dowódcy poszczególnych niemieckich grodów na
Połabiu (burgrabiowie, zwani dawniej murgrabiami) czuwali nad stałą
dostawą tych dóbr do królewskiej kasy. To rodziło sprzeciw, ponieważ
sami chcieli mieć większy udział w zyskach, szczególnie z handlu
niewolnikami. Nie akceptowali pomysłu, że Połabie jest własnością
królewską.
Niechęć i opór do króla rosły, gdy władca zaczął osadzać na Połabiu
wiernych i lojalnych mu możnych z innych części królestwa, obcych
tradycyjnym rodom saskim. Sytuacja zaczęła się jeszcze bardziej
komplikować wraz z narastającą bezwzględnością Ottona I wobec autonomii
Połabian. W gruncie rzeczy król chciał wyplenić wszystkie lokalne
struktury władzy. Przykładem poselstwo Obodrytów i Wieletów do
maszerującego przeciwko nim na czele wielkiej armii Ottona I podczas
powstania Słowian połabskich w 955 roku. Wysłannicy wyłożyli królowi ich
punkt widzenia: są gotowi składać mu narzucone trybuty, jeżeli pozostawi
im wolność polityczną (libertas) i zachowa rodzime struktury władzy
(dominatio regionis). W przeciwnym razie będą walczyć zbrojnie o zachowanie niezawisłości. Saksońscy margrabiowie, burgrabiowie i grafowie działający w niemieckich marchiach Połabia widzieli w tym
kolejny element inspirujący ich do oporu przeciw królowi.
Efektem nieugiętości Ottona I i woli Połabian do zachowania
niezawisłości (przynajmniej w ograniczonym trybutami zakresie) były
nieustanne zmagania zbrojne. Wojny były krwawe, brutalne i wyniszczające
dla obu stron. Poszczególne batalie wygrywała raz jedna, raz druga
strona, jednak w sumie Niemcy odnosili coraz trwalsze sukcesy (aż do
powstania Słowian połabskich w 983 roku). Jednak ciężar tych konfliktów
- chodzi zarówno o koszty finansowe, jak i ofiary - po stronie
niemieckiej ponosili sascy feudałowie. Z postępowań Hermana Billunga,
margrabiego Dytryka Haldenslebena (Dietrich von Haldensleben) i innych
wynikało, że woleli się układać z miejscowymi słowiańskimi ośrodkami
władzy, by jednocześnie czerpać zyski z uciskania ludności.
Tym sposobem za panowania Ottona I powstała silna opozycja saskich
feudałów. Istotnym źródłowym potwierdzeniem na jej istnienie są
nekrologi w księdze zmarłych Billungów spisywanej przy klasztorze św.
Michała w Lüneburgu, fundacji rodu. Są w niej zapisane nie tylko imiona
członków rodu, lecz także saskich feudałów związanych z Billungami i sprzyjających im politycznie, pomięto zarazem ich przeciwników, czyli
ludzi lojalnych wobec Ottona I i jego następców. Z lektury tych
dokumentów możemy się dowiedzieć, jak rozległa i różnorodna była ta
opozycja, zarówno ilościowo, jak i jakościowo. Tworzyli ją feudałowie
powiązani z Billungami więzami rodzinnymi lub wynikającymi z powinowactwa, do tego dochodziły inne możne rody Saksonii, które w niedalekiej przyszłości na różne sposoby związali się z Piastami. Na
liście znaleźli się również zagraniczni władcy, w tym Bolesław I Chrobry, zabrakło natomiast króla i cesarza Henryka II.
Czas przejść do poczynań Polski.
Siemowit, Lestek, Siemomysł - trzej kolejni władcy z rodzimej,
słowiańskiej dynastii Piastów tworzyli Polskę. Rozpoczynając ekspansję
terytorialną z rodowego Giecza na Wyżynie Gnieźnieńskiej, przyłączali do
swojego władztwa kolejne terytoria: skupisko grodów między Wartą a Wełną, Kujawy, zachodnią Wielkopolskę, grody graniczne z Pomorzem na
linii Noteci, Pomorze środkowe z Kołobrzegiem i Białogardem, rozłożoną
po obu stronach Odry ziemię lubuską z naczelnym grodem Lubuszem,
Mazowsze, ziemię kaliską, ziemię sandomierską uszczkniętą z obszaru
byłego państwa Wiślan, szeroko rozumiane tereny Lędzian, północne
obrzeża plemion śląskich, wschodnie części plemion Wkrzanów i Łużyczan
na Połabiu oraz na koniec Pomorze wschodnie (nadwiślańskie). W zdobyciu
tej ostatniej krainy i założeniu grodu Gdańsk uczestniczył już syn i następca Siemomysła Mieszko I. Zasiadłszy po śmierci ojca samodzielnie
na piastowskim tronie w drugiej połowie lat pięćdziesiętych X wieku,
kontynuował podboje. Kierował się wyznaczonymi i utartymi przez przodków
paradygmatami polityki piastowskiej, stosując te same metody i działania. Przyświecały mu dwa podstawowe cele.
Pierwszym było ujarzmienie plemion wywodzących się ze wspólnego korzenia
etnicznego i językowego, powiązanych tą samą tradycją, obyczajami i wierzeniami. Po wyeliminowaniu lokalnych struktur władzy gwarantowało to
trwałość podboju i szybkie rozciągnięcie zwierzchnictwa nad zajętymi
terenami. Nauka ugruntowała dla tych plemion nazwę Słowianie zachodni,
zaś dla języka zbiorcze pojęcie dwóch grup, lechickiej i czesko-słowackiej. Według lingwistów do grupy lechickiej zalicza się
podgrupy (w nawiasach dialekty i gwary): polski (wielkopolski,
małopolski, mazowiecki, lędziański, śląski), pomorski (kaszubski,
słowiński, zachodniopomorski), dzisiaj uważany za wymarły połabski
(wielecki, stodorański, obodrzycki, rugijski, drzewiański, łużycki).
Zaliczany do podgrupy połabskiej język łużycki częściowo nadal jest
kultywowany na szczątkowym obszarze dawniejszych Łużyc, czyli
dzisiejszych terenach zwane Lausitz, których mieszkańcy są uważani za
mniejszość narodową.
Drugą przyczyną ekspansji Piastów były względy ekonomiczne. Rozrastająca
się terytorialnie monarchia wymagała ogromnych środków - do opłacenia
zastępów drużyn wojowników, rodzimych i najemnych, poboru i szkolenia
rozrastających się sił zbrojnych niezbędnych dla prowadzenia
ekspansyjnej polityki, ich uzbrojenia i uposażenia tychże wojowników,
zapewniania utrzymania ich rodzinom. Ponadto władca musiał zgromadzić
wokół siebie i zapewnić lojalność rozmaitych kręgów ówczesnej elity
społeczeństwa: wodzów, kapłanów, wpływowych możnych. Wreszcie - należało
utrzymywać dwór panującego na wybijającym się ponad ogół poziomie. To
wszystko wymagało nieustannego napływu dóbr materialnych. Czerpano je z danin i trybutów, napadów i grabieży, wyzysku pracy niewolników, posług
narzuconych niższym warstwom poddanych, sprzedaży jeńców, handlu
towarami i wyrobami rodzimej produkcji. Ale to było o wiele za mało, aby
zapewnić trwałą stabilność. W tamtych czasach zyski pomnażał ten, kto
kontrolował ważne szlaki handlowe, czyli panował nad leżącymi na nich
węzłowymi ośrodkami. W zasięgu kierunków ekspansji Mieszka I, oczywiście
na określonych odcinkach uwarunkowanych geograficzną bliskością,
znalazły się trzy takie szlaki:
Via Regia, prowadząca z Hiszpanii przez Francję, środkowe Niemcy,
południowe Połabie (Miśnia, Budziszyn), południowy Śląsk (Wrocław),
południową ziemię krakowską (Kraków) i lędziańską (Przemyśl, Czerwień,
tzw. Grody Czerwieńskie) do Kijowa. Dalej nici połączeń handlowych
wiodły do Nowogrodu, Azji, Konstantynopola i kalifatu w Damaszku;
Via Imperii, prowadząca z Włoch przez Alpy, południowe Niemcy,
Czechy,
połabskie ziemie Milczan (Budziszyn, Zgorzelec) i Łużyczan
(Chociebuż) do Szczecina i Wolina na Pomorzu nadodrzańskim;
Szlak prowadzący z Niemiec przez Magdeburg,
Stodoranię na środkowym
Połabiu (Brenna, Spędowo, Kopanik) i Lubusz do grodów Wielkopolski.
Mieszko I trzymał pieczę jedynie nad dwoma granicznymi węzłami: Lubuszem
na zachodzie i Grodami Czerwieńskimi na południowym wschodzie.
Priorytetem było zdobycie panowania nad ziemią śląską i krakowską
(Wrocław i Kraków na Via Regia), Łużycami, Miśnią i Milskiem na
Połabiu (Chociebuż, Budziszyn i Zgorzelec na Via Imperii, a także
Budziszyn i Miśnia na Via Regia), Stodoranią na Połabiu (Kopanik,
Spędowo i Brenna na szlaku Magdeburg-Wielkopolska) oraz ziemią Wkrzanów
i Pomorzem nadodrzańskim (Szczecin i Wolin na Via Imperii). Niektóre z grodów miały szczególne znaczenie, ponieważ leżały na przecięciu dwóch
lub więcej szlaków. Kraków umożliwiał handel z Pragą i centrum grodów
piastowskich na Wyżynie Gnieźnieńskiej (Gniezno, Giecz, Poznań i stamtąd
do Gdańska). Budziszyn znajdował się na przecięciu Via Regia i Via
Imperii. Wolin był największym miastem portowym Bałtyku,
przewyższającym znaczeniem, wielkością i obrotem handlowym nawet duńskie
Haithabu (Hedeby). Stamtąd wiodły morskie drogi handlowe do: Nowogrodu,
Szwecji, wysp duńskich, rańskiej Rugii i portów obodryckich. Z Brenny
oprócz bliskiego połączenia z Magdeburgiem prowadziły szlaki do Saksonii
i księstwa Obodrytów.
Chcąc kontynuować politykę przodków, Mieszko I podjął się ambitnego
zadania. Stąd pierwsze zapisy źródłowe: walki na Połabiu z Wieletami,
Niemcami na Łużycach i ziemi Wkrzanów, Pomorzanami w ujściu Odry, Rusami
na ziemi Lędzian, wojna z Czechami o Śląsk i Kraków. Z czasem do ojca
dołączył jego syn, waleczny Bolesław Chrobry.
Obfitujące w wydarzenia lata 963-967 (poprzedzające narodziny tytułowego
Bolesława) okazały się brzemienne w skutki dla dziejów Polski.
Rozpoczęta jeszcze przez przodków Mieszka I ekspansja na zachód od Odry
i do jej ujścia eksplodowała w tym czasie wieloma krwawymi bitwami z udziałem wojsk piastowskich. Niektóre plemiona połabskie stawiły
zdecydowany opór polańskim wojom (podobnie Pomorzanie nadodrzańscy),
inne z kolei zawierały z nimi sojusze. W ten kontekst wpisują się wojny
Mieszka I z Wieletami i przebywającym u nich saskim rebeliantem
Wichmanem, Wolinianami oraz kontakty z margrabią saskim Geronem. Na tle
tych wydarzeń Polska po raz pierwszy zaistniała na stronicach kronik i roczników (łacińskich oraz jednorazowo arabskiej): kilkakrotna militarna
pomoc połabskim Wkrzanom przeciwko najazdom Niemców (przed 963 rokiem,
jeszcze za panowania Siemomysła, ojca Mieszka I), walki z połabskimi
Wieletami (przegrana bitwa przed 963 rokiem, przegrana bitwa w 963
roku), porażka w zmaganiach o część Łużyc przeciwko margrabiemu Geronowi
w 963 roku, początek polsko-czeskiego sojuszu w 964 roku (lub być może
kontynuacja dawniejszych porozumień), ślub Mieszka I z czeską Dobrawą w 965 roku i chrzest Polski rok później, zwycięska bitwa Mieszka I z Wieletami, Wichmanem i Wolinianami w 967 roku oraz, w tym samym roku,
zajęcie Wolina i Pomorza nadodrzańskiego i wreszcie narodziny Bolesława
I Chrobrego, syna Mieszka I i Dobrawy.
Małżeństwo Mieszka I z czeską księżniczką Dobrawą w 965 roku stanowi
ważny zwrot w dziejach Polski. Można go rozpatrywać z różnych punktów
widzenia, zajmę się jednak najistotniejszymi dla dalszych rozważań.
Mieszko, w pojęciu ówczesnego świata chrześcijańskiego poganin, w rozumieniu swych poddanych niepodzielny władca terytorium zamieszkanego
przez plemiona polskie lub posługujące się językiem lechickim, trwające
w odwiecznej wierze przodków. Dlatego niechętnie używam terminu
"poganin", ponieważ zostało ukute przez samych chrześcijan i nacechowane
wtedy pejoratywnie, deklasujące ludzi obracających się w odmiennych
kręgach wyznaniowo-religijnych. Próbując spojrzeć niezależnym okiem,
wyznawcy wierzeń słowiańskich - przedchrześcijańskich - równie dobrze
mogliby niechętnie mówić tak o chrześcijanach. I pewnie tak czynili
mieszkańcy przedchrześcijańskiej Polski - wprawdzie nie mamy na to
dowodów źródłowych, ale niezmienność ludzkiej natury tego nie wyklucza.
Dla nich to krzewiciele wiary w Chrystusa byli "poganami" - burzycielami
ustalonego porządku, obyczajów i wierzeń.
Dobrawa, córka księcia czeskiego Bolesława I Srogiego, którego dziadek
Borzywoj I przyjął religię chrześcijańską w 884 roku (data niepewna, ale
uznana przez historyków za najbardziej prawdopodobną).
Mamy zatem początek wszystkiego: ślub Mieszka I z Dobrawą w 965 roku,
przyjęcie przez niego chrześcijaństwa w 966 roku i narodziny ich syna
Bolesława w 967 roku. Początek będący jednocześnie zalążkiem dalszych
historycznych wydarzeń, niejako ich punktem wyjściowym. Tyle że nie
doszło do tego nagle, spontanicznie; nastąpił splot wielu wydarzeń i okoliczności. Przyjrzyjmy się im.
Mieszko I władał już wtedy dużym państwem odziedziczonym po ojcu
Siemomyśle, ludnym, obfitującym w dary natury, zdolnym wystawić do boju
budzące szacunek i postrach zastępy wojowników. Panował apodyktycznie,
co zresztą nie było jego pomysłem, lecz systemem przejętym po
poprzednikach. Niektórzy historycy nazwali to "monarchią militarną" -
termin nieco zamydlający prawdziwy stan rzeczy. Bardziej adekwatne jest
określenie "dyktatura militarna". Piastowie władający Polską przed
Mieszkiem I, a było ich trzech, zaprowadzili po prostu bezwzględną
hegemonię dynastyczną. Ziemia i lud były ich własnością, a ich woli nie
podawano w wątpliwość. Ujarzmione zawczasu warstwy zajmujące się wiarą,
kontaktem z siłami nadprzyrodzonymi i celebrowaniem boskich wyroków -
kapłani, żercy, guślarze i im podobni - zostali wprzęgnięci w ten system
jako element współpracujący z dynastią i posłuszny jej. Kręgi
uprzywilejowane - wodzowie, doradcy, członkowie rodu, naczelnicy
poszczególnych grodów i okręgów grodowych, kasta kapłańska, wojownicy z przybocznej drużyny, jednym słowem, elity ówczesnego państwa
piastowskiego - były lojalne wobec władcy, chociażby z powodu różnych
korzyści płynących z takiej postawy. Nawiasem mówiąc, ówczesna
mentalność i mechanizmy działania współzależności składających się na
dążenia jednostki nie zmieniły się do czasów współczesnych i będą
wykładnikiem cywilizacji, dopóki ona istnieje. Mieć więcej niż inni, żyć
lepiej niż sąsiedzi, czerpać z przyjemności i przywilejów - uogólniając,
jak dotąd się to nie zmieniło.
Koniecznie należy wymienić lud pozostający w przeważającej liczebnie
większości do znikomych grup elitarnych, czyli "nieuprzywilejowany" -
zwykłych kmieci, prostych wojowników, chłopów, bartników, rybaków,
rzesze kobiet walczących z niemiłosierną udręką codzienności itp., czyli
główny zasób poddanych. Trzymano ich w twardych i ciężkich ryzach
posłuszeństwa, aczkolwiek nie byli niewolnikami w dosłownym znaczeniu
tego słowa. Tak stworzony i ustabilizowany aparat władzy dawał Mieszkowi
I nie tylko niepodzielną władzę nad wszystkim i wszystkimi (w obrębie
granic tworzonej Polski), lecz także jednocześnie pozwalał mu na
realizację dalszych zamierzeń i planów.
Tereny najeżdżane przez Piastów były zamieszkane przez ludy słowiańskie
posługujące się językami grupy lechickiej, mające wspólne tradycję,
zwyczaje, obrzędy, pielęgnowaną w pamięci przeszłość - co nie oznaczało
automatycznie braterstwa, przyjaznych stosunków, nie mówiąc już o wzajemnej (wręcz iluzorycznej) aprobacie złączenia się pod berłem jednej
dynastii. Wręcz przeciwnie. Na każdym z wymienionych terytoriów
egzystowały silne ośrodki rodzimej władzy plemiennej, wodzowskiej lub
księżęcej (np. federacja Wieletów pod egidą Redarów, Wolinianie,
Szczecinianie, ośrodek księżęcy w Kamieniu, Stodorania ze stolicą w Brennie, Łużyce, na których jednocześnie usiłowali się usadowić Czesi),
wrogie, nieprzychylne lub nieufne wobec drapieżnego Piasta. Pasuje tutaj
opinia żydowskiego podróżnika, kupca i dyplomaty Ibrahima ibn Jakuba,
który uważał, że nikt nie podołałby sile Słowian, skorych do zaczepki i gwałtowności, gdyby nie panująca między nimi niezgoda wywołana
podziałami.
Śląsk i Kraków Mieszko I pozostawił sobie niejako na koniec,
koncentrując się na: Łużycach, Milsku, Stodoranii, Wkrzanach, Lutykach i dolnej Odrze. Można zapytać, dlaczego. Jakąś rolę odgrywał zapewne
element wspólnoty etnicznej, ale nie mógł być rozstrzygający, biorąc pod
uwagę wcześniejsze spostrzeżenia. Konieczność opanowania ośrodków handlu
i szlaków komunikacyjnych była bez wątpienia istotna - Chociebuż,
Budziszyn, Wolin, Kopanik i Brenna umożliwiały kontrolę, a tym samym
zyski z handlu. Podobnie pomorski Wolin. Ale równie dobrze z tych samych
powodów Mieszko I mógł najpierw zaatakować Kraków i Śląsk. Dlaczego
wyruszył najpierw na zachód, północny i południowy zachód?
Pozwolę sobie na wyrażenie własnego domysłu, który wielokrotnie już
przedstawiałem w szerszej lub skromniejszej formie w moich poprzednich
publikacjach. Otóż moim zdaniem istniało silne powiązanie między
dynastią Piastów, tutaj poprzedników Mieszka I, a ziemiami nad dolną
Odrą, połabską Stodoranią, terenami Wkrzanów i Łużyczan. Jakaś osnuta
tajemnicą, bo nieudokumentowana pisemnie (oprócz wymienionych elementów
etnicznych i gospodarczych) motywacja pierwszych Piastów. Zakładam
związki dynastyczne wynikające z powiązań małżeńskich i/lub powinowactwa
- szczególnie na Łużycach, ziemi Wkrzanów, w Stodoranii i na Pomorzu
nadodrzańskim.
Mieszko I parł wszelkimi środkami militarnymi i dyplomatycznymi na
wymienione ziemie, uparcie i nieustępliwie. Warto zaznaczyć, że podobną
politykę będą kontynuować tytułowy bohater niniejszej publikacji oraz
jego następcy. Przypomnę Bolesława III Krzywoustego, który zawojował
Połabie po Jezioro Morzyckie, zajął ziemię Chyżan i Czrezpienian oraz na
krótko Rugię, założył w Lubuszu polskie biskupstwo podległe metropolii w Gnieźnie. Nawet podczas rozbicia dzielnicowego, kiedy już po
przeniesieniu stolicy do Krakowa Polska skoncentrowała się na w ekspansji na wschodzie (niestety z historycznej perspektywy plany
okazały się iluzoryczne), znaleźli się jeszcze Piastowie usiłujący
powrócić do polityki ich przodków związanej z Połabiem i Pomorzem, m.in.
Mieszko III Stary (uparcie broniący Kopanika), Władysław III Laskonogi
czy Henryk II Pobożny (obaj walczący o utrzymanie Lubusza przed agresją
Niemców czy odzyskanie wpływów na Łużycach).
Oto jak wyglądała sytuacja na tym kierunku do pierwszej historycznej
zapiski o Mieszku I w 963 roku:
Poprzednik Mieszka I na piastowskim tronie, według mnie już jego
pradziadek Siemowit, zajął Lubusz, gród po zachodniej stronie Odry, wraz
z przyległą doń ziemią plemienia Lubuszan rozciągającą się po obu
stronach rzeki. Lubusz został wyrwany spod panowania królestwa Wieletów,
którzy około 880 roku podzielili się na księstwo Stodoranii i federację
Lutyków. Świadectwem wczesnej przynależności tego ośrodka do Polski są
chociażby dwa dokumenty fundacyjne biskupstw niemieckich na Połabiu (z siedzibami w Hobolinie i Brennie) wydane przez Ottona I w 948 roku.
Zostały w nich precyzyjnie określone granice obu diecezji, szczegółowo
podano prowincje biskupie, z których zamierzano pobierać daniny
kościelne. Z kolei każda z owych prowincji została utworzona na obszarze
zajmowanego przez podbite plemię słowiańskie. Stąd wiemy dokładnie, że
ziemia plemienia Lubuszan nie została ujęta w dokumentach erekcyjnych
biskupstw. Dlaczego? Ponieważ politycznie należała już do Polski. Nie
dziwi zatem przebieg pierwszej kampanii króla Henryka I Ptasznika w 929
roku na ziemie Połabian. Niemcy przekroczyli wtedy Łabę, prąc w kierunku
Odry. Ominęli jednak ziemię plemienia Lubuszan, nie ważąc się go
atakować. Dlaczego? Ponieważ Lubusz był już wtedy integralną częścią
Polski. Również późniejsze wyprawy wojenne Henryka I Ptasznika oraz jego
syna i następcy Ottona I na Połabie omijały Lubuszan. Należy zaznaczyć,
że również tereny plemion Redarów, Tolężan i Wkrzanów nie zostały ujęte
w dokumentach założycielskich wymienionych biskupstw, co znaczy, że nie
uiszczały daniny kościelnej. Ale ponieważ wcześniej stały się celami
niemieckiej ekspansji militarnej, zostały przymuszone, przynajmniej
czasowo Redarowie i Tolężanie, do składania rocznej daniny królowi
niemieckiemu. Inaczej z Wkrzanami, którzy długo opierali się zakusom
zarówno Henryka I Ptasznika, jak i Ottona I. Dlaczego, wyjaśnię niżej.
W orbicie wpływów, choć niesprecyzowanych, Piastów pozostawała ziemia
plemienia Wkrzanów (teren na zachód od Szczecina, północ od Lubusza i wschód od Radogoszczy) z głównym grodem Przęcław nad Wkrą. Istnieje co
najmniej kilka poszlak. Niemcy bezskutecznie usiłowali zająć ziemię
Wkrzanów, wskutek tych niepowodzeń nie otrzymywali stamtąd ani daniny
królewskiej, ani nie mogli narzucić dziesięciny na rzecz świeżo
założonych biskupstw. Dlaczego? Skąd raptem niewielkie liczebnie plemię,
na dodatek nieustannie zmagające się z próbującymi im narzucić dominację
Redarami i Pomorzanami, czerpało środki, by skutecznie odpierać
niemieckie najazdy? I pytanie drugie: dlaczego Niemcy z takim uporem,
wielokrotnie i nakładem wszystkich sił zbrojnych, wyprawiali się na
ziemie tego niewielkiego i niemajętnego ludu osiadłego pośród dziewiczej
puszczy na obrzeżach sfery niemieckich zainteresowań? Wytłumaczeniem
mogłoby być realne wsparcie Wkrzanów przez silnego sojusznika, który
politycznie i militarnie zagrażał niemieckiemu programowi podboju
Połabia. Jedynym takim sprzymierzeńcem w tym regionie byli Piastowie
graniczący z Wkrzanami od południa przez Lubusz i od wschodu przez grody
w okolicy ujścia Warty do Odry. Kontrola ich ziem dawała Piastom
strategiczną przewagę w tym regionie, stąd prowadzili najazdy zarówno na
Redarów, jak i Pomorzan nadodrzańskich (Wolin, Szczecin). Ich obecność
niewątpliwie manifestowała się pokaźnymi siłami zbrojnymi, a co za tym
idzie, rozwiniętym zapleczem logistyczno-materialnym (stanowiącym dla
potencjalnego zdobywcy pożądany łup wojenny). Faktycznie, Niemcy
wyprawiali się zbrojnie na Wkrzanów - według źródeł co najmniej
trzykrotnie - początkowo nie odnosząc sukcesu. Pierwszą wyprawę podjął
jeszcze ojciec Ottona I Henryk I Ptasznik latem 934 roku. Jej preludium
stanowiła nieudana misja Thankmara do Wkrzanów. Thankmar, pierworodny
syn Henryka I z małżeństwa z porzuconą przez króla Hatheburgą, mimo że
pozbawiony praw dziedzicznych do tronu, miał w tym czasie wysoką funkcję
na królewskim dworze i zajmował niesprecyzowane (nieokreślone dokładnie
w źródłach) stanowisko pośród niemieckich feudałów walczących na
Połabiu. Historycy spekulują, że po wygranej przez Henryka I bitwie z Redarami pod Łączynem w 929 roku Thankmar otrzymał stanowisko zastępcy
legata na ziemiach wieleckich. Legatem był wówczas jego wuj o imieniu
Zygfryd (namiestnik Henryka I w Saksonii), odpowiedzialny za
kontynuowanie podbojów oraz zbieranie trybutów; podlegali mu grafowie.
Mocą swojego urzędu Thankmar wysłał (prawdopodobnie w 933 lub 934 roku)
posłów do Wkrzan. Można się jedynie domyślać celu misji: zmuszenie do
zerwania układu z Piastami i poddania się niemieckiej zwierzchności.
Wysłannicy zostali jednak poturbowani i wypędzeni. Tu ponowna dygresja -
niezbyt liczne i skromne militarnie plemię nie pozwoliłoby sobie na taką
śmiałość. Wytłumaczeniem jest jedynie protekcja silnych Piastów. W odpowiedzi Niemcy ruszyli zbrojnie na Wkrzanów. O wyprawie pisało wiele
źródeł, więc jej znaczenie dla niemieckiej polityki połabskiej było
ogromne. Król Henryk I osobiście stanął na czele potężnej armii.
Rezultat? O nim źródła już nie mówią. Wiadomo, gdyby Niemcy zwyciężyli,
kronikarze rozpisywaliby się o tym (tak jak w przypadku innych,
zwycięskich wypraw króla). A skoro sprawę przemilczał nawet Widukind,
piewca chwały i sławy Niemców oraz germańskiej wyższości nad innymi,
wniosek jest tylko jeden - Niemcy ponieśli klęskę, i to dotkliwą. Kto
ich pokonał? Z pewnością nie Wkrzanie własnymi siłami. Dokonały tego
wojska piastowskie (wtedy księciem Polski był Siemomysł, ojciec Mieszka
I). Dwa lata później, w 936 roku, na tronie niemieckim zasiadał już
Otton I. Nowy władca jeszcze w roku koronacji wyprawił się na Wkrzanów
na czele całej potęgi niemieckiego wojska (
cum omni exercitu). Tym
razem Niemcom powiodło się lepiej, zdobyli może kilka grodów. Mimo że
nie ujarzmili Wkrzanów w pełni, zdołali pobrać jednorazowe daniny od
niektórych grodów. Całego plemienia nie zdołali jednak zhołdować. W trakcie wyprawy oddział niemiecki dowodzony przez grafa Hermanna po
przekroczeniu jakichś bagien stoczył bitwę nieopodal słowiańskiego grodu
i doznał sromotnej klęski. Oprócz grafa zginęło co najmniej 18 rycerzy
uważanych za najlepszych w całej armii. Olbrzymi nakład militarny,
intensywność toczonych walk oraz szerokie zainteresowanie ówczesnych
kronikarzy wskazują, że Niemcy, najeżdżając ziemię Wkrzanów, starli się
z silnym przeciwnikiem. Sojusznikiem Wkrzanów było wojsko piastowskie.
Dopiero kolejna wyprawa w 954 roku zakończyła się sukcesem. Ruszyła ona
pod dowództwem margrabiego Marchii Wschodniej Gerona i księcia
Lotaryngii Konrada Czerwonego (zięcia Ottona I), przy czym na prośbę
Gerona Otton I (wtedy jeszcze tylko król) wysłał mu pokaźne posiłki
złożone z królewskich oddziałów. Wyprawa zakończyła się zwycięstwem
Niemców, którzy po ciężkich bojach pokonali Wkrzanów i przymusili ich do
płacenia trybutu. Ale nie tylko. Wedle źródeł Niemcy zdobyli na tej
wyprawie niebotyczne zdobycze. Nasuwa się pytanie: jakież to godne uwagi
w źródłach duże łupy wojenne mogli zdobyć na całkiem przeciętnym
plemieniu? Ponownie wracam do udzielonego wcześniej wytłumaczenia.
Jeżeli Piastowie aktywnie wspomagali Wkrzanów, udzielili im wsparcia w postaci kontyngentów wojskowych. Niewykluczone, że w niektórych
wkrzańskich grodach siedzieli piastowscy namiestnicy. Zastępy
piastowskich wojsk niewątpliwie były świetnie uzbrojone i liczne,
dysponowały znakomitym orężem i sprzętem bojowym oraz srebrem lub innymi
cennymi rzeczami. Obecność Piastów na ziemi Wkrzanów - w tym przypadku
jedynie militarna w ramach sojuszu - pasuje do założeń ich polityki
zewnętrznej. Przylegająca od północy do Lubusza ziemia Wkrzanów
otwierała drogę do dalszych podbojów, zarówno na zachód i północ
(Połabie i Pomorze nadodrzańskie), jak i wschód (Szczecin). Z ziemi
Wkrzanów wojsko piastowskie mogło operować w kierunku Radogoszczy,
Szczecina i Wolina, a równolegle podejmować działania w kierunku Pomorza
nadodrzańskiego z piastowskich twierdz nad dolnym biegiem Warty (Santok
i Kostrzyn).
Jeszcze przed 963 rokiem, kiedy Mieszko I pojawił się w źródłach
pisanych (walki piastowskiego księcia z Wieletami, o czym szerzej w dalszej części), do Polski należał już gród Cedynia, którym zarządzał
brat Mieszka I o imieniu Czcibor. To wyraźna wskazówka, w którą stronę
kierowała się piastowska ekspansja - Cedynia leży nad Odrą, około 55 km
na północ od Kostrzyna (ujście Warty do Odry). Można więc założyć, że
członkowie piastowskiego rodu sprawowali namiestnictwo również w co
najmniej kilku innych grodach na rzeczonym obszarze piastowskiej
ekspansji - jego pograniczu i świeżo zdobytych terenach Połabia oraz
dolnej Odry. Jeden z nich, brat Mieszka, aczkolwiek bezimienny, jest
nawet poświadczony źródłowo; zginął w bitwie z Wieletami. Dodajmy
również nieznanych z imienia synów piastowskiego władcy spłodzonych
przez niego przed małżeństwem z Dobrawą - jak przekazuje źródło pisane
(Gall Anonim), miał wcześniej siedem żon (czy nałożnic). Może ten
bezimienny brat Mieszka I władał jakimś grodem na pograniczu Połabia z Odrą, na ziemi Wkrzanów lub Rzeczan?
Podobnie jak u Wkrzanów, widać wzmożoną obecność i aktywność Piastów
na Łużycach, leżących na południe od Lubusza. Henryk I wyprawił się
zbrojnie na te ziemie w 932 roku, jednak nie osiągnął oczekiwanych
rezultatów - nie pokonał obecnego tam plemienia i nie narzucił mu
zwierzchności. Zdołał jedynie zdobyć i zniszczyć gród Lubusza położony
na zachodnim skrawku ziemi łużyckiej, na ich pograniczu z Milczanami.
Poszlaki i wnioski wskazują na obecność Piastów na Łużycach. Aż do 963
roku nie ma dowodu na obecność Niemców na tych terenach, przypomnę, że
ich Łużyczan nie było w spisie plemion podporządkowanych biskupstwu w Brennie. Pamiętajmy przy tym, że Łużyce zasiedlali nie tylko Łużyczanie,
lecz także Słupianie.
Reasumując - nasuwa się wniosek, że Polska pod panowaniem pierwszych
Piastów do Mieszka I łącznie angażowała wszystkie siły polityczne,
militarne i dyplomatyczne na ziemiach Połabia (tereny Wkrzanów,
Stodorania, Łużyce, północne Milsko) oraz dolnej Odry (Szczecin, Wolin).
Lubusz już do nich należał jako znakomita strategicznie baza wypadowa.
Agresywna ekspansja Piastów napotkała zdecydowany opór niektórych
plemion. Największymi i najgroźniejszymi z nich byli Redarowie, plemię
silne, liczne i bitne. Zdołali zdominować kilka innych plemion
połabskich (największymi byli: Chyżanie, Tolężanie, Czrezpienianie,
Rzeczanie), by pod religijnym zwierzchnictwem bóstwa Swarożyca w Radogoszczy stworzyć silny związek plemienny (federacja Wieletów, od 983
roku Lutyków). Boje z Piastami musiały być okrutne i długotrwałe, ich
echa przetrwały w późniejszych opowieściach, historycy mogą zaś snuć
przypuszczenia na podstawie konsekwencji tych walk lub powiązanych z nimi wydarzeń. W 929 roku w ten rój walczących ze sobą Słowian wkroczył
zbrojnie na Połabie Henryk I. Król niemiecki dosłownie przeorał te
ziemie wszerz i wzdłuż, pokonując większość plemion, narzucając im
większe lub mniejsze, trwalsze lub jednorazowe powinności. Dzieło ojca
kontynuował Otton I, dodając do agresji militarnej element
chrystianizacji. Wywołało to zacięty opór Połabian. Walki toczyły się
latami i ze zmiennym szczęściem, ale ważne tutaj jest uwypuklenie
istotnego szczegółu. Wyobraźmy sobie reakcję dwóch zaciekle
zwalczających się stron (Połabianie i Piastowie), gdy na teren działań
wojennych wkracza trzecia siła (Niemcy). Przeciwko komu Połabianie
powinni skierować oręż, Niemcom czy Polakom? Z kim się sprzymierzyć i za
jaką cenę? Łużyczanie i Wkrzanie postawili na Piastów, Stodoranie
przyjęli taktykę lawirowania pomiędzy dwoma agresorami. Federacja
Wieletów pod egidą Redarów, polegając na sile własnej i podległych im
innych plemion, podjęła walkę na dwa fronty.
Piastowie stanęli przed niemałym dylematem. Do tej pory wykrwawiali się
na Połabiu, konkurując jedynie z Czechami. Władcy z dynastii
Przemyślidów już od drugiej połowy IX wieku nie kryli apetytów na
rozciągnięcie swych wpływów na kraje Milczan, Łużyczan, pośrednio
Stodoranii czy serbskich plemion Połabia osiadłych między Soławą na
zachodzie a Czarną Elsterą na wschodzie. W drugiej połowie IX wieku
wpływy na wymienione kraje roztoczył Świętopełk I Wielki, król tzw.
Wielkich Moraw. Uzależnieni od Morawian Czesi niejako automatycznie byli
zainteresowani obszarami Połabia rozciągającymi się na północny zachód
od ich granic i przejęli politykę Wielkich Moraw po ich upadku w 906
roku.
Piastowska ekspansja na ziemie Wkrzanów, Łużyczan i w kierunku
stodorańskiego Kopanika (na zachód od Lubusza) wzmogła się z chwilą
zbrojnego wkroczenia Niemców na Połabie. Piastowie stanęli wobec nowej,
mocarnej konkurencji. Jak temu zaradzić? Jak pokaże późniejszy rozwój
wypadków, próbowali pogodzić własne interesy z aspiracjami potężnego
konkurenta zza Łaby.
Zagadnienie aktywnej polityki pierwszych Piastów na Połabiu i w dolnym
biegu Odry i efekty ich konfrontacji z Niemcami na tym tle znajdują
odzwierciedlenie w wielu źródłach pisanych i zostało poddane dogłębnym
analizom przez wielu wybitnych historyków, zarówno polskich, jak i niemieckich. Przytoczę niektóre opinie:
"W tym miejscu nasuwa się wniosek, że jeżeli najpierw Henryk I, a po nim
Otton I z całym swym wojskiem wyprawiali się na dalekich i jak wszystko
na to wskazuje niewielkich Wkrzan, gdy o porozumienie z nimi daremnie
zabiegał Thankmar i gdy ich zabiegi śledzone były w Niemczech z dużą
uwagą, to najwidoczniej nie chodziło o nich samych, lecz zapewne i o inne siły, które działały w ręka w rękę z nimi"; "Być może nawet doszło
do bezpośredniego starcia z wojskiem księcia polskiego" - Kazimierz
Myśliński, Polska wobec Słowian połabskich do końca wieku XII, s. 13,
20.
"Wkrótce po zakrojonym na wielką skalę najeździe Henryka I na Połabie w 929 roku plemiona Połabia po początkowych porażkach zerwały się do walki
przeciwko agresorowi, przy czym ich opór właśnie wtedy otrzymał wparcie
od władców Gniezna [czyli Piastów - przyp. aut.]"; "Henryk I zaatakował w 932 roku Łużyce, ponieważ usiłował zapobiec
rozprzestrzenianiu się władztwa Piastów na obszary położone na zachód od
Odry" - Lothar Dralle, Slaven an Havel und Spree. Studien zur
Geschichte des hevellisch-wilzischen Fürstentums (6. bis 10.
Jahrhundert), s. 137, 193.
"Król Henryk I, atakując Wkrzanów i Łużyczan, usiłował się przeciwstawić
politycznej i militarnej ekspansji władców Gniezna na te tereny [...]
ponieważ już wówczas plemiona te przyjęły współpracę z Polską,
rozciągającą wpływy na zachodnie obszary Odry" - Bernhard Friedmann,
Untersuchungen zur Geschichte des abodritischen Fürstentums bis zum
Ende des 10. Jahrhunderts, s. 183, 210.
"Rzecz widoczna, Wkrzanie nie byli sami, lecz otrzymali znaczną pomoc z zewnątrz, jednak z pewnością nie z Połabia, jeszcze spokojnego [autor
ma na myśli powstanie Obodrytów i Wieletów przeciwko Niemcom w 955 roku,
czyli rok później - przyp. aut.], a w takim razie mamy prawo przypuścić,
że mieli poparcie zza Odry, od Siemomysła. [...] przymierze [między
Polską a Wkrzanami - przyp. aut.] mogło prowadzić do bardziej trwałej
formy związku" - Henryk Łowmiański, Początki Polski, t. V, s. 513.
"Dążenia Polski do rozszerzenia i umocnienia wpływów na omawianych
odcinkach Połabia (Wkrzanie, Łużyce) zintensyfikowały się bezsprzecznie
w odpowiedzi na zbrojne wkroczenie Niemców na Połabie, gdy jednocześnie
wskutek tego osłabły możliwości bojowe połabskich plemion zaś niektóre
struktury władzy (jak w Stodoranii) utraciły na znaczeniu" - Herbert
Ludat, An Elbe und Oder um das Jahr 1000, s. 99.
"Zrywy bojowe Wkrzan przeciwko Niemcom i opór innych plemion połabskich,
zarówno w 955 roku, jak i późniejsze są elementami inicjatywy ze strony
polskiej na Połabiu, która nieuchronnie musiała doprowadzić do
konfrontacji z Niemcami - i to Mieszko rozpoczął na Połabiu akcje
zaczepne przeciwko Niemcom" - Henryk Łowmiański, Studia nad dziejami
Słowiańszczyzny, Polski i Rusi w wiekach średnich, s. 226 n.
"Jeszcze przed 963 rokiem Mieszko I wzmagał dążenia ekspansyjne na
obszary na zachód od Odry" - Christian Lübke, Regesten zur Geschichte
der Slaven an Elbe und Oder (vom Jahr 900 an). Teil II: Regesten
900-983, nr 125, s. 74.
Nadszedł rok 963, znamienny dla historii stosunków polsko-niemieckich,
polsko-czeskich, dziejów Polski, Niemców, Czechów, Połabia, Pomorza
nadodrzańskiego oraz kluczowego dla zagadnień omawianych w tym
rozdziale. Mieszko ponownie stoczył przegraną bitwę z Wieletami,
jednocześnie margrabia Marchii Wschodniej Gero zaatakował Łużyce. W ten
kontekst wpisuje się pierwsze historycznie udokumentowane starcie
pomiędzy Polską a Niemcami na Połabiu w 963 roku, co oznacza, że wojska
piastowskie w tym samym czasie toczyły boje na dwóch frontach: przeciwko
Wieletom (tym lutyckim, nie stodorańskim) i Niemcom. Należy dokładniej
przyjrzeć się wydarzeniom, rozwijając wątki poboczne. Przede wszystkim
interesujące są kulisy jednoczesnej zbrojnej konfrontacji Polski z Wieletami i Niemcami.
Redarowie, najbitniejsze plemię wieleckiego Połabia (pamiętajmy o Obodrytach, najpotężniejszej sile politycznej i militarnej Połabia,
skupiającej kilka plemion północno-zachodniej części tej krainy), ani
myśleli o poddaniu się jakiejkolwiek obcej zwierzchności, czy to
polskiej, czy niemieckiej. Z tą samą determinacją przeciwstawiali się
zakusom Obodrytów. Jak wspomniano, było to plemię dumne, bitne i waleczne, aspirujące do roli zwierzchnika politycznego i religijnego
Wieletów (dominująca rola Radogoszczy jako siedziby bóstwa Swarożyca),
mogące wystawić do boju tysiące bitnej piechoty (zwiększone siłami
plemion im podległym), niejednokrotnie z powodzeniem stawiającej czoło
niemieckim wojskom. W przekazach źródłowych waleczność Redarów urosła
niemal do legendarnej. W 955 roku nastąpiła rzecz niesłychana. Wieleci
pod wodzą Redarów i Obodryci pod wodzą księcia Stojgniewa, dotąd
śmiertelnie skłóceni (wedle źródeł od niepamiętnych czasów),
sprzymierzyli się przeciwko Niemcom. Po raz pierwszy w historii oba te
połabskie plemiona zjednoczyły się w walce. Przyczyn tej niespodziewanej
współpracy oraz czasu jej zawarcia możemy się jedynie domyślać, ale
biorąc pod uwagę nakreślony uprzednio zarys sytuacji na Połabiu, nie
można wykluczyć, że Obodryci i Wieleci zdecydowali się na walkę, chcąc
wykorzystać osłabienie margrabiego Gerona spowodowane jego walką z Polakami.
Na pomoc margrabiemu nadszedł Otton I na czele królewskiej armii oraz
oddziałów czeskich dowodzonych przez czeskiego księcia Bolesława I Srogiego. 16 października 955 roku w bitwie nad Reknicą (w dzisiejszej
północno-wschodniej Meklemburgii) koalicja Słowian połabskich poniosła
okrutną klęskę. Stojgniew został stracony na polu bitwy, a wraz z nim
700 obodryckich wojowników. Straty Wieletów są nieznane, choć można je
zapewne przyrównać do strat obodryckich. Mimo to od klęski pod Reknicą w 955 roku do źródłowo udokumentowanej bitwy Wieletów z Mieszkiem I w 963
roku federacja Wieletów w ciągu ośmiu lat zdołała z powodzeniem walczyć
jednocześnie z Niemcami (bitwy w latach 957, 958, 960) i Polską (na
pewno co najmniej jedna wspomniana kronikarsko bitwa przed 963 rokiem).
Jeżeli dołożymy do tego zmagania wojsk Mieszka I z Geronem na odcinku
łużyckim, sytuacja z punktu widzenia strony polskiej była bardziej niż
niekorzystna. Wspomnijmy też, że po stronie Wieletów walczyła grupka
saskich rebeliantów dowodzona przez wysoko urodzonego saskiego wielmożę
Wichmana II (zwanego również Młodszym). Tenże, spokrewniony z królem
Ottonem I, od lat razem z bratem Ekbertem Jednookim wiedli żywot
rebeliantów, szukając - jak dotąd bezskutecznie - pomocy u Duńczyków i Obodrytów w walce przeciwko swemu wujowi, księciu Saksonii Hermanowi
Billungowi oraz królowi Ottonowi I. Warto pokrótce nakreślić powód tej
zwady - po pierwsze, by poznać atmosferę ówczesnych wydarzeń, po
drugie, by lepiej zrozumieć jej implikacje (szczególnie te końcowych,
związanych już z Mieszkiem I).
Gdy w 944 roku zmarł ojciec Wichmana i Ekberta, wówczas dzierżący
godność księcia Saksonii, obaj bracia byli jeszcze niepełnoletni.
Opiekujący się nimi wuj Herman wykorzystał sytuację - za pozwoleniem
Ottona I przejął księstwo Saksonii i przy okazji pozbawił swych
bratanków praw dziedzicznych oraz majątku. Krewcy bracia, zaledwie
osięgnęli odpowiedni wiek, przeszli do ofensywy przeciwko Hermanowi i królowi, zapisując się w historii średniowiecznych Niemiec jako
najsłynniejsi (przede wszystkim Wichman) rebelianci. Paktowali, z kim
się tylko dało. Brali udział w buntach możnych i królewskiego syna
Liudolfa przeciwko Ottonowi I. Nieustannie atakowali posiadłości Hermana
w Saksonii. Niejako naturalną koleją rzeczy brali udział we wspomnianej
bitwie nad Reknicą po stronie słowiańskiej. Po klęsce zdołali zbiec do
Francji pod opiekuńcze skrzydła króla Hugona Wielkiego (poprzez małżonkę
Hugona o imieniu Hadwiga, siostrę Ottona I, obaj bracia byli kuzynami
francuskiego króla).
Rok później, po śmierci Hugona, zostali zmuszeni do powrotu do Niemiec.
Za wstawiennictwem margrabiego Gerona Otton I ułaskawił Wichmana, który
osiadł w dobrach swojej małżonki. W pozornej uległości wytrzymał jedynie
kilka lat. Zaledwie Otton I wyruszył w 962 roku do Rzymu po koronę
cesarską, Wichman i Ekbert ponownie otwarcie wystąpili przeciwko wujowi
Hermanowi. Na czele wojowników saskich i słowiańskich poczęli najeżdżać
jego posiadłości w Saksonii. Nie udało im się namówić do współdziałania
ani duńskiego króla Haralda Sinozębego, ani księcia Obodrytów Mściwoja,
wskutek czego podczas kolejnych wypraw na Saksonię utracili większość
zbrojnych. Ostatecznie Wichman musiał uciekać przed rozjątrzonym wujem.
W ostatnich miesiącachach 962 roku udał się do Redarów (nie wiadomo, czy z konkretnym zamiarem, czy po prostu przemierzył ich ziemie) i podążył do
Gerona, licząc ponownie z uwagi na rodzinne powiązanie na wstawiennictwo
wpływowego margrabiego.
Tutaj zaczyna się najistotniejsza część opowieści: splot wydarzeń z udziałem Polski (Mieszko I i jego bracia), Niemców (margrabia Gero),
Wieletów, prominentnego saskiego rebelianta Wichmana i Wolinian -
konflikt Mieszka I z Geronem o Łużyce oraz z federacją Wieletów i Wolinianami, a także konflikt Wichmana z wujem Hermanem (księżę
Saksonii) i Ottonem I.
Otóż Gero nie użyczył Wichmanowi schronienia, odsyłając go z powrotem do
Redarów. Historycy wyjaśniają to na najczęściej tak: z powodu zarzutów
stawianych Wichmanowi przez Ottona I margrabia nie zamierzał jeszcze
bardziej narażać się cesarzowi, przyjmując wyzutego z praw banitę. Jego
lęk przed gniewem Ottona I nie był bezpodstawny. Od 951 roku Gero
stopniowo tracił królewskie poparcie i łaskę, a to z powodu zarówno jego
przynależności do saskiej opozycji, jak i z niefortunnych powiązań
rodzinnych margrabiego raz powinowactwa z wieloma możnymi niechętnymi
Ottonowi I i dynastii saskiej. Gero pozostawał np. związany przysięgą
wierności złożonej drugiemu pod względem starszeństwa synowi Ottona I Liudolfowi, a tym samym był zobowiązany wspierać go zbrojnie.
(Najstarszym synem Ottona I był Wilhelm, urodził się w 929 roku z jednorocznego małżeństwa przyszłego króla i cesarza z nieznaną z imienia
księżniczką stodorańską. Później został on arcybiskupem Moguncji).
Tymczasem Liudolf, wówczas księżę Szwabii, wzniecił krwawe powstanie
przeciwko ojcu (953-954). Co prawda Gero stanął po stronie króla, ale
jego powiązania z Liudolfem wzbudzały nieufność króla. Otton I okazywał
Geronowi nieprzychylność (wynikającą z nieufności czy może podszeptów
możnych nieprzychylnych margrabiemu?), np. poprzez nieumieszczanie jego
imienia na dokumentach (poza jednym razem) czy odsuwanie jego krewnych
od funkcji i godności. Jednocześnie władca miał nim cennego wykonawcę
polityki wobec Połabian czy wsparcie w trudnych dla chwilach -
wspomnijmy tylko wyróżniający (po części nawet decydujący o sukcesie
Ottona I) się udział Gerona w bitwach pod Augsburgiem przeciwko
zbuntowanej armii Liudolfa (sierpień 954 roku), w 955 roku nad rzekami
Lech (przeciwko Węgrom) i Reknicą (przeciwko Obodrytom i Wieletom) czy
wspomniane wcześniej bitwy na Połabiu. Dlatego Otton I odsuwał Gerona od
przywilejów i dworskich zaszczytów, ale jednocześnie pozostawił go na
urzędzie, zdając sobie sprawę z walorów i zasług Gerona w walkach
przeciwko Połabianom albo obawiając się jego wpływów. Margrabia
wiedział, że stąpa po kruchym lodzie i nie zamierzał się pogrążyć,
udzielając schronienia Wichmanowi.
Podstawą innej ciekawej teorii jest fakt, że syn Gerona o imieniu
Zygfryd (nie mylić z jego bratankiem o tym samym imieniu) był ożeniony z siostrą Wichmana. Margrabia miał więc odesłać banitę do Redarów, by
uchronić go przed niechybnym sądem Ottona I. Ale są też głosy
uwypuklające inny istotny element (przychylam się do jego znaczenia):
Gero doskonale wiedział o ciężkich walkach Mieszka I z federacją
Wieletów i upatrzył w tym szansę na osłabienie piastowskiego księcia.
Wysłał Wichmana do Redarów, licząc na to, że sławny rebeliant wraz z towarzyszącą mu grupką saskich wojowników wzmocni Wieletów w ich bojach
z Mieszkiem I. Słowem, Gero upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu: nie
naraził się Ottonowi I (odmawiając schronienia Wichmanowi) i jednocześnie wzmocnił siły Wieletów w wojnach z Polską, osięgając
strategiczną przewagę pozwalającą mu na taktyczną aktywność.
Zaprzątnięty okrutnymi walkami z Wieletami i Wichmanem Mieszko I siłą
rzeczy osłabiał drugi piastowski odcinek ekspansji na Połabiu - Łużyce.
Stało się tak, jak zaplanował przebiegły Gero.
Wracając do wspomnianych już walk Mieszka I z Wieletami: przed 963
rokiem poniósł n klęskę w starciu z Wieletami, w tym roku zginął też
jego brat. W 963 roku Mieszko ponownie przegrywa bitwę przeciwko
Wieletom i Wichmanowi, i to sromotnie, tracąc oprócz wojowników również
bogate łupy.
W tym samym czasie Gero zaatakował Łużyce, pokonując wojska łużyckie i wspomagające je oddziały piastowskie (być może również czeskie). Cena
triumfu była jednak wysoka. W krwawych bitwach Sasi ponieśli ogromne
straty, zginął bratanek Gerona Zygfryd (wyznaczony na następcę
margrabiego; jego ojcem chrzestnym był sam Otton I), on sam odniósł na
tyle ciężkie rany, że wycofał się z aktywnego życia politycznego i udał
się z pielgrzymką do Rzymu. Zmarł w 965 roku. Z punktu widzenia Niemców
odniósł wielki sukces - przymusił część Łużyczan i Słupian do uznania
niemieckiej zwierzchności i osłabił militarnie Mieszka I. Należy
zaznaczyć, że Gero nie narzucił wtedy piastowskiemu władcy żadnego
trybutu na rzecz cesarstwa, co niestety nadal pokutuje w literaturze.
Nieporozumienie wynika z dosłownej interpretacji zapisu w kronice
Thietmara, niezgodnego i błędnego w konfrontacji z przekazem Widukinda.
Niewykluczone natomiast, że już wtedy doszło do osobistego spotkania
Mieszka I z Geronem. Konsekwencją ich rozmów mogły być późniejsze
działania polskiego księcia.
Dla Polski i Mieszka rok 963 był wielce niekorzystny. Piastowie
przegrali bitwy na dwóch połabskich odcinkach, stracili wpływy na
obszarze co najmniej połowy Łużyc (Chociebuż pozostawał pod polskim
panowaniem). Dodatkowo Wolinianie, którzy słusznie uważali, że ekspansja
Mieszka I będzie skierowana także na ich ziemie, zawarli przeciw niemu
sojusz wojskowy z Wieletami. Piastowski księżę miał jeszcze jednego
groźnego przeciwnika.
Mieszko I stanął w obliczu poważnych problemów, niwelujących nie tylko
plany ekspansyjne, lecz także zagrażających egzystencji Polski. Co jeśli
Wieleci, Wolinianie i Wichman, uskrzydleni zwycięstwami, najadą zbrojnie
państwo? Co jeśli Niemcy, tutaj głównie sascy feudałowie, zachęceni
triumfami Gerona nabiorą apetytu na przekroczenie Odry? Polski władca
musiał podjąć natychmiastowe i skuteczne kroki. Tak też zrobił. Patrząc
z perspektywy czasu, teoretycznie Mieszko I miał dwie możliwości.
Cofanie się w głąb Polski, co oznaczałoby nie tylko kres procesu
tworzenia państwa i upadek wszelkich aspiracji dynastycznych, lecz także
upadek kraju, lub zawarcie ugody z jednym z przeciwników - Wieletami,
Wolinianami i nadal aktywnym pośród nich Wichmanem (czyli Połabianami i Pomorzanami z ujścia Odry) lub Niemcami. Należy jeszcze wspomnieć o Czechach, południowo-zachodnim sąsiedzie Polski. Był to kraj już
chrześcijański, podległy cesarstwu (tzn. m.in. mogący liczyć na zbrojne
wsparcie Niemców), posiadający znaczny potencjał militarny pod względem
liczby wojowników i jakości uzbrojenia (ciężkozbrojna jazda), panujący
nad ziemią krakowską i Śląskiem oraz nieskrywający ambicji ekspansyjnych
w kierunku Połabia (ziemia Milczan z Budziszynem, ziemia Głomaczy z Miśnią, niesprecyzowane plany wobec Łużyc), utrzymujący stosunki z Stodoranią i niedawny (najpóźniej do 954 roku) sojusznik Wieletów
(Redarów). Słowem, sąsiad silny i wpływowy, który mógł stanowić dla
Polski wielkie zagrożenie.
Mieszko I zdecydował się na współpracę z cesarstwem (Ottonem I),
jednoczesne tajne rozmowy z feudałami z saskiej opozycji oraz na sojusz
z Czechami. Jednak do realizacji tego zamiaru droga była daleka.
Podstawą działań polskiego księcia były wspomniane wypadki związane z walkami o Łużyce przeciwko Geronowi. Niewykluczone, że doszło między
nimi do dalszych ustaleń. W ich wyniku być może margrabia podjął się
pośredniczenia w rozmowach między Ottonem I a Mieszkiem I w sprawie
zawarcia polsko-niemieckiego porozumienia, a co najmniej je zainicjował.
Mogło się to stać najpóźniej przed końcem 963 roku lub na początku roku
następnego, Gero mógł się rozmówić z Ottonem I w Rzymie. W dalszym
rozwoju sytuacji Gero nie odegrał już żadnej roli - zmarł 20 maja 965
roku po powrocie z Rzymu. W tym czasie trwały już intensywne
pertraktacje polsko-niemieckie, zmierzające do sfinalizowania,
prowadzone za pośrednictwem czeskiego księcia Bolesława I Srogiego.
Układ z Mieszkiem I dawał Ottonowi I strategiczną przewagę w walce z Wieletami, czynił z piastowskiego księcia potencjalnego sojusznika i otwierał możliwość uzyskania trybutu z ziem połabskich zajętych przez
Polskę. Dodatkowo Otton I widział w Mieszku I idealnego sprzymierzeńca
przeciw pozostającym w opozycji feudałom saskim. Był jednak pewien
istotny szkopuł. Otton I jako cesarz zobowiązany do obrony
chrześcijaństwa, a i sam kreujący się na krzewiciela chrześcijaństwa na
zdobytych ziemiach Połabia, nie mógłby sobie pozwolić na przymierze z pogańskim jeszcze wówczas władcą. Nie udowodnimy tego na podstawie
zapisów źródłowych, lecz wnikliwa analiza sytuacji i późniejszego
rozwoju wypadków nie pozostawia wątpliwości: siłą rzeczy Otton I nie dał
polskiemu księciu wyboru, stawiając mu twardy i niepodlegający dyskusji
warunek wstępny wszelkich dalszych układów - przyjęcie chrztu.
Polski księżę zdecydował się wtedy na połączenie koniecznego z pożytecznym. Skutkiem tego było zawarcie w 964, najpóźniej na początku
965 roku sojuszu z chrześcijańskimi wówczas Czechami. Z czeskiej
perspektywy porozumienie z Polską było korzystne. Czesi zdawali sobie
sprawę tego, że utrzymanie trwałej zwierzchności nad Krakowem i Śląskiem, ziem etnicznie i geopolitycznie przynależnych Polsce, będzie
trudne. W tej sytuacji odpowiadało im zaangażowanie Mieszka I nad dolną
Odrą i środkowym Połabiem kosztem zaniechania wysiłków na południowej
granicy. Należy wymienić następne aspekty sprzyjając polsko-czeskiej
współpracy. W obliczu niemieckiej ekspansji Połabianie, szukając pomocy
z zewnątrz, naturalnie mogli szukać wsparcia u słowiańskich sąsiadów,
Czechów, i w Polsce. Ponadto prawdopodobnie już wtedy zawiązała się
wspólnota polsko-czeskich interesów w obliczu druzgoczącej przewagi
Niemców. Polska wchodziła na drogę uzależnienia trybutarnego od Niemiec
(z ziem Połabia po Wartę) i akceptowania nadrzędnej roli silniejszego
partnera w poczynaniach na Połabiu. Czesi, trybutarnie podlegli
zwierzchnictwu niemieckich władców, mieli ograniczone możliwości
prowadzenia własnej polityki zagranicznej (dopóty ich postępowanie nie
kolidowało z interesami ich suwerena, państwa niemieckiego). Dotychczas
ich dotychczasowe zaangażowanie na obszarach południowo-wschodniego
Połabia, terenach Milczan (Budziszyn) i Łużyczan nie drażniły zbytnio
Ottona I, zajętego głównie tłumieniem oporu Redarów. Dopiero częściowy
podbój Łużyc w 963 roku przez margrabiego Gerona zaalarmował Czechów.
Aby osłabić cesarstwo reprezentowane przez dynastię Ottonów, zarówno
Polska, jak i Czechy szukały porozumienia z przedstawicielami
niemieckiej opozycji. Jak wynika z rozwoju późniejszych wypadków,
Piastowie i Przemyślidzi niejednokrotnie wiązali się z możnymi feudałami
Rzeszy oraz członkami rodu Liudolfingów (chociażby Henryk II Kłótnik, w zmiennych okresach księżę Bawarii) pozostającymi z różnych powodów w opozycji do panującego cesarza Ottona I i jeszcze jaskrawiej - Ottona II
i Ottona III. Było zatem wiele wspólnych mianowników, przynajmniej w omawianych tutaj latach, sprzyjających polsko-czeskiej współpracy.
Natomiast zupełnie błędne jest założenie, jakoby Mieszko I, zawiązując
sojusz z Czechami, chciał rozbić ich przymierze z Wieletami. Pisałem o tym kilkakrotnie w innych publikacjach, jednak to fałszywe mniemanie
nadal pokutuje w literaturze. Powtórzę więc zarys zagadnienia.
Po objęciu panowania w Czechach w 935 roku Bolesław I Srogi usiłował
zrzucić niemieckie zwierzchnictwo, odmawiając m.in. uiszczania trybutu.
Po trwających latami i ze zmiennym szczęściem walkach księżę Czech
został ostatecznie pokonany przez Ottona I w 954 roku i przymuszony do
zaakceptowania (ponownej) niemieckiej zwierzchności trybutarnej w jej
pełnym wymiarze: coroczny trybut i 120 wołów. Od tej pory stał wiernym
wasalem Ottona I, oddając mu niemałe (jak na możliwości Czech) posługi
militarne - czy to w bitwie na Lechowym Polu w 955 roku przeciwko Węgrom
(trzy hufce czeskiej jazdy stacjonujące w Ratyzbonie dokonały masakry
uciekających z pola bitwy oddziałów węgierskich), czy w bitwie nad
Reknicą w 955 roku przeciwko Obodrytom i Wieletom. Czeski udział w tej
batalii wyklucza możliwości zawarcia w tym czasie czesko-wieleckiego
przymierza. Bolesław I Srogi jako wasal Ottona I był mu winny całkowite
posłuszeństwo (cesarz był znany z niezwykle apodyktycznej natury,
przykładem jego stosunek do syna Ottona II). Biorąc pod uwagę to oraz
niejednokrotnie podkreślany przez kronikarzy wrogi stosunek cesarza do
Wieletów (szczególnie Redarów), jasno wynika, że jakiekolwiek przyjazne
kontakty z nimi czeskiego księcia, nie mówiąc już o ściślejszych
powiązaniach sojuszniczych, nie byłyby tolerowane przez Ottona I.
Podsumowując: w momencie nawiązania stosunków polsko-czeskich nie
istniało żadne porozumienie czesko-wieleckie. Udział czeskich wojowników
po stronie niemieckiej w rozgromieniu broniących swej wolności Obodrytów
i Wieletów w bitwie nad Reknicą nie tylko wykluczał taką możliwość, lecz
także sprawił , że Wieleci zapałali nienawiścią do Czechów. Dla Mieszka
I była to dodatkowa motywacja sprzymierzenia się z Czechami - nie ich
rzekomy, błędnie powtarzany w literaturze rzekomy sojusz z Wieletami,
lecz wzajemna nienawiść między nimi.
Ta wielowątkowa zbieżność polskich i czeskich interesów zaowocowała
zawarciem przymierza między Mieszkiem I a Bolesławem I Srogim. Czeski
księżę, pośrednicząc w rozmowach między Ottonem I a Mieszkiem I, pomógł
w skonkretyzowaniu założeń polsko-niemieckiego porozumienia
zainicjowanego prawdopodobnie przez Gerona. A ponieważ podstawą podjęcia
przez cesarza oficjalnych stosunków z piastowskim księciem była
chrystianizacja, rozpoczęły się gorączkowe zabiegi w tej sprawie.
W kwestii przyjęcia chrześcijaństwa Mieszko I był zdany na porady i doświadczenia doradców oraz przyjaciół z własnego otoczenia, a także
ludzi z otoczenia czeskiego księcia. Dylematem największej wagi było
rozstrzygnięcie, skąd sprowadzić misjonarzy i biskupa. Czechy w tym
czasie nie posiadały własnego niezależnego biskupstwa. Praga podlegała
kościelnie biskupstwu w Ratyzbonie, należącemu do arcybiskupstwa w Salzburgu. Dzięki czeskim kontaktom można było zwrócić się do ośrodków
misyjnych w Bawarii. Drugą możliwością byłoby sprowadzenie do Polski
misjonarzy z Saksonii (biskupstwa założone przez nich u Połabian w Brennie i Hobolinie). Mieszko I zdecydował się na współpracę z ośrodkami
misyjnymi z południowych Niemiec, pomijając kler z Saksonii.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki