Ból, który wzmacnia - Bernardo Stamateas

Kup ebooka

27.99 zł
23.23 zł (21,89 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1

ROZ­DZIAŁ 1

BÓL ŻYCIA

Różne rodzaje strat

Ist­nieją różne rodzaje strat: mate­rialne, strata bli­skich, utrata miło­ści, wize­runku, zdro­wia, pracy, pozy­cji spo­łecz­nej, przy­ja­ciela... W tej całej róż­no­rod­no­ści jest jed­nak wspólny mia­now­nik dla wszyst­kich strat: ból, który powo­dują.

Nie znam nikogo, kto lubi roz­ma­wiać o bólu. Zwy­kle wolimy uni­kać tematu lub w jakiś spo­sób ukry­wać swoje uczu­cia. Prawda jest taka, że czy nam się to podoba, czy nie, każdy z nas w pew­nym momen­cie musi sta­wić czoło bólowi. Ból jest powszechny, sta­nowi nie­od­łączną część życia i czyni nas rów­nymi wszyst­kim isto­tom ludz­kim na ziemi.

Nie można przejść przez życie bez bólu. Jedyne, co możemy zro­bić, to wybrać ból, który sta­wia przed nami nasze życie.

Ber­nie S. Sie­gel

Dla­czego odczu­wamy ból? Z powodu strat, któ­rych doświad­czamy.

Przyj­rzyjmy się bli­żej poszcze­gól­nym rodza­jom strat.

a) Straty mate­rialne

Zda­rza się, że gubimy przed­mioty. Bab­cia poda­ro­wała ci pióro, a ty je zgu­bi­łeś? Drob­nostka, która być może dla kogoś innego nie ma żad­nej war­to­ści, ale tobie wydaje się bez­cenna ze względu na zwią­zek uczu­ciowy z bab­cią: to nie jest byle jakie pióro, to pióro od babci. Każdy z nas doświad­czył kie­dyś straty mate­rial­nej.

b) Utrata kogoś bli­skiego

Strata uko­cha­nej osoby to ból zwią­zany z bra­kiem moż­li­wo­ści inte­rak­cji z kimś, kto opu­ścił ten świat. To prawda, że pamięć pozo­staje i nosimy ją w sercu, ale nic nie zmie­nia faktu, że danej osoby już przy nas nie ma, nie możemy jej dotknąć ani z nią poroz­ma­wiać, co jest źró­dłem ogrom­nego cier­pie­nia. Wszy­scy doświad­czy­li­śmy straty kogoś bli­skiego.

Nie spo­sób utra­cić tego, co poko­cha­li­śmy. Wszystko, co mocno kochamy, staje się czę­ścią nas samych.

Helen Kel­ler

c) Utrata miło­ści

Wiele osób doświad­czyło porzu­ce­nia. Wbrew pozo­rom bywa ono gor­sze niż śmierć kogoś bli­skiego. Dla­czego? Bo kiedy uko­chana osoba umiera, wiemy, że jest to pro­ces nie­od­wra­calny, że na pewno już do nas nie wróci. Nie pozo­staje nic innego, jak prze­żyć żałobę. Tym­cza­sem jeśli osoba, którą kochamy, nas porzu­ciła, możemy wciąż się łudzić, że wróci... To wła­śnie spra­wia, że utrata miło­ści bywa tak bole­sna.

To tylko pew­nego rodzaju przy­krość nie być kocha­nym. Praw­dzi­wym nie­szczę­ściem jest nie kochać.

Albert Camus

d) Utrata wła­snego wize­runku

Mówimy na przy­kład.: "W ponie­dzia­łek idę na dietę", a tym­cza­sem w ponie­dzia­łek nie możemy prze­stać jeść. Oprócz figury tra­cimy rów­nież twarz, pozy­tywny wize­ru­nek samych sie­bie. Wszy­scy w pew­nym momen­cie doświad­czy­li­śmy utraty wła­snego wize­runku.

e) Utrata zdro­wia

Kiedy koń­czymy czter­dzie­ści lat, nagle wszystko się zmie­nia. Wydaje się, że nie­które rze­czy nagle zaczy­nają trwać w nie­skoń­czo­ność - także ból. Boli nas ręka lub noga i wydaje nam się, że draż­niące uczu­cie ni­gdy nie minie. Nagle staje się to naj­waż­niej­szym tema­tem do roz­mów, które pro­wa­dzimy z bliż­szymi i dal­szymi zna­jo­mymi. Utrata zdro­wia w pew­nym momen­cie życia jest nie­unik­niona i wszy­scy jej doświad­czamy.

Bólu nie należy ani szu­kać, ani uni­kać.

Ramón de Cam­po­amor

f) Utrata roli spo­łecz­nej

Ta strata poja­wia się na przy­kład wtedy, gdy prze­cho­dzimy na eme­ry­turę i prze­sta­jemy peł­nić funk­cję pra­cow­nika. Możemy pra­co­wać i współpra­co­wać z innymi przez lata, ale kiedy odcho­dzimy z pracy, nagle sta­jemy się nie­wi­dzialni, zda­rza się, że nikt już do nas nie dzwoni. To utrata waż­nej roli w życiu i powód, dla któ­rego tak wielu eme­ry­tów zamyka się w domach. Wszy­scy doświad­czy­li­śmy utraty jakiejś roli spo­łecz­nej.

Osta­tecz­nie liczą się nie lata życia, ale życie w ciągu lat.

Abra­ham Lin­coln

Straty możemy podzie­lić na:

- Straty moż­liwe do unik­nię­cia i straty nie­unik­nione

Straty, które bolą naj­bar­dziej, to te, któ­rych można unik­nąć. Jeśli ule­gniemy wypad­kowi albo ktoś umrze, mamy zazwy­czaj poczu­cie nie­uchron­no­ści tego wyda­rze­nia, wiemy, że nic nie mogli­śmy zro­bić, by mu zapo­biec. Dla­tego też znacz­nie bar­dziej bole­sne są straty, co do któ­rych myślimy, że nie były nie­unik­nione: ana­li­zu­jąc sytu­ację, docho­dzimy do wnio­sku, że gdy­by­śmy postą­pili w inny spo­sób, wszystko poto­czy­łoby się ina­czej i uda­łoby się tej straty nie ponieść.

- Straty przej­ściowe i trwałe

Stra­cić coś, co możemy odzy­skać (na przy­kład pie­nią­dze, które możemy ponow­nie zaro­bić), to nie to samo, co stra­cić coś, co już ni­gdy nie wróci. Pro­blem zdro­wotny to nie to samo co utrata wzroku. Ozna­cza to, że trwała strata boli nas bar­dziej niż tym­cza­sowa.

- Straty rze­czy­wi­ste i uro­jone

Wiele osób cierpi z powodu wyima­gi­no­wa­nych zagro­żeń. Roz­my­ślają o tym, że mogą stra­cić pracę, zacho­rują, że umrą lub zostaną odrzu­cone. Wyobra­żają je sobie, roz­wa­żają je i robią zało­że­nia, które nie mają nic wspól­nego z rze­czy­wi­sto­ścią, przez co żyją w sta­nie per­ma­nent­nego ocze­ki­wa­nia, że sta­nie się coś złego.. Przyj­rzyjmy się na przy­kład dzia­ła­niom osoby zazdro­snej. Myśli: "Czuję, że on mnie zostawi", dopy­tuje: "Gdzie byłeś, z kim byłeś?", nie wie­rzy: "Zoba­czymy. Daj mi swoje hasło do Face­bo­oka". Cały dzień spę­dza na bada­niu, gdzie jest jej part­ner, z kim, co robi, co mówi. A ból, który odczuwa, jest głę­boki, nawet jeśli jest wyima­gi­no­wany. Wielu ludzi żyje, wiecz­nie roz­my­śla­jąc, zasta­na­wia­jąc się i przyj­mu­jąc zało­że­nia, które nie są praw­dziwe.

- Straty prze­wi­dy­wane i nie­spo­dzie­wane

Straty, któ­rych dozna­li­śmy nie­spo­dzie­wa­nie, bolą bar­dziej niż te, które możemy prze­wi­dzieć, ponie­waż nie jeste­śmy na nie przy­go­to­wani. Jeżeli przy­cho­dzimy do pracy i sły­szymy: "Redu­ku­jemy zatrud­nie­nie, więc musimy cię zwol­nić", cier­pimy znacz­nie bar­dziej niż wów­czas, gdy usły­szymy: "Słu­chaj, musimy stop­niowo redu­ko­wać zatrud­nie­nie, więc przy­go­tuj się, bo za około dwóch lat być może będziemy musieli się poże­gnać". Choć to na­dal boli, mamy czas na przy­go­to­wanie się. Utrata bli­skiej osoby, która dłuż­szy czas cho­ruje i stop­niowo gaśnie, choć nie­wąt­pli­wie bole­sna, to nie to samo, co nagłe odej­ście kogoś, kto cie­szył się dobrym zdro­wiem. Strata, któ­rej dozna­jemy z zasko­cze­nia, spra­wia, że nie mamy czasu zin­ter­na­li­zo­wać tego, co się wyda­rzyło, i zada­jemy sobie pyta­nie: "Co się stało?!". Cho­ciaż obie straty wiążą się z cier­pie­niem, nie­spo­dzie­wana strata boli bar­dziej.

Straty, jakie by nie były, zawsze wiążą się z cier­pie­niem. Z tego powodu usi­łu­jemy trzy­mać ból z dala od nas. Jed­nak bez względu na to, jak bar­dzo się sta­ramy, jest to nie­moż­liwe.

Ból zawsze musi zostać wyra­żony. Dla­czego? Dla­tego, że roz­mowa i bycie razem mają uzdra­wia­jącą moc. W naj­trud­niej­szych chwi­lach, gdy ból jest inten­sywny, pomocna może być także wiara - wiara w nad­rzędną istotę, która towa­rzy­szy nam nawet wtedy, gdy wydaje się, że roz­są­dek nas opu­ścił.

W tej książce będziemy zaj­mo­wać się róż­nymi rodza­jami strat, pró­bu­jąc nauczyć się czer­pać z nich jak naj­wię­cej siły.

Daj głos bole­ści! Boleść bowiem niema

Do serca szepce i pękać mu każe.

Wil­liam Szek­spir

Rozdział 2. Mity na temat bólu

ROZ­DZIAŁ 2

MITY NA TEMAT BÓLU

1. Znajdź sens bólu, nadaj mu znaczenie.

Bez względu na to, co sta­nowi zewnętrzny powód naszego bólu - roz­sta­nie, cho­roba, kon­flikt w pracy - fun­da­men­talne zna­cze­nie ma nasza reak­cja wewnętrzna, czyli postawa, jaką przyj­mu­jemy, gdy cier­pimy. Powin­ni­śmy dążyć do tego, by dzia­łać, aby ból nie pozo­stał żywy. Zawsze jest coś, co możemy zro­bić, by zmniej­szyć wspo­mniane uczu­cie. Igno­ro­wa­nie bólu nie jest wska­zane, wręcz prze­ciw­nie - naj­zdrow­szą rze­czą jest odwa­żyć się doświad­czać go tak długo, jak to konieczne, by w końcu cał­ko­wi­cie znik­nął. Wszy­scy odczu­wamy potrzebę zna­le­zie­nia sensu lub nada­nia zna­cze­nia naszemu bólowi.

Uśmie­rze­nie bólu na chwilę sprawi jedy­nie, że póź­niej będziesz go odczu­wać jesz­cze moc­niej.

J.K. Row­ling

Hisz­pań­ski pisarz Jorge Ordeig Cor­sini w swo­jej książce El Dios de la alegría y el pro­blema del dolor (Bóg rado­ści i pro­blem bólu) pisze: "Bio­rąc pod uwagę fakty doty­czące tego, co się wyda­rzyło, ludzie chcą pojąć i zro­zu­mieć przy­czynę bólu, któ­rego doświad­czają, zna­leźć w nim sens. Poję­cie sensu nie­sie w sobie wyja­śnie­nie. Ludzie czę­sto potrze­bują wyja­śnie­nia, pra­gną poznać przy­czynę tego, co ich spo­tkało. Kiedy przy­cho­dzi wyja­śnie­nie, poja­wiają się dwa pyta­nia: o przy­czynę, która do niego dopro­wa­dziła, oraz o cel, do któ­rego owo wyda­rze­nie pro­wa­dziło. Możemy na przy­kład zro­zu­mieć, że pożar został jakoś wywo­łany (czy to zapró­sze­nie ognia, czy cokol­wiek innego). Kiedy jed­nak cho­dzi o czyn ludzki, istot­niej­sze jest pozna­nie celu danego dzia­ła­nia. Czło­wiek jest istotą, która dzięki swo­jej inte­li­gen­cji odkrywa różne moż­liwe cele, a poprzez dzia­ła­nie wol­nej woli decy­duje, który z nich wybrać"1.

Wszyst­kie nasze dzia­ła­nia wyka­zują trans­cen­den­cję i wszy­scy ludzie poszu­kują sensu. Ten sens, któ­rego szu­kamy, to nic innego, jak wyja­śnie­nie każ­dego dzia­ła­nia, które wyko­nu­jemy, które sami dla sie­bie wybie­ramy. Wszy­scy mamy zdol­ność do nada­wa­nia każ­dej czyn­no­ści okre­ślo­nego celu. Ozna­cza to, że potra­fimy okre­ślić, do czego dane dzia­ła­nie jest nam przy­datne.

Ludzie mogą nadać poczu­cie sensu wszyst­kiemu, a umoż­li­wia im to język. Jeśli jeste­śmy w sta­nie zauwa­żyć u sie­bie jakieś prze­ko­na­nie, naj­praw­do­po­dob­niej będziemy w sta­nie spra­wić, że zaist­nieje w świe­cie zewnętrz­nym. Jeśli ktoś mówi, że życie jest bar­dzo cięż­kie, bar­dzo moż­liwe, że wła­śnie takie jest to, z czym styka się wokół sie­bie. A jeśli ktoś inny powie, że potrafi sobie pora­dzić ze wszyst­kim, co go spo­tyka, i fak­tycz­nie w to wie­rzy, to tak wła­śnie będzie - już wkrótce będzie mógł obser­wo­wać, jak dzięki swo­jej umie­jęt­no­ści mie­rzy się z każdą prze­szkodą.

Bo mapa jest taka, jaka jest zie­mia. A język jest źró­dłem wszyst­kiego, co ist­nieje. Z tego powodu każdy może zna­leźć sens w tym, co widzi i postrzega. To zna­cze­nie jest moto­rem do prze­kształ­ce­nia trud­nych i bole­snych oko­licz­no­ści w coś, co ma zna­cze­nie.

Kiedy pijesz kawę z przy­ja­ciółką i patrzysz przed sie­bie, widzisz swoją towa­rzyszkę, a za nią innych ludzi, któ­rzy też przy­szli do tego lokalu. Twoja przy­ja­ciółka jest główną posta­cią, a inni są tłem. Jeśli zaś sku­pisz wzrok na ludziach za nią, wtedy to oni odgry­wają główną rolę, a kon­tur przy­ja­ciółki się roz­mywa. To samo sta­łoby się, gdy­byś spoj­rzał na przy­kład na kel­nera - byłby posta­cią, a wszystko inne, łącz­nie z osobą sie­dzącą tuż obok cie­bie, byłoby tłem. Przed wyda­rze­niem zawsze ist­nieje struk­tura "postać - tło", ponie­waż nie jeste­śmy świa­domi naszej zdol­no­ści obser­wo­wa­nia świata i nada­wa­nia innego zna­cze­nia wszyst­kim nega­tyw­nym rze­czom, któ­rych doświad­czamy, aby pisać nowe histo­rie.

Wielka sztuka życia polega na odczu­wa­niu - odczu­wa­niu, że ist­nie­jemy, nawet w bólu.

Lord Byron

2. Mity na temat bólu.

Zapra­szam do ana­lizy trzech mitów lub błęd­nych prze­ko­nań na temat bólu:

1) Musimy zna­leźć roz­wią­za­nie dla bólu.

Ból nie jest pro­ble­mem, który wymaga roz­wią­za­nia, lecz raczej emo­cją, któ­rej cza­sami musimy doświad­czyć. Jeśli postrze­gamy to jako pro­blem do roz­wią­za­nia, z pew­no­ścią dora­dzimy cier­pią­cemu: "Musisz coś zro­bić, żeby o tym zapo­mnieć" lub, pełni dobrych chęci, pró­bu­jąc popra­wić samo­po­czu­cie cier­pią­cego, powiemy: "Rozu­miem cię, prze­ży­łem to samo". Błę­dem jest próba wypro­wa­dze­nia żałob­nika ze stanu, w jakim się znaj­duje, ponie­waż ból trzeba prze­żyć. Ktoś, kto stra­cił uko­chaną osobę, potrze­buje tylko tego, aby­śmy pozo­stali przy nim w ciszy, aby­śmy mu towa­rzy­szyli i pod­trzy­my­wali na duchu.

2) Musimy poko­nać ten etap bólu.

Ból nie jest eta­pem do poko­na­nia, nie jest prze­szkodą; jest raczej drogą, którą musimy prze­być. Na końcu podróży ból zawsze wyczer­puje się i nas odmie­nia.

Aby tak się stało, musimy prze­stać tłu­mić ból, a zacząć go wyra­żać. Róbmy to w śro­do­wi­sku, w któ­rym czu­jemy się bez­piecz­nie. Ni­gdy go nie poko­namy, lecz nie­zwy­kle ważne jest, byśmy mieli swo­bodę prze­ży­wa­nia go i wyra­ża­nia. Tylko wtedy, z cza­sem, pomoże nam ewo­lu­ować i stać się lep­szymi ludźmi.

Pośpiech nie jest wska­zany pod­czas prze­cho­dze­nia przez pro­ces bólu, ponie­waż każdy prze­żywa go na swój spo­sób. Cza­sami ból przy­po­mina bar­dzo ciemny tunel i naszym zada­niem będzie pomoc bli­skiej oso­bie w przej­ściu na drugą stronę.

3) Musimy zna­leźć odpo­wiedź na pyta­nie: "Dla­czego mnie to spo­tkało?".

Ból to pyta­nie, na które nie ma odpo­wie­dzi. Cho­ciaż nor­malne jest zasta­na­wia­nie się, dla­czego tak się stało, cza­sami ktoś jest w sta­nie nawet podać nam moż­liwą przy­czynę tego, co się wyda­rzyło, to jed­nak nikt nie może mieć pew­no­ści, dla­czego stało się to, co się stało. Dopiero wtedy, gdy zdo­łamy zaak­cep­to­wać to, co się stało, poczu­jemy ulgę, a ostry i inten­sywny ból ustąpi.

Podob­nie jak miłość, ból jest czę­ścią naszego życia, czy tego chcemy, czy nie. Z cza­sem zaczyna się zmie­niać. Ocze­ki­wa­nie, że doświad­cze­nie straty nie będzie się wią­zało z bólem, to jak ocze­ki­wa­nie, że nie odczu­jemy bólu, gdy ude­rzymy się młot­kiem w palec. W obli­czu bólu nie trzeba nic robić, wystar­czy wyjść mu naprze­ciw, ale bez osą­dza­nia. Kiedy wypo­wia­damy bólowi wojnę, staje się on cier­pie­niem.

Wiesz, co spra­wia, że wię­zie­nie prze­staje być wię­zie­niem? Każde praw­dziwe i głę­bo­kie uczu­cie. Bycie przy­ja­cie­lem, bra­tem, kochan­kiem jest tym, co uwal­nia nas z wię­zie­nia. Bez tych uczuć czło­wiek jest mar­twy. Za każ­dym razem, gdy te uczu­cia się odra­dzają, odra­dza się życie.

Vin­cent van Gogh

Od momentu naro­dzin do śmierci wszy­scy w pew­nym momen­cie doświad­czamy bólu i cier­pie­nia, sty­kamy się ze śmier­cią. Ten temat można ana­li­zo­wać na dwóch płasz­czy­znach: inte­lek­tu­al­nej i emo­cjo­nal­nej. Kiedy cier­pimy, nie jeste­śmy zain­te­re­so­wani uzy­ska­niem inte­lek­tu­al­nej odpo­wie­dzi. Czu­jemy, że boli nas życie, a pro­blem jest natury czy­sto emo­cjo­nal­nej. Kiedy jed­nak nie cier­pimy, możemy zasto­so­wać podej­ście inte­lek­tu­alne. Ozna­cza to, że możemy odpo­wie­dzieć na pro­blem zarówno inte­lek­tu­al­nie, jak i emo­cjo­nal­nie, ponie­waż nie doświad­cza­jąc cier­pie­nia, mamy logiczną odpo­wiedź. Jed­nak pośród cier­pie­nia, zwłasz­cza gdy jest ono bar­dziej inten­sywne, nie spo­sób zna­leźć słusz­nej logicz­nej odpo­wie­dzi. Boli nas dusza i zada­jemy sobie pyta­nie: "Dla­czego mnie to spo­tyka?!".

Jeśli jest coś, co spra­wia, że wszyst­kie istoty ludz­kie są sobie równe, to jest to ból: wszy­scy go kie­dyś doświad­czy­li­śmy. Nie­mniej każdy sam decy­duje, czy prze­ro­dzi się on w cier­pie­nie, czy nie. Ozna­cza to, że ból jest tym, co czu­jemy w obli­czu nega­tyw­nego wyda­rze­nia, ale cier­pie­nie to indy­wi­du­alna i nie­po­wta­rzalna inter­pre­ta­cja tego, co się wyda­rzyło i jak się z tym czu­jemy. Jeśli za wszelką cenę sta­ramy się unik­nąć bólu, zamie­niamy go w cier­pie­nie. Ale kiedy jeste­śmy na tyle odważni, by spoj­rzeć mu w oczy i pozwo­lić mu ist­nieć w naszym życiu, wtedy jeste­śmy w sta­nie go zaak­cep­to­wać. Z cza­sem on osłab­nie.

Ból przy­cho­dzi, przy­po­mi­na­jąc nam, że żyjemy, lecz jaką postawę powin­ni­śmy przy­jąć, gdy odczu­wamy inten­sywny ból, któ­rego nie potra­fimy wyja­śnić?

- Kiedy ból jest tak silny, że nie jeste­śmy w sta­nie go wyja­śnić, musimy schro­nić się w naszych uczu­ciach.

Gdy ból roz­dziera serce, naj­cen­niej­sze jest towa­rzy­stwo bli­skich, któ­rzy pomogą nam sobie z nim pora­dzić, a przede wszyst­kim nie stra­cić wiary.

- Kiedy nasz ból nie ma moż­li­wego wyja­śnie­nia, musimy spoj­rzeć na niego z innej per­spek­tywy.

Ozna­cza to, że w obli­czu prze­ciw­no­ści losu każdy z nas może roz­wi­nąć w sobie umie­jęt­ność ocze­ki­wa­nia cze­goś nie­zwy­kłego w swoim życiu. Kiedy cier­pimy, nie­zwy­kle ważne jest rów­nież, aby­śmy dobrze trak­to­wali sie­bie. Ozna­cza to, że musimy być dla sie­bie życz­liwi i wyro­zu­miali, powin­ni­śmy wystrze­gać się kry­ty­ko­wa­nia i robie­nia sobie wyrzu­tów.

Ból każ­dego czło­wieka jest wyjąt­kowy i nikt, bez względu na to, ile ma w sobie empa­tii, nie jest w sta­nie w pełni zro­zu­mieć dru­giej osoby w tej kon­kret­nej sytu­acji, w któ­rej się zna­la­zła. Jest to bar­dzo indy­wi­du­alna sprawa i należy ją usza­no­wać. Cza­sami, szcze­gól­nie wobec nie­ule­czal­nej cho­roby, docho­dzi do tak zwa­nej straty wyzwa­la­ją­cej, a ten, kto prze­żyje, odczuwa jed­no­cze­śnie ból i ulgę. Ni­gdy nie należy tego oce­niać ani kry­ty­ko­wać, ponie­waż doda­jemy w ten spo­sób jesz­cze jedną emo­cję, z którą ta osoba musi sobie pora­dzić.

Praw­dzi­wego bólu nie da się pogo­dzić z nadzieją. Bez względu na to, jak wielki jest ten ból, nadzieja zawsze wznosi się o sto łokci wyżej.

Hra­bia Lautréamont

Pod­su­mo­wu­jąc, naj­lep­szą rze­czą, jaką możemy zro­bić, aby pora­dzić sobie z bólem zwią­za­nym ze stratą kogoś, kogo kochamy, jest zna­le­zie­nie ziarna, które zosta­wił, odcho­dząc. Przez ziarno rozu­miemy ślad, który został w nas i który daje nam siłę, by iść dalej, pomimo pustki. Każda strata, czy to ludzi, zwie­rząt domo­wych czy nawet rze­czy, zawsze kryje w sobie lek­cję, która nas odmie­nia. Nie wypie­ra­jąc tego, co czu­jemy, sta­rajmy się myśleć o tym, co otrzy­ma­li­śmy w spadku i jak możemy to wyko­rzy­stać, by popra­wić życie nasze i innych.

Rozdział 3. Strata ukochanej osoby

ROZ­DZIAŁ 3

STRATA UKO­CHA­NEJ OSOBY

1. Ból związany z utratą ukochanej osoby

Śmierć jest zja­wi­skiem uni­wer­sal­nym, doty­ka­ją­cym wszyst­kich ludzi i we wszyst­kich cza­sach. Jest rów­nież nie­unik­niona. Nie­za­leż­nie od posia­da­nych zaso­bów czy opieki koniec kie­dyś po pro­stu przy­cho­dzi. Jest czę­ścią życia.

Wiemy, że śmierć kła­dzie kres życiu na ziemi, ale ni­gdy nie sta­nowi końca rela­cji, którą mie­li­śmy, ponie­waż ci, któ­rzy ode­szli, będą nam towa­rzy­szyć na zawsze - pamięć o nich wyryta jest w naszych ser­cach.

Paolo Daniel Acero pisał: "Żałoba jest jed­nym z doświad­czeń życio­wych, które naj­bar­dziej nazna­czają ludzi. Pozo­sta­wia nas z jed­nej strony zra­nio­nymi, a z dru­giej zaję­tymi tym, co możemy okre­ślić jako "zada­nie prze­ży­cia żałoby". Kiedy śmierć bli­skiej osoby nastę­puje nie­spo­dzie­wa­nie, gdy umiera dziecko lub gdy do śmierci nie doszło wsku­tek nie­ule­czal­nej cho­roby (czyli np. gdy mamy do czy­nie­nia z samo­bój­stwem, kata­strofą itp.), żałoba jest trud­niej­sza do przej­ścia. Nasze serce czuje się gwał­tow­nie zra­nione i wstrzą­śnięte, domaga się pełni naszej uwagi, aby prze­żyć"2.

Śmierć to temat tabu, o któ­rym jed­nak trzeba roz­ma­wiać i który należy roz­wa­żać. Roz­mowa na ten temat pomaga zmniej­szyć strach i zwal­czyć prze­sądy. Marie Lan­ger, austriacko-argen­tyń­ska psy­cho­ana­li­tyczka, psy­cho­lożka i nauczy­cielka, powie­działa: "Kiedy wyra­żamy to, czego się boimy, prze­staje to być takie nie­bez­pieczne".

Ter­min "żałoba" pocho­dzi od pra­sło­wiań­skiego słowa "żal" (ból). Żałoba składa się z kilku ele­men­tów. Naj­waż­niej­sze jest poczu­cie straty, które jest wiel­kim bólem. Potem poja­wia się treść straty, czyli osoba, z którą się roz­sta­jemy i przez którą czu­jemy ból. Docho­dzą wresz­cie także emo­cje innych ludzi, które rów­nież spra­wiają nam ból. Są też rze­czy, które tra­cimy wraz z odcho­dzącą osobą, a które ni­gdy do nas nie wrócą.

Żyjąc, wszy­scy doświad­czamy "małych śmierci". Są to "zmar­twych­wsta­nia", "mikro­próby" naszego ostat­niego, wiel­kiego prze­zna­cze­nia. Umie­ramy, bo żyjemy. Nie­któ­rzy filo­zo­fo­wie twier­dzą, że umrzeć to pozbyć się przed­mio­tów, przy­ja­ciół, uczuć, nie myśleć o niczym ani niczego nie pra­gnąć.

Śmierć może poja­wić się w każ­dym momen­cie życia i dość wcze­śnie się o tym prze­ko­nu­jemy. Jest jego czę­ścią i może nas zasko­czyć w dowol­nym momen­cie roz­woju. Nawet jeśli koja­rzy nam się przede wszyst­kim ze sta­ro­ścią, musimy mieć świa­do­mość, że śmierć może przyjść wcze­śniej. Należy ją przy­jąć jako coś natu­ral­nego i nie­uchron­nego, ponie­waż życie i śmierć są nie­roz­łączne.

Tylko ludzie zdolni do wiel­kiej miło­ści mogą odczu­wać wielką roz­pacz; lecz ta potrzeba miło­ści służy im jako śro­dek prze­ciwko roz­paczy i ocala ich.

Lew Toł­stoj

Sokra­tes powie­dział, że dobry lekarz musi mieć dwie cechy: techne i medeos. Techne doty­czy sztuki lecze­nia, a medeos - umie­jęt­no­ści opieki. Innymi słowy, lekarz, asy­stent, pie­lę­gniarka itd. sta­no­wią narzę­dzia do wspo­ma­ga­nia zdro­wia nie tylko za sprawą swo­jej wie­dzy, ale także dzięki temu, jakimi są oso­bami, i dzięki tro­sce, którą ota­czają nie­ule­czal­nie cho­rego pacjenta.

2. Co możemy zrobić dla kogoś, kto szykuje się do odejścia?

- Sprawmy, by czas, jaki mu pozo­stał, był war­to­ściowy.

Kiedy życie dobiega końca, możemy wzbo­ga­cić ostat­nie chwile naszego bli­skiego, zapew­nia­jąc mu czułą i tro­skliwą opiekę. Gdy medy­cyna oka­zuje się bez­radna, rodzina i przy­ja­ciele cho­rego mogą zro­bić bar­dzo wiele, oka­zu­jąc mu miłość i tro­skę.

- Towa­rzyszmy tym, któ­rzy odcho­dzą, aby mogli odejść god­nie.

Tak jak naro­dziny są cudow­nym i pięk­nym aktem, tak ten, kto odcho­dzi, powi­nien żegnać świat w swoim naj­lep­szym ubra­niu, gładko ogo­lony, pięk­nie pach­nący. W ten spo­sób w tych ostat­nich chwi­lach oka­zują pod­nio­słość chwili swego odej­ścia. Wielu już wcze­śniej wyco­fuje się z życia; jedni mają pełną świa­do­mość odcho­dze­nia, inni je prze­czu­wają. Pozwólmy im odejść god­nie.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki