Bojarzy międzyrzeccy - Adolf Pleszczyński, Kamil Jędruchniewicz

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (17,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

I Wstęp

Po raz pierwszy książka Bojarzy Międzyrzeccy ks. Adolfa Pleszczyńskiego została wydana w roku 1892. Kolejnego wydania doczekała się dopiero w roku 2003. Jednak i od tego wznowienia minęło już sporo czasu, a zdobycie egzemplarza tej tak istotnej dla miłośników historii regionu pozycji stało się naprawdę niełatwą sztuką. Sam przekonałem się o tym, zajmując się tematami, w których Bojarzy Międzyrzeccy byli pozycją fundamentalną. Wtedy też zrodziła się we mnie myśl o konieczności podjęcia się jej wznowienia... Tylko że tego rodzaju plany mają to do siebie, że do ich realizacji potrzeba po pierwsze grona ludzi, a po drugie, po trzecie i po czwarte: pieniędzy, pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy. Moim pomysłem, na to, żeby pozyskać te cztery składowe sukcesu, było założenie zbiórki na portalu crowdfundingowym, a następnie informowanie o projekcie wszystkimi możliwymi sposobami. Jak pewnie się domyślasz, Drogi Czytelniku, sam fakt, że trzymasz teraz tę książkę w swoich rękach, jest najlepszym dowodem na to, że się udało i moja koncepcja okazała się słuszna... z tym tylko, że nie do końca. Po czasie wyszło bowiem na to, że pieniędzy nie trzeba tak dużo, jak to pierwotnie zakładałem, skoro do wsparcia tej inicjatywy znalazło się aż tylu Ludzi, Ludzi, Ludzi.

Tak więc już na pierwszych stronach książki chciałbym wyrazić wdzięczność wszystkim tym, bez których nie byłoby stron kolejnych.

Po pierwsze bardzo dziękuję patronom, którzy wpłacili na wydanie tej książki. W szczególności Paniom Emilii Bieńko i Aleksandrze Trzpil oraz Panom Łukaszowi Oksejukowi, Mateuszowi Oksejukowi, Karolowi Stepulakowi, Januszowi Czerwińskiemu i Wojciechowi Męczyńskiemu. Dziękuję nie tylko za wpłaty, ale i za zaufanie.

Dziękuję Panu drowi Andrzejowi Szabaciukowi, który wspomógł wydanie tej książki nie tylko finansowo, ale też swoją wiedzą. Jego wskazówki były dużą pomocą przy tworzeniu wstępu.

Jestem też bardzo wdzięczny za wsparcie w wydaniu tej książki osobom pracującym w Urzędzie Miasta Międzyrzec Podlaski. Nikogo nie trzeba tam było przekonywać o znaczeniu książek ks. Pleszczyńskiego dla miasta Międzyrzec i regionu. Gdy dotarła do nich informacja o planach wznowienia książki, sami zaoferowali pomoc. Dziękuję.

Kończąc podziękowania, chciałbym jeszcze wyrazić swoją wdzięczność wszystkim tym, których nie wymieniłem imiennie, a którzy wsparli wydanie książki na wiele innych sposobów. Wasze zaangażowanie było niezmiernie cenne i istotne dla powodzenia całego projektu.

Już na koniec wstępu, chciałbym jeszcze wyjaśnić, dlaczego zdecydowałem się na uzupełnienie książki ks. Adolfa Pleszczyńskiego swoim własnym tekstem. Otóż Bojarzy Międzyrzeccy powstali 130 lat temu, w zupełnie innych czasach i warunkach społeczno-politycznych. W związku z tym wydało mi się konieczne dodanie do książki kilku informacji, które uzupełnią jej treści i ułatwią odbiór. Za konieczny punkt nowej publikacji, oprócz opisania kontekstu historycznego i politycznego czasów, w jakich rodziła się książka, uznałem również przedstawienie na dalszych stronach przedmowy osoby autora - ks. Adolfa Pleszczyńskiego. Ta postać jest niezwykle ważna dla historii naszego regionu, warta upamiętnienia i regularnego przypominania o jej życiu i dokonaniach. Ksiądz Pleszczyński spisał historię naszych ziem i przodków, a my, wspominając o nim, możemy mieć nadzieję, że zasłużymy na to, iż ktoś będzie chciał też kiedyś wspomnieć nasze pokolenie. W ten sposób kontynuujemy cykl pamięci i szacunku wobec tych, którzy byli przed nami. Ufam, że szacunek dla przeszłości to także inwestycja w przyszłość, którą można budować na solidnych fundamentach naszego dziedzictwa.

[1] Wydaje się, że biskup Szymański doceniał zdolności młodego księdza. Oprócz wikariatu przy nim w Janowie, wyznaczył go też na prefekta w miejscowej szkole. Z drugiej strony można wysnuć też przypuszczenie, że postać Szymańskiego była wzorem do naśladowania dla ks. Pleszczyńskiego. Obaj prezentowali podobną, niewygodną dla władz rosyjskich postawę w sprawie unitów.

[2] Tam spotkał księdza Stefana Rękawka, który na parafii w Korzuchówku był jego wikariuszem. Z czasem, w latach 1897-1899, ksiądz Rękawek również objął probostwo w międzyrzeckiej parafii. Zdaje się, że ksiądz Pleszczyński wysoce sobie cenił osobę księdza Rękawka, pisał o nim: "W którym znajduję wszystkie warunki najpomyślniejszej pracy w parafii i bratniej harmonii w codziennych stosunkach osobistych" (F. Stopniak, Materiały do biografii Adolfa Pleszczyńskiego - historyka Międzyrzecczyzny, "Rocznik Międzyrzecki" t. 2, r. 1970, s. 153; fragment zaczerpnięty z korespondencji ks. Pleszczyńskiego z jego zwierzchnikiem, administratorem diecezji ks. Sosnowskim). Ksiądz Rękawek za pomoc unitom na probostwie w Międzyrzecu Podlaskim został wywieziony w głąb Rosji, do Smoleńska. Później był proboszczem w Samogoszczy (A. Pleszczyński, Opis historyczno-statystyczny parafii międzyrzeckiej, Międzyrzec Podlaski 2000, s. 168).

[3] Wincenty Miś, ks. Adolf Pleszczyński kanonik gremialny Dyecezyj Lubelskiej proboszcz w Maciejowicach, Warszawa 1916, s. 3-5. (Jest to zaledwie ośmiostronicowa broszura wydana z okazji pięćdziesięciolecia kapłaństwa ks. Pleszczyńskiego. Autor na stronie tytułowej nie podpisuje się imieniem i nazwiskiem, ale jedynie słowem "Przyjaciel").

[4] J. Geresz, Z dziejów kościoła św. Mikołaja w Międzyrzecu Podlaskim, Międzyrzec 1997, s. 31-35.

[5] Pięćdziesięcioletni jubileusz kapłański ks. Kanonika Adolfa Pleszczyńskiego, "Świat", 9 września 1916 roku, nr 37.

[6] F. Stopniak, Materiały..., s. 154.

[7] Zgon zasłużonego kapłana, "Głos Lubelski", 27 lutego 1925 roku.

[8] Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na postać jeszcze jednego księdza z tego okresu, którego życiorys jest w do pewnego momentu wręcz bliźniaczo podobny do życiorysu księdza Pleszczyńskiego. Piszę tu o postaci podobnie zasłużonej nie tylko na polu duszpasterskim, ale również naukowym - księdzu Józefie Pruszkowskim. Starszy o cztery lata od Pleszczyńskiego, wydeptywał przed nim te same ścieżki. Szkoła średnia w Białej Podlaskiej, Seminarium w Janowie, Akademia Duchowna w Warszawie, później wykładowca w Seminarium duchownym w Janowie, w czasie kiedy Pleszczyński był wikariuszem przy tamtejszej katedrze. Za udział w powstaniu styczniowym przez pewien czas przebywał w więzieniu, a do roku 1905 pod ścisłą kontrolą carskiej policji. Podobnie jak Pleszczyński autor licznych prac naukowych, na czele z powiązaną z naszym tematem Martyrologium czyli Męczeństwo Unii św. na Podlasiu.

[9] Tematy jego artykułów z tego czasu to: Zabawy dzieci z terenów Międzyrzecczyzny, Koza - różnorakie znaczenie słowa, w ludowej gwarze, o tkactwie, Wochy i Koziory (o grupie wiosek z okolic Siedlec i Łukowa).

II Życie ks. Adolfa Pleszczyńskiego

Późniejszy ksiądz proboszcz Adolf Pleszczyński urodził się w roku 1841 w miejscowości Żelizna, leżącej dwadzieścia kilometrów od Międzyrzeca Podlaskiego. Jego rodzicami byli Tomasz i Franciszka Pleszczyńscy.

Uczęszczał do szkoły w Białej Podlaskiej. W roku 1859 wstąpił do seminarium duchownego w Janowie Podlaskim. Po trzech latach uzyskał stypendium i przeniósł się do Akademii Duchownej w Warszawie. Ukończył naukę w roku 1866, uzyskując licencjat z teologii, a 29 listopada tegoż roku w Janowie Podlaskim przyjął święcenia kapłańskie. Sakramentu udzielił mu biskup podlaski Beniamin Szymański, który później zachował księdza Pleszczyńskiego przy sobie jako wikariusza w katedrze janowskiej[1].

Kiedy diecezja podlaska została zlikwidowana, Pleszczyński przez kilka miesięcy był wikariuszem w Jabłonnie, by w roku 1868 objąć funkcję proboszcza w Kożuchówku. Miał wtedy zaledwie 27 lat[2].

Po ośmiu latach, 22 maja 1876 roku, dostaje nominację do parafii św. Mikołaja w Międzyrzecu Podlaskim. Miejsca szczególnie istotnego w kontekście książki, do której ten tekst jest przedmową. Nie tylko dlatego, że Międzyrzec jest centralnym punktem, wokół którego rozsiane są miejscowości będące tematem książki, ale również z tego powodu, że w nim owa książka była spisana.

W związku z intensywną akcją rusyfikacyjną prowadzoną w tym czasie przez carską Rosję praca duszpasterska na terenie międzyrzeckiej parafii nie należała do najłatwiejszych. Za pomoc udzielaną unitom ks. Pleszczyński był pod ciągłą obserwacją carskiej policji. Tym tematem zajmiemy się jednak szerzej w kolejnym rozdziale[3].

Pomimo trudności w zarządzaniu parafią, jakie wynikały z wrogiego stosunku władz carskich, udało się księdzu Pleszczyńskiemu przeprowadzić prace zmieniające oblicze świątyni. Jednym z jego pierwszych przedsięwzięć na tym polu było przykrycie starej posadzki nową, marmurową, w biało-czarnych barwach. W roku 1884 wstawiono organy, zastępując wcześniejsze, już zbytnio wysłużone. Odnowiono uszkodzony obraz Matki Boskiej Różańcowej, a także przyozdobiono świątynię nowymi malunkami św. Antoniego, św. Józefa z Dzieciątkiem na ręku i Adoracji Serca Najświętszego Sakramentu[4].

Ksiądz proboszcz Pleszczyński nałożył też na siebie trud podjęcia pracy naukowej. W czasie swojej bytności w Międzyrzecu studiował dzieje parafii, a także historię i obyczajowość tworzących ją parafian. W tym okresie napisał nie tylko Dzieje Bojarów, ale również wydany później Opis historyczno-statystyczny parafii międzyrzeckiej.

W wyniku niedostosowywania się do nakazów carskiej władzy, za pomoc unitom przez carską policję określany był mianem fanatyka. W roku 1890 ks. Pleszczyński zostaje usunięty z parafii św. Mikołaja. Z wilczym biletem i nakazem przeniesienia na wieś, i to w takie strony, w których nie ma unitów, opuszcza Międzyrzec. Biskup lubelski, posłuszny nakazom władzy świeckiej, osadza go w Żeliszewie, a stamtąd w roku 1896 przenosi do Maciejowic.

W swojej ostatniej parafii równie aktywnie jak wcześniej działa na rzecz lokalnej społeczności, angażując się w różnego rodzaju inicjatywy. Taką laurkę z jego działalności w Maciejowicach wystawia mu na pięćdziesięciolecie kapłaństwa autor artykułu w jednej z gazet: "był i jest dobrodziejem, opiekunem i nauczycielem społecznym swoich parafian. Uczy ich rządności, założył dla nich szkoły. Kasę oszczędności, ogrody, ozdobił ich kościół, wybudował dla nich szpital, sprowadziwszy do niego siostry miłosierdzia. Szlachetnego serca, podniosłej duszy, znawca ludzi, nie tylko szczerze nabożny, ale także rozumny i oświecony, umie przemawiać do swoich parafian słowem przekonywującym"[5].

Warto zwrócić uwagę, że wszystkie obowiązki w pracy duchownej, społecznej i naukowej autor Bojarów... wykonywał pomimo ciągłych problemów ze zdrowiem. Jeszcze przed objęciem pierwszego probostwa pisze do swojego ówczesnego zwierzchnika ks. Kazimierza Sosnowskiego z prośbą o czas i fundusze na kurację w związku z "chorobą piersiową", jak dawniej określano gruźlicę. Na zły stan zdrowia skarży się też po usunięciu z parafii w Międzyrzecu, a także rok później pisząc z Żeliszewa. Prosi wtedy swojego zwierzchnika o przeniesienie na parafię, na której będzie miał oparcie w wikariuszu, ponieważ, jak twierdził, samemu było mu coraz trudniej wykonywać swoje obowiązki. W roku 1922, u schyłku życia, kiedy jego stan jeszcze się pogorszył, pisze z prośbą o zezwolenie na odprawianie mszy w pozycji siedzącej[6].

Ksiądz Adolf Pleszczyński umiera w Maciejowicach 14 lutego 1925 roku, w wieku 83 lat. O tym, jak ważną był postacią dla wielu sobie współczesnych, niech zaświadczy to, w jaki sposób go żegnano.

"Dnia 14 lutego bieżącego roku w historycznych Maciejowicach nad Wisłą zmarł jeden z najczcigodniejszych i najzasłużeńszych kapłanów naszych, długoletni proboszcz tamtejszy, kanonik katedry Lubelskiej i prałat Jego Świętobliwości, Ksiądz Adolf Pleszczyński. [...] Zgasł w aureoli świętości, otoczony wielką czcią i szacunkiem wszystkich. [...]

Dnia 17 b.m. odbył się pogrzeb. W przeddzień już od południa poczęły napływać rzesze parafian, pragnących wziąć udział w przeniesieniu z plebani do miejscowego kościoła zwłok swego ukochanego pasterza. [...]

Obszerna świątynia maciejowicka okazała się teraz za szczupła, by móc pomieścić wszystkich uczestników tych żałobnych uroczystości, w których krom ludu wiernego, inteligencji miejscowej i okolicznych kapłanów wzięli udział reprezentanci kapituł katedralnych: warszawskiej, podlaskiej i lubelskiej. [...]

Spoczął snem wiecznym człowiek niepospolity, świętobliwy kapłan, niezmordowany pracownik, jeden z najlepiej zasłużonych w Ojczyźnie, pozostawiając po sobie głęboki żal i niezatartą pamięć"[7].

Proboszcz Pleszczyński pozostawił po sobie nie tylko dobre wspomnienia wśród współczesnych, ale również ogromny dorobek potomnym[8].

Jest autorem żywotów świętych: Błogosławionego Jana Vianneya, proboszcza Ars, św. Wincentego, św. Stanisława Kostki, św. Franciszka Salezego. Wydał również: Ideał kapłana, Przewodnik dla gotujących się do godnego przyjęcia Świętego Sakramentu Bierzmowania, Katechizm, Dziejowy żywot Jezusa Chrystusa Zbawiciela świata w pytaniach i odpowiedziach wyłożony, Wykład litanii loretańskiej zastosowany do nabożeństwa majowego.

Oprócz wyżej wymienionych dzieł o wyraźnie religijnym charakterze jest też autorem wspomnianych już książek historyczno-etnograficznych o dziejach Miedzyrzeca. Tą tematyką zajmował się też zresztą w krótszych artykułach, w latach 1887-1893 kilkakrotnie publikując na łamach czasopisma "Wisła"[9].

Na temat szkoły, w której przygotowywał się do stanu duchownego, napisał Dzieje Akademii Duchownej Rzymsko-Katolickiej Warszawskiej. Ze źródeł urzędowych i ze wspomnień jej wychowanków zebrane. Parał się również tłumaczeniem. Przełożył z francuskiego i wydał Duch świętego Franciszka Salezego, Krótkie rozmyślania różańcowe i O mszy świętej.

Warto też zwrócić uwagę na typowo publicystyczną działalność księdza Pleszczyńskiego. Jest on autorem wielu artykułów, które miały charakter nie tylko duszpasterski, ale również podejmowały bieżące regionalne tematy, którymi - jak wynikałoby z samego jego życiorysu - był żywo zainteresowany. Całe życie, poza krótkim okresem warszawskiego seminarium, spędził na terenie Południowego Podlasia i ziemi łukowskiej. Doskonale znał sprawy tego regionu i całym swoim dorobkiem zaświadczył, jak bardzo to miejsce jest mu drogie.

ks. Adolf Pleszczyński

[1] Według danych samego Pleszczyńskiego z roku 1886, na 11 664 mieszkańców miasta, aż 9 285 była pochodzenia żydowskiego (A. Pleszczyński, Opis..., s. 23).

[2] Mam tu też na myśli Opis historyczno-statystyczny, który miał z Bojarami... tworzyć całość.

[3] Taką listę celów zakładał memoriał ks. Siemaszki. Patrząc na politykę carską wobec unitów z perspektywy czasu, wydaje się on celnie opisywać tamte działania. Cele z memoriału za: Cz. Miazga, Chłopi na Południowym Podlasiu, Międzyrzec Podlaski 2007, s. 47.

[4] A. Wrzyszcz, Zmiany granic administracyjnych na terenie Międzyrzecczyzny w latach 1912-1915, "Rocznik Miedzyrzecki", t. 20-22, 1988-1990, s. 221.

[5] J. Cabaj, Unici Podlascy wobec ukazu tolerancyjnego z 30 kwietnia 1905 roku, "Rocznik Bialskopodlaski", t. IV, 1996, s. 157.

[6] Dyzunici to prawosławni, którzy sprzeciwiali się postanowieniom unii brzeskiej.

[7] M. Kowalski, Unici Międzyrzeccy w walce o polskość, "Rocznik Międzyrzecki" t. 10, r. 1978, s. 34.

[8] Dobrym przykładem tego, że rzeczywiście tak było, są wydarzenia z 15 września 1861 roku z Międzyrzeca, wpisujące się w większą falę manifestacji patriotycznych o wyraźnie religijnym charakterze. Procesje z dwóch parafii unickich w Międzyrzecu przybyły do kościoła parafialnego w tym mieście. Po uformowaniu wspólnego pochodu ruszyły do Białej Podlaskiej. J. Lewandowski, Problemy Unii i neuunici na Podlasiu w XIX i XX w., "Rocznik Bialskopodlaski" t. 7, 1999, s. 225.

[9] Więcej na temat zamknięcia klasztoru: M. Danielak-Chomak, Klasztor Reformatów w Białej - kasata 1984 r., "Rocznik Bialskopodlaski", t. 11, r. 2003, s. 279-294.

[10] W podobnym czasie dochodziło też w gminach wiejskich do ważnych zmian ustrojowych. Uwłaszczono chłopów. Gmina zaczęła mieć charakter samorządowy. Chłop przestał być zależy od właścicieli ziemskich - dziedziców. Obszar ingerencji i zmian, jakie wprowadzała w owym czasie carska władza, był stosunkowo szeroki.

[11] J. Lewandowski, Problemy..., s. 227-229.

[12] Co ciekawe obie te parafie były erygowane już w XVI wieku, jeszcze przed unią brzeską, tak więc przynajmniej na początku były one cerkwiami prawosławnymi. D. Wereda, Z dziejów unickich parafii w Międzyrzecu Podlaskim, "Rocznik Międzyrzecki", t. 33, r. 2002, s. 127.

[13] Na rok 1796 łączna liczba wiernych w parafii Staromiejskiej to 2093 osoby, Nowomiejskiej - 1491 osób, podczas gdy w tym samym okresie np. liczba wiernych w niedalekiej parafii unickiej dekanatu mielnickiego wynosiła 847 osób (tamże, s. 129).

[14] M. Kowalski, Unici..., s. 36-37.

[15] Ksiądz Horoszkiewicz był proboszczem parafii Miedzyrzec Stary, Cerkwi św. Mikołaja; po odzyskaniu niepodległości w roku 1921 świątynię tę przejął kościół łaciński. Od tej pory nosi ona wezwanie św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny (Cz. Miazga, Chłopi..., s. 63).

[16] J. Geresz, Międzyrzec Podlaski dzieje miasta i okolic, Międzyrzec Podlaski 2001, s. 222-223.

[17] Tenże, Unitów podlaskich droga do świętości, Siedlce 1991, s. 8-9.

[18] Prawdopodobnie opóźniła ona represje wobec unitów z roku 1874. Międzyrzec przez pewien czas był odcięty od okolicznych wsi. Z tego czasu pozostały cmentarze choleryczne w pobliskich miejscowościach (A. Pleszczyński, Opis..., s. 22).

[19] Za: A. Pleszczyński, tamże.

[1] J. Lewandowski, Problemy Unii..., s. 230-231.

[2] W wioskach bojarskich, które - jak dowiadujemy się z pierwszych stron Bojarów Międzyrzeckich - zamieszkane były przez ludność pochodzenia mazurskiego i skąd głównie pochodzili parafianie kościoła św. Mikołaja, również mieszkali unici. Według D. Weredy w rok 1796 w Strzakłach mieszkało 161, a w Rzeczycy 49 unitów (D. Wereda, Z dziejów..., s. 128-129).

[3] J. Geresz, Z dziejów..., s. 32.

[4] Książki zajmujące się tematem martyrologii unitów wypełnione są świadectwami, które dla człowieka żyjącego w spokojnych czasach są trudne do wyobrażenia. Znajdują się tam opisy postaw ludzi, którzy dla swojej wiary są gotowi na poświęcenie całego dobytku, zdrowia, bezpieczeństwa swoich najbliższych i własnego życia. Ten tekst nie jest miejscem, żeby poświęcać temu tematowi przesadną liczbę akapitów. Sądzę jednak, że warto wspomnieć chociażby dwa wybrane opisy wydarzeń z tego okresu, nie tak głośne jak te z Pratulina czy Drelowa, ale podobnie mocne w swej wymowie. Warto pamiętać, iż bezkompromisowa postawa najsłynniejszych bohaterowie tamtych czasów, Męczenników Pratulińskich, nie jest wyjątkiem, ale reprezentacją licznych, podobnie bohaterskich, lecz zapomnianych form sprzeciwu wobec przymusu zmiany religii. Pierwszy opis dotyczy unity nazwiskiem Lisak, któremu prawosławny pop siłą, pod strażą, pomazał czoło olejem, chrzcząc go na prawosławie. "Pop oznajmił że jest prawosławnym. Lisak znikł. Po kilku godzinach stanął zakrwawiony, z twarzą skurczoną od bólu i z okropną raną na czole. "Teraz już nie jestem i nigdy nie mogę być prawosławny" - powiedział. Okazało się, że wyciął sobie brzytwą skórę z czoła pomazaną olejem przez popa i rzucił w ogień" (J. Geresz, Unitów..., s. 6-7). Drugi opis to wspomnienie unity z Mań: "Rodzice nasi w mroźne dni 1874 i 1875 roku z gołymi głowami i pod gradem nahajek kozackich śnieg wprost rękami z drogi odgarniali... mego ojca za wiarę bili kozacy w 1873 roku, a matka w roku 1896 z rozkazu popa zaczepioną sznurem za szyję wyciągnęli w śnieg na ulicę" (za: Cz. Miazga, Chłopi..., s. 58-59).

[5] F. Stopniak, Materiały..., s. 155. Autor zaczerpnął cytowany fragment z: P. Kubicki, Bojownicy kapłani..., Sandomierz 1933, cz. I, t. II, s. 1884-1885.

[6] J. Geresz, Z dziejów..., s. 33.

[7] Cz. Miazga, Chłopi..., s. 68.

[8] F. Stopniak, Materiały..., s. 155-156.

IV Pleszczyński a unici

Podobne działania jak wobec duchownych unickich zostały też wymierzone w księży katolickich. Ks. Pleszczyńskiego w pewien sposób dotknęły one już na początku kariery duchownej.

W roku 1867 zlikwidowana bowiem została diecezja podlaska z siedzibą w Janowie. Tym samym ks. Pleszczyński przestał być wikariuszem w tamtejszej katedrze. Biskupa Benjamina Szymańskiego, ordynariusza diecezji, z rąk którego ks. Pleszczyński otrzymywał sakrament kapłaństwa, wywieziono do Łomży.

Księża katoliccy zostali poddani ściślejszej kontroli, często zmieniano im probostwa lub nie wydawano zgody na naznaczenie w miejscach wybranych przez władze duchowne. Stwarzano też różnego rodzaju biurokratyczne utrudnienia, na przykład wstrzymując remonty kościołów. Zakazano im również udzielania jakichkolwiek posług religijnych unitom[1].

Kiedy ks. Pleszczyński przyjeżdżał do Międzyrzeca, z pewnością musiał być świadom tego, jak trudne podejmował wyzwanie[2]. Jeszcze w tym samym roku do poprzednich zakazów doszły kolejne. Zabroniono księżom nauczać katechizmu w szkołach, zakazano śpiewać Królowo Korony Polskiej, nie dopuszczano do wstępu unitów na cmentarze, zakazano też odbierania przysięgi sądowej w języku polskim[3]. Warto w tym miejscu zauważyć, że charakter wymienionych restrykcji uderzał nie tylko w swobodę wyznawania religii, ale miał też na celu wyplenienie polskości.

Ludność unicka nie chciała respektować wymierzonych w nią zakazów, a wsparcia w swoim sprzeciwie szukała u księży katolickich. To do nich wierni uniccy udawali się po sakramenty, uznając te udzielane przez duchownych prawosławnych nie tylko za nieważne, lecz wręcz za profanację[4].

Ksiądz Pleszczyński był w tym okresie kilkukrotnie karany przez carskie władze za wspieranie unitów. W roku 1881 był oskarżony o spowiadanie, w 1882 ukarany karą pieniężną za spowiedź i udzielenie komunii świętej, a w 1886 ponownie ukarany za udzielenie swojemu wikariuszowi zgody na podobne "przewinienie". Przez swoje działania zapracował sobie na taką oto cenzurkę od carskiej policji: "jako kapłan jest fanatykiem i takie samo uczucie stara się wszczepić u swych parafian. Ludność oddaje się tego rodzaju wskazówkom całą duszą, szczególnie w sprawie wzmocnienia katolicyzmu wśród byłych unitów"[5].

Wymieniłem tu tylko przypadki udokumentowane w aktach sądowych. Można jednak domniemywać, że było też wiele takich działań, na których ks. Pleszczyński nie został przyłapany. Pośrednio dowodzi tego świadectwo jednej z unitek, która w taki oto sposób opisuje autora Bojarów...: "Mieliśmy w parafii polskiej dobrego księdza proboszcza, ks. Adolfa Pleszczyńskiego, bardzo wielki kaznodziej był - i już im się naprzykszyło pilnować, kiedy kilka lat tak trwało, puścili nas do kościoła i my słuchali kazań i nauk".

Chwilowa odwilż, o której wspomina anonimowa autorka powyższych słów, nie trwała długo. Później jedno z podstawowych pytań, jakie mieli zadawać carscy policjanci unitom, dotyczyło tego, czy ich działania nie wynikają z nauk ks. Pleszczyńskiego. Funkcjonariusze starali się w ten sposób wykazać kontakt między unitami a ks. Pleszczyńskim i stosownie za to karać[6].

Ksiądz proboszcz Pleszczyński był również zaangażowany w misje prowadzone wśród unitów przez innych kapłanów. Wiemy, że gdzieś na przełomie lat 1885-1886 udzielał wsparcia ks. Marcelemu Sikorskiemu, który w tym czasie spotykał się z unitami na terenie Międzyrzecczyzny[7].

Międzyrzec Podlaski. Na pierwszym planie domy na palach, budowane na podmokłych terenach rozlewiska rzeki Krzny. W tle kościół pod wezwaniem św. Mikołaja.

Proces skutkujący usunięciem księdza Pleszczyńskiego z parafii także miał związek z jego wsparciem dla unitów, chociaż w tym przypadku nie chodziło już bezpośrednio o kwestię wiary. Proboszcz podczas procesów sądowych miał obowiązek odbierania od świadków przysięgi w języku rosyjskim. W czasie wydarzeń skutkujących jego usunięciem z parafii św. Mikołaja miał uchybić tym zarządzeniom. W korespondencji ze swoim zwierzchnikiem biskupem Jaczewskim, opisując całą sytuację, jako powód swojego zachowania podaje dążenie do tego, by przysięga była uznana za ważną przez osoby ślubujące. Nie wszyscy, którzy mieli tamtego dnia zeznawać, znali język rosyjski, a przysięga wypowiedziana w języku im obcym zostałaby przez nich uznana za niewiążącą. W związku z tym ks. Pleszczyński, jak relacjonuje, zwrócił się do komisji z pytaniem, czy może odebrać ją po polsku. Komisja wyraziła zgodę skinieniem głowy. Po pewnym czasie od procesu za to działanie złożono na księdza proboszcza skargę, w konsekwencji której został usunięty z parafii.

Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na to, że w tamtym momencie proboszcz parafii św. Mikołaja był już postrzegany przez carską administrację jako wrogi ich rusyfikacyjnej polityce. Z powodu takiej oceny jego osoby wraz z usunięciem z międzyrzeckiej parafii władze rosyjskie nie zgadzały się na przydzielenie go do jakiejkolwiek parafii, na której terenie zamieszkiwałaby również ludność unicka[8].

[1] Prawosławie w samej swojej hierarchicznej strukturze i relacjach państwo-kościół znacznie różni się od katolicyzmu. W państwach, w których panował katolicyzm, przez lata trwał nieustanny spór pomiędzy władzą święcką a duchową, czego obrazem mogą być spór o inwestyturę pomiędzy Grzegorzem VII a Henrykiem IV czy, z polskiej ziemi, śmierć św. Stanisława, będąca efektem jego sporu z królem Bolesławem Śmiałym. Pomimo tych tarć, albo właśnie w ich wyniku, władza świecka z duchowną cały czas się równoważyły. Zgoła inne stosunki panowały w religii prawosławnej. Od momentu, w którym Moskwa ogłosiła się trzecim Rzymem i po upadku Konstantynopola przejęła przewodnictwo w świecie Kościołów wschodnich, car rosyjski stał się postacią nadrzędną w relacjach kościół-państwo. Patriarchat prawosławny pełni jedynie rolę posłusznego sługi wypełniającego polecenia caratu. Warto zwrócić uwagę na ten fakt, ponieważ przechodzenie unitów na prawosławie, oprócz zmian w celebracji nabożeństw, rusyfikacji itd., łączyło się też z wpisywaniem tej ludności w krąg kulturowy mający już zupełnie inne podstawy. Od jednostki wymagało się całkowitego podporządkowania władzy, nie było tam miejsca na "europejską" debatę.

[2] Cz. Miazga, Chłopi..., s. 47.

[3] M. Kowalski, Unici..., s. 35.

[4] A. Pleszczyński, Opis..., s. 9.

[5] Według Cabaja, który opiera się na danych zebranych na początku XX wieku, przepisywanie się do kościołów rzymskokatolickich w guberni siedleckiej w latach 1904-1906 było tak powszechne, że niektóre parafie pięciokrotnie powiększyły liczbę swoich wiernych. Biała Podlaska 3 202 (1904 rok) - 16 025 (1906); Komorówka 3 914 (1904) - 7 134 (1906); Wisznice 2 520 (1904) - 12 338 (1906) (J. Cabaj, Unici Podlascy..., s. 164). Chociaż jednak już taki obraz zachodzących wydarzeń robi duże wrażenie swoją skalą, to i tak okazuje się on jeszcze niepełny. Według danych podawanych w zestawieniu przez A. Szabaciuka liczba konwertytów na katolicyzm była jeszcze większa. I tak np. w parafii Komorówka miało to być w latach 1905-1906 w sumie aż 8 233 osoby, czyli o ponad 5 tysięcy więcej niż podaje Cabaj. Dodatkowo jeszcze dzięki szerzej ujętemu zakresowi badań, aż do roku 1918, możemy zauważyć, że były też konwersje w kolejnych latach. Echa trendu, który rozpoczął rok 1905 (A. Szabaciuk, Konwersje byłych unitów na katolicyzm, [w:] red. A. Gątarczyk, A. Górak, Ziemia Radzyńska 1864-1918, Radzyń Podlaski 2016, s. 197-200).

[6] J. Geresz, Z dziejów..., s. 37.

[7] Policzenie osób, które po Ukazie Tolerancyjnym przeszły na katolicyzm nie jest prostą sprawą, bo brakuje danych archiwalnych, na podstawie których można by to dokładnie ustalić. Kolejnym problemem jest też to, że w księgach konwersji nie zapisywano osób, które przyjęły chrzest. Mógł to być chrzest przyjęty po raz pierwszy, po raz drugi już w nowej wierze albo sam sakrament nie był już ponawiany, a jedynie konwertyta został zapisany do księgi chrztów (A. Szabaciuk, "Rosyjski Ulster". Kwestia chełmska w polityce imperialnej Rosji w latach 1863-1915, Lublin 2013, s. 179).

V Kościół unicki, a narodowość polska

Kwestia narodowości mas ludowych aż do XIX wieku była tematem rozumianym w inny sposób, niż jest do tego przyzwyczajony człowiek współczesny. Chłopi nie byli obywatelami państwa, ale poddanymi któregoś z władców. Chłop z podlaskiej wsi w XVIII wieku zapytany o narodowość, zapewne odpowiedziałby: "Ja tutejszy".

Przełomowe zmiany w samoświadomości mas ludowych na ziemiach polskich zapoczątkowało powstanie kościuszkowskie. Wojskowe władze insurekcyjne doszły do przekonania, że bez pozyskania obojętnego wcześniej politycznie chłopa, nie będą w stanie sprostać przeważającej sile armii rosyjskiej. To wtedy tworzono słynne chłopskie oddziały kosynierów. Żeby pozyskać do nich rekruta, stanowiono prawa, na czele z uniwersałem połanieckim, dające chłopom trochę więcej swobody. Chociaż ostatecznie podjęte działania nie przyniosły w pełni oczekiwanych skutków, to jednak wyznaczały pewien trend, którego nie dało się już zatrzymać.

Do podobnych zmian dochodziło w tym czasie w całej Europie. W XIX wieku zaczęły się kształtować narody, które już w swojej dojrzalszej formie mieliśmy oglądać w wieku XX. Nawet państwo tak zapóźnione pod względem stosunków polityczno-społecznych w porównaniu do europejskich sąsiadów jak Rosja, z władcą skupiającym w swoich rękach władzę absolutną, musiało się liczyć z kierunkiem zachodzących przemian. W związku z tym carat podjął się próby "przebudzenia" mieszkańców wsi, a w pierwszym rzędzie unitów, już nie dla Polski, lecz na rzecz Rosji.

Tak postawiony cel chciano osiągnąć zarówno przez ukazy uwłaszczeniowe, dające chłopstwu ziemię, jak i przez brutalne represje mające siłą przymusić ludność do wyznawania prawosławia. W samych założeniach mogłoby się wydawać, że plan ten miał solidne logiczne podstawy. Unici przecież, oprócz tego, że wciąż w dużej mierze zachowywali liturgię prawosławną, mieli w dodatku rusińskie pochodzenie. Stanowiło to przesłanki dla przekonania, że carskiej administracji konsekwentną polityką uda się przekształcić unitów w "prawdziwych" Rosjan.

Wspominam o tym, ponieważ warto zwrócić uwagę, że opór unitów wobec rozporządzeń carskiej administracji był nie tylko walką o wolność religijną, ale również stanowił przejaw stawania w kontrze do procesów rusyfikacyjnych. W czasach, o których mówimy, panowało powszechne przekonanie, że katolik to Polak, a prawosławny to Rosjanin. W tym kontekście w trwaniu unitów przy swojej wierze należałoby widzieć także znak rodzącej się polskiej tożsamości narodowej.

W tym miejscu należy wspomnieć, że prawosławie również z powodów kulturowych było postrzegane jako mniej atrakcyjne, traktujące wiernych dużo bardziej przedmiotowo niż katolicyzm tamtych czasów[1]. W przekazie carskiej administracji car był przedłużeniem boskiej władzy nad światem. Nie można było podważać żadnego z jego rozkazów. Bardzo obrazowo opisuje tę rzeczywistość fragment z prawosławnego katechizmu, który pozwolę sobie tutaj przytoczyć za Czesławem Miazgą: "Winni jesteśmy czcić i kochać Cesarza, okazywać mu wszelkie posłuszeństwo, wszelką życzliwość i modlić się Zań do Boga. Ojczyznę naszą Rosję należy kochać i dobrze jej życzyć i dla niej usługi swe poświęcić według tego, jak przypisuje prawo i wola cesarza. Wyraźnie obowiązki te podaje religia nasza w Ewangeliach i innych księgach Pisma Świętego. Wszelka władza, a najpierw monarsza, jest od Boga ustanowiona, byłoby tędy ciężkim grzechem uchybić tej czci i wierności, bo wyraźnie Pismo Święte mówi, że kto sprzeciwia się zwierzchności, sprzeciwia się boskiemu postanowieniu, ściąga na siebie wieczne potępienie"[2]. Takie stawianie sprawy dla chłopów przyzwyczajonych z czasów dawnej Rzeczpospolitej do innego postrzegania świata nie mogło być zbyt atrakcyjne. Tym łatwiej można było się poczuć Polakiem, gdy polskość wiązała się z większą osobistą wolnością myśli i wiary. Może się więc wydawać, że opór unitów wobec znoszenia unii[3] był także sprzeciwem wobec wpisywania ich w inny, bardziej azjatycki krąg kulturowy.

Zdaję sobie sprawę z tego, że ta dosyć duża ilość miejsca poświęcona unitom może rodzić w czytelniku pytanie: "Ale jak to wszystko się ma do treści książki pod tytułem Bojarzy Międzyrzeccy?". W tym miejscu dochodzimy już jednak do podsumowania.

Biorąc pod uwagę wszystkie powyżej opisane kwestie, warto, jak sądzę, jeszcze raz spojrzeć na tę książkę, zadając sobie pytania, jakie mogły być główne powody jej powstania oraz o czym nie mógł napisać autor, mimo że było to istotnym wątkiem w temacie, który poruszał.

Wydaje się, że patrząc przez pryzmat opisanych czasów, samo podjęcie tematu historii regionu i tworzących jego charakter ludzi było wyrazem kontestacji władzy zaborcy. Można to traktować jako kolejną formę oporu obraną przez księdza Pleszczyńskiego wobec rusyfikacji. Tym bardziej że Bojarzy Międzyrzeccy według pierwotnych założeń autora mieli ukazać się w jednym wspólnym zbiorze z tekstem Opisu historyczno-statystycznego. Na to jednak nie zgodziła się carska cenzura. Jak pisze ks. Pleszczyński w swoim wstępie do Opisu... wydanego w końcu w roku 1911, "Rękopis złożony cenzurze, został wstrzymany jedynie dla tego, że zajmował się z bliska jednym z tych kawałków ziemi naszej, która obecnie zakwalifikowana została do wcielenia przed innemi w projektowaną gubernię Chełmską. Zaledwie udało się wówczas z pracy tej ocalić część etnograficzną, i to w połowie tylko odnoszącą się do Mazurów, gdy druga połowa, dotycząca miejscowych Rusinów, dopiero w tej książce znalazła pomieszczenie"[4].

Pierwotne założenia były więc takie, żeby opisać w jednej pracy nie tylko historię i obyczajowość Mazurów, lecz także od wieków sąsiadujących z nimi Rusinów oraz dzieje miasta Międzyrzec Podlaski, wokół którego orbitowały te mniejsze miejscowości.

Z perspektywy opisanego wcześniej tła historycznego łatwo zrozumieć, jak bardzo praca ks. Pleszczyńskiego była niewygodna dla carskiej administracji. Pierwsza i druga część książki, opisując historię Międzyrzecczyzny od czasu swojego ukształtowania do czasów współczesnych autorowi, przez sam dobór tematu musi mówić też o miejscu tych ziem w dziejach Rzeczpospolitej. Zaś dalsza treść - zebrane w książce klechdy, przyśpiewki, dotknięcie zagadnień dotyczących tutejszej gwary - musiała mieć wpływ na budowanie regionalnej tożsamości. Nawet pomimo tego, że większa część ludzi, o których pisał ks. Pleszczyński, była niepiśmienna, to przecież ci mniej liczni posiadający umiejętność czytania mogli się dzielić z innymi ze skarbca zdobytych w książce informacji. Sam autorytet, jakim cieszył się ks. Pleszczyński wśród swoich parafian, z powodu zarówno sprawowanego urzędu, jak i zalet swojej osoby, zapewniał spisanym przez niego słowom jeszcze większą siłę przekazu. Warto więc zadać pytanie, czy jednym z czynników kierujących ks. Pleszczyńskim przy powstawaniu pracy nie było podjęcie, poprzez opowiedzenie historii dziejów miasta i okolic, poprzez opisanie cech charakteryzujących tutejszą ludność, jeszcze jednej formy oporu wobec rusyfikacji. Tej kwestii oczywiście nie rozstrzygniemy. Możemy jedynie domyślać się odpowiedzi.

Kończąc już temat kwestii unickiej, korzystnie będzie wspomnieć, jakie skutki przyniosły carskie represje. O tym, jak bardzo okazały się one odwrotne od zamierzonych celów, przyszło się przekonać w roku 1905, kiedy wszedł w życie tzw. Ukaz Tolerancyjny. Na jego mocy odstąpienie od prawosławia miało nie nieść już za sobą żadnych prześladowań.

Reakcja była natychmiastowa. Na całym Podlasiu unici zaczęli się masowo przepisywać do kościołów katolickich[5]. Do samego kościoła św. Mikołaj przystąpiło ponad cztery tysiące osób[6], a do tego doszły jeszcze osoby, które masowo przyjmowały chrzest w kilku kolejnych latach[7]. Nie da się chyba w bardziej dobitny sposób ukazać, jaki był stosunek mieszkańców Miedzyrzecczyzny do prawosławia i rusyfikacji.

Ważną cegiełkę do tego, że odbyło się to wszystko w ten, a nie inny sposób, zarówno przez swoją działalność duszpasterską, jak i oświatową, dołożył ksiądz proboszcz Adolf Pleszczyński.

VI O naukowych walorach "Bojarów Międzyrzeckich"

W wyniku już wcześniej wspomnianego zwiększającego się znaczenia mieszkańców wsi w życiu społecznym narodu zrodziło się większe zainteresowanie życiem ludu także wśród badaczy. Zaczęto żywiej interesować się ludowymi pieśniami, rokiem obrzędowym, gwarą, duchowością, strojem czy rękodziełem. Z czasem wszystkie wymienione kwestie stały się też przedmiotem licznych prac naukowych.

Niektórzy z tych badaczy, starając się ustalić, jak wyglądała słowiańska mitologia, kiedy nie odnajdywali odpowiedzi w źródłach pisanych, próbowali je odnaleźć w ludowych przekazach. Celem innych było zobrazowanie, jak wygląda kultura ludowa poszczególnych regionów. Oprócz najsłynniejszego z nich Oskara Kolberga (1814-1890), którego monumentalne dzieło Lud, jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i taniec jest prawdziwą encyklopedią wiedzy o polskiej kulturze ludowej XIX wieku, było też wielu innych z mniej obecnie znanymi nazwiskami. Kazimierz Władysław Wójcicki (1807-1879) i Lucjan Siemieński (1807-1877) ze swoimi zbiorami ludowych podań. Etnografowie Łukasz Gołębiowski (1773-1849) Zygmunt Gloger (1845-1910), Stanisław Chełchowski (1866-1907) i jeszcze wielu innych.

1. Artykuł na pięćdziesięciolecie kapłaństwa. Świat, 9września 1916, nr. 37. 2. Artykuł po śmierci ks. Pleszczyńskiego, Głos Lubelski, 27 luty 1925, nr. 58. 3. Nekrolog. Wiadomości Diecezjalne Lubelskie, 1925, nr. 3.

Z czasem poczęły powstawać specjalistyczne pisma naukowe zajmujące się tym tematem. Jednym z pierwszych było powołane do życia w roku 1887 czasopismo "Wisła". Przez ponad dekadę pod redakcją Jana Karłowicza (1836-1903), wybitnego etnografa, zgromadziło wokół siebie grono badaczy zajmujących się tematyką szeroko rozumianej kultury ludowej. Do tego grona można też zaliczyć ks. Adolfa Pleszczyńskiego.

Swoje pierwsze artykuły proboszcz międzyrzeckiej parafii publikował na łamach "Wisły" już w latach 1887 i 1889. Z czasem tam też wydano Bojarów Międzyrzeckich. Tym samym ks. Pleszczyński dołączył do dosyć elitarnego grona badaczy, a jego dzieła można wymieniać w jednym szeregu z innymi, które dały podstawy nowożytnej etnografii. Zajmując się obyczajowością, gwarą i kulturą chłopstwa, międzyrzecki proboszcz dokonywał czegoś jak na swoje czasy odkrywczego.

O wartości dzieła ks. Pleszczyńskiego świadczy jednak przede wszystkim to, jak bardzo jego treść jest odporna na upływ czasu. Od wydania książki minęło już sto trzydzieści lat, a dla osób zajmujących się dziejami regionu pozostaje ona w dalszym ciągu fundamentalnym opracowaniem.

Często mówi się o ludziach i rzeczach, że ich wartość potrafimy dostrzec naprawdę dopiero wtedy, kiedy ich zabraknie. Wyobraźmy więc sobie, o ileż uboższa byłaby nasza wiedza o dziewiętnastowiecznych mieszkańcach wsi bojarskich, gdyby ta książka nigdy nie powstała. Sam ks. Pleszczyński zaznacza, że pewne sprawy, które opisuje, przyglądając się im na bieżąco, mają już charakter schyłkowy. Na jego oczach zaczynają zanikać stroje ludowe: "ubiór dawniejszych bojarów, obecnie coraz bardziej zanikający", "Co do kobiet, to te z nich, które jeszcze trzymają się starego obyczaju...". On widział i opisywał jeszcze świat, w którym na pierwszy rzut oka można było poznać, kto jest katolikiem, kto unitą, a kto Żydem. Słyszał gwarę, której my możemy jedynie dosłyszeć dalekie echa w mowie naszych dziadków. Na co dzień spotykał się z zabobonami naszych pradziadów, które obecnie mogą się nam wydawać tak obce, jakby przybyły do nas z odległego kontynentu. Gdyby nie jego przekaz poświadczający o tych wszystkich sprawach, moglibyśmy już na zawsze utracić wiedzę o losach naszych przodków. Jest to skarb trudny do przecenienia dla dziedzictwa regionu.

Kamil Jędruchniewicz

Bibliografia

- Cabaj Jarosław, Unici Podlascy wobec ukazu tolerancyjnego z 30 kwietnia 1905 roku, "Rocznik Bialskopodlaski" t. 4, 1996, s. 155-168.

- Geresz Józef, Międzyrzec Podlaski dzieje miasta i okolic, Międzyrzec Podlaski 1995.

- Idem, Z dziejów kościoła św. Mikołaja w Międzyrzecu Podlaskim, Międzyrzec 1997.

- Idem, Unitów podlaskich droga do świętości, Siedlce 1991.

- Lewandowski Jan, Problemy Unii i neounici na Podlasiu w XIX i XX w., "Rocznik Bialskopodlaski" t. 7, 1999, s. 215-244.

- Miazga Czesław, Chłopi na Południowym Podlasiu, Międzyrzec Podlaski 2008.

- Michaluk Dorota, Dobra Międzyrzeckie do Końca XVIII w. Stan badań, "Białostocczyzna" t. 1, 1997, s.110-116.

- Miś Wincenty, Ks. Adolf Pleszczyński kanonik gremialny Dyecezyj Lubelskiej proboszcz w Maciejowicach, Warszawa 1916.

- Stopniak Franciszek, Materiały do biografii Adolfa Pleszczyńskiego - historyka Międzyrzecczyzny, "Rocznik Międzyrzecki" t. 2, 1970, s. 152-160.

- Idem, Stosunki Kościelno-Wyznaniowe w Parafii Międzyrzec i Sąsiednich w latach 1885-1914, "Rocznik Międzyrzecki" t. 1, 1969, s. 83-101.

- Pleszczyński Adolf, Opis historyczno-statystyczny parafii międzyrzeckiej, Międzyrzec Podlaski 2000.

- Wrzyszcz Andrzej, Zmiany Granic Administracyjnych na terenie Międzyrzecczyzny w latach 1912-1915, "Rocznik Międzyrzecki" t. 20-22, 1988-1990, s. 220-233.

[1] Bojar w ziemiach ruskich znaczył kiedyś toż samo prawie, co w Polsce szlachcic. Bojarstwo obejmowało całe stopniowanie hie­rarchiczne, począwszy od zasiadającego w radzie książęcej, aż do pracującego osobiście na kawałku nadanej sobie ziemi. Tej ostat­niej kategorji bojarzy putnemi t.j. drogowemi się zwali, od dróg, które obowiązani byli odbywać.

[2] O Jadźwingach tak mało wie historja, że i drobne o nich wspo­mnienia, zebrane w dawnych ich siedzibach, nie będą bez pożyt­ku. W pow. Sokołowskim, o 10 wiorst od Drohiczyna nad Bugiem, drugiej domniemanej stolicy Jadźwingów (pierwszą miał być Dro­hiczyn Chełmski, dziś Dorohusk), leży wieś Wyrozęby. Wieś ta dzieli się na dwie części. Jedna z nich, osiadła przez drobną szlachtę, nazywa się Wyrozęby-Podawce, czyli kolatorskie, druga Wyrozęby-Kunaty, włościańskie, zapewne tak nazwana od Kunata czy Komata, ostatniego księcia Jadźwingów. W tej wsi przechowuje się tradycja o bojach z Jadźwingami. Szerokie błonie pod tą wsią nazywa się Jadźwierz, lasek zaś niedaleko tego błonia zowią Woj­sko, a ogromny kamień w środku lasu: Misa królewska. O 3 wior­sty od Wyrozęb ku wsi Włodki, na ogromnych błotach wznoszą się okopy także jadźwingowskiemi zwane, mogące pomieścić do 2,000 ludzi, a usypane w kwadrat z kamieni polnych i piasku. W oko­pach tych znaleziono kilka monet z czasów Ryksy, Bolesława Krzywoustego i Władysława II. Dalej ku Sokołowowi, znajdują się wsie: Czekanów i Niewiadoma, w których istnieją żaliska, z gro­bami z kamienia polnego, a w nich szkielety według podania należące do Jadźwingów. Pod m. Łukowem, na gruntach wsi Poważe, znajduje się kurhan, a koło niego wiele kości ludzkich. Według podania miejscowego ma to być miejsce ostatniej rozprawy z Jadźwingami.

[3] Ten Pościsz gdzieindziej nazwany jest także Leszczyńskim.

[4] Kusza rodzaj łuku, z przyrządem do naciągania cięciwy.

[5] O ile mogliśmy w zniszczonym oryginale odczytać ustęp ten tak brzmi: "Cum. autem yocaretur ad yestigia pro depositione apre- chendorum, yidelicet na ślad, ipse non debet transire, usque per scalam deponerctur." Niezrozumiały ten ustęp w innych podob­nych dokumentach nie znajduje się. Przez ślad zaś rozumiemy owo prawo staropolskie, jeszcze w XV wieku istniejące, mocą któ­rego każdy z mieszkańców ścigać winien zbrodniarza za śladem od opola do opola, dopokąd nie został schwytanym, a to pod groźbą wzięcia na siebie odpowiedzialności ukrywania zbrodni. Od tego uciążliwego obowiązku nasz przywilej uwalnia Pościsza.

[6] Do czasów Zygmunta III na dokumentach większej wagi, zwykło nie kładziono podpisów, tylko zawieszano pieczecie wystawiającego dokument i świadków.

[7] Na imię tego Mikołaja, nieco później dany jest przywilej na erekcje wsi bojar. Sadykrze, później nazwanej Łuniewem.

[8] Wzmianka tu Wójta i Konsula wskazuje, że już wtedy Międzyrzec miał prawo magdeburskie.

[9] Czynsze te i ciężary w r. 1794 były następujące: a) Z każdej ćwierci włóki gruntu czynszu po złp. 5 gr. 11b) Osepu po korcu 1 gar. 8 owsa. c) Bezpłatna podróż do Warszawy, do Buga i do Puław. d) Oranie 3 morgów na jarzynę, ugór i czarnuchę. e) Odbywanie 5 dni tłoki bezpłatnej, a 3 dni za opłatą gr. 15. Wieś Łuby zawarła w r. 1796 kontrakt, mocą którego zamiast wszelkich czynszów; osepów, tłok, morgów, dróg, zobowiązała się płacić dworowi solidarnie z posiadanych włók 17 i mórg. 6, ogólną roczną summę złp. 1,800 w dwóch ratach. Dwór złp. 100 ustę­pował na utrzymanie szynkarza, który miał brać wszelkie trunki we dworze. Dwór też zobowiązywał się utrzymywać magazyn zsypywanego zboża pod swoją kontrolą na rzecz wsi. Zamiast opłaty z barci, wieś miała utrzymywać swe wdowy i sieroty i z tego składać rachunki. W końcu gromada przyrzekła dostarczać ze swej wsi popioły do potażni międzyrzeckiej, za co dwór od każdego korca dawał "nagrodę zwykłą, t.j. soli białej garniec jeden. Kontrakt ten podpisał plenipotent ks. Ad. Czartoryskiego, Jan Jawornicki, wojski ziemi Sochaczew. Podobny kontrakt zawarto ze wsią Krzymoszyce, która w r. 1795 płaciła czynszu za grunta, z których w r. 1822 dwór utworzył folwark Krzymoszyce, złp. 3,104. Wieś Misie w r. 1803 zawarła kontrakt, na mocy którego płaciła czynszu złp. 3,000 rocznie. Wieś Rzeczyca na mocy kontraktu z r. 1804 do r. 1844 płaciła czynszu rocznie złp. 1,635 (z Archiwum Dominium Międzyrzec).

[10] Zapytywani bojarzy, dlaczego mają przydomek górali, odpowiadają, że nie wiedzą, ale sądzą, że dlatego, iż mieszkają na samym końcu paraiji, jakby za górami, lub może dlatego, że w stosunku do innych, położenie ich gruntów jest górne.

[11] Obecnie coraz więcej zaprowadza się kuchen angielskich, zwanych blachą.

[12] Komin z piecem mają różne swoje kryjówki, a mianowicie: jamka na popiół, podkominek, gdzie kury jaja noszą, zapiecek albo zapiekiełek, zamietka t. j. ławka z cegły przed piecem; świnka t. j. szyja murowana przypierająca do komina wywodniego; baba, wór napchany gałganami do zatykania komina.

[13] Żarna składają się: z 1) kadłuba, 2) kamieni, 3) paprzycy, 4) wrzeciona, 5) mlona utkwionego u dołu w kulce, a u góry w kłopocie Mlon okuty jest refkę i ma żelazny dziobek.

[14] Sochę składają: 1) Rogacz, zakończony od dołu dwoma samorod- nemi rogami, sosnowy lub brzozowy. 2) Łupa brzozowa, która się w rogach wdłubuje. 3) Dwie deszczki, jedna ociebna, druga ksobna, na których końcach nabijają się soszniki żelazne. 4) Mydlica t.j. drążek dwułokciowy do rogu ociebnego witką przymocowany. Orząc trzyma się jednią ręką za ten drążek, a drugą kulkę. 5) Kulka ta przypasowuje się do roga ksobnego żelazną rejką. Należą tu także: 6) Grądziel. 7) Podwój z powrózka. 8) Kruczek. 9) Skoblica. 10) Rewka. 11) Pezaki czyli gozdki do przybijania róż­nych części sochy. Jarzmo robi się z olchy lub osiny. Składa się z drążka stosownie obrobionego, w którym są 4 dziury na zanoże i kule; pośrodku ma wklęsłość, zwaną prawdą, aby dogodnie mógł się utrzymać powój t.j. dwa kółka wiciowe, służące do połączenia jarzma z sochą. Zanoże z kulką łączą się petelką ze sznureczka.

[15] Groch z kapustą razem mieszany, jak gdzieindziej na Mazurach, tu nieznany. Z miejscowych potraw wyróżniają się: Kisiel, rodzaj lemieszki kwaskowatej, na zimno jadanej, który przygotowuje się z mąki owsianej, zupełnie rozgotowanej i Sołoducha, rodzaj zupy przyrządzonej z 2 części żyta i jednej części mąki greczanej.

[16] Odnośnie do pokarmów i napojów mają następujące przysłowia: 1) Wspomniawszy na mak, zje się i tak. 2) Koper nic nie poper. 3) Dynia potrawa Świnia. 4) Od piwa głowa się kiwa. 5) Głodnemu psu dobra i mucha. 6) Jedz durniu bo to z makiem. 7) Miód każ­dego zawiódł. 8) Od wódki rozum krótki. 9) Od wody, człowiek młody. 10) Pietruszka potrawa ruska. 11) Sałata brzucha nie załata. 12) Buraki jedzą duraki. 13) Od kapusty człowiek tłusty. 14) Od rzepy będziesz ślepy. 15) Kasa nasa, a was barsc. 16) Gru­szka, to ominuszka, jagoda to woda, ryba ochyba, najlepsza Chle­ba skiba. 17) Gospodarz bez kapusty miewa brzuch pusty.

[17] Krośna składają się z prostokątnych ram, zrobionych zwykle z drzewa dębowego lub brzozowego i mają wysokość łokci 2?, sze­rokości tyleż. Części składowe krosien są: 1) Nawoje czyli dwa wałki, z których jeden u góry służy do na­wijania przędzy na postaw (osnowę), drugi na dole służy na nawi­janie już wyrobionego płótna. 2) Bijadło, Nabitki, Bidły lub Zbijacze, czyli rama, w której umie­szczona jest płocha t.j. długa na szerokość płótna, szeroka na 5 cali, grzebieniowata drabinka, składająca się z delikatnych szcze­belków, treścią zwanych, pomiędzy któremi przechodzą nici po­stawu. 3) Podnóżki, Podnóże lub Pedały, czyli dwie deski przy samej zie­mi, przymocowane do tak zwanych nicionek. 4) Niecielnica lub Nicionki, rodzaj drabinki ze szczeblami szpagatowemi, przez którą przeciągają się nici. Przyrządy: 1) Motowidło, przyrząd, na który zwija się przędza ze szpulek lub wrzecion. Tak zwinięte nici, podzielone na pasma, stanowią talkę, z talki zaś na kłębek zwija się w wituchach. 2) Potat lub zwijadło, przyrząd z kółkiem, obsadzonym na pręcie, za pomocą którego przędza z kłębków zwija się na cewki. 3) Cewka, dudka trzcinowa, lub bzowa; oś, na której ona się obraca, nazywa się prątek. 4) Czółnik lub czółenko, w które się wkłada cewka. 5) Rytka czyli wązka drabinka, przez którą przeprowadzają się nici, aby się nie poplątały. 6) Czyny, dwie deseczki, które są umieszczone na całe szerokości postawu, dzielące nici.

[1] Franciszek Piotrowicz ze wsi Pościsze.

[2] Drużynę tę składają, ze strony młodego drużbowie, a ze strony młodej druchny. Drużbowie dzielą się na starszych i młodszych. Pierwszy drużba nazywa się marszałkiem, obowiązkiem jego jest wszędzie towarzyszyć młodemu i przewodniczyć zabawie

[3] Tę zwrotkę powtarzają do członków całej rodziny.

[4] Zuzula - kukułka

[5] Porównaj Kolberg: Lud. Ser. XVI, str. 194, Nr 183, 217, 268.

[6] Porów. Kolberg, Ser. XVI, str. 71.

[7] Każde z młodych prosi osobno; młodzianowi towarzyszą drużby, a młodej - drużki.

[8] Targ wianka nie odbywa się, jeżeli dziewczyna straciła niewinność przed ślubem.

[9] Jeleniec - siedziba jeleni.

[10] Porów. Kolberg: Lud Ser. III Nr 32, Ser. XII Nr 727, Ser. XVI Nr 414, XXII Nr 100. Z. Wasil. Jagodne, str. 192, Nr 123.

[11] Porów. Kolberg: Lud. Ser. VI, Nr 207; Ser. XII. Nr 13.

[12] Targ ten odbywa się około 3 godzin.

[13] Porów Z. Wasilew. Jagodrte, str. 163.

[14] Skowronek.

[15] Porów. Lud, Serja XII, Nr 132-135, Ser. XVI, Nr 424.

[16] Dary te składają się z welonu, chustki, trzewików i pończoch.

[17] Porów. Kolberg. Ser. XVI, Nr 194.

[18] Znana pieśń do N. Marji Panny.

[19] Podczas tego obrzędu śpiewają, pieśń: O chmielu! chmielu! później tipiewaną także przy oczepinach.

[20] Śluby dawniej odbywały się w niedzielę po południu, obecnie z powodów religijno-moralnych, we wtorki przed południem. Że obyczaj jednak każę dopiero wieczorem przyjeżdżać z kościoła, pozostały wiec czas po wczesnym ślubie przepędzają na zabawie na probostwie, w tym celu przywożą z sobą rozmaite zakąski i muzykę. Muzyka ta składa się ze skrzypek, basetli i bębenka z brzękadłami. Wódka z wesel jest wyrugowana, piją więc miód, wino i piwo. W stroju weselnym naśladują teraz szlachtę, a zatym welon, wieńce, bukieciki u boku etc.

[21] Oczepiny na tym polegają, że młoda siada na dzieży lub na stołku, starsza swachna zdejmuje jej welon, który rzuca na druchnę, a młodej wkłada, czepek.

[22] Porównaj: Kolberg XVI, 244.

[23] Porównaj Z. Wasilew. Jagodne, str. 181.

[24] Porównaj Kolberga: Lud, Ser. II, str. 30, 69, 106. Ser. XII, str. 160. Ser. XIII, str. 113, 173, 240, 295 i t. d.

[25] Macko Borkowicz ze wsi Łuby.

[26] Pieśni te są drukowane w każdej prawie książce do nabożeństwa

[27] Każdy, kto przyjdzie do ciała i uklęknąwszy zmówi pacierz, powstawszy natychmiast otrzymuje szklankę piwa i kawałek chleba, lub placka z temi słowami: "Toć jedz i pij, bo nieboscyk na to pracował" i to właśnie przyjęcie przy ciele, nazywa się stypą.

[28] Pieśń ta i następne nie znajdują się w śpiewnikach; podane są w dalszym ciągu tej książki.

[29] Cmentarze te założono w każdej wsi w 1876 r., w czasie grasującej Cholery.

[30] Pierwsza z pieśni śpiewanych na Bożym obiadku jest pieśń o Są­dzie Bożym, podana niżej.

[31] Wierzą, że podczas nocy wigilijnej, choć niewiadomo w której chwili, bydełko z sobą rozmawia. Pewnego razu gospodarz ciekawy to usłyszał: "Wstawaj, bracie, - mówił wół do wołu - podjedzmy, bo jutro naszego gospodarza powieziemy do grobu." Odtąd boją się ludzie podsłuchiwać rozhoworów zwierząt.

[32] Szopkę i konika tylko chłopcy miejscy mają w użyciu.

[33] Porównaj Kolberg, Lud Ser. XXII, Nr 18. Mazowsze I, str. 144; Lud XVII, Nr 16, XX, Nr 43; Wójcicki, Zarysy domowe, tom II, str. 146.

[34] Po wsiach kraszą jaja i piszą je woskiem. Pisanki te są przezna­czone na podarunki, zwłaszcza dla chrzestniaków, od ich rodziców chrzestnych. Obyczaj ten zachowuje się w wioskach, w których przemaga pierwiastek kmiecy, jak np. wsie: Wygnanka, Rzeczyca, Strzakły; w wioskach zaś, gdzie szlachecki żywioł dominuje, jak Łuby, Łuniew, Krzymoszyce, wcale nie piszą pisanek.

[35] Zebrane we wsi Łuby.

[36] Dziwoląg (?). Linde.

[37] Paproć należy do ziół, pod które djabeł kryć się lubi.

[38] Zioła używane do poświęcania są; ruta, szałwia, melisa, mikołajek, len, konop, miętkiew, pismidło t.j. wrotycz (Tanacetum vulgare L.).

[39] Przed laty z każdą, taką ofiarką obchodzono ołtarz św. Mikołaja; obecnie zwyczaj ten zaniechany.

[40] Chytry znaczy tu tyle, co chciwy.

[41] Odnośne przysłowie mówi: "Kiedy bida, to do Żyda; po bidzie, po­całuj mnie, Żydzie."

[1] Spisał bojar ze wsi Pościsz, Franciszek Piotrowicz.

[2] Włóki dwa drążki, w kąt spojone, używane do wleczenia sochy w pole

[3] Porównaj: St. Chełchowskiego Powieści i Opow. z okolic Przasny­sza, str. 100.

[4] Porównaj: Wójcicki Zarysy domowe, Warsz. 1842, tom 2, str. 273.

[5] Bociana lud tutejszy często nazywa "Wojtkiem."

[6] Legendę tę podał mi starzec, mieszczanin międzyrzecki, Jan Osta- powicz. Mikołaj Nasuta był około r. 1430 pierwszym dziedzicem Międzyrzeca.

[7] Legenda ta pochodzi ze wsi Żabce. Włościanie ze wsi Dołha opo wiadają o zapadłej cerkwi, w lesie, po za ich wsią, gdzie i teraz, mówią, na Wielkanoc można słyszeć głos dzwonów. Wsie Żabce i Dołha należą do dóbr międzyrzeckich.

[8] Przysłowie to pozostało z czasów pańszczyzny i znaczy, że ten z ro­dziny, kto odrabia powinność dworską, ma też prawo korzystania z gruntu, na którym siedział ojciec.

[9] Upnie włosy i strój na głowie.

[10] Stosuje się to do starego zwyczaju, który pozwala jeść gruszki i jabłka dopiero po Spasie ( 6 sierp, v.s.).

[11] Gospodarz bierze się tu w znaczeniu porządnego człowieka.

[12] Z tym przysłowiem łączy się następująca legenda: Pyta Bóg: - Wicie, Czy już piętka w życie? - Nie słyszę, Panie, Niech słowik ustanie. I rzekł Bóg: - Słowiku, cyt, Bo nie słyszy Wit.

[13] Reni = rano, t.j. wcześnie sieje.

[14] Porów. Kolb. S. XXII, Nr 313.

[15] Kolb. S. XXII, Nr 314.

[16] Podobnym wezwaniem, niezgodnym zresztą z nauką Kościoła kato­lickiego, lud dość często kończy modlitwy, skądinąd bez zarzutu, chcąc w dobrej wierze tym sposobem zachęcić do ich odmawiania.

[17] Podał Fr. Piotrowicz ze wsi Pościsz. Djalog ten bywa śpiewany recitatiuo.

[18] W ten sposób przy każdej odpowiedzi powtarzają się wszystkie odpowiedzi poprzednie.

[19] Wielkie mnóstwo lud umie na pamięć pieśni pobożnych i takowe z upodobaniem w domu śpiewa. Tutaj podajemy tylko te, z któremi w druku nigdy nie spotkaliśmy się. Ze światowych wybieraliśmy również mniej znane.

[20] Podana przez Marcjannę Karwowską, ze wsi Strzakłów.

[21] Porównaj: Kolberg Lud, Serja XVII, str. 8, Nr 16.

[22] Każdy wiersz śpiewają dwa razy.

[23] Porów. Z. Wasilewskiego Jagodne, str. 85.

[24] Ze wsi Rogoźnicy.

[25] Spisane ze wsi Żeliszew, w pow. Siedleckim

[26] Brodą, się tu nazywa garść żyta niezżęta, w kwiaty ustrojona, około której pielą, orzą i bronują.

[27] Porównaj: Kolberg ser. XIII, Nr 14; XXII, Nr 293; Mazowsze II, 355; Kozłowski Lud w Czerskim, str. 259; Fedorowicz; Lud okolic Zacek I, str. 197.

[28] Porów, Z. Wasilew Jagodne, str. 165.

[29] Porów. Z. Wasilew. Jagodne, Nr 116.

[30] Porównaj: Kolberga Mazowsze, II, Nr 19, 20, 21; Lud, ser. III, Nr 54, XII, Nr 25 i 27, XVI, Nr 411.

[31] Wiersze te powstały lat temu parę na wieczorynkach we wsi Strza- kły, w ten sposób, że jedna z dziewczyn przy kądzieli zaśpiewała pierwszą strofkę, inne pomogły w sklejeniu drugich, aż całość powstała

[32] Wszystkie te śpiewki zebrał Maćko Borkowicz ze wsi Kożuszków.

[33] Spisał Piotr Męczyński ze wsi Misiów.

[34] Porównaj Kolb. XII, 609.

[35] Warjant: Suko, suko, naści chleba, Oddaj wnuka, bo mi trzeba.

[36] Porów. Kolberg XII, 608.

[37] Porównaj Kolberg XII, Nr 609.

[38] Za rok.