Bohater, spisek, śmierć. Wykłady żydowskie - Maria Janion

Reflow text when sidebars are open.
Zofii Stefanowskiej
Życiorys romantyczny i nieromantyczny
Ernest Łuniński pierwszy w książce z roku 1909 Berek Joselewicz i jego syn stworzył spójną, barwną i porywającą biografię nowożytnego żydowsko-polskiego bohatera wojennego i żałobnego. Erudycja łączyła się tu ze wzniosłą retoryką zamaszystej polszczyzny, z umiejętnością prowadzenia narracji o walorach literackich, opowieści punktowanej obrazami kulminacyjnych chwil żywota bohatera. Pod piórem Łunińskiego powstał życiorys romantyczny, którego niedościgły wzór pozostawił Szymon Askenazy w Księciu Józefie Poniatowskim (1905), książce cieszącej się niegdyś wyjątkowym wprost powodzeniem czytelniczym, napisanej z niebywałą pasją poznawczą i artystyczną. Epoka napoleońska - odżywająca w pracach historyków i w dziełach literackich (takich zwłaszcza, jak Popioły Żeromskiego) na początku XX wieku, w dobie rewolucji 1905 roku i wojny, w wyniku której Polska odzyskała niepodległość - szczególnie sprzyjała podtrzymywaniu wzoru osobowego bohatera romantycznego, walczącego o wolność i składającego swe życie w ofierze na ołtarzu ojczyzny i ludzkości. Walka, bojowanie, służba wojskowa to konieczne elementy biografii bohaterskiej. Askenazy, Łuniński, Żeromski uprawiali typowe narracje heroiczne, praktykowane zarówno w dziełach historycznych, paraliterackich, jak literackich.
Dwa portrety konne (Berek Joselewicz i Berek Joselewicz pod Kockiem) pędzla Juliusza Kossaka1 wprowadzały "żydowskiego pułkownika" do galerii polskich bohaterów narodowych. Malowniczo wyglądał Berek "w ciemnozielonej kurtce sukiennej, lśniącej epoletami na wierzchach ramion, pokrytej dekoracjami chwały, a że należał do "kompanii wyborowej", nosił okrągłą czapkę niedźwiedzią, bermycę, rozszerzoną u wierzchu, osłaniającą głowę myślącą [...] zdobną w sumiasty, rozstrzępiony od ucha do ucha wąs"2. Berek uchodził za świetnego kawalerzystę. Na portrecie Kossaka, jak to u niego zazwyczaj bywało, gala oficerskiego munduru napoleońskiego łączyła się z pięknem i zadbaniem dosiadanego konia. Nawet niechętny legendzie Berka Joselewicza Adam Skałkowski musiał zakwestionować dowcipek księcia de Ligne, że zaciągani do lekkiej jazdy Żydzi "bali się swoich koni, zanim mogli bać się nieprzyjaciół". "Handlujący końmi Żydzi umieli jeździć, chociaż zapewne na swych rumakach nie przedstawiali się imponująco"3 - stwierdza Skałkowski. Ale kto wie... Przypuszcza się, że od wczesnej młodości - zanim sam zaczął pośredniczyć w handlu końmi - Berek pracował jako ujeżdżacz u kuzyna "koniarza", znał się na koniach wyśmienicie i umiał się z nimi obchodzić.
W romantycznie, personalistycznie pomyślanych życiorysach najczęściej musiała tkwić jakaś zagadka psychologiczna. Dotyczyła ona transformacji bohatera: w jaki sposób książę Józef Poniatowski z salonowego bawidamka przedzierzgnął się w rycerza bez skazy? Jak to się stało, że żydowski faktor biskupa Massalskiego przekształcił się w bohaterskiego pułkownika powstania kościuszkowskiego? Padały różne odpowiedzi, jeszcze do nich powrócę. W obydwu wypadkach uwidoczniały się poważne trudności, stające na przeszkodzie heroicznej metamorfozie: książę Józef był bratankiem Stanisława Augusta Poniatowskiego, był arystokratą, więc z urodzenia i przeznaczenia w oczach rewolucyjnych patriotów winien stać się "zdrajcą narodu". Berek Joselewicz był zwykłym małomiasteczkowym Żydem, który w dzieciństwie uczył się w chederze, później parał się interesami swego polskiego pana; nie wyrzekł się własnej religii i obyczaju, więc znów - z urodzenia i przeznaczenia - w oczach żołnierzy i szlachciców zupełnie nie mógł się nadawać do wojska, i to jeszcze do kawalerii. A z czasem nawet został sztabowcem.
Życiorysy "romantycznych" bohaterów wojennych miały też swe znamienne momenty kulminacyjne, mitotwórcze: udział w jakiejś decydującej bitwie lub kampanii oraz heroiczny zgon. Książę Józef odznaczył się szczególnie jako wódz w zwycięskiej kampanii 1809 roku, a śmierć - podczas bitwy pod Lipskiem w roku 1813 - znalazł w nurtach Elstery. Berek Joselewicz jako pułkownik kościuszkowski wziął udział w obronie oblężonej Warszawy w listopadzie 1794 roku, a śmierć poniósł - jako oficer armii Księstwa Warszawskiego - 5 maja 1809 roku pod Kockiem w potyczce z Austriakami. Wszystkie te wydarzenia naznaczone były szczególną aurą bohaterskich życiorysów: zapamiętania się w walce o wolność - aż do śmierci.
Liczne wzmianki o bohaterskim Berku Joselewiczu pojawiają się w dziewiętnastowiecznych publikacjach rozmaitego rodzaju. Utrzymał się i w XX wieku w panteonie polskich herosów. Aż wreszcie admiracja dla niego w okresie dwudziestolecia międzywojennego została włączona w romantyczny kult Legionów Piłsudskiego. Symbolicznym wyrazem tego związku stały się uroczystości towarzyszące pobraniu ziemi z grobu Berka Joselewicza w Kocku w roku 1935 celem przewiezienia jej na kopiec Marszałka Piłsudskiego do Krakowa4. Bohater żałobny pułkownik Berek Joselewicz stawał się cząstką nieśmiertelnej sławy armii polskiej. Łączono Joselewicza z największą jej legendą - Józefem Piłsudskim, zwanym zresztą skądinąd "przyjacielem Żydów".
I tak wydana w Kocku w 1928 roku książka Łunińskiego zatytułowana Berek Joselewicz - pozbawiony przypisów skrót jego podstawowej monografii - ukazała się "nakładem Komitetu Obywatelskiego budowy pomnika-szkoły zawodowej i powszechnej im. pułk. Berka Joselewicza w Kocku" pod wysokim protektoratem Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego. Wśród członków Komitetu Obywatelskiego obok księdza prałata Marcelego Glinki, proboszcza parafii Kock, i Józefa hrabiego Żółtowskiego znaleźli się: Josef Morgenstern, rabin; Moszek Goldband, ławnik magistratu miasta Kocka; Mojżesz Dawid Wajnberg, prezes gminy żydowskiej w Kocku; Jojna Zygielman, radny miasta Kocka.
Ale rozporządzamy też portretem Berka Joselewicza naszkicowanym z drugiej - nieromantycznej strony. To esej Pułkownik Berek Joselewicz Icchaka Baszewisa Singera z 1939 roku. Ten twórca obrazu "swojej Polski" miał nieco pobłażliwy stosunek do polskich porywów romantycznych. Lubił przeciwstawiać sobie polskich szlachciców i Żydów, chociaż zauważał łączące ich skomplikowane związki. W eseju o Berku stwierdzał, że "polscy panowie zawsze byli romantykami i marzycielami. Tak jak pobożni Żydzi upatrywali w każdym zdarzeniu znaku zwiastującego nadejście Mesjasza, tak Polacy widzieli w każdej zawierusze, wojnie czy rewolucji zapowiedź oswobodzenia ojczyzny". Był to wspólny rys mesjanistyczny, ale zaznaczyła się też zasadnicza różnica: "Żydzi zadowalali się pokutą, odmawianiem psalmów, nauką Tory - bo co innego mogli robić? Polacy przeciwnie, próbowali działać, choć w sposób mało praktyczny. Mężczyźni szli na ochotnika do wojska i przelewali krew na frontach oddalonych czasami setki kilometrów od ich rodzinnej ziemi". Bardziej realistycznie nastawieni Polacy krytykowali taką postawę. "Ale - stwierdza Singer - rycerska i romantyczna polska dusza nie dopuszczała myśli, że Polska już zginęła"5. Singer podkreślał, że przebywając we Francji po upadku powstania kościuszkowskiego, Berek Joselewicz - "jako były pułkownik, dowódca oddziału armii polskiej" - utrzymywał bliskie kontakty właśnie z tymi romantycznymi Polakami6. Jak do tego doszło? Droga była długa i najeżona przeszkodami.
W życiorysie nieheroicznym Singer silnie uwydatniał fakt, że Berek Joselewicz pochodził ze sztetlu Kretynga koło Połągi na Litwie. "Pobożny żydowski chłopak z małego miasteczka zrobił wielką karierę właśnie w armii" (s. 64), co było zadziwiające wobec faktu, że Żydzi mieli wówczas z powodów religijnych niechętne nastawienie do służby wojskowej. Kreśląc obraz legendarnego dzieciństwa przyszłego wojaka, Singer - jak i inni biografowie - kładł nacisk na wczesny pociąg do wojaczki: "W czasie wolnym od zajęć w chederze najchętniej bawił się z kolegami w wojnę. Podczas bitew na kije z chłopcami z innych chederów Berek za każdym razem zostawał naczelnym wodzem" (s. 65). W ten sposób wykuwał swoje przeznaczenie, raczej właściwe dziecku polskiemu, nie żydowskiemu.
Trzeba jednak pamiętać, że bohaterska tradycja opowieści o Berku przetrwała w rozmaitych środowiskach. W jednej z najwcześniejszych wzmianek o nim z roku 1817 czytamy: "w latach dziecinnych, zostając w szkołach izraelskich, okazywał wielką ochotę do wojskowości, robiąc z drzewa szabelki i pistolety, i często współuczniom tym orężem naprzykrzał się, o czym są dotąd pamiętający"7. Również w roku 1861, w czasach wspólnych warszawskich polsko-żydowskich manifestacji patriotycznych, uwydatniano wzniosłe powołanie Joselewicza już w latach dziecinnych. Autora niewątpliwie poniosła fantazja, ale ciekawe, w jakim kierunku: "Gdy inne dzieci w bezmyślnych zabawach traciły czas wolny od nauk, on z drewnianą w ręku szablą despotycznie zmuszał je do posłuszeństwa i formował wojskowe zastępy". Już bowiem od wczesnego wieku "bohaterska jego dusza rwała się z szeregiem zbrojnych na dalekie bitwy". Widzimy, jaki wizerunek kształtuje, musi kształtować romantyczna retoryka wojenna. Pojawia się w niej przecież ton żydowski, ale bohaterski, obcy specyficznemu realizmowi Singera. Joselewicz reprezentował "rodzaj biblijnego bohatera, mającego stworzyć nową erę w bycie towarzyskim swego narodu"8.
Wróćmy do eseju Singera. Podkreślał on, że u schyłku XVIII wieku kariera wojskowa była wśród Żydów czymś wyjątkowym; sprawy militarne traktowali jako sobie obce. Decydował o tym styl życia: pobożność kazała skrupulatnie wypełniać religijne obowiązki i prowadzić żywot bogobojny w otoczeniu licznego potomstwa. Wzorzec kulturowy młodzieńca żydowskiego rysuje się jako bardzo daleki od wzoru młodzieńca polskiego. Młodzieniec żydowski "w wieku dwudziestu paru lat był zwykle poważnym ojcem rodziny i nic nie było mu bardziej obce od myśli, że miałby przypasać szablę i udać się na wojenną tułaczkę" (s. 64). Ojciec Berka, jak wszyscy żydowscy rodzice - tak utrzymuje Singer - marzył, że zostanie on rabinem. Kiedy zobaczył, że nic z tego nie wyjdzie, przysposobił go do handlu. Z czasem Berek przeniósł się do Warszawy i tam prowadził swoje kupieckie interesy. Żył, jak przystało na Żyda, zachowując obyczaje religijne. Podczas powstania 1794 roku nastąpiła w jego życiu wielka przemiana. Singer nie poświęca zbyt wiele miejsca programowi Kościuszki. "Bili się wszyscy - było przeto naturalne, że i Żydzi stanęli w szranki. Ale jak mieli walczyć? Kto miał zrobić z nich wojsko? Wtedy właśnie świat usłyszał o Berku Joselewiczu z Pragi" (s. 67). Z lekkim dystansem Singer stwierdza, iż "patriotyczne uczucia żydowskiej społeczności rozgorzały tak silnie, że do oddziału zgłaszali się nawet sędziwi mężowie, szanowni gospodarze i mędrcy Tory" (s. 68). Wszyscy ponieśli klęskę.
Berek się uratował, przeszedł przez napoleońskie kampanie wojenne, a w Księstwie Warszawskim nastały dla niego "dobre czasy", jak pisze Singer. "Obecny Berek Joselewicz nie wyglądał na Żyda: zgolił brodę i zapuścił sumiaste, podkręcane polskie wąsy" (s. 73). Punkt widzenia Singera pozwala mu dostrzec i skomentować wypadki z życia Berka, które nie odgrywały większej roli w jego życiorysie skonstruowanym wedle reguł romantycznych. Oto np. Singer wczuwa się w sytuację żony Berka, Rebeki: "Ta żydowska kobieta nosiła perukę, przestrzegała zasad religii i nie mogła żyć z pułkownikiem, który lubił używać życia i bawił się po wojskowemu". Wobec tego wyjechała z Warszawy i zamieszkała u córki zamężnej za arendarzem w okolicach Kretyngi. Pobożny zięć Joselewiczów "prowadził koszerny, żydowski dom i niewiele przejmował się tym, że jego teść jest pułkownikiem w polskim wojsku" (s. 73).
W swej pasji odszukiwania realistycznych szczegółów Singer nie omieszka również nieco ironicznie zaznaczyć, jak się Berek ubierał (słynne złote epolety na ciemnozielonej kurtce i czapka obszyta niedźwiedzim futrem) i ile dokładnie zarabiał: "Dostawał co tydzień ponad sto trzydzieści złotych polskich żołdu, co na owe czasy było pokaźną sumą. W Polsce utrzymanie kosztowało niedrogo - za jednego grosza kupowało się kwartę mleka lub kilka jajek, a za cztery, pięć groszy - funt wołowiny. Berek Joselewicz mógł prowadzić wystawne życie" (s. 74).
Zmieniła się z pewnością jego pozycja społeczna, a z nią sposób bycia. Singer podkreśla, że Berek otrzymał wiele odznaczeń, wśród nich Virtuti Militari i został przyjęty do masonerii (do polskiego odłamu francuskiej organizacji masońskiej Wielki Wschód, w której zresztą znalazło się wielu Żydów). Ale zarazem Singer przypisuje wielkie znaczenie faktowi, że Berek Joselewicz pozostał przy swojej wierze. Nie ochrzcił się, jak to uczyniło wielu robiących karierę Żydów, aby "uniknąć przykrości i przeszkód", nie krył też pochodzenia, używając zawsze "swego żydowskiego, ludowego imienia", nie wypierając się ani żony, ani córki - ortodoksyjnych Żydówek. Dlatego Singer chwali jego "odważną postawę" i nazywa go "pierwszym nowoczesnym Żydem w Polsce" (s. 76, podkreślenie autora).
Nie powiodło się tak dobrze jego synowi, Józefowi Berkowiczowi: doznał, jako Żyd, wielu przykrości, które przecież nie ominęły i Berka. Poszedł śladami ojca i służył w armii, z której jednak - z powodu odniesionych w bitwach ran - musiał się wycofać. Wszakże "kiedy w 1830 wybuchło powstanie, Józef, choć wycierpiał tak wiele od polskich panów, przyłączył się do kolejnego zrywu i podobnie jak ojciec próbował założyć legion żydowski" (s. 82; idea legionu żydowskiego będzie ciągle przewijała się przez dzieje XIX wieku, aż do próby Mickiewicza w roku 1855). Na emigracji we Francji umarł "opuszczony przez Żydów i Polaków". "Walczył za Polskę - kończy Singer - jak bohater, a potraktowany został tak źle i niesprawiedliwie" (s. 83). Można się pocieszać jedynie tym, że wielu polskich bohaterów potraktowano podobnie.
Pisząc swój esej już po klęsce wrześniowej 1939 roku, Singer zwracał uwagę na podobieństwo ówczesnego położenia Polski do minionych wydarzeń historycznych, gdy zawsze w takich opałach podejmowano walkę o wyzwolenie kraju, która wreszcie po wieloletnich trudach kończyła się sukcesem. Singer musiał jednak zadać pytanie: czy przyszła Polska zmieni swój charakter? To, co napisał w zakończeniu eseju o synu Berka Joselewicza, rzutowało na jego wizję Polski. Było w niej wiele goryczy i rozczarowania. Potwierdził to w roku 1944 artykułem Żydzi i Polacy - żyli razem 800 lat, ale się nie zżyli, w którym uwydatniał obcość oddzielającą obydwa narody, brak wspólnej historii.
Berka Joselewicza widział jako absolutny wyjątek - i nie poddawał się romantycznym uniesieniom, jak inni. Nie robił z niego księcia Józefa Poniatowskiego. Stąd odrębność skreślonego przezeń realistycznego, jak by sam to nazwał, portretu Berka Joselewicza9. Ale dopuszczenie do dyskursu bohaterskiego, który nie obchodził Singera, było warunkiem znalezienia się w polskiej historii. I tak właśnie stało się z Berkiem Joselewiczem.
Wyśmiewani i poniżani
Wojskowe cechy postawy i postępowania uważano za całkowicie obce Izraelitom, ich "naturze" ostrożnej i tchórzliwej, bojaźliwej i lękliwej, ich "skłonności" do rzucania się do ucieczki i do ukrywania się w jakichkolwiek trudniejszych sytuacjach, ich "wrodzonej" niechęci do żołnierskiego rzemiosła, ich kosmopolityzmowi i egoizmowi, objawiającym się w braku przywiązania do jakiejkolwiek ojczyzny i niemożności poświęcenia się "za sprawę". Żyd z istoty swej niejako predestynowany był na szpiega i zdrajcę. Wystarczy rzucić okiem na cytaty wybrane przez Artura Eisenbacha spośród wypowiedzi z czasów powstania listopadowego, gdy toczyła się dyskusja o służbie wojskowej Żydów. "Lud izraelski nie posiada potrzebnych sił fizycznych i moralnych do zaszczytnego powołania obrońców ojczyzny [...] nie wzniósł się jeszcze do tej wysokości, aby go można policzyć w szeregach obrońców narodowych". Żydów cechują "próżniactwo, brak moralności i szlachetnych celów". Są przekupni, chciwi, hołdują różnym przesądom. To niewolnicy "bałwana złota". Powołanie ich do służby wojskowej narażałoby nawet na szwank bezpieczeństwo kraju. Żydzi uosabiają wroga wewnętrznego, przyznanie im praw obywatelskich, związanych ze służbą wojskową, mogłoby tylko doprowadzić do tego, że z jeszcze większym powodzeniem szkodziliby krajowi10. Katalog tych zarzutów nie zmieniał się przez dwieście lat. "Żyd w wojsku" albo "żydowskie wojsko" - to nieśmiertelne tematy dowcipów i karykatur rozmaitego rodzaju11.
Stereotypowe cechy, pogardliwie przypisywane Żydom, służyły nieraz jako uzasadnienie niedopuszczenia ich do czynnej służby wojskowej. Elity żydowskie i polskie, zwłaszcza w Królestwie Kongresowym, domagając się powoływania Żydów do armii, zmagały się o równy status obywatelski, o zrównanie "w przywilejach i swobodach z innymi wyznaniami"12, o nadanie praw takich, jak w innych krajach europejskich. Uwalniając od obowiązku służby wojskowej, nakładano na Żydów specjalne podatki. Żydzi tradycjonaliści zresztą godzili się na to, odnosząc się ze względów religijnych niechętnie do służby wojskowej, mogącej zagrażać zeświecczeniem.
Nie znaczy to, że Żydzi w Polsce nie parali się rzemiosłem wojennym. Jakub Goldberg dowodzi, że np. w XVI i XVII wieku "Żydzi osiedli na terenach narażonych na napady Tatarów i Kozaków oraz wyprawy moskiewskiego żołnierza - czyli we Wschodniej Małopolsce, na Rusi Czerwonej, no i oczywiście na wschodnich rubieżach kraju - gdzie wyznaczano leże dla wojska koronnego i litewskiego, byli zaprawieni we władaniu bronią i w razie potrzeby zobowiązani do jej użycia. Tryb życia coraz liczniejszych od drugiej połowy XVI wieku żydowskich osadników w województwach ukrainnych i białoruskich wymagał sprawności bojowej i przygotowania do udziału w obronie kresowych stanic. [...] W XVII wieku pojawiają się pierwsi komendanci żydowscy, którzy dowodzili grupami swoich współwyznawców biorących udział w miejskiej obronie". Z nadanego społecznego statusu - jak dowodzi Goldberg - wynikały obowiązki uczestniczenia Żydów w pracach fortyfikacyjnych i w obronie miast. Czym innym zaś było zaciąganie się Żydów do szeregów wojska polskiego, co wymagało złamania zarówno "bariery społeczno-prawnej, jak i kulturowej"13.
Stereotypy nie muszą się liczyć z faktami. Dobrze ilustruje je zapisana przez Kolberga piosenka ludowa z Krakowskiego Mośka wzioni pomjendze szolnjerze. Ukazuje ona humorystyczne i chytre kombinacje Mośka, który nie chce narażać się na naukę strzelania i myśli wyłącznie o handelku. W ostatniej strofce następuje podsumowanie żydowskiej filozofii na wojnie, wypowiedziane już nieco innym językiem niż reszta piosenki, bardziej ironiczno-inteligenckim:
A ten honur, te jakiś brawura,
co siedzi, co wylazi z dziura,
co podlazi pod same harmata,
potrzebne-z to dla judzkiego świata!14
"Żyd" i "żołnierz" to w kulturze polskiej, przenikniętej kultem wojska, najbardziej przeciwstawne sobie pojęcia. N.M. Gelber cytuje projekt reformy dotyczący Żydów, sporządzony w dobie Sejmu Czteroletniego przez Salomona Polonusa, który zastrzegał: "Należy w armii wprowadzić zakaz wyszydzania Żydów z powodu ich przynależności religijnej, gdyż nie ma żadnej różnicy, czy Żyd, czy też chrześcijanin poświęca życie swoje dla ojczyzny"15. Zjawisko wyśmiewania musiało być zatem nadto dokuczliwe. Wiadomo zresztą, jakie trudności przeżywali w wojsku Żydzi, których pragnieniem było "ścisłe obserwowanie żydowskich przepisów religijnych" (zwłaszcza koszernego jedzenia i święta szabatu)16. Jednak wymieniony projekt pozostał na papierze i nawet nie był drukowany. Historia się powtarzała. Gdy podczas powstania listopadowego utworzono z Żydów warszawską Gwardię Miejską, to - jak pisał historyk - "gwardziści miejscy nie cieszyli się powagą w społeczeństwie polskim. Czuli na każdym kroku swą niższość. Byli narażeni na ciągłe szyderstwa i śmiech. Służyli jednak wiernie. [...] Podczas szturmu na Warszawę (7-go września 1831) "z prawdziwym męstwem" - jak brzmi współczesna relacja - walczyli w okopach stolicy"17. Fakty jednak nie mogły przemóc poniżających i wyszydzających stereotypów, jak się nieraz jeszcze o tym przekonamy.
Chwała wojenna Izraela i Kościuszko
A przecież Berek Joselewicz po raz pierwszy pojawia się przed nami właśnie w chwale wojennej. Jest to gloria militarna dawnego Izraela. Przypomina ją Tadeusz Kościuszko w zamieszczonym w "Gazecie Rządowej" Uwiadomieniu o formującym się pułku starozakonnych, sygnowanym: "Dnia 17 września 1794 roku"18. W tym urzędowym ogłoszeniu Kościuszko, przedstawiając skrót historii ludzkości w ogóle i Żydów w szczególności, odwołuje się do argumentów historiozoficznych i politycznych.
Anna Grześkowiak-Krwawicz w świetnej rozprawie poświęconej pojęciu wolności w propagandzie powstania kościuszkowskiego przekonywająco ukazała zbiór używanych wówczas powszechnie dowodów i przykładów. Wskazała też na kształtujące się już tutaj wyobrażenia o wolności, które wpłyną decydująco na dziewiętnastowieczną, romantyczną walkę o niepodległość, ale też na zmagania o obywatelskie równouprawnienie chłopów i Żydów.
Wolność wysuwała się tu na plan pierwszy przed innymi wartościami. Traktowano ją jako dobro "najdroższe", "święte", "nieoszacowane" - bez niej niemożliwe było nawet szczęście rodzinne19. Walka o wolność oznaczała uwolnienie kraju od obcych najeźdźców i zarazem jego obywateli od tyranii (s. 32). Między wolnością a niepodległością zatem istniał najściślejszy związek. "Odważcie się być wolnymi" - głosiła odezwa Kościuszki z 24 marca 1794 roku. Przyświecała temu wiara, że "chcącego być wolnym nikt nie pokona" (s. 41). Był to oczywiście woluntaryzm daleko posunięty. "Rycerze wolności" mają się zmagać z "podłymi niewolnikami", "nędznymi despotów trzodami" (s. 43). Wolny żołnierz-obywatel musi zwyciężyć w starciu z żołnierzem niewolnikiem. "Wolność nie może być obroniona, tylko ręką ludzi wolnych" - to słowa Kościuszki wypowiedziane na rzecz wolności chłopów (s. 45). Wojska republikańskie przedstawiano jako nieskończenie wyższe nad "kupy strwożonych niewolników" (s. 43)20. Hasło "wolność lub śmierć", znane też z rewolucji francuskiej, było w powszechnym użyciu. Lepiej niż żyć w niewoli jest umrzeć w obronie wolności, "przenosząc szlachetny zgon nad jarzmo obelżywego życia" (s. 49). Przy tym walka Polaków z obcym najazdem była nie tylko ich partykularną sprawą - stawała się częścią powszechnej walki z despotyzmem. Opiewano więc wojnę "cnoty ze zbrodnią, sprawiedliwości z przemocą, wolności z tyranią". Mówiono, że despotyzm usiłuje zwalczyć "prawa człowieka" (s. 59) i dlatego trzeba go obalić.
Idea wolności jednoczyła wszystkich, wszystkich czyniła równymi. Już po przysiędze, na ratuszu krakowskim Kościuszko mówił: "Mości panowie, w obronie ojczyzny równość u mnie popłaca i dlatego tak Żyd, chłop, szlachcic, ksiądz i mieszczanin równego u mnie są szacunku..."21 Obrazowo przedstawiano to w następującym wyliczeniu: dzięki insurekcji kościuszkowskiej "do panteonu narodowego - obok bohaterów herbowych - weszli: chłop Wojtek Bartos z Rzędowic, szewc Jan Kiliński, rzeźnik Józef Sierakowski, kupiec Krieger, Żyd Berek Joselewicz"22. Zaiste, miał rację Jules Michelet, nazywając Kościuszkę ostatnim rycerzem i pierwszym obywatelem na wschodzie Europy23.
W Uwiadomieniu o formującym się pułku starozakonnych wystąpiły wszystkie wymienione motywy ideowe. Historia ludzkości to historia walki o wolność z tyranią. Obecne powstanie polskie stanowi jeden z przejawów odwiecznych zmagań z despotyzmem. Kościuszko, posługując się Biblią, wysoko ocenia "waleczne czyny przodków" narodu żydowskiego, który nie chciał służyć despotom. Nie mogąc ścierpieć nad sobą tyranów, Żydzi posuwali się nawet do tyranobójstwa, które Kościuszko pochwala. Wysławia też "czyny bohatyrskie żołnierzy żydowskich" oraz męstwo i odwagę "niewiast hebrajskich". Na szczególną jego uwagę zasługuje fakt, że "mała garstka" mężnych Żydów umiała się przeciwstawić "najliczniejszym wojskom wschodnich mocarstw". Niestety, Żydzi przegrali swoją walkę o wolność, jak utrzymuje Kościuszko - wskutek wewnętrznych waśni.
W wywodzie Naczelnika rozpościera się teraz czarna przestrzeń - panowania tyranów. Zmienia się to w jednej chwili. "Dopiero (podkreślenie moje - M.J.) w roku teraźniejszym w dniach 17 i 18 kwietnia 1794, gdy Warszawa krwawą bitwę z najezdnikami Moskalami stoczyła, Żydzi mieszkający w tym mieście rzucili się do oręża, zwarli się mężnie z nieprzyjacielem i dowiedli światu, iż tam, gdzie ludzkość zyskać może, życia swego ochraniać nie umieją". Kościuszko odwołuje się do mężnej postawy Żydów podczas oblężenia Warszawy, którzy - według współczesnej relacji - wszędzie "znakomicie się odznaczali", zarówno podczas sypania szańców obronnych, jak potem z bronią w ręku odpierając atak wroga. W swej słynnej Rozprawie o Żydach Tadeusz Czacki uwydatniał również bohaterstwo walczących Żydów: "Kiedy w 1794 roku rozpacz uzbroiła stolicę, Żydzi nie lękali się śmierci, zmieszani z wojskiem i ludem dowiedli, że niebezpieczeństwo nie jest im straszne, a sprawa ojczyzny jest miłą"24. Jeden z obserwatorów współczesnych podawał, że od czasu wybuchu powstania Żydzi tworzą korpus "ubrany na sposób żydowski, uzbrojony w szable i pistolety"25. Mowa tu, jak sądzą niektórzy historycy, o formacji milicji żydowskiej czy o utworzonym przez Berka Joselewicza oddziale żydowskim, który walczył wiosną 1794 roku w obronie Warszawy.
Żydzi okazali się godnymi wolności. Nie jest ona dana, trzeba na nią zasłużyć, trzeba ją zdobywać, trzeba być "ludem samowładnym". Redaktor "Gazety Rządowej" w trzy dni po Uwiadomieniu Kościuszki komentował fakt, że Żydzi "sprawy wolności bronić przedsięwzięli". Stało się to jakby nieoczekiwanie, po wielu wiekach bierności. Pisze Grześkowiak-Krwawicz, że redaktor postawił sobie pytanie, "czemu naród izraelski, tak waleczny w czasach biblijnych, później unikał starannie udziału we wszelkich wojnach, walkach, a nawet służby wojskowej. Otóż Żydzi walczyli dopóty, dopóki mieli swoje państwo i bronili swojej wolności. Jednak "od tego czasu z całej prawie ziemi znikła wolność, a naród ten zupełnie się usunął od krwawych igrzysk tyranów", nie chcąc wysługiwać się despotyzmowi. Sytuację zmieniła dopiero insurekcja kwietniowa w Warszawie, w której wzięli aktywny udział". Krwią własną, pisał redaktor "Gazety Rządowej", dowiedli, że "nieskorzy do boju na rozkaz tyranów", umieją życia nie szczędzić w obronie ludzkości26. Należą zatem do ludu szlachetnego, godnego najwyższego szacunku.
Na tle owego żydowskiego "przykładania się do wolności" w pełni zrozumiała staje się inicjatywa Berka Joselewicza i Józefa Aronowicza, którzy, jak podaje Kościuszko we wspomnianym Uwiadomieniu: "przełożyli mi żądania i ochotę swą formowania pułku starozakonnego lekkiej jazdy". Pobudki ich działania zostały określone przez Kościuszkę jako pamięć o "ziemi, w której się urodzili", oraz przekonanie, że "z oswobodzenia jej, wraz z drugimi, wszystkie korzyści czerpać z niej będą". Wobec tego, "pochwaliwszy ich gorliwość", Kościuszko powiadamia, że dał "onym pozwolenie werbowania rzeczonego korpusu" i udzielił patentu pułkownikowskiego Berkowi Joselewiczowi.
Kościuszko doskonale zdawał sobie sprawę z tego (pisze o tym na początku Uwiadomienia), że Żydzi oddzieleni są od Polaków "religią i zwyczajami". Nie mam zamiaru ich nawracać ani zmieniać - pisze dalej. Oni sami chcą dobrowolnie poprzeć nasze powstanie, zaciągnąć się w szeregi, pragną walczyć i złożyć - jeśli zajdzie taka potrzeba - ofiarę z życia. Dla Kościuszki ta postawa Żydów wobec polskich zmagań o wolność stanowi dowód na to, że nasza sprawa jest święta, a rewolucja sprawiedliwa. Świętość i sprawiedliwość to były najistotniejsze kryteria słuszności boju o niepodległość Polski. Majer Bałaban pisał, że w insurekcji kościuszkowskiej Żydzi "po raz pierwszy wzięli czynny, a dość tłumny udział z bronią w ręku i stanęli do apelu, jak na prawdziwych obywateli przystało". Zrobili tak, mimo różnych "szykan średniowiecznych", jakie na nich ciążyły (m.in. obowiązek płacenia za prawo pobytu w Warszawie tzw. biletowego - podatku za pięć dni pobytu). Czynny udział Żydów w powstaniu - podkreślał Bałaban - zadaje kłam "tłukącej się po naszej dawniejszej literaturze historycznej wieści o obojętności, czy też nawet i zdradzie żydowskiej"27.
Bałaban powtarzał argumentację występującą na przykład podczas powstania listopadowego, kiedy to Żydzi podkreślali, że pałają chęcią poświęcenia krwi i majątków dla dobra tego kraju, że chcą być dopuszczeni "do chlubnego uczestnictwa w wywalczeniu wraz z naszymi braćmi chrześcijańskimi wspólnego bytu politycznego, tudzież swobód i przywilejów wolnych ludzi"28. Jednak do tego nie dochodziło29.
Partycypacja Żydów w narodowym czynie zbrojnym to niewątpliwy triumf nowożytnego demokratycznego republikanizmu Kościuszki. Wybitny historyk, Jakub Szacki, uwydatniał uczuciowe powody postawy Kościuszki wobec Żydów w Polsce. Sądził, że wpłynął na nią pobyt w Ameryce - niewola Murzynów wzbudziła "nigdy w nim niesłabnące współczucie dla krzywdzonych i upośledzonych plemion i narodów". Dlatego sprawa "uobywatelnienia Żydów leżała mu na sercu"30. Jak podkreśla w swej znakomitej pracy Andrzej Walicki, "Kościuszko wyraźnie oddzielał wolność od wiary [w przeciwieństwie do konfederatów barskich]. Proklamował równouprawnienie wyznawców wszystkich wiar - nie tylko konfesji chrześcijańskich, lecz również muzułmanów i Żydów. W czasie insurekcji wcielał te idee w życie. Na jego rozkaz Rada Najwyższa Narodowa musiała w ciągu tygodnia założyć w Warszawie kaplicę prawosławną oraz zorganizować nabożeństwa dla jeńców wojennych wyznania ewangelickiego". Jego pojęcie narodu obejmowało "wszystkich mieszkańców podzielonej Rzeczypospolitej, niezależnie od stanu, statusu majątkowego, wyznania i przynależności etnicznej". "Przynależność narodową uważał bowiem za sprawę lojalności politycznej, a nie języka, pochodzenia etnicznego i religii"31. Korzon cytuje wspaniałe słowa Kościuszki: "Nie trwóżcie się, aby różnica opinii i obrządku przeszkadzała nam kochać was jak braci i współrodaków". Zdania te "przywracały zasadę unii Jagiellonów". Korzon uważa, że insurekcja kościuszkowska zakończyła się nie katastrofą, nie "Finis Poloniae", lecz "Resurge, o Polonia!" Zmartwychwstanie Polski zostało ufundowane na wolności i równości jej obywateli. "Tu cudowne słowo życia wydzierało się z ideału nowego społeczeństwa, które on [Kościuszko] założył na miejscu rozwalonej szlacheckiej republiki..."32 W Rzeczypospolitej Kościuszkowskiej było miejsce dla wszystkich, równouprawnionych, wiar i narodowości. Podobnie i konsekwentnie sądził Joachim Lelewel, powołując się na przykład walki Żydów w powstaniu kościuszkowskim (por. przypis 24).
Stanowisko przeciwstawne zajął podczas powstania listopadowego (w maju 1831 roku) ówczesny minister wojny, Franciszek Morawski. Wspominał wprawdzie imię walecznego Berka, ale potraktował go jako absolutny wyjątek wśród ludu izraelskiego, odwykłego przez tyle pokoleń od trudów wojennych, niezainteresowanego walką o niepodległość, tchórzliwego i skłonnego do zdrady i rejterady. Mówił: "Wojsko narodowe powinno być ożywione jednym czuciem, jednym zapałem, a gdyby można, jedną wyznawać wiarę. [...] Teraz się toczy walka, gdzie idzie o śmierć lub życie; trzeba krwi jednorodnej, jednordzennego ludu"33. Trudno tej postawy nie uznać za regres w stosunku do poglądów i czynów Kościuszki. Słynny w literaturze wyznawca klasycyzmu, Franciszek Morawski, przechodził na pozycje narodowego konserwatywnego romantyzmu. Oddalenie Żydów od służby wojskowej uzasadniał za pomocą konieczności stworzenia armii narodowej złożonej z samych Polaków-katolików34.
Starozakonny pułk lekkokonny
Uniesiony kościuszkowskimi ideami Berek Joselewicz, "pułkownik pułku lekkokonnego starozakonnego", wystosował w dniu 1 października 1794 roku odezwę do współbraci. Antoni Wieniarski w "Bibliotece Warszawskiej" napisał o niej, że "pod względem mocy wysłowienia nie ustępuje najlepszym ówczesnym odezwom"35. Została ona po raz pierwszy opublikowana w "Gazecie Rządowej", potem zaś, jak podaje Łuniński, była kilkanaście razy powtarzana w rozmaitych wydawnictwach oraz ręcznie przepisywana. Znaczenie apelu określa autor bardzo uroczyście: "Po raz pierwszy nazwał Żyd głośno i szczerze Polskę swoją ojczyzną"36.
Odezwa zwrócona została wprost do "dzieci plemienia Izraelitów", wzywała je do walki o Polskę. Poręczyciele słuszności sprawy to "Wieczny Wszechmocny" oraz jego posłaniec - Tadeusz Kościuszko. Apologia Naczelnika i jego przedsięwzięć jest bardzo znamienna: "On mąż tak wielki i tyle innych mężów wielkich, posiadających zaiste już dużo wolności, pragną przecie jeszcze wolności i odzyskania ojczyzny". Cóż dopiero mówić o Żydach, "gdyśmy więcej uciemiężeni nad wszystkich ludzi na tym świecie". Tkwi w tym rozumowaniu zręczna perswazja - wielcy ludzie mają już tyle wolności, a chcą jeszcze więcej. Porwanie wolnością i walka o nią mogą być najlepszym lekarstwem na krzywdy Izraela. Inne fragmenty odezwy noszą podobne cechy; Berek Joselewicz np. pyta retorycznie: czyż on, Żyd, chciałby wystawiać swój naród na zgubę? Odwołuje się też do własnej odwagi przywódczej, która zapewni ochronę współplemieńcom: "Gdzie będzie najniebezpieczniej, tam ja pójdę, a wy dopiero za mną". Kilkakrotnie powtarza się zwrot: "Powstańcież!", "Obudźcież się, pomóżcież odzyskać uciemiężoną dotąd Polskę". I wreszcie pada biblijne porównanie: "Obudźcie się, jak lwy i lamparty". Odezwa, jak wiemy, miała wielką siłę przekonywania i umiała przemówić zarówno do zdrowego rozsądku, jak i do wyobraźni ukształtowanej przez Stary Testament.
Dawid Kandel próbował wyjaśnić wewnątrzżydowską genezę tej zdumiewającej odezwy. Sądził, że Berek Joselewicz znalazł w niej nową drogę ratunku dla zagrożonego żydostwa. Straciło ono, jego zdaniem, po rzezi sprawionej przez Chmielnickiego swoją symboliczną synagogę. Nie sprawdziły się też próby reformy religii żydowskiej, podjęte przez Sabataja Cwi i Jakuba Franka (frankizm Kandel traktuje jako drogę asymilacji z Polakami przez przyjęcie katolicyzmu). Berek Joselewicz spontanicznie wymyślił coś innego. Chciał, by Żydzi pozostali przy swej wierze. "Sam później, jak podają źródła, w soboty lub inne święta żydowskie wyrywał się z pułku i chodził modlić się z żoną swą do synagogi. Według niego, odrębność religijna nie przeszkadzała, aby być równie dobrym, jak inni, obywatelem kraju. Ażeby nim być, trzeba zasłużyć na to sposobem społecznym i politycznym. Okazja była dobra. Polska znajdowała się w położeniu krytycznym. Żydzi, chcąc się zabezpieczyć na przyszłość, niechaj walczą za ten kraj, który ich jak synów przygarnął. To będzie najlepsza gwarancja ich bytu"37. Dopowiedzmy, że Kandel w swych wywodach nie bierze pod uwagę ani Kościuszkowskiej nie-etnicznej idei narodu, która umożliwiała wystąpienie Berka Joselewicza i której przeciwstawiała się idea narodu "Polaków-katolików", ani też w perspektywie wewnątrzżydowskiej nie docenia ukształtowania się czegoś całkiem oryginalnego - nowego typu pobożności ludowej chasydzkiej oraz "wschodniego judaizmu", typu "wschodniego Żyda" jako "zamkniętej w sobie osobowości kulturowej"38, pogrążonej w życiu religijnym i w niej znajdującej poczucie bezpieczeństwa39.
Gershon David Hundert przedstawia chasydyzm wschodnioeuropejski jako ruch entuzjazmu religijnego, wspierający "indywidualne dążenie do osiągnięcia duchowego spełnienia" i sytuujący się poza kontrolą gminy żydowskiej. W obliczu głębokiej transformacji kultury europejskiej pod koniec XVIII wieku, która dotykała również żydowskich intelektualistów, konieczne stało się przemyślenie możliwości "zatarcia różnic obyczaju i sposobu życia Żydów i gojów" na terenach Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Ewentualność integracji Żydów z resztą ludności państwa stwarzała wielkie zagrożenie dla tradycyjnych wierzeń i systemu wartości. "Niewykluczone, że obawy te były jedną z przyczyn niebywałego i trwałego sukcesu chasydyzmu w społeczności Żydów wschodnioeuropejskich"40. Chasydyzm więc stwarzał jeszcze inną możliwość dla ludności żydowskiej.
Współwyznawcy Berka Joselewicza pośpieszyli na apel. W cztery tygodnie sformował on pułk składający się z pięciuset Żydów. Singer pisał, że "do pułku weszli przeważnie furmani i rzeźnicy - zdrowi, silni mężczyźni, którzy umieli obchodzić się z końmi i nie obawiali się trudów ani bólu. Do nich dołączyli pełni idealizmu młodzieńcy, niektórzy świeżo po ślubie, jeszcze pod kuratelą rodziców albo teściów"41 Regiment żydowski pod komendą Berka świecił przykładem. Pilnie strzegł okopów i odprawiał warty, również w szabas. Podaje Łuniński: "Zamilkły w nawale zajęć rytualne chorały, w piątki nie paliły się nocą płomyki świec, przycichły sobotnie modły..."42 Ale oczywiście nie zrezygnowano z obyczajów religijnych. Singer obrazowo przedstawia ich przestrzeganie: "Do tamtejszej [na Pradze] synagogi Berek wiódł dwa razy dziennie żołnierzy na modły i praska bożnica zapełniała się wtedy wojakami, którzy odłożywszy na bok strzelby, piki i szable, wdziewali tałesy i filakterie. Pogrążeni w głębokiej modlitwie kiwali się nad świętymi tekstami. Potem żołnierze na powrót przypinali szable, podnosili strzelby i piki i wyruszali w drogę powrotną, do koszar. Szabas tym się różnił od innych dni, że nie przypasywali wtedy broni"43. Zdzisław Libera zgromadził informacje o licznych świadectwach z epoki, odnotowujących "osobliwe zjawisko", jakim był "regiment żydowski przez samychże Żydów dowodzony" (Franciszek Karpiński). Jan Duklan Ochocki zauważył, że wśród protagonistów wydarzeń warszawskich 1794 roku "rej wodzili mieszczanin Kiliński szewc [...] i Żyd Berko, który był pułkownikiem izraelskiego regimentu". Inni podkreślali, że Żydzi "szczere usiłowania Polaków wspierali, co zniosło zupełnie wrodzoną nienawiść"44.
Po klęsce pod Maciejowicami i pojmaniu Kościuszki do niewoli Warszawa okryła się posępną żałobą. Henryk Mościcki przytacza opinie naocznych świadków: "Widzieć było naówczas zbliżających się jednych ku drugim; każdy jakby chciał coś przemówić i o coś się zapytać, ale mówić o tak okropnym zdarzeniu i słyszeć jego potwierdzenie wzdrygał się. Widzieć było lud, snujący się po ulicach i jakoby obłąkany, niewiedzący, gdzie szedł lub gdzie by się miał udać. Wszędzie ponure milczenie, wszędzie twarze zalane łzami, wszędzie postać ludzi zdumiałych nad wielkością straty powszechnej"45. Zwątpienie i przeczucie katastrofy ogarnęło wszystkich. Na próżno Rada Najwyższa Narodowa powoływała się na "święte hasło wolności i niepodległości". Nie wierzono już w możliwość zwycięstwa, a uczucie rozpaczy górowało nad wszystkimi innymi.
4 listopada 1794 roku zaczął się szturm rosyjski na Pragę. Był on starannie przygotowany przez Suworowa, dysponującego dobrym rozpoznaniem terenu oraz liczebną przewagą w postaci sprawnych oddziałów bojowych46. Bartłomiej Szyndler opisuje obronę interesującego nas odcinka: "Bronili go mężnie Litwini pod dowództwem Jasińskiego. Otoczeni zewsząd przez nieprzyjaciela zginęli śmiercią bohaterską generałowie Paweł Grabowski i Tadeusz Korsak, pułkownicy Józef Górski i Walenty Kwaśniewski, a także ppłk Feliks Grabowski i mjr Suchodolec. Wybity został prawie w całości stawiający opór pułk żydowski Berka Joselewicza. [...] Jasiński, nie mając znikąd ratunku, opędzał się szablą od nacierających na niego zewsząd piechurów rosyjskich, póki nie padł na wznak przeszyty nieprzyjacielskim bagnetem"47. W tym opisie, jak i w innych podobnych48, uderzają dwie rzeczy: brak nazwisk tych, którzy zginęli wraz z pułkiem Joselewicza (a było wśród nich kilku oficerów) oraz umieszczenie faktu zagłady pułku obok bohaterskiej śmierci Jakuba Jasińskiego. Wynikało to oczywiście z sekwencji historycznych wypadków, ale można by było przecież dokonać ich przetasowania. Trzeba przy tym podkreślić, że Pragę w tym czasie zamieszkiwało co najmniej pięć tysięcy Żydów na około siedmiu tysięcy mieszkańców. Pułk Berka był więc emanacją żydowskiego otoczenia, które, jak wiadomo, wspomagało go pod każdym względem. I zginęło, podobnie jak pułk, pod ciosami zwycięskiego rosyjskiego żołdactwa. Wszyscy pamiętnikarze odnotowują stosy cywilnych żydowskich trupów na ulicach Pragi po wdarciu się żołnierzy rosyjskich na przedmieścia Warszawy49.
Śmierć pułku otoczyła bohaterska legenda. Singer podkreślał, że "żydowscy młodzieńcy o wyglądzie rabinów walczyli jak lwy i wyróżniali się nawet wśród doborowego wojska"50. Wszak do lwiej odwagi zachęcał ich własny dowódca. Legendarny "duch Machabeuszów", pisał Kandel, obudził się w młodych Żydach, którzy zgłosili się pod dowództwo Berka Joselewicza do "legionu żydowskiego". "Jak Machabeusze, nie lubili oni również cofać się z pola walki. Hasłem ich było: zwyciężyć lub zginąć. Niestety, stało się to drugie; wszyscy do ostatniego znaleźli mężną i piękną śmierć na placu boju"51. Po ponad dwóch stuleciach w okolicznościowym artykule poświęconym Joselewiczowi, zamieszczonym w "piśmie żydowskim" "Midrasz", panuje tonacja zbliżona: "Spożywano wyłącznie koszerną żywność dostarczaną przez żydowskich mieszkańców Pragi. Gdy artyleria Suworowa rozpoczęła atak w dzień szabatu, Berek Joselewicz zwrócił się do rabina Pragi o udzielenie zezwolenia na walkę i uzyskał jego zgodę. Przez cały czas trwania bitwy ludność nie mogła już przynosić koszernej żywności, żołnierze zatem walczyli głodni. Pułkownik Joselewicz walczył wraz ze swymi żołnierzami, a wydał rozkaz do odwrotu dopiero wtedy, gdy pozostało ich przy życiu zaledwie dwudziestu"52. W roku 1830 deputowany francuski A.-J.-E. Salverte (o którym Graetz w Historii Żydów sądzi, że był naocznym świadkiem obrony Pragi) przypomniał, odpierając antysemickie złośliwości: "Przedmieście Warszawy, Praga, osłaniane przez starozakonny regiment, zdobyto szturmem; wszystko zginęło pod cięciem miecza. Nazajutrz znaleziono na fortyfikacjach cały pułk w śnie wiecznym; ani jeden żołnierz nie zbiegł przed apelem śmierci. Ci ludzie zasługiwali być Francuzami!"53 Dopowiedzmy - w republikańskim sensie obywatelstwa.
Maria Konopnicka opiewała patriotyczny czyn w prostej i naiwnej narodowej śpiewce przeznaczonej dla ludu:
Posłyszeli Żydzi,
Nabrali odwagi.
Idą za kraj walczyć
U okopów Pragi.
Czterystu ich było,
Czterystu walczyło,
Kilku ledwie w ranach
Do domu wróciło.
U okopów Pragi
Pomnik tam stać będzie
Z napisem: Ojczyzna -
Berkowej komendzie!54
Jak już o tym była mowa, Joselewicza i jego pułk lekkokonnych porównywano nieraz do nieugiętych bojowników - Machabeuszy. Ale w tamtym czasie nie tylko ich. Biblijne wersety z Ksiąg Machabejskich służyły również propagowaniu postaci Kościuszki. I tak np. w Warszawie w roku 1794 tłoczono podobizny Kościuszki z napisem: "Lepiej nam jest w bitwie umrzeć; niżeli patrzeć / na nędzę Narodu Naszego, i na zburzenie Praw / Machab. 1.3."55 Aura powstania 1794 roku sprzyjała skojarzeniu z machabejską nieustępliwością. Grześkowiak-Krwawicz przytacza przykłady zaczerpnięte z ówczesnych kazań, mające przekonać, że wola wolności przesądza o zwycięstwie. "Najstarszym dowodem było tu starotestamentowe powstanie Machabeuszy, które uwolniło Izraelczyków spod władzy Antiocha"56.
Podczas powstania listopadowego syn Berka Joselewicza, Józef Berkowicz, usiłował powołać do życia żydowski oddział kawalerii. W Odezwie do Izraelitów polskich (z 21 XII 1830) legitymował się takimi tradycjami: "Pocieszcie cienie nieśmiertelnych bohaterów Machabeuszów równym ich poświęceniem się dla ojczyzny. Niech was ogrzewa przykład mojego ojca Berko, walczącego jako podpułkownik w r. 1794 za całość ojczyzny"57.
Legendarny żydowski wzór bohaterskiej walki do końca będzie nieraz jeszcze ożywał, np. podczas manifestacji patriotycznych poprzedzających powstanie styczniowe. Niezwykle znamienne jest odwołanie się do bohaterstwa Żydów w 1794 roku przez świadka powstania w getcie warszawskim 1943 roku. To gorzkie zdania z niezwykłego dokumentu, opublikowanego w sześćdziesiąt lat po wymordowaniu warszawskich Żydów. Stefan Ernest, autor, o którym dziś nic nie wiemy, piszący w ukryciu poza murami getta, wyraża się o powstańcach 1943 roku w następujący sposób: "Przypomnieli swym czynem dzieje narodu, który kiedyś, własnej państwowości pozbawiony, zrzucił rękoma Machabeuszy jarzmo syryjskie, potrafił w Obronie tejże państwowości potędze Imperium Romanum Wespazjana i Tytusa opierać się lat cztery, zanim uległ, nie zawahał się podjąć walki powstańczej przeciw legionom rzymskim lat kilkadziesiąt później". I tu następuje sekwencja znamiennych analogii historycznych: "Zagrzebali się w ruinach getta Warszawy lat 1940-1943, jak ongiś w 70 r. w gruzach Jerozolimy, jak ów biblijny Samson pod gruzami filistyńskiej świątyni. Jak w wiele stuleci później, na tej samej ziemi, na praskim przedmieściu Warszawy zginęli w rzezi Suworowa. Jak krwią swą znaczyli pola Kostiuchnówki, Nadwórnej, Konarów [pola walk Legionów polskich podczas I wojny światowej], aby dla ogółu zdobyć prawo rzeczywistego obywatelstwa. Zginęli wszyscy, jak zginęli obrońcy Termopilów". W innym miejscu swego wywodu autor pisze o "beznadziejnym, ale honorowym oporze węzła wspólnej ofiary dla ratowania tego honoru"58. Walka Żydów pojawia się tutaj w ciągu obrazów najwyższego bohaterstwa, którego początek wyznacza powstanie Machabeuszy. Podobnie zresztą w konspiracyjnym czasopiśmie "Wolność", organie PPS, widziano w powstaniu w getcie ożywienie tradycji Machabeuszy, połączonej z polskimi cnotami. Tradycja ta "nie wygasła zupełnie, lecz tliła. Tak, tliła lat setki, a nawet tysiące - ale po wiekach zasyczała, sypnęła iskrami i wybuchła płomieniem wśród Żydów polskich, którzy tym samym spłacili nam niejako dług ofiarowywanego im przez wieki jednego z najistotniejszych elementów naszej kultury - dobrze pojętego uczucia rycerskości i bohaterstwa w walce o słuszną sprawę"59. Natomiast konspiracyjne Stronnictwo Narodowe wyrażało obawę, że "propaganda wykuwa legendę o nowych Berkach Joselewiczach"60...
Powstanie w getcie, traktowane na równi z udziałem Żydów w powstaniu kościuszkowskim, przedstawione zostało przez Ernesta - tak jak w czasopiśmie "Wolność" - z naciskiem jako czyn żydowski. Powstańcy getta uratowali honor, męstwo, godność "za tych, co wcześniej bez walki zginęli, i za tych, co wcześniej bez walki ocaleli po drugiej stronie muru" (podkreślenie moje - M.J.). Motyw ocalonych wskutek ukrycia powtórzy się wkrótce jeszcze raz - w zestawieniu z jawnością żydowskiego powstania. Obrońcy żydowskich Termopilów zginęli "dla tych, co ocaleli, poza murami prowadząc egzystencję szczutego zwierza, w ukryciu czekając końca wojny, lub, w trybie nowoczesnego marranizmu, udając "Aryjczyków"..."61 Autor ukrywa się w kryjówce "po aryjskiej stronie", ale też w świecie fantazmatycznym. Pisze "ku pokrzepieniu serc" - i swego serca.
Ernest wyróżnia dwie kategorie ocalonych (można się domyślić, że przez niego boleśnie, haniebnie i niesprawiedliwie osądzonych - w obliczu ofiary honoru Żydów, którzy nie zatajali swej tożsamości): albo ukrywali się w jakichś nędznych schowkach, albo udawali, że nie są Żydami. Ocaleli "dzięki przybraniu tożsamości nie-Żyda", dzięki "ukryciu prawdziwej tożsamości w obliczu zagrożenia życia", dzięki zatajeniu własnej tożsamości "na aryjskich papierach"62. Oskarżenia Ernesta mają charakter autokrytyczny. Zresztą rozporządzamy wieloma świadectwami pamiętnikarskimi, których autorzy, przeżywający powstanie w getcie "poza murami", muszą opanowywać przemożny poryw przyłączenia się do powstańców. Jedna z najważniejszych scen Wielkiego Tygodnia, filmu Andrzeja Wajdy według powieści Jerzego Andrzejewskiego, przedstawia odejście ukrywającej się bohaterki Żydówki w stronę walczącego getta.
Jawna żydowska ofiara bohaterska włączona została przez Stefana Ernesta w ciąg wydarzeń starożytnych i tych nowożytnych, zaczynających się w roku 1794 na warszawskiej Pradze. "Droga honoru", o której tyle pisano, przedstawiając bohaterstwo wojenne Joselewicza, droga jawnej walki z bronią w ręku ze śmiertelnym wrogiem, została uznana - w jakimś porywie uczuciowym i zagrożeniu własnego istnienia - za jedyną godną drogę życia i śmierci Żydów. Relacja Ernesta buduje odrębny żydowski dyskurs bohaterski. Wynosi bojowników, żołnierzy, ale upodrzędnia śmierć cywilną, śmierć masową, śmierć anonimową.
Jednak Marek Edelman, jeden z przywódców powstania w getcie warszawskim w 1943 roku, świadomie opiera się włączeniu go w dyskurs bohaterski, w sposób równouprawniony starając się stworzyć inną narrację. Wyraża się w tym jego nieufność wobec języka, który ma tworzyć historię. Gdy mówi o powstaniu w getcie (w słynnych rozmowach z Anką Grupińską63), podkreśla, że szuka innych sposobów komunikacji64. Edelman wzbrania się przed dyskursem bohaterskim, ale też przed syjonizmem; w jego to imieniu bojownicy sprawy narodowej w getcie warszawskim mieli chwycić za broń. Syjoniści w państwie Izrael wyłączali powstanie w getcie warszawskim z Zagłady, tworzyli swoją romantyczną narrację honorowej "pięknej śmierci". Nie od rzeczy będzie tu wspomnieć o związkach syjonizmu z ideami polskiego romantyzmu. Według tych przekonań nie podpadali pod kryterium tak rozumianego bohaterstwa ani ci, którzy zostali zamordowani w komorach gazowych, ani ci, którzy przeżyli Holokaust65. Marek Edelman - ten bohater-antybohater - nadał inne rysy postawie raczej powstańców niż żołnierzy, wystrzegając się jednocześnie "bohaterskiego" mówienia, chociaż w Zdążyć przed Panem Bogiem Hanny Krall musiał stoczyć walkę o równorzędność swojego dyskursu66.
Wróćmy do Berka. Niektórzy sądzili, że Joselewicz zginął podczas walk o Pragę. Ale jednak - dziwnym zrządzeniem losu - on pozostał przy życiu, by móc dalej bić się o wolność.
Czy w ogóle istniał?
W dwudziestoleciu międzywojennym wśród sporów o militarne zdolności Żydów i zasadność wprowadzenia ich do polskiego kanonu bohaterskiego trzeba wymienić spór o istnienie żydowskiego pułku Joselewicza. Jego egzystencję podawano w wątpliwość. Tadeusz Korzon w Kościuszce. Biografii z dokumentów wysnutej (1894) i w pierwszym tomie Wewnętrznych dziejów Polski za Stanisława Augusta (1897) sądził, ale tylko mimochodem, że wobec krótkości czasu do zorganizowania się - między "uwiadomieniem" Kościuszki a szturmem na Pragę - pułk nie zdążył się sformować. Podobnie mniemał Adam Skałkowski w książce z 1926 roku. Rozgromiwszy opowieści "o doniosłości broni ludowej w insurekcji kościuszkowskiej", podważył również "legendę o znacznym udziale Żydów w walkach roku 1794". Jako znany demistyfikator pisał: "Nieliczne wzmianki kronikarskie to skąpe gałęzie. Natomiast pełno przeróżnych ozdób i świecidełek, zawieszonych później niby na choince ręką miłującą. Boć sadzono to drzewko w pierwsze święto bratania się narodu polskiego z izraelskim. W każde następne święto w nowe przywdziewano je cacka. Zawsze jednak brak mu korzeni i lada podmuch silniejszy strząsa zeschłe igliwie"67. Skałkowski postanowił porządnie potrząsnąć tym ozdabianym dla celów ideologicznych rachitycznym drzewkiem.
Podkreślał, że insurekcja traktowała Żydów jako bierną masę; w walkach stołecznych nie byli ważniejszym czynnikiem. A nawet "władze insurekcyjne powściągały wystąpienia antysemickie". To Niemcewicz "zapewne" napisał obszerny wstęp do rozporządzenia Kościuszki z dnia 17 września, mając na oku swoje cele polityczne i swobodnie posługując się literacką retoryką68. Berek Joselewicz dążył do awansu: "garnął się do zawodu żołnierskiego, a wyższy w nim stopień mógł uzyskać oczywiście najłatwiej i najprędzej, organizując swoich spółwyznawców". Ale nie bardzo mu się to udawało. "Ochotników pewnie miał niewielu, a i ci rozbiegli się na odgłos maciejowickiego gromu"69. Przypomnijmy, że podobnie pisano w XIX wieku o legionie żydowskim Mickiewicza z roku 1855: "Atoli formacja nie sformowała się, legioniści ulotnili się, chuchnął, dmuchnął i nic nie zostało"70. Był to oczywisty fałsz.
Niechętnych domysłów Skałkowskiego nie mógł pominąć milczeniem Ernest Łuniński. Na łamach "Wiadomości Literackich" zakwestionował "zasadnicze zaprzeczenie" poczynione przez autora pracy o insurekcji kościuszkowskiej. Przytoczył źródła pamiętnikarskie z epoki oraz list Jana Henryka Dąbrowskiego do Berka Joselewicza z 1798 roku, utrzymując, że twórca legionów nie mógłby do nich zapraszać bratersko człowieka, który by "chrztu krwawego nie otrzymał z swoją formacją". Skałkowski - zdaniem Łunińskiego - przeświadczeń o miernej liczbie Żydów zainteresowanych walką o niepodległość Polski oraz o ich dezercji po klęsce nie popiera żadnymi dowodami historycznymi. Chcąc zapełnić lukę - w postaci braku dokumentu dla uzasadnienia hipotezy - "radzi sobie uczony w sposób prosty, dodając skromnie "pewnie" lub "pewno", i z lekkim sercem buduje gmach z piasku, potynkowany w pozory stwierdzeń"71.
Skałkowski nie pozostał dłużny Łunińskiemu. Na łamach tych samych "Wiadomości Literackich" nazwał jego ujęcie "uczuciowym, a po dziennikarsku nieścisłym". Nadal utrzymywał, że jego domysły są "prostsze i prawdopodobniejsze" od hipotez Łunińskiego i "innych wielbicieli bohaterskich czynów Berka i jego współwyznawców w walkach 1794 r." Podkreślał, że wszystko, co napisał Łuniński, jest "wyłącznie przyczynkiem do powstania legendy o udziale Żydów polskich w insurekcji 1794 roku"72. Legenda więc miała się zderzyć z surową prawdą historyczną. Obwieszone złudnymi błyskotkami drzewko jakby przewróciło się pod naporem wichru dziejowych prawd.
Do zastrzeżeń Korzona i Skałkowskiego powrócił jednak w 1934 roku Marian Kukiel w artykule pod znamiennym tytułem: Czy istniał pułk Berka Joselewicza?73 Przypomniał, że generał Kniaziewicz pisał 16 czerwca 1800 roku do Wybickiego o Berku, "co w Polszcze był pułkownikiem". "Nie pisałby tak Kniaziewicz, gdyby szło o inicjatywę nieurzeczywistnioną i tytuł fikcyjny". Ale najistotniejsza okazała się analiza znanego dekretu kościuszkowskiego w świetle nowych dokumentów archiwalnych. Otóż na ich podstawie Kukiel stwierdził, że koszt wystawienia lekkokonnego pułku i jego utrzymywania aż do zakończenia formacji miał spoczywać na kahałach i synagogach, że "po Maciejowicach nie tylko pułk się nie rozbiegł, ale myślano o jego znacznym rozwinięciu" (Skotnicki proponował nowemu naczelnikowi powstania, Wawrzeckiemu, zorganizowanie pułku żydowskiego do 1800 ludzi) i że - by zmniejszyć koszty umundurowania - zaplanowano czarny kolor ubiorów, tak by chałaty można było przerabiać na mundury... Co zaś do liczebności pułku, mieszczanin, który opuścił Warszawę, indagowany pod koniec września 1794 roku przez kozaków Suworowa, mówił o 50 tysiącach uzbrojonych mieszczan i dodał, że "w ich liczbie utworzył się żydowski pułk konny z 500 ludzi, których dowódcą jest także Żyd"74. "Świadectwo to - stwierdza Kukiel - cofa istnienie pułku na wrzesień i wiąże go z milicją", w której skład wchodziły oddziały żydowskie. "Z takiego oddziału żydowskiego milicji warszawskiej musiał wyróść pułk Berka", a jego nieobecność w raportach wojskowych "zdaje się wskazywać, że do końca traktowano ten oddział jako część miejskiej milicji"75. Istniał więc jednak żydowski pułk Berka!
Rycerska sława pośmiertna
Po klęsce powstania 1794 roku Joselewicz szukał miejsca i sposobu dla realizacji swoich ideałów. Gdy w roku 1798 zameldował się listownie u generała Jana Henryka Dąbrowskiego, ten odpowiedział mu następującymi słowami: "Z prawdziwym ukontentowaniem doszedł mnie list Twój - obywatelu pułkowniku - spodziewałem się zawsze, że Ty, co pierwszy byłeś do zachęcania ziomków swych podczas ostatniej rewolucji, aby się jęli oręża w obronie kraju, nie opuścisz i tej drogi służenia ojczyźnie przez przybycie do legionów"76. Gdy już znalazł się w Legionach Dąbrowskiego jako "pułkownik, Rotmistrz Kawalerii Polskiej", prosi m.in. o pozwolenie na wzmożony dozór nad całą kawalerią - "mając na zawsze [konie] pod okiem, lepiej dozierać sam ich potrafię"77. "Przy reorganizacji zniszczonych legij włoskich w roku 1800 przerzucony został z resztkami pułku do nowo tworzącej się legii Kniaziewicza nad Ren"78. Doszły do nas wiadomości o przykrościach, jakie go tu spotykały z powodu pochodzenia. Wódz legii naddunajskiej, generał Kniaziewicz, pisał rozgoryczony w liście do Wybickiego z 16 czerwca 1800 roku o "zazdrości rang, przesądach stanu i urodzenia", które zatruwały życie w legionach i teraz nadal nurtują legię. Osobny passus listu został poświęcony Joselewiczowi: "Berek, co w Polszcze był pułkownikiem, co dwie kampanie we Włoszech odprawił, tu przybywszy, tym dobrowolnie starszeństwa odstąpił, którzy tu żadnej kampanii nie odprawili; dlatego jednak jego prześladować nie przestają, któremu jednak niczego więcej zarzucić nie można jak to, że się nie szlachcicem urodził"79.
Pisze historyk, że Berek "brał udział w bitwach pod Hohenlinden i Salzburgiem; później przeprowadził znaczną część kawalerii polskiej za Alpy. Na wieść o tworzeniu się w Poznańskiem wojsk narodowych pośpieszył Berek do ojczyzny; bije się pod Tczewem, Gdańskiem i Friedlandem; po bitwach do dawniej uzyskanej Legii Honorowej przyłącza krzyż Virtuti Militari"80. Po utworzeniu Księstwa Warszawskiego w 1807 roku przeszedł do armii regularnej i został szefem szwadronu w piątym pułku strzelców konnych81. Anonimowa piosenka stylizowana na ludową nutę tak opiewała czyny "tęgiego wojownika" od Kościuszki:
Gdy nie stało Naczelnika,
Nie dał się pan Berko zdurzyć.
Gdy nie stało Naczelnika,
W rękę pika, na konika,
Z Francuzami wnet się zbratał.
Bonapart zrobił go szefem,
Więc Moskala znowu łoił,
A którego tylko spłatał,
Ten się pewno nie wygoił.
Potem pod księciem Józefem,
Gdy przyszło na Austryjaka,
Bił się w dwójnasób, bo wet za wet,
Za Żyda i za Polaka!82
Zginął w potyczce pod Kockiem 5 maja 1809 roku, "zarąbany przez huzarów austriackich", jak pisał generał Henryk Dembiński83. Inni opowiadali o "rozsiekaniu". Jego śmierć poszła w przysłowie: "Zginął jak Berek pod Kockiem" (to znaczy: zginął ze szczętem, z kretesem), zawędrowała do porzekadła ludowego: "W tem to zajściu huncwockiem / Zginął Berek pod Kockiem"84. Lud - jak opowiadano - usypał mu natychmiast kopiec grobowy pod Kockiem, czcząc bohatera żałobnego.
W prasie ówczesnej i we wspomnieniach pośmiertnych wyrazy urzędowego żalu mieszały się z głębokim uznaniem dla wielkiej osobowości Joselewicza, włączonego w polski dyskurs bohaterski. Nazywano go najczęściej "rycerzem" i pisano o "drodze honoru", na którą wstąpił, dając przykład swemu narodowi. W "Monitorze" z 19 VI 1809 tak go charakteryzowano: "Oto pierwszy Żyd polski, który pokazał swym współwyznawcom - drogę honoru i dał przykład bohaterskiego oddania w służbie dla Ojczyzny"85. "Gazeta Warszawska" zamieściła nekrolog tej treści: "Zeszedł z tego świata śmiercią prawdziwego rycerza, odbywszy przez lat piętnaście wszystkie kampanie we Włoszech, Niemczech i Polsce. Pierwszy on z Żydów polskich otworzył drogę honoru swoim jednowiercom i dał piękny z siebie przykład waleczności". W Pochwale walecznych Polaków w wojnie 1809 r. poległych, przedstawionej podczas publicznego posiedzenia Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Warszawie w dniu 22 XII 1809 roku, Stanisław Kostka Potocki opiewał również przodownictwo "walecznego Berka": "...Tyś pierwszy dał u nas przykład odżywionej waleczności narodowi Twemu i wskrzesił wizerunek rycerzów, których śmierci niegdyś Syjonu opłakiwały córy!"
Pisałam już o używaniu porównań do Machabeuszy w powstaniu kościuszkowskim. Po śmierci Berka biblijne porównania nasiliły się i często pojawiały w obrazie żydowskiego bohatera - Juliusz Falkowski nazywał go nawet "pierwszym, jaki się na ziemi naszej zrodził - bodaj czy nie pierwszym od Machabeuszów"86. O "walecznym Machabeuszu" pisał dużo później także Samuel Hirszhorn we wzniosłym wierszu, próbując już dać odpór "żydożerców zgrai"87.
W ujęciu działającego na Wielkiej Emigracji demokraty, Leona Hollaenderskiego, który napisał historię Żydów w Polsce, Berek Joselewicz wybijał się na pierwszy plan. "Chwalebna śmierć tego Izraelity i poświęcenie pułku, którym dowodził", miały dawać wiekopomny przykład młodzieży izraelskiej i polskiej88. W 1861 roku, w dobie manifestacji patriotycznych, opiewano Berka jako romantycznego bohatera "eposu napoleońskich czasów", kiedy jeszcze nie dokonało się przejście do pozytywistycznej przyziemności: "od miecza do machiny parowej i od honoru do miłego grosza"89. Berek dzierżył oczywiście zarówno miecz, jak honor. Konopnickiej imię "Joselewicz" zrymowało się z "królewiczem"90.
Przez półtora stulecia romantyczna legenda Berka Joselewicza wikłała się w rozmaite dyskursy polityczne i społeczne, dotyczące miejsca Żydów w polskiej wspólnocie. Debaty i polemiki, oskarżenia i mowy obrończe przybrały na sile zwłaszcza wówczas, gdy koncepcje Kościuszkowskie i Lelewelowskie zaczęły ustępować pod naporem coraz wyraźniej biorących górę idei nacjonalistycznych i antysemickich. Postać Berka Joselewicza roztrząsano w rozmaitych kontekstach, zależnie od potrzeb emocjonalnych i politycznych środowiska, w obrębie więc czy to problemów asymilacji Żydów, czy to postulatów autonomii narodowo-kulturalnej mniejszości żydowskiej, czy też ogólnie obecności postawy określanej potocznie mianem "Żyda - polskiego patrioty". Jak zachować tożsamość żydowską i polską jednocześnie - takie pytanie kierowano do cieniów Berka Joselewicza. Jego mit pojawiał się na pograniczu żydowsko-polskich rozmyślań i debat o przynależności do dwóch wspólnot. Promieniujące od jego postaci impulsy pozwalały się domyślać w nim patrona różnych dążeń ideowych oraz inspiratora rozmaitych kreacji literackich.