Bohater bez peleryny - Katarzyna Bieńkowska

Kup ebooka

45.00 zł

-
Proszę czekać

Katarzyna Bieńkowska

Bohater bez peleryny

Ilustracje:

Kaja Gurbisz

Bohaterowie

Szymon - pięciolatek, starszy brat. Marzy, by zostać bohaterem, i choć początkowo wydaje mu się to nierealne, szybko dochodzi do wniosku, że każdy może się nim stać! Dla rocznej Milki jest kimś takim z pewnością.

Emilia - młodsza siostra, nazywana przez wszystkich Milą. Zawsze stoi murem za Szymonem. Świat przemierza (czasami na czworakach) krok w krok za starszym bratem. Wiele musi się jeszcze nauczyć o życiu, a każdy jej dzień bogaty jest w nowe doświadczenia.

Mama - mama Emilii i Szymona. Nie potrafi śpiewać, choć uparcie co wieczór nuci kołysanki. Przytulańcami potrafi poprawić humor każdemu. Z anielską cierpliwością odpowiada na miliony pytań na godzinę.

Tata - tata Emilii i Szymona. Popołudniami atakuje zamki syna i córki, buduje wieże i wyjada dzieciom czekoladę.

Babcia - mama Mamy, ma czworo wnucząt. Jej życiowym celem jest te wnuki rozpieszczać.

Dziadek - tata Mamy, ma motocykl i anielską cierpliwość do swoich małych pomocników w garażu.

Mały Superbohater

Szymon siedział w swoim pokoju i - wtulony w kąt kanapy - spoglądał przez okno. Był smutny. Mama stanęła w drzwiach, czekając, aż ją zauważy. Nie zauważył. Młodsza siostra właśnie ściągała z wyższej półki regału jego ulubiony samochód. Wiedziała, że nie może go ruszać. Nie zwrócił na to uwagi. Mama się zmartwiła. Weszła po cichu do pokoju i usiadła przy Szymonku.

- Co się stało, synku? - Przyciągnęła go do siebiei mocno przytuliła, tak jak tylko Mama potrafi.

- Nic... - Szymek miał twarz ciągle odwróconą do okna, choć nie mógł przez nie już nic zobaczyć, bo na zewnątrz było ciemno. 

- Kochanie, jak mi opowiesz, będzie ci lżej. A razem na pewno rozwiążemy Twój problem! 

Szymon pomyślał, że jego problemu nie da się rozwiązać, ale skąd Mama mogła to wiedzieć.

Ona zawsze tak mówi, potem długo z nim rozmawia, a po kilku przytulasach zazwyczaj poprawia mu się humor. Chłopiec postanowił więc, że mimo wszystko spróbuje jej opowiedzieć, dlaczego jest smutny.

- Bo ja chciałbym być superbohaterem... Ale nigdy nim nie będę! - W głosie Szymona słychać było rozpacz. Odczuwał obawę, że Mama będzie się śmiała.

Szymon uwielbiał superbohaterów: oglądał bajki, filmy, czytał książki, na ścianach wieszał z Tatą plakaty. Wszystkie jego rzeczy były z motywem superbohaterów: pościel z Batmanem, pidżama z Kapitanem Ameryką, koszulki z Supermanem. Na półce stał Batmobil z klocków LEGO, a przy łóżku lampka i zegar w kształcie Batmana. On - największy fan, a teraz na jego twarzy maluje się smutek.

- Jesteś moim bohaterem! Tak naprawdę każdy może być bohaterem!

Szymon pomyślał, że Mama wygląda, jakby była tego pewna. Dokładnie takim samym tonem powtarza, że szpinak jest zdrowy. I że trzeba pić dużo wody. Ale tym razem na pewno się myli...

- Nieprawda... Ja nie mogę!

- A co robi superbohater?

- Ratuje świat! - Chłopiec ożywił się, a oczy mu zabłysły. Odwrócił się w końcu do Mamy gotowy, by rozmawiać.

- Wiesz, że cały świat trudno uratować? Czasem wystarczy pomóc jednej osobie...

- Tak jak Supergirl ocaliła dziewczynę, na którą prawie zawalił się budynek!

- Kochanie, to wszystko bajka. W filmach i kreskówkach ciągle kogoś wybawiają z opresji, ale wcale nie trzeba ratować wszystkich, by zostać superbohaterem!

- No pewnie, że nie trzeba ratować wszystkich... Ale żeby być bohaterem, trzeba mieć kostium... 

- Przecież na początku superbohaterowie nie mieli strojów - zaśmiała się Mama i przeczesała mu włosy, choć bardzo nie lubił, gdy psuła mu fryzurę. - To w nich jest moc, a nie w kostiumie, prawda? 

- Ale śniło mi się dziś w nocy, że mam pelerynę.

- Opowiesz nam o tym śnie? - Mama usiadła wygodniej. Obejmując syna jedną ręką, z drugiej strony przytuliła jego siostrę. - Chcesz posłuchać, co się śniło Szymonowi?

Emilia energicznie pokiwała głową. 

- Jak już mnie przytuliłaś i prawie zasnąłem, to usłyszałem jakiś hałas na zewnątrz! I wtedy przez okno wpadł batarang, czyli rzutka Batmana...

Mama pomyślała, że dziecko powinno oglądać mniej bajek, ale tego nie skomentowała.

- A na niej było napisane: "Dołącz do nas!". - Szymon niemal podskakiwał na kanapie. - Do superbohaterów! No i jak wyszedłem z domu, to zobaczyłem ich na ulicy. Powiedzieli, że muszę z nimi całą noc ćwiczyć. A jeśli mi się wszystko uda, to mnie przyjmą do swojej drużyny. Rozumiesz, Mamo? Miałem zostać bohaterem i pomagać im ratować świat!

- I co robiłeś przez całą noc?

- Musiałem im udowodnić, że umiem bardzo szybko biegać i że się nie męczę. To wcale nie było takie łatwe, bo przecież wszyscy się męczą, ale bardzo się starałem. Jeden z nich powiedział, że jak ktoś się stara najbardziej, jak potrafi, to wystarczy. Bo nie trzeba być zawsze najlepszym, ale nie można się poddawać.

- To bardzo mądre.

- Wiem, ty i Tata też zawsze mówicie, że trzeba próbować. I nawet jak się nie udaje, to nic nie szkodzi. Może wy też jesteście w drużynie?

- Raczej nie, ale już ci opowiadałam, że każdy może zostać bohaterem, jeśli się troszkę postara. Zaraz ci udowodnię, że też nim jesteś... - dodała. - Jeśli całą noc biegałeś, to pewnie byłeś bardzo zmęczony?

- Nie tylko biegałem, musiałem też skakać na trampolinach. Jak najdalej albo jak najwyżej. Bo oni potrafią latać albo skaczą bardzo daleko, albo mają jeszcze inne moce! A ja nie mam, więc musiałem ćwiczyć. Na szczęście dobrze mi szło. Przyjęli mnie do drużyny i zabrali do swojego centrum dowodzenia. A tam czekało na mnie takie duże łóżko z mnóstwem poduszek i pozwolili mi odpocząć. Powiedzieli, że jak się wyśpię, to pójdziemy na pierwszą akcję... Ale obudziłem się w swoim łóżku.

W głosie Szymona słychać było smutek. Sen wydawał mu się na tyle realny, że pobudka okazała się ogromnym rozczarowaniem. Mama uśmiechała się łagodnie, bo już wiedziała, jak poprawić dziecku humor.

- Nic się nie martw. Przyjęli cię przecież do drużyny, więc oficjalnie jesteś bohaterem. Myślę, że taki bohater zasługuje na kanapkę z ulubionym dżemem. A ty jak uważasz?

- Wolałbym chyba z masłem czekoladowym...

Szymon niepewnie spojrzał na Mamę, bo wiedział, że na takie kanapki zgadza się bardzo rzadko. Tylko od wielkiego święta.

- Dla mojego bohatera wszystko! Nawet masło czekoladowe... Myślisz, że Milka też ma ochotę?

- Pewnie!

Kolację najczęściej przygotowywali razem.