SCENA 1
NARRATORKA
Wiedeń, rok 1928. W mieszkaniu Antona Weberna zebrało się kółko znajomych.
WEBERN
No, moi panowie. Usiądźmy. Teraz możemy spokojnie porozmawiać. Ale na miłość boską, o wszystkim, tylko nie o muzyce.
HRADETZKY
Panie Webern, nie rozumiem. Przecież pan żyje muzyką.
WEBERN
Tak, ale nie w tym momencie. Czuję się lekko, jakby wyzwolony. Podobnie czuję się tylko w górach. W takich przyjemnych momentach, kiedy jesteśmy razem. Schönberg przynosi karty i jest w swoim żywiole. Nawiasem mówiąc, nigdy nie zrozumiem jego entuzjazmu dla kart.
HRADETZKY
Nie sam umysł, ciało też musi umieć odpoczywać. Panowie, wiecie, że Wagner przywitał kiedyś zaproszone towarzystwo, chodząc na rękach? Szedł tak aż do bramy, spory kawałek. Byłem na miejscu i zmierzyłem ten odcinek. Ponad jedenaście metrów!
ROSENBAUM
Mógł sobie na to pozwolić. Był małego wzrostu. Nie wyobrażam sobie pańskiego przyjaciela, panie Webern, tak chodzącego na rękach.
WEBERN
Kogo?
ROSENBAUM
Albana Berga.
WEBERN
A...
HRADETZKY
Zawsze zastanawiałem się, czy istnieje jakiś związek między wyglądem kompozytora a jego muzyką. Beethoven z rozwichrzonymi włosami - jakoś nie zdążył wyłysieć za życia - wspaniale pasuje do swojej muzyki. Ona też jest taka.
WEBERN
Rozwichrzona?
NARRATORKA
W rozmowie pojawia się temat żywo wówczas omawiany: fizjonomika.
WEBERN
Muzyka Beethovena nie jest rozwichrzona, skądże. To wspaniała organizacja dźwiękowa, mogę to panom udowodnić. Niech pan weźmie jakąkolwiek sonatę fortepianową. No, choćby tę, którą pan tak lubi. Wejście "as" przed powtórzeniem drugiego tematu... Rozwichrzony! To głupi malarze rozwichrzyli mu włosy. Ci durnie, którzy dają posłuch każdej bredni na temat muzyki.
NARRATORKA
Fizjonomika i Webern. W opisach biografów powtarzają się te same skojarzenia: wygląd sumiennego urzędnika albo gimnazjalnego profesora fizyki czy matematyki. Determinacja widoczna w zaciętym rysunku ust i przenikliwym, badawczym spojrzeniu.
WEBERN
Przepraszam, jestem małego wzrostu, ale nigdy nie przyszło mi na myśl witać gości idąc do nich na rękach.
(Śmiech)
ROSENBAUM
Szkoda byłoby pańskich rąk, które tak dobrze dyrygują orkiestrą. I dają utrzymanie niemałej gromadce.
NARRATORKA
Sensacją dnia jest wykonanie Tria smyczkowego op. 20 Weberna na festiwalu w Sienie. Najpierw sam Anton daje się ponieść marzeniom o sukcesie.
HRADETZKY, ROSENBAUM
Słuchamy, słuchamy... Proszę mówić.
WEBERN
Tak. Czasami udaje mi się przekonać publiczność. To bardzo trudne dzieło, napisane w technice dwunastotonowej i to ścisłej. I ono przekonało publiczność do mnie. Ludzie nie są aż tak głupi, jak się to im lekkomyślnie imputuje.
ROSENBAUM
Ach, jak ja lubię takie rzeczy słyszeć. Świetnie!
WEBERN
Moje Trio polecił im Schönberg.
(Wchodzi DR HORWITZ)
DR HORWITZ
Dobry wieczór.
WEBERN
Witamy, doktorze Horwitz.
DR HORWITZ
Cudownie, że panów znów widzę. Co tak was raduje, jeśli wolno wiedzieć?
ROSENBAUM
Samo życie nieraz bywa piękne.
WEBERN
Ale, ale... Pan przecież był na festiwalu. Jakże tam poszło nam w tej Sienie?
DR HORWITZ
Nam, to znaczy komu?
WEBERN
No, na przykład mnie?
DR HORWITZ (milczy)
HRADETZKY
No, niechże pan opowie.
DR HORWITZ
Cóż mam mówić? Wybuchł straszny skandal. Prawdę mówiąc, czegoś takiego wcześniej nie widziałem. Publiczność zachowała się niżej wszelkiej krytyki.
ROSENBAUM
A krytyka - na pewno poniżej publiczności.
WEBERN
Włosi.
DR HORWITZ
Nie Włosi. Wszyscy. Nawet kompozytorzy, którzy tam byli. Nawet oni, a może zwłaszcza oni. "Barbarzyńska muzyka! Świństwo!" - tak napisał krytyk z "Popolo d'Italia".
HRADETZKY
Niebywałe.
HRADETZKY
Co pan chce: z różnych krajów przyjeżdżają miernoty i impotenci, zwłaszcza ci odrzuceni. Nic dziwnego, że ucieszyła ich muzyka naszego przyjaciela, na którym wiesza się psy bezkarnie i ku gromadnej uciesze innych.
(Muzyka: fragment "Tria smyczkowego" op. 20)