Bogu na ziemi - Tadeusz Czerniawski
Kup ebooka
40.38 zł
33.52 zł
(40,38 zł najniższa cena z 30 dni)
«
»
Przedmowa
Kiedy po raz pierwszy sięgnąłem po maszynopis tej książki, byłem przekonany, że trzymam w rękach kolejną antyutopię - dobrze napisaną, ale jednak fikcję literacką w stylu Orwella czy Huxleya. Miałem wrażenie, że autor, ukrywający się pod pseudonimem, stworzył przerażający, lecz nieprawdziwy obraz państwa, w którym Kościół katolicki przejmuje absolutną władzę, a obywatele poddawani są inwigilacji, gettom i karze za wątpliwość. Znałem przecież Polskę - kraj o bogatej tradycji demokratycznej i chrześcijańskiej, kraj, który przez wieki walczył o wolność sumienia. Jakże mógłby się tam zdarzyć opisany przez autora koszmar?
Im głębiej jednak wnikałem w kolejne strony, tym bardziej opadały moje wątpliwości. To, co czytałem, nie było fantazją. Było reportażem - zimnym, precyzyjnym, udokumentowanym dziesiątkami relacji świadków, cytatów z ustaw, opisów procesów sądowych i aplikacji inwigilacyjnych. Autor nie epatował emocjami - choć czuć w nim ból i gniew - lecz oddawał głos tym, którzy przeżyli: socjologowi z Lublina, który uciekł z getta; młodej matce skazanej za seks w piątek; księdzu, który odmówił donoszenia na swoich parafian; filozofowi skazanemu na "śmierć cywilną". Ich historie - spisane z reporterską skrupulatnością - tworzą obraz państwa, w którym prawo Boże zastąpiło prawo stanowione, a wiara stała się narzędziem terroru.
Jako profesor uniwersytetu od wielu lat zajmuję się etyką i filozofią polityki. Badałem systemy totalitarne - od nazizmu po stalinizm, od Kambodży Pol Pota po Koreę Północną. Znam mechanizmy, które prowadzą do zniewolenia społeczeństw: strach, donosicielstwo, degradację instytucji, centralizację władzy, legitymizację przemocy poprzez odwołanie do wyższej idei. Książka "Bogu na ziemi" opisuje te mechanizmy z precyzją, jakiej rzadko spotykam w literaturze faktu. Autor pokazuje, jak demokratyczny rząd może w ciągu zaledwie kilku lat przekształcić się w teokrację - nie poprzez zamach stanu, lecz przez uchwalanie kolejnych ustaw, którym nikt się nie sprzeciwia, bo "Bóg tak chce". Jak wolne media mogą zamilknąć, bo dziennikarze boją się getta. Jak nauka może zostać zastąpiona przez teologię, a szpitale - przez kaplice.
Najbardziej przerażające w tej książce jest jednak nie to, co autor opisuje, ale to, jak bardzo jest to prawdopodobne. Nie mówię o konkretnych wydarzeniach - te są fikcyjne, choć osadzone w realiach bliskiej przyszłości. Mówię o logice rozwoju: jak lęk przed innym prowadzi do odrzucenia demokracji, jak tęsknota za bezpieczeństwem skłania ludzi do oddania wolności, jak religia - najpiękniejsze osiągnięcie ludzkiego ducha - może zostać wypaczona i przekształcona w ideologię przemocy. Autor nie oskarża Kościoła jako instytucji ani wiary jako takiej. Oskarża tych, którzy w imię Boga zamykają, karzą i zabijają. I robi to z odwagą, na jaką stać tylko tych, którzy sami wiele stracili.
Książka "Bogu na ziemi" jest nie tylko dokumentem. Jest ostrzeżeniem. I choć adresowana jest do czytelników w Polsce, powinna być lekturą obowiązkową dla wszystkich, którzy wierzą, że demokracja i wolność sumienia są wartościami, które obronią się same. Historia uczy, że żaden system nie jest trwały - jeśli ludzie nie będą go chronić. A by go chronić, trzeba wiedzieć, jakie mechanizmy mogą go zniszczyć. Ta książka tę wiedzę daje.
Polecam ją z całego serca - jako filozof, jako socjolog, jako człowiek, który po jej lekturze długo nie mógł spać, myśląc o tym, jak krucha jest granica między państwem prawa a państwem strachu.
Prof. dr hab. Serafin Ujwiczak (fragment recenzji)
Poznań, maj 2040
Rozdział 3
Ekonomia pod klauzurą - dziesięcina i podatek od grzechu
W grudniu 2035 roku, na tydzień przed Wigilią, minister ds. Gospodarki Bożej, ksiądz biskup Ignacy K., ogłosił w telewizji publicznej (od 2034 roku zwanej "TV Trwam Narodowe") nowy system podatkowy. Siedział za biurkiem, na którym stał krucyfiks, obraz Matki Boskiej Częstochowskiej i świecznik z siedmioma ramionami - ten ostatni, jak później wyjaśniono, był rekwizytem, mającym symbolizować "siedem darów Ducha Świętego". Biskup Ignacy mówił wolno, dobitnie, z namaszczeniem człowieka, który ogłasza nie ustawę, ale objawienie:
"Drodzy bracia i siostry w Chrystusie. Dotychczasowy system podatkowy był wymysłem ludzi świeckich, którzy nie rozumieli, że pieniądz jest narzędziem Bożym. Od dziś wprowadzamy podatki, które służą zbawieniu. Kto płaci - ten się oczyszcza. Kto uchyla się od płacenia - ten grzeszy przeciwko Duchowi Świętemu, który jest Duchem Ofiarności."
Nikt nie zaprotestował. Nawet ci, którzy w duchu przeklinali, bali się otworzyć usta. Bo w nowej Polsce protestowanie przeciwko podatkom było nie tylko wykroczeniem skarbowym - było "buntem przeciwko Bożemu porządkowi", paragraf 89 KKD, kara od 2 do 5 lat. W ciągu pierwszego roku funkcjonowania nowego systemu skazano 230 osób za "nieposłuszeństwo podatkowe w zamiarze bezbożnym". Jedną z nich była 67-letnia emerytka z Kielc, która napisała do urzędu skarbowego list: "Nie stać mnie na dziesięcinę. Mam 800 złotych renty. Proszę o zwolnienie". Odpowiedział jej ksiądz inspektor: "Bieda nie zwalnia z obowiązku wobec Boga. Proszę sprzedać biżuterię lub poprosić rodzinę o pomoc". Kobieta nie miała biżuterii ani rodziny. Trafiła do getta w Lublinie na trzy miesiące. Wyszła z nerwicą.
W tym rozdziale opowiem, jak wyglądała ekonomia państwa wyznaniowego. Jak dziesięcina stała się podatkiem powszechnym. Jak opodatkowano grzech. Jak aplikacja "Cnota" nauczyła Polaków, że każdy przelew bankowy jest aktem wiary. I dlaczego - mimo wzrostu wpływów do budżetu - gospodarka zaczęła się załamywać szybciej, niż ktokolwiek przewidywał.
1. Dziesięcina - czyli podatek dla Boga (i dla biskupa)
Dziesięcina - obowiązkowy podatek w wysokości 12% dochodu brutto - została wprowadzona "Ustawą o ofiarności narodowej" z 15 listopada 2035 roku. Dlaczego 12%, a nie 10%? Biskup Ignacy wyjaśnił to w kazaniu radiowym: