Bogowie i herosi - Joanna Zaręba

Kup ebooka

21.34 zł
9.60 zł (17,07 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

O co chodzi z tą mitologią?

Jes­teś cie­ka­wy świa­ta? Chcesz go zro­zu­mieć? Za­sta­na­wia cię, dla­cze­go po­go­da, ko­smos i zwie­rzę­ta za­cho­wu­ją się w okre­ślo­ny spo­sób? Je­śli tak, mo­żesz uwa­żać, że masz szczę­ście. Ży­jesz w cza­sach, gdy na­uka po­tra­fi od­po­wie­dzieć na wie­le two­ich py­tań. Na­wet nie mu­sisz wy­cho­dzić z domu i szu­kać naj­bliż­szej bi­blio­te­ki (cho­ciaż go­rą­co to po­le­cam). Wy­star­czy, że uru­cho­misz kom­pu­ter lub na­wet te­le­fon i wpi­szesz szu­ka­ne za­gad­nie­nie do prze­glą­dar­ki in­ter­ne­to­wej.

W sie­ci mo­żesz zna­leźć wszyst­ko - licz­by, de­fi­ni­cje, wy­ja­śnie­nia, a na­wet zdję­cia. A tak­że szyb­ko spraw­dzić, jak wy­glą­da Zie­mia z ko­smo­su, do­wie­dzieć się, dla­cze­go ist­nie­ją pory roku, spraw­dzić, ile waży Księ­życ, albo obej­rzeć fo­to­gra­fie groź­nych wi­ru­sów, wy­ko­na­ne mi­kro­sko­pem elek­tro­no­wym. Jed­nak zdo­by­wa­nie wie­dzy nie za­wsze było ta­kie ła­twe.

Wiesz, że daw­niej lu­dzie wie­rzy­li, że Zie­mia jest pła­ska? Dla nas to śmiesz­ne, ale kie­dyś tech­no­lo­gia nie po­zwa­la­ła na spoj­rze­nie na na­szą pla­ne­tę z or­bi­ty i nikt nie sły­szał o przy­cią­ga­niu ziem­skim. Sta­ro­żyt­ni nie mo­gli wie­dzieć, że z okrą­głej pla­ne­ty miesz­kań­cy nie będą spa­dać w ot­chła­nie ko­smo­su. Cie­kaw­scy Gre­cy za­da­ją­cy trud­ne py­ta­nia mo­gli co naj­wy­żej do­my­ślać się, zga­dy­wać i two­rzyć hi­sto­rie wy­ja­śnia­ją­ce ta­jem­ni­cze zja­wi­ska przy­ro­dy za­cho­dzą­ce do­oko­ła nich. To wła­śnie je­den z ce­lów ist­nie­nia mi­tów - udzie­la­nie od­po­wie­dzi na trud­ne py­ta­nia. Skąd się bio­rą pio­ru­ny, hu­ra­ga­ny i trzę­sie­nia zie­mi? Dla­cze­go lu­dzie umie­ra­ją albo się ro­dzą? Dla­cze­go w ogó­le ist­nie­je na­sza pla­ne­ta i jak to się sta­ło, że po­wsta­ło na niej ży­cie? Od­po­wie­dzi moż­na zna­leźć w mi­tach sta­ro­żyt­nej Gre­cji.

Co ro­bisz, gdy źle się czu­jesz? Pro­sisz o po­moc le­ka­rza. A je­śli trosz­czysz się o swo­ją przy­szłość i na przy­kład chcesz się do­wie­dzieć, jaki kie­ru­nek stu­diów bę­dzie dla cie­bie naj­od­po­wied­niej­szy, szu­kasz in­for­ma­cji w in­ter­ne­cie. Tym­cza­sem sta­ro­żyt­ni Gre­cy pa­ko­wa­li się i ru­sza­li w po­dróż (czę­sto dłu­gą) do naj­bliż­sze­go mia­sta, gdzie miesz­ka­ła wy­rocz­nia na­tchnio­na przez bo­gów. I to wła­śnie ją pro­si­li o po­ra­dę. Przy­znasz, że jed­nak żyje nam się dużo wy­god­niej...

Są też inne py­ta­nia; ta­kie, na któ­re wca­le nie jest nam ła­twiej od­po­wie­dzieć niż sta­ro­żyt­nym Gre­kom. Py­ta­nia, któ­re wszy­scy cza­sa­mi za­da­je­my. Dla­cze­go lu­dzie mu­szą umie­rać? Co się dzie­je z czło­wie­kiem po śmier­ci? Skąd wie­my, że coś jest do­bre albo złe, spra­wie­dli­we albo nie­słusz­ne? Skąd w ogó­le wzię­li się lu­dzie? Po co ist­nie­je­my? Gre­cy za­sta­na­wia­li się nad tym rów­nie czę­sto jak my, a pew­nie na­wet czę­ściej. Żeby wy­jaś­nić so­bie ta­jem­ni­ce świa­ta, wy­my­śla­li mity opo­wia­da­ją­ce o bo­gach, któ­rzy stwo­rzy­li świat i rzą­dzi­li nim, na­da­jąc lu­dziom pra­wa i obo­wiąz­ki. To oni de­cy­do­wa­li o tym, co jest do­bre, a co złe. Mo­gli na­gro­dzić śmier­tel­ni­ka szczę­ściem i bo­gac­twem albo uka­rać cho­ro­bą lub na­wet śmier­cią. To oni usta­no­wi­li pod­ziem­ny świat, do któ­re­go tra­fia­li zmar­li, i osą­dza­li, czy za ży­cia by­li­śmy do­brzy, czy źli. Mity wy­ja­śnia­ły trud­ne spra­wy i po­rząd­ko­wa­ły świat, w któ­rym żyli sta­ro­żyt­ni.

In­nym ro­dza­jem mi­tów są opo­wia­da­nia o he­ro­sach - bo­ha­te­rach, po­tęż­nych wo­jow­ni­kach po­ko­nu­ją­cych po­two­ry i ra­tu­ją­cych bez­bron­nych lu­dzi z opre­sji. Grec­cy he­ro­si przy­po­mi­na­li su­per­bo­ha­te­rów z na­szych fil­mów, ko­mik­sów i ksią­żek. Po­ja­wia­li się w oko­li­cy, za­bi­ja­li drę­czą­cą miesz­kań­ców be­stię i wy­ru­sza­li w dal­szą dro­gę ku no­wym przy­go­dom. Ta­kie opo­wie­ści do­da­wa­ły lu­dziom od­wa­gi i po­zwa­la­ły mieć na­dzie­ję, że za­wsze znaj­dzie się ktoś, kto po­ko­na zło.

Jak wi­dzisz, mity peł­ni­ły wie­le funk­cji - od do­star­cza­nia in­for­ma­cji o hi­sto­rii i spo­so­bie ist­nie­nia świa­ta, przez wy­ja­śnia­nie ta­jem­nic ży­cia ludz­kie­go, do udzie­la­nia du­cho­we­go wspar­cia lu­dziom po­trze­bu­ją­cym na­dziei w trud­nych cza­sach. Oczy­wi­ście czę­sto ich opo­wia­da­nie słu­ży­ło po pro­stu roz­ryw­ce - każ­dy lu­bił po­słu­chać o tym, jak dziel­ny bo­ha­ter wal­czył z okrop­nym lwem lu­do­ja­dem i udu­sił go go­ły­mi rę­ko­ma.

W na­szych cza­sach wie­le mi­tów do­cze­ka­ło się ekra­ni­za­cji. Mo­ty­wy mi­to­lo­gicz­ne wy­stę­pu­ją rów­nież w po­pu­lar­nych grach kom­pu­te­ro­wych i ko­mik­sach. Je­że­li uważ­nie się ro­zej­rzysz, na pew­no do­strze­żesz mo­ty­wy mi­to­lo­gicz­ne w ota­cza­ją­cym cię świe­cie, ję­zy­ku, kul­tu­rze i sztu­ce. Po tylu wie­kach te sta­ro­żyt­ne hi­sto­rie na­dal ro­bią ogrom­ne wra­że­nie.

1

Skąd się wziął świat, czyli trudne początki

Czy cza­sa­mi się za­sta­na­wiasz, skąd się wziął świat? Gre­cy też się nad tym gło­wi­li. Każ­da sta­ro­żyt­na cy­wi­li­za­cja ma swo­ją wer­sję opo­wie­ści o po­wsta­niu świa­ta, ale więk­szość zga­dza się co do jed­nej kwe­stii - na po­cząt­ku nie było ni­cze­go albo ra­czej było zu­peł­ne NIC. Sta­ro­żyt­ni Gre­cy to wła­śnie NIC na­zy­wa­li Cha­osem i uwa­ża­li, że po­wstał on do­pie­ro w mo­men­cie na­ro­dzin świa­ta. To tro­chę dziw­ne, bo sko­ro ni­cość po­wsta­ła na po­cząt­ku, to co było przed­tem? A może wca­le nie było żad­ne­go przed­tem? Kto wie? Po­wi­nie­neś w każ­dym ra­zie wie­dzieć, że cały wszech­świat był wte­dy po pro­stu pu­sty. Je­że­li nic by się nie zmie­ni­ło, to w hi­sto­rii ni­g­dy nie wy­da­rzy­ło­by się nic cie­ka­we­go. Żad­nych bo­gów, żad­nych he­ro­sów, żad­nych lu­dzi, zero przy­gód. Mu­sisz przy­znać, że brzmi to ra­czej nie­atrak­cyj­nie.

Na szczę­ście w pew­nej chwi­li coś się sta­ło i z tego ca­łe­go Cha­osu wy­ło­ni­ła się Gaja, czy­li Zie­mia, pierw­sza z grec­kich bo­giń. Co cie­ka­we, Gaja po­wsta­ła sama, nikt jej nie stwo­rzył ani nie uro­dził, nie mia­ła ro­dzi­ców jak inni bo­go­wie. Po pro­stu naj­pierw jej nie było, a za­raz po­tem już była. I cho­ciaż po­ja­wie­nie się Zie­mi było ode­gra­ło waż­ną rolę w hi­sto­rii świa­ta, to nie było jesz­cze ni­ko­go, kto mógł­by się nią cie­szyć. Żad­nych ro­ślin, zwie­rząt, lu­dzi ani na­wet in­nych bo­gów. Nie ist­nia­ło rów­nież błę­kit­ne nie­bo. Do­pie­ro Gaja spra­wi­ła, że się na­ro­dzi­ło i unio­sło nad jej po­wierzch­nią. Nie­bo, po­dob­nie jak Zie­mia, było uzna­wa­ne za bó­stwo, w do­dat­ku bó­stwo ro­dza­ju mę­skie­go, i do­sta­ło imię Ura­nos.

Pa­mię­taj, że cho­ciaż dla nas Zie­mia jest ku­li­stą, błę­kit­ną pla­ne­tą, a zdję­cia zro­bio­ne z or­bi­ty ziem­skiej mogą to ła­two po­twier­dzić, to sta­ro­żyt­ni Gre­cy, nie ma­jąc na­szych moż­li­wo­ści ba­da­nia świa­ta, wy­obra­ża­li ją so­bie jako pła­ski dysk oto­czo­ny wo­da­mi wiel­kiej rze­ki zwa­nej Oke­anos.

Za­tem mamy już zie­mię i nie­bo, czy­li Gaję i Ura­no­sa. Ale kie­dy na­ro­dzi­ła się Gaja, dysk ziem­ski był kom­plet­nie pła­ski - bez mórz ani lą­dów, gór czy do­lin. Do­pie­ro po ja­kimś cza­sie Zie­mia je uro­dzi­ła i jej po­wierzch­nia za­czę­ła wy­glą­dać tak jak te­raz.

Wła­śnie wte­dy na sce­nę wkro­czy­ła ko­lej­na bar­dzo waż­na po­stać grec­kiej mi­to­lo­gii - Eros, czy­li Mi­łość. Eros był jed­nym z naj­po­tęż­niej­szych bo­gów, a jego po­ja­wie­nie się na świe­cie spra­wi­ło, że Gaja i Ura­nos za­pa­ła­li do sie­bie uczu­ciem i zo­sta­li parą. Z ich związ­ku zro­dzi­li się praw­dzi­wi grec­cy bo­go­wie. Jed­nak nie byli to zna­ni ci już pew­nie Zeus, Apol­lo ani Afro­dy­ta - to po­ko­le­nie bo­gów mu­sia­ło jesz­cze po­cze­kać. Naj­pierw bo­wiem na­ro­dzi­ło się sze­ściu po­tęż­nych ty­ta­nów. Jed­nym z nich był wła­śnie Oke­anos, któ­re­go wody opły­wa­ły dysk Zie­mi. Gaja i Ura­nos nie po­prze­sta­li na szó­st­ce po­tom­stwa i wkrót­ce po ty­ta­nach na świat przy­szli trzej jed­no­ocy cy­klo­pi - wła­da­ją­cy pio­ru­na­mi Ar­ges, bły­ska­wi­ca­mi - Ste­ro­pes i grzmo­ta­mi - Bron­tes. Po nich Gaja uro­dzi­ła trzy strasz­ne ol­brzy­my - każ­dy z nich miał sto rąk i wy­jąt­ko­wo gwał­tow­ny cha­rak­ter. Nic dziw­ne­go, że ich oj­ciec Ura­nos nie był z tego za­do­wo­lo­ny i od razu gdy tyl­ko zo­ba­czył swo­ich stu­rę­kich sy­nów, za­czął ich nie­na­wi­dzić.

Tu sy­tu­acja świa­ta moc­no się skom­pli­ko­wa­ła. Ura­nos, nie mo­gąc pa­trzeć na stu­rę­kich, za­mknął ich w głę­bi­nach zie­mi i nie zga­dzał się ich wy­pu­ścić na świa­tło dzien­ne. Gaja nie po­tra­fi­ła znieść krzyw­dy wy­rzą­dzo­nej jej dzie­ciom i chcąc im do­po­móc w wy­rwa­niu się na wol­ność, za­żą­da­ła od ich wol­ne­go ro­dzeń­stwa, żeby po­mści­ły krzyw­dę swo­ich młod­szych bra­ci. Tyl­ko jed­no z nich zgo­dzi­ło się jej po­móc, a był to naj­młod­szy z ty­ta­nów o imie­niu Kro­nos. Nie­na­wi­dził swo­je­go ojca, więc kie­dy mat­ka po­pro­si­ła go o po­moc, chęt­nie się zgo­dził i po­sta­no­wił po­zba­wić ojca wła­dzy. Gaja po­da­ro­wa­ła Kro­no­so­wi ma­gicz­ną broń, sierp do ści­na­nia zbo­ża, i wła­śnie nim Kro­nos oka­le­czył Ura­no­sa i ode­brał mu wła­dzę. Może ci się wy­da­wać, że sierp jest kiep­ską bro­nią. Pa­mię­taj jed­nak, że sta­ro­żyt­ni Gre­cy na co dzień pra­co­wa­li na roli - upra­wia­li zbo­że, któ­re było pod­sta­wą ich po­ży­wie­nia. Na­rzę­dzie, któ­re umoż­li­wia­ło jego zbiór, mia­ło dla nich wiel­ką war­tość. Dla­te­go wła­śnie umie­ści­li je w mi­cie o wal­ce Kro­no­sa z Ura­no­sem. Krew try­ska­ją­ca z rany za­da­nej Nie­bu spły­nę­ła na Zie­mię i oto na­ro­dzi­ło się ko­lej­ne po­ko­le­nie dzie­ci Gai: nim­fy drzew­ne (z całą pew­no­ścią sym­pa­tycz­niej­sze od stu­rę­kich), Ery­nie - bo­gi­nie ze­msty - oraz gi­gan­ci.

No do­brze, a gdzie jest Zeus? Gdzie są inni bo­go­wie, któ­rych tak do­brze zna­my? To wciąż nie pora na nich. Zie­mię cze­ka jesz­cze wie­le za­mie­sza­nia i walk, za­nim na do­bre usta­li się po­rzą­dek, o ja­kim zwy­kle czy­ta­my w mi­tach - z Zeu­sem za­sia­da­ją­cym na szczy­cie góry Olimp, Po­sej­do­nem rzą­dzą­cym mo­rza­mi i Ha­de­sem, wład­cą świa­ta pod­ziem­ne­go. Na ra­zie wła­dzę nad świa­tem prze­jął po Ura­no­sie jego syn Kro­nos. I nie było mu ła­two cie­szyć się zdo­by­tą po­tę­gą. Oka­le­czo­ny Ura­nos ob­ło­żył go strasz­li­wą klą­twą, prze­po­wie­dział, że tak jak on zrzu­cił z tro­nu swo­je­go ojca, tak i jego po­zba­wi wła­dzy wła­sne dziec­ko. Kro­nos nie mógł więc pa­no­wać spo­koj­nie, bo wie­dział, że cze­ka go mar­ny ko­niec. Nie wpły­nę­ło to do­brze na jego cha­rak­ter, dla­te­go Gaja prze­li­czy­ła się, my­śląc, że po zwy­cię­stwie nad Ura­no­sem za­pa­nu­je po­kój i wszy­scy będą szczę­śli­wi.

Nie­ste­ty Kro­nos oka­zał się ty­ra­nem. Jed­ną z jego pierw­szych de­cy­zji jako no­we­go wład­cy było strą­ce­nie swo­ich bra­ci w ot­chła­nie Tar­ta­ru, pod­ziem­ne­go kró­le­stwa. Nowy wład­ca za­cho­wy­wał się tak samo źle jak jego oj­ciec. Zie­mia nie mo­gła pa­trzeć na krzyw­dę swo­ich sy­nów i zbun­to­wa­ła się prze­ciw­ko nie­mu. Jed­nak oba­le­nie go nie było ła­twe. Ty­ran, spo­dzie­wa­jąc się za­ma­chu na sie­bie, po­sta­no­wił, że żad­ne­mu ze swo­ich dzie­ci nie da szan­sy ode­bra­nia mu wła­dzy. Kie­dy jego żona, ty­ta­ni­da Rea, ro­dzi­ła ko­lej­ne dzie­ci, po pro­stu po­ły­kał je w ca­ło­ści, aby nie mo­gły mu za­gro­zić. I tu wła­śnie do­cho­dzi­my do zna­nych nam bo­gów olim­pij­skich. Dzieć­mi Rei i Kro­no­sa byli: De­me­ter - bo­gi­ni płod­no­ści, He­stia - bo­gi­ni ogni­ska do­mo­we­go, Ha­des - przy­szły wład­ca pod­zie­mi, Po­sej­don - przy­szły wład­ca mórz, Hera - przy­szła żona Zeu­sa, a wresz­cie sam Zeus, na­zy­wa­ny Gro­mo­wład­nym.

Rea, oba­wia­jąc się o ży­cie ko­lej­ne­go dziec­ka, po­sta­no­wi­ła wy­wi­kłać się ja­koś z tej pa­skud­nej sy­tu­acji i uda­ła się po po­ra­dę do swo­jej mat­ki Gai. Ta pod­po­wie­dzia­ła jej, żeby spró­bo­wać pod­stę­pu. Kie­dy na­ro­dzi­ło się naj­młod­sze dziec­ko Kro­no­sa, Zeus, Rea nie po­ka­za­ła mu nie­mow­la­ka, a za­miast nie­go po­da­ła mu owi­nię­ty w pie­lu­chy ka­mień. Wy­rod­ne­mu ojcu tak się spie­szy­ło do po­łknię­cia dziec­ka, że zu­peł­nie tego nie za­uwa­żył. W ten spo­sób mały Zeus zo­stał ura­to­wa­ny, a po­nu­ra prze­po­wied­nia Ura­no­sa mo­gła się speł­nić...