Boga-Rodzica - Cyprian Kamil Norwid

Kup ebooka

8.49 zł
6.96 zł (3,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

BOGA-RODZICA

"Szlachetne pragnienie musi się w nas

zapalić do przyczynienia się także datkiem z własnych zasobów, aby powiększonym był owy bogaty spadek prawdy, obyczajności i wolności, który odziedziczyliśmy..." Schiller.

Pierwszymi historykami są poeci, a pod ich nieobecność starcy, dalej kronikarze, i dopiero właściwi historycy; ci, którzy za dni naszych, użaliwszy się, że dotychmiast "historja przez poetów pisaną bywała", zapowiadają jej rzeczywistą prawdę odkryć. Słowa te ich są bardzo obiecujące i oczekiwać na owoce pozwalają. Atoli w obecnym stanie rzeczy historja jest poniekąd umiejętnością, najmniej mającą podobieństwa do nauki ustalonej. Dowodów ku temu za wiele przyszłoby okazywać z łatwością potoczną. Same określniki zasadnicze, bez których żadna nie istnieje umiejętność, są u historyków tegoczesnych tak dalece niejasne, iż policzać onychże w szereg umiejętniczych środków niepodobna. Wyraz np. "autochtony" jest urojeniem, albowiem nigdy nie było autochtonów i dopiero skutkiem zachwiania tradycyj biblijnych na miejsce "jedynego autochtona" stało się koniecznością dydaktyczną spłodzić autochtonów miljon. Jest to więc nie rozwoju wiedzy, ale systemu wynikiem. Nieprawdą jest podobnież jakoby wędrówki ludów jednorasowemi pokładami człowieczeństwa tam i sam odpieranemi, zaludniły obszary krajów... Tak niekoniecznie było, gdziekolwiekbądź albowiem lud jaki przybywał i osiedlał się, zastawał zawsze słabe, rzadkie, ale odeń na miejscu starsze osady. Dalej, ktokolwiek nie ze samych dzisiejszych pism, lecz i z życia pouczał się historji, ten wie, iż tak zwanych ludzi dzikich nigdy i nigdzie żaden głębszy nie spotkał badacz. Byli to i są raczej ludzie zdziczeli, a nie pierwotnie dzicy. Przemyślni w oszukaństwie i w podstępstwie, wyrafinowani w zadawaniu okrucieństw, biegli w imponowaniu zewnętrzną ciała postawą i tonem. Żadnego podziwu nie mający dla cywilizacyjnych płodów naszych, lecz, i owszem, spokojną tylko pychę, iż wytworniejsze znają użytki... Tacy są przecież rudoskórzy amerykańscy, zarówno nadzy, jak przesadni we wymyślaniu ozdób i strojeniu się, a zewszechmiar ukazujący jakoby ostatnią jakąś modę spotworzonej pod koniec swego bytu, ale kiedyś byłej cywilizacji. Ani, mówię, autochtonów, ani dzikich ludzi, ani jednolitych całości ras, rzeczywiście i prawdziwie te rozejrzawszy pojęcia i nazwy, wcale niema. Lud sam żaden ze stworzenia następstw na swojem miejscu nie wysnuł się - wszystkie przychodnie są i wszystkie spotykają się... Ludzkość idzie... zawsze. Dlategoto śród tak zasadniczych błędów zarówno czytelnik chce się dziwić, czemu żaden historyk nie wie odkąd rozpocząć swą historję, i zarówno dziwić się temu nie może, albowiem, kto chaosu nie zamknął, nie zna poczęcia. Kronikarze w tym względzie głębszymi są i bliższymi prawdy, ale ci pojęci są płytko, a kroniki Źle odczytane. Wyrażenia, na których częstotliwie oparło się wszystko, bywają zaledwo że w zbliżeniu dotykane z właściwej ich strony. Całe przeto karty pierwsze, np. polskiej historji, są nieodwarte, całe nie z tej samej przyczyny bezwyraźne i obowiązującej siły nie mające. Nareszcie i samo pojęcie człowieka historyczne jest zniżone i obłąkane. Na źródeł brak do pierwotnych kart dziejów użalanie się jest filozoficznym absurdem. Jeżeli albowiem historja tak jest pojętą, iż same jej braki, wyszczerby i przemilczenia nie oświecają i nie mówią, tedy to nie jest wcale umiejętność pełna, ale zbiorowisko inwentarzów mniej lub więcej kompletnych, i których nigdy dość nie będzie. Umiejętności pełność dopiero tam zaczyna się, gdzie i samo jej przemilczenie coś wyraża. Nareszcie regułą jest powszechną, iż, skoro gdzie badania historyczne do tego koniecznego kresu dojdą, w którym ciągle i ciągle też same cytaty tych samych kilku pisarzy starożytnych wkółko powtarzają się, wybija naówczas godzina zamknięcia ksiąg, a otworzenia archiwów kopalnej ziemi i językowych pokładów. Wszelako ruina żadna w Slowiańszczyźnie nie jest historycznie odkopaną.... Odkopanie historyczne a odkopanie ogrodowe są dwie rzeczy. Dla pierwszego niekoniecznie trzeba i samych nawet kształtów gmachu, częstotliwie natura pokładów piasku i atomy onegoż wystarczają. Jest to już dziś umiejętnością, nie dowolną igraszką, a której aby się nauczyć, trzeba i przy wykopaliskach różnych krajów czynnym bywać. Mnogie zaś historyczne europejskie towarzystwa są ku temuż, aby o właściwej godzinie i epoce umiejętności ostrzec czytający ogół - tak, jak zbiorowe ciała ku temu są, aby obowiązującą siłę wyrobić i utrzymać - jak wydawców i księgarzy oświeconych baczność ku temu jest, aby nie dać się przeczerpywać chorobliwym smakom literatury, które, same sobie zostawione, do zupełnej muszą doprowadzać obojętności i do koniecznego bankructwa - tak, jak nareszcie godność osobista oświeconego i religijnego człowieka ten ma publiczny obowiązek, ażeby, nie płaszcząc krańców prawdy, wyznawać ją. To zaś, razem wzięte, zwie się pracą sumienną...

Szczęśliwymi, zaiste, są ci pisarze, którzy mogą trzymać się ściśle przedmiotu głównego i nie ociemniać stylu przez uboczne albo długie wycieczki poza krańce ram właściwych rzeczy. Ta wszelako wielka przyjemność należy jedynie do właści pisarzy szczęśliwych, to jest, w ogóle żywym literatury znajdujących się, czyli przeto w takowym, który nieustanną pracą dopełnia swojego spółpracownika i nie wyniszcza onegoż ani zatraca. Słowem jednem i prostem, jest to tam tylko, gdzie jest miłość i bezosobista potrzeba ciągłego uwielbienia praw postępu, niby ogromna i udatniająca się nieustannie modlitwa wzdychającego za prawdą i wolnością ducha ludzkiego - tam, mówię, gdzie przeto niema potrzeby jednocześnie zajmować miejsce swoje i toż miejsce robić, albo jeszcze pierwej onegoż miejsca przestrzeń uzasadniać.

Żyjemy zaś (jeżeli się nie mylę?) w epoce łatwego czytania rzeczy, płodzonych szybko, ponętnych i głośnych. I to stało się jedną z pięknych pobudek do wywołania równocześnie odczytów, z powodu, iż przy szybkiem umysłowych płodów spożywaniu odczytywać nanowo godzi się. Ta wszelako charakterystyka epoki naszej nie przynależy się szczególnie ludom zachodnim, to jest właśnie tym, które tworzenie rzeczy głośnych, małotrwałych i ponętnych aż do industrji posunęły, z powodu, iż te ludy umieją zarazem świat zarzucić romansami, dorywczem dziennikarstwem i sensualną dramaturgją, - i zarazem wielkie, poważne, cywilizacyjne kroki robić. Literatura owa jaskrawa i przelotna u ludów tych zewnętrzną tylko jest oponą, a przeto umiały one równocześnie hieroglify odczytać nad Nilem, asyryjskie z cegieł podjąć napisy, z mroków islandzkich Eddę v. Eddas zbliżyć do nas i odszukać zarzucone książkami "Nibelungen". Atoli wszystko to objaśnia tylko, gdzie mniej dobitnie lub dobitniej wycisnęła się cecha epoki, lecz bynajmniej onejże nie usuwa. Czytanie, o którem na innem miejscu wypowiedziałem, iż jest sztuką, znajduje się obecnie i pogłównie na stanowisku sensualnej potrzeby i rozrywki. Cechą jego główną w starożytności i aż do połowy średnich wieków było czytanie głośne, deklamacyjne, modlitewne. Tak wygładzano epos i legendę, której stąd osobna idzie nazwa. Czytaniu zaś owemu powinniśmy tok i nastrój wyższy, bo publiczny, tudzież poszła zeń eufoniczna ogólność względem dialektów i ich odcieni, a nawet szczególny rodzaj onkcji, która potem, we wtórej epoce czytania samotnego i badawczego, stała się zarodem rozględnej krytyki i etymologicznych prac poczęciem. Niezbadaną jeszcze w głębiach swoich, ale istną zdaje się być prawdą, iż postęp twórstwa warunkuje się postępem czytelnictwa. Ażeby mieć bezwątpliwie nowe utwory, trzeba pierw istniejące w zupełności mieć odczytanemi. Te albowiem, które co miesiąc nowemi zwą ludzie, bawiący się czytaniem, lub wydawcy, są odmiennemi tylko, nie nowemi, to jest, iż np. po utworach osnowanych na materjalizmie, następują feeryczne i na mistycyzmie osnowane, lub po patrjotycznych kosmopolityczne i t. p... Ruch taki jest przemianą tylko postawienia się na temże samem miejscu i utwory takowe wcale nowemi nie są. Jest to, zaiste, że zupełnie nowy wynalazek, za cel mający nietylko samemi przeciwstawianiami względów i obrazów, czyli samą tęczy irradjacją, ubawiać i wyniszczać poczucie istotnych potrzeb umysłowych, ale nadto dawać kłamne uczucie, iż takowe przestępowanie na jednem miejscu jest postępowaniem i pochodem. Ostrzec o tem czytający i opinjujący ogół należy do obowiązku zbiorowych ciał umiejętniczych, które ku temu uwzględniane i posiłkowane bywają przez społeczność. I zapewne to rzecz ciała owe sumiennie podnieść zamierzają lub ją podniosły. Od statecznego, zupełnego i dogłębnego odczytania istniejących już płodów literatury, jak dalece pochód onejże i następna zależy autorska twórczość, to na najpiękniejszym z przykładów łatwo okazać. Podobno, że jedynym z autorów spółczesnych polskich, umiejącym czytanie wyższe, jest Szajnocha. Jemu to gdyby naród za kilka kartek o "Popielu i myszach" ("Szkice") ofiarował medal złoty z obywatelską koroną, nietylko, iż takową społeczeństwa przyzwoitością nie byłbym był bynajmniej zadziwiony, ale byłbym ledwo zadowolony. Te wszakże kilka kart Szajnochy, gdyby on sam był dogłębniej je odczytał, powinny były otworzyć lub dać hasło do otworzenia mnogich a wielkich milczeń przedkronikarskiej historji polskiej i powinny były już do teraz całą szkołę wywołać. Nic się jednak nie stało w podobnym względzie i samo nawet tak świetne Szajnochy odkrycie, zamiast dać polot, wstrzymało się. Przyczyna tego jeżeli leży w obojętności czytelnictwa polskiego, to powyżej, iż autor zatrzymał się na wskazaniu pierwszych liter głównych i uważał za dobre nie posunąć się aż do odczytania całej treści dlatego, iż takowe bez narażenia się na pobłądzenie rzadko się dawało uskutecznić. Ale ja się pytam, czyli ktokolwiek z nas ostatecznie zaręczyć sam może za istotną podawanej przezeń prawdy historycznej pewność i czyli czasowi czegoś zostawiać w próbie tej nie mamy? Gdy, przeciwnie, zdaje się to być pewnością, iż zupełne jedynie i całe treści jakowej określenie powołuje interes czytelników. Wyraz "mus", w żyjącym polskim języku, znaczy po dziś dzień "pianę" - musować znaczy pienić - "écumeur de mer", zapieniający morze, znaczy pirat. Tenże wyraz "mus" niemniej po dziś dzień w języku żeglarskim znaczy pachołka okrętowego, albowiem zarówno w żeglarskim języku (który jest osobny i słowniki swoje posiadający), jak w całym przyborze i ustroju dzisiejszych okrętów zachowały się w pewnej tylko części dawnego żeglarstwa spadkobierstwa. Szajnocha, toż samo innemi gdy stwierdza wyrazami, cytuje dziewięć egzekucyj, dokonanych przez "myszy" na osobach, mniej więcej zawsze możnych, śród których jest arcybiskupów czterech. Z czego dopiero ten genjalny Pisarz wyprowadza wniosek (niedoczytany), to jest, iż łupieżcy na bogatych głównie godzili. Otóż ten właśnie wzgląd jest zaledwo że podrzędnym i zpewnością że każdemu innemu wojsku i wojownikowi owoczesnemu równie spólnym, jak Nortmanom, tak dalece, iż w niczem on Nortmanów nie wyszczególnia ani nie objaśnia. Przeciwnie nawet, wywnioskować możnaby np., iż pod czasy owe tylko możni, bogaci i omurowani w swoich zamkach załogi potężne trzymać mogli, trzymali i lada myszy nie jadły ich. Dlaczegoż przeto taka plaga choćby na one dziewięć możnych głów upadła? Nortmanowie, nieco za pośpiesznie nazwani korsarzami, nie byli bryłą rasy, wypełniającej najazd. Coś, zaiste, wyższego ten posiadać musiał, kto, narodem nie będąc, po dwóch krańcach naraz morzami Europe oblegał, na oceanie, Śródziemnem morzu, Czarnem i Kaspijskiem argonaucił (słowo to, argonaucić, nowe jest i może przepraszam za nie) - - kto saracenom Sycylję wziął, a imperatorom greckim i lombardzkim królom część Italji - kto zatrząsł Konstantynopolem, przykazał Anglji i uzasadnił się we Francji, a potem jeszcze w Ameryce Kanadę odkrył i Luizjanę i założył Quebec, kto na polu praw dotrzymał wielkiego trybunału (Echiquier) konstytucję i okrzyk "haro!" - tudzież na dzień wielki chrześcijaństwa "Diex el volt!" Północy syn, Nord-man, skandynawski "viking", zatok król ( vik - zatoka, king, kyning, könig), nietylko umiał nawoływać wielkie burze i ciemne noce, by nastrajać wtedy żagle swoje, i nietylko w religji miał swojej, iż śmierć na spokojnem łożu (strädod) obrzydła jest niebiosom; miał on jeszcze dogmaty, zawiązujące towarzystwo: słowa dotrzymać rycerskiego - przeniewiercą brzydzić się - sponiewieranego, uciśnionego, wdowę i sierotę ochronić i pomścić... Bystro wyraża się o strategji Wikingów historyk, mówiąc: "La terreur marchait devant eux et subjugait par avance..." Wiedzieli oni dobrze, i "par avance..." przez "musów" swoich, że, gdzie, na kogo i zaco skoro boży sąd upadł, albo zostanie on mimo dostojeństwa i mimo bogactw we wieży swojej odbiegniętym przez załogi i lud w godzinie próby, albo, co straszniejsza, umiejętnem a dwuznacznem milczeniem rzeszy i opóźnieniem ratunku przejdzie w groźne Wikingów ręce. Monarchowie tak nieraz podsuwali Nortmanom całe te prowincje swoje własne, które zasługiwały na niełaskę, a nieinaczej czynił i głos ogółu tej lub owej miejscowości względem możnych. Stąd to i u kronikarzy w zapisywaniu zdarzeń o "myszach" jest niejaka metaforyczność i oględność wielce delikatna. Jakoż z wielości to ciał potrutych, które się wodami jeziora rozpłynęły, wyszły były natychmiast myszy owe, co, nibyto (niekoniecznie z wielkim zapałem i przez całe pospolite ruszenie narodu) bronionego monarchę zagryzły!... Wieści o sprawach miejscowych od brzegów Polski dochodziły były w dnie jarmarków nawet i do samego świętego miasta Odyna. Adam Bremeński mówi o mieście Birka: "Miasto położone w środku Szwecji, opodal Upsali, świątyni najsławniejszej u idolatrów Sueonów, tam, gdzie golf barbarzyński, czyli bałtycki, ciągnie się ku północy... ...droga jest niebezpieczna... i wszelako najpewniejsza z dróg u brzegów Szwecji - tam okręty duńskie, norwegskie, słowiańskie, tudzież Sembów (mieszkańców Prus) i innych scytyjskich ludów zatrzymywać się zwykły dla jarmarków, na których jest wymiana produktów ziemi". "Witalisy" późniejsze (przyjaciele bozi, a nieprzyjaciele ludzkich względów) byli już arcyupadłem i nieumiejętnem religji Wikingów naśladownictwem. Siły historyczne tak dziwnie bywają trwałemi, że, gdy Byron tworzył typ korsarza, i on sam i krytycy utrzymywali, iż na widoku miał jakiś typ idealny, gdy tymczasem było to tylko idealne określenie normandzkiego człowieka, którego Byron we krwi swojej nosił - i nie więcej. Wyznałem, iż szczęśliwymi są ci pisarze, którzy mogą bezzbocznie samego się przedmiotu trzymać; przyszło jednak rozszerzyć niniejszy wstęp i o napozór ustronnych mówić rzeczach, przeto, iż za cel mam rozejrzenie i odczytanie starożytnej pieśni polskiej "Boga Rodzica", od ośmiuset lat z różnym wygłaszanej zapałem lub z różnego stopnia i rodzaju uwagą czytanej. Do ila zaś zbyt długim albo niewystarczającym ten wstęp jest, okaże się to dopiero w ciągu rzeczy. Mniemanie jest moje, iż pomimo akademickich definicyj i skrzętnych poszukiwań, nie ma jednak lud żaden onej właściwej epopei, która skarbem jest Greków. Są zaprawdę arcypiękne i napozór podobne do epopei utwory, to późniejsze, to starożytne, tak, iż one, w sensie potocznym mówiąc, za należące do tegoż samego dzieł rzędu liczy się. Nie przyjmuje ich jednakże sąd ściślejszy. Obraz z nich literacki złożyć można, lecz poddać pod krytykę niebezpieczna. Atoli porówni mniemam i widzę, że każdy lud, jako Grekowie, jeżeli nie tak wytwornie upojedyńczoną epopeję, to onejże żywioły lub pracę posiada, i że epopeja przeto jest żywotnym warunkiem ludów historycznych, który tylko najformalniej u Greków wyraził się, ale niemniej każdemu jest właściwym. Policzyłbym zapewne Torquata Tasso i Cervantesa nawet, i Mickiewicza lub Słowackiego między epopei twórców, lecz tam, gdzie i o samym Wirgiljuszu możnaby nie zwątpić. Sąd jednakże właściwej krytyki estetycznej nie może być na stopę zwykłego poglądu literackiego. Epopeja jest utworem nastroju wysokiego, opiewającym bohaterstwo, o czynności jednej i wybranej jako określnik całości jakiej sprawy, obchodzącej naród i epokę. "Achilla gniew!..." jest wszystko. Nadto ma ona jeszcze rozwojowe warunki intrygi, osi, czyli węzła swojego żywotnego, a po szczególe inwokację i zaklęcie. Cudowności także używa, lecz i sami to gramatycy zgodnie przyznają, że "poecie tej tylko cudowności używać wolno, w której sam wiarę pokłada". Tu, ażeby wstęp mój, i tak już nieco przydługi, uhamować, wypowiem, że powyższa definicja znacznych rozszerzeń dziś wymaga. Że formalnego potomstwa taka (lubo właściwa) epopeja nigdzie nie ma. Że praca ta jednakże, wszędzie istniejąc, stanowi u ludów innych rodzaj wielkiej księgi narodu, choćby księga taka nie była sposzytą w jeden tom. Że moralnie wszędzie ona istnieje i istniała. Niekiedy nazywają ją i "literaturą"... Pochodzi to z przyczyny, iż nietylko pojedyńcze umysły pracują, ale i wzajemne ich ześrodkowanie i całość... Tak pojęta epopeja zda mi się opiewać dzielność jakowego ludu, a dzielność jest to jego praca i nabożeństwo. U Homera też, dwie te rzeczy gdyby odjęło się, zostałby romans lub powiastka. Dla tychto więc zasadniczych elementów i ażeby do pierwotnych źródlisk epopei polskiej przybliżyć się, biorę sobie za cel rozejrzenie i odczytanie pieśni "Boga Rodzica" ze stanowiska historyczno-literackiego.

TEKST.

BOGA RODZICA, DZIEWICA, BOGIEM SŁAWIONA MARYJA - U TWEGO SYNA HOSPODYNA MATKO ZWOLONA, MARYJA - ZIŚCI NAM - SPUŚCI NAM KYRJE ELEJSON TWEGO SYNA CHRZCICIELA ZBOŻNY CZAS, USŁYSZ GŁOSY, NAPEŁNIJ MYŚLI CZŁOWIECZE, SŁYSZ MODLITWĘ - JENŻE CIĘ PROSIMY, TO DAĆ RACZY - TEGOŻ PROSIMY: DAJ NA ŚWIECIE ZBOŻNY POBYT, PO ŻYWOCIE RAJSKI PRZEBYT, KYRIE ELEJSON.

Skarbnica archeologji żywotnej, Kościół katolicki rzymski, przechował nam najstarszą formę literacką nazywania rapsodów od wyrazów pierwszych wiersza pierwszego. Przed papieskiemi bullami uznane za ogólną własność hymny, rapsody, pieśni i jakoby do wielkiej księgi narodu policzane, wyzywano po pierwszych onychże słowach. A to ze źródła tego, iż śpiewający pierwszy zagajał jakoby chór lub uwagę czy uciszenie się zboru powodował, wyzywając, co ma być głoszone. Tak np., jakoby dziś gdziekolwiek polski lud zebrany miał się do pieśni i jakoby pierwszy śpiewak zawołał: "Kto się w obronę!", intonując przez to dawidzki psalm według tłumaczenia Kochanowskiego.

RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.