"Szlachetne pragnienie musi się w nas
zapalić do przyczynienia się także datkiem z własnych zasobów, aby powiększonym był owy bogaty spadek prawdy, obyczajności i wolności, który odziedziczyliśmy..."
Schiller.
Pierwszymi historykami są poeci, a pod ich nieobecność
starcy, dalej kronikarze, i dopiero właściwi historycy; ci, którzy
za dni naszych, użaliwszy się, że dotychmiast "historja przez
poetów pisaną bywała", zapowiadają jej rzeczywistą prawdę odkryć.
Słowa te ich są bardzo obiecujące i oczekiwać na owoce pozwalają. Atoli w obecnym stanie rzeczy historja jest poniekąd
umiejętnością, najmniej mającą podobieństwa do nauki ustalonej.
Dowodów ku temu za wiele przyszłoby okazywać z łatwością potoczną.
Same określniki zasadnicze, bez których żadna nie istnieje
umiejętność, są u historyków tegoczesnych tak dalece niejasne, iż
policzać onychże w szereg umiejętniczych środków niepodobna. Wyraz
np. "autochtony" jest urojeniem, albowiem nigdy nie było
autochtonów i dopiero skutkiem zachwiania tradycyj biblijnych na
miejsce "jedynego autochtona" stało się koniecznością dydaktyczną
spłodzić autochtonów miljon. Jest to więc nie rozwoju wiedzy, ale
systemu wynikiem. Nieprawdą jest podobnież jakoby wędrówki ludów
jednorasowemi pokładami człowieczeństwa tam i sam odpieranemi,
zaludniły obszary krajów... Tak niekoniecznie było,
gdziekolwiekbądź albowiem lud jaki przybywał i osiedlał się,
zastawał zawsze słabe, rzadkie, ale odeń na miejscu starsze osady.
Dalej, ktokolwiek nie ze samych dzisiejszych pism, lecz i z życia
pouczał się historji, ten wie, iż tak zwanych ludzi dzikich nigdy i
nigdzie żaden głębszy nie spotkał badacz. Byli to i są raczej
ludzie zdziczeli, a nie pierwotnie dzicy. Przemyślni w oszukaństwie
i w podstępstwie, wyrafinowani w zadawaniu okrucieństw, biegli w
imponowaniu zewnętrzną ciała postawą i tonem. Żadnego podziwu nie
mający dla cywilizacyjnych płodów naszych, lecz, i owszem, spokojną
tylko pychę, iż wytworniejsze znają użytki... Tacy są przecież
rudoskórzy amerykańscy, zarówno nadzy, jak przesadni we wymyślaniu
ozdób i strojeniu się, a zewszechmiar ukazujący jakoby ostatnią
jakąś modę spotworzonej pod koniec swego bytu, ale kiedyś byłej
cywilizacji. Ani, mówię, autochtonów, ani dzikich ludzi, ani
jednolitych całości ras, rzeczywiście i prawdziwie te rozejrzawszy
pojęcia i nazwy, wcale niema. Lud sam żaden ze stworzenia następstw
na swojem miejscu nie wysnuł się - wszystkie przychodnie są i
wszystkie spotykają się... Ludzkość idzie... zawsze. Dlategoto śród tak zasadniczych błędów zarówno czytelnik
chce się dziwić, czemu żaden historyk nie wie odkąd rozpocząć swą
historję, i zarówno dziwić się temu nie może, albowiem, kto chaosu
nie zamknął, nie zna poczęcia. Kronikarze w tym względzie głębszymi
są i bliższymi prawdy, ale ci pojęci są płytko, a kroniki Źle
odczytane. Wyrażenia, na których częstotliwie oparło się wszystko,
bywają zaledwo że w zbliżeniu dotykane z właściwej ich strony. Całe
przeto karty pierwsze, np. polskiej historji, są nieodwarte, całe
nie z tej samej przyczyny bezwyraźne i obowiązującej siły nie
mające. Nareszcie i samo pojęcie człowieka historyczne jest zniżone
i obłąkane. Na źródeł brak do pierwotnych kart dziejów użalanie się
jest filozoficznym absurdem. Jeżeli albowiem historja tak jest
pojętą, iż same jej braki, wyszczerby i przemilczenia nie oświecają
i nie mówią, tedy to nie jest wcale umiejętność pełna, ale
zbiorowisko inwentarzów mniej lub więcej kompletnych, i których
nigdy dość nie będzie. Umiejętności pełność dopiero tam zaczyna
się, gdzie i samo jej przemilczenie coś wyraża. Nareszcie regułą
jest powszechną, iż, skoro gdzie badania historyczne do tego
koniecznego kresu dojdą, w którym ciągle i ciągle też same cytaty
tych samych kilku pisarzy starożytnych wkółko powtarzają się,
wybija naówczas godzina zamknięcia ksiąg, a otworzenia archiwów
kopalnej ziemi i językowych pokładów. Wszelako ruina żadna w
Slowiańszczyźnie nie jest historycznie odkopaną.... Odkopanie
historyczne a odkopanie ogrodowe są dwie rzeczy. Dla pierwszego
niekoniecznie trzeba i samych nawet kształtów gmachu, częstotliwie
natura pokładów piasku i atomy onegoż wystarczają. Jest to już dziś
umiejętnością, nie dowolną igraszką, a której aby się nauczyć,
trzeba i przy wykopaliskach różnych krajów czynnym bywać. Mnogie
zaś historyczne europejskie towarzystwa są ku temuż, aby o
właściwej godzinie i epoce umiejętności ostrzec czytający ogół -
tak, jak zbiorowe ciała ku temu są, aby obowiązującą siłę wyrobić i
utrzymać - jak wydawców i księgarzy oświeconych baczność ku temu
jest, aby nie dać się przeczerpywać chorobliwym smakom literatury,
które, same sobie zostawione, do zupełnej muszą doprowadzać
obojętności i do koniecznego bankructwa - tak, jak nareszcie
godność osobista oświeconego i religijnego człowieka ten ma
publiczny obowiązek, ażeby, nie płaszcząc krańców prawdy, wyznawać
ją. To zaś, razem wzięte, zwie się pracą sumienną...
Szczęśliwymi, zaiste, są ci pisarze, którzy mogą trzymać
się ściśle przedmiotu głównego i nie ociemniać stylu przez uboczne
albo długie wycieczki poza krańce ram właściwych rzeczy. Ta
wszelako wielka przyjemność należy jedynie do właści pisarzy
szczęśliwych, to jest, w ogóle żywym literatury znajdujących się,
czyli przeto w takowym, który nieustanną pracą dopełnia swojego
spółpracownika i nie wyniszcza onegoż ani zatraca. Słowem jednem i
prostem, jest to tam tylko, gdzie jest miłość i bezosobista
potrzeba ciągłego uwielbienia praw postępu, niby ogromna i
udatniająca się nieustannie modlitwa wzdychającego za prawdą i
wolnością ducha ludzkiego - tam, mówię, gdzie przeto niema potrzeby
jednocześnie zajmować miejsce swoje i toż miejsce robić, albo
jeszcze pierwej onegoż miejsca przestrzeń uzasadniać.
Żyjemy zaś (jeżeli się nie mylę?) w epoce łatwego czytania
rzeczy, płodzonych szybko, ponętnych i głośnych. I to stało się
jedną z pięknych pobudek do wywołania równocześnie odczytów, z
powodu, iż przy szybkiem umysłowych płodów spożywaniu odczytywać
nanowo godzi się. Ta wszelako charakterystyka epoki naszej nie
przynależy się szczególnie ludom zachodnim, to jest właśnie tym,
które tworzenie rzeczy głośnych, małotrwałych i ponętnych aż do
industrji posunęły, z powodu, iż te ludy umieją zarazem świat
zarzucić romansami, dorywczem dziennikarstwem i sensualną
dramaturgją, - i zarazem wielkie, poważne, cywilizacyjne kroki
robić. Literatura owa jaskrawa i przelotna u ludów tych zewnętrzną
tylko jest oponą, a przeto umiały one równocześnie hieroglify
odczytać nad Nilem, asyryjskie z cegieł podjąć napisy, z mroków
islandzkich Eddę v. Eddas zbliżyć do nas i odszukać zarzucone
książkami "Nibelungen". Atoli wszystko to objaśnia tylko, gdzie
mniej dobitnie lub dobitniej wycisnęła się cecha epoki, lecz
bynajmniej onejże nie usuwa. Czytanie, o którem na innem miejscu
wypowiedziałem, iż jest sztuką, znajduje się obecnie i pogłównie na
stanowisku sensualnej potrzeby i rozrywki. Cechą jego główną w
starożytności i aż do połowy średnich wieków było czytanie głośne,
deklamacyjne, modlitewne. Tak wygładzano epos i legendę, której
stąd osobna idzie nazwa. Czytaniu zaś owemu powinniśmy tok i
nastrój wyższy, bo publiczny, tudzież poszła zeń eufoniczna
ogólność względem dialektów i ich odcieni, a nawet szczególny
rodzaj onkcji, która potem, we wtórej epoce czytania samotnego i
badawczego, stała się zarodem rozględnej krytyki i etymologicznych
prac poczęciem. Niezbadaną jeszcze w głębiach swoich, ale istną zdaje się
być prawdą, iż postęp twórstwa warunkuje się postępem czytelnictwa.
Ażeby mieć bezwątpliwie nowe utwory, trzeba pierw istniejące w
zupełności mieć odczytanemi. Te albowiem, które co miesiąc nowemi
zwą ludzie, bawiący się czytaniem, lub wydawcy, są odmiennemi
tylko, nie nowemi, to jest, iż np. po utworach osnowanych na
materjalizmie, następują feeryczne i na mistycyzmie osnowane, lub
po patrjotycznych kosmopolityczne i t. p... Ruch taki jest
przemianą tylko postawienia się na temże samem miejscu i utwory
takowe wcale nowemi nie są. Jest to, zaiste, że zupełnie nowy
wynalazek, za cel mający nietylko samemi przeciwstawianiami
względów i obrazów, czyli samą tęczy irradjacją, ubawiać i
wyniszczać poczucie istotnych potrzeb umysłowych, ale nadto dawać
kłamne uczucie, iż takowe przestępowanie na jednem miejscu jest
postępowaniem i pochodem. Ostrzec o tem czytający i opinjujący ogół
należy do obowiązku zbiorowych ciał umiejętniczych, które ku temu
uwzględniane i posiłkowane bywają przez społeczność. I zapewne to
rzecz ciała owe sumiennie podnieść zamierzają lub ją podniosły. Od statecznego, zupełnego i dogłębnego odczytania
istniejących już płodów literatury, jak dalece pochód onejże i
następna zależy autorska twórczość, to na najpiękniejszym z
przykładów łatwo okazać. Podobno, że jedynym z autorów spółczesnych
polskich, umiejącym czytanie wyższe, jest Szajnocha. Jemu to gdyby
naród za kilka kartek o "Popielu i myszach" ("Szkice") ofiarował
medal złoty z obywatelską koroną, nietylko, iż takową społeczeństwa
przyzwoitością nie byłbym był bynajmniej zadziwiony, ale byłbym
ledwo zadowolony. Te wszakże kilka kart Szajnochy, gdyby on sam był
dogłębniej je odczytał, powinny były otworzyć lub dać hasło do
otworzenia mnogich a wielkich milczeń przedkronikarskiej historji
polskiej i powinny były już do teraz całą szkołę wywołać. Nic się
jednak nie stało w podobnym względzie i samo nawet tak świetne
Szajnochy odkrycie, zamiast dać polot, wstrzymało się. Przyczyna tego jeżeli leży w obojętności czytelnictwa
polskiego, to powyżej, iż autor zatrzymał się na wskazaniu
pierwszych liter głównych i uważał za dobre nie posunąć się aż do
odczytania całej treści dlatego, iż takowe bez narażenia się na
pobłądzenie rzadko się dawało uskutecznić. Ale ja się pytam, czyli
ktokolwiek z nas ostatecznie zaręczyć sam może za istotną podawanej
przezeń prawdy historycznej pewność i czyli czasowi czegoś
zostawiać w próbie tej nie mamy? Gdy, przeciwnie, zdaje się to być
pewnością, iż zupełne jedynie i całe treści jakowej określenie
powołuje interes czytelników. Wyraz "mus", w żyjącym polskim języku, znaczy po dziś
dzień "pianę" - musować znaczy pienić - "écumeur de mer",
zapieniający morze, znaczy pirat. Tenże wyraz "mus" niemniej po
dziś dzień w języku żeglarskim znaczy pachołka okrętowego, albowiem
zarówno w żeglarskim języku (który jest osobny i słowniki swoje
posiadający), jak w całym przyborze i ustroju dzisiejszych okrętów
zachowały się w pewnej tylko części dawnego żeglarstwa
spadkobierstwa. Szajnocha, toż samo innemi gdy stwierdza wyrazami,
cytuje dziewięć egzekucyj, dokonanych przez "myszy" na osobach,
mniej więcej zawsze możnych, śród których jest arcybiskupów
czterech. Z czego dopiero ten genjalny Pisarz wyprowadza wniosek
(niedoczytany), to jest, iż łupieżcy na bogatych głównie godzili.
Otóż ten właśnie wzgląd jest zaledwo że podrzędnym i zpewnością że
każdemu innemu wojsku i wojownikowi owoczesnemu równie spólnym, jak
Nortmanom, tak dalece, iż w niczem on Nortmanów nie wyszczególnia
ani nie objaśnia. Przeciwnie nawet, wywnioskować możnaby np., iż
pod czasy owe tylko możni, bogaci i omurowani w swoich zamkach
załogi potężne trzymać mogli, trzymali i lada myszy nie jadły ich.
Dlaczegoż przeto taka plaga choćby na one dziewięć możnych głów
upadła? Nortmanowie, nieco za pośpiesznie nazwani korsarzami, nie
byli bryłą rasy, wypełniającej najazd. Coś, zaiste, wyższego ten
posiadać musiał, kto, narodem nie będąc, po dwóch krańcach naraz
morzami Europe oblegał, na oceanie, Śródziemnem morzu, Czarnem i
Kaspijskiem argonaucił (słowo to, argonaucić, nowe jest i może
przepraszam za nie) - - kto saracenom Sycylję wziął, a imperatorom
greckim i lombardzkim królom część Italji - kto zatrząsł
Konstantynopolem, przykazał Anglji i uzasadnił się we Francji, a
potem jeszcze w Ameryce Kanadę odkrył i Luizjanę i założył Quebec,
kto na polu praw dotrzymał wielkiego trybunału (Echiquier)
konstytucję i okrzyk "haro!" - tudzież na dzień wielki
chrześcijaństwa "Diex el volt!" Północy syn, Nord-man, skandynawski "viking", zatok król (
vik - zatoka,
king,
kyning,
könig), nietylko umiał nawoływać wielkie burze i ciemne
noce, by nastrajać wtedy żagle swoje, i nietylko w religji miał
swojej, iż śmierć na spokojnem łożu (strädod) obrzydła jest
niebiosom; miał on jeszcze dogmaty, zawiązujące towarzystwo: słowa
dotrzymać rycerskiego - przeniewiercą brzydzić się -
sponiewieranego, uciśnionego, wdowę i sierotę ochronić i pomścić... Bystro wyraża się o strategji Wikingów historyk, mówiąc:
"La terreur marchait devant eux et subjugait par avance..." Wiedzieli oni dobrze, i "par avance..." przez "musów"
swoich, że, gdzie, na kogo i zaco skoro boży sąd upadł, albo
zostanie on mimo dostojeństwa i mimo bogactw we wieży swojej
odbiegniętym przez załogi i lud w godzinie próby, albo, co
straszniejsza, umiejętnem a dwuznacznem milczeniem rzeszy i
opóźnieniem ratunku przejdzie w groźne Wikingów ręce. Monarchowie
tak nieraz podsuwali Nortmanom całe te prowincje swoje własne,
które zasługiwały na niełaskę, a nieinaczej czynił i głos ogółu tej
lub owej miejscowości względem możnych. Stąd to i u kronikarzy w
zapisywaniu zdarzeń o "myszach" jest niejaka metaforyczność i
oględność wielce delikatna. Jakoż z wielości to ciał potrutych,
które się wodami jeziora rozpłynęły, wyszły były natychmiast myszy
owe, co, nibyto (niekoniecznie z wielkim zapałem i przez całe
pospolite ruszenie narodu) bronionego monarchę zagryzły!... Wieści o sprawach miejscowych od brzegów Polski dochodziły
były w dnie jarmarków nawet i do samego świętego miasta Odyna. Adam Bremeński mówi o mieście Birka: "Miasto położone w
środku Szwecji, opodal Upsali, świątyni najsławniejszej u idolatrów
Sueonów, tam, gdzie golf barbarzyński, czyli bałtycki, ciągnie się
ku północy... ...droga jest niebezpieczna... i wszelako najpewniejsza z
dróg u brzegów Szwecji - tam okręty duńskie, norwegskie,
słowiańskie, tudzież Sembów (mieszkańców Prus) i innych scytyjskich
ludów zatrzymywać się zwykły dla jarmarków, na których jest wymiana
produktów ziemi". "Witalisy" późniejsze (przyjaciele bozi, a nieprzyjaciele
ludzkich względów) byli już arcyupadłem i nieumiejętnem religji
Wikingów naśladownictwem. Siły historyczne tak dziwnie bywają
trwałemi, że, gdy Byron tworzył typ korsarza, i on sam i krytycy
utrzymywali, iż na widoku miał jakiś typ idealny, gdy tymczasem
było to tylko idealne określenie normandzkiego człowieka, którego
Byron we krwi swojej nosił - i nie więcej. Wyznałem, iż szczęśliwymi są ci pisarze, którzy mogą
bezzbocznie samego się przedmiotu trzymać; przyszło jednak
rozszerzyć niniejszy wstęp i o napozór ustronnych mówić rzeczach,
przeto, iż za cel mam rozejrzenie i odczytanie starożytnej pieśni
polskiej "Boga Rodzica", od ośmiuset lat z różnym wygłaszanej
zapałem lub z różnego stopnia i rodzaju uwagą czytanej. Do ila zaś
zbyt długim albo niewystarczającym ten wstęp jest, okaże się to
dopiero w ciągu rzeczy. Mniemanie jest moje, iż pomimo akademickich definicyj i
skrzętnych poszukiwań, nie ma jednak lud żaden onej właściwej
epopei, która skarbem jest Greków. Są zaprawdę arcypiękne i napozór
podobne do epopei utwory, to późniejsze, to starożytne, tak, iż
one, w sensie potocznym mówiąc, za należące do tegoż samego dzieł
rzędu liczy się. Nie przyjmuje ich jednakże sąd ściślejszy. Obraz z
nich literacki złożyć można, lecz poddać pod krytykę niebezpieczna.
Atoli porówni mniemam i widzę, że każdy lud, jako Grekowie, jeżeli
nie tak wytwornie upojedyńczoną epopeję, to onejże żywioły lub
pracę posiada, i że epopeja przeto jest żywotnym warunkiem ludów
historycznych, który tylko najformalniej u Greków wyraził się, ale
niemniej każdemu jest właściwym. Policzyłbym zapewne Torquata Tasso
i Cervantesa nawet, i Mickiewicza lub Słowackiego między epopei
twórców, lecz tam, gdzie i o samym Wirgiljuszu możnaby nie zwątpić.
Sąd jednakże właściwej krytyki estetycznej nie może być na stopę
zwykłego poglądu literackiego. Epopeja jest utworem nastroju wysokiego, opiewającym
bohaterstwo, o czynności jednej i wybranej jako określnik całości
jakiej sprawy, obchodzącej naród i epokę. "Achilla gniew!..." jest
wszystko. Nadto ma ona jeszcze rozwojowe warunki intrygi, osi, czyli
węzła swojego żywotnego, a po szczególe inwokację i zaklęcie.
Cudowności także używa, lecz i sami to gramatycy zgodnie przyznają,
że "poecie tej tylko cudowności używać wolno, w której sam wiarę
pokłada". Tu, ażeby wstęp mój, i tak już nieco przydługi, uhamować,
wypowiem, że powyższa definicja znacznych rozszerzeń dziś wymaga.
Że formalnego potomstwa taka (lubo właściwa) epopeja nigdzie nie
ma. Że praca ta jednakże, wszędzie istniejąc, stanowi u ludów
innych rodzaj wielkiej księgi narodu, choćby księga taka nie była
sposzytą w jeden tom. Że moralnie wszędzie ona istnieje i istniała.
Niekiedy nazywają ją i "literaturą"... Pochodzi to z przyczyny, iż
nietylko pojedyńcze umysły pracują, ale i wzajemne ich
ześrodkowanie i całość... Tak pojęta epopeja zda mi się opiewać
dzielność jakowego ludu, a dzielność jest to jego praca i
nabożeństwo. U Homera też, dwie te rzeczy gdyby odjęło się,
zostałby romans lub powiastka. Dla tychto więc zasadniczych elementów i ażeby do
pierwotnych źródlisk epopei polskiej przybliżyć się, biorę sobie za
cel rozejrzenie i odczytanie pieśni "Boga Rodzica" ze stanowiska
historyczno-literackiego.
TEKST.
BOGA RODZICA, DZIEWICA, BOGIEM SŁAWIONA MARYJA - U TWEGO SYNA HOSPODYNA MATKO ZWOLONA, MARYJA - ZIŚCI NAM - SPUŚCI NAM KYRJE ELEJSON TWEGO SYNA CHRZCICIELA ZBOŻNY CZAS, USŁYSZ GŁOSY, NAPEŁNIJ MYŚLI CZŁOWIECZE, SŁYSZ MODLITWĘ - JENŻE CIĘ PROSIMY, TO DAĆ RACZY - TEGOŻ PROSIMY: DAJ NA ŚWIECIE ZBOŻNY POBYT, PO ŻYWOCIE RAJSKI PRZEBYT, KYRIE ELEJSON.
Skarbnica archeologji żywotnej, Kościół katolicki rzymski,
przechował nam najstarszą formę literacką nazywania rapsodów od
wyrazów pierwszych wiersza pierwszego. Przed papieskiemi bullami
uznane za ogólną własność hymny, rapsody, pieśni i jakoby do
wielkiej księgi narodu policzane, wyzywano po pierwszych onychże
słowach. A to ze źródła tego, iż śpiewający pierwszy zagajał jakoby
chór lub uwagę czy uciszenie się zboru powodował, wyzywając, co ma
być głoszone. Tak np., jakoby dziś gdziekolwiek polski lud zebrany
miał się do pieśni i jakoby pierwszy śpiewak zawołał: "Kto się w
obronę!", intonując przez to dawidzki psalm według tłumaczenia
Kochanowskiego.
RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.