Bobo - Janusz Korczak
3.49 zł
2.86 zł
(1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
Bobo jest już stare: ma dwa dolne i cztery górne zęby, waży dwadzieścia trzy funty - i jest zdaniem matki, najmądrzejszem z bobów całego świata. Ojciec twierdzi, że bobo jest głupie, jak but. Matka jest tak dumna, jakgdyby bobo było jej własnym, nikomu uprzednio nieznanym wynalazkiem, który należy opatentować, opatrzyć numerem, i oddać dla dalszej eksploatacji amerykańskiemu konsorcjum kapitalistów. Miewały wprawdzie kobiety bobów; ale to jest zupełnie inne, znakomicie ulepszone, nie dające się naśladować i niepodobne do żadnego z istniejących bobów świata... Bobo siedzi na kolanach ojca, ciągnie go za brodę, stara się pochwycić czytaną przez niego gazetę. - Nie przeszkadzaj, - mruczy ojciec, zmiatając bobowe ręce z gazety. Bobo przechyla głowę i przygląda się ojcu ciekawie: - Dobry cień nieruchomo pochylony nad plamą koloru mleka, - co robi dobry cień? Bobo się dziwi szeroko otwartemi oczami, lekko uchylonemi ustami i powolnym, zrównoważonym oddechem. - Powiedz mi bobo, - zapytuje wreszcie ojciec, odkładając gazetę, - jaki jest twój pogląd na dzisiejszy układ stosunków politycznych? Bobo pociąga za sznurek ojcowskich binokli i odpowiedziawszy: "grr... mff... waua" - podskakuje z wielkiej uciechy. - Ach bobo, bobo, - mówi ojciec z żalem, - ty o polityce nie masz najmniejszego wyobrażenia. Bobo zaś, ściągnąwszy binokle, podnosi do góry rękę, i mówi tonem zdobywcy: - O-o-o-o! A matka zwraca się do ojca: - Rzuć że ten wstrętny papieros, bo dziecko poparzysz. - Ach bobo, bobo, - ciągnie gorzko ojciec - ty jesteś wielki, wielki cymbał. Tu bobo zaczęło mruczeć i przeszło z rąk ojca do matki. - Biedny bobuś, - żali się matka, - od cymbałów mu wymyślają, ubliżają bobasiowi, znieważają; nikt bobasia nie szanuje. Bobo nos kułakiem wyciera. - Biedny bobaś, nosek go swędzi. Tata w nos nadymił. Powiedz: "be tata", - pogroź mu na nosku. Tu bobo mruknęło po raz drugi, tym razem już energiczniej - i matka wybiegła z nim śpiesznie do sąsiedniego pokoju. Tak, tak, - bobo jest stare. Małe bobo o sześciu zębach i dwudziestu trzech funtach wagi przeżyło już tak wiele, że przeszłość jego może stanowić temat do wielotomowej powieści. Wielotomowej powieści o bobie nikt nie chciałby czytać. - Niechby nie czytali? Ale powieści też nikt nie chciałby drukować. Postanowiłem o bobie napisać tylko powiastkę. Przyćmij lampę i czytaj powoli cichym szeptem, - bo mówić będę o tajemniczym i dziwów pełnym przedhistorycznym prastarym okresie życia bobowego.
***Tak było już. Tak było, gdy Bóg dzielił światło od ciemności i zawieszał gwiazdy, każdą na swem miejscu i wiązał je niewidzialnemi nićmi wzajemnego ciążenia. Tak było, gdy światy rodziły się z chaosu.
Jeszcze się światy nie rodziły; istniała dopiero myśl ich stworzenia, czy też - myśli nawet nie było.
Błąkały się barwy i dźwięki, siły cieniami się ledwie znaczyły, - i dymem nikłym snuły uczucia, bezładnie pomieszane i rozproszone. A każdy ich okruch, krzyżując się, a obojętnie mijając z podobnym lub obcym sobie, żył sam dla siebie.
Nie, nie żył jeszcze, bo nie było życia, nie błąkał się, bo ruchu nie było. Toż nie było jeszcze przestrzeni ani czasu. Chwila równała się stuleciom, kilometr kurczył się, rozpadał, rozrastał w kilometrów setki i tysiące.
Nie było nic, jedna tylko istniałaby przyszłość, gdyby było pytanie albo przeczucie przyszłości.
A jednak...
Rozlegnie się mocny głos, który rozkaże rozproszonym atomom łączyć się i społem budować, wyrzekając się siebie. I będzie błyskawica i kropla dżdżu i misterny kryształ, - będzie bardzo dziwne: życie.
Czy i to już jest życiem, co rozproszonym atomom nie pozwala mijać się obojętnie, a wedle praw każe im się łączyć w mikrokonstelacje światów, które tylko przenikliwa myśl ludzka zamieszkiwać zdolna?
Będzie życie roślin od nikłej nici białej pleśni; a dęby rzucać będą ziarna, by z nich wyrośli synowie, gdy ciała ojców spróchnieją lub rozstrzaska konary ich piorun.
Będzie życie.
Będzie człowiek, który zapragnie odgadnąć tajemnicę życia, - człowiek - dziwny twór.
Będzie...
Tymczasem pełna nieprzeczuwanych tajemnic a cudów mistyczna noc.
Będzie...
Bobo w błyskawicy poczęcia jest już wielkim cudem.
"Bobem" nazywam niemowlę, o którem piszę powiastkę.
***Mówią, że boba niema jeszcze, że dopiero przyjdzie. Bobo nie figuruje w żadnej książce żadnej parafji, żadnego cyrkułu, nikt go nie widział, ani matka nawet, - dopiero oczekują, a ono już dawno było i jest.
Już serce jego rozpoczęło pracę, która się nigdy nie skończy, którą serce boba przekaże sercu bobowego syna, wnuka i prawnuka, jak ją bobowemu przekazało serce dziada i pradziada.
Mówicie, że bobo którego jeszcze niema, liczy ileś tygodni czy miesięcy życia. Macie słuszność, a mylicie się. Ono jest samo dla siebie, nie zna waszego zegara ani kalendarza, - bobo było zawsze i jest.
Nietylko dlatego się mylicie.
Bobo nie ileś tam warunkowych miesięcy ludzkich żyje. Ono żyło już, rozproszone, zawieszone miljardem pyłów po szerokim świecie - wówczas, gdy rozlegał się okrzyk: "zwalić Bastylję," - żyło, gdy lud szeroką falą płynął, by niewiernemu odebrać grób pokalany Chrystusa; gdy wieńczono laurem skroń Sofoklesa; gdy batogami smagani niewolnicy wznosili dumne grobowce faraonów, żyło jeszcze i jeszcze dawniej, gdy miało dziesięć tysięcy lat czekać na swe urodzenie.
Bobo żyło w mięśniu niedźwiedzia na dalekiej północy i w liściu wiecznie zielonej palmy upalnego południa.
Hej, co podróży odbyło bobo, zanim poraz pierwszy serce jego uderzyło.
Bobo było już dawno, najdawniej, - żyło w plazmie leniwej ameby, istniało już w chaosie, z którego Bóg tworzył gwiazdy, rozwieszał je po niebie i umacniał niewidzialnemi nićmi wzajemnej zależności, - układał gwiazdy w społeczeństwa gwiazd.
- Tik tak, - tik tak, - bije serce boba.
Głuchy, cichy, monotonny szmer - i długi bez końca gościniec myśli...
Dla oczekiwanego boba szykują pieluszki.
***
Bobo poczuło dotkliwy ból, doznało wielkiego przerażenia. Ból boba nie był naszym bólem świadomym, dojrzałym, doświadczonym, siwym, bólem ojcem i bratem. To pierwszy taki wielki ból.
Bobo doznało ciężkiego uczucia, podobnego do tych, gdy w śnie zmorowym nagle jęczeć poczynasz; budzi cię mąż, matka lub żona i zapytuje: "czemu jęczałeś?" - a ty odpowiadasz: "nie jęczałem wcale" lub: "nie pamiętam, - nie wiem."
Gdy człowieka wśród czarnej nocy obca ręka chwyci za gardło, w obłędzie zduszenia niema obrazu pod powiekami, jest tylko czarny zdławiony krzyk w piersi.
Takim jest pierwszy oddech boba, taką jest ta jedna chwila, - jedna, jak śmierć. Kapłan - ból poślubia małą istotę ludzką z życiem.
Bobo chwyciło płucami zimne powietrze i drżąc poczyna żyć samodzielnie, na własną odpowiedzialność. Połóż palec na ustach i milcz, bo widzisz cud. Staraj się czynić jaknajmniej, bo nie wiesz, bo nie rozumiesz - rzucisz w myśl swą jedną wątpliwość, a wyrośnie gęsty las pytań bez odpowiedzi i zagadnień. Bobowi zimno, bobowi straszno, - źle...
Już gotują rumianki, już niosą z apteki - proszek troisty, a ciocia pyta się przez telefon:
- Chłopiec czy dziewczynka?...
***
RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.