Rozdział pierwszy
Rzut oka na Aleję Boskiego Wojownika
Biały płatek podryfował po niebie pełnym okrzyków i kolorowych wstęg, po
czym wylądował na mieczu.
Klinga uderzyła, przeszyła serce demona. Zginął na miejscu.
-?Demony pokonane, złe moce okiełznane, niech Niebiosa nam błogosławią!
Po obu stronach Alei Boskiego Wojownika wrzawa niosła się jak fale,
jedna wyższa od drugiej. Przed czerwonymi wrotami królewskiego pałacu
odgrywający boga i demona taoiści ukłonili się na wszystkie strony, po
czym się rozeszli. Ta wstępna walka wystarczyła jednak, by atmosfera
stała się jeszcze gorętsza. Nie tylko obie strony ulicy były upakowane
do granic możliwości, lecz jacyś śmiałkowie wspięli się nawet na dachy.
Klaskali, wołali, tańczyli, weselili się.
Na wysokim tarasie rozradowany tłum złożony z rodziny królewskiej,
książąt i szlachty oglądał widowisko. Tak wielkie wydarzenie
przyciągnęło tysiące ludzi i gdyby miano wskazać najbardziej
niecodzienną paradę z okazji Święta Latarni w historii państwa Xianle, z pewnością byłaby to ta dzisiejsza!
W pałacowej bramie setka ludzi tkwiła w uważnym, cichym oczekiwaniu.
Zabił dzwon, a młody mężczyzna w wysokim nakryciu głowy i zdobionych
szatach ułożył w zagłębieniu łokcia koński ogon i powiedział poważnie:
-?Straż przednia!
-?Są!
-?Niebianki!
-?Są!
-?Muzycy!
-?Są!
-?Jeźdźcy!
-?Są!
-?Demon!
-?Jest!
-?Wojownik Radujący Bogów!
Brak odpowiedzi.
Młody taoista zmarszczył brew i powtórzył głośno:
-?Wojownik Radujący Bogów? Jego Książęca Wysokość?
Tak jak wcześniej, nikt nie odpowiedział. "Demon", który się przed
chwilą odezwał, zawahał się, po czym ściągnął maskę. Pod zieloną skórą i ostrymi kłami kryła się urodziwa twarz.
Schludnie odziany młodzieniec miał około szesnastu, siedemnastu lat,
oczy błyszczące jak dwie kulki obsydianu, miękkie włosy, opadające
kilkoma kosmykami na czoło. Wydawał się spokojny i ułożony, co
kontrastowało z trzymaną przez niego w ręku maską dzikiego demona.
-?Mistrzu, Jego Książęca Wysokość powiedział, żeby się nie martwić,
niedługo przyjdzie -?odezwał się.
Mistrz Mei Nianqing nie wierzył własnym uszom.
Zniknął w tak kluczowym momencie!
W ich stronę zaś ciemnym korytarzem pod bramą ktoś pędził. To też był
szesnasto-, siedemnastoletni młodzieniec, wyprostowany, wysokiego
wzrostu, o skórze złocistej niczym pszenica. Na plecach miał długi
czarny łuk oraz śnieżnobiały kołczan. Chociaż wydawał się młody,
spojrzenie miał nieprzejednane. Ledwie Mei Nianqing go zobaczył, złapał
go i spytał:
-?Feng Xin! Co z Jego Książęcą Wysokością?
-?Mistrzu, melduję, że Jego Wysokość zabija demony na Górze
Szlachetnych!
I po co pytał? Mei Nianqing był jeszcze bardziej zrozpaczony.
-?A nie siedzi tam już od miesiąca? Jak to możliwe, że ciągle tam jest?
-?Tak! Ale te demony są wyjątkowo podstępne, więc czaił się na nie aż
miesiąc, wkrótce uda mu się je dorwać, dlatego powiedział, że jeszcze
chce poczekać!
-?Jak długo chce czekać? Przecież to mnie wykończy! -?ryknął Mei
Nianqing. -?Kompania reprezentacyjna zaraz przejdzie przez pałacową
bramę, gdy platforma wyjedzie i ludzie zobaczą jedynie demona, a nie
nieśmiertelnego, obrzucą nas, oby tylko, bluzgami, nie wyjdziemy z tego
żywi! Dlaczego z Mu Qingiem go nie zatrzymaliście?
Mu Qing jednak zachował spokój.
-?Książę powiedział, że jeśli zasadzka się nie powiedzie i będzie musiał
poczekać do następnego razu, może umrzeć kilkadziesiąt osób. Zdąży
wrócić, zanim pojawi się Wojownik Radujący Bogów. Mistrzu, działaj,
proszę, według planu. Jeżeli teraz nie wydasz rozkazu wymarszu, pomyślna
godzina minie.
Czekający od świtu tłum nie mógł już wytrzymać, krzyczał i pospieszał.
Nie było wyjścia.
Bez Wojownika Radującego Bogów mogło być źle, ale spóźnić się -?jeszcze
gorzej!
Zrezygnowany Mei Nianqing dał znak dłonią.
-?Muzyka! Ruszamy!
Na jego rozkaz, przy dźwięku fletni, stu królewskich wojowników
wykrzyknęło jednym głosem i pomaszerowało. Kompania reprezentacyjna
wyruszyła.
Pierwsi szli wojownicy symbolizujący usuwanie przeszkód. Za nimi wybrane
spośród tysięcy skromne, piękne dziewice sypały kwiaty z koszyków, które
niosły w rękach. Muzycy siedzieli na złotym wozie i wygrywali melodię.
Gdy tylko wyszli przez bramę, zostali powitani westchnieniami zachwytu,
a tłum rzucił się do walki o kwiaty. Te obracały się w pył, ale ich
zapach pozostawał. Jakkolwiek piękne, jakkolwiek zbytkowne by to było,
to tylko wstęp. Właśnie miała wyjechać ostatnia platforma.
Ciągnięta przez szesnaście białych koni w złotej uprzęży, przejechała
przez bramę i powoli ukazała się oczom tłumu. Na niej zaś odziany na
czarno demon w potwornej masce wbił w podłogę przed sobą długą
szablę1. Pojawił się na scenie w iście imponującym stylu.
Ale cud się nie wydarzył. Nadal ani śladu Wojownika Radującego Bogów.
Tłum zaszemrał. Rodzina królewska, książęta i szlachta ściągnęli lekko
brwi i spojrzeli po sobie.
-?Co się stało? -?dopytywali. -?Dlaczego na platformie nie ma Wojownika
Radującego Bogów?
W centrum, na tarasie wysokiego budynku, siedzieli urodziwy mężczyzna i piękna kobieta, król i królowa Xianle, i chociaż oboje na twarzach mieli
uśmiechy, w ich oczach gościł smutek. Mogli jedynie wymieniać spojrzenia
i pocieszać się nawzajem.
Ale tłumu po obu stronach alei nie miał kto pocieszyć, zebrani
krzyczeli, jakby zaraz mieli rozsadzić dachy. Na szczęście demon na
platformie był wyjątkowo spokojny. Kilkudziesięciu taoistów przebranych
za łowców demonów wskoczyło jeden za drugim na scenę, a on po kolei ich
pokonywał i strącał w dół. Gdyby oceniać po twarzy i posturze, Mu Qing
przypominał raczej uczonego, ale ciężka szabla w jego dłoni wydawała się
nie mieć wagi. Cień ostrza tańczył, a demon walczył wspaniale,
nagrodzono go więc wiwatami. Tyle że większość publiczności nie przyszła
tu, by oglądać, jak demon krzywdzi ludzi, krzyczeli więc jeden przez
drugiego:
-?A gdzie Wojownik Radujący Bogów?!
-?Chcemy zobaczyć Jego Książęcą Wysokość jako Cesarza Boskiego
Wojownika!
-?Co tu się odwala?! -?Z wysokiego budynku dobiegł gniewny głos. -?Kto
by chciał oglądać te pierdoły? Gdzie, kurwa, mój książę kuzyn?
Jeden po drugim widzowie zadzierali głowy, by na tarasie ujrzeć
biegnącego do krawędzi i wygrażającego pięściami młodzieńca w zdobnych
szatach. Miał piętnaście, może szesnaście lat, wyglądał olśniewająco i przyciągał wzrok, lecz przez wykrzywiający jego twarz grymas i morderczy
wzrok sprawiał wrażenie, jakby miał zaraz przeskoczyć przez barierkę i zacząć kogoś bić. Budynek był jednak za wysoki. Chłopak chwycił więc
białą jadeitową czarkę, którą miał pod ręką, i rzucił.
Czarka poleciała w kierunku głowy demona, który choć odwrócony tyłem,
spostrzegł, co się dzieje. Jego miecz wyskoczył w górę, a czarka
wylądowała na czubku ostrza, wywołując falę aplauzu. Qi Rong rozgniewał
się jeszcze bardziej i chciał rzucić czymś jeszcze, ale królowa zawołała
kogoś, by go odciągnął. Co się udało, ale nie bez sporego wysiłku. Miny
członków rodziny królewskiej były coraz poważniejsze, niektórzy nie
mogli już usiedzieć na miejscach. Za szkarłatną zasłoną z gazy
arystokratki ze słynnych rodów zakrywały twarze jedwabnymi wachlarzami i chociaż były zatroskane, żadna z nich się nie odezwała.
Ale zwykłych ludzi nie krępowała etykieta i niektórzy zaczęli
rozpytywać:
-?Jego Książęca Wysokość nie przyszedł?
-?Gdzie jest gege Lian2?
Parada w Święto Latarni bez Wojownika Radującego Bogów to byłby dopiero
niecodzienny przypadek!
Wtem ryk przetoczył się przez tłum niczym grom, a towarzystwo na tarasie
się ożywiło. Zobaczyli, jak śnieżnobiała postać spada z nieba i ląduje
lekko przed demonem!
Ledwo stopy wojownika w bieli dotknęły platformy, warstwy jego szat
rozłożyły się jak płatki olbrzymiego kwiatu. Twarz skrywał za złotą
maską, w jednej ręce dzierżył miecz, drugą trącił delikatnie ostrze, a ono odpowiedziało przyjemnym dla ucha brzęknięciem. Ruch był spokojny i wyważony, jakby wojownik w ogóle nie zwracał uwagi na demona przed sobą.
Na platformie biała i czarna postać stały naprzeciw siebie, potrząsając
bronią, aż wreszcie zwarły się w walce.
Qi Rongowi na ten widok aż się zaświeciły oczy, podskoczył i zawołał
głośno:
-?Książę kuzyn! Mój książę kuzyn przybył!!!
I na górze, i na dole, wszystkim odebrało mowę.
To wejście naprawdę przypominało zstąpienie z nieba, jakaż odwaga!
Barbakan miał co najmniej kilkanaście metrów, ale książę, którego ciało
warte było więcej niż całe złoto królestwa, faktycznie z niego skoczył.
W tamtej chwili tłumowi się zdało, że zaprawdę bóg zstąpił do świata
śmiertelnych, niemal tracono głowy, krew wrzała, wszyscy krzyczeli do
utraty tchu i klaskali, aż dłonie im poczerwieniały.
Król i królowa wymienili spojrzenia, w których krył się uśmiech, i chociaż królewska rodzina nie klaskała, ich twarze wreszcie się
rozluźniły i wzdychali z zachwytem. Wachlarze nie zdołały ukryć
rumieńców na twarzach panien.
Mei Nianqing nareszcie mógł otrzeć pot z czoła. Spojrzał na szkarłatną
zasłonę. Piękności ledwo było zza niej widać, ale dobiegały go ich
niespokojne westchnienia. Wiedział, kim są. Zaśmiał się w duchu. Nagle
usłyszał, jak królowa mówi cicho do króla:
-?Dziecko znowu rozrabia.
-?I jeszcze skoczył z tak wysoka! -?Król otarł pot z czoła.
-?Wasze Wysokości mogą być spokojne -?powiedział Mei Nianqing nie bez
odrobiny dumy. -?Książę z zamkniętymi oczami i wspiąłby się, i zeskoczył
nie tylko z tych marnych kilkudziesięciu metrów muru, lecz także ze
szczytu Góry Wielkiej Zieleni!
Wojownik Radujący Bogów był najważniejszą postacią w paradzie Święta
Latarni. Musiał być to młodzieniec biegły w sztuce miecza. Do tego
starannie zaplanowany strój, niesłychanie zachwycający, przy czym cały
ekwipunek ważył ponad sto jinów3. Z takim ciężarem musiał
stoczyć, wprawdzie udawaną, lecz widowiskową walkę z wojownikiem
przebranym za demona i odegrać cały, co najmniej sześciogodzinny występ
bez absolutnie żadnej pomyłki. Dla zwykłego człowieka było to zadanie
nie do wykonania.
-?Patrzcie! -?powiedział pewnie Mei Nianqing. -?Dzięki Jego Wysokości
dzisiejsza ofiara dla Niebios zapisze się w historii!
Obaj młodzieńcy na platformie byli niezrównani. Błysk mieczy, atak,
blok, krzyki się nasilały, blask broni oślepiał. Walka stawała się coraz
bardziej zacięta, a pokrzykiwania widzów coraz głośniejsze.
-?Zabij! Zabij demona! -?rozlegało się z niezliczonych gardeł.
Świst ostrza, białe światło. Tłum wrzasnął i wstrzymał oddech. Radujący
Bogów wytrącił demonowi miecz, który poleciał i wbił się w czerwoną
kolumnę przy ulicy. Spróbował go wyciągnąć pewien śmiałek, ale choć
dwoił się i troił, miecz ani drgnął.
-?Co za siła! -?wykrzyknął.
Spod złotej maski dobiegł cichy śmiech. Wojownik w jednej ręce dzierżył
kwiat, miał właśnie zadać ostatni cios i "zabić" demona, gdy nad nimi
rozległ się krzyk.
Radujący Bogów się zdumiał i podniósł głowę, by ujrzeć niewyraźną
sylwetkę spadającą z muru. Niewiele myśląc, w mgnieniu oka wybił się z obu nóg, skoczył i poszybował w górę. Jego rękawy powiewały niczym
motyle skrzydła i choć wyglądał, jakby leciał do nieba, zrobił zaledwie
kilkanaście kroków na murze, po czym lekko jak piórko opadł na ziemię.
Dopiero gdy stanął pewnie, wypuścił powietrze i spojrzał w dół.
Brudny chłopiec z twarzą obwiązaną bandażami kulił się w jego ramionach
i wpatrywał w niego.
Mógł mieć siedem, najwyżej osiem lat, był chudy i drobny, a jego małe
ciałko drżało jak nowo narodzone zwierzątko. Spomiędzy niedbale
zawiniętych wokół głowy bandaży spoglądało wielkie czarne oko, w którym
odbijała się biała postać. Wpatrywał się w trzymającego go człowieka,
nie mrugnąwszy ani razu, jakby nie umiał dojrzeć nic innego.
Książę słyszał tylko, jak otaczający go ze wszystkich stron ludzie
gwałtownie biorą wdech. Wciąż klęczał na jednym kolanie, z pochyloną
głową, kiedy kątem oka zauważył, że coś leży na ziemi.
Serce mu zamarło.
Złota maska zakrywająca jego twarz spadła.
Pewny krok wojowników się załamał, na twarze rozrzucających kwiaty
niebianek wypłynął strach, złoty powóz się zatrzymał, wielkie białe
konie uniosły kopyta i rżały, a fletniarze zagrali kilka fałszywych
tonów. Jedni szli, inni stali, gdyby szybko nie udało się
zsynchronizować kroku, sytuacja wymknęłaby się spod kontroli.
Tłum po obu stronach alei nie zdążył jeszcze zareagować, kiedy na
wysokim tarasie król i królowa podnieśli się ze swoich krzeseł. Skoro
oni stoją, jak pozostali śmieliby siedzieć? Dostojnicy jeden po drugim
wstawali więc, na twarzach ukrytych za czerwoną zasłoną panien malowało
się przerażenie. Mistrz ledwo wygrzał sobie stołek, a już musiał się
podnieść. Qi Rong wskoczył na barierkę, podwinął rękawy i wołał
gniewnie:
-?Co znowu? Co z tymi oddziałami? Co ta zgraja śmieci wyprawia? Nie
jedliście dziś, że nawet z końmi nie potraficie sobie poradzić?
Widząc, jaka wrzawa zapanowała wśród tłumu i że za chwilę nastanie
chaos, Radujący Bogów natychmiast powstał i podniósł głowę.
Książę wart był tyle złota, ile sam ważył. Prawie się wcześniej nie
pokazywał, bo a to ukrywał się w pałacu, a to zaszywał w górach, by
praktykować, więc teraz nie mogli się oprzeć, by nie zerknąć na jego
twarz. Wystarczyło jedno spojrzenie, a wstrzymali oddech.
Skóra młodzieńca była tak biała, że aż przezroczysta, jak jadeit, który
jeśli patrzeć na niego zbyt długą chwilę, rozpadnie się na kawałki. Ale
brwi wydawały się dumne, a oczy jaśniały niczym poranna zorza. Piękna
twarz i wyjątkowa uroda sprawiały, że ludziom brakowało śmiałości się mu
przyglądać, chociaż książęta zwykle przyjmują uwagę ze strony innych ze
spokojem.
Miał szesnaście, siedemnaście lat, najlepszy wiek. Gdyby spytać kogoś,
jak powinien wyglądać Wojownik Radujący Bogów, to właśnie tak.
Korzystając z tego, że uwaga tłumu była zwrócona na księcia, Feng Xin
przebiegł przez ulicę, chwycił maskę i wpadł między straż honorową,
krzycząc:
-?Nie panikujcie, idźcie dalej! Dopiero po tym okrążeniu wróćcie do
pałacu!
Oddział zaczął ponownie formować szyk, każdy powrócił na swoje miejsce.
Odgrywający demona Mu Qing przesłonił niebo niczym czarna chmura,
wyciągnął szablę z kamiennego filaru i udawał, że chce zabić dziecko w ramionach wojownika. Zwarli się i rozdzielili kilka razy. Walcząc,
wrócili na platformę, jakby nic się nie stało. Tłum dał się ponieść i znów zawrzał.
To był pierwszy raz, kiedy Xie Lian dziękował, że urodził się z takimi
rysami, w obliczu katastrofy mógł bowiem za ich pomocą odciągnąć uwagę -
bardzo, bardzo dobrze... Jedną ręką obejmował chłopca, drugą zręcznie
wywijał mieczem. Sparował kilka cięć, gdy usłyszał, że chłopiec jęknął,
pomyślał więc, że pewnie jest przerażony tym, że znajduje się w samym
środku walki. Xie Lian przycisnął go mocniej do siebie.
-?Nie bój się! Jestem przy tobie, nic cię nie skrzywdzi!
Chłopiec złapał kurczowo szaty na jego piersi, jakby się chwytał
ostatniej deski ratunku. Xie Lian się domyślał, że dziecko jest
przerażone. Ale tak czy inaczej, rytuał został już przerwany.
-?Mu Qing! -?krzyknął.
Demon ledwo zauważalnie skinął głową i sprawnie zaatakował. Xie Lian
wyciągnął miecz, Mu Qing udał, że został trafiony, szamotał się chwilę i z głośnym hukiem zwalił na ziemię.
I tak Radujący Bogów zabił demona!
Krzyk tłumu uniósł się ponad chmury. Potężna procesja ku czci Niebios
kontynuowała marsz, zmierzając w stronę pałacu. Być może z powodu emocji
ludzie nie stracili entuzjazmu przez ten wypadek, wręcz przeciwnie, byli
jeszcze bardziej rozochoceni. Tysiące ruszyły za platformą w kierunku
pałacu.
-?Chrońcie księcia! -?krzyknął z tarasu król Xianle.
Strażnicy jednak nie zdołali zatrzymać tłumu, który bez trudu złamał ich
obronny szyk. Na szczęście w tym samym momencie ostatni z kompanii
honorowej niknęli już za bramą pałacu. Czerwona brama zatrzasnęła się za
platformą, wielobarwne flagi przestały powiewać, a tłum niczym fala
uderzył we wrota. Odgłosy walenia w drzwi i wiwatów rozdzierały niebo.
Za bramą pałacu Wojownik Radujący Bogów z brzękiem odrzucił miecz i zaczął ściągać z siebie warstwy szat. Wypuścił głośno powietrze i ogłosił:
-?Padam z nóg!
Mu Qing też zdjął maskę demona, bezgłośnie odetchnął, a gdy zobaczył,
jak Xie Lian szarpie się z szatami, nie wytrzymał i wyciągnął rękę.
-?Ja to zrobię, Wasza Wysokość, jak będziesz tak ciągnął, to się
zaciśnie i cię udusi!
Na dole Feng Xin biegł za platformą, krzycząc:
-?Wasza Wysokość, czemu zabrałeś to dziecko?!
Chłopiec ciągle tulił się do piersi Xie Liana, małe ciałko było sztywne,
nie poruszył się ani trochę. Xie Lian zsunął z ramion wierzchnią szatę i się wyprostował.
-?A co, miałem go zostawić na zewnątrz? Na ulicach chaos, a on jest taki
mały, od razu by go zadeptali na śmierć. -?Powiedziawszy to, pogłaskał
chłopca po głowie. -?Skąd się tam wziąłeś, mały? -?spytał z uśmiechem. -
Jakim cudem nagle spadłeś z nieba?
Chłopiec nie mrugnął ani razu, nie odezwał się też ani słowem.
-?Skamieniał ze strachu -?podsumował Mu Qing.
Xie Lian znowu poprawił chłopcu rozczochrane włosy.
-?Jest w szoku -?wyjaśnił. -?Feng Xin, zabierz go do domu. Sprawdź tylko
wcześniej, czy nie jest ranny, całą twarz ma w bandażach.
-?Dobrze. -?Feng Xin wyciągnął ręce.
Xie Lian wziął dziecko pod ramiona i chciał mu je podać. To się jednak
nie udało.
-?Wasza Wysokość, czemu go nie puszczasz? -?spytał Feng Xin.
-?Puściłem przecież? -?odparł zdziwiony Xie Lian. Spojrzał w dół i się
zaśmiał, gdy spostrzegł, że chłopiec tak bardzo nie chciał go puścić, że
obiema rękami wczepił się w jego szaty.
Kilkoro ludzi zamarło, po czym roześmiało się głośno. Xie Lian
praktykował w Królewskiej Świątyni, wielu adeptów i adeptek robiło
wszystko, aby go zobaczyć, a ujrzawszy raz, chciało zobaczyć i kolejny.
Najchętniej praktykowaliby u jego boku. Kto by pomyślał, że taki mały
chłopiec myśli podobnie.
-?Wasza Książęca Wysokość, ten chłopiec cię polubił, nie chce iść! -
uznali zgodnie zgromadzeni wokół młodzi taoiści.
-?Serio? -?Xie Lian się zaśmiał. -?Nie da rady, mam jeszcze sporo do
zrobienia. Mały, wracaj do domu.
Dopiero teraz chłopiec zaczął powoli rozluźniać uścisk i Feng Xin go
przejął. Chociaż był trzymany przez kogoś innego, błyszczące czarne oko
wciąż pozostawało utkwione w Xie Lianie. Jego spojrzenie nie
przypominało wzroku dziecka, wyglądał, jakby był w transie. Pozostali
taoiści zaczęli szeptać między sobą, ale Xie Lian już na niego nie
patrzył, tylko zwracał się do Feng Xina:
-?Nie ciągnij, jakbyś wynosił śmieci, przestraszysz go!
-?Lepiej się nie śmiej -?powiedział Feng Xin gniewnie. -?Nic się nie
stanie, jak się przestraszy. Niech Wasza Wysokość lepiej się zastanowi,
co powie mistrzowi. Jego to dopiero nastraszyłeś!
Wszyscy zamilkli.
Mistrz rzeczywiście był przerażony.
Królewska Świątynia, Pawilon Boskiego Wojownika
W oparach kadzideł i wśród głosów recytujących sutry4.
-?Na kolana! -?rozkazał Mei Nianqing.
Xie Lian uklęknął przed złotym posągiem Cesarza Boskiego Wojownika. Feng
Xin i Mu Qing podążyli za swoim panem i klęknęli za nim.
Mei Nianqing podniósł misterną złotą maskę. -?Wasza Książęca Wysokość, ech, Wasza Książęca Wysokość. -?Westchnął.
Xie Lian się wyprostował.
-?Jestem.
-?Na pewno wiesz, że w całej historii Xianle się nie zdarzyło, aby
podczas Parady Święta Latarni platforma okrążyła miasto trzykrotnie.
Trzykrotnie! -?mówił z żalem Mei Nianqing.
Każdy rytuał, każde ustawienie podczas Parady Święta Latarni miały swoje
znaczenie, a każde pełne okrążenie platformy wokół murów oznaczało
modlitwę o pokój i bezpieczeństwo kraju przez rok. Tak więc od liczby
okrążeń zależało, przez ile lat nie będzie trzeba organizować tak
wystawnego wydarzenia. Nie tylko dobra wróżba, lecz także oszczędność.
Ale trzy razy -?to zbyt niebezpieczne! Czy to nie oznaczało, że zostały
tylko trzy lata?
Jeszcze gorsze było to, że złota maska Wojownika Radującego Bogów opadła
w trakcie rytuału.
Od dawnych czasów ludzie wierzyli, że dusza wszechrzeczy mieszka w człowieku, a dusza człowieka mieszka w głowie, dlatego też podczas
obrzędu wojownik musiał nosić złotą maskę. To, co najlepsze, należy
poświęcić Niebiosom, jego twarz mogli więc podziwiać tylko
nieśmiertelni, zwykli ludzie byli tego niegodni.
-?Poprzedni Wojownicy Radujący Bogów przeszli co najmniej pięć okrążeń,
a było i dwadzieścia! A ty? -?beształ go rozczarowany Mei Nianqing. -?Z zamkniętymi oczami byś zrobił i sto! A wykończyłeś się na trzecim.
Świetnie, Wasza Książęca Wysokość zapisze się na kartach historii!
W pawilonie stała setka taoistów, ale nikt nie ośmielił się odezwać,
jedynie Xie Lian nie potrafił zamilknąć.
-?Mistrzu, nie patrz na to w ten sposób. Czyż nie byłoby złą wróżbą,
gdyby na paradzie polała się krew? Przynajmniej wszystko się skończyło
przyzwoicie, to najlepszy możliwy wynik.
Ale Mei Niangqing nie odpuszczał.
-?I oczywiście jak nie ty, to kto! Na miejscu było tylu królewskich
żołnierzy, każdy mógł go złapać!
-?Ale naprawdę jak nie ja, to kto? Kto poza mną mógłby to zrobić? -?Xie
Lian się uśmiechnął.
Nie było sensu zaprzeczać, bo miał rację. Ale patrząc na jego
zadowolenie, Mei Nianqing czuł zarówno irytację, jak i rozbawienie.
-?Klęcz! -?zawołał. -?Mówię ci, Wasza Książęca Wysokość, będziesz musiał
odpokutować!
-?Tak jest...
-?Jest jeszcze jedna sprawa.
Nie mogło to być nic gorszego niż kwestia parady.
-?Mów, proszę -?powiedział szybko Xie Lian.
-?Dzisiaj Ich Królewskie Wysokości znów chcą cię spytać o starą sprawę -
jęknął Mei Nianqing.
Xie Lian od razu odwrócił wzrok.
A więc może wpaść w jeszcze większe kłopoty!
Ta tak zwana stara sprawa dotyczyła ożenku Xie Liana.
-?Podczas dzisiejszej parady widziałem na platformie widokowej cały
zastęp wysoko urodzonych panien -?mówił Mei Nianqing z chłodnym
uśmiechem. -?Były księżniczki z królewskich rodów, panny z rodzin
uczonych, córki bogaczy, wszystkie stały tam i cię obserwowały. Ich
Wysokości poleciły mi przekazać, że to panny wybrane dla ciebie z rodów
z każdego zakątka kraju. Niech Wasza Książęca Wysokość spróbuje znaleźć
czas, żeby spojrzeć, czy jest jakaś odpowiednia.
-?Uczeń jest oddany Drodze5, nie pragnie radości doczesnego
świata -?powiedział Xie Lian poważnie. -?Proszę, mistrzu, o przekazanie
takiej wiadomości.
-?Król i królowa mówią, że nie mają zamiaru cię ponaglać, ale te panny
to najwyższa półka, jeśli chodzi o urodę, pochodzenie i cnoty -?mówił
Mei Nianqing. -?Być może jedna z nich to właśnie twoja upragniona
księżna? Jeśli lubisz pełne werwy, jest panienka Jianlan, jeżeli wolisz
wysoko urodzone, jest księżniczka Xiaoying, jakąkolwiek byś sobie
zamarzył, taka się znajdzie! Ich Wysokości mówią, że w ostateczności
możesz się spotykać z jedną dziennie, na dzisiaj masz zaplanowaną
księżniczkę Xiaoying... Czekaj! Klęcz! Kto pozwolił ci wstać? Wasza
Książęca Wysokość! Wasza Książęca Wysokość!
Ale Xie Lian z dwoma sługami zdążyli już uciec. Ledwie książę słyszał o ożenku, uciekał w panice, nie zważając na ceremoniał. Mistrz mógł sobie
wołać swojego ukochanego ucznia, ale i tak nie potrafił się na niego
złościć. Pozostało mu jedynie rwać włosy z głowy i tym bólem zagłuszyć
ból serca.
Cała trójka dotarła do Pawilonu Xianle, zbudowanego specjalnie dla Jego
Wysokości. Dopiero tam Xie Lian zaczął zdejmować rytualne szaty.
Odzienie i nakrycie głowy Wojownika Radującego Bogów podlegało surowym
regułom, każdy element miał określone znaczenie, nie można było pominąć
ani jednego szczegółu. Na przykład wierzchnia szata była biała, co
symbolizowało czystość, środkowa, czerwona -?prawość, złota korona na
spiętych włosach -?władzę królewską i bogactwo, białe pióra -
wniebowstąpienie. Szerokie rękawy oznaczały "wspieranie żyjących istot".
I tak dalej, i tak dalej.
Można sobie więc wyobrazić, że czy to wkładanie, czy zdejmowanie,
musiało się odbywać warstwa po warstwie i było niezwykle skomplikowane.
Xie Lian oczywiście nie mógł zrobić tego sam, czekał, aż Mu Qing
rozwiąże mu pas.
-?Ojciec i matka znów chcą mnie zwieść, żebym zszedł z góry! -?mówił,
wciąż z drżącą w głosie nutką strachu. -?Znowu mam wybierać żonę, tym
razem znaleźli ich cały zastęp!
-?Słyszałem, że księżniczka Xiaoying i panienka Jianlan są słynnymi
pięknościami. Naprawdę nie chcesz iść zobaczyć, co Ich Wysokości dla
ciebie przygotowały? -?Feng Xin powstrzymywał się od śmiechu.
-?Lepiej nie -?zdecydował Xie Lian po chwili namysłu. -?Droga, którą
podążam, wymaga ode mnie zachowania czystości, nie mogę się ożenić.
Jeśli z żadną się nie zobaczę, będzie można powiedzieć, że całym sercem
podążam za Drogą, wszystko jasne od samego początku. Jeżeli się z nimi
spotkam, ale nie wybiorę ich na żony, to będzie dla nich trudniejsze do
zniesienia.
Zdjął złoty guan6 i rozpuścił długie włosy, po czym usiadł na
łóżku i kopnął nogami, aż spadły z nich śnieżnobiałe buty.
-?Co jest? -?spytał, widząc, że Mu Qing ze ściągniętymi brwiami
przygląda się dopiero co zdjętym przez Xie Liana szatom Radującego
Bogów.
-?Wasza Wysokość, są brudne.
-?A... Pokaż.
Rzeczywiście, na śnieżnobiałym stroju wojownika widniały dwa ciemne
odciski dłoni. Białe szaty Radującego Bogów najlepsi krawcy uszyli z doskonałej jakości tkanin, ozdobiono je misternymi haftami, a obwiedzione jasnymi, złotymi taśmami brzegi były piękne, lecz nie
zbytkowne. Dwa ciemne odciski były więc wyraźnie widoczne.
-?To ten mały, który spadł z nieba? -?spytał Xie Lian. -?Pamiętam, że
złapał mnie za ubranie i nie chciał puścić. Miał na twarzy bandaże, nie
wiem, czy się bił, czy co się stało. Feng Xin, obejrzałeś go?
-?Nie -?odparł przygnębiony Feng Xin. -?Gdy tylko go wyprowadziłem z pałacu, kopnął mnie w kolano i uciekł. Kurwa, nadal boli.
-?Na pewno dlatego, że byłeś dla niego niedobry! -?Xie Lian ze śmiechu
przewrócił się na łóżko. -?Mnie przecież nie kopnął.
Mu Qing nie skomentował, tylko zabrał szaty i się odwrócił. Xie Lian od
razu wstał.
-?Mu Qing, wracaj! Co robisz?
-?Wypiorę -?odparł Mu Qing.
-?Co będziesz prał, nie przejmuj się tym, Mu Qing. -?Xie Lian pociągnął
go za rękaw. -?Nieźle dzisiaj walczyłeś! A nie mówiłem? Szablą władasz
dużo lepiej niż mieczem!
-?Naprawdę?
-?Mhm! Ale myślę, że możesz być jeszcze szybszy, zobacz, jeśli ja zrobię
tak...
Zeskoczył raźno z łóżka, demonstrując ręką ruch miecza. Mu Qing patrzył
pilnie, ale Feng Xin machnął mieczem Radującego Bogów i zagonił Xie
Liana z powrotem na łóżko.
-?Chcesz się bić, to włóż buty! -?krzyknął. -?Rozczochrane włosy i bose
stopy, jak ty wyglądasz!
Zapędzony na łóżko Xie Lian, któremu Feng Xin przerwał ten radosny
pokaz, rzucił w niego poduszką i powiedział:
-?Wiem! -?Zebrał obiema dłońmi włosy, żeby je spiąć. Nagle zmarszczył
czoło. -?Dziwne -?powiedział.
-?Co znowu? -?spytał Feng Xin.
-?Brakuje jednego kolczyka -?powiedział Xie Lian, gniotąc płatek ucha.
W Xianle powszechnie wierzono, że ostateczną granicą w taoistycznej
kultywacji jest "harmonia yin i yang", "męskość i kobiecość w jednym
ciele", a boskość podlega nieustannej zmianie i nie jest ograniczona
przez płeć, może być męska, może być żeńska. Tę ideę odzwierciedlała
także postać Radującego Bogów. Każdy Wojownik Radujący Bogów w historii
miał strój i ozdoby skomponowane zarówno z męskich, jak i damskich
elementów, jak kolczyki, szpilki do włosów, wstążki i tym podobne. Kiedy
Xie Lian przebrał się za Radującego Bogów, włożył kolczyki.
Była to para pięknych czerwonych koralików, lśniących i niezwykle
rzadkich. Gdy jednak przed chwilą rozczesał włosy, zorientował się, że z pary został tylko jeden.
Gdy tylko padły te słowa, twarz Mu Qinga stężała, a Feng Xin rzucił się
do poszukiwań, ale wrócił z pustymi rękami.
-?Wszystko gubisz, potrafisz nawet zapodziać coś, co masz w uchu! -
zbeształ Xie Liana.
Xie Lian znowu rozłożył się na łóżku.
-?Przestań na mnie krzyczeć! Przynajmniej sam się nie zgubiłem, a to
byłby problem, pozostałe rzeczy można gubić.
Mu Qing nie odpowiadał przez chwilę, wziął miotłę i zaczął zamiatać.
-?Ten kolczyk jest bardzo cenny, spróbujmy jeszcze poszukać. Może spadł
pod łóżko albo pod szafę. Jeżeli się nie uda, zawołamy kogoś, żeby nam
pomógł.
-?Nie ma mowy, im więcej ludzi, tym większy chaos. Nie możemy pozwolić,
by ktoś go znalazł i zabrał -?skomentował Feng Xin.
Mu Qing właśnie sprawdzał pod łóżkiem, ale gdy tylko to usłyszał, wyraz
jego twarzy się zmienił, a miotła, którą ściskał w dłoni, z głośnym
trzaskiem pękła na dwoje.
Xie Lian zamarł, Feng Xin też osłupiał.
-?O co ci chodzi, czemu to złamałeś?
-?Chcesz coś powiedzieć, to mów wprost -?odparł lodowato Mu Qing. -?Po
co te zawoalowane ataki?
Feng Xin był zawsze szczery i bezpośredni, pierwszy raz ktoś zarzucił mu
ukryte intencje, tym bardziej więc zabrakło mu słów.
-?A co ja powiedziałem? Nie mówiłem przecież, że chodzi o ciebie, o co
się wściekasz?
Xie Lian zaklął w duchu.
-?Feng Xin, cicho! -?krzyknął.
Na czoło Mu Qinga wyszło kilka ciemnych żył.
-?Co jest? -?spytał Feng Xin.
Xie Lian nie miał siły mu tego wyjaśniać, mógł jedynie powiedzieć Mu
Qingowi:
-?To nieporozumienie, on nie miał na myśli ciebie!
Mu Qing zacisnął i rozluźnił pięści, w końcu jednak nic nie zrobił,
odwrócił się tylko, dopadł drzwi i wyszedł. Xie Lian poderwał się z łóżka i chciał iść za nim, ale zdołał ujść zaledwie kilka kroków, kiedy
złapał go Feng Xin.
-?Nie masz butów! Jak chcesz wyjść?
-?Muszę go zatrzymać! -?wykrzyknął Xie Lian.
-?Najpierw się ubierz i zepnij włosy. Po co się nim przejmować? Kto wie,
co go ugryzło? Odbiło mu.
Xie Lian zrozumiał, że już nie dogoni Mu Qinga, mógł więc tylko zająć
się ubieraniem i układaniem włosów.
-?Nie odbiło mu! Po prostu niefortunnie to ująłeś. -?Westchnął.
-?A co powiedziałem nie tak? -?dopytywał Feng Xin, podając mu szaty.
Xie Lian wkładał właśnie buty.
-?Lepiej nie pytaj! Nie chcesz go gonić, sam pójdę.
-?Jest coś, o czym nie chcesz mi powiedzieć? -?spytał Feng Xin
podejrzliwie.
-?Nie ma! -?stwierdził Xie Lian stanowczo, po czym wypadł na zewnątrz.
Po chwili głos Feng Xina umilkł. Xie Lian się odwrócił i odetchnął z ulgą, gdy zobaczył, że tamten go nie ściga.
Nie był zbyt zręczny w kłamaniu, a Feng Xin znał go zbyt dobrze. Gdyby
dalej naciskał, Xie Lian nie zdołałby tego dłużej ukrywać. A nie mógł
ujawnić przyczyny zachowania Mu Qinga.
By o tym opowiedzieć, trzeba się cofnąć o trzy lata. Tamtego roku
czternastoletni Xie Lian wszelkimi sposobami nękał rodziców, aż wreszcie
król i królowa pozwolili mu, by jeszcze przed osiągnięciem pełnoletności
mógł oddać się praktyce duchowej w Królewskiej Świątyni. Gdy ukończono
budowę pawilonu Xianle, podekscytowany Xie Lian wyruszył w góry. Nie
miał dużo bagażu: dwa wozy książek, dwieście mieczy, to wszystko. Król i królowa obawiali się jednak, że w górach czeka go samotność i będzie
nieszczęśliwy, wysłali więc na Górę Wielkiej Zieleni czterdzieścioro
sług i osiem wielkich wozów jego starych rzeczy. Wśród nich był złoty
pawilon składający się ze stu ośmiu płatków złota.
Na początku taoiści z Królewskiej Świątyni nie znali księcia zbyt
dobrze. Kiedy więc zobaczyli te luksusy, to chociaż ich nie wygłaszali,
w myślach nie powstrzymali się od komentarzy. A kiedy i Xie Lian ujrzał
tę wytworną kawalkadę, nie wiedział, czy ma się śmiać, czy płakać, i rozkazał im wracać do pałacu. Ale podczas porządków zauważył, że w złotym pawilonie brakuje jednego płatka. Feng Xin przeczesał okolicę i niczego nie znalazł, więc Xie Lian, chcąc nie chcąc, sam się zabrał do
poszukiwań. Mei Nianqing usłyszał skądś o tej sprawie. Rządził świątynią
twardą ręką i rozgniewał się na myśl, że ktoś skuszony złotem mógł je
ukraść albo schować. Był zdecydowany, że wykopie ten zaginiony złoty
płatek choćby spod ziemi. Zapowiedział też, że osoba, u której płatek
zostanie znaleziony, zostanie surowo ukarana. Tego wieczora trzy tysiące
ludzi z Królewskiej Świątyni nie robiło nic innego, jak tylko
skrupulatnie przeszukiwało pokoje. Xie Lian się nie spodziewał, że
sprawa odbije się aż tak szerokim echem. Jeszcze mniej -?że gdy
poszukiwania ruszą pełną parą, ktoś przyjdzie do niego w sekrecie i poda
mu złoty płatek.
Tym człowiekiem, młodym, pobladłym ze strachu sługą był Mu Qing.
Okazało się, że płatek wypadł z wozu, gdy ten się toczył po nierównej
drodze w górę. Mu Qing znalazł go w zaroślach, gdy szedł po wodę. Był
zajęty obowiązkami, nie wiedział, co to jest, więc schował płatek pod
matą, z myślą, że załatwi sprawę wieczorem. Skąd mógł wiedzieć, że kiedy
wróci po całym dniu pracy, okaże się, że zaginionym płatkiem
zainteresował się sam mistrz?
Był w trudnej sytuacji, mógł się jedynie przyznać do winy. Wiedział, że
sprawy zaszły już za daleko, nie ma szans na lepsze rozwiązanie, błagał
więc Jego Książęcą Wysokość o lżejszą karę, żeby chociaż nie wypędzano
go ze świątyni. Jego ojciec umarł wcześnie, a z rodziny została mu tylko
matka, która zarabiała na ich utrzymanie szyciem. Teraz jednak wzrok jej
się popsuł i mogła jedynie czekać, aż syn przyniesie do domu jakieś
pieniądze. Nie mógł odejść.
Xie Lian bardzo współczuł temu pechowcowi. Chociaż nie ukradł, nie miał
szans się z tego wytłumaczyć, tak czy tak pozostałaby skaza.
-?Nie przejmuj się tym, znajdę rozwiązanie. Bądź spokojny, nikomu nie
powiem -?mówił, widząc jego rozpacz.
Poszedł więc zatrzymać wielkie poszukiwania.
-?Głupia sprawa, narobiłem wam tylko kłopotu -?wyjaśniał. -?Teraz sobie
przypomniałem, że zgubiłem ten płatek jeszcze w pałacu. Od początku było
sto siedem płatków.
Cała Królewska Świątynia przetrząsnęła tej nocy każdy kąt w poszukiwaniu
zaginionego płatka. Oni się tu pocili, dwoili i troili, a Xie Lian nagle
wyskakuje z tym wyjaśnieniem, zagotowali się więc ze wściekłości. Ale że
wszyscy byli poważnymi taoistami całym sercem oddanymi kultywacji,
bardzo szybko o sprawie zapomnieli. Gdyby jednak Xie Lian nie pochodził
z królewskiej rodziny, mogłoby mu grozić wykluczenie.
Przez trzy lata Xie Lian nikomu o tym nie powiedział. Skąd mógł
wiedzieć, że przez nieostrożne słowa Feng Xina Mu Qing zrozumie wszystko
opacznie? Jeśli bowiem podejrzewał Xie Liana o wydanie sekretu złotego
płatka, mógł zakładać, że Feng Xin faktycznie ma ukryte intencje. Na
pewno było to trudne dla Mu Qinga. Książę bardzo chciał go znaleźć i wszystko wyjaśnić, ale przeszukał całą okolicę i nic. Wtedy dogonił go
Feng Xin.
-?Coś przede mną ukrywasz!
-?Jeszcze raz mnie spytasz i koniec naszej przyjaźni. -?Xie Lian się
bał, że Feng Xin przejrzy go na wylot. -?I nie znajdziesz sobie żony.
-?Koniec przyjaźni! -?parsknął Feng Xin. -?I następnego dnia całe Xianle
usłyszy, jak Jego Wysokość podczas ubierania poddusił się własnym
sznurkiem od skarpety!
-?Wcale nie jestem taki delikatny! -?Xie Lian tupnął nogą. Najbardziej
nie lubił, gdy ktoś mu to wytykał.
-?Dobra, dobra, nie jesteś -?odparł Feng Xin. -?Jeszcze go szukasz?
Rozpytywałem o niego, prawdopodobnie zszedł na dół, pewnie wrócił do
domu.
-?Co?! -?Xie Lian natychmiast zmienił kierunek. -?W takim razie my też
szybko musimy zejść.
-?Co się tak gorączkujesz? To w górę, to w dół, można zdechnąć ze
zmęczenia. Szczerze mówiąc, Wasza Wysokość, nie rozumiem, dlaczego tak
go cenisz. Dorosły facet, a pałacowe konkubiny tak nie kręcą jak on.
Same problemy!
-?Niby co z nim jest nie tak? -?spytał ze śmiechem Xie Lian. -?Po prostu
doświadczył w życiu więcej niż my, trudno się dziwić, że jest drażliwy.
Ale nie jest złym człowiekiem i ma talent. Niczym kawałek pięknego
jadeitu, tylko pochodzenie i charakter ma niezbyt dobre. Inni ludzie nie
mogą mu pomóc, ale może ja potrafię? W przeciwnym razie czym różniłaby
się moja praktyka od bycia zwykłym człowiekiem?
-?Naprawdę go nie lubię. -?Feng Xin podrapał się po głowie. -?Ale to ty
jesteś księciem, więc cię słucham.
Dopiero co wspięli się na górę, a już musieli wracać w pośpiechu. Kiedy
zeszli, przed potężną bramą zobaczyli piękny, okazały powóz. Leżał na
nim młodzieniec w zdobnych szatach, z biczem w dłoni, z nogą założoną na
nogę, wydawał się zadowolony z siebie. Gdy tylko zobaczył Xie Liana,
zerwał się na równe nogi i zakrzyknął radośnie:
-?Książę kuzyn! -?Młodzieńcem był oczywiście Qi Rong. Doskoczył do nich
w dwóch krokach i powiedział wesoło: -?Wreszcie się ciebie doczekałem!
Xie Lian pogłaskał go po głowie.
-?Znowu urosłeś, Rongrong? Skąd wiedziałeś, że dzisiaj będę schodził?
-?Nie wiedziałem. -?Qi Rong zachichotał. -?Po prostu czekałem, w końcu
musiałeś zejść. Wiedziałem, że się doczekam.
-?Masz sporo wolnego czasu -?powiedział Xie Lian bezradnie. -?A nauczyłeś się wszystkiego i ćwiczyłeś walkę mieczem? Jeśli matka znowu
każe mi sprawdzić twoje zadania, być może nie będę mógł cię pochwalić.
Qi Rong przewrócił oczami i podskoczył.
-?Nie przejmuj się tym! -?wołał. -?Spójrz na mój nowy powóz! Dokąd
jedziesz, kuzynku? Wsiadaj, podwiozę cię!
Chwycił Xie Liana za rękę i wciągnął go na powóz. Xie Lian pomyślał
jedynie, że będzie to bardzo niebezpieczne.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki