Przedmowa
Droga Czytelniczko, drogi Czytelniku,
powieść, którą trzymasz w ręce, została przełożona ze zredagowanej
wersji chińskiej z marca 2024 roku. Jeśli więc zdarzyło Ci się czytać
przekład angielski (przetłumaczony z poprzedniej wersji tekstu),
znajdziesz tu kilka różnic. Zmiany przeważnie wyszły powieści na dobre,
zdarzają się jednak fragmenty, które mogą być niejasne, ponieważ wycięto
wyjaśnienie. Tutaj staram się ratować sytuację przypisami -?dzięki
pomocy redaktorki Agnieszki Szmatoły, która zna uniwersum na wylot. Jako
że duża liczba przypisów może zaburzać lekturę, uciekam się do nich
jedynie w ostateczności. Tabelę z imionami i nazwami geograficznymi oraz
wyjaśnieniem ich znaczenia znajdziesz na końcu książki, a tutaj postaram
się opowiedzieć o kilku dylematach i ciekawostkach.
Jeśli znasz angielską (lub chińską) wersję powieści, z pewnością rzuciło
Ci się już w oczy, że zrezygnowałam w tytule z określenia oznaczającego
w przybliżeniu "niebiańskiego urzędnika". Chińskie słowo shenguan, a zwłaszcza druga sylaba -?guan -?ma dużo szersze znaczenie niż polski
"urzędnik", oznacza raczej oficjalnego przedstawiciela władzy (zarówno
cywilnej, jak i wojskowej). Xie Lianowi i pozostałym daleko do postaci,
jakie przychodzą nam na myśl, gdy słyszymy słowo "urzędnik". Są oni
raczej wysłannikami Niebios. Dlatego też zostali po prostu "niebianami".
Mógł Cię zdziwić lub zaciekawić podział na "bogów-wojowników" i "boskich
wojowników". Po chińsku oba te słowa składają się z tych samych znaków,
ale w innej kolejności: siłą boga-wojownika (??, w?shén, walka,
wojownik + bóg, bóstwo) są umiejętności bitewne, z kolei boski wojownik
(?? shénw?, bóg, bóstwo + walka, wojownik), chociaż również potrafi
się posługiwać mieczem, wniebowstąpił dzięki praktykowaniu innych
zdolności.
W dużym uproszczeniu, w języku chińskim każdy znak stanowi odrębne
słowo. Niekiedy niesie ze sobą tyle treści, że powinno się go tłumaczyć
całym zdaniem. Dlatego też zdecydowałam się na tłumaczenie niektórych
terminów, żeby nie utracić ich znaczenia. Inne zostawiłam po chińsku. Do
pierwszej kategorii należy góra Kuźnia (chiń. tonglu, dosł. "miedziany
kocioł, palenisko"). W podobnych przypadkach chińskie nazwy nic
czytelnikowi (nawet takiemu, który zna język chiński, ale nie wie, jakie
konkretnie znaki zostały tu użyte, np. ju w przydomkach Feng Xina) nie
powiedzą, zależało mi jednak na oddaniu znaczenia, całego ładunku
treści, jakie niosą ze sobą te terminy. Nie tłumaczyłam z kolei nazw
państw -?Xianle, Banyue i Yong'an. "Kraj radości nieśmiertelnych" mógłby
powodować konfuzję -?w końcu Xianle znajduje się na ziemi, a nie w Niebiosach. Pojawiły się też małe nieścisłości -?mamy Przełęcz
Półksiężyca, mistrzynię Półksiężyc, ale państwo nazywa się Banyue, mimo
to taki wybór wydał mi się lepszy niż zostawienie samych chińskich nazw.
W języku chińskim nie ma również spacji -?to kolejne wyzwanie dla
tłumacza. Po wielu dyskusjach zdecydowałyśmy z redaktorką, że nazwy
miejsc zapisujemy łącznie, z kolei w przypadku postaci są dwie
możliwości: jeśli mamy do czynienia z czymś, co może uchodzić za imię i nazwisko (na przykład: Xie Lian, Mu Qing), stosujemy pisownię rozłączną,
przydomki natomiast będą pisane łącznie (na przykład: Sanlang,
Xuanzhen).
Pierwotnie Ruoye miała być Goryczą, co nie tyle oddawało dosłowne
znaczenie tej nazwy, ale raczej opisywało okoliczności, w których i przez które wstęga zyskała świadomość. Jednak ostatecznie zdecydowałam
się nie tłumaczyć tego imienia. Wybrałam też rodzaj żeński -?"ta wstęga,
ta Ruoye" -?żeby nie wprowadzać zamieszania. Bywa przedstawiana na
personifikujących fanartach zarówno jako dziewczyna, jak i chłopiec,
więc moja decyzja nie powinna być kontrowersyjna.
Kolejne wyzwanie, jakie się pojawiło, to brak rodzaju w języku. Tutaj
nie sposób nie wspomnieć o Panu/ Pani Wiatru. Ponieważ po chińsku ten
tytuł jest neutralny płciowo, Xie Lian przy pierwszym spotkaniu z tą
postacią nie mógł jednoznacznie stwierdzić, czy jest ona mężczyzną, czy
kobietą. Prostota gramatyki i brak koniugacji również tego nie
ułatwiają. Z kolei Nan Feng poznał tę postać jako mężczyznę, dlatego był
bardziej zdziwiony podczas spotkania w Banyue. Nie znalazłam jednak
żadnego dobrze brzmiącego neutralnego płciowo słowa, które mogłoby tu
zastąpić "Pana" i "Panią".
Poza zawiłościami języka chińskiego pojawiały się też dylematy, z którymi spotyka się każdy tłumacz, mianowicie: co, jeśli dane słowo po
polsku nie brzmi zbyt dobrze? Tak było w przypadku założonej przez Xie
Liana świątyni. W oryginale w koszyku, który dostał od mieszkańców wsi,
znajdowały się nie zwykłe kasztany, a bulwy ponikła słodkiego, zwane
również orzechami lub kasztanami (po angielsku chinese water
chestnut). To właśnie one zainspirowały bohatera do nadania świątyni
nazwy. "Ponikłowy Przybytek" brzmiałby jednak dość osobliwie, dlatego
zdecydowałam się na uproszczenie.
Jednym z największych wyzwań była kwestia przydomków Feng Xina.
Oczywiście, można było zastosować przypisy, ale zależało mi na
przełożeniu gier słownych na polski. Chodzi tu przede wszystkim o wieloznaczność słowa yang. Większość z nas zna je chociażby z czarno-białego diagramu taijitu, znanego szeroko jako yin yang. To
energia jasna, aktywna, męska i pozytywna, w przeciwieństwie do
ciemnego, biernego, kobiecego i negatywnego yin (oczywiście żadna z nich nie jest lepsza ani gorsza, bo tylko ich równowaga jest gwarantem
harmonii w świecie). Kiedy w Świetlistej Świątyni Xie Lian ostrzega
wieśniaków, żeby nie podnosili welonów panien młodych, wspomina również
o energii yang -?mężczyzna, a w dodatku żywy, ma jej tyle, że
konfrontacja z kobietą, do tego martwą, może sprowadzić tylko
nieszczęście. Nasłoneczniona oraz zacieniona strona zbocza -?taki jest
pierwotny sens tych słów. Nawet chińskie słowo oznaczające słońce się do
tego odnosi -?taiyang, czyli dosłownie "zbyt yang". Przydomek
Nanyang oznacza więc "południowe yang", a pierwszym znaczeniem, o którym możemy tu pomyśleć, jest "południowe słońce" (południowe w znaczeniu kierunku świata). Z kolei Juyang oznacza "wielkie yang" -
tutaj już Chińczycy pomyśleliby nie o słońcu, a raczej o męskim aspekcie
tego słowa. Penis nazywany jest zresztą yangwu, czyli "rzecz yang".
Do tego dochodzi trzeci przydomek -?Juyang, ale zapisany innym znakiem
ju (oznaczającym "cały, bez wyjątku"). Jakby tego było mało, autorka -
podobnie jak większość Chińczyków -?lubuje się w grach słownych i rymowankach. Staram się w miarę możliwości zachować i rymy, i pierwotne
znaczenie.
Na koniec moja teoria -?niepotwierdzona, ale myślę, że całkiem
prawdopodobna. Ling Wen wspomni, że ludzie lubią ładne, parzyste liczby,
takie jak cztery. Cztery Wielkie Grozy, a zarazem związane z tymi
postaciami kolory i żywioły przywodzą na myśl podział świata w chińskiej
geomancji, czyli fengshui. Mamy więc białego tygrysa, symbolizującego
północ, czarnego żółwia z południa, czerwonego feniksa z zachodu i zielonego smoka ze wschodu. Kolory się zgadzają, prawda? Teraz żywioły:
z czarnym żółwiem związana jest woda, podobnie jak w przypadku Czarnej
Toni Pochłaniającej Statki. Żywiołem smoka jest drewno -?to z kolei
kojarzy się z lasem wisielców. Pozostałym przypisuje się ogień (feniks)
i metal (tygrys). Być może to tylko spekulacje, zapewniam jednak, że
tropów, które prowadzą do różnych elementów chińskiej kultury, wierzeń i zwyczajów, jest w tej powieści więcej.
Dziękuję Ci za lekturę Błogosławieństwa Niebios. Mam nadzieję, że
spotkamy się w kolejnym tomie.
Aleksandra Woźniak-Marchewka
Rozdział pierwszy
Rzut oka na Aleję Boskiego Wojownika
Spotkanie z demonem i nieśmiertelnym na moście
Pośród bogów zamieszkujących Niebiosa jeden słynął tym, że drwiono z niego w Trzech Światach.
Legenda głosi, że przed ośmiuset laty na Równinach Centralnych istniało
państwo, które nazywało się Xianle. Znane było z czterech skarbów: ludzi
pięknych niczym obłoki, wspaniałej muzyki i niesamowitych ksiąg,
kosztowności -?złota i klejnotów, a także przesławnego następcy tronu.
Jego Wysokość był bowiem mężem nadzwyczajnym.
I chociaż był dla wszystkich oczkiem w głowie, ukochanym niczym
największy skarb, jego nie interesowały ani władza, ani bogactwa
doczesnego świata.
Interesowało go, jak sam często mawiał...
Pomaganie zwykłym ludziom!
* * *
Dwie są opowieści o tym, jak w czasach swej młodości książę hartował
ducha.
Pierwsza to Rzut oka na Aleję Boskiego Wojownika.
W roku, w którym książę skończył siedemnaście lat, w Xianle Aleją
Boskiego Wojownika kroczyła Wielka Parada Święta Latarni.
Rodzina królewska, książęta i szlachta rozmawiali i się śmiali,
spoglądając z wysokich budynków, gwardia królewska maszerowała z chrzęstem zbroi, dziewczęta tańczyły powabnie, białymi dłońmi rzucając
niebu płatki kwiatów, harmonijna melodia niosła się ze złotej karocy i dryfowała po niebie nad morzem ludzi i całym królewskim miastem. Za
gwardią honorową szesnaście białych koni w złotej uprzęży ciągnęło
platformę, a na niej spojrzenia wszystkich przyciągał Wojownik Radujący
Bogów.
Odziany był w strojne szaty, w dłoni dzierżył zdobny miecz, a twarz
zasłaniała mu złota maska. Uosabiał wielkiego Cesarza Boskiego
Wojownika, samego Jun Wu, pierwszego boga-wojownika tysiąclecia,
pogromcę duchów i demonów.
Tytuł Radującego Bogów stanowił najwyższe wyróżnienie, więc kryteria
wyboru były wyjątkowo surowe. W tym roku wybrany został książę. Cały
naród wierzył, że będzie najwspanialszym Radującym Bogów w historii.
Ale tamtego dnia wydarzył się wypadek.
Gwardia honorowa okrążała miasto po raz trzeci i zbliżał się najbardziej
poruszający serca widzów moment: chwila, gdy wojownik miał właśnie
jednym ciosem miecza zabić demona. Tłum po obu stronach ulicy burzył się
i wrzał; tłum na murze, pod którym przechodziła parada, falował, ludzie
się tłoczyli, przeciskali, przepychali.
Wtem z muru spadł chłopiec.
Krzyk przeszył niebo. Kiedy ludzie myśleli już, że dziecko się
roztrzaska w Alei Boskiego Wojownika, książę lekko uniósł głowę, skoczył
i złapał je.
Ledwie biały cień przeciął niebo niczym lecący ptak, gdy książę już
bezpiecznie lądował na ziemi z chłopcem w ramionach. Złota maska opadła,
odsłaniając przystojną, młodą twarz.
Tłum zaczął wiwatować.
Lud się radował, a kapłanów i ministrów rozbolały głowy.
Każde okrążenie platformy wokół miasta było modlitwą o kolejny rok
pokoju i dobrobytu dla kraju, skoro więc procesja została przerwana przy
trzecim okrążeniu, czyż nie oznaczało to, że państwu pozostały trzy
zaledwie lata istnienia?
Bardzo niedobrze!
Kapłani i ministrowie wezwali więc księcia i poprosili uprzejmie:
-?Wasza Wysokość, czy mógłbyś odbyć miesiąc pokuty? Nie musi być
prawdziwa, wystarczy symbolicznie.
Książę uśmiechnął się tylko.
-?Nie -?odmówił i dodał: -?Uratowanie życia nie jest czymś złym. Jak
Niebiosa mogą ukarać mnie za właściwe postępowanie?
Ministrowie uważali, że lepiej dmuchać na zimne. Co, jeśli Niebiosa
ześlą jednak karę?
-?To znaczy, że Niebiosa będą w błędzie. Dlaczego ten, kto ma rację, ma
przepraszać błądzącego?
Takim właśnie człowiekiem był książę. Nie było rzeczy, której nie mógłby
zrobić, ani człowieka, który by go nie kochał. Był ludzką prawością, był
sercem świata. Dlatego też kapłanów to bolało ("Gówno rozumiesz!"). Ale
nie było rady. Cokolwiek by powiedzieli, książę i tak by nie posłuchał.
* * *
Druga historia to Spotkanie z demonem i nieśmiertelnym na moście.
Legendy mówią, że na południe od Żółtej Rzeki był niegdyś most zwany
Mostem Jednej Myśli, przez wiele lat nawiedzany przez demona.
Ten demon wyglądał wyjątkowo przerażająco: ubrany w resztki zbroi
kroczył wśród płomieni, z jego zakrwawionego ciała sterczały ostrza
mieczy i groty strzał, z każdym krokiem zostawiał za sobą ślady ognia i krwi. Raz na kilka lat pojawiał się nagle w środku nocy, krążył po
moście, zatrzymywał przechodzących i zadawał im trzy pytania.
"Co to za miejsce?"
"Kim jestem?"
"Co mogę zrobić?"
Tych, którzy udzielili błędnej odpowiedzi, pożerał. A że właściwej nie
znał nikt, to i demon pochłonął niezliczone życia.
Książę miał siedemnaście lat, gdy podczas podróży usłyszał tę historię.
Odnalazł most i czuwał przy nim noc w noc, póki kłopotliwy demon się nie
pojawił. Rzeczywiście był tak przerażający, jak opowiadano. Zadał
księciu pierwsze pytanie, a ten odpowiedział z uśmiechem:
-?To świat ludzi.
Ale demon odparł:
-?To piekło!
Błąd. Obaj wyciągnęli broń i rzucili się do walki.
Książę był biegły w sztuce miecza, a demon nieustraszony i straszliwy.
Człowiek i potwór walczyli na moście, póki nie zapadł mrok, póki Słońce
i Księżyc nie obiegły Ziemi, póki demon nie został pokonany. Gdy
zniknął, książę posadził przy moście kwitnące drzewo. Przechodził
tamtędy taoista w białych szatach, który zobaczył, jak książę rozrzuca
żółtą ziemię, by przegnać ducha.
-?Po co to robisz? -?spytał.
-?Ciało w piekle, dusza w raju -?odparł książę.
Usłyszawszy te słowa, mędrzec się uśmiechnął, przybrał boską postać,
wstąpił na chmurę, chwycił wiatr, dosiadł smugi niebiańskiego światła i odleciał. Dopiero wtedy książę zrozumiał, że miał przed sobą samego
Cesarza Boskiego Wojownika, który zstąpił na ziemię, by tępić złe moce i zabijać demony.
Bogowie i nieśmiertelni już podczas pamiętnego skoku w trakcie parady
Święta Latarni zauważyli niezwykłego Wojownika Radującego Bogów, a gdy
ujrzeli go ponownie na Moście Jednej Myśli, jeden z nich spytał cesarza:
-?Co o nim sądzisz?
Cesarz odpowiedział sześcioma słowami:
-?Przyszłość tego chłopaka nie zna granic.
Tego wieczora na niebie działy się dziwne rzeczy, szalał wiatr i zerwała
się ulewa. W blasku błyskawic i huku grzmotów książę wzniósł się do
nieba.
Bez wątpienia był ulubieńcem Niebios.
Od zawsze kochali go wszyscy, kiedy więc wniebowstąpił, co sił wznoszono
świątynie i modlitewne groty w najdalszych nawet zakątkach kraju,
stawiano posągi, tysiące modliły się do niego. Książęcy Pawilon pałacu
Xianle w ciągu zaledwie kilku lat okrył się chwałą.
Nie minęły nawet trzy lata, gdy Xianle pogrążyło się w chaosie, lud
pochłonęła zaraza, a państwo przestało istnieć.
* * *
Ludzie nagle zdali sobie sprawę, że książę, ten, którego czcili jak
boga, wcale nie był tak wspaniały i potężny, jak to sobie wyobrażali.
Nie mając gdzie wylać bólu po stracie domów i rodzin, obalili jego
posągi i spalili świątynie. Ogień płonął przez siedem dni i siedem nocy,
cała chwała obróciła się w pył.
A księciu odebrano moce i zesłano go do świata ludzi.
Od dziecka rozpieszczany przez wszystkich, nigdy nie doświadczył znoju.
Boska kara zesłała go z chmur w błoto, przyniosła mu ból i cierpienie.
Ale książę nie ustawał w wysiłkach, nadal oddawał się praktyce duchowej,
pragnął ponownie wstąpić w Niebiosa. Nie minęło wiele lat, gdy niebo
przeszył huk. Książę wniebowstąpił po raz drugi.
Tym razem jednak nawet jedno kadzidło nie zdążyło się wypalić, gdy
księcia z Niebios wyrzucił sam Cesarz Boski Wojownik.
* * *
Zostać zdegradowanym raz to ogromne upokorzenie, ale żeby zdarzyło się
to dwukrotnie? Niemożliwe, by ktokolwiek się po tym podniósł.
Wszyscy mówili, że Jego Książęca Mość jest już skończony. Występował na
ulicy, świetnie śpiewał i grał na wielu instrumentach, nie mówiąc już o rozłupywaniu kamieni na klatce piersiowej czy skrupulatnym zbieraniu
śmieci. Chował dumę do kieszeni dla paru groszy. Był zbyt ekscentryczny,
mijały lata, aż w końcu stał się powszechnie znany jako Pośmiewisko
Trzech Światów. Po dziś dzień życzenie komuś, by jego dziecko było
księciem Xianle, jest uznawane za bardziej nikczemne niż przeklęcie go,
by w ogóle nie miał potomków.
Ludzie kochają śmiertelnych wstępujących w Niebiosa, ale jeszcze
bardziej kochają bogów strąconych na ziemię.
Wyśmiewano go, aż wzdychali do niego już tylko zakochani. Ale i to
przeminęło. Niegdysiejszy ukochany syn Niebios przestał istnieć. Posągi
upadły, kraj obrócił się w pył, nie ostał się nawet jeden wyznawca.
Powoli wszyscy zapominali o księciu. Nikt nie wiedział, gdzie zniknął. I nikogo to nie obchodziło.
* * *
Wiele lat później niebo przeszył huk.
Niebiosa się zatrzęsły, błysnęły pioruny, huknęły grzmoty. Ktoś
wniebowstąpił? Ależ wydarzenie!
Kiedy mieszkańcy Stolicy Nieśmiertelnych zobaczyli, któż to był, stanęli
jak rażeni piorunem.
Jakby mu było mało.
Ten słynny odmieniec, Pośmiewisko Trzech Światów, książę z legend, on...
on... jebaniutki, znowu wzleciał w Niebiosa!
Rozdział drugi
Spłukany niebianin trzy razy wstępuje do Stolicy Nieśmiertelnych
-?Gratulacje, Wasza Wysokość.
Xie Lian podniósł wzrok, uśmiechnął się, po czym odpowiedział:
-?Dziękuję. Od dobrych kilkuset lat mi nie gratulowano. Ale czego
właściwie?
Czcigodna Ling Wen stała z dłońmi splecionymi za plecami.
-?Zająłeś pierwsze miejsce -?odparła. -?Na liście "Niebianie, którzy
mają największe szanse na degradację do świata śmiertelników".
Xie Lian się zdziwił, ale uśmiechnął się uprzejmie w odpowiedzi.
-?Cokolwiek by mówić, to wciąż pierwsze miejsce.
-?Za pierwsze miejsce na tej liście można dostać sto zasług -?zgodziła
się Ling Wen.
Każde kadzidło czy modlitwa śmiertelników nazywane były "zasługami" i funkcjonowały w świecie niebian tak, jak na ziemi złoto i srebro.
-?Kiedy następnym razem będzie robiona taka lista, koniecznie weź mnie
pod uwagę! -?powiedział Xie Lian entuzjastycznie. -?A swoją drogą, kto
jest na drugim miejscu?
-?Nie ma drugiego miejsca. Zostawiłeś konkurencję daleko w tyle -
zapewniła go Ling Wen.
-?Czy to znaczy, że... jestem lubiany? Kto był na pierwszym miejscu
poprzednim razem?
-?Też nikt. Ta lista funkcjonuje od tego roku, a dokładnie od dzisiaj.
Xie Lian zamrugał.
-?Co? Czyli stworzono ją specjalnie dla mnie?
-?Ale wiesz, dlaczego dostałeś pierwsze miejsce? -?spytała Ling Wen.
-?Dlaczego?
-?Spójrz, proszę, na tamten dzwon.
Wyciągnęła dłoń i coś wskazała. Xie Lian wytężał wzrok, ale widział
tylko pałac z białego jadeitu i krążące nad nim białe obłoki. Patrzył i patrzył, wytężał i wytężał wzrok, aż wreszcie zdecydował się spytać:
-?Gdzie jest dzwon? Nie widzę.
-?Zgadza się, nie widzisz -?potwierdziła Ling Wen. -?Kiedyś był tam
dzwon, ale się rozbił, gdy wstępowałeś do nieba. -?Xie Lian milczał. -
Ten dzwon był niezwykle pogodnie usposobiony -?mówiła z powagą Ling Wen.
-?Kiedy ktoś wstępował w Niebiosa, bił głośno, by to uczcić. Ty się
pojawiłeś i rozkołysał się jak szalony. Przestał dopiero po upadku z dzwonnicy. Uderzył jeszcze boga-wojownika, który tamtędy przechodził.
-?Może nigdy nie widział, jak ktoś wstępuje do Niebios po raz trzeci...
Wszystko z nim w porządku? -?zatroskał się Xie Lian.
-?Nie, nadal jest w naprawie.
-?Miałem na myśli boga.
-?Z miejsca rozpłatał dzwon na pół. Pójdźmy dalej. Spójrz na tamten
złoty pałac. Widzisz?
Ling Wen ponownie coś wskazała, a Xie Lian podążył za nią wzrokiem.
Zobaczył wystającą z chmur złotą kopułę i westchnął z ulgą.
-?Tym razem widzę.
-?To niedobrze, że widzisz. Bo wcześniej niczego tam nie było -
poinformowała go rzeczowo. -?W dniu twego wstąpienia do Niebios wiele
złotych kopuł się zawaliło, nie było wyjścia, trzeba było postawić kilka
tymczasowych. Nie uważasz, że są strasznie prymitywne?
Xie Lian westchnął i się uśmiechnął.
-?Rozumiem. Powiedz mi, jak mogę naprawić sytuację.
-?Jasne. -?Ling Wen wyciągnęła skądś abakus i przez chwilę klikała,
przerzucając kulki, po czym pokazała mu wynik. -?Osiem milionów osiemset
tysięcy zasług.
Xie Lian pacnął się dłonią w czoło.
Osiem milionów osiemset tysięcy zasług? Gdyby to było osiemset lat temu,
nie mrugnąłby nawet okiem. Ale teraz wszystko wyglądało inaczej. Został
dwukrotnie wygnany, jego świątynie w świecie śmiertelników spalono co do
jednej, a wraz z wyznawcami zniknęła jego moc. Nikt nie zapali mu
kadzidła. Po tym wszystkim został z niczym.
Ling Wen poklepała go po ramieniu.
-?Nie trać nadziei, Wasza Wysokość. Dopiero co wróciłeś, idź najpierw do
Kręgu Duchowego Przepływu Wyższej Izby Niebios, przywitaj się z innymi
nieśmiertelnymi. Jak to mówią, jak nie drzwiami, to oknem.
Xie Lian zaśmiał się gorzko.
-?Obawiam się, że ja mogę z tego okna tylko wypaść!
Wyszedł z pawilonu Ling Wen, po czym znalazł sobie ustronny kąt w Alei
Stolicy Nieśmiertelnych i przykucnął. Złączył dwa palce, delikatnie
podparł nimi skroń i skontaktował się telepatycznie z Kręgiem Duchowego
Przepływu Wyższej Izby Niebios.
Był to magiczny krąg, który pozwalał bogom na błyskawiczną komunikację
za pomocą telepatii. Można powiedzieć, że w Wyższej Izbie Niebios,
gdziekolwiek spojrzeć, tam trafi się na jakiegoś cesarza, króla czy
generała, a i bohaterów czy herosów było na pęczki. Królowie,
księżniczki, cesarzowie, wojownicy wszelkiego rodzaju nie stanowili
rzadkiego widoku w Alei Stolicy Nieśmiertelnych. Kto tu nie był
wybrańcem Niebios? Kiedy bogowie byli obecni, mogli porozmawiać ze sobą
za pomocą telepatii. Gdy Xie Lian wniebowstąpił po raz pierwszy, był tak
podekscytowany, że łapał każdego boga z kręgu i się z nim witał,
opowiadał szczegółowo o sobie, ale teraz po prostu nie mógł tak zrobić,
lepiej było siedzieć cicho. Bardzo szybko znalazł się ktoś, kto zwrócił
uwagę na pojawienie się nowej osoby.
-?Wasza Wysokość? -?spytał cichy głos.
A więc w Niebiosach są jeszcze jakieś bóstwa, które się do niego
odzywają!
Xie Lian poczuł w sercu radość.
-?To ja. Witam wszystkich, znowu wróciłem!
Jeszcze nie skończył, kiedy głos wszedł mu w słowo:
-?Wasza Wysokość raczy żartować? Jak mamy normalnie funkcjonować, skoro
wróciłeś?
Xie Lian zamarł. Na szczęście Ling Wen szybko wysłała mu bezpośrednią
wiadomość z przypomnieniem. Wypowiedziała tylko jedno słowo:
-?Dzwon.
Xie Lian zrozumiał w lot. To była jego ofiara, bóg uderzony przez dzwon!
Nic dziwnego, że atmosfera była tak niezręczna, trzeba przeprosić! Ale
nie można przeprosić, jeśli się nie zna czyjegoś imienia, więc Xie Lian
zapytał uprzejmie:
-?Czy mogę poznać imię waszmości?
Po tych słowach druga strona nieoczekiwanie zamilkła. A pozostałe
bóstwa, świadome tego, co nadchodziło, nadstawiły uszu.
-?Książę, chociaż sądzę, że nie mogłeś go nie rozpoznać, to jednak ci
podpowiem: to Mu Qing -?przekazała mu cicho Ling Wen.
-?Kto? Mówisz, że kto? -?zdziwił się Xie Lian. -?To jest Mu Qing?
Mu Qing był bogiem-wojownikiem zarządzającym południowym zachodem, nosił
przydomek Xuanzhen, miał tysiące świątyń, kadzidła licznie się paliły na
jego cześć. Ale osiemset lat wcześniej był bogiem służebnym w świątyni
pałacu Xianle. I biegał po sprawunki Xie Liana.
Ling Wen też była zaskoczona.
-?Nie mogę uwierzyć, że go nie rozpoznałeś.
-?Naprawdę. Wcześniej rozmawiał ze mną uprzejmie, nie w taki sposób.
Nawet nie pamiętam dobrze, kiedy ostatni raz się z nim widziałem.
Niedługo zapomniałbym nawet, jak wygląda. Jak miałbym go rozpoznać po
głosie? -?bronił się Xie Lian.
Sytuacja była dość niezręczna. Wtedy Xie Lian nosił tytuł księcia Xianle
i praktykował w Królewskiej Świątyni. Była to świątynia rodziny
królewskiej w Xianle, która bardzo surowo dobierała uczniów. A że Mu
Qing pochodził z biednej rodziny, a do tego był synem przestępcy, nie
wolno mu było tam praktykować. Mógł jedynie być sługą, sprzątać
świątynię, podawać herbatę i przynosić wodę. Xie Lian, który widział,
jak ciężko Mu Qing pracuje, poprosił kapłanów, by wbrew zasadom go
przyjęli. Książę był bardzo przekonujący, więc w końcu Mu Qingowi
pozwolono zostać uczniem i mógł praktykować razem z księciem. Kiedy Xie
Lian wniebowstąpił, zabrał go ze sobą do Wyższej Izby Niebios.
Ale gdy został zdegradowany i zesłany do świata śmiertelników, Mu Qing
nie podążył za nim, tylko znalazł sobie świętą jaskinię i żarliwie
pokutował. Nie minęło kilka lat, a podjął wyzwanie2 Niebios i znów wniebowstąpił.
Mu Qing nie odezwał się ani słowem.
-?Bardzo się gniewa -?wyjaśniła księciu Ling Wen.
Xie Lian potarł czoło i powiedział:
-?A może on uważa, że ja specjalnie zrzuciłem na niego ten dzwon...
W tym momencie wtrącił się jakiś gniewny głos:
-?Który sukinsyn zniszczył mój złoty pawilon?! Przyznawać się!
Xie Lian czuł, że od tego krzyku wybuchnie mu głowa. Mu Qing zaś
zdecydował się przerwać milczenie. Zaśmiał się, a tamten głos wybuchnął
gniewem:
-?Co cię tak bawi? To twoja sprawka?!
-?Bawi mnie to, że ledwo się odezwiesz, a już przeklinasz -?odparł Mu
Qing spokojnie. -?Ten, który zburzył twój złoty pawilon, jest w Kręgu,
sam spytaj.
Xie Lian odchrząknął i wyznał:
-?To ja. Przepraszam.
Ledwo się odezwał, tamten zamilkł. Za to obok ucha księcia rozbrzmiał
głos Ling Wen:
-?Książę, to Feng Xin.
-?Jego poznałem -?odparł Xie Lian.
-?Nie przejmuj się, on nie chciał cię obrazić tym "sukinsynem" -
odpowiedziała Ling Wen.
-?Wiem. Po prostu taki jest -?skomentował Xie Lian.
Feng Xin był bogiem-wojownikiem zarządzającym południowym wschodem,
nosił przydomek Nanyang, a ludzie go uwielbiali. Osiemset lat temu też
należał do bóstw służących w świątyni pałacu Xianle. Odznaczał się
lojalnością, a odkąd Xie Lian skończył czternaście lat, Feng Xin był
jego ochroniarzem. Razem dorastali, razem wniebowstąpili, razem zostali
zdegradowani i wygnani. Ale niestety, nie wytrwali razem tych ośmiuset
lat.
Dlaczego musiało trafić akurat na tych dwóch? Wyglądało, jakby się mścił
na podwładnych, którzy go opuścili! Bo cokolwiek by mówić, potomek
znamienitego rodu skończył jako Pośmiewisko Trzech Światów, a dwaj
słudzy wspięli się po jego plecach -?czy było to zaplanowane przez los
spotkanie po latach?
Na szczęście Xie Lian miał grubszą skórę niż inni, w końcu przez te
osiemset lat nigdy się dobrze nie najadł, chyba że wstydu. Powiedział
więc szczerze:
-?Tym razem mój powrót sprawił wam dużo kłopotów, przepraszam. Postaram
się zadośćuczynić waszym stratom, dajcie mi tylko trochę czasu.
-?Powinieneś zatem, Wasza Wysokość, się zastanowić, jak zdobyć osiem
milionów osiemset tysięcy zasług -?parsknął Mu Qing. -?Wierzę, że to
nic trudnego dla księcia obdarzonego taką mocą.
Gdzie mógłby zdobyć osiem milionów osiemset tysięcy zasług i spłacić
dług?
Xie Lianowi pozostało tylko wrócić do pawilonu Ling Wen.
-?Czy ostatnio śmiertelni modlą się do Stolicy Nieśmiertelnych o błogosławieństwa albo składają prośby? Przyjmę każdą modlitwę, jeśli
można zdobyć zasługi. A może trzeba pozamiatać tu ulice? Też mogę,
jestem bardzo dobry w zamiataniu.
-?Obędzie się, Wasza Wysokość... -?odpowiedziała Ling Wen. -?Odłóż tę
miotłę. Jeżeli chodzi o modlitwy, to cesarz ma właśnie sprawę, może
chcesz mu pomóc?
W niebie był tylko jeden cesarz. A gdy czegoś chciał, nie musiał nikogo
o nic prosić. Dlatego Xie Lian od razu się wyprostował.
-?O co chodzi? -?spytał.
Ling Wen podała mu zwój.
-?Na północy jest góra -?powiedziała. -?Nazywa się Górą Szlachetnych.
Słyszałeś kiedyś o niej?
-?Nie tylko słyszałem. -?Xie Lian się uśmiechnął. -?A co, zrobiło się
tam niespokojnie?
-?Dość niespokojnie -?przyznała Ling Wen. -?Gromadzą się tłumy wiernych,
modlą się jak szaleni, musisz to zobaczyć na własne oczy.
Wierni dzielili się na trzy typy. Pierwszy to zamożni, którzy wydawali
pieniądze na palenie kadzideł, odprawianie rytuałów i budowanie świątyń,
drugi -?kaznodzieje nauczający innych, do trzeciego typu należeli zaś
ci, którzy praktykowali całym sercem i ciałem. Tych pierwszych było
najwięcej; im ktoś był bogatszy, tym większy czuł respekt przed demonami
i bogami, a bogatych jest na ziemi tylu, ile ryb w morzu. Trzecia grupa
była najmniejsza, bo jeśli ktoś naprawdę jest w stanie tyle zrobić, to
oznacza, że tylko krok dzieli go od wniebowstąpienia. Teraz zdecydowanie
chodziło o tę pierwszą grupę.
-?Jak wiesz, cesarz dwoi się i troi, przez cały rok na okrągło strzeże
gór i mórz, nie ma ani chwili wolnego, jeżeli więc pójdziesz tam za
niego i spełnisz modlitwy, wszystkie zasługi pójdą na twoje konto. Co ty
na to?
Xie Lian wyciągnął obie ręce po zwój.
-?Wielkie dzięki.
Było oczywistym, że Jun Wu próbował mu pomóc, tylko dla niepoznaki
sformułował to tak, jakby to on prosił księcia o przysługę. Xie Lian nie
mógł tego nie zauważyć.
-?Ja tu tylko pośredniczę, jeśli chcesz dziękować, to poczekaj, aż
cesarz wróci, i zrób to osobiście. Twoja moc nie wystarczy, więc znajdę
ci kilkoro bóstw służebnych do pomocy.
Obecni bogowie-wojownicy albo go nie znali, albo nie lubili, tego Xie
Lian był pewien.
-?Nie trzeba, nie zdołasz nikogo znaleźć -?powiedział.
-?Spróbuję -?odparła Ling Wen, po czym połączyła się z Kręgiem i powiedziała: -?Słuchajcie wszyscy, cesarz potrzebuje ludzi do pilnego
zadania na północy, czy ktoś może użyczyć dwóch sług?
Niespodziewanie jako pierwszy odezwał się Mu Qing.
-?Komu? W naszych świątyniach sług nie brakuje, ale nie chcę oddawać
ich księciu.
"Czy ty siedzisz na tym Kręgu od rana do wieczora?", pomyślał Xie Lian.
-?Mu Qing, w ostatnich dniach ciągle cię tu spotykam, wygląda na to, że
brak ci zajęć. -?Ling Wen się zaśmiała. -?Pamiętaj, żeby się nie
spóźnić z raportem.
-?Zraniłem się w rękę, wciąż dochodzę do siebie -?odparł spokojnie.
Milczący bogowie pomyśleli: "Twoja ręka była zdolna rozpłatywać góry i rozszczepiać morza, co mógł jej zrobić dzwon?".
Przez chwilę nikt się nie odzywał, Xie Lian powiedział więc do Ling Wen:
-?No widzisz, mówiłem, że nikt nie użyczy sług.
Ling Wen pierwotnie zamierzała najpierw załatwić dwie osoby, a dopiero
potem opowiedzieć o szczegółach.
-?Gdyby Mu Qing się nie odezwał, tobym dała radę -?powiedziała.
-?Myśleli, że pytasz o pomoc dla cesarza, więc pewnie, że byś dała radę.
-?Xie Lian się zaśmiał. -?Ale niechby tylko się zorientowali, że to o mnie chodzi... Obawiam się, że skończyłoby się awanturą i jak mielibyśmy w tej sytuacji współpracować? Przywykłem do tego, że jestem sam, nie
sądzę, żeby mi czegoś brakowało, dam radę. Dziękuję ci, wyruszam
natychmiast.
Ling Wen nie pozostało nic innego, jak tylko złożyć dłonie przed sobą w geście pozdrowienia.
-?Dobrze -?odparła. -?Północ to teren generała Pei Minga, jego
Świetlista Świątynia jest w rozkwicie. Jeśli będziesz czegoś
potrzebował, możesz prosić go o pomoc. Dobrej podróży, Wasza Wysokość.
Niech cię Niebiosa błogosławią.
-?I strzegą nas ode złego! -?odparł Xie Lian, pomachał jej i z gracją
opuścił pawilon.