Blog niecodzienny - Maria Czubaszek

Kup ebooka

64.00 zł
49.28 zł (42,88 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

BLOG NIECODZIENNY

środa, 06 września 2006, 12:22

Przyśnił mi się mężczyzna. Na pierwszy rzut oka zupełnie normalny. Obcisłe trykoty, peleryna, skrzydła... Facet jak facet, pomyślałam i już miałam się zbudzić, kiedy zauważyłam, że ma coś wypisane na twarzy. Zaintrygowana zaczęłam czytać: "Charyzmatyczny jak Marcinkiewicz, sprawiedliwy jak Ziobro, nieugięty jak Dorn, bezkompromisowy jak Wildstein, opiekuńczy jak Religa, przystojny jak Olejniczak". USZCZYPNĘŁAM SIĘ, ŻEBY SPRAWDZIĆ, CZY TO RZECZYWIŚCIE TYLKO SEN. Na szczęście rzeczywiście. Odetchnęłam. Jednak już po chwili uczucie ulgi zmieniło się w złość. Dlaczego, skoro mężczyzna "charyzmatyczny jak Marcinkiewicz" itd. to ideał tegorocznej Miss Polonia (co napisała w swoim kwestionariuszu), dlaczego taki mutant przyśnił się m n i e?! Przecież nawet nie miałam zamiaru startować, ani tym bardziej wygrać, w wyborach Miss IV Rzeczypospolitej! Czułam, że z tych nerwów do rana już nie zasnę. Zapaliłam więc światło i papierosa (bo w domu, jak na razie, zdaje się można jeszcze palić) i sięgnęłam po leżącą przy łóżku gazetę. "Dziennik" z 28 sierpnia. Dlaczego go zostawiłam? Jasne! Wywiad z posłanką Renatą Beger, która została felietonistką. "Jak mam na coś ochotę - mówi pani posłanka - to jem. Jak naleci mnie natchnienie, to siadam i piszę. (...) Najtrudniej jest usiąść". Lubię wyzwania, więc spróbowałam. Udało się! Siedząc już na łóżku, podniosłam sobie poprzeczkę i postanowiłam usiąść przed komputerem. Pani Renato, usiadłam bez trudności! Ale rozumiem, że w pani sytuacji niełatwo jest się zdecydować siedzieć. Podpisuję się pod tym dwiema rękami. Jak zdobędę więcej podpisów, przekażę. Naprawdę! I choć, tak między blogiem a prawdą, jest wielka różnica, nie blaguję. Tylko bloguję. Mogło być gorzej. Mogło paść na panią. A pani zdaniem, że znów zacytuję: "Jeśli ktoś chce pisać blog, to powinien trzymać go gdzieś głęboko pod poduszką". Nie trzymałabym się kurczowo tej myśli. Użyłam chyba niewłaściwego skrótu myślowego. Chociaż... dyskutowałabym z tym. OK. Podyskutujemy pojutrze. Bo to nie jest blog codzienny. No więc zakochujmy się, do cholery, s z c z ę ś l i w i e! Może to rzeczywiście pomoże? Osobiście, niestety, wątpię. Bo kocha się nie za coś, tylko mimo wszystko. O czym świadczy choćby pierwsze miejsce w ostatnich sondażach partii... Ale ja nie o tym chciałam.