7
Jakobsen należał do miłych strażników. Pochodził z Tr?ndelagu, był w wieku Blixa i w wolnym czasie zajmował się wyścigami kłusaków. Nie chciał powiedzieć, o co chodzi. Bez słowa zaprowadził go na oddział szpitalny i pozostawił w skromnie urządzonej sali widzeń. Światło wpadało przez zakratowane okno, którego nie dało się otworzyć. W środku było duszno.
Mężczyzna w kraciastej, flanelowej koszuli i z długimi, kręconymi włosami, zebranymi w koński ogon wstał i poprawił okulary. Na powitanie podał Blixowi suchą dłoń.
- Otto Myran - powiedział. - Miło mi.
Na oko miał trzydzieści kilka lat. Ruchem dłoni wskazał Blixowi jedno z trzech krzeseł znajdujących się w pokoju. Dwa z nich stały obok siebie, w dość dużej odległości. To, na którym siedział Myran, stanowiło szczyt trójkąta.
Mężczyzna usiadł i założył nogę na nogę. Złożył ręce, ale nic nie powiedział, tylko wpatrywał się w Blixa z łagodnym, przyjaznym uśmiechem.
- Czekamy na kogoś? - spytał Blix.
- Spodziewam się go lada chwila - odparł nieznajomy.
Blix czuł pulsowanie w skroniach. Rana zaczęła się goić, ale wciąż miał wrażenie, jakby ktoś rozsadził mu policzek. Całą twarz miał zdrętwiałą.
Otworzyły się drzwi.
Wrócił Jakobsen. Zatrzymał się na korytarzu i wykonał ruch, jakby zapraszał kogoś do środka.
Jarl Inge Ree przekroczył próg pokoju i rozejrzał się dookoła. Nagle zamarł.
- Co jest, kurwa...
Blix napotkał jego zaskoczone i wyraźnie pogardliwe spojrzenie. Spod bandaża wystawała rana.
Jakobsen podprowadził więźnia do wolnego krzesła, a sam zajął miejsce między dwoma osadzonymi.
- Co to ma znaczyć? - warknął Ree.
Myran nic nie powiedział. Bez słowa wskazał mu krzesło obok Blixa.
Strażnik oparł się o ścianę, ale wciąż był na tyle blisko, by móc natychmiast zareagować, gdyby jego interwencja okazała się konieczna.
Ree wiercił się na krześle. Sprawiał wrażenie, jakby nie mógł znaleźć wygodnej pozycji. Blix czekał, aż Myran przejmie kontrolę. W końcu Ree uspokoił się.
- Jestem pracownikiem socjalnym - zaczął Myran. - Być może widywaliście mnie na korytarzu.
Blix i Ree milczeli.
- Jak wiecie, celem zakładu penitencjarnego jest resocjalizacja więźniów i przygotowanie ich do życia na wolności. My, którzy pracujemy w opiece społecznej, często pełnimy funkcję łącznika między zakładem karnym i resztą świata. Naszym zadaniem jest, abyście poczuli, że jesteście częścią społeczności i że chcecie robić coś, co najlepiej przysłuży się ogółowi społeczeństwa.
Ree prychnął pogardliwie.
Blix nie odezwał się ani słowem.
- A to - mówił dalej Myran - jest zawsze trudne, kiedy...
Było widać, że waży słowa.
- ...kiedy pewne elementy codziennego życia stanowią wyzwanie dla naszych chęci. I nie stwarzają odpowiednich warunków, by resocjalizacja mogła się powieść. A wy dwaj...
Przeniósł wzrok z Ree na Blixa.
- Wygląda na to, że wyciągacie z siebie to, co najgorsze. Czasem tak w życiu bywa. Ludzie się nie dogadują. Z wielu różnych powodów.
Przyłożył jedną dłoń do drugiej.
- Zamiast was rozdzielać, naszym życzeniem tu, w Ullersmo, jest... abyśmy my, to znaczy my trzej, usiedli razem i zobaczyli, czy możemy coś zrobić, żeby poprawić sytuację.
Ree spojrzał na strażnika, który wsunął oba kciuki za pasek.
- Poprawić sytuację - powtórzył więzień z szerokim uśmiechem. - Chcesz powiedzieć, że mamy tu siedzieć i rozmawiać o naszych emocjach?
Myran nie odpowiedział.
- Mam w dupie kumbaya magic i mindfulness!
Uśmiech zniknął z jego twarzy.
- Wychodzę stąd za pięć dni.
- To jeszcze jeden powód, by to zrobić - skomentował Myran. - Dać ci jak najlepszy start do życia na wolności.
- Na wolności nie będę miał z tym tam nic wspólnego - kontynuował Ree. - On posiedzi tu jeszcze kilka dobrych lat.
- Równie dobrze mogę nie wychodzić z celi - odezwał się Blix. - Dopóki on tu jest. Nie ma sprawy.
- To konstruktywna propozycja - odparł Myran, zwracając się do Blixa. - I dziękuję za nią. Ale potraktujcie to jak ćwiczenie: jak stać się osobą mniej konfliktową.
Ree znowu prychnął.
- Ja w ogóle nie jestem konfliktowy.
Wstał.
- Pieprzyć to!
Jakobsen wyjął kciuki zza paska. Ree zauważył to i zatrzymał się.
- Spędzimy tu jeszcze...
Myran spojrzał na zegarek.
- ...godzinę i dwadzieścia pięć minut.
- Wkręcasz mnie.
Myran potrząsnął przecząco głową. Kropla potu spłynęła mu z czoła w dół policzka. Ree jęknął.
- O, Boże!
Blix nic nie powiedział. Spojrzał na strażnika, a potem przeniósł wzrok na pracownika socjalnego. Miał wrażenie, że bierze udział w jakimś absurdalnym przedstawieniu.
- Oczywiście możemy siedzieć i milczeć - kontynuował Myran. - I patrzeć w sufit. Ale to przeraźliwie nudne. No i znacznie wydłuży cały proces.
- O czym ty mówisz? - warknął Ree.
- O tym. To jest proces. Dyrekcja zdecydowała, że macie przez niego przejść. Jak mus, to mus.
- Chryste!
Ree usiadł i skrzyżował ręce na piersi.
Po długiej, dzwoniącej w uszach ciszy Myran powiedział:
- Chciałbym, żebyście wymyślili trzy pytania, które chcielibyście zadać sobie nawzajem.
Blix uniósł lekko głowę.
- Trzy pytania, które nie dotyczą tego, co dzieje się tutaj - dodał Myran.
Ree prychnął.
- To może być cokolwiek - mówił dalej Myran. - Coś osobistego, jeśli jesteście ciekawi jakiegoś szczegółu z prywatnego życia, oczywiście, o ile to pytanie nie spowoduje dyskomfortu u osoby pytanej. Albo jaka jest pierwsza rzecz, jaką zamierzacie zrobić po wyjściu na wolność. Cokolwiek - powtórzył. - Ale postarajcie się unikać pytań odzierających z godności oraz nienawistnych wypowiedzi.
Ree odchylił się na krześle.
- Ja wolę się zamknąć.
Myran poprawił lekko okulary.
- A ty, Alexandrze? Masz jakieś pytanie, które chciałbyś zadać Jarlowi Ingemu?
Blix nie przywykł do tego, by zwracano się do niego po imieniu.
- Ja? Nie.
On również odchylił się do tyłu. Założył nogę na nogę i splótł dłonie za kolanem. Zapadła cisza.
Długa.
Jakobsen zmienił pozycję. Buty zaskrzypiały o podłogę. Myran przeniósł wzrok z Ree na Blixa i z powrotem na Ree. Minuta zamieniła się w dwie, potem w cztery. Blix spojrzał na współwięźnia, który wyglądał tak, jakby wypatrywał czegoś na suficie i ścianach.
- Co zamierzasz zrobić po wyjściu na wolność? - Myran zwrócił się z tym pytaniem do Ree.
- A gówno cię to obchodzi.
- A ty, Alexandrze?
Blix spojrzał Myranowi prosto w oczy.
- Ja? Nie wiem. Nie mam siły o tym myśleć.
Znowu zrobiło się cicho.
- Ja mam pytanie - powiedział nagle Ree z uśmiechem.
- Ile miałeś lat, kiedy pierwszy raz wydymali ci dupsko?
Zaśmiał się grubiańsko. Blix nie odpowiedział.
Najwyraźniej Ree zaczął się świetnie bawić. Myran posłał mu surowe spojrzenie, potem powiedział do Blixa:
- Nie musisz na nie odpowiadać.
- Ale to przecież było pytanie, co nie? - Ree nagle nabrał wigoru. - Musisz uznać je za pytanie.
- Jeśli następnym razem sformułujesz nieco poważniejsze, zastanowię się nad tym, czy je uznać.
- Jakiś ty uprzejmy - odparł ironicznie Ree. - Chyba będę musiał przychylić się do twojej prośby.
Myran nie odpowiedział.
Ree nie przestawał śmiać się pod nosem. Blix patrzył przed siebie.
- A ile ty miałeś lat?
Ree przestał się śmiać. Natychmiast zerwał się z krzesła i chciał się rzucić na Blixa, ale strażnik był przy nim, zanim Ree zdążył cokolwiek zrobić. Blix wciąż patrzył przed siebie. Ledwo uniósł powiekę.
Ree rzucał się przez chwilę.
- Okej, OKEJ - powiedział do Jakobsena. - Już siadam.
- To był dobry pomysł - zwrócił się Blix do Myrana.
Tamten nie odpowiedział.
Ree opadł ciężko na krzesło. Wyraźnie wkurzony, patrzył przed siebie przez kilka następnych minut. Strażnik, który do tej pory nie odezwał się ani słowem, odchrząknął i powiedział:
- Jest jeden do jednego. Każdy z was zadaje jeszcze dwa pytania i jestem pewny, że pan Myran zgodzi się zakończyć sesję trochę wcześniej?
Pracownik społeczny spojrzał na strażnika z dezaprobatą.
- Kto ma ochotę zacząć? - spytał mimo to i przeniósł wzrok z jednego na drugiego. Żaden nie odpowiedział. Ree prychnął i potrząsnął głową. Myran nie spuszczał z niego wzroku. Więzień nabrał głęboko powietrza i wypuścił je z całej siły. W końcu dał za wygraną, byle tylko mieć to jak najszybciej za sobą.
- Skąd...
Zamilkł, jakby w ogóle nienawidził mówić.
- Skąd pochodzisz?
Sprawiał wrażenie, jakby słowa z trudem przechodziły mu przez gardło.
- Z Oslo. A ty?
- Z Osen - odpowiedział szybko.
- Brzmi prawie tak samo - wtrącił Myran. - Oslo, Osen.
Tylko on się roześmiał.
- Ale na pewno istnieją między nimi spore różnice. Jak się czułeś, dorastając w Osen? - zwrócił się do Jarla Ingego.
- Gówno cię to obchodzi.
Myran zignorował tę uwagę.
- To było drugie pytanie. Spróbujmy zadać sobie jeszcze jedno, najlepiej takie, które zachęci was do rozmowy, do swobodnej wypowiedzi. Wtedy uznam, że cel dzisiejszego spotkania został zrealizowany.
- Dzisiejszego spotkania? - prychnął Ree. - Chcesz powiedzieć, że będziemy musieli tu przychodzić więcej razy?
- Jak już wspomniałem, dyrekcja nadała temu projektowi priorytet.
- Projektowi...?
Ree potrząsnął głową.
- Proces ten obejmuje zrozumienie, relacje i ciekawość świata. Im szybciej zaczniemy, tym szybciej skończymy.
Ree wykrzywił twarz w grymasie.
Znowu zapadła cisza.
- Ja mam pytanie - odezwał się po chwili Blix, wciąż patrząc prosto przed siebie. - Kto jest twoim najlepszym przyjacielem i dlaczego?
- To są dwa pytania - zauważył Ree.
- Nie szkodzi - odparł Myran. - To są dwa dobre pytania. Dziękuję, Alexandrze.
Przeniósł wzrok na Ree i zatrzymał na nim spojrzenie. Ree po raz nie wiadomo który prychnął, potrząsając głową.
- W każdym razie to nikt stąd - zaczął z wyraźną pogardą w głosie. - Tutaj są sami przegrani.
Blix widział, że Myrana korciło, żeby spytać, co dokładnie Ree ma na myśli, ale dał sobie spokój. Ree westchnął.
- Ona, tak, to jest ona, ma na imię Samantha.
Znowu gwałtownie wypuścił powietrze.
- Znam ją od małego. My... zawsze trzymaliśmy się razem. Świetnie się razem bawiliśmy. Mieliśmy wspólne tajemnice. I dlatego jest moim najlepszym przyjacielem. Moi pozostali kumple... żaden z nich nie dorasta jej do pięt.
Myran skinął głową z uznaniem.
- Dobrze - powiedział. - Bardzo dobrze. Bardzo ci dziękuję.
Uśmiechnął się zadowolony.
- Masz ostatnie pytanie do Alexandra?
- Tak - odparł Ree i odwrócił głowę w stronę Blixa. - Odpowiedz na to pytanie swobodnie, podając jak najwięcej szczegółów.
Ree naśladował głos Myrana. Uśmiechnął się lekko i powiedział:
- Jak wyobrażasz sobie własną śmierć?