Bliźniaczy płomień - Maksymilian Kuznowicz

-
Proszę czekać

Rozdział 1

Daiki

Nie wytrzymam. Z jakiej racji przed każdym spotkaniem muszę albo nabić sobie guza, albo pobrudzić się sosem pomidorowym, albo... przypalić żelazkiem białą koszulkę? Z tego, co widzę, plama przeszła na drugą stronę, dlatego bez zastanowienia rzucam T-shirt na pożarcie koszowi na śmieci. Gdyby zobaczyli to rodzice, bez wątpienia wytknęliby mi, że jak zawsze idę na łatwiznę i pozbywam się problemu, zamiast znaleźć sensowniejsze i bardziej praktyczne rozwiązanie. Tak, dotyczy to nawet przypalonej koszulki.

Jednak taki już jestem - gdy coś się uszkodzi, nie widzę sposobu na ratunek. W końcu łatwiej odpuścić i postarać się zapomnieć, niż trzymać się czegoś kurczowo.

Muszę teraz przeorganizować cały mój outfit, przez co kończę w zwiewnej koszuli z motywem leśnym, beżowych spodniach i ulubionych perłach - nie są prawdziwe, ale wyglądają nie najgorzej. Człowiek nie zawsze potrafi spojrzeć na siebie w lustrze i znaleźć jakiekolwiek atuty, zwłaszcza gdy w głowie kłębi mu się milion myśli o tym, jakim jest niewystarczającym, nic nieznaczącym ziarenkiem piasku. Znam to aż za dobrze, bo mimo swoich niedawnych osiemnastych urodzin przeżyłem już dużo.

Zajmuję się swoimi czarnymi włosami, które są w wiecznym nieładzie, a następnie zabieram się za twarz. Choć od lat chodzę do dermatologa, to i tak trądzik zapalny ma swoje nawroty, zwłaszcza pod wpływem stresu i leków. Jednak nie narzekam, w końcu to tylko skóra, która jest jak porcelana. Można ją chronić, ale przecież nie jest niezniszczalna. Świadectwem tego jest chociażby moja blizna na policzku, czyli jedna z pamiątek po zeszłorocznej masakrze.

Od ostatnich poprawek odrywa mnie wiadomość od mojego przyjaciela:

Gotowy zaszaleć?

Szybko odpisuję:

Pytasz dzika?

W zamian dostaję tylko rozbawioną emotkę. Dobrze wiemy, że zaraz rozpoczniemy sezon wakacyjny. Jest to niezwykle istotne z paru względów:

Po pierwsze, właśnie skończyliśmy klasę maturalną i chociaż nic nie jest jeszcze przesądzone, to niebawem każdy z nas może wyruszyć w swoją stronę poza Paryż.

Po drugie, ja akurat wybieram się na żadną uczelnię, a przynajmniej nie przez najbliższy rok. Po tym, co wydarzyło się zeszłej wiosny, nie jestem gotowy, żeby wrócić do nauki, czyli kolejnego czynnika wywołującego niepokój i stres. Planuję zrobić sobie gap year, pomóc w rodzinnej restauracji i rozwinąć się w marketingu. A powiedzmy sobie szczerze, w przypadku tego ostatniego nie trzeba koniecznie kończyć studiów. Wystarczą mi samodzielna nauka, śledzenie trendów, dążenie do celu, kreatywność i zdecydowanie unikanie cringe'u w komunikatach promocyjnych.

Po trzecie i najważniejsze, to będą kolejne chwile spędzone bez niego, a tak bardzo czekał na najdłuższe wakacje życia.

Chciałbym powiedzieć, że mimo roku terapii jest lepiej, ale wcale tak nie jest. Nie pomaga mi to, że mieszkam w "mieście miłości" i na każdym kroku widzę szczęście innych. Tym razem udaje mi się odwlec nadciągające pasmo czarnych myśli i przekierować energię na coś dobrego. W końcu dzisiaj po raz pierwszy od kilku miesięcy wychodzę na jakąkolwiek imprezę.

Zarzucam brązowy plecak na ramię i zbiegam po schodach do salonu, w którym siedzi mama i właśnie kończy drugi sezon Euforii. Siadam obok, mimo że jestem już spóźniony.

- Przepraszam bardzo, ile mam teraz czekać na trzeci sezon? - Sfrustrowana obraca się w moją stronę z otwartymi ustami. - Czy ta dziewczyna kiedykolwiek będzie szczęśliwa?

- Dobre pytanie. - Rozkładam dłonie i patrzę, jak rzuca pilotem na drugi koniec kanapy.

- Nieważne. Chcesz coś przekąsić, Daiki? - Przemieszcza się do kuchni połączonej z jadalnią i pokojem dziennym.

Zdejmuję na chwilę okulary i przecieram oczy. Kolejny raz w tym miesiącu rozmazuje mi się obraz i nie mogę skupić wzroku na konturach jej ciała.

- Uun, arigat?1. Muszę wychodzić, zjem coś na mieście.

- W porządku, ale pamiętaj...

- Ee2. Będę uważać. Obiecuję po stokroć na swoją miłość do filmów Marvela.

Czy jestem gejem francusko-japońskiego pochodzenia? Tak.

Czy ubóstwiam Filmowe Uniwersum Marvela, a zwłaszcza fan fiction ze Spider-Manem i Deadpoolem w rolach głównych? Tak.

Czy chciałbym, żeby tych dwóch w końcu się ze sobą zeszło? Zdecydowanie.

- Wiesz, że dajemy ci wolną rękę w wielu sprawach. Chciałabym, żebyś nigdy nie nadużył naszego zaufania.

- W porządku. Możecie mi ufać.

- I jeszcze jedno. Jutro jest sobota, czyli największy ruch. Wleciało nam parę rezerwacji. Będziemy wdzięczni z tatą za pomoc. Przy okazji sobie dorobisz.

Wyciąga z lodówki kawałek długodojrzewającego sera i zatapia w nim zęby. Nie zapomina przy tym, żeby przełamać bagietkę na pół i wsadzić porządną jej część do buzi.

- Jasne.

Moi rodzice od dwóch lat prowadzą restaurację z ramenem. Początkowo nie było łatwo, zwłaszcza że postawili wszystko na jedną kartę i otworzyli się w trakcie szalejącej pandemii. Udało im się, bo wcześniej w okolicy nie było podobnego miejsca, dodatkowo tak ciepłego i prowadzonego z pasją. A to dość niezwykłe jak na wszechobecny paryski przepych.

Nie jest to może najbardziej oblegana japońska restauracja, ale z pewnością zbiera imponujące oceny, a dania są warte każdych pieniędzy. Jeszcze nie mówiłem o tym rodzicom, ale niedawno wysłałem znanemu duetowi food influencerów propozycję odwiedzenia lokalu. Wiadomość wyglądała mniej więcej tak:

Wasze podniebienia odlecą do innej galaktyki, i to już po pierwszej łyżce bulionu. W takim magicznym miejscu jeszcze nie byliście!

- Dzięki, synku. Zanim wyjdziesz, obróć jeszcze koszulę na drugą stronę. - Śmieje się pod nosem i połyka kolejny kawałek sera, tym razem z dodatkiem miodu.

- Kurw... - Mama spogląda na mnie karcąco, więc już niczego nie mówię, tylko szybko poprawiam swój ubiór i zmierzam ku wyjściu.

- Kocham cię! - rzucam na odchodne i zastanawiam się, jakim cudem nie zauważyłem, że coś jest nie tak, kiedy przeglądałem się w lustrze.

*

Jestem w kompletnym niedoczasie, ale nie przejmuję się za bardzo. Na moje szczęście mieszkam tuż obok miejsca spotkania. Poza tym w naszej paczce od zawsze obowiązuje niepisana zasada, która zakłada, że spóźnienie do dwudziestu minut jest w pełni normalne - często zresztą przekraczamy ten limit. Za to też kocham tych ludzi - za komfort, wsparcie i luźne podejście do życia.

Jeszcze niedawno nie pomyślałbym, że mogę żyć bez obsesyjnego planowania całego dnia. Jednak musiałem pogodzić się z tym, że nie na wszystko mam wpływ, a życie jest za krótkie, by wybiegać daleko myślami. Przekonałem się o tym na własnej skórze.

Minęły już dwa tygodnie od naszych ostatnich egzaminów maturalnych, ale to właśnie dzisiejszy Festiwal Anihilacje wyznaczy początek i koniec. Ma nastąpić wielki wybuch światła, po którym, wyobrażam sobie, nic już nie będzie takie samo. A może po prostu zrobiłem o jeden rewatch Anihilacji za dużo? Na swoje usprawiedliwienie dodam, że grają w niej Natalie Portman i Tessa Thompson, czyli dwie spośród moich ulubionych aktorek. W obsadzie jest też Oscar Isaac... Chyba nic więcej nie muszę dodawać.

Nieważne, ile czasu minęłoby od zdiagnozowania stresu pourazowego i zaburzeń lękowych, wprowadzenia leków i terapii, to i tak może nie być za ciekawie w momencie zderzenia z masą ludzi - tamta tragedia wydarzyła się w środku dnia, pośród tłumu. Na szczęście będę na miejscu ze swoimi besties, którzy na pewno będą żartować ze wszystkich miłosnych schadzek zakochanych par.

No tak, kolejny dzień w Paryżu.

Można powiedzieć, że przez trzysta sześćdziesiąt pięć dni w roku odbywa się tutaj każdy z możliwych reality show. Miłość jest ślepa, Ultimatum: Ślub albo rozstanie, Too Hot to Handle, Doskonale dopasowani i wiele więcej. Mamy jeszcze Emily w Paryżu, czyli Amerykankę, która na każdym kroku chce udowodnić, że jej przeprowadzka do Miasta Miłości to był strzał w dziesiątkę. Otóż szok i niedowierzanie - rzeczywistość nie do końca tak wygląda. Stolica Francji raz pozwoliła mi się w kimś zakochać i nie zamierzam przechodzić przez to ponownie. Poza tym to miejsce jest po prostu przereklamowane. Lećcie już sobie lepiej na Majorkę i zjedzcie paellę o zachodzie słońca.

Zbliżam się do głównej części parku, podobnie jak inne osoby, które zebrały się, żeby obejrzeć jedno z największych europejskich wydarzeń audiowizualnych. Na polanie znajduje się kilka wysokich na około piętnaście metrów totemów, na których zostały wyryte słowa w wielu językach i ryciny reprezentujące historie różnych narodowości. Na całym terenie zamontowano specjalne światła i głośniki, które niedługo zostaną uruchomione, żeby zaprezentować zapierającą dech w piersiach iluminację - a przynajmniej tak przeczytałem na stronie organizatora.

Nie śmiem wątpić, że będzie to niezwykłe doświadczenie. Cały event ma potrwać trzy dni. Głównymi atrakcjami są koncerty znanych artystów, a co za tym idzie, będzie mnóstwo okazji do wlania w siebie napojów procentowych.

Wszyscy czekają w ustalonym miejscu, co wewnętrznie mnie uspokaja. Ostatnie, czego bym chciał, to szukanie ich w otaczającej mnie ludzkiej ciżbie. To byłoby zbyt wiele. Podświadomie czuję, że będąc tutaj, zbliżam się do granicy swojego komfortu. Pierwsza dostrzega mnie Ivy, która nigdy nie kryje radości, i momentalnie rzuca mi się w ramiona.

- I pomyśleć, że kiedyś zawsze byłeś pierwszy na każdym spotkaniu. - Wypuszcza mnie z uścisku i posyła mi serdeczny uśmiech.

- Spokojnie, po prostu chciałem, żebyście jeszcze chwilę za mną potęsknili. - Odwracam się i obejmuję jednocześnie Xaviera i Camille.

- No chodź, wiem, że chcesz. - Adrien do mnie mruga, a kiedy podchodzę, całuje mnie w policzek. - Dobrze wyglądasz!

- Chyba nie widzieliście siebie. - Zamykam oczy i kładę głowę na ramieniu przyjaciela.

Pewnie każdy z zewnątrz pomyślałby, że między mną a Adrienem jest coś więcej, ale od trzech lat łączy nas tylko i wyłącznie przyjaźń. Poza tym on jest hetero i nikt nie ukradnie nam statuetki za najbardziej iconic bromance. Nienawidzę toksycznej męskości, a już w ogóle postrzegania dwóch bliższych sobie queerowych osób jako potencjalnych kochanków.

- Jeśli jesteście głodni, to zrobiłam wegańskie babeczki waniliowe. - Camille unosi brew i rozgląda się po naszych twarzach.

- Potwierdzam. Widziałem, jak działa w swojej nowej kuchni - wtrąca się Xavier, a ja dostrzegam w dziewczynie małe napięcie. - To znaczy, w kuchni jej ojczyma.

- Luz, jakoś muszę się przyzwyczaić do tego absolutnie beznadziejnego stanu rzeczy. Jeśli moją mamę ten facet uszczęśliwia, to nie zamierzam niczego psuć. Przynajmniej wyszkoliłam go, czym są binder i tranzycja. I tak niedługo się wyprowadzam. - Wzrusza ramionami i zaciska usta.

Niektórych kwestii nie warto rozgrzebywać. Rozumiemy to doskonale, odkąd nasza paczka straciła jednego członka. Wspólnie przechodziliśmy przez żałobę, każdy na swój sposób.

Znamy się na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że jesteśmy tu dla siebie i nawet cisza może być wymowna i pełna wsparcia.

W pewnym momencie rozbrzmiewa dźwięk syreny, co oznacza początek wydarzenia. Otwieram oczy i odzyskuję spokój, chociaż mógłbym jeszcze chwilę zostać przy Adim. God damn it... Uwielbiam jego perfumy!

Rozglądam się i dopiero teraz dostrzegam, jak wielu ludzi postanowiło tutaj dzisiaj przyjść. Jestem ciekaw, jaki procent stanowią tegoroczni maturzyści, tacy jak my. A może znajdują się pośród nich jednostki, które zmagają się z podobnymi demonami? Z jednej strony chcą ruszyć do przodu, ale wciąż kurczowo trzyma ich przeszłość.

Poprawiam okulary i czekam na zapowiedzianą sekwencję iluminacji. Rozpoczyna się wspólne odliczanie, a muzyka wędruje przez sprzęt nagłaśniający, rozstawiony po całym terenie festiwalu. W momencie, w którym z paru punktów wystrzeliwują rozbłyski świateł, tracę kontrolę nad ciałem i upadam. Czuję, jakby pod wpływem miliona kolorów pękała mi głowa. Jednak najgorsza jest świadomość, jak wiele uczuć, emocji i stanów otacza mnie obecnie:

Pożądanie.

Nienawiść.

Wstręt.

Zaskoczenie.

Duma.

Podziw.

Strach.

Nagle do tego dołączają przebłyski z zeszłego roku, z którymi tak długo toczyłem wojnę, a które i tak prowadziły mnie do koszmarów sennych. Na dodatek mam wrażenie, jakby ktoś rozłupywał mi czaszkę niczym skorupę orzecha włoskiego i wprowadzał do niej nie moje wspomnienia:

Lot samolotem i oświadczyny na wysokości trzynastu kilometrów nad poziomem morza. Ktoś krzyczy: "Tak!", po czym na pokładzie rozlegają się oklaski.

Doświadczenie zdrady w zbyt młodym wieku i poczucie, że już nigdy nie odnajdzie się tego jedynego. Trzaśnięcie drzwiami.

Leniwy poranek w towarzystwie muzyki klasycznej i nastoletnich dzieci. Nikt się nie kłóci, zamiast tego prowadzona jest żywa rozmowa.

Wizyta u ojca w szpitalu i jego ostatnie, jakże ważne słowa: "Kocham cię. Nie oczekuję odkupienia. Chcę, żebyś wiedział, że żałuję wszystkiego, co zrobiłem". Krótka odpowiedź: "Wybaczam ci". Kropla łez.

Tego wszystkiego jest za dużo. Przypływ energii rośnie, a ostatnie, co czuję na sobie przed utratą przytomności, to dotyk moich bliskich, wołanie o pomoc i duchowa obecność kogoś oddalonego wcześniej o kilkaset kilometrów, a teraz obecnego bardziej niż wszyscy festiwalowicze razem wzięci.

Miałem rację.

Dzisiejszej nocy dochodzi do wybuchu światła, po czym wszystko gaśnie.