Moim kochanym dzieciom - Maksiowi i Poli
Moim kochanym rodzicom
WSTĘP
Czuję się taka samotna... Zupełnie siebie nie rozumiem. Chcę coś mu powiedzieć, ale mam gulę w gardle. To napięcie mnie wykończy! Ciągle robię sobie rzeczy, które mnie krzywdzą. Fuck! Ile razy muszę dać się skrzywdzić, żeby wreszcie przejrzeć na oczy? Bolą mnie ciało i myśli. Nie potrafię być z nim, ale nie potrafię też być sama. To się musi skończyć. Skończyć, ale jak? Nie widzę wyjścia. Kolejny związek i to samo. Kolejna praca... Zaklęty krąg bólu. Niech to się skończy... Błagam! Nie wytrzymuję tych wszystkich wymagań, które sobie stawiam. Przecież to nie jestem prawdziwa ja! Jak to możliwe, że codziennie tak siebie krzywdzę?!
Niedawno mój gabinet odwiedziła pewna kobieta, która od wielu lat funkcjonowała w zaklętym kręgu toksycznych relacji. Była uwikłana w pajęczą sieć zależności, poczynając od jej relacji osobistych po te tworzone w pracy. Wielokrotnie próbowała odejść od przemocowego partnera, zmienić pracę, w której dawała się wykorzystywać, oraz znaleźć nowych przyjaciół, którzy jej wysłuchają, zamiast opowiadać wyłącznie o sobie i swoich problemach.
Doświadczała objawów nerwicy, głośno mówiła o potrzebie zmiany, a mimo to trwała w cierpieniu.
Poczułem, że chcę pomóc jej i innym osobom, które lęk przed zmianą zatrzymuje w toksycznych relacjach. Postanowiłem wykorzystać do tego swoją metodę "gry o trochę lepsze życie", którą opisałem w poradniku Jak żyć z lękiem.
Często wolimy wybrać "znane piekło" niż "nieznany raj" i dlatego pozostajemy jak zaczarowani w szkodliwym bezruchu. Lęk, który nas zamraża, rodzi się najczęściej w dzieciństwie - jest konsekwencją pewnego modelu wychowania. Na pewno znacie powiedzenie, że aby wejść w zdrowe relacje z otoczeniem, trzeba najpierw nawiązać zdrową relację ze sobą. To absolutna prawda, tylko co to tak naprawdę znaczy?
Najprościej rzecz ujmując - czym skorupka za młodu nasiąknie, tym w dorosłym życiu pęknie. Jeżeli skorupka nasiąknęła poczuciem bezpieczeństwa, miłością, akceptacją, możliwością wyrażania emocji, to przyszły dorosły będzie miał dobrą relację ze sobą, będzie umiał o siebie zadbać i nie pozwoli się krzywdzić. Jeżeli przesiąknie lękiem, zakazami, potrzebą kontroli (również w postaci nadopiekuńczości), to odbije się to jak w lustrze w jego przyszłych relacjach z otoczeniem oraz w relacji ze sobą.
Wszystko to z czasem doprowadzi do poczucia dyskomfortu, a nawet do ciężkich objawów nerwicowych pochodzących z różnych narządów ciała (psychosomatycznych), zaburzeń lękowych i depresji. Człowiek będzie postrzegać otaczający go świat w czarnych barwach, a ludzi - jako zagrażających i nieprzychylnych. Jego relacja ze sobą będzie oschła lub nadmiernie wobec siebie wymagająca. Możliwe, że rozpaczliwie zacznie szukać oparcia i ratunku na zewnątrz. Może to doprowadzić do uzależnienia się od drugiego człowieka i nasilenia nerwicy. Nasilenie nerwicy jest najczęściej papierkiem lakmusowym (wskaźnikiem) toksyczności relacji, zarówno tej, w której jesteśmy sami ze sobą, jak i tych, które nawiązujemy z innymi (a następnie w nich pozostajemy).
Co to jest ta "nerwica"? Pisałem o niej w poprzedniej książce Jak żyć z lękiem, ale przypomnę: nerwica to zaburzenie, którego podstawowym objawem jest lęk. Towarzyszy mu napięcie i nadmierna koncentracja na sobie i swoim organizmie, często poczucie winy oraz obniżony nastrój, zwykle w pakiecie z zamartwianiem się, czyli snuciem czarnych scenariuszy dotyczących przyszłych zdarzeń. Nerwica to przewlekłe i dotkliwe cierpienie emocjonalne, któremu towarzyszy zniekształcenie sposobu myślenia o sobie i świecie. Dotyczy najczęściej wrażliwców, u których powoduje ogromne cierpienie psychiczne i fizyczne, skutecznie utrudniając normalne, codzienne funkcjonowanie i uniemożliwiając czerpanie radości z życia.
W powstawaniu zaburzeń nerwicowych kluczowe znaczenie ma wychowanie, czyli to wszystko, co wprogramują w nasze serca i umysły najważniejsze osoby z naszego dzieciństwa.
Aby łatwiej to zrozumieć, wyobraźcie sobie małego pieska (uwielbiam pieski, a szczególnie moją Fifi, która jest charakternym i porywczym yorkiem). Otóż, kiedy myślimy o sympatycznym pupilu, jest dla nas oczywiste, że gdy zwierzątko jest wychowywane od małego w przyjaznych warunkach, to jest raczej spokojne i wesołe. Oczywiście zależy to też w pewnym stopniu od rasy i temperamentu, ale nawet tak zwany agresywny pies może być bardziej lub mniej porywczy w zależności od tego, jak będzie "układany" przez opiekunów w okresie szczenięcym. W dużej mierze poziom lękowej interpretacji rzeczywistości (a więc i sposób nawiązywania relacji z otoczeniem) będzie zależeć właśnie od tego "układania" - wychowania.
Moja metoda powstała dzięki historiom opowiedzianym przez "dzieci", które przyszły do mnie po pomoc już jako dorośli pacjenci. Miałem zaszczyt z nimi pracować i uczestniczyć w ich grze. Miałem przyjemność patrzeć, jak wygrywają. I uczyć się od nich, jak znajdować rozwiązania i walczyć o siebie. To im między innymi dedykuję tę książkę.
Mam nadzieję, że będzie ona motywacją dla wszystkich, żeby wyszli z relacji toksycznych, opartych na lęku i zamienili je na satysfakcjonujące i partnerskie. Pamiętajcie, że jeżeli chcecie, aby tak było, to musicie robić pewne rzeczy według zawartych w tym poradniku wskazówek. To właśnie dlatego często używam słowa "musicie" zamiast "możecie", chcąc podkreślić, że to konieczne, aby dokonać prawdziwych zmian, a nie tylko o tym marzyć.
Stawka jest wysoka, ponieważ tkwiąc w martwym punkcie, ryzykujecie przeistoczenie się w bezrefleksyjnego i odciętego od emocji robota. Dlatego doceńcie swoje objawy i potraktujcie je jako szansę na zmianę sposobu życia - swojego i kolejnych pokoleń. To właśnie zaostrzenie się objawów nerwicy stanowi szansę na poprawę relacji z sobą samym i otoczeniem. Jest komunikatem, który pomoże wam rozpoznać, co dla was dobre, i wyjść z toksycznych związków. To bardzo ważne, aby poważnie potraktować swoje cierpienie i nauczyć się je czytać.
Nerwica zmusza nas do zmiany schematu postępowania. Krzyczy, że trzeba zrobić coś out of the box, czyli w wolnym tłumaczeniu: "spoza schematu". Na marginesie - nagrałem jako Dr Nerwica kawałek rapowy pod takim tytułem, żeby zachęcić wszystkich do wychodzenia ze swojej strefy komfortu, ponieważ jak głosi podtytuł utworu, schemat jest wrogiem zmiany. Możecie ten filmik obejrzeć na YouTubie i dodać sobie odwagi, patrząc, jak poważny terapeuta wychodzi z ogólnie przyjętych ram. Wyobraźcie sobie, że ten kawałek prowadzi was do celu.
Dystans do siebie jest niezbędny w procesie zdrowienia. Pozwala obserwować siebie z boku i zmieniać swoje życie tak, żeby było zgodne z tym, co w nas prawdziwe. Ta zgodność zawsze prowadzi do zmniejszenia poziomu lęku i wzrostu poczucia komfortu i zadowolenia.
RELACJE A PANDEMIA, WOJNA I KRYZYS
W ostatnim czasie pojawiło się wiele sytuacji, które uczyniły nasze życie jeszcze trudniejszym. Mogły wywołać lękowe napięcie nawet u tych, którzy do tej pory nie mieli takich problemów. A dla osób zmagających się na co dzień z wysokim poziomem lęku były szczególnie traumatyczne.
Współczuję wam i podziwiam wszystkich, którzy przez to przeszli. Myślę, że ten, kto nie przeżył takiego lęku, nigdy nawet nie zbliży się do zrozumienia ogromu tego dyskomfortu psychicznego i fizycznego. Jestem przekonany, że wielu z was, czytających ten poradnik, wspomina teraz najgorsze chwile waszego życia. Chcę mocno podkreślić, że was wspieram i będę wam towarzyszyć w tym cierpieniu oraz dołożę wszelkich starań, aby ta książka mogła wam w najlepszym możliwym stopniu pomóc sobie pomóc. Niech będzie waszym towarzyszem w budowaniu nowej, partnerskiej relacji z wami samymi oraz wszystkimi wokół.
Relacje są bardzo ważne, ponieważ z natury jesteśmy relacyjni - potrzebujemy obecności drugiego człowieka, tymczasem izolacja społeczna podczas pandemii, wojna i ciężka sytuacja ekonomiczna odcisnęły i odciskają swoje głębokie piętno na naszym wzajemnym byciu ze sobą i na sposobie bycia ze sobą - mam na myśli to, jak siebie sami traktujemy na co dzień.
Wzrost poziomu lęku w relacjach przybrał obecnie na sile, objawiając się brakiem empatii, agresją i odcięciem od emocji. Odcięciem polegającym na uciekaniu od odczuwania emocji, ponieważ stały się one zbyt trudne do zniesienia.
Wszystko to doprowadziło do ogromnego wzrostu zaburzeń lękowych. Ci, którzy wcześniej cierpieli z powodu nerwicy, teraz cierpią bardziej. Większość tych, którzy pokonywali lęk, zakładając maski siły, załamała się.
Wielu, którzy jeszcze trwają i walczą w napięciu, jest na granicy wytrzymałości. Odcięliśmy się od siebie nawzajem i odcięliśmy się od swoich prawdziwych potrzeb. Duża część z nas zapadła się w toksyczne relacje jeszcze głębiej. Dom, praca, związek czy przyjaciele - to, co było trudne, stało się jeszcze trudniejsze. Patrząc w czasie lockdownów głównie w ekrany monitorów, sprowadziliśmy nasze ciała do roli mechanicznych pojemników na nasze pracujące umysły. Straciliśmy dobrą, szczerą relację ze sobą. Czas to odbudować.
Nie mamy lepszej drogi, a nawet innej drogi, ponieważ izolacja jest sprzeczna z naszą najprawdziwszą naturą i biologiczną, i społeczną. Potrzebujemy prawdziwego dotyku i prawdziwego człowieka, który siedzi z nami w kawiarni. Widzimy całą mowę jego ciała, a nie tylko wycinek płaskiego ekranu, gdzie pojawia się zawodowa maska dostosowana na czas spotkania do zapotrzebowania i wymagań chwili.
Nie jesteśmy sztuczną inteligencją. Mamy ciała i w ciałach istniejmy. Musimy o nie dbać. Tak jak i o nasze emocje, bo to one odbijają się w naszych narządach i umyśle.
Dobra relacja ze sobą jest początkiem dobrej relacji z innymi ludźmi i światem. Jak dotąd sztuczna inteligencja nie umie się dotykać, nawet jeżeli za chwilę zyska świadomość - czymkolwiek ona będzie. Ona jest wirtualna, a my jesteśmy prawdziwi. Prawdziwi, ponieważ możemy czuć, ponieważ mamy ciała. Dlatego tak ważne jest odważenie się i wyjście z postpandemicznej skorupy, w której zastygliśmy jak lawa polewana lodowatą wodą zewnętrznych okoliczności. To punkt zwrotny. Musimy zawalczyć o siebie. Musimy zawalczyć o nasze dzieci. Każdy czas ma swoje trudności i wyzwania, a nasze wyzwanie to zapobiec izolacji wewnętrznej - od naszych prawdziwych potrzeb i izolacji zewnętrznej - od siebie nawzajem. Nasze wyzwanie to też uwolnić się z toksycznych relacji, które zabierają nam radość życia.
Wiem, że to trudne, bo nasi rodzice lub my sami jeszcze mierzyliśmy się ze zmianą systemu, a poprzednie pokolenia - z traumami wojen i zaborów. Wszyscy pochodzimy - w pewnym sensie - z dysfunkcyjnych domów, w których było dużo lęku związanego z licznymi zagrożeniami. Pandemia, wojna i kryzys dołożyły się do tego korowodu zagrożenia życia i wolności. Stały się naszym trójkątem bermudzkim samotnego lęku. Historia nauczyła nas ukrywać nasze emocje i prawdziwe intencje - taka była potrzeba chwili, żeby przetrwać. Przetrwaliśmy, ale płacimy za to ogromnym, tlącym się pod powierzchnią ciała lękiem, ponieważ maskujemy nasze emocje w obawie, że zdradzą nasze intencje i spotkamy się z karą, odrzuceniem lub nawet śmiercią.
Taka strategia skutkuje tym, że zostajemy w toksycznych dla nas relacjach ze strachu przed zmianą. Tkwimy w sztywnym przyzwyczajeniu w związkach, pracy, pozornych przyjaźniach czy lukratywnych, ale duszących układach, zamiast oddychać pełną piersią i brać z życia to, co najprostsze i najlepsze zarazem. A jak wiecie, jeśli wypieramy emocje, to lęk rośnie w siłę. Jeżeli unikamy konfrontacji z naszymi lękami, to one nabierają mocy.
Izolacja pozornie była bezpieczna i dawała poczucie pewnej wolności, ale na dłuższą metę to przepis na zbiorową, społeczną, a nawet ogólnoświatową nerwicę. Właśnie dlatego zapraszam was do "gry o trochę lepsze relacje". Lepsze relacje ze sobą i z innymi. Lepsze, czyli takie, w których wyrażamy emocje, otwieramy się na ludzi, realizujemy nasze potrzeby i konfrontujemy się z lękiem. Musimy wykorzystać ten kryzys i obrócić go na naszą korzyść. Głęboko wierzę, że możemy przekuć to, co spotykało nas przez ostatnie lata, w coś dobrego. Wierzę, że możemy dzięki temu zatrzymać się na moment i zapytać, co tak naprawdę w życiu się liczy. Wierzę, że kryzys nas obudzi i stanie się początkiem końca toksycznych relacji. Wierzę, że wielu z nas zawalczy o swój komfort i dobrostan.
Tak więc po "grze o trochę lepsze życie" przyszedł czas na kolejne ważne wyzwanie na drodze do zdrowienia i bardziej komfortowego oraz satysfakcjonującego życia. Przyszedł czas na "grę o trochę lepsze relacje". Ufam, że ten poradnik odmieni los wielu osób, które doświadczają przemocy psychicznej i fizycznej w związkach partnerskich, rodzinie, pracy lub internecie. Podpowiem wam, jak możecie odnaleźć siłę do zmiany schematu, wyjść z błędnego i toksycznego koła i zadbać o wasze prawdziwe potrzeby. A kiedy to nastąpi, będziecie gotowi, aby nawiązać zdrowe i satysfakcjonujące relacje z otoczeniem na waszych warunkach.
Tak jak w poprzedniej mojej książce, także i w tej poprowadzę was krok po kroku, abyście mogli zacząć "grać o trochę lepsze relacje".
Życzę owocnej gry i mocno wam kibicuję.
DRUŻYNA ZDROWIA RAZ JESZCZE
Drużyna Zdrowia to wasi wyobrażeni przyjaciele, którzy pomogą wam zdrowieć i żyć bardziej w zgodzie z waszymi prawdziwymi potrzebami. Na czele drużyny stoi Kapitanka. Wspierają ją Robotnik i Mnich. W pierwszej książce Drużyna Zdrowia pomagała wam pokonywać lęk i zmieniać zachowanie dzięki rozmowie z przyjaciółką nerwicą, która za pomocą objawów informowała was, co warto zrobić, aby poczuć się lepiej. Mówiła na przykład, czego w waszym życiu jest za dużo, a czego za mało. Podobnie będzie i teraz.
Kapitanka jako wasza odważna część będzie stała na czele zmiany. Podpiszecie z nią deklarację niepodległości i kontrakt na wspólną podróż, a ona będzie czuwała nad podejmowaniem przez was nowych wyzwań i poszerzaniem przestrzeni komfortowego funkcjonowania. Będzie pilnowała postępu i przestrzegania zasad "gry o trochę lepsze relacje".
Jej towarzysz Robotnik będzie informował, jak czuje się wasze ciało. Nauczy was mieć dobry kontakt z jego potrzebami i emocjami. A Mnich będzie obserwował umysł. Będzie przechadzał się po nim i informował Kapitankę, gdy tylko wasze myśli zaczną zmieniać się na lękowe.
Kapitanka dzięki rozmowom z Robotnikiem i Mnichem pomoże wam odkrywać, co czujecie i co chcecie naprawdę zrobić w danej relacji. Zastanowi się, co jest najbardziej zgodne z waszymi przekonaniami. Będzie strażniczką emocjonalnej prawdy o was. Razem z pozostałymi członkami Drużyny Zdrowia skupi się na zmianie toksycznych relacji w te dobre i odnalezieniu sposobu na bycie w nich możliwie najprawdziwszą wersją siebie. Ta umiejętność przyda się wam na całe życie, ponieważ zawsze pozostajemy w jakichś relacjach.
Kapitanka pozwoli wam wyobrazić sobie, jak będziecie zachowywać się w toksycznej relacji wolni od paraliżującego lęku, który was w niej trzyma. Kiedy to odkryjecie, Kapitanka pomoże przełamać lęk przed zmianą i tę zmianę przeprowadzić. Aby korzystać z jej pomocy, musicie za każdym razem pytać siebie: "Okej, a gdybym nie czuła/nie czuł lęku, to co bym zrobiła/zrobił w tej sytuacji? Jak skutecznie ochronić siebie? Co jest naprawdę dla mnie dobre? Co moja Kapitanka chce zrobić w tej sytuacji?". Kapitanka zrobi wszystko, żebyście wytrwali w dyskomforcie zmiany, który nazywam emocjonalną falą zwrotną. To bardzo ważne. Zaryzykuję stwierdzenie, że przetrwanie emocjonalnej fali zwrotnej to najważniejsza zasada "gry o trochę lepsze relacje".
Słuchajcie Kapitanki, bo ona jest wewnętrzną mądrością, busolą i wsparciem. Kapitanka utożsamia wasze prawdziwe potrzeby, prawdziwe zdanie i prawdziwe poglądy, które do tej pory chowaliście głęboko w środku w obawie przed reakcją otoczenia. Będę pisał o tym szerzej w dalszej części tej książki.
Zakładam, że część z was przypomniała sobie już Drużynę Zdrowia, a pozostali nabrali ciekawości i chcą ją poznać lepiej. Wspaniale, bo dzięki niej nawiążecie lepszą relację ze sobą i co za tym idzie, lepszą relację ze światem. Lepsza relacja ze sobą to z jednej strony odpuszczenie katorżniczych wymagań i standardów, jakie sobie narzucamy, a z drugiej strony - wsłuchanie się w swoje prawdziwe potrzeby. Natomiast lepsza relacja ze światem to przede wszystkim zmiana toksycznych układów, które zabierają wam życiową energię, lub rezygnacja z nich. To nauka nawiązywania satysfakcjonujących, czyli partnerskich związków z innymi ludźmi. Oczywiście te dwie relacje: wewnętrzna i zewnętrzna, wzajemnie na siebie działają, ponieważ to, jak traktuję siebie, ma wpływ na to, jak pozwalam, żeby mnie traktowano.
Zauważcie, że nie używam zwrotu "jak ludzie mnie traktują", ponieważ chcę od razu pokazać wam, że to od was zależy dobór ludzi wokół siebie i nie jesteście skazani wyłącznie na to, co was spotyka i kogo spotykacie. Będziemy przyglądać się, jak oceniać relacje i co możemy zrobić, aby otaczać się właściwymi dla nas ludźmi. Proces ten będzie odbywał się, podobnie jak w poprzednim moim poradniku, w formie gry nazwanej przeze mnie "grą o trochę lepsze relacje". Celowo używam słowa "trochę", aby podkreślić konieczność dokonywania zmian drobnymi krokami. Będziemy się tym relacjom przyglądać i zauważymy ich toksyczne mechanizmy, które są podtrzymywane przez "wysłanników lęku".
To Lękowe Trio - jak pewnie pamiętają ci z was, którzy czytali mój pierwszy poradnik - to wasze wewnętrzne głosy Czarnowidza, Krytyka i Nadzorcy, którzy szepczą wam straszne myśli i w dużej mierze są odpowiedzialni za codzienne napięcie.
Esencją tej książki i "gry o trochę lepsze relacje" jest zmiana toksycznych relacji lub wyjście z nich dzięki wytrzymaniu dyskomfortu, nazywanego tu emocjonalną falą zwrotną przy wsparciu wewnętrznej Kapitanki i reszty waszej Drużyny Zdrowia.
W pierwszym poradniku rozmawialiście z przyjaciółką nerwicą dzięki odczytywaniu komunikatów płynących z waszego ciała oraz obserwowaniu waszego umysłu. Wyobrażaliście sobie, że wasz umysł to świątynia, po której przechadza się Mnich i obserwuje, jakie macie myśli. Chodzi, przygląda się im i kiedy "wysłannicy lęku" podpowiadają lękowe scenariusze, używa swoich trików, aby zaprowadzić porządek. Robotnik natomiast pomaga wam nawiązać dobry kontakt z waszym ciałem i emocjami. Tłumaczy, co czujecie, oraz dba o odczytywanie potrzeb waszego ciała oraz interpretowanie emocji. A Kapitanka zachęca was do odważania się i wychodzenia ze strefy komfortu.
Wszystko po to, by tak, jak pisałem wcześniej, właściwie odczytać przekaz waszej przyjaciółki nerwicy, co robić inaczej, czego robić więcej, a czego mniej lub w ogóle. W pierwszym poradniku omawialiśmy poszerzanie fizycznej przestrzeni waszego komfortowego funkcjonowania. Przyjrzeliśmy się sytuacji, kiedy w pobliżu pojawiał się wampir emocjonalny, a wasza przyjaciółka nerwica dawała wam o tym znać sygnałami płynącymi z ciała. W tej książce pójdziemy dalej - skupimy się na wampirach emocjonalnych, które piją waszą życiową energię, ponieważ relacje z takimi osobami nie są partnerskie, tylko oparte na potrzebie kontroli. Mimo to często podpisujecie z nimi cyrograf, ponieważ pozornie dużo obiecują. Zastanowimy się, dlaczego te obietnice was nęcą tak, że połykacie haczyk, który wbija się coraz głębiej, powodując ciągły ból.
Na szczęście można z tego haczyka się uwolnić. Można też zapobiegać wchodzeniu w toksyczne relacje, jeśli wcześniej odczytuje się sygnały, jakie wysyła do nas nerwica, chcąc nas przed nimi ostrzec.
Podsumowując: Robotnik to ciało i kontakt z emocjami. Prawdziwe czucie siebie i swoich potrzeb. Kiedy macie dobry kontakt z Robotnikiem, wiecie, kiedy działać, a kiedy odpocząć. Wiecie też, co czujecie, bo odczuwacie ciało. Robotnik ma również za zadanie szukać innych sposobów działania, kiedy coś jest nieskuteczne, eksperymentować i zaprzestawać robienia rzeczy, które się nie sprawdzają.
Mnich to strażnik świątyni umysłu przed "wysłannikami lęku", czyli Lękowym Trio. Ma liczne triki i sposoby, aby ich unieszkodliwiać. Lękowe Trio to Czarnowidz, Krytyk i Nadzorca. Kapitanka dba o konsekwencję w działaniu.
WEWNĘTRZNY TERROR
"Dlaczego musi mi być tak ciężko?"
"Dlaczego ciągle ktoś mnie krzywdzi?"
Jestem przekonany, że często zadajecie sobie takie pytania. Uwierzcie mi: sami sobie to robicie. Sami siebie krzywdzicie. Wiem, że takie postawienie sprawy wywołuje złość i teraz macie ochotę wyrzucić ten poradnik przez okno. Dajcie mi jednak szansę i czytajcie dalej. Wytłumaczę, jak przez lękowe programy wgrane w wasze głowy i serca oraz przez działania, które z nich wynikają, kształtujecie toksyczny świat wokół was. Zadajcie sobie pytanie: "Dlaczego ciągle to sobie robię?".
Ciągle odczuwam napięcie. Każdego dnia moje ciało jest napięte jak struna. Ciągle do siebie gadam, jak moja matka i ojciec. Ciągle się straszę i pouczam, co sprawia, że najprostsze rzeczy są dla mnie jak Himalaje: przerażające i zimne. W głowie jakiś bezwzględny głos krzyczy: "Musisz!".
"Nie mam już siły" - odpowiadam, a on krzyczy jeszcze głośniej. Kto go tam włożył i dlaczego za każdym razem, kiedy staję przed jakimś wyzwaniem, muszę się straszyć?
To smutne, bo straszę się nawet wtedy, kiedy przede mną jest coś teoretycznie przyjemnego. Każdy wyjazd na wakacje to sprawdzian z organizacji i zarządzania, jakbym aplikowała do ogromnej korporacji i miała zostać ukarana, gdy nie sprostam oczekiwaniom. Napięcie jest tak duże, że chce mi się wymiotować i kręci mi się w głowie. Najchętniej uciekłabym w jakieś bezpieczne miejsce. Skuliła się w łóżku i zasnęła na zawsze.
Ta historia pokazuje, że naszym dominującym przepisem na sukces jest lękowy sposób motywacji do działania. Co ciekawe, często jest on "tylko" wewnętrzny, ponieważ realne oczekiwania otoczenia są dużo mniejsze. Zmuszamy się do zmiany, roztaczając przed sobą czarne wizje przyszłości, którymi straszymy się, aby wymusić na sobie posłuszeństwo, tak jakbyśmy byli niegrzecznymi dziećmi. W głowach słyszymy: "Przeczytaj lekturę, bo dostaniesz pałę". Zamiast: "Zacznę czytać i zobaczę, o czym jest. A może mnie zainteresuje?". Potem mówimy do siebie: "Muszę to zrobić idealnie, bo szef wywali mnie z roboty!". Ostatnio w kawiarni niechcący podsłuchałem takie zdanie: "Teraz dzieci niczego się nie boją, to jak ma być dobrze? Stąd te problemy, depresje i inne dziwactwa". Zamarłem w bezruchu i zalała mnie fala złości. Kiedy uspokoiłem się, przyszła do mnie refleksja, że przecież tak byliśmy wychowywani. Nasi rodzice byli tak wychowywani przez swoich rodziców, a tamci przez swoich. Pomyliliśmy wszyscy zasady. Zamiast tych koniecznych, które nadają wszystkiemu strukturę i poczucie bezpieczeństwa, dzięki przewidywalności, stosujemy wzbudzanie strachu.
Wzbudzanie strachu było prostym i szybkim narzędziem kontroli w czasach wojen i dyktatur. Często bywaliśmy poddawani terrorowi strachu, dlatego odruchowo opieramy motywację do zmian na strachu, a gdy ktoś oponuje, straszymy go jeszcze mocniej. O ironio, dotyczy to również zmian na lepsze. Straszymy się, by żyć lepiej. Zamiast powiedzieć: "Idź do lekarza, żeby żyć dłużej", mówimy: "Idź do lekarza, bo na pewno coś w swoim zdrowiu przegapisz". To pokoleniowa historia dobrych intencji podszytych lękiem, z których powstał model wychowania w strachu i negatywnej motywacji. "Ucz się, bo będziesz kopał rowy" zamiast: "Świat jest ciekawy, gdy go będziecie poznawali, otworzą się wam oczy na wiele możliwości odnalezienia siebie. Nauka jest taka fascynująca".
Aby nawiązać dobre partnerskie relacje z otoczeniem, musimy najpierw nawiązać partnerską relację ze sobą. Żeby to zrobić, musimy odczarować lękowe zaklęcia, rzucane z pokolenia na pokolenie. Musimy nadać sobie i światu bezpieczną i, na ile to tylko możliwe, przewidywalną strukturę.
Niestety od pokoleń wychowanie było przeważnie oparte na strachu, a nie na bezpiecznych i jasnych zasadach. Pewnie zastanawiacie się, jak to możliwe, że ulegamy takiemu wewnętrznemu terrorowi, chociaż pozornie jako ludzie dorośli mamy wolność wyboru i możemy to bez problemu zmienić, szczególnie gdy sprawia nam to cierpienie. To przez lękowe głosy, które w naszej głowie dbają o to, abyśmy byli posłuszni pokoleniowemu przekazowi. To one właśnie skutecznie zaburzają zdrową i partnerską relację z samym sobą i co za tym idzie - z otoczeniem. Kiedy chwilę poobserwujecie swoje myśli, zauważycie, że prowadzimy ze sobą w głowie nieustanny dialog. Jeżeli niektórzy z was się przestraszyli, pragnę ich uspokoić, że nie jest to rozdwojenie jaźni. Głosy w głowie słyszymy wszyscy. Rozmawiają w nas różne wersje nas. Najlepszy przykład to zakupy:
- Fajna kurtka. Kupić ją?
- Nie. Mam podobną w sumie.
- Kupię, bo tamta jest cieńsza, no i już stara.
- Ale ta jest bardzo droga.
- Może i droga, ale przecież potrzebuję porządnej kurtki.
Któż nie prowadził w głowie takich dyskusji? Rozmawiają w nas dwie części nas, z których jedna jest, powiedzmy, rozsądna, a druga - jakby mniej. Kiedy będziemy obserwować swoje myśli dłużej, okaże się, że tych postaci może być znacznie więcej i jest to zupełnie normalne. Tak działa nasz umysł. Problem zaczyna się wtedy, kiedy część z tych głosów-postaci, a raczej to, co podpowiadają, zaczyna nam szkodzić.
Jak to możliwe, że możemy sami sobie szkodzić? Otóż wyobraźcie sobie, że wasi rodzice byli jak wielcy "nagrywacze" podstawowych przekonań o sobie i świecie. I właśnie te postacie umieścili w waszych umysłach i sercach. Kiedy powtarzali (najczęściej mając dobre intencje) codziennie te same komunikaty, zachowania i gesty, wgrywali na wasz twardy dysk przekaz, który stał się z czasem waszą bazą wiedzy o was samych i otoczeniu. To na jej podstawie i korzystając z jej danych, interpretujecie reakcje otoczenia, macie określony stosunek do przyszłych zdarzeń czy podnosicie sobie poprzeczkę, śrubując perfekcjonizm. To jeden z elementów toksycznej relacji ze sobą, w której sami siebie krzywdzimy swoją bezwzględnością, ponieważ w naszej głowie huczy hasło: "Spełniaj oczekiwania!".
Jesteśmy pokornymi dziećmi z kategorycznymi głosami w naszych głowach, które nieustannie nas krytykują, oceniają i wywołują poczucie winy. Jednym słowem, w tak zwanej dobrej wierze czuwają, żebyśmy ciągle oczekiwali najgorszego, bo tylko tak będziemy bezpieczni w świecie i przede wszystkim w relacjach.
Kiedy patrzę na dorosłych zalęknionych pacjentów, widzę posłuszne dzieci, które za wszelką cenę chciały słuchać swoich rodziców i potraktowały dosłownie lękowy przekaz o świecie i ludziach. Z czasem przestali oni odróżniać swoją wewnętrzną mądrość i prawdę od lękowych programów w swoich głowach. Te nagrane komunikaty stały się głośne i stale słyszalne, jak ogłoszenia na dworcu o rozkładzie pociągów. To one nieustannie wpływają na wszystkie rodzaje relacji, jakie tworzymy w naszym życiu. Na to, czy czujemy się ze sobą bezpiecznie i spokojnie. Czy możemy sobie zaufać. Czy jesteśmy na tyle silni, aby żyć po swojemu.
Są odbiciem tego, czym zostaliśmy nakarmieni w kluczowym dla nas okresie rozwoju. To emocjonalne i informacyjne oprogramowanie wpływa potem na nasze życie wewnętrzne i relacje. Inaczej mówiąc, każdy z nas ma wewnętrzne wzorce, którymi kierujemy się przy doborze znajomych lub wyborze pracy. Jeżeli są właściwe, to nasze decyzje są zgodne z tym, co czujemy i myślimy. Jeżeli przepełnione są lękiem, to nasze wybory są podyktowane chęcią zaspokajania wymagań innych. Czyli jeżeli relacje w domu rodzinnym były zdrowe, to nasze relacje ze światem będą zdrowe. Jeżeli natomiast były zaburzone, to nasze relacje ze światem będą zaburzone, ponieważ będziemy odtwarzać niezdrowe dla nas wzory emocjonalne i wchodzić w podobne, toksyczne relacje z otoczeniem. Czym skorupka za młodu...
Wiele rodzin, niestety, działa według schematu przekazanego im przez poprzednie pokolenia. Robi to często nieświadomie i działa w dobrej wierze, więc nie zdaje sobie sprawy, jakie to niesie ze sobą konsekwencje. Takie rodziny wykonują zaprogramowany i szkodliwy "plan nerwicowania dziecka" od jego narodzin po dorosłość, co skutkuje tym, że ich potomek wykształca w sobie lękowy obraz siebie i świata. Często ten lękowy obraz dodatkowo potęguje się, gdy ktoś doświadczył różnych trudnych zdarzeń, również traumatycznych, lub na przykład trudnego środowiska rówieśniczego. Geneza wykształcenia w sobie lękowego obrazu świata jest złożona i zależy również od naszego temperamentu, co nie zmienia jednak faktu, że główną rolę odegrali na tym polu nasi opiekunowie, ponieważ tak zostali ukształtowani przez swoich opiekunów i powtarzali pokoleniowe wzorce. To oni, ale często także inne autorytety (nauczyciele, politycy, księża) nakarmili nas strachem, nieufnością i krytycznym napięciem poprzednich pokoleń, czyli wyhodowali w naszej głowie i naszym sercu wewnętrznego Krytyka, Czarnowidza i Nadzorcę (Lękowe Trio). Działali często z dobrymi intencjami. Chcieli, żeby ich dzieci były jak najlepiej przygotowane do życia: trudnego życia, obfitującego w zagrożenia i wyzwania, którym trzeba stawiać czoła codziennie. Zaszczepili w nich przekonania, że tylko bycie gotowym na skrajności zapewnia bezpieczeństwo, a przyjemność to zbędny i niebezpieczny luksus, który przeszkadza w przewidywaniu najgorszego scenariusza, aby móc go uprzedzić. Bo tylko takie lękowe podejście może uchronić przed katastrofą.
Potem nastał czas karier i zdobywania dóbr materialnych i wielu z nas uwierzyło, że jedynie wejście na sam szczyt drabiny społecznej zapewni bezpieczeństwo, bo tylko tak można zyskać szacunek i zabezpieczyć się przed goryczą odrzucenia. Jeżeli do tej pory czegoś nie mieliśmy, a teraz mogliśmy to mieć, to naturalnie chcieliśmy wykorzystać taką epokową okazję. Postawiliśmy znak równości między sukcesem a szczęściem i zaczęliśmy ulegać lękowej motywacji pracodawców, którzy, aby zwiększyć wyniki firmy, straszą swoich pracowników utratą pracy, podobnie jak rodzice straszyli wcześniej swoje dzieci. Tak jak oni byli straszeni w życiu, szkole czy kościele.
Dzieci kochają rodziców i wierzą im, niezależnie od tego, jak oni się zachowują. Dla dziecka rodzice są całym jego światem, ponieważ innego jeszcze nie zna. Instynktownie przyjmuje, że rodzice chcą dla niego jak najlepiej. Tak właśnie rodzi się nadmierny lęk. Powstaje z bezkrytycznej wiary w świat, o którym opowiadają rodzice. Lęk to dziecko, które za wszelką cenę chciało sprostać wizji świata i wymaganiom rodziców. Uwierzyło w ich groźby.
Aby sobie pomóc, potrzebujecie dużo empatii i cierpliwości. Musicie zostać swoim najlepszym rodzicem, aby wyzwolić się z tej wewnętrznej przemocy. To bardzo ważne, aby uświadomić sobie, że większość presji w dorosłym życiu fundujemy sobie sami.
Jesteśmy przecież duzi i możemy robić, co chcemy, a jednak ulegamy wewnętrznemu terrorowi głosów w naszej głowie. Przyznajcie, że to niesamowite i dziwne, choć bardzo powszechne. Jedyny sposób to zatrzymać się na moment i zapytać siebie: "Co ja, do cholery, sobie robię?! Czy na pewno chcę być dla siebie najbardziej wymagającym i surowym rodzicem, jakiego mogę sobie wyobrazić?". W innym przypadku to może być rodzic lękowy i drżący przed każdym życiowym krokiem swojego dziecka. Wyobraźcie sobie w takiej sytuacji jakiegoś realnego rodzica, który w ten sposób zwraca się do swojego dziecka obok na ulicy. Matka lub ojciec krzyczy i wygraża kulącemu się w sobie ośmiolatkowi. Patrzycie na to i co widzicie? Czy to jest akceptowalne? A wy robicie to sobie codziennie i w większości aspektów waszego życia. To właśnie siła wychowania, które przekłada się na nasz stosunek do siebie i nasze przeżywanie świata.
Dzięki "grze o trochę lepsze relacje" i przy wsparciu Kapitanki znajdziecie zdrowy balans i satysfakcję z obcowania ze sobą, światem i ludźmi. Nauczycie się odróżniać relacje, które wam służą, od tych, które was krzywdzą. Dowiecie się, jakie relacje warto rozwijać, a z jakich trzeba uciekać. Będziecie umieli zauważać toksyczne związki po to, żeby zdecydować, co z nimi zrobić. W większości sytuacji prawdopodobnie chcieliście zmieniać postępowanie innych ludzi, wierząc jak dzieci, że ta relacja może być dobra. Mówiliście sobie: "Nie mogę tak po prostu tego zostawić, zrezygnować". Otóż możecie! Nie jesteście już dziećmi, które są zależne od rodziców. Poradzicie sobie bez toksycznej relacji, choć wydaje się wam ona niezbędna do życia. Znajdziecie inne relacje, w których będziecie kwitnąć pośród innych dojrzałych kwiatów. Wśród takich kwiatów wszyscy znają swoją wartość, choć każdy jest odmienny. Nikt nie potrzebuje wybijać się kosztem emocjonalnego oszpecania pozostałych. Pielęgnuje swoje piękno, dzięki zadbaniu o swoje potrzeby przy jednoczesnym poszanowaniu potrzeb innych.
[...]