blisko z daleka. listy 1970-2003 - Maria Izabela Karpowicz, Tymoteusz Karpowicz

Kup ebooka

25.00 zł
20.75 zł (20,50 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
?
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu, pochodzących z Funduszu Promocji Kultury
Listy Andrzeja Falkiewicza i Krystyny Miłobędzkiej: Copyright ? by Krystyna Miłobędzka Copyright ? for this edition by Zakład Narodowy im. Ossolińskich, 2021
Wydanie I elektroniczne
Wrocław 2021
Seria Osso Wczoraj i Dziś
Redaktor prowadzący: Karol Poręba
Redakcja: Inez Kropidło
Redakcja posłowia: Alicja Stępniak
Korekta: Alicja Stępniak, Izabela Poręba
Zestawienie indeksu: Jarosław Borowiec, Helena Dekert
Redakcja techniczna: Renata Łukaszewska
Projekt okładki i stron tytułowych: Agnieszka Pasierska / Pracownia Papierówka
Opracowanie typograficzne, łamanie wersji papierowej: manufaktura
Przygotowanie wydania elektronicznego: eLitera s.c.
Autorskie prawa majątkowe do utworów zamieszczonych w książce przysługują autorom lub ich następcom prawnym. Wydawca dołożył wszelkich starań, by skontaktować się z tymi osobami. Niestety, nie zawsze było to możliwe. Osoby i instytucje, do których nie udało nam się dotrzeć, prosimy o kontakt.
Nieupoważnione powielanie lub wykorzystywanie utworu stanowi naruszenie praw autorskich.
ISBN 978-83-66267-72-5
Wydawnictwo Ossolineum
ul. Szewska 37
50-139 Wrocław
wydawnictwo@ossolineum.pl
www.wydawnictwo.ossolineum.pl
?

Lata 1970-1979

.

[1] Krystyna Miłobędzka - Maria Karpowicz, Tymoteusz Karpowicz

[rękopis]

Wrocław, 25 marca 1970

Kochani Państwo,

spokojnych i zdrowych Świąt.

Stęskniłam się za Państwem, za Panią, a że teraz jeszcze nie mogę, nie możemy za daleko wyruszać z Gąsiem (bo jest okropnie żarty i po dwóch godzinach na spacerze ryczy), prosiłam już Andrzeja, żeby Państwu o nas przypomniał. Bardzo się będziemy cieszyli, nawet Wojciech[1] będzie tego dnia tylko się śmiał i gadał, co najwyżej - no, odrobinę pokrzyczy.

Najserdeczniej pozdrawiamy

Krystyna i Andrzej Falkiewiczowie

[1] Mowa o synu Krystyny Miłobędzkiej i Andrzeja Falkiewicza.

.

[2] Krystyna Miłobędzka - Maria Karpowicz, Tymoteusz Karpowicz

[rękopis]

Kalisz, 2 kwietnia 1971

Drodzy Państwo,

posyłamy kwietniowy kalendarz. Może by Państwo wybrali się do nas, do Kalisza, do teatru na te Noce i dnie[1] w drugi dzień Świąt Wielkanocnych, 12 kwietnia, albo 13 czy 14 kwietnia, przecież wtedy Pani, Pani Marylko[2], ma ferie w szkole, a i "Odry" czy by nie udało się któregoś z tych dni opuścić? Sprawa przyjazdu klasy czy chętnych ze szkoły jest trudniejsza, bo wszystkie kwietniowe spektakle Nocy... są już wykupione. Przedstawienie będzie szło jeszcze w drugiej połowie maja i w czerwcu, ale jak i kiedy dokładnie nie wiemy na razie.

Tak byśmy się cieszyli, gdyby Państwo w Święta czy w te dni poświąteczne przyjechali. Przecież taki "dziwny wyjazd" jest zawsze świetnym odpoczynkiem, mimo podróży (ale z Wrocławia do Kalisza jedzie się pospiesznym pociągiem niecałe dwie godziny! Tego się wcale nie czuje i połączenia są dobre).

Czekamy na wiadomość, a jeśli się nie uda, życzymy dobrych Świąt Wielkanocnych i bardzo serdecznie pozdrawiamy, a ja Panią Marylkę mocno całuję.

Krystyna i Andrzej Falkiewiczowie

z Wojtkiem

[1] Noce i dnie, reż. I. Cywińska, Teatr im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu (premiera: 21 marca 1971). Adaptacji powieści Marii Dąbrowskiej dokonała Krystyna Miłobędzka.

[2] Imieniem Maryla do żony Marii zwracał się Karpowicz, co chętnie podchwytywali jego znajomi.

Maria i Tymoteusz Karpowiczowie podczas Dni Poezji w Strudze w Macedonii, sierpień 1972.

.

[3] Andrzej Falkiewicz - Tymoteusz Karpowicz

[maszynopis]

Kalisz, 1 sierpnia 1972

Drogi Panie,

niewiele takich listów w życiu napisaliśmy. O ile pamiętam, to jeden przedtem - do Leopolda Buczkowskiego po lekturze Młodego poety w zamku. Czytamy Pana Odwrócone światło. Jest to nasze największe wydarzenie czytelnicze. Kiedyś powiedziałem po lekturze nowych Pana wierszy w "Poezji", że się Pan okopał jak dzik w ostępach - tak tym tomem unieważnia Pan spory poetyckie ostatnich lat, unieważnia Pan problematykę Nieufnych i zadufanych Barańczaka, godzi "neoklasycystów" z "lingwistami" - a raczej ich Pan u n i e w a ż n i a. Wierszy w tym tomie jest za dużo, nie da się tego przyswoić, nie da się zrozumieć zasady połączenia - i to może przeszkodzić recenzentom w zrozumieniu, że w tym tomie są zawarte największe wiersze, n a j w i ę k s z e s ł o w a n a p i s a n e p o p o l s k u. Kochanowski, Szarzyński, Norwid, Leśmian, Przyboś - i Pan jako ostatni w tym szeregu. Jesteśmy z natury nieskłonni do egzaltacji, więc wstyd nam takie rzeczy pisać.

Pana dramaturgia - to, co powinno nas łączyć, a co najbardziej dzieli. W moim przekonaniu rozminął się Pan ze współczesnym teatrem. Po lekturze tego tomu łatwiej mi to napisać - jest Pan zbyt swoisty, zbyt samoswój, żeby móc wziąć udział w takiej zbiorowej, ludowej, popularnej zabawie, jaką jest teatr. Widzę przed Pana dramaturgią taką przyszłość, jaką ma dramaturgia Micińskiego. To znaczy za lat pięćdziesiąt jakiś Stulek Hebanowski wystawi Pana dramat i udowodni, że my byliśmy idioci, żeśmy się na Pana utworze nie poznali, ale zawsze znajdzie się jakiś Zegalski, który powie, że to jest pozorne odkrycie i na dowód tego przytoczy sąd publiczności - że to się publiczności nie podoba. On będzie miał rację i ten Stulek odkrywca będzie miał rację.

A z tego wynika, że Pana utwory dramatyczne muszą zostać zachowane - w rękopisach, w IBL-u czy gdzie to się przechowuje, a najlepiej w książkach. Gdybym mógł w tym pomóc, zawsze pomogę. Proszę pamiętać o mnie jako o recenzencie Pana tomu dramatów.

U nas co? Siedzimy jeszcze sezon w Kaliszu, chcemy wpłacić na mieszkanie spółdzielcze we Wrocławiu i przenieść się po roku do Wrocławia. Chyba już nie chcę pracować w teatrze, ja też się rozminąłem ze współczesnym teatrem. Zanim mnie Witkowski zapotrzebował, miałem posadę kustosza w gabinecie rycin Ossolineum. Trzeba było na tym poprzestać, pooglądać te ryciny. Bardzo mnie ryciny interesują.

Byliśmy dwa tygodnie nad morzem, bardzo nas ta plaża wynudziła, ale mały świetnie się bawił. Pozdrawiamy Państwa, osobne uściski, ucałowania od Krystyny dla Pani.

Krystyna, Andrzej, Wojtek

.

[4] Andrzej Falkiewicz, Krystyna Miłobędzka - Tymoteusz Karpowicz

[rękopis]

Kalisz, 23 listopada 1972

Szanowny i drogi Panie,

dziękuję za list, a odpisuję dopiero teraz, bo rzadko bywam w teatrze i list Pański kilka dni na mnie tam czekał.

Tak, oczywiście to napiszę - d l a s i e b i e; bo to, co Pan robi, jest dla mnie coraz ciekawsze, otwiera mi się pomału. Widzę to już po tym, że (piszę teraz o Gombrowiczu) w moim pisaniu coraz więcej wtrętów o Karpowiczu. Tylko nie wiem, czy z tego, co teraz napisałem, będzie Pan zadowolony, bo wziąłem Odwrócone światło za zwierciadło świata, który... co by nie mówić, jest nie najlepszy. Jak będzie ten esej o Gombrowiczu gotowy, przyślę go Panu - nie wiem, czy dla "Odry", bo mam pewne zobowiązania wobec "Dialogu" przez to, że mi się starali o teksty.

Ze wstępem do Pańskich dramatów jest tylko kwestia terminu - do kwietnia, maja jestem zajęty tym G... Gombrowiczem, a napisanie wstępu musiałoby też z pół roku potrwać. Już nie śmiem powiedzieć - rok (licząc z lekturami i wypoczynkiem). Jak wygląda ta sprawa od strony terminów? Nie chciałbym opóźniać i tak ślimaczych spraw wydawniczych - ale z drugiej strony zawsze lepiej się pisze z większym czasem przed sobą.

Co się Pan przejmuje i "z sił opada"? Przychodzi taki moment - pisał tak Hermann Broch - kiedy twórca przestaje śledzić to, co robią współcześni i ma już tylko rozgrywki z własnym dziełem i swoje osobiste rozgrywki ze światem. Karuzela się kręci, właśnie się obróciła. Ale się i okręci - nie wiem tylko, czy fizycznie tego doczekamy - i Karpowicz wsiądzie. Napisałem: Odwrócone światło - Beniowski polskiego "romantyzmu dialektycznego", jeszcze będą sobie gorzko wyrzucali, że w czas tej książki nie dostrzegli. W 1900 w Krakowie można było jeszcze kupić nierozcięte egzemplarze Beniowskiego, wyciągane z paczek - tak, jak je Juliusz odebrał od drukarza.

Z naszym Wrocławiem tak: na mieszkanie w grudniu wpłacimy te czterdzieści tysięcy, prosiłem ZLP przez "podanie", żeby otrzymywanie mieszkania bardzo przyspieszyli. Na razie nie mam odpowiedzi. Pani Hałasowa nie obiecywała tego na rok 1973, ale może na 1974, chociaż może się jeszcze coś uda na 1973. Praca to sprawa druga, mniej ważna, bo coś się zawsze znajdzie - teatr lalek, biblioteka, niekoniecznie teatr, wreszcie jest i Krystyna, która gdzieś pracę dostanie. W teatrze bym nie chciał - własne mieszkanie to właśnie sposób na uniezależnienie się od teatrów.

O karuzeli można by jeszcze dużo - i moja w tym gra; [ja,] który niczego naprawdę własnego nie tworzę, tylko owijam się wokół innych jak bluszcz - i jak bluszcz witenkę ponad ich głowę wystawię, że to nibym "wyżej wlazł". Krystyna chce wysłać w styczniu drugi tomik do Czytelnika[1], namawiam ją, żeby posłała wiersze do "Nowego Wyrazu", ona nie chce itp. Wieczorami wkładamy znaczki do klaserów - to, co się pół roku temu ułożyło i wydawało się dobre, udoskonalamy, przekładamy na nowo.

[Andrzej Falkiewicz]

Bardzo drodzy Państwo, raźniej myśleć o Wrocławiu, wierząc w Państwa bliskość dla nas (ta ewentualna możliwość zaczepienia o "Odrę", dziękujemy za tę pamięć bardzo, bardzo) - my jesteśmy chyba dość duże dziwadła, ciężko z nami [być] musi; zawsze od początku zadziwia nas czyjaś sympatia dlatego.

Najserdeczniej pozdrawiamy, ja mocno całuję Panią Marylkę i wkładam fotografię Wojtka z lata.

K., A., W. Falkiewiczowie

[1] Drugi tom poetycki Krystyny Miłobędzkiej Dom, pokarmy ukazał się w 1975 roku nakładem Wydawnictwa Ossolineum.

.

[5] Andrzej Falkiewicz - Tymoteusz Karpowicz

[maszynopis]

Kalisz, 19 maja 1973

Drogi Panie,

niestety, moje nadzieje na zdobycie dalszych pięciu egzemplarzy "Nowego Wyrazu" zawiodły. Ponieważ w związku z formalnościami w Spółdzielni Mieszkaniowej będę we Wrocławiu, pieniędzy nie odsyłam, może uda mi się zobaczyć z Panem, to wręczę je osobiście.

U nas, w teatrze kaliskim, dno kompletne, dyrektorem został pan Bebak - szczęśliwy jestem, że nie będę miał z tym nic do czynienia. Para się nie odezwał, co też nie jest takie złe (bo chcę na dobre z teatrem zerwać), ale nieco nam komplikuje sytuację bytowo-mieszkaniową. Krystyna stara się o pracę w szkole w Kaliszu, ja zaś, gdyby można na rok z Pana etatu w "Odrze" skorzystać, chętnie bym raz na tydzień na cały dzień do Wrocławia dojeżdżał. Poza ciekawą pracą, wydaje mi się, że w ten sposób "wydreptałbym" szybciej mieszkanie we Wrocławiu. Wiem, że w związku z tą moją pracą mogą być opory - różnego rodzaju, ale co poradzić? Błąd mój polega na tym, że aż dwie sprawy traktuję serio - swoje pisanie i pracę w teatrze. Powinienem tu, w Kaliszu, brać pieniądze za nic i w spokoju pisać.

Z weselszych rzeczy. Byliśmy z Krystyną na Toruńskim Maju Poetyckim. Niektórzy z tych młodych nam się podobają - no, nie wszyscy, ale na pewno Burek, Zagajewski. Ten ostatni czytał fragmenty pracy Konkret przeciw symbolom, czy jakoś tak zatytułowanej, która wydała mi się ciekawa. Nie wiem, czy ma ją już gdzieś zakontraktowaną, może by warto ją dać "Odrze"? Moje wrażenie - że warto takim ludziom jak Zagajewski, Burek pomóc. Robią dużo huku teraz, ale jest ich mało, są słabi. "Nurt" też się wali. Nie bardzo nawet w to, co oni robią, wierzę - toteż myślę swoje - ale pomóc chyba im warto.

Serdecznie Pana pozdrawiam, ukłony dla Pani, pozdrowienia także od Krystyny

Andrzej Falkiewicz

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki