Rozdział 1
RÓŻA
Staż małżeński: szesnaście lat
Kwiecień 2018
Przeczucie jej nie myliło. Ledwo Gośka przeprowadziła się do Warszawy, a już dawała się jej we znaki. Róża nie uważała siebie za osobę towarzyską, nie lubiła też specjalnie bywać na mieście, a zwłaszcza w centrum. Bratowa jednak zdawała się nie dostrzegać jej natury i wypisywała do niej SMS-y.
"Spotkajmy się, zapraszam cię na konferencję, musisz być! Tak się cieszę, że jesteś, bo nikogo w stolicy nie znam. Bez ciebie zginę, kochana. A, no i zapraszam na wypasioną kolację w jakiejś fajnej knajpce".
Gdy zobaczyła tematykę owej konferencji, jęknęła z przerażeniem. Po zastanowieniu odpisała jednak, że będzie. I to wcale nie dlatego, że czuła się zobowiązana.
Jeszcze kilka tygodni temu Róża wolałaby boso stać na mrozie, niż uczestniczyć w wydarzeniu pod tytułem "Bo we mnie jest seks. O kobiecej seksualności i drodze do orgazmu". Jednak kilka miesięcy wcześniej wydarzyło się coś, co wstrząsnęło w posadach jej światem. Coś, co niczym mały kamyczek albo niewinna kulka śniegu spowodowało lawinę myśli i obudziło pytania, które nigdy, przenigdy wcześniej nie zagościły jej w głowie.
Róża od lat uczyła biologii w jednym z żoliborskich liceów. Właściwie całe jej życie kręciło się wokół tej starej i pełnej zabytków dzielnicy. Tu się wychowała, tu kupili z mężem mieszkanie na kredyt (trafiła im się oferta tak dobra, że niemal niemożliwa), tu od poniedziałku do piątku chodziła piechotą do pracy w tej samej szkole, którą sama ukończyła niegdyś z wyróżnieniem. Tu także mieszkali jej dwie siostry oraz rodzice. Pozostałe rodzeństwo rozproszyło się po całej Warszawie, ale nikt, poza Czarkiem, nie wyjechał poza miasto. Ale jego przypadek był wyjątkowy.
Od pamiętnego wydarzenia Róża nie mogła odzyskać spokoju ducha. Nawet Bogdan zauważył, że żona jest nie w sosie.
- Różuś, a tobie coś jest? - zapytał w piątkowy wieczór, gdy zamiast oglądać serial, odpłynęła dokądś myślami.
- Nie, nie. Wszystko gra. Miałam ciężki dzień w szkole i chyba zaraz idę spać.
- To nie oglądamy? Przełączę.
- Oglądaj dalej! Później mi opowiesz, co się wydarzyło.
Czule cmoknęła męża w czoło i podniosła się z kanapy. Naprawdę chciała położyć się wcześniej i zapomnieć. W życiu nie powiedziałaby mu, co się stało. Postanowiła, że zachowa to dla siebie, choć jej rozsądek krzyczał, by podzielić się z kimś tajemnicą. Im dłużej o wszystkim myślała, do tym dziwniejszych wniosków dochodziła.
Niecodzienna sytuacja miała miejsce w szkole. Zaczęła właśnie zajęcia z klasą 2B, gdy dał o sobie znać pęcherz. Zazwyczaj potrzeby fizjologiczne załatwiała podczas przerw, jak przystało na belferkę z długim stażem, ale tym razem stan zapalny sprawił, że po prostu musiała wyjść.
- Wracam za pięć minut! A wy podzielcie się na czteroosobowe grupy i przejrzyjcie rozdział czwarty - rzuciła do uczniów, którzy głośno rozmawiali ze sobą, nie zwracając na nią szczególnej uwagi.
Sprężystym krokiem udała się do pokoju nauczycielskiego, by wziąć klucz. Ale klucza nie było.
- Kto go znowu nie zwrócił? - sapnęła z niezadowoleniem.
Była gotowa skorzystać z damskiej toalety dla uczniów, ale mijając łazienkę dla nauczycieli, automatycznie szarpnęła klamkę. Jak się okazało, drzwi były otwarte. Pchnęła je bez wahania i wtedy jej oczom ukazał się widok, którego nie spodziewałaby się w najodważniejszych i najstraszniejszych snach.
Tina, jej siostrzenica, uprawiała seks! Dziewczyna opierała się pośladkami o umywalkę. Spódnicę miała zadartą, bluzkę rozchyloną, a spomiędzy jej ud świecił goły tyłek Marcela, sam chłopak poruszał się rytmicznie, choć z wyraźnym wysiłkiem. Zanim Tina dostrzegła zszokowaną ciotkę, upłynęło kilka sekund.
- Ciocia!!! - wrzasnęła w końcu, z całej siły odpychając Marcela.
Chłopak się zachwiał, ale szczęśliwie odzyskał równowagę i wlepił wzrok w Różę, czerwieniąc się mocniej niż dorodny burak. Cała trójka zamarła, aż ona nadludzkim wysiłkiem odzyskała władzę nad głosem.
- Tina! Wyjdź stąd - warknęła.
- Ale ciocia, czekaj, pogadajmy, ciocia...
- Wyjdź, proszę. A ty... - Wycelowała drżący palec w Marcela. - ZAŁÓŻ SPODNIE!
Starała się na niego nie patrzeć, bo chłopak jej siostrzenicy doznał chyba zamroczenia umysłu. Nadal stał półnagi, z penisem na wierzchu. Choć Róża bardzo, ale to bardzo tego nie chciała, pomyślała, że przyrodzenie młodzieńca jest duże. Zaskakująco duże. Niemal natychmiast zaczęła się trząść z obrzydzenia do samej siebie. Błyskawicznie wykasowała obraz z głowy w płonnej nadziei, że nie będzie jej prześladował do końca życia.
Tina podniosła z posadzki koronkowe majtki i wybiegła z płaczem. Tymczasem Marcel zdołał wciągnąć dżinsy, co Róża odnotowała z wielką ulgą.
- I wyrzuć TO! - Wskazała wzrokiem prezerwatywę, która również wylądowała na ziemi.
- Tak, już. - Błyskawicznie sięgnął po gumkę i schował ją do kieszeni. - Proszę pani, bardzo przepraszamy. Błagam, niech pani nikomu nie mówi. Przysięgam na wszystko na świecie, że już nigdy tego nie zrobimy. Nigdy!!! Naprawdę, to był szczyt głupoty, ale się nie powtórzy.
Jego niski, dźwięczny głos rozchodził się echem po przestronnej toalecie. Róża dopiero teraz poczuła, jak szok ustępuje miejsca bezlitosnej fali zawstydzenia.
- Ty też wyjdź - syknęła.
- Ale... Powie pani dyrektorce?! Błagam, nie! A jak nas wyrzuci? Albo wezwie rodziców? Jesteśmy w klasie maturalnej!!!
- Powiedziałam, wyjdź. - Zaschło jej w gardle, ale zdołała jakoś przepchnąć ostatni komunikat. - I nikomu ani słowa, dopóki nie postanowię, co z tym zrobić.
Gdy Marcel opuścił pospiesznie łazienkę, Róża dostrzegła na umywalce zaginiony klucz.
Tego okropnego dnia wyszła z pracy jako ostatnia. Nie mogła się uspokoić ani też podjąć żadnej decyzji. Kolejne lekcje biologii odbębniła, z trudem skupiając się na bieżącym materiale. Na szczęście na jednej z lekcji uczniowie pisali duży sprawdzian, więc po przedstawieniu krótkiej instrukcji Róża nie musiała walczyć o utrzymanie uwagi uczniów, a oni nie mieli szansy na zauważenie jej roztargnienia, więc każdy zajmował się sobą i nikt nie zwracał uwagi na jej rozkojarzenie.
Uczyła w żoliborskim liceum imienia Stefanii Sempołowskiej od ukończenia studiów. Udało jej się złapać wolny etat zaraz po zdobyciu uprawnień, co bez wątpienia było przeznaczeniem. Od dzieciństwa cały jej świat, każda minuta życia kręciła się właśnie wokół Żoliborza - jednej z najlepiej zachowanych dzielnic Warszawy. Musiała tu zostać, niczego mocniej nie pragnęła. Zdarzało się, że całymi tygodniami nie opuszczała granic dzielnicy, bo nie było ku temu powodu. Czuła się bardziej obywatelką tego skrawka stolicy niż całego wielkiego miasta.
Z tego powodu nie zrobiła prawa jazdy. Tylko zmarnowałaby pieniądze, bo wszędzie mogła dojść piechotą: do szkoły, sklepu, do kina, teatru, kościoła. Bogdanowi również zdarzało się chodzić do pracy spacerem: od lat pracował w urzędzie dzielnicy sąsiadującym z pracownią złotniczą teściów. Jednak on w przeciwieństwie do żony czasem siadał za kierownicą, głównie w weekendy, gdy dorabiał w uberze. Przywykli do tego układu, bo pensje w budżetówce nie zawsze wystarczały na wszystko. Bez dodatkowego dochodu nie byłoby ich stać na przykład na wakacje za granicą czy lekcje języka obcego dla córki.
Kiedy wychodziła z pracy, minęła już siedemnasta. Na zewnątrz wciąż było jasno, co trochę poprawiło jej humor. Im bliżej wiosny, tym bliżej lata - pomyślała.
- Ciocia! - Tina poderwała się z ławki i rzuciła na ziemię wypalonego do połowy papierosa.
- Ty palisz?! - Róża złapała się za serce. - Chcesz mnie wpędzić do grobu?
- Palę tylko czasem. Teraz więcej, bo się stresuję maturą - rzuciła dziewczyna nieco lekceważąco, jakby w ogóle nie przejęła się reakcją ciotki. - Musimy pogadać o tym, co się dzisiaj stało.
Róża zacisnęła wargi, poprawiła torbę na ramieniu i ruszyła przed siebie, mijając bez słowa Tinę.
- Ciocia, czekaj! Nie możemy tego tak zostawić! Muszę wiedzieć, co planujesz. Powiesz matce? - Dogoniła ją i razem skierowały się w stronę placu Wilsona. Były bliskimi sąsiadkami. Róża żyła w niewielkim mieszkaniu, a Tina razem z rodzicami, dziadkami i drugą ciotką w żoliborskiej willi, zlokalizowanej przy zielonym placu Lelewela. Rodzina kupiła dom w samym sercu Starego Żoliborza kilka lat przed wojną. Rodzice Róży bardzo o niego dbali, a jej siostra, matka Tiny, zainwestowała kilka lat temu w pełną renowację wnętrza. Choć Róża uwielbiała to miejsce i zawsze wracała do niego z radością, cieszyła się, że mają z Bogdanem swoje własne gniazdko.
- Tina, nie teraz - próbowała zbyć siostrzenicę, czując, jak zakłopotanie sprawia, że poci się pod wełnianym płaszczem.
- Ciocia, stój! Wiesz dobrze, o co mi chodzi. Jak powiesz mamie, to prędzej czy później o wszystkim dowie się babcia. A wtedy mogiła...
Róża przystanęła gwałtownie i w końcu zdecydowała się spojrzeć dziewczynie w oczy. Przez chwilę w milczeniu mierzyły się wzrokiem.
- Dziecko, co ty wyprawiasz, powiedz? W jakiej stawiasz mnie sytuacji?
Twarz Tiny wykrzywił grymas niezadowolenia.
- Nie dziecko, ciociu. Mam już osiemnaście lat, za kilka tygodni piszę maturę i kończę szkołę.
- I co z tego? - wyrwało się Róży, choć wcale nie chciała tak sformułować pytania.
- Proszę, chodźmy na kawę. Ja stawiam.
To jeszcze bardziej zakłopotało Różę. Dlaczego jej siostrzenica chciała dyskutować o TYM? Róża nie rozmawiała na takie tematy nawet z własną córką. Owszem, powiedziała jej, na czym polega menstruacja, ale seks... Seks należał do najwstydliwszych i najtrudniejszych tematów tabu. Ciekawiło ją, czy jej siostra Ada lepiej poradziła sobie z tymi sprawami. Chyba nie, skoro nie wiedziała, że Tina nie jest dziewicą. I że pali papierosy. I że nie wiadomo, co jeszcze, ale na pewno nic dobrego. Może nawet narkotyków próbowała?
- Myślałam, że nie pijesz kawy - mruknęła.
- Tylko soczek? - Tym razem Tina zachichotała. - Ja już naprawdę nie jestem dzieckiem. Tak jak Hela. Ciocia, zatrzymałaś się w dawnych czasach?
- Hela? - żachnęła się Róża. - Jej w to nie mieszaj. To ledwo nastolatka.
Szły dalej bez słowa, aż w końcu minęły duże skrzyżowanie i dotarły do Bliklego. Tina zamówiła dwa małe cappuccino, a Róża w tym czasie uprzedziła męża, że wróci dopiero na kolację.
- To jak będzie? - Dziewczyna usiadła przy stoliku i wbiła wzrok w ciotkę.
- Jak będzie, jak będzie... A co ma być? Postawiłaś mnie w okropnej sytuacji. Okropnej. Nie rozumiem, czy Marcel aż tak bardzo cię naciskał? Przecież... Masz czas na takie rzeczy. Całe życie. - Zarumieniła się, choć nie było tego widać. Na swoje szczęście nigdy nie oblewała się typowym, czerwonym rumieńcem, jedynie czubki uszu wyglądały, jakby ktoś musnął je różem.
- Marcel? To nie był jego pomysł, tylko mój. - Tina wzruszyła ramionami. Nie wydawała się skrępowana tematem rozmowy.
- Słucham? - Róża musiała odstawić filiżankę, bo jej ręka zaczęła drżeć.
- Myślałam, że będzie fajnie. To znaczy, że będzie jak w filmach, ale było... No nie tak, jak sobie wyobrażałam.
- Tina! Co ty mówisz, przecież to nie zabawa! - wyszeptała oburzona Róża. Jej siostrzenica przewróciła oczami.
- Tak myślałam, z tobą też nie da się o tym gadać. Z mamą tak samo. Przestałam z nią oglądać telewizję, bo jak pokazują jakąś scenę erotyczną, to zmienia kanał. Ona też myśli, że jestem dzieckiem.
- Bo jesteś! Nawet nie skończyłaś szkoły średniej.
- Ciocia, ty uczysz młodzież, a nic nie wiesz. W klasie byłam jedną z ostatnich dziewczyn, które nie miały za sobą pierwszego razu. Uwierz mi, w moim wieku to wcale nie jest tak wcześnie. Poza tym jesteśmy superostrożni. Sama widziałaś. Eee, to znaczy...
- A nie pomyślałaś, że twoje koleżanki mogą kłamać? Naprawdę myślisz, że... każda z taką łatwością wlazła komuś do łóżka?
Róża nie wiedziała, gdzie podziać wzrok. Już dawno nie czuła się tak skrępowana. Marzyła, by stanąć na wysokości zadania, ale świadomość, że jej siostrzenica uprawia seks, odbierała jej resztki pewności siebie.
- Nie. O takich rzeczach mówimy sobie szczerze. - Głos Tiny stał się surowy. Nie dopuszczała do siebie możliwości, że Róża może mieć rację. - Poza tym nikt nikomu nie włazi do łóżka! To brzmi, jakbyśmy miały o to kogoś błagać.
- Tina! - Serce Róży zaczęło walić z przejęcia. Tego było już za wiele. Tina była jej chrześniaczką, ale to nie powód, by wyręczać jej matkę w wychowywaniu. - Dobrze, wystarczy. Wystarczy. Nic nie powiem mamie. Ale uważam, że powinnaś przestać. Skup się na nauce, na studiach, a nie na chłopakach. Myślałam, że Marcel jest bardziej rozważny.
Tinie wyraźnie ulżyło.
- Dzięki. Doceniam bardzo! Gdyby babcia się dowiedziała, musiałabym się szybko wyprowadzać. Nie zniosłabym tego jej gadania. Jej się nie podoba nawet, jak Marcel przychodzi i daje mi buziaka na dzień dobry.
- Już dobrze, dobrze, rozumiem - odburknęła Róża, wykończona wymianą zdań. - Muszę już iść, Tina. Do zobaczenia w szkole.
- Spoko. Ja jeszcze zostanę.
"I chwała Bogu" - pomyślała Róża, niemal wybiegając na zewnątrz. Zaczęła maszerować szybkim krokiem, łapiąc z ulgą świeże powietrze.
Przez całą drogę nie mogła przestać myśleć o jednym. O tym, co naprawdę ją zaskoczyło, bo nigdy nie zadawała sobie podobnych pytań.
Dlaczego Tina w trakcie tej okropnej schadzki w toalecie przybrała tak dziwny wyraz twarzy? Skąd ta obojętność, znudzenie?
Czy gdyby ktoś zrobił Róży zdjęcie podczas stosunku z mężem, wyglądałaby podobnie?