Błagalnice - Eurypides

Kup ebooka

6.49 zł
5.32 zł (3,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Błagalnice

AITHRA przed świątynią Demetery.

Do ciebie, Demetero, eleuzyjskiej ziemi Patronko, a i do was zwracam się z mojemi Prośbami, do was, stróże tej bożej świątyni: Niech dla mnie i dla syna łaska się uczyni, Dla grodu Ateńczyków i dla kraju ojca, Pittheja. Śród szczęsnego chował mnie ogrojca. Aithrę swą, by potem dziecku Pandiona, Ajgejosowi, oddać w małżeństwo, jak ona, Loksjaszowa wróżba kazała. Przychodzę, Błagając, gdyż me oczy spotkały po drodze Staruszki, co, argiwskie rzuciwszy dzierżawy, Z gałązki oliwnemi w swojej doli krwawe Upadły mi do kolan. Syny bowiem swoje Straciły u bram Kadma, gdy wywiódł ich w boje Adrastos, władca Argu, śród tego poczęcia Pragnący dla zbiegłego Polynejka, zięcia Swojego, odbić cząstkę Ojdipowej schedy. Chcą, matki, pogrześć synów, ofiary tej biedy Wojennej, lecz zwycięzcy, łamiąc prawo boże, Wzbraniają się ich oddać. I Adrast nie może Powstrzymać łez w źrenicach i, to samo brzemię Dźwigając razem z niemi, rzuca się na ziemię I żebrze mej pomocy - żal mu, że na wojnę

Z domowin wyprowadził one szyki zbrojne. Nalega, aby syn mój, przekonan prośbami Mojemi, zechciał słowem - idąc razem z nami -, Lub mocą swego miecza sprawić, by w mogile Spoczęły te ich zwłoki. Jego tylko sile I miastu ateńskiemu to zleca... Objaty Pragnęłam właśnie złożyć na zasiew bogaty, Przybywszy z mego domu tu, gdzie płodne kłosy Owocnie po raz pierwszy strzeliły w niebiosy. Te więzy, co nie więżą, trzymająca w ręce, Gałązki te oliwne, współczująca męce Białogłów osiwiałych, pozbawionych dzieci, Przychodzę przed ten ołtarz, co dziewictwem świeci Dwóch bogiń, Demetery i Kory, w wysokiej Mam bowiem czci te godła. Już ku mnie swe kroki Skierował tu, do grodu, wysłaniec, co syna, Tezeja, ma przywołać, niechże już poczyna Zdejmować ono brzemię, które kraj ten gniecie. A jeśli nie, to niechże zdobędzie się przecie Na zbożną dziś ofiarę i nią to błaganie Okupi. Wszystko bowiem, co tylko się stanie, Przez męża stać się może - jedynie przez męża We wszystkiem białogłowa rozumna zwycięża.

CHÓR MATEK.

Sędziwa Pani! Wargi sędziwemi, U kolan twoich leżąca na ziemi, Modły zanoszę ku tobie: Pomóż mi w mojej żałobie I martwych synów moich wyzwól ciała, Śród stosu trupów leżące na padła,

Aby je sfora dzikich zwierząt jadła, Zgłodniała.

*

Patrz! jak mnie rani Ból, jak gorzko cieką Łzy, wzbierające pod biedną powieką, Jak po zradlonej mej twarzy Świeże mi bruzdy ten wraży Ryje paznogieć!... Mój Boże! Anim ja synów zwłok nie przystroiła, Ni na ojczystym wznosi się mogiła Ugorze!

*

Miłosne dzieląc rozkosze,

I tyś swojemu ongi małżonkowi Dała synaczka! Więc proszę, Okaż współczucie mi swoje I niech ta łaska zważy dziś te znoje, Które ponoszę, Rodzone straciwszy dziecię! Niech warga twoja prośbę mą wysłowi Wobec twojego syna, iżby przecie W ismeńską podążył ziemię I moje ongi tak kwitnące plemię, Dzisiaj bez grobu, dostawił w me ręce, Inaczej zginę w tej męce!*Do świętych ołtarzy przychodzę, Do rozgorzałych, ofiarnych płomieni, Nie w stroju odświętnym, lecz srodze Mą koniecznością przygnana. To, o co błagam, padłszy na kolana

W tej gorzkiej drodze, Z słusznem się prawem zgadza, Ty zaś posiadasz moc, więc niech się pleni, Iżby nam ulgę sprawić, twoja władza: Syna, co szczęście ci daje, Proś, by mi pomógł zabrać w nasze kraje Te drogie zwłoki, zamknąć je w uściski, Ten skarb mój, tak sercu bliski!

*

Inny się znowu rozpoczyna bój:

Naprzemian jęki mierzą się z jękami! W piersi się biją kobiety Służebne! O rety! Wy towarzyszki mej doli, Tego, co boli, Co wspólny stwarza nam znój, Zanućcie z nami Pieśni pogrzebne, Wtór Hadesowi przemiły Z wszystkiej zanućcie siły! I od paznogci niech się krwią poplami Łono i twarz! Ludzką to bowiem ozdobą, Cały to urok nasz, Gdy zmarłych uczcimy żałobą!

*

Taką mam żądzę nieprzepartą łez, Takbym pragnęła, ażeby me oczy Łez tych roniły potoki, Jak z skały

Wysokiej Płyną rzęsiste siklawy! Albowiem krwawy Ból, nieznający, co kres, Serce nam tłoczy, Gdyśmy widziały, Jak syn nasz w kraj ten daleki Odszedł na wieki! na wieki! Tak-ci do smutku zawsze jest ochoczy Ród niewiast!... Ach! Snać ból ten ukoję, Przestanę tonąć w łzach, Gdy wejdę już w śmierci podwoje...

Na scenę wchodzi

TEZEUSZ.

Cóż to za jęki słyszę w tej świątyni bożej? Któż w piersi tak się bije? Czyj to żal się sroży W zawodzie nad zmarłymi, co ku mnie przypływa? O jakże mnie uskrzydla jakaś trwoga żywa, Czy matki nie spotkało nieszczęście... Chwil siła Minęło od tej pory, gdy dom opuściła I dotąd nie powraca. - Szukać jej przychodzę!... Cóż to za nowy powód zdumiewa mnie srodze? Staruszka, matka moja, klęczy u ołtarza, A przy niej jakieś obce białogłowy... Wraża Ich boleść nie objawia w jeden się li sposób: Na ziemię łza upada z ócz tych godnych osób, Strzyżone mają głowy i strój nie od święta... Odpowiedz-że mi, matko, czemżeś tak przejęta? Boć mnie przystało słuchać, a zaś mówić tobie - Coś czeka mnie nowego...

AITHRA.

Te oto w żałobie Niewiasty to są matki, które dziatwę swoją Straciły u bram Kadma - tak, przed tobą stoją Macierze siedmiu wodzów. Widzisz, niewesołem, Z gałązki oliwnemi, objęły mnie kołem.

TEZEUSZ.

A któż to tak straszliwie zawodzi u bramy?

AITHRA.

Adrasta, króla Argu, ponoć tutaj mamy.

TEZEUSZ.

A te chłopięta przy nim, czy to jego syny?

AITHRA.

Nie, wodzów tych, co padli z wojennej przyczyny.

TEZEUSZ.

Dlaczego właśnie ku mnie wyciągają dłonie?

AITHRA (wskazując na Adrasta i Chór).

Powody znam, lecz tych się racz zapytać o nie.

TEZEUSZ (do Adrasta).

Ty, co tak w płaszcz się kryjesz, zwracam się do ciebie: Mów, lice swoje odsłoń i niech się nie grzebie W tym smutku dusza twoja. Milcząc, zyskasz mało.

ADRASTOS.

Zwycięski władco Aten! Tak się oto stało. Że z prośbą my do ciebie i do twego grodu.

TEZEUSZ.

A cóż mam ci uczynić? Ciekawy-m powodu.

ADRASTOS.

Świadomy! mojej zgubnej, wojennej wyprawy.

TEZEUSZ.

I owszem, dość w Helladzie narobiłeś wrzawy.

ADRASTOS.

Straciłem co najlepszych z mojej świty zbrojnej.

TEZEUSZ.

Ten zawsze bywa skutek niszczycielskiej wojny.

ADRASTOS.

Więc chcę, ażeby miasto wydało ich zwłoki.

TEZEUSZ.

Hermesa ufny posłom, chcesz je pogrześć?

ADRASTOS.

Kroki Daremne, gdyż zwycięzcy nie chcą wrócić, panie.

TEZEUSZ.

Cóż mówią, choć tak słuszne jest twoje żądanie?

ADRASTOS.

Nie zawsze umie szczęście znosić człek szczęśliwy.

TEZEUSZ.

Po radę więc przyszedłeś, czy po inne dziwy?

ADRASTOS.

Padliśmy, lecz o pomoc prosimy twą chwałę.

TEZEUSZ.

Ty sam-li tego żądasz, czy też Argos całe?

ADRASTOS.

O grób dla zmarłych wszyscy proszą Danaowie.

TEZEUSZ.

Na Teby po coś wysłał siedmiorakie mrowie?

ADRASTOS.

Dla sprawy dwu mych zięciów to wszystko stało się.

TEZEUSZ.

A komuś córki swoje poślubił w Argosie?

ADRASTOS.

Z ziomkami żadne krewieństw nie wiążą mnie pęta.

TEZEUSZ.

Za obcych więc argiwskie wydałeś dziewczęta?

ADRASTOS.

Tydeus i Polynejk Tebańczyk me zięcie.

TEZEUSZ.

A któż to spowodował to zamążpojęcie?

ADRASTOS.

Z ciemnemi Apollona wróżbami rachuby.

TEZEUSZ.

Cóż Fojbos rzekł, te córek twych kojarząc śluby?

ADRASTOS.

Że lwu mam i dzikowi oddać swoje córy.

TEZEUSZ.

Jak wróżby-ś wytłumaczył, pochodzące z góry?

ADRASTOS.

Że zbiegi to, co nocą przyszły pod me ściany.

TEZEUSZ.

O dwu mówisz - jak jeden, jak jest drugi zwany?

ADRASTOS.

Tydeus i Polynejk wzięli się do bójki.

TEZEUSZ.

I córkiś dał, jak zwierzom, na pastwę tej dwójki?!

ADRASTOS.

Mniemałem, że dwa walczą potwory tej chwili.

TEZEUSZ.

A czemu swe ojczyste granice rzucili?

ADRASTOS.

Tydeus zbiegł, zabiwszy rodzonego brata.

TEZEUSZ.

A czemu syn Ojdypa ze swych Teb ulata?

ADRASTOS.

Pod klątwą rodzicielską, bał się spełnić zbrodni - Na bracie.

TEZEUSZ.

Najrozumniej zrobił i najgodniej, Że sam tak dobrowolnie rzucił ojcowiznę.

ADRASTOS.

Lecz tamci w domu ciężką zadali mu bliznę.

TEZEUSZ.

Zapewne go zdradziecko okradł brat rodzony?

ADRASTOS.

Chcąc bronić go, ofiarą padłem tej obrony.

TEZEUSZ.

Widziałeś płomień ognia? pytałeś wróżbiarzy?

ADRASTOS.

Ach! w miejsce ugodziłeś, co najbardziej parzy.

TEZEUSZ.

Ruszyłeś, nie sprzyjały bóstwa najwidoczniej.

ADRASTOS.

Amfiaraosowej na przekór wyroczni.

TEZEUSZ.

Więc łatwoś się odwrócił z bożej woli szlaków?

ADRASTOS.

Uległem naporowi tych młodych junaków.

TEZEUSZ.

Porywu usłuchałeś, miast słuchać przestrogi. W ten sposób wódz niejeden zginął śród swej drogi.

ADRASTOS.

O najmężniejsza głowo w helleńskiej dzierżawie, Ty, królu Ateńczyków! Wstydzę ja się prawie Upadać tu przed tobą i twoje kolana Tą ręką obejmować. I mnie była dana Szczęśliwość: ongi władca, a dziś posiwiały Staruszek! Lecz złe losy tutaj mnie przygnały I muszę im ulegać. Niechże je wyzwoli, Te zwłoki, twój dziś rozkaz! Zlituj się mej doli I doli tych nieszczęsnych, tych sierocych matek! Na cudzą przyszły ziemię, swoich sił ostatek Dźwigając, swoje kości bezpłodne i stare! O, nie na Demetery przyszły tu ofiarę, Nie na tajemny obrzęd, jeno, aby w grobie Pochować swoich synów, którzy, mówię tobie, Powinni byli raczej rękami swojemi

Pogrzebać je na wieki, złożyć je do ziemi. [Rzecz słuszna, jeśli bogacz oko ma dla nędzy, A nędzarz, jeśli patrząc na miennych, co prędzej Chce równe zdobyć skarby; szczęśliwy też człowiek Przenigdy nie powinien odwracać swych powiek Od ludzi nieszczęśliwych. Piewca niech zaś składa Swe pieśni jakiekolwiek li wówczas, gdy rada Jest dusza się weselić, bo jeśli inaczej, Jeżeli pełen bolu, nigdy nie uraczy Człowieka, jak potrzeba, nie ma też i prawa Do tego...] Na twych ustach może ci i stawa Pytanie: Czemuś obszedł Pelopsową ziemię, Ażeby na Ateny takie zwalić brzemię? Odpowiem ci, bo mniemam, że w mej odpowiedzi Jest słuszność: Sparta wroga i chytra, sąsiedzi Zaś inni są bez siły i drobni. Jedynie Twe miasto zdoła trud ten udźwignąć... Wszak słynie, Że w tobie ma dobrego, młodego pasterza. Niejedno państwo pada, bo się nie powierza Wodzowi podobnemu...

PRZODOWNICA CHÓRU.

W tem, co mnie tak boli, I ja, Tezeju, proszę: zlituj się mej doli.

TEZEUSZ.

I jam się o to spierał, kiedy mi mówiono, Że więcej mamy złego na świecie, niż pono Dobrego. Ja natomiast żywię przekonanie, Iż rzecz się ma przeciwnie, [że więcej nas stanie Na dobro, niż na krzywdę... Bo gdyby się działo Inaczej, toby ludzi nie było,.. Nie mało Uwielbiam ja też Boga, że w zamęt życiowy

Wprowadził ład, że ludziom wlał rozum do głowy, Ze stanu zwierzęcego wywiódłszy, że, dalej, Językiem nas obdarzył, abyśmy zdołali Rozumieć się wzajemnie przez tego tłómacza. I pokarm dał owocny i deszcz, co się stacza Kroplami rzęsistemi z niebiosów i płody Orzeźwia w łonie ziemi. Na zimowe chłody Przyodział nas, ochronił przed żarami nieba, Żeglugi też nauczył, aby kraj, jak trzeba, Nabywał przez zamianę to, w co sam ubogi. A zasię niewidzialne, tajemnicze drogi Wieszczkowie odsłaniają, wróżąc nam z płomieni I z trzew i z lotu ptaków. Jeśli człek nie ceni Tych wszystkich darów bożych, które mu tak pięknie To życie umilają, czyliż się nie zlęknie Swej pychy? Lecz nas rozum wynosić nie umie Nad bóstwo i my, ludzie, mniemamy w swej dumie, Co duszę nam rozpiera, żeśmy nad tych w niebie Mądrzejsi... Do tych głupców zaliczam i ciebie, Bo nibyto posłuszny wyrokom Fojbosa, Jak gdybyś nadoprawdy wiarę miał w niebiosa, Swe córki dałeś obcym, kalając w ten sposób Swe gniazdo, połączywszy się z brudem. A osób Rozumnych nie jest godne, ażeby parały Niezbożność ze zbożnemi, cnotliwemi ciały. Li szczęsnych mają wwodzić przyjaciół w swe bramy, Albowiem Bóg tak zrządza, iż doli tej samej I jedni ulegają i drudzy: gdy ginie Bezbożnik, to z nim razem w tej samej godzinie I spólnik jego pada, acz człowiek był prawy. Wywiodłeś Argejczyków na wojenne wrzawy. Wróżbitów nie słuchając i wbrew woli bożej,

I tak zniszczyłeś gród swój. I los się twój sroży, Boś uległ ludziom młodym, co, tylko w gonitwie Za zaszczytami, bitwę wszczynają po bitwie Wbrew prawu wszelakiemu i miasta niweczą: Ten wodzem pragnął zostać, a drugiego rzeczą, Tak mniema, zła nabroić, gdyż władzę ma w ręku, Dla zysku znowu inny, a wszyscy bez lęku, Że lud ukrzywdzić mogą. Wiera, trzy są stany Obywateli: bogacz li żądzy oddany Coraz to większych zysków, a bezpożyteczny Dla innych, potem ludzie, co to, w nędzy wiecznej Żyjący, wciąż zpodełba patrzą na bogaczy, Zjadliwą k'nim zazdrością zieją, podżegaczy Słuchając nieuczciwych; między nimi wreście Jest trzeci, co porządku i praw strzeże w mieście, Któremi lud się rządzi. I ja mam się oto Sprzymierzać dzisiaj z tobą? Jakżeż ja to błoto Upiększę przed mym ludem? Nie! idź, bracie luby! Nie poradziłeś sobie, nie chciej dalszej zguby!

PRZODOWNICA CHÓRU.

Pobłądził, ale błądzić wszak to rzecz człowieka, Więc niechże już z litością serce twe nie zwleka.

ADRASTOS.

Nie po to ja przychodzę, bym miał w tobie sędzię Mych nieszczęść, i jeżeli w jakimkolwiek względzie Urażam cię, ty za to nie karć mnie, o panie, A tylko mi dopomóż. Gdy się to nie stanie. To juści muszę uledz twej woli... Cóż zrobię? Podnieście się, staruszki! Zostawcie tu sobie Gałązki te zielone, wełną owinięte, I nuże na świadectwo wzywać bóstwa święte:

Ku ziemi i ku słońcu i ku Demeterze, Ku Pani tej z pochodnią zwróćcie się, niech szczerze Poświadczą, że są na nic wszystkie nasze modły.

PRZODOWNICA CHÓRU.

Potomku Pelopsowy! I nas tu przywiodły Z krainy pelopijskiej nasze kroki, jedną Więc mamy krew w swych żyłach. Cóż ty ze mną, biedną Staruszką, chcesz uczynić? Chcesz mnie wygnać z kraju? Odmawiasz, czego nigdzie niema obyczaju Odmawiać? Wszak zwierz dziki w skałach ma schronisko, Niewolnik u ołtarza! Kiedy burza bliska, Gród tuli się do grodu! Bo juści na świecie Trwałego chyba szczęścia nigdy nie znajdziecie!...

CHÓR.

Podnieś się, biedna, ach! podnieś Z świątynnych płyt Persefony! Podnieś się, pndnieś, kolana Obejmij mu swemi ramiony. Proś go, by zwłoki ci oddał Onej pobitej młodzieży. Co, padłszy u murów Kadmowych, Niepogrzebiona tu leży! O drogi, o luby mój władco, Najprzesławniejszy w Helladzie, Do brody dziś twojej przypada, Do kolan się twoich kładzie Nędzna, znękana staruszka I prosi i łka i zaklina I żebrze i blaga, byś, panie, Nie rzucał zewłoku jej syna Na pastwę dzikiego zwierzęcia

W tej ziemi Kadmowej! Te dzieci, Twe jednolatki, o królu, Daj nam pochować! Łza świeci W naszych źrenicach! Czy widzisz? Na ziemi leżące, my k'tobie Zanosim modły: o pozwól Bezgrobnych złożyć nam w grobie!

RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.