Wprowadzenie
Historia Bizancjum inaczej
Pewnego popołudnia w 2002 roku do drzwi mojego gabinetu w londyńskim
King's College zapukało dwóch robotników. Pracowali przy remoncie
starych gmachów i często mijali moje drzwi z tabliczką: "Profesor
bizantynistyki". Wspólnie postanowili wstąpić i zapytać mnie: "Co to
jest bizantynistyka?" Podejrzewali, że ma to coś wspólnego z Turcją.
I tak niespodziewanie dla siebie stwierdziłam, że próbuję wyjaśnić w skrócie, czym jest historia Bizancjum, dwóm poważnym budowlańcom w kaskach i butach roboczych. Długie lata zajęć dydaktycznych nie
przygotowały mnie na to. Usiłowałam streścić całe życie badań w dziesięciominutowej rozmowie. Podziękowali mi wylewnie, powiedzieli:
ciekawa rzecz, to Bizancjum, i zapytali, dlaczego nie piszę o tym dla
nich. Jako autorka licznych publikacji o Bizancjum miałam ochotę
zaprotestować, ale oczywiście wiedziałam, o co im chodzi. Powstaje
mnóstwo książek na ten temat - zbyt wiele, by dało się je zliczyć, i w większości zbyt długich, by dało się je czytać. Często prezentują one
kolejno następujących po sobie dziewięćdziesięciu cesarzy i mniej więcej
stu dwudziestu pięciu patriarchów Konstantynopola oraz niezliczone bitwy
w tradycyjnych kategoriach działalności politycznej, wojskowej i religijnej, przez bitych jedenaście wieków. Niewiele z nich jest na
tyle atrakcyjnych, by wzbudzić zainteresowanie robotników budowlanych,
czy w ogóle ludzi nie będących specjalistami w tej dziedzinie.
Tak więc zaczęłam układać odpowiedź na pytanie: "Co to jest Bizancjum?"
Od razu natrafiłam na problemy - robiłam zbyt wiele założeń, pociągały mnie zawiłe anegdoty. Zawsze jednak szczyciłam się tym, że potrafię przedstawić dzieje cesarstwa w sposób interesujący dla
słuchaczy nie mających o nich pojęcia. Poszukując odpowiedniej metody,
wiedziałam doskonale, że w swym długim tysiącletnim istnieniu Bizancjum
miało wystarczająco wiele barwnych, szokujących i tragicznych aspektów,
by przyciągnąć tych, którzy szukają sensacji. Ale to sprowadziłoby jego
dzieje do pozbawionych głębi dramatycznych epizodów, banalizując całe
zagadnienie. Bizancjum oznacza coś więcej niż bogactwo, panowanie na
morzu oraz mechanizmy władzy cesarskiej. Chciałam uzmysłowić im i czytelnikom, dlaczego Bizancjum jest także niezrozumiałe, trudne do
zlokalizowania, a czasem i nieuchwytne. Problem ten pogłębia jeszcze
używanie przez współczesne media słowa "bizantyjski" jako niepochlebnego
epitetu, na przykład w sformułowaniach takich jak "przepisy podatkowe o bizantyjskiej wręcz zawiłości" (niedawny opis negocjacji UE).
Bizancjum przywołuje obraz mrocznej dwulicowości: spiski, zamachy i okaleczenia fizyczne w połączeniu z olbrzymim bogactwem, blaskiem złota
i drogich kamieni. Jednak Bizantyjczycy nie mieli w średniowieczu
monopolu na zawiłość, zdradę, hipokryzję, sekrety ani bogactwo. Wydali
wielu rozumnych władców, błyskotliwych dowódców i nowatorskich teologów,
dla których takie "bizantyjskie"
stereotypy są krzywdzące i obraźliwe. Nigdy nie stworzyli instytucji
takiej jak inkwizycja i w ogóle unikali palenia ludzi na stosie. Ten
"zaginiony" świat spowija jednak aura tajemniczości, trudna do
zdefiniowania po części przez to, że nie ma on współczesnego
spadkobiercy. Pozostaje ukryty za wspaniałością swej średniowiecznej
sztuki: złota, mozaik, jedwabi i pałaców cesarskich.
By wyjaśnić, skąd wzięło się moje uznanie dla Bizancjum, w książce tej
postawiłam sobie za cel przedstawić możliwie jasno i przekonująco jego
najbardziej znaczące dokonania, ukazać tkwiące u ich podłoża struktury i sposoby myślenia. W ten sposób chcę sprawić, by zainteresowanie
czytelnika nie wygasło do samego końca, tak by miał poczucie, że
zapoznaje się z nową cywilizacją. A co najważniejsze, chcę wszystkim
uzmysłowić, że współczesny świat Zachodu, który wziął swój początek w Europie, nie mógłby zaistnieć bez osłony i inspiracji ze strony tego,
co działo się dalej na wschód, w Bizancjum. Świat muzułmański także
stanowi ważny element tej historii, podobnie jak zmienne nastawienia
wzajemne pomiędzy chrześcijaństwem i islamem.
Jakie są główne cechy charakterystyczne tej ważnej, ale mało znanej
historii? Po pierwsze, Bizancjum było trwającą tysiąc lat cywilizacją,
która przez całe średniowiecze odciskała swe piętno na wszystkich
krajach wschodniej części regionu śródziemnomorskiego, Bałkanów i Europy
Zachodniej. W okresie między szóstym a piętnastym wiekiem wpływy te
bywały to silniejsze, to słabsze, istniały jednak zawsze.
Jego cywilizacja łączyła elementy pogańskie, chrześcijańskie, greckie,
rzymskie, starożytne oraz typowo średniowieczne. Jego wpływy kulturowe i artystyczne są dziś uznawane za trwałe dziedzictwo. Ponadto również
zasadnicze aspekty aparatu władzy, takie jak powstanie cesarskiego dworu
ze służbą dyplomatyczną i cywilną biurokracją, ceremonia koronacji, a także sprawowanie władzy politycznej przez kobiety - wszystko to wywodzi
się z Bizancjum.
Wspaniałość Konstantynopola, stolicy rozległego imperium z odziedziczonym systemem cesarskich rządów, oraz mnogość źródeł, z których czerpała, przyczyniały się do niezmiernej pewności siebie
zarówno u władców, jak i u poddanych. Ten aspekt Bizancjum wymaga
szczególnego podkreślenia. W czasach cesarza Justyniana (527-565)
podstawowe struktury państwowe liczyły już dwieście lat i były tak mocno
ugruntowane, że sprawiały wrażenie niezmiennych. Zrodziły głęboko
zakorzenioną kulturę, która czerpała ze starożytnych greckich.
przedchrześcijańskich źródeł, a także elementów rzymskich i chrześcijańskich, zarówno ideologicznej, jak i praktycznej natury
(takich jak argumentacja filozoficzna lub fortyfikacje wojskowe). Cały
system opiewany był przez dworską retorykę i przedstawiany w reprezentacyjnych dziełach sztuki, których zadaniem było uwiecznić go
po wsze czasy. Przy całej swej jałowości odczucia te potwierdzały i pogłębiały jeszcze pewność siebie bizantyjskich cesarzy, ich dworzan
oraz zwykłych poddanych. To na nich właśnie opierała się niewiarygodna
zdolność Bizancjum do sprostania poważnym zagrożeniom, jakie pojawiły
się w siódmym wieku, potem znów w jedenastym, a przede wszystkim w roku
1204. Za każdym razem było ono w stanie się przystosować i zreformować, czerpiąc z tych solidnych odziedziczonych struktur, które
składały się na głęboką świadomość tradycji.
W tym sensie kultura bizantyjska ucieleśnia wprowadzone przez
francuskiego historyka Fernanda Braudela pojęcie longue durée, "długie
trwanie": trwanie, na które nie mają wpływu zawirowania zmieniających
się władców, mód lub nowinek technicznych, ciągłe dziedzictwo, które
może być zarówno krępujące, jak i inspirujące. Choć Braudel odnosił to
pojęcie raczej do czynników geograficznych, które determinowały dzieje
regionu śródziemnomorskiego, możemy wykorzystać je dla odróżnienia
kultury bizantyjskiej od jej sąsiadów.
W przeciwieństwie bowiem do innych średniowiecznych społeczeństw świata
zachodniego i muzułmańskiego Bizancjum było stare, bardzo stare już w roku 800, w dobie Karola Wielkiego i Haruna ar-Raszida, a jego kultura
stanowiła zarówno ograniczenie, jak i źródło siły. Prawdę mówiąc, jak
zobaczymy, było stare od zarania swych dziejów, sprowadzając do swej
nowo powstającej stolicy dostojeństwo już teraz starożytnej architektury
i posągów. Ugruntowane ramy jego kultury, potępianej jako konserwatywna,
sławionej jako strażniczka tradycji, dawały wszystkim poczucie
wspólnoty, upamiętniane na różnorodne sposoby ku większej chwale
Bizancjum. Tak wytworzyło się elastyczne dziedzictwo, które dowiodło, że
potrafi zareagować, często z wielkim zdecydowaniem, aby powiększać,
chronić i przeprowadzać cesarstwo przez liczne kryzysy.
Tożsamość bizantyjskiego imperium umacniała ciągłość językowa, która
łączyła jego średniowiecznych uczonych z kulturą greckiego antyku,
skłaniając ich do zachowywania tekstów wielkich filozofów, matematyków,
astronomów, geografów, historyków i doktorów poprzez ich kopiowanie,
redagowanie i zaopatrywanie w komentarze. A przede wszystkim Bizancjum
ceniło poematy Homera i to tu właśnie powstały pierwsze krytyczne
wydania Iliady i Odysei. Choć nie było już publicznych przedstawień
teatralnych, pokolenia uczniów studiowały wnikliwie sztuki Ajschylosa,
Sofoklesa, Eurypidesa i Arystofanesa, a często też uczyły się ich na
pamięć. Uczyły się także mów Demostenesa i dialogów Platona. Tak więc
Bizancjum zawierało silny element starożytnej pogańskiej mądrości.
To antyczne dziedzictwo zostało połączone z wiarą chrześcijańską,
która stopniowo wyparła kult pogańskich bogów. Bizancjum pielęgnowało
wczesnochrześcijańskie tradycje monastyczne na świętych górach, takich
jak Synaj i Athos, gdzie nauki duchowe po dziś dzień stanowią inspirację
dla mnichów i pielgrzymów. Podjęło nawracanie na chrześcijaństwo
Bułgarów, Serbów i Rosjan - dlatego też Bałkany upstrzone są cerkwiami
kryjącymi średniowieczne freski i ikony.
Utrzymywało również kontakt z chrześcijańskimi ośrodkami, które w siódmym wieku znalazły się pod panowaniem muzułmańskim,
wspierając patriarchów Jerozolimy, Aleksandrii i Antiochii, a także z jeszcze odleglejszymi wspólnotami, takimi jak kościoły Etiopii i Sudanu, Persji, Armenii i Gruzji.
Czerpiąc z dziedzictwa rzymskiej techniki i sztuki inżynieryjnej,
Bizancjum w dalszym ciągu budowało akwedukty, fortyfikacje, drogi i mosty oraz potężne gmachy, takie jak konstantynopolitański kościół
Mądrości Bożej, Hagia Sophia, św. Zofii, z szóstego wieku. Do dziś
pyszni się on potężną sylwetką zwieńczoną kopułą, która była największą
na świecie do czasu, nim tysiąc lat później wzniesiono Bazylikę św.
Piotra w Rzymie. Bizantyjska kopuła była często remontowana, ale
dotrwała do naszych czasów bez szwanku, a jej pomniejszone wersje
spotkać można w niezliczonych świątyniach całego prawosławnego świata.
To od niej także wywodzi się forma krytych meczetów, wznoszonych przez
Arabów, odkąd opuścili swą pustynną ojczyznę, gdzie odprawiali obrzędy
na odkrytych dziedzińcach. Kopuła na Skale w Jerozolimie nosi adekwatną
nazwę upamiętniającą muzułmańską okupację miejsca świętego dla żydów i chrześcijan. Nie tylko jej półkulisty dach, ale i jej barwne mozaiki
mają bizantyjskie pochodzenie, gdyż panujący w siódmym wieku kalif Abd
al-Malik zwrócił się do cesarza Justyniana II z prośbą o przysłanie
bizantyjskich rzemieślników do cięcia barwnych kamiennych i szklanych
kostek, które połyskują, gdy tylko padnie na nie promień światła. Być
może to oni właśnie wykonali też biegnącą wokół podstawy kopuły, długą
na 240 metrów inskrypcję z Koranu głoszącą, iż islam jest ostatnim
objawieniem Allaha (Boga), górującym nad wszystkimi innymi.
Po Rzymie Bizancjum odziedziczyło także rozwinięty system prawny i tradycję wojskową, które stanowiły podporę jego długich dziejów.
Teoretycznie bizantyjskie społeczeństwo żyło wedle nakazów prawa; spory
rozstrzygali specjalnie wykształceni, otrzymujący stałą pensję
sędziowie. W całym cesarstwie ludzie szli ze swymi skargami do sądów i akceptowali ich wyroki. Choć słynne rzymskie legiony przestały istnieć
już w siódmym wieku, siły zbrojne, zarówno piechota, jak i jazda,
szkolone były według rzymskich podręczników wojskowych.
Strategie walki na lądzie i morzu, sprzęt oblężniczy, metody
zaopatrywania wojsk, pancerze i stroje ochronne, wszystko to zostało
przejęte z dawniejszych praktyk. Skład ognia greckiego, związku siarki,
który płonie na wodzie, pozostawał tajemnicą państwową i do dziś nie
znamy jego dokładnej receptury. Choć Arabowie opracowali podobną broń,
ogień grecki budził grozę w ludziach spotykających się z nim po raz
pierwszy zarówno podczas bitew morskich, jak i w oblężeniach miast.
Bizancjum uważało się za centrum świata, a Konstantynopol za następcę
Rzymu. Choć posługiwało się mową grecką, nazywało samo siebie
cesarstwem rzymskim, a swych obywateli Rzymianami.
Pełniło zwierzchnictwo nad greckojęzycznymi społecznościami na Sycylii i w południowej Italii, potomkami starożytnej greckiej kolonizacji.
Osłaniało i pobudzało rozwój włoskich miast nadmorskich, takich jak
średniowieczne Amalfi i Wenecja, które prosperowały dzięki
międzynarodowemu handlowi. W swoim czasie ośrodki te wyprzedziły
Bizancjum jako niezależne centra gospodarcze i przewyższyły je jako
potęgi morskie i handlowe. Jednak ich dług wobec Bizancjum nie podlega
dyskusji. Ich katedry, często dekorowane marmurami, mozaikami i ikonami
w bizantyjskim stylu, zdobią zamawiane w Konstantynopolu brązowe drzwi.
Ich zamożność zrodziła się pod skrzydłami cesarstwa.
Być może dziś dla nas najistotniejszą cechą Bizancjum jest historyczna
rola, jaką odegrało ono w chronieniu chrześcijańskiego Zachodu we
wczesnym średniowieczu. Aż do siódmego wieku Bizancjum było faktycznie cesarstwem rzymskim. Jego władzy podlegały
Afryka Północna i Egipt, spichlerze, które żywiły zarówno Rzym, jak i Konstantynopol, południowa Italia, Ziemia Święta, Azja Mniejsza aż po
górę Ararat na wschodzie, cała dzisiejsza Grecja i znaczna część
Bałkanów. Potem jednak pokaźne obszary wschodniej części basenu
Morza Śródziemnego podbiły natchnione nową religią, islamem, plemiona
arabskie. Walczyły w imię Objawienia, które prezentowało się jako
następca wiary żydowskiej oraz chrześcijańskiej. Bizancjum powstrzymało
ich ekspansję na teren Azji Mniejszej, nie dopuściło też, by
przekroczyły Dardanele i uzyskały dostęp na Bałkany. Konstantynopol
zniósł wielokrotne oblężenia.
Dążenie muzułmanów do zdobycia Konstantynopola, uczynienia go swą
stolicą i opanowania całego rzymskiego świata było w pełni uzasadnione i logiczne. Skoro islam uważał się za następcę zarówno judaizmu, jak i chrześcijaństwa, naturalne było, by jego siły zastąpiły Rzym i przejęły
struktury polityczne starożytnego świata. Gdyby zrealizować ambicje
zapisane w Koranie, cały basen Morza Śródziemnego powinien zostać
ponownie zjednoczony pod panowaniem muzułmańskim.
Islamowi ulec miał także perski świat zoroastryzmu. W niezwykle szybkich
i zwycięskich kampaniach z lat 634-644 arabskie plemiona nieomal
osiągnęły ten cel. Tak doszło do pierwszego ważnego punktu zwrotnego w dziejach cesarstwa.
Gdyby Bizancjum nie powstrzymało ich ekspansji w roku 678, wojska
muzułmańskie, wzmocnione zasobami zdobytymi w stolicy, w ciągu siódmego
wieku rozprzestrzeniłyby islam na całe Bałkany, Italię i Zachód w momencie, gdy rozdrobnienie polityczne zmniejszało szanse na
zorganizowaną obronę. Zapobiegając temu potencjalnemu podbojowi,
Bizancjum umożliwiło istnienie Europy. Dało zachodnim siłom
chrześcijańskim, podzielonym na małe jednostki, czas na okrzepnięcie.
Sto lat po śmierci proroka Mahometa, w roku 732, Karol Młot pokonał
muzułmańskich najeźdźców z Hiszpanii pod Poitiers w centralnej Francji i wyparł ich za Pireneje. Kiełkująca idea Europy stopniowo nabrała
konkretnych kształtów pod rządami jego wnuka i imiennika, Karola
Wielkiego. On i jego następcy walczyli za własne sprawy i tworzyli
własną Europę.
W średniowieczu większość zachodnich duchownych i władców
zdawała sobie, mgliście co prawda, sprawę z istnienia na Wschodzie
chrześcijańskiej cywilizacji bizantyjskiej. Choć Bizancjum kontrolowało
terytorium znacznie mniejsze niż Rzym u szczytu potęgi, pomiędzy siódmym
a piętnastym wiekiem to średniowieczne państwo
wypracowało nowe formy polityczne i kulturowe. Łącząc przeróżne wątki
swojej przeszłości, wykuwało nową średniowieczną cywilizację, która
wciągała w swoją orbitę wiele niechrześcijańskich plemion z północy. I tak Bułgarzy, Rusini i Serbowie przyjęli wiarę chrześcijańską i elementy
kultury bizantyjskiej. Przez mniej więcej siedemset lat Bizancjum
pozostawało promieniującym ośrodkiem ortodoksyjnej wiary i wykształcenia
klasycznego.
W czasach krucjat cesarstwo znalazło się w centrum chrześcijańskich
zmagań o odzyskanie Ziemi Świętej z rąk muzułmanów. Począwszy od
jedenastego wieku, Bizancjum i Zachód coraz lepiej poznawały się
nawzajem, często z bardzo ujemnymi skutkami. Mimo sukcesu pierwszej
wyprawy krzyżowej, zwieńczonej założeniem łacińskiego Królestwa
Jerozolimskiego, czwarta krucjata w roku 1204 uderzyła na Konstantynopol
i splądrowała miasto. Był to drugi wielki punkt zwrotny w dziejach
Bizancjum. Cesarstwo nigdy już nie odzyskało dawnej potęgi ani kształtu.
Choć bizantyjscy cesarze wrócili w roku 1261 do swej stolicy, rządzili w praktyce miastem-państwem, póki w roku 1453 Konstantynopol nie został
ostatecznie podbity przez Turków osmańskich.
Jednak, co osobliwe, kulturowe wpływy Bizancjum rosły niemal odwrotnie
proporcjonalnie do jego znaczenia politycznego. Od roku 1204, kiedy to
liczne dzieła sztuki zostały wywiezione do Europy Zachodniej, wkład
Bizancjum w odrodzenie zachodniej sztuki i nauki był wyraźny. W czternastym wieku włoskie uniwersytety zatrudniały bizantyjskich
nauczycieli greki, którzy wraz z uczniami zaczęli przekładać pisma
Platona. Spuścizna Arystotelesa wcześniej już dotarła na Zachód za
pośrednictwem świata muzułmańskiego, filozofia Platona jednak
pozostawała niemal nieznana. Podczas toczących się we Florencji
negocjacji, które doprowadziły w roku 1439 do unii między Kościołem
wschodnim i zachodnim, poświęcone Platonowi publiczne wykłady słynnego
greckiego uczonego i filozofa Jerzego Gemistosa Pletona zainspirowały
Kosmę Medyceusza do założenia Akademii Platońskiej. Bizantyjski wkład we
włoski renesans pojawił się więc już na długo przed rokiem 1453, kiedy
to Turcy uczynili Konstantynopol stolicą własnego państwa. Po upadku
miasta uchodźcy, którzy uciekli do Włoch, zabierając swe księgi,
przyczynili się do dalszego rozwoju
nauki i sztuki. A gdy kilkadziesiąt lat później protestanccy
reformatorzy potępili sztukę religijną, nawołując do większego
uduchowienia chrześcijańskiego kultu, wykorzystywali cytaty biblijne i pisma Ojców Kościoła zebrane przez bizantyjskich ikonoklastów z ósmego i dziewiątego wieku.
W całej tej książce staram się wyjaśnić, czym było Bizancjum, jak
funkcjonowało i co ono reprezentuje. To głęboko osobiste spojrzenie
zrodziło się podczas zbierania materiałów do mojej wcześniejszej
książki, The Formation of Christendom, o znaczeniu religii w dziejach
wczesnego średniowiecza. Sprawy wiary odgrywały w życiu ówczesnych ludzi
niezwykle ważną rolę, niepojętą dla większości dzisiejszych
przedstawicieli zachodniej kultury, tak więc świecka nauka oraz
powszechne uznanie dla średniowiecznej sztuki wymagają zrozumienia tego
zjawiska. Oprócz kwestii, które zarówno jednoczyły, jak i dzieliły
chrześcijan, ich religijny świat wypełniały też inne wierzenia:
funkcjonowali w nim nienawróceni politeiści, wyznawcy wschodnich kultów,
zwolennicy Zoroastry i Maniego, jak również mające za sobą długą
tradycję gminy żydowskie. W świat ten wkroczył islam, pod którego
potężnym wpływem znaleźli się mieszkańcy wschodnich i południowych
wybrzeży Morza Śródziemnego, od Syrii aż po Hiszpanię. W ósmym wieku
pierwsza fala oficjalnego niszczenia świętych obrazów (ikonoklazmu) w Bizancjum sprawiła, że zwykli ludzie decydowali się ginąć za swe ikony.
Podczas gdy islam zakazał wszelkich świętych wizerunków, Rzym uświadomił
sobie swe przywiązanie do obrazów religijnych, teologowie Karola
Wielkiego zaś zaczęli wątpić w swoje. Ósmy i dziewiąty wiek były zatem
kluczowe dla ukształtowania się trzech odrębnych, lecz powiązanych z sobą regionów: bizantyjskiego Wschodu, muzułmańskiego Południa - Egiptu,
Afryki Północnej i Hiszpanii -
oraz łacińskiego Zachodu, który stał się Europą. W pewnej mierze podział
ten przetrwał aż do naszych czasów.
Kolejnym powodem mojej fascynacji tym okresem historycznym jest wyraźne
przywiązanie kobiet do obrazów religijnych w średniowiecznym Bizancjum,
mające być może związek z wykluczeniem kobiet z oficjalnej hierarchii
kościelnej. Każe ono także zastanawiać
się nad motywami postępowania dwóch władczyń, bohaterek mojej książki
Krwawe cesarzowe, które przywracały kult ikon w latach 787
i 843. Gdy cesarzowe Irena i Teodora odwoływały ikonoklastyczną politykę
wprowadzoną i popieraną przez swych mężów i dalszych męskich krewnych,
odnoszę wrażenie, że działały z jak najbardziej męską bezwzględnością i przebiegłością. Jednak podejmując tę inicjatywę, przyjmowały też role
polityczne o znaczeniu, jakie byłoby nie do pomyślenia w innych
średniowiecznych społeczeństwach. Tak więc choć ówcześni kronikarze
uważali ich uwielbienie dla ikon za oznakę kobiecej słabości, z pewnością nie jest to cała prawda o tej więzi, którą łączyłabym z bizantyjską tradycją kobiecych rządów, "cesarskiej kobiecości".
Kolejnym sposobem odkrywania Bizantyjczyków były wykopaliska.
Podczas prac wykopaliskowych w Grecji, na Cyprze oraz w Kalenderhane
Camii, ważnym stanowisku archeologicznym w sercu Konstantynopola,
współczesnego Stambułu, miałam do czynienia z kulturą materialną, na
której opierała się ta cywilizacja. Badanie kościołów Krety i Kithiry,
wyspy u południowych wybrzeży Grecji kontynentalnej, czy też
dokumentowanie ceramicznych znalezisk ze średniowiecznej wiejskiej
rezydencji Kouklia w południowo-zachodniej części Cypru, sprawia, że ich
średniowieczni mieszkańcy stają się bardzo bliscy. Podczas mojego
pierwszego sezonu wykopaliskowego w Pafos, także na Cyprze, odkryliśmy w ruinach zamku Saranda Kolones fragmenty szkieletu kobiety, wraz z pierścieniami ze złota i pereł, jakie miała na sobie w momencie
trzęsienia ziemi, które nawiedziło wyspę w roku 1222. W Stambule
robotnicy badający pęknięcie, jakie powstało na skutek mrozu w meczecie
Kalenderhane, odkryli pustą przestrzeń za ścianą w pobliżu
monumentalnego akweduktu, który do dziś dominuje nad starą częścią
miasta. Jeden z tych utalentowanych konserwatorów obmacał skraj panelu i rozpoznał kostki, jak się okazało, wczesnochrześcijańskiej mozaiki z wyobrażeniem Matki Boskiej pokazującej Symeonowi Dzieciątko Jezus.
Możliwe, że zamurowano ją, by uchronić przed zniszczeniem przez
ikonoklastów.
Podobnie cała kaplica z fragmentami fresków poświęconych św.
Franciszkowi z Asyżu została zamurowana w roku 1261, gdy mnisi uciekali
z Konstantynopola po zakończeniu łacińskiej okupacji miasta. Te dwa
wspaniałe dzieła sztuki chrześcijańskiej, wschodniej oraz zachodniej,
zostały później odrestaurowane przez Ernesta Hawkinsa i obecnie oglądać
je można w Muzeum Archeologicznym w Stambule.
Na moje wyobrażenia o Bizancjum wpłynęły też rozsiane po całym świecie
śródziemnomorskim świadectwa jego średniowiecznej potęgi.
Jako nastolatka odwiedziłam Rawennę w północnych Włoszech, gdzie
zachwyciły mnie mozaikowe portrety bizantyjskiego cesarza Justyniana i jego żony, cesarzowej Teodory, gwiazdy na niebiańskim firmamencie
mauzoleum Galli Placydii, oraz procesje świętych i stada owieczek,
zdobiące kościoły tego miasta. W roku 2005, przeszło czterdzieści lat
później, dane mi było wspiąć się na dach kościoła klasztoru św.
Katarzyny na górze Synaj, który ufundowała ta sama cesarska para, mimo
że północny Adriatyk dzielą od Morza Czerwonego z górą trzy tysiące
kilometrów. Tam, w miejscu gdzie - jak wierzono - ukazał się krzak
gorejący, a Mojżeszowi nakazano zdjąć sandały, ponieważ sama ziemia jest
święta, przeczytałam inskrypcje upamiętniające fundację Justyniana i Teodory, wyryte na oryginalnych belkach z szóstego wieku, zachowanych w idealnym stanie w suchym, wolnym od termitów środowisku egipskiej
pustyni. Tego rodzaju doświadczenia dają poczucie namacalności temu, co
bizantyjscy historycy pisali o cesarzu i jego żonie.
W Rzymie, na Sycylii, w Moskwie, a przede wszystkim, rzecz jasna, w Konstantynopolu, w całej Turcji, Grecji i na Bałkanach dostrzec można
ślady Bizancjum. Nic jednak nie może się równać ze zdumieniem z odkrycia
bizantyjskich mozaik w mihrabie Mezquity, Wielkiego Meczetu w hiszpańskiej Kordobie, powstałych na zlecenie panującego w dziesiątym
wieku kalifa Al-Hakama II, albo z zaskoczeniem, z jakim, dotarłszy
późnym popołudniem po długiej podróży przez Alpy Pontyjskie do
Trapezuntu nad Morzem Czarnym, unosi się wzrok na pałac ponad miastem.
Bizancjum żyje też wciąż w ceremonii Cudu Ognia Świętego - przekazania
ognia wielkanocnego w jerozolimskiej Bazylice Grobu Świętego, kiedy to w ciemnościach metropolita wychodzi z Grobu z symbolizującą
zmartwychwstanie Chrystusa płonącą świecą, od której wszyscy
wierni zapalają własne. Nawet dziś, we współczesnych Atenach, tłumy
schodzące po północy w Niedzielę Wielkanocną ze świecami ze wzgórza
Likawitos są dobitnym świadectwem siły obrzędów, które upamiętniają to
wydarzenie od niemal dwóch tysięcy lat.
Z powodów, które zostaną wyjaśnione w tej książce, bizantyjskie wyroby
zostały rozproszone po całej Europie i przechowywane są w najmniej
spodziewanych miejscach. Natykając się na bizantyjską tkaninę jedwabną
zwaną Płaszczem Aleksandra w Bawarii, znajdując kontrakt małżeński
Teofano i Ottona II z dziesiątego wieku w Wolfenbüttel lub odkrywając
dziesięciowieczne plakietki z kości słoniowej, służące dziś jako okładki
książek, człowiek nabiera wyobrażenia o rzemieślnikach, którzy je
wykonali, oraz o kulturze, w której wytwarzane były takie precjoza. Na
Zachodzie przez stulecia były one traktowane jak skarby, choć
średniowieczni uczeni i duchowni Zachodu przyczynili się także do
rozpowszechnienia wielu mylących stereotypów na temat "bizantyjskości".
Bizancjum stawało mi się coraz bliższe wraz z każdym przygotowywanym cyklem wykładów poświęconych jego dziejom. Chcę podziękować
zwłaszcza tym wszystkim studentom, którzy kwestionowali moje poglądy.
Choć docenianie tego wpływu stało się zwyczajem, w moim wypadku posada w Princeton w roku 1990 zaowocowała nieoczekiwaną premią w postaci
kontaktu ze szczególnie błyskotliwą grupą słuchaczy studiów
magisterskich, których przyciągnął
tamtejszy niezrównany wydział historii. Wśród tak inspirujących kolegów
i żądnych wiedzy studentów nabrałam odwagi, by próbować nowych sposobów
przekazania swej miłości do Bizancjum. Christine Stansell, jedna z owych
koleżanek, odwiedziła mnie później w Londynie i zapytała z życzliwością
i nadzieją, czy nie nadeszła już "pora na żniwa". Ta książka jest
częściowo jej zasługą, na równi z moimi nieoczekiwanymi gośćmi.
To sprowadza mnie z powrotem do kwestii formy. W szekspirowskim Londynie
bizant i kawior, złota moneta nazwana od Bizancjum oraz rybia ikra
spożywana w takich ilościach przez jego mieszkańców, były jednakowo
swojskie. W taki pośredni sposób dziedzictwo Bizancjum znaleźć można w zupełnie nieoczekiwanych miejscach. Ta książka usiłuje wyjaśnić dlaczego. Zamiast wzorować się na niezliczonych
wcześniejszych wprowadzeniach i opracowaniach, postanowiłam wybrać
konkretne charakterystyczne dla Bizancjum wydarzenia, zabytki i postacie
i omówić je w kolejności odzwierciedlającej zasadniczy podział
dziejów Bizancjum. Pierwszych siedem rozdziałów poświęconych jest
podstawowym zagadnieniom, takim jak Konstantynopol, prawo, religia,
obejmując swym zakresem całe bizantyjskie milenium. Pozostałe rozdziały
nakładają się częściowo, jeśli zajmują się tymi samymi wydarzeniami z innej perspektywy. Największą trudność sprawiła mi selekcja, gdyż trudno
było pominąć tak wiele barwnych anegdot i intrygujących szczegółów.
Zdołałam zaserwować jedynie meze, wybór przystawek. Bibliografia
podana na końcu książki może zachęcić do wielu dalszych, treściwszych
dań. Tu staram się odpowiedzieć na pytanie zadane mi przez budowlańców w King's College i wyjaśnić, dlaczego wszyscy powinniśmy lepiej poznać
historię Bizancjum.
1
Miasto Konstantyna
[Konstantyn] pełen podziwu dla położenia miasta [...] postanowił
je rozbudować i przystosować do potrzeb rezydencji cesarskiej [...]
Piętnaście stadiów za starym murem otoczył je nowym, który oddzielał
cały przesmyk od morza do morza [...] Zbudował pałac cesarski niewiele
mniejszy od pałacu w Rzymie. Przyozdobił wspaniale hipodrom, do którego
włączył świątynię Dioskurów.
Zosimos, Nowa historia, ok. 501 r.
Bizancjum - Konstantynopol - Stambuł jest jednym z najbardziej
niezwykłych miejsc na ziemi. Podobnie jak Nowy Jork, Sydney i Hongkong,
jest to potężna metropolia z pełnomorskim portem, który wprowadza morze
w samo serce miasta. Bliskość wody, gra odblasków słońca na falach i odległa linia horyzontu nadają światłu niespotykaną gdzie indziej barwę.
Tym, co zachwyciło Konstantyna, gdy w początkach czwartego wieku naszej
ery szukał nowej stolicy dla cesarstwa rzymskiego, była lokalizacja,
pozwalająca mu kontrolować lądowe i morskie szlaki pomiędzy Europą i Azją. Znalazł odpowiednie miejsce z bezpiecznym portem nad Złotym
Rogiem, który można było zamknąć łańcuchem, aby zagrodzić dostęp wrogim
statkom i zapewnić osłonę przed groźnymi prądami Bosforu. Latarnia
morska, zwana Wieżą Panny, stoi rzekomo w miejscu, gdzie Leander z greckiego mitu przypływał do swej ukochanej Hero. Dziś wskazuje ona
drogę rosyjskim tankowcom (pomylono tu Bosfor z Dardanelami). Do
niedawna
jednak można było wynająć łódkę, by przepływając przez cieśninę,
podziwiać imponującą panoramę Konstantynopola. I choć dziś dwa mosty
łączą Azję i Europę, promy pasażerskie w dalszym ciągu przemierzają
Bosfor, oferując szklankę czarnej herbaty i semity, obtoczone w sezamie pierścienie pieczonego ciasta. W pogodne dni siedzenie na
pokładzie i podziwianie malowniczych widoków Konstantynowego grodu jest
jedną z największych przyjemności życia w Stambule.
Urodzony w Niszu na środkowych Bałkanach Konstantyn był synem cesarza
Konstancjusza Chlorusa, jednego z czterech współwładców w ustanowionym
przez Dioklecjana (284-305) systemie mającym zapewnić wielce potrzebny
element stabilności w rozległym rzymskim świecie. Tetrarchia, "rządy
czterech", w praktyce dzieliła cesarstwo na dwie połowy, rządzone przez
dwóch zgodnie działających władców, augustów, mających do pomocy dwóch
niższej rangi cezarów, którzy mieli uzyskać pełnię władzy po ich
śmierci. System ten załamał się z powodu ambicji cesarskich synów,
którym nie przydzielono w nim żadnej roli. Konstantyn stał się tego
dobitnym przykładem, kiedy po śmierci jego ojca w Yorku w roku 306
wojsko okrzyknęło go cesarzem.
Nie został jednak uznany przez Galeriusza, władcę wschodniej części
cesarstwa, i kilka lat później było trzech różnych dowódców wojskowych
roszczących sobie prawa do tytułu cesarza Zachodu. Ruszywszy z Brytanii
na południe, Konstantyn pokonał rywali, po czym w roku 312 starł się z Maksencjuszem przy moście Mulwijskim pod Rzymem.
Po tym decydującym zwycięstwie wkroczył triumfalnie do Wiecznego Miasta,
gdzie został uznany przez senat, nie zgodził się jednak zgodnie ze
zwyczajem złożyć bogom dziękczynienia za swój sukces przy Ołtarzu
Zwycięstwa. Później twierdził, że na niebie ukazał mu się krzyż, co
zinterpretował jako znak od Boga chrześcijan, który obiecywał mu
zwycięstwo. Został cesarzem Zachodu dzięki sile oręża, a teraz musiał
negocjować z Licyniuszem, cesarzem Wschodu.
Obaj władcy spotkali się w roku 313 w Mediolanie i utrwalili wspólne
rządy przez związki małżeńskie, które zjednoczyły cesarstwo. Postanowili
także wydać edykt tolerancyjny głoszący, że wszystkie religie, włącznie
z chrześcijaństwem, mogą być praktykowane bez przeszkód, jeśli tylko
wyznawcy każdego z bogów będą modlić się o pomyślność cesarstwa
rzymskiego i cesarzy. Od tamtej pory
chrześcijanie modlą się za swych władców. Bez względu na osobiste
wierzenia Konstantyna (zob. niżej) w roku 313 zrobił on krok w kierunku
uczynienia tego wyznania oficjalną religią cesarstwa i konsekwentnie
faworyzował chrześcijan. Zaciekła rywalizacja między obydwoma władcami
dobiegła końca dopiero jedenaście lat później, gdy Konstantyn pokonał
Licyniusza pod Chrysopolis po azjatyckiej stronie Bosforu. Wziął rywala
do niewoli, wygnał go do Tesaloniki i zdradziecko kazał zamordować. W ten sposób w roku 324 stał się władcą nie tylko Zachodu, ale i rozleglejszego, zamożniejszego i gęściej zaludnionego Wschodu.
Przemierzył i zawojował wzdłuż i wszerz cały rzymski świat, którym
rządził przez kolejnych trzynaście lat, aż do śmierci w roku 337.
Po zwycięstwie nad Licyniuszem Konstantyn uznał, że cesarstwo potrzebuje
stolicy na Wschodzie, bliżej swej najpoważniejszej rywalki, Persji,
która regularnie groziła inwazją. Brano pod uwagę prastare miasto Troję.
Wybór Konstantyna padł jednak na kolonię założoną przez Greków z Megary,
przypuszczalnie w siódmym wieku p.n.e., na europejskim brzegu Bosforu. Z tych mitycznych początków wyrosło Byzantion, kontrolujące szlaki
żeglowne na zdradliwych wodach łączących Morze Czarne z morzem Marmara,
które z kolei łączy się poprzez Dardanele z Morzem Egejskim.
Byzantion położone było na wzniesieniu i miało dobrze chroniony port na
Złotym Rogu. Ponieważ morze opływało je z trzech stron, od północy
(Złoty Róg), wschodu (Bosfor) i południa (morze Marmara), za całe
fortyfikacje wystarczał mu mur od zachodu. Co więcej, miasto panowało
nad szlakami lukratywnego transportu morskiego towarów z dalekiej
Północy (bursztyn, futra, metal i drewno) i z regionu
śródziemnomorskiego (oliwa, zboże, papirus, len oraz sprowadzane z Dalekiego Wschodu przyprawy), jak również odbywającego się drogą lądową
handlu między Zachodem i Azją. Pod koniec drugiego wieku cesarz
Septymiusz Sewer wzmocnił jego mury, które zawsze stanowiły słaby punkt,
i wzniósł nowe budowle.
Konstantyn uczynił z Byzantion nową stolicę, którą nazwał własnym
imieniem, tak samo jak Hadrian założył Hadrianopolis (Adrianopol), a Aleksander Wielki Aleksandrię. W roku 324 w tradycyjnej ceremonii wyorano bruzdę wytyczającą przebieg nowych murów lądowych, które
czterokrotnie powiększały rozmiary miasta i wykorzystywały w maksymalnym
stopniu możliwości terenu, obejmując, jak podaje Zosimos, obszar około
ośmiu kilometrów kwadratowych. Wyznaczono położenie bram w zachodnim
murze oraz wzdłuż morza Marmara i Złotego Rogu. Po sześciu latach
wytężonych prac budowlanych, 11 maja 330 roku, nastąpiła uroczysta
inauguracja Konstantynopola z ceremoniałem odwołującym się do dawnej
dumy obywatelskiej i festynów miejskich. Na hipodromie odbyły się
wyścigi rydwanów, ulubiony sport wszystkich Rzymian, otwarto do użytku
publicznego nowe łaźnie Zeuksypa, mieszkańcom zaś rozdawano żywność,
odzież i pieniądze. Ci, którym dane było zamieszkać w nowej stolicy,
przyjęli miano Bizantyjczyków, by zaznaczyć swą więź z antyczną kolonią
Byzantion oraz wyróżnić się jako jej prawdziwi obywatele.
W mieście Konstantyna skupiały się główne szlaki handlowe, zarówno
lądowe, jak i morskie, które zbiegały się przy głębokiej cieśninie
dzielącej Europę od Azji. W odróżnieniu od greckiej kolonii Chrysopolis
po azjatyckiej stronie Bosforu, dzięki naturalnemu położeniu na
wzniesionym skalistym półwyspie było bezpieczne. Jedną z wielkich zalet
lokalizacji na otoczonym niemal ze wszystkich stron przez wodę skrawku
lądu było to, że zachodni mur przebiegający w poprzek półwyspu zamykał
spory obszar stosunkowo krótką linią umocnień.
Co więcej, trudniej było zaskoczyć obrońców atakiem od strony lądu.
Miasto wymagało regularnego zaopatrzenia w wodę, które zapewniały mu
długie akwedukty i cysterny do gromadzenia deszczówki. Łatwy dostęp do
żyznych ziem w głębi lądu i obfitych łowisk czynił tę naturalną twierdzę
wyjątkowo trudną do wzięcia szturmem.
Nawet przy tych naturalnych zaletach decydującym elementem obrony miasta
byli zawsze jego mieszkańcy, ich instytucje, kultura oraz organizacja
stworzone w obrębie murów. Od początku Konstantynopol nazywany był także
Nowym Rzymem. Podobnie jak "Stary Rzym", był usytuowany na siedmiu
wzgórzach i podzielony na czternaście dzielnic, połączonych szerokimi
ulicami prowadzącymi z centrum do bram w zachodnim murze. Jego place
zdobiły antyczne posągi sprowadzone ze wszystkich części imperium. Na
górującym nad Bosforem
akropolu wznosiły się dwie świątynie poświęcone Rei, matce bogów, oraz
Fortunie Rzymu. Na Forum Konstantyna, w sercu miasta, stała imponująca
porfirowa kolumna wykonana z purpurowego kamienia, który sprowadzano z Egiptu. Na jej szczycie ustawiono pogańską statuę Apolla, przerobioną
na posąg cesarza. Kolisty plac otaczały portyki ozdobione dziełami
sztuki, od wschodu i zachodu zaś łuki triumfalne wyznaczały wyjścia na
Mese (główną arterię).
Wśród upiększających nową stolicę rzeźb znalazła się Kolumna Wężowa z Delf, ufundowana po greckim zwycięstwie nad Persami pod Platejami (479
r. p.n.e.), oraz egipski obelisk z Karnaku, upamiętniający jakiś
znacznie dawniejszy triumf. Hipodrom, przyozdobiony grecko-rzymskimi
symbolami powodzenia i zwycięstwa, przypominał muzeum pod gołym niebem.
Posągi pogańskich bogów (Zeusa, Heraklesa), realnych i fantastycznych
zwierząt, władców, takich jak: Aleksander Wielki, Juliusz Cezar i Oktawian August, oraz Rzymu w postaci wilczycy z Romulusem i Remusem,
walczyły o lepsze z trofeami wojennymi. Nad bramkami startowymi u wejścia ustawiono cztery antyczne konie z brązu, by dodawały ducha walki
zarówno zawodnikom, jak i widzom starożytnej sztuki wyścigów (il. 25).
Szerokie arterie łączące poszczególne dzielnice, obrzeżone kolumnadami,
w których mieściły się kramy kupców i rzemieślników, nadawały nowej
stolicy imponujący wygląd.
W swoim mieście Konstantyn bił solid (po grecku nomisma), który
wprowadził na Zachodzie w roku 309. Był to nowy typ monety z 24-karatowego złota, który stał się najbardziej wiarygodnym środkiem
płatniczym późnego antyku i świata bizantyjskiego. Aż do początków
jedenastego wieku wszyscy cesarze bili złote monety porównywalnej
jakości i próby, przez ponad siedemset lat utrzymując stabilny standard,
co uznać trzeba za niezwykłe osiągnięcie (il. 18). Ponieważ na
cesarskich monetach często wyobrażano personifikacje Rzymu i Zwycięstwa,
Konstantyn zaadaptował ten wzorzec, umieszczając tam Tyche (Fortunę,
boginię pomyślności) Konstantynopola. Ukazana jest ona jako siedząca na
tronie kobieta w blankowanej koronie symbolizującej mury miejskie; w rękach trzyma róg obfitości, symbol jego bogactw - alegoryczne
wyobrażenie męskiej władzy w kobiecej
postaci, wedle interpretacji Mariny Warner. Cesarskie monety bite w Konstantynopolu szeroko rozpowszechniały symbol nowej stolicy.
Z czasem pogańska symbolika została zastąpiona przez chrześcijańską:
krzyż pojawił się po raz pierwszy w szóstym wieku, wizerunek Chrystusa
zaś pod koniec siódmego. Począwszy od ósmego wieku, nomisma stała się
jedyną złotą monetą, jaką znało średniowiecze, i była wysoko ceniona w regionach, w których bito pieniądz ze srebra. Bizantyjskie złote solidy
znajdowano w wykopaliskach w Skandynawii, zachodniej Europie, Rosji,
Persji i na Cejlonie.
Zakładając swój Nowy Rzym, Konstantyn I wprowadził nad Bosfor wiele cech
Starego Rzymu nad Tybrem. Obdarowywał ziemią i przywilejami rodziny
senatorskie, które zgodziły się na przenosiny na Wschód, i utworzył nowy
senat konstantynopolitański. Tym, którzy budowali sobie domy w Nowym
Rzymie, przyznawano żetony, które upoważniały ich do codziennego odbioru
świeżego chleba w punktach zlokalizowanych w każdej z czternastu
dzielnic miasta. Dla zagwarantowania zaopatrzenia stolicy wznoszono
horrea (magazyny zbożowe) i cysterny na wodę. W roku 359 powołano na
wzór Rzymu prefekta odpowiedzialnego za sprawy miasta i skoncentrowano
tam całą administrację imperium. Powielając rzymską zasadę "chleba i igrzysk"
(zob. rozdział 3.), Konstantyn ukończył budowę hipodromu i zlecił
organizację tak lubianych w starożytności wyścigów i widowisk zawodowym
dostarczycielom rozrywek (stronnictwom cyrkowym, czyli fakcjom).
Od roku 330 aż do śmierci w roku 337 Konstantyn walczył z wrogami na
Wschodzie, przenosząc się z jednego pałacu do drugiego, zamiast
rezydować stale w Konstantynopolu. Od czasu swego pierwszego zwycięstwa
w Rzymie raz tylko powrócił do starożytnej stolicy - na obchody
dziesiątej rocznicy swego wstąpienia na tron (315 rok), kiedy to
poświęcił Nową Bazylikę i odsłonił łuk triumfalny w dolinie Kolosseum.
Jego nowa fundacja rozrastała się kosztem Starego Rzymu oraz innych
miast, które wcześniej pełniły rolę cesarskich rezydencji: Trewiru,
Nikomedii ulubionej przez Dioklecjana, Sirmium nad Dunajem czy też
Antiochii na pograniczu dzisiejszej Turcji i Syrii. Choć wiele
senatorskich rodzin pozostało na Zachodzie, Konstantynopol przyciągał
rzemieślników, architektów, kupców i poszukiwaczy przygód, nowy dwór zaś
potrzebował wykształconych ludzi, aby głosili chwałę nowych
chrześcijańskich cesarzy, a także kierowali administracją. Nie mając
tradycyjnej warstwy szacownych rodów, w rzymskim stylu szczycących się
swoją genealogią, Konstantynopol był bardziej otwarty na talenty; nowo
przybyli, którzy wykazali się zdolnościami, błyskawicznie awansowali. Ta
mobilność społeczna oznaczała, że w mieście słabiej zaznaczał się
podział między arystokracją a plebsem, choć parweniusze zawsze byli
przedmiotem drwin, niewolników zaś traktowano tak samo źle jak wszędzie.
Charakter związków Konstantyna z chrześcijaństwem jest sprawą
dyskusyjną: jego biograf Euzebiusz (biskup Cezarei, 313-ok. 340) wynosi
je ponad wszystko inne, podczas gdy świeccy historycy odnotowują, że
podobnie jak ojciec wyznawał kult niezwyciężonego słońca, Sol Invictus.
Pod koniec piątego wieku Zosimos obwiniał Konstantyna o wszelkie
niedomagania cesarstwa rzymskiego, twierdząc, że porzucił on wiarę
przodków (w pogańskich bogów), ponieważ "jakiś Egipcjanin [...]
zapewnił [go], że wiara chrześcijan gładzi każde przewinienie".
Historyk wyjaśnia także, skąd wzięło się u cesarza poczucie winy:
Konstantyn zabił swego syna Kryspusa, podejrzewając go o niestosowne
stosunki z macochą, cesarzową Faustą, ją samą zaś zamknął
później w przegrzanej łaźni, dopóki nie umarła. Otrzymał chrzest, jednak
dopiero na łożu śmierci. Nie było to niczym wyjątkowym, gdyż
chrześcijanie chcieli uniknąć grzeszenia po chrzcie, z reguły więc
odkładali tę ceremonię do ostatniej możliwej chwili.
Różne wersje historii o wizji krzyża, jaką miał przed bitwą przy moście
mulwijskim, sugerują, że jest ona mitem, choć chrześcijańscy autorzy
uznali ją później za moment jego nawrócenia. Jednak zimą 312 roku w Rzymie Konstantyn polecił namiestnikowi Kartaginy zwrócić mienie
chrześcijan, skonfiskowane podczas niedawnych prześladowań, miejscowemu
biskupowi lub wypłacić rekompensatę, jeśli przedmioty zostały sprzedane
albo przetopione. Wskazuje to na zdecydowaną zmianę dotychczasowego
cesarskiego stanowiska wobec chrześcijaństwa jako siły mogącej osłabić
potęgę militarną, jak również odmawiającej należnej czci prastarym bogom
oraz cesarzom.
Choć Konstantyn popierał chrześcijańskich przywódców i finansował budowę
chrześcijańskich kościołów, jego synowie pozwolili także na wzniesienie
w Italii świątyni służącej kultowi rodziny cesarskiej, a jej kapłanom -
składać ofiary w dawnym pogańskim stylu.
Z kolei, jak się wydaje, niektóre świątynie zostały zmuszone do oddania
swych posągów, a ich drzwi i dachy odarto z wszelkich ozdób z metali
szlachetnych. Ofiarniczy element pogańskiego kultu był
stopniowo ograniczany; zabijanie zwierząt miała zastąpić bezkrwawa
ofiara składana chrześcijańskiemu Bogu. Ponieważ wielu pogańskich
filozofów również podkreślało, że "ofiarę" należy rozumieć w sensie
duchowym, nie można upatrywać w tym wyłącznie wpływu chrześcijaństwa.
Wskazuje to jednak na stopniową utratę znaczenia ofiary ze zwierząt,
głównego aktu pogańskiego kultu. Tak więc bez względu na to, czy
Konstantyn nawrócił się w wyniku wizji z 312 roku, czy też dopiero gdy
poczuł zbliżającą się śmierć w roku 337, przez większą część swego
dorosłego życia jawił się jako patron chrześcijaństwa, wspierając
prześladowane dotąd społeczności; wyposażył ich wspaniałe nowe kościoły
w wysadzane drogimi kamieniami sprzęty liturgiczne ze złota i srebra i próbował pomóc im w ściślejszym zdefiniowaniu własnej wiary.
Nie jest jasne, jak wiele nowych budowli kultowych w Konstantynopolu
zostało wzniesionych przez cesarza. Prawdopodobnie zaplanował on kościół
św. św. Apostołów, wraz z przylegającym do niego cesarskim mauzoleum,
katedrę św. Ireny oraz kościoły poświęcone kultowi dwóch miejscowych
męczenników, Mokiosa i Akakiosa. Poza stolicą Konstantyn darzył
szczególną uwagą miejsca związane z ziemskim życiem Chrystusa; w roku
326 wysłał do Ziemi Świętej swą matkę, Helenę. Podczas tej pierwszej
cesarskiej pielgrzymki ufundowała ona kościoły w Betlejem nad Grotą
Narodzenia oraz w Jerozolimie nad grobem w pobliżu Golgoty, gdzie
rzekomo odnalazła szczątki Krzyża Świętego. Rozdawała także pieniądze
wojskom, co być może było zasadniczym celem jej podróży. Helena
ustanowiła wzór dla późniejszych pielgrzymek, na których szlaku budowano
gospody i przytułki. W 335 roku w jej ślady poszedł sam Konstantyn.
Poświęcił kolejne sanktuarium pod wezwaniem Zbawiciela i wziął udział w synodzie w Jerozolimie, nim urządził obchody trzydziestej rocznicy swego panowania.
Jednakże wbrew rzymskiej tradycji kremowania cesarzy Konstantyn
pochowany został zgodnie z chrześcijańskim rytuałem, w mauzoleum
wybudowanym dla przechowywania relikwii dwunastu apostołów.
Cesarz pragnął spocząć pośród wybranych uczniów Chrystusa. Euzebiusz
opisuje go jako równego apostołom, czy wręcz trzynastego z nich, choć
poglądy samego cesarza świadczą o tym, że uważał się za lepszego od
nich. Jego syn, Konstancjusz II, ukończył budowę kościoła św. Apostołów
i w latach 356-357 przeniósł tam domniemane kości świętych Tymoteusza,
Łukasza oraz Andrzeja. Kolejni władcy powiększali imponującą kolekcję
relikwii: szczególnie czczono welon, pasek i całun Matki Boskiej,
przechowywane w sanktuarium pod jej wezwaniem w Blachernach. Cesarze co
roku nawiedzali świątynię z tymi relikwiami oraz mauzoleum, gdzie
okadzali groby, zapalali świece i modlili się za swych poprzedników.
Tego rodzaju ceremonie utrwalały ideę nieprzerwanej linii
chrześcijańskich władców, zapoczątkowanej przez Konstantyna.
Za sprawą systemu nadawania imion, który przyjął się w Bizancjum, komplikując jego historię, wielu późniejszych cesarzy także
nosiło imię Konstantyn. Zazwyczaj pierwsze dziecko płci męskiej danego
małżeństwa otrzymywało imię po dziadku ze strony ojca. Innych obwoływano
Nowymi Konstantynami, jak gdyby stawiając ich na równi z założycielem
Konstantynopola, jeszcze inni zaś dodawali imię wielkiego poprzednika do
własnego, jak Herakliusz Konstantyn na początku siódmego wieku. Prócz
jedenastu Konstantynów na cesarskim tronie zasiadało ośmiu Michałów,
ośmiu Janów i sześciu Leonów. Lista zamieszczona na końcu książki ma
pomóc rozróżnić ich po datach panowania oraz dokonaniach. Żaden z nich
jednak poważnie nie zagroził ugruntowanej pozycji pierwszego
Konstantyna.
Z czasem kult wielkiego cesarza i jego świątobliwej matki przeistoczył
się we wzór chrześcijańskich rządów. Legendarne relacje o ich pobożności
przesłoniły udział Konstantyna w zamordowaniu własnego syna i drugiej
żony oraz niejasne pochodzenie jego matki. Kluczowy moment nastąpił w 451 roku na soborze chalcedońskim, kiedy to Marcjan i Pulcheria, rządząca para cesarska, zostali okrzyknięci "nowym
Konstantynem i nową Heleną". Marcjana porównano także do świętego Pawła
i Dawida, natomiast o Pulcherii twierdzono, że przejawia wiarę i żarliwość Heleny. Dworzanie i świeccy urzędnicy, którzy reżyserowali te
owacje, bez wątpienia dostrzegali znaczenie takiego wywyższenia swych
władców. Przy okazji przyczynili się też do tego, że zaliczono
założyciela Konstantynopola oraz jego matkę w poczet świętych
chrześcijańskiego Kościoła, i w takiej właśnie roli pojawiają się oni w późniejszych średniowiecznych opowieściach oraz na freskach, gdzie
często przedstawieni są po obu stronach Krzyża Świętego.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki