Bitwy, które zmieniły bieg historii - Praca zbiorowa

Reflow text when sidebars are open.
Dostojny Hannibalu, to szaleństwo! Jeśli poprowadzisz wojsko lądem do Italii, zgubisz siebie, żołnierzy, a w końcu i ojczyznę" - tak przemówił Hannon, jeden z najbardziej doświadczonych kartagińskich wojowników. Wystąpił na naradzie wojennej w obozie, który armia Hannibala Barkidy rozbiła w Hiszpanii u stóp Pirenejów, w sierpniu 218 roku p.n.e.
Przewodniczył Hannibal, wódz naczelny, 28-letni młodzieniec z długim nosem o nozdrzach mocno rozchylonych i o cofniętej dolnej wardze. Jego lśniące oczy emanowały żądzą czynu.
Sierpień 218 roku p.n.e. Obóz pod Pirenejami W naradzie brał udział młodszy brat Hannibala, Magon, zaledwie 23-letni junak, ulubieniec armii, stojący na czele libijskiej konnicy. Drugi brat Hannibala, Hazdrubal, pozostał z 14 tysiącami żołnierzy w Nowej Kartaginie, stolicy imperium punickiego w Hiszpanii. Hannon, który przed chwilą przemówił, cieszył się szacunkiem wszystkich jako weteran długoletnich zmagań z Rzymem, znanych obecnie jako pierwsza wojna punicka (264-241 p.n.e.). Był też inny Hannon, młodszy siostrzeniec Hannibala, syn Bomilkara.
Nieco z boku trzymał się wysoki i wymowny Kartalon. Ten kierował wywiadem, miał niezliczoną armię szpiegów i zwiadowców do swoich poruczeń. Za dowódcami stał skromnie człek w białych szatach z ogoloną głową. To biegły w medycznym kunszcie Egipcjanin Synhalus, naczelny lekarz wyprawy. Towarzyszyli mu dwaj Grecy w starszym wieku, Sosilos i Silenos. Lacedemończyk Sosilos uczył małego Hannibala języka Hellenów i wychował go w spartańskiej dyscyplinie. Teraz wraz z Silenosem spisywać miał dzieje wyprawy.
"Powiedz, Hannonie, dlaczego tak uważasz?" - zapytał Hannibal.
"Podczas pochodu przez dzikie krainy tysiące ludzi zginie z chorób, w bagnach, w nurtach rwących rzek, wielu żołnierzy padnie w walkach z barbarzyńskimi ludami, inni zbuntują się i wrócą do domu. Alpejskie śniegi staną się grobem całej armii!" - twardo wywodził Hannon. Hannibal nie zgodził się jednak. Przypomniał, że kiedy przed siedmioma laty Italię najechali Galowie, Rzymianie wystawili 770 tysięcy wojowników. Kartagińczycy natomiast są nielicznym ludem i zwyciężą tylko wtedy, jeśli zdobędą sprzymierzeńców w Italii, odbierając ich Rzymowi.
Hannibal liczył na Galów nad Padem, Insubrów i Bojów, krzepkie ludy północy, nienawidzące Rzymian. Liczył też na Ligurów, dzikich, ale silnych jak niedźwiedzie.
"Lepiej byłoby popłynąć morzem i wysadzić świeżą armię gdzieś koło Genui, lecz Rzymianie mają większą flotę i zniszczą nasze galery. Podążymy więc lądem. Nawet jeśli stracimy tysiące ludzi, pozyskamy rzesze galijskich wojowników za Alpami. W Italii przyłączą się do nas ludy jęczące pod rzymskim jarzmem. Etruskowie na północy, a na południu Kampańczycy, Samnici, Lukanowie, Bruttiowie, miasta greckie! Dadzą nam ludzi, pieniądze, zbudują okręty. Zwyciężymy!" - rzekł wódz punicki.
"Dobrze, ale czy zdążymy dojść do Alp, zanim przysypią je śniegi? Mamy tysiące wozów z prowiantem i powolnych bydląt jucznych. Zlikwidujmy tabory! Wielu żołnierzy umrze lub zginie podczas drogi. Niech pozostali żywią się ich ciałami! Na pewno się przyzwyczają!" - zakrzyknął jeden z wodzów punickich, zwany Monomachem.
Barkida poparł Monomacha. Obawiał się jednak, że żołnierze będą się nawzajem mordować, aby zdobyć na obiad świeże mięso. Dodał, że jego wysłannikom udało się podburzyć Galów w dolinie Padu. Bojowie i Insubrowie powstali przeciwko Rzymowi. Konsul Publiusz Korneliusz Scypion wysłał przeciwko nim jeden legion. Sam z dwoma legionami przygotował w Pizie 60 okrętów, aby popłynąć do Hiszpanii. Drugi konsul Semproniusz Longus zgromadził wojska na Sycylii. Ma 160 okrętów, jego rzemieślnicy dniem i nocą budują machiny wojenne, chce oblegać Kartaginę. Hannibal wiedział, że jeśli Galowie nad Padem poniosą klęskę, Kartagińczycy stracą sprzymierzeńca. Jeśli natychmiast nie wyruszy do Italii, Rzymianie wylądują w jego afrykańskiej ojczyźnie. Nakazał więc wymarsz.
Nazajutrz armia punicka rozdzieliła się. Ostrożny Hannon pozostał z 11 tysiącami wojowników, aby podbić plemiona iberyjskie i celtyckie mieszkające między rzeką Iberus (Ebro) a Pirenejami. Hufce Hannibala ruszyły na północ, czołowe oddziały zagłębiły się w pirenejską przełęcz Perthus. Teraz już nikt nie miał wątpliwości, że Barkida prowadzi swe zastępy do Italii. Wielu wojowników wiadomość ta przejęła grozą. Nie chcieli opuszczać ojczyzny i błąkać się w obcych krainach. Byli przekonani, że zginą w Alpach, a śnieg przysypie ich ciała. O świcie Hannibal zorientował się, że trzy tysiące piechurów z hiszpańskiego ludu Karpetanów wymknęło się z obozu, by wrócić do ojczyzny. Wódz nie chciał zatrzymywać zbiegów siłą, aby nie zrazić do Kartaginy plemion iberyjskich. Wezwał więc tubylczych dowódców i rzekł, że prowadzi armię do zwycięstwa w Italii, ale ten, kto chce, może odejść do domu. Jeszcze siedem tysięcy Celtyberów postanowiło zawrócić. Hannibal odesłał ich wszystkich do armii swego brata Hazdrubala.
Z liczących 102 tysiące ludzi sił punickich w Hiszpanii po pozostawieniu garnizonów, dezercjach i stratach w walkach z krajowcami Hannibalowi zostało 50 tysięcy piechurów i 9 tysięcy jeźdźców. W tej armii Kartagińczyków służyło niewielu - kilkuset wyższych dowódców, wyróżniających się purpurowymi płaszczami, trochę oddziałów saperskich, budujących mosty i machiny wojenne. Wojsko Hannibala było mieszaniną ludów i języków. Znakomitą lekką kawalerię stanowili smagli Numidowie, Maurowie znad Atlantyku i Garamanci w pancerzach ze skór węży. Ci pustynni jeźdźcy, "lotni jak piasek Sahary", zbrojni w oszczepy, sztylety i tarcze obite skórą słoni, byli niezrównani w zwiadzie i pościgu. Przeważnie na koniach poruszali się Balearowie, czyli "miotacze", najlepsi procarze starożytnego świata. Na ramieniu mieli zawieszone trzy proce różnej długości. Wycinali na swych kulach napisy, które odciskały się na ciele wroga, w rodzaju: "Świnia", "Traf w pośladek Rzymianina" czy "Zasłużyłem sobie na to".
Ciężkozbrojną piechotę i jazdę tworzyli libijscy poddani Kartaginy, w kolczugach, dzierżący włócznie o długich grotach i podłużne tarcze. Znakomita była ciężka kawaleria i piechota hiszpańska, wystawiona przez różne szczepy Iberów i Celtyberów. Iberowie mieli włócznie i krzywe miecze, zamiast hełmów lubili nosić na głowach łby lwie lub wilcze.
Utrzymanie tej zbieraniny w posłuszeństwie było prawdziwą sztuką. Do wojska punickiego zaciągali się awanturnicy wygnani z ojczyzny, zabójcy, zbrodniarze, świętokradcy, którzy zbiegli spod ręki kata. W czasie poprzedniej wojny z Rzymem najemnicy kilkakrotnie buntowali się, krzyżując plany kartagińskich wodzów, a w końcu wzniecili wielką rewoltę, która o mało nie skończyła się zniszczeniem państwa punickiego. Hannibal potrafił jednak utrzymać swoich żołnierzy w ryzach. Podobnie jak inni dowódcy kartagińscy, poznawał obyczaje różnych plemion i ludów oraz ich języki, ale główną rolę odegrała fascynująca wojowników osobowość młodego Barkidy. Armię wzmacniało 37 słoni bojowych. Zwierzęta nosiły imiona w rodzaju Syriusz, Jaskółka, Maleńki czy Oko Baala.
Koniec sierpnia Wielka armia była już po drugiej stronie Pirenejów - w mieście Illiberis, w kraju zamieszkanym przez galijskich Wolków. Hannibal nie obawiał się z ich strony niczego. Wyprawę do Italii przygotowywał przez kilka lat. Szpiedzy Kartalona przemierzyli cały kraj od rzeki Iberus aż po Alpy, dowiadując się, jakie plemiona tu żyją, kiedy zbierają zboże, jaki mają stosunek do Rzymian. Kartagińczycy wysłali poselstwa do wodzów galijskich, ofiarując im amfory, lśniące zbroje, szklane naszyjniki i złoto, "którego Galowie pożądają bardziej niż inne narody". W zamian krajowcy obiecali przepuścić Punijczyków i dostarczyć im żywność.
Także Rzymianie usiłowali pozyskać krajowców. Poselstwo Fabiusza Buteo, które wcześniej wypowiedziało wojnę Kartaginie, namawiało Wolków, by powstrzymali pochód Hannibala. Ale Galowie wyszydzili rzymskich legatów: "Nie mielibyśmy rozumu, gdybyśmy mieli tę burzę, która zmierza ku Italii, ściągać na nasze głowy". Armia kartagińska maszerowała więc w spokoju, pozostawiając garnizony w oppidach (osadach) galijskich w południowej Galii. Gdy Punijczyk stanął nad Rodanem, jego armia liczyła tylko 38 tysięcy piechurów i 8 tysięcy jeźdźców.
Kiedy Barkida szedł przez kraj Wolków, konsul Publiusz Korneliusz Scypion przeżywał chwile rozterki. Wypłynął z 60 okrętami z Pizy, aby wylądować w Pirenejach i zablokować Hannibala w Hiszpanii. Teraz jednak nie wiedział, gdzie jest wróg. Czy już wkroczył do Galii? A może wciąż zmaga się z Celtyberami w Hiszpanii? Jaki obrać kurs, aby nie dopuścić do inwazji na Italię? W końcu zdecydował wylądować u ujścia Rodanu. Liczył, że sprzymierzeńcy Rzymu z Massalii (Marsylii) wytropili wojsko Barkidy i od nich dowie się wszystkiego. Scypion nie był jednak doświadczonym żeglarzem. Prowadził galery zbyt blisko brzegu, gdzie morze było wzburzone. Legioniści dostali choroby morskiej, pokładli się na dnach korabi.