Bitwa o Midway - Craig Symonds

-
Proszę czekać

Od redaktora

Rankiem 4 czerwca 1942 roku, w ciągu zaledwie ośmiu minut, trzy z czterech japońskich lotniskowców tworzących trzon najważniejszej grupy uderzeniowej Cesarskiej Marynarki Wojennej otrzymały śmiertelne ciosy. Zadały je amerykańskie bombowce nurkujące. Jeszcze tego samego dnia podobny los spotkał czwarty. Po tych stratach marynarka japońska nigdy nie zdołała się już podnieść. Owe kluczowe minuty - jedne z najbardziej dramatycznych podczas drugiej wojny światowej - całkowicie zmieniły sytuację na Pacyfiku, gdzie dotąd wszystko wskazywało na to, że Japonia jest wręcz skazana na zwycięstwo. Siły amerykańskie, które powoli otrząsnęły się z szoku spowodowanego klęskami w Pearl Harbor i na Filipinach pół roku wcześniej, powróciły do gry.

Craig Symonds rozpoczyna opowieść o bitwie o Midway od dnia Bożego Narodzenia 1941 roku, kiedy do Pearl Harbor przybył admirał Chester Nimitz. Następnie ukazuje proces planowania kontrofensywy, by wreszcie doprowadzić nas do istotnych wydarzeń, które rozegrały się w pobliżu atolu Midway, tysiące kilometrów na zachód od Hawajów. Kiedy 7 grudnia 1941 roku Pearl Harbor zaatakowały japońskie samoloty, nie było tam amerykańskich lotniskowców. Wydawało się, że ów szczęśliwy zbieg okoliczności początkowo nie miał większego znaczenia, gdyż w ciągu kolejnych czterech miesięcy Japończycy zajęli Malaje i Singapur, Holenderskie Indie Wschodnie, Filipiny oraz Indochiny. Japonia utworzyła w ten sposób Strefę Wspólnego Dobrobytu Wielkiej Azji Wschodniej, która rozciągała się od Chin aż po środkowy Pacyfik i niemal od wybrzeża Alaski po Australię. Łatwość, z jaką Japończycy dokonali podbojów, spowodowała, że zaczęli pogardzać wrogami - zwłaszcza Stanami Zjednoczonymi - co późniejsi historycy japońscy ze smutkiem określali jako "chorobę zwycięstwa".

Jedynym dowódcą japońskim, który nie uległ owej chorobie, był admirał Isoroku Yamamoto, naczelny dowódca japońskiej Połączonej Floty oraz architekt ataku na Pearl Harbor. Niewielka flotylla ocalałych amerykańskich lotniskowców umożliwiła Stanom Zjednoczonym już na początku 1942 roku podjęcie działań kontrofensywnych, do których zaliczyć można zuchwały rajd "Jimmy'ego" Doolittle'a na Tokio, a zwłaszcza majową bitwę na Morzu Koralowym. Yamamoto był zdeterminowany, by - jak pisze Symonds - "wyeliminować groźbę kolejnych rajdów amerykańskich lotniskowców i doprowadzić gdzieś na środkowym Pacyfiku do decydującej bitwy morskiej, w której zniszczono by te lotniskowce raz na zawsze". Na potrzeby owego starcia utworzył potężną grupę uderzeniową, nazwaną "Kid? Butai", w skład której wchodziły cztery lotniskowce oraz liczne pancerniki, krążowniki, niszczyciele i okręty podwodne. Jej celem było zniszczenie amerykańskich lotniskowców broniących dostępu do atolu Midway (było ich jedynie trzy). Yamamoto uważał, że przeważające siły japońskie zdołają przebić się w ich pobliże i je zatopić.

W tym przypadku okazało się jednak, że to Amerykanie zaskoczyli przeciwnika i zatopili jego okręty. Zwycięstwo opisywane jest często jako "cud pod Midway", sukces polegał jednak w dużym stopniu na szczęśliwym zbiegu okoliczności - w momencie, kiedy zaatakowały bombowce nurkujące, japońskie myśliwce (słynne zera) skupiły się na niszczeniu nieszczęsnych amerykańskich samolotów torpedowych, których jedynym zadaniem - mimo że miało ono zasadnicze znaczenie - było odciągnięcie myśliwców. Symonds dowodzi, że chociaż szczęście rzeczywiście odegrało pewną rolę, to jednak amerykańskie zwycięstwo było przede wszystkim wynikiem starannego planowania, efektywnego wykorzystania możliwości radaru (którego Japończycy jeszcze wówczas nie posiadali) oraz sprytu. Amerykanom udało się częściowo złamać szyfry wykorzystywane przez japońską marynarkę, co dało im wgląd w plany i działania przeciwnika. Symonds przypisuje duże znaczenie działaniom Josepha Rocheforta, niedocenionego bohatera bitwy, który jako szef Jednostki Wywiadu Polowego (Combat Inteligence Unit, CIU) odpowiadał za odszyfrowywanie i analizowanie przechwytywanych japońskich depesz.

Jedną z wielu mocnych stron niniejszej książki jest nacisk na "decyzje i działania podejmowane przez konkretne osoby, które w kluczowym momencie znalazły się w centrum historii". Symonds ukazuje barwne portrety tych ludzi - Japończyków i Amerykanów - ich osobowości, słabości i mocne strony, co stanowi o wyjątkowości Bitwy o Midway. Czytelnik, kończąc lekturę, będzie dysponował znacznie większą wiedzą na temat strategii, szczegółów operacyjnych oraz taktyki zastosowanej podczas starcia, ale też wyrobi w sobie szacunek dla ludzi, których decyzje i działania sprawiły, że miała ona taki, a nie inny przebieg.

James M. McPherson

Wstęp

Pisząc o przełomowych wydarzeniach historycznych, nie sposób nie wspomnieć o bitwie o Midway. W amerykańskiej historii niewiele wydarzeń miało równie nieoczekiwany i dramatyczny przebieg, jak te, które rozegrały się 4 czerwca 1942 roku. Tego poranka o godzinie dziesiątej siły Osi wygrywały drugą wojnę światową. Pomimo że w grudniu na przedpolach Moskwy Armia Czerwona odparła natarcie Wehrmachtu, to jednak wojska niemieckie ciągle okupowały rozległe terytoria Związku Radzieckiego i znajdowały się o krok od roponośnych pól Kaukazu. Na Atlantyku niemieckie u-booty siały spustoszenie wśród alianckich statków, co groziło przecięciem linii zaopatrzeniowych łączących Stany Zjednoczone z Wielką Brytanią. Na Pacyfiku Japończycy właśnie zakończyli sześciomiesięczną kampanię nieprzerwanych sukcesów, zapoczątkowaną pogromem floty amerykańskiej w Pearl Harbor, w trakcie której zaatakowali i zniszczyli bazy aliantów od Oceanu Indyjskiego po środkowy Pacyfik. Japońskie Mobilne Siły Uderzeniowe (Kid? Butai) były w tym momencie o krok od dokonania tego, czego nie udało im się osiągnąć w Pearl Harbor - zniszczenia amerykańskich lotniskowców. Wynik całej wojny balansował na ostrzu noża, ale szala zwycięstwa wyraźnie przechylała się na stronę mocarstw Osi.

Godzinę później sytuacja zmieniła się całkowicie. O godzinie 11:00 trzy japońskie lotniskowce stały w ogniu i pogrążały się w odmętach Pacyfiku. Czwarty z nich mógł co prawda przeprowadzić kontr­uderzenie, ale jeszcze przed końcem dnia on również spoczął na dnie oceanu. Japońska potęga została złamana. Pomimo że wojna trwała jeszcze przez trzy lata, to jednak Cesarska Marynarka Wojenna Japonii nigdy więcej nie próbowała przeprowadzić ofensywy o znaczeniu strategicznym. Pod koniec lata tego samego roku rozpoczęła się bitwa o Stalingrad. Atlantyckie szlaki morskie pozostawały ciągle zagrożone, ale nieprzerwanie podążały nimi konwoje, co spowodowało, że Wielka Brytania ocalała. Wojna zmieniła swój bieg.

W roku 1967, ćwierć wieku po Midway, Walter Lord opublikował książkę, którą zatytułował Incredible Victory (Niewiarygodne zwycięstwo). Tytuł sugerował, że szanse Amerykanów pod Midway były tak niewielkie, że ich ostateczny triumf wydawał się czymś wręcz niepojętym. Pogląd ten utrwalił się bardzo mocno. Kiedy wiosną 2004 roku odsłonięto w Waszyngtonie pomnik upamiętniający drugą wojnę światową, na jego marmurowej fasadzie wykuto piętnastocentymetrowymi literami sentencję z książki Lorda: "NIE MIELI PRAWA ZWYCIĘŻYĆ, ALE DOKONALI TEGO, A CZYNIĄC TO, ZMIENILI BIEG WOJNY". W 1982 roku ukazała się długo oczekiwana książka Gordona Prange'a Miracle at Midway (Cud pod Midway), którą ostatecznie dopiero po śmierci autora oddali do druku jego dwaj uczniowie. Także w tym przypadku sam tytuł wyraźnie wskazywał na jej założenia.

Tytuły tych prac, podobnie zresztą jak wnioski z nich wynikające, sugerują, że amerykańskie zwycięstwo pod Midway było wynikiem zbiegów okoliczności, okazji, szczęścia albo nawet woli bożej. I rzeczywiście, kiedy wśród grupy weteranów z Midway przeprowadzono ankietę z pytaniem, kto odegrał najważniejszą rolę w zwycięstwie Amerykanów, jeden z nich stwierdził, że podobnie jak miało to miejsce w czasach starożytnych Greków, owo nieprawdopodobne ziemskie wydarzenie wytłumaczyć można jedynie ingerencją boską1.

Wojnie i pokoju Lew Tołstoj dowodzi, że wielkie wydarzenia historyczne, w tym (a może przede wszystkim) wielkie zwycięstwa militarne, są wynikiem działania sił historycznych nie do końca dla nas zrozumiałych. Wielki dramat wojen napoleońskich, o którym Tołstoj pisze, "nastąpił krok po kroku, wydarzenie po wydarzeniu, moment po momencie, wyłaniając się z niewyobrażalnie różnych okoliczności, a można go było zrozumieć w całej okazałości dopiero wówczas, kiedy stał się rzeczywistością, wydarzeniem z przeszłości". Jednostki nie były dla niego siłami sprawczymi historii, ale jej ofiarami, poddanymi "bezgranicznej różnorodności nieskończenie małych sił" - niczym więcej niż plewą na wietrze2.

Przypadek - lub szczęście - z pewnością odegrał dużą rolę pod Midway, ale ostateczny wynik bitwy zależał przede wszystkim od decyzji i działań podejmowanych przez konkretne osoby, które w decydującym momencie znalazły się w centrum historii. Mówiąc wprost, bitwę o Midway najlepiej jest wytłumaczyć i zrozumieć, jeśli skupimy się na ludziach, którzy w niej uczestniczyli. Tołstoj zakładał, że to przypadek determinuje wydarzenia, chociaż w istocie to ludzie tworzą historię i niniejsza książka poświęcona jest właśnie osobom, które owej niebezpiecznej wiosny 1942 roku historię tworzyły. Ich lista jest bardzo długa. Japoński admirał (Isoroku Yamamoto) zdecydował, że do starcia należy doprowadzić. Nie tylko opracował jego plany, ale też nalegał na ich realizację pomimo opozycji wśród własnych współpracowników - albo może właśnie dlatego. Amerykański admirał (Chester Nimitz) zdecydował, że rękawica, którą rzucił przeciwnik, musi zostać podjęta, i przygotował własny plan. Grupa pełnych poświęcenia kryptologów, a szczególnie komandor podporucznik Joseph Rochefort, dostarczyła informacji, które okazały się mieć duże znaczenie dla działań sił amerykańskich. Podobnie żołnierze obu stron - admirałowie i dowódcy okrętów, oficerowie sztabowi, młodsi oficerowie i zwykli marynarze - określili czas, przebieg i ostateczny wynik walki. Midway mogło zakończyć się w różny sposób. To, co się nie stało, wynika również z działań owych ludzi oraz decyzji, które wówczas podjęli.

Istotnym elementem pozwalającym zrozumieć te decyzje jest dokładne przyjrzenie się kulturom, w których wyrośli nasi bohaterowie. Pomimo że byli oni ludźmi wolnymi, to jednak byli również wytworami swoich społeczeństw, a ich działania determinowały realia, w których działali. Dlatego też historia bitwy, która być może była najważniejszym starciem w dziejach Stanów Zjednoczonych, musi uwzględniać kultury zarówno Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych, jak i Cesarskiej Marynarki Wojennej Japonii, ale także realia polityczne i możliwości techniczne tego okresu. Dramatyzmu wydarzeń ani ich znaczenia nie umniejsza bowiem fakt, że po uwzględnieniu powyższych czynników wynik bitwy o Midway staje się dużo mniej niewiarygodny i cudowny, niż często autorzy starają się go ukazać.

Rozdział 1

CinCPac

Godzinę po świcie w dniu Bożego Narodzenia 1941 roku samotna łódź latająca PB2Y-2 Coronado po siedemdziesięciu czterech godzinach lotu z San Diego krążyła wolno nad flotą kotwiczącą w Pearl Harbor na Hawajach. Z wnętrza maszyny admirał Chester Nimitz spoglądał przez niewielkie okno na rozciągające się poniżej zniszczenia. Ten pięćdziesięcio­sześcioletni mężczyzna miał w sobie coś, co powodowało, że nawet założywszy cywilne ubranie, ściągał na siebie spojrzenia ludzi, których mijał na ulicy. W oczy rzucała się jego twarz, ogorzała w rezultacie lat spędzonych na morzu, oraz białe jak śnieg włosy, z powodu których młodsi podwładni nazywali go "Bawełnianym Ogonem" ("Cottontail") - ale tylko za plecami. Jednak najbardziej zaskakującą cechą admirała były zadziwiająco jasnoniebieskie oczy, które teraz uważnie lustrowały scenę niedawnego dramatu. Kiedy czterosilnikowa coronado zbliżała się do portu, jej pilot porucznik marynarki Bowen McLeod zaprosił Nimitza, aby zasiadł w kabinie pilotów, skąd rozciągał się lepszy widok. Niewielki deszcz utrudniał obserwację, niemniej admirał dostrzegł warstwę ropy pokrywającą powierzchnię wody. Z czarnej brei wystawały dna pancerników "Oklahoma" i starszego "Utah", które wyglądały jak niewielkie wyspy. Kolejny pancernik, "Nevada", osiadł na płyciźnie w pobliżu głównego kanału wejściowego. Inne spoczywały na dnie basenu portowego, a nad wodę wystawały jedynie ich roztrzaskane i wypalone nadbudówki. Taki był stan amerykańskiej marynarki wojennej na Hawajach, a Nimitz przybył tu z drugiej części świata, aby przejąć nad nią dowództwo3.

Nimitz nie wypowiedział ani słowa, lecz jedynie potrząsnął głową i wydał z siebie cichy jęk. W czasie podróży koleją z Waszyngtonu do San Diego, gdzie oczekiwał na niego samolot na Hawaje, studiował raporty na temat zniszczeń, których trzy tygodnie wcześniej dokonali Japończycy w czasie niespodziewanego ataku z 7 grudnia. Raporty nie ukazywały jednak skali strat. Nawet zdjęcie pancernika "Arizona" spowitego kłębami czarnego dymu nie przygotowało go do tego, co teraz widział na własne oczy. Łódź latająca łagodnie osiadła na powierzchni wody i zwolniła, przebijając się przez tłustą plamę pokrywającą redę. Właz otworzył się i w nozdrza uderzył obrzydliwy odór ropy, spalonego drewna i rozkładających się ciał. To był zapach wojny4.

Okazując w momentach kryzysowych zimną krew, Nimitz zapracował sobie na opinię człowieka pozbawionego emocji - jeden z oficerów opisywał go wręcz jako "nieludzko zimnego". Z pewnością był mało wylewny i znajdując się nawet pod dużą presją, potrafił zachować zdrowy rozsądek. Już jako podchorąży imponował kolegom z uczelni, którzy opisali go w roczniku Akademii Marynarki Wojennej "Lucky Bag" jako osobę "mającą spokój i iście holenderską stałość, które pozwalają mu dotrzeć do sedna rzeczy". Potwierdza to epizod, który rozegrał się niemal ćwierć wieku później, w czasie, kiedy był dowódcą ciężkiego krążownika "Augusta". Nimitz wydał wówczas rozkaz zacumowania okrętu podporucznikowi O.D. Watersowi (nie bez przyczyny noszącego przydomek "Muddy"). Być może z powodu zdenerwowania wywołanego świadomością, że dowódca patrzy mu na ręce, Waters wprowadził potężny krążownik na kotwicowisko ze zbyt dużą prędkością i ominął beczkę cumowniczą. Jednak dzięki temu, że wydał rozkaz "cała wstecz" oraz wypuścił ponad 160 metrów łańcucha kotwicznego, zdołał zatrzymać okręt. Nimitz przez cały ten czas nie wypowiedział ani słowa. Dopiero kiedy "Augusta" stała bezpiecznie na kotwicy, rzucił uwagę: "Waters, wiesz, co zrobiłeś źle, nieprawdaż?". Waters odpowiedział: "Tak, sir. Oczywiście". Na co Nimitz stwierdził: "To dobrze". W rzeczywistości Nimitz wcale nie był oziębły - słynął z dowcipów oraz wręcz uwielbiał kalambury - potrafił jednak utrzymać emocje na wodzy i tylko z rzadka okazywał je innym. Jego najbardziej agresywnym stwierdzeniem było zazwyczaj: "No to teraz zobaczymy". Zdolność admirała do zachowania zimnej krwi zostanie poddana licznym próbom w ciągu najbliższych sześciu miesięcy, a w rzeczywistości podczas całej wojny na Pacyfiku5.

Zanim opuścił latającą łódź i wsiadł do motorówki przybyłej na jego powitanie, Nimitz odwrócił się i podał rękę wszystkim członkom załogi, z którymi odbył długą podróż, przepraszając ich równocześnie, że przez niego nie mogą być w domach, aby obchodzić Boże Narodzenie. Pierwsze pytanie, jakie skierował do oficera w motorówce, dotyczyło wyspy Wake, niewielkiego skrawka lądu złożonego z koralowców i piasku znajdującego się 2000 mil morskich na zachód od Hawajów. Kiedy opuszczał Kalifornię, niewielki garnizon stacjonujący na Wake ciągle walczył z japońskimi siłami inwazyjnymi, a w stronę wyspy z maksymalną prędkością zmierzały amerykańskie posiłki. Dowiedziawszy się teraz, że Wake się poddało, a oddziały wsparcia zawróciły, Nimitz nie powiedział ani słowa i przez kilka minut w milczeniu wpatrywał się w smaganą deszczem wodę. Jego twarz pozostała nieodgadniona. Dopiero teraz, kiedy motorówka ruszyła w stronę brzegu, mógł zobaczyć liczne niewielkie łodzie, które przemierzały portową redę z zadaniem wyławiania z wody ciał poległych marynarzy6.

Nimitz został wysłany do Pearl Harbor jako naczelny dowódca Floty Pacyfiku (CinCPac). Waszyngton doszedł bowiem do wniosku, że po wydarzeniach z 7 grudnia pozostawienie na tym stanowisku admirała Husbanda Kimmela jest ze względów politycznych niemożliwe. 9 grudnia sekretarz marynarki wojennej Frank Knox opuścił Waszyngton i udał się do Pearl Harbor, aby na własne oczy zobaczyć, co się stało. Po przybyciu na miejsce dwa dni późnej, kiedy wraki ciągle jeszcze dymiły, Knox był przerażony widokiem. Równie straszny był dla niego fakt, że nikt nie mógł mu odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Japończykom udało się tak kompletnie zaskoczyć wroga. Jego coroczny raport, opublikowany ostatniego lata, zapewniał, że "Amerykanie mogą czuć się całkowicie pewni swojej floty". Zaledwie trzy dni przed atakiem Knox wydał skromne przyjęcie na cześć wiceprezydenta Henry'ego Wallace'a. "Wojna na Pacyfiku może rozpocząć się w każdej chwili - ostrzegał swoich gości - ale chcę, abyście wiedzieli, że bez względu na to, co się stanie, flota Stanów Zjednoczonych jest gotowa. Każdy człowiek jest na swoim stanowisku, każdy okręt na swojej pozycji. Flota jest gotowa. Cokolwiek się wydarzy, marynarka nie zostanie przyłapana na drzemce". Jednak zaledwie 72 godziny po tym, jak padły te słowa, flota niemal dosłownie została przyłapana podczas snu. Nic dziwnego więc, że Knox był wściekły7.

Pierwotnie nic nie wskazywało na to, że sześćdziesięciosześcioletni Knox zostanie sekretarzem marynarki wojennej. Jako długoletni dziennikarz był przez całe życie związany z republikanami. Co więcej, był nawet szefem kampanii wyborczej Alfa Landona, kiedy ten w 1936 roku ubiegał się o fotel prezydenta z ramienia Partii Republikanów. Pełniąc tę funkcję, zajadle krytykował prezydenta Roosevelta i politykę Nowego Ładu (New Deal). Jednak po inwazji Niemiec na Polskę i wybuchu wojny Roosevelt rozpoczął kompletowanie administracji, opierając się na ludziach z obu ugrupowań i powołując na stanowiska rządowe prominentnych członków Partii Republikańskiej. Początkowo zamierzał zaprosić również Landona i Knoxa, dwójkę pokonanych niedawno oponentów, aby weszli w skład jego gabinetu - Landon jako sekretarz handlu, a Knox jako sekretarz marynarki wojennej. Landon postawił jednak warunek, że przyjmie propozycję Roosevelta, jeżeli ten obieca, że nie będzie ubiegał się o trzecią kadencję - spowodowało to, że na jego miejsce został powołany inny republikanin, siedemdziesięciotrzyletni Henry L. Stimson, który był sekretarzem stanu w administracji Hoovera i stał na czele Departamentu Wojny. Knox zgodził się objąć Departament Marynarki Wojennej i obie nominacje zostały ogłoszone 20 czerwca 1940 roku, zaledwie dwa dni przed kapitulacją Francji w wojnie z nazistowskimi Niemcami8.

Dla Roosevelta Knox był postacią wartościową, gdyż ów jowialny, pulchny dziennikarz mógł stać się tym, czym byli Rough Riders9 dla wujka Teddy'ego10 w czasie wojny hiszpańsko-amerykańskiej. Ze swojej strony Knox był ciągle sceptycznie nastawiony do Nowego Ładu, chociaż mógł stanowić dla prezydenta wielkie wsparcie w trwającej mobilizacji narodu przed nadchodzącą wojną. Nowy sekretarz podziwiał politykę Roosevelta wobec reżimu Hitlera i potrafił szybko podejmować decyzje. Jako wydawca "Chicago Daily News" miał bardzo oszczędny styl zarządzania, który opierał się wyłącznie na faktach i terminach, co spowodowało, że z dużą niecierpliwością reagował na wszelkie opóźnienia i niepewności ("Całe życie walczyłem z czasem" - oświadczył na przesłuchaniu przed nominacją). Zastępca szefa sztabu Roosevelta, Harold Ickes, postrzegał go jako człowieka "impulsywnego" i "skłonnego do podejmowania pochopnych decyzji". Owa impulsywność była szczególnie widoczna, kiedy 11 grudnia Knox zwiedzał jeden z wraków w Pearl Harbor. Powróciwszy do Waszyngtonu, przekazał Rooseveltowi, że Japończykom udało się zaskoczyć Amerykanów w Pearl Harbor z powodu "braku gotowości", za co wina jego zdaniem spada tylko i wyłącznie na barki dowodzących na miejscu oficerów, generała porucznika Waltera C. Shorta z wojsk lądowych i admirała Husbanda Kimmela stojącego na czele floty. Ostatecznie długotrwałe dochodzenie, przeprowadzone pod nadzorem przewodniczącego Sądu Najwyższego Owena Robertsa, przyniosło podobne wnioski, gdyż stwierdzono, że Short i Kimmel byli winnymi "zaniedbania obowiązków". Bez względu na to, na ile uczciwy był to wyrok, realia polityczne jasno wskazywały, że żaden z nich nie może zachować stanowiska11.

Kiedy stało się oczywiste, że Kimmel musi odejść, Roosevelt i Knox zaczęli się zastanawiać, kto mógłby zostać jego następcą. 15 grudnia wezwano admirała Ernesta J. Kinga, utalentowanego, chociaż szorstkiego dowódcę Floty Atlantyku. King przez dwadzieścia jeden lat służby zebrał imponującą listę zasług, jednak znany był też z trudnego charakteru. W kontaktach z podwładnymi potrafił być oschły i okazywać im lekceważenie. Nie cierpiał w swoim otoczeniu osób, które uważał za głupców, i nie miało tu znaczenia, jaką sprawowali funkcję. Kiedy pewnego razu spotkał się na Hawajach z grupą młodszych oficerów, miał stwierdzić: "Nazywam się Ernest King. Wiecie, kim jestem. Jestem samozwańczym sukinsynem". Lubił też korzystać z przynależnych mu przywilejów. Jeden z oficerów opowiadał: "Możesz być w połowie strzyżenia, ale kiedy on zdecyduje się ogolić, wówczas opuszczasz fotel fryzjera i czekasz, aż go ogoli". Także jego życie osobiste było tematem licznych plotek. Chociaż zdarzało mu się nadużywać alkoholu podczas wojny, to już wcześniej cieszył się zasłużoną opinią amatora trunków i kobieciarza. Jednak w tym momencie Roosevelt i Knox nie potrzebowali ideału, ale wojownika, a King uchodził za najbardziej agresywnego wyższego rangą oficera w całej flocie. Kiedy więc przybył 16 grudnia do Waszyngtonu, Knox powiedział mu wprost, że prezydent nie tylko widzi go na stanowisku dowódcy Floty Pacyfiku, ale chce mu również powierzyć dużo ważniejszą funkcję naczelnego dowódcy całej floty amerykańskiej (CinCUS), któremu podlegałyby floty zarówno Atlantyku, jak i Pacyfiku, a także wszystkie siły marynarki rozsiane po całym świecie12.

Twardy i zdecydowany admirał Ernest J. King w czasie drugiej wojny światowej sprawował bezprecedensową władzę nad amerykańską marynarką wojenną, pełniąc funkcję zarówno jej głównodowodzącego (CominCh), jak i szefa operacji morskich (CNO).

U.S. Naval Institute

Później sam Roosevelt oficjalnie przedstawił mu swoją propozycję. King był skłonny przyjąć ofertę - nigdy nie ukrywał, że jego życiową ambicją było "dostać się na szczyt" - ale postawił trzy warunki: po pierwsze, chciał, aby jego oficjalny tytuł został zmieniony z CinCUS (który za bardzo przypominał "sink us" - "zatop nas") na CominCh. Po drugie, miano mu przyobiecać, że nie będzie musiał organizować konferencji prasowych ani składać zeznań przed Kongresem, chyba że okaże się to absolutnie konieczne. I po trzecie, chciał, aby podporządkowano mu wszelkiego typu referaty marynarki wojennej będące ośrodkami różnorodnych wpływów politycznych, które od dnia swojego powstania w roku 1842 miały duży zakres niezależności. Roosevelt od razu zgodził się spełnić dwa pierwsze warunki. Obiecał ponadto Kingowi, że chociaż nie może zmienić prawa dotyczącego referatów marynarki, to jednak zadba o to, aby każdy z ich szefów, który byłby niezdolny do współpracy z Kingiem, natychmiast stracił stanowisko. Władza, jaką otrzymał King, była bezprecedensowa. Zgodnie z Zarządzeniem nr 8984 skupił w swoich rękach "najwyższe dowództwo nad kilkoma flotami [...] pod ogólnym kierownictwem sekretarza marynarki wojennej" oraz "był odpowiedzialny bezpośrednio przed prezydentem"13.

Ponieważ King miał składać raporty bezpośrednio prezydentowi, nie było jasne, jaką rolę w powstałych w ten sposób strukturach dowodzenia miałby odgrywać szef operacji morskich (CNO). Według Kinga jego nowa funkcja rekompensowała "braki organizacyjne" nieodłącznie związane z biurem CNO, a on sam miałby oczywiście "realizować niektóre zadania, za które w czasie pokoju odpowiadał szef operacji morskich". Stanowisko CNO zajmował wówczas admirał Harold Stark, "cichy i skromny człowiek", jak pisze jego biograf, który w niedługim czasie został całkowicie zdominowany przez potężnego i pewnego siebie Kinga. Podobnie jak wielu innych oficerów, absolwentów przedwojennej Akademii Marynarki Wojennej, Stark miał swoje przezwisko. Na pierwszym roku studiów jesienią 1899 roku podchorąży ze starszego rocznika, zwracając uwagę na nazwisko Starka, zapytał go, czy jest spokrewniony z generałem Johnem Starkiem. Młody kadet nie miał pojęcia, kim był generał Stark, w związku z czym oburzony student odpowiedział mu stanowczo, że John Stark podczas wojny o niepodległość dowodził siłami amerykańskimi w bitwie pod Bennington. W jej trakcie Stark miał podobno stwierdzić, że "zwyciężymy dzisiaj albo Betty Stark zostanie wdową!". Pomimo że nie ma żadnej pewności, czy Stark kiedykolwiek wypowiedział te słowa, starszy kolega uznał, że jest to element wiedzy wojskowej, który młody kadet powinien poznać. Odtąd, kiedy tylko zażądał tego którykolwiek podchorąży starszego roku, młody Stark musiał wstać i zawołać na całe gardło: "Zwyciężymy dzisiaj albo Betty Stark zostanie wdową!"14. W rezultacie koledzy zaczęli go określać mianem "Betty Stark", co przylgnęło do niego na cały okres służby w marynarce wojennej. Nawet podpisując notatki, także te, które miały trafić do prezydenta, używał miana "Betty". Pomimo owego dziwacznego przezwiska, a także łagodnego usposobienia i wyglądu cherubinka (Samuel Eliot Morison miał stwierdzić, że "wygląda bardziej na biskupa niż na marynarza"), udało mu się wspiąć na sam szczyt dowództwa marynarki wojennej. Mimo to w starciu z osobowością Kinga był jako CNO praktycznie bez szans. Po trzech miesiącach od swojej nominacji King praktycznie zastąpił go w obowiązkach, stając się na czas wojny jednocześnie CominCh i CNO, co dawało mu niemal absolutną władzę nad marynarką15.

Pozostawała jeszcze kwestia, kto powinien objąć dowództwo nad Flotą Pacyfiku (czy też raczej tym, co z niej pozostało) w Pearl Harbor. Roosevelt i Knox zdecydowali, że jedynym możliwym wyborem jest tutaj Chester Nimitz. Prezydent zamierzał wręczyć mu nominację jeszcze w styczniu, ale w tym czasie sam Nimitz uważał, że jest jeszcze zbyt młody, aby objąć takie stanowisko. Gdyby się wówczas zgodził, to on, a nie Kimmel ponosiłby odpowiedzialność za to, co się wydarzyło 7 grudnia w Pearl Harbor. Jednak teraz, rok później, pomimo że Nimitz ciągle był stosunkowo młody w porównaniu z innymi kandydatami, w obliczu zaistniałego kryzysu nie było czasu na takie drobiazgi. Roosevelt miał podobno stwierdzić: "Powiedz Nimitzowi, aby wyruszył do Pearl i pozostał tam, aż wygramy wojnę". Również King uważał go za odpowiedniego kandydata, chociaż miał pewne wątpliwości, czy cichy, skromny Nimitz jest wystarczająco agresywny, aby się sprawdzić w nowej roli. Obawiał się, że będzie on słuchał opinii zbyt wielu ludzi i okaże się nadmiernie skłonny do zawierania kompromisów. "Gdybyż tylko można było dopilnować, by robił to, co powinien zrobić - zauważył King. - Czasami ktoś mu coś podszepnie i muszę go wówczas naprostować". W czasie wojny King wysyłał do Nimitza dziesiątki wiadomości i domagał się kilku spotkań, a wszystko po to, aby go "naprostować". Pearl Harbor znajdowało się jednak ponad 8000 kilometrów od Waszyngtonu, a poza tym King musiał się troszczyć o dwa oceany i relacje z aliantami, co ograniczało jego możliwości zbyt drobiazgowego zarządzania działaniami na Pacyfiku16.

Nimitz był interesującą opcją jako CinCPac pod co najmniej jednym względem - nie był powiązany z żadnym z tradycyjnych centrów władzy istniejących wewnątrz marynarki wojennej. U.S Navy w roku 1941 była podzielona na wyraźnie zróżnicowane i zazdrośnie walczące o swoją pozycję grupy. Najbardziej widoczną i jednolitą tworzyli wszyscy ci, którzy służyli na niszczycielach, krążownikach i zwłaszcza pancernikach. Przez co najmniej dwa pokolenia, a z pewnością od momentu wydania słynnej książki Alfreda Thayera Mahana The Influence of Sea Power Upon History (1890)17, rządy i marynarki całego świata postrzegały pancerniki, gigantyczne stalowe twierdze uzbrojone w potężną artylerię, jako ostatecznych gwarantów potęgi morskiej, a tym samym wpływów na świecie. Oficerowie, którzy swoje kariery związali z owymi monstrami, byli członkami "Gun Club" ("Klubu Armat"). Nosili tradycyjne dwurzędowe niebieskie mundury ozdobione złotymi naszywkami oraz czarne skórzane buty. We własnej ocenie, ale także w ocenie większości Amerykanów to oni tworzyli prawdziwą marynarkę wojenną18.

Jednak w latach dwudziestych XX w. pojawiły się pierwsze wyraźne oznaki rewolucji w prowadzeniu wojny na morzu, gdyż właśnie wtedy marynarka USA przebudowała węglowiec "Jupiter" na pierwszy amerykański lotniskowiec USS "Langley" (CV-1). Tych, którzy zapisali się na kursy pilotażu - "lotników morskich" w nomenklaturze marynarki wojennej - otoczył oszałamiający nimb, który pasował do pionierskich warunków odbywania służby. W otwartych kokpitach samolotów musieli nosić podszyte futrem skórzane kombinezony chroniące ich przed przeraźliwym zimnem, jakie panowało na dużych wysokościach. Na ziemi nosili zielone mundury ozdobione czarnymi naszywkami oraz brązowe buty. Dzięki owym butom oficerowie czuli się niemal jak elitarni wojownicy, którzy praktycznie codziennie ryzykowali życiem w czasie niebezpiecznych startów i lądowań na lotniskowcach. Uważali się też za kogoś całkowicie odmiennego od reprezentantów środowiska "czarnych butów", którzy "po prostu pływali na okrętach". Ze swojej strony "czarne buty" były oburzone faktem, że lotnicy otrzymywali uposażenie o 50 procent wyższe niż oni sami19.

Nimitz nie należał do żadnego z owych klanów, gdyż większą część dotychczasowej kariery spędził na okrętach podwodnych. Służbę na nich rozpoczął już w roku 1909, kiedy nawigowanie pod powierzchnią morza było tym, czym w latach dwudziestych stało się lotnictwo - nowatorską formą kariery, która przyciągała ambitnych i odważnych młodych oficerów mogących dzięki temu liczyć na szybki awans. Niedługo później, pomimo młodego wieku i rangi, Nimitz został dowódcą okrętu noszącego stosowną nazwę "Plunger" (Nurek), niewielkiej (107 ton) jednostki szkolnej o długości niespełna dwudziestu i szerokości nieco ponad trzech i pół metra20. W czasie pierwszej wojny światowej służył pod dowództwem kontradmirała Samuela S. Robisona, dowódcy okrętów podwodnych działających na obszarze Oceanu Atlantyckiego, należąc do biura odpowiadającego za konstruowanie jednostek podwodnych (Board of Submarine Design). Na początku lat dwudziestych, kiedy powstawały zręby lotnictwa marynarki wojennej, komandor pod­porucznik Nimitz zajmował się nadzorowaniem budowy bazy okrętów podwodnych w Pearl Harbor, a następnie stanął na jej czele. Przypadek sprawił, że baza ta stała się jednym z niewielu celów, które Japończycy przeoczyli w czasie ataku z 7 grudnia21.

Po pierwszej wojnie światowej Nimitz został ekspertem z zakresu budowy oraz eksploatacji silników diesla22 i sprawował nadzór techniczny nad nowo wybudowanym zbiornikowcem USS "Maumee" (AO-2). Początkowo był na nim dowódcą działu mechanicznego, następnie zastępcą dowódcy. Z tego względu był on niewątpliwie pionierem w tankowaniu okrętów wojennych USA w trakcie rejsu, dzięki czemu mogły one radykalnie zwiększyć zasięg i możliwości bojowe. W latach trzydziestych dowodził ciężkim krążownikiem "Augusta", a następnie przez dwa lata pracował w waszyngtońskim Biurze Nawigacji (Bureau of Navigation), przekształconym w 1942 roku w Biuro Personelu (Bureau of Personnel). Dla niektórych obserwatorów z marynarki stało się to powodem do niepokoju. Obawiali się bowiem, że stając się "waszyngtońskim przekaźnikiem", Nimitz zbyt wiele czasu przekładał papiery, zamiast służyć na morzu. Na dodatek przez większość okresu spędzonego w stolicy pracował w biurach marynarki, którymi tak pogardzał King. Jego praca trzymała go z dala od "prawdziwej floty". Nie miał na przykład szansy odegrać jakiejkolwiek roli w tworzeniu planów strategicznych marynarki wojennej powstałych w latach trzydziestych ani nie uczestniczył w ćwiczeniach floty, które były istotną częścią jej pokojowej aktywności. Chociaż jednak tak wiele stracił, zajmując się zagadnieniami administracyjnymi, pozwoliło mu to nawiązać kontakty i sprawiło, że stał się postacią rozpoznawaną przez przywódców politycznych23.

Admirał Chester Nimitz przejął dowództwo nad flotą Pacyfiku (CinCPac) w ostatnich dniach 1941 roku. Spokojne i stoickie oblicze skrywało instynkt wojownika i gotowość do podejmowania śmiałych decyzji.

U.S. Naval Institute

Kiedy tego ponurego poranka Bożego Narodzenia 1941 roku Nimitz zszedł na brzeg Pearl Harbor, nie spotkał się z Kimmelem, ale z wiceadmirałem Williamem S. Pye'em. Kimmel już 16 grudnia dowiedział się, że zostanie odwołany, i mając świadomość, że jego dalsza obecność byłaby czymś niezręcznym, sam podał się do dymisji, przekazując dowództwo w ręce swojego zastępcy, Pye'a. Tymczasowy dowódca, kolega Kinga z Akademii Marynarki Wojennej, był o dziesięć lat starszy od Nimitza. Większość spośród 41 lat służby na morzu odbył na pancernikach. Wychowany w Minneapolis, miał fizjonomię zadziornego gliniarza na służbie - w oczy rzucał się nieco bulwiasty nos i ciemne oczy zwieńczone krzaczastymi brwiami. Pomimo ukończonych sześćdziesięciu jeden lat nie posiwiał, a ciemne włosy zazwyczaj zaczesywał do tyłu.

To właśnie Pye odwołał posiłki podążające na wyspę Wake. Kimmel stworzył grupę uderzeniową (Task Force 14), której trzon stanowił lotniskowiec "Saratoga" (CV-3). W momencie ataku Japończyków okręt przebywał w San Diego i powrócił do Pearl Harbor dopiero tydzień później, 15 grudnia. Następnego dnia po szybkim zatankowaniu Kimmel skierował go na Wake, powierzając dowództwo kontr­admirałowi Frankowi Jackowi Fletcherowi. Towarzyszyły mu trzy krążowniki, dziewięć niszczycieli, transportowiec wodnosamolotów oraz zbiornikowiec, który miał zapewnić zapas paliwa. Betty Stark zezwolił, co prawda, Kimmelowi na ewakuację garnizonu, jeżeli okazałoby się to konieczne, ale miał raczej nadzieję, że Fletcher zdoła dostarczyć obrońcom Wake zaopatrzenie oraz wzmocnić ich siły eskadrą samolotów. Chcąc rozproszyć siły japońskie, Kimmel wysłał wiceadmirała Wilsona Browna z lotniskowcem "Lexington" (CV-2), aby zaatakował należące do Japonii Wyspy Marshalla. Z kolei wiceadmirał William F. Halsey na lotniskowcu "Enterprise" (CV-6) ruszył na zachód, skąd miał wspierać Fletchera. Krytycy zarzucali mu później, że nie powinien był czekać na "Saratogę", lecz natychmiast wysłać posiłki, albo też dowodzili, że należało skierować wszystkie trzy lotniskowce w stronę Wake, zamiast próbować rozpraszać siły Japończyków poprzez rozsyłanie okrętów w różnych kierunkach24.

Jednak bez względu na słuszność stawianych mu zarzutów, po rezygnacji Kimmela to Pye odpowiadał za okręty, które znajdowały się teraz na morzu. 20 grudnia, kiedy "Saratoga" zbliżył się na odległość 1200 kilometrów od Wake, Pye otrzymał wiadomość, że Japończycy ponowili atak i, co ważniejsze, że uczestniczy w nim co najmniej jeden, a być może nawet dwa lotniskowce. Okręty te, "S?ry?" oraz "Hiry?", brały wcześniej udział w ataku na Pearl Harbor. Gdyby "Saratoga" spotkał się z dwoma (lub większą liczbą) lotniskowców japońskich, dramatycznie zwiększyłoby to ryzyko jego zniszczenia. Dwa dni później, rankiem 22 grudnia, kiedy "Saratoga" znajdował się około 800 kilometrów od celu, Pye otrzymał meldunek, że Japończycy wylądowali na wyspie i stłumili opór garstki obrońców. Jednoznaczna, bardzo lakoniczna wiadomość od dowódcy Wake krótko podsumowywała zaistniałą sytuację: "Sprawa jest niepewna". Mniej więcej w tym samym czasie Pye otrzymał wiadomość od Starka z Waszyngtonu, która brzmiała: "Wake jest i pozostanie ciężarem". Jednocześnie zezwolił Pye'owi, aby "ewakuować Wake". Wiadomość kończyła się krótką wzmianką: "King wyraża zgodę". Jednak ewakuacja była teraz niemożliwa, o czym Pye telegraficznie poinformował Starka. Pomimo gotowości, z jaką Pye wyruszył na pomoc dzielnym marines walczącym na Wake, nie chciał jednak narażać "Saratogi" na walkę z dwoma lotniskowcami wroga, zwłaszcza że Waszyngton uważał Wake za "ciężar". Dlatego też wydał rozkaz, aby zawrócić "Saratogę". Kiedy Fletcher się z nim zapoznał, z wściekłością rzucił czapką o pokład. Piloci na lotniskowcu, którzy mieli następnego dnia wyruszyć z pomocą swoim towarzyszom z piechoty morskiej, byli bliscy buntu i w ich prywatnych rozmowach pojawiły się nawet głosy, aby zignorować rozkazy i kontynuować misję. Zwyciężyło jednak poczucie dyscypliny - piechotę morską walczącą na Wake pozostawiono własnemu losowi25.

Decyzja ta okazała się wielkim ciosem dla morale Amerykanów. W Waszyngtonie zdenerwowany Roosevelt nakazał Starkowi, aby ten zażądał od Pye'a wyjaśnień co do powodów podjęcia takiej, a nie innej decyzji. Mimo że to sam Stark miał wpływ na wydane rozkazy, posłusznie wykonując polecenie przełożonych politycznych, napisał do Pye'a, że "w celu zrozumienia przez władze wyższego szczebla niezbędne jest, abyś dostarczył mi dalszych informacji na temat względów, które wpłynęły na decyzję o wycofaniu dwóch zachodnich grup okrętów". Pye mógł odpowiedzieć, że uczynił tak, gdyż Stark i King określili Wake jako "ciężar", ale zamiast tego napisał: "Uznałem, że ogólna sytuacja miała większe znaczenie i wymagała ochrony naszych sił". Nie przekonało to jednak Roosevelta, który nigdy nie zapomniał tego Pye'owi. Sam Knox był wściekły. W liście, który jeszcze w styczniu skierował do Kimmela, stwierdził: "Nie ma czegoś takiego jak bezpieczne prowadzenie wojny. [...] Roztropność musi zostać zepchnięta na drugi plan na rzecz śmiałego i zdecydowanego zastosowania floty". Sekretarz marynarki nie dostrzegał niczego śmiałego ani stanowczego w decyzji o porzuceniu oblężonego garnizonu Wake. Nimitz również był mocno niezadowolony z odwołania wsparcia, ale nie tracił czasu na to, aby żałować czegoś, czego nie mógł zmienić - "woda przelała się ponad tamą", jak mawiał. I nadal z poważaniem traktował zarówno Pye'a, jak i Fletchera. Było to jednak kolejne gorzkie rozczarowanie dla kraju, który wciąż przeżywał wstrząs po Pearl Harbor, i jeszcze jeden ciężar dla jego przywódcy26.

W budynku kwatery głównej floty Nimitz spotkał się z oficerami ze sztabu Pye'a (a poprzednio Kimmela). Każdemu podał rękę i poprosił ich, aby pozostali i służyli mu pomocą. Oficerom, którzy dotąd spodziewali się najgorszego, natychmiast rozjaśniły się twarze i z entuzjazmem przystali na propozycję - jeden z nich wspominał, że przyjazd Nimitza był, jakby ktoś otworzył okno w dusznym pokoju. I rzeczywiście, po dokładnej analizie sytuacji Nimitz doszedł do wniosku, że straty, które Amerykanie ponieśli 7 grudnia, były dużo mniej katastrofalne, niż się początkowo wszystkim wydawało. Mimo że uszkodzonych zostało osiem pancerników, z których pięć zatonęło, to jednak płytkie wody Pearl Harbor umożliwiały ich szybkie podniesienie i wyremontowanie. Gdyby przed atakiem flota wycofała się na pełne morze, wówczas okręty te zapewne spoczęłyby głęboko na dnie oceanu, gdzie Amerykanie straciliby je na zawsze. Poniesione wówczas straty w ludziach byłyby niewątpliwie również dużo większe. W rezultacie sześć z ośmiu pancerników, które 7 grudnia zostały zatopione lub uszkodzone, poddano remontom i uczestniczyły one później w działaniach wojennych27.

Co więcej, pomimo że śmierć członków załóg owych okrętów była niewątpliwą tragedią, to jednak samo chwilowe wyłączenie z działań kilku pancerników nie miało aż tak dużego znaczenia strategicznego. Sukces ataku japońskiego potwierdził to, co niektórzy starali się dowieść od lat - pancerniki straciły na znaczeniu, a ich rolę przejęły lotniskowce stanowiące teraz najważniejszy oręż marynarki wojennej. Szczęśliwie złożyło się, że w momencie ataku wszystkie trzy lotniskowce Floty Pacyfiku znajdowały się poza bazą. Jak już poprzednio wspomniano, "Saratoga" przebywał wówczas w San Diego i po remoncie w Puget Sound Navy Yard w Bremerton w stanie Waszyngton powrócił do służby. Pozostałe lotniskowce 7 grudnia również przebywały na morzu. Otrzymawszy 27 listopada ostrzeżenie z Waszyngtonu o możliwości wybuchu wojny, Kimmel następnego dnia wysłał lotniskowce, aby dostarczyły samoloty mające wzmocnić siły odległych placówek amerykańskich na Wake i Midway. "Enterprise" Halseya w eskorcie trzech krążowników i dziewięciu niszczycieli dostarczył dwanaście samolotów na Wake, gdzie odegrały one kluczową rolę w odparciu pierwszego ataku Japończyków. Z kolei "Lexington" kontradmirała Johna H. Newtona z podobną eskortą transportował samoloty na Midway, ale informacja o japońskim ataku spowodowała, że Newton zdecydował się zawrócić, jeszcze zanim wypełnił misję28.

7 grudnia Kimmel rozkazał Halseyowi powrócić do Pearl Harbor, ale konieczność zatankowania paliwa na pełnym morzu oraz wypadek z liną, która owinęła się wokół śruby napędowej krążownika "Northampton", spowodowały, że się spóźnił. Był jeszcze kilkaset kilometrów od celu, kiedy dotarł do niego alarmujący telegram: "Atak lotniczy na Pearl Harbor. To nie są ćwiczenia". W pierwszej chwili Halsey pomyślał, że komunikat został błędnie odczytany. Aby nie wchodzić do bazy z samolotami pokładowymi (które nie mogłyby się wzbić w powietrze z lotniskowca stojącego na kotwicy), Amerykanie rutynowo wcześniej wysyłali swoje samoloty na Oahu. Tego poranka Halsey poderwał liczne samoloty rozpoznawcze, które dotarły nad Hawaje mniej więcej w tym samym czasie, kiedy otrzymał raport. Obawiał się, że nerwowi artylerzyści z Pearl mogą wziąć jego samoloty za maszyny wroga. Tak też się stało - kiedy samoloty z "Enterprise'a" pojawiły się nad portem w trakcie japońskiego ataku, ostrzelała je amerykańska artyleria przeciw­lotnicza. Przekonawszy się, że atak naprawdę nastąpił, Halsey wysłał samoloty, które miały zlokalizować nieprzyjacielską flotę. Gdyby jednak jego maszynom rozpoznawczym udało się odnaleźć sześć lotniskowców japońskich, co mogłoby doprowadzić do starcia, wówczas on sam znalazłby się w dużym niebezpieczeństwie, a "Enterprise" mógłby się stać kolejną ofiarą tego dnia, co miałoby dużo poważniejsze skutki niż czasowa utrata kilku pancerników29.

Dzięki przypadkowi Nimitz dysponował więc trzema wielkimi lotniskowcami, które stały się jądrem jego nowej floty. Czwarty lotniskowiec "Yorktown" (CV-5), który w kwietniu został wysłany na Atlantyk wraz z trzema pancernikami i kilkoma lekkimi krążownikami oraz niszczycielami, otrzymał teraz rozkaz powrotu na Pacyfik. Dawało to Nimitzowi cztery lotniskowce, które dysponowały wystarczającą siłą, aby powstrzymać kolejne ataki Japończyków. Oczywiście, przynajmniej teoretycznie, Stany Zjednoczone mogły ściągnąć z Atlantyku większą liczbę okrętów, w tym kilka pancerników. Byłoby to jednak dość trudne, biorąc pod uwagę, że 11 grudnia Hitler wypowiedział Stanom Zjednoczonym wojnę, co spowodowało, że USA zmuszone były teraz toczyć zmagania na obu oceanach.

Wojna tocząca się na dwóch wielkich akwenach zmusiła sztabowców z Waszyngtonu do zmodyfikowania amerykańskich planów strategicznych. Przez ponad dwadzieścia lat flota Stanów Zjednoczonych, opracowując koncepcje, ćwiczenia i gry wojenne, skupiała się na ewentualnej wojnie z Japonią. Projekt przyszłej wojny oficjalnie znany był jako Plan Orange (Plan Pomarańczowy), a jego pierwsza wersja powstała już w roku 1911. Ogólne zarysy planu były bardzo proste - może nawet zbyt proste. Zakładał on, że wojnę zapoczątkuje atak Japonii na Filipiny, co pozwoliłoby flocie amerykańskiej skoncentrować się w Pearl Harbor i uderzyć po drugiej stronie oceanu. Główne starcie miało nastąpić gdzieś na zachodnim Pacyfiku. Przez kolejne lata plan ten był uaktualniany i modyfikowany, stworzono nawet kilka jego wersji, ale podstawowy zarys pozostawał ciągle taki sam30.

Dojście do władzy Hitlera w latach trzydziestych nie tylko doprowadziło do przyjęcia w Stanach Zjednoczonych ambitnego programu zbrojeniowego, ale zmusiło też do pewnych zmian o wymiarze strategicznym. Ustawa Vinsona-Trammela31 z roku 1934 zapoczątkowała jego realizację - Stany Zjednoczone rozpoczęły budowę olbrzymiej armady. Plany zakładały wprowadzenie do służby 8 pancerników, 12 lotniskowców, 35 krążowników, 190 niszczycieli oraz ponad 3000 samolotów. Łącznie było to więcej niż siły, którymi dysponowała marynarka japońska. Żaden z nowych okrętów nie był jednak gotowy do wyjścia w morze przed końcem roku 1942 lub nawet początkiem 1943. Tymczasem, w czerwcu 1940 roku, nazistowskie Niemcy podbiły Francję, a ich u-booty zaczęły zagrażać atlantyckim szlakom komunikacyjnym, co szybko wymusiło modyfikację wielu założeń Planu Pomarańczowego. Wcześniej amerykańscy stratedzy liczyli, że Wielka Brytania oraz Francja będą opierać się Niemcom na tyle długo, aby umożliwić Amerykanom pełną mobilizację sił. Francja była pokonana i okupowana, a Wielka Brytania stała na skraju przepaści, co powodowało, że coraz bardziej liczono się z możliwością, że zanim Stany Zjednoczone zdołają przygotować się do wojny, Hitler podbije całą Europę. W świetle tych faktów w listopadzie 1940 roku, zaledwie kilka tygodni po trzeciej reelekcji Roosevelta i dokładnie rok przed Pearl Harbor, Betty Stark napisał długi raport do sekretarza marynarki wojennej Franka Knoxa, w którym proponował całkowicie nową strategię działania32.

Raport Starka z listopada 1940 był jednym z najważniejszych dokumentów kiedykolwiek przedstawionych administracji przez oficera marynarki wojennej. Oceniając Plan Pomarańczowy wymierzony przeciwko Japonii, stwierdził, że "zająłby on dużo czasu", po czym zauważał, że "musimy zdawać sobie sprawę ze znacznego niebezpieczeństwa na Atlantyku". De facto, o czym Stark doskonale wiedział, owo "znaczne niebezpieczeństwo" już istniało na Atlantyku, gdzie amerykańskie niszczyciele były zaangażowane w walkę z niemieckimi okrętami podwodnymi, próbując utrzymać szlaki, którymi płynęło zaopatrzenie ze Stanów Zjednoczonych do Wielkiej Brytanii. Obawiając się klęski Brytyjczyków i konsekwencji, jakie miałoby to dla Ameryki, Roosevelt nieustannie zapewniał o "neutralności" swojego kraju, ale jednocześnie ciągle rozszerzał zasięg działań amerykańskich okrętów na Atlantyku. Stark również obawiał się o losy Anglii i aby rozwiązać ten problem, zalecał, aby przeorientować dwudziestoletnie już wówczas plany i przenieść centrum działań marynarki wojennej z Pacyfiku na Atlantyk. "Redukcja siły ofensywnej Japonii", jak pisał, może być osiągnięta "przede wszystkim dzięki blokadzie ekonomicznej", podczas gdy Stany Zjednoczone powinny się skupić na podjęciu próby "ofensywy lądowej przeciwko siłom Osi". Wymagało to, "aby główny wysiłek floty i armii koncentrował się na Atlantyku". W tym czasie "moglibyśmy [...] na Pacyfiku ograniczyć się w zasadzie do działań wyłącznie defensywnych". Istniało oczywiście niebezpieczeństwo, że pomimo amerykańskiej pomocy Wielka Brytania i tak upadnie, co spowodowałoby, że Amerykanie znaleźliby się w defensywie na obu oceanach, Stark jednak liczył, że mimo wszystko Brytyjczykom uda się utrzymać33.

Admirał Harold "Betty" Stark służył jako CNO aż do marca 1942 roku, kiedy zastąpił go King. Jego raport z listopada 1940, zawierający "Plan Dog", został wykorzystany do przeorientowania amerykańskiej strategii i skoncentrowania się na Europie zamiast na obszarze Pacyfiku.

U.S. Naval Institute

Po przedstawieniu swoich argumentów Stark zarysował cztery alternatywy strategiczne, które nazwał A, B, C i D. Osobiście był zwolennikiem ostatniej. Opcja znana w żargonie marynarki jako "Plan Dog" zakładała, że w przypadku jednoczesnej wojny z Niemcami i Japonią Stany Zjednoczone powinny pozostać w defensywie na Pacyfiku i poświęcić "całą siłę ofensywną państwa" na pokonanie nazistowskich Niemiec. "Gdybyśmy zostali zmuszeni do wojny z Japonią - pisał - powinniśmy [...] zdecydowanie unikać planów operacji na Dalekim Wschodzie lub w rejonie środkowego Pacyfiku, gdyż to uniemożliwiłoby marynarce przerzucenie sił na Atlantyk w takim zakresie, aby nawet w razie upadku Wielkiej Brytanii zabezpieczyć nasze interesy i politykę". Na koniec Stark zalecał podjęcie "tajnych rozmów" z członkami brytyjskiego rządu34.

Opracowanie Starka spotkało się z żywym zainteresowaniem w Waszyngtonie, gdzie Roosevelt również obawiał się upadku Wielkiej Brytanii. Rozmowy z dyplomatami angielskimi, które zalecał Stark, rozpoczęły się już w styczniu 1941 roku. Wynikiem owych spotkań stał się dokument znany jako "ABC-1", który zawierał ogólny zarys strategii znanej później pod nazwą "Najpierw Niemcy". Dokładniej rzecz ujmując, stwierdzał on, że "ponieważ Niemcy są najsilniejszym z mocarstw Osi, obszar Atlantyku i Europy należy rozpatrywać jako mający znaczenie decydujące. Głównym celem wysiłku militarnego Stanów Zjednoczonych będzie wywarcie wpływu na ten teatr działań wojennych, podczas gdy operacje amerykańskie na innych obszarach będą planowane tak, aby ułatwić realizację tego założenia". Dokładnie takie same sformułowania zostały użyte w amerykańskim planie zwanym Rainbow-5, który oficjalnie przyjęto w listopadzie 1941 roku, zaledwie osiemnaście dni przed atakiem Japończyków na Pearl Harbor i trzydzieści pięć przed przejęciem dowództwa przez Nimitza. W takich realiach strategicznych Nimitz zdawał sobie sprawę, że nie może liczyć na jakiekolwiek znaczne wzmocnienie sił na Pacyfiku aż do momentu, kiedy przybędą nowe okręty, przy których prace miały potrwać jeszcze przynajmniej rok. Musiał stanąć przeciwko Japończykom z tym, co posiadał: trzema (a niedługo później czterema) lotniskowcami, kilkunastoma krążownikami, kilkoma eskadrami niszczycieli oraz pewną liczbą okrętów podwodnych, przeoczonych 7 grudnia przez japońskie bombowce. Nimitz miał również pod swoim dowództwem zespół Task Force 1, złożony ze starych pancerników, które przetrwały atak na Pearl Harbor (plus "Colorado" remontowany w Puget Sound), oraz trzech kolejnych pancerników, które powróciły na Pacyfik z Atlantyku. Mimo to w świetle ostatnich wydarzeń nie było do końca jasne, jak najefektywniej wykorzystać owe leciwe już, ale ciągle potężne jednostki35.

Nimitz skłaniał się, aby na początek użyć okrętów podwodnych. Będąc starym podwodniakiem, w ostatnim dniu roku uczestniczył w ceremonii zmiany dowódcy na okręcie podwodnym "Grayling" (SS-209). Uczynił tak nie tylko dlatego, że przez długi czas był związany z tą klasą jednostek, ale także po to, aby sprawdzić, jakie morale panuje w tzw. cichej służbie. Jeśli pamiętamy, że w roku 1917 Stany Zjednoczone przystąpiły do wojny z powodu nieograniczonej wojny podwodnej, którą Niemcy prowadzili na Atlantyku, na ironię zakrawał fakt, że pierwszy amerykański rozkaz operacyjny z grudnia 1941 roku brzmiał: "Rozpocząć nieograniczoną wojnę podwodną i powietrzną przeciwko Japonii"36.

Podczas wojny amerykańskie okręty podwodne zadały olbrzymie straty japońskiej marynarce wojennej i handlowej oraz kilkakrotnie odgrywały istotną rolę w operacjach prowadzonych na powierzchni, także na obszarze otaczającym Midway. Jednak w pierwszym roku działań ich skuteczność osłabiało to, że torpedy nie działały. Amerykańska torpeda Mark 14 była wyposażona w zaawansowany technologicznie magnetyczny zapalnik zbliżeniowy, który miał spowodować eksplozję głowicy bojowej pod wykonanym ze stali kadłubem. Niestety w grudniu 1941 roku nikt w marynarce nie miał pojęcia, że torpedy przechodziły pod celem ponad trzy metry głębiej, niż podawały to ich specyfikacje, co okazywało się często głębokością zbyt dużą, aby zapalniki mogły zadziałać. Nawet wówczas, kiedy niektórzy dowódcy okrętów podwodnych nakazali zmienić nastawy sterów głębokości, tak aby torpedy mknęły bliżej powierzchni, głowice często nie detonowały. Część wystrzelonych w ten sposób pocisków uderzała nawet w burty wrogich okrętów, ale jedynym tego skutkiem był metaliczny odgłos, kiedy odbijały się, po czym natychmiast tonęły. Co gorsza, niektóre torpedy miały wady powodujące, że ich kurs był całkowicie nieprzewidywalny, a niektóre z nich zataczały nawet pełne kręgi, zagrażając tym samym okrętowi, który je wystrzelił.

Były dwa wyjaśnienia owego katastrofalnego stanu rzeczy. Główna przyczyna leżała w braku środków, z czym dowództwo marynarki wojennej zmagało się w czasach Wielkiego Kryzysu - ponieważ torpedy kosztowały tysiące dolarów za sztukę, Biuro Uzbrojenia zakazało prowadzenia testów skutkujących ich zniszczeniem. Drugą przyczyną był fakt, że najnowocześniejszy wówczas zapalnik magnetyczny ciągle klasyfikowano jako "tajny" i, według oficjalnej historii powojennej, "bezpieczeństwo [...] stało się swego rodzaju fetyszem, a środki mające na celu ochronę [zapalników magnetycznych] przed wrogiem faktycznie ukryły ich wady przed tymi, którzy wprowadzili przepisy". Rezultatem owych zabiegów była torpeda, która często nie prowadziła do detonacji. Tego samego dnia, kiedy Nimitz przybył do Pearl Harbor, komandor porucznik Tyrell D. Jacobs, dowódca okrętu podwodnego "Sargo" (SS-188), wystrzelił z bliskiej odległości osiem torped w kierunku trzech różnych jednostek, ale nie dokonał żadnych trafień. Było wręcz nie do pomyślenia, aby w takiej sytuacji po prostu chybił, powiadomił więc przełożonych, że coś musi być nie tak z torpedami. Oficerowie z Biura Uzbrojenia stwierdzili jednak, że wina leży po jego stronie - po prostu nie trafił w cele. Nawet kiedy później również inni dowódcy raportowali o podobnych problemach, Biuro upierało się, że jest to wynikiem błędu człowieka, a nie usterki technicznej. Ostatecznie w czerwcu 1943, osiemnaście miesięcy od rozpoczęcia wojny, sam Nimitz rozkazał, aby deaktywować magnetyczne zapalniki zbliżeniowe37.

Siły, które podlegały Nimitzowi w momencie, kiedy obejmował dowództwo nad amerykańską Flotą Pacyfiku, wyglądały następująco: spoczywające na dnie portu w Pearl Harbor pancerniki, trzy lotniskowce dysponujące, przynajmniej w teorii, 264 samolotami, kilkanaście krążowników i nieco niszczycieli, a także okręty podwodne uzbrojone w niesprawne torpedy. Przybyły z Atlantyku "Yorktown" powiększył liczbę lotniskowców do czterech jednostek. Z powodu alianckich zobowiązań zawartych w planie "Najpierw Niemcy", a także harmonogramu produkcji przemysłowej istniały minimalne szanse, aby można było liczyć na jakiekolwiek dodatkowe wzmocnienie. W ciągu najbliższych tygodni i miesięcy Nimitz będzie musiał zdecydować, jak najlepiej wykorzystać te środki, aby zagrozić japońskiej dominacji na Pacyfiku, ale działając tak, aby zachować w jak najlepszym stanie to, co posiadał, i jednocześnie nie oddać Pacyfiku nieprzyjacielowi.

Przez cały ten okres dla wszystkich obserwujących go z boku Nimitz sprawiał wrażenie człowieka chłodnego i pewnego siebie, co jeszcze bardziej podnosiło na duchu tych, którzy admirała otaczali. Były to jednak tylko pozory, gdyż w rzeczywistości dręczył go nieustanny niepokój. Pomimo że ciężko pracował całymi dniami, w nocy nie mógł usnąć. Tego samego dnia, kiedy objął stanowisko CinCPac, napisał do żony: "Jeszcze nie osiągnąłem punktu, w którym mógłbym dobrze spać, gdyż nieustannie tyle się wokół dzieje". Czuł się, jakby był na "kołowrotku, który bez przerwy wiruje, ale nigdzie nie pozwala dotrzeć wystarczająco szybko". Nawet po miesiącu skarżył się: "Przez większość czasu czuję się wielce przygnębiony"38.

W tym samym czasie w innej części Pacyfiku Japończycy celebrowali to, co wyglądało na decydujące zwycięstwo, czyli nalot na Pearl Harbor, oraz planowali kampanię, która miała umocnić ich triumfy i umożliwić ustanowienie własnej strefy wpływów nazywanej Strefą Wspólnego Dobrobytu Wielkiej Azji Wschodniej - imperium, które rozciągało się od Chin po środkowy Pacyfik i od Alaski po Australię. Sekretem ich sukcesu okazał się zespół sześciu lotniskowców, które przeprowadziły atak na Pearl Harbor, noszący dumną nazwę Kid? Butai.

1 W boską interwencję wierzyło wielu weteranów z Midway, np. Bryan Crisman, oficer finansowy na USS "Yorktown", oraz Stanford Linzey, autor książki God Was at Midway: The Sinking of the USS Yorktown (CV-5) and the Battles of the Coral Sea and Midway, San Diego 1996. Zob. też: R.W. Russell, No Right to Win: A Continuing Dialogue with Veterans of the Battle of Midway, New York 2006, s. 172.
2 L. Tołstoj, Wojna i pokój, tłum. A.Stawar, Warszawa 2018, t. 4, s. 359.
3 F. DeLorenzo, Admiral Nimitz Arrives at Pearl Harbor, BOMRT; E.B. Potter, Nimitz, Annapolis 1976, s. 16.
4 Tamże.
5 J. Rochefort, relacja ustna (5 października 1969), U.S. Naval Institute Oral History Collection, USNA, t. 1, s. 223; "Lucky Bag" 1905, s. 76, USNA; E.B. Potter, dz. cyt., s. 156.
6 E.B. Potter, dz. cyt., s. 16; J.B. Lundstrom, Black Shoe Carrier Admiral: Frank Jack Fletcher at Coral Sea, Midway, and Guadalcanal, Annapolis 2006, s. 45.
7 Annual Report of the Secretary of the Navy, 1941, Washington 1941, s. 1; B. Catton, The War Lords of Washington, New York 1948, s. 9-12.
8 G.H. Lobdell, Frank Knox, w: American Secretaries of the Navy, red. P.E. Coletta, Annapolis 1980, t. 2, s. 677-681; H.L. Ickes, The Secret Diary of Harold L. Ickes, New York 1954, t. 2, s. 718 (wpis z 9 września 1939); H.L. Stimson, M. Bundy, On Active Service in Peace and War, New York 1948, s. 323-324.
9 Rough Riders (Dzicy Jeźdźcy) - tak nazywano 1. Ochotniczy Pułk Kawalerii, utworzony w roku 1898 w związku z wybuchem wojny amerykańsko-hiszpańskiej. Pułk ten składał się z kowbojów, poszukiwaczy złota, myśliwych, hazardzistów, a nawet Indian. Starano się wybierać ludzi doskonale jeżdżących konno i władających bronią palną. Dowództwo objął doktor Leonard Wood (medyczny doradca prezydenta i sekretarza wojny), do którego nawiązuje tu autor, a jego zastępcą mianowano Theodore'a Roosevelta - przyp. tłum.
10 Potoczne określenie Theodore'a Roosevelta - przyp. red. (wszystkie przypisy redakcyjne pochodzą od weryfikatora merytorycznego).
11 G.H. Lobdell, dz. cyt., s. 682; Senate Committee on Naval Affairs, Hearings before the Committee on Naval Affairs, United States Senate on the Nomination of William Franklin Knox to be Secretary of the Navy, 76th Cong., 3rd sess., 1940, s. 42; H.L. Ickes, dz. cyt., t. 2, s. 717; Attack Upon Pearl Harbor, 77th Cong., 2nd sess., 1942, S. Doc. 159, s. 20. Zob. też czołobitne listy, które Knox kierował w 1940 roku do Roosevelta, w: President's Secretary's file, box 62, FDRL.
12 T.B. Buell, Master of Sea Power: A Biography of Fleet Admiral Ernest J. King, Boston 1980, s. 111; F. Thorn, relacja ustna (14 sierpnia 2000), NMPW.
13 E. Larrabee, Commander in Chief: Franklin Delano Roosevelt, His Lieutenants, and Their War, New York 1987; reprint: Annapolis 2004, s. 171; R.W. Love, Jr., Ernest Joseph King, w: The Chiefs of Naval Operations, red. R.W. Love, Jr., Annapolis 1980, s. 139-140; E.J. King, W.M. Whitehill, Fleet Admiral King: A Naval Record, New York 1952, s. 350-351.
14 Był to przejaw charakterystycznej dla wielu organizacji militarnych nieformalnej, pozaregulaminowej rzeczywistości. W skrajnej, wynaturzonej postaci przybierała ona formę tak zwanej fali - przyp. red.
15 B.M. Simpson, Harold Raynsford Stark, w: Chiefs of Naval Operations, dz. cyt., s. 131, 119-120; S.E. Morison, History of United States Naval Operations in World War II, t. 1, The Battle of the Atlantic, September 1939 - May 1943, Boston 1947, s. 41. Pisma Starka skierowane do Roosevelta, a podpisane "Betty" znajdują się w: President's Secretary's Files, FDRL, box 62. Stark przybył następnie do Anglii jako dowódca Sił Floty Stanów Zjednoczonych w Europie. Decyzja czyniąca Kinga zarówno CominCh, jak i CNO datowana jest na 12 marca 1942 roku i znajduje się w: King Papers, seria I, box 1. Została przedrukowana jako Appendix 4 w: T.B. Buell, dz. cyt.
16 E.B. Potter, dz. cyt., s. 9. Komentarz Kinga na temat Nimitza cytowany jest również w: E. Larrabee, dz. cyt., s. 356.
17 Wydanie polskie: Wpływ potęgi morskiej na historię 1660-1783, tłum. E. Weryk, t. 1-2, Oświęcim 2013-2020 - przyp. tłum.
18 A.T. Mahan, The Influence of Sea Power Upon History, 1660-1783, Boston 1890.
19 N.J. "Dusty" Kleiss, wywiad autora (31 czerwca 2009).
20 W 1911 roku, w związku ze zmianą całego systemu nazewnictwa w US Navy, przemianowany na A-1. Nie należy mylić tej jednostki z eksperymentalnym okrętem podwodnym o tej samej nazwie testowanym przez marynarkę amerykańską w latach 1898-1900 - przyp. red.
21 E.B. Potter, dz. cyt., s. 62, 122-134.
22 Przed wojną studiował tę problematykę w niemieckich zakładach w Nurembergu i belgijskich w Ghent - przyp. red.
23 E.B. Potter, dz. cyt., s. 135-161.
24 Plan Kimmela dotyczący wykorzystania lotniskowców znajduje się w: Briefed Estimate, 10 grudnia 1941, w: Nimitz Papers, NHHC, box 1, s. 13; rozkaz Starka znajduje się w: Stark to Kimmel, 15 grudnia 1941, w: Nimitz Papers, NHHC, box 1, s. 49-50; J.B. Lundstrom, dz. cyt., s. 23.
25 Po upadku wyspy w ręce Japończyków trafiło ponad półtora tysiąca Amerykanów. Większość z nich (1146) było cywilnymi pracownikami budowlanymi. Pozostali to 368 żołnierzy piechoty morskiej, 65 marynarzy i 5 żołnierzy piechoty. Większość z nich została przetransportowana do japońskich obozów jenieckich, gdzie przebywali oni - przynajmniej ci, którzy przeżyli - aż do roku 1945. Około setki pracowników budowalnych pozostało na Wake i w roku 1943, kiedy wszystko wskazywało na to, że wyspę mogą zdobyć Amerykanie, zostali oni ustawieni w szeregu i rozstrzelani. Stark to Pye oraz Pye to Stark, oba z 22 grudnia 1941, w: Nimitz Papers, NHHC, box 1, s. 72; J.B. Lundstrom, dz. cyt., s. 31; E. Layton, relacja ustna (30 maja 1970), U.S. Naval Institute Oral History Collection, USNA, s. 106.
26 Stark to Pye, 27 grudnia 1941, w: Nimitz Papers, NHHC, box 1, s. 120; Knox to Kimmel, 9 stycznia 1941, w: Kimmel Papers, AHC, box 2; J.B. Lundstrom, dz. cyt., s. 39, 45. Okoliczności wydarzenia wydają się sugerować, że to Roosevelt mógł zablokować mianowanie Pye'a dowódcą na południowym Pacyfiku.
27 Oficerem, który porównał przybycie Nimitza z otwarciem okna w dusznym pokoju, był Raymond Spruance (R. Spruance, wywiad G. Prange'a, 5 września 1964, w: Prange Papers, UMD, box 17).
28 J.B. Lundstrom, dz. cyt., s. 6.
29 E.P. Stafford, The Big E: The Story of the USS Enterprise, New York 1962; Annapolis 2002, s. 23-24. Cytaty pochodzą z wydania drugiego.
30 E.S. Miller, War Plan Orange: The U.S. Strategy to Defeat Japan, 1897-1945, Annapolis 1991; Annual Report of the Secretary of the Navy, 1940, s. 27-33.
31 Ustawa przyznawała środki na budowę 102 nowych okrętów w ciągu ośmiu lat oraz zwiększenie personelu marynarki. Była zarówno programem zbrojeniowym, jak i elementem polityki - przyjętej przez administrację prezydenta Roosevelta - pobudzania gospodarki zmagającej się z Wielkim Kryzysem poprzez zwiększanie wydatków federalnych. Nazwę wzięła od nazwisk szefa Komisji Morskiej Izby Reprezentantów, demokraty z Georgii, Carla Vinsona oraz demokraty z Florydy Monroe Trammela. Główną rolę odgrywał jednak Vinson, w związku z czym nazywana była "pierwszą ustawą Vinsona". Plany budownictwa okrętowego rozszerzone następnie zostały w 1938 roku na mocy "drugiej ustawy Vinsona", a po raz kolejny w 1940 roku, kiedy to przyjęto ustawę o Flocie Dwóch Oceanów (zwaną też ustawą Vinsona-Walsha) - przyp. red.
32 Stark to Knox, 12 listopada 1940; oryginał znajduje się w zbiorach FDRL, dostępny również online na http://docs.fdrlibrary.marist.edu/psf/box4/a48b01.html.
33 Tamże.
34 Tamże.
35 W rzeczywistości stare pancerniki były zbyt powolne, aby działać wspólnie z dużo szybszym lotniskowcem i krążownikami - wymagały gruntownej modernizacji, aby mogły ewentualnie spełniać rolę okrętów wsparcia artyleryjskiego. Joint Committee on the Investigation of the Pearl Harbor Attack, Hearings before the Joint Committee on the Investigation of the Pearl Harbor Attack, 79th Cong., 1st sess., 1945, cz. 15, s. 1505. Tekst Rainbow-5 znaleźć można w: American War Plans, 1919-1941, red. S.T. Ross, New York 1992, t. 5, s. 100.
36 Knox to ALNAV (całego personelu floty), 7 grudnia 1941, w: Nimitz Papers, NHHC, box 1, s. 5; J.I. Holwitt, Execute against Japan: The U.S. Decision to Conduct Unrestricted Submarine Warfare, College Station 2009.
37 Oznaczało to powrót do zapalników uderzeniowych, które jednak również nie były pozbawione wad - przyp. red. B. Rowland, W.B. Boyd, U.S. Navy Bureau of Ordnance in World War II, Washington 1953, s. 90; T. Wildenberg, N. Polmar, Ship Killer: A History of the American Torpedo, Annapolis 2010, s. 102 i n. Zob. też: R. Gannon, Hellions of the Deep: The Development of American Torpedoes in World War II, Pennsylvania 1996, s. 75-76, 89.
38 Nimitz to Mrs. Nimitz, 28 grudnia 1941, 29 stycznia 1942, oba w: Nimitz Diary #1 (seria listów Nimitza do żony), NHHC.

Rozdział 2

Kid? Butai

Tłumaczony dosłownie, japoński termin "Kid? Butai" oznacza "Siły Mobilne", chociaż jego znaczenie lepiej oddaje nazwa "Siły Uderzeniowe" lub "Siły Szturmowe". Składający się z sześciu lotniskowców, którym towarzyszyły dwa szybkie pancerniki oraz kilkanaście krążowników i niszczycieli, zespół ten stanowił najpotężniejsze zgrupowanie lotnictwa morskiego na świecie. Amerykańska praktyka, aby wysyłać w morze wyłącznie pojedyncze lotniskowce, powodowała, że każdy z nich tworzył niezależną grupę bojową - zgodnie z tą zasadą Kimmel wysłał samotnego "Saratogę" w kierunku wyspy Wake. Oznaczało to jednak, że siły amerykańskie mogły jednorazowo wystawić około 90 samolotów, chociaż w praktyce lotniskowce przewoziły zazwyczaj około 60 maszyn. Z kolei w Kid? Butai Japończycy "włożyli wszystkie jajka do jednego koszyka". Działając wspólnie, sześć lotniskowców mogło, przynajmniej teoretycznie, dysponować nawet 412 samolotami. Do ataku na Pearl Harbor wykorzystano 350 maszyn1.

Oficerem, który opracował plan ataku, był naczelny dowódca japońskiej Połączonej Floty admirał Isoroku Yamamoto. Będąc dość enigmatyczną postacią w historii zmagań na Pacyfiku, Yamamoto nie był osobowością, która mogłaby onieśmielać, ani nie wykazywał się szczególną agresywnością. Mając około 160 centymetrów wzrostu ledwo spełniał wymogi, które pod tym względem stawiała podchorążym Akademia Marynarki Wojennej w Etajimie. Co więcej, miał w sobie coś, co jeden z jego podwładnych określił jako "niemal kobiecą delikatność", który to zwrot został użyty w charakterze komplementu. Był inteligentny i niezwykle ambitny, co niewątpliwie wpływało na jego bezgraniczną pewność siebie. Był też raczej outsiderem - jeden ze współczesnych badaczy nazwał go "wyrazistą indywidualnością". Służąc przez dwa lata jako attaché morski w ambasadzie Japonii w Waszyngtonie, podjął studia na Uniwersytecie Harvarda oraz intensywnie podróżował po całych Stanach Zjednoczonych. Był jednym z niewielu japońskich oficerów marynarki wojennej będących zwolennikami prowadzenia ćwiczeń z wykorzystaniem lotnictwa morskiego. Wierzył, że to właśnie siły powietrzne są przyszłością walki na morzu. W późniejszym okresie był kolejno dowódcą lotniskowca "Akagi" (1928-1929) oraz 1. Dywizjonu Lotniskowców (1933-1934). Miał przynajmniej jedną cechę wspólną z Chesterem Nimitzem - pewność siebie, chociaż się z nią nie manifestował. Ponadto był skłonny do wielu wyrzeczeń, co spowodowało, że inni zaczęli go dostrzegać i doceniać. Jeden z jego współpracowników zauważył, że "jakkolwiek trudne byłoby zadanie, zawsze wydawał się niewzruszenie spokojny". Z kolei oficerowie amerykańscy, którzy poznali go przed wybuchem wojny, twierdzili, że "można było zauważyć, kiedy go coś zirytowało, gdyż wówczas jego oczy stawały się twarde i zimne"2.

Admirał Isoroku Yamamoto, ukazany tutaj na oficjalnym portrecie, był w Cesarskiej Marynarce Wojennej Japonii postacią wyjątkową. Lubił narzucać swoje śmiałe plany innym dowódcom armii i floty.

U.S. Naval Institute

Krótko mówiąc, Yamamoto był całkowicie inną osobowością niż jego amerykański odpowiednik. W niektórych momentach odzywała się w nim natura showmana, a nawet prowokatora. Często zachowywał się wówczas, jakby świadomie kusił los. Przy minimalnej nawet zachęcie potrafił wykonywać ryzykowne pokazy gimnastyczne, na przykład stając na rękach przy relingu okrętu. Jedną z jego najbardziej charakterystycznych cech było zamiłowanie (a być może nawet obsesja) do gier losowych. Pomimo że był prawdziwym mistrzem w grach zręcznościowych, takich jak shogi, ale również w szachach, uległ fascynacji japońską grą go i amerykańskim pokerem (ulubioną grą karcianą Nimitza był cribbage). Yamamoto obstawiał niemal wszystko, co miał, i robił to często, niekiedy wręcz nękając podwładnych, aby obstawiali przeciwko niemu. Potrafił grać w pokera wiele godzin, spać i ponownie grać, i tak przez całą dobę. Chęć nieustannego kuszenia losu mogła też być jedną z przyczyn jego niezwykłej szczerości. W społeczeństwie, w którym nawet pojedyncze, niewłaściwie użyte słowo mogło stać się zarzewiem zaciekłego konfliktu, miał skłonność do otwartego mówienia, co myśli, nawet wówczas, kiedy oznaczało to obrażenie kogoś z kręgów rządowych. W istocie wydawało się wręcz, że lubił taki poziom ryzyka. Było to szczególnie widoczne w latach trzydziestych, kiedy Yamamoto podjął wielkie ryzyko zawodowe, ale też osobiste, wyrażając otwarty sprzeciw wobec programu politycznego i strategicznego, który przyjęła japońska armia3.

Nie jest możliwe zrozumienie początków wojny na Pacyfiku bez uwzględnienia wyjątkowego wpływu, jaki wywierała wówczas armia (wojska lądowe) na politykę państwa, oraz rywalizacji w kwestii kierunków owej polityki, którą toczyła z flotą (marynarką wojenną). Jako że ministrowie reprezentujący siły zbrojne musieli być czynnymi oficerami, japońska armia i marynarka wojenna, wycofując swojego człowieka z gabinetu, mogły nawet doprowadzić do upadku rządu. Chociaż marynarka stosunkowo rzadko korzystała z owego gambitu, armia czyniła to dużo chętniej (albo przynajmniej groziła, że tak uczyni), jeżeli nie otrzyma tego, co pragnęła ugrać. Spowodowało to, że w latach trzydziestych armia de facto przejęła kontrolę nad rządem. Większość oficerów marynarki wojennej była z tego powodu wyraźnie niezadowolona. Sam Yamamoto niegdyś miał mało rozważnie wyrazić się o "cholernych głupcach z armii", co spowodowało, że niektóre osoby z rządu zaczęły go postrzegać jako przeszkodę w wyniesieniu Japonii do grona wielkich potęg morskich4.

Praktycznie wszyscy oficerowie armii japońskiej pragnęli wzmocnienia jej potęgi oraz zwiększenia roli, jaką odgrywała w polityce kraju. Nie było jednak wśród nich zgody co do sposobu osiągnięcia tego celu. Dominującą frakcją w armii była T?seiha (frakcja kontroli), której członkowie starali się znaleźć dla siebie miejsce w istniejącym już systemie władzy. Jednak ekstremiści tworzący grupę znaną pod nazwą K?d?ha (frakcja drogi cesarskiej) byli wyraźnie zniecierpliwieni wolnym tempem zmian, o co oskarżali skostniałą biurokrację. Owi "wojownicy ducha" chcieli poprowadzić naród ku chwale, broniąc jednocześnie wyidealizowanej i zmitologizowanej przeszłości. Odwołując się do tradycyjnej czci oddawanej cesarzowi, starali się zarazem wymóc na nim, aby przyjął ich agresywne poglądy. Byli zdeterminowani, a nawet chętni, aby podjąć jednostronne działania. W roku 1931 japońscy żołnierze zdetonowali w Mandżurii niewielki ładunek wybuchowy w pobliżu kontrolowanej przez Japonię trasy kolejowej i armia wykorzystała ów "atak" jako pretekst do okupacji całego tego kraju. W lipcu 1937 roku krótka wymiana ognia między żołnierzami chińskimi i japońskimi w pobliżu mostu Marco Polo stała się pretekstem do tzw. incydentu chińskiego, a w istocie oznaczała rozpoczęcie otwartej inwazji na Chiny. Wielu oficerów armii wyrażało też podziw dla witalności i ambicji reżimu Hitlera, opowiadając się za sojuszem wojskowym z III Rzeszą. Ci, którzy się temu sprzeciwiali, narażali się na publiczną krytykę i dyshonor - co więcej, członkowie K?d?ha nie cofali się przed zamachami na ministrów, których uważali za przeszkody w realizacji swoich aspiracji. W takich sytuacjach zabójcy najczęściej otrzymywali łagodne kary, co wydawało się sugerować, że skrajna forma patriotyzmu usprawiedliwiała nawet tak brutalne działania.

26 lutego 1936 roku grupa młodszych oficerów armii wtargnęła do siedziby ministra finansów i zamordowała go. Ich ofiarami stali się również kanclerz (minister skarbu) oraz minister oświaty. Włamali się również do domu premiera Keisuke Okady, którego mieli zamiar zamordować, chociaż ostatecznie ich ofiarą stał się jego szwagier. Jednak pobudki zamachowców były jak najbardziej patriotyczne - chcieli ochronić cesarza przed ministrami, którzy nie rozumieli "Drogi Cesarskiej" w taki sam sposób, jak oni sami5.

Tym razem sprawców spotkała surowa kara. Po serii procesów siedemnastu z nich zostało skazanych na śmierć, podczas gdy innych członków K?d?ha wydalono z armii. Jednak nawet to wydarzenie nie spowolniło szybkości, z jaką armia przejmowała kontrolę nad polityką państwa - po ukaraniu przywódców rewolty z 26 lutego inni oficerowie starali się przekonać władze, że armia musi być jeszcze silniejsza, aby chronić rząd przed próbami zamachu stanu, które mogą się zdarzyć w przyszłości6.

Coraz silniejsza pozycja armii miała dla Japonii katastrofalne skutki. Jej najważniejsi dowódcy nalegali na rozwiązanie problemu - co w ich mniemaniu oznaczało podbój Chin, plan bardzo ambitny, którego realizacji zagrażał jednak mocno odczuwalny niedobór surowców strategicznych, zwłaszcza ropy naftowej. Ponieważ tradycyjne źródło japońskiej ropy - Stany Zjednoczone - było coraz mniej pewne, japońscy przywódcy zdecydowali, że należy uwagę skierować na południe, gdzie znajdowały się zasobne w ropę Holenderskie Indie Wschodnie oraz należące do Wielkiej Brytanii Malaje. W sierpniu 1936 roku rząd formalnie przyjął dokument zatytułowany Podstawowe zasady polityki państwa określający główny cel, którym było "ustanowienie równowagi sił zapewniających pokój, co przyczyni się do zapewnienia pokoju i dobrobytu ludzkości". Japończycy zaprezentowali go Amerykanom jako swego rodzaju japońską doktrynę Monroego, chociaż w praktyce był to wyraźny sygnał, że usiłują zdominować wschodnią część Azji oraz zachodni Pacyfik. Przygotowania do wojny widoczne były zarówno w armii, jak i w marynarce. W przypadku armii oznaczało to większą aktywność jej oddziałów, a we flocie było jednoznaczne ze złamaniem postanowień waszyngtońskiego traktatu morskiego. Japońska marynarka wojenna od dawna starała się o zniesienie tej umowy, która ograniczała tonaż japońskich pancerników do zaledwie 60% tego, co posiadały Wielka Brytania oraz Stany Zjednoczone. Wycofanie się z tych zobowiązań pozwoliło stworzyć nową, dużo potężniejszą flotę, której najważniejszą częścią stały się pancerniki i lotniskowce7.

Rywalizacja, jaka toczyła się w armii między T?seiha i K?d?ha, w marynarce znalazła wyraz we współzawodnictwie, w którym uczestniczyły frakcja traktatu i frakcja floty. Członkowie tej drugiej przyjęli dwie zasady, które traktowali niemal jak wyznanie wiary. Pierwszą był fakt, że Stany Zjednoczone są logicznym, a nawet nieuniknionym przeciwnikiem, drugą zaś założenie, że skoro wojna z Ameryką jest nieuchronna, to w interesie Japonii leży, aby przed owym starciem powiększyć flotę do co najmniej 70% tonażu marynarki Stanów Zjednoczonych. Wielu oficerów wierzyło, że 60%, które zostało im narzucone przez traktat waszyngtoński, było nie tylko zniewagą, ale nawet zagrażało bezpieczeństwu i suwerenności Japonii. Opinię tę podzielało tak wielu młodszych i zajmujących średnie szczeble w hierarchii oficerów, że niektórzy spośród admirałów obawiali się, czy przyjęcie innego stanowiska nie wywoła buntu. Sam cesarz wyrażał zaniepokojenie, że marynarka "nie będzie już w stanie kontrolować swoich oficerów" i gotowa jest "narazić na szwank kluczowe kwestie dyplomatyczne, aby tylko udobruchać podległych sobie oficerów"8.

Ponieważ Brytyjczycy i Amerykanie nie powiększyli flot do limitów przyznanych im w traktacie z 1922 roku, Japonia miała możliwość utrzymywania swojej floty na poziomie niemal 70% tonażu amerykańskiej, nawet nie naruszając postanowień traktatu. Jasne było jednak, że gdyby Stany Zjednoczone zdecydowały się nagle na rozbudowę marynarki wojennej do rozmiarów, na które zezwalał im traktat, wówczas jakikolwiek poważny wysiłek, aby nadążyć w tym wyścigu zbrojeń, doprowadziłby Japonię do bankructwa. Członkowie frakcji floty usiłowali zniwelować przewagę ilościową Ameryki, koncentrując się na jakości, czyli budując okręty o takich rozmiarach i sile, aby mogły pokonać w walce amerykańskie pancerniki lub poruszać się z większą prędkością niż one. Dlatego poparli tajny projekt budowy czterech pancerników typu "Yamato", z których każdy, mając 73 000 ton wyporności całkowitej, byłby dwa razy większy od największych pancerników amerykańskich. Ich budowa była bardzo kosztowną inwestycją i stała się olbrzymim obciążeniem dla budżetu państwa, ale pozwalała przywódcom frakcji twierdzić, że znaleźli odpowiedź na przewagę liczebną i przemysłową Ameryki.

Mimo to Yamamoto był w tej kwestii bardzo sceptyczny. Przemawiając w 1934 roku do grupy słuchaczy szkoły lotniczej, przyrównał pancerniki do kosztownych dzieł sztuki, które bogaci Japończycy trzymali w swoich salonach - nie miały one jakiejś konkretnej funkcji, jak stwierdził, z wyjątkiem tego, że służyły jako "dekoracje". Rywale Yamamoto z frakcji floty wpadli w furię. Nigdy nie zapomnieli mu, że należał do delegacji uczestniczących w dwóch konferencjach, które ograniczyły ich możliwości rozbudowy sił morskich, a fakt, że przez dwa lata przebywał jako attaché w Waszyngtonie, czynił go w ich oczach podejrzanym. Jego opinia o nieprzydatności pancerników była kolejnym powodem, aby mu nie ufać, a nawet go lekceważyć9.

Sam Yamamoto związany był z frakcją traktatu, do której należał także minister marynarki Mitsumasa Yonai. Yonai i Yamamoto uważali, że najważniejszym skutkiem traktatu z 1922 roku było powstrzymanie Stanów Zjednoczonych przed wykorzystaniem ich przytłaczającej przewagi przemysłowej do rozbudowy marynarki wojennej, co postawiłoby Japonię w znacznie gorszym położeniu niż postanowienia traktatu. Mając poparcie cesarza, Yonai w roku 1940 przez sześć miesięcy pełnił funkcję premiera. Jego wysiłki, aby zapewnić pokojowe współistnienie z Amerykanami, zostały potępione przez K?d?ha i spowodowały, że kilkakrotnie próbowano go zamordować. W lipcu 1940 roku zastąpił go książę Konoe, który bardziej skłaniał się w stronę ambicji K?d?ha i frakcji floty.

Armia była równie podejrzliwa wobec Yamamoto. Wyznaczono grupę ludzi, która oficjalnie miała go "strzec", chociaż w istocie ich podstawowym zadaniem było mieć go na oku. Jako wiceminister marynarki Yamamoto żył w nieustannym oczekiwaniu, że może się stać obiektem zamachu - w jednym przypadku uniknął śmierci tylko dlatego, że we właściwym czasie zdążył opuścić miasto. Wyznaczenie go w roku 1939 naczelnym dowódcą Połączonej Floty było zasługą przyjaciół, którzy mieli nadzieję, że wysyłając admirała na morze, ocalą go przed śmiercią w łóżku. Nominacja ta usatysfakcjonowała również jego wrogów w armii i flocie, gdyż spowodowała, że zniknął z Tokio. Yamamoto miał świadomość tego, co kryło się za jego awansem, ale nie protestował. "Mogę odwrócić się od wszystkiego innego - pisał do przyjaciela - i poświęcić się całkowicie sprawom marynarki"10.

Yamamoto objął stanowisko naczelnego dowódcy Połączonej Floty 1 września 1939 roku, tego samego dnia, kiedy Niemcy dokonały inwazji na Polskę, rozpoczynając tym samym drugą wojnę światową w Europie. Dla zwolenników zacieśnienia relacji z Niemcami był to kolejny dowód siły i żywotności nazistowskiego reżimu, co spowodowało, że ponownie zaczęli dążyć do zawarcia sojuszu z Hitlerem. W przypadku Yamamoto dało to jednak rezultat przeciwny do zamierzonego. Już trzy dni po objęciu dowództwa napisał do podległych mu admirałów: "Ogarnia mnie niepokój, gdy myślę o problemie relacji Japonii z Niemcami i Włochami". Miał świadomość, że sojusz z Niemcami oznaczał wojnę z krajami Zachodu, w tym również z USA, i twardo stał na stanowisku, że "wojna między Japonią a Stanami Zjednoczonymi byłaby wielkim nieszczęściem". Jego zastrzeżenia nie zostały jednak wysłuchane. Rok później Japonia podpisała z Niemcami i Włochami tzw. pakt trzech, a w 1941 roku armia całkowicie przejęła kontrolę nad rządem, na którego czele stanął generał Hideki T?j? będący jednocześnie ministrem wojny. Od tego momentu przygotowania do wojny nabrały wyraźnego impetu i nikt nie mógł ich już powstrzymać11.

Yamamoto był realistą i niezależnie od swoich poglądów zdawał sobie sprawę, że skoro Japonia podpisała pakt trzech, to wojna nadejdzie nieuchronnie, a żołnierska powinność wymaga, by przygotować się do niej. Było to zgodne ze stanowiskiem rządu zamieszczonym w Podstawowych zasadach...: "Ponieważ wojna ze Stanami Zjednoczonymi może okazać się nieunikniona, należy poczynić odpowiednie przygotowania do tej ewentualności". Podobnie jak amerykańscy oficerowie marynarki, którzy organizowali manewry zgodnie z Planem Pomarańczowym i opracowywali scenariusze letnich ćwiczeń jako konfrontację z flotą japońską, także oficerowie japońscy - w tym sam Yamamoto - przygotowywali ćwiczenia z założeniem, że ich przeciwnikiem będzie flota Stanów Zjednoczonych. Już w roku 1934 komandor porucznik Minoru Genda, który z czasem stał się jednym z najbardziej oryginalnych umysłów Cesarskiej Marynarki Wojennej, skierował do jej sztabu memorandum, które zatytułował Uzbrojenie morskie niezbędne do skutecznej walki ze Stanami Zjednoczonymi12.

Dla Yamamoto, Gendy i innych sztabowców marynarki najważniejszą kwestią było przygotowanie floty w taki sposób, aby mogła wygrać nadchodzącą wojnę. Zgodnie z tradycyjnymi założeniami, które dominowały w Japonii i Stanach Zjednoczonych, kulminacją wojny było klasyczne starcie pancerników, na przykład gdzieś na zachodnim Pacyfiku. Japończycy musieli wymyślić sposób takiego zmniejszenia liczebności floty amerykańskiej zmierzającej ku owej konfrontacji, aby słabsza flota japońska mogła odnieść zwycięstwo. Usiłując tego dokonać, Japończycy postawili na modernizację okrętów podwodnych oraz lotnictwa bazowego. Znacznie poprawili możliwości bojowe okrętów podwodnych, co umożliwiła im analiza dokonań niemieckich z czasów pierwszej wojny światowej, a jednocześnie skupili się na stworzeniu nowej generacji wielosilnikowych samolotów dalekiego zasięgu. Zgodnie z japońskimi planami amerykańskie pancerniki miały być eliminowane jeden po drugim przez okręty podwodne lub przynajmniej uszkadzane przez lotnictwo działające z wykorzystaniem sieci baz rozrzuconych na wyspach Pacyfiku, chociaż ostateczny cios miały im zadać główne siły floty japońskiej. Zmasowane ataki torpedowe niszczycieli i krążowników w noc poprzedzającą decydujące starcie mogłyby dodatkowo osłabić Amerykanów i w ostatecznym rozrachunku to japoński duch walki (Yamato-damashii) określiłby jej wynik13.

Sam Yamamoto włożył wiele wysiłku i energii w rozwój bombowców bazowych dalekiego zasięgu. Pierwszym, skonstruowanym jeszcze w roku 1935, był Mitsubishi G3M, nazywany przez aliantów "Nell". Ten duży dwusilnikowy samolot, który lecąc z prędkością około 360 km/h, miał zasięg ponad 5500 kilometrów, był zdolny do patrolowania obszaru środkowego Pacyfiku w poszukiwaniu okrętów amerykańskich i ich atakowania. Następnie w roku 1939 powstał G4M1, któremu alianci nadali nazwę "Betty". Był to samolot znacznie lepiej uzbrojony niż "Nell" i rozwijał nieco większą prędkość (ok. 420 km/h), mimo to oba modele były równie wrażliwe na ostrzał, gdyż ich projektanci, w celu zwiększenia zasięgu, zrezygnowali z części opancerzenia i samouszczelniających się zbiorników paliwa. Jedynie nieliczni japońscy oficerowie, do których należał kontradmirał Shigeyoshi Inoue, mieli świadomość znaczenia lotnictwa, ale także oni żywili przekonanie, że Japonię obronią samoloty operujące z lotnisk położonych na lądzie - flota miała dla nich mniejsze znaczenie. Inoue stał się w pewnym momencie zwolennikiem rezygnacji z budowy pancerników i lotniskowców, a wszystkie wysiłki pragnął skoncentrować na budowie operujących z lądu bombowców. Yamamoto nie posunął się aż tak daleko. Wspierał rozwój lotnictwa bazowego, ale opowiadał się też za programem budowy coraz większych lotniskowców14.

Pod względem organizacyjnym lotniskowce japońskie działały w ramach dywizjonów, z których każdy tworzyły dwa okręty tej klasy. W skład 1. Dywizjonu wchodziły największe lotniskowce "Kaga" i "Akagi". Ich zbudowanie było wynikiem szczęśliwego dla Japonii zbiegu okoliczności. Zgodnie z postanowieniami traktatu waszyngtońskiego z 1922 roku Stany Zjednoczone i Wielka Brytania mogły posiadać pancerniki o wyporności 525 000 ton, podczas gdy dla Japonii określono tonaż tej klasy jednostek na 315 000 ton. Oprócz tego, że postrzegano to jako upokorzenie, pojawiły się również problemy praktyczne, gdyż w tym czasie liczne japońskie pancerniki i krążowniki znajdowały się jeszcze w budowie, a ich ukończenie oznaczałoby przekroczenie limitów traktatowych. W Waszyngtonie zagwarantowano jednak, że zarówno Stany Zjednoczone, jak i Japonia będą mogły przebudować dwa duże okręty na lotniskowce15.

Aż do tego momentu lotniskowce były stosunkowo niedużymi okrętami, o wyporności od 10 000 do 12 000 ton, i przewoziły tylko tyle samolotów, ile było potrzeba do zapewnienia osłony pancernikom. Jednak nowe jednostki zbudowano na bazie kadłubów okrętów liniowych, dzięki czemu były one olbrzymie. Miały ponad 40 000 ton wyporności każda i zostały wyposażone w pokłady startowe o długości ponad 240 metrów. Łącznie owe giganty mogły przewieźć na swoich pokładach nawet 182 samoloty. Oczywistą ich wadą było jednak to, że ze względu na potężnie opancerzone kadłuby przemieszczały się one stosunkowo powoli. Smuklejszy "Akagi" osiągał prędkość 31 węzłów, z kolei znacznie cięższy "Kaga" rozwijał jedynie 28 węzłów. Było to wyraźnie mniej w porównaniu z 33 węzłami dużych lotniskowców amerykańskich16.

Postanowienia z roku 1922 miały niewątpliwy wpływ na rozmiary i możliwości bojowe kolejnych lotniskowców japońskich, chociaż inny niż w przypadku jednostek "Kaga" i "Akagi". Ponieważ okręty te wykorzystywały dużą część przyznanego Japonii tonażu lotniskowców (81 000 ton), konstruktorzy japońscy usiłowali stworzyć jednostkę, której wyporność nie przekraczałaby 10 000 ton, i dzięki temu zyskać wszystko, na co pozwalał traktat. Zakończyło się to jednak porażką. "Ry?j?", którego stępkę położono w roku 1929, a oddano do służby w 1933, ze względu na zbyt mały kadłub nie mógł po prostu pomieścić całego potrzebnego mu wyposażenia i już podczas budowy powiększono jego wyporność do 12 500 ton, co zostało jednak utrzymane w tajemnicy, dzięki czemu Japonia uniknęła oskarżeń o łamanie traktatu.

W grudniu 1936 roku, kiedy rząd formalnie wycofał się z traktatu waszyngtońskiego, Japonia rozpoczęła realizację programu zakładającego rozbudowę marynarki wojennej. W ciągu kilku lat powstały cztery wielkie lotniskowce: "S?ry?" i "Hiry?", z których każdy miał wyporność 20 000 ton i mógł pomieścić 63 samoloty, oraz większe "Sh?kaku" i "Zuikaku" (32 000 ton, 72 samoloty). Dwa ostatnie zostały oddane do służby już w roku 1941, zaledwie cztery miesiące przed atakiem na Pearl Harbor. Pod koniec tego roku Japończycy posiadali dziesięć lotniskowców, które mogły łącznie przewieźć ponad 600 samolotów17.

Ideę, aby sześć największych japońskich lotniskowców mogło działać wspólnie jako jeden zespół operacyjny, sformułował Minoru Genda, błyskotliwy i elokwentny zwolennik rozwoju sił powietrznych, który wpadł na ten pomysł, oglądając film propagandowy marynarki Stanów Zjednoczonych ukazujący wspólne działania czterech lotniskowców. Film był jedynie zlepkiem kronik filmowych, ale Genda od razu zauważył, że takie ugrupowanie lotniskowców umożliwia zastosowanie doktryny Mahana, dotyczącej wojny morskiej, również do działań powietrznych. Formalny wniosek wyszedł jednak od przełożonego Gendy, kontradmirała Jisabur? Ozawy, dowódcy 1. Dywizjonu, który w roku 1940 zaproponował, aby wszystkie jednostki powietrzne marynarki, stacjonujące zarówno na lądzie, jak i na pokładach lotniskowców, skupić pod jednym dowództwem w ramach Pierwszej Floty Powietrznej. Yamamoto początkowo starał się studzić jego zapał i był nieco zirytowany, gdy Ozawa przedstawił ten pomysł za jego plecami bezpośrednio Ministerstwu Marynarki Wojennej. Kiedy jednak w kwietniu 1941 roku Sztab Generalny Marynarki Wojennej zaaprobował nową strukturę, Yamamoto z zapałem zabrał się do wprowadzania jej w życie. Pięć miesięcy później, po zwodowaniu dwóch nowych jednostek "Sh?kaku" i "Zuikaku", stworzył grupę sześciu lotniskowców działających pod wspólnym dowództwem - Kid? Butai18.

Dowódcą owego niezwykłego i potężnego zgrupowania lotnictwa pokładowego został wiceadmirał Ch?ichi Nagumo. Cztery lata młodszy od Yamamoto (taka sama liczba lat dzieliła Erniego Kinga i Chestera Nimitza), Nagumo był absolwentem szkoły torpedowej i przez większość kariery sympatyzował z frakcją floty, co wynikało nie tyle z jego silnego utożsamiania się z jej ideologią, ile raczej z faktu, że należeli do niej najważniejsi dowódcy marynarki wojennej, co pomogło mu w kolejnych awansach. Stawiało go to w opozycji do Yamamoto i spowodowało, że relacje między nimi były napięte. Co więcej, w przeciwieństwie do surowego i stoickiego Yamamoto, Nagumo był z natury bardziej bojaźliwy i potrafiły go zniechęcić nawet mało istotne szczegóły. Potrafił czasami wzywać młodszych oficerów do biura, aby uzyskać od nich zapewnienie, że wszystko idzie zgodnie z założeniami. Oficjalne zdjęcie ukazuje go wpatrzonego w obiektyw, jak gdyby nie był pewien, dlaczego się znalazł w tym miejscu. Genda nie był nim zachwycony i zapewniał, że chociaż Nagumo "uważany był za bardzo dzielnego i odważnego [...], obecnie stał się on bardzo ostrożny". Szef sztabu Yamamoto, kontradmirał Matome Ugaki, zgadzał się z tą opinią, wyznając na kartach dziennika, że Nagumo miał za mało odwagi, aby stać się odnoszącym sukcesy dowódcą. "Nie jest on jeszcze w pełni przygotowany, by ryzykować w obliczu śmierci, skakać w jej paszczę i osiągać wówczas rezultaty dwa lub trzy razy większe". Mówiąc krótko, Nagumo nie miał natury gracza19.

Wiceadmirał Ch?ichi Nagumo dowodził sześcioma wielkimi lotniskowcami sił uderzeniowych floty - Kid? Butai - od momentu ataku na Pearl Harbor aż po bitwę o Midway.

U.S. Naval Institute

Jeżeli Nagumo nie był przygotowany, aby "skoczyć w paszczę śmierci", to o Yamamoto powiedzieć tego nie można. To właśnie gracz Yamamoto zaplanował atak na Pearl Harbor, a następnie naciskał na jego przeprowadzenie. Rząd podjął decyzję o rozpoczęciu działań wojen­nych w październiku 1941 roku. Choć prawdą było, że "ci cholerni głupcy z armii" (słowa Yamamoto) dążyli do wywołania wojny, to jednak młodsi i średniej rangi oficerowie floty okazali się ich godnymi naśladowcami. Od roku 1941 wszelkiego rodzaju sprzeciw wobec wojny stał się we flocie, według słów jednego z admirałów, "jak łódź wiosłowa płynąca pod prąd [...] tuż na wodospadem Niagara". Aby uzyskać dostęp do zasobów Azji Południowo-Wschodniej, Japonia nie tylko musiała uderzyć na południe oraz zająć Holenderskie Indie Wschodnie i brytyjskie Malaje, w tym również twierdzę w Singapurze, ale także zaatakować amerykańskie Filipiny. Sztabowcy zgadzali się, że oznacza to jednoczesną wojnę z Wielką Brytanią, Holandią i Stanami Zjednoczonymi, co jednak ich nie zniechęcało20.

Yamamoto nalegał, aby - skoro Japonia ma walczyć ze Stanami Zjednoczonymi - pierwszy atak przeprowadzić przeciwko amerykańskiej flocie. "Najważniejszą rzeczą, którą musimy uczynić na samym początku wojny ze Stanami Zjednoczonymi - pisał w styczniu 1941 roku do ministra marynarki - jest zdecydowany atak i zniszczenie głównego zgrupowania sił morskich Stanów Zjednoczonych, tak aby morale amerykańskiej marynarki i ludności upadło do tego stopnia, że nie będzie można go odbudować". Kiedy członkowie Sztabu Generalnego Marynarki Wojennej usiłowali go przekonać, że należy powstrzymać się przed tak dramatycznym działaniem, Yamamoto dał im do zrozumienia, że jeżeli plan nie zostanie przyjęty, to on sam i jego ludzie podadzą się do dymisji. Chociaż głównym celem ekspansji były obszary obfitujące w surowce mineralne w południowej Azji, to jednak wojna rozpoczęła się od ataku na Pearl Harbor, a narzędziem, które zostało do tego wykorzystane, był Kid? Butai dowodzony przez Ch?ichiego Nagumo21.

Kiedy Kid? Butai opuszczał Wyspy Kurylskie położone na północnych krańcach Japonii, kierując się w stronę Hawajów, pokłady hangarowe lotniskowców wchodzących w skład zespołu wypełniały najlepsze na świecie samoloty bojowe. Konstrukcja samolotu w Japonii przebyła długą drogę w bardzo krótkim czasie. Pomimo że Japonia rozpoczęła projektowanie i budowę własnych pancerników już w roku 1910, to jednak dopiero w 1932 zrezygnowała z usług zagranicznych konstruktorów i podjęła prace nad własnymi samolotami bojowymi. Wykonane całkowicie z metalu jednopłatowce zastąpiły pokryte płótnem dwupłaty, które stanowiły standardowe wyposażenie japońskich (i amerykańskich) sił morskich. Chociaż przemysł lotniczy w Japonii znajdował się głównie w rękach prywatnych przedsiębiorców, to jednak po incydencie chińskim z roku 1937 kontrolę nad produkcją samolotów zaczął przejmować rząd22.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

1 Liczba samolotów stacjonujących na pokładach Kid? Butai pochodzi z: M.R. Peattie, Sunburst: The Rise of Japanese Naval Air Power, 1909-1941, Annapolis 2001, s. 152. John Lundstrom podaje nieco mniejszą liczbę 387 samolotów, którymi miał dysponować Kid? Butai (J.B. Lundstrom, Black Shoe Carrier Admiral: Frank Jack Fletcher at Coral Sea, Midway, and Guadalcanal, Annapolis 2006, s. 151). Łącznie do ataku na Pearl Harbor zostało wyznaczonych 360 samolotów, ale dziesięć z nich pozostało na pokładach okrętów; dodatkowo Japończycy wysłali w powietrze dwa wodnopłatowce "Jake", które jednak nie uczestniczyły w ataku. Pragnę wyrazić wdzięczność Richardowi Frankowi, wiceadmirałowi Yoji Kodzie oraz Lee Penningtonowi za pomoc w pracy nad tym rozdziałem.
2 Uwaga o "kobiecej delikatności" pochodzi od Matsunagi Keisuke, cyt. za: H. Agawa: The Reluctant Admiral: Yamamoto and the Imperial Navy, tłum. J. Bester, Tokyo 1979, s. 131, 139. "Współczesnym badaczem" jest Sadao Asada, autor From Mahan to Pearl Harbor: The Imperial Japanese Navy and the United States, Annapolis 2006, s. 275. Amerykańskim oficerem był Edwin T . Layton, którego relacja ustna z 30 maja 1970 znajduje się w: U.S. Naval Institute Oral History Collection, USNA. Analizę osobowości Yamamoto znaleźć można w: J.B. Parshall, A.P. Tully, Shattered Sword: The Untold Story of the Battle of Midway, Washington 2005, s. 22-23. Zaangażowanie Yamamoto w rozwój lotnictwa pokładowego zostało omówione w: S. Asada, dz. cyt., s. 182-184.
3 H. Agawa, dz. cyt., s. 139.
4 Tamże, s. 124.
5 Młodsi oficerowie marynarki wojennej próbowali dokonać własnego przewrotu w maju 1932 roku, kiedy ich grupa uczestniczyła w zabójstwie premiera Tsuyoshi Inukai. Podobnie jak w roku 1936, wydarzenie to spowodowało pewne uspokojenie wśród niezadowolonych młodszych oficerów.
6 H. Agawa, dz. cyt., s. 95-96, 118; R.H. Spector, Eagle against the Sun: The American War with Japan, New York 1985, s. 36-37; S.E. Morison, History of United States Naval Operations in World War II, t. 3, The Rising Sun in the Pacific, 1931-April 1942, Boston 1948, s. 13.
7 Tekst Podstawowych zasad... dostępny jest na: http://www.ibiblio.org/pha/timeline/144app01.html. Zob. też: R.H. Spector, dz. cyt., s. 42.
8 S. Asada, dz. cyt., s. 164-166, 194-197.
9 Yamamoto cytowany jest w: M.R. Peattie, dz. cyt., s. 83. Zob. też: H. Agawa, dz. cyt., s. 46-52.
10 H. Agawa, dz. cyt. , s. 13.
11 Yamamoto to Admiral Shimada, 4 września 1929, cyt. za: The Pearl Harbor Papers: Inside the Japanese Plans, red. D.M. Goldstein, K.V. Dillon, Washington 1993, s. 114; H. Agawa, dz. cyt., s. 13, 124, 186; M. Ugaki, Fading Victory: The Diary of Admiral Matome Ugaki, 1941-1945, red. D.M. Goldstein, K.V. Dillon, tłum. M. Chihaya, Annapolis 1991, s. 6. Do pewnego stopnia japońska marynarka wojenna zgodziła się na pakt z Niemcami w zamian za zapewnienie, że otrzyma większy przydział stali, co zostanie zagwarantowane w budżecie. W rezultacie polityka kraju została podporządkowana ambicjom wojska. Zob. S. Asada, dz. cyt., s. 243.
12 Yamamoto to Navy Minister Oikawa, 7 stycznia 1941, cyt. za: The Pearl Harbor Papers, dz. cyt., s. 115; S. Asada, dz. cyt., s. 238; M.R. Peattie, dz. cyt., s. 83; H. Agawa, dz. cyt., s. 192.
13 H.P. Willmott, The Barrier and the Javelin: Japanese and Allied Pacific Strategies, February to June 1942, Annapolis 1983, s. 28-30.
14 A. ?i, The Japanese Navy in 1941, w: The Pacific War Papers: Japanese Documents of World War II, red. D.M. Goldstein, K.V. Dillon, Washington 2004, s. 16; H. Agawa, dz. cyt., s. 127, 195.
15 Pierwotnie Japończycy planowali przebudować na lotniskowiec krążownik liniowy "Amagi", ale po tym, jak uległ on zniszczeniu w czasie trzęsienia ziemi w roku 1923, pozwolono im na przebudowę jeszcze potężniejszego pancernika "Kaga". Jak pokażemy w następnym rozdziale, Amerykanie w podobny sposób przebudowali dwa krążowniki liniowe, które ostatecznie stały się lotniskowcami "Lexington" (CV-2) oraz "Saratoga" (CV-3).
16 M.R. Peattie, dz. cyt., s. 76.
17 Japonia posiadała również trzy duże transportowce wodnosamolotów ("Ry?h?", "Chitose" oraz "Chiyoda"), które po bitwie o Midway zostały przekształcone w lotniskowce.
18 J. Ozawa, Outline Development of Tactics and Organization of the Japanese Carrier Air Force, w: The Pacific War Papers..., dz. cyt., s. 78-79; M.R. Peattie, dz. cyt., s. 149, 151.
19 H. Agawa, dz. cyt., s. 264; M. Genda, wywiad G. Prange'a (5 września 1966), w: Prange Papers, UMD, box 17; M. Ugaki, dz. cyt., s. 13 (wpis z 22 października 1941).
20 Autorem tej wypowiedzi jest admirał Yonai Mitsumasa, cyt. za: H. Agawa, dz. cyt., s. 191.
21 Yamamoto to Navy Minister..., dz. cyt., s. 116; J.B. Parshall, A.P. Tully, dz. cyt., s. 14-15.
22 M. Chihaya, Concerning the Construction of Japanese Warships, w: The Pacific War Papers..., dz. cyt., s. 86.