Biszkopt, pingwin i reszta - Renata Piątkowska

Kup ebooka

26.90 zł
26.40 zł (24,89 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

BOCIANY

Stjepan Vokić siedział na starej kanapie przykrytej kraciastym kocem i oglądał telewizję. Leciał jego ulubiony teleturniej.

- Wiem! Znam odpowiedź! - zawołał uradowany Stjepan i klepnął się z rozmachem w kolano. - Swoje lata mam, ale jak widzisz, główka pracuje! - Popukał znacząco palcem w czoło.

W odpowiedzi usłyszał:

- Kle! Kle! - To zaklekotała bocianica Malena, która przysiadła obok i przekrzywiając głowę, wpatrywała się w ekran.

Malena, bez wątpienia, jest jedyną na świecie bocianicą, która ogląda teleturnieje, a czasem nawet jeździ ze swoim opiekunem na samochodowe wycieczki.

Rzecz jasna, zamiast siedzieć na kanapie ze Stjepanem, wolałaby polecieć z bocianami do Afryki, ale Malena nigdy już nigdzie nie poleci. Latem została postrzelona przez myśliwych. Całą noc przeleżała na łące z paskudnie połamanym skrzydłem. Rano znalazł ją Vokić. Zabrał ptaka do domu i sprowadził weterynarza. Ten opatrzył ranę i postawił diagnozę:

- Przeżyje, ale latała nie będzie.

Od tamtego czasu prawe skrzydło Maleny opada bezwładnie tak nisko, że pióra niemal dotykają ziemi. Jest trwale uszkodzone i ptak nigdy nie rozprostuje go i nie poderwie się do lotu.

- Nic się nie martw - dodawał bocianicy otuchy Stjepan. - Może nie będziesz bujać w obłokach, ale na ziemi też da się żyć. Ja jestem tego najlepszym przykładem. Od siedemdziesięciu lat radzę sobie bez skrzydeł.

Pod troskliwą opieką Vokicia rana postrzałowa całkiem nieźle się zagoiła i Malena dochodziła do zdrowia. Stjepan chuchał na nią i dmuchał. Podawał leki, karmił, a nawet smarował jej cienkie czerwone nogi maścią, by nie przesuszały się z braku wody. Mimo to bocianica wydawała się przygnębiona. Krążyła po podwórku i raz po raz niezdarnie podskakiwała. Machała przy tym zdrowym skrzydłem, chcąc unieść się nad ziemię. Bez powodzenia. Długo trwało, zanim zrozumiała, że to na nic, i w końcu przestała próbować. A może zniechęcił ją do tego mróz, który pojawił się w połowie listopada i zamienił podwórkowe kałuże w ślizgawki? W każdym razie kiedy spadł pierwszy śnieg, Stjepan specjalnie dla Maleny wyszykował komórkę przylegającą do domu. Miała tam ciepły kaloryfer, miejsce do spania i akwarium. Wpuszczał do niego świeże ryby, a ona je sobie łowiła, gdy tylko przyszła jej ochota. Ale i tak, ku radości Vokicia, bocianica większość czasu spędzała w jego dużej, jasnej kuchni. Lubiła tam myszkować i zaglądać w każdy kąt. Uwielbiała wyciągać długim dziobem smakołyki ze słoików, a najbardziej podobało jej się wspólne oglądanie telewizji.

Wszystko zmieniło się wraz z nadejściem wiosny. Malena zrobiła się niecierpliwa i dziwnie ożywiona. Nie mogła usiedzieć spokojnie ani w domu, ani w komórce. Krążyła po podwórku, wyciągała w górę szyję i klekotała.

- Czujesz, że ptaki niedługo powrócą - westchnął Stjepan. - Chciałabyś mieć gniazdo i bociana do pary. Wysiadywać jaja i wychować małe boćki. No cóż, z gniazdem ci pomogę, ale o resztę musisz zadbać sama.

Jeszcze tego samego dnia Vokić umocował na dachu wielkie koło od drabiniastego wozu. Ułożył na nim wiele warstw gałęzi, powiązał je sznurkiem, żeby się nie rozlatywały, a środek wymościł trawą i sianem.