Rozdział 4
Końcówka września była bardzo mokra tego roku, ale jednocześnie liście zaczęły się pięknie pokrywać złotem i rdzą. Na dębach i klonach pojawiła się intensywna czerwień wdzierająca się pomiędzy umęczone upalnym latem, zszarzałe liście.
Jurek jechał swoim granatowym Audi nie za szybko, tak by Agnieszka mogła podziwiać krętą niczym wstążka drogę przez Cisną. Za cel obrali bieszczadzką kolejkę w Cisnej, która może nie była spektakularną atrakcją, ale dla miłośników wąskotorówek i pięknych, górskich widoków nieśpiesznie przesuwających się poza otwartymi, drewnianymi wagonikami stanowiła miejsce idealne.
Od momentu kiedy zajechał przed jej dom, Jurek widział, że Agnieszka jest jakaś nie w sosie. Podejrzewał, że pokłóciła się z matką, ale teraz miał wątpliwości. Jej zły humor trwał zdecydowanie za długo. Halina nie należała do despotycznych, po prostu starała się chronić córkę przez złym wpływem nieodpowiednich znajomych. Jurek był jej pierwszym chłopakiem, w dodatku starszym o pięć lat, więc matka słusznie podejrzewała, że jego "męskie" potrzeby, jak nazywała ochotę na przedmałżeński seks, mogą się okazać silniejsze od zdrowego rozsądku. Kobieta widziała już swoją latorośl na ślubnym kobiercu z wiankiem i długim welonem, w białej sukni, jak na przyzwoitą pannę przystało, ale Jurek się nie oświadczał. To niekoniecznie mogło podobać się Halinie.
Poznali się u wspólnych znajomych, dziewczyna od razu wpadła mu w oko. Spokojna, ułożona i - jak powiedziałaby jego matka - idealna kandydatka na żonę wkradła się w jego serce niemal od razu.
- Jesteś dziwnie zamyślona. - Postanowił wyrwać ją z odrętwienia. Już niemal godzinę siedziała z policzkiem przylepionym do szyby i wpatrywała się w obrazy na zewnątrz. I chociaż widoki były piękne, wątpił, by oniemiała z ich powodu.
Wzruszyła tylko ramionami.
- Słoneczko, coś się stało?
Widział, że Aga toczy wewnętrzną walkę, by wyrzucić z siebie to, co ją uwierało.
- Jestem w ciąży - szepnęła.
Takiej odpowiedzi Jurek się nie spodziewał. Jak to możliwe? Zawsze się zabezpieczali.
- Jesteś pewna?
Znowu wzruszenie ramionami.
- Okres mi się spóźnia już o tydzień.
- Robiłaś test?
- Jeszcze nie - wyszeptała. - Boję się.
Jego praktyczny sposób myślenia nie bardzo pozwalał mu zrozumieć to, co mówiła Agnieszka. Stwierdziła, że jest w ciąży, ale nie wiadomo na sto procent, ponieważ bała się zrobić test.
- To może warto? Może nie jesteś? Tydzień opóźnienia o niczym jeszcze nie świadczy - powiedział, chociaż sam w to do końca nie wierzył.
Ziarno niepewności zostało zasiane i zadziwiająco szybko zaczęło kiełkować. W tym momencie nie czuł się gotowy na potomka. Nie mieli gdzie mieszkać, a nie wyobrażał sobie dzielić życia z którymkolwiek rodzicem. Widział jednak, że jego partnerka była zdruzgotana tym przypuszczeniem bardziej niż on, i nie chciał jej dołować.
- Jeżeli się potwierdzi, damy radę. Coś wynajmę, pobierzemy się. To przecież nic nie zmienia, i tak mieliśmy być razem.
- Właśnie, że zmienia. - W jej głosie słyszał jakiś bunt. - Nie chcę!
Czego nie chciała? Jego czy dziecka?
- Aguś, ogarniemy, Okruszku.
Bardzo chciał w to wierzyć, ale jej zachowanie go mocno zaniepokoiło.
Kupił bilet i wsiedli do ciuchci. Nie mógł się skupić na widokach wzdłuż torów, jego wzrok ciągle badał wyraz twarzy Agnieszki. Rozmowa nie kleiła się żadną miarą...
***
Był zaskoczony, chociaż nie chciał tego po sobie pokazać. W jednym momencie jego życie miało zmienić się o sto osiemdziesiąt stopni. Wymarzona kariera zostanie zastąpiona pieluszkami, kolkami i nocnym płaczem potomka.
Z jednej strony chciał się zachować odpowiedzialnie, jak na prawdziwego mężczyznę przystało, ale z drugiej czuł narastający wewnętrzny sprzeciw. Przecież się zabezpieczali! A może to nie jego dziecko, może Agnieszka chce go wkręcić, raz jeszcze przetestować uczucia, sprawdzić jego odpowiedzialność. A może oszukuje? Może go zdradziła i teraz chce, by to on wziął odpowiedzialność za bękarta?
Uderzał w worek treningowy raz za razem, próbując rozładować nagromadzone emocje. Wiedział, że to, co przyszło mu do głowy, jest niedorzeczne, ale nie mógł się pozbyć natrętnych myśli. Próbował podejść do tematu bardziej optymistycznie, wzbudzić w sobie ojcowskie uczucia, ale to nie było łatwe. Jak to powie rodzicom? Będą kazali wziąć ślub. Skończą się imprezy, wolność. Skończy się dotychczasowe życie.
A jednak pomiędzy negatywnymi myślami przebijały się i cieplejsze uczucia. Widok pyzatej buzi, koniecznie podobnej do jego, i małych rączek radośnie łapiących go za dłoń wzbudzały w nim tkliwe uczucia. Roześmiana twarz Agnieszki - matki, babcie zakochane w pierwszym wnuku i on, Jurek, mężczyzna - bohater, który potrafi brać odpowiedzialność za życie. Te wizje nie wyglądały tak źle.
***
Był niemal przekonany, że zaakceptował zaistniałą sytuację, przynajmniej dopóki nie zobaczył dwóch silnie zarysowanych kresek na teście ciążowym. Stał, patrząc na Agnieszkę, z totalną pustką w głowie, niezdolny, by cokolwiek powiedzieć. Dziewczyna miała łzy w oczach, jej dłonie się trzęsły.
- Jurek, ja nie chcę tego dziecka! - szeptała jak w obłędzie.
Milczał. Zaciskał bezwiednie dłonie, nie mogąc zrobić ani kroku. Nagle jego świat się zatrzymał. Chciał prosić Agę o rękę, ale dopiero za jakiś czas. Chciał założyć rodzinę, co do tego nie miał wątpliwości, tylko nie teraz. To małe dziecko, owoc ich miłości, krzyżowało wszystkie plany. Studia Jurek miał skończyć za dwa lata, później planował zrobić doktorat na Politechnice Rzeszowskiej. Według ułożonego na dziesięć lat do przodu planu dziecko miało się pojawić nie wcześniej niż za siedem. W tym czasie chciał sobie wszystko poukładać. Ślub, może wyjazd za granicę na jakiś staż. Albo odwrotnie: najpierw staż, a później ślub i przeprowadzka do nowego domu, który miał odziedziczyć po babci. Agnieszka też nie dysponowała warunkami do zamieszkania przy rodzicach. Zresztą... co to za dorosłość pod okiem starych?
- Powiedz coś, Jurek! - Z ich dwojga to Aga wyglądała na bardziej przytomną.
Jedyne, co przychodziło mu w tej chwili do głowy, to skąd wziąć kasę na skrobankę. Będzie musiał pojechać z Agnieszką za granicę, chyba że tutaj uda się znaleźć po kryjomu jakiegoś doktora gotowego za określoną kwotę dokonać aborcji.
- Zbiorę kasę, obiecuję.
Widział, jak jego dziewczynie z oczu zaczynają bezgłośnie skapywać łzy. Nie mógł na to patrzeć, nie miał serca. Odwrócił się i wyszedł z mieszkania.
***
Aga nie mogła uwierzyć w to, co się stało. Mężczyzna jej życia tak po prostu wyszedł. Zaklęła siarczyście, mimo że z bezsilności z oczu same spływały łzy. Uświadomiła sobie, że życie już nigdy nie będzie takie samo. Nagle jej ciało stało się inkubatorem dla kogoś, kogo ona nie chciała, a mimo to, kiedy dotykała miejsca, gdzie prawdopodobnie znajdował się płód, czuła, jakby dotykała czegoś bardzo dla niej ważnego.
Podeszła do lustra, by spojrzeć w zapłakane oczy dziewczyny po drugiej stronie. Tak, w życiu nie ma nic za darmo. Upojne i beztroskie noce, jedno zapomnienie i nagle zostajesz sama. A nawet jeśli Jurek wróci z pieniędzmi, to ona będzie musiała podjąć ostateczną decyzję. To ona będzie musiała pozwolić zimnym, metalowym narzędziom wydłubać z siebie to, czego człowiekiem nazwać nie chciała. Osiągnięcia nauki, którym teraz tak usilnie chciała zaprzeczyć, sprowadzały początek ludzkiego życia do rangi fasolki, zygoty, czegoś nieokreślonego.
- A dla ciebie kim to jest? - Ktoś szeptał owo nieznośne pytanie w jej głowie.
Nie potrafiła nazwać w myślach tego, co w niej rosło, dzieckiem. Wówczas nadałaby mu cechy człowieczeństwa, a tego nie chciała. Tak długo, jak myślała o tym czymś jak o zlepku komórek rozrastających się niby rak w jej ciele, mogła planować zabieg. Tylko czy wystarczy jej sił?
- Boże, gdybym mogła cofnąć czas.
Zakryła twarz dłońmi i się rozpłakała. Nie przyszło jej do głowy, że wzywanie Boga w tym momencie jest nie na miejscu.
***
Obydwoje mocno się denerwowali. Jurek jechał w milczeniu, a Agnieszka oparta o szybę samochodu liczyła w myślach mijane drzewa. Słońce świeciło intensywnie, połyskiwało między liśćmi, które poruszały się w rytm wiatru. W domu dziewczyna powiedziała, że jedzie z Jurkiem na wycieczkę do Pragi. Miało ich nie być tydzień. Nawet nie spytała chłopaka, skąd wziął pieniądze, nie miała odwagi. Ich ostatnia rozmowa nie należała do przyjemnych. Agnieszka potrzebowała przytulenia i zapewnienia, że wszystko będzie dobrze, w zamian za to, gdzieś między wierszami, usłyszała pretensje, że nie potrafiła wystarczająco dobrze się zabezpieczyć, że za ten "problem" ona ponosi większą odpowiedzialność.
Czuła, że cała ta sytuacja, nie mówiąc już o decyzji, jaką podjęli, kładzie się cieniem na ich związku. Tak naprawdę marzyła o tym, by ktoś zdjął z niej brzemię i za nią dokonał wyboru. O ile w stu procentach była pewna, że nie chce mieć dziecka, o tyle samo postanowienie, że podda się aborcji, nie przyszło jej łatwo. Bała się zabiegu, bała się tego, co będzie potem.
To nie tylko zlepek komórek. Dobrze wiedziała, że nosi w sobie zalążek ludzkiej istoty, która z jakiegoś powodu pojawiła się w jej życiu. To prawda, że przez ich nieostrożność i nieodpowiedzialność, ale nie zmieniało to faktu, że już się pojawiła. I co z tego, że ukryta głęboko w jej macicy. Może i macica była jej, ale dziecko już żyło i miało do tego życia pełne prawo. Czy ona, jako kobieta i matka, mogła odebrać życie dziecku tylko dlatego, że bała się tego, co będzie dalej, i że razem z Jurkiem nie tak planowali przyszłość?
- Jurek, a może... - zaczęła drżącym głosem, który jednak uwiązł w jej gardle.
Mężczyzna się nie odezwał. Bał się tego, co może powiedzieć Agnieszka, bał się, że będzie musiał ją przekonywać, a ona ostatecznie zmieni zdanie.
***
Nie czekał pod kliniką, tylko poszedł przejść się uliczkami miasta, by powstrzymać pędzące myśli. Miał wyrzuty sumienia, do których nie chciał się przyznać. To nie tak miało być! Wszystko zaplanował i nagle życie wymknęło się spod kontroli. Pieniądze pożyczył od Bogdana, kuzyna, który niedawno wrócił z Niemiec z rocznego kontraktu. Nie powiedział mu, na co ich potrzebuje, wspomniał jedynie, że ta pożyczka ratuje jego życie. Gdyby tamten znał prawdę, nigdy by nie dał tych pieniędzy, mimo że się przyjaźnili. Rodzicom też się nie przyznał, by niepotrzebnie nie wzbudzać sensacji. Matka wpadłaby prawdopodobnie w histerię, a ojciec... W sumie to nie wiedział, jak ojczulek by się zachował. Kazałby mu stanąć na wysokości zadania, wziąć ślub i zacząć żyć prawdziwie. Nie poparliby ich decyzji. No właśnie... ich? Jurek coraz mocniej odczuwał, że to on podjął decyzję i nie wsparł kobiety swojego życia, gdy ona tego najbardziej potrzebowała.
Przemierzając uliczki zabytkowego miasta, coraz mocniej zaciskał usta w niemym gniewie na samego siebie. Był rozdarty wewnętrznie. Przecież to również jego dziecko! Tylko że już za późno. Agnieszka prawdopodobnie w tym momencie była na sali zabiegowej.
Zatrzymał się. Przed nim, po drugiej stronie, znajdował się kościół i chociaż założona kratownica, przez którą dostrzegał wnętrze, świadczyła, że był zamknięty, Jurek wbiegł po schodach i złapał rękami metalowe pręty. Ze łzami w oczach zaczął się modlić. Tak naprawdę nie wiedział o co. Słowa modlitwy same płynęły z jego ust.
Nagle jak spod ziemi wyrósł przed nim mężczyzna z elegancko przystrzyżoną, lekko siwiejącą brodą, w mlecznoczekoladowym płaszczu i z kapeluszem przywodził wspomnienie jego dziadka, który nigdy się nie rozstawał z tym elementem męskiej garderoby. Mężczyzna położył mu dłoń na ramieniu, a ciężar tego gestu przykuł Jerzego do ziemi.
- Będzie dobrze. - Usłyszał jego słowa, chociaż nie zauważył, by człowiek otwierał usta. Przenikliwym wzrokiem wdarł się w duszę młodzieńca.
Jurek miał wrażenie, że ściska jego serce i puszcza, a tym samym przynosi mu ulgę, której nie mógł do niczego porównać.
***
Kiedy wszedł do kliniki, by odebrać Agnieszkę, czuł, że jego nogi są jak z waty. Nie, nie było dobrze, mimo słów obcego, które potraktował niczym proroctwo.
Zobaczył ją skuloną, siedzącą na sofie w poczekalni. Była zbolała, ale gotowa do wyjścia. Podszedł do niej z wewnętrznym lękiem, jak do kogoś obcego, jakby widział ją pierwszy raz w życiu. Nie miał odwagi jej dotknąć, chociaż bardzo tego pragnął.
Siedziała, zasłaniając oczy dłońmi, skulona, cierpiąca. Nie patrzyła na niego, ale wiedział, że płakała.
- Czy... - wyszeptał, pochylając się nad nią. Nie dał rady dokończyć zdania.
Agnieszka pokiwała jedynie głową, ale nawet na niego nie spojrzała. Wiedział, że ją stracił.
***
Bogdan patrzył na Jurka i zastanawiał się, co się dzieje z kuzynem. Chłopak zapadał się w sobie, z tygodnia na tydzień coraz bardziej. Stracił apetyt, przestał spotykać się ze znajomymi i, co chyba najbardziej go zdziwiło, zerwał z Agnieszką.
- Co się dzieje? Jurek, nie duś w sobie. - Starał się, jak mógł, by chłopak mu powiedział, ale ten milczał jak zaklęty.
Może chodziło o kasę, którą mu pożyczył? Widocznie interes życia nie wypalił i teraz się martwił, jak mu spłaci.
- O kasę się nie martw. Będziesz miał, to oddasz. Nawet jeśli miałoby to być za dziesięć lat - próbował żartować.
Jurek popatrzył na kuzyna swoimi głęboko osadzonymi, niebieskimi oczami, w których czaił się ból pomieszany z lękiem. Nie było z nim dobrze.
- Kuźwa, chłopie! Weź się ogarnij! Masz zmartwienie, to przestań dusić w sobie, tylko powiedz, bo inaczej wyduszę z ciebie osobiście.
I Jurek pękł. Powiedział mu, jak na spowiedzi, na co pożyczył pieniądze.
Bogdan zbladł, a jego źrenice rozszerzyły się do granic możliwości. Nie do niego należało osądzanie czynów innych, niemniej w tej dziedzinie miał ugruntowane poglądy. Było jednak za późno na prawienie umoralniających kazań.
- Nic nie mówisz? - Jurek najwyraźniej oczekiwał zdecydowanej reakcji. Spiął się, przybrał postawę obronną i patrzył wybladły i gotowy na cios, który nie nadchodził.
- A co mogę powiedzieć?
To pytanie zbiło Jerzego z tropu. Było gorsze niż smagnięcie batem. Skulił się w sobie, spuścił głowę.
- Dałeś dupy, bracie - wycedził w końcu Bogdan. - Wybrałeś najgorszą opcję z możliwych.
- A co mieliśmy zrobić? To dziecko by wszystko zniszczyło.
Grymas na twarzy kuzyna był bardzo wymowny.
- Dziecko? Możesz patrzeć sobie w twarz, kiedy rano stajesz przed lustrem? Zabiłeś własnego potomka. Pozwoliłeś, by ona to zrobiła. Pchnąłeś ją do czegoś takiego i jeszcze wmieszałeś mnie! I co ci to dało? Jurek! Co ci to dało?
Jurek skulił się na kanapie jeszcze bardziej. Siedział niczym zbity pies, bez nadziei na poprawę swojego losu. Tak, Bogdan tymi słowami przybił gwóźdź do trumny jego sumienia.
***
Bogdan był zły, przede wszystkim na siebie, że nie zapytał kuzyna o cel pożyczki. Gdyby to zrobił, chłopak musiałby się wygadać, a wtedy... No właśnie, co wtedy?
Pojawienie się nieplanowanego dziecka zawsze jest trudne. Gdyby Agnieszka była jego dziewczyną, w życiu by jej nie pozwolił na coś takiego. Gdyby się uparła, to byłby gotów ją uwięzić i tak długo przekonywać, aż by zrezygnowała. Niestety nikomu się nie przyznał do uczuć względem dziewczyny kuzyna, a Agnieszka to ostatnia osoba, której by to powiedział. Za bardzo bał się odrzucenia i wyśmiania. Dopiero teraz, kiedy z ust Jurka padły te straszne słowa, do Bogdana dotarło, jak bardzo kocha Agnieszkę.
Nie sięgał po alkohol zbyt często, ale tego dnia postanowił zalać ból, który toczył się w jego sercu. Poszedł do pubu, by utopić żal w procentach.
Nie pamiętał, jak długo tam był ani ile wypił. Gdy już miał wychodzić, dosiadł się do niego nieznajomy. Złapał go za rękę akurat, gdy Bogdan zamierzał przechylić ostatnią setkę czystej.
- Nie warto. - Łagodne słowa obcego sprawiły, że jeszcze bardziej się zdenerwował.
- Będziesz mi tu gadał, co warto, a co nie! - powiedział przez zaciśnięte zęby.
- Uwierz, że nie powinieneś.
- A kim ty jesteś, że mi mówisz, co powinienem, a co nie?
- Nikim.
- Więc się nie mieszaj w moje życie i moje wybory.
Mężczyzna westchnął, jakoś tak ciężko.
- Nigdy tego nie robię. Cenię sobie wolność ponad wszystko.
Bogdan mimo lekkiego upojenia alkoholowego popatrzył uważniej w twarz natręta. Kogoś mu przypominał, ale nie mógł sobie przypomnieć, skąd zna te rysy. Wstrząsnął głową i machnął ręką. Nie było sensu z nim gadać.
- Pamiętaj, że ostateczną decyzję, tę na samym końcu łańcucha wydarzeń, człowiek podejmuje sam.
- Kurwa! - mruknął pod nosem Bogdan. - Filozof mi się trafił.
Zataczając się, dotarł do drzwi. Otworzył je z impetem i mroźne powietrze wdarło się pod rozchyloną kurtkę. Nie był w stanie zapiąć guzików, więc tylko mocniej ją do siebie przycisnął, oplatając się ramionami.
Szedł przez park przy ulicy Dąbrowskiego, rozświetlony słabym blaskiem pojedynczych latarni, które przypadkowego przechodnia raczej wprowadzały w dziwnie mroczny klimat, aniżeli zapewniały poczucie bezpieczeństwa. Bogdan pamiętał z opowiadań babci, że dawno temu to miejsce nazywano Wygnańcem, ale babuleńka nie wiedziała dlaczego.
Uwielbiał historię, jednak na studia nie mógł pójść. Chciał jak najszybciej się usamodzielnić i w zasadzie był tego blisko. Praca za granicą dawała mu nadzieję, że dorobi się własnego mieszkania, a wówczas będzie mógł pomyśleć o założeniu rodziny.
I znowu, jak we śnie, przed oczami stanęła mu Agnieszka. Zastanawiał się, co musiała czuć, gdy decydowała się na taki krok. Nie mógł uwierzyć, że ot tak, z lekkim sercem zrobiła to, na co Jurek pożyczył kasę. Zatrzymał się, przetarł oczy, które zaczęły go piec od zbierających się słonych kropel.
- Stary, a durny - powiedział sam do siebie.
Łzy same popłynęły i nie wiedział czemu. Nie osądzał Agnieszki, nie śmiałby. Podskórnie czuł, że miast słów krytyki, młoda kobieta potrzebowała wsparcia i zrozumienia.
Przystanął pod jednym z czterech posągów umieszczonych w parku. Spojrzał zamglonym wzrokiem. Jakie to wymowne. Stał pod Demeter, boginią płodności i urodzaju. Postanowił odszukać Agnieszkę.
Nie zastanawiając się dłużej, wyszedł z parku, skręcił w Langiewicza, by dostać się jak najszybciej do centrum. Nie zwrócił uwagi, że kilkanaście metrów za nim podążał młody człowiek, który najwyraźniej wziął sobie za cel podpitego mężczyznę. W jego dłoniach błyszczało ostrze. Kaptur na głowie skrzętnie skrywał tożsamość, a sprężysty krok sugerował młodego człowieka w pilnej potrzebie gotówki. Bogdan wszedł do opustoszałego o tej porze parku przy Pułaskiego. Zamyślony i nie do końca trzeźwy nie spodziewał się ataku, który nastąpił szybko i brutalnie. Pchnięcie nożem i przeszywający ból zmroziły mężczyznę. Upadł na kolana. Chłopak kopnął go z całej siły, czym spowodował, że zraniony bezwładnie upadł na ziemię. Dodatkowy cios w głowę miał być zapewnieniem, że ofiara go nie zapamięta. Napastnik opróżnił kieszenie Bogdana, klnąc przy tym siarczyście. Okazało się, że poszkodowany nie ma przy sobie gotówki, która by go satysfakcjonowała.
***
Podjęła decyzję. Nawet nie przypuszczała, że ma w sobie tyle siły, odwagi, by zrobić to, co uważała za słuszne. Nie mogła powiedzieć rodzicom, dlaczego zerwała z Jurkiem, bo czy zrozumieliby jej wybór? Nie mogła patrzeć ani sobie, ani im w oczy. Gdyby została w Rzeszowie, wcześniej czy później widziałaby się z Jerzym, ale po ostatnich zdarzeniach nie chciała mieć z nim do czynienia. Tak, to była ich wspólna decyzja, ale czy na pewno? Czy ona tego chciała? Zostawił ją samą w najtrudniejszym momencie życia, a jedyne, na co było go stać, to zorganizowanie pieniędzy. Doprawdy! Zacne!
Leżąc na stole, słyszała brzęk narzędzi chirurgicznych i szepty personelu. Ciche śmiechy i rozmowy, których sensu nie rozumiała, ale intuicyjnie czuła, że poza nią życie toczy się, jakby za chwilę, w tym miejscu, miało nastąpić wycięcie szpecącej brodawki. Tylko tyle znaczy życie? Tak, życie! Bo to, co nosiła w sobie, było jego zalążkiem. Doskonale wiedziała, że to "coś" ma już serduszko, które bije, a skoro tak było, to czy można udawać, że nie jest człowiekiem?
Tak, zrobiła to, trzęsąc się z rozpaczy i bezsilności, nie mając pojęcia, jak dalej potoczy się jej los, ale nie widziała innego wyjścia i dlatego teraz nie mogła patrzeć na mężczyznę, którego jeszcze niedawno kochała ponad życie. Nie mogła!
- Córcia, ale jak ty sobie tam poradzisz? - Matka stanęła w drzwiach. Była zaskoczona decyzją Agnieszki, która ni z tego, ni z owego postanowiła wyjechać do Warszawy na studia.
- Normalnie. A bo to ja jedna będę studiować? - Uśmiechnęła się krzywo, unikając wzroku matki.
Nie jechała studiować. Załatwiła sobie pracę, byle tylko uciec z rodzinnego miasta i zacząć wszystko od nowa. Czy jej się uda? Bezwiednie pogładziła swój brzuch. Ten odruch był automatyczny i nie mogła nad nim zapanować za każdym razem, gdy pojawiała się stresująca sytuacja.
- Mamo, będzie dobrze, nie martw się. - Przytuliła się do matki, która niczego nie przeczuwała.