Mówi się, że święta są rodzaju żeńskiego - bo to głównie kobiety dwoją się i troją, by wszystko dopiąć na ostatni guzik. Pieką, sprzątają, gotują, myślą o prezentach, trzepią dywany i myją okna. A na koniec i tak zawsze znajdzie się coś, co zepsuje im ten idealnie zaplanowany czas.
Święta potrafią nieźle dać nam w kość, o czym sama niejednokrotnie się przekonałam. Nietrafiony prezent, obrażony wujek lub nadąsana babcia, niedopieczone ciasto, przewrócona choinka, barszcz lądujący na obrusie zamiast na talerzu. Ale każdy kryzys da się przetrwać, zwłaszcza jeśli podejdziemy do niego z przymrużeniem oka. Pora na świąteczny niezbędnik każdej pani domu.
JAK ODREAGOWAĆ KŁÓTNIĘ PRZY STOLE?
Ktoś znowu wszedł na tematy polityczne, światopoglądowe lub religijne, atmosfera robi się duszna?
Zamiast uciekać do łazienki albo udawać, że nie słyszysz, czego dotyczy rozmowa, zmień scenografię. Otwórz okno na oścież (zimne powietrze skutecznie obniża poziom napięcia w pokoju) i zrób coś absolutnie abstrakcyjnego: zacznij układać piramidę z mandarynek albo głośno czytać fragment jakiejś książki.
Absurd sytuacji i nagła zmiana zachowania natychmiast wybijają ludzi z pętli złości.
JAK ODZYSKAĆ RÓWNOWAGĘ, GDY PRZYPALI SIĘ SERNIK?
Niestety przypaliłaś ciasto, a goście zjawią się za godzinę.
Najlepszym rozwiązaniem będzie... recykling. Ścinasz spaloną górę (lub spód), a to, co zostało ze środka, wrzucasz do blendera. Dodajesz odrobinę śmietanki, cynamonu lub alkoholu (np. amaretto/baileys) i miksujesz na gładki krem. Nakładasz do szklanek, posypujesz pokruszonymi pierniczkami i podajesz jako "Sernikowy mousse de Noël".
W ten sposób dajesz pstryczka w nos własnej porażce, ostatecznie spalone ciasto to naprawdę nie jest koniec świata.
CO ZROBIĆ, GDY ROZMOWA PRZY STOLE SIĘ NIE KLEI?
Z każdą minutą jest coraz gorzej, drętwo, sztywno i mało strawnie.
W takiej sytuacji rzuć w przestrzeń zdanie: "Słuchajcie, mam problem i potrzebuję wyłącznie najgorszych możliwych porad". Problem może być błahy (np. "Jak bezszelestnie odwinąć cukierka w kinie?" albo "Jak wytłumaczyć kotu, że choinka to nie plac zabaw?").
Ludzie czasem boją się odezwać przy stole, albo po prostu nie wiedzą, o czym rozmawiać. Gdy prosisz o złe porady, zdejmujesz z nich presję bycia mądrym. Nagle każdy chce błysnąć absurdalnym pomysłem.
CO ZROBIĆ, GDY DOSTANIESZ KOSZMARNY LUB KOMPLETNIE NIETRAFIONY PREZENT?
Otwierasz paczkę od bliskiej osoby i widzisz wielką, świecącą figurkę jelenia albo zestaw do pielęgnacji brody (ciocia nie doczytała etykiety).
Odpuść sobie udawanie sztucznego zachwytu ("Ooo, dokładnie tego potrzebowałam!" - to słychać na kilometr). Potraktuj raczej rekwizyt jak dzieło sztuki nowoczesnej. Przyglądaj mu się, dotknij faktury i powiedz z uznaniem: "To jest tak osobliwe, że aż hipnotyzujące. Gdzie ty to w ogóle zdobyłaś/zdobyłeś?".
W ten sposób skupiasz uwagę na intrygującej naturze przedmiotu i ewentualnym trudzie poszukiwań, zamiast kłamać o jego atrakcyjności.
JAK POWSTRZYMAĆ KOGOŚ PRZED WPYCHANIEM CI KOLEJNEJ PORCJI JEDZENIA?
Babcia lub ciocia patrzą z wyrzutem na Twój pusty talerz i podsuwają wielką michę sałatki jarzynowej z majonezem.
Zamiast mówić "już nie mogę" (co dla gospodarza brzmi jak "sorry, nie umiesz gotować"), złap babcię za rękę, popatrz jej w oczy i wyszepcz: "Zostawię sobie na później, bo jak wszyscy pójdą spać, zakradnę się do kuchni i zjem to sama w całkowitym spokoju. Teraz bym tego nie doceniła".
To zadziała, bo serwujesz komplement zamiast odmowy. Zmieniasz odrzucenie jedzenia w obietnicę intymnego, kulinarnego rytuału.
CO ZROBIĆ, GDY PRZY STOLE POJAWIA SIĘ WĄTEK "A KIEDY ŚLUB / DZIECI / ZMIANA PRACY?"
Wścibskie pytania wjechały szybciej niż barszcz z uszkami, chociaż miałaś nadzieję, że w tym roku tego unikniesz.
Zamiast się tłumaczyć albo denerwować, odpowiedz z absolutnie kamienną twarzą: "Podpisałam umowę o poufności. Jeśli cokolwiek powiem, stracę zaliczkę" albo "Czekam, aż astrologiczna przepowiednia z 1998 roku wreszcie się dopełni, więcej nie mogę zdradzić".
To ma szansę się udać, bo nie wchodzisz w defensywę. Nie dajesz pytającemu paliwa do dyskusji, bowiem Twoja odpowiedź jest tak absurdalna, że zamyka temat bez generowania agresji.
JAK PRZETRWAĆ NAGŁE PRZEBODŹCOWANIE HAŁASEM I LUDŹMI?
Muzyka gra, wszyscy mówią naraz, w pokoju jest za gorąco, a Ty masz ochotę po prostu wyjść z domu.
Zaoferuj, że wyrzucisz śmieci albo przyniesiesz coś ze spiżarni / piwnicy / balkonu. Gdy wyjdziesz na zewnątrz, oprzyj dłonie o coś zimnego (choćby ścianę domu) i wykonaj tzw. oddech fizjologiczny (dwa szybkie wdechy nosem, jeden długi wydech ustami). Rób tak przez 90 sekund, a od razu poczujesz się lepiej.
Ta technika daje ci dobre alibi (nikt nie pyta "czemu uciekasz?"), a kontakt z zimnem i oddech natychmiast obniżają poziom kortyzolu we krwi.
CO ZROBIĆ, GDY ŚWIĘTA SĄ JAKOŚ MAŁO MAGICZNE I WKRADA SIĘ SMUTEK?
Jest wieczór, prezenty rozpakowane, potrawy zjedzone, a Ty czujesz dziwną pustkę.
W takiej sytuacji zrób coś naprawdę banalnego. Zdejmij odświętne ubranie, załóż wygodny dres, zaparz dobrej herbaty i skup się na sobie - książka, film, gra, telefon do przyjaciółki, gorąca kąpiel.
Najgorsze w świątecznym smutku jest napięcie wynikające z przymusu "przeżywania magii". Gdy oficjalnie zdejmujesz ze świąt ten ciężar i dajesz sobie prawo do zwykłego, lekko nudnego wieczoru, presja znika, a wraz z nią przygnębienie. Nie zawsze musi być idealnie, by było dobrze.
CO ZROBIĆ, GDY CZUJESZ, ŻE CAŁA ORGANIZACJA ŚWIĄT JEST NA TWOICH BARKACH, A RESZTA TYLKO CZEKA NA OBSŁUGĘ?
Siedzisz przy stole z poczuciem ogromnego żalu i samotności - wypruwasz sobie żyły od połowy grudnia, a reszta rodziny zachowuje się jak na wakacjach all inclusive.
Wiesz co? Zamiast siedzieć z obrażoną miną albo wybuchnąć złością, po prostu celowo czegoś... nie zrób. Kiedy ktoś zapyta: "A gdzie jest sos / serwetki / kompot?", uśmiechnij się, rozłóż ręce i powiedz: "Ojej, moja wydajność osiągnęła dziś sto procent o godzinie piętnastej. Ktoś inny musi przejąć pałeczkę".
Zrezygnowanie z roli męczennika bądź agresora to informacja dla innych, że jesteś wyczerpana. Bez złości i fochów. Dajesz po prostu wszystkim jasny sygnał: "ja już swoje zrobiłam, teraz wasza kolej" - i co najważniejsze, nie przepraszasz za to.
CO ZROBIĆ, GDY W DOMU POJAWIŁ SIĘ "NIESPODZIEWANY GOŚĆ" LUB KTOŚ PRZYPROWADZIŁ KOGOŚ BEZ UPRZEDZENIA?
Kuzyn niespodziewanie przychodzi z nową sympatią albo do drzwi puka nielubiany sąsiad. Na stole brakuje nakrycia, porcje są wyliczone, a atmosfera gęstnieje.
Zamiast panikować i próbować na siłę być uradowanym z niezapowiedzianej wizyty, daj nowej osobie jakieś zadanie. Powiedz z uśmiechem: "Dobrze się składa, potrzebujemy kogoś, kto będzie kontrolował, czy nasz jamnik Feluś nie podkrada niczego ze stołu". Albo: "Świetnie, pomożesz mi przy rozdzielaniu uszek do barszczu".
Niespodziewany gość sam często czuje się skrępowany tym, że przyszedł bez zapowiedzi. Gdy przydzielasz mu konkretne zadanie, zaczyna czuć się jak współgospodarz, a nie intruz. Niezręczność znika wtedy błyskawicznie