BIBLIA W RODZINIE
Drodzy Czytelnicy!
Prawie każda rodzina posiada drogie sobie pamiątki po własnych przodkach: obrączki ślubne, cenne obrazy, listy, fotografie. Rodzina Boża - Kościół - szczyci się także cennymi pamiątkami, do których zaliczamy Eucharystię i Pismo Święte.
Pewna księżniczka dostała na urodziny od swego narzeczonego ciężką, choć niezbyt dużą paczkę, o dziwnym okrągłym kształcie. Zaciekawiona, rozpakowała szybko i znalazła w środku... kulę armatnią. Rozczarowana, ze złością rzuciła ją na podłogę. Wtedy pękła zewnętrzna czarna powłoka i ukazała się mniejsza kula w pięknym srebrzystym kolorze. Księżniczka pobiegła i ujęła ją w dłonie. Obracając ją, przypadkowo przycisnęła lekko w pewnym punkcie jej powierzchnię. I oto srebrna otoczka otworzyła się, odsłaniając wspaniałą złotą szkatułkę. Teraz księżniczka łatwo otworzyła złote pudełeczko, w środku którego na miękkiej czarnej materii spoczywał cudowny pierścionek, połyskujący brylantami tworzącymi dwa słowa: Kocham Cię (B. Ferrero).
Pismo Święte jest takim właśnie prezentem od Boga.
Dla wielu ludzi taki podarunek nie jest czymś atrakcyjnym. Może być zbyt trudny, czasem nudny, obfituje w powtórzenia, niektórych może nawet gorszyć. Jeśli jednak ktoś zdecyduje się na ,,rozpakowanie" tego prezentu i uda się mu zdjąć tę pierwszą zewnętrzną "warstwę", to przez skupienie i modlitwę odkryje nowe i zaskakujące rzeczywistości. Odkryje przede wszystkim wspaniałe orędzie Boga skierowane do człowieka: Kocham Cię! Kocham Cię, Człowieku!
Biblia powinna stawać się naszym "przyjacielem" i "domownikiem", powinna znajdować szczególne miejsce w naszej rodzinie, winna znajdować się zawsze pod ręką, gdyż w różnych momentach naszego życia Bóg pragnie stanąć przy nas i do nas przemawiać.
Dobrze wiemy, że życie rodzinne to nie tylko same radosne wydarzenia jak np. chrzest, I Komunia Święta, bierzmowanie, sakrament małżeństwa. Są też i smutne chwile, jak choroba, cierpienie, śmierć, które dotykają członków naszej rodziny. Wtedy jakże potrzebne nam jest światło, aby zrozumieć te bolesne doświadczenia. Tym światłem, blaskiem, nadzieją w te trudne dni jest "Słowo Życia", które możemy odczytać z kart Pisma Świętego.
Wymowne jest tu świadectwo pisarza i poety Romana Brandstaettera, który wspomina: Biblia leżała na biurku mojego dziadka... Nigdy w bibliotece. Zawsze na podręczu. W naszym domu nikt Biblii nigdy nie szukał, nigdy również nie słyszałem, aby ktokolwiek pytał, gdzie ona leży. Wiadomo było, że u dziadka na biurku, u nas na małym stoliku (...). Miejsce, na którym leżała Biblia, było dla mnie miejscem wyróżnionym. Dziadek od wczesnej młodości zapisywał drobnym pismem na wewnętrznych stronach okładek Biblii, a potem na wklejonych do niej arkusikach papieru, przyciętych z pedantyczną dokładnością do rozmiarów Księgi, daty śmierci swoich przodków i najbliższych z rodziny, a na koniec mojej babki. Gdy wpisywał jej imię - stałem właśnie obok niego - zapytałem: Dlaczego zapisujesz w Biblii imiona umarłych? Bo jest księgą żywych - odparł na to, nie przerywając pisania (R. Brandstaetter, Krąg biblijny i franciszkański).
I dlatego zachęcamy Cię, Drogi Czytelniku, do ,,ożywiania" Biblii. Nie bójmy się notować na marginesie tej księgi naszych wzruszeń, które przeżywamy podczas jej czytania (...). Nie bójmy się stawiać znaków zapytania przy tekście, którego nie rozumiemy (...). I wreszcie nie bójmy się podkreślać ołówkiem albo ujmować w nawiasy tych fragmentów, do których (...) pragniemy wielokrotnie powracać (...). I oto nawet nie spostrzeżemy się, jak dzięki naszym podkreśleniom, nawiasom, umownym znakom, uwagom zapisywanym skrupulatnie na kartach Pisma Świętego stanie się ono dziennikiem naszej duszy, zaufanym powiernikiem, którego wtajemniczymy w najtrudniejsze związki łączące nas z Bogiem, ludźmi, ze światem (R. Brandstaetter, Krąg biblijny i franciszkański).
Wydawca
KOMENTARZ DO EWANGELII WEDŁUG ŚW. MARKA
PRZYGOTOWANIE DO DZIAŁALNOŚCI PUBLICZNEJ JEZUSA - Mk 1,1-15
- Jan Chrzciciel przygotowuje drogę Panu - Mk 1,1-8
"Oto Pan Bóg przychodzi", powiedziano, ale jednocześnie głos woła: "Przygotujcie na pustyni drogę dla Pana (...) wszystkie góry i wzgórza niech się obniżą; równiną niechaj się staną urwiska, a strome zbocza niziną gładką. Wtedy się chwała Pańska objawi" (Iz 40,3-5). Przyjmijmy zatem z radością zarówno dobrą nowinę, jak i zadania, które stawia ona przed nami. Bóg chce być z nami; On przychodzi jako władca, "ramię Jego dzierży władzę", ale nade wszystko przychodzi jako pasterz i jako taki "pasie swą trzodę, gromadzi ją swoim ramieniem, jagnięta nosi na swej piersi, owce karmiące prowadzi łagodnie" (Iz 40,11). (...)
"Niech zaś dla was, umiłowani, nie będzie tajne to jedno, że jeden dzień u Pana jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat jak jeden dzień" (2 P 3,8). To znaczy: wy, ludzie, macie swoje pojęcie czasu, jednostki mierzenia go, kalendarz, zegar; macie swoje kryteria, według których sądzicie, że czas zbytnio się przedłuża albo biegnie zbyt szybko. Żyjecie w czasie, przeżywacie go na swój sposób, i tak być powinno; ale nie przenoście tego pojęcia na Boga, ponieważ u Niego wasze tysiąc lat jest jak jeden dzień, a jeden dzień jak waszych tysiąc lat. Dlatego nie sądźcie, posługując się waszymi kryteriami, i nie mówcie, że Bóg się pospieszył lub zwleka. I następnie posłuchajmy: "Nie zwleka Pan z wypełnieniem (...) ale On jest cierpliwy w stosunku do was. Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia" (2 P 3,9).
Tak więc, nieoczekiwanie, stajemy przed obrazem Boga jako Pedagoga, tego Pasterza dobrze nam znanego, który cierpliwie czeka na tych, którzy nie wzięli jeszcze łopaty do ręki i nie zaczęli przygotowywać i wyrównywać swoich dróg; którzy pozostali głusi na radosne wołanie: "Oto wasz Bóg (...) Oto Pan Bóg przychodzi". Ten nasz czas ludzki, przeżywany w sposób ludzki, ze swoją treścią i swoją substancją, którą my urzeczywistniamy, trwa dzięki cierpliwości Boga. Tak, to co komuś może się wydawać jakby brakiem wypełnienia obietnicy ze strony Boga, jest raczej Jego miłosiernym darem uczynionym człowiekowi. Jednakże jest pewne, że dzień Pański przyjdzie, a przyjdzie nieoczekiwanie; będzie on dla każdego człowieka zaskoczeniem. Dlatego problem nawrócenia, problem spotkania i bycia z Bogiem jest kwestią każdego dnia; ponieważ każdy dzień może być dla każdego człowieka, dla mnie, dniem Pańskim. Stąd winniśmy postawić sobie pytanie Piotrowe: jakimi powinniśmy być my w świętości postępowania i w pobożności, oczekując i przyspieszając przyjście dnia Bożego? (por. 2 P 3,11-12).
Eschatologiczna perspektywa Listu Apostoła: "nowego nieba i nowej ziemi, w których będzie mieszkała sprawiedliwość" (2 P 3,13), mówi o ostatecznym spotkaniu Stworzyciela ze stworzeniem w królestwie przyszłego Wieku, dla którego winien dojrzewać każdy człowiek przez wewnętrzny adwent wiary, nadziei i miłości. Świadkiem tej prawdy jest Jan Chrzciciel, który w okolicy Jordanu głosi "chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów" (Mk 1,4). Tak spełniają się na nim słowa pierwszego czytania z Księgi Izajasza. Jan rzeczywiście głosił: "Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym" (Mk 1,7-8).
Jan rozróżnia jasno adwent przygotowania od adwentu spotkania. Adwent spotkania jest dziełem Ducha Świętego, jest chrztem Duchem Świętym. To Bóg sam idzie naprzeciw człowiekowi; chce go spotkać w samym sercu jego człowieczeństwa, potwierdzając to człowieczeństwo jako wieczny obraz Boży i jednocześnie czyniąc je nowym. Słowa Jana o Mesjaszu, o Chrystusie: "On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym", sięgają samego korzenia spotkania człowieka z Bogiem żyjącym, spotkania, które dokonuje się w Jezusie Chrystusie i wpisuje się w proces oczekiwania nowego nieba i nowej ziemi, w których mieszkać będzie sprawiedliwość: adwent przyszłego świata. W Nim, w Chrystusie, Bóg przyjął konkretną postać Pasterza zapowiedzianego przez Proroków i jednocześnie stał się Barankiem, który gładzi grzech świata; dlatego włączył się w tłum, który szedł za Janem, aby z jego rąk otrzymać chrzest pokuty i stać się solidarnym z każdym człowiekiem, dla przekazania mu potem, ze swej strony, Ducha Świętego - tej Mocy Bożej, która czyni nas zdolnymi do wyzwolenia się z grzechów i współdziałania w przygotowaniu i w przyjściu "nowego nieba i nowej ziemi. Oczekiwanie jednak nowej ziemi - uczy II Sobór Watykański - nie powinno osłabiać, lecz raczej pobudzać zapobiegliwość, aby uprawiać tę ziemię, na której wzrasta owo ciało nowej rodziny ludzkiej, mogące dać pewne wyobrażenie nowego świata. Przeto, choć należy starannie odróżniać postęp ziemski od wzrostu królestwa Chrystusowego, to przecież dla królestwa Bożego nie jest obojętne, jak dalece postęp ten może przyczynić się do lepszego urządzenia społeczności ludzkiej" (KDK, 39).
Słuchajmy słowa Bożego z przekonaniem, że ono, kiedy zostaje przyjęte przez człowieka, ma moc adwentu, i stąd zdolność przemienienia i odnawiania. Wypowiedzmy zatem z głębi serca słowa Psalmisty: "Będę słuchał tego, co mówi Pan Bóg: oto ogłasza pokój ludowi i świętym swoim. Zaprawdę bliskie jest Jego zbawienie dla tych, którzy się Go boją, i chwała zamieszka w naszej ziemi" (por. Ps 85[84],9-10). Wypowiedzmy z radością te słowa, ponieważ one wlewają w nasze serca nową nadzieję i nową moc, ponieważ głoszą, że chwała Boża zamieszka na naszej ziemi, że zbawienie jest bliskie dla tych, którzy Go szukają. Bóg ogłasza pokój i możliwymi czyni czasy wierności i sprawiedliwości. "Wierność z ziemi wyrośnie, a sprawiedliwość wychyli się z nieba. Pan sam obdarzy szczęściem, a nasza ziemia wyda swój owoc" (Ps 85[84],12-13). (...)
"Przygotujcie drogę Panu, dla Niego prostujcie ścieżki!" (Mk 1,3). To wezwanie Chrzciciela liturgia łączy z radosnym zwiastowaniem Boga, który przychodzi. Poprzednik Chrystusa obwieszcza nadejście kulminacyjnego momentu historii zbawienia. Bóg, który "wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś do ojców przez proroków" (por. Hbr 1,1), ma teraz wypowiedzieć swe ostateczne słowo przez Syna. Syn przychodzi, aby zamieszkać między nami, by nas ochrzcić w swoim Duchu (por. Mk 1,8), by każdego z nas uczynić swoim mieszkaniem: "Jeśli Mnie kto miłuje - mówi Jezus - będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać" (J 14,23). Nawrócenie, którego żąda od nas Chrzciciel i do którego wzywał współczesnych sobie Żydów nad brzegiem Jordanu, jest warunkiem tego spotkania. Wezwanie do nawrócenia skierowane jest do nas osobiście, ogarnia nasze życie prywatne i społeczne. Także w tej dziedzinie trzeba przygotowywać drogi i prostować ścieżki. To zadanie jest dziś pilniejsze niż kiedykolwiek (Homilia, 6.12.1981).
- Chrzest Jezusa - Mk 1,9-11
Czytamy w Ewangelii św. Marka: "W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. W chwili, gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na siebie. A z nieba odezwał się głos: "Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie"" (Mk 1,9-11). Wedle zapisu Mateuszowego ten sam głos z nieba kieruje swe słowa nie wprost do Jezusa, ale do tych, którzy są obecni przy Jego chrzcie w Jordanie: "Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie" (Mt 3,17). W zapisie Łukaszowym (por. Łk 3,22) brzmienie tych słów jest takie same jak u Marka.
Jesteśmy więc świadkami Teofanii trynitarnej. Głos z nieba, który zwraca się do Syna w drugiej osobie: Ty jesteś (jak u Marka i Łukasza) lub też wskazuje na tego Syna w trzeciej osobie: Ten jest (jak u Mateusza), jest głosem Ojca. Ojciec niejako przedstawia swego Syna ludziom, którzy przyszli nad Jordan słuchać Jana Chrzciciela. Pośrednio więc przedstawia Jezusa całemu Izraelowi jako Tego, który przychodzi w mocy Ducha Świętego: namaszczony Duchem Świętym, czyli Mesjasz - Chrystus. Jest to Syn, w którym Ojciec ma upodobanie, Syn umiłowany. To umiłowanie, miłość, pośrednio wskazuje na Ducha Świętego w jedności trynitarnej, ale w Teofanii przy chrzcie nad Jordanem nie jest to dostatecznie uwyraźnione.
Świadectwo Ojca, zawarte w głosie, który pochodzi z nieba (z wysokości), ma miejsce u samego początku misji mesjańskiej Jezusa z Nazaretu. Powtórzy się ono w momencie poprzedzającym mękę oraz cały paschalny finał tej samej misji: w momencie przemienienia. Przy całym podobieństwie obu Teofanii zachodzi jednak wyraźna różnica, która w znacznej mierze wynika z kontekstu. Podczas chrztu w Jordanie Jezus zostaje ogłoszony Synem Bożym wobec całego ludu. Teofania przemienienia Pańskiego odnosi się tylko do kilku osób wybranych: nawet Apostołowie nie zostali do niej wprowadzeni in gremio; tylko trzech: Piotr, Jakub i Jan. "Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam przemienił się wobec nich". Temu przemienieniu towarzyszy ukazanie się Eliasza z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. Gdy zaś Apostołowie, przestraszeni takim przebiegiem wydarzenia, równocześnie wyrażają pragnienie, aby je przedłużyć i utrwalić (dobrze nam tu być), wówczas "zjawił się obłok, (...) a z obłoku odezwał się głos: "To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!"" (Mk 9,7). Tak w zapisie Ewangelii Markowej; u Mateusza podobnie: "To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!" (Mt 17,5). U Łukasza natomiast: "To jest Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie!" (Łk 9,35). Wydarzenie, opisane przez synoptyków, ma miejsce wówczas, kiedy Jezus przez swoje znaki (cuda), a także przez czyny i słowa dał już poznać siebie Izraelowi. Głos Ojca stanowi niejako potwierdzenie z góry tego, co już dojrzewało w świadomości uczniów.
Jezus chciał, ażeby na podstawie znaków i słów wiara w Jego Boskie posłannictwo i synostwo zrodziła się w świadomości Jego słuchaczy niejako z wewnętrznego objawienia, które daje sam Ojciec. Pod tym względem szczególnie znamienna jest odpowiedź, jaką usłyszał Szymon Piotr po swym wyznaniu w pobliżu Cezarei Filipowej: "Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego" (Mt 16,16). Na to Jezus mu rzekł: "Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie" (Mt 16,17). Wiadomo, jakie znaczenie ma powyższe wyznanie w ustach Szymona Piotra. Istotne jest to, iż prawda o Bożym synostwie Jezusa z Nazaretu - "Ty jesteś Chrystus [Mesjasz], Syn Boga żywego" - pochodzi od Ojca. Tylko Ojciec zna Syna (por. Mt 11,27), tylko Ojciec wie, kim jest Syn (por. Łk 10,22), i tylko Ojciec może udzielić tego poznania człowiekowi. To właśnie stwierdza Chrystus w odpowiedzi danej Piotrowi. Prawda o synostwie Bożym, która pojawiła się na ustach Apostoła, a przedtem dojrzała w jego wnętrzu, w jego świadomości, pochodzi z głębi samoobjawienia się Boga. Wszystkie analogiczne znaczenia wyrażenia syn Boży, znane już ze Starego Testamentu, zostają tutaj całkowicie przewyższone. Chrystus jest Synem Boga żywego, Synem w znaczeniu właściwym i istotnym tego słowa: jest Bogiem z Boga.
Głos, jaki trzej Apostołowie słyszą w czasie przemienienia na górze (w której późniejsza tradycja upatruje górę Tabor), potwierdza to przeświadczenie, któremu dał wyraz Szymon Piotr w pobliżu Cezarei (wedle Mt 16,16). Potwierdza niejako od zewnątrz to, co Ojciec już objawił od wewnątrz. Jeśli teraz Ojciec potwierdza objawienie wewnętrzne o Bożym synostwie Chrystusa - "To jest Syn mój umiłowany, Jego słuchajcie" - to zdaje się zarazem tym świadectwem przygotowywać tych, którzy już uwierzyli, do wydarzeń zbliżającej się Paschy: do poniżającej śmierci Chrystusa na krzyżu. Jest rzeczą znamienną, że "gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im, mówiąc: "Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie"" (Mt 17,9; podobnie Mk 9,9; także w pewnej mierze Łk 9,21). Teofania góry przemienienia Pańskiego pozostaje wyraźnie w związku z całością tajemnicy paschalnej Chrystusa (...) (Aud. gen., 27.05.1987).
- Pobyt Jezusa na pustyni i kuszenie - Mk 1,12-13
Ewangelista Marek, w słowach wyjątkowo zwięzłych, czyni aluzję do owego postu Jezusa z Nazaretu, trwającego czterdzieści dni, który co roku znajduje odbicie w liturgii Wielkiego Postu: "Duch wyprowadził Jezusa na pustynię. Czterdzieści dni przebył na pustyni, kuszony przez szatana. Żył tam wśród zwierząt, aniołowie zaś Mu usługiwali" (Mk 1,12). Następnie, po uwięzieniu Jana Chrzciciela, Jezus udał się do Galilei i zaczął nauczać. Mówił: "Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię" (Mk 1,15).
Czterdziestodniowy post Jezusa z Nazaretu był wprowadzeniem do głoszenia Ewangelii o królestwie Bożym. Wytyczył on w duszach ludzi drogę wiary, bez której Ewangelia o Królestwie pozostaje jak ziarno rzucone na jałową ziemię. Ten początek Ewangelii o Królestwie, które przychodzi w Kościele poprzez czterdziestodniowy post, liturgia przyrównuje do tęczy, która była znakiem przymierza Boga z potomkami Noego po potopie.
Do arki Noego jest także przyrównany w Pierwszym Liście św. Piotra Apostoła Kościół, w którym Chrystus - po odniesieniu zwycięstwa nad śmiercią i grzechem - dokonuje nieustannie dzieła odkupienia. Jednakże arka Noego była przestrzenią zamkniętą. Dzieło Chrystusa jest nieograniczone w przestrzeni i w czasie. Kościół służy temu dziełu jako znak i narzędzie.
Oto Chrystus: umarły raz za grzechy, Sprawiedliwy za niesprawiedliwych, by przyprowadzić ich z powrotem do Boga. Oto Chrystus: Zabity wprawdzie na ciele, ale powołany do życia przez Ducha. Oto Chrystus: On jest po prawicy Bożej, gdyż wstąpił do Nieba, gdzie poddani Mu zostali Aniołowie i Moce, i Potęgi. Ten Chrystus, w Duchu Świętym, "poszedł nawet ogłosić [zbawienie] duchom zamkniętym w więzieniu, niegdyś nieposłusznym" (1 P 3,19), właśnie jak za dni Noego. Ten sam Chrystus w chrzcie nas ratuje, czyli dokonuje odkupienia, nie przez obmycie brudu cielesnego, ale przez zwróconą do Boga prośbę o dobre sumienie (por. 1 P 3,21): ratuje nas i opiekuje się nami dzięki swemu zmartwychwstaniu (Homilia, 28.02.1982).
- Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię - Mk 1,14-15
"Bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię" (Mk 1,15). Słowo Boże stawia przed nami dwa zasadnicze tematy do rozważania. Pierwszym z nich jest nawrócenie, drugim powołanie. Nawrócenie głosił prorok Starego Testamentu, Jonasz, którego Bóg posłał do wielkiego miasta - Niniwy: "Jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa zostanie zburzona" (Jon 3,4) z powodu swoich grzechów. Tak przemawiał do mieszkańców Niniwy ustami proroka Pan, o którym Psalmista mówi, że "wskazuje drogę grzesznikom" (Ps 25[24],8). Słowa Jonasza osiągnęły skutek: "odwrócili się od swojego złego postępowania" (Jon 3,10) i dlatego Pan nie zesłał zapowiedzianej kary. Nawrócenie głosił także Jezus Chrystus: "Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię" (Mk 1,15). W pierwszym i drugim przypadku nawrócenie oznacza oddalenie się od zła, od grzechu. W pierwszym przypadku - w Księdze Jonasza - oddalenie się od zła zostaje podyktowane przez strach przed karą. Jezus Chrystus natomiast wzywa do nawrócenia ze względu na bliskość Boga i Jego królestwa.
Nawrócenie jest kluczowym momentem w życiu wewnętrznym każdego człowieka, w życiu religijno-moralnym. Ma ono wieloraki charakter i dokonuje się w różnych okresach życia. Mówimy o nawróceniu, kiedy jest ono zasadniczym przełomem, który decyduje o zmianie kierunku życia i postępowania. Ale są takie nawrócenia codzienne, które zewnętrznie są prawie niezauważalne i odnoszą się do problemów pozornie małych, a jednak ważnych dla rozwoju duszy ludzkiej. Mówi się także o nawróceniu pierwszym i drugim, a niekiedy także o trzecim. Pierwsze oznacza oddalenie się od grzechów ciężkich, które są przeszkodą dla życia nadprzyrodzonego.
Kolejne nawrócenia odnoszą się do dalszych etapów na drodze oddalania się od zła i zbliżania się do Boga. Taki jest pierwszy temat, jaki odkrywamy w słowie liturgii. Do tego tematu trzeba odnieść także słowa Psalmu responsoryjnego: "Wspomnij na swoje miłosierdzie, Panie, na swoją miłość, która trwa od wieków. Nie wspominaj grzechów mej młodości, pamiętaj o mnie w swoim miłosierdziu ze względu na dobroć Twą, Panie" (Ps 25[24],6-7). Nawrócenie pozostaje w ścisłym i organicznym związku z miłosierdziem Bożym. (...)
Dla chrześcijan, podobnie jak i dla wszystkich, którzy uznają dokładne znaczenie teologiczne słowa grzech, zmiana zachowania, mentalności czy sposobu bycia nazywa się w języku biblijnym nawróceniem (por. Mk 1,15). Pojęcie nawrócenia wskazuje dokładnie na stosunek do Boga, do popełnionej winy, do jej skutków, a wreszcie do bliźniego, jednostki lub wspólnoty. To właśnie Bóg, który "kieruje ludzkimi sercami" (Iz 30,15), może, według tej samej obietnicy, przemienić za sprawą swego Ducha serca kamienne w serca z ciała (por. Ez 36,26). Na drodze pożądanego nawrócenia, prowadzącej do przezwyciężenia przeszkód naturalnych w rozwoju, można już wskazać jako na wartość pozytywną i moralną rosnącą świadomość współzależności między ludźmi i narodami. Fakt, że ludzie w różnych częściach świata odczuwają jako coś, co dotyka ich samych, różne formy niesprawiedliwości i gwałcenia praw ludzkich dokonujące się w odległych krajach, których być może nigdy nie odwiedzą, jest dalszym znakiem pewnej rzeczywistej przemiany sumień, przemiany mającej znaczenie moralne. Chodzi nade wszystko o fakt współzależności pojmowanej jako system determinujący stosunki w świecie współczesnym, w jego komponentach: gospodarczej, kulturowej, politycznej oraz religijnej, współzależności przyjętej jako kategoria moralna. Na tak rozumianą współzależność właściwą odpowiedzią - jako postawa moralna i społeczna, jako cnota - jest solidarność. Nie jest więc ona tylko nieokreślonym współczuciem czy powierzchownym rozrzewnieniem wobec zła dotykającego wielu osób, bliskich czy dalekich. Przeciwnie, jest to mocna i trwała wola angażowania się na rzecz dobra wspólnego, czyli dobra wszystkich i każdego, wszyscy bowiem jesteśmy naprawdę odpowiedzialni za wszystkich. Wola ta opiera się na gruntownym przekonaniu, że zahamowanie pełnego rozwoju jest spowodowane żądzą zysku i owym pragnieniem władzy, o którym była mowa. Takie postawy i struktury grzechu zwalczyć można jedynie - zakładając pomoc łaski Bożej - postawą diametralnie przeciwną: zaangażowaniem dla dobra bliźniego wraz z gotowością ewangelicznego zatracenia siebie na rzecz drugiego zamiast wyzyskania go, służenia mu zamiast uciskania go dla własnej korzyści (por. Mk 10,42-45).
Bóg pozostaje wierny swemu odwiecznemu zamysłowi także wówczas, gdy człowiek, popychany przez Złego i pociągnięty własną pychą, nadużywa wolności danej mu ku miłowaniu i wielkodusznemu poszukiwaniu dobra, i odmawia posłuszeństwa swemu Panu i Ojcu; również wówczas, gdy człowiek, zamiast odpowiedzieć miłością na miłość Boga, przeciwstawia się Mu niczym rywalowi, łudząc się i przeceniając swe siły i w następstwie zrywając stosunki z Tym, który go stworzył. Bóg, mimo tej przewrotności człowieka, pozostaje wierny w miłości. Z pewnością opowieść o rajskim ogrodzie każe nam rozważać tragiczne następstwa odrzucenia Ojca, którymi są wewnętrzny nieład w człowieku i zerwanie harmonii pomiędzy mężczyzną a kobietą, pomiędzy bratem a bratem. Pełna wymowy jest również przypowieść ewangeliczna o dwóch synach, którzy na różny sposób oddalają się od ojca, wykopując przepaść między sobą. Odrzucenie ojcowskiej miłości Boga i Jego daru miłości zawsze leży u podstaw podziałów w łonie ludzkości.
Wiemy jednakże, że Bóg "bogaty w miłosierdzie" (Ef 12,4), jak ojciec z przypowieści, nie zamyka serca dla żadnego ze swych synów. Oczekuje na nich, szuka ich, odnajduje tam, gdzie odmowa udziału we wspólnocie więzi ich w odosobnieniu i podziale, wzywa ich, by gromadzili się wokół Jego stołu w świątecznej radości przebaczenia i pojednania. Ta inicjatywa Boga urzeczywistnia się i objawia w odkupieńczym akcie Chrystusa, który promieniuje na świat poprzez posługę Kościoła. Wiara mówi nam bowiem, że Słowo Boże stało się ciałem i zstąpiło, by zamieszkać na ziemi wśród ludzi, weszło w dzieje świata, przyjmując i jednocząc je w sobie. Ono nam objawiło, że Bóg jest miłością i dał nam "przykazanie nowe" (J 13,34) miłości, a równocześnie tę pewność, że droga miłości otwiera się dla wszystkich ludzi, a zatem wysiłek skierowany ku przywróceniu powszechnego braterstwa nie jest daremny. Chrystus, zwyciężając przez swoją śmierć na krzyżu zło i moc grzechu, swoim pełnym miłości posłuszeństwem przyniósł wszystkim zbawienie i stał się dla wszystkich pojednaniem. W Nim Bóg pojednał ze sobą człowieka. Kościół, przepowiadając dalej posłanie o pojednaniu głoszone przez Chrystusa w wioskach Galilei i całej Palestyny, nie przestaje zachęcać całej ludzkości do nawrócenia i uwierzenia w Dobrą Nowinę. Mówi w imieniu Chrystusa, powtarzając przytoczone już wezwanie św. Pawła Apostoła: "spełniamy posłannictwo jakby Boga samego, który przez nas udziela napomnień. W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem" (2 Kor 5,20). Kto przyjmuje to wezwanie, uczestniczy w ekonomii pojednania i doświadcza prawdy zawartej także w słowach św. Pawła, według których Chrystus "jest naszym pokojem. On, który obie części [ludzkości] uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur - wrogość. (...) wprowadzając pokój, (aby) [w ten sposób] jednych, jak i drugich znów pojednać z Bogiem" (Ef 2,14-16). Skoro tekst ten odnosi się bezpośrednio do przezwyciężenia podziału religijnego między Izraelem, jako wybranym narodem Starego Testamentu, i innymi ludami, powołanymi do udziału w Nowym Przymierzu, to zawiera on jednak potwierdzenie nowej powszechności duchowej, zamierzonej przez Boga i dokonanej przez Niego poprzez ofiarę Jego Syna, Słowa Wcielonego, bez ograniczeń i jakichkolwiek wyjątków, dla wszystkich, którzy się nawracają i wierzą w Chrystusa. Wszyscy zatem jesteśmy wezwani do cieszenia się owocami tego zamierzonego przez Boga pojednania: każdy człowiek, każdy naród.
Kościół ma misję głoszenia tego pojednania i trwania w świecie jako jego sakrament. Sakramentem, czyli znakiem i narzędziem pojednania, jest Kościół z wielu tytułów o różnym znaczeniu, a wszystkie one są zbieżne w dążeniu do otrzymania tego, co Boża inicjatywa miłosierdzia pragnie człowiekowi przekazać. Jest sakramentem przede wszystkim przez samo swoje istnienie jako wspólnota pojednana, która poświadcza i reprezentuje w świecie dzieło Chrystusa. Jest nim przez swą posługę stania na straży i wyjaśniania Pisma Świętego, będącego radosną nowiną pojednania, ponieważ zapoznaje kolejne pokolenia z planem Bożej miłości i każdemu wskazuje drogi powszechnego pojednania w Chrystusie. Jest nim wreszcie poprzez siedem sakramentów, które we właściwy każdemu z nich sposób tworzą Kościół (por. św. Augustyn, De civitate Dei, XXII, 17). Przypominając bowiem i na swój sposób odnawiając tajemnicę paschalną Chrystusa, wszystkie sakramenty są źródłem życia dla Kościoła, a w jego rękach narzędziami nawrócenia do Boga i pojednania między ludźmi. (...)
Termin i samo pojęcie pokuty są bardzo złożone. Jeżeli powiążemy je z metanoia, do której odwołują się synoptycy, wówczas pokuta oznacza wewnętrzną przemianę serca pod wpływem Słowa Bożego i w perspektywie królestwa Bożego (por. Mk 1,15). Ale pokuta oznacza również przemianę życia zgodnie z przemianą serca, i w tym znaczeniu czynienie pokuty dopełnia się w owocach pokuty godnych nawrócenia; całe życie staje się procesem nawrócenia, a zatem zmierza do stałego postępu ku lepszemu. Czynienie pokuty zatem jest czymś autentycznym i skutecznym jedynie wówczas, gdy wyraża się w aktach i czynach pokutnych. W tym sensie pokuta w chrześcijańskim słowniku teologicznym i duchowym oznacza ascezę, to jest konkretny i codzienny wysiłek człowieka wspartego łaską Bożą, aby stracić swe życie dla Chrystusa, co jest jedynym sposobem, by je zyskać; aby porzucić dawnego człowieka i przyoblec człowieka nowego; aby przezwyciężać w sobie to, co cielesne, by zwyciężyło to, co jest duchowe; aby nieustannie wznosić się od rzeczy, które są na ziemi, do tych, które są w górze, gdzie przebywa Chrystus. Pokuta jest zatem nawróceniem, które przechodzi z serca do czynów, a więc do całego chrześcijańskiego życia. W każdym z tych znaczeń pokuta jest ściśle połączona z pojednaniem, ponieważ pojednanie się z Bogiem, z sobą samym i z innymi zakłada pokonanie radykalnego rozdarcia, którym jest grzech; dokonuje się to jedynie poprzez wewnętrzną przemianę, czyli nawrócenie, które owocuje w życiu poprzez uczynki pokutne (Homilia, 24.01.1982).
POWOŁANIE UCZNIÓW I GŁOSZENIE KRÓLESTWA - Mk 1,16-8,30
- Powołanie pierwszych uczniów - Mk 1,16-20
Słowa Ewangelii według św. Marka mówią o powołaniu pierwszych Apostołów. W obydwu przytoczonych przypadkach chodzi o dwóch braci: najpierw o Szymona (później nazwanego Piotrem) i jego brata Andrzeja; następnie o Jakuba, syna Zebedeusza, i jego brata Jana. Chrystus wezwał pierwszych dwóch nad Jeziorem Galilejskim, kiedy, będąc rybakami, "zarzucali sieć w jezioro" (Mk 1,16). Powiedział do nich: "Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi" (Mk 1,17). Drugich wezwał, kiedy nad tym samym jeziorem "w łodzi naprawiali sieci" (Mk 1,19). A oni także, "zostawili ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi i poszli za Nim" (Mk 1,20). Jak się okazuje, powołanie oznacza wezwanie człowieka ze strony Boga. Bóg wzywa do pełnienia zadań, które wyznacza człowiekowi, i powołując go, każe mu, by miał ufność, że zdoła wypełnić swoje zadanie. Tak było właśnie w przypadku Jonasza, który starał się po prostu uciec od wezwania Bożego, uważając, że ono przekracza jego możliwości. Synowie Jana i Zebedeusza, którzy zostali powołani nad Jeziorem Galilejskim, bardzo chętnie poszli za Chrystusem. Wiadomo jednakże, że na drodze ich apostolskiego powołania każdego z nich czekały różne doświadczenia.
Do tematu powołania odnoszą się także słowa Psalmu: "Daj mi poznać Twoje drogi, Panie, naucz mnie chodzić Twoimi ścieżkami. Prowadź mnie w prawdzie według Twych pouczeń, Boże i Zbawco, w Tobie mam nadzieję" (Ps 25[24],4-5). Właśnie: nadzieja. Jeżeli Bóg stawia przed nami zadania, daje nam także łaskę. Te dwa momenty - moment nawrócenia i moment powołania - mają decydujące znaczenie w życiu każdego chrześcijanina. Można powiedzieć, że w nich rozwija się cała zbawcza ekonomia Boża w odniesieniu do człowieka, i w obrębie tej Bożej ekonomii człowiek dojrzewa od wewnątrz. To dojrzewanie zakłada oddalenie się od zła, zerwanie z grzechem, wykorzenienie złych skłonności, niekiedy ciężką walkę z okazjami do grzechu, przezwyciężenie namiętności, całą wielką pracę wewnętrzną, dzięki której człowiek oddala się od tego wszystkiego, co w nim sprzeciwia się Bogu i Jego woli, a zbliża się do tej świętości, której pełnią jest sam Bóg. Nawrócenie zatem jest ruchem dwubiegunowym: człowiek odrywa się od zła, aby skierować się ku Bogu. I właśnie dlatego na drodze nawrócenia znajduje się powołanie. W miarę bowiem, jak człowiek zwraca się ku Bogu, znajduje to zadanie, które Bóg wyznacza mu w życiu. Można to wyrazić jeszcze lepiej: stopniowo, jak człowiek zwraca się ku Bogu, odkrywa, że jego życie jest zadaniem wyznaczonym mu przez Boga. A przyjęcie tego zadania oznacza dowód miłości ku Bogu i ku bliźnim. Tak człowiek staje się w nowy sposób tym, kim jest. Szymon i Andrzej, Jakub i Jan, będąc rybakami nad Jeziorem Galilejskim, stali się w nowy sposób rybakami: "rybakami ludzi" (Mk 1,17).
Myślę bowiem, że każdy znajduje się w momencie nawrócenia, które jest znane tylko jemu i samemu Bogu. Może ktoś jest jeszcze bardzo daleko od Boga z powodu swoich grzechów? Lub może to świat zaciemnia mu wizję Boga? Może w nim nie można jeszcze dostrzec pierwszego nawrócenia? Następnie myślę także, że każdy ma tutaj powołanie, choćby ktoś nie uświadamiał sobie, że je ma. Nie wie, że to wszystko, co wypełnia jego życie, jeżeli jest samo w sobie godziwe, może być, a nawet jest właśnie zadaniem wyznaczonym mu przez Boga. Do każdego Chrystus w jakiś sposób mówi: "Pójdź za Mną" (Homilia, 24.01.1982).
- Jezus ujawnia swoją moc w synagodze w Kafarnaum - Mk 1,21-28
Gdy Duch Święty zstąpił na Apostołów w dniu Pięćdziesiątnicy, "zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić" (Dz 2,4). Możemy więc powiedzieć, że Kościół już w momencie swoich narodzin otrzymuje od Ducha w darze zdolność "głoszenia wielkich dzieł Bożych" (por. Dz 2,11). Jest to dar ewangelizowania. Fakt ten zakłada i ujawnia podstawowe prawo historii zbawienia: bez łaski i mocy Ducha Świętego nie można ewangelizować ani prorokować, nie można zatem w ogóle mówić o Bogu i w imieniu Boga. Posługując się analogią z zakresu biologii, możemy powiedzieć, że podobnie jak nośnikiem ludzkiej mowy jest oddech, tak też słowo Boże jest przekazywane przez tchnienie Boga - przez Jego ruah, czyli pneuma, którym jest Duch Święty. Ten związek między Duchem Bożym i boskim słowem możemy dostrzec już w doświadczeniu starożytnych proroków. Powołanie Ezechiela opisane jest jako wlanie ducha w człowieka: "Rzekł [Bóg] do mnie: "Synu człowieczy, stań na nogi. Będę do ciebie mówił". I wstąpił we mnie duch, gdy do mnie mówił, i postawił mnie na nogi; potem słuchałem Tego, który do mnie mówił" (Ez 2,1-2). W Księdze Izajasza czytamy, że przyszły Sługa Pański ogłosi narodom Prawo właśnie dlatego, że Duch Pański spoczął na Nim (por. Iz 42,1). Według proroka Joela w czasach mesjańskich nastąpi powszechne wylanie Ducha: "I wyleję potem Ducha mego na wszelkie ciało" (Jl 3,1); dzięki temu darowi Ducha "synowie wasi i córki wasze prorokować będą" (tamże). Związek Duch-Słowo osiąga szczyt w Jezusie: On bowiem jest samym Słowem, które stało się ciałem za sprawą Ducha Świętego. Zaczyna nauczać w mocy Ducha (por. Łk 4,14n). W swym pierwszym wystąpieniu publicznym w Nazarecie odnosi do siebie fragment z Księgi Izajasza: "Duch Pański spoczywa na Mnie, (...) i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę" (Łk 4,18). Jak podkreśla czwarta Ewangelia, misja Jezusa, Tego, kogo Bóg posłał i który mówi słowa Boże, jest owocem daru Ducha, którego On otrzymał i którego udziela z niezmierzonej obfitości (por. J 3,34). Gdy wieczorem w dniu Paschy Jezus ukazał się swoim uczniom w Wieczerniku, dokonał bardzo wymownego gestu - tchnął na nich, mówiąc: "Weźmijcie Ducha Świętego" (por. J 20,21-22).
Tym tchnieniem przeniknięte jest życie Kościoła. Duch Święty jest rzeczywiście nadrzędnym podmiotem całej misji kościelnej. Kościół głosi Ewangelię dzięki Jego obecności i zbawczej mocy. Zwracając się do chrześcijan w Tesalonikach, św. Paweł stwierdza: "nasze głoszenie Ewangelii wśród was nie dokonało się przez samo tylko słowo, lecz przez moc i przez Ducha Świętego" (1 Tes 1,5). Św. Piotr określa Apostołów jako "tych, którzy (...) głosili Ewangelię mocą (...) Ducha Świętego" (1 P 1,12). Co to jednak znaczy ewangelizować w Duchu Świętym? Syntetycznie można powiedzieć, że znaczy to ewangelizować w mocy, w nowości, w jedności Ducha Świętego.
Ewangelizować w mocy Ducha Świętego znaczy być obdarzonym tą mocą, która ujawniła się w najwyższym stopniu w ewangelicznej działalności Jezusa. Ewangelia mówi nam, że słuchacze zdumiewali się z Jego powodu, ponieważ "uczył ich (...) jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie" (Mk 1,22). Słowo Jezusa wypędza złe duchy, ucisza burze, uzdrawia chorych, odpuszcza grzechy i wskrzesza umarłych. Tę władzę Jezusa Duch przekazuje Kościołowi w paschalnym darze. Widzimy zatem Apostołów pełnych parresia, czyli tej swobody, która pozwala im mówić o Jezusie bez lęku. Przeciwnicy dziwią się temu, "dowiedziawszy się, że są oni ludźmi nieuczonymi i prostymi" (Dz 4,13). Podobnie i Paweł dzięki darowi Ducha Nowego Przymierza może stwierdzić otwarcie: "Żywiąc przeto taką nadzieję, z jawną swobodą postępujemy" (2 Kor 3,12). Moc Ducha jest szczególnie potrzebna chrześcijaninowi naszych czasów, gdyż ma on dawać świadectwo wiary w świecie często obojętnym, a czasem nawet wrogim, w którym bardzo silne są wpływy relatywizmu i hedonizmu. Tej mocy potrzebują nade wszystko głosiciele słowa Bożego, którzy mają wciąż na nowo głosić Ewangelię, nie godząc się na kompromisy i na fałszywe uproszczenia, ale przepowiadając prawdę Chrystusową "w porę i nie w porę" (por. 2 Tm 4,2).
Duch Święty sprawia również, że przepowiadanie pozostaje zawsze nowe i aktualne, nie dopuszczając, aby przerodziło się w jałowe powtarzanie formuł i bezduszne stosowanie metod. Głoszący słowo Boże powinni bowiem być na służbie Nowego Przymierza, ono zaś nie jest przymierzem litery, która zabija, lecz przymierzem Ducha Ożywiciela (por. 2 Kor 3,6). Przepowiadanie nie ma narzucać jarzma przestarzałej litery, lecz głosić służbę w nowym duchu (por. Rz 7,6). Wymóg ten jest dzisiaj szczególnie ważny dla nowej ewangelizacji. Będzie ona naprawdę nowa pod względem rozmachu, metod, środków wyrazu, jeśli głoszący wielkie dzieła Boga i przemawiający w Jego imieniu będzie najpierw słuchał Boga i podda się kierownictwu Ducha Świętego. Fundamentalne znaczenie ma zatem kontemplacja, polegająca na słuchaniu i modlitwie. Jeśli głoszący słowo nie modli się, będzie ostatecznie głosił samego siebie (por. 2 Kor 4,5), a jego słowa sprowadzą się do światowej gadaniny (por. 2 Tm 2,16).
Na koniec Duch wspomaga Kościół i pobudza go do ewangelizowania w jedności i do budowania jedności. Zesłanie Ducha Świętego nastąpiło w dniu, kiedy uczniowie "znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu" (Dz 2,1) i "trwali jednomyślnie na modlitwie" (Dz 1,14). Po otrzymaniu Ducha Świętego Piotr przemawia po raz pierwszy do tłumu, stając razem z Jedenastoma (por. Dz 2,14): jest to obraz jednomyślnego przepowiadania, które powinno takim pozostać nawet wówczas, gdy głoszący słowo są rozproszeni po świecie. Przepowiadanie Chrystusa pod kierownictwem jednego Ducha u progu trzeciego tysiąclecia oznacza, że wszyscy chrześcijanie powinni włączyć się ofiarnie i czynnie w dążenie do pełnej jedności. Wielkie dzieło ekumenizmu trzeba wspomagać wciąż odnawianą nadzieją i konkretnym działaniem, chociaż jego owoce są zależne od woli Ojca, który żąda od nas, byśmy z pokorą przyjmowali Jego zamiary i byli zawsze otwarci na wewnętrzne natchnienia Ducha (Aud. gen., 1.07.1997).
- Jezus w Kafarnaum uzdrawia i wypędza złe duchy - Mk 1,29-39
Pierwszym głosicielem Ewangelii jest sam Chrystus. Popatrzmy w świetle tej perykopy ewangelicznej, jak się przedstawia pewien dzień (i pewna noc) ewangelizacyjnej działalności Chrystusa. Znajdujemy się w Kafarnaum. Chrystus wychodzi z synagogi i razem z Jakubem i Janem udaje się do domu Szymona i Andrzeja. Tam uzdrawia teściową Szymona (Piotra), tak że mogła natychmiast wstać i usługiwać im. Po zachodzie słońca przynoszono do Chrystusa "wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi" (Mk 1,32-33). Jezus nie przemawia, ale dokonuje uzdrowień: "Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił". Jednocześnie, znamienna uwaga: "nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ wiedziały, kim On jest" (Mk 1,34). Może to wszystko przeciągnęło się do późnego wieczora. Nad ranem Jezus już się modlił. Przychodzi do Niego Szymon ze swoimi towarzyszami i mówi Mu: "Wszyscy Cię szukają" (Mk 1,37). Ale Jezus odpowiadał: "Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo na to wyszedłem" (Mk 1,38). Następnie czytamy: "I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy" (Mk 1,39).
Na podstawie tego dnia, który upłynął w Kafarnaum, można stwierdzić, streszczając, że ewangelizacja prowadzona przez samego Chrystusa polegała na nauczaniu o królestwie Bożym i na służbie cierpiącym. Jezus czynił znaki, a wszystkie one składały się na całość jednego Znaku. W tym Znaku synowie i córki narodu, którzy znali obraz Mesjasza, opisany przez proroków, a zwłaszcza przez Izajasza, mogli bez trudności odkryć, że "bliskie jest królestwo Boże": oto Ten, który "obarczył się naszym cierpieniem, dźwigał nasze boleści" (Iz 52,4). Jezus nie tylko głosił Ewangelię, jak czynili to wszyscy po Nim, na przykład podziwu godny Paweł, którego słowa przed chwilą rozważaliśmy. Jezus jest Ewangelią. Wielki rozdział Jego posługi mesjańskiej jest skierowany do wszystkich rodzajów ludzkiego cierpienia: duchowych i fizycznych. Nie bez powodu czytamy podczas liturgii także wyjątek z Księgi Hioba, ukazujący rozmiar ludzkiego cierpienia: "Położę się, mówiąc do siebie: "Kiedyż zaświta i wstanę?" Lecz noc wiecznością się staje i boleść mną targa do zmroku" (Hi 7,4). Wiemy, że Hiob, przeszedłszy przez otchłań cierpienia, doszedł do nadziei Mesjasza.
O tym Mesjaszu mówi Psalmista w słowach: "Pan buduje Jeruzalem, gromadzi rozproszonych z Izraela. On leczy złamanych na duchu i przewiązuje im rany (...) Pan dźwiga pokornych, karki grzeszników zgina do ziemi" (Ps 147[146-147],2.3.6). To właśnie jest Chrystus. To właśnie jest Ewangelia. Paweł z Tarsu, który był jednym z największych głosicieli Ewangelii i znał jej historię, jest w pełni świadom tego, że w niej uczestniczy: "Wszystko zaś czynię dla Ewangelii, by mieć w niej swój udział" (1 Kor 9,23).
Chciałbym krótko zastanowić się z wami nad trzema szczegółami, które możemy uchwycić w owym dniu Chrystusa w Kafarnaum. Wykazuje On przede wszystkim głębokie zatroskanie o chorych, cierpiących na ciele i na duchu; uzdrawia ich, okazuje się w ten sposób Mesjaszem wyzwalającym od zła. Modli się długo do Ojca; w takiej postawie adoracji znajdują Go rankiem Jego uczniowie. Przemawia i obwieszcza definitywne przyjście królestwa Bożego w historii. W analogiczny sposób chrześcijanie winni znajdować w parafii wspólnotę, która miłuje, wspólnotę, która się modli, wspólnotę, która ewangelizuje. W ten sposób wasza wspólnota chrześcijańska stara się iść za wzorem życia i postawy Chrystusa. Ciesząc się z tego zaangażowania, życzę z serca, by ona w dalszym ciągu, z coraz większym zapałem i wielkodusznością kroczyła tą drogą.
Czytamy w Ewangelii, że nad ranem Jezus trwał na modlitwie i przyszedł do Niego Szymon Piotr i powiedział: "Wszyscy Cię szukają". Jako daleki następca tego Piotra na Stolicy rzymskiej, pragnę powtórzyć Chrystusowi w waszej wspólnocie parafialnej te słowa: Panie, wszyscy Cię szukają. Niech w tych słowach, Drodzy Bracia i Siostry, znajdzie potwierdzenie fakt, że czynicie wszystko dla Ewangelii, by mieć w niej swój udział (Homilia, 7.02.1982).
- Uzdrowienie trędowatego - Mk 1,40-45
Księga Kapłańska zawiera szczegółowe normy odnoszące się do trądu. Jak się okazuje z tekstu, chodzi przede wszystkim o zabezpieczenie innych przed niebezpieczeństwem zarażenia: "Jego mieszkanie będzie poza obozem" (Kpł 13,46). Jednakże te surowe zakazy zostały przezwyciężone przez Jezusa z Nazaretu. Mamy tego przykład w Ewangelii: "Pewnego dnia przyszedł do Jezusa trędowaty i upadając na kolana, prosił Go: Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić. Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: Chcę, bądź oczyszczony (...) ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz" (Mk 1,40-44). W tym geście Jezusa stwierdzamy przekroczenie i równocześnie wierność prawu Izraela: Pokaż się kapłanowi. Jest to styl Jezusa, który przyszedł, aby doprowadzić do wypełnienia, nie do osłabienia prawa. Jezus, który uzdrawia, który leczy trąd, dokonuje wielkich znaków. Te znaki służyły ukazaniu mocy Bożej wobec chorób duszy: wobec grzechu. Taką refleksję rozwija Psalm responsoryjny, który głosi właśnie błogosławieństwo przebaczenia grzechów: "Szczęśliwy człowiek, któremu odpuszczona została nieprawość, a jego grzech zapomniany. Szczęśliwy ten, któremu Pan nie poczytuje winy, a w jego duszy nie kryje się podstęp" (Ps 32[31],1-2). Jezus uzdrawia z choroby fizycznej, lecz równocześnie uwalnia od grzechu. Okazuje się w ten sposób Mesjaszem zapowiadanym przez proroków, Tym, który się obarczył naszym cierpieniem, który poniósł grzechy wielu (por. Iz 53,4.12), aby uwolnić nas od wszelkiej słabości duchowej i materialnej. W tym sensie jest On w Kościele Wyzwolicielem w najwyższym stopniu, Tym, który z wyzwolenia od wszelkiego zła uczynił rację swego przyjścia na ziemię. Nie powinno być w człowieku żadnego oszustwa, jeżeli jego grzechy mają być odpuszczone. Przebaczenie wymaga szczerej skruchy i prawdziwego nawrócenia.
Wskazują na to dalsze słowa Psalmu responsoryjnego: Grzech mój wyznałem Tobie i nie ukryłem mej winy. Rzekłem: "Wyznaję mą nieprawość Panu", a Ty darowałeś niegodziwość mego grzechu (Ps 32[31],5) Właśnie taka szczera i pełna skrucha i wyznanie grzechów przynoszą oczyszczenie duchowe, za którym następuje wewnętrzna radość sumienia: "Cieszcie się i weselcie w Panu sprawiedliwi, radośnie śpiewajcie wszyscy prawego serca" (Ps 32[31],11) (Homilia, 17.02.1985).
- Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów - Mk 2,1-12
W Ewangelii czytamy, że w Kafarnaum, w domu, w którym przebywał Jezus, zebrało się wiele ludzi (por. Mk 2,2). Dom nie mógł pomieścić wszystkich, tak wielka była liczba tych, którzy pragnęli słuchać nauki, którą On głosił, i widzieć to, co czynił. I oto, wśród tego tłumu, Jezus uczynił rzecz bardzo znamienną, kiedy przyniesiono do Niego paralityka, który z powodu braku innego miejsca został spuszczony przez otwór w dachu. Jezus najpierw mówi do tego człowieka: "Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy" (Mk 2,5). Na te słowa podniosło się szemranie wśród tych, którzy nieufnie śledzili działalność Chrystusa. Byli to uczeni w Piśmie, którzy (skądinąd słusznie) twierdzili: "Któż może odpuszczać grzechy, prócz jednego Boga?" (Mk 2,7). Była to jednak niechęć do Chrystusa, która podyktowała im ten zarzut: "Czemu On tak mówi? On bluźni" (Mk 2,7). Jezus, w pewnym sensie, czyta ich myśli i daje odpowiedź: "Cóż jest łatwiej: powiedzieć do paralityka: "Odpuszczają ci się twoje grzechy", czy też powiedzieć: "Wstań, weź swoje łoże i chodź?"" (Mk 2,9). "Otóż, żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów - rzekł do paralityka: "Mówię ci: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu!"" (Mk 2,10n). Wszystko dzieje się, jak Jezus rozkazał.
Jezus uzdrawia nieuleczalnie chorego. Czyni cud. Daje im dowód, że ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów. I skoro uczeni w Piśmie twierdzili, że taką władzę ma tylko Bóg, powinni teraz wyciągnąć wniosek z tego, co sami w słowach utrzymywali. Jezus stwierdza obecność Boga wśród tłumu. Jezus stwierdza Boską władzę odpuszczania grzechów, która jest Mu właściwa. Jezus wykazuje jednocześnie, że bardziej niebezpieczne i niepokojące od zła fizycznego (w tym przypadku ciężkiej i przewlekłej choroby) jest zło grzechu. On jest Zbawicielem, który przyszedł przede wszystkim po to, aby zgładzić to wielkie zło (Homilia, 18.02.1979).
- Chrystus jest oblubieńcem Kościoła - Mk 2,18-22
Wkroczenie wieczności w czas, dokonujące się poprzez tajemnicę Wcielenia, nadaje całemu życiu Chrystusa na ziemi charakter okresu nadzwyczajnego. Przestrzeń tego życia stanowi czas niepowtarzalny, czas pełni Objawienia, w którym odwieczny Bóg mówi do nas w swoim wcielonym Słowie poprzez zasłonę Jego ludzkiej egzystencji. Jest to czas, który na zawsze pozostanie normatywnym punktem odniesienia: czas Ewangelii. Wszyscy chrześcijanie uznają, że z tego czasu wywodzi się początek ich wiary. Jest to czas życia jednego człowieka, które zmieniło życie wszystkich ludzi. Życie Chrystusa było raczej krótkie; jednakże jego intensywność i wartość są nieporównywalne. Stoimy wobec największego bogactwa ludzkiej historii. Bogactwa niewyczerpanego, bo jest to bogactwo wieczności i boskości.
Szczególnie szczęśliwi byli ci, którzy żyjąc w czasach Jezusa, doznali radości przebywania z Nim, oglądania Go i słuchania. Sam Jezus nazywa ich szczęśliwymi: "Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie. Bo powiadam wam: Wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, i usłyszeć, co słyszycie, a nie usłyszeli" (Łk 10,23-24). Formuła powiadam wam pozwala nam zrozumieć, że przytoczone słowa są czymś więcej niż zwykłym stwierdzeniem historycznego faktu. Słowa wypowiedziane przez Jezusa stanowią objawienie, które ukazuje głęboki sens dziejów. W poprzedzającej go przeszłości Jezus widzi nie tylko zewnętrzne wydarzenia, przygotowujące Jego przyjście. Dostrzega głębokie pragnienia serc kierujące tymi wydarzeniami i wyprzedzające ich ostateczny wynik.
Większość ludzi współczesnych Jezusowi nie zdawała sobie sprawy z tego przywileju. Patrzyli na Mesjasza i słuchali Go, nie rozpoznając w Nim oczekiwanego Zbawiciela. Zwracając się do Niego, nie wiedzieli, że rozmawiają z Pomazańcem Bożym zapowiadanym przez proroków. Mówiąc: to, co wy widzicie, to, co słyszycie, Jezus zapraszał ich do otwarcia się na tajemnicę niedostępną dla zmysłów. W jej zgłębianiu Jezus pomaga przede wszystkim swoim uczniom: "Wam dana jest tajemnica królestwa Bożego" (Mk 4,11). Na tej drodze, prowadzącej uczniów do odkrycia tajemnicy, zakorzeniona jest nasza wiara, wspierająca się właśnie na ich świadectwie. Nie mamy przywileju oglądania i słuchania Jezusa, tak jak było to możliwe podczas Jego ziemskiego życia, ale dzięki wierze otrzymujemy niezmierzoną łaskę obcowania z tajemnicą Chrystusa i Jego królestwa.
Czas Ewangelii otwiera drzwi do głębokiego poznania Osoby Chrystusa. W związku z tym możemy przypomnieć bolesny wyrzut, jaki Jezus czyni Filipowi: "Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś?" (J 14,9). Jezus liczył na głębokie i pełne miłości poznanie ze strony tego, kto jako Apostoł żył w ścisłej więzi z Nauczycielem i właśnie dzięki tej bliskości powinien był zrozumieć, że w Nim objawiało się oblicze Ojca. "Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca" (tamże). Spojrzenie wiary każe uczniowi dostrzegać w obliczu Chrystusa niewidzialne oblicze Ojca.
Okres ziemskiego życia Chrystusa przedstawiony jest w Ewangelii jako czas godów weselnych. Jest to czas wypełniony radością. "Czy goście weselni mogą pościć, dopóki pan młody jest z nimi? Nie mogą pościć, jak długo pana młodego mają u siebie" (Mk 2,19). Jezus posługuje się tu obrazem prostym i sugestywnym. On jest oblubieńcem wyprawiającym gody weselne, gody miłości Boga i ludzi. To On jest oblubieńcem pragnącym podzielić się swoją radością. Przyjaciele pana młodego są zaproszeni, by dzielić tę radość, uczestnicząc w uczcie.
Jednakże mówiąc o tychże godach, Jezus zapowiada moment, w którym skończy się Jego obecność: "Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy, w ów dzień, będą pościć" (Mk 2,20) - jest to jasna aluzja do Jego ofiary. Jezus wie, że po radości nadejdzie smutek. I wtedy uczniowie będą pościć, czyli będą cierpieć, uczestnicząc w Jego męce. Przyjście Chrystusa na ziemię i cała radość, jaką sprawia to ludzkości, są nieodłącznie związane z cierpieniem. Na gody weselne rzuca swój cień dramat Krzyża, ale ich uwieńczeniem jest radość paschalna.
Dramat ten jest następstwem nieuniknionego starcia się Chrystusa z mocami zła: "światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła" (J 1,5). Istotną rolę w tym dramacie odgrywają grzechy wszystkich ludzi. Szczególnie jednak bolesny był dla Chrystusa fakt, że nie został rozpoznany przez część swego ludu. Zwracając się do miasta Jeruzalem, wyrzuca mu: "nie rozpoznałoś czasu twojego nawiedzenia" (Łk 19,44). Czas ziemskiej obecności Chrystusa był czasem Bożego nawiedzenia. Z pewnością liczni udzielili odpowiedzi pozytywnej, odpowiedzi wiary. Słowa żalu Jezusa, skierowane do zbuntowanego miasta (por. Łk 19,41-44), poprzedza u Łukasza opis Jego "królewskiego, mesjańskiego wjazdu do Jerozolimy, kiedy całe mnóstwo uczniów poczęło wielbić radośnie Boga za wszystkie cuda, które widzieli. I wołali głośno: "Błogosławiony Król, który przychodzi w imię Pańskie. Pokój w niebie i chwała na wysokościach"" (19,37-38). Jednakże ten entuzjazm nie mógł zakryć w oczach Jezusa gorzkiej świadomości, że odrzucili Go przywódcy Jego własnego narodu i podburzany przez nich tłum. Zresztą przed triumfalnym wjazdem do Jerozolimy Jezus zapowiedział swoją ofiarę: "Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu" (Mk 10,45; por. Mt 20,28). Czas ziemskiego życia Chrystusa naznaczony jest Jego odkupieńczą ofiarą. Jest to czas tajemnicy paschalnej śmierci i zmartwychwstania, z której bierze początek zbawienie ludzi (Aud. gen., 17.12.1997).
- Jezus, Syn Człowieczy, jest Panem szabatu - Mk 2,23-3,6
Jezus nazywał siebie najczęściej Synem Człowieczym. Nigdy sam siebie nie nazwał Synem Bożym - czynili to inni. Natomiast tylko On sam nazywa się Synem Człowieczym, a przez innych nie bywa tak nazywany, wyjąwszy słowa Szczepana przed ukamienowaniem (Dz 7,56) oraz dwa miejsca w Apokalipsie (Ap 1,13; 14,14). Nazwa Syn Człowieczy pochodzi ze Starego Testamentu, z Księgi proroka Daniela. Oto zapis nocnej wizji proroka: "Patrzałem w nocnych widzeniach, a oto na obłokach nieba przybywa jakby Syn Człowieczy. Podchodzi do Przedwiecznego i wprowadzają Go przed Niego. Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie" (Dn 7,13-14). Gdy Prorok prosi o wyjaśnienie wizji, otrzymuje następującą odpowiedź: "Królestwo (...) otrzymają święci Najwyższego, i będą posiadać królestwo na zawsze i na wieki (...). A panowanie i władzę, i wielkość królestw pod całym niebem otrzyma lud święty Najwyższego" (Dn 7,18.27). Tak więc słowa Księgi Daniela odnoszą się do osoby i do ludu. Znamienne, że to, co odnosi się do osoby Syna Człowieczego, znalazło się w słowach zwiastowania anielskiego skierowanych do Maryi: "Będzie panował (...) na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca" (Łk 1,33).
Jezus, nazywając siebie Synem Człowieczym, używał więc wyrażenia, którego treść została przekazana tradycją Starego Testamentu. Wyrażenie to przeniknęło również do apokryfów judaistycznych. Poza tym jednak wyrażenie syn człowieczy (ben adam) stało się w języku aramejskim za czasów Jezusa potocznym określeniem człowieka po prostu (bar enas). Tak więc Jezus, nazywając siebie Synem Człowieczym, mógł w ten sposób niejako ukryć w znaczeniu potocznym znaczenie mesjańskie, jakie wyraz ów posiadał w nauczaniu prorockim. Jest znamienne, że wypowiedzi o Synu Człowieczym pojawiają się zwłaszcza w kontekście życia ziemskiego i męki Chrystusa, ale odnoszą się również do Jego wyniesienia eschatologicznego.
W kontekście życia ziemskiego Jezusa z Nazaretu czytamy więc na przykład: "Lisy mają nory i ptaki powietrzne - gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć" (Mt 8,20), albo też: "Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije, a oni mówią: "Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników"" (Mt 11,19). Gdzie indziej jednak Jezus wypowiada słowa, w których podkreśla swoją władzę. Mówi na przykład: Syn Człowieczy jest Panem szabatu (Mk 2,28). Przy uzdrowieniu paralityka, którego spuszczono przez otwór dachu, wypowiada słowa brzmiące niemal jak wyzwanie: "Otóż, żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów" - rzekł do paralityka: "Mówię ci: Wstań, weź swoje łoże i idź" (Mk 2,10-11). Kiedy indziej Jezus mówi: "Jak bowiem Jonasz był znakiem dla mieszkańców Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia" (Łk 11,30). Jeszcze bardziej tajemnicze są słowa przepowiedni: "Przyjdzie czas, kiedy zapragniecie ujrzeć choćby jeden z dni Syna Człowieczego, a nie zobaczycie" (Łk 17,22). (...)
"Synu człowieczy, zadaj zagadkę i opowiedz przypowieść domowi izraelskiemu" (Ez 17,2). Jakby podejmując te odległe słowa Proroka, Jezus uczy: "Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło" (Łk 19,10). "Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu" (Mk 10,45; por. Mt 20,28). Równocześnie zaś tenże sam "Syn Człowieczy (...) gdy przyjdzie w chwale Ojca", wstydzić się będzie tego, kto się wstydzi Jego i Jego słów wobec ludzi (por. Mk 8,38). Jako Syn Człowieczy Jezus jest reprezentantem Boga i głosicielem Bożego królestwa, jest prorokiem nawołującym do nawrócenia. Równocześnie jest przedstawicielem ludzi, który dzieli ich ziemski los i cierpienie, ażeby ich odkupić i zbawić według planu Ojca. Sam też mówi w rozmowie z Nikodemem: "jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, (...) miał życie wieczne" (J 3,14-15).
Jest to wyraźna zapowiedź męki, którą Jezus następnie powtarza: "zaczął ich pouczać, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie" (Mk 8,31). W Ewangelii Markowej są trzy takie zapowiedzi (por. Mk 9,31; 10,33-34), a w każdej Jezus mówi o sobie jako o Synu Człowieczym. Tak samo też mówi o sobie Jezus przed trybunałem Kajfasza, gdy na pytanie: "Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Błogosławionego?" - odpowiada: "Ja jestem. Ujrzycie Syna Człowieczego, siedzącego po prawicy Wszechmocnego i nadchodzącego z obłokami niebieskimi" (Mk 14,61-62). W tych słowach brzmią echa słów proroka Daniela o Synu Człowieczym, który na obłokach nieba przybywa (por. Dn 7,13) i Psalmu 110, w którym Pan zasiada po prawicy Boga (por. Ps 110[109],1).
Jezus mówi wielokrotnie o wywyższeniu Syna Człowieczego, ale nie ukrywa przed swymi słuchaczami, że z wywyższeniem tym łączy się poniżenie krzyża. Na obiekcje i niedowierzanie ludzi i swoich uczniów, którzy pojmując cały tragizm Jego aluzji, pytają: "Jakżeż Ty możesz mówić, że potrzeba wywyższyć Syna Człowieczego? Któż to jest ten Syn Człowieczy?" (J 12,34), Jezus odpowiada: "Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że JA JESTEM i że Ja nic od siebie nie czynię, ale że to mówię, czego Mnie Ojciec nauczył" (J 8,28). Tak więc stwierdza, że wywyższenie przez krzyż stanie się równocześnie uwielbieniem. Wkrótce zaś dodaje: "Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy" (J 12,23). Znamienne, że już po wyjściu Judasza z Wieczernika Jezus mówi: "Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony" (J 13,31).
Wszystko to stanowi treść życia, męki, śmierci i chwały Jezusa, która - jakby w dalekim zarysie - znajdowała się u proroka Daniela. Wszakże mówi on o panowaniu Syna Człowieczego jako wiecznym i nieprzemijającym. Jezus bez wahania do tego nawiązuje, gdy w zapowiedzi końca świata głosi: "Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą" (Mk 13,26; por. Mt 24,30). Ta eschatologiczna perspektywa ma towarzyszyć ewangelizacji, która wypełnia ziemski czas Kościoła. Jezus mówi: "Nie zdążycie obejść miast Izraela, nim przyjdzie Syn Człowieczy" (Mt 10,23), potem zaś pyta jakby samego siebie: "Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?" (Łk 18,8).
Tak więc, wypełniając w swym życiu pod nazwą Syna Człowieczego cały plan męki, śmierci i zmartwychwstania zarysowany w Starym Testamencie, Jezus równocześnie przez tę samą nazwę określa swoje miejsce wśród ludzi jako prawdziwy człowiek, jako Syn niewiasty: Maryi z Nazaretu. W relacji do Niej, do swej Matki, On, Syn Boży, jest zarazem Synem Człowieczym. Prawdziwy człowiek - jak mówi List do Hebrajczyków - "stał się prawdziwie jednym z nas, we wszystkim do nas podobny oprócz grzechu" (Hbr 4,15; por. Gaudium et spes, 22). (...)
Chrystus przyszedł, aby dokonać nowego wyjścia, aby przynieść wolność uciśnionym. Wielu ludzi uzdrowił w dzień szabatu (por. Mt 12,9-14 i par.) z pewnością nie po to, by znieważyć dzień Pański, ale by urzeczywistnić jego pełny sens: "To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu" (Mk 2,27). Przeciwstawiając się nazbyt legalistycznej interpretacji niektórych swoich współczesnych i ukazując autentyczny sens biblijnego szabatu, Jezus jako Pan szabatu (por. Mk 2,28) wskazuje, że zachowywanie tego dnia wiąże się z jego charakterem wyzwalającym, zabezpieczającym jednocześnie prawa Boga i prawa człowieka. Rozumiemy zatem, dlaczego chrześcijanie, głosiciele wyzwolenia dokonanego w Krwi Chrystusa, czuli się upoważnieni, aby przenieść ten sens szabatu na dzień zmartwychwstania. Pascha Chrystusa wyzwoliła bowiem człowieka z niewoli daleko głębszej niż niewola nękająca uciśniony lud: z niewoli grzechu, która oddala człowieka od Boga, a także od samego siebie i od innych, wciąż na nowo zasiewając w dziejach ziarna zła i przemocy. (...)
Wypada przypomnieć odpowiedź Jezusa na zarzut faryzeuszy, którzy widząc, jak Jego uczniowie w szabat zrywają kłosy z pola i jedzą, oskarżają ich o naruszanie Prawa Mojżeszowego. Jezus najpierw przypomina im przykład Dawida i jego towarzyszy, którzy bez wahania jedli chleby pokładne, by zaspokoić głód, a następnie przykład kapłanów, którzy w dzień szabatu spełniają swoje funkcje w świątyni, nie zachowując prawa spoczynku. Na zakończenie z całą stanowczością wypowiada słowa dla faryzeuszy niesłychane: "Oto powiadam wam: Tu jest coś większego niż świątynia", i dalej: "Syn Człowieczy jest Panem szabatu" (Mt 12,6.8; por. Mk 2,27-28). Te oświadczenia wyraźnie wskazują na to, że Jezus miał pełną świadomość swojej Boskiej władzy. Stwierdzenie Jezusa, że jest czymś większym niż świątynia, było dość jasną aluzją do Jego Boskiej transcendencji. Ogłoszenie się zaś Panem szabatu, czyli czegoś, co sam Bóg dał Izraelowi, stanowiło otwarte ukazanie władzy Głowy mesjańskiego królestwa i nowego Prawodawcy. Nie chodzi więc tutaj jedynie o zwykłe odstępstwa od Prawa Mojżeszowego, które w wyjątkowych wypadkach były dopuszczane także przez rabinów, ale o przywrócenie Prawu pełnego znaczenia, o jego uzupełnienie i odnowę, którą Jezus ogłasza jako nieprzemijającą: "Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą" (Mt 24,35). To, co pochodzi od Boga, jest wieczne, tak jak i wieczny jest Bóg (Aud. gen., 29.04.1987).
- Wybór Dwunastu - Mk 3,13-19
Z dziejów ewangelicznych wiemy, że Jezus powołał uczniów, by szli za Nim, i spośród nich wybrał Dwunastu (por. Łk 6,13). Relacja ewangeliczna pozwala nam zrozumieć, że była to dla Jezusa decyzja bardzo ważna, podjęta po całonocnej modlitwie (por. Łk 6,12); był to wybór dokonany z suwerenną wolnością. Czytamy u Marka, że Jezus, wszedłszy na górę, przywołał do siebie "tych, których sam chciał" (Mk 3,13). Teksty ewangeliczne podają imiona poszczególnych powołanych (por. Mk 3,16-19 i par.): znak, że dostrzegano i uznawano ich szczególną rolę już w pierwotnym Kościele. Tworząc grupę Dwunastu, Jezus tworzył Kościół jako widzialną społeczność, tak ukształtowaną, by służyła Ewangelii i przyjściu królestwa Bożego. Liczba dwunastu nawiązywała do dwunastu pokoleń Izraela, co wskazuje, że Jezus zamierzał stworzyć nowy Izrael, nowy Lud Boży ustanowiony jako Kościół. Ten twórczy zamiar Jezusa dostrzegalny jest w samym słowie, jakim posługuje się Marek w opisie ustanowienia: "i ustanowił Dwunastu (...). Ustanowił więc Dwunastu". Ustanawiać, tworzyć przypomina słowo występujące w opisie stworzenia świata w Księdze Rodzaju oraz u Deutero-Izajasza (43,1; 44,2), gdzie mowa jest o tworzeniu Ludu Bożego, dawnego Izraela.
Stwórcza wola wyraża się również poprzez nadanie nowych imion Szymonowi (Piotr) oraz Jakubowi i Janowi (Synowie Gromu), a także całej grupie, czyli kolegium jako całości. Pisze bowiem Łukasz, że Jezus "wybrał spośród nich dwunastu, których też nazywał apostołami" (Łk 6,13). Dwunastu Apostołów stawało się w ten sposób szczególną rzeczywistością społeczno-kościelną, odrębną i pod pewnymi względami niepowtarzalną. W ich grupie wyróżniał się Apostoł Piotr, z którym Jezus wiązał wyraźny zamiar stworzenia nowego Izraela, nadając Szymonowi imię Piotr, co znaczy Skała: na tej Skale właśnie Jezus pragnął zbudować swój Kościół (por. Mt 16,18).
Cel, jakim kierował się Jezus, ustanawiając Dwunastu, zostaje wskazany przez Marka: "I ustanowił Dwunastu, aby Mu towarzyszyli, by mógł wysyłać ich na głoszenie nauki i by mieli władzę wypędzać złe duchy" (Mk 3,14-15). Pierwszym elementem konstruktywnym grupy Dwunastu jest więc absolutne przylgnięcie do Chrystusa: zostali powołani, by być z Nim, to znaczy by pójść za Nim, pozostawiając wszystko. Drugi element ma charakter misyjny, jest odzwierciedleniem misji samego Jezusa, który głosił naukę i wypędzał złe duchy. Misja Dwunastu jest uczestnictwem w misji Chrystusa ludzi ściśle z Nim związanych - uczniów, przyjaciół, powierników. Ewangelista Marek podkreśla władzę wypędzania złych duchów jako element misji Apostołów nad potęgą zła, co od strony pozytywnej oznacza władzę przekazywania ludziom zbawienia Chrystusa - Tego, który wyrzuca precz "władcę tego świata" (J 12,31).
Łukasz potwierdza znaczenie tej władzy oraz cel ustanowienia Dwunastu, przytaczając słowa, które Jezus wypowiedział, udzielając Apostołom władzy w Królestwie: "Wyście wytrwali przy mnie w moich przeciwnościach. Dlatego i ja przekazuję wam królestwo, jak Mnie przekazał je mój Ojciec" (Łk 22,28). Również to oświadczenie wskazuje na ścisły związek między wytrwaniem w jedności z Chrystusem i władzą otrzymaną w królestwie. Jest to władza pasterska, co potwierdza tekst na temat szczególnej misji powierzonej bezpośrednio Piotrowi: "Paś baranki moje! (...) Paś owce moje!" (J 21,15-17). Piotr otrzymuje osobiście najwyższą władzę jako misję pasterską. Ta misja sprawowana jest jako uczestnictwo we władzy jedynego Pasterza i Nauczyciela, Chrystusa. Najwyższa władza powierzona Piotrowi nie narusza władzy udzielonej innym Apostołom w królestwie. Dwunastu Apostołów mających wspólnie udział w misji pasterskiej podlega władzy jedynego Pasterza powszechnego, który działa z polecenia i reprezentuje Dobrego Pasterza, Chrystusa.
Szczególne zadania związane z misją powierzoną przez Jezusa Dwunastu są następujące:
a) Misja i władza ewangelizowania wszystkich narodów: potwierdzają ją jednoznacznie trzej synoptycy (por. Mt 28,18-20; Mk 16,16-18; Łk 24,45-48). Wśród nich Mateusz podkreśla związek ustanowiony przez samego Jezusa między Jego władzą mesjańską a misją udzieloną Apostołom: "Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody" (Mt 28,18). Apostołowie będą mogli i powinni wypełniać swoją misję dzięki mocy Chrystusowej, która w nich się objawi.
b) Misja i władza udzielania chrztu (Mt 28,29), będąca wypełnieniem nakazu Chrystusowego; ma to być chrzest w imię Trójcy Przenajświętszej (tamże), który ze względu na więź z misterium paschalnym Chrystusa określany jest w Dziejach Apostolskich również jako chrzest w imię Jezusa (por. Dz 2,38; 8,16).
c) Misja i władza sprawowania Eucharystii: "To czyńcie na moją pamiątkę" (Łk 22,19; 1 Kor 11,24-25). Nakaz odtwarzania tego, czego Jezus dokonał podczas Ostatniej Wieczerzy przez konsekrację chleba i wina, oznacza władzę najwyższej rangi. Powiedzieć w imieniu Chrystusa: "To jest Ciało moje, to jest Krew moja" znaczy nieomal utożsamić się z Chrystusem w akcie sakramentalnym.
d) Misja i władza odpuszczania grzechów (J 20,22-23). Jest to uczestnictwo Apostołów we władzy odpuszczania grzechów na ziemi, którą sprawuje Syn Człowieczy (por. Mk 2,10). Ta władza objawiająca się w życiu publicznym Jezusa budziła zdumienie tłumów, o których Ewangelista Mateusz mówi, że "wielbiły Boga, który takiej mocy udzielił ludziom" (Mt 9,8).
Aby wypełnić tę misję, Apostołowie oprócz władzy otrzymali szczególny dar Ducha Świętego (por. J 20,21-22), który objawił się w dniu Pięćdziesiątnicy, zgodnie z obietnicą Jezusa (por. Dz 1,8). Na mocy tego daru od dnia Pięćdziesiątnicy zaczęli wypełniać zadanie ewangelizacji wszystkich narodów. Mówi o tym II Sobór Watykański w konstytucji Lumen gentium: "Głosząc zaś wszędzie Ewangelię (por. Mk 16,20), przyjmowaną przez słuchających dzięki działaniu Ducha Świętego, gromadzą Apostołowie Kościół powszechny, który Pan założył w Apostołach i zbudował na świętym Piotrze, pierwszym wśród Apostołów, a sam Jezus Chrystus jest tej budowli kamieniem węgielnym (por. Ap 21,14; Mt 16,18; Ef 2,20)" (Lumen gentium, 19). (...)
Dwa nierozłączne elementy powołania, darmowy dar Boga i odpowiedzialna wolność człowieka, są wspaniale i bardzo wyraziście ukazane w kilku zaledwie słowach z Ewangelii św. Marka o powołaniu Dwunastu: "Potem [Jezus] wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego" (Mk 3,13). Tak oto z jednej strony mamy absolutnie wolną decyzję Jezusa, a z drugiej - przyjście Dwunastu, czyli ich pójście za Jezusem. Jest to stały wzór i nieodzowny element każdego powołania: proroków, apostołów, kapłanów, zakonników, wiernych świeckich, każdego człowieka. Najważniejsza jednak, więcej - uprzednia i decydująca - jest wolna i całkowicie darmowa interwencja Boga, który wzywa. Do Niego należy inicjatywa powołania. Potwierdza to na przykład doświadczenie proroka Jeremiasza: "Pan skierował do mnie następujące słowo: "Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię"" (Jr 1,4-5). Tę samą prawdę ukazuje Apostoł Paweł, według którego każde powołanie jest zakorzenione w odwiecznym wybraniu w Chrystusie, dokonanym przed założeniem świata i według postanowienia Jego woli (por. Ef 1,5). Absolutny prymat łaski w powołaniu znajduje doskonałe potwierdzenie w słowach Jezusa: "Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał" (J 15,16). (...)
"Przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego" (Mk 3,13). Owo przyjście, które jest tożsame z pójściem za Jezusem, wyraża wolną odpowiedź Dwunastu na powołanie Mistrza. Tak było z Piotrem i Andrzejem: "I rzekł do nich: "Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi". Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim" (Mt 4,19-20). Takie samo było doświadczenie Jakuba i Jana (por. Mt 4,21-22). I tak jest zawsze: w powołaniu objawia się darmowa miłość Boga, a jednocześnie najwyższa z możliwych form ludzkiej wolności, wyrażająca się przyjęciem wezwania Boga i zawierzeniem Mu.
W rzeczywistości łaska i wolność nie są sobie przeciwstawne. Przeciwnie, łaska ożywia i podtrzymuje ludzką wolność, wyzwalając ją z niewoli grzechu (por. J 8,34-36), uzdrawiając ją i rozwijając jej zdolność otwarcia się na Boży dar i przyjęcia go. Podobnie więc jak nie można podważać absolutnie darmowej inicjatywy Boga, który powołuje, tak samo nie można kwestionować powagi wyzwania, wobec którego staje wolność człowieka. I tak bogaty młodzieniec odrzuca wezwanie Chrystusa "przyjdź i chodź za Mną", co jest też przejawem, choć negatywnym, jego wolności: "Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości" (Mk 10,22).
Wolność zatem jest istotnym czynnikiem powołania. Gdy człowiek odpowiada pozytywnie na głos powołania, wolność przejawia się jako głębokie, osobowe przylgnięcie do Boga, jako oddanie się z miłością, a raczej jako oddanie daru Ofiarodawcy, czyli powołującemu Bogu, jako ofiara... Dobrowolna ofiara, stanowiąca najgłębszy i najcenniejszy rdzeń ludzkiej odpowiedzi na wezwanie Boga, znajduje swój niezrównany wzorzec, a raczej swój życiodajny korzeń, w absolutnie wolnej ofierze, jaką Jezus Chrystus, pierwszy z powołanych, składa woli Ojca: "Przeto przychodząc na świat [Chrystus], mówi: "Ofiary ani daru nie chciałeś, aleś mi utworzył ciało (...). Wtedy rzekłem: Oto idę (...) abym spełniał wolę Twoją, Boże"" (Hbr 10,5-7). Maryja, Dziewica-Matka żyjąca w najściślejszym zjednoczeniu z Chrystusem, bardziej niż wszystkie inne stworzenia doświadczyła pełnej prawdy powołania, gdyż nikt inny nie odpowiedział z tak wielką miłością na nieogarnioną miłość Boga jak Ona (Aud. gen., 1.07.1992).
- Grzechy przeciwko Duchowi Świętemu - Mk 3,28-30
Działalność Ducha Prawdy, zmierzająca do zbawczego przekonywania o grzechu, spotyka się (...) z wewnętrznym oporem człowieka, jakby nieprzenikliwością sumienia, ze stanem duszy, która jakby utwierdziła się w wolnym wyborze: Pismo Święte zwykło nazywać to zatwardziałością serca (por. Ps 81[80],13; Jr 7,24; Mk 3,5). Takiemu nastawieniu umysłu i serca odpowiada poniekąd w naszej epoce utrata poczucia grzechu, której szereg swych kart poświęca Adhortacja apostolska Reconciliatio et paenitentia. Już papież Pius XII stwierdził, iż "grzechem tego wieku jest utrata poczucia grzechu" (Pius XII, Orędzie radiowe, 26 października 1946). Idzie ona w parze z utratą poczucia Boga. Czytamy w adhortacji: "W rzeczywistości Bóg jest początkiem i ostatecznym celem człowieka, który nosi w sobie Boże ziarno. Dlatego właśnie rzeczywistość Boga odsłania i rozjaśnia tajemnicę człowieka. Nie można zatem spodziewać się, że umocni się poczucie grzechu w odniesieniu do człowieka i wartości ludzkich, jeśli zabraknie poczucia obrazy wyrządzonej Bogu, czyli prawdziwego poczucia grzechu" (Reconciliatio et paenitentia, 18).
Kościół przeto nie przestaje błagać Boga o tę łaskę, ażeby nie zanikała prawość ludzkich sumień, aby nie tępiała ich zdrowa wrażliwość na dobro i zło. Prawość i wrażliwość jest głęboko związana z wewnętrznym działaniem Ducha Prawdy. W tym świetle szczególnej wymowy nabierają takie wezwania Apostoła, jak: "Ducha nie gaście, nie zasmucajcie Bożego Ducha Świętego" (2 Tes 5,19; Ef 4,30). Nade wszystko jednak Kościół nie przestaje z największą żarliwością błagać o to, ażeby w świecie nie narastał ten grzech, który Ewangelia nazywa bluźnierstwem przeciw Duchowi Świętemu; ażeby, przeciwnie, grzech ten cofał się w duszach ludzkich - a pośrednio w całych środowiskach i w różnych społeczeństwach - ustępując miejsca otwartości sumień, nieodzownej dla działania Ducha Świętego. Kościół błaga, aby ten groźny grzech przeciw Duchowi Świętemu ustępował miejsca świętej gotowości przyjmowania misji Pocieszyciela, gdy przychodzi On, by przekonywać świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie.
Chrystus w swym pożegnalnym przemówieniu połączył te trzy zakresy przekonywania, jakie należą do posłannictwa Parakleta: grzech, sprawiedliwość i sąd. Razem też wyznaczają one obszar owego mysterium pietatis, które przeciwstawia się w dziejach człowieka grzechowi, mysterium iniquitatis. Z jednej strony - tak to wyraża św. Augustyn - "miłość własna, posunięta aż do pogardy Boga", z drugiej "miłość Boga, posunięta aż do pogardzania sobą". Kościół nie zaprzestaje swej modlitwy i posługi, ażeby dziele sumień i dziele społeczeństw w wielkiej rodzinie ludzkości nie opadały w stronę bieguna grzechu, w stronę odrzucenia Bożych przykazań aż do pogardy Boga - ale wznosiły się w stronę tej miłości, w której objawia się Duch, który daje życie. Ci, którzy pozwalają się Duchowi Świętemu przekonać o grzechu, pozwalają się również przekonać o sprawiedliwości i o sądzie. Duch Prawdy, który dopomaga ludziom - ludzkim sumieniom - poznawać prawdę grzechu, równocześnie też sprawia, że poznają prawdę tej sprawiedliwości, jaka wkroczyła w dziele człowieka wraz z Jezusem Chrystusem. W ten sposób ci, którzy przekonani o grzechu nawracają się pod działaniem Pocieszyciela, zostają przez Niego niejako wyprowadzeni z orbity sądu - tego sądu, jakim władca tego świata został osądzony (por. J 16,11). Nawrócenie w Bosko-ludzkiej głębi tajemnicy oznacza zerwanie wszelkich więzów, jakimi grzech jest powiązany w całokształcie mysterium iniquitatis. Ci zatem, którzy się nawracają, zostają przez Ducha Świętego wyprowadzeni z orbity sądu, wprowadzeni zaś do tej Sprawiedliwości, która jest w Jezusie Chrystusie - gdyż ma ją od Ojca (por. J 16,15) jako odzwierciedlenie świętości trynitarnej. Jest to sprawiedliwość Ewangelii i Odkupienia, sprawiedliwość Kazania na Górze i Krzyża, która sprawia oczyszczenie sumień przez Krew Baranka. Jest to z kolei ta sprawiedliwość, jaką Ojciec oddaje Synowi oraz wszystkim, którzy z Nim są zjednoczeni przez prawdę i miłość. W sprawiedliwości tej Duch Święty, który jest Duchem Ojca i Syna - który przekonywa świat o grzechu - objawia się i uobecnia w człowieku jako Duch życia wiecznego (Enc. Dominum et Vivificantem, 47-48).
- Prawdziwa rodzina Jezusa - Mk 3,31-35
Zgromadziliśmy się teraz wokół ołtarza, na którym odnowi On tajemnicę swej męki i swego zmartwychwstania. A zatem jest On pośród nas. Jakże nie myśleć o scenie, którą opisuje przeczytana przed chwilą Ewangelia? Także i wtedy wielki tłum zgromadził się wokół Jezusa; wówczas Boski Nauczyciel tym, którzy powiadomili Go o przybyciu Matki i krewnych, "spoglądając na siedzących dokoła Niego, rzekł: "Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką"" (Mk 3,34-35). Kto pełni wolę Bożą... Niech każdy czuje na sobie pytające spojrzenie Chrystusa, który powtarza nam te słowa. Kryterium ogłoszone owego dnia przez wieki nie traci swej ważności. Tym, co decyduje o przynależności do Chrystusa, tworząc pomiędzy Nim i duszą więzy duchowe tak głębokie, iż można porównać z więzami łączącymi członków jednej rodziny, jest pełnienie woli Bożej. Nie ma innego tytułu, który mógłby go zastąpić w oczach Chrystusa, nie są nim nawet więzy fizycznego macierzyństwa. Jeżeli Maryja jest w planach Boga pierwszym stworzeniem, wynika to z faktu, że oprócz tego, że była matką Chrystusa co do ciała, przyjęła również Słowo Boże z całkowitą gotowością, czyniąc je w każdej godzinie dnia żywą treścią swego życia. "Dlatego to doznaje Ona czci jako najznakomitszy i całkiem szczególny członek Kościoła i jako jego typiczne wyrażenie oraz najdoskonalszy wzorzec wiary i miłości" (Lumen gentium, 53). W Nią tedy powinien wpatrywać się każdy wierzący, aby nauczyć się, jak pełnić wolę Bożą i jak wejść we wspólnotę życia z Chrystusem, Słowem Bożym, które zstąpiło z Nieba z miłości do człowieka (Homilia, 20.11.1982).
- Przypowieść o nasieniu samodzielnie kiełkującym i o ziarnku gorczycy - Mk 4,26-34
Fragment Ewangelii zwraca naszą uwagę na procesy rozwojowe zachodzące w przyrodzie. Wiadomo, że Jezus w swoim nauczaniu o królestwie Bożym często się odwoływał do tego rodzaju zjawisk i procesów. Bo chociaż królestwo Boże i świat przyrody różnią się od siebie, to równocześnie zachodzi między nimi pewne podobieństwo. Owo podobieństwo, które daje się z łatwością zauważyć, jest przekonującym wytłumaczeniem siły nauczania Chrystusa zawartego w przypowieściach. Dlaczego królestwo Boże podobne jest do ziarna rzuconego w ziemię? Chrystus zwraca uwagę swoich słuchaczy na to, w jaki sposób odbywa się jego wzrost. Otóż "ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarnko w kłosie" (Mk 4,28). Odbywa się to bez udziału człowieka. Człowiek zasiewa ziarno, po czym ziemia działa już "sama z siebie: czy śpi [siewca], czy czuwa, we dnie i w nocy nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak" (Mk 4,27). Dopiero gdy kłos dojrzeje, gdy stan zboża na to pozwala, człowiek, który przedtem zasiał ziarno, musi powrócić do pracy. Wtedy "zapuszcza sierp, bo pora już na żniwo" (tamże, 4,29).
Chrystus mówi, że ziemia sama z siebie wydaje plon. Wiemy jednak, że za tym samorzutnym działaniem ziemi kryje się życiodajna moc, którą Stworzyciel obdarzył każde żyjące stworzenie. Z chwilą zbiorów rozpoczyna się jakby nowa faza w dziejach żniwa. Ziarno, poprzez pracę ludzkich rąk, zostaje przemienione w chleb i w ten sposób dostosowane do ludzkich potrzeb. Staje się pożywieniem dla ludzi. I oto wchodzimy w sferę codziennego życia człowieka, któremu Syn Boży polecił prosić w modlitwie "Ojcze nasz: chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj" (Mt 6,11). Chleb jest darem Stworzyciela, a równocześnie jest owocem ludzkiego trudu: owocem... pracy rąk ludzkich, o czym przypominamy codziennie w chwili ofiarowania darów podczas Mszy Świętych.
Chleb był obecny także w jerozolimskim Wieczerniku podczas Ostatniej Wieczerzy. Chrystus wziął w swoje ręce chleb paschalnej wieczerzy, połamał go i dał Apostołom, mówiąc: "Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje" (Mt 26,26). Daje temu świadectwo św. Paweł (...): "Chleb, który łamiemy, czyż nie jest udziałem w Ciele Chrystusa?" (1 Kor 10,16).
Tak. Jest tym udziałem. Chrystus powiedział: "To jest Ciało moje, które za was będzie wydane" (Łk 22,19). A potem, podając Apostołom kielich napełniony winem, odmówiwszy dziękczynienie, powiedział: "Ten kielich to Nowe Przymierze we Krwi mojej, która za was będzie wylana" (Łk 22,20). I dlatego Apostoł pyta Koryntian: "Kielich błogosławieństwa, który błogosławimy, czy nie jest udziałem we Krwi Chrystusa?" (1 Kor 10,16). Tak, jest nim. Chrystus bowiem, po ustanowieniu Sakramentu swojego Ciała i swojej Krwi w chlebie i w winie paschalnej wieczerzy, powiedział do Apostołów: "Czyńcie to na moją pamiątkę" (1 Kor 11,25). Tak też czyni Kościół od początku, od czasów apostolskich. Czyni to także dziś i będzie czynił aż po kres swoich dziejów, aż do czasu ostatecznego przyjścia Chrystusa, "śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie" (1 Kor 11,26). Tak czyni Kościół we wszystkich zakątkach świata. Tak czyni od dwóch tysięcy lat na tej ziemi, która jest waszą ojczyzną.
Kościół głosi śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa słowami Ewangelii. Jednak słowem szczególnie wymownym i bogatym w boską i ludzką treść jest Eucharystia: Sakrament sprawowany przez Kościół i stale go budujący; źródło, ośrodek i szczyt życia Kościoła, jego największy skarb. Sakrament, w którym zawiera się całe duchowe dobro otrzymane przez Kościół od samego Chrystusa. Sakrament, w którym nieprzerwanie trwa tajemnica paschalna. Sakrament, w którym Kościół składa nieustannie swoje dziękczynienie za wielkie dzieła Boże (por. Dz 2,11).
"Dobrze jest dziękować Panu / i śpiewać imieniu Twemu, Najwyższy: / głosić z rana Twoją łaskawość, / a wierność Twoją nocami" (Ps 92[91],2-3). Tak czyni Kościół. (...) "Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno ciało" (1 Kor 10,17). Eucharystia, jako Ofiara i Uczta, wiąże się w sposób zasadniczy z życiem Kościoła, które rozwinęło się w poszczególnych wspólnotach wokół Apostołów i pierwszych głosicieli wiary, żywa w owych wspólnotach świadomość, że są one komórkami jednego Kościoła, płynęła z przekonania o jedyności ofiary Chrystusa na Krzyżu, odżywającej wciąż na nowo w każdej Eucharystii, a także o jednoczącej sile, jaką uczestnictwo w jednym Chlebie i jednym Kielichu pogłębia wśród rzesz wierzących. Dotyczy to również współczesnych wspólnot kościelnych. Eucharystia bowiem jest drogą, która prowadzi do jedności z Chrystusem. On sam powiedział w mowie eucharystycznej: "Kto spożywa moje ciało i krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie" (J 6,56). Znane są słowa, którymi pierwsi chrześcijanie modlili się do Pana podczas sprawowania Eucharystii: "Jak ten łamany chleb rozsiany był po górach, a zebrany stał się czymś jednym, tak niech się zbierze Kościół Twój z krańców ziemi w Królestwo Twoje" (Didach? IX, 4). Zaś św. Cyprian męczennik, biskup Kartaginy, pogłębił tę myśl, mówiąc: "Już same gesty ofiarne Pana są wyraźnym znakiem chrześcijańskiej jedności, której podstawę stanowi mocna i niepodzielna miłość. Gdy bowiem Jezus nazywa swoje ciało chlebem, który łączy w sobie wiele ziaren, wskazuje na lud zgromadzony, który On żywi; tak samo gdy nazywa krew swoją winem, które powstało z soku wielu gron, wskazuje na trzodę złożoną z rzesz połączonych w jedno" (Epist. ad Magnum, VI: PL 3, 1189). Owa jedność chrześcijan z Chrystusem i pomiędzy sobą wyraża się przede wszystkim w jedności wiary i miłości. Wiary przeżywanej w sposób jasny i otwarty w rodzinie, w środowisku pracy, w społeczności obywatelskiej i politycznej; miłości czynnej, opartej na uczynkach, otwartej na potrzeby braci, tak często padających ofiarą nowych form ubóstwa i wyobcowania. Ze względu na ową jedność wiary i miłości, której siłę i wsparcie stanowi Eucharystia, chrześcijanin nie może nie angażować się w obronę człowieka, jego godności, jego podstawowych praw, wśród których na pierwszym miejscu znajduje się prawo do życia już od chwili poczęcia; nie może nie odrzucać metod nienawiści oraz jawnej lub ukrytej przemocy; nie może nie dawać dowodów wspaniałomyślności w stosunku do innych ludzi, którzy są jego braćmi w Chrystusie i dziećmi Bożymi.
"Z czym porównamy królestwo Boże lub w jakiej przypowieści je przedstawimy?" (Mk 4,30). Liturgia skłania nas do refleksji nad przypowieścią o ziarnie wrzuconym w ziemię. Z niego wyrastają kłosy i dojrzewają aż do czasu żniwa. Z innego ziarna - z ziarna gorczycy - wyrasta wspaniałe drzewo. Przypowieść o ziarnie gorczycy nawiązuje do słów pierwszego czytania z proroka Ezechiela, mówiących o tym, jak gałązka cedrowa posadzona w ziemi wypuszcza korzenie i gałązki, wydaje owoce i staje się wspaniałym drzewem cedrowym. Wszystko ptactwo pod nim zamieszkuje, wszystkie istoty skrzydlate zamieszkują w cieniu jego gałęzi (por. Ez 17,23) (Homilia, 12.06.1988).
- Uciszenie burzy na jeziorze - Mk 4,35-41
Ewangelie ukazują różnorodność cudów - znaków, które potwierdzają, że moc Boga działająca w Jezusie Chrystusie wychodzi poza świat ludzi i objawia się również jako władza nad siłami przyrody. Znamienna jest tu scena burzy na jeziorze: "Naraz zerwał się gwałtowny wicher". Przerażeni Apostołowie - rybacy budzą Jezusa, który spał w łodzi. "On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: "Milcz, ucisz się!" (...) nastała głęboka cisza". Apostołowie, widząc to, zlękli się i mówili jeden do drugiego: Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne? (por. Mk 4,37-41).
Uciszenie burzy na jeziorze Genezaret powinno być odczytywane jako znak trwałej obecności Chrystusa w łodzi Kościoła, która nieraz w ciągu dziejów bywa narażona na burzę i wichry. Obudzony przez uczniów, Jezus rozkazał wichrom i jezioru, po czym nastała głęboka cisza. Wtedy rzekł: "Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?" (Mk 4,40). Tutaj, podobnie jak przy okazji innych wydarzeń, Jezus pragnie wpoić w Apostołów i uczniów wiarę w swoją obecność, która działa wśród nich i ich osłania nawet w najbardziej burzliwych momentach dziejów, wtedy gdy w duszy rodzić się może zwątpienie w Bożą pomoc. W homiletyce i teologii życia wewnętrznego cud jest często interpretowany jako znak obecności Jezusa oraz gwarancja ufności, jaką pokładają w Nim chrześcijanie i Kościół.
Do tego rodzaju wydarzeń należą również cudowne połowy ryb, jakich Apostołowie - rybacy dokonują po uprzednio nieudanych próbach, na słowa Jezusa (por. Łk 5,4-6; J 21,3-6). Jeśli chodzi o strukturę wydarzenia, podobny jest także pierwszy znak w Kanie Galilejskiej, gdzie Jezus nakazuje sługom napełnić stągwie wodą, a potem zanieść staroście weselnemu tę wodę, która stała się winem (por. J 2,7-9). Tak przy cudownych połowach, jak i w Kanie Galilejskiej działają ludzie: rybacy - Apostołowie i słudzy weselni, ale jasne jest, iż nadzwyczajny skutek działania pochodzi nie od nich, ale od Tego, który im polecił działać i który sam działa swoją tajemniczą, Boską mocą. Potwierdzeniem jest reakcja Apostołów, a zwłaszcza Piotra, który po cudownym połowie "przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: "Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny"" (Łk 5,8). Jest to jeden z wielu przykładów tego, jak duże emocje, wyrażające się w postaci pełnej szacunku bojaźni czy nawet przerażenia, przeżywają zarówno Apostołowie - w tym przypadku Szymon Piotr - jak i inni ludzie, gdy czują na sobie powiew Boskiej tajemnicy.
Później, po wniebowstąpieniu Chrystusa, podobna bojaźń będzie ogarniała tych ludzi, którzy będą patrzyli na znaki i cuda spełniane przez Apostołów (por. Dz 2,43). Dzieje Apostolskie mówią, że "wynoszono też chorych na ulice i kładziono na łożach i noszach, aby choć cień przechodzącego Piotra padł na któregoś z nich" (Dz 5,15). Jednakże te znaki i cuda, jakie towarzyszyły początkom apostolskiego Kościoła, były dokonywane przez Apostołów nie we własnym imieniu, ale w imieniu Jezusa Chrystusa, a więc nie były niczym innym jak dalszym potwierdzeniem Jego Boskiej mocy (Homilia, 21.05.1995).
- Kobiety w Ewangelii - Mk 5,25-34
Na kartach Ewangelii przesuwa się przed naszymi oczyma wiele kobiet, różnego wieku i stanu. Spotykamy kobiety dotknięte chorobą czy cierpieniem fizycznym, jak owa, która "miała ducha niemocy; była pochylona i w żaden sposób nie mogła się wyprostować" (Łk 13,11), jak teściowa Szymona, która "leżała w gorączce" (Mk 1,30), czy jak kobieta cierpiąca na upływ krwi (por. Mk 5,25-34), której nie wolno było dotykać nikogo, uważano bowiem, że dotknięcie takie czyni człowieka nieczystym. Każda z nich doznała uzdrowienia, a ta, która między tłumem (por. Mk 5,27) dotknęła się płaszcza Jezusa, spotkała się z Jego pochwałą z racji swej wielkiej wiary: "twoja wiara cię ocaliła" (Mk 5,34). Jest też córka Jaira, którą Jezus przywraca do życia, zwracając się do niej serdecznie: "Dziewczynko, mówię ci, wstań!" (Mk 5,41). Jest jeszcze wdowa z Nain, której Jezus przywraca do życia jedynego syna, wyrażając serdeczne współczucie: "użalił się nad nią i rzekł do niej: "Nie płacz!"" (Łk 7,13). Jest to wreszcie Kananejka, kobieta, która zasługuje na słowa szczególnego uznania ze strony Chrystusa z powodu swej wiary, pokory i takiej wielkości ducha, na jaką może się zdobyć tylko serce matki: "O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!" (Mt 15,28). Niewiasta kananejska prosiła o uzdrowienie córki.
Niekiedy te kobiety, które Jezus spotykał i które doznały od Niego różnych łask, towarzyszyły Mu, gdy wędrował z Apostołami przez miasta i wsie, głosząc Ewangelię o królestwie Bożym, i usługiwały im ze swego mienia. Ewangelia wymienia wśród nich Joannę, żonę zarządcy u Heroda, Zuzannę i wiele innych (por. Łk 8,1-3).
Niekiedy postacie kobiece pojawiają się w przypowieściach, w których Jezus z Nazaretu przybliżał swoim słuchaczom prawdę o królestwie Bożym. Tak jest w przypowieści o zgubionej drachmie (por. Łk 15,8-10), o kwasie chlebowym (por. Mt 13,33), o pannach rozsądnych i nierozsądnych (por. Mt 25,1-13). Szczególnie wymowna jest przypowieść o groszu wdowim. Podczas gdy "bogaci wrzucali swe ofiary do skarbony (...) uboga jakaś wdowa wrzuciła tam dwa pieniążki". Wtedy Jezus rzekł: "Ta uboga wdowa wrzuciła więcej niż wszyscy inni (...) z niedostatku swego wrzuciła wszystko, co miała na utrzymanie" (Łk 21,1-4). W ten sposób Chrystus stawia ją za wzór dla wszystkich i bierze w obronę, gdyż w istniejącym wtedy systemie społeczno-prawnym wdowy były istotami nieobjętymi obroną (por. również Łk 18,1-7).
W całym nauczaniu Jezusa, podobnie jak w Jego postępowaniu, nie spotyka się niczego, co by było przejawem upośledzenia kobiety, właściwego dla Jego czasów. Wręcz przeciwnie, "Jego słowa i Jego czyny wyrażają zawsze należny dla kobiety szacunek i cześć". Kobieta pochylona zostaje nazwana córką Abrahama (por. Łk 13,16), podczas gdy w całej Biblii tytuł syn Abrahama jest odnoszony tylko do mężczyzn. Idąc drogą krzyżową na Golgotę, Jezus powie do niewiast: "Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną" (Łk 23,28). Cały ten sposób mówienia o kobietach i do kobiet oraz odnoszenia się do nich stanowi wyraźną nowość na tle panującego wówczas obyczaju.
Staje się to jeszcze bardziej wyraziste w stosunku do tych kobiet, na które opinia społeczna wskazywała z pogardą jako na grzesznice, jawnogrzesznice i cudzołożnice. Oto Samarytanka, której Jezus sam mówi: "Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem". Ona zaś - słysząc, iż znał tajniki jej życia - rozpoznaje w Nim Mesjasza i spieszy powiedzieć o Nim swoim ziomkom. Poprzedzający to rozpoznanie dialog jest jednym z najwspanialszych w Ewangelii (por. J 4,7-27). Oto znów jawnogrzesznica, która - wbrew potępiającej ją opinii publicznej - wchodzi do domu faryzeusza, by namaścić olejkiem stopy Jezusa. Jezus powie o niej do zgorszonego tym faktem gospodarza: Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała (por. Łk 7,37-47). Oto wreszcie sytuacja najbardziej chyba wymowna: kobietę schwytaną na cudzołóstwie przyprowadzono do Jezusa. Na prowokacyjne pytanie: "W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?", Jezus odpowiada: "Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem". Siła prawdy zawarta w tej odpowiedzi była tak wielka, że jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych. Pozostał sam Jezus i niewiasta. ""Gdzież [oni] są? Nikt cię nie potępił?" (...) "Nikt, Panie!" Rzekł do niej Jezus: "I Ja ciebie nie potępiam. Idź i odtąd już nie grzesz!"" (J 8,3-11).
Wszystkie te epizody składają się na całość bardzo przejrzystą. Chrystus jest Tym, który wie, "co w człowieku się kryje" (J 2,25), w mężczyźnie i kobiecie. Zna godność człowieka, jego cenę w oczach Boga. On sam, Chrystus, jest ostatecznym potwierdzeniem tej ceny. Wszystko, co mówi i co czyni, znajduje swoje definitywne wypełnienie w paschalnej tajemnicy Odkupienia. Odniesienie Jezusa do owych kobiet, które spotyka na drodze swego mesjańskiego posługiwania, jest odzwierciedleniem odwiecznego zamysłu Boga, który stwarzając każdą z nich, wybiera ją i miłuje w Chrystusie (por. Ef 1,1-5). Każda z nich jest przeto tym jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego. Każda dziedziczy od początku godność osoby właśnie jako kobieta. Jezus z Nazaretu tę godność potwierdza, przypomina, odnawia, czyni treścią Ewangelii i Odkupienia, dla którego został posłany na świat. Każde więc z Chrystusowych słów czy odniesień do kobiety trzeba wprowadzić w wymiar tajemnicy paschalnej. Na tym gruncie wszystko się tłumaczy do końca (List ap. Mulieris dignitatem, 13).
- Wskrzeszenie córki Jaira - Mk 5,21-43
Klucz do interpretacji cudów Chrystusa jako znaków Jego zbawczej mocy znajdujemy w następujących słowach św. Augustyna: "To, że stał się człowiekiem ze względu na ludzi, bardziej przyczyniło się do naszego zbawienia niż to, czego dokonał wśród ludzi; a to, że uzdrowił grzechy dusz, bardziej niż uzdrowienie ciał śmiertelnie chorych" (In Iohannis Evangelium tractatus, XVII, 1).
Rzut oka na poszczególne wydarzenia zapisane przez Ewangelistów pozwala nam stwierdzić tajemniczą obecność, w imię której Jezus dokonuje swych cudów. Tak więc odpowiadając na błaganie trędowatego, który mówi do Jezusa: "Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić", Chrystus, zdjęty ludzkim uczuciem litości, wypowiada słowa, które w tym wypadku są bardziej Boskie niż ludzkie: ""Chcę, bądź oczyszczony!" Zaraz trąd go opuścił i został oczyszczony" (Mk 1,41-42). Podobnie w wypadku paralityka, którego spuszczono przez otwór w dachu. "Mówię ci: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu!" (por. Mk 2,1-12).
W wypadku córki Jaira czytamy: Jezus "ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: "Thalitha kum"; to znaczy: "Dziewczynko, mówię ci, wstań!" Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła" (Mk 5,41-42). W wypadku młodzieńca z Nain: ""Młodzieńcze, tobie mówię wstań!" Zmarły usiadł i zaczął mówić" (Łk 7,14-15). Tak jak w wielu podobnych sytuacjach, w słowach Jezusa rozbrzmiewa wola oraz moc, na którą się powołuje i którą objawia w sposób tak bardzo naturalny, jak gdyby do Jego tajemniczej natury należała władza przywracania ludziom zdrowia, a nawet życia! (...)
W taki sposób Syn Człowieczy objawia swą władzę nad grzechem i sprawcą grzechu. Imię Jezus, przed którym chylą się także złe duchy, znaczy Zbawiciel. Jednakże ta zbawcza moc dozna ostatecznego spełnienia w ofierze krzyża. Krzyż przyniesie definitywne zwycięstwo nad szatanem i nad grzechem, gdyż taki był zamysł Ojca, który Jego Syn Jednorodzony wypełnił, stając się człowiekiem: zwyciężyć słabością oraz osiągnąć zmartwychwstanie i życie poprzez poniżenie krzyża. Również w tym paradoksie objawia się Jego Boska moc, którą słusznie można określić mocą krzyża.
Jeśli niezwykłe czyny Chrystusa, Jego cuda i znaki, należy widzieć stale w relacji do posłannictwa Zbawiciela świata, to odnosi się to zarówno do grzechu, jak i do śmierci, dramatycznej konsekwencji grzechu. Zwycięstwo nad grzechem i zwycięstwo nad śmiercią znaczą drogę mesjańskiej misji Jezusa z Nazaretu aż do Kalwarii. Znaki, które wskazują w kierunku zbawczego zwycięstwa nad śmiercią, to przede wszystkim wskrzeszenia: umarli zmartwychwstają (por. Mt 11,5) - odpowiada Jezus na pytanie wysłańców Jana Chrzciciela (por. Mt 11,3). (...)
Przy końcu naszej katechezy wróćmy raz jeszcze do tekstu św. Augustyna: "Gdy rozważamy czyny, dokonane przez Pana i Zbawiciela naszego Jezusa Chrystusa, widzimy, że oczy niewidomych cudownie uzdrowione - zamknęły się w śmierci, a porażone członki paralityków zostały na nowo unieruchomione przez śmierć. Wszystko to, co w śmiertelnych członkach zostało chwilowo uzdrowione, rozłożyło się w końcu; ale dusza, która uwierzyła, przeszła do życia wiecznego. Przez uzdrowienie tego chorego Chrystus ofiarował wielki znak duszy, która miała uwierzyć. Przyszedł bowiem po to, aby odpuścić jej grzechy, i uniżył się, ażeby uzdrowić jej chorobę" (In Iohannis Evangelium tractatus, XVII, 1).
Tak, wszystkie niezwykłe czyny Chrystusa, Jego znaki i cuda służą ostatecznie i zasadniczo objawieniu tej prawdy, że On jest Mesjaszem i Synem Bożym: że On jeden ma moc wyzwolić człowieka od grzechu i śmierci. Jest naprawdę Zbawicielem świata (Aud. gen., 25.11.1987).
- Jezus nieprzyjęty w Nazarecie - Mk 6,1-6
"A Jezus mówił im: "Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony". I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu" (Mk 6,4-6). Cuda są znakami Boskiej władzy Jezusa. Tam, gdzie uparcie się jej nie uznaje, cud traci swoją rację bytu. Sam zresztą Jezus odpowiada uczniom, którzy po uzdrowieniu epileptyka pytają, dlaczego oni, choć otrzymali od Niego władzę, nie zdołali wypędzić złego ducha: "Z powodu małej wiary waszej. Bo zaprawdę powiadam wam: Jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczycy, powiecie tej górze: "Przesuń się stąd tam!", a przesunie się. I nic niemożliwego nie będzie dla was" (Mt 17,19-20). Posługując się tym obrazowym i hiperbolicznym językiem, Chrystus pragnie wpoić w swoich naśladowców przekonanie o potrzebie i mocy wiary. (...)
Czy "nie jest to cieśla, syn Maryi?" (Mk 6,3). Takie pytanie stawiali sobie mieszkańcy Nazaretu, gdy w pewien szabat Jezus rozpoczął nauczanie, właśnie tam, we własnym kraju. Gdy postępowała naprzód jego misja mesjańska, "wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: "Skąd On to ma? I co to za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce! Czy nie jest to cieśla, syn Maryi..."" (Mk 6,2-3). Tak, to prawda, Jezus Chrystus, Jednorodzony Syn odwiecznego Ojca - Ten, który objawił mądrość Bożą w słowach swej nauki, który objawił moc Bożą w swoich czynach, był cieślą, narodzonym z Maryi! W ten sposób Syn Boży stał się podobny do wszystkich robotników, do was, Umiłowani Bracia i Siostry, których życie upływa na ciężkiej i znojnej pracy. Syn Boży, wykonując przez większą część swego życia, dzień po dniu, pracę fizyczną, ukazuje wyraźnie wielką godność ludzkiej pracy. Można powiedzieć, że jest to poniekąd pierwsza Ewangelia, którą Chrystus głosi (Aud. gen., 22.04.1987).
- Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię - Mk 6,7-13
Misja Jezusa i liczne dokonane przezeń uzdrowienia pokazują, jak bardzo Bóg troszczy się także o cielesne życie człowieka. Jako lekarz ciała i ducha, Jezus został posłany przez Ojca, aby głosił dobrą nowinę ubogim i opatrywał rany serc złamanych (por. Łk 4,18; Iz 61,1). Z kolei On sam, rozsyłając w świat swoich uczniów, powierza im misję, w której głoszenie Ewangelii łączy się z uzdrawianiem chorych: "Idźcie i głoście: "Bliskie już jest królestwo niebieskie". Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy!" (Mt 10,7-8; por. Mk 6,13; 16,18). Życie cielesne w swojej ziemskiej kondycji bez wątpienia nie jest dla wierzącego wartością absolutną, tak że może on zostać wezwany, aby je porzucić dla wyższego dobra; jak mówi Jezus, "kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je" (Mk 8,35). Liczne są w tej materii świadectwa Nowego Testamentu. Jezus nie waha się poświęcić samego siebie i dobrowolnie składa własne życie w ofierze Ojcu i za swoich przyjaciół (por. J 10,15-17). Także śmierć Jana Chrzciciela, przygotowującego nadejście Zbawiciela, poświadcza, że życie ziemskie nie jest dobrem absolutnym: ważniejsza od niego jest wierność słowu Bożemu, nawet wówczas, gdy może kosztować życie (por. Mk 6,17-19). Szczepan zaś - kiedy mają odebrać mu doczesne życie, gdyż świadczył wiernie o zmartwychwstaniu Chrystusa - naśladuje Mistrza i wychodzi na spotkanie swoich oprawców ze słowami przebaczenia (por. Dz 7,59-60), otwierając drogę nieprzeliczonej rzeszy męczenników, od początku otoczonych czcią Kościoła. Żaden człowiek nie może jednak samowolnie decydować o tym, czy ma żyć, czy umrzeć; jedynym i absolutnym Panem, władnym podjąć taką decyzję, jest Stwórca - Ten, w którym "żyjemy, poruszamy się i jesteśmy" (Dz 17,28). "Wszyscy, którzy się go trzymają, żyć będą" (Ba 4,1): od Prawa nadanego na Synaju po dar Ducha Świętego (Enc. Evangelium vitae, 47).
- Jezus Dobry Pasterz - Mk 6,30-34
Bóg obiecał Kościołowi, że da mu nie jakichkolwiek pasterzy, ale pasterzy według swego Serca. Serce Boże objawiło się nam w pełni w Sercu Chrystusa Dobrego Pasterza. A Serce Jezusa także dziś lituje się nad losem ludzkich rzesz i daje im chleb prawdy, chleb miłości i życia (por. Mk 6,30); pragnie, by w innych sercach - sercach kapłanów - rozbrzmiewał nakaz: "Wy dajcie im jeść" (Mk 6,37). Ludzie nie chcą być częścią anonimowego, przelęknionego tłumu, chcą zostać rozpoznani i wezwani po imieniu, chcą iść bezpiecznie po ścieżkach życia, chcą, by ich odnaleziono, jeśli się zagubią, by ich kochano, chcą otrzymać zbawienie jako najwyższy dar Bożej miłości: to właśnie czyni Jezus Dobry Pasterz - a wraz z Nim kapłani. (...)
Mówiąc o sobie, Jezus przyrównuje swą miłość do miłości dobrego pasterza, który nie szuka korzyści czy zysku jak najemnik. Dobry pasterz - podkreśla Jezus - tak bardzo miłuje owce, że daje za nie swoje życie (por. J 10,11.15). Jest to więc miłość, która graniczy z heroizmem. Wiemy, w jak wielkim stopniu to wszystko urzeczywistniło się w życiu i śmierci Jezusa. Ci, którym poprzez święcenia kapłańskie Chrystus powierza misję pasterzy, powołani są do naśladowania tej heroicznej miłości Dobrego Pasterza w życiu i do dawania o niej świadectwa w czynach. W życiu Jezusa widoczne są wyraźnie istotne rysy miłości pasterskiej, którą darzy On swoich braci - ludzi - i o naśladowanie której prosi swoich braci pasterzy. Jego miłość jest nade wszystko pokorna: "jestem cichy i pokorny sercem" (Mt 11,29). W sposób znaczący zaleca swoim Apostołom, by wyrzekali się osobistych ambicji i wszelkiej chęci panowania nad innymi, naśladując przykład Syna Człowieczego, który "nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu" (Mk 10,45; por. Mt 20,28).
Obraz Jezusa Chrystusa Pasterza Kościoła, Jego owczarni, nawiązuje do obrazu Jezusa Chrystusa Głowy i Sługi i przedstawia w nowy i bardziej sugestywny sposób zawarte w nim treści. Urzeczywistniając prorocką zapowiedź przyjścia Mesjasza Zbawiciela, którego z radością opiewał modlący się Psalmista oraz prorok Ezechiel (por. Ps 23[22]; Ez 34,11nn), Jezus mówi o sobie, że jest dobrym Pasterzem (por. J 10,11.14) nie tylko Izraela, ale wszystkich ludzi (por. J 10,16). Natomiast Jego życie jest nieustannym ukazywaniem i codziennym stosowaniem w praktyce Jego miłości pasterskiej: Jezus lituje się nad tłumami, bo były znękane i porzucone, jak owce bez pasterza (por. Mt 9,35-36); szuka owiec zagubionych i rozproszonych (por. Mt 18,12-14), a gdy je odnajdzie, cieszy się, zbiera je i broni, zna je i woła każdą po imieniu (por. J 10,3), prowadzi je do wody i na zielone pastwiska, gdzie mogą odpocząć (por. Ps 23[22]), przygotowuje dla nich posiłek i karmi je swoim własnym życiem. Piotr nazywa Jezusa Najwyższym Pasterzem (por. 1 P 5,4), ponieważ Jego dzieło i misja będą kontynuowane w Kościele najpierw przez Apostołów (por. J 21,15-17), potem przez ich następców (por. 1 P 5,1nn) i poprzez kapłanów. Na mocy konsekracji prezbiterzy zostają upodobnieni do Jezusa Dobrego Pasterza i powołani do naśladowania i do przeżywania Jego miłości pasterskiej. (...)
Naśladując Chrystusa, Dobrego Pasterza, trzeba wyrabiać w sobie ducha pokornej służby. Jezus daje nam ponadto przykład miłości pełnej współczucia, czyli szczerego i rzeczywistego udziału w cierpieniach i trudnościach braci. Litując się nad tłumem ludzi nie mających pasterza (por. Mt 9,36), stara się nimi pokierować swym słowem życia i zaczyna ich nauczać (por. Mk 6,34). Kierując się tą samą litością, uzdrawia wielu chorych (por. Mt 14,14), dając poznać, że pragnie uzdrowienia duchowego; rozmnaża chleb dla głodnych (por. Mt 15,32; Mk 8,2), co stanowi wymowny symbol Eucharystii; wzrusza się na widok ludzkiej nędzy (por. Mt 20,34; Mk 1,41) i pragnie jej zaradzić; uczestniczy w bólu tych, którzy opłakują stratę bliskiej osoby (por. Łk 7,13; J 11,33-35); okazuje również miłosierdzie grzesznikom (por. Łk 15,1-2) w jedności z ojcem, który jest pełen współczucia dla syna marnotrawnego (por. Łk 15,20) i przedkłada miłosierdzie nad składanie ofiary (por. Mt 9,10-13); nie brakuje też epizodów, w których zarzuca swoim przeciwnikom, że nie rozumieją Jego miłosierdzia (por. Mt 12,7).
Bóg obiecał Kościołowi, że da mu nie jakichkolwiek pasterzy, ale pasterzy według swego Serca. Serce Boże objawiło się nam w pełni w Sercu Chrystusa Dobrego Pasterza. A Serce Jezusa także dziś lituje się nad losem ludzkich rzesz i daje im chleb prawdy, chleb miłości i życia (por. Mk 6,30); pragnie, by w innych sercach - sercach kapłanów - rozbrzmiewał nakaz: "Wy dajcie im jeść" (Mk 6,37). Ludzie nie chcą być częścią anonimowego, przelęknionego tłumu, chcą zostać rozpoznani i wezwani po imieniu, chcą iść bezpiecznie po ścieżkach życia, chcą, by ich odnaleziono, jeśli się zagubią, by ich kochano, chcą otrzymać zbawienie jako najwyższy dar Bożej miłości: to właśnie czyni Jezus Dobry Pasterz - a wraz z Nim kapłani (Adh. Pastores dabo vobis).
- Posłanie Apostołów - Mk 6,7-13
Już w swym ziemskim życiu Jezus chciał przekazać tę misję uczniom, by pomagali potrzebującym, a zwłaszcza by uzdrawiali chorych. Mateusz Ewangelista pisze, że Jezus "przywołał do siebie dwunastu uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszystkie słabości" (Mt 10,1). A Marek mówi, że "wyrzucali też wiele złych duchów oraz wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali" (Mk 6,13). Jest rzeczą znaczącą, że już w pierwotnym Kościele podkreślano nie tylko ten aspekt mesjańskiej misji Jezusa, któremu Ewangelie poświęcają wiele kart, lecz również dzieło powierzone przez Niego w związku ze swoją misją uczniom i Apostołom. (...)
Jezus zebrał pierwszą grupę, Dwunastu, i wezwał ich, by stanowili jedność we wzajemnej miłości. Chciał również, aby do tej pierwszej wspólnoty kapłańskiej dołączyli współpracownicy. Wysyłając z misją siedemdziesięciu dwóch uczniów, jak również dwunastu Apostołów, posyłał ich po dwóch (por. Łk 10,1; Mk 6,7), zarówno po to, by udzielali sobie wzajemnej pomocy w życiu i pracy, jak też i po to, by powstał zwyczaj wspólnego działania i by nikt nie działał tak, jakby był sam, niezależnie od wspólnoty - Kościoła oraz wspólnoty - Apostołów. (...)
Ewangelia św. Marka mówi, że kiedy Jezus chciał włączyć Dwunastu w swą misję mesjańską, przywołał ich i ustanowił, "aby Mu towarzyszyli" (Mk 3,14). Podczas Ostatniej Wieczerzy zwrócił się do nich jako do tych, którzy wytrwali z Nim w przeciwnościach (por. Łk 22,28), zalecił im jedność i o tę ich jedność prosił Ojca. Trwając zjednoczeni w Chrystusie, wszyscy pozostawali zjednoczeni między sobą (por. J 15,4-11). Świadomość tej jedności i komunii w Chrystusie pozostała żywa wśród Apostołów, gdy przepowiadanie zawiodło ich z Jerozolimy do różnych regionów znanego wówczas świata, pod pobudzającym i zarazem jednoczącym działaniem Ducha Pięćdziesiątnicy. Tą świadomością przepojone są ich Listy, Ewangelie i Dzieje Apostolskie. (...)
Chrystus proponuje drogę wąską, wymagającą ofiary i złożenia całkowitego daru z siebie: "Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje!" (Mk 8,34). Jest to droga usiana cierniami trudnych prób i prześladowań: "Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować" (J 15,20). Jest to droga, na której stajemy się misjonarzami i świadkami słowa Chrystusowego, ale wymaga ona, aby Apostołowie "nic z sobą nie brali na drogę (...): ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie" (Mk 6,8; por. Mt 10,9-10). Jezus powierzył swoim uczniom misję głoszenia królestwa Bożego, nawracania i odpuszczania grzechów (por. Łk 24,47), lecz również uzdrawiania chorych, uwalniania od wszelkiego zła, pocieszania i wspierania na duchu. I rzeczywiście, uczniowie wzywali do nawrócenia. "Wyrzucali też wiele złych duchów oraz wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali" (Mk 6,12-13). (...)
Jezus ustanawia ścisły związek między misją, którą powierza Apostołom, a skierowanym do nich wezwaniem do porzucenia wszystkiego i pójścia za Nim: mają porzucić swą działalność świecką oraz posiadane dobra, jak czytamy u Łukasza (por. 18,28). Piotr jest tego świadom, dlatego stwierdza wobec Jezusa, również w imieniu pozostałych Apostołów: "Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą" (Mk 10,28; por. Mt 19,27). Jezus oczekuje tego od swoich Apostołów, ale również od tych, którzy w różnych epokach dziejów Kościoła zechcą kontynuować Jego apostolstwo na drodze rad ewangelicznych: prosi o poświęcenie całej osoby i wszystkich sił dla wzrostu królestwa Bożego na ziemi, za który Kościół ponosi główną odpowiedzialność.
Trzeba dodać, że zgodnie z tradycją chrześcijańską celem powołania nigdy nie jest jedynie osobiste uświęcenie. Co więcej, uświęcenie wyłącznie osobiste nie byłoby autentyczne, ponieważ Chrystus powiązał ściśle świętość z miłością. Kto więc stara się o osobistą świętość, powinien to czynić w ramach służby życiu i świętości Kościoła. Nawet życie czysto kontemplacyjne zawiera tę orientację eklezjologiczną.
Naśladowanie Chrystusa nie jest wygodną podróżą po równej drodze. Mogą podczas niej wystąpić chwile tak dużego zniechęcenia, że w pewnej sytuacji "wielu uczniów Jego odeszło i już z Nim nie chodziło" (J 6,66) - z Nim, czyli z Jezusem, który został zmuszony do postawienia Dwunastu zasadniczego pytania: "Czyż i wy chcecie odejść?" (J 6,67). Innym razem sam Piotr, buntujący się przeciwko wizji krzyża, został ostro skarcony słowem, którego znaczenie w tekście oryginalnym można by oddać jako zaproszenie, by stanął za Jezusem, po tym jak usiłował odrzucić krzyż: "Zejdź Mi z oczu, szatanie [dosłownie: stań za mną], bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie" (Mk 8,33). Piotr będzie wystawiony na niebezpieczeństwo zdrady, ostatecznie jednak pójdzie on za swym Nauczycielem i Panem z najbardziej wielkoduszną miłością. Tak więc nad brzegiem Jeziora Tyberiadzkiego Piotr wyzna swą miłość: "Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham". A Jezus oznajmi mu, jaką śmiercią uwielbi Boga, dodając dwa razy: "Pójdź za Mną!" (J 21,17.19.22). Naśladowanie znajduje swój szczególny wyraz w osobie umiłowanego ucznia, który głęboko wiąże się z Chrystusem, otrzymuje od Niego w darze Matkę i rozpoznaje Go jako zmartwychwstałego (por. J 13,23-26; 18,15-16; 19,26-27; 20,2-8; 21,2.7.20-24). Ostatecznym celem naśladowania jest chwała. Drogą jest upodobnianie się do Chrystusa, który żył w miłości i umarł z miłości na krzyżu. Tak więc krzyż, znak miłości i całkowitego oddania się, jest znakiem rozpoznawczym ucznia powołanego do upodobnienia się do Chrystusa uwielbionego (Aud. gen., 29.04.1992).
- Prawo Boże a zwyczaje żydowskie Mk 7,1-23
Dzieje ludzkości przebiegają od początku - i przebiegać będą do końca - poprzez rodzinę. Człowiek wchodzi w nią przez narodzenie, które zawdzięcza rodzicom: ojcu i matce - ażeby w odpowiednim momencie opuścić to pierwsze środowisko życia i miłości i przejść ku nowemu. Opuszczając ojca i matkę, każdy i każda z was równocześnie poniekąd zabiera ich w sobie, przejmuje wielorakie dziedzictwo, które w nich i w rodzinie ma swój bezpośredni początek i źródło. W ten sposób też pozostaje dziedzictwo, jakie przejmuje, łączy go trwale z tymi, którzy mu je przekazali i którym tyle zawdzięcza. On zaś sam - ona i on - będą dalej przekazywać to samo dziedzictwo. Stąd też tak wielkie znaczenie ma owo czwarte przykazanie Dekalogu: "czcij ojca swego i matkę" (Wj 20,12; Pwt 5,16; Mt 15,4).
Chodzi tu przede wszystkim o dziedzictwo bycia człowiekiem - z kolei zaś: bycia człowiekiem w bliżej określonej sytuacji osobowej i społecznej. Nawet podobieństwo fizyczne w stosunku do rodziców ma w tym swój udział. Ważniejsze jeszcze od tego jest całe dziedzictwo kultury, w centrum którego niejako na co dzień, znajduje się język. Rodzice nauczyli każdą i każdego z was mówić tym językiem, który stanowi podstawowy wyraz społecznej więzi z innymi ludźmi. Więź ta określona jest granicami szerszymi niż sama rodzina, czy nawet pewne środowisko. Są to granice co najmniej plemienia, a najczęściej granice ludu czy narodu, w którym się narodziliście.
W ten sposób dziedzictwo rodzinne poszerza się. Poprzez wychowanie rodzinne uczestniczycie w określonej kulturze, uczestniczycie także w dziejach waszego ludu lub narodu. Więź rodzinna oznacza zarazem przynależność do wspólnoty większej niż rodzina - oraz inną jeszcze podstawę osobowej tożsamości. Jeśli rodzina jest pierwszym wychowawcą każdego i każdej z was, to równocześnie - poprzez rodzinę - wychowawcą tym jest plemię, lud czy naród, z którym jesteśmy związani jednością kultury, języka i historii.
To dziedzictwo stanowi zarazem wezwanie w znaczeniu etycznym. Otrzymując wiarę i dziedzicząc wartości i treści, jakie składają się na całokształt kultury własnego społeczeństwa, dziejów własnego narodu, każdy i każda z was zostaje duchowo obdarowany w samym swoim indywidualnym człowieczeństwie. Przypomina się tutaj przypowieść o talentach, które otrzymujemy od Stwórcy za pośrednictwem naszych rodziców i rodziny, a także wspólnoty narodowej, do jakiej należymy. Nie możemy wobec tego dziedzictwa zachować postawy biernej czy wręcz marnotrawnej, tak jak ostatni z owych sług wymienionych w przypowieści o talentach (por. Mt 25,14-30; Łk 19,12-26). Musimy uczynić wszystko, na co nas stać, aby to duchowe dziedzictwo przejąć, potwierdzić, utrzymać i pomnożyć. Jest to zadanie doniosłe dla wszystkich społeczeństw, zwłaszcza może dla tych, które znajdują się u początku swojego samodzielnego bytu, albo też dla tych, które ten byt oraz istotną tożsamość swojego narodu muszą bronić przed niebezpieczeństwem zniszczenia od zewnątrz lub rozkładu od wewnątrz (Aud. gen., 10.12.1980).
- Uzdrowienie głuchoniemego - Mk 7,31-37
W centrum tej Ewangelii znajduje się postać głuchoniemego, który został uzdrowiony. Jezus "wziął go na bok osobno od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: "Effatha", to znaczy: Otwórz się. Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić" (Mk 7,33-35). Dokonując tego cudu, Jezus znamiennym gestem prowadzi głuchoniemego na bok, daleko od tłumu, i tam właśnie przywraca mu zdrowie. Effatha! - najowocniejszy sposób otwarcia się na Chrystusa i dostępowania zbawienia - dokonuje się zawsze w ściśle osobistym spotkaniu pomiędzy człowiekiem a Bogiem. Aby być prawdziwym naśladowcą Chrystusa, trzeba umieć się odosobnić, pozwolić się Mu dotknąć i otworzyć na Jego słowo, na Jego wezwanie i Jego uświęcającą łaskę. (...)
Jeśli uznaje się prawdziwość ewangelicznych zapisów cudów Jezusa - a jedynym powodem, który staje tutaj na przeszkodzie, jest odrzucanie a priori nadprzyrodzoności - nie można wątpić w to, że wszystkie cuda i znaki Chrystusa powiązane są jedną logiką, której nie sposób zakwestionować czy podać w wątpliwość. Logika ta wynika ze zbawczej ekonomii Bożej: służy objawieniu miłości do człowieka, a jest to miłość miłosierna, która dobrem przezwycięża zło, o czym świadczy już choćby sama obecność i działanie Jezusa Chrystusa w świecie. Cuda i znaki Jezusa są włączone w tę ekonomię i jako takie stanowią przedmiot naszej wiary w kontekście Bożego planu zbawienia i tajemnicy dokonanego przez Chrystusa odkupienia. Są to zapisane w Ewangeliach fakty historyczne, które stanowią źródło równie, a nawet bardziej wiarygodne w stosunku do faktów zawartych w innych dziełach historycznych. Jest rzeczą oczywistą, iż jedyną prawdziwą przeszkodą na drodze do uznania ich za dane z zakresu tak historii, jak wiary, jest wspomniana tendencja do odrzucania wszystkiego, co nadprzyrodzone. Charakteryzuje ona osoby, które chciałyby ograniczyć moc Boga lub zawęzić ją do naturalnego porządku rzeczy, zmuszając Go jak gdyby do poddania się ich własnym prawom. Tego rodzaju koncepcje zderzają się jednak z najbardziej elementarną w filozofii i teologii ideą Boga, Istoty nieskończonej, wiecznej i wszechmocnej, Istoty niczym nieograniczonej, gdyż jedynym Jej ograniczeniem byłby niebyt, a więc absurd.
Na zakończenie tej katechezy nasuwa się stwierdzenie, że owa nieskończoność istnienia i mocy jest także nieskończonością miłości. Świadczą o tym cuda włączone do ekonomii Wcielenia i Odkupienia jako znaki miłosiernej miłości, z jaką Bóg posłał na świat swego Syna "dla nas, ludzi, i dla naszego zbawienia". Syna oddanego nam aż do śmierci. Sic dilexit! (J 3,16). Nie pozostawiajmy tej wielkiej miłości bez wspaniałomyślnej odpowiedzi, pełnej wdzięczności i wyrażanej poprzez konsekwentne świadczenie czynami. Cuda są dla człowieka. Są czynami Jezusa, które zgodnie z odkupieńczym celem Jego misji przywracają dobro tam, gdzie zagnieździło się zło. Zdają sobie z tego sprawę ci, którzy doświadczają ich na sobie lub są ich świadkami. Marek Ewangelista napisze o nich: "I pełni zdumienia mówili: "Dobrze uczynił wszystko. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę"" (Mk 7,37).
Gruntowne studium zapisów ewangelicznych świadczy o tym, że żaden inny motyw, jak tylko miłość człowieka, miłość miłosierna, tłumaczy wszystkie cuda i znaki Syna Człowieczego. W Starym Testamencie Eliasz posłużył się ogniem z nieba, aby potwierdzić swą władzę prorocką i ukarać niedowiarstwo (por. 2 Krl 1,10). Gdy Apostołowie Jakub i Jan usiłowali skłonić Jezusa, ażeby ogniem z nieba ukarał miasteczko samarytańskie, które odmówiło im gościny, Chrystus stanowczo im tego zabronił: "odwróciwszy się, zabronił im" (Łk 9,55) - pisze Ewangelista. (Liczne kodeksy oraz Wulgata dodają: "Nie wiecie, czyjego ducha jesteście, Syn Człowieczy nie przyszedł gubić dusze, ale je zbawiać"). Żaden z cudów Chrystusa nie służy karaniu, nawet tych, którzy zawinili. Znamienny jest szczegół związany z pojmaniem Jezusa w ogrodzie Getsemani. Piotr gotów był bronić Mistrza mieczem, nawet "uderzył sługę arcykapłana i odciął mu prawe ucho. A słudze było na imię Malchos" (J 18,10). Ale Chrystus zabronił uciekania się do miecza. Co więcej: "dotknąwszy ucha, uzdrowił go" (Łk 22,51). A więc nie posługuje się mocą czynienia cudów dla własnej obrony. Nie prosi też Ojca, aby Mu zesłał dwanaście zastępów anielskich (por. Mt 26,53) dla obrony przed wrogami. Wszystko, co czyni, również cuda, czyni w ścisłym zjednoczeniu z Ojcem. Czyni ze względu na królestwo Boże i zbawienie człowieka. Czyni z miłości (Aud. gen., 9.12.1987).
WPROWADZENIE UCZNIÓW W TAJEMNICĘ ŚMIERCI SYNA CZŁOWIECZEGO - Mk 8,27-10,45
- Zapowiedź męki Chrystusa - Mk 8,27-35
Ci, którzy poszli za Jezusem, uczynili to w przeświadczeniu, że prawda o Mesjaszu w Nim doczekała się wypełnienia: że właśnie On jest Mesjaszem, czyli Chrystusem. Jakże znamienne są już słowa wypowiedziane przez Andrzeja, pierwszego wśród powołanych przez Jezusa Apostołów, do jego brata Szymona: "Znaleźliśmy Mesjasza - to znaczy: Chrystusa" (J 1,41). Trudno jednak nie zauważyć, że stwierdzenia tak wyraźne występują w Ewangeliach raczej rzadko. Pochodziło to także stąd, że w ówczesnej społeczności izraelskiej istniało pewne wyobrażenie o Mesjaszu, a Jezus z Nazaretu, mimo zdumienia i podziwu, jakie wywoływało to, co "czynił i czego nauczał" (Dz 1,1), nie chciał dostosować się do tych wyobrażeń.
Znamienny jest pod tym względem fakt, że nawet Jan Chrzciciel, który przecież nad Jordanem wskazał na Jezusa jako na "Tego, który miał przyjść" (por. J 1,15.30), Jan, który w duchu proroczym ujrzał w Nim Baranka Bożego dla zgładzenia grzechów świata, który przepowiedział, że Jezus będzie udzielał nowego chrztu Duchem Świętym, ten sam Jan, gdy już znajdował się w więzieniu, posłał do Jezusa swych uczniów z zapytaniem: "Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?" (Mt 11,3).
Jezus odpowiedział wysłannikom Jana, co następuje: "Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia i głusi słyszą; umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię" (Łk 7,22). Tak więc, na potwierdzenie swego posłannictwa mesjańskiego, Jezus odwołuje się do słów Izajasza (por. Iz 35,4-5; 61,1) i dodaje: "A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi" (Łk 7,23). Te ostatnie słowa kieruje niejako wprost do Jana, heroicznego przecież swego poprzednika, który jednak miał nieco inny obraz Mesjasza.
Mesjasz wedle słów Chrzciciela miał być nade wszystko surowym sędzią. Wystarczy przypomnieć wyrażenia o nadchodzącym gniewie, o siekierze przyłożonej do korzenia drzew (por. Łk 3,7.9), aby wyciąć każde, które "nie wydaje dobrego owocu" (Łk 3,9). Jezusowi nie zabraknie w odpowiednich momentach stanowczości, a nawet surowości w przypadku uporu i sprzeciwu wobec słowa Bożego, nade wszystko jednakże głosi On dobrą nowinę ubogim, a przez swoje czyny i cuda objawia zbawczą moc Boga, miłosiernego Ojca, wobec ludzi. W odpowiedzi Jezusa na pytanie Jana pojawia się inny jeszcze, godny podkreślenia element, a mianowicie to, że Jezus raczej unika nazywania siebie Mesjaszem. Tytuł ten bowiem w ówczesnym kontekście społecznym nie był jednoznaczny: pojmowano go przeważnie w sensie politycznym. Dlatego Jezus pragnie, ażeby samo to, co czyni i czego naucza, przemówiło i wzbudziło wiarę.
Ewangelie podają jednak szczególne przypadki, jak na przykład rozmowa z Samarytanką, zapisana w Ewangelii Janowej. Samarytanka w pewnym momencie mówi: "Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko". I wówczas Jezus odpowiada: "Jestem nim Ja, który z tobą mówię" (J 4,25-26). Wypowiedź Jezusa - w kontekście całej rozmowy - przekonała Samarytankę, odszedłszy bowiem do miasta, mówiła innym: "Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam: Czyż On nie jest Mesjaszem?" (J 4,29). I wielu Samarytan poruszonych jej słowami wyszło na spotkanie Jezusa i nabrało tego samego przekonania: "On prawdziwie jest Zbawicielem świata" (J 4,42).
Natomiast pośród mieszkańców Jerozolimy słowa Jezusa, a zwłaszcza cuda, które czynił, budziły pytanie, czy nie jest On Mesjaszem? Byli tacy, którym zdawało się to wykluczone: "Przecież my wiemy, skąd On pochodzi, natomiast gdy Mesjasz przyjdzie, nikt nie będzie wiedział, skąd jest" (J 7,27). Inni natomiast mówili: "Czyż Mesjasz, kiedy przyjdzie, uczyni więcej znaków, niż On uczynił?" (J 7,31). "Czyż nie jest to Syn Dawida?" (Mt 12,23). Równocześnie jednak Sanhedryn wydał zakaz: "gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi" (J 9,22).
Marek Ewangelista dodaje: "A mówił zupełnie otwarcie te słowa" (Mk 8,32). I oto, co następuje: "Wtedy Piotr wziął Go na bok i zaczął Go upominać" (Mk 8,32). Wedle Mateusza upominanie to wyrażało się w słowach: "Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie" (Mt 16,22). I wtedy Jezus zgromił Piotra słowami: "Zejdź mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie" (Mk 8,33; Mt 16,23). Te karcące słowa Mistrza można rozumieć jakby dalekie echo owego kuszenia na pustyni, jakie Jezus dopuścił u początku swej mesjańskiej działalności (por. Łk 4,1-13), gdy szatan chciał sprowadzić Go z tej drogi, na jaką wstępował, pragnąc do końca wypełnić wolę Ojca. Apostołowie, a w szczególności Piotr, dali wyraz swej wiary w mesjańskie posłannictwo Jezusa: "Ty jesteś Mesjaszem". Jednakże posłannictwo owo pojmowali czysto po ludzku, nie chcieli nawet w myśli dopuścić, żeby Mesjasz mógł cierpieć i ponieść śmierć haniebną. Wszak jeszcze przy wniebowstąpieniu mieli pytać: "czy (...) przywrócisz królestwo Izraela?" (Dz 1,6). I właśnie w tym miejscu Chrystus zareagował tak stanowczo i tak surowo. Jego świadomość posłannictwa mesjańskiego wyrastała z Izajaszowej Pieśni o Słudze Jahwe, w szczególności z tego, co Prorok mówi o Słudze cierpiącym: "On wyrósł przed nami jak młode drzewo i jakby korzeń z wyschniętej ziemi. Nie miał On wdzięku ani też blasku (...) Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, mąż boleści, oswojony z cierpieniem, jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony tak, że mieliśmy Go za nic" (Iz 53,2-3). Jezus z Nazaretu z całą stanowczością broni tej prawdy o Mesjaszu, bo w niej wyraża się zbawcza wola Ojca: "Zacny mój Sługa usprawiedliwi wielu" (Iz 53,11). W ten sposób przygotowuje siebie i swoich do tego, w czym ta mesjańska tajemnica znajdzie swoje właściwe wypełnienie: do Paschy swojej śmierci i swego Zmartwychwstania (Aud. gen., 4.03.1987).
- Radykalizm decyzji o pójściu za Chrystusem - Mk 8,35-37
Nie ulega wątpliwości, że chrześcijańska doktryna moralna, w samych swych źródłach biblijnych, potwierdza szczególne znaczenie wyboru podstawowego, który określa jakość życia moralnego i skłania wolność do przyjęcia radykalnych zobowiązań wobec Boga. Jest to "wybór wiary, posłuszeństwa wierze" (por. Rz 16,26), poprzez które człowiek z wolnej woli cały powierza się Bogu, okazując pełną uległość rozumu i woli. Ta wiara, która działa przez miłość (Ga 5,6), wypływa z głębi człowieka, z jego serca (por. Rz 10,10) i stamtąd ma owocować czynami (por. Mt 12,33-35; Łk 6,43-45; Rz 8,5-8; Ga 5,22). W Dekalogu różne przykazania rozpoczynają się od fundamentalnej formuły: "Ja jestem Pan, twój Bóg" (Wj 20,2), która podkreślając pierwotny sens licznych i zróżnicowanych przepisów szczegółowych, nadaje moralności Przymierza charakter uniwersalności, jedności i głębi. Podstawowy wybór Izraela dotyczy zatem fundamentalnego przykazania (por. Joz 24,14-25; Wj 19,3-8; Mi 6,8). Także nad moralnością Nowego Przymierza dominuje fundamentalne wezwanie Jezusa do "pójścia za Nim, czego przykładem są Jego słowa skierowane do młodzieńca: Jeśli chcesz być doskonały, (...) przyjdź i chodź za Mną!" (Mt 19,21); na to wezwanie uczeń odpowiada radykalną decyzją i wyborem. Ewangeliczne przypowieści o skarbie i o drogocennej perle, dla której człowiek sprzedaje wszystko, co posiada, ukazują wymownie i przekonująco, jak radykalnego i bezwarunkowego wyboru domaga się od niego królestwo Boże. Radykalizm decyzji o pójściu za Chrystusem wspaniale wyrażają Jego własne słowa: "kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je" (Mk 8,35).
Jezusowe wezwanie: "przyjdź i chodź za Mną" jest największym wywyższeniem ludzkiej wolności, a zarazem poświadcza prawdziwość i moc wiążącą aktów wiary i decyzji, które można określić mianem opcji fundamentalnej. Podobne wywyższenie wolności znajdujemy w słowach św. Pawła: "Wy zatem, bracia, powołani zostaliście do wolności" (Ga 5,13). Ale Apostoł natychmiast dodaje poważną przestrogę: "Tylko nie bierzcie tej wolności jako zachęty do hołdowania ciału" (Ga 5,13). W tej przestrodze słychać echo jego wcześniejszych słów: "Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli" (Ga 5,1). Apostoł Paweł wzywa nas do czujności: wolności zawsze zagraża niewola. Tak właśnie dzieje się w przypadku aktu wiary pojętego jako opcja fundamentalna, który - w myśl omówionych wyżej tendencji - zostaje oderwany od wyboru określonych czynów. (...)
W męczeństwie, jako potwierdzeniu nienaruszalności porządku moralnego, jaśnieje świętość prawa Bożego, a zarazem nietykalność osobowej godności człowieka, stworzonego na obraz i podobieństwo Boga. Godności tej nie wolno nigdy zbrukać ani działać wbrew niej, nawet w dobrej intencji i niezależnie od trudności. Jezus napomina nas z największą surowością: "Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić?" (Mk 8,36). Męczeństwo odrzuca jako złudne i fałszywe wszelkie ludzkie tłumaczenia, jakimi usiłowałoby się usprawiedliwić - nawet w wyjątkowych okolicznościach - akty moralnie złe ze swej istoty; co więcej, ujawnia, że akt taki jest w istocie pogwałceniem człowieczeństwa człowieka, i to bardziej nawet w tym, kto go popełnia, niż w tym, kto pada jego ofiarą. Męczeństwo jest więc także wywyższeniem doskonałego człowieczeństwa i prawdziwego życia człowieka, co poświadcza św. Ignacy Antiocheński w słowach skierowanych do chrześcijan Rzymu, gdzie poniósł śmierć męczeńską: "Wybaczcie mi, bracia. Nie wzbraniajcie żyć, nie chciejcie, abym umarł (...), pozwólcie chłonąć światło nieskalane. Gdy je osiągnę, będę pełnym człowiekiem. Pozwólcie mi naśladować mękę mego Boga" (św. Ignacy Antiocheński, Ad Romanos, VI, 2-3). Męczeństwo to wreszcie wspaniały znak świętości Kościoła: wierność wobec świętego prawa Bożego, poświadczona śmiercią, jest uroczystym przepowiadaniem i posługą misyjną, posuniętą usque ad sanguinem, aby blask prawdy moralnej nie został przyćmiony w obyczajach i w mentalności poszczególnych ludzi i całego społeczeństwa.
Świadectwo to ma niezwykłą wartość, ponieważ pomaga uniknąć - i to nie tylko w społeczności cywilnej, ale także wewnątrz samych wspólnot kościelnych - najgroźniejszego niebezpieczeństwa, jakie może dotknąć człowieka: niebezpieczeństwa zatarcia granicy między dobrem a złem, co uniemożliwia budowę i zachowanie porządku moralnego jednostek i społeczności. Męczennicy, a wraz z nimi wszyscy święci Kościoła, dzięki wymownemu i porywającemu przykładowi ich życia, do głębi przemienionego blaskiem prawdy moralnej, rzucają jasny promień światła na każdą epokę dziejów, budząc zmysł moralny. Poprzez swoje świadectwo dobru stają się wyrzutem dla tych wszystkich, którzy łamią prawo (por. Mdr 2,12), przypominając ciągłą aktualność słów proroka: "Biada tym, którzy zło nazywają dobrem, a dobro złem, którzy zamieniają ciemności na światło, a światło na ciemności, którzy przemieniają gorycz na słodycz, a słodycz na gorycz!" (Iz 5,20). Jeśli męczeństwo jest najwyższym świadectwem o prawdzie moralnej, do którego stosunkowo nieliczni są wezwani, to istnieje także obowiązek świadectwa, które wszyscy chrześcijanie winni być gotowi składać każdego dnia, nawet za cenę cierpień i wielkich ofiar. Wobec rozlicznych bowiem trudności czy też w najzwyklejszych okolicznościach, wymagających wierności ładowi moralnemu, chrześcijanin jest wezwany, z pomocą łaski Bożej wypraszanej na modlitwie, do heroicznego nieraz zaangażowania, wspierany przez cnotę męstwa, dzięki której - jak uczy św. Grzegorz Wielki - może nawet "kochać trudności tego świata w nadziei wiecznej nagrody" (św. Grzegorz Wielki, Moralia in Job, VII, 21, 24). (...)
"Cóż [bowiem] może dać człowiek w zamian za swoją duszę?" (Mk 8,37). Jest to pytanie, które wciąż na nowo trzeba sobie stawiać. To pytanie szczególnie jest potrzebne współczesnemu pokoleniu, które bardziej może niż kiedykolwiek zagrożone jest utratą prawdziwego sensu życia; któremu grozi niebezpieczeństwo rozmienienia tego wielkiego sensu na drobne. Ewangelia jest nieustającym wzywaniem do życia wedle tego wielkiego sensu, który przyniósł człowiekowi Chrystus. Chrzest jest sakramentem takiego życia. Jest jego początkiem. "Czyż nie wiecie, że (...) zawodnicy biegną na stadionie (...), aby zdobyć przemijającą nagrodę, my zaś nieprzemijającą?" (1 Kor 9,24-25). "Tak biegnijcie, abyście ją otrzymali" (1 Kor 9,24). Tak pisze św. Paweł do Koryntian, a wszystkie jego słowa są echem owej mocy Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego Chrystusa, która nie przestaje działać w dziejach człowieka. "Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata" (Mt 28,20) (Enc. Veritatis splendor, 66).
- Przemienienie Pańskie - Mk 9,2-10
Św. Marek ukazuje nam scenę przemienienia Jezusa na górze Tabor. Jest ono objawieniem chwały poprzedzającym najwyższą próbę krzyża i zapowiada zwycięstwo zmartwychwstania. Świadkami tego niezwykłego wydarzenia byli Piotr, Jakub i Jan. Ewangelia opowiada, że Jezus wziął ich ze sobą i "zaprowadził (...) samych osobno na górę wysoką" (Mk 9,2). Wejście uczniów na górę Tabor skłania nas do refleksji nad drogą pokuty, którą idziemy w tych dniach. Wielki Post również jest drogą ku górze. Jest zachętą, by odkryć kojącą i odradzającą ciszę medytacji. Jest wysiłkiem oczyszczenia serca z grzechu, który czyni je ociężałym. Jest drogą na pewno trudną, lecz zarazem prowadzącą ku pięknemu celowi, pełnemu blasku i radości.
W chwili przemienienia daje się słyszeć głos Ojca niebieskiego: "To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!" (Mk 9,7). W tych słowach zawiera się cały program wielkopostnej drogi: mamy słuchać Jezusa. On objawia nam Ojca, bowiem jako odwieczny Syn jest "obrazem Boga niewidzialnego" (Kol 1,15), a zarazem - jako prawdziwy Syn Człowieczy - objawia nam, kim jesteśmy, objawia człowieka samemu człowiekowi (por. Gaudium et spes, 22). A więc nie bójmy się Chrystusa! Podnosząc nas ku wyżynom swego boskiego życia, nie pozbawia On nas człowieczeństwa, lecz przeciwnie, czyni nas bardziej ludźmi, nadając pełny sens naszemu życiu osobistemu i społecznemu. Do tego wciąż nowego odkrywania Jezusa skłania nas także perspektywa Wielkiego Jubileuszu, jako że w pierwszym roku bezpośrednich przygotowań koncentrujemy się głównie na kontemplacji osoby Chrystusa - kontemplacji, która winna być ożywiana Ewangelią i modlitwą. Powinno jej zawsze towarzyszyć także autentyczne nawrócenie i nieustanne odkrywanie miłości jako prawa życia codziennego. (...)
"To jest Syn mój wybrany. Jego słuchajcie!" Słyszymy te słowa w momencie, w którym Piotr, Jakub i Jan, wybrani przez Chrystusa Apostołowie, znajdują się na górze Tabor, w momencie Przemienienia: "Gdy się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił. Jego odzienie stało się lśniąco białe. A oto dwóch mężów rozmawiało z Nim. Byli to Mojżesz i Eliasz" (Łk 9,29-30). Jest to więc moment niezwykły. Moment, w którym Chrystus chce jakby coś więcej jeszcze powiedzieć wybranym Apostołom o sobie i swym posłannictwie. Nie zapominajmy zaś, że są to ci sami trzej, których niedługo potem zabierze z sobą do Ogrójca, aby mogli być świadkami tego, że znajdzie się w głębokim uciśnieniu ducha, że krwawy pot wystąpi na Jego skronie (por. Mk 14,13; Łk 22,44). Na górze Tabor jesteśmy jednak z nimi świadkami uchwalebnienia Chrystusa w tej Jego ludzkiej postaci, w której dane Go było oglądać Apostołom i rzeszom na ziemi.
"To jest Syn mój wybrany. Jego słuchajcie!" Po raz drugi rozbrzmiewają te słowa nad Chrystusem. Po raz drugi Głos z Wysokości daje o Nim świadectwo: w tym świadectwie Ojciec mówi o Synu, o swoim Umiłowanym, Przedwiecznym, Współistotnym, o Tym, który jest Bogiem z Boga i Światłem ze Światłości, a który stał się Człowiekiem, podobnym do każdego z nas... Po raz pierwszy to samo świadectwo zostało wypowiedziane nad Jordanem w momencie Chrztu Janowego. Jan mówił: "Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata" (J 1,29). I głos z wysokości: "Ten jest mój Syn Umiłowany, w którym mam upodobanie" (Mt 3,17). Wówczas, nad Jordanem, u początku mesjańskiej misji Chrystusa. Teraz, na górze Tabor, w obliczu zbliżającej się Męki: Ogrójca i Kalwarii. Równocześnie zaś na świadectwo przyszłego Zmartwychwstania. Dlatego czytamy Ewangelię o Przemienieniu Pańskim na początku Wielkiego Postu, w drugą niedzielę.
Kiedy Ojciec w owym tajemniczym Głosie, który przychodzi z wysokości, daje świadectwo Synowi, daje nam równocześnie do poznania, że w Nim i przez Niego - przez Niego i w Nim - zawiera nowe i ostateczne Przymierze z człowiekiem. To Przymierze niegdyś zostało zawarte z Abrahamem, który jest ojcem naszej wiary (jak mówi św. Paweł, por. Rz 4,19), był to początek Starego Przymierza. Jednakże dawniej jeszcze zawarte zostało z Adamem - pierwszym Adamem (jak go nazywa św. Paweł, por. 1 Kor 15,45) - a niedotrzymane przez pierwszych rodziców, czekało na Chrystusa, drugiego i ostatniego Adama (1 Kor 15,45), ażeby w Nim i przez Niego - przez Niego i w Nim - uzyskać swój ostateczny, doskonały kształt.
Bóg-Ojciec zawiera z człowiekiem, z ludzkością Przymierza w Swoim Synu. Jest to punkt szczytowy Ekonomii Zbawienia: objawienie Bożej Miłości do człowieka. Przymierze zawarte jest po to, ażeby w Bogu i Synu synowie ludzcy stawali się dziećmi Bożymi: "dał moc - Chrystus - aby się stali dziećmi Bożymi" (J 1,12), bez względu na rasę, język, narodowość, płeć: "Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie" (Ga 3,28).
Chrystus objawia każdemu człowiekowi godność przybranego Syna Bożego, z którą łączy się jego najwyższe powołanie: doczesne i wieczne. "Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie - napisze św. Paweł do Filipian - stamtąd też jako Zbawcy wyczekujemy Pana naszego Jezusa Chrystusa, który przekształci nasze ciało poniżone na podobne do swego chwalebnego ciała, tą potęgą, jaką może On także wszystko, co jest, sobie podporządkować" (3,20-21). Tego zaś dzieła Przymierza, dzieła wyniesienia człowieka do godności przybranego przez Boga syna (czy córki) dokonuje Chrystus ostatecznie przez Krzyż. Jest to prawda, którą Kościół w obecnym wielkopostnym okresie pragnie szczególnie uwydatnić; bez Krzyża Chrystusa nie ma tego najwyższego wyniesienia człowieka. I stąd też te bardzo surowe słowa Apostoła o tych, którzy "postępują jak wrogowie Krzyża Chrystusowego (...), ich bogiem brzuch" (Flp 3,18), czyli doczesność i tylko to, co ma wartość materialnego zysku i korzyści. Apostoł mówi o nich z płaczem (Flp 3,18). Zastanówmy się, czy ten płacz Apostoła Narodów nie odnosi się i do nas, do naszej epoki dziejów, do człowieka współczesnego. Zastanówmy się nad tym, czy i w naszym pokoleniu nie narasta jakaś wrogość do Krzyża Chrystusowego i Ewangelii - albo może tylko obojętność, która jest czasem gorsza niż wrogość. Głos z wysokości mówi: "To jest Syn mój wybrany. Jego słuchajcie!" Co to znaczy: słuchać Chrystusa? Jest to pytanie, które nie powinno opuszczać chrześcijanina. Jego świadomości. Jego sumienia. Co to znaczy słuchać Chrystusa? Cały Kościół musi dawać wciąż odpowiedź na to pytanie w wymiarach pokoleń, epok, zmieniających się warunków społecznych, ekonomicznych, politycznych. Odpowiedź musi być autentyczna, musi być szczera - tak jak autentyczna i szczera jest nauka Chrystusa, Jego Ewangelia, a potem Ogrójec, krzyż i Zmartwychwstanie. I każdy z nas musi wciąż dawać odpowiedź na to pytanie, jeśli jego chrześcijaństwo, jego życie ma być zgodne z wiarą, ma być autentyczne i szczere. Jeżeli nie ma narazić się na to, aby bogiem jego stawał się brzuch - a on sam "nieprzyjacielem Chrystusowego krzyża" (Flp 3,18). Odpowiedź zaś będzie za każdym razem nieco inna: inna będzie odpowiedź ojca czy matki rodziny, inna narzeczonych, inna dziecka, młodzieńca czy dziewczyny, inna starca, inna chorego przykutego do łoża boleści, inna człowieka nauki, polityki, kultury, ekonomii, inna człowieka ciężkiej pracy fizycznej, inna siostry zakonnej czy brata, inna kapłana, duszpasterza, biskupa, papieża...
A choć tych odpowiedzi musi być tyle, ilu ludzi, ilu wyznawców Chrystusa - to przecież będzie ona poniekąd jedna, nacechowana wewnętrznym podobieństwem Tego, którego Ojciec Niebieski polecił nam słuchać ("Jego słuchajcie!") (NMM, 23.02.1997).
- Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich - Mk 9,30-37
Jezus Chrystus miał świadomość tej ostatecznej próby, wobec której zostanie postawiony ze strony ludzi, do których był posłany. Mówił wszakże do swoich uczniów: "Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie" (Mk 9,31). Kościół modli się o sprawiedliwość i pokój wszędzie i dla wszystkich, mając oczy utkwione w Krzyż i Zmartwychwstanie Chrystusa. W tym duchu Kościół nie tylko się modli, ale też stara się nauczać i działać na rzecz sprawiedliwości i pokoju. Próba - zwycięska próba - której poddał się sam Chrystus, składając swe życie w ofierze za grzechy świata - wszędzie i zawsze, w każdej epoce i w każdym kraju, każe nam ufać, że wielorakie zło, które sprzeciwia się sprawiedliwości i pokojowi w człowieku oraz pomiędzy ludźmi - w różnych społecznych wymiarach i zasięgach - może być przezwyciężone. Próba, którą podjął Chrystus - niesprawiedliwość, której stał się ofiarą, zwycięstwo, które odniósł w mocy Boga - każe nam ufać, że tą samą mocą ludzie i społeczeństwa mogą budować i odbudowywać sprawiedliwość i pokój w swym życiu na ziemi.
Wymaga to jednak stałej pracy. Trzeba czuwać nad tym, co się kryje w sercu człowieka skażonym zarzewiem grzechu. Przykładu dostarcza czytanie z Ewangelii św. Marka: oto ludzie najbliżsi Chrystusa, Apostołowie, sprzeczają się między sobą o to, kto z nich jest największy (por. 9,4) w królestwie, które On przyszedł głosić. Nawiązując do tego sporu, Chrystus poucza uczniów, jak należy sprawować władzę w Kościele, a także czym powinien być Kościół, który ma nie panować, lecz służyć. Siebie samego stawia za wzór w wypełnianiu misji budowania królestwa Bożego i zakładania Kościoła, którego jest Głową i najwyższym Prawodawcą, albowiem nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć (por. Mt 20,29); nie narzuca się, lecz służy z miłości, gotów nawet oddać swoje życie (por. J 15,13). Taki właśnie jest Jego sposób bycia pierwszym. (...)
"Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich!" (Mk 9,35). Słowa Jezusa z odczytanego przed chwilą fragmentu Ewangelii wskazują drogę świętej ambicji, znamionującej tych, którzy znają i miłują Boga: jest to droga duchowego pierwszeństwa, paradoksalnie jednak człowiek urzeczywistnia je, kiedy staje na ostatnim miejscu - to znaczy przyjmuje postawę wielkodusznej i ofiarnej służby, na wzór samego Jezusa, który przyszedł, by służyć, a nie po to, by Mu służono. Niewiele zrozumieli z Jego nauki uczniowie, którzy w drodze do Kafarnaum sprzeczali się, "kto z nich jest największy" (Mk 9,34). O tej jakże ludzkiej ambicji mówi bardzo dobitnie Apostoł Jakub, wskazując w niej źródło "wojen i kłótni", które niszczą społeczność: "Pożądacie, a nie macie, żywicie morderczą zazdrość, a nie możecie osiągnąć. Prowadzicie walki i kłótnie" (Jk 4,2). Oto obraz świata opanowanego przez żądze, które walczą w członkach i w sercu człowieka. Jest to także niezwykle realistyczny opis współczesnego społeczeństwa! Spór, o którym mówi Ewangelia, ma być dla nas przestrogą, że także wśród synów Kościoła może się zakraść plaga pychy, czasem zamaskowanej, albo ukrytych ambicji, które stanowią przeszkodę dla dzieła Bożego. Na temat pokus tego rodzaju Jezus wypowiada się bardzo jednoznacznie i trzeba Jego słowa brać na serio: "kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich".
Sługa wszystkich. Służyć znaczy naśladować Chrystusa, który złożył samego siebie w ofierze za nas. Służyć znaczy połączyć się więzią konkretnej solidarności z braćmi, zwłaszcza z najuboższymi. Służyć znaczy kochać wielkodusznie i bezinteresownie, niczego nie oczekując w zamian. Jeżeli Kościół chce być dzisiaj znakiem nadziei dla społeczeństwa, musi w pełni żyć logiką służby. Dzisiejszy świat - jak napisał mój czcigodny poprzednik Paweł VI - "chętniej słucha świadków niż nauczycieli" (Evangelii nuntiandi, 41). (...)
Dotyczy to przede wszystkim posługi miłości, której wielkoduszna praktyka jest główną drogą ewangelizacji... Trzeba być prawdziwymi świadkami miłości - i być nimi wszędzie: w rodzinach, parafiach, w miejscu nauki i pracy. Potrzebna jest kultura solidarności. Zwłaszcza rodzice i wychowawcy niech się starają kształtować w młodych pokoleniach ducha służby, otwartości i dialogu, zdolność przezwyciężania wszelkich pokus egoizmu i hedonizmu. Nie ma nic bardziej godnego pochwały niż ta praca wychowawcza na szeroką skalę, której narzędziem winny być nie tyle słowa, co konsekwentny i wiarygodny przykład. Jest jeszcze inny, szczególny rodzaj służby społeczeństwu, do której są powołani wierzący. Winni oni mianowicie przepajać je owym pierwiastkiem duchowym (supplementum animae), który pozwoli współczesnemu człowiekowi, rozrywanemu przez rozliczne dążenia, nie zagubić podstawowych wartości duchowych. Apostoł Jakub przypomniał nam cechy mądrości zstępującej z góry: jest ona "skłonna do zgody, ustępliwa, posłuszna, pełna miłosierdzia" (Jk 3,17). Świadectwo takiej mądrości z pewnością skłoni tych, którzy się z nim zetkną, do spojrzenia ku górze. Dziś wielu ludzi pragnie usłyszeć potężny głos Boga. W mroku, który tak często ogarnia ludzkość, odczuwamy potrzebę Bożego światła, zaś chrześcijanie mają szczególny tytuł, by być jego świadkami. Muszą być świadkami rzeczywistości nadprzyrodzonej - i będą nimi w sposób coraz bardziej wiarygodny, jeżeli zdołają połączyć w harmonijnej syntezie kontemplację i działanie, pokazując czynem, jak wielki wkład może wnieść wiara w budowę świata godnego człowieka (Homilia, 18.09.1988).
- Prawe i nieprawe uczynki - Mk 9,38-43.45
Jakże bardzo pragnie Pan Jezus powiedzieć kiedyś do wszystkich: "Pójdźcie, błogosławieni u Ojca mojego, weźcie (...) królestwo" (Mt 25,34)! Jakże bardzo pragnie odnaleźć w wypełnieniu dziejów świata tych, do których będzie mógł powiedzieć: "byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie" (Mt 25,35-36)! Jakże bardzo pragnie rozpoznać swoje owce, choćby po jednym uczynku miłości, po kubku wody podanym w imię Jego (por. Mk 9,41)! Nowy Testament przedstawia miejsce przeznaczone dla czyniących nieprawość jako rozpalony piec, w którym rozlega się "płacz i zgrzytanie zębów" (Mt 13,42; por. 25,30.41), lub jako piekło, gdzie płonie ogień nieugaszony (por. Mk 9,43) (Aud. gen., 28.07.1998).
- Co Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela - Mk 10,2-12
Słowa Chrystusa wypowiedziane do faryzeuszów mówią o małżeństwie jako o sakramencie, czyli o najpierwotniejszym objawieniu zbawczej woli i zbawczego działania Boga na początku: w samej tajemnicy stworzenia. Mocą tej zbawczej woli i zbawczego działania Boga mężczyzna i kobieta, jednocząc się ze sobą tak ściśle, że stają się jednym ciałem (por. Rdz 2,24), mieli być razem zespoleni w prawdzie i miłości jako dzieci Boże, przybrani za synów w jedynym, odwiecznie umiłowanym Synu. Ku takiej jedności, ku takiej komunii osób na podobieństwo jedności Osób boskich zwracają się słowa Chrystusa, które mówią o małżeństwie jako o sakramencie najpierwotniejszym - i równocześnie potwierdzają tenże sakrament na gruncie tajemnicy Odkupienia. Pierwotna bowiem jedność w ciele mężczyzny i kobiety nie przestaje kształtować dziejów człowieka na ziemi - chociaż straciła ową przejrzystość sakramentu, znaku zbawienia, jaką posiadała na początku.
Jeśli Chrystus wobec swoich rozmówców z Ewangelii Mateusza i Marka (por. Mt 19,3-9; Mk 10,2-12) potwierdza małżeństwo jako sakrament ustanowiony przez Stwórcę na początku, jeśli stosownie do tego stawia pod jego adresem wymaganie nierozerwalności - to tym samym otwiera to małżeństwo na zbawcze działanie Boga, na moce płynące z odkupienia ciała, które pomagają przezwyciężać skutki grzechu i budować jedność mężczyzny i kobiety według odwiecznego ustanowienia Stwórcy. Zbawcze działanie, jakie płynie z tajemnicy Odkupienia, przejmuje w siebie owo pierwotnie uświęcające działanie Boga w samej tajemnicy stworzenia.
Słowa z Ewangelii Mateusza (19,3-9), a także Marka (10,2-12) mają równocześnie bardzo wyrazistą wymowę etyczną. Są to słowa potwierdzające najpierwotniejszy sakrament na gruncie tajemnicy Odkupienia, a równocześnie ustanawiające stosowny do tego etos, który już uprzednio nazwaliśmy w tych rozważaniach etosem Odkupienia... Odkupienie staje się zarazem podstawą zrozumienia szczególnej godności ciała ludzkiego, zakorzenionej w osobowej godności mężczyzny i kobiety. Właśnie racja tej godności stoi u podstaw nierozerwalności przymierza małżeńskiego.
Chrystus odwołuje się do nierozerwalnego charakteru małżeństwa jako najpierwotniejszego sakramentu, a potwierdzając ten sakrament na gruncie tajemnicy Odkupienia, równocześnie wyciąga wnioski natury etycznej: "Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo" (Mk 10,11-12; por. Mt 19,9). Można powiedzieć, że w ten sposób odkupienie jest dane człowiekowi jako łaska nowego przymierza z Bogiem w Chrystusie - i równocześnie jest mu zadane jako etos: jako kształt moralności odpowiadający działaniu Boga w tajemnicy Odkupienia. Jeśli małżeństwo jako sakrament jest skutecznym znakiem zbawczego działania Boga od początku - to równocześnie w świetle rozważanych tutaj słów Chrystusa sakrament ten stanowi zarazem słowo wzywające człowieka: mężczyznę i kobietę, aby świadomie uczestniczyli w odkupieniu ciała.
Ów etyczny wymiar odkupienia ciała zarysowuje się w sposób szczególnie głęboki, gdy rozważamy słowa Chrystusa wypowiedziane w Kazaniu na Górze w nawiązaniu do przykazania "Nie cudzołóż. Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż! A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa" lub w dawnym tłumaczeniu: "już ją scudzołożył w sercu swoim" (Mt 5,27-28). Poświęciliśmy uprzednio tej lapidarnej wypowiedzi Chrystusa z Kazania na Górze obszerny komentarz, kierując się przeświadczeniem, że posiada ona podstawowe znaczenie dla całej teologii ciała, przede wszystkim w wymiarze człowieka historycznego. A chociaż słowa te nie mówią bezpośrednio i wprost o małżeństwie jako sakramencie, to jednak niepodobna ich oderwać od całego sakramentalnego podłoża, w którym z uwagi na przymierze małżeńskie osadzone zostało bytowanie człowieka jako mężczyzny i kobiety: zarówno w pierwotnym kontekście tajemnicy stworzenia, jak też z kolei w kontekście tajemnicy Odkupienia. Owo sakramentalne podłoże dotyka za każdym razem konkretnych osób, przenika w to, czym (a raczej: kim) jest mężczyzna i kobieta w swej pierwotnej godności obrazu i podobieństwa Bożego z racji stworzenia, a zarazem w tejże samej godności, dziedziczonej pomimo grzechu i stale na nowo zadawanej człowiekowi poprzez rzeczywistość Odkupienia.
Chrystus, który w Kazaniu na Górze daje swoją wykładnię przykazania Nie cudzołóż - wykładnię konstytutywną dla nowego etosu - zadaje w tychże samych lapidarnych słowach godność każdej kobiety każdemu mężczyźnie; i równocześnie (chociaż z brzmienia słów wynika to tylko w sposób pośredni) zadaje też każdej kobiecie godność każdego mężczyzny. Zadaje wreszcie każdemu - zarówno mężczyźnie, jak i kobiecie - jego własną godność: poniekąd sacrum osoby, i to ze względu na jej kobiecość czy męskość, ze względu na ciało. Trudno nie zauważyć, że słowa Chrystusa z Kazania na Górze dotyczą etosu. Równocześnie też trudno nie przyjąć po gruntowniejszej refleksji, że są to słowa wypowiedziane z samej głębi odkupienia ciała. Chociaż zaś nie mówią one wprost o małżeństwie jako sakramencie, nietrudno ustalić, że swoje właściwe i pełne znaczenie osiągają one w relacji do sakramentu: zarówno tego najpierwotniejszego, który związany jest z tajemnicą stworzenia, jak też z tego, w którym człowiek historyczny, po grzechu i z racji swej dziedzicznej grzeszności, ma odnajdywać godność i świętość małżeńskiej jedności w ciele na gruncie tajemnicy Odkupienia.
Chrystus w Kazaniu na Górze - jak również w rozmowie z faryzeuszami o nierozerwalności małżeństwa - przemawia z głębi tej Bożej tajemnicy. I równocześnie sięga do samej głębi ludzkiej tajemnicy. Dlatego odwołuje się do serca - do owego miejsca wewnętrznego, w którym przesilają się w człowieku dobro i zło, grzech i sprawiedliwość, pożądliwość i świętość. Mówiąc o pożądaniu (o pożądliwym spojrzeniu, por. Mt 5,28), Chrystus uświadamia swym słuchaczom, że każdy nosi w sobie wraz z tajemnicą grzechu wewnętrzny wymiar człowieka pożądliwości (trojakiej: pożądliwości ciała, oczu i pychy żywota, por. 1 J 2,16). Właśnie temu człowiekowi pożądliwości sakrament Odkupienia jest dany w małżeństwie jako łaska i znak przymierza z Bogiem - i zadany jako etos. I równocześnie - w relacji do małżeństwa jako sakramentu - jest zadany jako etos każdemu człowiekowi, mężczyźnie i kobiecie. Jest zadany jego sercu, jego sumieniu, jego spojrzeniom i jego postępowaniu. Małżeństwo jest wedle słów Chrystusa (por. Mt 19,4) sakramentem samego początku, równocześnie zaś - na gruncie historycznej grzeszności człowieka - jest ono sakramentem zrodzonym z tajemnicy Odkupienia ciała (Aud. gen., 24.11.1982).
- Rada dobrowolnego ubóstwa - Mk 10,17-30
Ewangelia zachowała uderzającą rozmowę Jezusa z młodzieńcem. Postawił on Jezusowi jedno z tych podstawowych pytań, które młodzi wszędzie sobie zadają: "Co mam czynić...?" (Mk 10,17). Odpowiedź była precyzyjna i przenikliwa, Jezus spogląda nań z miłością i mówi: "przyjdź i chodź ze mną" (Mk 10,21). Ale spójrzcie, co się stało: młodzieniec, który wykazał takie zainteresowanie podstawowymi sprawami, odszedł zasmucony, "miał bowiem wiele posiadłości" (Mk 10,22). Tak, odszedł i, jak możemy się domyślić z kontekstu, nie przyjął wezwania Chrystusa.
To głęboko przejmujące wydarzenie, zwięzłe i wymowne, wyraża w niewielu słowach bardzo ważne pouczenie. Porusza ono istotne problemy i podstawowe pytania, które bynajmniej nie utraciły znaczenia. Młodzi wszędzie stawiają sobie ważne pytania na temat sensu życia, słusznej drogi życiowej, prawdziwej skali wartości: Co mam czynić...? Co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Pytania te dają świadectwo waszym myślom, sumieniom, sercom i woli. Głoszą światu, że wy, młodzi, jesteście szczególnie otwarci na wszystko, co dobre i prawdziwe. To otwarcie stanowi swojego rodzaju objawienie ducha ludzkiego. Każdy z was może odnaleźć samego siebie w tym otwarciu na prawdę, dobro i piękno; każdy z was może w pewnym stopniu przeżyć to samo, czego doświadczył młodzieniec z Ewangelii: "Jezus spojrzał z miłością na niego" (Mk 10,21).
Ewangelia rozciąga zasłonę milczenia nad losem tego młodzieńca, który nie miał odwagi odpowiedzieć tak na wezwanie Jezusa (por. Mt 19,16-30; Mk 10,17-22; Łk 18,18-30). Młodzieniec bogaty, lecz nieszczęśliwy; osobistość bez rozwoju i bez historii, której nikt z was, moi drodzy, nie chciałby użyczyć swojego imienia. Dlatego to mówię każdemu z was: posłuchajcie wezwania Chrystusa, gdy posłyszycie, jak mówi do was: "Pójdź za mną!" Idź w me ślady! Bądź blisko mnie! Zachowaj mą miłość! Należy dokonać wyboru. Trzeba wybrać Chrystusa, wskazany przez Niego sposób życia, Jego przykazanie miłości.
Orędzie miłości przyniesione przez Chrystusa jest zawsze ważne, zawsze znaczące. Nietrudno jest dostrzec, że dzisiejszy świat, mimo piękna i wspaniałości, mimo zdobyczy nauki i techniki, mimo dóbr materialnych, które ofiarowuje w takiej obfitości, pragnie więcej prawdy, więcej miłości, więcej radości. Wszystko to znajdujemy w Chrystusie, w sposobie życia, jaki nam wskazał. Czyż mylę się więc mówiąc wam, młodym katolikom, że waszym zadaniem wobec Kościoła i świata jest ukazanie prawdziwego sensu życia, gdy zagraża światu zwycięstwo nienawiści, obojętności lub egoizmu? W obliczu problemów i rozczarowań wielu będzie usiłowało uchylić się od odpowiedzialności, szukać schronienia w egoizmie, przyjemności seksualnej, narkotykach, przemocy, obojętności, cynizmie. Dziś jednak proponuję wam wybranie miłości, która jest przeciwieństwem ucieczki. Jeżeli przyjmiecie naprawdę tę pochodzącą od Chrystusa miłość, doprowadzi was ona do Boga. (...)
Cokolwiek uczynicie z waszym życiem, niech będzie w nim jakieś odbicie miłości Chrystusa. Cały Lud Boży będzie wzbogacony różnorodnością waszych zaangażowań. Cokolwiek czynicie, pamiętajcie, że w ten czy w inny sposób Chrystus was wzywa do służby miłości, miłości Boga i bliźniego. (...)
Ewangeliczny młodzieniec odchodzi smutny, albowiem miał wiele posiadłości. Nie ulega żadnej wątpliwości, że zdanie to odnosi się do dóbr materialnych, których ów młody człowiek był właścicielem lub dziedzicem. Jest to może sytuacja właściwa tylko dla niektórych, raczej jednak nietypowa. I dlatego słowa Ewangelisty prowokują do innego postawienia problemu: chodzi o to, że sama młodość (niezależnie od jakichkolwiek dóbr materialnych) jest szczególnym bogactwem człowieka, dziewczyny czy chłopca - i najczęściej też jako swoiste bogactwo bywa przez młodych przeżywana. Najczęściej - choć nie zawsze, nie z reguły - gdyż nie brakuje na świecie ludzi, którzy z różnych powodów nie doświadczają młodości jako bogactwa. Wypadnie jeszcze o tym osobno powiedzieć.
Jednakże są racje po temu - i to również racje natury obiektywnej, aby o młodości myśleć jako o szczególnym bogactwie, którego człowiek doświadcza w tym właśnie okresie życia. Okres ten różni się z pewnością od okresu dzieciństwa - jest właśnie wyjściem z lat dziecięcych - różni się również od okresu pełnej dojrzałości. Okres młodości jest bowiem czasem szczególnie intensywnego odkrywania ludzkiego ja - i związanych z nim właściwości oraz uzdolnień. Stopniowo i sukcesywnie odsłania się przed wewnętrznym widzeniem rozwijającej się osobowości młodzieńczej lub dziewczęcej owa specyficzna, poniekąd jedyna i niepowtarzalna, potencjalność konkretnego człowieczeństwa, w którą wpisany jest jakby cały projekt przyszłego życia. Życie rysuje się jako realizacja owego projektu: jako samourzeczywistnienie.
Sprawa zasługuje oczywiście na wielostronne naświetlenie - jeśli jednak ująć ją pokrótce, wówczas odsłania się taki właśnie profil i kształt owego bogactwa, którym jest sama młodość. Jest to bogactwo odkrywania, a zarazem planowania, wybierania, przewidywania i podejmowania pierwszych własnych decyzji, które mają znaczenie dla przyszłości w wymiarze ściśle osobowym ludzkiej egzystencji. Równocześnie są one społecznie ważne. Młodzieniec z Ewangelii znajduje się na tym właśnie etapie. Wnioskujemy o tym poprzez pytania, jakie zadaje w rozmowie z Jezusem. Dlatego też owe końcowe słowa o wielu posiadłościach, czyli o bogactwie, mogą być zrozumiane w takim właśnie znaczeniu: bogactwo, jakim jest sama młodość.
Wobec tego jednak musimy zapytać: czy to bogactwo, jakim jest młodość, ma odwodzić człowieka od Chrystusa? Tego Ewangelista z pewnością nie mówi, analiza tekstu raczej pozwala wnioskować inaczej. Nad decyzją odejścia od Chrystusa zaciążyły w końcu tylko bogactwa zewnętrzne: to, co posiadał (posiadłości). Nie to, kim był. To, kim był, właśnie jako młody człowiek - owo wewnętrzne bogactwo, które kryje się w ludzkiej młodości - przyprowadziło go do Jezusa. Kazało mu także postawić te pytania, w których chodzi najwyraźniej o projekt całego życia. Co mam czynić? "Co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?" Co mam czynić, aby życie moje posiadało pełną wartość i pełny sens?
Młodość każdego z was, Drodzy Przyjaciele, jest bogactwem, które okazuje się właśnie w tych pytaniach. Człowiek stawia je sobie na przestrzeni całego życia - jednakże w młodości narzucają się one w sposób szczególnie intensywny, wręcz natarczywie. I dobrze, że tak jest. Te pytania świadczą właśnie o tej dynamice rozwoju ludzkiej osobowości, która właściwa jest dla waszego wieku. Pytania te stawiacie w sposób czasem niecierpliwy - a równocześnie sami rozumiecie, że odpowiedź na nie nie może być pospieszna ani powierzchowna. Musi posiadać właściwy sobie ciężar gatunkowy. Chodzi tu o odpowiedź, która dotyczy całego życia, która zamyka w sobie całokształt ludzkiej egzystencji.
W sposób szczególny te zasadnicze pytania stawiają sobie ci wasi rówieśnicy, których życie od młodości obciążone jest cierpieniem: jakimś brakiem fizycznym, jakimś niedorozwojem, upośledzeniem czy ograniczeniem, trudną sytuacją rodzinną albo społeczną. Jeżeli przy tym ich świadomość rozwija się normalnie, pytanie o sens i wartość życia staje się dla nich tym bardziej istotne, a zarazem szczególnie dramatyczne, gdyż jest od początku napiętnowane bólem istnienia. A iluż takich młodych znajduje się pośród wielkiej rzeszy młodzieży na całym świecie! W różnych narodach i społeczeństwach, w poszczególnych rodzinach! Ilu zmuszonych jest do przebywania od młodości w zakładach lub szpitalach i skazanych na pewną bierność, która może rodzić w nich poczucie nieużyteczności dla ludzkiej społeczności! Czy można powiedzieć, że ich młodość także jest owym wewnętrznym bogactwem? Kogo mamy o to zapytać? Komu oni sami mają postawić to zasadnicze pytanie? Wydaje się, że Chrystus jest tutaj jedynym Rozmówcą kompetentnym - Rozmówcą, którego nikt inny nie może w pełni zastąpić. (...)
Słowa Chrystusa: "jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim" wprowadzają nas niewątpliwie w orbitę ewangelicznej rady ubóstwa, która należy do samej istoty powołania i profesji zakonnej. Równocześnie słowa te można zrozumieć w sposób szerszy i poniekąd bardziej podstawowy. Mistrz z Nazaretu wzywa swego rozmówcę, ażeby zrezygnował z takiego programu życia, w którym na pierwszy plan wysuwa się kategoria posiadania: mieć, a na to miejsce przyjął program skoncentrowany na wartości samej osoby ludzkiej: na osobowym być z całą właściwą mu transcendencją. Takie zrozumienie słów Chrystusa stanowi jakby szersze tło dla ideału ewangelicznego ubóstwa, w szczególności tego ubóstwa, które jako rada ewangeliczna należy do istotnej treści waszych mistycznych zaślubin z Boskim Oblubieńcem w Kościele. Przez zrozumienie słów Chrystusa na zasadzie wyższości być nad mieć, zwłaszcza w materialistycznym i utylitarnym znaczeniu tego drugiego, dotykamy jakby samych antropologicznych podstaw powołania w Ewangelii.
Na tle rozwoju współczesnej cywilizacji jest to odkrycie szczególnie aktualne. I aktualne też staje się przez to samo powołanie na drogę doskonałości, tak jak ją wytyczył Chrystus. Jeśli w kręgu cywilizacji współczesnej, zwłaszcza w zasięgu świata konsumistycznego dobrobytu, człowiek odczuwa boleśnie istotny dla swego człowieczeństwa niedostatek osobowego być z powodu nadmiaru wielorakiego mieć, wówczas staje się zarazem bardziej podatny na przyjęcie tej prawdy o powołaniu, która została raz na zawsze wypowiedziana w Ewangelii. Tak, wezwanie, które przyjmujecie wy, Drodzy Bracia i Siostry, wchodząc na drogę profesji zakonnej, dotyka samych korzeni człowieczeństwa - korzeni losu człowieka w doczesnym świecie. Ewangeliczny stan doskonałości nie odrywa was od tych korzeni. Wręcz przeciwnie, pozwala mocniej jeszcze zakorzenić się w tym, przez co człowiek jest człowiekiem, przepajając to człowieczeństwo - na różny sposób obciążone grzechem - Bosko-ludzkim zaczynem tajemnicy Odkupienia (Homilia, 26.09.1982).
- Trzecia zapowiedź męki - Mk 10,32-34
Chrystus przybliżył się do świata ludzkiego cierpienia przez to, że sam to cierpienie wziął na siebie. W czasie swej publicznej działalności doznawał nie tylko trudu, bezdomności, niezrozumienia nawet ze strony najbliższych, ale nade wszystko coraz szczelniej otaczał go krąg wrogości i coraz wyraźniejsze stawały się przygotowania do usunięcia Go spośród żyjących. Chrystus jest świadom tego i wielokrotnie mówi swoim uczniom o cierpieniach i śmierci, które czekają na Niego. "Oto idziemy do Jerozolimy. Tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą poganom. I będą z Niego szydzić, oplują Go, ubiczują i zabiją, a po trzech dniach zmartwychwstanie" (Mk 10,33-34). Chrystus idzie na spotkanie swojej męki i śmierci z całą świadomością posłannictwa, które ma wypełnić właśnie w ten sposób. Właśnie przez to swoje cierpienie ma sprawić, żeby człowiek nie zginął, ale miał życie wieczne. Właśnie przez swój Krzyż ma dotknąć korzeni zła tkwiących w dziejach człowieka i w duszach ludzkich. Właśnie przez Krzyż ma dokonać dzieła zbawienia. To dzieło ma w planie odwiecznej Miłości charakter odkupieńczy.
I dlatego Chrystus bardzo surowo karci Piotra, gdy ten chce Go odwieść od myśli o cierpieniu i śmierci krzyżowej (por. Mt 16,23). A gdy w czasie pojmania w Ogrójcu tenże sam Piotr usiłuje Go bronić z pomocą miecza, Chrystus mówi: "Schowaj miecz swój do pochwy (...). Jakże więc spełnią się Pisma, że tak się stać musi?" (Mt 26,52.54). I mówi jeszcze: "Czyż nie mam pić kielicha, który Mi podał Ojciec?" (J 18,11). Ta odpowiedź, podobnie jak inne, powracające w różnych miejscach Ewangelii, świadczy o Tym, jak zasadniczo, jak dogłębnie Chrystus przeniknięty był tą myślą, którą wyraził w rozmowie z Nikodemem: "Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne" (J 3,16). Chrystus idzie w stronę własnego cierpienia, świadomy zbawczej jego mocy, idzie posłuszny Ojcu, ale przede wszystkim zjednoczony z Ojcem w tej miłości, którą On umiłował świat i człowieka w świecie. I dlatego św. Paweł napisze o Chrystusie: "umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie" (Ga 2,20).
Pisma musiały się wypełnić. Było wiele tych tekstów mesjańskich Starego Testamentu, które naprowadzały na cierpienia przyszłego Pomazańca Bożego. Pośród nich wszystkich szczególnie przejmująca jest tzw. Czwarta pieśń Sługi Jahwe z Księgi Izajasza. Prorok, którego słusznie nazywa się piątym Ewangelistą, roztacza w tej Pieśni obraz cierpień Sługi z takim dogłębnym realizmem, jakby patrzył na nie własnymi oczyma: oczyma ciała i ducha. Męka Chrystusa staje się w świetle wersetów Izajasza jakby jeszcze bardziej wyrazista i mocniej przemawiająca niż w opisach samych Ewangelistów. Oto staje przed nami prawdziwy Mąż boleści (por. Iz 53,2-6).
Pieśń cierpiącego Sługi zawiera opis, w którym można niejako zidentyfikować wszystkie szczegółowe momenty męki Chrystusa: pojmanie, poniżenie, policzkowanie, oplwanie, podeptanie samej ludzkiej godności więźnia, sąd niesprawiedliwy, a potem - ubiczowanie, ukoronowanie cierniami i naigrawanie, dźwiganie krzyża, przybicie do krzyża, konanie.
Bardziej jeszcze od tego opisu męki przemawia do nas ze słów proroka głębia ofiary Chrystusa. Oto, chociaż sam niewinny, przyjmuje na siebie poniekąd cierpienia wszystkich ludzi dlatego, że przyjmuje grzechy wszystkich - Pan zwalił na Niego winy nas wszystkich: cały grzech człowieka w jego rozciągłości i głębi staje się właściwym źródłem cierpienia Odkupiciela. Jeżeli cierpienie mierzy się złem doznawanym, to słowa proroka pozwalają nam ogarnąć miarę tego zła i tego cierpienia, jakie przyjął na siebie Chrystus. Można powiedzieć, że jest to cierpienie zastępcze, nade wszystko jednak jest ono odkupieńcze. Mąż boleści z tego proroctwa jest prawdziwie owym Barankiem Bożym, który gładzi grzech świata (por. J 1,29). W Jego cierpieniu grzechy zostają zgładzone właśnie dlatego, że On jeden, jako Jednorodzony Syn, mógł je podjąć, wziąć na siebie, z tą miłością ku Ojcu, która przewyższa zło wszelkiego grzechu, unicestwia niejako to zło w duchowej przestrzeni stosunków pomiędzy Bogiem a ludzkością i wypełnia tę przestrzeń dobrem.
Dotykamy w tym punkcie dwoistości natur jednego osobowego Podmiotu cierpienia odkupieńczego. Ten, który swoją męką i śmiercią na Krzyżu dokonuje Odkupienia, jest Jednorodzonym Synem, którego Bóg dał. Równocześnie zaś ten współistotny Ojcu Syn cierpi jako człowiek. Jego cierpienie ma ludzkie wymiary, ma też jedyną w dziejach ludzkości głębię oraz intensywność, która będąc ludzką, może być taką nieporównywalną głębią i intensywnością cierpienia dlatego, że Człowiek, który cierpi, jest podmiotowo Jednorodzonym Synem: Bóg z Boga. On więc tylko - Jednorodzony Syn - sam jeden jest zdolny ogarnąć miarę zła, jakie zawiera się w grzechu człowieka: w każdym - i w całym grzechu wedle rozmiarów historycznego bytowania ludzkości na ziemi.
Można powiedzieć, że rozważania powyższe prowadzą nas już prosto do Ogrójca i na Golgotę, gdzie wypełniła się Pieśń cierpiącego Sługi, zawarta w Księdze Izajasza. Zanim jeszcze tam pójdziemy, odczytajmy dalsze wersety Pieśni, które mękę Ogrójca i Golgoty proroczo antycypują. Sługa cierpiący - i to jest z kolei istotne dla analizy męki Chrystusa - owe cierpienia, o jakich była mowa powyżej, "przyjmuje na siebie całkowicie dobrowolnie" (Iz 53,7-9).
Chrystus cierpi dobrowolnie i cierpi niewinnie. Podejmuje On swoim cierpieniem to pytanie, które - stawiane wielekroć przez ludzi - zostało postawione w sposób poniekąd radykalny przez Księgę Hioba. Chrystus jednakże nie tylko wnosi z sobą to samo pytanie, i to w sposób bardziej jeszcze radykalny - bo przecież jest nie tylko człowiekiem jak Hiob, ale Jednorodzonym Synem Boga - ale przynosi także maksimum możliwej na to pytanie odpowiedzi. Odpowiedź wyrasta poniekąd z tego samego tworzywa, z którego zbudowane jest pytanie. Odpowiedź na pytanie o cierpienie, o sens cierpienia, daje Chrystus nie samym swoim nauczaniem: Dobrą Nowiną, ale przede wszystkim własnym cierpieniem, które z tym nauczaniem, z Dobrą Nowiną, scalone jest w sposób organiczny i nierozerwalny. Jest to jakby ostatnie, syntetyczne słowo tego nauczania: nauka krzyża, jak kiedyś powie św. Paweł (por. 1 Kor 1,18).
Ta mowa krzyża wypełnia definitywną realnością obraz ze starego proroctwa. Wiele miejsc, wiele wypowiedzi w ciągu publicznego nauczania Chrystusa świadczy o tym, że przyjmuje On od początku to cierpienie, które jest wolą Ojca, dla zbawienia świata. Jednakże punktem definitywnym staje się tutaj modlitwa w Ogrójcu. Słowa: "Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich! Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty" (Mt 26,39); z kolei: "Ojcze mój, jeśli nie może ominąć Mnie ten kielich, i muszę go wypić, niech się stanie wola Twoja!" (Mt 26,42) - mają wieloraką wymowę. Świadczą one o prawdzie tej miłości, jaką Syn Jednorodzony w swym posłuszeństwie daje Ojcu. Równocześnie zaś świadczą o prawdzie Jego cierpienia. Słowa modlitwy Chrystusa w Ogrójcu świadczą o prawdzie miłości poprzez prawdę cierpienia. Tę ludzką, na wskroś ludzką, prawdę cierpienia słowa Chrystusa potwierdzają z całą prostotą: cierpienie jest doznawaniem zła, przed którym człowiek się wzdraga. Mówi: "niech odejdzie, niech ominie" - właśnie tak, jak w Ogrójcu mówi Chrystus.
Słowa Jego świadczą zarazem o tej jedynej i nieporównywalnej głębi i intensywności cierpienia, której mógł doświadczyć jedynie Człowiek będący Jednorodzonym Synem - o tej głębi i intensywności, którą na swój sposób pomagają zrozumieć przytoczone uprzednio prorockie słowa. Nie: zrozumieć do końca, na to trzeba by przeniknąć Bosko-ludzką tajemnicę Podmiotu, ale przynajmniej uchwycić tę różnicę (i podobieństwo zarazem), jaka zachodzi pomiędzy każdym możliwym cierpieniem człowieka a cierpieniem Boga-Człowieka. Ogrójec jest tym miejscem, w którym to właśnie cierpienie, w całej wyrażonej przez proroka prawdzie doznawanego w nim zła, odsłoniło się jakby definitywnie przed oczyma duszy Chrystusa.
W ślad za słowami Ogrójca idą słowa wypowiedziane na Golgocie, które świadczą o tej jedynej w dziejach świata głębi zła doświadczanego cierpienia. Kiedy Chrystus mówi: "Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?" - to słowa Jego są nie tylko wyrazem owego opuszczenia, jakie nieraz odzywało się w Starym Testamencie, zwłaszcza w Psalmach, w szczególności zaś w tym Psalmie, z którego pochodzą powyższe słowa (Ps 22[21],2). Można powiedzieć, że te słowa o opuszczeniu rodzą się na gruncie nienaruszalnego zjednoczenia Syna z Ojcem - rodzą się zaś dlatego, że Ojciec zwalił na Niego grzechy wszystkich nas (por. Iz 53,6), w ślad za czym św. Paweł powie: "Tego, który nie znał grzechu, Bóg uczynił grzechem dla nas" (2 Kor 5,21).
Wraz z tym straszliwym brzemieniem, mierząc się z całym złem odwrócenia od Boga, jakie zawiera się w grzechu, Chrystus poprzez Boską głębię synowskiego zjednoczenia z Ojcem doznaje w sposób po ludzku niewyrażalny tego cierpienia, jakim jest odłączenie - odtrącenie od Ojca, zerwanie z Bogiem. Ale właśnie przez takie cierpienie dokonuje Odkupienia - i może, konając, powiedzieć: "Wykonało się!" (J 19,30).
Można też powiedzieć, iż wykonało się pismo, że zostały wypełnione definitywną rzeczywistością słowa Pieśni cierpiącego Sługi: "Spodobało się Panu zmiażdżyć Go cierpieniem" (Iz 53,10). Cierpienie ludzkie osiągnęło swój zenit w męce Chrystusa. Równocześnie zaś weszło ono w całkowicie nowy wymiar i w nowy porządek: "zostało związane z miłością" - z tą miłością, o jakiej mówił Chrystus Nikodemowi, z tą miłością, która tworzy dobro, wyprowadzając je również ze zła, wyprowadzając poprzez cierpienie tak, jak najwyższe dobro Odkupienia świata zostało wyprowadzone z Krzyża Chrystusa i stale z niego bierze swój początek. Krzyż Chrystusa stał się źródłem, z którego biją strumienie wody żywej (por. J 7,37). W nim też musimy postawić na nowo pytanie o sens cierpienia i odczytać do końca odpowiedź na to pytanie. Ta sama Pieśń cierpiącego Sługi z Księgi proroka Izajasza prowadzi nas w dalszych swoich wersetach w kierunku tego właśnie pytania i tej odpowiedzi (Iz 53,10-12).
Można powiedzieć, że wraz z męką Chrystusa całe cierpienie ludzkie znalazło się w nowej sytuacji. Tę sytuację jak gdyby przeczuwał Hiob, gdy mówił "Lecz ja wiem: Wybawca mój żyje" (Hi 19,25) - i do niej jak gdyby skierowywał swoje ówczesne cierpienie, które bez Odkupienia nie mogło mu objawić pełni swojego sensu. W Krzyżu Chrystusa nie tylko Odkupienie dokonało się przez cierpienie, ale samo cierpienie ludzkie zostało też odkupione. Chrystus - bez żadnej własnej winy - wziął na siebie całe zło grzechu. Doświadczenie tego zła wyznaczyło nieporównywalną miarę cierpienia Chrystusa - tego cierpienia, które stało się ceną Odkupienia. Mówi o tym Pieśń cierpiącego Sługi z Księgi Izajasza. W swoim czasie będą o tym mówić świadkowie Nowego Przymierza zawartego we Krwi Chrystusa. Oto słowa Piotra Apostoła z pierwszego listu: "wiecie bowiem, że z waszego, odziedziczonego po przodkach, złego postępowania zostaliście wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną Krwią Chrystusa, jako Baranka niepokalanego i bez zmazy" (1 P 1,18-19).
Paweł Apostoł w Liście do Galatów powie: "wydał samego siebie za nasze grzechy, aby wyrwać nas z obecnego złego świata" (Ga 1,4), zaś w Pierwszym Liście do Koryntian zawoła: "za [wielką] bowiem cenę zostaliście nabyci. Chwalcie więc Boga w waszym ciele!" (1 Kor 6,20). W tych i podobnych słowach świadkowie Nowego Przymierza mówią o wielkości Odkupienia, które dokonało się przez cierpienie Chrystusa. Odkupiciel cierpiał za człowieka - i dla człowieka. Każdy człowiek ma udział w Odkupieniu. Każdy też jest wezwany do uczestnictwa w owym cierpieniu, przez które Odkupienie się dokonało. Jest wezwany do uczestnictwa w tym cierpieniu, przez które każde ludzkie cierpienie zostało także odkupione. Dokonując Odkupienia przez cierpienie, Chrystus wyniósł zarazem ludzkie cierpienie na poziom Odkupienia. Przeto też w swoim ludzkim cierpieniu każdy człowiek może stać się uczestnikiem odkupieńczego cierpienia Chrystusa. Teksty Nowego Testamentu na wielu miejscach dają temu wyraz. W Drugim Liście do Koryntian Apostoł pisze: "zewsząd znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się zwątpieniu; żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy; znosimy prześladowania, lecz nie czujemy się osamotnieni; obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy. Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym ciele. Ciągle bowiem jesteśmy wydawani na śmierć z powodu Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym śmiertelnym ciele (...) przekonani, że Ten, który wskrzesił Jezusa, z Jezusem przywróci życie także nam" (2 Kor 4,8-11.14).
Św. Paweł mówi o różnych cierpieniach, w szczególności o tych, jakie stawały się udziałem pierwszych chrześcijan z powodu Jezusa. Cierpienia te pozwalają adresatom tego listu uczestniczyć w dziele Odkupienia, które dokonało się przez cierpienia i śmierć Odkupiciela. Wymowa Krzyża i śmierci zostaje wszakże dopełniona wymową Zmartwychwstania. Człowiek znajduje w Zmartwychwstaniu całkowicie nowe światło, które pomaga mu przedzierać się poprzez gęsty mrok upokorzeń, zwątpień, rozpaczy i prześladowania. Dlatego też Apostoł w Drugim Liście do Koryntian napisze: "Jak bowiem obfitują w nas cierpienia Chrystusa, tak też wielkiej doznajemy przez Chrystusa pociechy" (2 Kor 1,5). Gdzie indziej zwraca się do swych adresatów ze słowami zachęty: "Niechaj Pan skieruje serca wasze ku miłości Bożej i cierpliwości Chrystusowej" (2 Tes 3,5). Zaś w Liście do Rzymian pisze: "A zatem proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej" (Rz 12,1).
Samo uczestnictwo w cierpieniu Chrystusa znajduje w tych apostolskich wypowiedziach jakby podwójny wymiar. Jeżeli człowiek staje się uczestnikiem cierpień Chrystusa - to dlatego, że Chrystus otworzył swe cierpienia dla człowieka, że On sam stał się w swoim odkupieńczym cierpieniu poniekąd uczestnikiem wszystkich ludzkich cierpień. Człowiek, odkrywając przez wiarę odkupieńcze cierpienie Chrystusa, odkrywa zarazem w nim swoje własne cierpienia, odnajduje je przez wiarę na nowo, nasycone nową treścią i nowym znaczeniem.
To odkrycie podyktowało św. Pawłowi szczególnie mocne słowa w Liście do Galatów: "Razem z Chrystusem jestem przybity do krzyża. Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie" (Ga 2,19-20). Wiara pozwala autorowi tych słów poznać tę miłość, która poprowadziła Chrystusa na Krzyż. Skoro zaś tak umiłował, cierpiąc i umierając, zatem tym swoim cierpieniem i śmiercią "żyje w tym, kogo tak umiłował" - żyje w człowieku: w Pawle. A żyjąc w nim - w miarę jak Paweł, świadomy tego przez wiarę, odpowiada miłością na Jego miłość - Chrystus staje się też w szczególny sposób zjednoczony z człowiekiem, z Pawłem, przez Krzyż. To zjednoczenie podyktowało Apostołowi w tym samym Liście do Galatów inne jeszcze, nie mniej mocne słowa: "Co do mnie, nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata" (Ga 6,14).
Krzyż Chrystusa rzuca tak przenikliwie zbawcze światło na życie człowieka, a w szczególności na jego cierpienie, ponieważ przez wiarę trafia do niego wespół ze Zmartwychwstaniem: tajemnica pasyjna zawarta jest w tajemnicy paschalnej. Świadkowie męki Chrystusa są zarazem świadkami Jego Zmartwychwstania. Pisze św. Paweł: "bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim (...) przez poznanie Jego: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach - w nadziei, że upodobniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych" (Flp 3,8-11). Istotnie, Apostoł naprzód doświadczył mocy Chrystusowego zmartwychwstania na drodze pod Damaszkiem, a potem dopiero w tym paschalnym świetle doszedł do takiego udziału w Jego cierpieniach, jakiemu daje wyraz chociażby w Liście do Galatów. Droga Pawłowa jest wyraźnie paschalna: uczestnictwo w Krzyżu Chrystusa przychodzi przez doświadczenie Zmartwychwstałego, przez szczególny więc udział w Zmartwychwstaniu. Stąd też w wypowiedziach Apostoła na temat cierpienia tak często pojawia się motyw chwały, której Krzyż Chrystusowy daje początek.
Świadkowie Krzyża i Zmartwychwstania byli przeświadczeni, iż "przez wiele ucisków trzeba nam wejść do królestwa Bożego" (Dz 14,22), Paweł zaś pisząc do Tesaloniczan, tak się odzywa: "Chlubimy się wami z powodu waszej cierpliwości i wiary we wszystkich waszych prześladowaniach i uciskach, które znosicie. Są one zapowiedzią sprawiedliwego sądu Boga; celem jego jest uznanie was za godnych królestwa Bożego, za które też cierpicie" (2 Tes 1,4-5). Tak więc uczestniczenie w cierpieniach Chrystusa jest równocześnie cierpieniem dla królestwa Bożego. W oczach sprawiedliwego Boga, w obliczu Jego sądu, uczestnicy cierpień Chrystusa stają się godni tego królestwa. Przez swoje cierpienie odwzajemniają oni niejako tę nieskończoną cenę męki i śmierci Chrystusa, która stała się ceną naszego Odkupienia: za tę cenę królestwo Boże zostało ugruntowane na nowo w dziejach człowieka, stając się ostateczną perspektywą jego ziemskiego bytowania. Chrystus wprowadził nas do tego królestwa przez swe cierpienie. I przez cierpienie również dojrzewają do niego ludzie ogarnięci tajemnicą Chrystusowego Odkupienia.
Z perspektywą królestwa Bożego łączy się nadzieja owej chwały, której początek jest w Krzyżu Chrystusa. Zmartwychwstanie objawiło tę chwałę - eschatologiczną chwałę - która w Krzyżu Chrystusa była całkowicie przesłonięta bezmiarem cierpienia. Uczestnicy cierpień Chrystusa są poprzez własne swoje cierpienia wezwani również do uczestnictwa w chwale. Na różnych miejscach Paweł daje temu wyraz. Pisze do Rzymian: "skoro wspólnie z Nim cierpimy, to po to, by też wspólnie z Nim mieć udział w chwale. Sądzę bowiem, że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić" (Rz 8,17-18). W Drugim zaś Liście do Koryntian czytamy: "niewielkie bowiem utrapienia nasze obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku dla nas, którzy się wpatrujemy nie w to, co widzialne, lecz w to, co niewidzialne" (2 Kor 4,17-18). Apostoł Piotr wypowie tę prawdę w następujących słowach swego listu: "cieszcie się, im bardziej jesteście uczestnikami cierpień Chrystusowych, abyście się cieszyli i radowali przy objawieniu się Jego chwały" (1 P 4,13).
Motyw cierpienia i chwały posiada swą ściśle ewangeliczną charakterystykę, która wyjaśnia się przez odniesienie do Krzyża i Zmartwychwstania. Zmartwychwstanie stało się przede wszystkim objawieniem chwały, która odpowiada wywyższeniu Chrystusa przez Krzyż. Jeżeli bowiem Krzyż był w oczach ludzkich wyniszczeniem Chrystusa, był on równocześnie w oczach Bożych Jego wyniesieniem. Na Krzyżu Chrystus osiągnął i urzeczywistnił całą pełnię swojego posłannictwa: wypełniając wolę Ojca, spełnił zarazem siebie. W słabości okazał swą moc, a w uniżeniu całą mesjańską wielkość. Czyż świadectwem tej wielkości nie są choćby wszystkie słowa wypowiedziane podczas konania na Golgocie, a zwłaszcza słowa odnoszące się do sprawców ukrzyżowania: "Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią" (Łk 23,34). Do uczestników cierpień Chrystusowych przemawiają te słowa siłą najwyższego przykładu. Cierpienie jest również wezwaniem do ujawnienia moralnej wielkości człowieka, jego duchowej dojrzałości. Dali tego dowód w różnych pokoleniach męczennicy i wyznawcy Chrystusa wierni słowom: "Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą" (Mt 10,28).
Zmartwychwstanie Chrystusa objawiło chwałę przyszłego wieku, a równocześnie potwierdziło chlubę krzyża: ową chwałę, która zawiera się w samym cierpieniu Chrystusa i która wielokrotnie odzwierciedliła się i odzwierciedla w cierpieniu człowieka jako wyraz jego duchowej wielkości. Trzeba dać świadectwo tej chwały nie tylko męczennikom wiary, ale także wielu innym ludziom, którzy - nieraz bez wiary w Chrystusa - cierpią i oddają życie dla prawdy i słusznej sprawy. W cierpieniach ich wszystkich potwierdza się w sposób szczególny wielka godność człowieka.
Cierpienie bowiem zawsze jest próbą, czasem nad wyraz ciężką próbą, której poddane zostaje człowieczeństwo. Z kart listów św. Pawła przemawia do nas niejednokrotnie ów ewangeliczny paradoks słabości i mocy, którego sam Apostoł doświadczył w sposób szczególny i którego doświadczają wraz z nim wszyscy uczestnicy cierpień Chrystusowych. Pisze w Drugim Liście do Koryntian: "Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa" (2 Kor 12,9). W Drugim Liście do Tymoteusza czytamy: "Z tej właśnie przyczyny znoszę i to obecne cierpienie, ale za ujmę sobie tego nie poczytuję, bo wiem, komu uwierzyłem" (2 Tm 1,12). W Liście zaś do Filipian wprost powie: "Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia" (Flp 4,13).
Uczestnicy cierpień Chrystusowych mają przed oczyma paschalną tajemnicę Krzyża i Zmartwychwstania. W tajemnicy tej Chrystus zstępuje niejako do ostatecznych granic słabości i obezwładnienia człowieka - wszak kona przybity do Krzyża. Jeśli równocześnie w słabości tej dopełnia się Jego wyniesienie, potwierdzone mocą Zmartwychwstania, to znaczy, że słabości wszelkich cierpień człowieka może przeniknąć ta sama Boża moc, która objawiła się w Krzyżu Chrystusa. W tym zrozumieniu: cierpieć - to znaczy stawać się jakby szczególnie podatnym, szczególnie otwartym na działanie zbawczych mocy Boga, ofiarowanych ludzkości w Chrystusie. W Nim Bóg potwierdził, że chce działać szczególnie poprzez cierpienie, które jest słabością i wyniszczeniem człowieka - i chce w tej właśnie słabości i wyniszczeniu objawiać swoją moc. Tym może się także tłumaczyć wezwanie z listu św. Piotra: "Jeżeli zaś [ktoś] cierpi jako chrześcijanin, niech się nie wstydzi, ale niech wychwala Boga w tym imieniu!" (1 P 4,16).
W Liście do Rzymian Apostoł Paweł szerzej jeszcze wypowie się na temat owego kształtowania się mocy w słabości, owego duchowego hartowania się człowieka wśród doświadczeń i ucisków, które jest szczególnym powołaniem uczestników cierpień Chrystusowych: "Chlubimy się także z ucisków, wiedząc, że ucisk wyrabia wytrwałość, a wytrwałość - wypróbowaną cnotę, wypróbowana cnota zaś - nadzieję. A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany" (Rz 5,3-5). Zawiera się w cierpieniu jakby szczególne wyzwanie do cnoty, którą człowiek musi wypracowywać ze swojej strony. Jest to cnota wytrwałości w znoszeniu tego, co dolega i boli. Czyniąc to, człowiek wyzwala nadzieję, która podtrzymuje w nim przeświadczenie, że cierpienie go nie przemoże, nie pozbawi właściwej człowiekowi godności wraz z poczuciem sensu życia. I oto ten sens się objawia wraz z działaniem miłości Bożej, która jest największym darem Ducha Świętego. W miarę jak uczestniczy w tej miłości, człowiek w cierpieniu odnajduje do końca siebie: odnajduje duszę, którą - zdawało mu się, że przez cierpienie stracił (por. Mk 8,35; Łk 9,24; J 12,25).
Jednakże doświadczenia Apostoła, uczestnika cierpień Chrystusowych, idą jeszcze dalej. W Liście do Kolosan czytamy te słowa, które stanowią jakby ostatni etap duchowego itinerarium w związku z cierpieniem. Św. Paweł pisze: "Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół" (Kol 1,24). Tak napisał św. Paweł Apostoł, który w innym liście zapytuje swych adresatów: Czyż nie wiecie, że ciała wasze są członkami Chrystusa? (1 Kor 6,15).
W tajemnicy paschalnej Chrystus dał początek zjednoczenia z człowiekiem we wspólnocie Kościoła. Tajemnica Kościoła wyraża się w tym, że już w Chrzcie Świętym, który upodabnia do Chrystusa, a następnie poprzez Ofiarę Chrystusa - sakramentalnie przez Eucharystię - Kościół stale buduje się duchowo jako Ciało Chrystusa. W Ciele tym Chrystus chce być zjednoczony z wszystkimi ludźmi. W sposób szczególny zaś jest zjednoczony z tymi, którzy cierpią. Przytoczone słowa z Listu do Kolosan świadczą o wyjątkowym charakterze tego zjednoczenia. Oto bowiem ten, kto cierpi w zjednoczeniu z Chrystusem - jak w zjednoczeniu z Chrystusem znosi swe utrapienia Apostoł Paweł - ten nie tylko czerpie z Chrystusa ową moc, o jakiej mowa była poprzednio, ale ten także dopełnia swym cierpieniem braki udręk Chrystusa. W tym ewangelicznym obrazie uwydatnia się w sposób szczególny prawda o twórczym charakterze cierpienia. Cierpienie Chrystusa stworzyło dobro Odkupienia świata. To dobro samo w sobie jest niewyczerpalne i nieskończone. Żaden człowiek niczego nie może dodać do dobra Odkupienia. Równocześnie jednak, w tajemnicy Kościoła jako swojego Ciała, Chrystus niejako otworzył własne odkupieńcze cierpienie na każde cierpienie człowieka. O ile człowiek staje się uczestnikiem cierpień Chrystusa - w jakimkolwiek miejscu świata i czasie historii - na swój sposób dopełnia to cierpienie, przez które Chrystus dokonał Odkupienia świata.
Czy to znaczy, że Odkupienie dokonane przez Chrystusa jest niepełne? Nie. To znaczy tylko, że Odkupienie, dokonane mocą zadośćczyniącej miłości, jest stale otwarte na każdą miłość, która wyraża się w ludzkim cierpieniu. W tym wymiarze - w wymiarze miłości - Odkupienie, które do końca się dokonało, stale się niejako od nowa dokonuje. Chrystus dokonał Odkupienia bez reszty i do końca, równocześnie zaś go nie zamknął: w tym odkupieńczym cierpieniu, poprzez które dokonało się Odkupienie świata, Chrystus otwarł się od początku i stale się otwiera na każde ludzkie cierpienie. Owszem, to zdaje się należeć do samej istoty odkupieńczego cierpienia Chrystusa, że pragnie ono stale być dopełniane.
W taki sposób, z takim właśnie otwarciem na każde ludzkie cierpienie, Chrystus dokonał swoim własnym cierpieniem Odkupienia świata. Równocześnie bowiem Odkupienie to, choć dokonane w całej pełni cierpieniem Chrystusa, żyje i rozwija się na swój sposób w dziejach człowieka. Żyje i rozwija się jako Ciało Chrystusa, czyli Kościół - i w tym wymiarze każde ludzkie cierpienie mocą zjednoczenia w miłości z Chrystusem dopełnia cierpienie Chrystusa. Dopełnia je tak, jak Kościół dopełnia odkupieńczego dzieła Chrystusa. Tajemnica Kościoła - owego Ciała, które dopełnia ukrzyżowane i zmartwychwstałe Ciało Chrystusa - wskazuje równocześnie na ową przestrzeń, w której cierpienia ludzkie dopełniają cierpień Chrystusa. Tylko w tym zakresie i w tym wymiarze Kościoła-Ciała Chrystusa, które wciąż się rozwija w przestrzeni i czasie, można myśleć i mówić o brakach udręk Chrystusa. Apostoł zresztą to wyraźnie uwydatnia, gdy pisze o dopełnianiu braków udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół. To Kościół, który nieustannie czerpie z nieskończonych zasobów Odkupienia, wprowadzając to Odkupienie w życie ludzkości, jest tym wymiarem, w którym odkupieńcze cierpienie Chrystusa stale może być dopełniane cierpieniem człowieka.
W tym uwydatnia się również Bosko-ludzka natura Kościoła. Cierpienie zdaje się w jakiś szczególny sposób uczestniczyć we właściwościach tej natury. I dlatego też cierpienie posiada w obliczu Kościoła szczególną wartość. Jest takim dobrem, nad którym Kościół pochyla się ze czcią poprzez całą głębię swej wiary w Odkupienie. Pochyla się zarazem całą głębią tej wiary, jaką ogarnia w sobie samym niewypowiedzianą tajemnicę Ciała Chrystusa (List ap. Salvifici doloris, 16-24).
- Przełożeństwo jest służbą - Mk 10,35-45
Chrystus określa swoją misję Zbawiciela jako służbę, której najpełniejszym wyrazem będzie ofiara Jego życia dla dobra ludzi: "Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu" (Mk 10,45; Mt 20,28). Słowa te, skierowane do uczniów pragnących zająć pierwsze miejsca w Królestwie, mają ukształtować w nich nową mentalność, bliższą mentalności Nauczyciela. W opisie zawartym w Księdze Daniela postać Syna Człowieczego otoczona jest chwałą należną władcom, którym oddaje się powszechną cześć: "służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki" (Dn 7,14). Tej postaci Jezus przeciwstawia Syna Człowieczego, który oddaje się na służbę wszystkim. Jako Osoba Boska ma pełne prawo do tego, by Mu służono. Jednakże mówiąc, że przyszedł, żeby służyć, ujawnia zdumiewający aspekt postępowania Boga, który choć ma prawo i władzę, by Mu służono, oddaje się na służbę swemu stworzeniu. Tę wolę służenia Jezus wyraża w sposób wymowny i wzruszający podczas Ostatniej Wieczerzy, kiedy umywa nogi uczniom: ten symboliczny gest wyryje się na zawsze w ich pamięci jako reguła życia: "i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi" (J 13,14).
Miłość, jaką umiłował nas Chrystus, jest pokorna i ma charakter służebny. "Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu" (Mk 10,45). W przeddzień męki, w obliczu ustanowienia Eucharystii, Jezus umywa nogi Apostołom i mówi do nich: "Dałem wam (...) przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem" (J 13,15). Przy innej zaś sposobności napomina: "kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich" (Mk 10,43-44).
W oparciu o ten wzór pokornej służby, aż do ostatecznej posługi krzyża, Jezus mógł powiedzieć do uczniów: "Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem" (Mt 11,29). Ta miłość, której Chrystus uczy, wyraża się we wzajemnej służbie, w poświęceniu dla drugich, a ostatecznym jej sprawdzianem jest oddanie samego siebie w ofierze życia za braci (por. 1 J 3,16). Na to właśnie kładzie nacisk św. Paweł, gdy pisze, że "Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie" (Ef 5,25).
Jeśli w Pawłowym hymnie o miłości czytamy, iż miłość "nie szuka swego" (1 Kor 13,5), to Chrystus pozostawił nam najdoskonalszy wzór takiej właśnie bezinteresownej miłości. Święty Paweł mówi o tym wyraźnie w innym miejscu: "Niech każdy z nas stara się o to, co dla bliźniego dogodne - dla jego dobra, dla zbudowania. Przecież i Chrystus nie szukał tego, co było dogodne dla Niego" (Rz 15,2-3). W Chrystusowej miłości konkretyzuje się i dochodzi do szczytu sam rdzeń tego, co Jezus głosił: ewangeliczny radykalizm ośmiu błogosławieństw. Heroizm Chrystusa będzie zawsze wzorem dla heroicznych cnót świętych.
U progu męki Chrystusa Ewangelista Jan napisze o Nim: "umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował" (J 13,1), a owo do końca zdaje się świadczyć tutaj o definitywnym - nieprzewyższalnym - charakterze tej miłości. "Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich" (J 15,13), stwierdza Jezus w mowie przekazanej nam przez Jego umiłowanego ucznia.
Tenże sam Ewangelista napisze w swoim Liście: "Po tym poznaliśmy miłość, że On oddał za nas życie swoje. I doda: My także winniśmy oddać życie za braci" (1 J 3,16). Miłość Chrystusa, która ostatecznie objawiła się w ofierze krzyża - w oddaniu życia za braci - jest najwyższym wzorem dla każdej prawdziwej ludzkiej miłości. Jeśli wzór ten u niektórych uczniów i wyznawców Ukrzyżowanego osiąga postać heroicznej ofiary - czego liczne przykłady znajdujemy w dziejach chrześcijańskiej świętości - to taka miara naśladowania Mistrza może być zrozumiana tylko przez moc Ducha Chrystusowego, którego Chrystus w swej krzyżowej ofierze wyjednał i posłał od Ojca także swym uczniom (por. J 15,26) (Aud. gen., 4.02.1997).
- Syn Człowieczy przyszedł, aby służyć - Mk 10,45
Pan nasz, będąc Bogiem, stał się człowiekiem pośród ludzi "nie po to, aby Mu służono, lecz aby służyć" (Mk 10,45), przyjąwszy postać sługi (por. Flp 2,7). Uczynił to, ażeby nam wszystkim wskazać drogę do naśladowania. Każdy z nas, zarówno w swoim życiu indywidualnym, jak i w życiu społecznym, jest wezwany do wstępowania w ślady Pana Jezusa, który z miłości stał się sługą wszystkich. I nasze ludzkie osiągnięcia, choćby nie wiadomo jak były wyszukane i złożone, tyle są warte, na ile służą naszym braciom i siostrom. I to jest ostatecznym kryterium ich ludzkiej wartości. Solidarność urzeczywistnia się w służeniu. (...)
Życie chrześcijańskie znajduje swoje prawo nie w jakimś pisanym kodeksie, ale w osobowym działaniu Ducha Świętego, który ożywia i prowadzi chrześcijanina, to znaczy w prawie "Ducha, które daje życie w Jezusie Chrystusie" (Rz 8,2); "miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany" (Rz 5,5). Ma to znaczenie również dla chrześcijańskiego małżeństwa i rodziny chrześcijańskiej: ich przewodnikiem i prawem jest Duch Jezusa, rozlany w sercach przez sakrament małżeństwa. Jako kontynuacja chrztu z wody i Ducha, małżeństwo stawia na nowo przed małżonkami chrześcijańskimi prawo ewangelicznej miłości, i wraz z darem Ducha wpisuje ją głęboko w ich serca: miłość ich, oczyszczona i zbawiona, jest owocem Ducha, który działa w sercach wierzących, będąc dla nich równocześnie podstawowym przykazaniem życia moralnego, domagającym się odpowiedzialnej wolności. Rodzina chrześcijańska jest w ten sposób ożywiona i kierowana nowym prawem Ducha i w wewnętrznej komunii z Kościołem - ludem królewskim - zostaje wezwana do przeżywania swej służby miłości wobec Boga i wobec braci. Tak jak Chrystus sprawuje swoją władzę królewską, oddając się na służbę ludzi, tak chrześcijanin znajduje autentyczny sens własnego udziału w królewskości swego Pana, uczestnicząc w Jego duchu i w postawie służby człowiekowi. Tej władzy udzielił uczniom, aby i oni posiedli stan królewskiej wolności i przez zaparcie się siebie oraz przez życie święte pokonywali w sobie samych panowanie grzechu (por. Rz 6,12); co więcej, aby służąc Chrystusowi w bliźnich, przywodzili również braci swoich pokorą i cierpliwością do Króla, któremu służyć - znaczy panować. Albowiem Pan również za pośrednictwem wiernych świeckich pragnie rozszerzać królestwo swoje, mianowicie królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju; a w królestwie tym także stworzenie wyzwolone zostanie z niewoli skażenia na wolność chwały synów Bożych (por. Rz 8,21) (Homilia, 17.04.1988).
DZIAŁALNOŚĆ JEZUSA W JEROZOLIMIE - Mk 10,46-13,37
- Uzdrowienie niewidomego - Mk 10,46-52
Oto w Ewangelii człowiek niewidomy, ociemniały żebrak Bartymeusz, syn Tymeusza (por. Mk 10,46) i na jego ustach wołanie: "Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną" (Mk 10,47). Jezus kieruje do niego pytanie: "Co chcesz, abym ci uczynił?" Odpowiedź: "Rabbuni, abym przejrzał" (Mk 10,51). Jezus mu rzekł: "Idź, twoja wiara cię uzdrowiła" (Mk 10,52). I po tych słowach dokonał się cud. Bartymeusz widzi świat, świat stworzony przez Boga, świat, który Stwórca ofiarował oczom, rękom i myślom ludzkim. I Bartymeusz (...) przyłącza się do słów Psalmu: "Pan uczynił mi wielkie rzeczy. Pan Bóg uczynił wielkie rzeczy dla nas". Przywrócenie wzroku niewidomemu jest znakiem. Jednym wśród wielu znaków, jakich Chrystus dokonał, aby otworzyć swoim słuchaczom wzrok duszy, by widzieli nim, że Pan odmienił los Syjonu, aby widzieli wewnętrznie i dostrzegli, ile wielkich rzeczy uczynił Pan dla człowieka, nie tylko za pośrednictwem dzieła stworzenia, lecz jeszcze więcej za pośrednictwem dzieła Odkupienia. Jak wielką rzeczą jest to, że "Pan wybawił swój lud, resztę Izraela", jak czytamy w księdze proroka Jeremiasza (31,7). "Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne", według słów Ewangelii św. Jana (J 3,16). Jak wielką rzeczą jest Wcielenie, Odkupienie za pośrednictwem krzyża i zmartwychwstania, uświęcenie za pośrednictwem zesłania Ducha, Pocieszyciela. Trzeba tylko, aby na to wszystko otwarły się oczy duszy ludzkiej oraz by człowiek to widział. Trzeba, aby człowiek otworzył oczy i widział, wzrokiem wiary, Chrystusa, który jest Pośrednikiem i Kapłanem nowego i wiecznego Przymierza. O tym Pośredniku i Kapłanie mówi nam List do Hebrajczyków: "Z ludzi brany, dla ludzi bywa ustanawiany w sprawach odnoszących się do Boga" (Hbr 5,1); został ustanowiony, "by składał dary i ofiary za grzechy" (Hbr 5,1); został ustanowiony, aby "współczuć z tymi, którzy nie wiedzą i błądzą" (Hbr 5,2). I oto Chrystus stał się tym Pośrednikiem i Kapłanem - i jest nim. I to zostało dokonane przez Ojca, który powiedział do Niego: "Ty jesteś moim Synem, Jam Cię dziś zrodził" (Hbr 5,5) - i na innym miejscu: "Tyś jest kapłanem na wieki na wzór Melchizedeka" (Hbr 5,6). Bartymeusz uzdrowiony w cudowny sposób ze ślepoty, otworzył oczy i ujrzał przed sobą Jezusa, Syna Dawida. Otwórzmy oczy naszej wiary, aby widzieć Chrystusa w pełnym świetle Ewangelii. I patrząc oczyma wiary na Tego, który jest Pośrednikiem i Kapłanem - jedynym Pośrednikiem i Kapłanem między Bogiem i ludźmi oraz Kapłanem na wzór Melchizedeka - powtórzmy jeszcze raz, i powtórzmy z większym uniesieniem i z większą siłą przekonania: Pan Bóg uczynił wielkie rzeczy dla nas! (Homilia, 24.10.1982).
- Jezus wkracza uroczyście do Jerozolimy - Mk 11,1-11
Jezus zbliżał się do Jerozolimy, aby spełnić to wszystko, co było zapowiedziane przez proroków. Właśnie w tym dniu uczniowie, z rozkazu Mistrza, przyprowadzili Mu osiołka, poprosiwszy wpierw, aby mogli go pożyczyć na pewien czas. I Jezus usiadł na nim, aby spełnić także ten szczegół pism prorockich. Rzeczywiście, tak mówi prorok Zachariasz: "Raduj się wielce, Córo Syjonu, wołaj radośnie, Córo Jeruzalem! Oto Król twój idzie do ciebie, sprawiedliwy i zwycięski. Pokorny - jedzie na osiołku, na oślątku, źrebięciu oślicy" (Za 9,9). Wtedy także ludzie, którzy z okazji świąt udawali się do Jerozolimy - ludzie, którzy widzieli dzieła dokonane przez Jezusa i słyszeli Jego słowa - okazując wiarę mesjańską, którą On rozbudził, wołali: "Hosanna! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie. Błogosławione królestwo ojca naszego Dawida, które przychodzi. Hosanna na wysokościach!" (Mk 11,9-10).
Tak więc, na drodze ku Miastu Świętemu, blisko wejścia do Jerozolimy, wyłania się przed nami scena entuzjastycznego triumfu. "Wielu zaś słało swe płaszcze na drodze, a inni gałązki zielone ścięte na polach" (Mk 11,8). Naród izraelski patrzy na Jezusa oczyma własnej historii; jest to historia, która prowadziła naród wybrany przez wszystkie drogi jego duchowości, jego tradycji, jego kultu, właśnie ku Mesjaszowi. Jednocześnie ta historia jest trudna. Królestwo Dawida przedstawia punkt kulminacyjny pomyślności i ziemskiej chwały narodu, który od czasów Abrahama częstokroć odnajdywał swoje przymierze z Bogiem-Jahwe, ale nieraz także je łamał. Czy teraz zacieśni to przymierze w sposób definitywny? Lub może zgubi na nowo tę nić powołania, która od początku wskazywała sens jego historii?
Jezus wjeżdża do Jerozolimy na pożyczonym Mu osiołku. Tłum zdaje się być bliższy spełnienia obietnicy, dla której żyło tyle pokoleń. Wołanie: "Hosanna! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie" zdawało się chcieć wyrazić bliskie już spotkanie serc ludzkich z wiecznym Wybraniem. Wśród tej radości poprzedzającej uroczystości paschalne Jezus jest skupiony i milczący. Jest w pełni świadomy tego, że to spotkanie serc ludzkich z wiecznym Wybraniem nie dokona się przez Hosanna!, ale przez Krzyż. Zanim przybył do Jerozolimy w towarzystwie swoich ziomków, pielgrzymujących na święta Paschy, ktoś inny Go wprowadził i określił Jego miejsce w Izraelu. Był to Jan Chrzciciel nad Jordanem. Jan jednakże, kiedy zobaczył Jezusa, którego oczekiwał, nie wołał Hosanna!, lecz wskazując Go palcem, powiedział: "Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata" (J 1,29). Jezus słyszy wołanie tłumu w dniu wjazdu do Jerozolimy, ale Jego myśl jest utkwiona w słowach Jana znad Jordanu: "Oto Ten, który gładzi grzech świata" (J 1,29). (...)
Chrystus przybył do Jerozolimy, aby wypełniły się na Nim te słowa, aby rzeczywistością stała się figura Sługi Jahwe, za pośrednictwem której prorok, osiem wieków wcześniej, objawił zamiar Boży. Sługa Jahwe: Mesjasz, pochodzący od Dawida, ale nie ten, na którym spełnia się Hosanna ludu, lecz ten, który jest poddany najstraszniejszej próbie: "Szydzą ze mnie wszyscy, którzy na mnie patrzą (...) niech go ocali, jeśli go miłuje" (Ps 22[21],8-9).
Nie przez uwolnienie od obelgi, lecz właśnie przez posłuszeństwo aż do śmierci, przez Krzyż, miał urzeczywistnić się odwieczny plan miłości. I oto mówi już nie prorok, ale Apostoł, mówi Paweł, w którym słowo Krzyża znalazło szczególną drogę. Paweł, świadomy tajemnicy Odkupienia, daje świadectwo Temu, który "istniejąc w postaci Bożej (...) ogołocił samego siebie, (...) stawszy się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej" (Flp 2,6-8). Oto prawdziwy obraz Mesjasza, Namaszczonego, Syna Bożego, Sługi Jahwe. Jezus z tym obrazem wchodził do Jerozolimy, kiedy pielgrzymi, którzy towarzyszyli Mu w drodze, śpiewali: Hosanna! I słali płaszcze i gałązki drzew na drodze, którą przejeżdżał. (...)
Błogosławione Jego królestwo, które nadchodzi (por. Mk 11,10). Nadchodzi On, Jezus Chrystus, który jest Świadkiem wiernym, Pierworodnym umarłych i Władcą królów ziemi. Tym, który nas miłuje i który przez krew swoją uwolnił nas od naszych grzechów (por. Ap 1,5). To On nadchodzi. Oto stoi przed sądem Piłata. Namiestnik pyta: "Czy Ty jesteś Królem Żydowskim?" (J 18,33). Chrystus odpowiada: "Królestwo moje nie jest z tego świata" (J 18,36). Piłat nalega: "A więc jesteś królem?" (J 18,37). Odpowiedź Jezusa: "Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu" (tamże) (Homilia, 8.04.1979).
- Bóg nawiązał łączność z człowiekiem w Jezusie - Mk 12,1-12
Dzieje zbawienia stanowią relację i zapis sposobów, jakimi Bóg nawiązywał łączność z człowiekiem, posługując się przy tym wszystkimi formami i odmianami komunikacji. Istota ludzka została stworzona na obraz i podobieństwo Boga, tak żeby mogła przyjąć Jego Objawienie i nawiązać z Nim dialog miłości. Z powodu grzechu ta zdolność prowadzenia dialogu na obszarze zarówno indywidualnym, jak też społecznym, uległa osłabieniu, a ludzie nie przestają odtąd doświadczać poczucia niezrozumienia i oddalenia. Bóg jednak nie opuścił ich i posłał im samego swego Syna (Mk 12,1-11). W Słowie Wcielonym zbawcze moce zawarte w nawiązywaniu łączności osiągają apogeum: człowiekowi została teraz udzielona w Duchu Świętym możność otrzymania zbawienia, głoszenia go braciom i dawania mu świadectwa.
Tak więc łączność pomiędzy Bogiem i człowiekiem osiągnęła swą doskonałą postać w Słowie, które stało się ciałem. Razem z dawaną przez ludzkość odpowiedzią wiary akt miłości, w którym Bóg się objawia, tworzy owocny dialog. Dlatego właśnie, biorąc niejako za naszą własną, prośbę uczniów: "naucz nas modlić się" (Łk 11,1), możemy prosić Pana, ażeby dopomógł nam do zrozumienia, w jaki sposób mamy nawiązywać łączność z Bogiem i ludźmi, z pomocą przedziwnych środków przekazu społecznego. Stosowane na obszarze tego definitywnego i decydującego nawiązania łączności media dają opatrznościową sposobność docierania do ludzi wszystkich szerokości geograficznych, przekraczania barier czasu, przestrzeni i języka, nadawania najrozmaitszych postaci treściom wiary i dawania każdemu szukającemu pewnego punktu oparcia, który mu umożliwia nawiązanie dialogu z tajemnicą Boga, w pełni objawionego w Jezusie Chrystusie.
Słowo Wcielone dało nam przykład nawiązywania łączności z Ojcem i z ludźmi, zarówno w chwilach milczenia i skupienia, jak i przez głoszenie słowa w każdym miejscu i we wszystkich językach. Jezus objaśnia Pisma, posługuje się przypowieściami, prowadzi rozmowy w zaciszu domów, przemawia na placach i ulicach, nad brzegiem jeziora i na wzniesieniach. Osobiste z Nim spotkanie nikogo nie pozostawia obojętnym; zawsze stanowi wezwanie do naśladowania Go: "Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie w świetle, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach" (Mt 10,27).
Nadchodzi wreszcie moment szczytowy, w którym nawiązywanie łączności staje się najgłębszą komunią: jest to spotkanie eucharystyczne. Rozpoznawanie Jezusa w łamaniu chleba (por. Łk 24,30-31) pobudza wierzących do głoszenia Jego śmierci i zmartwychwstania oraz czyni ich odważnymi i radosnymi świadkami Jego królestwa (zob. Łk 24,35).
Odkupienie uzdrowiło i odnowiło zdolność wierzących do nawiązywania łączności. Spotkanie z Chrystusem czyni ich nowym stworzeniem i członkami tego ludu, który nabył On dla siebie krwią swoją, umierając na krzyżu, oraz wprowadza ich w wewnętrzne życie Trójcy, będące stałą i wzajemną wymianą doskonałej, nieskończonej miłości pomiędzy Ojcem, Synem i Duchem Świętym (List ap. Szybki rozwój, 4-6).
- Saduceusze pytają Jezusa o zmartwychwstanie - Mk 12,27
Tajemnica paschalna - to Chrystus u szczytu objawienia niezgłębionej tajemnicy Boga. Właśnie wtedy wypełniają się do końca owe wypowiedziane w Wieczerniku słowa: "Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca" (J 14,9). Chrystus bowiem, którego Ojciec nie oszczędził (por. Rz 8,32) ze względu na człowieka, Chrystus, który w swojej męce i krzyżu nie doznał miłosierdzia ludzkiego - w swym zmartwychwstaniu objawił całą pełnię tej miłości, którą Ojciec ma dla Niego, a w Nim dla wszystkich ludzi. "Nie jest On bowiem Bogiem umarłych, lecz żywych" (Mk 12,27). W swoim zmartwychwstaniu Chrystus "objawił Boga miłości miłosiernej" właśnie przez to, że jako "drogę do zmartwychwstania przyjął krzyż". I dlatego - kiedy pamiętamy o krzyżu Chrystusa, o Jego męce i śmierci - wiara i nadzieja nasza koncentruje się na Zmartwychwstałym. Wiara i nadzieja nasza koncentruje się na tym Chrystusie, który wieczorem pierwszego dnia po szabacie stanął pośrodku Wieczernika, gdzie Apostołowie byli zgromadzeni, tchnął na nich i rzekł: "Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane" (por. J 20,19-23). Oto Syn Człowieczy, który w swoim zmartwychwstaniu w sposób radykalny doznał na sobie miłosierdzia: owej miłości Ojca, która jest potężniejsza niż śmierć. I zarazem ten sam Chrystus, Syn Boży, który u kresu - a poniekąd już poza kresem - swego mesjańskiego posłannictwa okazuje siebie jako niewyczerpalne źródło miłosierdzia: tej samej miłości, która w dalszej perspektywie dziejów zbawienia w Kościele ma się potwierdzać stale jako potężniejsza niż grzech. Chrystus paschalny: definitywne wcielenie miłosierdzia. Jego żywy znak: historiozbawczy i eschatologiczny zarazem. W tym też duchu liturgia okresu wielkanocnego wkłada w usta nasze słowa Psalmu Misericordias Domini in aeternum cantabo (por. Ps 89[88],2) (Enc. Dives in misericordia, 8).
- Największe przykazanie i ludzki grzech - Mk 12,28b-34
W naszych sercach budzi się pragnienie dziękowania Bogu za ten coraz potężniejszy nurt wrażliwości na potrzeby człowieka, hojnej filantropii i powszechnej solidarności. W tę rozległą działalność humanitarną chrześcijanin powinien wnosić swój specyficzny wkład. Wie on, że w Piśmie Świętym wezwanie do miłości bliźniego wiąże się z nakazem miłowania Boga z całego serca, z całej duszy i z wszystkich sił (por. Mk 12,29-31). Trzeba koniecznie zwrócić uwagę na to Boskie źródło służby braciom. Tak, miłość bliźniego jest wypełnieniem nakazu Chrystusa i naśladowaniem Jego przykładu tylko wówczas, gdy łączy się z miłością do Boga. Jezus, który oddaje życie za grzeszników, jest żywym znakiem dobroci Bożej; podobnie chrześcijanin poprzez swoją ofiarność i poświęcenie pozwala doświadczyć braciom, z którymi się styka, miłosiernej i opatrznościowej miłości niebieskiego Ojca. Najdoskonalszym wyrazem Bożego miłosierdzia jest z pewnością przebaczenie, które płynie z serca i zwraca się ku nieprzyjacielowi. Jezus mówi, że nie jest żadną szczególną zasługą miłość do przyjaciół i do tych, którzy wyświadczają nam dobro (por. Mt 5,46-47). Prawdziwą zasługę ma ten, kto miłuje swego nieprzyjaciela. Któż jednak zdołałby się wspiąć na tak niedosiężny szczyt, jeśliby nie miał oparcia w miłości Bożej? Przed naszymi oczyma stają w tej chwili szlachetne postaci heroicznych sług miłości, którzy w naszym stuleciu poświęcili życie braciom i umarli, wypełniając najwyższe przykazanie Chrystusa. Przyjmujemy ich nauczanie, a zarazem jesteśmy wezwani do pójścia ich śladami, ze świadomością, że chrześcijanin wyraża swą miłość do Jezusa przez dar z siebie złożony bliźniemu, cokolwiek bowiem czyni któremuś ze swoich braci najmniejszych, czyni to samemu Panu (por. Mt 25,31-46). (...)
Grzech w znaczeniu prawdziwym i właściwym jest zawsze aktem konkretnej osoby, ponieważ jest aktem wolności poszczególnego człowieka, a nie zaś aktem grupy czy wspólnoty. Człowiek ten może być uwarunkowany, przymuszony, przynaglony przez istotne i działające z siłą czynniki zewnętrzne, może również ulegać skłonnościom, wadom, przyzwyczajeniom związanym z jego własnym stanem. W wielu przypadkach owe czynniki zewnętrzne i wewnętrzne mogą w mniejszym lub większym stopniu ograniczyć jego wolność, a zatem zmniejszyć także odpowiedzialność oraz winę. Jest jednak prawdą wiary, którą potwierdza również nasze doświadczenie i rozum, że osoba ludzka jest wolna. Nie można lekceważyć tej prawdy, obarczając grzechem poszczególnego człowieka, rzeczywistość zewnętrzną - struktury, systemy itd. Oznaczałoby to poza wszystkim innym przekreślenie godności i wolności osoby, które się przejawiają - nawet w sposób negatywny i katastrofalny - również i w odpowiedzialności za popełniony grzech. Dlatego w każdym człowieku nie ma niczego bardziej osobistego i nieprzekazywalnego, jak zasługa cnoty czy odpowiedzialność za winę.
Grzech, będący czynem osoby, wywołuje najpierw i przede wszystkim skutki w samym grzeszniku: w jego relacjach z Bogiem, który jest fundamentem ludzkiego życia; w jego duszy, osłabiając wolę i zaciemniając rozum. (...) Każdy grzech rzutuje z mniejszą lub większą gwałtownością, z mniejszą lub większą szkodą na całą strukturę kościelną i na całą ludzką rodzinę. W tym pierwszym znaczeniu można bezsprzecznie przypisać każdemu grzechowi charakter grzechu społecznego.
Niektóre grzechy stanowią jednak, ze względu na ich przedmiot, zamach skierowany przeciwko bliźniemu - a ściślej, mówiąc językiem ewangelicznym - przeciwko bratu. Są one obrazą Boga, ponieważ obrażają bliźniego. Grzechy te zwykło się określać jako społeczne; jest to drugie znaczenie terminu. W tym sensie społeczny jest grzech przeciwko miłości bliźniego, tym cięższy w Prawie Chrystusowym, że w grę wchodzi drugie przykazanie, które jest "podobne do pierwszego" (Mk 12,31). Społeczny jest w równym stopniu każdy grzech popełniony przeciwko sprawiedliwości bądź w odniesieniach osoby do osoby, bądź osoby do wspólnoty, bądź też wspólnoty do osoby. Społeczny jest każdy grzech przeciwko prawom osoby ludzkiej, poczynając od prawa do życia, nie wyłączając prawa nienarodzonych, czy przeciwko nietykalności fizycznej, każdy grzech przeciwko wolności drugiego, zwłaszcza przeciwko najwyższej wolności, jaką jest wolność wyznawania wiary w Boga i wielbienia Go; każdy grzech przeciwko godności i czci bliźniego. Społeczny jest każdy grzech przeciwko dobru wspólnemu i jego wymogom w całej rozległej sferze praw i obowiązków obywatelskich. Społeczny może być grzech popełniony czynem lub zaniedbaniem ze strony przywódców politycznych, ekonomicznych, związkowych, jeśli mając po temu władzę, nie angażują się z roztropnością w dzieło ulepszenia czy przemiany społeczeństwa według wymogów i możliwości na danym etapie dziejów; także ze strony pracowników, którzy nie dopełniają obowiązku obecności i współpracy w budowaniu przez przedsiębiorstwa dobrobytu dla nich, dla ich rodzin i dla całego społeczeństwa.
Trzecie znaczenie grzechu społecznego dotyczy stosunków pomiędzy różnymi wspólnotami ludzkimi. Stosunki te nie zawsze są w zgodzie z zamysłem Boga, który pragnie, by na świecie panowała sprawiedliwość, wolność i pokój wśród jednostek, grup i narodów. Stąd walka klas, bez względu na to, kto jest za nią odpowiedzialny, niekiedy ten, kto ustala jej reguły, stanowi zło społeczne. Stąd uporczywe przeciwstawianie się bloków państw innym blokom, jednego narodu - innemu narodowi, grup - innym grupom w łonie tego samego narodu również stanowi zło społeczne. W obydwu przypadkach należy postawić pytanie, czy za owo zło, czyli za grzech, można przypisywać komuś moralną odpowiedzialność. Trzeba przyznać, że takie rzeczywistości i sytuacje, jak wyżej wskazane, w swym upowszechnieniu, a nawet gigantyczności jako fakty społeczne prawie zawsze stają się anonimowe, podobnie jak złożone i nie zawsze możliwe do rozpoznania są ich przyczyny. Dlatego jeżeli mówi się o grzechu społecznym, to określenie to ma tutaj znaczenie wyraźnie analogiczne. W każdym razie mówienie o grzechach społecznych, choćby w sensie analogicznym, nie powinno nikogo skłaniać do pomniejszania odpowiedzialności jednostek, ale winno być odwołaniem się do sumień wszystkich, aby każdy we własnym zakresie podjął w poważny sposób i z odwagą odpowiedzialność za zmianę istniejącego zła i sytuacji, z którymi nie można się pogodzić. Przyjąwszy w sposób jasny i jednoznaczny to założenie, trzeba od razu dodać, że niesłuszne i nie do przyjęcia jest często dziś spotykane w niektórych środowiskach takie rozumienie grzechu społecznego, które przeciwstawiając niezbyt wyraźnie grzech społeczny grzechowi osobistemu, mniej lub bardziej nieświadomie prowadziłoby do złagodzenia lub prawie przekreślenia grzechu osobistego, dopuszczając jedynie istnienie winy i odpowiedzialności społecznej. Według takiego rozumienia, w którym łatwo dostrzec jego zależność od ideologii i systemów niechrześcijańskich - może odrzuconych dzisiaj przez tych, którzy niegdyś byli ich oficjalnymi zwolennikami - praktycznie każdy grzech byłby społeczny w tym sensie, że może być przypisany nie tyle moralnemu sumieniu osoby, ile nieokreślonemu bytowi i zbiorowości anonimowej, którą może być sytuacja, system, społeczeństwo, struktury, instytucje.
Otóż Kościół, gdy mówi o sytuacjach grzechu lub go piętnuje, jako grzechy społeczne pewne sytuacje czy pewne zachowania zbiorowe większych czy mniejszych grup społecznych lub wręcz całych narodów i bloków narodów, wie i głosi, że takie wypadki grzechu społecznego są jednocześnie owocem, nagromadzeniem i zbiorem wielu grzechów osobistych. Chodzi o grzechy najbardziej osobiste: tego, kto powoduje lub popiera nieprawość albo też czerpie z niej korzyści; tego, kto mogąc uczynić coś dla uniknięcia lub usunięcia czy przynajmniej ograniczenia pewnych form zła społecznego, nie czyni tego z lenistwa, z lęku czy też w wyniku zmowy milczenia lub zamaskowanego udziału w złu, albo z obojętności; tego, kto zasłania się twierdzeniem o niemożności zmiany świata; i również tego, kto usiłuje wymówić się od trudu czy ofiary, podając różne racje wyższego rzędu. Prawdziwie odpowiedzialne są więc osoby.
Sytuacja - a więc także instytucja, struktura, społeczeństwo - nie jest sama przez się podmiotem aktów moralnych; dlatego nie może być sama w sobie dobra lub zła. Na dnie każdej sytuacji grzechu znajdują się zatem zawsze osoby, które grzech popełniają. Jest to tak dalece prawdziwe, że gdy dana sytuacja może być zmieniona pod względem strukturalnym i instytucjonalnym siłą prawa lub - jak często się niestety zdarza - prawem siły, to w rzeczywistości taka zmiana okazuje się niepełna, krótkotrwała, a w ostateczności daremna i nieskuteczna - i nawet przynosząca odwrotny skutek - jeśli nie towarzyszy jej nawrócenie osób bezpośrednio czy pośrednio za tę sytuację odpowiedzialnych.
Jednakże istnieje w tajemnicy grzechu nowy wymiar, nad którym umysł człowieka nigdy nie przestał się zastanawiać: jego ciężar. Nieuniknionym pytaniem, na które sumienie chrześcijańskie zawsze chciało dać odpowiedź, jest: dlaczego i w jakiej mierze grzech jest ciężki ze względu na to, że obraża Boga oraz ze względu na skutki dla człowieka? Istnieje nauka Kościoła na ten temat, nauka, którą potwierdza on w jej istotnych elementach, chociaż zdaje sobie sprawę, że nie zawsze jest łatwo w konkretnych sytuacjach określić wyraźne granice. Już w Starym Testamencie za liczne grzechy - popełnione rozmyślnie (por. Lb 15,30), za różne formy nieczystości (por. Kpł 18,26-30), bałwochwalstwo (por. Kpł 19,4), kult fałszywych bogów (por. Kpł 20,1-7) - skazywano winnego na wyłączenie spośród jego ludu, co również mogło oznaczać skazanie na śmierć (por. Wj 21,17). Tym grzechom przeciwstawiano inne, przede wszystkim popełnione z nieświadomości, które mogły być odpuszczone przez złożenie ofiary (por. Kpł 4,2n; 5,7-6; Lb 15,22-29).
Odwołując się do owych tekstów, Kościół od wieków zawsze mówi o grzechu śmiertelnym i o grzechu powszednim. Jednak to rozróżnienie i te określenia otrzymują wyjaśnienie przede wszystkim w Nowym Testamencie, w którym obok wielu tekstów, wyliczających i surowo ganiących grzechy szczególnie zasługujące na potępienie, znajduje się potwierdzenie zasad Dekalogu przez samego Jezusa (por. Mk 10,19). Pragnę odwołać się tu do dwóch szczególnie znamiennych i przejmujących tekstów.
W swym Pierwszym Liście (1 J 5,16n) św. Jan mówi o grzechu, który sprowadza śmierć (prós thánaton), w przeciwieństwie do grzechu, który nie sprowadza śmierci (meprós thánaton). Oczywiście, w tym wypadku wchodzi w grę pojęcie śmierci duchowej: chodzi o utratę prawdziwego życia czy życia wiecznego, którym według św. Jana jest znajomość Ojca i Syna (por. J 17,3), komunia i ścisła więź z Nimi. Grzech, który sprowadza śmierć, zdaje się być w tym fragmencie zaprzeczeniem Syna (por. 1 J 2,22) lub kultem fałszywych bogów (por. 1 J 5,21). W każdym razie przez takie rozróżnienie pojęć św. Jan chciał zapewne zaakcentować nieobliczalny ciężar tego, co jest istotą grzechu, odrzucenie Boga, które ma miejsce nade wszystko w apostazji i w bałwochwalstwie, czyli w odrzuceniu wiary w prawdę objawioną i w przyrównaniu do Boga pewnych rzeczywistości stworzonych, czyniąc z nich bożyszcza czy fałszywych bogów (por. 1 J 5,16-21).
Apostoł chce także w tym miejscu zwrócić uwagę na pewność, która płynie dla chrześcijanina z faktu, że jest zrodzony z Boga przez przyjście Syna: jest w nim jakaś moc, która go zachowuje od upadku grzechowego; Bóg go strzeże, Zły go nie dotyka; że jeśli grzeszy ze słabości czy niewiedzy, ma nadzieję dostąpienia odpuszczenia, także dzięki pomocy płynącej ze wspólnotowej modlitwy braci.
Na innym miejscu Nowego Testamentu, w Ewangelii św. Mateusza (Mt 12,31n), Jezus sam mówi o bluźnierstwie przeciwko Duchowi Świętemu, które nie będzie odpuszczone, ponieważ jest w swoich przejawach upartą odmową nawrócenia się do miłości Ojca miłosierdzia.
Chodzi tu oczywiście o krańcowy i radykalny tego wyraz: o odrzucenie Boga, odrzucenie Jego łaski, a więc o sprzeciw przeciwko samej zasadzie zbawienia, przez co człowiek zdaje się dobrowolnie wyłączać siebie z drogi przebaczenia. Trzeba żywić nadzieję, że nieliczni są ci, którzy zechcą trwać uparcie do końca w owej postawie buntu czy wręcz wyzwania rzuconego Bogu, który jednak w swej miłości miłosiernej, jak uczy nas św. Jan, "jest większy od naszego serca" (1 J 3,20), i może pokonać wszelkie nasze opory psychiczne czy duchowe, tak że - jak pisze św. Tomasz z Akwinu - "o nikim nie można zwątpić w tym życiu, biorąc pod uwagę wszechmoc i miłosierdzie Boże" (Summa theologiae, II-II, q. 14, a. 3).
Jednak w obliczu problemu spotkania zbuntowanej woli z Bogiem nieskończenie sprawiedliwym trudno nie doznawać zbawiennych uczuć bojaźni i drżenia, jak sugeruje św. Paweł, podczas gdy napomnienie Jezusa odnoszące się do grzechu, który nie może być odpuszczony, potwierdza istnienie win, mogących ściągnąć na grzesznika jako karę śmierć wieczną. W świetle powyższych, a także innych tekstów Pisma Świętego, doktorzy i teologowie, mistrzowie życia duchowego i duszpasterze rozróżniają grzechy śmiertelne i powszednie. Między innymi św. Augustyn mówi o letalia czy mortifera crimina, przeciwstawiając im venialia, levia czy quotidiana (Ennaratione in Ps. XXXIX, 22). Znaczenie, jakie przypisuje on tym cechom kwalifikującym, miało wpływ na późniejsze Magisterium Kościoła. Następnie św. Tomasz sformułował w terminach możliwie najjaśniejszych naukę, którą Kościół stale głosi.
Przy definiowaniu i rozróżnianiu grzechów śmiertelnych i powszednich nie mogło być obce św. Tomaszowi i teologii grzechu, która do niego nawiązuje, odniesienie biblijne, a zatem pojęcie śmierci duchowej. Według Doktora Anielskiego, człowiek, aby żyć duchowo, winien trwać w komunii z najwyższą zasadą życia, którą jest Bóg, jako ostateczny cel całego istnienia i działania człowieka. Grzech zaś jest nieładem, wprowadzonym przez człowieka przeciwko tej życiodajnej zasadzie. Gdy "na skutek grzechu nieład w duszy posunie się aż do odwrócenia się od celu ostatecznego, czyli od Boga, z którym jednoczy nas miłość, wówczas ów grzech jest śmiertelny; kiedy zaś ów nieład dotyczy innych rzeczy, a nie odwrócenia się od tegoż celu, wówczas grzech jest powszedni" (Summa theologiae, I-II, q. 72, a. 5). Dlatego grzech powszedni nie pozbawia łaski uświęcającej, przyjaźni z Bogiem, miłości, a zatem szczęśliwości wiecznej, podczas gdy pozbawienie tych dóbr jest bezpośrednią konsekwencją grzechu śmiertelnego.
Rozważając ponadto grzech w aspekcie kary, którą zawiera, św. Tomasz z innymi Doktorami nazywa śmiertelnym grzech, który, jeśli nie zostanie odpuszczony, pociąga za sobą wieczną karę; powszednim - grzech, który zasługuje na zwykłą karę doczesną (to znaczy częściową i możliwą do odpokutowania na ziemi lub w czyśćcu). Gdy następnie spojrzy się na materię grzechu, wówczas pojęcie śmierci, całkowitego zerwania z Bogiem, najwyższym Dobrem, pojęcie zboczenia z drogi wiodącej do Boga czy przerwania wędrówki ku Niemu (wszystkie sposoby określenia grzechu śmiertelnego), wiążą się z pojęciem ciężkości treści przedmiotowej: dlatego grzech ciężki utożsamia się w praktyce, w nauce i działalności duszpasterskiej Kościoła z grzechem śmiertelnym.
Sięgamy tu istoty tradycyjnego nauczania Kościoła, potwierdzanego często i z mocą w ciągu ostatniego Synodu. Synod ten nie tylko powtórzył to, co stwierdził i ogłosił Sobór Trydencki o istnieniu i naturze grzechów śmiertelnych i powszednich, ale pragnął przypomnieć, że grzechem śmiertelnym jest ten, który dotyczy materii poważnej i który nadto został popełniony z pełną świadomością i całkowitą zgodą. Należy dodać - jak uczynił to Synod - że niektóre grzechy z racji swej materii są z natury ciężkie i śmiertelne. Istnieją więc akty, które jako takie, same w sobie, niezależnie od okoliczności, są zawsze wielką niegodziwością ze względu na przedmiot. Akty te, jeśli spełnione z wystarczającą świadomością i dobrowolnie, są zawsze ciężką winą.
Ta nauka, oparta na Dekalogu i przepowiadaniu Starego Testamentu, podjęta na nowo w kerygmacie apostolskim i należąca do najdawniejszego nauczania Kościoła, który powtarza ją do dzisiaj, znajduje dokładne potwierdzenie w doświadczeniu człowieka wszystkich czasów. Człowiek wie dobrze z doświadczenia, że na drodze wiary i sprawiedliwości, która go prowadzi do poznania i miłości Bożej w tym życiu i do doskonałej jedności z Nim w wieczności, może przystanąć lub zwolnić kroku, nie porzucając jednakże drogi Bożej: w tym przypadku mamy do czynienia z grzechem powszednim, który jednakże nie powinien być pomniejszany, tak jakby automatycznie był czymś, na co można nie zwracać uwagi, lub grzechem mało ważnym. Człowiek wie przecież z bolesnego doświadczenia, że świadomym i dobrowolnym aktem swej woli może zawrócić i iść w kierunku przeciwnym woli Bożej, oddalając się w ten sposób od Niego (aversio a Deo), odrzucając komunię miłości z Nim, odrywając się od zasady życia, którą jest On, a zatem wybierając śmierć.
Wraz z całą Tradycją Kościoła nazywamy grzechem śmiertelnym ten akt, którym człowiek dobrowolnie i świadomie odrzuca Boga, Jego prawo, ofiarowane człowiekowi przez Boga przymierze miłości, gdyż woli zwrócić się do siebie samego, do jakiejś rzeczywistości stworzonej i skończonej, do czegoś przeciwnego woli Bożej (conversio ad creaturam). Może stać się to w sposób bezpośredni i formalny, jak w grzechach bałwochwalstwa, odstępstwa, ateizmu; lub w sposób równoważny, jak we wszelkim nieposłuszeństwie przykazaniom Bożym w materii ciężkiej. Człowiek czuje, że to nieposłuszeństwo wobec Boga zrywa więź z jego życiodajną zasadą: jest to grzech śmiertelny, czyli akt, który ciężko obraża Boga, a w końcu zwraca się przeciwko samemu człowiekowi z ciemną i potężną, niszczycielską siłą.
W czasie trwania Synodu niektórzy Ojcowie zaproponowali potrójne rozróżnienie grzechów, które byłyby określane jako powszednie, ciężkie i śmiertelne. Ten podział mógłby naświetlić fakt, że między grzechami ciężkimi istnieje pewna gradacja. Pozostaje jednak zawsze prawdą, że istotna i decydująca różnica zachodzi między grzechem, który niszczy miłość, a grzechem, który nie zabija życia nadprzyrodzonego: pomiędzy życiem i śmiercią nie ma drogi pośredniej.
Podobnie powinno się unikać sprowadzania grzechu śmiertelnego do aktu opcji fundamentalnej - jak się dzisiaj zwykło mówić - przeciwko Bogu, rozumiejąc przez to wyraźne i formalne wzgardzenie Bogiem i bliźnim. Mamy bowiem do czynienia z grzechem śmiertelnym także wtedy, gdy człowiek świadomie i dobrowolnie, dla jakiejkolwiek przyczyny, wybiera coś, co jest poważnym nieporządkiem. W rzeczy samej taki wybór już zawiera w sobie wzgardę Bożym przykazaniem, odrzucenie miłości Boga do ludzkości i całego stworzenia: człowiek sam się oddala od Boga i traci miłość. To nastawienie podstawowe może zatem ulec zasadniczej zmianie przez poszczególne akty. Niewątpliwie mogą zaistnieć sytuacje bardzo złożone i niejasne pod względem psychologicznym, które wywierają wpływ na podmiotową poczytalność grzesznika. Jednakże od rozważań ze sfery psychologii nie można przejść do budowania kategorii teologicznej, jaką jest właśnie opcja fundamentalna rozumiana w taki sposób, że przedmiotowo zmienia lub podaje w wątpliwość tradycyjne pojęcie grzechu śmiertelnego.
O ile trzeba docenić każde szczere i roztropne usiłowanie zmierzające do wyjaśnienia psychologicznej i teologicznej tajemnicy grzechu, to jednak Kościół ma obowiązek przypomnienia wszystkim uczonym zajmującym się tą dziedziną, z jednej strony o konieczności pozostania wiernym słowu Bożemu, które poucza nas także o grzechu, z drugiej - o ryzyku przyczynienia się do jeszcze większego osłabienia we współczesnym świecie poczucia grzechu.
Z Ewangelii odczytywanej we wspólnocie kościelnej świadomość chrześcijańska nabyła poprzez pokolenia subtelnej wrażliwości i wyraźnego poznania zawartego w grzechu zarzewia śmierci. Wrażliwości i zdolności poznania służącej także do wykrywania owego zarzewia w tysiącznych formach pochodzących z grzechu, w tysiącznych postaciach, w jakich się jawi. Chodzi tu o to, co zwykło się nazywać poczuciem grzechu. Poczucie to ma swoje źródło w świadomości moralnej człowieka i jest jakby jej termometrem. Powiązane jest z poczuciem Boga, ponieważ wypływa ze świadomego stosunku łączącego człowieka z Bogiem jako jego Stwórcą, Panem i Ojcem. Dlatego tak jak nie można całkowicie wymazać poczucia Boga ani zagłuszyć sumienia, tak też nigdy nie da się zupełnie wymazać poczucia grzechu.
Nierzadko wszak w historii, przez dłuższy lub krótszy okres, zdarzało się, że pod wpływem wielorakich czynników świadomość moralna u wielu ludzi była poważnie zaćmiona. "Czy mamy prawidłowe pojęcie sumienia?" - pytałem dwa lata temu wiernych. - "Czy nie grozi człowiekowi współczesnemu zaćmienie sumień? Wypaczenie sumień? Martwota, "znieczulenie" sumień?" (Anioł Pański, 14 marca 1982). Zbyt wiele znaków wskazuje na to, że w naszych czasach takie zaćmienie istnieje, co jest tym bardziej niepokojące, że sumienie to, które Sobór nazwał "najtajniejszym ośrodkiem i sanktuarium człowieka" (Gaudium et spes, 16), jest "ściśle związane z wolnością człowieka (...). Stąd też sumienie w zasadniczej mierze stanowi o wewnętrznej godności człowieka, a zarazem o jego stosunku do Boga" (Anioł Pański, 14 marca 1982). W tej sytuacji w sposób nieunikniony zaciera się także poczucie grzechu, będące ściśle powiązane ze świadomością moralną, z poszukiwaniem prawdy, z pragnieniem odpowiedzialnego korzystania z wolności. Wraz z utratą wrażliwości sumienia następuje również zaćmienie poczucia Boga, a kiedy zagubi się ów decydujący punkt wewnętrznego odniesienia, zatraca się także poczucie grzechu. Dlatego właśnie mój poprzednik, Pius XII, używając zwrotu, który stał się niemal przysłowiowym, oświadczył, że "grzechem tego wieku jest utrata poczucia grzechu" (Orędzie radiowe, 26 października 1946).
Skąd pochodzi to zjawisko w naszych czasach? Jedno spojrzenie na liczne elementy współczesnej kultury może dopomóc nam w zrozumieniu stopniowego zmniejszania się poczucia grzechu, właśnie z powodu wyżej ujawnionego kryzysu sumienia i poczucia Boga.
Sekularyzm, który w swej naturze i definicji jest zespołem poglądów i zwyczajów broniących humanizmu całkowicie oderwanego od Boga i całkowicie skoncentrowanego na kulcie działania oraz produkcji, wypaczonego przesytem konsumpcji i przyjemności, nietroszczącego się o niebezpieczeństwo utraty własnej duszy, nie może nie zagrażać poczuciu grzechu. To zagrożenie będzie sprowadzać się coraz bardziej do tego, co obraża człowieka. Ale właśnie tu narzuca się gorzkie doświadczenie, o którym wspomniałem w mojej pierwszej encyklice, że mianowicie człowiek może zbudować świat bez Boga, ale ten świat w końcu obróci się przeciwko człowiekowi. W rzeczywistości Bóg jest początkiem i ostatecznym celem człowieka, który nosi w sobie Boże ziarno. Dlatego właśnie rzeczywistość Boga odsłania i rozjaśnia tajemnicę człowieka. Nie można zatem spodziewać się, że umocni się poczucie grzechu w odniesieniu do człowieka i wartości ludzkich, jeśli zabraknie poczucia obrazy wyrządzonej Bogu, czyli prawdziwego poczucia grzechu.
Zanikanie poczucia grzechu we współczesnym społeczeństwie jest również wynikiem dwuznaczności, w którą się popada, przyjmując niektóre wyniki wiedzy ludzkiej. Tak więc na podstawie niektórych twierdzeń psychologii troska, by nie obciążać winą czy nie hamować wolności, prowadzi do nieuznawania w żadnym wypadku jakiegokolwiek uchybienia. Wskutek niewłaściwej ekstrapolacji kryteriów wiedzy socjologicznej dochodzi się - jak już zaznaczyłem - do zrzucenia na społeczeństwo wszelkich win, od których uwalnia się jednostkę. Podobnie pewien rodzaj antropologii kulturalnej, poprzez wyolbrzymianie skądinąd niezaprzeczalnych uwarunkowań i wpływów środowiskowych i historycznych oddziałujących na człowieka, nazbyt ogranicza jego odpowiedzialność, nie uznając, że człowiek jest zdolny do wykonywania aktów prawdziwie ludzkich, a zatem nie uznaje możliwości popełnienia grzechu.
Łatwo zatraca się poczucie grzechu również na skutek zależności od etyki płynącej z pewnego relatywizmu historycystycznego. Może to być etyka, która relatywizuje normę moralną, negując jej absolutną i bezwarunkową wartość i w konsekwencji negując istnienie aktów niegodziwych z natury, niezależnie od okoliczności, w jakich zostaną spełnione. Chodzi tu o prawdziwe "odwrócenie i upadek wartości moralnych, o problem nie tyle nieznajomości etyki chrześcijańskiej, co raczej o problem sensu fundamentów i kryteriów postawy moralnej" (Gaudium et spes, 3). Zawsze skutkiem takiego przewrotu etycznego jest również osłabienie znaczenia grzechu do tego stopnia, że w końcu przyznaje się, iż grzech istnieje, ale nie wiadomo, kto go popełnia.
Zanika wreszcie poczucie grzechu wówczas - co może się zdarzyć w nauczaniu młodzieży, w środkach społecznego przekazu, w wychowaniu rodzinnym - gdy bywa ono błędnie utożsamiane z chorobliwym poczuciem winy czy też ze zwykłym przekroczeniem norm i przepisów prawnych. Utrata poczucia grzechu jest zatem jakąś formą lub owocem negacji Boga: nie tylko w postaci ateizmu, lecz także sekularyzmu. Jeżeli grzech jest zerwaniem synowskiego stosunku z Bogiem po to, by prowadzić własne życie poza posłuszeństwem wobec Niego, to grzechem jest nie tylko negacja Boga; grzechem jest również żyć tak, jak gdyby On nie istniał, wykreślać Go z codziennego życia. Model społeczeństwa kalekiego czy pozbawionego równowagi w jednym lub drugim znaczeniu, który często bywa lansowany przez środki społecznego przekazu, niemało przyczynia się do stopniowej utraty poczucia grzechu. W takiej sytuacji zatarcie czy osłabienie poczucia grzechu jest skutkiem bądź odrzucenia - w imię dążenia do osobistej autonomii, jakiegokolwiek odniesienia do transcendencji - bądź podporządkowania się wzorcom etycznym narzuconym przez powszechną zgodę czy zwyczaj, nawet jeżeli potępia je sumienie jednostkowe; bądź dramatycznych warunków ucisku społeczno-ekonomicznego, w jakich żyje wielka część ludzkości, i z których rodzi się tendencja do dostrzegania błędów i win jedynie w wymiarze społecznym; bądź też, i nade wszystko, jest skutkiem zatarcia się idei ojcostwa Bożego i panowania Bożego nad życiem człowieka.
Nawet w dziedzinie myśli i życia kościelnego pewne tendencje prowadzą w sposób nieuchronny do zaniku poczucia grzechu. Niektórzy, na przykład, dążą do zastąpienia przesady występującej w przeszłości inną przesadą: przechodzą od widzenia grzechu wszędzie do niedostrzegania go nigdzie; od zbytniego akcentowania lęku przed karą wieczną do głoszenia miłości Bożej, która miałaby wykluczać wszelką karę za grzech; od surowości stosowanej w celu wyprostowania błędnych sumień do pozornego poszanowania sumienia do tego stopnia, że przestaje istnieć obowiązek mówienia prawdy. Należy tu jeszcze dodać, że zamęt wywołany w sumieniach wielu wiernych w wyniku rozbieżności poglądów czy nauczania teologii, w kaznodziejstwie, w katechezie, w kierownictwie duchowym - w odniesieniu do trudnych i delikatnych problemów moralności chrześcijańskiej - doprowadza do obniżenia czy niemal do zaniku prawdziwego poczucia grzechu. Nie można też pominąć milczeniem pewnych braków w praktyce pokuty sakramentalnej: zaliczyć do nich trzeba skłonność do zacierania kościelnego znaczenia grzechu i nawrócenia poprzez sprowadzanie ich do wymiaru faktów jedynie indywidualnych, czy wręcz przeciwnie, skłonność do negowania osobowego wymiaru dobra i zła na rzecz uznawania jedynie ich wymiaru wspólnotowego; do nich należy również, nigdy nie zażegnane całkowicie, niebezpieczeństwo spowszedniałego rytualizmu, który odbiera sakramentowi jego pełne znaczenie i skuteczność wychowawczą.
Przywrócenie właściwego poczucia grzechu jest pierwszym sposobem przezwyciężenia poważnego kryzysu duchowego, jaki trapi człowieka naszych czasów. Poczucie grzechu odbuduje się jednak jedynie przez jasne odwołanie się do niezmiennych zasad rozumu i wiary, zawsze głoszonych przez naukę moralną Kościoła. Można słusznie żywić nadzieję, że przede wszystkim w świecie chrześcijańskim i w Kościele na nowo zakwitnie zbawienne poczucie grzechu. Przyczyni się do tego dobra katecheza przeniknięta teologią biblijną Przymierza, uważne słuchanie i ufne przyjęcie Magisterium Kościoła, który nie przestaje oświecać sumień, oraz coraz gorliwsza praktyka sakramentu pokuty (Homilia, 16.05.1999; Ad. Reconciliatio et paenitentia, 16-18).
- Wdowi grosz - Mk 12,38-44
W dzisiejszym świecie, mimo wielkiego i rzeczywistego postępu, istnieje jeszcze wielka potrzeba solidarności, współuczestnictwa, ponieważ istnieje jeszcze tak wielkie ubóstwo i nędza: wielu naszych braci cierpi z powodu głodu, pragnienia, wszelkiego rodzaju chorób; nie ma jeszcze należytego i odpowiadającego godności osoby ludzkiej mieszkania. Pozostaje zatem ogromna przestrzeń dla miłosierdzia, dla dobroczynności, ocenianych i stosowanych nie jako dumny gest kogoś, kto zadowolony ze swego bogactwa ostentacyjnie rzuca do skarbca świątyni garść monet, lecz jako skromny i pokorny dar ubogiej wdowy z Ewangelii, która złożyła w ofierze dwa drobne pieniążki, będące jednak wszystkim, co miała na utrzymanie (por. Mk 12,41-44; Łk 21,1-4).
Postawę, jaką winniśmy przyjąć w obliczu łaski, ukazuje nam Ewangelia na przykładzie ubogiej wdowy, która wrzuca do skarbony zaledwie kilka grosików, ale w rzeczywistości ofiarowuje więcej niż inni, ponieważ nie daje z tego, co jej zbywa, ale "wszystko, co miała, całe swe utrzymanie" (Mk 12,44). Ta nieznana kobieta idzie zatem śladem wdowy z Sarepty, która ugościła w swoim domu i przy swoim stole Eliasza. Oparciem dla obydwu tych kobiet jest ufność w Panu. Obydwie czerpią z wiary siłę dla heroicznej miłości. Te kobiety wzywają nas, byśmy naszej jubileuszowej liturgii nadali także wymiar miłosierdzia, pamiętając o wszystkich ubogich i potrzebujących na świecie. Cokolwiek uczynimy najmniejszemu z nich, uczynimy Chrystusowi (por. Mt 25,40) (Homilia, 21.12.1978).
- Paruzja Syna Człowieczego i Sąd Ostateczny - Mk 13,24-32
Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą (Mk 13,31). Chrystus mówi o przemijalności wszelkiego stworzenia, świata i człowieka na świecie. Nasze codzienne doświadczenie potwierdza prawdę tych słów. Są one szczególnie aktualne w listopadzie, miesiącu w którym nasze myśli zwracają się w sposób szczególny ku zmarłym, ku tym, którzy przeminęli w naszym widzialnym świecie. Śmierć wydarła ich z jego widzialnej sceny. Jedynie pamięć ludzka zachowuje ich imiona, jedynie serca odczuwają ból po ich utracie, niekiedy przez długi czas. (...) Wspomnijmy o naszych zmarłych i otoczmy ich szczególną modlitwą. Ale nie tylko to. Posłuchajmy również tego, co oni mówią nam w pewien sposób słowami Psalmu z liturgii.
"Pan moim dziedzictwem i przeznaczeniem, to On mój los zabezpiecza" (Ps 16[15],5). Wobec nieuchronnej konieczności śmierci, w pewnym sensie wobec prawa przemijalności wpisanego w całe stworzenie, pozostaje sam Bóg. Chrystus mówi o przemijalności świata i jednocześnie o nieprzemijalności słów Boga żywego. Te słowa nie przemijają nigdy i moc Boża jest niezniszczalna. Te słowa i ta moc stały się dziedzictwem i niejako przeznaczeniem człowieka. W ten sposób Bóg zabezpiecza jego los (por. Ps 16[15],5). Psalmista mówi dalej w ten sposób: "Zawsze stawiam sobie Pana przed oczy, On jest po mojej prawicy, nic mną nie zachwieje. Dlatego cieszy się moje serce i dusza raduje, a ciało moje będzie spoczywać bezpiecznie, bo w kraju zmarłych duszy mej nie zostawisz i nie dopuścisz, bym pozostał w grobie" (Ps 16[15],8-10). Słowa Chrystusa, które nie przemijają, odniosły zwycięstwo nad śmiercią. Psalm zapowiada mesjanistyczną prawdę o zmartwychwstaniu. Istotnie, zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa rzuciło całkowicie nowe światło na ostateczne przeznaczenie ludzi podległych konieczności śmierci. Ci, którzy opuszczają ten świat, nie zmierzają jedynie ku śmierci, lecz idą w kierunku Boga Żywego, w kierunku tego Słowa, które nie przemija. Idą w kierunku tej mocy, która jest niezniszczalna. Wyznajemy z całym Kościołem: Wierzę w ciała zmartwychwstanie, wierzę w życie wieczne. Czytania biblijne dzisiejszej niedzieli ożywiają w nas tę wiarę. Świat ukazuje człowiekowi codziennie nieuchronność śmierci. Równocześnie chce go zamknąć w pewien sposób w granicach życia, które przemija razem z nim. Słowo Boga Żywego ukazuje temu samemu człowiekowi perspektywę życia, które nie przemija: "Ty ścieżkę życia mi ukażesz, pełnię Twojej radości - i wieczną rozkosz po Twojej prawicy" (Ps 16[15],11).
W tej perspektywie życia, które nie przemija, staje dzisiaj przed nami Chrystus, jako jedyny i wieczny kapłan: pośrednik między czasem i wiecznością, między człowiekiem i Bogiem. W Liście do Hebrajczyków czytamy: Jezus Chrystus, "złożywszy raz na zawsze jedną ofiarę za grzechy, zasiadł po prawicy Boga, oczekując tylko, aż nieprzyjaciele Jego staną się podnóżkiem nóg Jego" (Hbr 10,12-13). Wiemy, że zwycięstwo w walce między dobrem i złem zostało odniesione przez krzyż. Chrystus zwyciężył przez ofiarę. I Jego ofiara na krzyżu za grzechy trwa. Nie przemija, tak jak nie przemija Jego słowo. W promieniu tej Ofiary toczy się historia ludzkości i historia każdego człowieka. "Jedną bowiem ofiarą udoskonalił na wieki tych, którzy są uświęcani" (Hbr 10,14). Ofiara Chrystusowa niesie w sobie nadzieję ostatecznego zwycięstwa dobra nad złem: nad grzechem, nad cierpieniem i nad śmiercią. Ona ukazuje nam ścieżkę życia. (...)
Świat kroczy ku swojemu kresowi. O dniu końca nikt nie wie, "ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec" (Mk 13,32). W świetle słów Ewangelii ten koniec lub kres nie zamyka historii człowieka, lecz otwiera ją w definitywnym wymiarze, otwiera za pośrednictwem Syna Człowieczego, za pośrednictwem drugiego przyjścia Chrystusa. "Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą" (Mk 13,26). "On przyjdzie, aby zebrać swoich wybranych z czterech stron świata" (Mk 13,27): tych, którzy stali się dojrzałymi dzięki prawdzie Jego słowa i mocy Jego krzyża. To ci, o których mówi prorok Daniel w pierwszym czytaniu: "Mądrzy będą świecić jak blask sklepienia, a ci, którzy nauczyli wielu sprawiedliwości, jak gwiazdy przez wieki i na zawsze" (Dn 12,3). To ci, których protagonistą jest Michał, wielki książę, również wspomniany przez proroka. Imię Michael znaczy: Któż jak Bóg? I w tym imieniu, jak w syntetycznym skrócie, zawiera się prawda i szczęśliwość życia wiecznego (Homilia, 14.11.1982).
- Zachęta do czujności - Mk 13,33-37
"Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił!" (Iz 63,19). Prorok Izajasz wypowiada - wyprzedzając o wieki narodzenie Chrystusa - to, co było najgłębszą tajemnicą pierwszego Adwentu. Czy nie przestaje to być jego tajemnicą także po przyjściu Chrystusa? W rozważaniu podążymy za słowami Proroka, zatrzymując się nad nimi w skupieniu. Oto homilia prowadząca do refleksji. "Tyś, Panie, naszym ojcem, "Odkupiciel nasz" to Twoje imię odwieczne. Czemuż, o Panie, dozwalasz nam błądzić z dala od Twoich dróg, tak iż serce nasze staje się nieczułe na bojaźń przed Tobą?" (Iz 63,16-17). Ojciec i Odkupiciel: w samym sercu Adwentu jest wpisana niezgłębiona tajemnica Boga, która się wyraża w tych słowach: Ojciec i Odkupiciel. Do Niego zwraca się człowiek, świadom swojego oddalenia od dróg Bożych: "Czemuż dozwalasz nam błądzić?".
Następnie Prorok woła: "Odmień się przez wzgląd na Twoje sługi i na pokolenia Twojego dziedzictwa. (...) Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił!" (Iz 63,17-19). Jakże głęboka i podstawowa prawda przejawia się w tym wołaniu! Aby człowiek mógł wrócić na te drogi, które Bóg mu wytyczył od początku, Bóg sam musi zbliżyć się do niego. Ale Bóg nie musi, ponieważ jest całkowicie wolny. I Prorok jest tego w pełni świadomy. Jeżeli wzywa Boga słowami tak mocnymi, czyni to dlatego, że jest świadomy Jego przymierza, Jego miłosiernej miłości... A także, ponieważ sytuacja człowieka i ludzkości jest ciężka... jest rozdzierająca. Czyż to samo nie dzieje się także w naszych czasach? Czyż wołanie Izajasza nie jest także wołaniem naszego Adwentu?
"Ani ucho nie słyszało, ani oko nie widziało, żeby jakiś bóg poza Tobą czynił tyle dla tego, co w nim pokłada ufność. Wychodzisz naprzeciw tych, co radośnie pełnią sprawiedliwość i pamiętają o Twych drogach" (Iz 64,3-4). Prorok świadczy o Bogu naszych ojców: o Bogu Abrahama, Izaaka, Jakuba, o Bogu Mojżesza. O Bogu, który tak wiele uczynił dla Izraela, swojego ludu. Wiele razy wychodził naprzeciw: "Wielokrotnie zawierałeś przymierze z ludźmi", modlimy się w czwartej Modlitwie eucharystycznej. A jeżeli tak mówił Izajasz, na wiele wieków przed Chrystusem, o ile bardziej my, Lud Boży Nowego Przymierza, my - Kościół - powinniśmy wypowiadać to samo świadectwo ustami, i nosić je w sercu. "Wychodzisz naprzeciw..." świadomi tego, jak głęboko jest wpisane w historię ludzkości decydujące wyjście naprzeciw Boga wobec ludzkości, w Jezusie Chrystusie. Zbliżamy się do początku trzeciego tysiąclecia!
"Oto Tyś zawrzał gniewem, bośmy grzeszyli przeciw Tobie od dawna i byliśmy zbuntowani. My wszyscy byliśmy skalani, a wszystkie nasze dobre czyny jak skrwawiona szmata. My wszyscy opadliśmy zwiędli jak liście, a nasze winy poniosły nas jak wicher. Nikt nie wzywał Twojego imienia, nikt się nie zbudził, by się chwycić Ciebie" (Iz 64,4-6). Jest to obraz sprzed wielu wieków. Ale jakże dzisiejszy! Historia zbawienia toczy się poprzez historię grzechu. Przyjście Boga, ciągłe przychodzenie Boga spotyka się w przeszłości, i w naszej współczesności, z falą przeciwną: z odchodzeniem od Boga. Wołanie Boga zostaje stłumione przez zapomnienie o Nim. Adwent urzeczywistnia się wśród anty-Adwentu.
To, co Izajasz powie teraz, jest może bardziej przykre: "Bo skryłeś Twoje oblicze przed nami i oddałeś nas w moc naszej winy" (Iz 64,6). Tak. To było zawsze najcięższe: człowiek oddany w moc swojej winy. Pozostawiony sobie samemu: swojej pysze w swojej niemocy. To było ciężkie już w pierwszym grzechu, w grzechu pierworodnym, o którym czytamy w Księdze Rodzaju i u św. Pawła. I jest ciężkie w naszej epoce, która unika nazywania grzechu po imieniu, aby nie znaleźć się z nim przed obliczem Boga wszechwiedzącego, który miłuje. Człowiek oddany w moc swojej winy jest człowiekiem, który nie decyduje się na skruchę i nawrócenie. Człowiekiem, który trwa w grzechu przeciw Duchowi Świętemu. Tak. W tym punkcie obraz namalowany przez Izajasza jest naprawdę przykry. Jednakże, mimo przerażenia, jakie budzi ten obraz, Prorok nie przestaje głosić Adwentu Boga. "A jednak, Panie, Tyś naszym Ojcem. Myśmy gliną, a Ty naszym twórcą. (...) My wszyscy jesteśmy dziełem rąk Twoich" (Iz 64,7). (...)
Pan Jezus mówi w Ewangelii: "Czuwajcie! Czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. Zostawił swój dom, powierzył swoim sługom staranie o wszystko, każdemu wyznaczył zajęcie, a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodziewanie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Lecz co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie!" (Mk 13,33-37). Badajcie wasze myśli, uczucia, pragnienia, czyny. Przebija w nich to wołanie: "Okaż nam, Panie, łaskę swoją, i daj nam swoje zbawienie" (Ps 85[84],8). Obudźcie je i ożywcie je. Niech ono na nowo nadaje ton całemu waszemu życiu. Czuwajcie! To znaczy żyjcie w perspektywie Adwentu, Przyjścia Bożego. "Tyś, Panie, naszym ojcem, "Odkupiciel nasz" to Twoje imię odwieczne". Amen (Homilia, 2.12.1984).
MĘKA, ŚMIERĆ I ZMARTWYCHWSTANIE JEZUSA - Mk 14,1-16,20
- Przygotowanie uczty paschalnej - Mk 14,17-21
Wejdźmy i my do dużej sali na górze, usłanej i gotowej (por. Mk 14,15) i przygotujmy się do słuchania najgłębszych myśli, które On pragnie nam przekazać; przygotujmy się w szczególności do przyjęcia gestu i daru, który On przygotował na to końcowe spotkanie. Oto w czasie wieczerzy Jezus wstaje od stołu i zaczyna myć uczniom nogi. Piotr początkowo się sprzeciwia, później pojmuje i godzi się. My również jesteśmy wezwani do zrozumienia, że pierwszą powinnością ucznia jest słuchanie swego Pana i otwarcie serca na przyjęcie inicjatywy Jego miłości. Dopiero po tym zostanie zaproszony, by z kolei on sam czynił to, co uczynił Nauczyciel. On również będzie musiał umywać nogi braciom, wyrażając w gestach posługi drugim tę miłość, która jest syntezą całej Ewangelii (por. J 13,1-20). I dalej podczas wieczerzy, wiedząc, że nadeszła już Jego godzina, Jezus błogosławi i łamie chleb, po czym podaje go Apostołom, mówiąc: To jest Ciało moje; podobnie czyni z kielichem: "To jest moja Krew". I poleca im: "Czyńcie to (...) na moją pamiątkę" (1 Kor 11,24.25). Prawdziwie jest w tym świadectwo miłości aż do końca (por. J 13,1). Jezus daje siebie na pokarm uczniom, aby się z nimi zjednoczyć. Raz jeszcze dochodzi do głosu lekcja, której trzeba się nauczyć: przede wszystkim należy otworzyć serce, by przyjąć miłość Chrystusa. To On wychodzi z inicjatywą - dzięki Jego miłości stajemy się zdolni kochać naszych braci. A zatem umycie nóg i sakrament Eucharystii to dwa przejawy tej samej, jednej tajemnicy miłości, powierzonej uczniom, "abyście - mówi Jezus - i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem" (J 13,15).
"Czyńcie to na moją pamiątkę!" (1 Kor 11,24). Pamiątka, którą Pan pozostawił nam tamtego wieczoru, dotyczy kulminacyjnego momentu Jego ziemskiego życia - momentu Jego wydania się w ofierze Ojcu z miłości do ludzi. A pamiątka ta jest włączona w kontekst wieczerzy - wieczerzy paschalnej, w czasie której Jezus daje swym Apostołom siebie, pod postaciami chleba i wina, jako pokarm dla nich na drogę ku ojczyźnie niebieskiej. Mysterium fidei! - głosi celebrans po wypowiedzeniu słów konsekracji. A zgromadzenie liturgiczne odpowiada, wyrażając z radością swą wiarę i pełne nadziei jej przyjęcie. Zaprawdę wielką tajemnicą jest Eucharystia! Tajemnicą niepojętą dla ludzkiego rozumu, lecz jakże jasną dla oczu wiary! Uczta Pańska, w prostocie znaków eucharystycznych - dzielonego chleba i wina - jawi się także jako uczta konkretnego braterstwa. Przesłanie, jakie z niej płynie, jest zbyt oczywiste, by można je było zignorować: ten, kto uczestniczy w celebracji eucharystycznej, nie może pozostać nieczuły na oczekiwania ubogich i potrzebujących (Homilia, 17.04.2003).
- Ustanowienie ofiary Nowego Przymierza - Mk 14,12-16.22-26
"To jest moja Krew Przymierza" (Mk 14,22.24). Oto słowa, które położyły nową pieczęć na Bożym Planie zbawienia człowieka. Oto słowa, które ustanowiły Nowe Przymierze. Ażeby wypowiedzieć te słowa - ażeby ustanowić sakrament swego Ciała i Krwi - Chrystus polecił swym uczniom znaleźć właściwe miejsce: "gdzie jest dla Mnie izba, w której mógłbym spożyć Paschę z moimi uczniami?" (Mk 14,14). Tę izbę, miejsce Ostatniej Wieczerzy, nazywa się Wieczernikiem. Rokrocznie Kościół, który jest w Rzymie, przybywa do swej katedry: do Bazyliki na Lateranie, aby tutaj sprawować pamiątkę Ostatniej Wieczerzy: Wielki Czwartek. To miejsce stało się wieczernikiem rzymskiego Kościoła. "Gdy jedli, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał i dał im mówiąc: "Bierzcie, to jest Ciało moje". Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie dał im, i pili z niego wszyscy. I rzekł do nich: "To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana"" (Mt 14,22-24). Krew Przymierza.
Jezus wypowiada te słowa wobec Apostołów, których liczba, dwunastu, odpowiada dwunastu pokoleniom Izraela. To wobec tych dwunastu pokoleń, jak czytamy w Księdze Wyjścia, Mojżesz "obwieścił ludowi wszystkie słowa Pana i wszystkie Jego zlecenia (...) wziął Księgę Przymierza i czytał ją głośno ludowi" (Wj 24,3.7). Pokolenia Izraela oświadczyły: "Wszystko, co powiedział Pan, uczynimy i będziemy posłuszni". Wtedy "Mojżesz wziął krew i pokropił nią lud, mówiąc: "Oto krew przymierza, które Pan zawarł z wami na podstawie wszystkich tych słów"" (Wj 24,7-8). Krew Przymierza. Stare Przymierze zawarte we krwi zwierząt ofiarnych.
W pośrodku Wieczernika jerozolimskiego objawia się Chrystus, Pośrednik Nowego Przymierza, który "przez własną Krew ma wejść raz na zawsze do Miejsca Świętego zdobywszy wieczne odkupienie" (Hbr 9,12). Pośrednik Nowego Przymierza. Arcykapłan dóbr przyszłych. Chrystus, "który przez Ducha wiecznego złożył Bogu samego siebie jako nieskalaną ofiarę, oczyści (...) sumienia z martwych uczynków, [abyśmy] służyć mogli Bogu żywemu" (Hbr 9,14). Arcykapłan dóbr przyszłych: "ażeby (...) ci, którzy są wezwani do wiecznego dziedzictwa, dostąpili spełnienia obietnicy" (Hbr 9,15). Chrystus: Pośrednik Nowego i Wiecznego Przymierza w swojej własnej Krwi.
Ta Krew jest Krwią Jego Ciała. A Ciało jest przybytkiem Jego Krwi. Kiedy wyda swoje Ciało na krzyżu, przeleje Krew, stając się cały żertwą Ofiary Doskonałej. "Zaprawdę, powiadam wam: Odtąd nie będę już pił z owocu winnego krzewu aż do owego dnia, kiedy pić go będę nowy w królestwie Bożym" (Mk 14,25). Poprzez Ofiarę, ustanowioną w Wieczerniku, pod postacią Chleba i Wina, Chrystus - Arcykapłan dóbr przyszłych - wchodzi raz na zawsze do Miejsca Świętego. I nas do tego Miejsca wprowadza. Sakrament Ciała i Krwi jest sakramentem drogi. Tej drogi, którą człowiek podąża do wiecznych swoich przeznaczeń w Bogu samym. Tej drogi, która od życia w doczesności, od życia przemijającego - prowadzi nas do Życia Wiecznego.
"Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki" (J 6,51). Pragniemy o tym świadczyć w pośrodku naszej własnej wspólnoty. I pragniemy mówić wszystkim ludziom: droga człowieka jest drogą Życia Wiecznego. Wpośród tego Miasta, wpośród tych ulic, tych gmachów, tych przybytków wielostronnej działalności człowieka, która zwrócona jest w stronę doczesności - pragniemy mówić o sakramencie Życia Wiecznego w Ciele i Krwi Chrystusa. (...)
Pragniemy świadczyć o Przymierzu. Eucharystia - sakrament Przymierza w Ciele i Krwi Chrystusa - Przymierza, które jest wieczne. Jest to Przymierze, które ogarnia wszystkich. Wszystkich dosięga ta Krew i wszystkich zbawia. Pośród tych, którzy zapomnieli, tych, którzy nie widzą, tych, którzy są obojętni, tych, którzy są przeciwni - wołamy: Czym ja, człowiek, odpłacę się Panu za wszystko, co mi wyświadczył? Ponad wszystkie zawiłości dziejów, ponad zagrożenia współczesności, ponad perypetie ludzkich serc, umysłów i sumień Kościół podnosi kielich zbawienia (por. Ps 116B[115],13) - Eucharystię.
Pragniemy głosić światu Eucharystię jako znak Przymierza, które Bóg zawarł nieodwołalnie z człowiekiem za pośrednictwem Ciała i Krwi swojego Syna. To Ciało zostało wydane na mękę i na śmierć. Podzieliło ziemski los człowieka po grzechu pierworodnym. Ta Krew została wylana, aby przypieczętować Nowe Przymierze Boga z człowiekiem: przymierze łaski i miłości, przymierze świętości i prawdy. Jesteśmy uczestnikami tego Przymierza jeszcze bardziej niż lud Boży Starego Prawa. Dzisiaj chcemy więc dać świadectwo o tym wobec wszystkich ludzi. Wszelako dla wszystkich ludzi Bóg stał się człowiekiem. Za wszystkich Chrystus umarł i zmartwychwstał. Wszyscy wreszcie zostali powołani na Ucztę w wieczności. A tutaj na ziemi Pan Bóg zaprasza każdego, mówiąc: "Bierzcie i jedzcie (...) Bierzcie i pijcie (...) abyście nie ustali w drodze!" Jakże godny podziwu jest nasz Bóg! Ten, którego żaden umysł nie jest w stanie ogarnąć i uczcić na miarę Jego świętości. Ten, którego żadne serce nie jest w stanie miłować na miarę Jego miłości. Jakże to godne podziwu, że chce, abyśmy Go ogarniali, miłowali i wielbili, według ludzkiego wymiaru naszej wiary, pod postaciami Chleba i Wina! (Homilia, 6.06.1985).
- Jezus w Ogrodzie Oliwnym - Mk 14,32-42
Modlitwa w Ogrójcu tłumaczy się nie tylko w związku z tym wszystkim, co po niej ma nastąpić w toku wydarzeń Wielkiego Piątku, w związku z męką i śmiercią krzyżową, ale także - nie mniej ściśle - z Ostatnią Wieczerzą. W czasie Ostatniej Wieczerzy Chrystus wypełnił to, co było odwieczną wolą Ojca w stosunku do Niego. Było to równocześnie Jego wolą, wolą Syna: "właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę" (J 12,27). Słowa ustanawiające sakrament Nowego i Wiecznego Przymierza, Eucharystię, są "niejako sakramentalną pieczęcią wyciśniętą na tej odwiecznej woli Ojca i Syna", która teraz przybliżyła się do godziny ostatecznego wypełnienia.
W Ogrójcu imię Abba, które w ustach Jezusa posiada głębię trynitarną - jest to bowiem imię, którym On sam się posługuje, mówiąc do Ojca i mówiąc o Ojcu, zwłaszcza na modlitwie - odzwierciedla w cierpieniach męki sens słów ustanowienia Eucharystii. Do Ogrójca Chrystus przychodzi, aby objawić jeszcze jeden aspekt prawdy o sobie, o Synu, zwłaszcza poprzez to słowo: Abba. Prawda ta zaś - niesłychana prawda o Jezusie Chrystusie - polega na tym, że będąc na równi z Bogiem jako Syn współistotny Ojcu, jest zarazem prawdziwym człowiekiem. Często też nazywał siebie Synem Człowieczym. Nigdy tak jak w Ogrójcu nie objawia się rzeczywistość Syna Bożego, który przyjmuje postać sługi (por. Flp 2,7), stosownie do proroctwa Izajasza (por. Iz 53).
Modlitwa w Ogrójcu - tak jak każda inna modlitwa Jezusa, a zarazem bardziej niż którakolwiek - jest objawieniem prawdy o Nim samym. Prawdy o powołaniu i posłannictwie Syna, który przyszedł na świat, ażeby wypełnić ojcowską wolę Boga, aż do ostatniego "wykonało się" (J 19,30). Jest to ważne dla wszystkich, którzy wchodzą do Chrystusowej szkoły modlitwy. Szczególnie ważne dla nas, kapłanów.
Chrystus więc - współistotny Syn - staje przed Ojcem i mówi: Abba. I oto, dając wyraz - poniekąd radykalny wyraz - tego, że jest prawdziwym człowiekiem, Synem Człowieczym, prosi o oddalenie gorzkiego kielicha. Jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich! (Mt 26,39; por. Mk 14,36; Łk 22,42).
Jezus wie, że to nie jest możliwe; że kielich jest po to, aby go pił i wypił do dna. A jednak mówi tak właśnie: "jeśli to możliwe, niech Mnie ominie". Mówi w momencie, w którym już ten właśnie kielich, którego tak gorąco pragnął (por. Łk 22,15), stał się sakramentalną pieczęcią Nowego i Wiecznego Przymierza we krwi Baranka. Kiedy wszystko to, co zostało odwiecznie postanowione, jest już sakramentalnie ustanowione w czasie: wprowadzone w całą przyszłość Kościoła.
Chrystus, który w Wieczerniku sam dokonał tego ustanowienia, nie może chcieć odwrócenia tej rzeczywistości, jaką sakrament Ostatniej Wieczerzy oznacza. Z całego serca pragnie jej wypełnienia. Jeśli tym niemniej modli się o oddalenie kielicha, to w ten sposób ujawnia wobec Boga i ludzi cały ciężar sprawy, którą wypada Mu przyjąć na siebie za nas wszystkich: ekspiację za grzech. Ujawnia też ogrom cierpienia, jakie wypełnia Jego ludzkie serce. W ten sposób Syn Człowieczy okazuje się solidarny z wszystkimi braćmi i siostrami wielkiej rodziny ludzkiej, od początku do kresu czasów. Cierpienie jest dla człowieka złem - Jezus Chrystus w Ogrójcu odczuwa cały ciężar cierpienia, odpowiadający doświadczeniu każdego człowieka, odpowiadający jego wewnętrznej prawdzie. Przed Ojcem pozostaje w całej tej prawdzie swojego człowieczeństwa, prawdzie ludzkiego serca, przygniecionego cierpieniem, które przybliża się do swojego dramatycznego szczytu. "Smutna jest moja dusza aż do śmierci" (Mk 14,34). Miary tego cierpienia człowieka nikt nie potrafi odtworzyć przy pomocy samych tylko ludzkich kryteriów. W Ogrójcu modli się przecież do Ojca Człowiek, który równocześnie jest Bogiem, współistotnym Ojcu.
Słowa Ewangelisty: "począł się smucić i odczuwać trwogę" (Mt 26,37), jak też cały przebieg modlitwy w Ogrójcu, zdają się wskazywać nie tylko na lęk przed cierpieniem, ale również na ten inny - jakże znamienny dla człowieka - rodzaj lęku, który łączy się z poczuciem odpowiedzialności. Czyż człowiek nie jest tą szczególną istotą, której powołaniem jest wciąż przerastać siebie? Jezus Chrystus, Syn Człowieczy, objawia w swej modlitwie przed męką ów szczególny trud odpowiedzialności, jaka łączy się z podejmowaniem zadań, w których człowiek musi przerastać siebie.
Ewangelie wspominają wiele razy o tym, że Jezus się modlił, co więcej, noce spędzał na modlitwie (por. Łk 6,12). Żadna z tych modlitw Jezusa nie została ukazana w sposób tak dogłębny i przenikliwy jak właśnie ta jedna modlitwa w Ogrójcu. Jest to zrozumiałe. Żaden inny bowiem moment w życiu Jezusa z Nazaretu nie był tak decydujący. Żadna inna modlitwa nie wchodziła tak ściśle w to, co miało być Jego godziną. Od żadnej innej decyzji w Jego życiu nie zależało w takiej mierze spełnienie woli Ojca, który "tak (...) umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne" (J 3,16).
Kiedy Jezus mówi w Ogrójcu: "nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!" (Łk 22,42), objawia Ojca i tę właśnie prawdę o Jego zbawczej miłości do człowieka. Wola Ojca to właśnie ta zbawcza miłość. Zbawienie świata ma się urzeczywistnić przez odkupieńczą ofiarę Syna. Trudno, ażeby Syn Człowieczy, przyjmując to zadanie, nie ujawnił w swojej definitywnej rozmowie z Ojcem, że świadomie podejmuje nadludzki wymiar tego zadania i spełnia wolę Ojca, pozostając z Nim w najgłębszej jedności synowskiej.
"Wypełniłem dzieło, które Mi dałeś do wykonania" (J 17,4). Ewangelista dodaje: "Pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił" (Łk 22,44), a ta śmiertelna udręka duszy wyraziła się także krwawym potem na twarzy Jezusa (por. Łk 22,44). Jest to skrajny wyraz cierpienia, które staje się modlitwą, a z kolei wyraz modlitwy, która zna ból, towarzysząc ofierze antycypowanej sakramentalnie w Wieczerniku, przeżytej głęboko w duchu Ogrójca, a mającej się dopełnić na Kalwarii. Na te właśnie momenty arcykapłańskiej i ofiarniczej modlitwy Jezusa pragnę zwrócić waszą uwagę, Drodzy Bracia, w powiązaniu z naszą modlitwą i naszym życiem (List do kapłanów na Wielki Czwartek 1987, 4-6).
- Jezus przed Sanhedrynem - Mk 14,53-72
"Ukrzyżuj Go, ukrzyżuj" (Mk 15,13-14). Będą wołać: "Krew Jego na nas i na dzieci nasze" (Mt 27,25). Dlaczego? Szukamy odpowiedzi w opisie Ewangelistów: Mateusza, Marka, Łukasza i Jana. Odpowiedź jest następująca. Wobec Sanhedrynu Jezus usłyszał pytanie: "Poprzysięgam Cię na Boga żywego, powiedz nam: Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży?" (Mt 26,63). Odpowiedział na to pytanie: "Tak, Ja Nim jestem" (Mt 26,64). Wówczas arcykapłan rozdarł szaty, a sądzący trybunał wypowiedział wyrok: "Winien jest śmierci" (Mt 26,66). Motyw wyroku był religijny. Jezus został skazany jako bluźnierca. Wobec Piłata, namiestnika rzymskiego, Jezus nie jest oskarżony o to samo. Nie o to, że się Synem Bożym mienił (por. J 19,7). Oskarżony jest o to, że się mienił Królem (por. Łk 23,2). Motyw wyroku jest polityczny. Jezus zostanie skazany jako uzurpator.
Jednakże pomiędzy jednym i drugim wyrokiem odbyła się rozmowa, w której Oskarżony tak odpowiedział Piłatowi: "Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu" (J 18,37). Czy Piłat zrozumiał? Zdaje się, że nie. A jednak kiedy ubiczowanego Chrystusa, w cierniowej koronie, postawił na nowo wobec oskarżycieli - wskazał na Niego i powiedział: "Oto człowiek" (J 19,5). Tak więc - Jezus z Nazaretu: skazany przez Sanhedryn jako bluźnierca, skazany przez Piłata jako uzurpator - zostaje skazany przede wszystkim jako Człowiek. Zostaje skazany - bo wziął na siebie sprawę człowieka - sprawę odwieczną i ostateczną. "Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat" (J 18,37).
O tej sprawie człowieka, którą wziął na siebie Jezus Chrystus, i którą poniósł na krzyż, mówi Paweł Apostoł. Tekst z Listu do Filipian jest zwięzły, a równocześnie przedziwnie bogaty i syntetyczny. Apostoł pisze: "Chrystus Jezus istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi" (2,6-7). Kim jest Jezus Chrystus? Jest na równi z Bogiem (por. Flp 2,6). Jest współistotny Ojcu. Jest Bogiem z Boga. Światłością ze światłości. Jest Synem Bożym. Prawdziwym Bogiem. Równocześnie Ten - współistotny Ojcu Syn Boży - stał się człowiekiem. Jest prawdziwym człowiekiem. Kim jest człowiek? Jest stworzeniem. "Stworzył (...) Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę" (Rdz 1,27). Człowiek jest stworzeniem Boga - i równocześnie jest obrazem i podobieństwem Boga. Sprawa człowieka - sprawa odwieczna i ostateczna - w tym się zawiera: człowiek jest wśród wszystkich stworzeń widzialnego świata istotą Bogu podobną, a równocześnie jest stworzeniem. Chrystus wziął na siebie sprawę człowieka, stając się człowiekiem. Bóg - Syn, współistotny Ojcu, jako człowiek stanął w rzędzie stworzeń. Poniekąd ogołocił się z Bóstwa, pozostając Bogiem - Synem. Jako człowiek-stworzenie stał się sługą: sługą swego Stwórcy. Sługą Jahwe.
Tak. Chrystus stał się Sługą Jahwe z proroctwa Izajasza (...): "Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym mi brodę. Nie zasłoniłem mej twarzy przed zniewagami i opluciem" (Iz 50,6). Sługa Jahwe: cierpiący Sługa Jahwe - najpełniejszy prorocki obraz umęczonego Mesjasza. Ten sam obraz odtwarza Psalm 22[21] - w responsorium dzisiejszej liturgii. Bóg - Syn, współistotny Ojcu na równi z Bogiem, jako stworzenie, jako Człowiek staje się sługą Boga i ludzi! Ogłasza program tej służby w Ewangelii, zwłaszcza gdy poprzez wieczerzę paschalną przygotowuje się do Męki: gdy umywa nogi swoim uczniom. Nie przyszedłem, aby mi służono, ale - abym służył (por. Mt 20,28). Służył... ludziom! W ten sposób bierze na siebie sprawę człowieka, aby ją doprowadzić do końca. Człowiek bowiem jest obrazem i podobieństwem Boga. Ten obraz i podobieństwo zostaje doprowadzone do szczytu, gdy człowiekiem staje się Syn Boży, samo Przedwieczne Słowo. Równocześnie człowiek jest stworzeniem. Nie może zapomnieć o tym, że jest obrazem Boga. I nie może zapomnieć o tym, że jest stworzeniem Boga. Jako stworzenie jest sługą swego Stwórcy. Jedno i drugie określa od podstaw sam byt człowieka, jego miejsce we wszechświecie. Być człowiekiem - to znaczy zachować właściwą proporcję stworzenia i obrazu Boga. Zachować równowagę. Człowiek utracił tę równowagę. Pozwolił ją sobie odebrać. Świadomie i dobrowolnie poszedł za głosem kusiciela, który mówił obojgu, kobiecie i mężczyźnie: będziecie jako bogowie, znający dobro i zło (por. Rdz 3,5). Człowiek odrzucił wówczas wolę Boga, zniszczył proporcję między obrazem Boga a stworzeniem Boga.
Jezus Chrystus przyszedł na świat, aby przywrócić tę proporcję: utraconą równowagę - niejako u samego korzenia. Dlatego jest On nowym początkiem! Nowym początkiem dziejów człowieka w Bogu. Właśnie dlatego On - Syn na równi z Bogiem: współistotny Ojcu, jako człowiek przyjmuje postać sługi. Co więcej: jako człowiek - "w tym, co zewnętrzne uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej" (Flp 2,7-8). W ten sposób sięgnął do samego początku utraconej równowagi. Na szali pierworodnego nieposłuszeństwa położył swoje posłuszeństwo aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej. Kiedy konał na krzyżu, z przybitymi do drzewa ramionami, tak że nie mógł zasłonić swej twarzy przed zniewagami i opluciem - wówczas wypełniały się słowa, jakie Chrystus powiedział do Piłata: "Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie". Daje świadectwo Prawdzie: Prawdzie o Bogu i o człowieku - tej prawdzie, która została u początku dziejów człowieka na ziemi zakłamana. Zakłamał ją ten, którego Pismo nazywa ojcem kłamstwa (por. J 8,44). To On powiedział: "będziecie jako bogowie". A tymczasem: człowiek jest stworzeniem - równocześnie jest obrazem i podobieństwem Boga. Nie przez bunt i sprzeciw - ale przez łaskę i miłość ma się stawać w Chrystusie-Synu: Synem Boga. Oto konający na Golgocie Syn Człowieczy, Słowo, które stało się ciałem - daje ludziom "moc, aby się stali synami Bożymi" (J 1,12). Ta Moc - przeciwstawia się kłamstwu odwiecznej pokusy.
Tak więc Jezus z Nazaretu wziął na siebie sprawę człowieka: sprawę odwieczną i ostateczną - sprawę człowieka: wczoraj i dziś, i do końca! Wy, młodzi, którzy zgromadziliście się tutaj z Rzymu, z Italii, z różnych krajów, narodów, kontynentów - przybyliście na Niedzielę Palmową, aby powtarzać: "Hosanna. Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie". Przybyliście, aby usłyszeć w Wielki Piątek: "Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie" (J 18,37). Czy każdy z nas - każdy człowiek, nie po to przede wszystkim przychodzi na świat, aby dawać świadectwo prawdzie? (Homilia, 31.03.1985).
- Męka Pana Jezusa Chrystusa - Mk 14,1-15,47
Nigdy nie przestaniemy badać nieprzeniknionej głębi tej tajemnicy. Ten paradoks ujawnia się z całą ostrością w okrzyku bólu, na pozór rozpaczliwym, jaki Jezus wydaje na krzyżu: "Eloi, Eloi, lema sabachthani, to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?" (Mk 15,34). Czyż można sobie wyobrazić większą udrękę i ciemność bardziej mroczną? W rzeczywistości owo bolesne dlaczego? skierowane do Ojca i wypowiedziane pierwszymi słowami Psalmu 22, choć oddaje w pełni rzeczywistość nieopisanego bólu, zostaje rozjaśnione przez sens całej tej modlitwy, w której Psalmista wyraża w przejmującym splocie uczuć jednocześnie boleść i ufność. W dalszej części Psalmu czytamy bowiem: "Tobie zaufali nasi przodkowie, zaufali, a Tyś ich uwolnił; (...) Nie stój z dala ode mnie, bo klęska jest blisko, a nie ma wspomożyciela" (22[21],5.12).
Okrzyk Jezusa na krzyżu, Drodzy Bracia i Siostry, nie wyraża zatem lęku i rozpaczy, ale jest modlitwą Syna Bożego, który z miłości oddaje swe życie Ojcu dla zbawienia wszystkich. W chwili, gdy utożsamia się z naszym grzechem, opuszczony przez Ojca, Jezus opuszcza samego siebie, oddając się w ręce Ojca. Jego oczy pozostają utkwione w Ojcu. Właśnie ze względu na tylko Jemu dostępne poznanie i doświadczenie Boga nawet w tej chwili ciemności Jezus dostrzega wyraźnie cały ciężar grzechu i cierpi z jego powodu. Tylko On, który widzi Ojca i w pełni się Nim raduje, rozumie do końca, co znaczy sprzeciwiać się Jego miłości przez grzech. Jego męka jest przede wszystkim straszliwą udręką duchową, dotkliwszą nawet niż cierpienie cielesne. Tradycja teologiczna nie uchyliła się przed pytaniem, w jaki sposób Jezus mógł przeżywać jednocześnie głębokie zjednoczenie z Ojcem, który ze swej natury jest źródłem radości i szczęścia, oraz mękę konania aż po ostateczny okrzyk opuszczenia. Współobecność tych dwóch wymiarów na pozór niemożliwych do połączenia jest w rzeczywistości zakorzeniona w nieprzeniknionej głębi unii hipostatycznej.
W obliczu tej tajemnicy cenną pomocą może nam służyć - obok refleksji teologicznej - owo wielkie dziedzictwo, jakim jest teologia życia Świętych. Święci udzielają nam wartościowych wskazań, które pozwalają nam łatwiej przyswoić sobie intuicje wiary, a to dzięki szczególnemu światłu, jakie niektórzy z nich otrzymali od Ducha Świętego, czasem nawet poprzez osobiste przeżycie owego straszliwego doświadczenia próby, które tradycja mistyczna opisuje jako noc ciemną. Nierzadko święci doznawali czegoś podobnego do doświadczenia Jezusa na krzyżu, które polega na paradoksalnym połączeniu szczęścia i cierpienia. W Dialogu o Bożej Opatrzności Bóg Ojciec ukazuje Katarzynie ze Sieny, że w świętych duszach może być jednocześnie obecna radość i cierpienie: "Dusza zatem pozostaje szczęśliwa i bolejąca: bolejąca z powodu grzechów bliźniego, szczęśliwa dzięki zjednoczeniu i serdecznej miłości, jaką sama otrzymała. Święci naśladują niepokalanego Baranka, mego Jednorodzonego Syna, który wisząc na krzyżu był szczęśliwy i cierpiący" (Dialog o Bożej Opatrzności, 78). W ten sam sposób Teresa z Lisieux przeżywa swoją agonię w zjednoczeniu z konaniem Jezusa, doświadczając w sobie samej tegoż właśnie paradoksu Jezusa jednocześnie szczęśliwego i udręczonego: "Pan nasz w Ogrójcu zaznawał wszelkich radości Trójcy, ale Jego konanie nie było przez to mniej okrutne. Jest to tajemnica, ale zapewniam, że rozumiem ją po trochu dzięki temu, czego sama doświadczam" (Ostatnie rozmowy, 6 lipca 1897). To świadectwo wiele wyjaśnia! Sama zresztą relacja Ewangelistów stwarza podstawę do takiego rozumienia przez Kościół świadomości Chrystusa, kiedy przypomina, że choć Jezus umierał pogrążony w otchłani cierpienia, modlił się jeszcze o przebaczenie dla swoich oprawców (por. Łk 23,34) i w ostatniej chwili zwracał się do Ojca ze słowami synowskiego zawierzenia: "Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego" (Łk 23,46). (...)
Przymusili Szymona (por. Mk 15,21). Żołnierze z Piłatowej eskorty uczynili tak z obawy, że wycieńczony Skazaniec nie doniesie krzyża na Golgotę i nie będą mogli wykonać na Nim wyroku ukrzyżowania. Szukali człowieka, który by pomógł Mu dźwigać krzyż. Wzrok ich padł na Szymona. Jego przymusili, ażeby dźwigał krzyż wraz z Jezusem. Zapewne nie chciał i opierał się. Dźwiganie krzyża wspólnie ze Skazańcem mogło być odebrane przez innych jako czyn ubliżający godności wolnego człowieka. Kiedy wziął krzyż, ażeby go nieść wspólnie z Jezusem, uczynił to poniekąd wbrew swojej woli. I oto słyszymy w pieśni wielkopostnej następujące słowa: "Cyreneusza pod ciężar krzyżowy przyjmuje Jezus". Te słowa oznaczają całkowitą zmianę perspektywy: Boski Skazaniec jawi się jako Ktoś, kto poniekąd obdarza krzyżem. Czyż to nie jest Ten sam, który kiedyś powiedział: "Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien" (Mt 10,38)? A więc Szymon jest obdarowany.
Stał się godzien. To, co w oczach tłumu mogło ubliżać jego godności, w perspektywie odkupienia nadało mu nową godność. Syn Boży uczynił go szczególnym uczestnikiem swego zbawczego dzieła. Czy to dociera do jego świadomości? Ewangelista Marek określa Szymona z Cyreny jako "ojca Aleksandra i Rufusa" (15,21). Jeżeli synowie Szymona byli znani w pierwotnej gminie chrześcijańskiej, to można sądzić, że on sam, dźwigając krzyż, uwierzył w Chrystusa. Od przymusu przeszedł do gotowości, jakby wewnętrznie dotknięty tymi słowami: "Kto nie dźwiga krzyża swego ze Mną, nie jest Mnie godzien". Niosąc krzyż, usłyszał poniekąd Ewangelię krzyża. Ewangelia ta przemawia odtąd do wielu, wielu Cyrenejczyków, którzy w ciągu dziejów świata są wezwani, aby dźwigać krzyż wraz z Jezusem. (...)
"Istotnie, ten człowiek był Synem Bożym" (Mk 15,39). Oto otwarte wyznanie wiary, które wypowiada setnik, "widząc, że w ten sposób wyzionął ducha" (tamże). Zaskakujące świadectwo rzymskiego żołnierza opiera się na tym, co widział; on jako pierwszy ogłosił, że ten ukrzyżowany człowiek był Synem Bożym. Panie Jezu, my także widzieliśmy, jak cierpiałeś i umarłeś za nas. Wierny aż do końca, wydarłeś nas śmierci przez swoją śmierć. Swoim Krzyżem nas odkupiłeś. Cichym świadkiem tych decydujących chwil historii zbawienia jesteś Ty, Maryjo, Matko Bolesna. Daj nam Twoje oczy, abyśmy potrafili rozpoznać w obliczu Ukrzyżowanego, zniekształconym przez cierpienie, obraz Zmartwychwstałego w chwale. Pomóż nam przylgnąć do Niego i Jemu zawierzyć, abyśmy się stali godni Jego obietnic. Pomagaj nam dochować Mu wierności dzisiaj i przez całe nasze życie. Amen! (List ap. Novo millennio ineunte, 25-27).
- Znalezienie pustego grobu i wieść o zmartwychwstaniu - Mk 16,3
Grób Chrystusa. Ten grób mają przed oczyma trzy niewiasty: Maria Magdalena, Maria - matka Jakuba, i Salome, gdy o brzasku następnego dnia, dnia po szabacie, zdążają na miejsce pogrzebu Chrystusa, jeszcze przed wschodem słońca. Główna ich troska wyraża się w tych słowach: "Kto nam odsunie kamień od wejścia do grobu?" (Mk 16,3). Grób: miejsce pogrzebu Chrystusa - Tego, którego ciało pragną namaścić, aby doraźnie zabezpieczyć przed niszczącym działaniem śmierci. I oto grób jest pusty. Niewiasty zobaczyły kamień odwalony - i weszły do grobu. O brzasku dnia po szabacie zmienia się radykalnie horyzont myśli i uczuć wszystkich, którzy patrzyli na krzyż Chrystusa, na Jego śmierć i pogrzeb. Którzy widzieli grób przywalony kamieniem. W centrum następującej nocy i wschodzącego dnia po szabacie staje pusty grób. Maria Magdalena, Maria - matka Jakuba, i Salome na razie są przerażone: "ogarnęło je (...) zdumienie i przestrach" (w. 8). Ogarnęło je zdumienie i przestrach pomimo tego, co usłyszały z ust młodzieńca, którego zastały w grobie, ubranego w białą szatę. Pomimo - a może z powodu właśnie tego.
Młodzieniec powiedział im: "powstał, nie ma Go tu (...). Idzie przed wami do Galilei" (w. 6n). One jednak nie potrafiły powtórzyć tej wieści. "Nikomu też nic nie oznajmiły, bo się bały" (w. 8). Oto pierwszy obraz, jaki roztacza przed nami liturgia wigilii wielkanocnej u swego kresu. Obraz drugi pochodzi od św. Pawła. Począwszy od następnego dnia - dnia po szabacie - uczniowie Chrystusa oswoili się z tą nową rzeczywistością: pusty grób. Zaczęli nazywać ją po imieniu. Stopniowo też zrozumieli, że w zmartwychwstaniu Pana znajduje swe wypełnienie wszystko to, co czynił i czego nauczał. Paweł Apostoł w Liście do Rzymian, a więc około roku 57, tzn. blisko 25 lat po wydarzeniach Paschy, pisze: "Otrzymaliśmy chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć (...) zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie, jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca" (Rz 6,4). Dla nich więc: dla pierwszego, apostolskiego pokolenia wyznawców Chrystusa - a również i dla nas: w centrum wigilii wielkanocnej jest naprzód stary człowiek, człowiek grzechu, który ma umrzeć wraz z Chrystusem, wraz z Nim zostać pogrzebany - ażeby w odkupieńczej śmierci Chrystusa umarł grzech - i aby o brzasku Niedzieli Wielkanocnej narodził się człowiek nowy. Człowiek, który żyje na nowo przez Chrystusa.
Oto jest apostolska analogia pustego grobu. Pusty grób oznacza nie tylko zmartwychwstanie Chrystusa. Oznacza nowe życie - życie w łasce. Oznacza nowego człowieka. Tak więc mamy naprzód - w centrum Wielkiego Piątku - krzyż. A Paweł pisze: "Dawny nasz człowiek został razem z Nim ukrzyżowany po to, byśmy już więcej nie byli w niewoli grzechu. Kto bowiem umarł, stał się wolny od grzechu" (tamże, w. 6n). Z kolei w centrum Wielkiej Soboty staje grób. A Paweł pisze: "Przez śmierć, podobną do Jego śmierci, zostaliśmy w Nim złączeni w jedno" (tamże, w. 5). Wielka Sobota jest wigilią wielkanocną. O brzasku nadchodzącej niedzieli niewiasty znajdują grób pusty. Apostoł pisze (a ten zapis jest jakby donośnym wołaniem wiary i nadziei): "Chrystus, powstawszy z martwych, już więcej nie umiera, śmierć nad Nim nie ma już władzy (tamże, w. 9). Zrozumiejcie, że umarliście dla grzechu, żyjecie zaś dla Boga w Chrystusie Jezusie" (w. 11). (...)
Chrystus stał się w nas wszystkich kamieniem węgielnym nowej budowy. Tak więc, gdy wszystko jeszcze osłania noc paschalna, podnieśmy nasze serca w stronę Nowego Życia: "Stało się to przez Pana / i cudem jest w naszych oczach" (Ps 118[117],23). I wraz z Psalmistą dziękujmy: "Dziękujcie Panu, bo jest dobry, / bo łaska Jego trwa na wieki. / Niech mówi dom Izraela: / "Łaska Jego na wieki". / Prawica Pańska wysoko wzniesiona, / prawica Pańska moc okazała" (Ps 118[117],1-2.16). (...)
O wzniosła tajemnico tej Świętej Nocy! Nocy, w której przeżywamy na nowo to przedziwne wydarzenie zmartwychwstania! Gdyby Chrystus pozostał więźniem grobu, istnienie ludzkości i całego stworzenia niejako straciłoby swój sens. Lecz Ty, Chryste, naprawdę zmartwychwstałeś! Wypełniło się zatem to, co zostało zapisane w Piśmie, którego słuchaliśmy przed chwilą w Liturgii Słowa, ukazującej kolejne etapy całego planu zbawienia. Na początku stworzenia "Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre" (Rdz 1,31). Abrahamowi obiecał, że "wszystkie ludy ziemi będą sobie życzyć szczęścia [takiego, jakie jest udziałem] twego potomstwa" (Rdz 22,18). Wysłuchaliśmy również jednej z najstarszych pieśni tradycji żydowskiej, która ukazuje znaczenie dawnego wyjścia, kiedy to "wybawił Pan Izraela z rąk Egipcjan" (Wj 14,30). Wypełniają się nadal za naszych dni prorockie obietnice: "Ducha mojego chcę tchnąć w was i sprawić, byście żyli" (Ez 36,27).
W tę noc zmartwychwstania wszystko rozpoczyna się znowu od początku; stworzenie odzyskuje swe autentyczne znaczenie w planie zbawienia. Jest to jakby nowy początek historii i kosmosu, albowiem Chrystus zmartwychwstał "jako pierwociny spośród tych, co pomarli" (1 Kor 15,20). On, "ostatni Adam", stał się "duchem ożywiającym" (1 Kor 15,45). Nawet grzech naszych prarodziców jest opiewany w orędziu wielkanocnym jako felix culpa: "O, szczęśliwa wina, skoro ją zgładził tak wielki Odkupiciel! Gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska, a kamień odrzucony przez budujących stał się kamieniem węgielnym" (Psalm responsoryjny) niezniszczalnej budowli duchowej. W tę świętą noc narodził się nowy lud, z którym Bóg zawarł wieczne przymierze we krwi Słowa wcielonego, ukrzyżowanego i zmartwychwstałego (Homilia, 10.04.1982).
- Chrystus zmartwychwstał - Mk 16,1-8
To jest właśnie ten moment wielkanocny, do którego zbliżamy się, uczestnicząc w czuwaniu. Samo wydarzenie, zapisane przez Ewangelistę Marka, jest proste, a równocześnie głęboko wstrząsające. Dlatego liturgia Wigilii Paschalnej odwołuje się do żywiołów natury. W tę noc trzeba je przywołać, ponieważ to one właśnie zostały poruszone. Poruszona została ziemia, która zatrzęsła się, gdy Chrystus opuszczał grób. Trzęsienie ziemi odsunęło kamień od drzwi grobowych. Liturgia zwraca się w stronę żywiołu ognia, który ma tajemniczą moc. Jest to moc błogosławiona, ale może być też mocą mszczącą. Ogień trawi i pożera wszystko, co napotyka na swojej drodze. Ogień jednak może być także żywiołem dobroczynnym, życzliwym ludziom. Tak bardzo potrzebują ognia zziębnięte ludzkie członki, aby się ogrzać. A poza tym ogień rozświeca ciemności. Tej nocy też Kościół rozpala ogień, ażeby od niego zaczerpnąć światło, które wprowadzi następnie do świątyni ze śpiewem: Lumen Christi. Oto płomień światła staje się symbolem zmartwychwstania.
Jednakże najdłużej zatrzymuje się liturgia tej nocy przy żywiole wody. Woda także może być znakiem śmierci. I wedle św. Pawła oznacza ona symbolicznie śmierć Chrystusa (por. Rz 6,3-4). Ażeby przejść przez tę śmierć, potrzebne jest zanurzenie w wodzie. Jednakże to zanurzenie wraz z Chrystusem służy nie tylko obmyciu. Zanurzenie to - więcej jeszcze - jest ożywcze. Zawsze woda ze źródła orzeźwia znużone ciało, przywraca mu siły i dlatego woda stała się sakramentalnym znakiem odrodzenia przez chrzest. Przez chrzest Kościół uczestniczy dzisiaj w zmartwychwstaniu Chrystusa. Przez chrzest uczestniczycie w zmartwychwstaniu Chrystusa wy, bracia i siostry, którzy przyjmujecie ten sakrament. (...)
Nowe życie jest zawsze źródłem radości. Słyszeliśmy, ile radości wkłada Kościół w słowa wyśpiewane w liturgii wielkanocnej przez diakona. Pierwszym słowem jego paschalnego praeconium jest Exsultet - wezwanie do radości. Radość tej nocy jest większa od zalęknienia niewiast jerozolimskich. Jest to radość z przezwyciężenia śmierci i grzechu. Kościół nie waha się śpiewać: "O szczęśliwa wino!"; szczęśliwa dlatego, że znalazłaś w tę noc Odkupiciela; szczęśliwa, bo w Jego śmierci zostałaś przezwyciężona. Chrystus zmartwychwstał, przywracając życie wszystkim potomkom Adama. Tak więc Kościół już teraz, podczas tej przedziwnej Wigilii Paschalnej, zaprasza nas wszystkich do radości. Radujemy się z tego, że w Chrystusie życie jest potężniejsze od śmierci, a zbawienie potężniejsze od grzechu. Annuntio vobis gaudium magnum, quod est - Alleluia! Bądźcie w dzisiejszym świecie świadkami paschalnej radości! (...)
Słowo śmierć wymawia się ze ściśniętym gardłem. Chociaż ludzkość w ciągu tylu pokoleń przyzwyczaiła się w jakiś sposób do rzeczywistości śmierci i jej nieuchronności, jednakże jest ona za każdym razem czymś wstrząsającym. Śmierć Chrystusa weszła głęboko w serca Jego najbliższych, w świadomość całej Jerozolimy. Milczenie, które po niej nastąpiło, wypełniło wieczór piątkowy i cały następny dzień sobotni. W tym dniu, zgodnie z przepisami żydowskimi, nikt nie udał się na miejsce, gdzie był Jego grób. Trzy niewiasty, o których mówi Ewangelia, pamiętały dobrze o ciężkim kamieniu, którym zostało zamknięte wejście do grobu. Ten kamień, o którym myślały i o którym rozmawiały następnego dnia, idąc do grobu, symbolizował także ciężar, jaki przygniatał ich serca. Kamień, który oddzielił Umarłego od żyjących, kamień kresu życia, ciężar śmierci. Niewiasty, które wczesnym rankiem po szabacie szły do grobu, nie rozmawiały o śmierci, ale o kamieniu. Kiedy przybyły na miejsce, stwierdziły, że kamień nie zastawia już wejścia do grobu. Został odsunięty. Nie znalazły Jezusa w grobie. Szukały na próżno. "Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał, jak powiedział" (Mt 28,6). Miały wrócić do miasta i donieść uczniom, że On zmartwychwstał i że zobaczą Go w Galilei. Niewiasty nie były zdolne wypowiedzieć słowa. Wiadomość o śmierci wypowiada się głosem przytłumionym. Słowa o zmartwychwstaniu były dla nich po prostu trudne do uchwycenia. Trudne do powtórzenia, tak bardzo rzeczywistość śmierci wpłynęła na umysł i na serce ludzkie.
Od tej nocy, a bardziej jeszcze od tego ranka, który po niej nastąpił, uczniowie Chrystusa nauczyli się wypowiadać słowo zmartwychwstanie. I ono stało się w ich języku słowem najważniejszym, słowem centralnym, słowem podstawowym. Od niego wszystko na nowo bierze początek, wszystko zostaje potwierdzone i buduje się na nowo: "Kamień odrzucony przez budujących stał się kamieniem węgielnym. Stało się to przez Pana, cudem jest w oczach naszych. Oto dzień, który Pan uczynił: radujmy się zeń i weselmy!" (Ps 118[117],22-24). Właśnie dlatego Wigilia Paschalna - dzień następujący po Wielkim Piątku, nie jest już tylko dniem, w którym wypowiada się przytłumionym głosem słowo śmierć, w którym wspomina się ostatnie chwile życia Umarłego: jest dniem wielkiego Oczekiwania. Jest Wigilią Paschalną: dniem i nocą oczekiwania Dnia, który Pan uczynił. Treść liturgiczna Wigilii wyraża się w różnych godzinach brewiarzowych, aby skoncentrować się potem z całym swoim bogactwem w tej liturgii nocnej, która dochodzi do swego szczytu, po okresie Wielkiego Postu, w pierwszym "Alleluja. Alleluja": okrzyk wyrażający radość paschalną! Okrzyk, który rozbrzmiewa jeszcze wśród nocy oczekiwania i niesie z sobą już radość poranka. Niesie z sobą pewność zmartwychwstania. To, czego w pierwszej chwili nie miały odwagi wypowiedzieć przed grobem wargi niewiast lub usta Apostołów, teraz Kościół, dzięki ich świadectwu, wyraża swoim Alleluja.
Ta pieśń radości, śpiewana prawie od północy, głosi nam Wielki Dzień. (W niektórych językach słowiańskich Pascha nazywa się Wielkanoc; po Wielkiej Nocy przychodzi Wielki Dzień: "Dzień, który Pan uczynił"). I oto idziemy na spotkanie tego Wielkiego Dnia z zapalonym ogniem paschalnym; zapaliliśmy od tego ognia świecę - światło Chrystusa - i przy niej proklamowaliśmy chwałę Jego Zmartwychwstania w śpiewie Exsultet. Następnie przez szereg czytań weszliśmy w proces wielkiego obwieszczenia stwarzania: świata, człowieka, Ludu Bożego; weszliśmy w przygotowanie całości stworzenia na ten Wielki Dzień, na dzień zwycięstwa dobra nad złem, życia nad śmiercią. Nie można uchwycić tajemnicy Zmartwychwstania inaczej, jak tylko wracając do początków i postępując potem za całym rozwojem historii ekonomii zbawienia aż do tej Chwili! Do chwili, kiedy trzy niewiasty z Jerozolimy, zatrzymawszy się na progu pustego grobu, usłyszały orędzie młodzieńca ubranego w białą szatę: "Nie bójcie się! Szukacie Jezusa z Nazaretu, ukrzyżowanego; powstał, nie ma Go tu" (Mk 6,6).
Ta wielka chwila nie może pozostać poza nami; musi wejść w nasze własne człowieczeństwo. Chrystus nie tylko ukazał nam zwycięstwo życia nad śmiercią, ale przez swoje Zmartwychwstanie przyniósł nam Nowe Życie. Dał nam to nowe życie. Oto jak wyraża się św. Paweł: "Czyż nie wiadomo wam, że my wszyscy, którzyśmy otrzymali chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie - jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca" (Rz 6,3-4).
Słowa: "zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć" mówią wiele. Śmiercią jest woda, w której otrzymuje się z powrotem Życie: woda "tryskająca ku życiu wiecznemu" (J 4,14). Trzeba zanurzyć się w tę wodę; w tę Śmierć, aby potem wynurzyć się z niej jako Nowy Człowiek, jako Nowe Stworzenie, jako byt nowy, to jest ożywiony Mocą Zmartwychwstania Chrystusa! Taka jest tajemnica wody, którą tej nocy poświęcamy, w którą wprowadzamy światło Chrystusa, w którą wprowadzamy Nowe Życie: ona jest symbolem mocy Zmartwychwstania! Ta woda w sakramencie chrztu staje się znakiem zwycięstwa nad szatanem, nad grzechem; znakiem zwycięstwa, które Chrystus odniósł przez krzyż, przez śmierć, i które odnosi następnie w każdym z nas: "Dawny nasz człowiek został razem z Nim ukrzyżowany po to, byśmy już więcej nie byli w niewoli grzechu" (Rz 6,6). Oto noc Wielkiego Oczekiwania. Oczekujemy w wierze, oczekujmy całym naszym ludzkim istnieniem Tego, który o świcie złamał tyranię śmierci i objawił Bożą Moc Życia: On jest naszą Nadzieją (Homilia, 2.04.1994).
- Rozesłanie Apostołów - Mk 16,15
Jeśli chodzi o rozłożenie akcentów w opisach rozesłania Apostołów, to Marek przedstawia misję jako głoszenie lub kerygmat: "Głoście Ewangelię" (Mk 16,15). Celem Ewangelisty jest doprowadzenie czytelników do powtórzenia wyznania wiary Piotra: "Ty jesteś Mesjasz" (Mk 8,29) i do tego, by powiedzieli, jak rzymski setnik, o Jezusie, który umarł na Krzyżu: "Prawdziwie, ten człowiek był Synem Bożym" (Mk 15,39). (...)
Przed swoim wniebowstąpieniem Chrystus poleca Apostołom: "Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!" (Mk 16,15). Głosić Ewangelię to znaczy spełniać misję prorocką, która przyjmuje w Kościele różne formy, według charyzmatu przekazanego każdemu (por. Ef 4,11-13). Wówczas, jako że chodziło o Apostołów i o ich szczególną misję, zadanie to zostało powierzone mężczyznom; ale jeżeli odczytamy uważnie Ewangelię, zwłaszcza św. Jana, nie może nas nie uderzyć, jak ta misja prorocka w swej bogatej różnorodności jest rozdzielona pomiędzy mężczyzn i kobiety. Wystarczy przypomnieć choćby Samarytankę i rozmowę, jaką Chrystus z nią przeprowadził przy studni Jakuba w Sychar (por. J 4,1-42): to właśnie jej, Samarytance, a ponadto grzesznicy, Jezus objawia głębię tego, co jest prawdziwym kultem Boga, iż nie jest tutaj decydujące miejsce, ale postawa adoracji w duchu i prawdzie. (...)
Światłość Bożego oblicza jaśnieje pełnią swego piękna w obliczu Jezusa Chrystusa, w tym obrazie Boga niewidzialnego (por. Kol 1,15) i odblasku Jego chwały (por. Hbr 1,3), pełnym łaski i prawdy (por. J 1,14): On jest "drogą i prawdą, i życiem" (J 14,6). Dlatego ostatecznej odpowiedzi na każde pytanie człowieka, zwłaszcza na jego pytania religijne i moralne, udziela jedynie Jezus Chrystus. Jezus Chrystus, światłość narodów, rozjaśnia oblicze swojego Kościoła, posłanego przezeń na cały świat, aby głosić Ewangelię wszelkiemu stworzeniu (por. Mk 16,15). Dzięki temu Kościół, Lud Boży pośród narodów, świadom nowych wyzwań historii i ludzkich wysiłków w poszukiwaniu sensu życia, przynosi wszystkim odpowiedź, której źródłem jest prawda Jezusa Chrystusa i Jego Ewangelii. Zawsze żywa pozostaje w Kościele świadomość, że ma on "obowiązek badać znaki czasów i wyjaśniać je w świetle Ewangelii, tak aby mógł w sposób dostosowany do mentalności każdego pokolenia odpowiadać ludziom na ich odwieczne pytania dotyczące sensu życia obecnego i przyszłego oraz wzajemnego ich stosunku do siebie" (Enc. Redemptoris missio, 23).
- Jezus został wzięty do nieba - Mk 16,15-20
"Pan został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga" (Mk 16,19). W tych słowach Ewangelii według św. Marka streszcza się tajemnica Wniebowstąpienia naszego Pana Jezusa Chrystusa. Co znaczy, że Jezus wstąpił do nieba? Kategorie przestrzenne nie pozwalają nam zrozumieć należycie tego wydarzenia, które tylko w wierze odsłania swój sens i swoją płodność. "Zasiadł po prawicy Boga": oto pierwsze znaczenie Wniebowstąpienia. I chociaż wyrażenie jest obrazowe, jako że Bóg nie ma ani prawicy, ani lewicy, zawiera ono ważne orędzie chrystologiczne: Jezus zmartwychwstały wszedł w pełni, także ze swoim człowieczeństwem, w uczestnictwo chwały Bożej, i co więcej, w uczestnictwo w zbawczej działalności samego Boga. Słyszeliśmy w drugim czytaniu: "Posadził Go po swojej prawicy na wyżynach niebieskich, ponad wszelką zwierzchnością i władzą, i mocą, i panowaniem" (Ef 1,20-21). Chrześcijanin nie ma już innej głowy poza Jezusem Chrystusem. "I wszystko poddał pod Jego stopy" (Ef 1,22). Chrystus jest nie tylko naszą Głową, lecz także Pantokratorem, tym, który sprawuje swoje panowanie nad wszystkimi rzeczami. Te stwierdzenia mają bardzo konkretne znaczenie dla naszego życia. Nikt z nas nie powinien już polegać na kimś, kto nie jest Chrystusem, ponieważ to, co jest poza Nim, jest jedynie niższe.
Dlatego jesteśmy wezwani do kontemplowania wielkości i piękności naszego jedynego Pana, do przyswojenia sobie modlitwy z Listu do Efezjan: "Niech Bóg da wam światłe oczy dla waszego serca, tak byście wiedzieli (...) czym jest przemożny ogrom. Jego mocy względem was wierzących na podstawie działania Jego potęgi i siły, z jaką dokonał dzieła w Chrystusie" (Ef 1,18-20). Słychać w tych słowach przelewające się rozradowanie chrześcijanina, który zna, lub przynajmniej wyczuwa, i wielbi głębię tajemnicy paschalnej i niewyczerpane bogactwo jej zbawczych mocy w odniesieniu do nas. (...)
Ale istnieje także inny aspekt, właściwy uroczystości Wniebowstąpienia, wyrażony zarówno w pierwszym czytaniu, jak i w Ewangelii. "Będziecie moimi świadkami (...) aż po krańce ziemi" (Dz 1,8); "Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu" (Mk 16,15). Jest to obowiązek dawania świadectwa, wypływający bezpośrednio z naszej wiary. Nie można czcić gloryfikacji Pana Jezusa i potem prowadzić życie wolne od obowiązku, ignorując Jego najwyższy nakaz. Wniebowstąpienie przypomina nam, że usunięcie się Jezusa ze zmysłowego doświadczenia Jego uczniów ma także na celu pozostawienie pola tym, którzy już w historii prowadzą dalej Jego misję oraz wykazują gorliwość pasterską i poświęcenie misjonarskie, chociaż dzieje się to razem z wieloma słabościami. Nie bez powodu, według opowiadania Dziejów Apostolskich, następują wkrótce potem Zielone Święta z darami Ducha Świętego, który daje początek misyjnej historii Kościoła. Dlatego dzisiaj jesteśmy także wezwani do odnowienia naszych zobowiązań apostolskich, składając w ręce Pana swoje postanowienia. Czyniąc to, powinniśmy zachować głęboką pewność, że Jego wstąpienie do nieba nie było odejściem, lecz tylko przemianą obecności, która nie ustaje. Chrystus jest wśród nas jeszcze dzisiaj; On jest z nami. "Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata" (Mt 28,20). Tylko stąd wypływa nasza siła, lecz także nasza stałość i nasza radość (Homilia, 20.05.1982).
KOMENTARZ DO EWANGELII WEDŁUG ŚW. MATEUSZA
EWANGELIA DZIECIŃSTWA
- Rodowód Jezusa Chrystusa i zapowiedź Jego narodzenia - Mt 1,1-25
Ewangelia św. Mateusza rozpoczyna się od słów: "Rodowód Jezusa Chrystusa, Syna Dawida" (1,1). Moglibyśmy powiedzieć, iż jest to tytuł rodowy. Przez Józefa, swego przybranego ojca, Jezus związany jest z całym szeregiem ludzi, którzy od syna poprzez ojca sięgają swym rodowodem aż do króla Dawida. To powiązanie genealogiczne podkreśla realizm wcielenia: stając się Człowiekiem, odwieczne Słowo Boże weszło pełnoprawnie w rodzinę ludzką, zakorzeniając się w konkretnej tradycji rodzinnej. Również w ten sposób zechciało być jednym z nas i doświadczyć tej szczególnej więzi, która łącząc pokolenia, sprawia, iż każda osoba czuje się zakorzeniona nie tylko w czasie i w przestrzeni, lecz także w dobroczynnym środowisku wspomnień i uczuć.
Oprócz tego znaczenia antropologicznego określenie Syn Dawida ma dodatkowo szczególny sens, który rzuca światło na plan Boży. Przypomina nam bowiem, iż wcielenie Chrystusa jest punktem kulminacyjnym historii zbawienia, którą Bóg stopniowo realizuje, począwszy od Starego Testamentu. Obdarzył On naród żydowski specjalnym przymierzem i udzielił mu zbawczych obietnic, które miały się urzeczywistnić dla całej ludzkości w Jezusie z Nazaretu. Kiedy zatem współcześni nazywają Go Synem Dawida, uznają, iż w Nim spełniają się dawne obietnice; głoszą ostateczne wypełnienie się mesjańskiej nadziei. Od tej pory każdy człowiek może mieć udział w tej nadziei i wznieść okrzyk, który w Ewangelii pojawia się na ustach ślepca Bartymeusza: "Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!" (Mk 10,47). Wzywając Syna Dawida, ludzkość może odzyskać wzrok serca.
Maryja, pokorna dziewica z Nazaretu, która wydając na świat Syna Bożego, wprowadziła Go w ród Dawidowy oraz w całą rodzinę ludzką, niech nam pomaga coraz lepiej rozumieć nasze miejsce w tej historii zbawienia. Pozwólmy, aby Ona wprowadziła nas w krąg swej Świętej Rodziny, w niej bowiem zostało złożone ziarno, które dało początek nowej ludzkości (Niedzielna modlitwa Maryjna [NMM], 5.01.1997).
- Maryja poczęła Jezusa za sprawą
Ducha Świętego - Mt 1,18-23
Jedno z najgłębszych wezwań Litanii do Najświętszego Serca Pana Jezusa brzmi tak: "Serce Jezusa, w łonie Matki Dziewicy przez Ducha Świętego utworzone, zmiłuj się nad nami". Znajdujemy tu echo centralnego artykułu Credo, w którym wyznajemy wiarę w "Jezusa Chrystusa, jedynego Syna Bożego", który zstąpił z nieba i za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem. Tak więc święte człowieczeństwo Chrystusa jest dziełem Ducha Bożego i Dziewicy z Nazaretu. Jest dziełem Ducha Świętego. Wyraźnie potwierdza to Ewangelista Mateusz, przytaczając słowa anioła skierowane do Józefa: "z Ducha Świętego jest to, co się w Niej [Maryi] poczęło" (Mt 1,20), oraz Ewangelista Łukasz, kiedy zapisuje słowa wypowiedziane w chwili zwiastowania przez Gabriela: "Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię" (Łk 1,35). Duch Święty ukształtował święte człowieczeństwo Chrystusa: Jego ciało i Jego duszę, inteligencję, wolę i zdolność kochania. Od Ducha Świętego pochodzi wypełniająca Go mądrość, która zdumiewała uczonych w Prawie i sąsiadów; miłość, która przyjmuje grzeszników i im przebacza; miłosierdzie, które pochyla się nad nędzą człowieka; czułość, z jaką błogosławił i obejmował dzieci; zrozumienie, które uśmierza ból cierpiących. To Duch Święty kierował krokami Jezusa, wspierał Go w doświadczeniach, a przede wszystkim prowadził Go ku Jerozolimie, gdzie złożył ofiarę Nowego Przymierza, dzięki której zapłonął ogień przyniesiony przez Niego na ziemię (por. Łk 12,49) (NMM, 22.12.1996).
- Józef poznaje tajemnicę Wcielenia - Mt 1,20b-24a
Bóg Ojciec Przedwieczny, spełniając obietnicę daną Abrahamowi, "posłał Syna swego na świat". Wtedy właśnie objawiła się wiara Józefa z Nazaretu - objawiła się na miarę wiary Abrahama. Objawiła się najbardziej wówczas, kiedy przy zwiastowaniu anielskim "znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego" (Mt 1,18). Stało się to - jak pisze Ewangelista Mateusz - "po zaślubinach Maryi z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem" (por. Mt 1,18). Tak więc wiara św. Józefa miała się objawić wobec tajemnicy Wcielenia Syna Bożego. Wtedy właśnie przeszedł Józef z Nazaretu przez swoją wielką próbę wiary, podobnie jak przeszedł przez tę próbę Abraham. Wtedy też Józef, "mąż prawy", uwierzył Bogu jako "Temu, który to, co nie istnieje, powołuje do istnienia" (por. Rz 4,17).
Oto bowiem Bóg Sam, mocą Ducha Przenajświętszego, powołał do istnienia w łonie Dziewicy z Nazaretu, Maryi, poślubionej przedtem Józefowi, Człowieka, który był Jednorodzonym Synem Bożym: Słowem Przedwiecznym. (...) I Józef z Nazaretu uwierzył Bogu. Uwierzył, gdy Bóg przemówił do niego słowami anioła Pańskiego. (...)
Okazał się prawdziwym potomkiem Abrahama wedle wiary. Potomkiem uprzywilejowanym. Oto bowiem dane mu było stać się świadkiem najbardziej bezpośrednim, świadkiem naocznym wypełnienia się obietnicy danej kiedyś Abrahamowi pod osłoną wiary. Jeśli tamten wbrew nadziei uwierzył nadziei - to Józef tak samo uwierzył. Oto został wezwany głosem Boga, ażeby nadzieja zbawienia mogła się wypełnić w świecie. Józef z Nazaretu staje się niezwykłym zaprawdę świadkiem Bożej Tajemnicy.
Staje się szafarzem Przybytku, jaki Bóg wybrał sobie na ziemi, by dokonać dzieła zbawienia. (...)
Nie wiedział, że pod dachem jego domu, w Tej, której był oblubieńcem i wobec prawa żydowskiego świeżo poślubionym małżonkiem, dopełniła się owa obietnica wiary dana Abrahamowi (...).
Wielka dyskrecja, z jaką Józef wypełniał misję powierzoną mu przez Boga, jeszcze bardziej uwydatnia jego wiarę, która sprawiała, że zawsze wsłuchiwał się w głos Boga i starał się zrozumieć Jego wolę, aby całym sercem i ze wszystkich sił być jej posłusznym. Dlatego Ewangelia nazywa go człowiekiem sprawiedliwym (por. Mt 1,19).
Sprawiedliwy jest bowiem ten, kto się modli, kto żyje wiarą i stara się czynić dobro w każdej konkretnej sytuacji życiowej. Wiara karmiąca się modlitwą - oto najcenniejszy skarb, jaki przekazuje nam św. Józef. (...) Pełniąc funkcję ojca, "Józef współuczestniczy w pełni czasów w wielkiej tajemnicy odkupienia" (Redemptoris custos, 8) (Homilia, 19.03.1982).
- Jezus narodzi się z Maryi zaślubionej Józefowi - Mt 1,18-24
Człowieczeństwo Chrystusa jest także dziełem Najświętszej Dziewicy. Duch Święty ukształtował Serce Jezusa w łonie Maryi, która czynnie współpracowała z Nim jako matka i wychowawczyni; jako matka świadomie i w sposób wolny całkowicie zaakceptowała zbawczy plan Ojca, z drżeniem i w pełnym uwielbienia milczeniu postępowała za tajemnicą Życia, które się w Niej poczęło i rozwijało; jako wychowawczyni kształtowała serce swojego Syna, wprowadzając Go - wraz z Józefem - w tradycję Ludu Wybranego, ucząc Go miłości do Bożego Prawa, przekazując Mu duchowość ubogich Pana. Ona pomagała Mu rozwijać inteligencję; Ona wywarła zbawienny wpływ na kształtowanie się Jego temperamentu. Wiedza o tym, że Dziecko Ją przewyższa, jest bowiem synem Najwyższego (por. Łk 1,32), bynajmniej nie umniejszała troski o Jego ludzką formację (por. Łk 2,51). Możemy z całą pewnością stwierdzić: w Sercu Chrystusa jaśnieje wspaniałe dzieło Ducha Świętego; jednak lśni w nim także blask Serca Jego Matki (NMM, 22.12.1996).
- Pokłon Mędrców ze Wschodu - Mt 2,1-12
Człowiek, odkrywając Boga, który stał się dla niego Darem, poznaje również, że i sam jest zdolny do daru z siebie samego. Jeżeli zaś ewangeliczni Mędrcy ze Wschodu przynoszą złoto, kadzidło i mirrę do betlejemskiego żłóbka, to w ten sposób potwierdzają najgłębszą prawdę objawienia się Boga w ludzkim ciele - Boga, który stał się darem dla zbawienia człowieka i jego odkupienia; Boga, który wzywa człowieka, aby i on również wypełnił swoje powołanie przez bezinteresowny dar z siebie samego. I tak liturgia Objawienia Pańskiego jest Epifanią wielkiej misji. Misja ta prowadzi od Boga do człowieka, poprzez przyjście Syna Bożego na świat. Misja ta z kolei prowadzi przez serce człowieka ku innym ludziom, ku wszystkim, którzy jeszcze nie znają światła, jakie zstąpiło na Jeruzalem, którzy nie znają drogi do betlejemskiego żłóbka. Droga Mędrców ze Wschodu jest jak gdyby wielkim symbolem tych wszystkich dróg, którymi ludzie z bliska i z daleka, aż po krańce ziemi, podążą z biegiem wieków w stronę Chrystusowego światła. Ten, który teraz, jako nowo narodzone Dziecię, pozwala się ujrzeć i uczcić Mędrcom ze Wschodu, kiedyś, u kresu swojej ziemskiej misji, powie do Apostołów: "Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!" (Mk 16,15). Te słowa zadecydują o dziejach Kościoła. Wielki ruch prowadzący w kierunku wszystkich narodów świata jest w zamyśle Bożym odpowiedzią na przyjście Chrystusa w ludzkim ciele. Nawiązuje on też do owych trzech Mędrców, którzy idąc za blaskiem nowej gwiazdy, nowej światłości, są z pewnością wiedzeni światłem Ducha Świętego, wyruszyli w drogę do Jerozolimy i dalej do Betlejem. (...)
"Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon" (Mt 2,2). Słowa te Mędrcy ze Wschodu wypowiedzieli w Jerozolimie wobec króla Heroda, który nie tylko pojął je całkowicie po ludzku, ale wręcz przewrotnie.
Tymczasem słowa te streszczają w sobie całe objawienie Bożego Narodzenia. Mędrcy ze Wschodu, obok pasterzy betlejemskich, są tymi, którzy zostali przez Boga samego wprowadzeni, niejako wtajemniczeni, we wcielenie Syna Bożego. Pasterze znajdowali się poniekąd na miejscu, w pobliżu miasta Dawida. Natomiast Mędrcy przybyli z daleka, czytając znaki, którymi Bóg wskazywał czas i miejsce narodzin Zbawiciela. A znakiem szczególnym była gwiazda, która prowadziła ich w stronę kraju Izraela: naprzód do Jerozolimy, a potem do Betlejem. W widzialnym znaku gwiazdy przemawiał do nich niewidzialny Bóg. Jak to się mogło stać, że wśród tylu gwiazd, jakie Mędrcy obserwowali na nieboskłonie, ta jedna gwiazda mówiła im o narodzeniu Syna Bożego w ludzkim ciele? Było to możliwe tylko dzięki wierze. Mędrcy, przybywszy do Jerozolimy, szukają potwierdzenia swojej intuicji u uczonych w Piśmie, którzy znali Objawienie Boże dane Izraelowi. I otrzymali odpowiedź: prorok Micheasz zapowiedział, iż Mesjasz ma się narodzić w Betlejem (por. Mi 5,1). Mędrcy udali się więc do Betlejem i trafili na miejsce, gdzie znajdowało się Dziecię wraz ze swoją Matką i Józefem, padli na kolana i złożyli Mu symboliczne dary. To wszystko świadczy o tym, że wiara wprowadziła ich bezbłędnie w samo centrum tajemnicy Bożego Narodzenia. (...)
Trzej Mędrcy, którzy ze Wschodu przybyli do Betlejem, są zapowiedzią tej wielkiej wędrówki wiary, która idzie przez pokolenia, zbliżając ludzi, ludy i narody do Chrystusa, światłości świata. Już prawie dwa tysiące lat trwa ta wędrówka i wiele ludów i narodów w niej uczestniczy. A światłość, która wzeszła nad Jeruzalem w pełni czasu, nie gaśnie, świeci wciąż tym samym, a przecież nowym światłem. Rozświetla ona drogę ludzkości pośród różnych ciemności, które zalegają ziemię. I wciąż poprzez ciemności tej Izajaszowej nocy (por. Iz 60,2) rozlega się wołanie pasterzy, Mędrców i wszystkich wierzących każdej epoki: Christus apparuit nobis, venite adoremus!... Tajemnicza gwiazda oznajmiła Mędrcom, kim jest Dziecię Narodzone w Betlejem.
Głos z wysokości przy chrzcie w Jordanie oznajmił wszystkim: "Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie" (Mt 3,17). Od tych dwóch wydarzeń zaczyna się rozwijać w dziejach ludzkości definitywna Epifania Boga, związana z "pełnią czasów. Ujrzeliśmy (...) jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon" (Mt 2,2). Tak (...) mówią do Heroda Mędrcy przybyli do Jerozolimy w poszukiwaniu nowo narodzonego Zbawiciela. Wydarzenie to, opisane w Ewangelii św. Mateusza, pozostaje do dziś zagadkowe, nie wiemy bowiem, kim byli Mędrcy ani jakiej natury było światło, które ich prowadziło. W atmosferze tajemniczości, otaczającej ten epizod, możemy jednak dostrzec głęboki zamysł wychowawczy: Bóg chce nas pouczyć, że wcielenie Jego Słowa nie jest zwykłym faktem historycznym, ale wydarzeniem nadprzyrodzonym o wiecznej wartości i zasięgu uniwersalnym. Bóg naprawdę stał się Człowiekiem, aby odkupić upadłą ludzką naturę i zbawić ludzi, którzy stali się Jego braćmi. Podobnie jak Mędrcy, my także mamy uwielbić w małym Jezusie Boga Stwórcę i Pana wszechświata i wraz z nimi ofiarować Mu w duchu dary, wyrażające uznanie Jego królewskiej władzy (złoto), Jego bóstwa (kadzidło) i Jego człowieczeństwa, które zostanie złożone w ofierze na Kalwarii (mirra). "Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją" (Mt 2,11). Epifania oznacza ukazanie się Jezusa ludom, objawienie czekanego od wieków Mesjasza, to jest Syna Bożego, który stał się Synem człowieczym, ażeby będąc we wszystkim solidarny z człowiekiem, w ten sposób wybawić go od grzechu. Jest to więc święto z samej swej istoty misyjne i dlatego kieruje nasze spojrzenie na cały świat i na wszystkie ludy, do których Kościół, zgodnie ze swym powołaniem, ma nieść światło zbawienia. Kościół, obchodząc ukazanie się Zbawiciela narodom oraz powszechne wezwanie do zbawienia, kontempluje równocześnie Matkę-Dziewicę, podającą Syna Mędrcom do adoracji. (...)
Jednak w wydarzeniu opisanym przez św. Mateusza (por. Mt 2,11) Maryja, ukazując Syna Mędrcom, nie tylko wykonuje gest Matki, lecz jest również figurą Kościoła, który jako Matka wszystkich narodów rozpoczyna - w osobie Maryi - swe dzieło ewangelizacji (Homilia, 6.01.1995).
- Ucieczka Świętej Rodziny do Egiptu - Mt 2,3-15.19-23
Według zapisu Mateuszowego, przed tym powrotem do Galilei należy umieścić także bardzo ważne wydarzenie, w którym raz jeszcze Boża Opatrzność odwołuje się do Józefa. Czytamy: "Gdy oni [tj. Mędrcy] odjechali, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: "Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić"" (Mt 2,13). Herod przy okazji przybycia Mędrców ze Wschodu dowiedział się o narodzeniu króla żydowskiego (Mt 2,2). Kiedy zaś Mędrcy odjechali, "kazał pozabijać wszystkich chłopców w wieku do lat dwóch w Betlejem i całej okolicy" (por. Mt 2,16). W ten sposób, zabijając wszystkich, chciał zgładzić owego nowo narodzonego króla żydowskiego, o którym dowiedział się podczas pobytu Mędrców na swoim dworze. Jednakże Józef, usłyszawszy we śnie ostrzeżenie, "wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez Proroka: Z Egiptu wezwałem Syna mego" (Mt 2,14-15; por. Oz 11,1). Tak więc droga powrotna Jezusa z Betlejem do Nazaretu prowadziła przez Egipt. Jak Izrael wszedł na szlak wyjścia z domu niewoli, które to wyjście zapoczątkowało Stare Przymierze, tak i Józef, "powiernik i współpracownik opatrznościowej tajemnicy Bożej", strzeże również na wygnaniu Tego, który wypełnia Nowe Przymierze. (...)
Ewangelie przekazują nam nieliczne i skąpe wiadomości o latach spędzonych przez Świętą Rodzinę w Nazarecie. Św. Mateusz opowiada o decyzji, którą podjął Józef po powrocie z Egiptu, by jako miejsce zamieszkania dla Świętej Rodziny wybrać Nazaret (por. Mt 2,22-23), później jednak nie podaje żadnej innej informacji z wyjątkiem tej, że Józef jest cieślą (por. Mt 13,55). Łukasz natomiast dwukrotnie wspomina o powrocie Świętej Rodziny do Nazaretu (por. Łk 2,39.51) i dostarcza dwóch krótkich wiadomości o dziecięcych latach Jezusa - sprzed pielgrzymki do Jerozolimy i po niej: "Dziecię (...) rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim" (Łk 2,40), oraz: "Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi" (Łk 2,52). Przytaczając te krótkie wiadomości o życiu Jezusa, Łukasz prawdopodobnie sięga do wspomnień Maryi, odnoszących się do okresu głębokiej zażyłości z Synem. Więź między Jezusem a Pełną łaski znacznie przewyższa tę, która normalnie istnieje między matką i dzieckiem, ponieważ zakorzeniona jest w szczególnym wymiarze nadprzyrodzonym i pogłębiona dzięki szczególnemu dostosowaniu się obojga do woli Bożej. Można więc sformułować konkluzję, że atmosfera pogody i pokoju panująca w domu nazaretańskim oraz stałe pragnienie spełnienia zamiarów Bożych wnosiły nadzwyczajną i niepowtarzalną głębię w więź panującą między Matką a Synem.
Świadomość wypełniania zadania powierzonego Jej przez Boga nadawała najgłębszy sens codziennemu życiu Maryi. Proste i pokorne prace domowe nabierały dla Niej szczególnej wartości, przeżywała je bowiem jako służbę posłannictwu Chrystusa. Przykład Maryi niesie światło i otuchę wszystkim kobietom, które wykonują swoje codzienne prace wyłącznie w zaciszu domu. Są to zajęcia pokorne, ukryte, stale powtarzające się i często niewystarczająco doceniane. Jednakże długie lata, przeżyte przez Maryję w domu nazaretańskim, ukazują tkwiące w nich ogromne zasoby autentycznej miłości, a więc zbawienia. Bowiem prostota życia tylu gospodyń domowych, przeżywanego jako misja służby i miłości, w oczach Pana nabiera nadzwyczajnej wartości. A jednak można powiedzieć, że życie Maryi w Nazarecie nie było zdominowane przez monotonię. Mając stały kontakt z dorastającym Jezusem, starała się Ona zgłębiać tajemnicę swego Syna w postawie kontemplacji i adoracji. Św. Łukasz mówi: "Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu" (2,19; por. 2,51). "Wszystkie te sprawy" - chodzi o wydarzenia, których była Ona zarazem uczestnikiem jaki i obserwatorem, poczynając od zwiastowania; lecz przede wszystkim chodzi o życie Dziecięcia. Codzienny, bliski kontakt z Nim jest zachętą, by Go lepiej poznać, odkryć głębsze znaczenie Jego obecności i tajemnicę Jego osoby.
Mógłby ktoś pomyśleć, że dla Maryi, która na co dzień miała kontakt z Jezusem, wiara nie była rzeczą trudną. Trzeba jednak w związku z tym przypomnieć, że niezwykłe aspekty osobowości Syna pozostawały zwykle w ukryciu. Nawet jeśli Jego postępowanie było przykładne, prowadził On życie podobne do tylu swoich rówieśników. Przez trzydzieści lat pobytu w Nazarecie Jezus nie ujawnia swoich nadprzyrodzonych zdolności i nie dokonuje cudów. Kiedy po raz pierwszy uwidaczniają się nadzwyczajne rysy Jego osobowości związane z rozpoczęciem przepowiadania, Jego krewni (zwani w Ewangelii braćmi) podejmują się - zgodnie z pewną interpretacją - odprowadzenia Go do domu, uważają bowiem, że sposób Jego zachowania się nie jest normalny (por. Mk 3,21). W pełnej godności i pracowitości atmosferze Nazaretu Maryja starała się zrozumieć opatrznościowy wątek misji Syna. W tym kontekście na pewno szczególnym przedmiotem refleksji było dla Matki zdanie, które Jezus wypowiedział w świątyni jerozolimskiej w wieku dwunastu lat: "Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?" (Łk 2,49). Zastanawiając się nad tym, Maryja mogła lepiej zrozumieć sens Bożego synostwa Jezusa oraz swego macierzyństwa i starała się dostrzec w zachowaniu Syna rysy ujawniające Jego podobieństwo do Tego, którego nazywał On swoim Ojcem.
Komunia życia z Jezusem w domu nazaretańskim nie tylko pomogła Maryi postępować "w pielgrzymce wiary" (Lumen gentium, 58), lecz także w nadziei. Cnota ta, ożywiana i podtrzymywana wspomnieniami zwiastowania i słów Symeona, rozciąga się na całe Jej ziemskie życie, w szczególny jednak sposób dochodzi do głosu podczas trzydziestu lat milczenia i ukrycia spędzonych w Nazarecie. W zaciszu domu Dziewica żyje nadzieją w niezwykły sposób. Jest pewna, że nie dozna rozczarowania, nawet jeżeli nie wie, kiedy i w jaki sposób Bóg urzeczywistni swoją obietnicę. W mrokach wiary i przy braku nadzwyczajnych znaków zapowiadających początek mesjańskiej misji Syna podtrzymuje Ona nadzieję wbrew wszelkim zewnętrznym pozorom, oczekując od Boga spełnienia obietnicy. Jako środowisko wzrostu wiary i nadziei dom nazaretański staje się miejscem wielkiego świadectwa miłości.
Miłość, którą Chrystus pragnie szerzyć w świecie, zapala się najpierw i płonie w Sercu Matki; to właśnie ognisko domowe przygotowuje do głoszenia Ewangelii Bożej miłości. Jesteśmy zaproszeni, by spoglądając na Nazaret i kontemplując tajemnicę ukrytego życia Jezusa i Dziewicy, przemyśleć tajemnicę naszego życia, które - jak przypomina św. Paweł - "jest ukryte z Chrystusem w Bogu" (Kol 3,3). Chodzi często o życie pokorne i ukryte w oczach świata. Jednakże życie to, kształtowane w szkole Maryi, może ujawnić nieoczekiwane moce zbawienia, promieniując miłością i pokojem Chrystusowym (Adh. ap. Redemptoris custos, 14).
EWANGELIA O KRÓLESTWIE NIEBIESKIM
- Przygotowanie i początek działalności Jezusa - Mt 3,1-12
Chociaż w rodzinnym Nazarecie Jezus nie został przyjęty jako Mesjasz, to jednak u początku publicznej działalności mesjańskie Jego posłannictwo w Duchu Świętym zostało objawione całemu ludowi przez Jana Chrzciciela. Jan - syn Zachariasza i Elżbiety - zapowiadał nad Jordanem przyjście Mesjasza i udzielał chrztu pokuty. Mówił przy tym: "Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem" (Łk 3,16; por. Mt 3,11; Mk 1,7n; J 1,33). Jan Chrzciciel zapowiada Mesjasza-Chrystusa nie tylko jako Tego, który przychodzi w Duchu Świętym, ale zarazem Tego, który przynosi Ducha Świętego (...).
Teofania znad Jordanu tylko przelotnie rozjaśnia tajemnicę Jezusa z Nazaretu, którego cała działalność odbywa się w aktywnej obecności Ducha Świętego. Tajemnicę tę miał Jezus stopniowo odsłonić i potwierdzić poprzez wszystko, co czynił i nauczał (Dz 1,1). Zanim na drogach tego nauczania, tych mesjańskich znaków, jakich Jezus dokonywał, dojdziemy do mowy pożegnalnej w Wieczerniku, odnajdujemy wydarzenia i wypowiedzi, które stanowią szczególnie ważne momenty tego stopniowego objawienia. Ewangelista Łukasz (...) mówi nam, że po powrocie siedemdziesięciu dwóch uczniów z posługi powierzonej im przez Niego (por. Łk 10,17-20) z radością opowiadają oni Mistrzowi o owocach swego posłannictwa. "W tej właśnie chwili - czytamy - Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: "Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie"" (Łk 10,21; por. Mt 11,25n). Jezus raduje się ojcostwem Bożym. Raduje się tym, że dane Mu jest objawić to ojcostwo. Raduje się wreszcie szczególnym jakby promieniowaniem tego Bożego ojcostwa na prostaczków. A wszystko to Ewangelista określa jako "rozradowanie się w Duchu Świętym". Owo rozradowanie się niejako przynagla Jezusa, aby powiedział jeszcze więcej. I oto słyszymy: "Ojciec mój przekazał Mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić" (Łk 10,22; por. Mt 11,27).
To, co podczas Teofanii nad Jordanem przyszło niejako z zewnątrz, z wysokości, tu pochodzi z wnętrza, z głębi tego, kim Jezus był. Jest to inny rodzaj objawienia Ojca i Syna, zjednoczonych w Duchu Świętym. Jezus mówi tylko o ojcostwie Boga i o swoim synostwie; nie mówi wprost o Duchu, który jest Miłością, a przez to jednością Ojca i Syna. Niemniej to, "co mówi o Ojcu i sobie - Synu, płynie z owej pełni Ducha", która jest w Nim i przenika Jego serce. Kształtuje ona od podstaw Jego Ja, pobudza i ożywia od wewnątrz Jego działanie. Stąd owo "rozradowanie się w Duchu Świętym". Zjednoczenie Chrystusa z Duchem Świętym, którego jest On w pełni świadom, wyraża się w tym rozradowaniu i w ten sposób jego ukryte źródło staje się poniekąd odczuwalne. Jest to szczególne objawienie i wyniesienie właściwe Synowi Człowieczemu, Chrystusowi-Mesjaszowi, którego człowieczeństwo przynależy do Osoby Syna Bożego, pozostającego w istotowej jedności Bóstwa z Duchem Świętym. W tym wspaniałym wyznaniu ojcostwa Boga Jezus z Nazaretu objawia zarazem siebie, swoje Boskie Ja: jest On Synem współistotnym i dlatego "nikt nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec, ani kim jest Ojciec, tylko Syn". Ten właśnie Syn dla nas i dla naszego zbawienia stał się człowiekiem "za sprawą Ducha Świętego" - i narodził się z Dziewicy, której na imię było Maryja (Enc. Dominum et Vivificantem, 19-21).
- Chrzest Jezusa - Mt 3,13-17
Pośród skruszonej rzeszy ludzi idącej do Jana Chrzciciela, aby otrzymać od niego chrzest, jest obecny również Jezus. Oto urzeczywistnia się obietnica, a przed całą ludzkością otwiera się nowa era. Człowiek ten, który pozornie nie odróżnia się od pozostałych, w rzeczywistości jest Bogiem, który przyszedł do nas, ażeby tym, którzy Go przyjmą, dać moc, "aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego - którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili" (J 1,12-13).
Ewangelie sytuują wydarzenie Chrztu Pańskiego na początku publicznego życia Jezusa. Jest to również pierwsze objawienie się Jezusa jako Syna Bożego, posłanego przez Ojca, aby wziął na siebie i zgładził grzech świata (por. J 1,29). Gdy został On ochrzczony w Jordanie, otworzyły się niebiosa i zstąpił na Niego Duch Święty w postaci gołębicy, a wtedy z góry rozległ się tajemniczy głos: "Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie" (Mt 3,17).
Pan objawił się zatem jako Chrystus, namaszczony przez Boga Duchem Świętym i przez Niego posłany, aby głosił ubogim dobrą nowinę o zbawieniu (por. Iz 61,1-2). Celem Jego misji jest chrzcić ludzi Duchem Świętym (por. Mt 3,11; J 1,33), czyli przekazywać im ogień życia Bożego (por. Łk 12,49-50). Urzeczywistni się to w pełni poprzez Jego śmierć i zmartwychwstanie, tajemnicę, której uczestnikami stają się właśnie ci, którzy przyjmują sakrament chrztu.
W Ewangelii czytamy, że Jezus rozpoczął swoją działalność publiczną od przyjęcia chrztu w Jordanie z rąk Jana Chrzciciela. Pragnął w ten sposób przyłączyć się do licznych rodaków, którzy dokonywali tego rytuału oczyszczenia, przygotowując się na nadejście mesjańskiego królestwa. Ta decyzja Jezusa wydaje się dziwna, do tego stopnia, że sam Jan jej nie rozumie i w pierwszej chwili nie chce Go ochrzcić. Uczyni to dopiero na usilną prośbę Jezusa, który pragnie wykonać to, co słuszne w oczach Ojca (por. Mt 3,15), okazując solidarność z grzesznikami, bo przecież przyszedł jako Baranek Boży, aby wziąć na siebie grzech świata (J 1,29).
"Ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na siebie" (Mk 1,10). Także Kościół Wschodu wspomina w sposób bardzo uroczysty Chrzest Jezusa w Jordanie. (...) Święto [to] nazywa Epifanią (objawieniem) albo Dniem świateł, bowiem chrzest uważany jest tam za ryt oświecenia. Jednakże w języku liturgicznym dzisiejsze święto określa się przede wszystkim przy pomocy terminu Teofania, oznaczającego objawienie się Boga, Jezusa Odkupiciela, Jezusa Syna Bożego, a także cudowne objawienie wielkiej tajemnicy Przenajświętszej Trójcy. Po liturgii eucharystycznej odbywa się, na pamiątkę Chrztu Jezusa, uroczyste poświęcenie wody źródeł i rzek. (...)
W rozważaniach nad tym wydarzeniem liturgia Wschodu podkreśla, iż było ono konieczne po to, by woda, zetknąwszy się z nieskalanym ciałem Jezusa, nabrała odradzającej mocy, która wraz z tajemniczymi słowami sakramentu chrztu oczyszcza każdego z nas z grzechu. (...) Pełen prostoty i surowy ryt Janowego chrztu wyrażał wezwanie do żalu za grzechy, otwierając umysł i serce na przyjęcie tajemnicy zbawienia, podczas gdy chrzest w tradycji chrześcijańskiej nie tylko uwalnia człowieka od grzechu pierworodnego, ale także włącza nas w życie trynitarne, czyni synami w Synu i udziela daru Ducha. Obmycie w imię mocy Boga, Ojca, Syna i Ducha Świętego jednoczy wiernych z Chrystusem, włącza ich w Chrystusa, przyobleka w Chrystusa, zobowiązuje do odrzucania pokus i do dawania przed światem świadectwa o tajemnicy bezgranicznej miłości, którą Bóg ich darzy. (...)
Chrzest dzieci, tak drogi chrześcijańskiej tradycji, w bardzo prosty i wymowny sposób pozwala nam pojąć prawdziwą naturę zbawienia. Jest ono łaską, czyli darmowym darem Pana. Bóg bowiem zawsze kocha jako pierwszy, a krwią swego Syna już zapłacił za nasze odkupienie. Dlatego rodzice chrześcijańscy powinni spieszyć ze swoimi dziećmi do chrzcielnicy, aby mogły one otrzymać na mocy wiary Kościoła wielki dar życia Bożego. Rodzice ci poprzez swój przykład, modlitwę i pouczenia mają też być pierwszymi wychowawcami w wierze swoich dzieci, aby ten zarodek nowego życia mógł się rozwinąć i osiągnąć pełną dojrzałość (Homilia, 10.01.1999).
- Jezus przez czterdzieści dni pości i jest kuszony - Mt 4,1-11
Czterdziestodniowy post Jezusa nawiązuje do czterdziestu lat wędrówki Izraela z niewoli egipskiej do Ziemi Obiecanej. Czterdziestodniowy post Jezusa na pustyni jest pierwowzorem Wielkiego Postu Kościoła. Ma on nas przeprowadzić z niewoli grzechu do zwycięstwa i wolności w Zmartwychwstaniu Chrystusa. Poprzez czterdziestodniowy Post przygotowujemy się do Wielkanocy. W tym okresie Jezus z Galilei szczególnie intensywnie przepowiada Ewangelię Bożą. Mówi: "Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię" (Mk 1,15). Kościół pragnie naśladować swego Mistrza. (...) Wielki Post określa się w liturgii jako tempus forte. Ewangelia jest orędziem nawrócenia: nawracajcie się. Jezus, głosząc nawrócenie, uświadamia człowiekowi stan zagrożenia wielorakim złem. Dlatego również w stosunku do siebie samego dopuszcza pokusę szatana i odnosi nad nią zwycięstwo. (...)
Jeśli kusi człowieka świat, jeśli źródło pokus znajduje się w pożądliwości oczu, w pożądliwości ciała i w pysze żywota (a więc wewnątrz człowieka) - to przecież początek wszelkiej pokusy jest w tym, któremu również sam Chrystus dozwolił się kusić podczas czterdziestodniowego postu na pustyni. W tym, który jest ojcem kłamstwa... Misję Odkupiciela rozpoczyna właśnie Jego zwycięstwo nad trzykrotnym kuszeniem księcia zła. "Idź precz, szatanie" (Mt 4,10). Stanowcza postawa Mesjasza jest dla nas przykładem i zachętą do odważnego i zdecydowanego naśladowania Go. Szatan, "władca tego świata" (J 12,31), działa podstępnie także i dziś. Każdy człowiek, prócz własnej pożądliwości i złego wpływu innych, doświadcza również pokus ze strony szatana - tym większych, im mniej zdaje sobie z tego sprawę. Ileż razy lekkomyślnie ulega zwodniczym podszeptom ciała i zła, a później doznaje gorzkiego rozczarowania! Trzeba zachować czujność, by szybko zareagować na każdy atak pokusy... Czterdziestodniowy post Jezusa nawiązuje do czterdziestu lat wędrówki Izraela z niewoli egipskiej do Ziemi Obiecanej. Czterdziestodniowy post Jezusa na pustyni jest pierwowzorem Wielkiego Postu Kościoła. Ma on nas przeprowadzić z niewoli grzechu do zwycięstwa i wolności w Zmartwychwstaniu Chrystusa... Jezus z Galilei szczególnie intensywnie przepowiada Ewangelię Bożą. Mówi: "Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię" (Mk 1,15). Kościół pragnie naśladować swego Mistrza. (...)
Codziennie w okresie Wielkiego Postu Kościół zaleca nam medytację tego właśnie fragmentu z Psalmu 91[90], aby wyzwolenie to stało się i naszym udziałem: wyzwolenie od grzechu, wyzwolenie od pożądań ciała, oczu i pychy żywota (por. 1 J 2,16), wyzwolenie od tego, co najbardziej zniewala człowieka, choć pozwala mu zachować pozory autonomii. Człowiek ratuje te pozory za cenę posiadania i używania rzeczy, za cenę władzy, traktowanej nie jako służba, lecz jako posługiwanie się innymi, i to często z użyciem przemocy, ze szkodą dla swego bliźniego. Prawdziwe wyzwolenie człowieka, wyzwolenie, które niesie mu Chrystus, jest także wyzwoleniem od pozorów wyzwolenia, od pozorów wolności, które nie są prawdziwą wolnością (Homilia, 24.02.1985).
- Na Jezusie spełnia się zapowiedź proroka Izajasza - Mt 4,12-23
Jezus głosił Ewangelię o królestwie i leczył wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu (por. Mt 4,23). Przyszedł jako Ten, który zapowiada królestwo niebieskie i wzywa ludzi do nawrócenia: "Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie" (Mt 4,17). Wszystko to dzieje się w Galilei, po chrzcie Janowym, gdy Jan został już uwięziony przez Heroda. Jezus opuszcza Nazaret, miasto swojej młodości, i osiada w Kafarnaum, nad Jeziorem Galilejskim. Tam też znajduje pierwszych uczniów. Ewangelia (...) mówi o powołaniu Piotra i Andrzeja, a także Jana i Jakuba: "[Jezus] (...) ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: "Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi". Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim" (Mt 4,18-20). W podobny sposób Jezus powołuje innych dwóch braci: Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego Jana. Oni również, usłyszawszy Chrystusowe wezwanie, natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim (por. Mt 4,21-22). Tak więc Jezus nie jest już sam. Są z Nim pierwsi uczniowie, z którymi obchodzi całą Galileę, nauczając w synagogach. Wszędzie głosi Ewangelię o królestwie i leczy wszelkie choroby i słabości wśród ludu. (...)
Życie chrześcijańskie, Drodzy Bracia i Siostry, jest nie tylko faktem indywidualnym i prywatnym. Ono musi rozwijać się na płaszczyźnie społecznej, a także publicznej, ponieważ zbawienie Pana jest "przygotowane wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan" (Łk 2,31-32). Otóż parafia jest wspólnotą, w której Pan staje się światłem i zbawieniem każdego i wszystkich przez wspólne świadectwo w społeczności. Ewangelia (...) ukazuje nam, jak Chrystus stał się historycznie, na początku swego życia publicznego, światłem i zbawieniem ludu, do którego został posłany. Przytaczając słowa proroka Izajasza (por. Iz 9,1), Ewangelista Mateusz mówi nam, że ten lud "siedział w ciemności (...) w cienistej krainie śmierci" (Mt 4,16), ale w końcu "ujrzał światło wielkie". Potem, jak chwała Pańska już w Betlejem oświeciła pasterzy w nocy (por. Łk 2,9), z okazji narodzenia Jezusa, jest to pierwszy raz, że Ewangelista mówi o świetle ukazanym wszystkim. Istotnie, kiedy Jezus po opuszczeniu Nazaretu i po przyjęciu chrztu w Jordanie udał się do Kafarnaum, aby rozpocząć swoją służbę publiczną, to jak gdyby urzeczywistniło się Jego drugie narodzenie, polegające na porzuceniu życia prywatnego i ukrytego, aby całkowicie i nieodwołalnie oddać się życiu poświęconemu wszystkim, aż do najwyższej ofiary z siebie. (...) Jezus, który uzdrawia, który leczy trąd, dokonuje wielkich znaków. Te znaki służyły ukazaniu mocy Bożej wobec chorób duszy: wobec grzechu. (...) Jezus uzdrawia z choroby fizycznej, lecz równocześnie uwalnia od grzechu. Okazuje się w ten sposób Mesjaszem zapowiadanym przez proroków, Tym, który się obarczył naszym cierpieniem, który poniósł grzechy wielu (por. Iz 53,4.12), aby uwolnić nas od wszelkiej słabości duchowej i materialnej. W tym sensie jest On w Kościele Wyzwolicielem w najwyższym stopniu, Tym, który z wyzwolenia od wszelkiego zła uczynił rację swego przyjścia na ziemię (Homilia, 21.01.1996).
- Osiem błogosławieństw - Mt 5,1-12
Powołanie chrześcijańskie wyraża się (...) w życiu według ośmiu błogosławieństw z Kazania na Górze. Powołanie to spełniamy, gdy staramy się być ubodzy w duchu, gdy jesteśmy zasmuceni i cisi, gdy łakniemy i pragniemy sprawiedliwości, gdy jesteśmy miłosierni i zachowujemy czystość serca, gdy staramy się wprowadzać pokój i wreszcie, gdy gotowi jesteśmy cierpieć prześladowania dla sprawiedliwości. Życie według tego programu pozwala nam niejako uwolnić się od siebie, od miłości własnej, pozwala nam otworzyć się na działanie Boga, który chce uszlachetnić wszystko to, co zawiera się w naszej ludzkiej naturze. Żeby jednak mógł tego dokonać, musimy sami być gotowi przyjąć Jego uświęcające działanie. Błogosławieństwa z Kazania na Górze wskazują na to, w jaki sposób się to dokonuje. Widać jasno, że dokonuje się to za cenę różnorodnych ofiar: "Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie]wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was" (Mt 5,11). Dusza ludzka szlachetnieje wśród różnych życiowych doświadczeń i przygotowuje się do tego dobra, które Bóg sam dla niej zamierzył: dobra łaski. Pan Jezus dodaje: "Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie" (Mt 5,12).
(...) Słowa z Kazania na Górze, którymi Jezus zamierzał nakreślić istotę swojego orędzia, ktoś określił (...) jako magna carta królestwa Chrystusowego. Są to słowa rewolucyjne, ponieważ proponują radykalne wywrócenie wartości, z jakich czerpie inspirację potoczna mentalność, mentalność czasów Jezusa nie mniej jak mentalność naszych czasów. Rzeczywiście, ludzie zawsze cenili pieniądze, władzę w różnych jej formach, przyjemności zmysłowe, zwycięstwo nad innymi za wszelką cenę, powodzenie i uznanie światowe. Są to wartości, które mieszczą się, jak jasno widać, w horyzoncie określonym przez rzeczywistości ziemskie. Jezus łamie ten krąg ograniczony i ograniczający, przesuwa swoje spojrzenie na rzeczywistości, które wymykają się sprawdzeniu przez zmysły, ponieważ wykraczają poza materię i wychodzą poza czas, w zakres wieczności. Mówi On o królestwie niebieskim, o ziemi obiecanej, o dziecięctwie niebieskim i w tej perspektywie stwierdza wyższość ubóstwa w duchu, cichości, czystości serca, łaknienia sprawiedliwości, które wyrażają się nie w przemocy, lecz w odważnym znoszeniu prześladowania.
Niezliczeni chrześcijanie, z pokolenia w pokolenie, wstępowali na tę górę, aby słuchać Boskiego Mistrza (...), w ziemskim życiu starali się zawsze pełnić Jego wolę, całym sercem miłując Boga, a bliźnich jak samych siebie. Z tego powodu musieli też cierpieć próby i prześladowania, teraz jednak wielka jest ich nagroda w niebie (por. Mt 5,11). Kiedy pewnego dnia zapytał ktoś Jezusa: "Panie, czy mało jest tych, co mają być zbawieni?", On nie odpowiedział wprost; przypomniawszy jednak o konieczności "wejścia przez ciasną bramę", dodał: "Przyjdą ze wschodu i zachodu, od północy i południa, i zasiądą w królestwie Bożym" (Łk 13,23.24.29). Otóż my dzisiaj duchem naszym zanurzeni jesteśmy w ten nieprzeliczony tłum świętych, zbawionych, którzy, poczynając od "sprawiedliwego Abla" (Mt 23,35) aż po tego, który w tej może chwili umiera w którejś stronie świata, otaczają nas, dodają odwagi i wszyscy razem śpiewają w potężnym chórze chwały Temu, którego Psalmiści słusznie nazywają "Bogiem mojego Zbawienia" (Ps 25[24],5) i "Bogiem mojej radości i mojego wesela" (Ps 43[42],4). (...)
Musimy zdać sobie mocno sprawę, że na początku, u podstawy i w centrum tego obcowania jest sam Bóg, który nie tylko wzywa nas do świętości, lecz również - i przede wszystkim - wspaniałomyślnie daje nam ją we krwi Chrystusa, zwyciężając w ten sposób nasze grzechy. Oto dlaczego święci z Apokalipsy "głosem donośnym tak wołają: zbawienie Bogu naszemu (...) i Barankowi" (Ap 7,10), a następnie "na oblicza swe padli przed tronem, i pokłon oddali Bogu, mówiąc: Amen. Błogosławieństwo i chwała, i mądrość, i dziękczynienie, i cześć, i moc, i potęga Bogu naszemu na wieki wieków" (Ap 7,12). Również i my powinniśmy zawsze śpiewać Panu hymn dziękczynienia i uwielbienia, jak czyniła to Maryja w swoim Magnificat, aby "uznać i radośnie głosić wspaniałomyślność i dobroć Ojca, który nas uzdolnił do uczestnictwa w dziale świętych w światłości (...) i nas przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna" (Kol 1,12.13). Błogosławieństwa, wypowiedziane tak uroczyście przez Jezusa, z jednej strony układają się w antytezy z niektórymi wartościami, które świat za to poważa, z drugiej układają się w perspektywę przyszłego i ostatecznego losu, w którym sytuacje zostają odwrócone. Błogosławieństwa utrzymują się lub upadają wszystkie razem; nie można wyodrębnić z nich jednego tylko i praktykować go kosztem innych. Wszyscy święci byli i są, chociaż w różnym stopniu, ubodzy duchem, a zarazem cisi, strapieni, łaknący i spragnieni sprawiedliwości, miłosierni i czystego serca, pokój czyniący i prześladowani z powodu Ewangelii. I my również winniśmy być tacy. Ponadto z tych kart Ewangelii wynika w sposób oczywisty, że szczęśliwość chrześcijańska jako synonim świętości nie jest pozbawiona elementu cierpienia lub przynajmniej trudności; niełatwo być lub chcieć być ubogim, cichym, czystym; niełatwo być prześladowanym, nawet z powodu sprawiedliwości. Ale królestwo niebieskie jest dla nonkonformistów (por. Rz 12,2), a i do nas odnoszą się słowa św. Piotra: "Jeśli was znieważają dla imienia Chrystusowego, błogosławieni będziecie; gdyż cześć, i chwała, i moc Boga na was spoczywa. Niech nikt z was nie cierpi jak mężobójca, albo złodziej, albo złorzeczący, albo cudzego pragnący. Jeśli zaś jako chrześcijanin - niech się nie wstydzi, lecz niech chwali Boga za to imię" (1 P 4,14-16). W rzeczywistości bowiem nasza perspektywa nie jest krótkoterminowa, lecz nieskończona.
Dla nas zostały napisane natchnione słowa Apostoła Pawła: "Niewielkie bowiem utrapienia nasze obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku dla nas, którzy się wpatrujemy nie w to, co widzialne, lecz w to, co niewidzialne. To bowiem, co widzialne, przemija, to zaś, co niewidzialne, trwa wiecznie" (2 Kor 4,17-18). (...)
Święci to ci, którzy w każdej epoce potrafili odważnie żyć swoją wiarą, wytrwale składając bezkompromisowe świadectwo o Chrystusie. "Błogosławieni ubodzy w duchu, (...) cisi, (...) czystego serca, (...) którzy wprowadzają pokój, (...) którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie" (Mt 5,3-10). Te słowa powtarza nam (...) liturgia, wskazując tych, którzy "przychodzą z wielkiego ucisku i opłukali swe szaty, i w krwi Baranka je wybielili" (Ap 7,14), oraz czerpiąc obficie ze skarbca Odkupienia. Oni weszli przed nami do radości niebiańskiej liturgii. Są dla nas wzorem i wspomagają nas nieustannym wstawiennictwem, jawią się nam jako niezliczone promienie światła łaski, która jest owocem najwyższej tajemnicy wcielenia. (...)
Bóg natomiast pragnie, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni (por. 1 Tm 2,4). Dlatego posłał na świat swojego Syna (por. J 3,16), aby każdy człowiek miał życie w obfitości (por. J 10,10). Ojciec niebieski nie chce się pogodzić z utratą żadnego ze swoich synów, ale pragnie, aby wszyscy zgromadzili się przy Nim, święci i nieskalani w miłości (por. Ef 1,4). Święci i nieskalani jak Maryja Panna, doskonały wzorzec nowego człowieczeństwa. Zaznaje Ona pełni szczęścia w chwale Bożej. W Niej widzimy świetlany cel, do którego wszyscy zmierzamy. Jej zawierzamy naszych zmarłych braci i siostry, oczekując ponownego spotkania z nimi w domu Ojca. (...) "Błogosławieni ubodzy w duchu, błogosławieni cisi, błogosławieni czystego serca, błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie" (por. Mt 5,3-10) (Homilia, 28.01.1996).
- Wy jesteście światłem świata - Mt 5,13-16
Dlaczego Pan Jezus nazwał swoich uczniów solą dla ziemi? On sam daje nam odpowiedź, jeśli rozważymy z jednej strony okoliczności, w których wypowiedział te słowa, a z drugiej strony, bezpośrednie znaczenie obrazu soli. Jak wiecie, wypowiedź Jezusa jest włączona w Kazanie na Górze (...): Jezus, otoczony przez wielki tłum, pouczał swoich uczniów (por. Mt 5,1-2), i właśnie do nich, prawie niespodziewanie, mówi nie, że powinni być, lecz że są solą dla ziemi. Słowem, można by powiedzieć, że On, nie wykluczając oczywiście pojęcia powinności, oznaczył normalny i stały warunek stanu ucznia: nie jest się Jego prawdziwym uczniem, jeśli nie jest się solą dla ziemi. Łatwe, z drugiej strony, jest wyjaśnienie obrazu: sól jest tą substancją, której się używa dla nadania smaku potrawom i dla zabezpieczenia ich, także od zepsucia. Uczeń Chrystusa jest zatem solą, w miarę jak rzeczywiście daje innym ludziom, raczej całemu społeczeństwu ludzkiemu, coś, co stanowi jakby zbawczy ferment moralny, coś, co nadaje smak i wzmacnia. Pomijając metaforę, takim fermentem może być tylko cnota, albo dokładniej, zespół tych cnót tak dobrze wskazanych w poprzedzającym szeregu błogosławieństw.
Rozumie się zatem, jaką wartość mają te słowa Jezusa dla wszystkich Jego uczniów. Konieczną dlatego jest rzeczą, aby każdy z nas, każdy z was (...) pojmował je jako odnoszące się do niego. (...) wszyscy jesteście uczniami Chrystusa! A teraz drugie pytanie: dlaczego Pan Jezus nazwał swoich uczniów światłem świata? On sam daje nam odpowiedź, zawsze na podstawie wymienionych okoliczności w szczególnej wartości obrazu. Istotnie, obraz światła przedstawia się sam przez się jako uzupełniający i integrujący w odniesieniu do obrazu soli, jeżeli ten sugeruje ideę przenikania w głębię, to tamten podsuwa ideę szerzenia w sensie rozprzestrzenienia i rozległości, ponieważ - powiem słowami wielkiego chrześcijańskiego poety włoskiego - "Światło pada szybko z rzeczy na rzecz i wzbudza różne kolory, gdziekolwiek spocznie" (A. Mamzoni, La Pentecoste, w. 41-44, 126).
Chrześcijanin zatem, aby być wiernym uczniem Chrystusa nauczyciela, powinien świecić swoim przykładem, swoimi cnotami, tymi dobrymi czynami, o których mówi dzisiejszy tekst ewangeliczny (por. Mt 5,16) i które ludzie są w stanie widzieć. Winien on świecić właśnie dlatego, że jest naśladowcą Tego, który jest "światłością prawdziwą, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi" (J 1,9) i który określił siebie jako "światłość świata" (J 8,12). (...) Jeżeli Chrystus jest światłem, usiłowanie naśladowania i harmonia naszego wyznania chrześcijańskiego nie będą mogły nigdy pomijać ideału i jednocześnie rzeczywistego upodobnienia do Niego.
Również ten drugi obraz ukazuje normalną i powszechnie ważną sytuację dla życia chrześcijańskiego: ukazuje się ona i narzuca jako obowiązek stanu i dlatego winna znajdować urzeczywistnienie praktyczne i zróżnicowane według sposobu, w jaki znajdują się w niej kapłani, zakonnice, rodzice, młodzież, starcy, dzieci, a nade wszystko chorzy, samotni i cierpiący. Jak wszyscy są powołani do tego, aby stali się uczniami Chrystusa, tak i wszyscy mogą i powinni stać się, w konkrecie swoich czynów, solą i światłem dla innych ludzi.
A teraz posłuchajmy wyznania prawdziwego ucznia Chrystusowego. Oto mówi św. Paweł słowami swego Listu do Koryntian. Widzimy go, jak przedstawia się swoim adresatom, i słyszymy, że uczynił to w "słabości i w bojaźni, i z wielkim drżeniem" (1 Kor 2,3). Dlaczego? Ta postawa bojaźni i drżenia rodzi się z faktu, że on wie, iż drażni potoczną mentalność, mądrość czysto ludzką i ziemską, zadowalającą się jedynie rzeczami materialnymi i światowymi. On natomiast głosi Chrystusa, i to Chrystusa Ukrzyżowanego, to jest przepowiada mądrość, która pochodzi z wysoka. Aby to czynić, jako prawdziwy uczeń Chrystusa, żyje wewnętrznie całym misterium Chrystusa, całą rzeczywistością Jego krzyża i Jego zmartwychwstania. I trzeba zauważyć, prócz tego, że tak intensywne życie wewnętrzne staje się, jakby w sposób naturalny, tym, co Apostoł nazywa "świadectwem Bożym" (1 Kor 2,1). Jednym słowem, w życiu praktycznym prawdziwy uczeń winien zawsze stawać się takim w sensie wewnętrznego uznania misterium Chrystusa, które jest czymś w zupełności oryginalnym, niepomieszanym z wiedzą ludzką i z mądrością tego świata.
Żyjąc na tym świecie, musimy oczywiście go znać, a także wiedzieć, jak na nim postępować. Trzeba jednakże, aby w stosunku do tych obowiązków natury świeckiej "wiara nasza opierała się nie na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej" (1 Kor 2,5). Parafia (...) jest wspólnotą uczniów Chrystusa. Jakie wnioski praktyczne wypada nam wyprowadzić (...)? Mnie się wydaje, że należy wyprowadzić te wnioski: przede wszystkim pogłębienie wiary i życia wewnętrznego; na drugim miejscu poważne zaangażowanie w działalności apostolskiej: "aby ludzie widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie" (Mt 5,16); i w końcu, gotowość do działalności dla innych, jak o tym mówi pierwsze czytanie słowami Izajasza: "dziel swój chleb z głodnym, wprowadź w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziej i nie odwróć się od współziomków. Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza i szybko rozkwitnie twe zdrowie. Sprawiedliwość twoja poprzedzać cię będzie, chwała Pańska iść będzie za tobą. Wtedy zawołasz, a Pan odpowie, wezwiesz pomocy, a On rzeknie: "Oto jestem!"" (Iz 58,7-9).
Przede wszystkim życzę, abyście odnowili w sobie świadomość osobistą i wspólnotową: jestem uczniem, chcę być uczniem Chrystusa. Jest to rzecz godna podziwu: być uczniem Chrystusa! Iść za Jego wezwaniem i za Jego Ewangelią! Życzę wam, abyście mogli odczuć to głębiej i żeby życie każdego z was i życie wszystkich nabrało, dzięki tej świadomości, swego pełnego znaczenia. W słowach Izajasza zawarta jest szczególna obietnica: Pan słucha tych, którzy są Mu posłuszni. Odpowiada: Oto jestem tym, którzy stają przed Nim z tą samą gotowością i swoim zachowaniem mówią to samo oto jestem. Życzę wam, aby wasz kontakt z Jezusem Chrystusem, naszym Panem, Odkupicielem i Nauczycielem, był regulowany w ten sposób. Życzę, aby Chrystus był z wami i aby przez was był z innymi: i żeby tak urzeczywistniło się powołanie Jego prawdziwych uczniów, którzy winni być solą dla ziemi i światłem świata (Homilia, 8.02.1981).
- Wymagania Nowego Przymierza - Mt 5,17-37
W starożytnym Izraelu podstawowe przykazanie miłości Boga włączone było w odmawianą codziennie modlitwę: "Pan jest naszym Bogiem - Panem jedynym. Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił. Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które ja ci dziś nakazuję. Wpoisz je twoim synom, będziesz o nich mówił przebywając w domu, w czasie podróży, kładąc się spać i wstając ze snu" (Pwt 6,4-7). Podstawą tego nakazu bezgranicznego miłowania Boga jest miłość, jaką sam Bóg darzy człowieka. Oczekuje On prawdziwej odpowiedzi miłości od ludu, który szczególnie umiłował. Jest Bogiem zazdrosnym (por. Wj 20,5), nieznoszącym bałwochwalstwa, które jest nieustanną pokusą dla Jego ludu. Stąd przykazanie: "Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!" (Wj 20,3).
Stopniowo Izrael uświadamia sobie, że oprócz głębokiej czci i niepodzielnego uwielbienia powinien okazywać Bogu uczucia synowskie, a nawet oblubieńcze. W tym sensie należy rozumieć Pieśń nad Pieśniami, odczytując piękno ludzkiej miłości jako obraz oblubieńczego dialogu między Bogiem a jego ludem. Księga Powtórzonego Prawa wymienia dwie istotne cechy tej miłości. Po pierwsze, człowiek nigdy nie byłby do niej zdolny, gdyby Bóg nie udzielił mu potrzebnej siły przez obrzezanie serca (por. Pwt 30,6), które usuwa wszelkie przywiązanie do grzechu. Po drugie, miłość ta nie sprowadza się bynajmniej do uczucia, ale wyraża się przez chodzenie drogami Bożymi oraz wypełnianie Jego poleceń, praw i nakazów (por. Pwt 30,16). Oto warunek osiągnięcia życia i szczęścia, natomiast zwrócenie serca do obcych bogów przynosi śmierć i nieszczęście (por. Pwt 30,15).
Przykazanie z Księgi Powtórzonego Prawa znajdujemy w niezmienionej formie w nauczaniu Jezusa, który nazywa je największym i pierwszym przykazaniem, wiążąc je ściśle z przykazaniem miłości bliźniego (por. Mt 22,34-40). Przypominając to przykazanie w jego starotestamentalnym brzmieniu, Jezus ukazuje, że w tym względzie Objawienie osiągnęło już pełnię. Zarazem jednak sens tego przykazania osiąga swoją pełnię właśnie w osobie Jezusa. W Nim bowiem urzeczywistnia się w najwyższym stopniu miłość człowieka do Boga. Odtąd kochać Boga z całego serca, z całej duszy i ze wszystkich sił znaczy kochać tego Boga, który się objawił w Chrystusie oraz kochać Go, uczestnicząc w miłości samego Chrystusa, rozlanej w nas "przez Ducha Świętego, który został nam dany" (Rz 5,5).
Miłość stanowi istotę nowego przykazania, ogłoszonego przez Jezusa. Wyraża bowiem ducha wszystkich przykazań, których zachowanie zostaje raz jeszcze nakazane, co więcej, staje się jasnym dowodem miłości do Boga: "miłość względem Boga polega na spełnianiu Jego przykazań" (1 J 5,3). Miłość ta, będąca zarazem miłością do Jezusa, stanowi warunek zyskania miłości Ojca: "Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie" (J 14,21). Miłość do Boga, możliwa dzięki darowi Ducha Świętego, opiera się zatem na pośrednictwie Jezusa, jak On sam stwierdza w modlitwie arcykapłańskiej: "Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich" (J 17,26). Pośrednictwo to przyjmuje konkretny kształt przede wszystkim w darze, jaki złożył On ze swego życia, a który z jednej strony świadczy o największej miłości, z drugiej zaś wymaga zachowywania tego, co Jezus przykazuje: "Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół
swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję" (J 15,13-14). Miłość chrześcijańska czerpie ze źródła miłości, którym jest Jezus, Syn Boży ofiarowany za nas. Zdolność miłowania tak, jak miłuje Bóg, ofiarowana jest każdemu chrześcijaninowi jako owoc paschalnego misterium śmierci i zmartwychwstania.
Kościół wyraża tę wzniosłą rzeczywistość w nauczaniu, że miłość jest cnotą teologalną, to znaczy cnotą odnoszącą się bezpośrednio do Boga, która pozwala człowiekowi wejść w krąg miłości trynitarnej. Bóg Ojciec miłuje nas bowiem tak, jak miłuje Chrystusa, dostrzegając w nas Jego obraz. Obraz ten zostaje niejako namalowany w nas przez Ducha, który niczym ikonograf urzeczywistnia go w czasie. To Duch Święty kreśli w głębi naszej osoby także zasadnicze rysy chrześcijańskiej odpowiedzi. Tak więc dynamika miłości do Boga wypływa z pewnego rodzaju pokrewieństwa natur, powstałego za sprawą Ducha Świętego, który nas przebóstwia, jak to jest wyrażone w języku tradycji wschodniej.
W mocy Ducha Świętego miłość ożywia moralne postępowanie chrześcijanina, jest drogowskazem i źródłem mocy dla wszystkich pozostałych cnót, tworzących w nas strukturę nowego człowieka. Jak mówi Katechizm Kościoła Katolickiego, "miłość ożywia i inspiruje praktykowanie wszystkich cnót. Jest ona "więzią doskonałości" (Kol 3,14); jest formą cnót; wyraża je i porządkuje między sobą; jest źródłem i celem ich chrześcijańskiego praktykowania. Miłość usprawnia i oczyszcza naszą ludzką zdolność miłowania. Podnosi ją do nadprzyrodzonej doskonałości miłości Bożej" (n. 1827). Jako chrześcijanie jesteśmy zawsze powołani do miłości (Aud. gen., 13.10.1999).
- Przykazanie miłości nieprzyjaciół - Mt 5,38-48
Świat potrzebuje Jezusa, Jego orędzia miłości, Jego obecności eucharystycznej, która jest czynnikiem zbawienia i jedności. Tylko pośrednictwo Chrystusa może przerwać spiralę nienawiści, niesprawiedliwości, przemocy, grzechu. Chrystus jest naszym bogactwem, naszym pokarmem, naszym pokojem, naszą prawdą, naszą wolnością. Z Nim, poprzez przekształcającą energię Jego miłości, serce człowieka może się przemienić, może narodzić się nowa istota, która nie będzie się kierować mściwą nauką "Oko za oko i ząb za ząb" (Mt 5,38), lecz Ewangelią, która naucza widzieć w drugich dzieci wspólnego Ojca, miłować nieprzyjaciół, zawsze wybaczać, nie licząc, ile razy proszono nas o wybaczenie. Tylko ze Słowa Chrystusa wytryska woda zdolna ugasić pragnienie człowieka. Za pośrednictwem Eucharystii odnajdujemy naszą tożsamość chrześcijańską.
Bóg miłuje nas, ponieważ On jest miłością. My miłujemy Go, ponieważ On pierwszy nas umiłował (por. 1 J 4,8). Miłość nabiera w nauce Chrystusa decydującego znaczenia. A miłość człowieka do Boga realizuje się w miłowaniu ludzi. "Kto (...) miłuje (...) zna Boga. I jeszcze: kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi" (1 J 4,7.20). Miłość bliźniego staje się w ten sposób nie tylko początkiem poznania Boga, ale także złotą regułą miłości wedle miary Serca Chrystusowego. "To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem" (J 15,12). "Jak" - jest to wskazanie miary. A Jezus miłował nas aż po dopełnienie swej posługi, aż do ostatecznych granic miłości, poprzez dar własnego życia, to znaczy - bez miary. Konieczne było dla naszego zbawienia, by Chrystus złożył siebie w ofierze Ojcu.
Wrogość i nienawiść stopniały i uległy unicestwieniu w Jego ciele, poprzez przelanie Jego krwi na krzyżu: bowiem świadectwo dają nie tylko Duch i woda, ale i krew (por. 1 J 5,7). Jezus tedy jest naszą ofiarą, złożoną w dziękczynieniu (Eucharystia). Według słów Pawłowych, zostaliśmy wybrani i stworzeni, aby być w Synu i stać przed obliczem Ojca (por. Ef 1,14); nasza wiara ukazuje Jezusa, który przedstawia nas i ofiarowuje. On, Baranek, pozostaje na wieczność przed obliczem Boga, Jego otwarte rany stały się schronieniem wiernych, którzy są weń wszczepieni. Ojciec zaś widzi nas w perspektywie Syna, który oddał się za nas w ofierze (Homilia, 21.05.1983).
- O modlitwie i poście - Mt 6,1-18
Celem aktów pokuty jest najgłębsze zwrócenie się do Boga samego, aby móc spotkać się z Nim we wnętrzu ludzkiej istoty, w tajnikach serca (...) (por. Mt 6,2-6.16-18). Stąd pierwsze i zasadnicze znaczenie pokuty jest wewnętrzne, duchowe. Zasadniczy wysiłek pokuty polega na wejściu w siebie, w swoją najgłębszą istotę, na wejściu w ten wymiar swojego człowieczeństwa, w którym, w pewnym sensie, oczekuje nas Bóg. Człowiek zewnętrzny powinien - powiedziałbym - ustąpić w każdym z nas człowiekowi wewnętrznemu i, w pewnym sensie, oddać mu miejsce. W życiu potocznym człowiek nie żyje wystarczająco wewnętrznie.
Jezus Chrystus wskazuje jasno, że także akty pobożności (jak post, jałmużna, modlitwa), które wskutek swojego celu religijnego są zasadniczo wewnętrzne, mogą ulegać potocznej zewnętrzności, i stąd mogą być sfałszowane. Natomiast pokuta, jako nawrócenie do Boga, wymaga nade wszystko, aby człowiek odrzucił pozory, umiał uwolnić się od fałszu i odnaleźć się w całej swojej prawdzie wewnętrznej. Także szybkie, pobieżne spojrzenie w świetle Bożym jest już sukcesem. Trzeba jednak umiejętnie umacniać ten sukces za pomocą systematycznej pracy nad sobą. Ta praca nazywa się ascezą (tak nazwali ją już Grecy z czasów początku chrześcijaństwa). Asceza oznacza wysiłek wewnętrzny, aby nie dać się porwać i popychać przez różne prądy zewnętrzne, tak aby pozostawać zawsze sobą i zachować godność swojego człowieczeństwa. Jednakże Pan Jezus wzywa nas, abyśmy czynili jeszcze coś więcej. Kiedy mówi: "Wejdź do izdebki i zamknij drzwi", wskazuje na ascetyczny wysiłek ludzkiego ducha, który nie powinien kończyć się w samym człowieku. To zamknięcie się jest jednocześnie najgłębszym otwarciem serca ludzkiego. Jest nieodzowne w celu spotkania się z Ojcem, i dlatego musi być przedsięwzięte. "Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie". Tutaj chodzi o odzyskanie prostoty myśli, woli i serca, która jest nieodzowna dla spotkania się w swoim wewnętrznym ja z Bogiem. A Bóg czeka na to, aby zbliżyć się do człowieka wewnętrznie skupionego i równocześnie otwartego dla Jego słowa i dla Jego miłości! Bóg pragnie udzielać się duszy tak usposobionej. Pragnie obdarzyć ją prawdą i miłością, które w Nim mają prawdziwe źródło. Zasadniczy więc nurt [pokuty] musi przebiegać przez człowieka wewnętrznego, przez serca i sumienia. Na tym polega istotny wysiłek pokuty. W tym wysiłku ludzka wola nawrócenia się do Boga jest wyposażona w uprzedzającą łaskę nawrócenia i jednocześnie przebaczenia oraz wyzwolenia duchowego. Pokuta jest nie tylko wysiłkiem, ciężarem, ale także radością. Niekiedy jest wielką radością ducha ludzkiego, radością, jakiej inne źródła nie mogą wzbudzić. Wydaje się, że współczesny człowiek utracił, w pewnej mierze, smak tej radości. Utracił prócz tego głęboki sens tego wysiłku duchowego, który pozwala odnaleźć siebie samego w całej prawdzie swego wnętrza. Składają się na ten stan liczne przyczyny i okoliczności, które trudno zanalizować w granicach tego przemówienia. Nasza cywilizacja - zwłaszcza na Zachodzie - związana ściśle z rozwojem nauki i techniki, dostrzega potrzebę wysiłku intelektualnego i fizycznego, ale utraciła w znacznym stopniu zmysł wysiłku ducha, którego owocem jest człowiek widziany w jego wymiarach wewnętrznych. Ostatecznie człowiek żyjący w nurtach tej cywilizacji bardzo często traci własny wymiar; traci wewnętrzny zmysł własnego człowieczeństwa. Dla tego człowieka staje się obcy zarówno wysiłek, który prowadzi do owocu dopiero co wspomnianego, jak i do radości, która z niego wypływa, wielkiej radości odnalezienia i spotkania, radości nawrócenia (metanoia), radości pokuty.
W czasie Wielkiego Postu często słyszymy dochodzące do nas słowa: modlitwa - post - jałmużna. Przyzwyczailiśmy się myśleć o nich jako o pobożnych i dobrych czynach, które każdy chrześcijanin winien pełnić nade wszystko w tym okresie.
Ten sposób myślenia jest poprawny, ale niezupełny. Modlitwa, jałmużna i post wymagają głębszego zrozumienia, jeżeli chcemy włączyć je gruntowniej w nasze życie, a nie uważać ich po prostu za praktyki przejściowe, które wymagają od nas tylko czegoś chwilowego, albo też, które tylko chwilowo pozbawiają nas czegoś. Takim sposobem myślenia nie dochodzimy jeszcze do prawdziwego sensu i do prawdziwej mocy, jaką modlitwa, post i jałmużna mają w procesie nawrócenia się do Boga i naszego dojrzewania duchowego. Jedno idzie razem z drugim: dojrzewamy duchowo, nawracając się do Boga, a nawrócenie urzeczywistnia się przez modlitwę, jak również przez post i jałmużnę, odpowiednio rozumiane.
Wypada może powiedzieć natychmiast, że nie chodzi tutaj tylko o chwilowe praktyki, ale o postawy stałe, które naszemu nawróceniu się do Boga nadają formę trwałą. Wielki Post, jako czas liturgiczny, trwa tylko czterdzieści dni w roku: do Boga natomiast winniśmy dążyć zawsze: to znaczy, że trzeba stale się nawracać... Modlitwa, post i jałmużna są właśnie drogami, które Chrystus nam wskazał. W następujących rozważaniach będziemy się starali dostrzec, jak głęboko te drogi wnikają w człowieka: co oznaczają dla niego. Chrześcijanin powinien zrozumieć prawdziwy sens tych dróg, jeżeli chce nimi iść.
Pierwszą zatem drogą jest modlitwa. Mówię pierwszą, ponieważ pragnę mówić o niej przed innymi. Ale mówiąc pierwsza, chcę dzisiaj dodać, że w całym dziele naszego nawrócenia, to jest naszego dojrzewania duchowego, modlitwa nie jest odizolowana od innych dwóch dróg, które Kościół określa ewangelicznymi terminami postu i jałmużny. Droga modlitwy jest nam może bardziej bliska. Może rozumiemy z większą łatwością, że bez niej niemożliwe jest nawrócenie się do Boga, pozostawanie w zjednoczeniu z Nim, w tym zjednoczeniu, dzięki któremu dojrzewamy duchowo. Na pewno wśród was, którzy mnie teraz słuchacie, jest bardzo wielu, którzy mają własne doświadczenie modlitwy, którzy znają jej różne aspekty i mogą je wyjaśniać innym. Istotnie uczymy się modlić, modląc się. Pan Jezus uczył nas modlić się przede wszystkim przez to, że sam się modlił: "i całą noc spędził na modlitwie" (Łk 6,12); innego dnia, jak pisze św. Mateusz, "wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał" (Mt 14,23). Przed swoją Męką i Śmiercią poszedł na Górę Oliwną i zachęcił Apostołów, aby się modlili, a On sam, klęknąwszy, modlił się: "Pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił" (Łk 22,44). Tylko raz, gdy uczniowie prosili Go: "Panie, naucz nas modlić się", podał im najprostszą i najgłębszą treść swojej modlitwy: Ojcze nasz.
My wszyscy, kiedy się modlimy, jesteśmy uczniami Chrystusa, nie dlatego, że powtarzamy słowa, których On nas kiedyś nauczył - słowa wzniosłe, całkowitą treść modlitwy - jesteśmy uczniami Chrystusa nawet wtedy, kiedy nie posługujemy się tymi słowami. Jesteśmy Jego uczniami tylko dlatego, że się modlimy: "Słuchaj modlącego się Nauczyciela; naucz się modlić. Po to istotnie modlił się, aby uczyć modlić się", stwierdza św. Augustyn (św. Augustyn, Enarr. in Ps 56,5). A pewien współczesny autor pisze: "Ponieważ kres drogi modlitwy ginie w Bogu, i nikt nie zna drogi wyjąwszy Tego, który przychodzi od Boga, Jezusa Chrystusa, trzeba (...) utkwić oczy w Nim samym. On jest drogą, prawdą i życiem. Tylko On przeszedł drogę w obydwu kierunkach. Trzeba umieścić swoją rękę w Jego ręce i iść" (Y. Raguiim, Chemins de la contemplation, Deselee de Enauiwer, 1969, s. 179). Modlić się znaczy rozmawiać z Bogiem - odważyłbym się powiedzieć jeszcze więcej - modlić się znaczy odnaleźć się w tym Jedynym odwiecznym Słowie, za pośrednictwem którego mówi Ojciec i które mówi do Ojca. To Słowo stało się ciałem, aby było nam łatwiej odnaleźć się w Nim także z naszym ludzkim słowem modlitwy. To słowo może nieraz być bardzo niedoskonałe, może niekiedy po prostu go brakować, jednakże ta nieudolność naszych ludzkich słów uzupełnia się stale w Słowie, które stało się ciałem, aby mówić do Ojca w pełni tego mistycznego zjednoczenia, jakie każdy człowiek, który się modli, z Nim tworzy; jakie wszyscy ci, którzy się modlą, z Nim tworzą. W tym szczególnym zjednoczeniu ze Słowem znajduje się wielkość modlitwy, jej godność i w jakiś sposób jej określenie. Trzeba nade wszystko dobrze zrozumieć podstawową wielkość i godność modlitwy. Modlitwy każdego człowieka. A także całego modlącego się Kościoła. Kościół dochodzi, w pewien sposób, tak daleko jak modlitwa. Gdziekolwiek byłby modlący się człowiek.
Trzeba się modlić, opierając się na tym istotnym pojęciu modlitwy. Kiedy uczniowie prosili Pana Jezusa: "Naucz nas modlić się", On odpowiedział, wypowiadając słowa modlitwy Ojcze nasz, tworząc w ten sposób wzór konkretny i równocześnie uniwersalny. Rzeczywiście, to wszystko, co można i co powinno się mówić do Ojca, jest zawarte w tych siedmiu prośbach, które wszyscy znamy na pamięć. Jest w nich tak wielka prostota, że uczy się ich nawet dziecko, i równocześnie tak wielka głębia, że przez całe życie można rozważać znaczenie każdej z nich. Czy może nie jest tak? Czy nie mówi nam każda z nich, jedna po drugiej, o tym, co jest istotne dla naszej egzystencji, zwróconej całkowicie ku Bogu, ku Ojcu? Czy nie mówi nam o chlebie powszednim, o odpuszczeniu naszych win, jak i my je odpuszczamy, i równocześnie o chronieniu przed pokuszeniem i o wyzwoleniu od zła?
Kiedy Chrystus, odpowiadając na prośbę uczniów: "naucz nas modlić się", wypowiada słowa swojej modlitwy, uczy nie tylko słów, ale uczy, że w naszej rozmowie z Ojcem winna znaleźć się całkowita szczerość i zupełne otwarcie. Modlitwa winna obejmować to wszystko, z czego składa się nasze życie. Nie może być czymś dodatkowym lub marginesowym. Wszystko winno znajdować w niej swój głos, także to wszystko, co nas obciąża; to, czego się wstydzimy; to, co ze swej natury odłącza nas od Boga. Właśnie nade wszystko to. To właśnie modlitwa burzy przeszkodę między nami i Bogiem, jaką grzech i zło mogą wznieść.
Przez modlitwę cały świat winien znajdować swoje właściwe odniesienie: to jest odniesienie do Boga - mój świat wewnętrzny, a także świat obiektywny, ten, w którym żyjemy, i tak, jak go poznajemy. Jeżeli nawracamy się do Boga, wszystko w nas zwraca się do Niego. Modlitwa jest wyrazem tego zwrócenia się ku Bogu; i jest to jednocześnie nasze ciągłe nawracanie się: nasza droga. (...) Modlitwa jest drogą Słowa, które wszystko ogarnia. Drogą Słowa przedwiecznego, które przenika głębię tak wielu serc; które prowadzi ponownie do Ojca to wszystko, co w Nim ma swój początek. Modlitwa jest ofiarą naszych warg (por. Hbr 13,15). Jest, jak pisze św. Ignacy Antiocheński, wodą żywą, która szemrze w naszym wnętrzu i mówi: pójdź do Ojca (por. św. Ignacy Antiocheński, Ad Romanos, VII, 2, 228) (Homilia, 28.02.1979).
- O prawdziwym skarbie - Mt 6,19-21
Paradoks ewangeliczny nabiera szczególnej wyrazistości. Staje się programem bycia: być ubogim w znaczeniu, które takiemu byciu nadaje Mistrz z Nazaretu - to znaczy stać się we własnym człowieczeństwie szafarzem dobra. To znaczy zarazem odkryć skarb. Ten skarb jest niezniszczalny. Przechodzi on wraz z człowiekiem w wymiar wieczności, należy do Boskiej eschatologii człowieka. Poprzez ten skarb człowiek ma swoją ostateczną przyszłość w Bogu. Chrystus mówi: "będziesz miał skarb w niebie". Ten skarb jest nie tyle pośmiertną zapłatą za uczynki spełnione na wzór Boskiego Mistrza, ile raczej eschatologicznym wypełnieniem tego, co poza tymi uczynkami kryło się już tu, na ziemi, w wewnętrznym skarbie serca. Tenże sam bowiem Chrystus, wzywając w Kazaniu na Górze (por. Mt 6,19-20) do gromadzenia skarbów w niebie, dodał: "gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje" (Mt 6,21). Słowa te wskazują na charakter eschatologiczny powołania chrześcijańskiego, a tym bardziej jeszcze: na charakter eschatologiczny tego powołania, które wypełnia się na drodze duchowych zaślubin z Chrystusem poprzez praktykę rad ewangelicznych (Adh. Redemptionis donum, 5).
- Światło ciała - Mt 6,22-23
Źródłem godności sumienia jest zawsze prawda: w przypadku sumienia prawego mamy do czynienia z przyjętą przez człowieka prawdą obiektywną, natomiast w przypadku sumienia błędnego - z tym, co człowiek subiektywnie uważa mylnie za prawdę. Nie wolno jednak nigdy mylić błędnego subiektywnego mniemania o dobru moralnym z prawdą obiektywną, ukazaną rozumowi człowieka jako droga do jego celu, ani też twierdzić, że czyn dokonany pod wpływem prawego sumienia ma taką samą wartość jak czyn, który człowiek popełnia, idąc za osądem sumienia błędnego. Zło dokonane z powodu niepokonalnej niewiedzy lub niezawinionego błędu sumienia może nie obciążać człowieka, który się go dopuścił, ale także w tym przypadku nie przestaje być złem, nieporządkiem w stosunku do prawdy o dobru. Co więcej, dobro nierozpoznane nie przyczynia się do wzrostu moralnego osoby, która je czyni, gdyż jej nie doskonali i nie pomaga jej zwrócić się ku najwyższemu dobru. Tak więc zanim znajdziemy łatwe usprawiedliwienie, zasłaniając się własnym sumieniem, powinniśmy rozważyć słowa Psalmu: "kto jednak dostrzega swoje błędy? Oczyść mnie od tych, które są skryte przede mną" (Ps 19[18],13). Istnieją winy, których nie dostrzegamy, ale które mimo to nie przestają nimi być, ponieważ to my nie chcieliśmy dotrzeć do światła (por. J 9,39-41).
Sumienie jako ostateczna instancja osądzająca konkretny czyn sprzeniewierza się swojej godności, gdy jest "błędne z winy człowieka, to znaczy gdy człowiek niewiele dba o poszukiwanie prawdy i dobra, a sumienie z nawyku do grzechu powoli ulega niemal zaślepieniu". Na to właśnie niebezpieczeństwo zniekształceń sumienia zwraca uwagę Jezus, gdy napomina: "Światłem ciała jest oko. Jeśli więc twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie w świetle. Lecz jeśli twoje oko jest chore, całe twoje ciało będzie w ciemności. Jeśli więc światło, które jest w tobie, jest ciemnością, jakże wielka to ciemność!" (Mt 6,22-23) (Enc. Veritatis splendor, 63).
- Ufność w Opatrzność Bożą - Mt 6,24-34
Bóg jest bowiem nie tylko Dobrem Nieskończonym sam w sobie, ale jest tym Dobrem dla człowieka: chce dla człowieka dobra - chce sam być dla niego Dobrem Ostatecznym. Chce być zbawieniem człowieka: "Jedynie w Bogu spokój znajduje ma dusza" (tamże, w. 2). On jest trwałym i niezniszczalnym fundamentem, na którym człowiek może budować gmach swojego życia i swego przeznaczenia. Psalmista porównuje więc owego Boga ludzkich nadziei do twierdzy i do skały: "Bóg opoką mocy mojej i moją ucieczką" (tamże, w. 8). Wśród doświadczeń doczesności, wśród zmiennych losów ziemskiego życia - Bóg jest dla człowieka ostatecznym oparciem, w którym czerpie on nieodzowną moc ducha. "Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichrzów, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie o wiele pewniej was, małej wiary? Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie" (Mt 6,26.30.32). Bóg, który jest źródłem wszelkiego dobra w dziele stworzenia - jest też nieustającą Opatrznością świata i człowieka. Nieustannie chce tego, aby dobra, jakie powołał do istnienia, były udziałem stworzeń, a w szczególności udziałem człowieka, bo wszakże człowieka szczególnie wyróżnił wśród wszystkich stworzeń widzialnego świata. Od początku otoczył człowieka szczególną miłością. A miłość ta ma cechy ojcowskie - i zarazem macierzyńskie, jak o tym świadczy prorok Izajasz w pierwszym czytaniu: "Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie" (Iz 49,15).
Czyż człowiek może nie troszczyć się o swoje życie (por. Mt 6,25)? Jednakże Boski Nauczyciel nie mówi: nie troszczcie się - ale: nie troszczcie się zbytnio (tamże). Nie zaleca lekkomyślnej beztroski, ale wskazuje na właściwą hierarchię wartości. Kluczem do zrozumienia tych wszystkich porównań: o liliach polnych, o trawie, o ptakach niebieskich jest właśnie to zdanie: "Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane". Sprawiedliwość królestwa Bożego jest dobrem nieporównanie wyższym w stosunku do wszystkiego, o co człowiek może zabiegać, służąc Mamonie.
Czyż tajemnica Odkupienia nie mówi nam szczególnie wiele o Bożej Opatrzności? O Bogu, który tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, ażeby każdy, kto w Niego wierzy (...) miał żywot wieczny? Czyż nie to jest ostateczną miarą tej Opatrzności? Miarą naczelną i nadobfitą? Czyż tajemnica Odkupienia nie potwierdza tej prawdy, że naprzód trzeba się starać o królestwo Boże i Jego sprawiedliwość? Czy ta właśnie prawda Ewangelii nie jest szczególnie zagrożona w życiu człowieka naszych czasów? Czy nie jesteśmy świadkami odwrócenia ewangelicznej hierarchii wartości? Czyż służba Mamonie (pod różnymi postaciami) nie zagarnia coraz bardziej myśli, serca i woli człowieka, przesłaniając królestwo Boże i Jego sprawiedliwość? Czy w tej wyłącznej służbie doczesności człowiek nie gubi właściwego wymiaru swej ludzkiej istoty i swego przeznaczenia? "Jedynie w Bogu szukaj spokoju, duszo moja, / bo od Niego pochodzi moja nadzieja. / On tylko jest skałą i zbawieniem moim, / On moją twierdzą, więc się nie zachwieję" (Homilia, 26.02.1984).
- Skuteczna prośba - Mt 7,7-11
Pewni jesteśmy, że Pan jest wierny swemu Słowu: "Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam" (Mt 7,7). Rzeczywiście, nawet wówczas, gdy zawodzą normalne, ludzkie środki, służące do podtrzymywania relacji wewnątrz jakiejś wspólnoty, zawsze pozostaje moc modlitwy, podtrzymującej żywy płomień nadziei, która nie zawodzi, dzięki działaniu Ducha Świętego, który w nas przebywa. "Duch przychodzi z pomocą naszej słabości - naucza nas św. Paweł - gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami" (Rz 8,26) (List Caritate compulsi).
- Wąska brama - Mt 7,13-14
Chrystus nie ukrywał wobec swoich słuchaczy potrzeby cierpienia. Bardzo wyraźnie mówił o tym, że kto chce iść za Nim, musi wziąć krzyż na każdy dzień (por. Łk 9,23), a uczniom swoim stawiał wymagania natury moralnej, których spełnienie jest możliwe tylko pod warunkiem "zaparcia się samego siebie" (Łk 9,23). Droga, która wiedzie do królestwa niebieskiego, jest wąska i stroma i Chrystus przeciwstawia ją drodze wygodnej i szerokiej, która jednakże wiedzie na potępienie (por. Mt 7,13-14). Szereg razy mówił Chrystus również o tym, że uczniów Jego i wyznawców będą spotykać wielorakie prześladowania, co jak wiadomo, sprawdziło się nie tylko w pierwszych stuleciach istnienia Kościoła w cesarstwie rzymskim, ale sprawdzało się i sprawdza w różnych okresach historii i w różnych miejscach globu, również za naszych czasów.
Ewangelia cierpienia mówi naprzód na wielu miejscach o cierpieniu dla Chrystusa, z powodu Chrystusa. Mówi o tym słowami samego Jezusa, jak też słowami Jego Apostołów. Mistrz nie tai wobec swoich uczniów i naśladowców perspektywy takiego cierpienia, owszem - otwiera ją z całą szczerością, wskazując równocześnie na moce nadprzyrodzone, jakie będą im towarzyszyć wśród prześladowań i cierpień dla Jego imienia. Cierpienia te będą zarazem jakby szczególnym sprawdzianem podobieństwa do Chrystusa oraz jedności z Nim. "Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził (...). Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi (...). "Sługa nie jest większy od swego pana". Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować (...). Ale to wszystko wam będą czynić z powodu mego imienia, bo nie znają Tego, który Mnie posłał" (J 15,18-21). "To wam powiedziałem, abyście pokój we Mnie mieli. Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat" (J 16,33) (List Salvifici doloris, 25).
- Fałszywi prorocy - Mt 7,15-16
Duch świata oferuje rozmaite złudzenia, liczne namiastki szczęścia. Bez wątpienia nie istnieją gęstsze mroki niż te, które przenikają do dusz ludzi młodych, gdy fałszywi prorocy gaszą w nich światło wiary, nadziei i miłości. Największa iluzja, źródło najpoważniejszego nieszczęścia, to złudzenie, że znajdzie się życie, obywając się bez Boga, że osiągnie się wolność, wykluczając prawdy moralne i osobistą odpowiedzialność. (...) Wielkie poczucie odpowiedzialności i czujności w pełnieniu naszej posługi muszą wzbudzać w nas słowa surowego potępienia skierowane przez Jezusa pod adresem tych wszystkich, którzy do owczarni "nie wchodzą przez bramę, (...) ale wdzierają się jak złodzieje i rozbójnicy. Są oni obcy owczarni, owce nie znają ich głosu, nie słuchają ich, uciekają od nich" (J 10,1-5). "Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać, niszczyć" (w. 10).
Te surowe słowa potępiają wszelkie przeinaczenia Ewangelii i ewangelizacji, wszystkie zafałszowania, wszystkich fałszywych proroków; potępiają odczytywanie Ewangelii nieopierające się na kryteriach Kościoła, ale dostosowane do interpretacji wynikającej z mody czy też z wizji społeczno-politycznych. W ten sposób służba prawdzie zamienia się w służbę zamętowi, jeśli nie wręcz kłamstwu. Wobec tych niebezpieczeństw, które zawsze występują w Kościele, pasterze, osoby pracujące w duszpasterstwie i wierni muszą pozostać bezwzględnie wierni integralnemu orędziu Chrystusa, słuchać Jego głosu i być gotowi jak On dać najwyższy dowód miłości do prawdy i do swoich owiec: "Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję (...). Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca" (J 10,17.18). W ten sposób ewangelizacja, dogłębnie realizowana, uwolni wiernych od niebezpieczeństw wynikających z odznaczającej się prozelityzmem działalności grup, mających niewiele wspólnego z autentycznymi treściami religijnymi. (...)
Na próżno szuka szczęścia ten, kto wpatrując się w samego siebie i słuchając głosu fałszywych proroków, wchodzi na drogę konsumizmu, permisywizmu moralnego, egoizmu kultywowanego jako styl życia, obojętności religijnej. Na próżno szuka szczęścia i naraża się na wielkie rozczarowanie ten, kto ma nadzieję znaleźć je w sektach, które manipulują człowiekiem, proponując formy ezoteryzmu i magii. Trudno też nie dostrzec zagrożeń, jakie niesie bezpłodny synkretyzm, który akceptuje tylko wybrane strony Ewangelii, pomijając inne, a także totalizujące ideologie, które roszczą sobie pretensję do posiadania całościowej wizji życia, a są pozbawione koniecznego i zbawczego odniesienia do Boga i do Jego wiecznej woli. Owoce zbierane z drzew, które rosną na skraju tych błędnych ścieżek, mają gorzki smak. U podłoża niektórych zjawisk występujących współcześnie wśród młodzieży - jak handel i zażywanie narkotyków, poszukiwanie sztucznych rajów, handel seksem i pornografią, przemoc i przestępczość młodocianych, urojenia rasistowskie, samobójstwa - kryje się głęboka i alienująca pustka, kryzys wartości, który w sposób nieunikniony prowadzi do zagubienia moralnego. Któż może nadać sens życiu, jeśli nie Ten, który - jako jedyny - posiada słowa życia wiecznego (por. J 6,68)? Któż lepiej od Jezusa, który oddał życie za człowieka, może wskazać człowiekowi prawdziwą drogę do szczęścia? (...)
Fałszywi prorocy i fałszywi nauczyciele odnieśli w tym [XX] stuleciu największe sukcesy. Niezależnie od intencji, które bywają różne i mogą się nawet wydawać przekonujące czy wręcz powoływać się na zasadę solidarności, stoimy tu w rzeczywistości wobec obiektywnego spisku przeciw życiu, w który zamieszane są także instytucje międzynarodowe, zajmujące się propagowaniem i planowaniem prawdziwych kampanii na rzecz upowszechnienia antykoncepcji, sterylizacji i aborcji. Nie można na koniec zaprzeczyć, że również środki społecznego przekazu biorą często udział w tym spisku, utwierdzając w opinii publicznej ową kulturę, która uważa stosowanie antykoncepcji, sterylizacji, aborcji, a nawet eutanazji za przejaw postępu i zdobycz wolności, natomiast postawę bezwarunkowej obrony życia ukazują jako wrogą wolności i postępowi (Homilia, 28.07.2002).
- Nie każdy, kto mówi "Panie, Panie!" wejdzie do królestwa niebieskiego - Mt 7,21
Kończąc Kazanie na Górze, Jezus mówi: "Nie każdy, który Mi mówi: "Panie, Panie!", wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie" (Mt 7,21). To znaczy, że czyn chrześcijanina we wszystkich dziedzinach musi być spełnianiem woli mojego Ojca. Niektórym wydaje się to niemożliwe, zniechęcające. Prawo może wydawać się twarde. Ale gdy się odkrywa, że Bóg nas kocha, trudno nie pragnąć ułożenia swego postępowania w świetle Jego Słowa, trudno nie godzić się na wymagania sprawiedliwości i miłości oraz na wymagania wynikające z prawdziwego poszanowania człowieka, który ma godność dziecka Bożego. Będąc szczerym i pokornym, trudno nie przyjąć tego, że Kościół ma obowiązek ukazywania zasad moralnych zgodnych z Ewangelią. Nawet jeśli słabość i przeciwne wpływy utrudniają zachowanie zasad zdrowej moralności, nie należy się zniechęcać: miłość Boga godzi ze sobą miłosierdzie i wymagania. Pomocy łaski nie brak temu, kto o nią prosi. A jeśli ktoś upadnie, zrywając z prawem życia, niech bracia wyciągną doń pomocną rękę, a nade wszystko niech pamięta, że Pan jest gotów przebaczyć tym, którzy się do Niego zwracają. Kierowanie się w życiu prawem Bożym prowadzi do wielkoduszności raczej, aniżeli do szukania własnej korzyści. Oznacza poszanowanie życia i godności każdego człowieka, dążenie we wszelkich okolicznościach do sprawiedliwości, wypełnianie tego, za co jest się odpowiedzialnym, z absolutną uczciwością, przyczynianie się do prawdziwego porozumienia i pokoju między grupami ludzi. Oznacza także roztropne wykorzystywanie zasobów, którymi Stwórca pozwala nam rozporządzać, żeby każdemu przypadła należna mu część konieczna do życia w odpowiednich warunkach, troska o zdrowie fizyczne, rozwijanie inteligencji, wykorzystywanie własnych uzdolnień i podejmowanie obowiązków rodzinnych (Homilia, 16.08.1985).
- Jezus pełen Bożej Mądrości - Mt 7,28-29
Wiele tekstów Nowego Testamentu ukazuje Jezusa jako pełnego Bożej Mądrości. (...) Owa pochodząca od Boga Mądrość nadaje Jezusowi szczególny autorytet: "Uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak ich uczeni w Piśmie" (Mt 7,29), i dlatego jawi się On jako "coś więcej niż Salomon" (Mt 12,42). Ponieważ Salomon był uosobieniem obdarowania Bożą Mądrością, powyższe stwierdzenie wyraźnie wskazuje na to, że Jezus jest prawdziwą Mądrością objawioną ludziom. To utożsamienie się Jezusa z Mądrością znajduje niezwykle głębokie potwierdzenie w słowach św. Pawła. Chrystus - pisze Apostoł - "stał się dla nas mądrością od Boga i sprawiedliwością, i uświęceniem, i odkupieniem" (1 Kor 1,30). Co więcej, Jezus jest mądrością, która nie jest z tego świata, lecz mądrością, którą Bóg przed wiekami przeznaczył ku chwale naszej (por. 1 Kor 2,6-7). Mądrość Boża utożsamia się z Panem chwały, który poniósł śmierć krzyżową. W krzyżu i zmartwychwstaniu Jezusa objawia się więc w całym swym blasku plan miłosiernego Boga, który tak bardzo miłuje człowieka i przebacza mu, że czyni go nowym stworzeniem. Pismo Święte mówi także o innej mądrości, która nie pochodzi od Boga: o mądrości tego świata kierującej człowiekiem, który nie chce otworzyć się na tajemnicę Boga i uważa się za twórcę własnego zbawienia. W jego oczach krzyż jest tylko głupstwem lub słabością, jednak ten, kto wierzy w Chrystusa, Mesjasza i Pana, mógłby powtórzyć za Apostołem: "co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi" (1 Kor 1,25). Postać Chrystusa rysuje się coraz wyraźniej jako prawdziwa Mądrość Boża. Z wyraźnym odniesieniem do języka Ksiąg mądrościowych jest On nazywany "obrazem Boga niewidzialnego, Pierworodnym wobec każdego stworzenia", Tym, w którym wszystko zostało stworzone i w którym wszystko ma istnienie (por. Kol 1,15-17). On, jako Syn Boga, "jest odblaskiem Jego chwały i odbiciem Jego istoty, podtrzymuje wszystko słowem swej potęgi" (Hbr 1,3). Wiara w Jezusa, Mądrość Bożą, prowadzi do pełnego poznania woli Boga, "w całej mądrości i duchowym zrozumieniu, i umożliwia postępowanie w sposób godny Pana, w pełni Mu się podobając, wydając owoce wszelkich dobrych czynów i rosnąc przez głębsze poznanie Boga" (Kol 1,9-10) (Aud. gen., 22.04.1987).
HEROLDOWIE KRÓLESTWA NIEBIESKIEGO
- Cudowny lekarz - Mt 8,1-34
W wielu epizodach Ewangelia ukazuje potęgę wiary. Jezus wyraża swój podziw dla wiary setnika: "Zaprawdę powiadam wam: U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary" (Mt 8,10). A do Bartymeusza mówi: "Idź, twoja wiara cię uzdrowiła" (Mk 10,52). To samo powtarza się w przypadku kobiety cierpiącej na krwotok (por. Mk 5,34). Nie mniejsze wrażenie wywołują słowa skierowane do ojca epileptyka, który prosił o uzdrowienie syna: "Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23). Zadaniem wiary jest współpraca z tą wszechmocą. Jezus tak bardzo prosi o tę współpracę, że w drodze powrotnej do Nazaretu nie dokonuje niemal żadnego cudu, bo mieszkańcy Jego miasteczka w Niego nie wierzyli (por. Mk 6,5-6). Wiara ma według Jezusa decydujące znaczenie dla zbawienia. (...)
Patrząc na życie i posługę Jezusa, dochodzimy do wniosku, że to On jest owym Sługą Bożym, który przynosi ludziom zbawienie, który uzdrawia, który uwalnia ich od nieprawości, który pragnie pozyskać ludzi nie siłą, lecz dobrocią. Toteż Ewangelia, zwłaszcza Mateuszowa, na wielu miejscach odwołuje się do profetycznych słów Izajasza, które wypełniają się w Chrystusie. Mówi na przykład: "Z nastaniem wieczora przyprowadzono Mu wielu opętanych. On słowem wypędził złe duchy i wszystkich chorych uzdrowił. Tak oto spełniło się słowo proroka Izajasza: On wziął na siebie nasze słabości i nosił nasze choroby" (Mt 8,16-17; por. Iz 53,4). Gdzie indziej: "A wielu poszło za Nim i uzdrowił ich wszystkich (...). Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: Oto mój Sługa" (Mt 12,15-21) - i Ewangelista przytacza dłuższy passus z pierwszej Pieśni o Słudze Jahwe. To, co wyraża się w Ewangeliach, wyrażają również Dzieje Apostolskie: Apostołowie oraz pierwsze pokolenie uczniów Chrystusa są głęboko przejęci tą świadomością, że w Jezusie znalazło swe wypełnienie wszystko to, co prorok Izajasz zapowiedział w swych natchnionych Pieśniach: że Jezus jest właśnie owym wybranym Sługą Boga (por. np. Dz 3,13.26; 4,27.30; 1 P 2,22-25), który wypełnia posłannictwo Sługi Jahwe, przynosi nowe Prawo, jest światłością i przymierzem dla wszystkich narodów (por. Dz 13,46-47). Przeświadczenie to znajdujemy także w Didach?, w Martyrium Polycarpi i w Pierwszym Liście Klemensa Rzymskiego.
W kontekście życia ziemskiego Jezusa z Nazaretu czytamy więc na przykład: "Lisy mają nory i ptaki powietrzne - gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć" (Mt 8,20), albo też: "Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije, a oni mówią: "Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników"" (Mt 11,19). Gdzie indziej jednak Jezus wypowiada słowa, w których podkreśla swoją władzę. Mówi na przykład: "Syn Człowieczy jest Panem szabatu" (Mk 2,28). Przy uzdrowieniu paralityka, którego spuszczono przez otwór dachu, wypowiada słowa brzmiące niemal jak wyzwanie: "Otóż, żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów - rzekł do paralityka: Mówię ci: Wstań, weź swoje łoże i idź" (Mk 2,10-11). Kiedy indziej Jezus mówi: "Jak bowiem Jonasz był znakiem dla mieszkańców Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia" (Łk 11,30). Jeszcze bardziej tajemnicze są słowa przepowiedni: "Przyjdzie czas, kiedy zapragniecie ujrzeć choćby jeden z dni Syna Człowieczego, a nie zobaczycie" (Łk 17,22). (...)
Chrystus wzywa, by iść za Nim samym. Otóż to właśnie wezwanie znajduje się poniekąd w samym centrum Ewangelii. Z jednej strony Chrystus wypowiada to wezwanie, z drugiej strony słyszymy od Ewangelistów o ludziach, którzy idą za Nim. Co więcej, wszystko zostawiają - i idą za Chrystusem. (...)
"Kimże On jest, że nawet wichry i jezioro są Mu posłuszne?" (Mt 8,27). Zdawało się, że ten wicher, który rozszalał się na jeziorze Genezaret, zatopi rybacką łódź. Gdy fale zalewały pokład, Apostołowie zbudzili Jezusa, który spał znużony. "Panie, ratuj, giniemy! (...) Czemu bojaźliwi jesteście, małej wiary? Potem wstał, rozkazał wichrom i jezioru, i nastała głęboka cisza" (Mt 8,25-26). Odczytujemy to wydarzenie od dwóch tysięcy lat. Jest ono obrazem Kościoła: łódź Piotrowa, łódź apostolska. Kościół wobec żywiołów, które uderzają od zewnątrz (Adh. ap. Ecclesia in Oceania, 43).
- Powołanie Mateusza - Mt 9,1-35
Podstawowym doświadczeniem dla chrześcijan w ich życiu jako uczniów Chrystusa jest powołanie na wzór Mateusza. "Odchodząc stamtąd, Jezus ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego na komorze celnej, i rzekł do niego: "Pójdź za Mną!" A on wstał i poszedł za Nim (Mt 9,9). W chrzcie wszyscy chrześcijanie otrzymali powołanie do świętości. Każde osobiste powołanie jest wezwaniem do udziału w misji Kościoła, a ze względu na wymogi nowej ewangelizacji jest obecnie rzeczą doniosłą przypomnienie wiernym świeckim o ich szczególnym powołaniu w Kościele. Od samych początków Kościoła świeccy na różne sposoby przyczyniali się do jego rozwoju i misji i nadal to czynią, włączając się w rozmaite formy posługiwania, zwłaszcza w parafiach jako katechiści, pomocnicy w przygotowywaniu do sakramentów, w duszpasterstwie młodzieżowym, kierowaniu małymi grupami lub wspólnotami.
W świecie, któremu potrzebne jest ujrzenie i usłyszenie prawdy Chrystusowej, świeccy pracujący w różnych zawodach są żywymi świadkami Ewangelii. Podstawowym powołaniem świeckich jest odnawianie porządku doczesnego we wszystkich jego licznych elementach. Kościół podtrzymuje i zachęca świeckich, którzy starają się ustalać właściwą hierarchię wartości w sprawach należących do porządku doczesnego, prowadząc go w ten sposób do Boga przez Chrystusa. W ten sposób Kościół staje się zaczynem, przyczyniającym się do wzrostu całego ciasta porządku doczesnego. (...)
Przyciągnięty wezwaniem Mistrza, by pójść za Nim, Mateusz, nie zwlekając, "wstał i poszedł za Nim" (Mt 9,9). Od tej chwili nastąpiła radykalna zmiana w jego życiu, w jego sposobie myślenia i działania. Stał się uczniem Chrystusa i głosił przez siebie spisaną Ewangelię, w której chrześcijanin ukazany jest nade wszystko jako ten, który idzie za Chrystusem, jako ktoś, kto świadom jest zadań wynikających z przyjęcia Ewangelii i kto podejmuje je z odwagą, aż do heroizmu, albowiem podążać za Jezusem znaczy więcej niż jakikolwiek inny obowiązek. Pamiętacie zapewne słowa Jezusa: "Nie każdy, kto mówi Mi: "Panie, Panie", wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca" (Mt 7,21). Niechaj (...) Pan Bóg, za wstawiennictwem swej Przenajświętszej Matki i świętego Mateusza, który całe swoje życie oddał sprawie wiary chrześcijańskiej, sprawi, byśmy umieli przekładać na język praktyki naukę Ewangelii i odważnie dawać świadectwo naszej wiary pośród współczesnego społeczeństwa, którego jesteśmy częścią.
"Pójdź za Mną" (Mt 9,9; J 1,43); "Sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną" (Mt 19,21). Jest to wielkie ryzyko - opuścić wszystko i pójść za Chrystusem. Iść za Chrystusem jest czymś odmiennym niż podziwianie jakiegoś wzoru. Chodzenie za Chrystusem jest sprawą egzystencjalną. Jest to wola naśladowania do ukształtowania się na Jego podobieństwo, upodobnienie się do Niego; i to aby się stać - według słów Elżbiety od Świętej Trójcy - "przedłużeniem Jego człowieczeństwa". Dokonuje się to przez tajemnicę czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Taki zaś ideał przerasta rozum i przewyższa ludzkie siły! Urzeczywistnienie tego ideału jest możliwe dzięki łasce i wzmożonej, milczącej i gorliwej kontemplacji Pana Jezusa.
"Pójdź za mną" (Mt 9,9; J 1,45). "Sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!" (Mt 19,21). Przeżywajcie często w modlitwie to spotkanie z Panem, który przez całe wasze życie ciągle domaga się: "Pójdź za Mną". Powiem wam za świętym Pawłem: "Bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne" (Rz 11,29). Wierny jest Bóg, który nie będzie żałował, że was wybrał. (...)
Nasze powołanie stanowi zasadniczą część najgłębszej prawdy o nas samych i o naszym przeznaczeniu: "Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał" (J 15,16). Bóg was wybrał! Proszę was o odnowioną wierność, która by bardziej rozpalała miłość do Chrystusa, czyniła wasze poświęcenie bardziej ofiarnym i radosnym, waszą służbę bardziej pokorną, gdyż wiecie - co powiem wam za świętą Teresą od Jezusa - że kto naprawdę zaczyna służyć Panu, nie może Mu ofiarować mniej niż własne życie.
W tym celu wymagane jest wnikliwe zagłębianie się w tajemnicę Boga, codzienne zanurzanie się w miłość Chrystusa ukrzyżowanego, wytrwałe pielęgnowanie modlitwy pod pewnym przewodnictwem czystych źródeł duchowości chrześcijańskiej. Czytajcie pilnie dzieła wielkich mistrzów duchowych. (...) A nade wszystko rozkoszujcie się z wiarą i pokorą Pismem Świętym, aby osiągnąć najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa (Flp 3,8). Jedynie w Nim, poprzez Jego Ducha, możecie uzyskać niezbędną moc, aby przezwyciężyć doznawane czasem słabości. Zachowujcie żywą pewność, że wasze powołanie jest Boże, mając głęboką wizję wiary karmionej modlitwą i sakramentami, zwłaszcza najświętszą tajemnicą Eucharystii, która jest źródłem i szczytem każdego autentycznego życia chrześcijańskiego. W ten sposób przezwyciężycie łatwo wszelką niepewność co do waszej tożsamości i będziecie podążać wiernie, utożsamiając się z Chrystusem i w Jego błogosławieństwach, i równocześnie będąc świadkami królestwa Bożego we współczesnymi świecie.
Wierność ta zakłada przede wszystkim, i jako podstawę wszystkiego, rosnące pragnienie obcowania z Bogiem, miłosnego z Nim zjednoczenia. Człowiek poświęcony - powiem wam za świętym Janem od Krzyża - "tak kocha Boga, że zrywa z wszystkim i wszystkiego wyrzeka się dla Niego, ponieważ On sam chce być jego bogactwem, pociechą i radosną chwałą". To pragnienie zjednoczenia z Bogiem pozwoli wam doświadczyć prawdy słów Pana: "Jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie" (Mt 11,30). Jego jarzmem jest miłość, a jego brzemieniem brzemię miłości. I ta miłość uczyni wam to brzemię lekkim. Wymiar całkowitego oddania i nieustannej wierności wobec Miłości stanowi podstawę waszego świadectwa wobec świata. Istotnie, świat oczekuje od was uczciwego stylu życia oraz pracy takiej, która by odpowiadała temu, czym prawdziwie jesteście. Świadek nie jest zwyczajnym nauczycielem, który podaje to, czego się dowiedział, ale jest kimś, kto żyje i działa zgodnie z głębokim przeżyciem tego, w co wierzy.
Winniście ustawicznie zwracać się do Chrystusa, żywej Ewangelii, i odtwarzać ją w swoim życiu, w swoim sposobie myślenia i działania. Należy odzyskać zaufanie do wartości i aktualności rad ewangelicznych, które swój początek mają w słowach i przykładzie Jezusa Chrystusa (por. Dz 1). Macie być ubodzy, jak ubogi był Chrystus; posłuszni, przyjmując postawę Serca Jezusowego, który przyszedł, aby odkupić świat, nie spełniając swojej woli, lecz wolę Ojca, który Go posłał; macie konsekwentnie żyć w doskonałej wstrzemięźliwości dla królestwa niebieskiego, która jest znakiem i bodźcem miłości i źródłem apostolskiej płodności w świecie. Świat dzisiaj potrzebuje żywych przykładów tych, którzy, porzucając wszystko, wybrali ideał życia według rad ewangelicznych. Szczere i radykalne naśladowanie Chrystusa przyciągnie powołania do waszych instytutów, ponieważ młodzi szukają właśnie owego ewangelicznego radykalizmu.
Ewangelia jest ostateczna i nie przemija. Jej kryteria są wieczne. Nie możecie na nowo odczytywać Ewangelii w duchu czasów, dostosowując się do wszystkiego, czego żąda świat. Na odwrót, trzeba odczytywać znaki czasu i problemy współczesnego świata w ciągłym świetle Ewangelii. We wszystkich epokach, w których Kościół musiał dokonywać wielkich przemian i reform, decydującym czynnikiem była wierność jego doktrynie i normom. Żyjemy dzisiaj w jednej z takich epok, kiedy trzeba dać światu świadectwa wierności Kościołowi. Ta wierność nie powinna być czysto zewnętrzna, lecz zasadniczo wewnętrzna, głęboka, radosna i ofiarna. Winniście unikać wszystkiego, co mogłoby dać wiernym podstawy sądzenia, że w Kościele istnieje podwójne Magisterium, jedno autentyczne, hierarchii, i drugie - teologów i myślicieli, albo że normy Kościoła przestały obowiązywać (Aud. gen., 18.03.1997).
- Rozesłanie Apostołów - Mt 9,36-10,8
Brak robotników na Boże żniwo już w czasach ewangelicznych stanowił wyzwanie dla samego Jezusa. (...) Ewangelia mówi nam, że Jezus, przemierzając miasta i wioski, litował się nad tłumami ludzi, "bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza" (Mt 9,36). Próbował zaradzić tej sytuacji, przedstawiając zebranym tłumom swoją naukę (por. Mk 6,34), chciał jednak włączyć uczniów w rozwiązanie tego problemu, przede wszystkim zachęcając ich do modlitwy: "Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo" (Mt 9,38). Celem modlitwy w tym kontekście jest zapewnienie ludziom większej liczby pasterzy... Biorąc pod uwagę fakt, że powołanie jest suwerenną inicjatywą Boga, można by pomyśleć, że tylko Pan żniwa - niezależnie od każdej innej interwencji czy współpracy - powinien zabiegać o robotników. Jezus, przeciwnie, podkreśla potrzebę współpracy i odpowiedzialności swoich uczniów. Również nas, ludzi współczesnych, poucza, że poprzez modlitwę możemy i powinniśmy mieć wpływ na liczbę powołań. Ojciec przyjmuje tę modlitwę, ponieważ jej pragnie i na nią czeka, i dzięki Niemu staje się ona skuteczna. Potrzeba tej modlitwy wzrasta w tych okresach i w tych miejscach, w których kryzys powołań staje się poważny. Winna ona jednak wznosić się ku niebu w każdym czasie i miejscu. W tej dziedzinie możemy zawsze mówić o odpowiedzialności całego Kościoła i każdego chrześcijanina.
Modlitwie powinna towarzyszyć akcja powołaniowa, której celem jest zwiększanie liczby odpowiedzi na Boże wołanie. Również i dla tej działalności znajdujemy wzór w Ewangelii. Po pierwszym spotkaniu z Jezusem Andrzej przyprowadza do Niego swego brata Szymona (por. J 1,42). Oczywiście, Jezus zachowuje swoją suwerenność, powołując Szymona, jednak inicjatywa Andrzeja przyczyniła się w sposób decydujący do spotkania Szymona z Nauczycielem. Na tym polega, w pewnym sensie, istota całego duszpasterstwa powołań Kościoła. Budzenie powołań może być zarówno inicjatywą indywidualną - tak było w przypadku Andrzeja - jak też i zbiorową, co dzieje się w wielu diecezjach, w których rozwinęło się duszpasterstwo powołań...
Od początku publicznej działalności mesjańskiej - jest to naprzód posłannictwo nauczycielskie. Jezus z Nazaretu głosi Ewangelię. Sam On mówi, że na to wyszedł od Ojca (por. Mk 1,38), że "na to został posłany, aby głosić Dobrą Nowinę o królestwie Bożym" (Łk 4,43). W odróżnieniu od swego poprzednika Jana Chrzciciela, który uczył nad Jordanem, na miejscu pustynnym, tych, którzy do niego przybywali z różnych stron - Jezus wychodzi ku tym, którym ma głosić Dobrą Nowinę.
Trzeba w tym widzieć ruch i dynamizm właściwy dla samej tajemnicy Wcielenia: wyjście Boga ku ludziom. Tak więc czytamy u Ewangelistów, że Jezus "obchodził (...) całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach" (Mt 4,23), że "wędrował przez miasta i wsie" (Łk 8,1). Zasadniczo Chrystusowe nauczanie o królestwie ogranicza się do terytorium Palestyny, z czym łączyły się odwiedziny Samarii (por. np. J 4,3-4), nieodzowne przy przechodzeniu z Galilei do Judei lub na odwrót. Ewangelia wspomina również o stronach Tyru i Sydonu, a więc o Fenicji (por. Mk 7,31; Mt 15,21), a także o Dekapolu, czyli kraju Gerazeńczyków na drugim brzegu Jeziora Galilejskiego (por. Mk 5,1; również Mk 7,31). Niezależnie od tych szczegółów, świadczących o wychodzeniu poza granice Izraela (w znaczeniu etnicznym), Jezus stale podkreśla, że posłannictwo Jego skierowane jest zasadniczo do domu Izraela (por. Mt 15,24). Uczniom, których wysyła na pierwszą próbę apostolstwa misyjnego, poleca wyraźnie: "Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego! Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela" (Mt 10,5-6). Równocześnie On sam jedną z najważniejszych swych rozmów mesjańskich odbył w Samarii przy studni w Sychem (por. J 4,1-26). Ewangeliści świadczą też o tym, iż rzesze, jakie szły za Jezusem nauczającym, pochodziły nie tylko z Galilei, z Judei i Jerozolimy, ale także "z Idumei i Zajordanii oraz z okolic Tyru i Sydonu" (Mk 3,7-8; również por. Mt 4,12-15). Chociaż Chrystus wyraźnie podkreśla, że Jego posłannictwo związane jest z domem Izraela, to równocześnie daje poznać, iż nauka, jaką głosi - Dobra Nowina - ma przeznaczenie ogólnoludzkie. Tak na przykład - w nawiązaniu do wyznania wiary rzymskiego setnika - Jezus mówi: "Wielu przyjdzie ze Wschodu i Zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim" (Mt 8,11). Ale dopiero po zmartwychwstaniu nakaże Apostołom: "Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody" (Mt 28,19) (Aud. gen., 19.10.1994).
- Wybór i misja Dwunastu - Mt 10,1-16
Nie ma świadectwa bez świadków, tak jak nie ma misji bez misjonarzy. Jezus wybiera i wysyła ludzi jako swych świadków i apostołów, aby współpracowali w Jego misji i przedłużali w czasie Jego zbawcze dzieło: "Będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi" (Dz 1,8).
Pierwszymi pracownikami misji uniwersalnej są Apostołowie: grupa Dwunastu. Oni stanowią kolegialny podmiot misji. Jezus wybrał ich, aby z Nim przebywali i zostali posłani "do owiec, które poginęły z domu Izraela" (Mt 10,6). Ta kolegialność nie przesłania faktu, że w grupie wyróżniały się poszczególne postaci, jak Jakub, Jan, i - najbardziej ze wszystkich - Piotr, którego osoba ma tak wielkie znaczenie, że uzasadnione jest wyrażenie: Piotr i pozostali Apostołowie (por. Dz 2,14.37). Dzięki niemu otwierają się horyzonty misji powszechnej, w której następnie wyróżnia się Paweł, z woli Bożej powołany i posłany do pogan (por. Ga 1,15-16).
W ekspansji misyjnej u początków Kościoła spotykamy obok Apostołów także innych, mniej znanych pracowników, o których nie należy zapominać: są to osoby, grupy, wspólnoty. Wyraźnym przykładem Kościoła lokalnego jest wspólnota antiocheńska, która z ewangelizowanej staje się ewangelizującą i wysyła swych misjonarzy do narodów (por. Dz 13,2-3). Kościół pierwotny traktuje misję jako zadanie wspólnotowe, uznając jednak w swym łonie "specjalnych wysłanników czy misjonarzy oddających się misji wśród pogan", tak jak Paweł i Barnaba.
To, czego dokonano u zarania chrześcijaństwa dla misji powszechnej, pozostaje aktualne i konieczne również dzisiaj. Kościół jest misyjny ze swej natury, gdyż nakaz Chrystusa nie jest czymś przypadkowym czy zewnętrznym, ale sięga samego serca Kościoła. Wynika stąd, że cały Kościół i każdy Kościół jest posłany do narodów (Enc. Redemptoris missio, 61-62).
- Duch Ojca waszego będzie mówił przez was
- zapowiedź prześladowań - Mt 10,17-22
Jezus zapowiedział prześladowanie swoich uczniów (por. Mt 24,9 i par.). Wytrwałość w prześladowaniach stanowi świadectwo, jakie Kościół składa Chrystusowi: poczynając od męczeństwa św. Szczepana (por. Dz 7,55-60), Apostołów, ich pierwszych następców i wielu chrześcijan, aż do cierpień biskupów, kapłanów, zakonników i zakonnic, oraz zwykłych wiernych, którzy również w naszych czasach przelali krew, byli poddawani torturom, więzieni i znosili wszelkiego rodzaju upokorzenia, by dochować wierności Chrystusowi. Kościół jest świadkiem zmartwychwstania; świadkiem radości Dobrej Nowiny; świadkiem szczęścia wiecznego i szczęścia obecnego już w życiu doczesnym, przekazanego przez zmartwychwstałego Chrystusa. (...)
Wzbudziwszy gniew i zawiść Żydów, którzy zwrócili się przeciw niemu, Szczepan nie zaprzestał przepowiadania i nie zawahał się oskarżyć swoich wrogów o to, że tak jak ich ojcowie, sprzeciwiają się Duchowi Świętemu (por. Dz 7,51), wychodząc w ten sposób z pogodą na spotkanie męczeństwa, jak czytamy w Dziejach Apostolskich: "Szczepan pełen Ducha Świętego patrzył w niebo i ujrzał chwałę Bożą i Jezusa, stojącego po prawicy Boga" (Dz 7,55). I w tej postawie został ukamienowany. W ten sposób w Kościele pierwotnym pod działaniem Ducha Świętego doświadczenie wspólnoty zostało wzbogacone o doświadczenie męczeństwa. (...) W modlitwie wyznajemy naszą świadomą wiarę w to, że "jesteśmy dziećmi Bożymi i dziedzicami Boga, współdziedzicami Chrystusa". W modlitwie przeżywamy tę nadprzyrodzoną rzeczywistość dzięki działaniu Ducha Świętego, który "wspiera swym świadectwem naszego ducha" (Rz 8,16). Od początku istnienia Kościoła wyznawcy Chrystusa wierzyli w tę prawdę, wyznając ją także w momencie śmierci. Znamy modlitwę Szczepana, pierwszego męczennika, który w chwili kamienowania, pełen Ducha Świętego, dał dowód szczególnego zjednoczenia z Chrystusem, mówiąc - z myślą o swoich zabójcach - tak jak Nauczyciel w chwili śmierci krzyżowej: "Panie, nie poczytaj im tego grzechu!" I wpatrzony w chwałę Chrystusa stojącego po prawicy Boga, modlił się, wołając: "Panie Jezu, przyjmij ducha mego!" (por. Dz 7,55-60). Ta modlitwa była skutkiem działania Ducha Świętego w sercu męczennika. O tej samej wewnętrznej inspiracji do modlitwy czytamy w aktach innych wyznawców Chrystusa. Właśnie na tych stronicach znajduje wyraz chrześcijańska świadomość, ukształtowana przez Ewangelię i Listy Apostolskie, która stała się świadomością samego Kościoła (Aud. gen., 20.05.1992).
- Nie troszcie się zbytnio - Mt 10,26-33
To, co na temat Opatrzności Bożej mówi tradycja biblijna Starego Testamentu, Nowy Testament potwierdza i wzbogaca. Wśród wszystkich słów Jezusa na ten temat szczególnie przejmujące są te, które czytamy w Ewangeliach św. Mateusza i św. Łukasza: "Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? (...) Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo <Boga> i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane" (Mt 6,31-33; por. również Łk 12,29-31). "Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli" (Mt 10,29-31; por. Łk 21,18).
"Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? (...) A o odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany, jak jedna z nich. Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary?" (Mt 6,26.28-30; por. Łk 12,24-28).
W słowach powyższych Pan Jezus nie tylko potwierdza wszystko, co na temat Opatrzności Bożej zostało powiedziane w Starym Testamencie, ale pogłębia to, co dotyczy człowieka, poszczególnych ludzi, których Bóg traktuje bardzo łagodnie, po ojcowsku. Piękne są bez wątpienia strofy Psalmów sławiące Najwyższego jako ucieczkę, ostoję i pocieszenie dla ludzi, jak w Psalmie 91[90]: "Kto przebywa w pieczy Najwyższego i w cieniu Wszechmocnego mieszka, mówi do Pana: "Ucieczko moja i Twierdzo, mój Boże, któremu ufam". (...) Albowiem Pan jest twoją ucieczką, jako obrońcę wziąłeś sobie Najwyższego. (...) Ja go wybawię, bo przylgnął do Mnie; osłonię go, bo uznał moje imię. Będzie Mnie wzywał, a Ja go wysłucham i będę z nim w utrapieniu" (1-2.9.14-15).
Wspaniałe to słowa, a jednak słowa Chrystusa zdają się sięgać jeszcze nieporównanie głębiej. Wypowiada je Syn, który prześwietlając wszystko, co na temat Opatrzności zostało powiedziane, daje najszczególniejsze świadectwo tajemnicy swojego Ojca: tajemnicy Opatrzności i troski ojcowskiej, która ogarnia każde stworzenie, choćby najmniej znaczące, jak trawa polna czy wróble. O ileż bardziej człowieka! Chrystus to nade wszystko pragnie uwydatnić: jeśli Opatrzność Boża okazuje się tak szczodra wobec stworzeń nieporównanie niższych od człowieka, o ileż bardziej odnosi się ona do niego. Została w tę ewangeliczną przypowieść o Opatrzności głęboko wpisana ta sama prawda o hierarchii wartości, jaka obecna jest od początku w Księdze Rodzaju, w opisie stworzenia: człowiek posiada prymat nad rzeczami. Prymat swej natury i swojego ducha, prymat w trosce i opiece Opatrzności, i w sercu Boga.
Równocześnie z całym naciskiem Jezus głosi: człowiek, tak uprzywilejowany przez Stwórcę, ma obowiązek współdziałać z Opatrznością na miarę Bożego obdarowania. Nie wolno mu zaniżać tej miary do samych wartości zmysłowych, użytkowych, materialnych. Winien szukać nade wszystko królestwa Bożego i Jego sprawiedliwości, a to wszystko będzie mu dodane (por. Mt 6,33) (Aud. gen., 14.05.1986).
- Kto was przyjmuje, mnie przyjmuje - Mt 10,37-42
"Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien? A dalej: Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je" (Mt 10,38-39). Radykalność tego wezwania nie wynika ze specyfiki języka Ewangelii, ale z konkretnych wymagań przylgnięcia do Chrystusa. Jezus ma świadomość, że Jego wymagania sięgają bardzo daleko i dlatego nie zawaha się powiedzieć: "Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz" (Mt 10,34). Używając tych mocnych słów, Jezus mówi, że Ewangelia jest także źródłem zaniepokojenia dla człowieka. A wymagać to znaczy zarazem niepokoić sumienia, nie dopuszczać do fałszywego pokoju, w którym sumienie staje się niewrażliwe i właściwie obumiera. Chrystus powie przed Piłatem: przyszedłem "na świat, aby dać świadectwo prawdzie" (J 18,37), a słowa te odnoszą się również do światła, które wnosi On do całej rodziny ludzkich czynów, rozpraszając ciemności w myślach, a zwłaszcza w sumieniach, aby w każdym człowieku zapanowała prawda. "Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu" (J 18,37). I dlatego Jezus jest wymagający. Nie zawzięty i bezlitośnie surowy, ale silny i stanowczy w swym nawoływaniu do życia w prawdzie.
Piotr i inni Apostołowie - z wyjątkiem Judasza - rozumieją i przyjmują wezwanie Jezusa jako całkowite wyrzeczenie się siebie i mienia na rzecz głoszenia królestwa Bożego. Oni sami przypomną Jezusowi ustami Piotra: "Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą" (Mt 19,27). Łukasz dodaje: "swoją własność" (Łk 18,28); zaś Jezus, odpowiadając Piotrowi, jak gdyby precyzuje, o jaką to własność chodzi: "Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu albo żony, braci, rodziców albo dzieci dla królestwa Bożego, żeby nie otrzymał daleko więcej w tym czasie, a w wieku przyszłym - życia wiecznego" (Łk 18,29-30). (...)
Według Mateusza, Jezus mówi także o opuszczeniu sióstr, matki i pola "dla Mego imienia"; kto to uczyni - obiecuje - "stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy" (Mt 19,29). Tekst Ewangelii Markowej dodaje dalsze uściślenia. Jezus mówi tu o opuszczeniu wszystkich tych rzeczy z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, i o nagrodzie: nikt nie opuszcza tego wszystkiego, "żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym" (Mk 10,29-30). Pozostawmy na razie metaforyczny język Jezusa i zastanówmy się, kim jest Ten, który wzywa do pójścia za sobą, obiecując za to wielkie nagrody, a nawet życie wieczne? Czy zwykły syn człowieczy może obiecywać tak wiele, czy może być kimś, komu uwierzą i za którym pójdą, czy może z taką mocą oddziaływać nie tylko na owych szczęśliwych uczniów, ale na miliony ludzi wszystkich czasów?
Uczniowie pamiętają przecież, z jak wielkim autorytetem Chrystus wezwał ich do pójścia za sobą. Nie zawahał się zażądać od nich radykalnego oddania, które określał, wydawałoby się, w paradoksalny sposób, kiedy na przykład mówiąc, że przyszedł, aby przynieść nie pokój, ale miecz (por. Mt 10,34), to znaczy, by swoim pójdź za Mną wprowadzić podziały i rozdarcie nawet do rodzin. Stwierdził: "Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien" (Mt 10,37-38). Jeszcze bardziej gwałtownie i stanowczo brzmią te słowa w wersji Łukasza: "Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści [hebraizm oznaczający nie odrywa się od] swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem" (Łk 14,26).
Chrystus nie ukrywa przed nikim, że z odpowiedzią, której wymaga na swoje wezwanie, wiąże się ofiara, czasem ofiara najwyższa. Mówi bowiem do swoich uczniów: "Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je" (Mt 16,24-25). Do wszystkich więc jest skierowane wymaganie oderwania, ofiary, oddania się Chrystusowi, bez tego bowiem nie może być mowy o prawdziwym duchu ewangelicznym (Aud. gen., 28.10.1987).
TAJEMNICA KRÓLESTWA NIEBIESKIEGO
- Na Chrystusie spełniają się proroctwa - Mt 11,2-11
Oczekiwanie Mesjasza podobne jest więc do oczekiwania rolnika uprawiającego ziemię: "Niebiosa, rosę spuszczajcie z góry, Sprawiedliwego wylejcie chmury!" (por. Iz 45,8) (...) Treścią oczekiwań człowieka jest zbawienie, które może nadejść tylko od Boga. Obiecany Mesjasz, przychodzący na ziemię w noc betlejemską, jest Zbawicielem świata, jest Tym, który wyzwala człowieka od zła i kieruje go ku dobru i ku szczęściu. Psalm responsoryjny wielbi Boga dochowującego wierności na wieki: uciśnionym wymierza On sprawiedliwość, chlebem karmi głodnych, wypuszcza na wolność więźniów, przywraca wzrok ociemniałym, dźwiga poniżonych, miłuje sprawiedliwych, strzeże przybyszów, ochrania sierotę i wdowę (por. Ps 146[145],7-10).
Słowa Psalmisty współbrzmią ze słowami Izajasza: "Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Wtedy chromy wyskoczy jak jeleń i język niemych wesoło krzyknie" (Iz 35,5-6). Wszystko to są znaki wielkiego nawrócenia, powrotu, który dokona się za sprawą Odkupiciela. Dlatego prorok zapowiada, że "odkupieni przez Pana powrócą. Przybędą na Syjon z radosnym śpiewem, ze szczęściem wiecznym na twarzach: osiągną radość i szczęście, ustąpi smutek i wzdychanie" (Iz 35,10). Dlatego też, kiedy przybyli do Chrystusa uczniowie Jana Chrzciciela z zapytaniem: "Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?", Jezus im odpowiada: "Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi" (Mt 11,3-6). Tak więc Jezus z Nazaretu w sposób jednoznaczny potwierdza, że On jest spełnieniem oczekiwań mesjańskich Izraela. On staje pomiędzy oczekiwaniami człowieka a odwieczną gotowością Boga, która odpowiada w całej pełni na te oczekiwania.
Nawiązując do poselstwa Jana Chrzciciela oraz do swojej odpowiedzi, Jezus zaczyna mówić do rzeszy o Chrzcicielu. Jan Chrzciciel nie jest człowiekiem, który wątpi. Pytanie jego pochodzi z głębi jego prorockiego powołania, ażeby z ust Chrystusa otrzymać potwierdzenie Bożej prawdy, której dawał świadectwo nad Jordanem i którą ostatecznie potwierdził ofiarą swojego życia. I Jezus tej właśnie szczególnej misji Chrzciciela daje świadectwo, jakby chciał spłacić dług, który zaciągnął wobec swojego Poprzednika.
"Zaprawdę, powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela" (Mt 11,11). Ludzie spotykali nie tylko proroka, ale "więcej niż proroka" (por. Mt 11,9). W takich słowach Chrystus daje świadectwo Janowi. Wyciska niejako pieczęć na całym jego heroicznym posłannictwie. Mesjasz wypełni swoim posłannictwem Izajaszowe proroctwo i po wszystkie czasy będzie powtarzał to, co powiedział wysłannikom Jana: "A błogosławiony jest ten, który we Mnie nie zwątpi" (Mt 11,6). To samo mówi i nam, ludziom [dzisiejszym] (...)
Trzeba, ażeby te słowa zabrzmiały ze szczególną wyrazistością. Trzeba, ażeby ożywiły serca ludzkie. Człowiek stawia pytanie o Chrystusa. Różni ludzie, z różnych części świata, krajów i kontynentów, z różnych kultur i cywilizacji, stawiają pytanie o Chrystusa. Na tym świecie, gdzie tak wiele uczyniono i ciągle się czyni, aby Chrystusa otoczyć zmową milczenia, zaprzeczyć Jego egzystencji i misji, albo ją pomniejszyć i zniekształcić, powraca ciągle na nowo pytanie o Chrystusa. Ono powraca także wtedy, gdy może się wydawać, że zostało już istotnie wykorzenione. Człowiek pyta: Czy Ty, Chryste, jesteś Tym, który ma przyjść? Czy Ty jesteś Tym, który wyjaśni mi definitywny sens mojego człowieczeństwa? Sens mojej egzystencji? Czy Ty jesteś Tym, który mi pomoże rozpocząć i budować moje życie ludzkie od samych fundamentów? Tak pytają ludzie, a Chrystus ciągle odpowiada. Odpowiada tak, jak odpowiedział już uczniom Jana Chrzciciela (...) Kim jest dla mnie Jezus Chrystus? Kim jest naprawdę dla moich myśli, dla mojego serca i dla mojego działania? Jak ja, który jestem chrześcijaninem i wierzę w Niego, znam lub jak staram się znać tego, kogo wyznaję? Czy mówię o Nim innym? Czy daję świadectwo o Nim, przynajmniej wobec moich najbliższych: w domu rodzinnym, w środowisku pracy, uniwersytetu, szkoły, w całym moim życiu i postępowaniu? (Homilia, 17.12.1996).
- Jezus cichy i pokorny sercem objawia Ojca - Mt 11,25-30
Posłuchajmy słów szczególnie jakby uroczystych, które notuje Ewangelista Mateusz (a także Łukasz): "Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom"; i dalej: "Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić" (Mt 11,25.27; por. Łk 10,21). A więc dla Jezusa Bóg to nie tylko "Ojciec Izraela, Ojciec ludzi (...) - ale "Ojciec mój"! "Mój"": właśnie dlatego Żydzi chcieli zabić Jezusa; dlatego, że "Boga nazywał swoim Ojcem" (J 5,18). Mój w znaczeniu najbardziej dosłownym: Ten, którego tylko Syn zna jako Ojca, tylko przez Niego jest wzajemnie znany... Jakże znamienne są słowa: nikt nie zna Ojca, tylko Syn oraz ten, komu Syn zechce objawić (por. Mt 11,27), ale też Syna nikt nie zna, tylko Ojciec (por. tamże) - i to On jest Tym, który objawia Syna. Warto zaznaczyć, że w tym samym kontekście Jezus mówi: "Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom" (Mt 11,25; również Łk 10,21-22). A słowa te wypowiada Jezus - jak zaznacza Ewangelista - w szczególnym uniesieniu serca: rozradowawszy się w Duchu Świętym (por. Łk 10,21). (...)
"Przyjdźcie do Mnie wszyscy - woła Jezus - którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię" (Mt 11,28). Przyjdźcie - to wezwanie niesie się jak gdyby poza krąg ludzi Jezusowi współczesnych, tych, którym dane było spotkać Go na drogach swego życia i swego cierpienia. To wezwanie dociera do ubogich wszystkich czasów, jest aktualne także w dniu dzisiejszym i wciąż się odradza na ustach i w sercu Kościoła. W parze z nim idzie inne wezwanie: "uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych" (Mt 11,29). Cichość i pokora Jezusa stają się wezwaniem, aby wejść do Jego szkoły: "uczcie się ode Mnie". Chrystus jest "Świadkiem wiernym" tej miłości, jaką ma Bóg do człowieka. Świadectwo Bożej prawdy i Bożej miłości zespalają się w jedno. Pomiędzy tym, co czyni, a tym, co głosi, jest dogłębna spójność, jednorodność. Jezus nie tylko uczy miłości jako największego przykazania, ale sam najdoskonalej je wypełnia. Nie tylko głosi osiem błogosławieństw w Kazaniu na Górze, ale sam jest ich żywym wcieleniem. Nie tylko stawia wymaganie miłości nieprzyjaciół, ale sam spełnia to wymaganie w godzinie ukrzyżowania: "Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią" (Łk 23,24). (...)
Owa cichość i pokora serca, o jakiej mowa powyżej, żadną miarą nie oznacza słabości. Wręcz przeciwnie, Jezus jest wymagający. Ewangeliczne wymagania Chrystusa wkraczają w dziedzinę Prawa i moralności. Ten, który jest Świadkiem wiernym (por. Ap 1,5) Bożej Prawdy, Prawdy Ojca, powie na początku Kazania na Górze: "Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim" (Mt 5,19). Wzywając zaś do nawrócenia, nie wahał się czynić wyrzutów miastom odrzucającym wiarę: "Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido!" (Łk 10,13), a do wszystkich wołał: "jeśli się nie nawrócicie, (...) zginiecie" (Łk 13,3).
Tak oto Ewangelia cichości i pokory idzie w parze z Ewangelią wymagań moralnych, a nawet surowych gróźb. Pomiędzy jednym a drugim nie ma sprzeczności. Jezus żyje Prawdą, którą głosi, i żyje Miłością, którą objawia, a jest to miłość wymagająca, tak jak prawda, z której płynie. Największe wymagania postawiła Jemu samemu w godzinie Ogrójca, w godzinie Kalwarii, w godzinie Krzyża. Jezus przyjął te wymagania do końca, bo jak mówi Ewangelista - "do końca (...) umiłował" (J 13,1). Była to wierna miłość i dlatego w przeddzień swej śmierci mógł powiedzieć do Ojca: "Słowa (...) które Mi powierzyłeś, im przekazałem" (J 17,8) (Aud. gen., 23.10.1985).
- Moje jarzmo jest słodkie, a moje brzemię lekkie - Mt 11,30
Bóg w sposób niezrównany ukazał nam w Jezusie Chrystusie, jak bardzo kocha każdego człowieka i tym samym nadaje mu nieskończoną godność. Ci zwłaszcza, których ciało lub dusza są upośledzone, mogą się uważać za przyjaciół Jezusa szczególnie przez Niego umiłowanych. On sam mówi: "Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych".
"Albowiem moje jarzmo jest słodkie, a moje brzemię lekkie" (Mt 11,28-30). To, co ludziom wydaje się słabe i ułomne, dla Boga jest przedmiotem szczególnej miłości i upodobania. Dla nas, chrześcijan, nie to się liczy, czy ktoś jest zdrowy, czy chory; tym, co w istocie się liczy, jest: czy jesteś gotów urzeczywistniać godność darowaną ci przez Boga świadomie i z wiarą, w każdym położeniu i każdej sytuacji życiowej jako prawdziwy chrześcijanin, czy może gotów jesteś stracić tę godność w życiu powierzchownym i nieodpowiedzialnym, w grzechu i winie wobec Boga? Także jako ludzie upośledzeni możecie być świętymi, możecie wszyscy osiągnąć ten wielki cel, który Bóg przeznaczył każdemu człowiekowi jako swojemu umiłowanemu stworzeniu.
Każdy człowiek otrzymuje od Boga swoje zupełnie osobiste powołanie, swoje własne zadanie zbawienia. W jakikolwiek sposób wola Boga ujawnia się w naszym życiu, zawsze jest to radosna nowina o naszym wiecznym zbawieniu. Dotyczy to także was, skoro jako ludzie upośledzeni jesteście wezwani do szczególnego naśladowania Chrystusa w niesieniu Jego krzyża. Chrystus zaprasza was, byście przyjęli waszą ułomność jako Jego jarzmo, jak drogę Jego śladami. Tylko wtedy ten bolesny ciężar nie przygniecie was. Jedyną właściwą odpowiedzią na Boże wezwanie do naśladowania Chrystusa jest odpowiedź Najświętszej Maryi Panny: "Niech mi się stanie według twego słowa" (Łk 1,38). Tylko wasze pełne gotowości tak wobec woli Boga, która często nie zgadza się z naszymi naturalnymi pojęciami, może was uczynić szczęśliwymi i dać wam już teraz wewnętrzną radość, której nie może zniszczyć żadne zewnętrzne utrapienie (Homilia, 5.10.1984).
URZECZYWISTNIENIE KRÓLESTWA NIEBIESKIEGO W KOŚCIELE
- Przypowieść o siewcy - Mt 13,1-23
Przypowieść o siewcy i siejbie ukazuje wzrost królestwa Bożego jako owoc działania Siewcy, które wydaje plon w zależności od rodzaju gleby i warunków klimatycznych: "Jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny" (Mt 13,8). Gleba oznacza wewnętrzną dyspozycję ludzi. Wzrost królestwa Bożego uzależniony jest więc - według Jezusa - również od człowieka. Człowiek, wolna wola ludzka, jest odpowiedzialna za ten wzrost. Stąd też Jezus poleca wszystkim modlić się: "przyjdź królestwo Twoje" (por. Mt 6,10; Łk 11,2) - a jest to jedna z pierwszych próśb modlitwy Pańskiej. Przypowieść o siewcy (Mt 13,3-8) głosi, że królestwo Boże urzeczywistnia się już w nauczaniu Jezusa, a równocześnie wskazuje na obfitość owoców, które złożą się na ogromne bogactwo królestwa u kresu czasów. Nie wszystkie ziarna wydadzą plon. Zależy to od tego, jaka będzie odpowiedź na zaproszenie, jak zostanie przyjęte ziarno słowa Bożego.
Podobnie przypowieść o nasieniu, które samo wyrasta (Mk 4,26-29), podkreśla, że królestwo nie jest dziełem człowieka, lecz darem miłości Bożej, która działa w sercu wiernych i prowadzi dzieje ludzkie ku ich ostatecznemu spełnieniu w wieczystej komunii z Panem. Przypowieść o chwaście rosnącym w pszenicy (Mt 13,24-30) oraz przypowieść o sieci (Mt 13,47-52) mówią przede wszystkim o zbawieniu Bożym, które jest już obecne i działa w świecie. Ale obok synów królestwa występują tu także wprowadzający nieprawość synowie Złego. Dopiero u kresu dziejów siły zła zostaną zniszczone, a ten, kto przyjął królestwo, już na zawsze pozostanie z Panem. Wreszcie przypowieści o skarbie i o perle (Mt 13,44-46) ukazują najwyższą i absolutną wartość królestwa Bożego: ten, kto to zrozumiał, gotów jest do wszelkich ofiar i wyrzeczeń, aby tylko do niego przystąpić.
Chrystus mówi do uczniów: "Wam dana jest tajemnica królestwa Bożego" (Mk 4,11). Naucza o tej tajemnicy, a jednocześnie swoimi słowami i tym, czego dokonał, przekazuje im królestwo, tak jak Jemu (Synowi) przekazał je Ojciec (por. Łk 22,29). Nauczanie to trwa również po Jego zmartwychwstaniu. Czytamy bowiem w Dziejach Apostolskich, że "ukazywał się im przez czterdzieści dni i mówił o królestwie Bożym" (por. Dz 1,3) aż do dnia, kiedy "został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga" (Mk 16,19). Były to ostatnie pouczenia i dyspozycje przekazane Apostołom (Aud. gen., 18.03.1987).
- Przypowieść o chwaście wśród zboża - Mt 13,24-43
Jedna z opowiedzianych przez Jezusa przypowieści o wzroście królestwa Bożego na ziemi pozwala nam odkryć z wielkim realizmem, że jest ono uwikłane w walkę, jaką prowadzi przeciw niemu nieprzyjaciel, który sieje chwast między pszenicę. Mówi Jezus, że kiedy "zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się chwast". Słudzy gospodarza chcieli go wyrwać, lecz gospodarz nie pozwala im na to, "byście (...) nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie naprzód chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza" (Mt 13,24-30). Przypowieść ta wyjaśnia współistnienie i niejednokrotnie splatanie się dobra i zła w świecie, w naszym życiu, w samej historii Kościoła. Jezus uczy nas patrzeć na świat z chrześcijańskim realizmem i podchodzić do każdego problemu, przestrzegając przyjętych zasad, ale również w sposób roztropny i cierpliwy. Zakłada to transcendentną wizję historii, w której oczywiste jest, że wszystko należy do Boga, a każdy ostateczny rezultat jest dziełem Jego Opatrzności. Nie ukrywa się jednak ostatecznego losu - w wymiarze eschatologicznym - dobrych i złych ludzi. Symbolizuje go złożenie pszenicy do spichlerza oraz spalenie chwastu. (...)
Nowe królestwo ma charakter duchowy. By wejść do niego, trzeba się nawrócić i uwierzyć Ewangelii. Trzeba wyzwolić się z mocy ducha ciemności, poddając się mocy Ducha Bożego, którego Chrystus przynosi ludziom. Jezus mówi: "Jeżeli Ja mocą Ducha Bożego wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło do was królestwo Boże" (Mt 12,28, por. Łk 11,20). Duchowa i transcendentna natura tego królestwa wyraża się również w określeniu, które spotykamy w tekstach ewangelicznych: królestwo niebieskie. Ten piękny obraz wskazuje początek i cel królestwa - niebiosa - i godność bosko-ludzką Chrystusa, w którym królestwo Boże przez Wcielenie przyjmuje konkretną formę w historii (Aud. gen.,
25.09.1991).
- Przypowieści o skarbie, o perle i o sieci - Mt 13,44-46
"Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Z radością poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę" (Mt 13,44). Podobnie też kupiec poszukujący pięknych pereł - "gdy znalazł jedną drogocenną perłę (...), sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją" (Mt 13,45). Przypowieść ta uczy wezwanych wielkiej prawdy: aby być godnym zaproszenia na ucztę królewską Oblubieńca, trzeba okazać zrozumienie najwyższej wartości, o którą tutaj chodzi. Stąd też gotowość poświęcenia wszystkiego dla królestwa niebieskiego, które ma wartość większą niż wszystko inne. Nie dorównuje mu żadna cena dóbr doczesnych. Wszystko można porzucić i nic nie stracić, jeśli tylko weźmie się udział w uczcie Chrystusa - Oblubieńca.
Dystans wobec dóbr i ubóstwo jest istotnym warunkiem wskazanym nam obok innych przez Jezusa, czy to, gdy nazywa błogosławionymi ubogich duchem i cichych oraz tych, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, ponieważ do nich wszystkich należy królestwo niebieskie (por. Mt 5,3.10); czy też, gdy jako "największego w królestwie wskazuje dziecko: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim" (Mt 18,2-4).
Głosząc Ewangelię o Królestwie, Chrystus nawiązuje do świętych ksiąg, które posługując się obrazem królestwa, wysławiają panowanie Boga nad wszechświatem i dziejami. Czytamy w Psałterzu: "Mówcie wśród pogan: Pan jest królem. Umocnił świat, by się nie poruszył: ze słusznością wymierza ludom sprawiedliwość" (Ps 96[95],10). Królestwo jest zatem skutecznym, ale tajemniczym działaniem Boga we wszechświecie i pośród pogmatwanych ludzkich spraw. Nie przemocą i zgiełkiem, ale cierpliwością kruszy opór, jaki stawia zło.
Dlatego Jezus przyrównuje Królestwo do ziarnka gorczycy, najmniejszego z wszystkich nasion, z którego jednak wyrasta rozłożyste drzewo (por. Mt 13,31-32), albo do nasienia, które człowiek wrzucił w ziemię: "Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy, nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak" (Mk 4,27). Królestwo jest łaską, miłością Boga do świata, a dla nas źródłem pogody ducha i ufności: "Nie bój się, mała trzódko - mówi Jezus - gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo" (Łk 12,32). Strach, niepokój i zmory oddalają się, ponieważ królestwo Boże jest pośród nas w osobie Chrystusa (por. Łk 17,21). (...)
Człowiek nie jest jednakże biernym świadkiem wkroczenia Boga w dzieje. Jezus wzywa nas, byśmy czynnie starali się o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość i by stało się to naszą zasadniczą troską (por. Mt 6,33). Tym, którzy "myśleli, że królestwo Boże zaraz się zjawi" (Łk 19,11), zalecił aktywność zamiast biernego wyczekiwania, opowiadając przypowieść o dziesięciu minach, które winny przynosić zysk (por. Łk 19,12-27). Apostoł Paweł stwierdza natomiast, że królestwo Boże to nie sprawa tego, co się je i pije, ale to - przede wszystkim - sprawiedliwość (por. Rz 14,17), i wzywa gorąco wiernych do oddania swych członków na służbę sprawiedliwości dla uświęcenia (por. Rz 6,13.19).
Człowiek jest więc powołany, by rękami, umysłem i sercem współpracował w szerzeniu królestwa Bożego na świecie. Odnosi się to szczególnie do tych, którzy są powołani do apostolstwa i którzy są - jak mówi św. Paweł - "współpracownikami (...) królestwa Bożego" (Kol 4,11), ale dotyczy również każdego człowieka. (...)
Wszyscy sprawiedliwi na ziemi, także ci, którzy nie znają Chrystusa i Jego Kościoła, a pod wpływem łaski szczerym sercem szukają Boga, są powołani do budowania królestwa Bożego we współpracy z Panem, będącym jego pierwszym i najważniejszym twórcą. Dlatego powinniśmy oddać się Jego dłoniom, Jego słowu, Jego kierownictwu jak niedoświadczone dzieci, które jedynie w Ojcu znajdują poczucie bezpieczeństwa: "Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego" (Łk 18,17).
W tym duchu powinniśmy powtarzać wezwanie: "Przyjdź Królestwo Twoje!" W dziejach ludzkości wezwanie to wiele razy kierowane było do nieba jako wielki okrzyk nadziei: "Niech przyjdzie ku nam pokój Twojego królestwa" - pisze Dante w swej parafrazie Ojcze nasz. Jest to wołanie, które stawia nam przed oczyma powrót Chrystusa i podtrzymuje pragnienie ostatecznego przyjścia królestwa Bożego. To pragnienie nie odwraca jednak uwagi Kościoła od jego posłannictwa na tym świecie, ale raczej go w nie jeszcze bardziej angażuje, w oczekiwaniu na przekroczenie progu Królestwa, którego Kościół jest zalążkiem oraz początkiem, gdy osiągnie ono swą pełnię w świecie. A wtedy, jak nas zapewnia św. Piotr w Drugim Liście, "szeroko będzie (...) otworzone wejście do wiecznego królestwa Pana naszego i Zbawcy, Jezusa Chrystusa" (2 P 1,11) (Aud. gen., 18.09.1991).
- Przypowieść o uczonych w Piśmie - Mt 13,51-52
Ewangeliczny obraz "uczonego w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego", o którym Chrystus mówi, że "podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare" (Mt 13,52). Skarbcem jest wielki nurt Tradycji Kościoła. Niesie on rzeczy stare, przejmowane i przekazywane od początku, i pozwala odczytywać rzeczy nowe, wśród których żyje Kościół i świat. Do takich rzeczy, które włączając się w nurt Tradycji, stają się stare i dostarczają sposobności i tworzywa do jej wzbogacenia i do wzbogacenia życia wiary. (...)
Kiedy młody Galilejczyk przyjmuje w Jordanie chrzest od Jana Chrzciciela, a umocniony świadectwem z wysoka i świadomością, że jest "synem umiłowanym" (Łk 3,22), zaczyna przepowiadać nadejście królestwa Bożego, nauczając o jego zasadach i jego mocy słowami oraz poprzez znaki łaski i miłosierdzia. Ewangelie zatem ukazują Go nam, jak przemierza miasta i wioski, prowadząc z sobą dwunastu Apostołów, których sam wybrał (por. Mk 3,13-19), oraz grupę kobiet, które im usługują (por. Łk 8,2-3), i przyciągając tłumy, które Go szukają i idą za Nim, chorych, którzy pragną zaznać Jego uzdrawiającej mocy, i rozmówców, którzy z różnym pożytkiem słuchają Jego słów. Ewangeliczna relacja skupia się potem na opisie narastającego napięcia, jakie wytwarza się między Jezusem a głównymi ugrupowaniami religijnymi Jego epoki, aż po ostateczny konflikt, którego dramatyczny epilog dokonuje się na Golgocie. Jest to godzina ciemności, po której wschodzi nowa, promienna jutrzenka nieprzemijającego dnia. Końcowe rozdziały Ewangelii ukazują zatem Nazarejczyka jako zwycięzcę śmierci, opisują Jego pusty grób i idą za Nim szlakiem kolejnych objawień, w których uczniowie, najpierw pełni wątpliwości i zdumienia, a potem niewymownej radości, spotykają Go żywego i jaśniejącego chwałą, otrzymują od Niego dar Ducha Świętego (por. J 20,22) oraz nakaz głoszenia Ewangelii wszystkim narodom (por. Mt 28,19). (Enc. Centesimus annus, 3)
- Cudowne rozmnożenie chleba - Mt 14,13-21
Jezus głosi rzeszom naukę o królestwie Bożym, uzdrawia także chorych, a równocześnie dzień zaczyna chylić się ku wieczorowi. I wtedy Apostołowie usiłują przekonać Mistrza, aby odprawił słuchających Go ludzi. Trzeba wszakże myśleć o posiłku i noclegu. I właśnie wtedy pada ta niespodziewana odpowiedź Jezusa: "wy dajcie im jeść". Apostołowie tłumaczą, iż nie jest to wykonalne. Nie mają czym ich nakarmić, bo pięć chlebów i dwie ryby z pewnością nie wystarczą dla nakarmienia tysięcy obecnych, "było bowiem około pięciu tysięcy mężczyzn" (Łk 9,14). Wówczas Jezus w sposób cudowny rozmnaża to, co mieli (pięć chlebów i dwie ryby), tak że nie tylko wszyscy się nasycili, ale zebrano jeszcze dwanaście koszów ułomków, które pozostały (por. Łk 9,17).
Czytamy w opisie tego wydarzenia, że Jezus odmówił nad chlebem i rybami błogosławieństwo, połamał i dawał (por. Łk 9,16) - a słowa te przenoszą nas zarazem do Wieczernika. Podczas Ostatniej Wieczerzy "Pan Jezus (...) wziął chleb i dzięki uczyniwszy połamał i rzekł [do Apostołów]: "To jest Ciało moje za was [wydane]. Czyńcie to na moją pamiątkę"" (1 Kor 11,23-24).
Powiedział tak, gdyż było to u początku "tej nocy, kiedy został wydany" (1 Kor 11,23). "Podobnie skończywszy wieczerzę, wziął kielich" (w. 25) i wypowiedział nad nim słowa ustanowienia Eucharystii. "Ten kielich jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją pamiątkę" (tamże). I jeszcze Chrystus dodał: "ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pana głosicie, aż przyjdzie" (tamże, w. 26). Z pewnością nie od razu Apostołowie dostrzegli, że było w tym ustanowieniu Sakramentu Chrystusowego Ciała i Krwi jakieś podobieństwo z tamtym rozmnożeniem pokarmu - chleba i ryb - w którym niegdyś uczestniczyli. Może też przypomniały im się słowa, które Chrystus wtedy do nich powiedział: "wy dajcie im jeść". Słowa niezrozumiałe, tajemnicze, a równocześnie potwierdzone znakiem rozmnożenia pokarmu. (...)
Zwracam się z usilnym apelem do was wszystkich (...) abyście z powagą podchodzili do wymogów i obietnic Ewangelii, abyście przyjęli prawo Eucharystii i uczynili ze swojego życia prawdziwy dar dla Pana. Jak już powiedziałem, w chlebie i winie składamy Panu dar z samych siebie. Nie może to być tylko zwykły, rytualny gest. W tym bowiem geście winna wyrażać się prawda życia, szczere nastawienie duszy. Winniśmy dawać Chrystusowi siebie, całe nasze życie, aby On mógł posługiwać się nim w realizacji swojego planu zbawienia. Wśród wielu kryzysów, które wstrząsają dzisiejszym światem, jednym z najbardziej niebezpiecznych jest zatracenie sensu życia. Wielu współczesnych nam ludzi zatraciło prawdziwy sens życia; poszukują oni jego surogatów w niepohamowanym konsumizmie, narkotykach, alkoholu, erotyzmie. Szukają oni szczęścia, lecz w rezultacie zawsze ich udziałem staje się głęboki smutek, wewnętrzna pustka, a nierzadko rozpacz. Jak żyć, by nie zmarnować własnego życia? Na jakim fundamencie oprzeć plan swego życia? Jezus Chrystus staje przed nami jako odpowiedź Boga na nasze poszukiwania i nasze udręki: "Ja jestem chlebem życia, który zaspokaja wszelki głód; Ja jestem światłem świata, które rozjaśnia drogę każdego człowieka; Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem, które budzi w człowieku nadzieję na życie wieczne". Pójść za Chrystusem, oczywiście, nie jest łatwo, nie jest łatwo oprzeć na Nim całe swoje życie. A przecież ten, kto ryzykuje tak wysoką stawkę, daje dowód wspaniałomyślności i wielkości. Wszak nie stawia na pustkę ani na nicość. Stawia na Jezusa Chrystusa i Jego Ewangelię; na bezinteresowną miłość do braci. Oby Pan zechciał obudzić w wielu młodych ludziach zdolność do podjęcia takiego ryzyka, do pojmowania życia jako walki z niesprawiedliwością i egoizmem, jako daru dla Jezusa Chrystusa, a wraz z Nim - dla wszystkich braci. (...)
Niech nie ustaje to rozmnożenie Ciała i Krwi Jego - Pokarmu i Napoju, który trwa ku żywotowi wiecznemu (por. J 6,27) (Homilia, 6.06.1988).
- Jezus chodzi po jeziorze - Mt 14,22-33
Jezus przychodzący do uczniów po falach jeziora również stanowi znak Jego obecności: czuwania nad uczniami i Kościołem.
"Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się!" (por. Mk 6,49-50; por. Mt 14,26-27; J 6,16-21) - mówi do Apostołów, którzy wzięli Go za zjawę. W Ewangelii Markowej Apostołowie są zdziwieni tym, "że nie zrozumieli sprawy z chlebami, gdyż umysł ich był otępiały" (Mk 6,52). Mateusz przytacza prośbę Piotra, pragnącego przejść po wodzie na spotkanie Jezusa, opisuje jego przestrach i wołanie o pomoc, kiedy zaczął tonąć. Jezus ratuje go, po czym karci łagodnym napomnieniem: "Czemu zwątpiłeś, małej wiary?" (Mt 14,31).
"Ci zaś - dodaje Mateusz - którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: "Prawdziwie jesteś Synem Bożym"" (Mt 14,33).
"Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!" (Mt 14,28). Wydarzenie opisane w Ewangelii dzisiejszej niedzieli, wśród wszystkich, jakie Ewangelie zawierają, jest może najbardziej niezwykłe. Jezus wraca do Apostołów po modlitwie na drugim brzegu jeziora Genezaret, idąc po wierzchu tafli wodnej. Apostołowie widzą idącą Postać, lecz lękają się, myśląc, że to zjawa. Wówczas Jezus odzywa się do nich: "Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!" (Mt 14,27). Kiedy Piotr, słysząc to, prosi: "Panie... każ mi przyjść do siebie" - jest w tych słowach równocześnie odwaga wiary i równocześnie próba jej sprawdzenia. Piotr mówi wyraźnie: "Panie, jeśli to Ty jesteś"... Piotr był człowiekiem wielkiej wiary. To właśnie ta wielka wiara pozwoliła mu w pobliżu Cezarei Filipowej na pytanie Chrystusa: "za kogo Mnie uważacie?" - odpowiedzieć: "Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego" (Mt 16,15-16).
Również w innych okolicznościach Szymon Piotr dał dowód swej wielkiej wiary. Wiara jest darem Boga: "nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie" (Mt 16,17). Wielokrotnie człowiek nie staje na wysokości tego daru. I wiara Piotra też przechodziła przez próby. Wydarzenie opisane w dzisiejszej Ewangelii zawiera w sobie też taką próbę wiary Piotra. Może jest ona zapowiedzią tej najcięższej próby, przez jaką Apostoł miał przejść w czasie Męki umiłowanego Mistrza.
Rozważając dzisiejsze wydarzenie, postawmy sobie, Drodzy Bracia i Siostry, pytanie o naszą wiarę. Przez jakie przechodzi ona próby? Może trzeba odczytać próby i kryzysy własnej wiary w tym wydarzeniu, jakie miało miejsce na jeziorze Genezaret: "Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!" I powiedział Jezus: Przyjdź! Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się, i gdy zaczął tonąć, krzyknął: "Panie, ratuj mnie!" (Mt 14,28-30). Jezus wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: "Czemu zwątpiłeś, człowiecze małej wiary?" (Mt 14,31). Piotr uląkł się silnego wiatru i zrozumiał, że tylko całkowite zaufanie Jezusowi może go ocalić. Dzisiaj także zdarza się ludziom odczuwać lęk z powodu gwałtownych wiatrów, przeciwnych wierze oraz chrześcijańskiej i katolickiej moralności. Niełatwo jest żyć zgodnie z wiarą we współczesnym społeczeństwie, naznaczonym materializmem i permisywizmem.
Żyć po chrześcijańsku oznacza często iść pod prąd, opierając się modnej mentalności. Ileż wiatrów usiłuje powalić dzisiejszego chrześcijanina! A kiedy pokusa uderzy w waszą wiarę, wołajcie jak Piotr: "Panie, ratuj mnie!" Umiejcie walczyć o swoją wiarę, o wiarę swych rodzin, swych dzieci, swych bliskich... Chrystus przychodzi z pomocą naszej słabości. W dzisiejszej liturgii modlimy się tak: "Wszechmogący, wieczny Boże, którego ośmielamy się nazywać Ojcem, umocnij w naszych sercach ducha przybranych dzieci, abyśmy mogli osiągnąć obiecane nam dziedzictwo". Jest to dziedzictwo Boże przekazane nam w Jezusie Chrystusie, przekazane przez Apostołów, którzy byli rybakami na Jeziorze Galilejskim, a stali się rybakami ludzi (por. Mk 1,17), przekazywane w Kościele z pokolenia na pokolenie: dziedzictwo wiary. W tym dziedzictwie jest zawarte odwieczne powołanie człowieka. W tym dziedzictwie: jego ostateczna Przyszłość! Wytrwajmy w tym dziedzictwie: Panie... każ mi przyjść do siebie... po wodzie (Homilia, 12.08.1984).
- Jezus a faryzeusze - Mt 15,1-20
Źródło czystości - ale także i nieczystości moralnej - w najpierwszym i najogólniejszym tego słowa znaczeniu widzi Chrystus w sercu, wewnątrz człowieka - czego wyraz znajdujemy również w odpowiedzi, jakiej udzielił na przykład w związku z pytaniem faryzeuszów, zgorszonych tym, że uczniowie Jezusa "postępują wbrew tradycji starszych, (...) bo nie myją sobie rąk przed jedzeniem" (Mt 15,2). Powiedział wówczas do zgromadzonych: "Nie to, co wchodzi do ust, czyni człowieka nieczystym, ale co z ust wychodzi, to go czyni nieczystym" (Mt 15,11). Uczniom zaś swoim dał na pytanie Piotra następujące wyjaśnienie tych słów: "to, co z ust wychodzi, pochodzi z serca, i to czyni człowieka nieczystym. Z serca bowiem pochodzą złe myśli, zabójstwa, cudzołóstwa, czyny nierządne, kradzieże, fałszywe świadectwa, przekleństwa. To właśnie czyni człowieka nieczystym. To zaś, że się je nieczystymi rękami, nie czyni człowieka nieczystym" (por. Mt 15,18-20, również Mk 7,20-23).
Kiedy mówimy czystość, czysty, pierwszym znaczeniem tego wyrazu wskazujemy na to, co jest przeciwieństwem brudu. Brudzić to znaczy tyle, co zanieczyszczać. Dotyczy to różnych dziedzin świata fizycznego. Mówimy więc na przykład o brudnej ulicy i o brudnym mieszkaniu. W podobny sposób również człowiek może być nieczysty, wówczas gdy jego ciało jest brudne, pobrudzone. Środkiem na usunięcie brudu ciała jest jego obmycie. W tradycji Starego Testamentu wielką wagę przywiązywano do obmyć rytualnych, jak choćby to umycie rąk przed jedzeniem, o jakim mowa w naszym tekście. Wiele szczegółowych przepisów dotyczyło obmyć ciała w związku z czysto fizjologicznie pojmowaną nieczystością płciową, o czym już dawniej była mowa (por. Kpł 15,1-33). Te różne obmycia mogły mieć znaczenie zaleceń higienicznych wedle stanu ówczesnej wiedzy medycznej. Ponieważ były nakazane w imię Boga - Jahwe i zapisane w świętych księgach starotestamentalnego prawodawstwa, przestrzeganie ich nabierało pośrednio religijnego znaczenia. Były to obmycia rytualne i służyły rytualnej czystości w życiu człowieka Starego Przymierza.
W związku z tą prawno-religijną tradycją Starego Przymierza ukształtował się błędny sposób rozumienia czystości moralnej. Rozumiano ją często w sposób wyłącznie zewnętrzny i materialny. W każdym razie rozwinęła się wyraźna skłonność do takiego tylko jej rozumienia i temu właśnie Chrystus przeciwstawia się w sposób radykalny: nic, co brudzi człowieka od zewnątrz, żaden brud materialny nie czyni człowieka nieczystym w znaczeniu moralnym, czyli wewnętrznym. Żadne też - choćby nawet rytualne - usuwanie brudu nie sprawia samo z siebie moralnej czystości. Ta ostatnia ma swe wyłączne źródło wewnątrz człowieka: pochodzi z serca. Być może, iż odnośne przepisy Starego Testamentu (jakie spotykamy np. w Kpł 15,16-24; 18,1nn, czy też 12,1-5) miały również na celu zabezpieczenie pewnej intymności tego, co cielesne i płciowe w człowieku (oprócz względów natury lekarsko-higienicznej). W każdym razie Chrystus odciął się wyraźnie od wiązania czystości w znaczeniu moralnym (etycznym) z samą fizjologią, z procesami zachodzącymi w ludzkim organizmie. W świetle przytoczonych powyżej słów (Mt 15,18-20) żaden z przejawów nieczystości płciowej w znaczeniu czysto cielesnym, biofizjologicznym, sam z siebie nie wchodzi jeszcze w definicję czystości lub nieczystości w znaczeniu moralnym (etycznym).
Wypowiedź powyższa jest przede wszystkim ważna ze względów semantycznych. Mówiąc o czystości w znaczeniu moralnym - o cnocie czystości, posługujemy się analogią, w świetle której zło moralne jest przyrównane do brudu. Analogia ta ma z pewnością bardzo dawne prawo obywatelstwa w świecie pojęć etycznych. Chrystus podejmuje ją i potwierdza w całej rozciągłości: "To, co pochodzi z serca, to czyni człowieka nieczystym". Chrystus mówi w tym wypadku o wszelkim złu moralnym, o każdym grzechu, o naruszeniu różnych przykazań: "złe myśli, zabójstwa, cudzołóstwa, czyny nierządne, kradzieże, fałszywe świadectwa, przekleństwa" - a nie tylko o jakimś jednym gatunku tego zła. Tak więc pojęcie czystości i nieczystości w znaczeniu moralnym jest przede wszystkim pojęciem ogólnym, rodzajowym, a nie gatunkowym: każde dobro moralne jest przejawem czystości, każde zło przejawem nieczystości. Wypowiedź z Mt 15,18-20 nie zacieśnia czystości do jednego tylko sektora moralności - tego mianowicie, który wiąże się z przykazaniem Nie cudzołóż i Nie pożądaj, do tego więc, który dotyczy wzajemnych odniesień mężczyzny i kobiety związanych z ciałem i jego pożądliwością. W taki sposób możemy również rozumieć błogosławieństwo z Kazania na Górze, wypowiedziane pod adresem ludzi czystego serca: w znaczeniu szerszym, rodzajowym - i węższym. Dopiero inne konteksty pozwolą na to, żeby zdecydowanie ograniczyć i ujednoznacznić to pojęcie.
To szersze - rodzajowe - znaczenie czystości obecne jest także w listach św. Pawła, w których stopniowo znajdziemy również owe konteksty wyraźnie ograniczające znaczenie czystości do zakresu cielesnego i seksualnego - do tego mianowicie znaczenia, w które wprowadzają nas słowa Chrystusa z Kazania na Górze o pożądaniu, wyrażającym się już w patrzeniu na kobietę, a przyrównanym do cudzołożenia w sercu (por. Mt 5,27-28).
Św. Paweł nie jest autorem słów o trojakiej pożądliwości. Znajdują się one w liście Janowym. Można natomiast powiedzieć, iż w ramach istotnego dla 1 J 2,16-17 przeciwstawienia wewnątrz człowieka - przeciwstawienia Boga i świata (tego, co pochodzi od Ojca - i co od świata), które wyraża się w sercu i przenika w uczynki człowieka jako pożądliwość oczu, pożądliwość ciała oraz pycha tego życia - Paweł uwydatnia w człowieku inne przeciwieństwo: przeciwieństwo, a zarazem napięcie. Jest to przeciwieństwo pomiędzy ciałem a duchem, i to przede wszystkim Duchem pisanym wielką literą. "Oto, czego uczę: postępujcie według ducha, a nie spełnicie pożądania ciała. Ciało bowiem do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało, i stąd nie ma między nimi zgody, tak że nie czynicie tego, co chcecie" (Ga 5,16-17). Stąd też życie według ciała jest przeciwieństwem życia według Ducha. "Ci bowiem, którzy żyją według ciała, dążą do tego, czego chce ciało, ci zaś, którzy żyją według Ducha - do tego, czego chce Duch" (Rz 8,5) (Aud. gen., 10.12.1980).
- Wiara niewiasty kananejskiej - Mt 15,21-28
Odważna i uporczywa była (...) wiara kobiety kananejskiej. Tej kobiecie, która przyszła, by prosić o uzdrowienie córki, Jezus przedstawił plan Ojca, w którym Jego misja ograniczała się do zagubionych owiec z domu Izraela. Kananejka odpowiedziała z całą mocą swej wiary i uzyskała cud. "O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!" (Mt 15,28). (...)
Jezus odnosi się do cierpiących i obłożnie chorych w perspektywie dzieła zbawienia, dla dokonania którego został posłany. Uzdrowienia ciała stanowią część Jego zbawczego dzieła i jednocześnie są znakami wielkiego duchowego uzdrowienia, które przynosi ludzkości (Aud. gen., 18.03.1997).
- Przestroga dla uczniów, że nie rozumieją słów i czynów Chrystusa - Mt 16,5-12
Posłannictwo Syna i posłannictwo Ducha Świętego spotykają się i wzajemnie dopełniają w tym poznaniu prawdy, w zwycięstwie nad fałszem. Ich działanie dokonuje się w ludzkiej duszy i w dziejach świata. Odróżnienie prawdy od fałszu jest początkiem takiego działania. Trwanie w prawdzie, a również postępowanie w prawdzie jest sprawą zasadniczą dla Apostołów i dla uczniów Chrystusa, dla Kościoła u jego początków i w coraz to nowych pokoleniach w ciągu wieków. Z tego punktu widzenia zapowiedź Ducha Prawdy ma znaczenie kluczowe. Chrystus mówi w Wieczerniku: "Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz [jeszcze] znieść nie możecie" (J 16,12). Istotnie, misja mesjańska Jezusa z Nazaretu trwała krótko - zbyt krótko, by odsłonić przed uczniami wszystkie zakresy Objawienia. Nie tylko czas był zbyt krótki, ale także przygotowanie i sama pojętność słuchaczy - ograniczona. Niejednokrotnie sami Apostołowie "byli zdumieni w duszy" (Mk 6,52), niejednokrotnie nie rozumieli (por. np. Mk 8,21). I dawali na to dowody, że nie rozumieją - lub też że rozumieją nie tak, jak należało rozumieć słowa i czyny Chrystusa (por. np. Mt 16,6-11). Tak więc w całej pełni tłumaczą się słowa Mistrza: "Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy" (J 16,13).
Pierwszym potwierdzeniem tych słów Jezusa stanie się dzień Pięćdziesiątnicy i dni następne, jak czytamy w Dziejach Apostolskich, zarówno gdy chodzi o Apostołów i ich najbliższych towarzyszy w ewangelizacji, jak też o coraz dalsze pokolenia uczniów i wyznawców Chrystusa. Wszak Ewangelia przeznaczona jest dla wszystkich narodów, a w nich - dla coraz to nowych pokoleń, które będą się rozwijać w kontekście różnych kultur i wielorakiego postępu cywilizacji i nauki. "Duch Prawdy, który od Ojca pochodzi, On będzie świadczył o Mnie" (J 15,26) - mówi Chrystus, ogarniając myślą cały bieg dziejów. Będzie świadczył, będzie ukazywał prawdziwe znaczenie Ewangelii wewnątrz Kościoła i w jego posłannictwie do świata. Stale i na każdym miejscu, w kontekście wszystkiego, co się zmienia i rozwija w życiu ludzkości, Duch Prawdy będzie doprowadzał Kościół do całej prawdy (por. J 16,13).
Pomiędzy tym, co objawia Duch Święty, i tym, co objawia Jezus, zachodzi ścisłe powiązanie. Nie chodzi tu o dwa różne, odrębne objawienia. Wynika to ze słów, w których Jezus wyraża swoją obietnicę: "Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem" (J 14,26). Przypominanie jest funkcją pamięci. Przypominając, powraca się do tego, co było, co zostało powiedziane czy dokonane, odnawiając w świadomości rzeczy przeszłe, sprawiając, że one niejako odżywają. Jednakże posłannictwo Ducha Świętego, Ducha Prawdy obdarzone Boską mocą, nie pozostaje skierowane tylko do przeszłości jako takiej. Duch Prawdy, przypominając słowa i czyny oraz całą zbawczą tajemnicę Chrystusa, uobecnia je stale w Kościele, sprawia, że stale są aktualne, a równocześnie przyoblekają się w aktualność Kościoła - wspólnoty zbawienia. Dzięki działaniu Ducha Świętego Kościół nie tylko pamięta prawdę, ale trwa w prawdzie otrzymanej od swego Pana. W ten sposób wypełniają się także słowa Chrystusa: "On będzie świadczył o Mnie" (J 15,26). Świadectwo Ducha Prawdy kształtuje wciąż żywą obecność Chrystusa, siłę Ewangelii, coraz pełniejsze spełnienie Odkupienia, stałe objawianie prawdy i cnót. W ten sposób Duch Święty doprowadza Kościół do wszelkiej prawdy.
Ta prawda zawiera się w Ewangelii, a przynajmniej wynika z jej treści. To, co objawi Duch Święty, zostało już powiedziane przez Chrystusa. Sam Chrystus zwraca na to uwagę, mówiąc o Duchu Świętym: "Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek usłyszy (...). On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi" (J 16,13-14). Chrystus otoczony chwałą przez Ducha Prawdy - to przede wszystkim Chrystus ukrzyżowany, odarty ze wszystkiego i wyniszczony w swym człowieczeństwie dla odkupienia świata. To właśnie za sprawą Ducha Świętego słowo krzyża musiało być przyjęte przez uczniów, którym sam Mistrz powiedział: "ale teraz [jeszcze] znieść nie możecie" (J 16,12). Przed tymi słabymi ludźmi pojawiło się widmo krzyża. Jak głęboko trzeba było sięgnąć do umysłów i serc, aby dostrzegły chwałę Odkupienia, jaka właśnie w krzyżu się dopełniła! Aby każdego z nich wewnętrznie przekonać i przemienić, przygotowując naprzód na dzień Pięćdziesiątnicy, a następnie do posłannictwa apostolskiego pośród narodów i pokoleń. Duch Święty, mówi Jezus, otoczy Mnie chwałą, ponieważ z mojego weźmie, aby wam objawić (por. J 16,14). Tylko Duch, który według św. Pawła przenika głębokości Boga (por. 1 Kor 2,10), może też stale sięgać do tej głębi tajemnic Syna-Słowa w Jego synowskiej relacji do Ojca oraz Jego odkupieńczej relacji do świata, do człowieka wszystkich czasów. Tylko też On, Duch Prawdy, może otwierać ludzkie umysły i serca, czyniąc je podatnymi na przyjmowanie niewysłowionej tajemnicy Boga i jego Syna wcielonego, ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, Pana naszego Jezusa Chrystusa.
"Duch Prawdy (...) oznajmi wam rzeczy przyszłe" (J 16,13), mówi Jezus. Co oznacza ta profetyczna i eschatologiczna wizja przyszłości Kościoła, w której cała droga dziejowa, do przebycia której jest on powołany, znajduje się - według słów Jezusa - w zasięgu oddziaływania Ducha Świętego? Oznacza ona zdążanie ku spotkaniu z uwielbionym Chrystusem, do którego Kościół pod natchnieniem Ducha Świętego woła: "Przyjdź, Panie Jezu!" (Ap 22,20). Duch Święty prowadzi Kościół do stałego postępu w rozumieniu objawionej prawdy. On czuwa nad jej nauczaniem i przechowywaniem w Kościele, a także nad jej stosowaniem w zmieniających się sytuacjach dziejowych. Pobudza i prowadzi do rozwoju wszystkiego, co służy poznaniu i rozszerzaniu tej prawdy, a przede wszystkim do rozwoju egzegezy Pisma Świętego i badań teologicznych, które nie mogą się nigdy odłączyć od kierownictwa Ducha Prawdy ani od Magisterium Kościoła, w którym ten Duch nieustannie działa (Aud. gen., 17.05.1989).
- Tobie dam klucze królestwa niebieskiego - Mt 16,13-20
Po zapytaniu: "Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?" (16,13), Jezus kieruje bardziej bezpośrednie pytanie do Apostołów: "A wy za kogo Mnie uważacie?" (16,15). Znaczący już jest fakt, że w imieniu Dwunastu odpowiada Szymon: "Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego" (16,16). Można by pomyśleć, że Szymon spełnia rolę rzecznika Dwunastu ze względu na swą silną i bardziej impulsywną osobowość. Być może ten element również wchodzi w rachubę. Jezus jednak przypisuje odpowiedź szczególnemu objawieniu ze strony Ojca Niebieskiego: "Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie" (Mt 16,17). Pomijając wszystkie uwarunkowania związane z temperamentem, charakterem, przynależnością etniczną i pochodzeniem społecznym (ciało i krew), należy podkreślić, że Szymon otrzymuje z wysoka oświecenie i natchnienie, które Jezus określa jako objawienie. W mocy tego objawienia Szymon wyznaje wiarę w imieniu Dwunastu.
A oto stwierdzenie Jezusa, którego uroczysta forma ukazuje zobowiązujący i konstytutywny sens, jaki Mistrz chce mu nadać: "Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr" (Mt 16,18). Tak, stwierdzenie ma formę uroczystą: "Ja tobie powiadam". Angażuje ono suwerenny autorytet Jezusa. Jest to słowo objawienia, i to objawienia skutecznego: to, co mówi, dokonuje się. Szymon otrzymuje nowe imię - znak nowego posłannictwa. Nadanie tego imienia potwierdzają Marek (3,16) oraz Łukasz (6,14), gdy opowiadają o wyborze Dwunastu. Mówi o tym również Jan, dodając, że Jezus posłużył się aramejskim słowem kefa, przetłumaczonym na grecki jako petros (por. J 1,42).
Wiemy, że słowo aramejskie kefa, którym się posłużył Jezus, podobnie jak odpowiadające mu słowo greckie petros, oznaczają skałę. W Kazaniu na Górze Jezus posłużył się przykładem człowieka roztropnego, który dom swój zbudował na skale (por. Mt 7,24). Zwracając się z kolei do Szymona, Jezus mówi mu, że dzięki swej wierze, będącej Bożym darem, stał się on jak skała, na której można wznieść budowlę nie do zburzenia. Jezus oznajmia następnie, że postanowił wznieść na tej skale ową budowlę, czyli swój Kościół. W innych tekstach Nowego Testamentu znajdujemy analogiczne obrazy, choć nie identyczne. W niektórych Jezus nie jest nazywany skałą, na której wznosi się budowlę, lecz kamieniem służącym do budowy: kamieniem węgielnym zapewniającym spójność budowli. Budowniczym nie jest więc Jezus, lecz Bóg Ojciec (por. Mk 12,10-11; 1 P 2,4-7). Mamy tu zatem do czynienia z odmiennymi punktami widzenia.
Z innej jeszcze perspektywy Paweł przypomina Koryntianom, że jako roztropny budowniczy położył fundament ich Kościoła, a następnie dodaje, że tym fundamentem jest Jezus Chrystus (por. 1 Kor 3,10-11). W różnorodności perspektyw można jednak dostrzec wspólny element, pozwalający wysnuć wniosek, że nadając Szymonowi Piotrowi nowe imię, Jezus dopuścił go do uczestnictwa w swym posłannictwie jako fundamentu. Pomiędzy Chrystusem i Piotrem występuje relacja instytucjonalna, sięgająca korzeniami głębokiej rzeczywistości, w której Boże powołanie przyjmuje postać szczególnej misji, zleconej przez Mesjasza. Jezus mówi dalej: "na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą" (Mt 16,18). Słowa te świadczą o tym, że Jezus zamierza zbudować swój Kościół z myślą o specyficznej misji i władzy, którą w swoim czasie nada Szymonowi. Jezus mówi, że Szymon Piotr jest fundamentem, na którym wzniesiony będzie Kościół. Relacja Chrystus - Piotr znajduje więc swoje odniesienie w relacji Piotr - Kościół. Nadaje jej wartość oraz odsłania jej sens teologiczny i duchowy, który obiektywnie i eklezjalnie stanowi podstawę wymiaru prawnego.
Mateusz jest jedynym Ewangelistą, który podaje te słowa. W związku z tym należy przypomnieć, że tylko on - Mateusz - zebrał szczególnie znaczące wspomnienia o Piotrze (por. Mt 14,28-31), być może mając na uwadze wspólnoty, dla których pisał swoją Ewangelię i którym chciał wpoić nowe pojęcie zgromadzenia zwołanego w imieniu Chrystusa, obecnego w Piotrze. Z drugiej strony, nowe imię Piotr, nadane przez Jezusa Szymonowi, potwierdzają inni Ewangeliści, nie zaprzeczając interpretacji tego imienia podanej przez Mateusza. Zresztą nie wiadomo, jaki inny sens mogłoby ono mieć.
Tekst Ewangelisty Mateusza (16,15-18) przedstawiający Piotra jako fundament Kościoła stanowił przedmiot zarówno wielu dyskusji, których przytoczenie zajęłoby nam wiele miejsca, jak i kontestacji, mających swe źródło nie tyle w dowodach zaczerpniętych z kodeksów biblijnych i tradycji chrześcijańskiej, co w trudności, jakiej przysparza zrozumienie misji oraz władzy Piotra i jego następców. Nie wchodząc w szczegóły, ograniczamy się tu jedynie do stwierdzenia, że słowa Jezusa przekazane przez Mateusza mają niewątpliwie charakter semicki, zauważalny również w przekładzie greckim i łacińskim. Stanowią ponadto nowość trudną do wytłumaczenia w kontekście kultury i religii żydowskiej, w jakim przedstawia je Ewangelista. W judaizmie żadnemu ówczesnemu przywódcy religijnemu nie przypisywano roli kamienia węgielnego. Natomiast Jezus przypisuje ją Piotrowi. Na tym polega wielka nowość wniesiona przez Jezusa. Nie mógł to być wytwór ludzkiego umysłu - ani w przypadku Mateusza, ani późniejszych autorów.
Musimy również zauważyć, że Skałą, o której mówi Jezus, jest osoba Szymona. Jezus mówi mu: "Ty jesteś Kefas". Kontekst tego stwierdzenia pozwala nam lepiej zrozumieć sens pojęcia Ty - osoba. Gdy Szymon powiedział, kim jest Jezus, Jezus mówi, kim jest Szymon w Jego planie budowy Kościoła. Szymon zostaje wprawdzie nazwany Skałą po wyznaniu wiary, co zakłada relację pomiędzy wiarą i funkcją skały otrzymaną przez Szymona.
Lecz charakter skały zostaje przypisany osobie Szymona, a nie jednemu z jego czynów, chociaż były one szlachetne i miłe Jezusowi: słowo skała wyraża byt trwały, istniejący, odnosi się więc bardziej do osoby niż do jej czynu, z natury przemijającego. Potwierdzają to następne słowa Jezusa, który oznajmia również, że bramy piekielne, czyli siły śmierci, nie przemogą go. To wyrażenie można odnieść zarówno do Kościoła, jak i do skały. W każdym razie, zgodnie z logiką wywodu, Kościół zbudowany na skale nie może ulec zniszczeniu. Trwałość Kościoła związana jest ze skałą. Relacja Piotr - Kościół odtwarza związek między Kościołem i Chrystusem. Jezus mówi bowiem: "Kościół mój". Oznacza to, że Kościół będzie zawsze Kościołem Chrystusowym. Kościołem należącym do Chrystusa. Nie staje się on Kościołem Piotra. Jednak - jako Kościół Chrystusowy - zbudowany jest na Piotrze, który jest Kefasem - Skałą w imieniu i w mocy Chrystusa.
Ewangelista Mateusz przytacza inną jeszcze metaforę, za pomocą której Jezus wyjaśnia Szymonowi Piotrowi oraz pozostałym Apostołom swój zamiar wobec niego: "I tobie dam klucze królestwa niebieskiego" (16,19). Zauważmy od razu, że według tradycji biblijnej klucze królestwa posiada Mesjasz. Istotnie, stosując wyrażenia proroka Izajasza, Apokalipsa przedstawia Chrystusa w następujących słowach: "Święty, Prawdomówny, Ten, co ma klucz Dawida, Ten, co otwiera, a nikt nie zamknie, i Ten, co zamyka, a nikt nie otwiera" (Ap 3,7). Tekst Izajasza (por. 22,22), poświęcony Eliakimowi, jest profetyczną zapowiedzią ery mesjańskiej, w której klucz służy do otwierania i zamykania nie domu Dawidowego (jako budynku lub dynastii), lecz królestwa niebieskiego: tej nowej, transcendentnej rzeczywistości, zapowiedzianej i przyniesionej przez Jezusa.
Jezus jest bowiem, według Listu do Hebrajczyków, Tym, który dzięki swojej ofierze wszedł do świątyni niebieskiej (por. Hbr 9,24): posiada do niej klucze i otwiera jej bramę. Owe klucze Jezus wręcza Piotrowi, który otrzymuje w ten sposób władzę nad królestwem, którą będzie wykonywał w imieniu Chrystusa jako Jego zarządca i głowa Kościoła: domu gromadzącego wierzące w Chrystusa dzieci Boże. Jezus mówi bowiem do Piotra: "cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie" (Mt 16,19). Jest to następne porównanie, jakim posługuje się Jezus, by objawić swą wolę powierzenia Piotrowi władzy powszechnej i całkowitej, zagwarantowanej i uwiarygodnionej przez aprobatę nieba. Nie chodzi tylko o władzę ogłaszania prawd nauki lub ogólnych dyrektyw działania: według Jezusa jest to władza związywania i rozwiązywania, inaczej mówiąc podejmowania wszystkich działań, jakich potrzebuje życie i rozwój Kościoła. Opozycja: związywać - rozwiązywać służy ukazaniu pełni władzy.
Należy jednak dodać od razu, że celem tej władzy jest otwarcie dostępu do królestwa, a nie zamykanie go: otwieranie, czyli umożliwianie wejścia do królestwa niebieskiego, a nie stawianie przeszkód, co równałoby się zamykaniu. Taki jest właściwy cel posługi Piotrowej, zakorzeniony w odkupieńczej ofierze Chrystusa, który przyszedł, by zbawiać i stać się Bramą oraz Pasterzem wszystkich we wspólnocie jednej owczarni (por. J 10,7.11.16). Przez swoją ofiarę Chrystus stał się Bramą Owczą, której zapowiedzią była brama wzniesiona przez arcykapłana Eliasziba i jego braci kapłanów odbudowujących mury Jerozolimy w połowie V w. przed Chrystusem (por. Ne 3,1). Mesjasz jest prawdziwą bramą Nowego Jeruzalem, zbudowanego dzięki Jego krwi przelanej na krzyżu. Klucze tej bramy powierzył On Piotrowi, by był sługą Jego zbawczej władzy w Kościele (Aud. gen., 25.11.1992).
- Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie - Mt 16,21-27
Chrystus dokonuje wyzwolenia człowieka poprzez prawdę swej Ewangelii, której słowem ostatnim i definitywnym jest krzyż i zmartwychwstanie. Przez swą paschalną ofiarę Chrystus wyzwala człowieka z niewoli grzechu do nowego życia. Odkupienie stało się nowym stworzeniem: z odkupieńczej ofiary wraz ze zmartwychwstaniem Odkupiciela bierze początek nowe człowieczeństwo. Bóg stwarza za cenę Chrystusowej ofiary nowego człowieka "w sprawiedliwości i prawdziwej świętości" (Ef 4,24), człowieka, który staje się czcicielem Boga "w Duchu i prawdzie" (J 4,23). Osoba Jezusa Chrystusa posiada dla tego nowego człowieka znaczenie doskonałego wzoru, czyli ideału. Ten, który w swym własnym człowieczeństwie był doskonałym "obrazem Boga niewidzialnego" (Kol 1,15), staje się poprzez swoje ziemskie życie, poprzez wszystko, co "czynił i czego nauczał" (Dz 1,1), a nade wszystko przez swą ofiarę, widzialnym wzorem dla ludzi. Wzorem najdoskonalszym.
Wchodzimy tutaj w obręb tematu naśladowania Chrystusa, który jest wyraźnie obecny zarówno w przekazach ewangelicznych, jak też i innych pismach apostolskich, jakkolwiek sam wyraz naśladowanie raczej nie pojawia się w samych Ewangeliach. Chrystus wzywa swych uczniów, ażeby szli w Jego ślady (greckie akolutheíto tłumaczone jest przez naśladuje). "Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje" (Mt 16,24; por. także J 12,26).
Dopiero u św. Pawła znajdujemy ten wyraz, gdy Apostoł pisze: "Bądźcie naśladowcami (gr. mimetái) moimi, tak jak ja jestem naśladowcą Chrystusa" (1 Kor 11,1). Gdzie indziej zaś: "A wy, przyjmując słowo pośród wielkiego ucisku, z radością Ducha Świętego, staliście się naśladowcami naszymi i Pana" (1 Tes 1,6). Jednakże sam wyraz nie jest tu najważniejszy. Najważniejszy jest fakt, iż całe życie i postępowanie Chrystusa uwieńczone ofiarą krzyża z miłości za braci pozostaje trwałym wzorem i ideałem. Skłania więc i wzywa nie tylko do poznania, ale nade wszystko do naśladowania. Chrystus zresztą mówi w Wieczerniku, po umyciu nóg Apostołom: "Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem" (J 13,15).
Wypowiadając te słowa, Chrystus ma na myśli nie tylko gest obmycia nóg, ale całe swoje życie, które uważa za pokorną służbę. Każdy z uczniów otrzymuje wezwanie, by iść w ślady Syna Człowieczego, który "nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu" (Mt 20,28). To właśnie w świetle tego życia, tej miłości, tego ubóstwa, tej wreszcie ofiary - naśladowanie Chrystusa staje się wymogiem dla wszystkich Jego uczniów i wyznawców. Staje się niejako zrębem ewangelicznego, chrześcijańskiego etosu.
Na tym polega równocześnie owo wyzwolenie do nowego życia, o którym była mowa w poprzednich katechezach. Chrystus nie przekazał ludzkości tylko wspaniałej teorii, lecz objawił, w jakim znaczeniu i w jakim kierunku ma się dokonywać zbawcza przemiana człowieka starego - człowieka grzechu, w człowieka nowego. Ta przemiana egzystencjalna, a w konsekwencji moralna, ma sięgać najpierwotniejszego wzoru, według którego człowiek został stworzony. Tylko do istoty stworzonej na obraz i podobieństwo Boga mogą być skierowane takie słowa, jakie czytamy w Liście do Efezjan: "Bądźcie więc naśladowcami Boga, jako dzieci umiłowane, i postępujcie drogą miłości, bo i Chrystus was umiłował i samego siebie wydał za nas w ofierze" (5,1-2).
Chrystus jest więc wzorem na drodze tego naśladowania Boga. Równocześnie zaś On jeden czyni to naśladowanie możliwym do urzeczywistnienia, kiedy poprzez odkupienie daje nam uczestnictwo w Bożym życiu. W tym punkcie Chrystus staje się wzorem nie tylko doskonałym, ale wzorem skutecznym. Korzeniem samym nowego podobieństwa do Boga w Chrystusie, a zatem również korzeniem naśladowania samego Chrystusa jako doskonałego wzoru - staje się dar, czyli łaska życia Bożego za sprawą paschalnej tajemnicy Odkupienia człowieka. Z tego źródła czerpią swoją moc i swoją skuteczność takie wezwania, jak u św. Pawła (do Filipian): "Jeśli więc jest jakieś napomnienie w Chrystusie, jeśli - jakaś moc przekonująca Miłości, jeśli jakiś udział w Duchu, jeśli jakieś serdeczne współczucie - dopełnijcie mojej radości przez to, że będziecie mieli te same dążenia: tę samą miłość i wspólnego ducha, pragnąc tylko jednego, a niczego nie pragnąc dla niewłaściwego współzawodnictwa ani dla próżnej chwały, lecz w pokorze oceniając jedni drugich za wyżej stojących od siebie. Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, ale także i drugich!" (Flp 2,1-4).
Skąd taka pareneza? Skąd takie wezwanie i takie wymagania pod adresem Filipian? Cała odpowiedź zawiera się w następnych wersetach Listu: Takie dążenie było w Jezusie Chrystusie i takie dążenie niech też was ożywia (por. Flp 2,5). Wszak Chrystus "przyjąwszy postać sługi (...) uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej" (Flp 2,7-8). Apostoł dotyka tego, co stanowi punkt centralny i newralgiczny całego dzieła odkupienia, jakiego dokonał Chrystus. Tu znajduje się też pełnia zbawczego wzoru dla każdego z odkupionych i szczytowy punkt naśladowania Mistrza. Również List św. Piotra głosi to samo: "to się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia. Do tego bowiem jesteście powołani. Chrystus przecież również cierpiał za was i zostawił wam wzór, abyście szli za Nim Jego śladami" (1 P 2,20-21).
Cierpienie ma w życiu ludzkim znaczenie moralnej próby. Jest to nade wszystko próba sił ducha ludzkiego. Próba taka ma znaczenie wyzwalające: wyzwala ukryte siły ducha, pozwala im się ujawnić - a równocześnie staje się okazją wewnętrznego oczyszczenia. Tu stosują się słowa z przypowieści Chrystusa o krzewie winnym i latoroślach: Ojciec, Ten, który uprawia winnicę, "każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy" (J 15,2). Otóż owoc ów zależy od tego, czy trwamy (jako latorośle) w Chrystusie, szczepie winnym, w Jego odkupieńczej Ofierze, gdyż bez Niego nic nie możemy uczynić (por. J 15,5). Natomiast, jak gdzie indziej głosi Apostoł Paweł: "Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia" (Flp 4,13). A Chrystus sam powiedział: "Kto we Mnie wierzy (...) będzie dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję" (J 14,12).
Wiara w tę przemieniającą człowieka moc Chrystusa ma swe najgłębsze korzenie w odwiecznym Bożym zamierzeniu co do ludzkiego zbawienia: "Tych, których [Bóg] od wieków poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był pierworodnym między wielu braćmi" (Rz 8,29). Po to też Ojciec oczyszcza każdą z winnych latorośli, jak słyszymy w przypowieści (J 15,2). Na tej zaś drodze dokonuje się stopniowe przeobrażenie chrześcijanina wedle wzoru Chrystusa. W Nim "wpatrujemy się w jasność Pańską jakby w zwierciadle; za sprawą Ducha Pańskiego, coraz bardziej jaśniejąc, upodabniamy się do Jego obrazu" - mówi Apostoł w Drugim Liście do Koryntian (3,18). Jest to proces duchowy, życiodajny - proces, w którym owocuje śmierć Chrystusa, przeprowadzając nas w paschalny wymiar Jego zmartwychwstania. Proces ten zapoczątkowuje w każdym z nas chrzest jako sakrament śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, jak czytamy w Liście do Rzymian: "przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim [Chrystusem] pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie - jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca" (6,4). Proces tej zbawczej przemiany w Chrystusie rozwija się w nas, "aż dojdziemy wszyscy razem (...) do człowieka doskonałego, do miary wielkości według Pełni Chrystusa" (Ef 4,13) (Aud. gen., 17.08.1988).
- Przemienienie Pańskie - Mt 17,1-9
"Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: "Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza" (Mk 9,2-5). Wtedy właśnie odezwał się głos: "To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie" (Mk 9,7). To niezwykłe objawienie synostwa Bożego Jezusa trwało krótko. Kiedy Apostołowie podnieśli oczy, nie widzieli już nikogo innego, tylko samego Jezusa, który - pisze dalej Ewangelista - "gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych" (Mk 9,9). Tak więc słyszymy wraz z Apostołami zapowiedź zmartwychwstania. Słyszymy ją, zdążając wraz z nimi do Jerozolimy, gdzie raz jeszcze przeżyjemy tajemnicę męki i śmierci Pana. (...)
Przemienienie Pańskie, które - jak głosi Tradycja - dokonało się na górze Tabor, wysuwa na pierwszy plan osobę i działanie Boga Ojca, obecnego u boku Syna w sposób niewidzialny, ale rzeczywisty... Narodzony dla nas i dla naszego zbawienia z Maryi Dziewicy, Jezus dobrowolnie złożył samego siebie w jedynej ofierze, raz na zawsze, jako żertwa przebłagalna za nasze grzechy, i w ten sposób zdobył dla nas całkowite i ostateczne zbawienie (por. Hbr 10,5-10). Po tej ofierze Syna Bożego już żadna inna ludzka ofiara nie jest potrzebna, ponieważ ofiara Chrystusa na krzyżu ogarnia sobą i przewyższa wszystkie inne, jakie człowiek mógłby składać Bogu. Znajdujemy się tutaj w centrum tajemnicy paschalnej. Z Taboru, góry przemienienia, szlak wielkopostny prowadzi nas na Kalwarię, górę najwyższej ofiary jedynego Kapłana Nowego i Wiecznego Przymierza. Jego ofiara krzyżowa nosi w sobie najgłębszą moc przemieniania człowieka i historii. Wziąwszy na siebie wszystkie konsekwencje zła i grzechu, Jezus zmartwychwstanie trzeciego dnia i wyjdzie z tego bolesnego doświadczenia jako zwycięzca śmierci, piekła i szatana. Okres Wielkiego Postu przygotowuje nas do osobistego udziału w tej wielkiej tajemnicy wiary, którą będziemy przeżywać podczas triduum męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Prośmy Pana, abyśmy mogli się do tego należycie przygotować: "Jezu, umiłowany Synu Ojca, pozwól nam słuchać Ciebie i iść za Tobą aż na Kalwarię, aż do krzyża, abyśmy mogli mieć z Tobą udział w chwale zmartwychwstania". Amen! (...)
Na górze Tabor lepiej rozumiemy, że droga krzyża i droga chwały są nierozdzielne. Chrystus, wypełniając do końca plan Ojca, w którym było zapisane, że będzie musiał cierpieć, żeby wejść do swej chwały (por. Łk 24,26), doświadcza przed czasem blasku zmartwychwstania. Również i my, każdego dnia niosąc krzyż z wiarą przepełnioną miłością, poznajemy oprócz jego ciężaru i surowości także jego moc, która odnawia i pociesza. Podobnie jak Jezus, otrzymujemy owo wewnętrzne światło, zwłaszcza podczas modlitwy. Kiedy serce zostaje zdobyte przez Chrystusa, odmienia się życie. Najbardziej wielkoduszne i przede wszystkim trwałe wybory są owocem głębokiego i długotrwałego zjednoczenia z Bogiem w modlitewnej ciszy. Prośmy Pannę Maryję, która umiała milczeć i potrafiła ustrzec światło wiary nawet w najmroczniejszych godzinach, o łaskę przeżycia Wielkiego Postu w klimacie modlitwy. Niech Maryja oświeca nasze serca i pomaga wiernie wypełniać Boże plany w każdych okolicznościach (Homilia, 23.02.1997).
- Uwolnienie z opętania - Mt 17,14-21
Pismo Święte, a zwłaszcza Nowy Testament, na wielu miejscach mówi o tym, że panowanie i działanie szatana i innych złych duchów obejmuje cały świat. (...) I stąd też te liczne wezwania do czujności (por. Mt 26,41; 1 P 5,8), do modlitwy i postu (por. Mt 17,21). Stąd dobitne stwierdzenie Pana Jezusa: "Ten rodzaj można wyrzucić tylko modlitwą" (Mk 9,29). Działalność szatana w stosunku do ludzi objawia się przede wszystkim w kuszeniu do zła. Zły duch usiłuje wpłynąć na człowieka, na jego wyobraźnię oraz wyższe władze jego duszy, by odwrócić je od prawa Bożego. Szczytowym przejawem tego działania jest kuszenie samego Chrystusa (por. Łk 4,3-13), w którym szatan usiłuje stanąć na przeszkodzie ustanowionym przez Boga wymogom ekonomii zbawienia.
W pewnych wypadkach działalność złego ducha wywiera wpływ nie tylko na rzeczy materialne, ale może posunąć się również do owładnięcia ciałem człowieka; wtedy mówimy o opętaniu (por. Mk 5,2-9). Nie zawsze łatwo jest określić to, co w tego rodzaju wypadkach jest wynikiem działania sił nadprzyrodzonych. Kościół nie popiera i nie może popierać tendencji do zbyt pochopnego przypisywania wielu faktom bezpośredniego działania demona. Zasadniczo nie może jednak zaprzeczyć temu, że szatan, powodowany chęcią szkodzenia i prowadzenia do zła, może posunąć się do tego krańcowego przejawu swojej wyższości (...)
Wstrząsające słowa Jana Apostoła: "cały (...) świat leży w mocy złego" (1 J 5,19) wskazują na obecność szatana w historii ludzkości, która nasila się, w miarę jak człowiek i społeczeństwa odsuwają się od Boga. Wówczas też wpływ złego ducha może się pełniej i skuteczniej zakonspirować, co z pewnością odpowiada jego interesom. Najskuteczniej może działać wówczas, gdy udaje mu się skłonić człowieka, by zaprzeczył jego istnieniu w imię racjonalizmu lub jakiegokolwiek innego prądu myślowego, który nie chce wiedzieć o jego działaniu w świecie. Oczywiście, działalność szatana nie eliminuje wolnej woli oraz odpowiedzialności człowieka ani nie niweczy zbawczego działania Chrystusa. Chodzi tu raczej o konflikt pomiędzy ciemnymi siłami zła a siłą odkupienia. Jakże przejmujące są w związku z tym słowa, które Chrystus u progu swej męki wypowiedział do Piotra: "Szymonie, oto szatan domagał się, żeby was przesiać jak pszenicę; ale Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara" (Łk 22,31-32).
Rozumiemy więc teraz, dlaczego Pan Jezus w tak stanowczy sposób kończy modlitwę królestwa Bożego Ojcze nasz, której nas nauczył, w odróżnieniu do wielu innych modlitw tamtych czasów, przypominając nam o tym, że w życiu jesteśmy stale narażeni na podstępne działanie Zła - Złego. Chrześcijanin, zwracając się do Ojca w duchu Jezusa i wzywając Jego królestwa, woła z całą mocą swojej wiary: nie wódź nas na pokuszenie, wybaw nas od Zła, ode Złego. Spraw, Panie, byśmy nie zgrzeszyli niewiernością, do której namawia nas ten, który od samego początku był niewierny (Aud. gen., 13.08.1986).
- Dzieci i królestwo niebieskie - Mt 18,1-6
Pan Jezus powiedział Apostołom: "Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im", i dodał: "do takich bowiem należy królestwo Boże" (Mk 10,14). Innym razem przed spierającymi się o pierwszeństwo Apostołami Jezus postawił dziecko i powiedział: "Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego" (Mt 18,3). Wypowie wówczas słowa, które zawierają w sobie bardzo surowe ostrzeżenie: "Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza" (Mt 18,6).
Jak ważne jest dziecko w oczach Pana Jezusa! Można by wręcz powiedzieć, że Ewangelia jest głęboko przeniknięta prawdą o dziecku. Można by ją nawet w całości odczytywać jako Ewangelię dziecka. Co to znaczy: "Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego?" Czyż Pan Jezus nie stawia dziecka za wzór także ludziom dorosłym? Jest coś takiego w dziecku, co winno się odnaleźć we wszystkich ludziach, jeżeli mają wejść do królestwa niebieskiego. Niebo jest dla tych, którzy są tak prości jak dzieci, tak pełni zawierzenia jak one, tak pełni dobroci i czyści. Tylko tacy mogą odnaleźć w Bogu swojego Ojca i stać się za sprawą Jezusa również dziećmi Bożymi.
Czyż to nie jest główne orędzie Bożego Narodzenia? Czytamy u św. Jana: "A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas" (J 1,14), i dalej: "Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi" (J 1,12). Dziećmi Bożymi! (...) Pan Jezus darzy dzieci czułą i hojną miłością. Darzy je błogosławieństwem i - bardziej niż komukolwiek innemu - zapewnia im miejsce w królestwie niebieskim (por. Mt 19,13-15; Mk 10,14). Szczególnie wysoko stawia czynną rolę, jaką dzieci pełnią w królestwie Bożym: są one wymownym symbolem i wspaniałym obrazem spełnienia tych warunków moralnych i duchowych, jakie są nieodzowne, by wejść do królestwa Bożego i żyć w całkowitym zawierzeniu się Bogu: "Zaprawdę powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim. I kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje" (Mt 18,3-5; por. Łk 9,48).
Dzieci przypominają nam, że misyjna płodność Kościoła czerpie życie nie z ludzkich środków i zasług, lecz jest całkowicie bezinteresownym darem Boga. Niewinność i łaska obecne w życiu dzieci, ale także zadawane im niesprawiedliwie cierpienia, stają się - mocą Chrystusowego Krzyża - źródłem duchowego ubogacenia dla nich i dla całego Kościoła. Wszyscy musimy uświadomić to sobie z żywą wdzięcznością. Należy również pamiętać o tym, że okres dzieciństwa dostarcza cennych możliwości działania, które przyczynią się zarówno do budowania Kościoła, jak i do humanizacji społeczeństwa. Sobór podkreśla dobroczynną i twórczą obecność dzieci w rodzinie, Kościele domowym: "Dzieci zaś, jako żywi członkowie rodziny, przyczyniają się na swój sposób do uświęcenia rodziców". To samo wypada o nich powiedzieć w odniesieniu do Kościoła partykularnego i powszechnego. Zwrócił na to uwagę już w XV wieku Jean Gerson, teolog i wychowawca, mówiąc, iż "nie można lekceważyć tej części Kościoła, którą tworzą dzieci i młodzież". (...)
Jezus odwracał powszechny sposób myślenia. Dorośli powinni uczyć się dróg Bożych od dzieci: naśladując ich umiejętność zaufania i zawierzenia, mogą nauczyć się wołać z należną ufnością: "Abba, Ojcze!" Stać się jak dzieci - całkowicie oddane Ojcu, pełne ewangelicznej cichości - to nakaz etyczny, ale także podstawa nadziei. Nawet w sytuacjach, gdy trudności są tak ogromne, że odbierają odwagę, a moce zła tak się panoszą, że budzą lęk, człowiek, który potrafi zdobyć się na dziecięcą prostotę, może odzyskać nadzieję, zwłaszcza jeżeli jest świadom, że może liczyć na Boga, który pragnie pojednania wszystkich ludzi we wspólnocie żyjącej w pokoju Jego królestwa; ale nadzieję może odzyskać także ten, kto - nawet jeśli nie ma udziału w darze wiary - uznaje wartości przebaczenia i solidarności i dostrzega w nich, nie bez ukrytego działania Ducha, możliwość odnowienia oblicza ziemi (List Tra pochi, 2).
- Aniołowie w Piśmie Świętym - Mt 18,10
Aniołami nazywa Pismo Święte oraz Tradycja te czyste duchy, które w podstawowej próbie wolności wybrały Boga, Jego chwałę oraz Jego królestwo. Są one zjednoczone z Bogiem przez uświęcającą miłość, która płynie z jasnego i uszczęśliwiającego widzenia Trójcy Przenajświętszej. "Aniołowie (...) w niebie - mówi Chrystus - wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie" (Mt 18,10). Owo wpatrywanie się w oblicze Ojca jest najwyższym przejawem adoracji Boga. Można powiedzieć, że w nim spełnia się owa niebiańska liturgia w imieniu całego kosmosu, z którą nasza ziemska liturgia Kościoła łączy się stale, a zwłaszcza w swoich momentach szczytowych. Wystarczy przypomnieć akt, w którym Kościół na całym świecie, codziennie i o każdej porze, przed rozpoczęciem Modlitwy Eucharystycznej w centralnym punkcie Mszy Świętej, odwołuje się do Aniołów i Archaniołów, by śpiewać chwałę Boga po trzykroć Świętego, jednocząc się z tymi pierwszymi adoratorami Boga w oddawaniu czci i w miłosnym poznaniu niewypowiedzianej tajemnicy Jego świętości.
Uczestnicząc w życiu Trójcy poprzez światło chwały, aniołowie są - wedle świadectwa Objawienia - powołani także do tego, aby w momentach określonych planem Bożej Opatrzności uczestniczyć w dziejach zbawienia ludzi. "Czyż nie są oni wszyscy duchami przeznaczonymi do usług, posłanymi na pomoc tym, którzy mają posiąść zbawienie?" - pyta autor Listu do Hebrajczyków (1,14). W to wierzy i tego naucza Kościół w oparciu o Pismo Święte, z którego dowiadujemy się, iż zadaniem dobrych aniołów jest ochrona ludzi i troska o ich zbawienie (Aud. gen., 6.08.1986).
- Upomnienie braterskie - Mt 18,15-20
Krytyka jest pożyteczna we wspólnocie, która zawsze potrzebuje przemiany i powinna starać się usuwać niedoskonałości. W wielu przypadkach pomaga jej postąpić naprzód. Jeśli jednak krytyka pochodzi od Ducha Świętego, musi ją ożywiać pragnienie postępu w prawdzie i miłości. Nie może być przepełniona goryczą. Nie może prowadzić do obrazy drugiego człowieka, przez czyny lub sądy uwłaczające czci osób lub grup. Musi ją przenikać szacunek oraz braterska i synowska miłość, która każe unikać niewłaściwego rozgłosu i kierować się wskazaniami Chrystusa dotyczącymi upomnienia braterskiego (por. Mt 18,15-16). (...)
Miłość Chrystusa przezwycięża również podziały społeczne. Nie akceptuje nienawiści ani walki klas. Kościół pragnie jedności wszystkich w Chrystusie, sam stara się żyć oraz zachęca i uczy innych żyć miłością ewangeliczną, okazywaną również tym, których w pewnych środowiskach uważa się za wrogów. Spełniając przykazanie miłości Chrystusa, Kościół domaga się sprawiedliwości społecznej, a więc słusznego podziału dóbr materialnych w społeczeństwie, a także pomocy dla najuboższych, dla wszystkich znajdujących się w potrzebie. Równocześnie głosi i czynnie buduje pokój i pojednanie społeczne. Miłość Kościoła oznacza w istocie rzeczy postawę przebaczenia, wzorowaną na łagodności Chrystusa, który chociaż potępiał grzech, postępował jak przyjaciel grzeszników (por. Mt 11,19; por. Łk 19,5-10) i nie chciał ich potępiać (por. J 8,11). W ten sposób Kościół stara się odtwarzać w sobie oraz w sercach swoich dzieci wielkoduszność Jezusa, który przebaczył i prosił Ojca, by przebaczył tym, którzy skazali Go na mękę (por. Łk 23,34) (Aud. gen., 3.06.1992).
- Przebaczajcie - Mt 18,21
Jezus kładzie wielki nacisk na pojednanie braterskie, na przykład wtedy, gdy zachęca do nadstawienia drugiego policzka temu, kto nas uderzył, i do oddania płaszcza temu, kto nam zabrał suknię (por. Mt 5,38-40), a także gdy wpaja prawo przebaczenia; przebaczenia, które każdy otrzymuje w takiej mierze, w jakiej sam umie przebaczać, przebaczenia, którego trzeba udzielić również nieprzyjaciołom; przebaczenia, którego trzeba udzielić siedemdziesiąt siedem razy (por. Mt 18,21n), czyli praktycznie bez żadnego ograniczenia. Takie, możliwe do urzeczywistnienia jedynie w klimacie prawdziwie ewangelicznym, są warunki szczerego pojednania zarówno między poszczególnymi ludźmi, jak i między rodzinami, wspólnotami, narodami i ludami. Z tych danych biblijnych dotyczących pojednania wywodzić się będzie naturalnie katecheza teologiczna, łącząca w jednej syntezie także te elementy psychologii, socjologii i innych nauk ludzkich, które mogą posłużyć wyjaśnieniu sytuacji, dobremu postawieniu problemów, przekonaniu słuchaczy czy czytelników do podjęcia konkretnych decyzji. (...)
Według zapisu św. Łukasza, pierwsze zdanie Jezusa na krzyżu brzmi: "Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią" (Łk 23,34). Czyż nie są to słowa, których nam samym tak bardzo potrzeba? Kto jednak mógł się spodziewać, że zostaną one wypowiedziane przez Jezusa w takich okolicznościach, w kontekście takich wydarzeń, wobec ludzi, którzy zażądali wyroku na Niego i zadali Mu tak wiele cierpień? Ewangelia jednak nie pozostawia co do tego żadnej wątpliwości: z wysokości krzyża rozległo się słowo przebaczenie.
Skupmy swą uwagę na zasadniczych aspektach owego orędzia przebaczenia. Jezus nie tylko sam przebacza, lecz prosi Ojca, aby przebaczył tym, którzy wydali Go na śmierć, a więc także nam wszystkim. Wskazuje to na pełną szczerość Chrystusowego przebaczenia oraz na miłość, która jest jego źródłem. Stanowi to nowy fakt w historii, także w historii Przymierza...
Jezus dokonuje całkowitej przemiany owej postawy wobec Boga i wypowiada słowa zupełnie inne. Tym, którzy wyrzucają Mu, że przebywa z grzesznikami, przypomina, że już wedle natchnionego słowa Starego Testamentu Bóg chce miłosierdzia (por. Mt 9,13).
Zwróćmy też uwagę, że Jezus przebacza od razu, także wtedy, gdy przeciwnicy nie przestają okazywać Mu swojej wrogości. Przebaczenie jest Jego jedyną odpowiedzią na ich wrogość. I przebacza wszystkim, którzy - patrząc na to z ludzkiego punktu widzenia - są odpowiedzialni za Jego śmierć: nie tylko wykonawcom, żołnierzom, ale tym wszystkim, którzy z bliska lub z daleka, jawnie albo skrycie są przyczyną przebiegu wydarzeń, które doprowadziły do Jego skazania i ukrzyżowania. Dla nich wszystkich prosi o przebaczenie, za nimi się wstawia u Ojca. Dlatego Apostoł Jan, upomniawszy chrześcijan, by nie grzeszyli, dodaje: "Jeśliby nawet kto zgrzeszył, mamy Rzecznika wobec Ojca - Jezusa Chrystusa sprawiedliwego. On bowiem jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy, i nie tylko za nasze, lecz również za grzechy całego świata" (1 J 2,1-2). Po tej samej linii idzie rozumowanie Piotra Apostoła, gdy, w mowie do jerozolimskiego ludu, do wszystkich odnosi usprawiedliwienie, że działali w nieświadomości (por. Dz 3,17; Łk 23,34), i ukazuje możliwość uzyskania przebaczenia (por. Dz 3,19). Pociechą dla nas jest świadomość, że - jak czytamy w Liście do Hebrajczyków - Ukrzyżowany Chrystus, kapłan na wieki zawsze wstawia się za grzesznikami, którzy przez Niego zbliżają się do Boga (por. Hbr 7,25). (...)
On jest Rzecznikiem, Obrońcą, Parakletem (por. 1 J 2,1), który z krzyża nie oskarża tych, co Go ukrzyżowali, lecz łagodzi ich winę, stwierdzając, że nie zdają sobie sprawy z tego, co czynią. W osądzie tym jest wyrozumiałość, lecz także odpowiada on realnej prawdzie, tej, którą tylko On może zobaczyć w swych przeciwnikach i we wszystkich grzesznikach: wielu z nich może być mniej winnymi, aniżeli się wydaje. To dlatego Jezus nauczał: nie sądźcie (Mt 7,1), a teraz, na Kalwarii, sam stał się wobec Ojca rzecznikiem i obrońcą grzeszników.
To przebaczenie z krzyża jest obrazem i zasadą przebaczenia, które Chrystus chce nieść całej ludzkości przez swoją ofiarę. Ażeby wysłużyć to przebaczenie, to jest - ujmując rzecz pozytywnie - łaskę, która oczyszcza i daje życie Boże, Jezus heroicznie ofiarował siebie za całą ludzkość. Wszyscy więc ludzie, każdy człowiek w konkrecie swojego ja, tego, co w nim jest dobre, i tego, co złe, jest potencjalnie, a nawet - rzec można - intencjonalnie objęty prośbą skierowaną przez Jezusa do Ojca: "przebacz im". Niewątpliwie nas także dotyczy ta prośba o łaskę, jak gdyby o wyrozumiałość Nieba - "bo nie wiedzą, co czynią". Być może żaden grzesznik nie znajduje się całkowicie poza sferą tej nieświadomości, a więc poza zasięgiem owej prośby o przebaczenie, płynącej z pełnego czułości serca Chrystusa konającego na krzyżu. To jednak nie może nikogo pobudzać do igrania z bogactwem dobroci, tolerancji i cierpliwości Boga, do niedostrzegania w owej dobroci wezwania do nawrócenia (por. Rz 2,4). Przez zatwardziałość swego serca nieskłonnego do nawrócenia skarbiłby sobie gniew na dzień gniewu i objawienia się sprawiedliwego sądu Boga (por. Rz 2,5). A przecież i dla niego umierający Chrystus prosi Ojca o przebaczenie, nawet wtedy, jeżeli jego nawrócenie wymagałoby cudu. Wszak także i on nie wie, co czyni!
Jest rzeczą znamienną, że już w pierwszych wspólnotach chrześcijańskich orędzie przebaczenia zostało przyjęte i realizowane przez męczenników za wiarę, którzy niemal tymi samymi słowami powtarzali prośbę Jezusa do Ojca. Tak czynił św. Szczepan, pierwszy męczennik, który - jak świadczą Dzieje Apostolskie - umierając, modlił się: "Panie, nie poczytaj im tego grzechu!" (Dz 7,60). Także św. Jakub, według relacji Euzebiusza z Cezarei, w chwili męczeństwa powtarzał Chrystusową prośbę o przebaczenie. Było to zresztą wypełnianiem nauki Mistrza, który polecił: "módlcie się za tych, którzy was prześladują" (Mt 5,44). To nauczanie Jezus poparł własnym przykładem w najdonioślejszym momencie życia i pierwsi Jego wyznawcy naśladowali Go, przebaczając i prosząc o Boże przebaczenie dla swoich prześladowców.
Zostało w ich pamięci także inne wydarzenie, które miało miejsce na Kalwarii i które wchodzi w zakres orędzia krzyża, będącego orędziem przebaczenia. Jezus mówi do wiszącego obok złoczyńcy: "Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju" (Łk 23,43). Jest to wydarzenie zdumiewające, w którym widzimy działanie wszystkich wymiarów zbawczego dzieła, konkretyzującego się w przebaczeniu (Adh. Reconciliatio et paenitentia, 26).
KRÓLESTWO NIEBIESKIE
W PERSPEKTYWIE KOŃCA CZASÓW
- Nierozerwalność małżeństwa - Mt 19,2-12
Początek w tym przypadku odnosi się do tego, o czym traktuje jedna z pierwszych stronic Księgi Rodzaju. Jeżeli chcemy przeprowadzić analizę tej rzeczywistości, musimy bez wątpienia zwrócić się przede wszystkim do tekstu. Słowa bowiem wypowiedziane przez Chrystusa w rozmowie z faryzeuszami, podane w 19 rozdziale przez Mateusza i w 10 rozdziale u Marka, stanowią urywek, który ze swej strony jest umieszczony w ściśle określonym kontekście, bez którego nie mogą być ani zrozumiane, ani należycie interpretowane. Ten kontekst stanowią słowa: "Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę?" (Mt 19,4), i nawiązuje do tak zwanego pierwszego opowiadania o stworzeniu człowieka, włączonego w cykl siedmiu dni stworzenia świata (por. Rdz 1,1-2,4). (...)
Przyjąwszy, że w tym opowiadaniu stworzenie człowieka jako mężczyzny i kobiety, do którego odwołuje się Jezus w swojej odpowiedzi (Mt 19), jest włączone w rytm siedmiu dni stworzenia świata, można by mu przypisać nade wszystko charakter kosmologiczny; człowiek zostaje stworzony na ziemi i razem ze światem widzialnym. Ale jednocześnie Stwórca poleca mu czynić sobie ziemię poddaną (Rdz 1,28): jest zatem postawiony ponad światem. Chociaż człowiek jest tak ściśle związany ze światem widzialnym, opowiadanie biblijne nie mówi jednak o jego podobieństwie do pozostałych stworzeń, lecz jedynie do Boga - "Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył" (Rdz 1,27). (...) Księga Rodzaju (1,27) stwierdza, że ta istotna prawda o człowieku odnosi się tak do mężczyzny, jak do kobiety: "Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz (...), stworzył mężczyznę i niewiastę" (Rdz 1,27). Trzeba uznać, że pierwsze opowiadanie jest zwięzłe, wolne od jakiegokolwiek rysu subiektywizmu: zawiera tylko obiektywny fakt i określa obiektywną rzeczywistość, zarówno kiedy mówi o stworzeniu człowieka, mężczyzny i niewiasty, na obraz Boży, jak również gdy dodaje nieco później słowa pierwszego błogosławieństwa: "Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: "Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną"" (Rdz 1,28). (...) To wszystko ma bez wątpienia swoje znaczenie także dla teologii ciała (Aud. gen., 12.09.1979).
- Droga do życia wiecznego - Mt 19,16-30
Rozmowa Jezusa z bogatym młodzieńcem przytoczona w 19. rozdziale Ewangelii św. Mateusza, daje nam sposobność do ponownego wysłuchania Jego nauczania moralnego, ujętego w żywej i wyrazistej formie: "A oto podszedł do Niego pewien człowiek i zapytał: "Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?" Odpowiedział mu: "Dlaczego Mnie pytasz o dobro? Jeden tylko jest Dobry. A jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowaj przykazania". Zapytał Go: "Które?" Jezus odpowiedział: "Oto te: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, czcij ojca i matkę oraz miłuj swego bliźniego jak siebie samego!" Odrzekł Mu młodzieniec: "Przestrzegałem tego wszystkiego, czego mi jeszcze brakuje?" Jezus mu odpowiedział: "Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!" (Mt 19,16-21).
"A oto podszedł do Niego pewien człowiek". W młodzieńcu, którego imienia Ewangelia Mateusza nie podaje, możemy rozpoznać każdego człowieka, zbliżającego się świadomie lub nieświadomie do Chrystusa, Odkupiciela człowieka, i stawiającego Mu pytanie moralne. Młodzieniec pyta nie tyle o to, jakich zasad należy przestrzegać, ale jak osiągnąć pełny sens życia. To dążenie bowiem stanowi rzeczywiste podłoże każdej ludzkiej decyzji i działania, to ukryte poszukiwanie i wewnętrzny impuls porusza ludzką wolność. Pytanie młodzieńca odwołuje się ostatecznie do Dobra absolutnego, które nas pociąga i wzywa, jest echem Bożego powołania, źródła i celu życia człowieka. (...)
Z głębi serca wypływa pytanie bogatego młodzieńca skierowane do Jezusa z Nazaretu. Pytanie, które ma kluczowe znaczenie w życiu każdego człowieka i nikt nie może się od niego uchylić: ono bowiem dotyczy dobra moralnego, które należy czynić, oraz życia wiecznego. Rozmówca Jezusa wyczuwa, że istnieje związek między dobrem moralnym a wypełnieniem własnego przeznaczenia. Jest pobożnym Izraelitą, wyrosłym - by tak rzec - w cieniu Bożego prawa. Możemy się więc domyślać, że jeśli pyta Jezusa, to nie dlatego, że nie zna odpowiedzi zawartej w Prawie. Jest bardziej prawdopodobne, iż to fascynacja osobą Jezusa rozbudziła w nim nowe pytania o dobro moralne. Młodzieniec odczuwa potrzebę konfrontacji z Tym, który rozpoczął swą działalność, głosząc nowe i radykalne orędzie: "Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!" (Mk 1,15). Również człowiek współczesny winien zwrócić się na nowo do Chrystusa, aby uzyskać od Niego odpowiedź na pytanie, co jest dobrem, a co złem. To Chrystus jest Nauczycielem, Zmartwychwstałym, który ma życie w sobie i pozostaje zawsze obecny w Kościele i w świecie. To On otwiera wiernym księgę Pisma i objawiając w pełni wolę Ojca, naucza prawdy o postępowaniu moralnym. Jako źródło i szczyt ekonomii zbawienia, Alfa i Omega ludzkich dziejów (por. Ap 1,8; 21,6; 22,13), Chrystus objawia kondycję człowieka i pełnię jego powołania. Dlatego "człowiek, który chce zrozumieć siebie do końca - nie wedle jakichś tylko doraźnych, częściowych, czasem powierzchownych, a nawet pozornych kryteriów i miar swojej własnej istoty - musi ze swoim niepokojem, niepewnością, a także słabością i grzesznością, ze swoim życiem i śmiercią, przybliżyć się do Chrystusa. Musi niejako w Niego wejść z sobą samym, musi sobie "przyswoić", zasymilować całą rzeczywistość Wcielenia i Odkupienia, aby siebie odnaleźć. Jeśli dokona się w człowieku ów dogłębny proces, wówczas owocuje on nie tylko uwielbieniem Boga, ale także głębokim zdumieniem nad sobą samym" (Redemptor hominis, 10). Jeśli chcemy zatem dotrzeć do sedna ewangelicznej moralności i pojąć jej głęboką i niezmienną treść, musimy się uważnie zastanowić nad sensem pytania zadanego przez bogatego młodzieńca z Ewangelii, a bardziej jeszcze nad sensem odpowiedzi Jezusa, pozwalając, by On nas prowadził. Jezus bowiem odpowiada na pytanie młodzieńca z delikatnością wychowawcy, wiodąc go jakby za rękę, krok za krokiem, ku pełni prawdy (...) "Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg" (Mk 10,18; por. Łk 18,19). (...)
Tylko Bóg może odpowiedzieć na pytanie o dobro, ponieważ On sam jest Dobrem. Istotnie, zadać pytanie o dobro znaczy w ostatecznej analizie zwrócić się ku Bogu - pełni dobra. Jezus ukazuje, że pytanie młodzieńca jest w istocie pytaniem religijnym i że dobroć, która pociąga człowieka, a zarazem go zobowiązuje, ma swoje źródło w Bogu, a wręcz jest samym Bogiem: Tym, który jedynie jest godzien, by Go kochać "całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem" (Mt 22,37); Tym, który jest źródłem szczęścia człowieka. Jezus sprowadza pytanie o to, jakie postępowanie jest moralnie dobre, do jego korzeni religijnych, do uznania Boga - jedynego dobra, pełni życia, ostatecznego celu ludzkiego działania, doskonałego szczęścia. (...)
Stwierdzenie, że "jeden tylko jest Dobry", odsyła nas zatem do pierwszej tablicy przykazań, która wzywa do uznania Boga jako jedynego i absolutnego Pana i do oddawania czci tylko Jemu ze względu na Jego nieskończoną świętość (por. Wj 20,2-11). Dobro to przynależność do Boga, posłuszeństwo wobec Niego, pokorne obcowanie z Nim, pełnienie sprawiedliwości i umiłowanie życzliwości (por. Mi 6,8). Uznanie Pana jako Boga stanowi najgłębszą istotę, samo serce Prawa, z którego wypływają i ku któremu prowadzą nakazy szczegółowe... Jeśli jednak tylko Bóg jest Dobrem, to człowiek sam, choćby najściślej przestrzegał przykazań, nigdy nie zdoła o własnych siłach wypełnić Prawa, to znaczy uznać Pana jako Boga i oddać Mu czci należnej tylko Jemu (por. Mt 4,10). Wypełnienie może nastąpić tylko jako dar Boży: jako dar uczestnictwa w Boskiej Dobroci, objawiającej się i udzielającej w Jezusie, którego bogaty młodzieniec nazywa Nauczycielem dobrym (por. Mk 10,17; Łk 18,18). Tylko Bóg może odpowiedzieć na pytanie o dobro, bo sam jest Dobrem. Ale Bóg już dał odpowiedź na to pytanie: uczynił to, gdy stworzył człowieka i gdy w swojej mądrości i miłości nadał jego istnieniu cel, wpisując w jego serce prawo (por. Rz 2,15) - prawo naturalne. Nie jest ono niczym innym jak światłem rozumu wlanym w nas przez Boga. Dzięki niemu poznajemy, co należy czynić i czego należy unikać... Jezus, podkreśliwszy najpierw, że "jeden tylko jest Dobry", odpowiada młodzieńcowi: "Jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowaj przykazania" (Mt 19,17).
Stwierdza w ten sposób istnienie ścisłej więzi między życiem wiecznym a przestrzeganiem Bożych przykazań: to właśnie przykazania wskazują człowiekowi drogę życia i prowadzą do niego. Przez usta samego Jezusa, nowego Mojżesza, zostają raz jeszcze dane ludziom przykazania Dekalogu; On sam potwierdza je ostatecznie i nam przedstawia jako drogę i warunek zbawienia. Przykazanie wiąże się z obietnicą: w Starym Przymierzu przedmiotem obietnicy było objęcie na własność ziemi, która miała umożliwić ludowi życie w wolności i sprawiedliwości (por. Pwt 6,20-25); w Nowym Przymierzu przedmiotem obietnicy jest królestwo niebieskie. Stwierdza to Jezus na początku Kazania na Górze - mowy zawierającej najszersze i najpełniejsze ujęcie Nowego Prawa (por. Mt 5-7) - wyraźnie nawiązującego do Dekalogu przekazanego przez Boga Mojżeszowi na górze Synaj. Do tej samej rzeczywistości królestwa nawiązują słowa o życiu wiecznym, które jest udziałem w życiu samego Boga: osiąga ono swą doskonałość dopiero po śmierci, ale dla wierzącego jest już teraz światłem prawdy, źródłem sensu życia, zalążkiem uczestnictwa w pełni naśladowania Chrystusa. W istocie, po spotkaniu z bogatym młodzieńcem Jezus mówi do uczniów: "każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy" (Mt 19,9). (...)
Z kontekstu rozmowy, a zwłaszcza z porównania zapisu Mateuszowego z paralelnymi fragmentami Ewangelii Marka i Łukasza, wynika, że Jezus nie zamierzał wymienić poszczególnych przykazań, które trzeba zachowywać, aby osiągnąć życie, ale raczej uświadomić młodzieńcowi centralne znaczenie Dekalogu w stosunku do wszystkich innych przykazań, jako wykładni tego, co dla człowieka oznaczają słowa: "Ja jestem Pan, twój Bóg". Trudno jednak nie zauważyć, które przykazania Prawa Jezus przypomina młodzieńcowi: są to niektóre przykazania z tak zwanej drugiej tablicy Dekalogu, której streszczeniem (por. Rz 13,8-10) i fundamentem jest "przykazanie miłości bliźniego: miłuj swego bliźniego jak siebie samego" (Mt 19,19; por. Mk 12,31). (...)
Podobnie jak poprzedni fragment odpowiedzi Jezusa, tak i ten należy odczytywać i interpretować w kontekście całego orędzia moralnego Ewangelii, a zwłaszcza w kontekście Kazania na Górze, w świetle błogosławieństw (por. Mt 5,3-12), z których pierwsze to właśnie błogosławieństwo ubogich - ubogich w duchu, jak uściśla św. Mateusz (por. Mt 5,3), to znaczy pokornych. W tym sensie można powiedzieć, że także błogosławieństwa wchodzą w przestrzeń otwartą przez odpowiedź, jakiej Jezus udzielił na pytanie młodzieńca: "co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?" Istotnie, każde błogosławieństwo, we właściwej sobie perspektywie, obiecuje właśnie owo dobro, które otwiera człowieka na życie wieczne, więcej - jest samym życiem wiecznym (Enc. Evangelium vitae, 6-24).
- Posłannictwo służby - Mt 20,20-28
Uczestniczyć w posłannictwie królewskim Chrystusa to znaczy odnajdować w sobie i w drugich tę szczególną godność Bożego powołania, którą można określić jako królewskość. Godność ta wyraża się w gotowości służenia na wzór Chrystusa, który nie przyszedł, aby Jemu służono, ale by On służył (por. Mt 20,28). Jeśli zaś w świetle tej Chrystusowej postawy prawdziwie panować można tylko służąc - to równocześnie służenie domaga się tej duchowej dojrzałości, którą należy określić właśnie jako panowanie. Aby umiejętnie i skutecznie służyć drugim, trzeba umieć panować nad samym sobą, trzeba posiadać cnoty, które to panowanie umożliwiają. Nasze uczestnictwo w królewskim posłannictwie Chrystusa - w Jego właśnie królewskiej posłudze - jest ściśle związane z każdą dziedziną moralności chrześcijańskiej i ludzkiej zarazem (Enc. Redemptor hominis, 20-21).
- Nawrócenie prowadzi do zbawienia - Mt 21,28-32
Niektórzy naśladują Chrystusa w sposób ogólnikowy i często powierzchowny, tak jak tłum (por. Mk 3,7; 5,24; Mt 8,1.10; 14,13; 19,2; 20,29). Są wśród uczniów grzesznicy (por. Mk 2,14-15); wielokrotnie wspomniane są kobiety, które swoją konkretną posługą wspierają misję Jezusa (por. Łk 8,2-3; Mk 15,41). Niektórzy są powołani w sposób specjalny przez Chrystusa, a pośród nich szczególne miejsce zajmuje Dwunastu. Mamy więc przeróżne kategorie powołanych: są ludzie zajmujący się rybołówstwem i celnicy, uczciwi i grzesznicy, małżonkowie i samotni, ubodzy i zamożni, jak Józef z Arymatei (por. J 19,38), mężczyźni i kobiety. Jest nawet Szymon z przydomkiem Gorliwy (por. Łk 6,15), członek rewolucyjnej opozycji antyrzymskiej.
Są również tacy, którzy odrzucają zaproszenie, jak bogaty młodzieniec, który po wysłuchaniu wymagających słów Chrystusa spochmurniał i odszedł zasmucony, "miał bowiem wiele posiadłości" (Mk 10,22). Powołanie jest darem, ale równocześnie odpowiedzią na ten dar. To, w jaki sposób każdy z nas, w jaki sposób człowiek powołany, wybrany, potrafi odpowiedzieć na to wezwanie, zależy od wielu okoliczności, od pewnej dojrzałości wewnętrznej osoby, zależy od tego, co nazywamy współpracą z łaską Bożą. Umieć współpracować, umieć słuchać i pójść za wezwaniem. Wiemy, że Jezus powiedział do młodzieńca z Ewangelii: "chodź za Mną!" (Mk 10,21). Umieć pójść za Nim. Pójście za Nim oznacza, że powołanie jest dojrzałe, że się realizuje. Dokonuje się to zawsze dla dobra osoby i dla dobra wspólnoty (Aud. gen., 10.04.2000).
- Przypowieść o dzierżawcach winnicy - Mt 21,33-43
Przypowieść opowiedziana w dzisiejszej Ewangelii jest dramatyczna, ponieważ mówi się w niej także o przemocy i o śmierci; ale jej epilog otwiera się na nadzieję, ponieważ śmierć syna właściciela winnicy wyobraża śmierć Chrystusa, przez którego świat został odkupiony. "W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna" (Mt 21,37). Lecz dzierżawcy winnicy również jego zabili. Ze śmiercią Syna Bożego urzeczywistnia się pieśń o winnicy, wyśpiewana już przed wiekami przez proroka Izajasza, a jej zbawcze znaczenie wchodzi do ekonomii nowego Przymierza, w którym rozpoczyna się nowy czas historii zbawienia; winnica Pańska zaczyna żyć nowym życiem, i nowy lud został wezwany do uczestniczenia w królestwie Bożym. (...)
Cały Nowy Testament głosi prawdę o posłaniu Syna przez Ojca, które objawia się w mesjańskiej misji Jezusa Chrystusa. Szczególnie wyraziste są w tym względzie liczne zapisy Ewangelii Janowej, do których też w pierwszym rzędzie wypada nam się odwołać. Mówi Jezus w rozmowie z uczniami i ze swymi przeciwnikami: "Ja bowiem od Boga wyszedłem i przychodzę. Nie wyszedłem od siebie, lecz On Mnie posłał" (J 8,42). "Ja nie jestem sam, lecz Ja i Ten, który Mnie posłał" (J 8,16). (...)
Przypowieść o synu posłanym do dzierżawców winnicy została zapisana przez wszystkich synoptyków (por. Mk 12,1-12; Mt 21,33-46; Łk 20,9-19). Prawda o Chrystusie jako Synu posłanym przez Ojca jest w tej przypowieści dostatecznie przejrzysta. Co więcej, jest tu również wyraźnie zaznaczony charakter ofiarniczy i odkupieńczy tego posłania. Syn prawdziwie jest "Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat" (J 10,36). Tak więc Bóg nie tylko w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna (por. Hbr 1,1-2), ale tego Syna w akcie wręcz niepojętej miłości dał, posyłając Go na świat. (...)
Prawda o Jezusie Chrystusie jako Synu posłanym przez Ojca dla odkupienia świata, dla zbawienia i wyzwolenia człowieka oddanego grzechowi (a wraz z nim - mocom ciemności), stanowi centralną treść Dobrej Nowiny. Jezus Chrystus jest Jednorodzonym Bogiem (por. J 1,18), który - aby spełnić swe mesjańskie posłannictwo - "nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. (...) stawszy się posłusznym aż do śmierci" (Flp 2,6-8). W tej dobrowolnie przez siebie przyjętej sytuacji jako człowiek, jako Sługa Jahwe, Chrystus głosił: "Ojciec większy jest ode Mnie" (J 14,28), a także: "Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba" (J 8,29). Ale właśnie to dobrowolnie przyjęte posłuszeństwo wobec Ojca, podporządkowanie się Ojcu, jako antyteza nieposłuszeństwa pierwszego Adama, pozostaje wyrazem najgłębszej jedności pomiędzy Ojcem a Synem, odbiciem jedności trynitarnej: "niech świat się dowie, że Ja miłuję Ojca, i że tak czynię, jak Mi Ojciec nakazał" (J 14,31). Co więcej, taka właśnie jedność, służąc zbawieniu człowieka, objawiła do końca prawdę o Bogu, który jest Miłością: objawiła raz na zawsze samą Istotę Boga. Objawiła zarazem najgłębsze źródło i sens zbawienia świata i człowieka: to Życie, które jest światłością ludzi (por. J 1,4) (Aud. gen., 24.06.1987).
- Przypowieść o zaproszonych na ucztę - Mt 22,1-10
Wydaje się, że zgodnie z panującym wśród Izraela zwyczajem z okazji wielkich uczt wystawiano w atrium dla zaproszonych szaty. Pozwala nam to jeszcze lepiej zrozumieć ten szczegół z przypowieści Jezusa, to znaczy odpowiedzialność nie tylko tych, którzy odrzucają zaproszenie, lecz również tych, którzy chcą wziąć udział w uczcie, mimo że nie spełniają wymaganych warunków i nie są godni zaproszenia. Odnosi się to do tych, którzy utrzymują i głoszą, że są wyznawcami Chrystusa i członkami Kościoła, nie starają się jednak o szatę godową łaski, rodzącej żywą wiarę, nadzieję i miłość. Prawdą jest, że tę szatę - bardziej wewnętrzną niż zewnętrzną - daje sam Bóg, sprawca łaski i wszelkiego dobra w duszy. Przypowieść podkreśla jednak, że każdy z zaproszonych, niezależnie od tego, skąd przychodzi, sam musi powiedzieć tak Panu, który powołuje, przyjąć Jego prawo, odpowiedzieć w pełni na wymagania związane z powołaniem chrześcijańskim i uczestniczyć coraz bardziej w życiu Kościoła.
Również w przypowieści o dziesięciu pannach, "które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego" (Mt 25,1), odnajdujemy motyw oblubieńca, którym posługuje się Jezus, kiedy chce wyrazić swoje myśli o królestwie Bożym i o Kościele, w którym się ono konkretyzuje. I tu również zostaje zaznaczona potrzeba wewnętrznej dyspozycji, bez której nie można uczestniczyć w uczcie weselnej. W przypowieści tej Jezus nawołuje do gotowości, do czuwania, do gorliwego zaangażowania się podczas oczekiwania na Oblubieńca. Tylko pięć wśród dziesięciu panien postarało się o to, ażeby lampy ich płonęły, gdy nadszedł oblubieniec. Pozostałym, nierozważnym, zabrakło oliwy. "Nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto" (Mt 25,10). Jest to delikatne, ale jednoznaczne odniesienie do losu, jaki spotka tych, którzy staną przed Bogiem bez wewnętrznej dyspozycji, a więc gorliwości i wytrwałości podczas oczekiwania. Odniesienie to sygnalizuje więc ryzyko, że brama zostanie przed nami zamknięta. Jeszcze raz spotykamy się tu z wezwaniem do poczucia odpowiedzialności za chrześcijańskie powołanie. (...) Życzę każdemu i wszystkim, ażeby wobec zaproszenia na ucztę weselną Syna nie postąpili tak, jak to słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii. Istotnie, pierwsi zaproszeni "nie chcieli przyjść" (Mt 22,3); następni zelżyli sługi lub pozabijali (por. Mt 22,6). W rzeczywistości zaś wszyscy oni "nie byli godni" (Mt 22,8), najprawdopodobniej dlatego, że z niesłychaną zarozumiałością i w poczuciu samowystarczalności uznali ucztę za zbędną lub co najmniej niedorastającą do ich wymagań i pretensji. W rezultacie zaproszenie zostało przyjęte przez ubogich, którzy stali "na rozstajnych drogach (...), złych i dobrych" (Mt 22,9.10), to jest przez tych, którzy w pokorze zaznali niezasłużonego bogactwa Bożego daru i przyjęli go z prostotą. Trzeba, byśmy i my byli nade wszystko świadomi zaproszenia do przemieniającej jedności z Chrystusem, zaproszenia, z którym zwraca się do nas Słowo Boże i przepowiadanie Kościoła. A prócz tego, abyśmy potrafili przyjąć je całym sercem, z pełną gotowością, pewni, że Pan Bóg pragnie jedynie naszego wzrastania, naszego zbawienia. Wreszcie, jak to sugeruje alegoria stroju weselnego, kończąca przypowieść, jesteśmy także wezwani, aby stanąć przed Panem we właściwym stroju; składają się nań dobre czyny, które winny towarzyszyć wierze, do czego wzywa nas sam Jezus: "Jeśli wasza sprawiedliwość [to jest przeżywane przez was życie] nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego" (Mt 5,20). Lecz jeśli będzie, wtedy zapewniony jest pełny udział w świętowaniu (Aud. gen., 11.12.1991).
- Oddajcie Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga - Mt 22,15-21
Jezus nie chciał jednak nigdy zaangażować się w jakiś ruch polityczny i udaremniał wszelkie próby włączenia Go w kwestie i sprawy doczesne (por. J 6,15). Królestwo, które przyszedł założyć, nie jest z tego świata (por. J 18,36). Dlatego też tym, którzy chcieli, by zajął stanowisko wobec władzy świeckiej, odpowiedział: "Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga" (Mt 22,21). Narodowi hebrajskiemu, do którego należał i który kochał, nie obiecał nigdy wyzwolenia politycznego, oczekiwanego od Mesjasza przez wielu Żydów. Jezus utrzymywał, że przyszedł jako Syn Boży, by ludzkości żyjącej w niewoli grzechu ofiarować wyzwolenie duchowe i powołanie do królestwa Bożego (por. J 8,34-36); i że przyszedł, by służyć, a nie by Mu służono (por. Mt 20,28); utrzymywał też, że ci, którzy idą za Nim, a zwłaszcza Apostołowie, nie powinni myśleć o władzy doczesnej i o panowaniu nad narodami jak władcy ziemscy, lecz powinni być pokornymi sługami wszystkich (por. Mt 20,20-28), podobnie jak ich "Pan i Nauczyciel" (J 13,14).
Z pewnością to duchowe wyzwolenie, które przyniósł Jezus, musiało mieć decydujące konsekwencje dla wszystkich dziedzin życia indywidualnego i społecznego, otwierając erę nowej koncepcji wartości człowieka - osoby oraz stosunków między ludźmi, zgodnie z wymogami sprawiedliwości. Jednak nie na tym polegało bezpośrednie zaangażowanie Syna Bożego. Chrześcijanin świecki powołany jest do bezpośredniego zaangażowania się w tę działalność i przyczyniania się do tego, by społeczeństwo kierowało się coraz bardziej zasadami Ewangelii. Kapłan, który naśladuje Chrystusa, jest bezpośrednio zaangażowany w szerzenie królestwa Bożego. Podobnie jak Jezus, powinien zrezygnować z włączania się w aktywne uprawianie polityki - zwłaszcza wtedy, gdy wyraża ona interesy jednej grupy, co jest niemal nieuchronne - by pozostać człowiekiem wszystkich w duchu braterstwa oraz - o ile jest to akceptowane - człowiekiem ojcostwa duchowego. (...) Kościołowi pozostaje więc właściwe mu zadanie: głoszenie Ewangelii. Ogranicza się on do ofiarowania swojej współpracy w tym wszystkim, co odnosi się do dobra wspólnego, nie ubiegając się o funkcje o charakterze politycznym ani ich nie przyjmując (Aud. gen., 28.07.1993).
- Sprawa zmartwychwstania - Mt 22,23-33
Odkupienie ciała już się dokonało w Chrystusie. Została w Nim potwierdzona owa nadzieja, w której "już jesteśmy zbawieni". Równocześnie zaś nadzieja ta została na nowo otwarta w kierunku ostatecznego eschatologicznego wypełnienia. Objawienie się synów Bożych w Chrystusie zostało definitywnie skierowane ku tej wolności i chwale, jaka ma być ostatecznie udziałem dzieci Bożych. Aby ogarnąć to wszystko, o czym mówi odkupienie ciała z Pawłowego Listu do Rzymian, potrzebna jest autentyczna teologia ciała. Staraliśmy się budować ją, nawiązując przede wszystkim do słów Chrystusa. Konstytutywne elementy teologii ciała są zawarte w tym, co Chrystus mówi, odwołując się do początku w związku z pytaniem o nierozerwalność małżeństwa (por. Mt 19,8), co mówi o pożądliwości, odwołując się do serca ludzkiego w Kazaniu na Górze (por. Mt 5,28) - również w tym, co mówi, odwołując się do przyszłego zmartwychwstania (por. Mt 22,30). Każda z tych wypowiedzi kryje w sobie bogatą zawartość natury zarówno antropologicznej, jak i etycznej. Chrystus mówi do człowieka i mówi o człowieku - o człowieku, który jest ciałem, który został stworzony mężczyzną i kobietą na obraz i podobieństwo Boże; mówi o człowieku, którego serce poddane jest pożądliwości - o człowieku wreszcie, przed którym otwiera się eschatologiczna perspektywa zmartwychwstania ciał.
Ciało oznacza (za Księgą Rodzaju) widzialność człowieka i jego przynależność do świata widzialnego. U św. Pawła oznacza ono nie tylko tę przynależność, ale także wyobcowanie człowieka spod wpływu Ducha Bożego - i dlatego bywa przeciwstawiane duchowi. Jedno i drugie znaczenie pozostaje w związku z odkupieniem ciała. Jeśli Chrystus w słowach, które uprzednio uczyniliśmy przedmiotem naszej analizy, przemawia z Bożej głębi tajemnicy odkupienia, to słowa Jego służą właśnie owej nadziei, o jakiej mowa w Liście do Rzymian. Odkupienie ciała, wedle Apostoła, jest w ostateczności tym, czego oczekujemy. Tak właśnie oczekujemy eschatologicznego zwycięstwa nad śmiercią, o którym Chrystus zaświadczył przede wszystkim swoim zmartwychwstaniem. W świetle tajemnicy paschalnej pełnej wymowy nabrały Jego słowa, które zapisali wszyscy synoptycy - słowa o zmartwychwstaniu ciał i rzeczywistości świata przyszłego. W imię tej właśnie eschatologicznej rzeczywistości zarówno Chrystus, jak i Paweł z Tarsu głosili wezwanie do bezżenności dla królestwa niebieskiego.
Jednakże odkupienie ciała wyraża się nie tylko w zmartwychwstaniu jako zwycięstwie nad śmiercią. Wnika ono również w te słowa Chrystusa, które skierowane są do człowieka historycznego, zarówno wtedy, gdy słowa te potwierdzają zasadę nierozerwalności małżeństwa jako pochodzącą od samego Stwórcy, jak też wówczas, gdy - w Kazaniu na Górze - Chrystus wzywa do przezwyciężania pożądliwości, i to nawet w całkowicie wewnętrznych poruszeniach serca ludzkiego. O obu tych kluczowych wypowiedziach należy powiedzieć, że odnoszą się one do ludzkiej moralności, że posiadają sens etyczny. Chodzi tutaj nie o tę eschatologiczną nadzieję zmartwychwstania, ale o nadzieję zwycięstwa nad grzechem, którą można nazwać nadzieją dnia powszedniego.
Na co dzień musi człowiek czerpać z tajemnicy odkupienia ciała natchnienie i siłę do przezwyciężania zła, które w nim drzemie pod postacią trojakiej pożądliwości. Na co dzień muszą - mężczyzna i kobieta związani małżeństwem - podejmować zadanie nierozerwalnej jedności tego związku i przymierza, jakie między sobą zawarli. Ale na co dzień także musi mężczyzna lub kobieta, którzy dobrowolnie wybrali bezżenność dla królestwa niebieskiego, dawać żywe świadectwo wierności temu wyborowi, słuchając zaleceń samego Chrystusa z Ewangelii oraz Apostoła Pawła z Pierwszego Listu do Koryntian. W każdym wypadku chodzi o tę nadzieję dnia powszedniego, która na miarę zwyczajnych zadań i trudności życia ludzkiego dopomaga zwyciężać zło dobrem (por. Rz 12,21). W nadziei bowiem już jesteśmy zbawieni: nadzieja dnia powszedniego wyraża swoją moc w ludzkich uczynkach, a nawet w samych poruszeniach serca ludzkiego, torując niejako drogę wielkiej eschatologicznej nadziei związanej z odkupieniem ciała.
Wnikając w życie codzienne poprzez wymiar ludzkiej moralności, odkupienie ciała dopomaga przede wszystkim w odkrywaniu całego tego dobra, w którym człowiek odnosi zwycięstwo nad grzechem, zwycięstwo nad pożądliwością. Słowa Chrystusa, które płyną z Bożej głębi tajemnicy odkupienia, pozwalają odkryć i umocnić tę więź, jaka zachodzi pomiędzy godnością człowieka, mężczyzny czy kobiety, a oblubieńczym znaczeniem jego ciała. Pozwalają rozumieć i urzeczywistniać na gruncie tego znaczenia ową dojrzałą wolność daru, która w inny sposób wyraża się w nierozerwalnym małżeństwie, a w inny poprzez bezżenność dla królestwa niebieskiego. Na tych wszystkich drogach Chrystus objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi, ukazując mu "najwyższe jego powołanie". Powołanie to wpisane jest w całego człowieka, w całe duchowo-cielesne compositum właśnie poprzez tajemnicę odkupienia ciała (Aud. gen., 21.07.1982).
- Największe przykazanie - Mt 22,34-40
W dzisiejszej Ewangelii uczony w Prawie pyta Jezusa: "Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?" (Mt 22,36). Chrystus odpowiada: "Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy" (Mt 22,37-40). Tymi słowami Chrystus określa, jaka jest podstawa całej moralności ludzkiej i na czym opiera się cała konstrukcja tej moralności. Chrystus stwierdza, że ona opiera się ostatecznie na tych dwóch przykazaniach. Jeżeli kochasz Boga nade wszystko, a swego bliźniego jak siebie samego (jeżeli kochasz prawdziwie i rzeczywiście) - wtedy na pewno "nie będziesz gnębił ani uciskał, nie będziesz krzywdził nikogo, zwłaszcza wdowy i sieroty, nie będziesz postępował [też] jak lichwiarz, a jeśli weźmiesz w zastaw (...) oddasz" (Wj 22,20-25). (...)
Wiem, że często stawiacie sobie pytanie, jak przeżyć swoje życie z poczuciem, iż się go nie zmarnowało; jak postępować, by żyć pełnią istnienia i nie zapadać się w pustkę; co czynić, aby ulepszyć społeczeństwo, w którym żyjecie, starając się znaleźć środek przeciwko złu, na które ono cierpi, złu, które jest sprzeczne z waszym pragnieniem szczerości, braterstwa, sprawiedliwości, pokoju i solidarności. Wiem, że jest w was pragnienie szlachetnych ideałów, bez względu na ich cenę, i że nie chcecie życia szarego, złożonego z małych i dużych zdrad waszego sumienia ludzi młodych i chrześcijan. Wiem również, że dlatego gotowi jesteście przyjąć postawę pozytywną wobec własnej egzystencji i wobec społeczeństwa, którego jesteście członkami. Istotnie, nie wystarczy patrzeć na tyle zła, które odkrywacie wokół siebie, ani też biernie go opłakiwać. Nie wystarcza również krytyka zła. Nie znajdziecie też żadnego rozwiązania, gdy w obliczu zła uznacie się za bezsilnych czy zwyciężonych i gdy dacie się ponieść rozpaczy. Nie, nie tędy prowadzi droga do rozwiązania.
Chrystus wzywa was, abyście opowiedzieli się po stronie dobra, po stronie zniszczenia egoizmu i grzechu we wszystkich jego postaciach. Chce, abyście budowali społeczeństwo, w którym kultywuje się wartości moralne, wartości, które Bóg pragnie zobaczyć w sercu i w życiu człowieka. Chrystus wzywa was, abyście byli wiernymi synami Boga, którzy działają na rzecz dobra, sprawiedliwości, braterstwa, miłości, uczciwości i zgody. Chrystus zachęca, by w waszych duszach i w waszych działaniach zawsze była obecna istota Ewangelii: miłość do Boga i miłość do człowieka (por. Mt 22,40) (Homilia, 25.10.1981).
- Ośmiokrotne "biada" - Mt 23,13-36
Chrystus łączy w sposób szczególny wyzwolenie z poznaniem prawdy: "Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli" (J 8,32). To zdanie poświadcza nade wszystko wewnętrzne znaczenie wolności, do której wyzwolił nas Chrystus. Wyzwolenie oznacza wewnętrzną przemianę człowieka, która jest następstwem poznania prawdy. Przemiana zatem jest procesem duchowym, w którym człowiek dojrzewa "w sprawiedliwości i prawdziwej świętości" (Ef 4,24). Człowiek w ten sposób dojrzały wewnętrznie staje się przedstawicielem i rzecznikiem tej "sprawiedliwości i prawdziwej świętości" w różnych środowiskach życia społecznego. Prawda ma znaczenie nie tylko dla wzrostu ludzkiej świadomości, pogłębiając w ten sposób życie wewnętrzne człowieka; prawda ma także znaczenie i moc profetyczną. Ona stanowi treść świadectwa i wymaga świadectwa. Znajdujemy tę moc profetyczną prawdy w nauczaniu Chrystusa. Podobnie jak prorok, jako świadek prawdy, Chrystus wielokrotnie przeciwstawia się nieprawdzie; czyni to z wielką mocą i zdecydowaniem, a często nie waha się potępić fałszu. Odczytujmy dokładnie Ewangelię; znajdziemy tam niemało wyrażeń surowych, np. "groby pobielane" (Mt 23,27), "przewodnicy ślepi" (Mt 23,16), "obłudnicy" (Mt 23,13.15.23.25.27.29), jakie wypowiedział Chrystus, świadomy następstw, które Go czekały.
To zatem służenie prawdzie jako uczestnictwo w proroczej posłudze Chrystusa jest zadaniem Kościoła, który stara się je wypełniać w różnych kontekstach historycznych. Trzeba nazywać po imieniu niesprawiedliwość, wyzysk człowieka przez człowieka albo wyzysk człowieka ze strony państwa, instytucji, mechanizmów systemów ekonomicznych i reżimów działających niekiedy bez wyczucia. Trzeba nazywać po imieniu wszelką niesprawiedliwość społeczną, dyskryminację, przemoc zadaną człowiekowi przeciw ciału, przeciw duchowi, przeciw jego sumieniu i przeciw jego przekonaniom. Chrystus uczy nas szczególnej wrażliwości wobec człowieka, wobec godności osoby ludzkiej, wobec życia ludzkiego, wobec ducha i ciała ludzkiego. Jest to wrażliwość, która daje świadectwo o poznaniu tej prawdy, która nas wyzwala (por. J 8,32). Nie wolno człowiekowi ukrywać tej prawdy przed samym sobą. Nie wolno jej fałszować. Nie wolno czynić tej prawdy przedmiotem przetargu. Trzeba mówić o niej w sposób jasny i prosty. I nie po to, aby potępiać ludzi, ale aby służyć sprawie człowieka. Wyzwolenie także w sensie społecznym bierze początek z poznania prawdy.
Ustanowienie królestwa Bożego w dziejach ludzkości jest celem powołania i misji Apostołów - a więc Kościoła - w całym świecie (por. Mk 16,15; Mt 28,19-20). Chrystus miał pełną świadomość, że misja ta - tak jak i Jego własna misja mesjańska - będzie natrafiała na wielkie opory. Już w chwili posłania, przy pierwszych próbach współpracy, ostrzegał ich: "Oto Ja was posyłam jak owce między wilki. Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie!" (Mt 10,16).
Tekst Mateuszowy zawiera również wypowiedź Jezusa na temat losu Jego misjonarzy (por. Mt 10,17-25). Do tego tematu Jezus powraca podczas jednego z ostatnich sporów z uczonymi w Piśmie i faryzeuszami: "oto Ja - mówi - posyłam do was proroków, mędrców i uczonych. Jednych z nich zabijecie i ukrzyżujecie; innych będziecie biczować w swych synagogach i przepędzać z miasta do miasta" (Mt 23,34). Podobny los spotykał już zresztą proroków i inne wielkie postacie Starego Przymierza, o których wspomina tekst Ewangelii (por. Mt 23,35). Ale Jezus dawał równocześnie swoim wyznawcom pewność, że Jego i ich dzieło jest trwałe: et portae inferi non praevalebunt.
Niemniej królestwo Boże, raz ustanowione w dziejach świata mocą Boga samego poprzez Ewangelię i tajemnicę paschalną Syna, pomimo tych oporów i sprzeciwów, na które napotyka w biegu dziejów, niesie w sobie nie tylko znaki Chrystusowej męki i śmierci, ale także pieczęć Jego Boskiej mocy, która jaśnieje w zmartwychwstaniu. Dowodzi tego historia. Pewność Apostołów i wszystkich wierzących opiera się na objawieniu Boskiej mocy Chrystusa - dziejowej, eschatologicznej i wiecznej - o której II Sobór Watykański uczy: "Chrystus, który stał się posłusznym aż do śmierci i dlatego został wywyższony przez Ojca (por. Flp 2,8-9), wszedł do chwały swego królestwa. Jemu wszystko jest poddane, póki sam siebie i wszystkiego nie podda Ojcu, aby Bóg był wszystkim we wszystkich (por. 1 Kor 15,27-28)" (Konst. dogm. o Kościele Lumen gentium, 36) (Aud. gen., 21.02.1979).
- Chrystus zapłakał nad Jerozolimą - Mt 23,37-39
Jest takie miejsce w Jerozolimie, na zboczu Góry Oliwnej, gdzie wedle tradycji Chrystus zapłakał - zapłakał nad Jerozolimą. W tym płaczu Syna Człowieczego odzywa się jakby dalekie echo innego płaczu, tego, o którym mówi pierwsze czytanie z Księgi Nehemiasza. Oto po powrocie z niewoli babilońskiej Izraelici przystępują do odbudowy świątyni, a przed tym słuchają słów Pisma Świętego, które odczytuje kapłan Ezdrasz, błogosławiąc księgą lud. I wtedy wybuchł powszechny płacz. Czytamy bowiem, że zarówno Nehemiasz namiestnik, jak i kapłan Ezdrasz rzekli do zgromadzonych: "Ten dzień jest poświęcony Panu, Bogu waszemu. Nie bądźcie smutni i nie płaczcie! (...) A nie bądźcie przygnębieni, gdyż radość w Panu jest waszą ostoją" (Ne 8,9-10). Oto płacz radości z odzyskanej świątyni, z odzyskanej wolności.
Ale płacz Chrystusa na zboczu Góry Oliwnej nie był płaczem radości. Jezus mówił wtedy: "Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani. Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swe pisklęta zbiera pod skrzydła, a nie chcieliście. Oto wasz dom zostanie wam pusty" (Mt 23,37-38). Podobne słowa wypowiedział Jezus, dźwigając krzyż, gdy ujrzał płaczące niewiasty jerozolimskie. W Jezusowym płaczu nad Jerozolimą wyraziła się miłość do Świętego Miasta, a także ból nad jego niedaleką już przyszłością, kiedy Jeruzalem zostanie zdobyte, a świątynia zburzona, a synowie tych niewiast, które płakały nad Jezusem, będą podobnie jak On karani śmiercią przez ukrzyżowanie. "Wtedy zaczną wołać do gór: Padnijcie na nas; a do pagórków: Przykryjcie nas! Bo jeśli z zielonym drzewem to czynią, cóż się stanie z suchym?" (Łk 23,30-31).
I jeszcze raz słyszymy, że Jezus zapłakał, a było to przy grobie Łazarza. "A Żydzi rzekli: "Oto jak go miłował!" Niektórzy z nich powiedzieli: "Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?" (J 11,36-37). Wówczas Jezus, ponownie okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu, polecił odsunąć kamień, a potem wzniósł oczy ku Ojcu i zawołał donośnym głosem: Łazarzu, wyjdź z grobu! (por. J 11,38-43).
Ewangelia mówi nam również o wzruszeniu Jezusa, kiedy rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: "Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie" (Łk 10,21). Jezus raduje się ojcostwem Bożym, raduje się tym, że dane Mu jest objawić to ojcostwo, raduje się wreszcie szczególnym promieniowaniem tego ojcostwa na prostaczków. A wszystko to określa Ewangelista jako rozradowanie się w Duchu Świętym.
Owo rozradowanie się przynagla Jezusa, aby powiedział jeszcze więcej. I oto słyszymy: "Ojciec mój przekazał Mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić" (Łk 10,22).
Jezus mówi także o płaczu do Apostołów w Wieczerniku: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz zamieni się w radość. I dodaje: Kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu z powodu radości, że się człowiek narodził na świat" (J 16,20-21). W tych słowach Jezus mówi o smutku i radości Kościoła, o płaczu i o weselu, nawiązując do rodzącej niewiasty (Homilia, 6.11.1994).
- Mowa eschatologiczna - Mt 24,1-46
Chociaż Jezus czuł się tak bardzo głęboko zjednoczony z Ojcem, oznajmił, że nie zna godziny ostatecznego i decydującego nadejścia Królestwa: "Lecz o dniu owym i godzinie nikt nie wie, nawet aniołowie niebiescy, tylko sam Ojciec" (Mt 24,36).
Ten fakt odsłania przed nami uniżenie Jezusa związane z Wcieleniem, które sprawia, że Jego człowieczeństwo nie zna eschatologicznego końca świata. Jezus każe nam zatem porzucić ludzkie kalkulacje, by czuwać i ufać opatrznościowemu działaniu Ojca. Z drugiej strony, z punktu widzenia Ewangelii, ten brak wiedzy w najmniejszym stopniu nie pomniejsza głębi i absolutnego charakteru faktu, że jest synem. Wprost przeciwnie, właśnie dlatego, że okazał się tak bardzo solidarny z nami, odgrywa w stosunku do nas decydującą rolę wobec Ojca: "Do każdego więc, który się przyzna do mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie" (Mt 10,32-33). (...)
Wszystko to stanowi treść życia, męki, śmierci i chwały Jezusa, która - jakby w dalekim zarysie - znajdowała się u proroka Daniela. Wszakże mówi on o panowaniu Syna Człowieczego jako wiecznym i nieprzemijającym. Jezus bez wahania do tego nawiązuje, gdy w zapowiedzi końca świata głosi: "Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą" (Mk 13,26; por. Mt 24,30). Ta eschatologiczna perspektywa ma towarzyszyć ewangelizacji, która wypełnia ziemski czas Kościoła. Jezus mówi: "Nie zdążycie obejść miast Izraela, nim przyjdzie Syn Człowieczy" (Mt 10,23), potem zaś pyta jakby samego siebie: "Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?" (Łk 18,8). (...)
Ewangelizacja świata łączy się z głęboką przemianą ludzi pod działaniem łaski Chrystusa. Paweł wskazuje, że cel dziejów zawiera się w zamyśle Ojca, by "wszystko na nowo zjednoczyć w Chrystusie jako Głowie: to, co w niebiosach, i to, co na ziemi" (Ef 1,10). Chrystus jest centrum wszechświata, przyciąga wszystkich do siebie, aby udzielić im obficie łaski i życia wiecznego.
Ojciec dał Jezusowi "władzę wykonywania sądu, ponieważ jest Synem Człowieczym" (J 5,27). Choć sąd może oczywiście zakończyć się potępieniem, został powierzony Temu, który jest Synem Człowieczym, to znaczy Osobą pełną współczucia i solidarną z naszą ludzką kondycją. Chrystus jest boskim sędzią o ludzkim sercu, sędzią, który pragnie obdarzać życiem. Tylko człowiek uparcie trwający w złu może Mu uniemożliwić złożenie tego daru, dla którego On nie wahał się iść na śmierć (Enc. Dives in misericordia, 8).
- Potrzeba czujności w oczekiwaniu na przyjście Chrystusa - Mt 24,37-44
Przyjście Syna Człowieczego - Adwent. Rozpoczyna się zarazem nowy rok kościelny. Patrzymy w kierunku nocy betlejemskiej. Myślimy o tym przyjściu Syna Człowieczego, które już należy do naszej historii, więcej - które w przedziwny sposób ukształtowało historię ludzi, narodów i ludzkości. A zarazem wiemy, że po tamtym przyjściu mamy wciąż przed sobą drugie przyjście Syna Człowieczego, Chrystusa. Żyjemy w drugim Adwencie, w Adwencie dziejów świata, dziejów Kościoła, i codziennie - sprawując Eucharystię - powtarzamy: "Oczekujemy Twego przyjścia w chwale". (...)
Ten, który ma przyjść, który ma się do końca objawić właśnie pośrodku świętego miasta Jeruzalem poprzez swoją Ewangelię, a w szczególności poprzez swój krzyż i zmartwychwstanie, będzie posłany do wszystkich narodów świata, do całej ludzkości. Będzie On Bożym Pomazańcem, będzie Odkupicielem człowieka. Nawiedzenie Jego będzie trwało krótko, ale posłannictwo przekazane Apostołom i Kościołowi ma trwać do skończenia świata. Będzie On Pośrednikiem pomiędzy Bogiem a ludźmi i wielkim głosem będzie wzywał narody do pokoju, ażeby przekuły swe miecze na lemiesze, a włócznie na sierpy (por. Iz 2,4). Stąd właśnie to wezwanie Izajasza zwrócone do narodów całej ziemi, ażeby swoje oczy i swoje kroki kierowały w stronę Jeruzalem. (...)
Orędzie Adwentu jest związane ze zbliżającym się przyjściem Syna Człowieczego. Tej świadomości odpowiada wezwanie do czuwania. Jezus mówi do swoich słuchaczy w Ewangelii według św. Mateusza: "Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. (...) Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie" (Mt 24,42.44). A temu wezwaniu, które wiele razy powtarza się w Ewangelii, odpowiada znakomicie fragment z Listu św. Pawła do Rzymian. Apostoł pisze: "rozumiejcie chwilę obecną" (Rz 13,11). Tak więc oczekiwanie, które skierowane jest ku przyszłości, jest nam zawsze ukazywane jako chwila już bliska i obecna. W dziele zbawienia nie można niczego odkładać na później. Ważne jest każde teraz! "Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas niż wtedy, gdyśmy uwierzyli" (Rz 13,11) - pisze Apostoł i porównuje tę chwilę obecną do przesilenia się nocy i dnia - do świtu.
Zjawiska, które towarzyszą budzeniu się dnia, św. Paweł przenosi na teren duchowy. Pisze: "Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła!" (Rz 13,12). Nazwawszy zaś po imieniu owe uczynki ciemności, Apostoł wskazuje na to, co znaczy zbroja światła. "Przyobleczcie się w zbroję światła to znaczy przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa" (Rz 13,14). Niech On się stanie miarą waszego życia i postępowania, abyście w Nim mogli się stawać nowym stworzeniem. Tak odnowieni, będziecie mogli odnawiać świat w Chrystusie, mocą posłannictwa, które zaszczepił w was już sakrament chrztu (Homilia, 3.12.1995).
- Przypowieść o dziesięciu pannach - Mt 25,1-13
"Królestwo niebieskie podobne będzie do dziesięciu panien (...) które wyszły na spotkanie oblubieńca" (Mt 25,1). Kto jest tym oblubieńcem? Postać oblubieńca, mówiąca o bezinteresownej miłości, jest głęboko wpisana w Księgi Starego i Nowego Testamentu. Jest to miłość, z jaką Bóg daje siebie samego. Nie tylko objawia siebie w licznych i rozmaitych darach stworzenia, lecz On sam staje się Darem dla człowieka, który żyje we wspólnocie Ludu Bożego: Darem na życie wieczne w Bogu.
Naród izraelski znał tę prawdę o Bogu w Starym Przymierzu, nade wszystko dzięki nauczaniu Proroków. Ta prawda o Bogu na koniec została objawiona w Jezusie Chrystusie: "Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał" (J 3,16). A Syn urzeczywistnił tę miłość Ojca za pośrednictwem swojej Ewangelii. W końcu urzeczywistnił ją przez Krzyż i Zmartwychwstanie. W Krzyżu i Zmartwychwstaniu miłosierna miłość Boga dla całej ludzkości nabrała mocy odkupieńczej.
Oblubieńcem, o którym mówi się w dzisiejszej przypowieści, jest Odkupiciel świata. W mocy swojej odkupieńczej miłości Jezus Chrystus stał się Oblubieńcem Kościoła, Oblubieńcem każdej duszy ludzkiej w wielkiej, międzyosobowej wspólnocie ludu Bożego. Przypowieść mówi o dziesięciu pannach, które wyszły na spotkanie oblubieńca. W ten sposób powołuje się na ówczesną praktykę, związaną z obrzędem ślubnym. Za pośrednictwem tego odniesienia, za pośrednictwem tej symbolicznej cyfry dziesięciu panien, ujawnia się prawda uniwersalna. Wszyscy ludzie są powołani do wyjścia na spotkanie Chrystusa Odkupiciela, ponieważ On sam wychodzi na spotkanie wszystkich i każdego, jako Ten, który miłuje; jako Oblubieniec, który oddaje siebie z miłości. Czyż nie mówi o tym Krzyż i Zmartwychwstanie? Czyż nie mówią o tym wszystkie sakramenty Kościoła, a w szczególności Najświętsza Eucharystia?
Przypowieść ewangeliczna mówi o dziesięciu pannach, z których pięć było roztropnych, a pięć nierozsądnych. Roztropne były te, które wychodząc na spotkanie oblubieńca, wzięły nie tylko swoje lampy, lecz także oliwę dla podtrzymania płomienia, który palił się w tych lampach. Panny nierozsądne zapomniały o oliwie. Dlatego kiedy nadszedł oblubieniec, pierwsze były gotowe, aby wejść razem z nim na ucztę weselną. Innym natomiast zgasły lampy z braku oliwy. Nie były gotowe, aby wejść na ucztę weselną razem z oblubieńcem. I nie weszły. Ta przypowieść jest bardzo wymowna i równocześnie głęboko znamienna. Lampą zapaloną jest człowiek, który odpowiada na wezwanie Oblubieńca. Lampą zapaloną jest życie ludzkie, w którym owocuje odkupieńcza moc Krzyża i Zmartwychwstania Chrystusowego. Lampą zapaloną jest serce człowieka, oświecone przez wiarę i przez nadzieję, i równocześnie płonące tą miłością, którą Duch Święty rozlewa w naszych sercach jak oliwę, o której mówi Ewangelia. Lampą zapaloną jest łaska uświęcająca, jako stan duszy ludzkiej, jako zadatek życia wiecznego (Homilia, 11.11.1984).
- Przypowieść o talentach - Mt 25,14-30
"Dobrze, sługo dobry i wierny. Byłeś wierny w niewielu rzeczach, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana" (Mt 25,23). (...) Kościół przypomina nam słowa Pana wzywające nas do czuwania w oczekiwaniu Jego powrotu. Powinniśmy przygotować się na to, dając prostą, lecz zdecydowaną odpowiedź na wezwanie do nawrócenia, które Jezus do nas kieruje, polecając nam przeżywać Ewangelię jako emocję, nadzieję, oczekiwanie. (...) Odkupiciel opowiada przypowieść o talentach, aby nam pokazać, że tych, którzy należą do Niego w wierze i żyją aktywnie w oczekiwaniu Jego powrotu, można porównać ze sługą dobrym i wiernym, który w sposób rozumny, sprawnie i owocnie zarządza dobrami nieobecnego pana.
Co oznacza talent? W sensie literalnym oznacza wielkiej wartości monetę będącą w użyciu w czasach Jezusa. W sensie przenośnym oznacza dary, które są udziałem każdego konkretnego człowieka: zespół przymiotów, w które podmiot osobowy, w swoim całokształcie psychofizycznym jest wyposażony przez naturę.
Jednakże przypowieść wykazuje, że te zdolności są równocześnie darem Stwórcy danym, przekazanym każdemu człowiekowi. Te dary są różne i wielopostaciowe. Potwierdza to obserwacja życia ludzkiego, w którym widoczna jest rozmaitość i bogactwo talentów, jakie posiadają ludzie. Opowiadanie Jezusa podkreśla z naciskiem, że każdy talent jest wezwaniem i zobowiązaniem do określonej pracy nad sobą samym i pracy dla innych. Czyli potwierdza konieczność ascezy osobistej, połączonej z aktywnością dla dobra brata. (...)
Każdy z was winien czuć się zobowiązany trwać umysłem i sercem w tym, co posiada wartość. Winien prowadzić życie, które nie byłoby uzależnione od oceny światowej, od szacunku ludzkiego. A to będzie możliwe, jeżeli pilnie będziecie słuchać słowa Jezusowego, jako źródła cnót chrześcijańskich, i będziecie posłuszni napomnieniu Apostoła Pawła: "Wszystko, cokolwiek działacie słowem lub czynem, wszystko [czyńcie] w imię Pana Jezusa, dziękując Bogu Ojcu przez Niego" (Kol 3,17), abyśmy w ten sposób, (...) pewni Odkupienia Chrystusowego, "czy żywi, czy umarli, wraz z Nim żyli. Dlatego zachęcajcie się wzajemnie i budujcie jedni drugich, jak to zresztą czynicie" (1 Tes 5,10-11).
Jednym z największych znaków braku pracy nad sobą, braku ascezy, jest nieuznawanie własnej osoby z jej talentami, które trzeba przyjąć, ponieważ dane są przez tego Boga miłosierdzia, który nas stworzył, utrzymuje przy życiu i pomaga nam w przebyciu dróg egzystencji. Często darami, jakie Bóg stawia w naszym istnieniu, są talenty trudne, lecz nie można ich marnować ani wskutek lekceważenia, ani wskutek nieposłuszeństwa, ani, tym mniej, ponieważ są uciążliwe. Krzyż dla Chrystusa nie był motywem zastrzeżenia wobec woli Ojca, lecz warunkiem, najwyższym talentem, dzięki któremu przez swoją śmierć zniweczył śmierć naszą i zmartwychwstając, przywrócił nam życie.
Dlatego proszę was wszystkich, a w szczególności chorych, cierpiących, niepełnosprawnych, abyście przez modlitwę i ofiarę owocnym uczynili trudny, zobowiązujący, otrzymany talent.
Pamiętajcie zawsze, że prośby, modlitwy i dobrowolne przyjęcie trudów i cierpień życia pozwalają wam dotrzeć do wszystkich ludzi i przyczyniają się do zbawienia całego świata.
Ta praca nad sobą, która przynosi owoc wszystkim ludziom, ma swoje korzenie w chrzcie, który w każdym z was dał początek nowemu życiu, za pośrednictwem nadprzyrodzonego daru łaski i uwolnienia od grzechu pierworodnego. Z tym sakramentem, który uczynił was dziećmi Bożymi, otrzymaliście te dary, które stanowią autentyczne bogactwo wewnętrzne życia w Chrystusie. Złączeni z Chrystusem, upodobnieni do Niego, jesteście wezwani jako żywe członki do przyczyniania się wszystkimi waszymi siłami i zdolnościami do wzrostu waszej parafii, która jest bramą Kościoła rzymskiego, powszechnego. Otrzymane na chrzcie talenty są także wezwaniem do współpracy z łaską, co pociąga za sobą dynamizm związany z życiem chrześcijańskim oraz stopniowy i stały wzrost w tej dojrzałości, którą kształtuje wiara, nadzieja, miłość i dary Ducha Świętego. Ta współpraca realizuje się nade wszystko w tym centrum wspólnoty, jakim jest parafia, wspólnota mężczyzn i kobiet, którzy swoje różne zdolności oddają na służbę dla wzrostu osobistego i braci bliskich i dalekich.
Parafia jest Kościołem: wspólnotą ludzi, którzy powinni rozwijać w sobie talenty chrztu. Cała jej struktura, sprzyjając apostolstwu wspólnotowemu i gwarantując je, nade wszystko poprzez liturgię, katechezę i miłosierdzie, łączy razem wielorakie właściwości ludzkie, które się w niej znajdują, i pozwala, aby każdy, według zdolności, jakie posiada, po bratersku dawał swój wkład do wszelkiej inicjatywy misyjnej swojej rodziny kościelnej. Przypowieść w dzisiejszej Ewangelii mówi także o talencie ukrytym w ziemi, niewykorzystanym. "Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: "Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność" (Mt 25,24-25). Ten ostatni sługa, który otrzymał tylko jeden talent, pokazuje, jak zachowuje się człowiek, gdy nie dochowuje aktywnej wierności względem Boga. Zwycięża obawa, szacunek dla siebie, afirmacja egoizmu, który stara się usprawiedliwić własne postępowanie niesprawiedliwym wymaganiem pana, który żnie tam, gdzie nie posiał.
Ta postawa pociąga za sobą ze strony pana karę, ponieważ ten człowiek nie wykazał odpowiedzialności, jakiej od niego wymagano, i tak postępując, nie doprowadził do urzeczywistnienia tego, czego domagała się wola Boża, z następstwem niezrealizowania siebie samego, jak i niebycia użytecznym dla innych. Natomiast praca nad sobą i dla świata jest czymś, co powinno zobowiązywać konkretnie prawdziwego ucznia Chrystusowego. W różnych i specyficznych sytuacjach, w których chrześcijanin jest postawiony, winien on umieć rozpoznawać to, czego Bóg od niego wymaga, i wykonać to z radością, którą potem Jezus czyni pełną i wieczną (Homilia, 18.11.1984).
- Chrystus będzie sądził z uczynków miłości - Mt 25,31-46
"Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata" (Mt 25,34). (...) Słowa takie wypowie Syn Człowieczy, gdy jako Król stanie wobec wszystkich narodów ziemi na końcu świata. Wówczas, kiedy "oddzieli jednych ludzi od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów" (Mt 25,32), wypowie także słowa do tych, którzy znajdą się - jako owce - po prawej stronie: "Weźcie w posiadanie królestwo" (Mt 25,34). To królestwo jest ostatecznym darem Ojca, Syna i Ducha Świętego. Jest darem, który dojrzewał "od założenia świata" (Mt 25,34) w ciągu całych dziejów zbawienia. Jest ono darem Miłości miłosiernej. (...)
Królestwo Chrystusa, które jest darem odwiecznej Miłości, Miłości miłosiernej, zostało "przygotowane wam od założenia świata" (Mt 25,34). A jednak "przez człowieka przyszła śmierć..." (1 Kor 15,21). A jednak "w Adamie wszyscy umierają" (1 Kor 15,22). Do istoty królestwa zrodzonego z odwiecznej Miłości należy Życie - nie śmierć. Śmierć weszła w dzieje człowieka wraz z grzechem. Do istoty królestwa zrodzonego z odwiecznej Miłości należy Łaska - nie grzech. Grzech i śmierć są nieprzyjaciółmi królestwa, bo w nich streszcza się niejako suma zła, jakie jest w świecie, przenikając serce człowieka i jego dzieje.
Miłość miłosierna dąży do pełni dobra. Królestwo "przygotowane od założenia świata" (Mt 25,34) jest królestwem prawdy i łaski, dobra i życia. Dążąc do pełni dobra, Miłość miłosierna wchodzi w świat naznaczony piętnem śmierci i zniszczenia. Miłość miłosierna wnika w serce człowieka obciążone grzechem i pożądliwością, która jest ze świata. Miłość miłosierna podejmuje spotkanie ze złem. Wychodzi na spotkanie grzechu i śmierci. I właśnie w tym objawia się i potwierdza, że Miłość ta jest większa od wszelkiego zła. Święty Paweł uświadamia nam jednak, jak daleka jest droga przed tą Miłością - droga, która prowadzi do wypełnienia królestwa przygotowanego od założenia świata (por. Mt 25,34). O Chrystusie Królu pisze bowiem tak: "Trzeba bowiem, ażeby królował, aż położy wszystkich nieprzyjaciół pod swoje stopy. Jako ostatni wróg zostanie pokonana śmierć" (1 Kor 15,25-26). Śmierć została już po raz pierwszy pokonana w zmartwychwstaniu Chrystusa. W zwycięstwie nad swoją własną śmiercią objawił się Chrystus jako Pan i Król.
A równocześnie w świecie nadal panuje śmierć: "W Adamie wszyscy umierają" (1 Kor 15,22) - a nad sercem człowieka i nad jego dziejami ciąży grzech. Zdaje się on spiętrzać szczególnie nad naszą współczesnością. Jakiejże potęgi Miłości miłosiernej oczekujemy, ażeby Chrystus położył wszystkich nieprzyjaciół pod swoje stopy? Ażeby do końca został pokonany grzech - a jako ostatni wróg - aby została pokonana śmierć! Królestwo Chrystusa oznacza dążenie do ostatecznego zwycięstwa Miłości miłosiernej. Do eschatologicznej pełni dobra i łaski, zbawienia i życia. Ta pełnia ma swój widzialny początek na ziemi w krzyżu i zmartwychwstaniu Chrystusa. Ukrzyżowany i Zmartwychwstały jest autentycznym do końca objawieniem Miłości miłosiernej, On jest Królem naszych serc.
Trzeba, ażeby On królował (por. 1 Kor 15,25) w swym krzyżu i zmartwychwstaniu - trzeba, ażeby królował, aż "przekaże królowanie Bogu i Ojcu" (1 Kor 15,24). Gdy bowiem "pokona wszelką Zwierzchność, Władzę i Moc", które serce ludzkie trzymają w niewoli grzechu, a świat w podległości śmierci - gdy to "wszystko zostanie Mu poddane, wtedy i sam Syn zostanie poddany Temu, który Synowi poddał wszystko, aby Bóg był wszystkim we wszystkich" (1 Kor 15,28). Oto definicja królestwa przygotowanego od założenia świata (por. Mt 25,34). Oto ostateczne wypełnienie Miłości miłosiernej: Bóg - wszystkim we wszystkich! (...)
Jeżeli Bóg jest wszystkim - człowiek jest niczym. Nie ma go. Tak głoszą autorzy programów nawołujących do tego, aby człowiek odwrócił się od Boga, odrzucił Jego królestwo z bezwzględną stanowczością i determinacją, bo tylko tak może zbudować swoje królestwo, królestwo człowieka w świecie. Niepodzielne królestwo człowieka. Tak mniemają. Tak głoszą. O to walczą. Walcząc - zdają się nie zauważać, że nie może królować człowiek, jak długo zwycięża w nim grzech. Że nie jest prawdziwie królem, gdy panuje nad nim śmierć... Jakież to w końcu królowanie, gdy nie uwolni się człowieka spod tej Zwierzchności, Władzy i Mocy (por. 1 Kor 15,24), która sprowadza na manowce jego sumienie i serce, a z dzieł ludzkiego geniuszu wyprowadza potworną groźbę zniszczenia? Taka jest prawda o świecie, w którym żyjemy. Prawda o świecie, w którym człowiek z całą stanowczością i determinacją odrzuca królestwo Boże, aby uczynić tenże świat swoim niepodzielnym królestwem. A zarazem wiemy, że w świecie królestwo Boże już jest. Jest w sposób nieodwracalny. Jest ono w świecie: jest w nas! O! Jakiejże potęgi Miłości potrzebuje dzisiejszy człowiek i świat! Potęgi Miłości miłosiernej! Ażeby to królestwo, które już jest w świecie, przemogło królowanie Zwierzchności, Władzy i Mocy, które w sercu człowieka pomnażają grzech, a nad światem rozpościerają straszliwą groźbę zniszczenia. O! Jakaż potęga miłosiernej Miłości musi się objawić w krzyżu i zmartwychwstaniu Chrystusa! Potrzeba, aby On królował (por. 1 Kor 15,25). (...)
Na różne sposoby przygotowuje Chrystus Król jako Dobry Pasterz swoją Owczarnię. Tych wszystkich, których ma oddać Ojcu, aby "Bóg był wszystkim we wszystkich" (1 Kor 15,28). Jakże bardzo pragnie On powiedzieć kiedyś do wszystkich: Pójdźcie, błogosławieni u Ojca mojego, weźcie (...) królestwo" (Mt 25,34)! Jakże bardzo pragnie odnaleźć w wypełnieniu dziejów świata tych, do których będzie mógł powiedzieć: "byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie" (Mt 25,35-36)! Jakże bardzo pragnie rozpoznać swoje owce, choćby po jednym uczynku miłości, po kubku wody podanym w imię Jego (por. Mk 9,41)! Jakże bardzo pragnie zgromadzić swe owce w jedną ostateczną owczarnię, aby postawić je "po prawej stronie" - i rzec: "Weźmijcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata"!
A jednak w tej samej przypowieści mówi o kozłach, które staną po lewej stronie. To są ci, którzy odrzucili królestwo. Nie tylko Boga odrzucili, mniemając i głosząc, że Jego królestwo unicestwia niepodzielne królowanie człowieka w świecie - ale odrzucili również człowieka: nie przyjęli go, nie przyodziali go, nie odwiedzili, nie nakarmili ani nie napoili. Królestwo Chrystusa bowiem potwierdza się poprzez słowa ostatecznego sądu jako królestwo miłości do człowieka. Ostateczną podstawą wyroku będzie to właśnie: "Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili" (Mt 25,45). Tak więc jest to królestwo miłości do człowieka. Miłości w prawdzie. Jest to wreszcie królestwo Miłości miłosiernej. To królestwo jest darem zgotowanym od założenia świata - darem Miłości. Jest też owocem miłości, która w ciągu dziejów człowieka i świata stale się przedziera poprzez zapory obojętności, egoizmu, obcości i nienawiści; poprzez zapory pożądliwości oczu, ciała i pychy żywota (por. J 2,16); poprzez zarzewie grzechu, które każdy człowiek nosi w sobie; poprzez dzieje ludzkich grzechów i zbrodni, jak choćby tych, które tak obciążają nasze stulecie i nasze pokolenie... poprzez wszystko! Miłości miłosierna - prosimy Cię - nie ustawaj! Miłości miłosierna - bądź niestrudzona! Bądź stale większa od wszelkiego zła, jakie jest w człowieku i w świecie! Bądź większa od tego zła, które narosło w naszym stuleciu i pokoleniu! Bądź potężniejsza mocą Ukrzyżowanego Króla! "Błogosławione Jego królestwo, które nadchodzi" (Homilia, 22.11.1981).
EWANGELIA MĘKI, ŚMIERCI I ZMARTWYCHWSTANIA JEZUSA
- Namaszczenie w Betanii - Mt 26,6-13
Opis ustanowienia Eucharystii w Ewangeliach synoptycznych porusza prostotą i dostojnością, z jaką Jezus w wieczór Ostatniej Wieczerzy ustanawia ten wielki Sakrament. Istnieje pewien epizod, który w pewnym sensie jest preludium: namaszczenie w Betanii. Pewna kobieta, utożsamiona przez Jana z Marią - siostrą Łazarza, wylewa na głowę Jezusa f lakonik drogocennego olejku, wywołując wśród uczniów, szczególnie u Judasza (por. Mt 26,8; Mk 14,4; J 12,4), negatywną reakcję, jakby ten gest, biorąc pod uwagę potrzeby biednych, był marnotrawstwem nie do przyjęcia. Jednak ocena ze strony Jezusa jest zupełnie inna. Z całym poszanowaniem obowiązku wspierania potrzebujących, którymi uczniowie zawsze będą musieli się zajmować - "ubogich zawsze macie u siebie" (Mt 26,11; Mk 14,7; por. J 12,8) - On, myśląc o zbliżającej się chwili swojej śmierci i złożenia do grobu, docenia namaszczenie, którego dostąpił jako zapowiedź tej czci, jakiej Jego ciało, nierozerwalnie związane z tajemnicą Jego osoby, będzie godne także po śmierci. (...)
Chrystus rozmawia z kobietami o sprawach Bożych, znajdując u nich dla tych spraw zrozumienie: autentyczny rezonans umysłu i serca, odpowiedź wiary. I Jezus dla tej specyficznie kobiecej odpowiedzi wyraża uznanie i podziw, jak w wypadku niewiasty kananejskiej (por. Mt 15,28). Czasem tę żywą wiarę przenikniętą miłością daje za przykład: "naucza więc, biorąc asumpt z tej kobiecej odpowiedzi umysłu i serca". Tak czyni w wypadku owej kobiety grzesznicy, której postępowanie w domu faryzeusza staje się dla Jezusa punktem wyjścia dla wyjaśnienia prawdy o odpuszczeniu grzechów: "odpuszczone jej są liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje" (Łk 7,47). Przy sposobności innego namaszczenia Jezus bierze w obronę kobietę i jej uczynek wobec uczniów, w szczególności Judasza: "Czemu sprawiacie przykrość tej kobiecie? Dobry uczynek spełniła względem Mnie (...). Wylewając ten olejek na moje ciało, na mój pogrzeb to uczyniła. Zaprawdę, powiadam wam: Gdziekolwiek po całym świecie głosić będą tę Ewangelię, będą również opowiadać na jej pamiątkę to, co uczyniła" (Mt 26,6-13).
Istotnie, Ewangelie głoszą nie tylko to, co uczyniła wspomniana kobieta w Betanii, w domu Szymona Trędowatego, ale także podkreślają, że w momencie ostatecznej próby, rozstrzygającej o całym mesjańskim posłannictwie Jezusa z Nazaretu, u stóp Krzyża znalazły się przede wszystkim kobiety. Z Apostołów dochował wierności tylko Jan. Kobiet zaś było wiele. Nie tylko Matka Chrystusa i "siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena" (J 19,25) - ale "wiele niewiast, które przypatrywały się z daleka. Szły one za Jezusem z Galilei i usługiwały Mu" (Mt 27,55). Jak widać, w tej najcięższej próbie wiary i wierności kobiety okazały się mocniejsze od Apostołów; w tych momentach niebezpieczeństwa te, które wiele umiłowały, potrafiły przezwyciężyć lęk. Przedtem jeszcze były kobiety na drodze krzyżowej, "które zawodziły i płakały nad Nim" (Łk 23,27). Wcześniej jeszcze była żona Piłata, która przestrzegała swojego męża: "Nie miej nic do czynienia z tym Sprawiedliwym, bo dzisiaj we śnie wiele nacierpiałam się z Jego powodu" (Mt 27,19) (Enc. Ecclesia de Eucharistia, 47).
- Męka naszego Pana Jezusa Chrystusa według świętego Mateusza - Mt 26,14-27,66
W Niedzielę Palmową myśl i serce Kościoła są przy krzyżu. Jest to krzyż naszej wiary i naszej nadziei. Krzyż Odkupienia człowieka i świata: Cruxfidelis - inter omnes - arbor una nobilis. Tego krzyża nie żądają dla Chrystusa zgromadzeni przed pretorium Piłata w Wielki Piątek. "Ukrzyżuj Go, ukrzyżuj!" W tej samej Jerozolimie, w której się rozlegały słowa: "Hosanna! Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie! Hosanna Synowi Dawidowemu!" - będą wołali: "Ukrzyżuj!". Piłat umyje ręce i powie: "Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego" (Mt 27,24). A te same głosy odpowiedzą: "Krew Jego na nas i na dzieci nasze" (Mt 27,25). I wyrok śmierci krzyżowej zostanie w ten sposób przypieczętowany. Chrystus weźmie krzyż na swoje ramiona. Cruxfidelis...
Poprzez wszystkie pokolenia ludzkie trwać będzie ten krzyż, nie odstępując od Chrystusa. Stanie się Jego pamiątką i Jego znakiem. Stanie się odpowiedzią na pytania stawiane Bogu przez człowieka - i pozostanie tajemnicą. Kościół otoczy go ciałem swej żywej wspólnoty, otoczy go wiarą ludzi, ich nadzieją i miłością. Kościół będzie niósł z Chrystusem krzyż przez pokolenia. Będzie świadczył o nim. Będzie z niego czerpał życie. Będzie z krzyża rósł owym tajemniczym wzrostem Ducha, jaki w krzyżu ma swój początek. Apostoł napisze: "w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół" (Kol 1,24). Kościół będzie rósł z krzyża jako tajemnicze Ciało Mistyczne Chrystusa, dopełniając krzyż.
Trzeba o tym pamiętać tutaj, w Rzymie, gdzie tyle pokoleń dopełniło krzyż Chrystusa przez umęczone ciała męczenników trzech pierwszych stuleci, męczenników skazywanych za wiarę na straszliwe cierpienia i śmierć. Kościół dojrzewał i rósł z tajemnicy Chrystusowego krzyża. Kościół dojrzewał i rósł, pisząc swoje martyrologium - jeden z najdroższych dokumentów historii ludzkiego zbawienia. Cruxfidelis...
Kościół naszych czasów również pisze swoje martyrologium, jego coraz dalsze, jego współczesne rozdziały. Nie można o tym zapominać. Nie można odwracać oczu od tej rzeczywistości, która jest podstawowym wymiarem Kościoła naszych czasów.
Kościół naszych czasów dalej pisze swoje martyrologium. Nie można zapominać o tych, którzy w ciągu tej naszej epoki ponieśli śmierć za wiarę i miłość Chrystusa, którzy na różne sposoby byli i są więzieni, torturowani, katowani, wydawani na śmierć, a także poddawani szyderstwom i nagabywaniom, upokarzani i społecznie upośledzani. Nie można zapominać o martyrologium Kościoła i chrześcijan naszej epoki. To martyrologium wypełnia się innymi faktami niż tamto pierwotne. Inne są metody męczeństwa i inne rodzaje świadectwa, ale wszystkie one wyrastają z tego samego krzyża i dopełniają ten sam Chrystusowy krzyż naszego Odkupienia. Cruxfidelis...
Nie mogą ludzie żyjący w warunkach wolności i dobrobytu odwracać oczu od tego krzyża i pokrywać milczeniem świadectwa tych, których przywykło się czasem nazywać Kościołem milczenia. Zmuszony do milczenia, Kościół w warunkach przymusowej ateizacji rośnie nadal z Chrystusowego krzyża, a swym milczeniem głosi prawdę największą. Tę samą, którą sam Bóg wypisał u podstaw naszego zbawienia. Cruxfidelis...
W ciągu całego Wielkiego Postu szukaliśmy tych dróg nawrócenia do Chrystusa, na które musi wchodzić Kościół, jeśli ma być wierny Odkupicielowi. Dziś, u progu Wielkiego Tygodnia, niechaj sam krzyż stanie się źródłem odnowy wszystkiego w nas, którzy w nim pokładamy nadzieję do końca. Gdy tak jak Jezus w Ogrójcu doświadczamy słabości ciała (por. Mt 26,41; Mk 14,38) lub ludzkiej natury, podatnej na schorzenia fizyczne i psychiczne, winniśmy prosić Ducha Świętego o dar Męstwa, aby stanowczo i zdecydowanie trwać na drodze dobra. Wtedy będziemy mogli powtórzyć za św. Pawłem: "mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny" (2 Kor 12,10).
Wielokrotnie w okresie Wielkiego Postu powraca ten zwrot, to wołanie proroka Joela: "Rozdzierajcie jednak serca wasze, a nie szaty!" (Jl 2,13). Przypominamy sobie ów gest: kiedy Jezus stanął przed sądem Sanhedrynu w nocy z czwartku na piątek, najwyższy kapłan zadał Mu pytanie: "Poprzysięgam Cię na Boga żywego, powiedz nam: Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży?" A kiedy Jezus odpowiedział potwierdzająco, wówczas najwyższy kapłan rozdarł szaty swoje (por. Mt 26,59-68). Rozdzieranie szat wyrażało oburzenie, święty gniew. Wyrażało również ból. Było wyrazem wielkiego wstrząsu duchowego. Mogło jednak być gestem czysto zewnętrznym, nie sięgającym wewnętrznej prawdy serca. I dlatego prorok napomina: "Rozdzierajcie serca wasze!".
Jest to wezwanie na czasie w okresie Wielkiego Postu, a zwłaszcza w tych dwu ostatnich jego tygodniach poprzedzających Wielkanoc. Wezwanie skierowane do każdego człowieka, do jego wnętrza, do jego sumienia. Sumienie jest miarą człowieka. Ono świadczy o jego wielkości i o jego głębi. Aby ta głębia się otwarła, aby tej wielkości człowiek nie pozwolił sobie odebrać, Bóg przemawia słowem krzyża. Verbum crucis: jest to słowo ostateczne, definitywne. Wobec człowieka Bóg zechciał użyć i nadal używa tego słowa, które porusza sumienia, które ma moc rozdzierania ludzkich serc. Człowiek wewnętrzny musi pytać samego siebie, dlaczego Bóg zdecydował się przemówić tym słowem. Jakie znaczenie ma ta decyzja Boga w dziejach człowieka? Jest to zasadnicze pytanie Wielkiego Postu, całego liturgicznego okresu Męki Pańskiej.
Człowiekowi współczesnemu grozi duchowa znieczulica. A nawet śmierć sumienia. Śmierć sumienia jest czymś głębszym od grzechu: jest to zabicie świadomości grzechu. Tyle czynników składa się dzisiaj na zabijanie sumienia ludzi naszych czasów. Odpowiada to tej rzeczywistości, którą Chrystus nazwał grzechem przeciwko Duchowi Świętemu. Ten grzech zaczyna się wówczas, gdy do człowieka nie przemawia już słowo krzyża jako ostatni krzyk miłości, która ma moc rozdzierania serc. Scindite corda vestra. Kościół nie przestaje modlić się o nawrócenie grzeszników, o nawrócenie każdego człowieka, każdego z nas, właśnie dlatego, że szanuje, że ceni wielkość i głębię człowieka. Właśnie dlatego, że tajemnicę jego serca odczytuje poprzez tajemnicę Chrystusa. Weźmy więc do serca napomnienie św. Pawła, abyśmy "nie przyjmowali na próżno łaski Bożej" (2 Kor 6,1), co więcej, abyśmy potrafili zrozumieć i doświadczyć tej wspaniałej prawdy, że "jeżeli ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem" (2 Kor 5,17). Ileż to wieków wcześniej mówił Izajasz: "On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści, a myśmy Go za skazańca uznali, chłostanego przez Boga i zdeptanego" (Iz 53,4). Starty dla grzechów naszych. A jednak czyż nie mówiono na Golgocie: "jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża!" (Mt 27,40)?
Tak mówiono. A przecież Izajasz mówił wiele wieków wcześniej: "On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy (...). Wszyscyśmy pobłądzili jak owce, każdy z nas się obrócił ku własnej drodze, a Pan zwalił na Niego winy nas wszystkich.
(...) Tak! Zgładzono Go z krainy żyjących; za grzechy mego ludu został zbity na śmierć" (Iz 53,5-6.8).
Starty za grzechy nasze! Serce Jezusa - starte za grzechy... Całe ciało Ukrzyżowanego ogarniają stopniowo bóle konania. Powoli śmierć dociera do Serca. Jezus mówi: "Wykonało się!" (J 19,30). Ojcze, w ręce Twoje oddaję ducha mego (por. Łk 23,46). Jakże inaczej miały się wypełnić Pisma? Jakże inaczej miało się wypełnić słowo proroka, który mówi: "Zacny mój Sługa usprawiedliwi wielu, (...) a wola Pańska spełni się przez Niego!" (Iz 53,11.10). Wola Ojca! Nie moja, lecz Twoja wola! (NMM, 1.04.1979).
- Chrystus zmartwychwstał - Mt 28,1-10
"Wy się nie bójcie! Gdyż wiem, że szukacie Jezusa Ukrzyżowanego. Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał, jak zapowiedział. Przyjdźcie, zobaczcie miejsce, gdzie leżał" (Mt 28,5-6). To orędzie, wypowiedziane przy pustym grobie, rozchodzi się na cały świat i dociera do każdego zakątka ziemi; jest ono przesłaniem nadziei dla wszystkich. Odkąd ukrzyżowany Nazarejczyk powstał z martwych o świcie trzeciego dnia, ostatnie słowo nie należy już do śmierci, lecz do życia! W zmartwychwstałym Panu Bóg objawił w pełni swą miłość do całej ludzkości.
Najpierw kobiety, później uczniowie, a na końcu i Piotr odkrywają radosną prawdę: "Tego właśnie Jezusa wskrzesił Bóg, a my wszyscy jesteśmy tego świadkami" (Dz 2,32). Drodzy Bracia i Siostry, również i my - tak jak oni i razem z nimi - jesteśmy wezwani do głoszenia ludziom naszych czasów tej dobrej nowiny: "Zmartwychwstał już Chrystus, Pan mój i nadzieja" (sekwencja paschalna). Jest moim głębokim pragnieniem, aby orędzie paschalne coraz bardziej umacniało wiarę wszystkich ochrzczonych, a pokój, dar Chrystusa zmartwychwstałego, zapanował w każdym ludzkim sercu i przywrócił nadzieję wszystkim uciśnionym i cierpiącym!
"Nie bójcie się! Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech idą do Galilei, tam Mnie zobaczą" (Mt 28,10). Dzisiejsza liturgia przytacza słowa, które Jezus skierował do kobiet przybyłych do grobu w dniu Paschy. "Maria Magdalena i druga Maria" (Mt 28,1) znajdują grób pusty i spotykają anioła, który ogłasza im zmartwychwstanie Chrystusa. Potem widzą Jezusa, który każe im iść do Apostołów, nadal ogarniętych lękiem po wydarzeniach poprzednich dni. Dzisiaj (...) my także słyszymy orędzie, które Kościół głosi od samego początku: "Chrystus zmartwychwstał!". Oto radosna wieść, którą na mocy chrztu mamy głosić wszyscy świadectwem naszego życia. Świadectwo o zmartwychwstaniu Chrystusa i o nadziei, którą On nam przyniósł, to najpiękniejszy dar, jaki chrześcijanin może i powinien ofiarować braciom. Wszystkim ludziom i każdemu z osobna głosimy zatem: Chrystus zmartwychwstał, Alleluja!
Wielkanoc jest triumfem życia, które nie umiera. Dzisiejsze święto (...) przypomina o obecności niebiańskiego wysłannika w ewangelicznych relacjach o zmartwychwstaniu. Ukazując się niewiastom przy grobie, anioł obwieszcza im, że Jezusa ukrzyżowanego nie ma w grobie, ale że zmartwychwstał i udał się przed uczniami do Galilei (por. Mt 28,3-7; Mk 16,5-7; Łk 24,4-7). "Jezus Nazarejczyk, ukrzyżowany, zmartwychwstał, nie ma Go tutaj!" - mówi anioł niewiastom przybyłym wczesnym rankiem do grobu. Tymi słowami daje im do zrozumienia, że pusty grób jest znakiem nowej obecności Pana wśród ludzi; grób otwarty i pozbawiony ciała Jezusa jest świadectwem zwycięstwa życia nad śmiercią. Oto radosna nowina! Jezus zmartwychwstały jest autentyczną Ewangelią życia. Przekazuje człowiekowi boskie życie, godność dziecka Bożego. Od Apostołów przejęliśmy tę dobrą nowinę, z którą mamy dotrzeć "do serca każdego człowieka i wprowadzić ją do samego wnętrza ludzkiego społeczeństwa" (Evangelium vitae, 80). (...) Pierwszym wydarzeniem paschalnym, wobec którego stajemy, jest pusty grób. Bez wątpienia on sam jako taki nie jest bezpośrednim dowodem zmartwychwstania. Nieobecność ciała Chrystusa w grobie, w którym zostało ono złożone, dałaby się wytłumaczyć inaczej; tak właśnie przez chwilę myślała Maria z Magdali, gdy widząc pusty grób, przypuszczała, że ktoś zabrał ciało Jezusa (por. J 20,13). Sanhedryn usiłował rozpowszechniać pogłoskę, że gdy żołnierze spali, uczniowie wykradli ciało Jezusa. "I tak - notuje Mateusz - rozniosła się ta pogłoska między Żydami, i trwa aż do dnia dzisiejszego" (Mt 28,15).
Mimo to pusty grób stanowił dla wszystkich, przyjaciół i wrogów, przejmujący znak. Dla ludzi dobrej woli jego odkrycie stało się pierwszym krokiem ku uznaniu faktu zmartwychwstania jako prawdy, której nie można odrzucić. Stało się nim przede wszystkim dla niewiast, które wczesnym rankiem poszły do grobu, by namaścić ciało Chrystusa. One pierwsze przyjęły nowinę: "powstał, nie ma Go tu. (...) idźcie, powiedzcie Jego uczniom i Piotrowi" (Mk 16,6-7). "Przypomnijcie sobie, jak wam mówił, będąc jeszcze w Galilei: "Syn Człowieczy musi być wydany w ręce grzeszników i ukrzyżowany, lecz trzeciego dnia zmartwychwstanie". Wtedy przypomniały sobie Jego słowa" (Łk 24,6-8). Z pewnością niewiasty przeżyły wstrząs i przerażenie (por. Mk 16,8; Łk 24,5).
I one nie były skłonne zbyt łatwo przyjąć faktu, który - choć przepowiedziany przez Jezusa - przechodził ludzkie wyobrażenia. W swojej wrażliwości i subtelności intuicyjnie pojęły, zwłaszcza Maria z Magdali, co się wydarzyło, i pobiegły do Apostołów, aby zanieść im radosną wiadomość. Mateusz w swojej Ewangelii zapisał, że gdy były w drodze, Jezus wyszedł im naprzeciw, pozdrowił je i powtórzył polecenie zaniesienia nowiny braciom (por. Mt 28,8-10). Niewiasty były więc pierwszymi zwiastunami zmartwychwstania Chrystusa, nawet wobec Apostołów (por. Łk 24,10). Fakt ten wymownie świadczy o ważności kobiety już w dniach wydarzenia paschalnego! Wśród tych, którzy otrzymali wiadomość od Marii z Magdali, byli Piotr i Jan (por. J 20,2-8). Udali się oni do grobu pełni wahań, tym bardziej że Maria powiedziała im o zabraniu ciała (por. J 20,2). Kiedy przybyli, także oni znaleźli grób pusty. Ostatecznie uwierzyli, choć wcześniej byli pełni wątpliwości, gdyż - pisze Jan - "dotąd (...) nie rozumieli jeszcze Pisma [które mówi], że On ma powstać z martwych" (J 20,9).
Powiedzmy prawdę: fakt ten był zadziwiający dla tych ludzi, którzy się znaleźli wobec czegoś, co ich przerastało. Sama ta trudność, ukazana w wewnętrznie logicznym przekazie tradycji o tym wydarzeniu, potwierdza jego nadzwyczajność i to, że na umysłach szczęśliwych świadków wywarło ono wrażenie wstrząsające. Odwołanie się do Pisma jest dowodem na to, że niejasno zdawali sobie sprawę z obecności tajemnicy, którą rozjaśnić mogło jedynie Objawienie.
Oto nowa przesłanka, którą należy dobrze rozważyć, jeśli pusty grób na pierwszy rzut oka zdumiewał i nawet mógł budzić pewne podejrzenie, to stopniowe poznawanie tego faktu, jak notują Ewangelie, prowadziło do odkrycia prawdy zmartwychwstania.
W rezultacie dowiadujemy się, że niewiasty, a potem Apostołowie, znaleźli się wobec szczególnego znaku: znaku zwycięstwa nad śmiercią. Jeżeli sam grób przywalony ciężkim kamieniem świadczył o śmierci, to pusty grób i odwalony kamień były pierwszą wieścią o tym, że śmierć została pokonana.
Trudno bez głębokiego przejęcia się rozważać stan ducha trzech niewiast, które o świcie idąc do grobu, mówiły między sobą: "Kto nam odsunie kamień od wejścia do grobu?" (Mk 16,3), a potem, już na miejscu, ze zdumieniem stwierdziły, że "kamień był już odsunięty, a był bardzo duży" (Mk 16,4). Według Ewangelii Marka znalazły w grobie kogoś, kto oznajmił im o zmartwychwstaniu (por. Mk 16,5), one jednak przestraszyły się i mimo zapewnień młodzieńca ubranego w białą szatę, "uciekły od grobu: ogarnęło je bowiem zdumienie i przestrach" (Mk 16,8). Jakże ich nie rozumieć? A jednak zestawienie z paralelnymi tekstami innych Ewangelistów pozwala stwierdzić, że mimo przerażenia niewiasty zaniosły wieść o zmartwychwstaniu, którego pierwszym znakiem był pusty grób i odsunięty kamień.
Droga otwarta przez ten znak doprowadzi niewiasty i Apostołów do spotkania ze Zmartwychwstałym: wówczas poznanie jeszcze pełne bojaźni i niepewne stanie się przekonaniem, więcej, wiarą w Tego, który "prawdziwie zmartwychwstał". Tak było w przypadku niewiast, które widząc na swej drodze Jezusa i słysząc Jego pozdrowienie, upadły Mu do nóg i oddały Mu pokłon (por. Mt 28,9). Tak było w przypadku Marii z Magdali, która - słysząc swoje imię wypowiedziane przez Jezusa - zwraca się doń zrazu zwyczajnie: "Rabbuni (...) Nauczycielu" (J 20,16), a oświecona przez Niego co do tajemnicy paschalnej, rozradowana biegnie zanieść tę wiadomość uczniom: "Widziałam Pana" (J 20,18). Tak było w przypadku uczniów zgromadzonych w Wieczerniku, którzy "wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia", gdy wreszcie ujrzeli pośród siebie Jezusa, byli szczęśliwi dzięki nowej pewności, która wstąpiła w ich serca: "Uradowali się (...) ujrzawszy Pana" (J 20,20) (NMM, 17.04.1995).
- Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi - Mt 28,6-20
"Niech nas ogarnie łaska Twoja, Panie, według ufności pokładanej w Tobie"! Stajemy wobec niezgłębionej tajemnicy Boga samego. Wobec trynitarnej świętości Boga samego, którą objawił Chrystus ukrzyżowany i zmartwychwstały. Ogarnia nas łaska Tego, który ma wszelką władzę na niebie i na ziemi (por. Mt 28,18). Władza, która zbawia w mocy Ducha Świętego. Władza, która rodzi coraz to nowe pokolenia synów i córek Bożego przybrania. A równocześnie wiemy, że każdy człowiek nosi ten skarb w naczyniu glinianym (por. 2 Kor 4,7). O Chryste! Nadzieja, którą w Tobie pokładamy, jest większa od naszej słabości. (...)
Oto Syn zostaje posłany przez Ojca, który "tak (...) umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne" (J 3,16). I oto z kolei tenże Syn, dopełniwszy w tajemnicy paschalnej swego posłannictwa, posyła Apostołów. Mówi im: "Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!" (Mk 16,15); "Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego" (Mt 28,19). Ostatnie słowa Jezusa Chrystusa przed powrotem do Ojca stanowią mandat misyjny. Ów mandat misyjny, który od czasów apostolskich Kościół wypełniał przez wieki, pozostaje nadal w mocy.
"Wszystko, co ma Ojciec, jest moje" (J 16,15), i "nikt (...) nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce, objawić" (Mt 11,27). "Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. (...) On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi" (J 16,13-14). Duch Święty oznajmi to, co objawił Syn. W dniu dzisiejszym Kościół w sposób szczególny przyjmuje objawienie Syna i świadectwo Ducha Prawdy, uwielbiając Boga Jedynego, który jest Trójcą: jest Ojcem, Synem i Duchem Świętym... Kościół nosi tę niewypowiedzianą tajemnicę Boga w sobie: Boga-Trójcy. I każdy wierzący ją w sobie nosi, skoro Apostoł pyta: "Czy nie wiecie, żeście świątynią Boga, i że Duch Boży mieszka w was?" (1 Kor 3,16). W tym Duchu, który jest Miłością i Darem, Bóg Trójjedyny udziela się swemu stworzeniu. Mówi Chrystus: kto Mnie miłuje, będzie chował moje przykazania, a Ojciec mój umiłuje go, i do niego przyjdziemy, i mieszkanie u niego uczynimy (por. J 14,23). Kto miłuje, trwa w Bogu, a Bóg w nim (por. 1 J 4,16) (Homilia, 26.05.1991).
- Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata - Mt 28,20
"Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi" (Mt 28,18). Według zapisu Ewangelii Mateuszowej te właśnie słowa pieczętują mesjańską misję Chrystusa na ziemi. One też poprzedzają bezpośrednio Jego Wniebowstąpienie. Wszelka władza... O władzy myślimy w kategoriach panowania, ładu społecznego, sprawiedliwości tego świata. Jezus Chrystus wychodzi poza te kategorie. Władza, która jest Mu dana w niebie i na ziemi, władza Jemu właściwa - to moc dania siebie za życie świata; moc Odkupienia przez miłość. Ta moc osiągnęła swój zenit w tajemnicy paschalnej. Ofiara Krzyża i Zmartwychwstanie są szczytem tej mocy. Poprzez Eucharystię owa władza Chrystusa: moc dawania siebie za życie świata - staje się na co dzień udziałem Kościoła. Staje się samym sercem jego posłannictwa i jego służby. Najmilsi, musicie stale mieć to przed oczyma, wy, którym jest dane przyjmować sakrament kapłaństwa w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego. Sakrament Kapłaństwa jest najściślej związany z Eucharystią. Chrystus dzieli się z wami w sposób zupełnie szczególny tą władzą, jaka dana jest tylko Jemu w niebie i na ziemi. Wedle Łukaszowego zapisu Dziejów Apostolskich, zanim odszedł do Ojca, wypowiedział Chrystus Zmartwychwstały te słowa do Apostołów: "gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami" (1,8). (...)
"Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata" (Mt 28,20). Obietnica ta, którą - rzecz paradoksalna - Jezus dał swoim uczniom w chwili, gdy ich opuszczał, spełnia się w szczególny sposób w sakramencie Eucharystii. Pod widzialnymi postaciami chleba i wina Jezus uobecnia się w określonym miejscu i czasie, pozwalając każdej ludzkiej istocie, gdziekolwiek by była i do jakiejkolwiek należała epoki historycznej, na nawiązanie z Nim osobistego kontaktu. W Eucharystii logika Wcielenia osiąga swą ostateczną konsekwencję. Znajduje w niej ukoronowanie ta droga, która skłoniła Jezusa do ogołocenia się z przywilejów boskości, by przyjąć stan sługi (por. Flp 2,8-7) i by przy każdym z nas stanąć jako brat, by w końcu stać się Pokarmem i Napojem naszej duszy w jej duchowej wędrówce. Jezus nie tylko po to chciał pozostać z nami, by nas pocieszać w doświadczeniach codziennych i pomagać w przyjmowaniu życia z całym jego ciężarem dolegliwości, niesprawiedliwości i krzywd. Jest On z nami, ażeby wspierać nas w walce z każdym przejawem zła na ziemi i by pobudzać nasze zaangażowanie w postęp historii ku celom coraz bardziej godnym człowieka.
Chrześcijanin nie może, oczywiście, oczekiwać, że w Eucharystii znajdzie całkiem gotowe sugestie co do działań, jakie ma podjąć na rozmaitych polach swego życia osobistego, rodzinnego, społecznego czy wspólnotowego, gospodarczego lub politycznego. Jednak zawsze uczestniczenie w stole Pańskim dotyka bezpośrednio ludzkiej świadomości dobra i zła, stawia człowieka w obliczu jego własnych odpowiedzialności wobec osób bliskich i dalekich oraz wobec otaczającego świata. A zatem komunia w łamanym chlebie każdego zobowiązuje do wkładu w budowę nowego świata!
Do jakiego wkładu? Do tego, którego za każdym razem domagają się okoliczności i który umożliwiają dary, w jakie wyposażyła nas Opatrzność. W chrześcijańskiej perspektywie widzimy z równą wyrazistością różne dary, dary postępowania i działania, nie mniej aniżeli dary cierpienia i poddania się. Działanie z Chrystusem i wraz z Nim bycie uległym wchodzi w zakres nowego przynaglającego wezwania, skierowanego do wszystkich od początku ewangelicznego posłannictwa Chrystusa; wezwania, które później Bernadetta z Lourdes otrzyma z ust Dziewicy na brzegu rzeki Gave; wezwania, by czynić pokutę. Jest to wezwanie ewangeliczne i zarazem eucharystyczne. Łamać chleb z Chrystusem - znaczy budować dzień po dniu życie w pełni ludzkie i chrześcijańskie - życie wiary, nadziei i miłości, życie na pewno niepozbawione trudności i krzyży, lecz pełne sensu, tego sensu, pełne radości (Homilia, 31.05.1984).
- Chrystus zmartwychwstały ukazuje się niewiastom - Mt 28,8-15
Wszystkie te dni, między Niedzielą Wielkanocną i drugą Niedzielą Wielkanocną, in Albis, stanowią w pewnym sensie jeden dzień. Liturgia koncentruje się na jednym Wydarzeniu, na jednej Tajemnicy. Zmartwychwstał, nie ma Go tu (por. Mk 16,6). Dokonał Paschy. Objawił znaczenie Przejścia. Potwierdził prawdę swoich słów. Powiedział ostatnie słowo swojego orędzia: orędzia Dobrej Nowiny, Ewangelii. Sam Bóg, który jest Ojcem, to jest dawcą życia, sam Bóg (...) nie chce śmierci (por. Ez 18,23.32) i "stworzył wszystko po to, aby było" (Mdr 1,14), ukazał aż do dna, w Nim i przez Niego, swoją Miłość. Miłość znaczy Życie. Zmartwychwstanie jest definitywnym świadectwem Życia, czyli Miłości. Mors et vita duello conflixere mirando / Dux vitae mortuus regnat Vivus! ""Śmierć zwarła się z życiem / i w boju, o dziwy, / Choć poległ Wódz życia, / króluje dziś żywy". Oto dzień, który Pan uczynił" (Ps 118[117],24): "Wspanialszy od wszystkich, jaśniejszy nad wszystkie, w którym Pan zmartwychwstał, w którym tchnieniem odrodzenia utworzył sobie nowy lud (...), w którym umysły wszystkich napełnił radością i weselem" (św. Augustyn, Sermo 168 in Pascha, X, 1: PL 39, 2070).
Ten jeden dzień odpowiada w pewien sposób wszystkim siedmiu dniom, o których mówi Księga Rodzaju, i które były dniami stworzenia (por. Rdz 1-2). Dlatego obchodzimy je wszystkie w tym jednym dniu. Przez te dni w czasie oktawy święcimy tajemnicę nowego stworzenia. Ta tajemnica wyraża się w Osobie Chrystusa Zmartwychwstałego. On sam jest już tą Tajemnicą i stanowi dla nas jej obwieszczenie, wezwanie do niej. Zaczyn. Na mocy tego wezwania i tego zaczynu stajemy się wszyscy w Jezusie Chrystusie nowym stworzeniem. "Tak przeto odprawiajmy święto nasze nie przy użyciu starego kwasu (...), lecz - przaśnego chleba czystości i prawdy" (1 Kor 5,8).
Chrystus, po swoim zmartwychwstaniu, wraca na to samo miejsce, z którego wyszedł na Mękę i na Śmierć. Wraca do Wieczernika, gdzie znajdowali się Apostołowie. Przyszedł, gdy drzwi były zamknięte, stanął wśród nich i powiedział: "Pokój wam! I dalej: Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam (...). Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane" (J 20,19-23). Jak wiele znaczące są te pierwsze słowa Jezusa wypowiedziane po zmartwychwstaniu! W nich zawiera się orędzie Zmartwychwstałego. Kiedy Jezus mówi: "Weźmijcie Ducha Świętego!", przychodzi nam na myśl ten sam Wieczernik, w którym Jezus wygłosił przemówienie pożegnalne. Wypowiedział wtedy słowa wyrażające tajemnicę Jego Serca: "Pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was" (J 16,7). Powiedział tak, myśląc o Duchu Świętym. I oto teraz, po dokonaniu swojej ofiary, swojego odejścia przez Krzyż, przychodzi na nowo do Wieczernika, aby przynieść im Tego, którego obiecał. Ewangelia mówi: "Tchnął na nich i powiedział im: "Weźmijcie Ducha Świętego!"" (J 20,22). Wypowiada dojrzale słowa swojej Paschy. Przynosi im dar Męki i owoc Zmartwychwstania.
Tym darem stwarza ich na nowo. Daje im władzę budzenia innych do Życia, również kiedy to życie w nich by umarło: "Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone" (J 20,23).
Od Zmartwychwstania do Zielonych Świąt minie 50 dni. Jednakże już w tym jednym dniu, który Pan uczynił (por. Ps 118[117],24), zawarty jest istotny dar i owoc Zielonych Świąt. Kiedy Chrystus mówi: "Weźmijcie Ducha Świętego!", ogłasza aż do końca swoją tajemnicę paschalną. "Jest to rzeczywistość tajemnicza i ukryta, której nikt nie zna, jak tylko ten, kto ją otrzymuje, i nie otrzymuje nikt, jak tylko ten, kto jej pragnie, i nie pragnie nikt, jak tylko ten, kogo w głębi serca rozpali ogień Ducha Świętego, którego Chrystus zesłał na ziemię" (św. Bonawentura, Itinerarium mentis in Deum, 7, 4: Opera omnia, ed. Quaracchi, V, s. 213).
II Sobór Watykański wyjaśnił na nowo tajemnicę paschalną w ziemskim pielgrzymowaniu ludu Bożego. Wydobył z niej pełen obraz Kościoła, który zawsze zapuszcza swoje korzenie w tę zbawczą tajemnicę i z niej czerpie żywotne soki. Syn Boży w naturze ludzkiej z Nim zjednoczonej, zwyciężając śmierć przez śmierć i zmartwychwstanie swoje, odkupił człowieka i przemienił w "nowe stworzenie"" (por. Ga 6,15; 2 Kor 5,17). Udzielając bowiem Ducha swego, braci swoich, powołanych ze wszystkich narodów, ustanowił w sposób mistyczny jako ciało swoje. W ciele tym życie Chrystusowe rozlewa się na wierzących, którzy "przez sakramenty jednoczą się w sposób tajemny i rzeczywisty z umęczonym i uwielbionym Chrystusem" (KK, 7). Kościół trwa nieustannie w tajemnicy Syna, która dokonała się przez zstąpienie Ducha, w Zielone Święta. Oktawa paschalna jest dniem Kościoła! Przeżywając ten dzień, powinniśmy przyjąć razem z nim słowa, które po raz pierwszy zabrzmiały w Wieczerniku, gdzie ukazał się Zmartwychwstały: "Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam" (J 20,21).
Przyjąć Chrystusa Zmartwychwstałego znaczy przyjąć misję, tak jak ją przyjęli ci, którzy w tej chwili byli zgromadzeni w Wieczerniku: Apostołowie. Wierzyć w Chrystusa znaczy wziąć udział w samej zbawczej misji, której On dokonał przez tajemnicę paschalną. Wiara jest przekonaniem umysłu i serca. To przekonanie osiąga swoje pełne znaczenie, kiedy z niego rodzi się uczestnictwo w tej misji, którą Chrystus otrzymał od Ojca. Wierzyć znaczy przyjąć konsekwentnie tę misję od Chrystusa.
Tomasz był nieobecny, kiedy po raz pierwszy Chrystus Zmartwychwstały przyszedł do Wieczernika. Ten Tomasz, który głośno oświadczył swoim braciom: "Jeżeli nie zobaczę (...), nie uwierzę" (J 20,25), przekonał się za następnym przyjściem Chrystusa Zmartwychwstałego. Wtedy, jak wiemy, zniknęły wszystkie jego zastrzeżenia i wyznał swoją wiarę tymi słowami: "Pan mój i Bóg mój" (J 20,28). Razem z doświadczeniem tajemnicy paschalnej potwierdził na nowo swój udział w misji Chrystusa. Jak gdyby po ośmiu dniach doszły także do niego te słowa Chrystusa: Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja ciebie posyłam (por. J 20,21). Tomasz stał się dojrzałym świadkiem Chrystusa.
II Sobór Watykański wykłada naukę o misji całego ludu Bożego, który jest powołany do uczestniczenia w misji samego Chrystusa (por. KK, 10-12). Jest to misja trojaka. Chrystus - Kapłan, Prorok i Król wyraził aż do końca swoją misję w tajemnicy paschalnej, w Zmartwychwstaniu. Każdy z nas w tej wielkiej społeczności Kościoła, Ludu Bożego, uczestniczy w tej misji przez sakrament chrztu. Każdy z nas jest wezwany do wiary w Zmartwychwstanie jak Tomasz. "Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym!" (J 20,27). Każdy z nas ma obowiązek określić sens swojego życia przez tę wiarę. To życie ma kształt bardzo różny. My sami mamy nadać mu określony kształt. I właśnie nasza wiara sprawia to, że życie każdego z nas jest w pełnym stopniu przeniknięte przez tę misję, którą Jezus Chrystus, nasz Odkupiciel, otrzymał od Ojca i podzielił z nami. Wiara sprawia to, że pewna część tajemnicy paschalnej wkracza w życie każdego z nas. Pewne jej promieniowanie. Trzeba, byśmy odnaleźli ten promień i żyli nim na co dzień przez cały ten czas na nowo rozpoczętego dnia, który Pan uczynił (Homilia, 18.04.1979).
EWANGELIA WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA
PRZYGOTOWANIE DO DZIAŁALNOŚCI JEZUSA 1,1-13
Jan Chrzciciel: 1,1-8
1
1 Początek Dobrej Nowiny o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym. 2 Jak napisane jest u proroka Izajasza: Oto posyłam wysłańca mojego przed Tobą. On przygotuje Ci twoją drogę. 3 Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę dla Pana. Prostymi czyńcie Jego ścieżki.
4 Tak też stało się z Janem Chrzcicielem na pustyni, [gdzie] głosił chrzest pokuty na odpuszczenie grzechów. 5 I spieszyła do niego cała Judea i wszyscy z Jerozolimy. I przyjmowali od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając swoje grzechy. 6 A Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany na biodrach, jadał zaś szarańczę i miód leśny. 7 I nauczał wołając: Idzie za mną mocniejszy ode mnie, Ten, któremu ja nie jestem godzien, schyliwszy się, rozwiązać rzemyka u Jego sandałów. 8 Ja chrzczę was wodą, a On będzie was chrzcił Duchem Świętym.
Chrzest Jezusa: 1,9-11
9 I przyszedł też w owych dniach Jezus z Nazaretu z Galilei i został ochrzczony w Jordanie przez Jana. 10 Właśnie wtedy, kiedy wychodził z wody, zobaczył otwierające się niebo i Ducha jakby w postaci gołębicy zstępującego na Niego. 11 A z nieba odezwał się głos: Tyś jest Syn mój umiłowany. W Tobie upodobałem sobie.
Kuszenie Jezusa: 1,12-13
12 I wkrótce potem Duch uprowadził Go na pustynię. 13 Przebywał na pustyni przez czterdzieści dni i był kuszony przez szatana. I był tam ze zwierzętami, aniołowie zaś usługiwali Mu.
DZIAŁALNOŚĆ JEZUSA W GALILEI 1,14-7,23
Pierwsze wystąpienie: 1,14-15
14 A kiedy Jan został uwięziony, przybył Jezus do Galilei, gdzie głosił Dobrą Nowinę o Bogu, mówiąc: 15 Wypełnił się czas i przybliżyło się królestwo Boże. Nawróćcie się i uwierzcie w Ewangelię!
Powołanie pierwszych uczniów: 1,16-20
16 A kiedy przechodził nad Jeziorem Galilejskim, zobaczył Szymona i Andrzeja, brata Szymona, jak zarzucali w jezioro sieci. Byli bowiem rybakami. 17 I powiedział do nich: Pójdźcie za Mną, a Ja uczynię was rybakami ludzi. 18 A oni, natychmiast zostawiwszy sieci, poszli za Nim. 19 Odszedłszy zaś nieco dalej, zobaczył Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, gdy byli w łodzi i naprawiali sieci. 20 I ich także powołał. A oni, zostawiwszy w łodzi ojca swego Zebedeusza z najemnikami, poszli za Nim.
Uzdrowienie opętanego: 1,21-28
21 A gdy weszli do Kafarnaum, zaraz w szabat począł nauczać w synagodze. 22 I zdumiewano się Jego nauką, bo uczył jako ten, który ma władzę, a nie tak jak uczeni w Piśmie.
23 Niebawem znalazł się też w synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. I zaczął wołać: 24 Co Tobie do nas, Jezusie Nazareński? Przyszedłeś nas zgubić? Wiem, kim jesteś, Święty Boży! 25 Tymczasem Jezus rozkazał mu: Zamilcz i wyjdź z niego! 26 Wtedy duch nieczysty począł miotać nim i wykrzykując głośno wyszedł z niego. 27 Wszystkich tedy ogarnęło zdumienie, tak że pytali jeden drugiego: Cóż to takiego jest? Nowa nauka i taka moc! Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są Mu posłuszne. 28 Rychło też rozeszła się wieść o Nim po całej krainie galilejskiej.
Uleczenie matki żony Piotra: 1,29-31
29 A zaraz po wyjściu z synagogi poszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. 30 Matka żony Szymona zaś leżała w gorączce. I zaraz powiedzieli Mu o niej. 31 Przyszedł więc do niej i podniósł ją, ująwszy za rękę. A ona, gdy już opuściła ją gorączka, poczęła im usługiwać.
Różne uzdrowienia: 1,32-34
32 A kiedy nastał wieczór i słońce już zaszło, sprowadzono do Niego wszystkich chorych i opętanych. 33 W końcu całe miasto zbiegło się przed drzwiami. 34 I uleczył wielu cierpiących na różne choroby, i wypędził wiele złych duchów, a nie pozwalał czartom mówić, ponieważ znały Go.
Jezus opuszcza Kafarnaum: 1,35-39
35 Wczesnym zaś rankiem, kiedy jeszcze było ciemno, wstał, poszedł na miejsce samotne i tam się modlił. 36 Pobiegł też za Nim Szymon ze swymi towarzyszami. 37 A kiedy Go znaleźli, powiedzieli Mu, że wszyscy Go szukają. 38 I odpowiedział im: Chodźmy gdzie indziej, do sąsiednich okolic, abym i tam mógł nauczać. Po to przecież wyszedłem.
39 I chodził po całej Galilei, nauczając w synagogach i wyrzucając złe duchy.
Uzdrowienie trędowatego: 1,40-45
40A oto przyszedł do Niego pewien trędowaty i upadłszy na kolana, prosił Go mówiąc: Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić. 41 A On, zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i powiedział: Chcę, bądź oczyszczony. 42 I natychmiast ustąpił z niego trąd i został oczyszczony. 43 I dał mu surowy nakaz, i odesłał go, 44 mówiąc: Pamiętaj, żebyś nikomu nic nie mówił. Idź tylko, przedstaw się kapłanowi i złóż [w dziękczynieniu] za swe oczyszczenie ofiarę przepisaną przez Mojżesza na świadectwo dla nich. 45 Ale on, skoro tylko wyszedł, zaczął o tym głośno rozpowiadać, tak że Jezus nie mógł już wejść jawnie do miasta. Przebywał na miejscach samotnych, a ludzie przychodzili do Niego zewsząd.
POCZĄTEK SPORÓW Z UCZONYMI W PIŚMIE I FARYZEUSZAMI 2,1-3,6
Uzdrowienie paralityka: 2,1-12
2
1 A kiedy ponownie przyszedł do Kafarnaum, dowiedziano się, że jest w domu. 2 I zebrało się wiele ludzi, tak że nawet przy drzwiach nie było już miejsca. A On ich nauczał. 3 I oto przybyli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech [ludzi]. 4 Ponieważ z powodu tłumu nie mogli się do Niego dostać, rozebrali nad Nim dach i przez otwór spuścili nosze, na których leżał sparaliżowany. 5 Widząc ich wiarę, powiedział Jezus do paralityka: Synu, twoje grzechy są ci odpuszczone. 6 Lecz siedziało tam kilku uczonych w Piśmie, którzy myśleli sobie w duchu: 7 Jakim prawem On to mówi? Przecież to bluźnierstwo! Któż może odpuszczać grzechy prócz jednego tylko Boga? 8 A Jezus, rozpoznawszy natychmiast w duchu, że właśnie tak myśleli, powiedział do nich: Czemuż to poddajecie się takim myślom? 9 Cóż jest łatwiej zrobić: Powiedzieć paralitykowi: Twoje grzechy są ci odpuszczone, czy też rozkazać, aby wstał, zabrał swoje łoże i poszedł? 10 Wiedzcie, że Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów! I rzekł wtedy do paralityka: 11 Rozkazuję ci: Wstań, weź swoje nosze i idź do domu! 12 A on wstał, natychmiast wziął swoje nosze i w obecności wszystkich wyszedł, tak że byli bardzo zdumieni i wielbiąc Boga mówili: Nigdy nie widzieliśmy czegoś podobnego.
Powołanie Lewiego i uczta z celnikami: 2,13-17
13 A potem znów wyszedł nad morze. I zbiegli się do Niego wszyscy ludzie, a On ich nauczał. 14 Przechodząc zaś zobaczył Lewiego, syna Alfeusza, gdy siedział przy cle. I powiedział do niego: Pójdź za Mną. A on powstawszy poszedł za Nim.
15 Gdy zaś siedzieli przy stole w jego domu, było z Nim i z Jego uczniami wielu celników i grzeszników. Wielu bowiem było takich, którzy przyszli za Nim. 16 Uczeni zaś w Piśmie, ci spośród faryzeuszów, widząc, że je razem z celnikami i grzesznikami, mówili do Jego uczniów: Dlaczego On je i pije razem z grzesznikami i celnikami? 17 A Jezus, usłyszawszy to, powiedział: Nie zdrowi, lecz chorzy potrzebują lekarza. Przyszedłem nie po to, żeby wzywać do siebie sprawiedliwych, lecz grzeszników.
Sprawa postów: 2,18-22
18 Gdy pewnego razu uczniowie Jana i faryzeusze pościli, zwrócono się do Niego z pytaniem: Dlaczego uczniowie Jana i uczniowie faryzeuszów poszczą, a Twoi uczniowie nie poszczą? 19 A Jezus odpowiedział im: Czyż goście na uczcie godowej mogą pościć, gdy jeszcze jest z nimi pan młody? Nie mogą pościć, jak długo jest z nimi pan młody. 20 Przyjdzie jednak czas, że zabiorą im pana młodego. I wtedy będą pościć.
21 Nikt nie przyszywa łaty z nowego sukna do starego ubrania, bo nowa łata odrywa część starego ubrania i powstaje jeszcze większe rozdarcie. 22 Nikt też nie wlewa nowego wina do starych bukłaków, bo rozsadzi ono bukłaki i zmarnuje się w ten sposób i wino, i bukłaki. Na nowe wino potrzebne są nowe bukłaki.
Łuskanie kłosów w szabat: 2,23-28
23 A kiedy pewnego szabatu przechodził wśród zbóż, Jego uczniowie idąc poczęli zrywać i wyłuskiwać kłosy. 24 Wtedy powiedzieli faryzeusze: Dlaczego oni robią w szabat to, czego nie wolno robić? 25 A On ich zapytał: Czy nigdy nie czytaliście o tym, co uczynił Dawid, gdy znalazł się w potrzebie, i był głodny, on sam i jego towarzysze? 26 Jak wszedł do świątyni Pańskiej, wtedy gdy najwyższym kapłanem był Abiatar, jak spożywał chleby pokładne, co jest dozwolone tylko kapłanom, i jak dawał nawet swoim towarzyszom? 27 I powiedział im także: Szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. 28 Otóż Syn Człowieczy jest Panem nawet szabatu.
Uzdrowienie człowieka z uschłą ręką: 3,1-6
3
1 I znów wszedł kiedyś do synagogi, i zastał tam człowieka, który miał uschłą rękę. 2 A oni podpatrywali Go, czy dokona uzdrowienia w szabat, żeby móc Go potem oskarżyć. 3 I powiedział do człowieka z uschłą ręką. Stań tu wobec wszystkich. 4 A potem rzekł do nich: Czy w szabat wolno czynić dobro czy zło, ocalić życie czy zabić je? Lecz oni nic nie odpowiedzieli. 5 Wtedy spojrzawszy na nich gniewnie zasmucił się z powodu zatwardziałości ich serca i rzekł do owego człowieka: Wyciągnij rękę. I wyciągnął rękę, i została uzdrowiona. 6 Wtedy faryzeusze, wyszedłszy wspólnie z herodianami, udali się na naradę, jak by Go zgładzić.
JEZUS CUDOTWÓRCĄ I NAUCZYCIELEM 3,7-35
Napływ ludu: 3,7-12
7 Jezus tymczasem oddalił się razem ze swymi uczniami nad jezioro. Szło z Nim wiele ludzi z Galilei, z Judei, 8 z Jerozolimy, z Idumei, z Transjordanii, z okolic Tyru i Sydonu. Mnóstwo ludzi schodziło się do Niego na wieść o Jego czynach. 9 Wtedy powiedział uczniom, żeby była dlań wolna jedna łódka, ze względu na tłum, iżby nie napierał zbyt mocno. 10 Uzdrowił tam bowiem wielu i dlatego cisnęli się, by Go dotknąć, wszyscy, którzy cierpieli na jakieś dolegliwości. 11 Co więcej, nawet duchy nieczyste na Jego widok padały wołając: Tyś jest Synem Bożym. 12 Lecz On nakazywał im surowo, żeby Go nie ujawniano.
Powołanie Dwunastu: 3,13-19
13 A potem wszedł na górę i wezwał do siebie tych, których chciał. I przyszli do Niego. 14 I ustanowił Dwunastu, ażeby z Nim byli po to by mógł ich posłać głosić naukę 15 i aby mieli władzę wypędzania złych duchów. 16 Tak więc ustanowił Dwunastu: Szymona, któremu nadał imię Piotr; 17 Jakuba, syna Zebedeusza, i Jana, brata Jakubowego, nadając im imię Boanerges, to znaczy: Synowie Gromu. 18 Ponadto Andrzeja, Filipa, Bartłomieja, Mateusza, Tomasza, Jakuba - syna Alfeusza, Tadeusza, Szymona Gorliwego 19 i Judasza Iskariotę - tego, który Go zdradził.
Interwencja krewnych Jezusa: 3,20-21
20 Kiedy przyszedł do domu, tłum znów tak się cisnął, że nawet nie mogli się posilić. 21 A gdy dowiedzieli się o tym Jego bliscy, poszli, żeby Go upomnieć. Mówili bowiem między sobą: Postradał zmysły.
Ataki uczonych w Piśmie i obrona Jezusa: 3,22-30
22 Tymczasem uczeni w Piśmie, ci, którzy przybyli z Jerozolimy, mówili: Ma Belzebuba i wyrzuca złe duchy przez przywódcę złych duchów. 23 Przywoławszy ich tedy do siebie, mówił do nich w przypowieściach: Jakżeż szatan może wyrzucać szatana? 24 Jeżeli jakieś królestwo jest rozdarte samo w sobie, to nie może ono ostać się długo. 25 Podobnie jeśli jakiś dom jest podzielony sam w sobie, to też nie ostanie się długo. 26 Jeśli więc szatan występuje przeciwko sobie samemu i sam się rozdziela, to nie może trwać długo. Już z nim koniec. 27 Lecz nikt nie może wejść do domu człowieka silnego i zagrabić jego majętność, chyba że wpierw zwiąże owego mocarza, a potem dopiero złupi jego dom. 28 Zaprawdę powiadam wam: wszystko będzie ludziom wybaczone, wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się dopuścili. 29 Lecz jeśli ktoś bluźni przeciwko Duchowi Świętemu, nigdy nie będzie mu to odpuszczone: na wieki winien jest grzechu. 30 To dlatego [tak oświadczył], iż mówili: Ma ducha nieczystego.
Prawdziwi krewni Jezusa: 3,31-35
31 Przybyła też matka Jego i bracia i stanąwszy na zewnątrz posłali do Niego, aby Go przywołać. 32 Wokół Niego siedziało właśnie mnóstwo ludzi, kiedy Mu doniesiono: Twoja matka i bracia twoi są na dworze i pytają się o Ciebie. 33 Wtedy Jezus odpowiedział: Któż to jest moja matka i kto to są moi bracia? 34 A potem, patrząc na siedzących dokoła, rzekł: Oto moja matka i moi bracia. 35 Kto bowiem pełni wolę Bożą, ten jest moim bratem, moją siostrą i matką.
Przypowieść o siewcy: 4,1-9
4
1 I znów począł nauczać nad jeziorem. Zebrało się wokół Niego tak bardzo wiele ludzi, że aż wszedł do łodzi i usiadł w niej na jeziorze, a rzesze stały na brzegu jeziora. 2 I nauczał ich wiele w przypowieściach i mówił nauczając: 3 Słuchajcie: Oto siewca wyszedł siać. 4 Gdy siał, jedno [ziarno] padło koło drogi; nadleciały ptaki i wydziobały je. 5 Inne padło na grunt skalisty i nie miało wiele ziemi. Wzeszło też zaraz, bo gleba nie była głęboka, 6 lecz z nastaniem słońca zostało przypalone i nie mając korzenia - uschło. 7 Inne z kolei wpadło między ciernie, które wyrósłszy szybko, zagłuszyły je - i nie wydało żadnego owocu. 8 Inne wreszcie padły na ziemię dobrą. Wzeszły, wyrosły i wydały plon: jedne trzydziestokrotny, inne sześćdziesięciokrotny, a jeszcze inne stokrotny. 9 I powiedział: Kto ma uszy do słuchania, niech słucha.
Tajemnica Królestwa Bożego: 4,10-12
10 A kiedy znalazł się sam, zapytali Go uczniowie razem z Dwunastoma, co znaczą te przypowieści. 11 A On powiedział do nich: Wam dana jest tajemnica królestwa Bożego, lecz dla tych, którzy są spoza waszego grona, wszystko dokonuje się w przypowieściach, 12 tak iżby patrzyli oczyma, a nie widzieli, słuchali uszami, a nie słyszeli i żeby się nie nawrócili i nie była im wydana tajemnica.
Wyjaśnienie przypowieści o siewcy: 4,13-20
13 I powiedział do nich: Nie rozumiecie więc nawet tej przypowieści? Jakże zdołacie zrozumieć wszystkie inne? 14 Siewcą jest ten, który sieje słowo. 15 Tymi, którzy znajdują się obok drogi, gdzie sieje się słowo, są ci, co słuchają słowa, lecz zaraz przychodzi szatan i zabiera zasiane w nich słowo. 16 Podobni do nich są ci, którzy zostali posiani na gruncie skalistym: ci również, skoro tylko posłyszą słowo, przyjmują je z radością, 17 lecz nie mają w sobie korzenia, są niestali. Gdy przyjdzie z czasem ucisk albo prześladowanie z powodu słowa, natychmiast poczynają się chwiać. 18 Są i tacy, którzy zostali posiani wśród cierni. Ci słuchają wprawdzie słowa, 19 lecz troski świata tego, ułuda bogactw oraz różne żądze przychodzą na nich i zagłuszają słowo, które staje się bezpłodne. 20 Tymi zaś, którzy zostali posiani na ziemię uprawną, są ci, co słuchają słowa, przyjmują je i wydają plon - trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny.
Wymowa światła: 4,21-23
21 I mówił do nich: Czy lampę wynosi się po to, by ją umieścić pod korcem lub pod łóżkiem? Czyż nie po to raczej, by ją ustawić na świeczniku? 22 Nie ma przecież nic tak tajemnego, co by nie miało być ujawnione, i nic nie jest tak ukryte, żeby nie miało wyjść na jaw. 23 Kto ma uszy do słuchania, niech słucha.
Jaką miarą wy mierzycie...: 4,24-25
24 Powiedział im również: Zastanówcie się nad tym, co słyszycie: Jaką miarą wy mierzycie, taką też wam odmierzą i jeszcze wam dołożą. 25 Kto bowiem ma, temu będzie dodane, a kto nie ma, temu zabiorą nawet i to, co już ma.
Przypowieść o wzrastającym zasiewie: 4,26-29
26 I mówił dalej: Z królestwem Bożym jest tak, jak z kimś, kto wrzuca nasienie w ziemię: 27 Czy śpi, czy nie śpi, we dnie i w nocy nasienie wschodzi i rośnie, a on nawet nie wie jak. 28 Ziemia sama z siebie owocuje: wydaje naprzód łodygę, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie. 29 A gdy plon jest już dojrzały, zaraz zapuszcza sierp, bo pora już na żniwo.
Przypowieść o ziarnie gorczycznym: 4,30-32
30 I powiedział im: Do czegóż mamy przyrównać królestwo Boże i w jakiej przypowieści je przedstawimy? 31 Otóż jest ono jak ziarno gorczycy: gdy się je rzuca w ziemię, mniejsze jest od wszystkich nasion na ziemi, 32 a gdy się je zasieje, wyrasta i staje się większe od innych krzewów, i obfituje w silne pędy, tak, że w jego cieniu mogą zakładać gniazda ptaki powietrzne.
O nauczaniu w przypowieściach: 4,33-34
33 I nauczał ich w wielu podobnych przypowieściach, jak tylko mogli zrozumieć. 34 Bez przypowieści w ogóle nie przemawiał do nich. Oddzielnie zaś objaśniał wszystko swoim uczniom.
CZYNY I SŁOWA JEZUSA MAJĄCE UKSZTAŁTOWAĆ UCZNIÓW 4,35-7,23
Burza na morzu: 4,35-41
35 I tego samego dnia, gdy nastał wieczór, powiedział im: Przepłyńmy na drugi brzeg. 36 Pozostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Płynęły z Nim także inne łodzie. 37 I oto nagle zerwał się gwałtowny wicher. Fale nacierały na łódź, tak że poczęła się napełniać [wodą]. 38 A On spał na końcu łodzi mając opartą głowę. Obudzili go tedy wołając: Nauczycielu, czyż wcale Cię to nie obchodzi, że giniemy? 39 Wtedy On wstał, uciszył wicher i zawołał do jeziora: Zamilknij i uspokój się. I ustał wicher i zapanowała głęboka cisza. 40 Wówczas powiedział do nich: Czemu się tak boicie? Jakże wam brak wiary! 41 A oni, przerażeni bardzo, mówili jeden do drugiego: Kimże On jest, że nawet wicher i morze są Mu posłuszne?
Uzdrowienie opętanego w Gerazie: 5,1-20
5
1 I przeprawili się na drugą stronę jeziora do kraju Gerazeńczyków. 2 A gdy tylko wyszedł z łodzi wybiegł naprzeciw Niemu z grobowca człowiek pewien, opętany przez ducha nieczystego. 3 Przebywał on ciągle między grobowcami i nie mógł go już nikt związać nawet łańcuchami. 4 Często krępowano go sznurami i łańcuchami, lecz on rwał łańcuchy, zrzucał z siebie pęta i nikt nie potrafił go obezwładnić. 5 Nocą i dniem, ciągle przebywał między grobowcami lub w górach, krzycząc i tłukąc sam siebie kamieniami. 6 A kiedy zobaczył Jezusa jeszcze z daleka, przybył do Niego, upadł przed Nim i zawołał głośno: 7 Czego chcesz ode mnie, Jezusie, Synu Boga Najwyższego? Zaklinam Cię na Boga, abyś mnie nie dręczył. 8 Powiedział mu bowiem: Duchu nieczysty, wyjdź z tego człowieka? 9 I zapytał go: Jakie jest twoje imię? A on odpowiedział: Legion mi na imię, bo jest nas wielu. 10 I prosił Go bardzo, żeby ich nie wypędzał z tej krainy. 11 A właśnie tam na górze pasło się wielkie stado świń. 12 Zaczęli Go tedy prosić: Poślij nas między te świnie, żebyśmy mogli w nie wejść. 13 I pozwolił im. Wtedy duchy nieczyste wyszły i wstąpiły w świnie. I tak stado liczące około dwóch tysięcy zwaliło się po spadzistym brzegu do morza i utonęło w nim. 14 A pasterze uciekli i rozpowiedzieli o wszystkim w mieście i po całej okolicy. Wychodzili tedy ludzie, żeby zobaczyć, co się stało. 15 Przyszedłszy do Jezusa, zobaczyli opętanego, w którym był legion. Siedział ubrany i przy zdrowych zmysłach. I ogarnęło ich przerażenie. 16 Ci zaś, którzy wszystko widzieli, opowiedzieli, co się działo z opętanym, [wspominając] także o świniach. 17 Wtedy zaczęli Go prosić usilnie, żeby odszedł poza granice ich kraju. 18 A kiedy wsiadł do łodzi, opętany dopraszał się, żeby mógł zostać przy Nim. 19 Lecz On, nie zgodziwszy się, powiedział: Wróć do domu, do swoich, i opowiedz im wszystko, co ci Pan uczynił i jak się nad tobą ulitował. 20 Wtedy odszedł i zaczął opowiadać w Dekapolu o tym, co Jezus uczynił z nim. I dziwili się wszyscy.
Wskrzeszenie córki Jaira i uleczenie niewiasty chorej na krwotok: 5,21-43
21 A kiedy Jezus przybył w łodzi znów na drugi brzeg, zgromadziło się koło Niego bardzo wielu ludzi. A On pozostawał jeszcze nad jeziorem. 22 I oto przystąpił do Niego jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair, upadł Mu do nóg i tak Go prosił: 23 Moja córka właśnie teraz kona. Przyjdź, włóż na nią ręce, żeby wyzdrowiała i pozostała przy życiu. 24 I poszedł z nim. Towarzyszyła Mu wielka rzesza ludzi, którzy tłoczyli się zewsząd na Niego.
25 A była tam pewna kobieta, która od lat dwunastu chorowała na upływ krwi 26 i wiele wycierpiała od różnych lekarzy; wydała [na nich] już wszystko, co miała, a wcale nie czuła się lepiej, lecz przeciwnie, nawet gorzej. 27 Gdy tedy usłyszała o Jezusie, wmieszana w tłum zbliżyła się do Niego z tyłu i dotknęła Jego płaszcza. 28 Mówiła sobie bowiem: Jeżeli tylko dotknę się Jego płaszcza, będę zdrowa. 29 I rzeczywiście ustał krwotok i poczuła swym ciałem, że została uleczona od tej choroby. 30 Jezus odczuł natychmiast, że wyszła moc od Niego. Odwrócił się tedy do tłumu i powiedział: Kto się dotknął mojego płaszcza? 31 A uczniowie odpowiedzieli: Widzisz przecież, jaki tłum ciśnie się zewsząd na Ciebie, i pytasz: Kto się Mnie dotknął? 32 Lecz On patrzył dokoła, aby zobaczyć tę, która to uczyniła. 33 Wówczas kobieta owa, drżąc z przerażenia - bo wiedziała przecież, co się z nią stało - podeszła do Niego, upadła na ziemię i wyznała Mu całą prawdę. 34 A On rzekł do niej: Córko, uzdrowiła cię twoja wiara. Idź w pokoju i pozostań już wolna od twoich cierpień.
35 Gdy jeszcze to mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi oznajmiając: Umarła twoja córka; po co jeszcze trudzisz Nauczyciela? 36 Ale Jezus, nie zwracając uwagi na to, co powiedziano, rzekł do przełożonego synagogi: Nie bój się, tylko wierz! 37 I nie pozwolił iść ze sobą nikomu oprócz Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego.
38 I przyszli do domu przełożonego synagogi, gdzie zastał zamieszanie, płacz wielki i zawodzenie. 39 A gdy wszedł do środka, powiedział: Czemuż tak zawodzicie i płaczecie? Przecież dziecko nie umarło, tylko śpi. 40 A oni śmiali się z Niego [nie dowierzając]. Lecz On usunął wszystkich z domu i wziąwszy ze sobą tylko ojca i matkę dziecka oraz swych towarzyszy, wszedł tam, gdzie leżało dziecko. 41 Potem ujął je za rękę i powiedział: Talitha kum, co się tłumaczy: Dziewczyno, mówię ci, wstań! 42 I natychmiast wstała dziewczyna i zaczęła chodzić. A miała już dwanaście lat. I ogarnęło wszystkich wielkie zdumienie. 43 A On nakazał im surowo, żeby nikt się o tym nie dowiedział. I polecił dać jej jeść.
Odrzucenie Jezusa w Nazarecie: 6,1-6
6
1 I wyszedł stamtąd, i udał się do swojej ojczyzny, a uczniowie Jego szli za Nim. 2 Gdy zaś nadszedł szabat, począł nauczać w synagodze. I przysłuchując się Mu, wielu pytało ze zdziwieniem: Skąd u Niego to wszystko? Co za niezwykła mądrość jest Mu dana? Jakież wielkie cuda dokonują się przez Jego ręce ! 3 Czyż nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? A siostry Jego czyż nie żyją także tu u nas? I wątpili w Niego. 4 A Jezus oznajmił im, że prorok nie doznaje czci tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i we własnym domu. 5 I nie mógł tam zdziałać już więcej żadnego cudu. Tylko na kilku chorych włożył ręce i uzdrowił ich. 6 I dziwił się także ich niedowiarstwu. I obchodził okoliczne wsie i nauczał.
Rozesłanie Dwunastu: 6,7-13
7 A potem, przywoławszy do siebie Dwunastu, zaczął ich wysyłać po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi 8 i nakazał, żeby, prócz laski, nic ze sobą nie brali w drogę: ani chleba, ani torby podróżnej, ani pieniędzy w schowkach u pasa. 9 Idźcie jednak - powiedział - obuci w sandały, lecz nie ubierajcie się w dwie szaty. 10 I polecił im również: Gdziekolwiek wejdziecie do jakiegoś domu, pozostańcie tam, dopóki stamtąd nie będziecie odchodzić. 11 A gdyby was w jakimś miejscu nie przyjęto i nie chciano was słuchać, to wychodząc stamtąd otrząśnijcie pył z nóg waszych na świadectwo dla nich. 12 Tak więc wyszli i nawoływali [wszystkich] do nawrócenia. 13 Wyrzucili też mnóstwo złych duchów i wielu chorych uzdrowili, namaszczając ich przedtem olejem.
Sąd Heroda o Jezusie: 6,14-16
14 I nawet sam król Herod dowiedział się o Nim - bo imię Jego stało się głośne - i mówił, że to Jan Chrzciciel zmartwychwstał i działają w nim cudowne moce. 15 A inni mówili: To jest Eliasz; a jeszcze inni tłumaczyli, że to prorok, jak każdy inny prorok. 16 Lecz Herod, słysząc to, twierdził: To Jan, ten, którego kazałem ściąć, zmartwychwstał.
Ścięcie Jana Chrzciciela: 6,17-29
17 Herod bowiem przez swoich wysłanników pochwycił Jana i zakuwszy go w kajdany trzymał w więzieniu. Powodem zaś była Herodiada, którą pojął za żonę, choć była żoną brata jego Filipa. 18 Otóż Jan upomniał Heroda mówiąc: Nie wolno ci mieć za żonę żony twego brata. 19 Tak więc Herodiada zapłonęła gniewem przeciwko niemu i chciała go zgładzić, ale nie mogła. 20 Herod bowiem lękał się Jana, wiedząc, że jest on człowiekiem prawym i świętym. Dlatego też brał go w obronę. A kiedy go słuchał, odczuwał wewnętrzny niepokój, ale słuchał go chętnie. 21 Lecz oto nadarzyła się dobra sposobność wtedy, kiedy to Herod, z okazji swoich urodzin, wyprawił ucztę dla swoich urzędników, dowódców wojskowych i znakomitych osobistości galilejskich. 22 Otóż gdy córka Herodiady, ukazawszy się poczęła tańczyć i przypadła do gustu Herodowi oraz współucztującym, powiedział król do dziewczyny: Zażądaj ode mnie, czego tylko chcesz, a dam ci. 23 I nawet zaklinał się mówiąc: O co tylko poprosisz, dam ci, choćby nawet połowę mojego królestwa. 24 Tedy ona wyszedłszy zapytała swej matki: O co powinnam poprosić? A ta odpowiedziała: O głowę Jana Chrzciciela. 25 Wróciła więc czym prędzej do króla i poprosiła go mówiąc: Chcę, żebyś natychmiast dał mi na misie głowę Jana Chrzciciela. 26 Wówczas król zasmucił się bardzo, lecz ze względu na daną przysięgę oraz z powodu współucztujących nie chciał jej odmówić. 27 Posłał więc kata i nakazał mu przynieść głowę Jana Chrzciciela. Poszedł tedy [kat], ściął go w więzieniu, 28 przyniósł na misie jego głowę i dał ją dziewczynie, a dziewczyna oddała ją matce. 29 Dowiedziawszy się o tym uczniowie Jana przyszli, wzięli jego ciało i złożyli je w grobie.
Powrót apostołów: 6,30-31
30 Apostołowie zaś znów zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu o wszystkim, czego dokonali i czego nauczali. 31 A On rzekł do nich: Odejdźcie sami na osobność i odpocznijcie trochę. Było tam bowiem wielu przychodzących i odchodzących, tak że nie mieli nawet czasu, by się posilić.
Pierwsze rozmnożenie chleba: 6,32-44
32 Wstąpiwszy tedy do łodzi udali się sami na osobność. 33 Lecz zauważono ich, gdy odpływali. I rozpoznało [ich] wielu. Ściągnęli tedy pieszo ze wszystkich miast, a niektórzy nawet ich uprzedzili. 34 A Jezus, wysiadłszy, ujrzał tłum wielki. I ulitował się nad nimi, bo byli jakby owce nie mające pasterza. I począł im głosić liczne nauki. 35 Gdy zaś było już bardzo późno, przyszli do Niego uczniowie mówiąc: Miejsce tu puste i pora już spóźniona. 36 Pozwól im odejść, niech się udadzą do pobliskich osad i wsi i niech sobie kupią coś do jedzenia. 37 Lecz On odpowiadając rzekł do nich: To wy dajcie im jeść. A oni mówią na to: Czyż mamy pójść, by za dwieście denarów kupić chleba i dać im jeść? 38 Wtedy ich zapytał: Ile macie chlebów? Pójdźcie i zobaczcie! Gdy zobaczyli, powiedzieli: Pięć i dwie ryby. 39 Wtedy powiedział, żeby kazali usiąść wszystkim grupami na zielonej trawie. 40 I usiedli jedna grupa koło drugiej po stu i po pięćdziesięciu. 41 A potem wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby wejrzał w niebo, pobłogosławił i połamawszy [chleby] dawał je uczniom, aby kładli przed nimi. I dwie ryby również kazał rozdzielić między wszystkich. 42 Jedli tedy wszyscy i nasycili się. 43 A z resztek chleba i ryb zebrano jeszcze dwanaście pełnych koszów. 44 Tych, co jedli chleb, było pięć tysięcy mężczyzn.
Jezus chodzi po jeziorze: 6,45-52
45 Zaraz też przynaglił swoich uczniów, żeby wsiedli do łodzi i popłynęli przed Nim na drugi brzeg naprzeciw Betsaidy, podczas gdy On miał rozesłać ludzi. 46 Kiedy ich więc odprawił, wyszedł na górę, żeby się pomodlić. 47 Był już wieczór. Łódź znajdowała się na środku jeziora i tylko On sam jeden na lądzie. 48 A kiedy widział, jak bardzo męczyli się przy wiosłowaniu - wiatr bowiem był im przeciwny - zbliżył się do nich, około czwartej straży nocnej, idąc po jeziorze. I chciał ich minąć. 49 A oni, zobaczywszy Go, jak szedł po jeziorze, myśleli, że to jakieś widmo. I zaczęli krzyczeć. 50 Wszyscy Go bowiem zobaczyli i bardzo się przelękli. Lecz On odezwał się do nich w te słowa: Odwagi, to Ja jestem; nie bójcie się! 51 I wsiadł do nich do łodzi, a wiatr się uciszył. 52 I jeszcze więcej dziwili się między sobą, bo nic nie rozumieli ze sprawy chleba, ponieważ umysły ich były zaślepione.
Uzdrowienia w Genezaret: 6,53-56
53 A gdy przeprawili się na ląd, przybyli do Genezaret i zatrzymali się przy brzegu. 54 I gdy tylko wysiedli z łodzi, zaraz Go poznano. 55 Zaczęto więc biegać po całej okolicy, znosząc chorych na miejsce, w którym, jak sądzono, przebywał. 56 I gdzie tylko się pojawił: we wsi, w mieście lub w jakiejś osadzie, zaraz wynoszono na miejsca publiczne chorych, prosząc Go, żeby pozwolił dotknąć się choć skraju swego płaszcza. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie.
Sprawa czystości i nieczystości: 7,1-23
7
1 I zeszli się u Niego razem faryzeusze oraz kilku spośród uczonych w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. 2 I zobaczyli, jak niektórzy z Jego uczniów nieczystymi, to znaczy nie umytymi przedtem, rękami brali chleb i jedli. 3 Faryzeusze bowiem i w ogóle wszyscy Żydzi nie zasiadają do jedzenia, jeśli przedtem nie umyją sobie dokładnie rąk. 4 Podobnie [gdy wracają] z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest zresztą wiele innych [zwyczajów], które przyjęli po to, by ich przestrzegać, jak na przykład obmywanie kielichów, dzbanów, naczyń miedzianych. 5 Zapytali Go tedy faryzeusze i uczeni w Piśmie: Dlaczego uczniowie Twoi nie przestrzegają zwyczajów ojców, lecz zasiadają do jedzenia z nie umytymi rękami? 6 A On odpowiedział na to: Obłudnicy, słusznie prorokował o was Izajasz. Napisane jest bowiem u niego:
Lud ten czci Mnie wargami, / ale swym sercem jest daleko ode Mnie.
7 Na próżno bowiem cześć Mi oddają / głosząc nauki, które są tylko ludzkimi nakazami.
8 Zaniedbawszy przykazania Boże, troszczycie się o przestrzeganie zwyczajów ludzkich, obmywacie dzbany, kielichy i czynicie wiele innych, podobnych rzeczy. 9 I powiedział im nadto: Dobrze potraficie obchodzić przykazania Boże po to, aby zachować wasze zwyczaje. 10 A przecież Mojżesz powiedział: Czcij ojca twego i matkę twoją oraz: Niech zginie ten, kto złorzeczy ojcu lub matce. 11 A wy mówicie: Jeśli ktoś powie ojcu lub matce: korban - co oznacza, że jako dar już zostało złożone to, co ci się należy ode mnie - 12 nie pozwalacie już nic więcej zrobić dla ojca lub matki. 13 I tak lekceważycie sobie słowo Boże wskutek zwyczajów, które przekazaliście sami sobie. Czynicie zresztą wiele innych, podobnych rzeczy. 14 A potem znów przywołał do siebie rzesze ludzi i powiedział im: Słuchajcie wszyscy i zechciejcie zrozumieć: 15 Nie czyni człowieka nieczystym to, co wchodzi doń z zewnątrz, lecz to, co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. 16 Kto ma uszy do słuchania, niech słucha.
17 A gdy przyszedł od ludzi do domu, Jego uczniowie pytali o znaczenie tej przypowieści. 18 A On rzekł do nich: Tak więc nawet i wy nic nie rozumiecie. Nie wiecie, że nie może uczynić człowieka nieczystym to, co wchodzi doń z zewnątrz, 19 gdyż nie przenika aż do jego serca, ale dostaje się do żołądka, a potem już wydalane jest na zewnątrz. W ten sposób uznał wszystko, co się je, za czyste. 20 I mówił także: Nieczystym czyni człowieka to, co zeń wychodzi. 21 Z wewnątrz bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, 22 cudzołóstwa, chciwość, złośliwość, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. 23 Wszelkie to zło z wewnątrz pochodzi i ono właśnie czyni człowieka nieczystym.
Dalsza część dostępna w wersji pełnej.
1,2-3 Por. Ml 3,1; Iz 40,3.
1,11 Por. Mt 17,5; Ps 2,7; Iz 42,1.
1,24 "Święty Boży" (por. J 6,69) - wyraz szczególnego stosunku Jezusa do Boga Ojca; obdarzony mocą samego Boga.
1,32 "Nastał wieczór" - dzień, w tym wypadku szabat zabraniający wszelkiego wysiłku fizycznego, kończył się z zachodem słońca.
1,38 "Wyszedłem" - z Kafarnaum lub w ogóle od Ojca.
1,44 "Żebyś nie mówił" - zob. komentarz do Mt 16,20. Por. Kpł 13,49;14,2-32.
2,10 "Syn Człowieczy" - zob. komentarz do Mt 8,20.
2,13 "Morze" - inne określenia: Jezioro, Jezioro Tyberiadzkie, Galilejskie, Genezaret.
2,15 "celników" - do ich obowiązków należało pobieranie opłat za przywóz do miasta i za wywóz stamtąd różnych towarów, zwłaszcza przeznaczonych do handlu. Nie obywało się przy tym bez nadużyć. W stosunku z okupantem pozwalali sobie często na pewne kompromisy, nie zachowując zbyt skrupulatnie przepisów prawa. Nic dziwnego, że wymieniano ich zawsze obok grzeszników.
3,6 "Herodianie" - zwolennicy Antypasa, syna Heroda Wielkiego, paktujący z władzami rzymskimi - byli znienawidzeni przez faryzeuszy, bezkompromisowych patriotów żydowskich.
3,21 Por. J 7,5. 3,22 Por. Mt 9,34.
4,12 Posługując się słowami proroka Izajasza, Chrystus nie zmierza do zaślepienia oczu i zatwardzenia serc Izraelitów, ale przewiduje taką właśnie reakcję na głoszoną przez siebie Dobrą Nowinę. W ten sposób wypełni się proroctwo Izajasza. Już samo pragnienie wniknięcia w sens przypowieści zakłada dobrą wolę słuchacza - warunek przyjęcia Ewangelii; por. Iz 6,9n; J 12,40; Dz 28,26.
4,21 Por. Mt 5,15; Łk 11,33.
4,22 Por. Mt 10,26; Łk 8,17.
4,25 Por. Mt 13,12; Łk 19,26.
5,1 "Gerazeńczyków" - zamieszkałych prawdopodobnie na zachodnim brzegu jeziora Genezaret.
5,9 "Legion" - zazwyczaj 6000 ludzi.
5,13 Według Kpl 11,7 i Pwt 14,8 świnia uchodziła za zwierzę nieczyste. Stąd wniosek, że mieszkańcy tych okolic, hodujący świnie, byli poganami.
5,25 "Upływ krwi" - zob. Kpł 15,25-27.
5,34 Por. Mt 9,22; Łk 7,50; 8,48.
5,41 Por. Mt 8,15; Łk 7,14.
6,34 Por. Mt 9,36; Ez 34,5.
7,3 "Umywanie rąk" - nie ze względów higienicznych lecz w celu uwolnienia się od nieczystości legalnej. Dotykanie nie umytymi rękami pokarmów uniemożliwiało ich spożywanie, ponieważ stawały się nieczyste.
7,10 Por. Wj 20,12; 21,17.
EWANGELIA WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA
HISTORIA DZIECIĘCTWA JEZUSA 1,1-2,23
Rodowód Jezusa: 1,1-17*
1
1Rodowód Jezusa Chrystusa, / syna Dawida, syna Abrahama:
2 Abraham był ojcem Izaaka, / Izaak był ojcem Jakuba, / Jakub był ojcem Judy i jego braci.
3 Juda i Tamar byli rodzicami Faresa i Zary, / Fares był oj cem Ezrona, Ezron był ojcem Arama.
4 Aram był ojcem Aminadaba, / Aminadab był ojcem Naassona, / Naasson był ojcem Salmona.
5 Salmon i Rahab byli rodzicami Booza, / Booz i Rut byli rodzicami Obeda, / Obed był ojcem Jessego.
6 Jesse był ojcem króla Dawida, / Dawid zaś i [dawna] żona Uriasza / byli rodzicami Salomona.
7 Salomon był ojcem Roboama, / Roboam był ojcem Abiasza, / Abiasz był ojcem Azy.
8 Aza był ojcem Jozafata / Jozafat był ojcem Jorama, / Joram był ojcem Ozjasza.
9 Ozjasz był ojcem Joatama / Joatam był ojcem Achaza, / Achaz był ojcem Ezechiasza.
10 Ezechiasz był ojcem Manassesa, / Manasses był ojcem Amosa, / Amos był ojcem Jozjasza.
11 Jozjasz był ojcem Jechoniasza i jego braci / - były to czasy zesłania do Babilonu.
12 A po zesłaniu do Babilonu: / Jechoniasz był ojcem Salatiela, / Salatiel był ojcem Zorobabela.
13 Zorobabel był ojcem Abiuda, / Abiud był ojcem Eliakima, / Eliakim był ojcem Azora.
14 Azor był ojcem Sadoka, / Sadok był ojcem Achima, / Achim był ojcem Eliuda.
15 Eliud był ojcem Eleazara / Eleazar był ojcem Mattana, / Mattan był ojcem Jakuba.
16 Jakub był ojcem Józefa, męża Maryi, / a Maryja stała się matką Jezusa, / zwanego Chrystusem.
17 Zatem wszystkich pokoleń było: od Abrahama do Dawida - czternaście; od Dawida do niewoli babilońskiej - również czternaście i od niewoli babilońskiej do Chrystusa - także czternaście.
Narodzenie Jezusa: 1,18-25
18 A oto jak było z narodzeniem Jezusa Chrystusa: Kiedy Maryja, Matka Jego, była dana za żonę Józefowi, nim jeszcze zamieszkali razem, poczuła, że stanie się matką za sprawą Ducha Świętego. 19 [Wtedy] Józef, mąż jej, ponieważ był człowiekiem prawym i nie chciał jej zniesławiać publicznie, postanowił oddalić ją od siebie po kryjomu. 20 Lecz kiedy uczynił to postanowienie, ukazał mu się we śnie anioł Pański i powiedział: Józefie, synu Dawida, nie bój się przyjąć do siebie Maryi, małżonki twojej; to bowiem, co się w niej poczęło, pochodzi od Ducha Świętego. 21 Właśnie ona porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus; On to bowiem uwolni lud swój od jego grzechów.
22 A wszystko to stało się, aby się wypełniło słowo Pańskie wypowiedziane przez Proroka:
23 Oto Panna pocznie i porodzi syna, któremu będzie nadane imię Emmanuel, to znaczy: Bóg z nami.
24 Obudziwszy się Józef uczynił tak, jak mu nakazał anioł Pański: przyjął swoją małżonkę. 25 I chociaż żył z nią w dziewictwie, porodziła mu Syna, któremu on nadał imię Jezus.
Hołd Mędrców: 2,1-12
2
1 A kiedy Jezus przyszedł na świat za czasów króla Heroda w Betlejem judzkim, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy 2 i pytali: Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Widzieliśmy bowiem gwiazdę jego na wschodzie i przyszliśmy, aby się mu pokłonić. 3 Usłyszawszy o tym król Herod przeraził się, a z nim cała Jerozolima. 4 Zwołał tedy wszystkich najwyższych kapłanów i uczonych w Piśmie spośród całego ludu i wypytywał ich, gdzie miał się narodzić Mesjasz.
5 A oni mu powiedzieli: W Betlejem judzkim, bo tak oto napisał Prorok: 6 A ty Betlejem, ziemio judzka, wcale nie jesteś najmniejsze z pokoleń Judy. Z ciebie przecież wyjdzie Władca, który będzie pasterzem Izraela, ludu mojego.
7 Wtedy Herod, przywoławszy potajemnie Mędrców, wypytywał ich dokładnie, kiedy się gwiazda ukazała. 8 A potem wysłał ich do Betlejem, mówiąc: Idźcie, wypytujcie dokładnie o Dziecię, a gdy tylko Je znajdziecie, dajcie mi znać, ażebym i ja także mógł pójść i złożyć Mu pokłon. 9 Usłyszawszy tedy takie polecenie od króla, udali się w drogę. Gwiazda zaś, którą widzieli na Wschodzie, poprzedzała ich aż do miejsca, gdzie znajdowało się Dziecię; tam się też zatrzymała. 10 Widok tej gwiazdy napełnił ich bardzo wielką radością. 11 A gdy weszli do środka, zobaczyli Dziecię z Maryją, Matką Jego. Upadli tedy na kolana i oddali Mu hołd, a potem, otworzywszy swe szkatuły, złożyli w darze: złoto, kadzidło i mirrę. 12 A kiedy zostali we śnie pouczeni, by nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny.
Ucieczka do Egiptu: 2,13-15
13 Po odejściu ich anioł Pański ukazał się we śnie Józefowi i powiedział mu: Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uciekaj do Egiptu. Pozostaniesz tam tak długo, aż ci dam znak [powrotu]. Herod będzie bowiem szukał Dziecięcia, aby Je zabić. 14 Wstał zatem Józef, wziął jeszcze w nocy Dziecię i Matkę Jego i udał się do Egiptu, 15 gdzie też został aż do śmierci Heroda. W ten sposób miało się wypełnić słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: Z Egiptu wezwałem Syna mego.
Rzeź niemowląt: 2,16-18
16 Tymczasem Herod, widząc, że został zwiedziony przez Mędrców, popadł w straszną złość i rozkazał pozabijać w Betlejem i w okolicy wszystkie dzieci nie mające jeszcze dwu lat, zgodnie z rachubą czasu podaną mu przez Mędrców. 17 I tak wypełniła się przepowiednia proroka Jeremiasza, który mówił: 18 Usłyszano w Rama krzyk, lament i płacz przejmujący. To Rachel opłakuje swoich synów i nie chce, by ją pocieszano, bo nie ma ich już.
Powrót z Egiptu: 2, 19-23
19 A kiedy Herod zakończył swe życie, anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie jeszcze w Egipcie 20 i powiedział: Wstań, weź Dziecię i Matkę Jego i wróć do ziemi izraelskiej. Nie żyją już bowiem ci, którzy zagrażali życiu Dziecięcia. 21 Wstał tedy, wziął Dziecię i Matkę Jego i przybył do ziemi izraelskiej. 22 Lecz gdy się dowiedział, że w Judei rządzi po śmierci swego ojca, Heroda, Archelaus, bał się tam iść. Na polecenie otrzymane we śnie udał się do Galilei. 23 Przybywszy tam, osiadł w mieście zwanym Nazaret. I oto tak miała się spełnić przepowiednia proroków: Będzie nazwany Nazarejczykiem.
PRZYGOTOWANIE DO PUBLICZNEJ DZIAŁALNOŚCI JEZUSA 3,1-4,11
Działalność Jana Chrzciciela: 3,1-12
3
1 W czasach owych pojawił się Jan Chrzciciel, który nauczał na Pustyni Judzkiej wołając: 2 Nawróćcie się, bo królestwo niebieskie jest blisko.
3 To właśnie do niego odnosiły się słowa proroka Izajasza, mówiącego:
Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę dla Pana. Prostymi czyńcie Jego ścieżki.
4 Jan miał odzienie z sierści wielbłądziej, a na biodrach pas ze skóry. Żywił się szarańczą i miodem leśnym. 5 Spieszono do niego z Jerozolimy, z całej Judei i ze wszystkich okolic nadjordańskich. 6 Chrzcił [ludzi] w wodach Jordanu, a oni wyznawali swoje grzechy. 7 A kiedy widział, że przychodziło także wielu faryzeuszy i saduceuszy, żeby się ochrzcić, począł wołać do nich: Plemię żmijowe, kto wam powiedział, że zdołacie uniknąć zbliżającego się gniewu? 8 Zatroszczcie się tedy o to, żeby wydawać owoc godny nawrócenia. 9 I nie pocieszajcie się nawzajem mówiąc: Mamy przecież ojca Abrahama. Zapewniam was bowiem, że Bóg z tych oto kamieni może sobie powołać do życia synów Abrahama. 10 Siekiera już jest przyłożona do korzeni drzew: każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i wrzucone do ognia. 11 Ja chrzczę was wodą, abyście się nawrócili, lecz Ten, który przyjdzie po mnie, jest mocniejszy ode mnie. Ja nie jestem nawet godzien nosić Jego sandałów. On to będzie was chrzcił w Duchu Świętym i w ogniu. 12 Ma On w ręku wiejadło, którym oczyści swe klepisko: ziarno zbierze do spichlerza, a plewy wrzuci do ognia, który nigdy nie gaśnie.
Chrzest Jezusa: 3,13-17
13 Wtedy to pojawił się Jezus: przyszedł z Galilei nad Jordan do Jana, aby być przezeń ochrzczonym. 14 Lecz Jan odradzał Mu to mówiąc: Ty przychodzisz do mnie? To przecież ja powinienem być ochrzczonym przez Ciebie! 15 Lecz Jezus odpowiedział: Nie upieraj się teraz. Trzeba nam bowiem uczynić wszystko, co powinno się uczynić. Wtedy zgodził się Jan. 16 A Jezus, gdy tylko został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. I oto otworzyły się nad Nim niebiosa: i zobaczył Jezus, jak Duch Boży w postaci gołębicy zstępował na Niego. 17 A głos z nieba zabrzmiał:
Oto Syn mój umiłowany, w którym mam upodobanie.
Kuszenie Jezusa: 4,1-11
4
1 Duch zaprowadził kiedyś Jezusa na pustynię, aby był poddany kuszeniu przez szatana. 2 Poszcząc tam przez czterdzieści dni i czterdzieści nocy, począł Jezus odczuwać głód. 3 Zbliżył się wtedy do Niego kusiciel i powiedział Mu: Jeśli jesteś Synem Bożym, rozkaż tym kamieniom, żeby się zamieniły w chleby. 4 Lecz On mu odpowiedział: Napisane jest:
Człowiek żyje nie samym chlebem, lecz wszelkim słowem, które pochodzi z ust Boga.
5 Wtedy zaprowadził Go diabeł do Miasta Świętego, umieścił Go na szczycie świątyni 6 i powiedział Mu: Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się na dół; napisane jest przecież:
Dla Ciebie wyda On rozkaz swoim aniołom i będą Cię nosili na rękach, abyś nie zranił swej stopy o jakiś kamień.
7 A Jezus odpowiedział: Jest także napisane:
Nie będziesz kusił Pana, Boga twego.
8 Jeszcze raz przystąpił do Niego diabeł i zaprowadził Go na bardzo wysoką górę; pokazał Mu wszystkie królestwa tego świata z całym ich blaskiem 9 i powiedział Mu: Dam Ci to wszystko, jeśli tylko upadłszy złożysz mi hołd. 10 Wtedy Jezus odpowiedział: Odejdź precz, szatanie! Jest bowiem napisane:
Ty będziesz składał hołdy Panu, Bogu twemu, i tylko Jemu będziesz cześć oddawał.
11 Wówczas dopiero diabeł Go opuścił, a zbliżyli się aniołowie i służyli Mu.
DZIAŁALNOŚĆ JEZUSA W GALILEI 4,12-18,35
PRZYGOTOWANIE DO DZIAŁALNOŚCI 4,12-25
Początek działalności: 4,12-17
12 A kiedy Jezus dowiedział się o uwięzieniu Jana poszedł do Galilei 13i ominąwszy Nazaret, zatrzymał się w Kafarnaum, nad brzegiem jeziora, tam, gdzie graniczą ze sobą Zabulon i Neftali. 14 I tak oto miała się wypełnić przepowiednia proroka Izajasza:
15 Ziemia Zabulona, ziemia Neftalego, droga nadmorska, kraj zajordański, / Galilea pogan.
16 Naród, który żył w ciemnościach, / ujrzał światłość wielką. / Jasność ukazała się nad tymi, / którzy mieszkali w mrocznej krainie śmierci.
17 Od tego momentu począł Jezus nauczać wołając: Nawróćcie się, bo królestwo niebieskie jest blisko.
Powołanie pierwszych uczniów: 4,18-22
18 Idąc kiedyś wzdłuż Morza Galilejskiego, zobaczył Jezus dwu braci: Szymona, zwanego Piotrem, i Andrzeja, jego brata, jak zarzucali sieć w morze; byli bowiem rybakami. 19 I powiedział do nich: Chodźcie ze Mną, a Ja sprawię, że będziecie łowić ludzi. 20 A oni, zostawiwszy sieci swe na miejscu, poszli za Nim. 21 Idąc dalej, zobaczył znów dwu braci: Jakuba, syna Zebedeusza, i Jana, brata jego, jak będąc w łodzi z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali sieci. Ich też przywołał [ku sobie]. 22 I natychmiast, zostawiwszy łódź i ojca, poszli za Nim.
Pierwsze dzieła Jezusa: 4,23-25
23 Tymczasem obchodził całą Galileę, nauczał w synagogach, ogłaszał Dobrą Nowinę królestwa i leczył wszelkie choroby i wszystkie ludzkie słabości. 24 Wieść o Nim rozchodziła się aż po całej Syrii. Przynoszono Mu wszystkich nieszczęśliwych, dotkniętych chorobami, sparaliżowanych. A On ich uzdrawiał. 25 Wielkie tłumy zgromadziły się wokół Niego z Galilei, z Dekapolu, z Jerozolimy, z Judei i z Transjordanii.
KAZANIE NA GÓRZE 5,1-7,29
5
1 Widząc tłumy, wstąpił Jezus na wzgórze i usiadł, a uczniowie Jego zbliżyli się doń. 2 Otworzywszy tedy usta swoje nauczał ich mówiąc:
Osiem błogosławieństw: 5,3-12
3 Błogosławieni ubodzy duchem / albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
4 Błogosławieni, którzy się smucą, / albowiem będą pocieszeni.
5 Błogosławieni cisi, / albowiem odziedziczą ziemię.
6 Błogosławieni, którzy cierpią głód / i odczuwają pragnienie sprawiedliwości, / albowiem będą nasyceni.
7 Błogosławieni miłosierni / albowiem dostąpią miłosierdzia.
8 Błogosławieni czystego serca, / albowiem zobaczą Boga.
9 Błogosławieni, którzy zabiegają o pokój, / albowiem będą nazwani synami Boga.
10 Błogosławieni, którzy znoszą prześladowania dla sprawiedliwości, do nich bowiem należy królestwo niebieskie.
11 Błogosławieni jesteście, gdy was znieważają, prześladują i obrzucają oszczerstwami z mego powodu.
12 Cieszcie się i radujcie, bo już macie wielką zapłatę w niebie. / To przecież tak właśnie prześladowano proroków, poprzedników waszych.
Uczniowie Jezusa jako sól ziemi i światłość świata: 5,13-16
13 Wy jesteście solą ziemi. Jeśli tedy sól zwietrzeje, czym ją samą solić się będzie? Na nic się już więcej nie zda, jak tylko by ją wyrzucić na zewnątrz, gdzie zostanie podeptana przez ludzi. 14 Wy jesteście światłem dla całego świata. Nie można ukryć miasta położonego na szczycie góry. 15 Nie zapala się też lampy po to, by ją schować pod korcem. Przeciwnie, umieszcza się ją na świeczniku, aby dawała światło tym wszystkim, którzy są w domu. 16 Tak też światło wasze niech jaśnieje na oczach wszystkich ludzi po to, żeby widzieli wasze dobre uczynki i wielbili za nie Ojca waszego, który jest w niebie.
Stosunek Jezusa do Prawa i Proroków: 5,17-20
17 Niech wam się nie wydaje, że przyszedłem, aby znieść Prawo i Proroków. Przyszedłem nie po to, by je znosić, lecz aby je wypełnić. 18 Zaprawdę mówię wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, nie będzie też opuszczone ani jedno "i", co więcej, nawet ani jedna kropka nad "i" nie zmieni się, dopóki nie zostanie wypełnione całe Prawo. 19 Tak więc kto by sam złamał choćby jedno z najmniejszych przykazań i zachęcał innych, aby podobnie czynili, będzie uważany za najmniejszego w królestwie niebieskim. I przeciwnie, kto będzie sam wypełniał przykazania i innym je głosił, zostanie uznany za wielkiego w królestwie niebieskim. 20 Zapewniam was bowiem: Jeśli waszą doskonałością nie będziecie przewyższać uczonych w Piśmie i faryzeuszy, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego.
Zabójstwo: 5,21-26
21 Słyszeliście, jak mówiono ojcom waszym: Nie zabijaj! A gdyby ktoś dopuścił się zabójstwa, będzie odpowiadał przed sądem. 22 Otóż Ja wam mówię, że kto by się rozgniewał na brata swego, ten już stanie przed sądem. A gdyby powiedział na swego brata: "głupcze", będzie odpowiadał przed Sanhedrynem. A gdyby mu powiedział: "bezbożniku", czeka go kara ognia piekielnego. 23 Gdy więc będziesz składał dar swój przed ołtarzem i przypomnisz sobie, że brat twój ma jakiś żal do ciebie, 24 zostaw twój dar tam przed ołtarzem, a idź i pojednaj się najpierw z bratem twoim. Potem dopiero wrócisz i złożysz twój dar. 25 Usiłuj pojednać się z nieprzyjacielem twoim, dopóki jeszcze jesteś z nim w drodze, aby nieprzyjaciel twój nie wydał cię w ręce sędziego, a sędzia w ręce strażnika, i aby cię nie wtrącono w ten sposób do więzienia. 26 Zaprawdę mówię ci: nie wyjdziesz stamtąd, dopóki nie wypłacisz się do ostatniego grosza.
Cudzołóstwo: 5,27-30
27 Słyszeliście, że było powiedziane: Nie cudzołóż! 28 A Ja wam mówię: każdy, kto patrzy pożądliwie na niewiastę, już popełnił z nią grzech cudzołóstwa w sercu swoim.
29 Jeśli twe oko prawe jest ci okazją do grzechu, wyłup je i rzuć daleko od siebie; lepiej jest bowiem stracić jeden z członków ciała, niż być wtrąconym z całym ciałem do piekła. 30 Jeśli twoja prawa ręka jest ci okazją do grzechu, odetnij ją i rzuć daleko od siebie; lepiej bowiem stracić jeden z członków ciała, niż być wtrąconym z całym ciałem do piekła.
Rozwody: 5,31-32
31 Było też powiedziane: Kto oddala swoją żoną, powinien jej dać list rozwodowy. 32 A Ja wam mówię, iż każdy, kto oddala swoją żonę - wyjąwszy przypadek małżeństwa nieważnego - naraża ją na grzech cudzołóstwa. I kto by oddaloną pojął za żonę, również dopuszcza się cudzołóstwa.
Przysięgi: 5,33-37
33 Słyszeliście również, że powiedziano ojcom: Nie przysięgaj fałszywie. Dotrzymuj względem Pana swoich przyrzeczeń. 34 A ja wam mówię: Nie przysięgajcie w ogóle; ani na niebo, bo ono jest tronem Boga; ani na ziemię, bo ona jest podnóżkiem stóp Jego; 35 ani na Jerozolimę, bo jest miastem wielkiego Króla. 36 Nie przysięgaj na głowę, bo nie możesz sprawić, aby choć jeden włos na niej stał się biały lub czarny. 37 Niech mowa wasza będzie: tak - tak, nie - nie. Wszystko, co powie się nadto - pochodzi od złego.
Prawo odwetu: 5,38-42
38 Słyszeliście, że powiedziano: Oko za oko, ząb za ząb. 39 A Ja wam mówię: nie buntujcie się przeciwko temu, który wam źle czyni; przeciwnie, jeśli ktoś uderzy cię w prawy policzek, nadstaw mu jeszcze i drugi. 40 Jeśli ktoś pozywa cię przed sąd, by wziąć twoje ubranie, zostaw takiemu nawet i płaszcz twój. 41 Jeśli ktoś żąda, byś poszedł z nim tysiąc kroków, idź z takim nawet dwa tysiące. 42 Temu, który cię o coś prosi, daj; tego, który chce zaciągnąć u ciebie pożyczkę - nie unikaj!
Miłość nieprzyjaciół: 5,43-48
43 Słyszeliście że powiedziano: Miłuj bliźniego twego a nieprzyjaciela twego miej w nienawiści. 44 A Ja wam powiadam: Miłujcie nieprzyjaciół waszych, módlcie się za tych, którzy was prześladują. 45 W ten sposób okażecie się synami Ojca waszego, który jest w niebie i który sprawia przecież, że słońce wschodzi tak nad złymi, jak i nad dobrymi, a deszcz spada zarówno na sprawiedliwych, jak i niezbożnych. 46 Bo jeśli będziecie miłować tylko tych, którzy was miłują, to jakaż czeka was za to nagroda? Czyż nie postępują tak samo nawet celnicy? 47 Albo cóż nadzwyczajnego czynicie, jeśli pozdrawiacie tylko braci waszych? Czyż nie czynią tak samo nawet poganie? 48 Bądźcie tedy doskonali, tak jak doskonały jest wasz Ojciec Niebieski.
Jałmużna: 6,1-4
6
1 Pamiętajcie, by nie spełniać dobrych uczynków na oczach ludzi po to, by je podziwiano. W przeciwnym bowiem razie nie otrzymacie zapłaty od Ojca waszego, który jest w niebie. 2 Gdy więc będziesz rozdawał jałmużnę, nie rozgłaszaj tego naprzód. Tak bowiem zachowują się w synagogach i na ulicach obłudnicy, którzy chcą, żeby ich ludzie chwalili. Zaprawdę mówię wam, tacy już otrzymali swoją zapłatę. 3 Kiedy ty dajesz jałmużnę, niechaj nie wie twoja lewa ręka o tym, co czyni prawa. 4 Niech twoja jałmużna pozostanie w ukryciu, a Ojciec twój, który widzi także to, co ukryte, nagrodzi cię za nią.
Modlitwa: 6,5-15
5 A kiedy się modlicie, nie naśladujcie obłudników, czyli tych, którzy udają się na modlitwę do synagog i na skrzyżowania ulic po to, by ich [lepiej] widziano. Zaprawdę mówię wam: tacy już otrzymali swoją zapłatę. 6 Ty zaś, gdy będziesz się modlił, wejdź do swego mieszkania, zamknij za sobą drzwi i módl się do Ojca twego, który jest tam, w skrytości. A Ojciec twój, który widzi także i to, co ukryte, odpłaci ci za to. 7 Na modlitwach waszych nie bądźcie gadatliwi jak poganie, którzy sądzą, że gdy będą dużo mówić, prędzej zostaną wysłuchani. 8 Nie naśladujcie ich! Ojciec wasz wie przecież dobrze, czego wam potrzeba, nawet nim Go o to poprosicie. 9 Módlcie się tedy w ten sposób:
Ojcze nasz, któryś jest w niebie. Niech będzie uświęcone imię Twoje,
10 niech przyjdzie królestwo Twoje, / niech się dzieje wola Twoja, jak w niebie, tak i na ziemi.
11 Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj.
12 Odpuść nam nasze winy, / jak i my odpuszczamy naszym winowajcom.
13 I nie poddawaj nas pokusie ale wybaw nas ode złego.
14 Jeśli tedy wy darujecie ludziom ich przewinienia, daruje wam również wasz Ojciec Niebieski. 15 A jeśli wy nie przebaczycie ludziom, to i wam nie przebaczy Ojciec wasz przewinień waszych.
Posty: 6,16-18
16 Kiedy pościcie, nie bądźcie smutni jak obłudnicy, którzy przybierają smutny wygląd po to, by ludzie widzieli, że oni poszczą. Zaprawdę mówię wam, już mają swoją zapłatę. 17 Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz, 18 ażeby twój post był widziany nie przez ludzi, lecz przez Ojca twojego, który jest tam, w ukryciu, iktóry widzi to, co ukryte. On to da ci zapłatę.
Dobra trwałe: 6,19-24
19 Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza je niszczy i skąd złodzieje wykradają je. 20 Gromadźcie sobie skarby w niebie. Tam nie zniszczy ich ani mól, ani rdza, ani nie wykradnie złodziej który się przez mur przedziera. 21 Gdzie jest bowiem twój skarb, tam, również będzie twoje serce. 22 Oko jest światłem ciała. Jeśli tedy oko twoje będzie zdrowe, całe ciało będzie pełne światłości. 23 Lecz jeśli oko twoje, będzie chore, całe ciało będzie pogrążone w ciemności. Tak więc gdy światłość w tobie będąca jest w rzeczywistości ciemnością, jakże ta ciemność musi być wielka! 24 Nikt nie może służyć dwom panom, gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego kochał, albo przywiąże się do jednego, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i mamonie.
Niewłaściwe troski: 6,25-34
25 Oto dlaczego mówię wam: Nie troszczcie się o wasze życie; o to, co będziecie jedli i pili, ani o wasze ciało, myśląc, czym byście je przyodziali. Czyż życie nie jest więcej warte niż pokarm, a ciało czyż nie jest czymś więcej niż odzienie? 26 Przypatrzcie się ptakom w górze: nie sieją, nie zbierają plonów ani nie gromadzą [ziarna] w spichlerzach, a jednak wasz Ojciec Niebieski żywi je. Czyż nie jesteście warci więcej niż one? 27 Zresztą któż z was może, choćby o to najbardziej zabiegał, dorzucić do życia jedną chwilę? 28 A czemu się martwicie o odzienie? Popatrzcie na lilie polne, jak rosną! A przecież nie pracują ani przędą. 29 Otóż mówię wam, iż mimo to nawet Salomon w całym swoim blasku nie był ubrany jak którakolwiek z nich. 30 Jeśli tedy ziele polne, które dziś jest, a jutro będzie wrzucone do ognia, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie uczyni On jeszcze więcej dla was, o ludzie małej wiary! 31 Nie martwcie się więc mówiąc: Co będziemy jedli? Co będziemy pili? Czym się przyodziejemy. 32 Są to sprawy, o które zabiegają poganie. Ojciec wasz Niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. 33 Szukajcie naprzód królestwa Bożego i jego sprawiedliwości, a wszystko inne będzie wam dodane. 34 Nie troszczcie się tedy o dzień jutrzejszy: jutro zatroszczy się samo o siebie. Każdy dzień ma dosyć swojego strapienia.
O sądzeniu innych: 7,1-5
7
1 Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. 2 Jak bowiem wy innych będziecie sądzić, tak też i was osądzą, a jaką miarą sami mierzyć będziecie, taką i wam odmierzą. 3 Jakże to jest, że widzisz w oku brata malutką zadrę, a we własnym oku nie dostrzegasz całej belki? 4 Albo jakże ty możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę ci zadrę z oka - podczas gdy sam nosisz we własnym oku całą belkę? 5 Obłudniku, usuń najpierw ową belkę z własnego oka, to będziesz lepiej widział, jak usunąć zadrę z oka twego brata.
O szacunku dla tego, co święte: 7,6
6 Nie dawajcie psom tego, co święte, nie rzucajcie pereł przed wieprze; mogą je bowiem podeptać, a potem rzucą się na was, aby i was rozszarpać.
Wytrwałość na modlitwie: 7,7-11
7 Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; stukajcie, a otworzą wam. 8 Ktokolwiek bowiem prosi - otrzymuje, kto szuka - znajduje, a kto stuka - temu otwierają. 9 Bo czy ktoś z was poda kamień własnemu dziecku, które prosi o chleb? 10 Albo gdy prosi o rybę, czy poda mu węża? 11 Jeśli tedy wy, choć tak niedoskonali jesteście, potraficie dawać rzeczy dobre waszym dzieciom, to o ileż bardziej same dobrodziejstwa ześle Ojciec wasz Niebieski tym, którzy Go o to proszą!
Złota reguła: 7,12
12 Tak więc to, co chcecie, by wam inni czynili, wy sami innym czyńcie. To jest bowiem Prawo i Prorocy.
Dwie drogi: 7,13-14
13 Wchodźcie przez bramę wąską, bo szeroka i przestronna droga prowadzi do zatracenia. A tak wielu nią kroczy! 14 Lecz brama, przez którą wchodzi się do życia, jest ciasna, a droga, która tam wiedzie, jest wąska. I tak niewielu ją znajduje!
Fałszywi prorocy: 7,15-23
15 Strzeżcie się fałszywych proroków, tych, co to przychodzą do was w owczej skórze, ale wewnątrz są to wilki drapieżne. 16 Po ich owocach rozpoznacie ich. Bo czyż zbiera się winogrona z cierni albo figi z ostu? 17 Tak więc każde drzewo dobre - rodzi owoce dobre, a drzewo złe - złe owoce rodzi. 18 Dobre drzewo nie może nawet rodzić złych owoców, a złe drzewo nie może rodzić owoców dobrych. 19 Wszelkie drzewo, które nie rodzi dobrego owocu, zostanie wycięte i wrzucone do ognia. 20 Po ich owocach poznacie ich. 21 Do królestwa niebieskiego wejdzie nie ten, kto mówi: Panie, Panie, lecz ten, kto czyni wolę Ojca Niebieskiego. 22 Wielu będzie mówić dnia owego: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imię Twoje? Czyż nie w imię Twoje wyrzucaliśmy czarty? Czyż nie dokonaliśmy w imię Twoje wielu cudów? 23 A wtedy powiem im otwarcie: Nigdy was nie znałem; odejdźcie ode Mnie, wy, którzy się dopuszczacie nieprawości.
O budowaniu na skale: 7,24-29
24 Tak więc ktokolwiek słucha słów moich i według nich postępuje, podobny jest do człowieka, który buduje sobie dom na skale. 25 Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom, lecz on się nie zawalił, bo zbudowany był na skale. 26 Przeciwnie zaś: kto słucha słów moich, lecz nie wprowadza ich w życie, ten jest podobny do człowieka niemądrego, który buduje swój dom na piasku. 27 Przyszła ulewa, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom, a on zawalił się i zostało po nim tylko wielkie rumowisko.
28 A kiedy Jezus przestał mówić, zdumienie ogarnęło rzeszę, 29 bo nauczał jak ktoś, kto ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie.
CUDOTWÓRCZA DZIAŁALNOŚĆ JEZUSA 8,1-11,1
Uzdrowienie trędowatego: 8,1-4
8
1 A kiedy zstąpił z góry, wielkie rzesze ruszyły za Nim. 2 A oto podszedł pewien trędowaty i upadłszy przed Nim, powiedział: Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić. 3 Wtedy Jezus wyciągnął rękę i dotknął go mówiąc: Chcę, bądź oczyszczony. I natychmiast został oczyszczony z trądu. 4 Wtedy Jezus powiedział doń: Pamiętaj, żebyś nie mówił o tym nikomu, lecz idź, przedstaw się kapłanowi i złóż ofiarę przepisaną przez Mojżesza, by była dla nich świadectwem!
Setnik z Kafarnaum: 8,5-13
5 A kiedy Jezus wchodził do Kafarnaum, pewien setnik wyszedł Mu naprzeciw i prosił Go, 6 mówiąc: Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i strasznie cierpi. 7 Powiedział mu Jezus: Pójdę i uzdrowię go. 8 Lecz setnik na to: Panie, ja nie jestem godzien, abyś wszedł pod mój dach, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiony mój sługa. 9 Bo ja, sam będąc podległy władzy, również mam poddanych mi żołnierzy. I kiedy mówię do jednego: Idź - to on odchodzi. A kiedy mówię drugiemu: Przyjdź - to przychodzi. A do sługi gdy mówię: Zrób to - to on to zrobi. 10 Słysząc to Jezus zdziwił się bardzo i powiedział do tych, którzy szli za Nim: Zaprawdę mówię wam, u nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary. 11 Otóż powiadam wam, że wielu przyjdzie ze wschodu i z zachodu, aby zasiąść na uczcie wspólnie z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim, 12 gdy tymczasem poddani królestwa zostaną wyrzuceni na zewnątrz, w ciemności, gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębów. 13 A potem powiedział do setnika: Idź i niech się stanie tak, jak uwierzyłeś.
I właśnie o tej godzinie został uzdrowiony jego sługa.
Uzdrowienie matki żony Piotra: 8,14-15
14 A przyszedłszy do domu Piotra, Jezus zobaczył matkę jego żony leżącą w gorączce. 15 Dotknął jej ręki i opuściła ją gorączka. Wstała tedy [uzdrowiona] i usługiwała Mu.
Uzdrowienie opętanych: 8,16-17
16 A gdy nadszedł wieczór, przyprowadzono doń bardzo wielu opętanych przez czarta. A On słowem tylko wypędził z nich złe duchy i uleczył wszystkich, którzy byli chorzy. 17 I tak miała się wypełnić przepowiednia Izajasza proroka: Słabości nasze wziął na siebie i obciążył się naszymi chorobami.
O naśladowaniu Jezusa: 8,18-22
18 A widząc, jak otaczają Go rzesze, kazał Jezus udać się na drugi brzeg. 19 Wówczas to pewien uczony w Piśmie, zbliżywszy się do Niego, powiedział: Nauczycielu, pójdę z Tobą, dokąd tylko się udasz. 20 A Jezus odpowiedział: Lisy mają swe nory, ptaki, co latają w powietrzu - gniazda, a Syn Człowieczy nie ma gdzie złożyć swej głowy. 21 A oto inny, ktoś spośród uczniów, zwrócił się doń ze słowami: Panie, pozwól mi pójść najpierw pogrzebać ojca mego. 22 Lecz Jezus odpowiedział: Chodź ze Mną, a grzebanie umarłych zostaw umarłym.
Uciszenie burzy na morzu: 8,23-27
23 Potem wszedł do łodzi, a z Nim uczniowie Jego. 24 I oto zerwała się burza na morzu tak wielka, że łódź zalewały fale. A On spał. 25 Zbliżywszy się tedy do Niego, obudzili Go wołając: Ratuj, Panie, giniemy! 26 A On na to: Czemuż się boicie, o wy, małej wiary? A potem, powstawszy, uspokoił wicher i morze. I nastała wielka cisza. 27 A ludzie zdumieni mówili między sobą: Kimże On jest, że nawet wichry i morze są Mu posłuszne?
Opętani z Gadary: 8,28-34
28 A kiedy znalazł się na drugim brzegu, w krainie Gadareńczyków, dwaj opętani, wyszedłszy spomiędzy grobów, zagrodzili Mu drogę. Byli pełni takiej dzikości, że nikt nie mógł przejść tą drogą. 29 I poczęli krzyczeć: Czego chcesz od nas, Synu Boga? Czy po to przyszedłeś, by nas nękać jeszcze przed czasem? 30 Znajdowało się tam również, w pewnej odległości, wielkie stado pasących się świń. 31 Mówiły więc demony do Jezusa: Jeśli nas wypędzisz, poślij nas w tę trzodę świń. 32 I powiedział im: Idźcie. Ruszyły więc i wstąpiły w świnie. I oto całe stado zwaliło się z urwistego brzegu do morza i zostało pochłonięte przez fale. 33 Pasterze zaś uciekli i przybywszy do miasta, opowiedzieli wszystko o tym, jak opętani zostali uleczeni. 34 Wtedy całe miasto wyszło na spotkanie Jezusa. A gdy Go zobaczyli, prosili, ażeby opuścił ich kraj.
Uzdrowienie paralityka: 9,1-8
9
1 Wstąpiwszy tedy do łodzi, przeprawił się z powrotem na drugą stronę i przybył do swego miasta. 2 I oto przyniesiono Mu paralityka, leżącego na łożu. Widząc ich wiarę, Jezus powiedział do paralityka: Miej ufność, synu! Twoje grzechy są ci odpuszczone. 3 A niektórzy spośród uczonych w Piśmie mówili między sobą: On bluźni. 4 Lecz Jezus, rozpoznawszy ich myśli powiedział: Po co te złe podejrzenia w sercach waszych? 5 Cóż jest łatwiej powiedzieć: "odpuszczają ci się twoje grzechy" czy też: "wstań i chodź"? 6 Żebyście wiedzieli, że Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów! A potem powiedział do paralityka: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu! 7 Wstał tedy i poszedł do swego domu. 8 A rzesze, które na to patrzyły, ogarnął strach. I uwielbiali Boga za to, że dał ludziom tak wielką władzę.
Powołanie Mateusza i uczta w domu celnika: 9,9-13
9 Odszedłszy stamtąd, zobaczył Jezus pewnego człowieka siedzącego przy cle, imieniem Mateusz. I powiedział do Niego: Chodź ze Mną. A on wstał i poszedł za Nim. 10 A kiedy znajdował się przy stole w pewnym domu, przyszło wielu celników i grzeszników, aby zasiąść do stołu wspólnie z Jezusem i Jego uczniami. 11 Spostrzegłszy to faryzeusze mówili do Jego uczniów: Dlaczego wasz Nauczyciel jada z celnikami i grzesznikami? 12 Lecz On, usłyszawszy to, powiedział: Nie zdrowi, lecz chorzy potrzebują lekarza. 13 Odejdźcie stąd i pomyślcie, co znaczą słowa: Miłosierdzia pragnę, a nie ofiary. Nie przyszedłem bowiem, by upominać sprawiedliwych, lecz grzeszników.
Sprawa postów: 9,14-17
14 Zbliżyli się wtedy doń uczniowie Jana i zapytali: Dlaczego uczniowie Twoi nie poszczą, podczas gdy my - podobnie jak faryzeusze zachowujemy liczne posty? 15 Jezus odpowiedział: Czyż goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest jeszcze z nimi? Przyjdą dni, kiedy oblubieniec zostanie zabrany. Wtedy będą pościć.
16 Nikt nie przyszywa łaty z nowego materiału do starego ubrania, bo [nowa] łata powoduje rozdarcie ubrania i powstaje jeszcze większe uszkodzenie. 17 Nie wlewa się też młodego wina do starych bukłaków, bo pękają. Wówczas wino wycieknie i bukłaki się zmarnują. Młode wino wlewa się do nowych bukłaków i wtedy wszystko się ocala.
Wskrzeszenie córki Jaira i uleczenie niewiasty chorej na krwotok: 9,18-26
18 Kiedy jeszcze to mówił, oto zjawił się pewien przełożony [synagogi] i padając Mu do nóg powiedział: Przed chwilą umarła moja córka. Ale przyjdź, połóż na nią Twą rękę, to ożyje. 19 Tedy Jezus powstawszy udał się za nim z uczniami swymi. 20 A oto pewna kobieta cierpiąca od dwunastu lat na upływ krwi podeszła z tyłu i dotknęła brzegu Jego płaszcza. 21 Mówiła bowiem sobie: Jeśli się tylko dotknę Jego płaszcza, będę uzdrowiona. 22 A Jezus odwróciwszy się zobaczył ją i powiedział: Ufaj, córko, twoja wiara uzdrowiła cię. I od tego momentu kobieta była zdrowa. 23 A kiedy przyszedł Jezus do domu przełożonego i zobaczył fletnistów oraz tłum zawodzący, powiedział: 24 Wyjdźcie stąd! Dziewczynka nie umarła. Ona śpi. A oni wyśmiewali się z Niego. 25 Lecz kiedy usunięto tłum z wnętrza, On wszedł, wziął dziewczynkę za rękę, a ona wstała. 26 I rozeszła się o tym wieść po całym tamtejszym kraju.
Uzdrowienie dwu niewidomych: 9,27-31
27 A kiedy Jezus odchodził stamtąd, szli za Nim dwaj ślepcy wołając: Synu Dawida, zmiłuj się nad nami! 28 Gdy zaś Jezus już wszedł do domu, przystąpili do Niego niewidomi. Wtedy Jezus zapytał: Czy wierzycie, że Ja mogę to uczynić? A oni odpowiedzieli: Tak, Panie. 29 Dotknął tedy ich oczu i powiedział: Niech wam się stanie według wiary waszej. 30 I otworzyły się ich oczy. Wówczas Jezus nakazał im surowo: Pamiętajcie: nikt nie powinien o tym wiedzieć. 31 Ale oni, skoro tylko wyszli, roznieśli wieść o Nim po całej tamtej okolicy.
Uzdrowienie opętanego niemowy: 9,32-34
32 A gdy tamci wyszli, przyprowadzono mu opętanego, który był niemową. 33 Czart został wyrzucony, a niemy przemówił. Wtedy rzesze, podziwem zdjęte, poczęły wykrzykiwać: Nigdy nie widziano czegoś podobnego w Izraelu! 34 Lecz faryzeusze mówili: On przez księcia czartowskiego wyrzuca czarty.
Wielkie żniwo: 9,35-38
35 A Jezus obchodził wszystkie osiedla i miasta, nauczając w synagogach, głosząc Dobrą Nowinę o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszystkie dolegliwości. 36 A widząc tłumy [ludzi], litował się nad nimi, bo byli umęczeni i pozbawieni opieki jak owce, które nie mają pasterza. 37 Powiedział więc do swoich uczniów: Żniwo jest obfite, ale jakże mało robotników! 38 Proście Pana żniwa, aby posłał robotników na swoje żniwo.
Wybór Dwunastu: 10,1-4
10
1 Wezwawszy swych dwunastu uczniów, dał im Jezus władzę nad duchami nieczystymi, tak aby mogli je wypędzać i leczyć wszelkie choroby oraz niemoce. 2 A oto imiona dwunastu Apostołów: jako pierwszy Szymon, zwany Piotrem, i Andrzej, brat jego. Potem Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan; 3 Filip i Bartłomiej; Tomasz i Mateusz celnik; Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz; 4 Szymon Kananejczyk i Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził.
Mowa misyjna: 10,5-15
5 Tych Dwunastu posłał Jezus na misję, dając im takie oto polecenie: Nie wchodźcie na drogę, która wiedzie do pogan, i nie wstępujcie do miasta Samarytan. 6 Idźcie raczej do owiec, zagubionych spośród ludu izraelskiego. 7 Wędrując ogłaszajcie, że królestwo niebieskie jest tuż. 8 Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wyrzucajcie złe duchy. Darmoście otrzymali, darmo rozdawajcie. 9 Nie bierzcie do swych trzosów ani złota, ani srebra, ani miedzianych pieniędzy. 10 Nie zabierajcie w drogę ani torby podróżnej, ani dwu ubrań, ani sandałów, ani laski. Wart jest bowiem robotnik strawy swojej. 11 Gdy wejdziecie do jakiegoś miasta lub osiedla, dowiedzcie się, kto tam jest godny, i u tego zostańcie aż do waszego odejścia. 12 Wchodząc do jego domu, pozdrówcie go. 13 Jeśli dom jest tego godny, niech zstąpi nań pokój wasz; jeśli nie, niech wasz pokój powróci do was. 14 A gdzie nie zechcą was przyjąć ani słuchać słów waszych, wyjdźcie z takiego domu lub miasta, strząsając kurz ze stóp waszych. 15 Zaprawdę mówię wam, że w dzień sądu Sodomę i Gomorę spotka los mniej przykry niż to miasto.
Zachęta do mężnego wyznawania wiary: 10,16-39
16 Oto posyłam was jak owce między wilki. Bądźcie roztropni jak węże, a niewinni jak gołębie. 17 Miejcie się na baczności przed ludźmi: będą was bowiem stawiać przed sądami, będą was biczować w swych synagogach. 18 Będą was też prowadzić - z mojego powodu - przed namiestników i królów, abyście składali zeznania przed nimi i przed poganami. 19 Lecz kiedy was pozwą, nie martwcie się w niepokoju, co i jak będziecie mówić: będzie wam dane w owej chwili, co i jak trzeba mówić. 20 Bo to nie wy będziecie mówić, lecz Duch Ojca waszego przemówi przez was. 21 Brat wyda na śmierć własnego brata, a ojciec własne dziecko; dzieci wystąpią przeciwko własnym rodzicom i doprowadzą ich do zguby. 22 A wy będziecie przedmiotem nienawiści dla wszystkich z powodu mojego imienia, lecz kto wytrwa do końca, będzie zbawiony. 23 Gdy was zaczną prześladować w jednym mieście, schrońcie się do drugiego, a jeśli i w tym będą was poszukiwać, uchodźcie do trzeciego. Zaprawdę mówię wam, że nie skończycie nawet z miastami Izraela - zanim przyjdzie Syn Człowieczy. 24 Uczeń nie jest ponad mistrzem ani sługa nie przewyższa swego pana. 25 Wystarczy, że uczeń będzie dorównywał swemu nauczycielowi, a sługa panu. A jeżeli Pana domu uznali za Belzebuba, to o ileż bardziej uczynią to samo z domownikami Jego! 26 A zatem nie lękajcie się ich! Nic bowiem nie jest zakryte, co by nie miało być odsłonięte, nic też nie pozostaje w takiej tajemnicy, by nie miało być ujawnione. 27 Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w pełni dziennego światła, a co posłyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach. 28 Nie bójcie się więc tych, którzy zabijają ciało, ale duszy zabić nie mogą! Bójcie się raczej Tego, który może wtrącić do piekła i duszę, i ciało. 29 Czyż nie sprzedaje się dwu wróbli za jednego asa? A jednak żaden z nich nie spada na ziemię bez woli Ojca. 30 A wy? Przecież wszystkie włosy wasze są policzone!
31 Nie bójcie się więc: jesteście warci więcej niż mnóstwo wróbli. 32 Ktokolwiek opowie się za Mną wobec ludzi, Ja ze swej strony opowiem się za nim przed Ojcem moim, który jest w niebie. 33 Lecz kto się Mnie wyprze przed ludźmi, tego i Ja wyprę się przed Ojcem moim, który jest w niebie.
34 Nie myślcie, że przyszedłem, by zaprowadzić pokój na ziemi. Nie przyszedłem, by przynieść pokój, ale - miecz. 35 Przyszedłem bowiem, aby przeciwstawić człowieka jego własnemu ojcu, córkę - jej własnej matce, a synową - matce jej męża. 36 I tak [staną się] nieprzyjaciółmi człowieka domownicy jego.
37 Kto kocha swego ojca lub swoją matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha swego syna lub swoją córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. 38 Kto nie bierze swego krzyża i nie idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. 39 Kto znajdzie swoje życie, straci je; a kto straci swoje życie ze względu na Mnie, znajdzie je.
Nagroda za przyjęcie uczniów Jezusa: 10,40-11,1
40 Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje, a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. 41 Kto przyjmuje proroka jako proroka, otrzyma zapłatę proroka, a kto przyjmuje sprawiedliwego jako sprawiedliwego, otrzyma zapłatę sprawiedliwego. 42 Ktokolwiek poda kubek zimnej wody jednemu z tych maluczkich, jako że jest uczniem moim, zaprawdę powiadam wam, nie minie go nagroda.
11
1 A kiedy Jezus skończył udzielanie tych pouczeń swym dwunastu uczniom, wyruszył stamtąd, by nauczać i głosić [Dobrą Nowinę] w ich miastach.
PRYMAT WOLI OJCA 11,2-12,50
Poselstwo uczniów Jana Chrzciciela: 11,2-6
2 Tymczasem Jan, dowiedziawszy się w więzieniu o czynach Jezusa, posłał do Niego swych uczniów z takim oto zapytaniem: 3 Czy Ty jesteś tym, który ma przyjść, czy też winniśmy oczekiwać na innego? 4 A Jezus odpowiedział im: Idźcie i opowiedzcie Janowi o tym, co słyszycie i co oglądacie: 5 ślepi widzą, chromi chodzą, trędowaci są oczyszczeni, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, a ubogim opowiada się Dobrą Nowinę. 6 Błogosławiony zaś ten, kto się ze Mnie nie zgorszy.
Świadectwo Jezusa o Janie Chrzcicielu: 11,7-15
7 A kiedy wysłannicy odeszli, począł Jezus mówić do rzesz o Janie: Coście wyszli oglądać na pustyni: Trzcinę chwiejącą się na wietrze? 8 No więc, co wyszliście oglądać: Człowieka ubranego w miękkie szaty? Ależ ci, co się ubierają w miękkie szaty, mieszkają w pałacach królewskich. 9 Po coście więc wyszli? Żeby zobaczyć proroka? O tak! Zapewniam was - nawet więcej niż proroka. 10 On jest tym, o którym napisano: Oto Ja posyłam mojego wysłannika, który będzie przygotowywał drogę przed Tobą. 11 Zaprawdę mówię wam: wśród narodzonych z niewiasty nie pojawił się nikt, kto byłby większy od Jana Chrzciciela. A tymczasem najmniejszy w królestwie Bożym jest od niego większy. 12 Od czasów Jana Chrzciciela aż dotychczas królestwo niebieskie gwałt cierpi i gwałtownicy zdobywają je siłą. 13 W rzeczywistości bowiem wszyscy prorocy i Prawo prorokowali aż do czasów Jana. 14 A on - jeśli chcecie mi wierzyć - on jest Eliaszem, który ma przyjść ponownie. 15 Kto ma uszy, niech słucha
Sąd Jezusa o współczesnych: 11,16-19
16 Do czegóż mam przyrównać to pokolenie? Jest ono podobne do dzieci, które znalazłszy się na placu, czynią innym wymówki: 17 Graliśmy wam na flecie, a wyście nie tańczyli; śpiewaliśmy pieśni smutne, a wy nie uderzaliście się w piersi! 18 Kiedy bowiem przyszedł Jan, nie jadł i nie pił - to powiedziano: Opętany. 19 A kiedy przyszedł Syn Człowieczy, kiedy jadł i pił, to powiedziano: Oto obżartuch i pijak, przyjaciel celników i grzeszników! Ale przyznano rację mądrości ze względu na jej czyny.
Świadectwo Jezusa o miastach galilejskich: 11,20-24
20 A potem zaczął wyrzekać na miasta, które były świadkami Jego najliczniejszych cudów, a jednak nie nawróciły się. 21 Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Gdyby bowiem cuda, które się u was zdarzyły, miały miejsce w Tyrze i w Sydonie, dawno już czyniłyby skruchę w worze pokutnym i w popiele. 22 Otóż mówię wam, że w dzień sądu Tyr i Sydon spotka los mniej surowy niż was. 23 A ty, Kafarnaum? Czy sądzisz, że będziesz wyniesione aż pod niebiosa? Aż do piekła będziesz strącone! Bo gdyby cuda, które się u ciebie dokonały, miały miejsce w Sodomie, istniałaby do dnia dzisiejszego. 24 Otóż mówię wam, że w dzień sądu ziemię Sodomy spotka los mniej surowy niż was.
Objawienie Ojca i Syna: 11,25-27
25 Tego czasu Jezus rzekł: Uwielbiam Cię, Ojcze, Władco nieba i ziemi, iżeś zakrył to wszystko przed mądrymi i uczonymi, a objawiłeś całkiem maluczkim.
26 Tak, Ojcze! Tak sobie upodobałeś. 27 Wszystko zostało Mi oddane przez Ojca mego i nikt nie zna Syna, tylko Ojciec, podobnie jak nikt nie zna Ojca, tylko Syn oraz ten, któremu On chce to objawić.
Słodkie jarzmo - lekkie brzemię: 11,28-30
28 Przyjdźcie do Mnie wy wszyscy, którzy jesteście utrudzeni i uginacie się pod ciężarem, a Ja wam sprawię ulgę. 29 Włóżcie na siebie moje jarzmo i bądźcie podobni do Mnie. Ja jestem cichy i pokornego serca. A wówczas znajdziecie ulgę dla dusz waszych. 30 Moje jarzmo jest słodkie, a brzemię moje lekkie.
O łuskaniu kłosów w szabat: 12, 1-8
12
1 W tym czasie przechodził Jezus pewnego szabatu przez pola między zbożami. Uczniowie Jego, ponieważ byli już głodni, poczęli zrywać kłosy i jeść [ziarna]. 2 Widząc to faryzeusze powiedzieli: Popatrz, uczniowie twoi czynią to, czego nie wolno czynić w szabat! 3 Lecz On im odpowiedział: Czyż nie czytaliście, co czynił Dawid i jego towarzysze, gdy im głód dokuczał? 4 O tym, jak wszedł do domu Bożego i jak zjedli chleby pokładne, właśnie te chleby, których nie wolno było spożywać ani jemu, ani towarzyszom jego, lecz tylko kapłanom? 5 Albo czy nie czytaliście również w Prawie, że właśnie w dzień szabatu kapłani łamią szabat, i to w świątyni, będąc przy tym bez winy? 6 Otóż oświadczam wam, że jest tu ktoś większy od świątyni. 7 Gdybyście zrozumieli, co znaczą słowa: Miłosierdzia pragnę, a nie ofiary, nie potępialibyście ludzi, którzy są bez winy. 8 Syn Człowieczy jest bowiem panem szabatu.
Uzdrowienie człowieka z uschłą ręką: 12,9-14
9 I udał się stamtąd do ich synagogi. 10 Był tam człowiek, który miał uschłą rękę. I postawiono Mu pytanie - po to, by Go potem oskarżyć: Czy wolno w szabat uzdrawiać? 11 Lecz On im odpowiedział: Gdyby ktoś z was miał jedną jedyną owcę i ta wpadłaby mu w jakiś dół właśnie w dzień szabatni, czy nie poszedłby, żeby ją wyciągnąć? 12 Otóż o ile ważniejszy jest od owcy człowiek! Tak więc wolno jest spełnić w szabat dobry uczynek. 13 A potem powiedział do człowieka [z uschłą ręką]: Wyciągnij rękę. I wyciągnął ją. I okazała się tak zdrowa, jak druga. 14 Wówczas faryzeusze, wyszedłszy, zastanawiali się, jak by Go mogli zgładzić.
Jezus - cierpiącym Sługą Jahwe: 12,15-21
15 Lecz Jezus, wiedząc to, odszedł stamtąd. Wielu poszło za Nim, a On uzdrawiał wszystkich, 16 nakazując jednak, aby Go nie wyjawiali. 17 I tak miała się wypełnić przepowiednia proroka Izajasza: 18 Oto sługa mój, którego sobie wybrałem, / mój umiłowany, w którym ma upodobanie moje serce. / Na Niego sprowadzę mojego Ducha, / a On będzie głosił sprawiedliwość poganom.
19 Nie będzie On wszczynał kłótni ani podnosił głosu / i na publicznych drogach nikt Go nie usłyszy.
20 Nadłamanej trzciny - nie złamie / i nie dogasi knota, który jeszcze dymi / dopóki nie przeprowadzi sprawiedliwości / aż do chwalebnego zwycięstwa.
21 W Jego imieniu narody będą pokładać nadzieję.
Polemika Jezusa z faryzeuszami: 12,22-30
22 Przyprowadzono Mu wtedy opętanego, który był też ślepcem i niemową. I uzdrowił go tak, że niemowa mógł mówić i widzieć. 23 A ludzie, stojący tam całą rzeszą, podziwem zdjęci pytali: Czyż nie jest to Syn Dawida? 24 Lecz faryzeusze, słysząc to, mówili: On wypędza złe duchy tylko przez Belzebuba, księcia demonów. 25 A Jezus znając ich myśli powiedział: Każde królestwo podzielone samo w sobie - pustoszeje. I żadne miasto ani dom, gdy w nim zapanuje rozdwojenie, nie będzie mogło się ostać. 26 Otóż jeżeli szatan wypędza szatana, to sam ze sobą jest skłócony. Wobec tego jakże zdoła on utrzymać swoje królestwo? 27 A jeśli Ja wyrzucam złe duchy przez Belzebuba, to przez kogo wyrzucają je wasi synowie? Tak więc oni będą waszymi sędziami. 28 Lecz jeśli Ja wyrzucam złe duchy przez Ducha Bożego, to rzeczywiście już przyszło do was królestwo Boże. 29 Albo jak może ktoś wejść do domu jakiegoś siłacza i zabrać jego rzeczy, nie obezwładniwszy go przedtem? Dopiero wtedy będzie mógł złupić jego dom. 30 Kto nie jest ze Mną, przeciwko Mnie jest, a kto nie zbiera ze Mną, rozprasza.
Grzechy przeciwko Duchowi Świętemu: 12,31-32
31 Dlatego mówię wam, że każdy grzech i każde bluźnierstwo będzie ludziom przebaczone, ale bluźnierstwo przeciwko Duchowi nie będzie odpuszczone. 32 I nawet jeśli ktoś powie jakieś słowo przeciwko Synowi Człowieczemu, będzie mu to przebaczone, lecz jeśli będzie mówił przeciwko Duchowi Świętemu, nie zostanie mu to przebaczone ani w tym życiu, ani w przyszłym.
Dobre i złe drzewo: 12,33-37
33 Dokonajcie tego, żeby jakieś drzewo było dobre, a wówczas i jego owoc będzie dobry; uczyńcie to drzewo złym, a wtedy i jego owoc będzie niedobry. Bo drzewo poznaje się po owocu. 34 Plemię żmijowe! Jakże wy możecie powiedzieć coś dobrego, skoro jesteście złymi? Przecież to z obfitości serca usta mówią. 35 Człowiek dobry wydobywa ze swego skarbca dobrego rzeczy dobre, a człowiek zły wydobywa rzeczy złe ze swego skarbca złego. 36 Otóż zapewniam was, że w dzień sądu będą ludzie odpowiadać za każde próżne słowo, które wypowiedzą kiedykolwiek. 37 Bo właśnie według słów twoich będziesz usprawiedliwiony i według słów twoich będziesz potępiony.
Znak Jonasza: 12,38-42
38 Na to kilku uczonych w Piśmie i faryzeuszy powiedziało do Niego: Nauczycielu, chcemy, żebyś nam pokazał jakiś znak. 39 A On im odpowiedział:
To plemię złe i wiarołomne żąda znaku, lecz nie będzie mu dany inny, jak tylko znak proroka Jonasza. 40 Jak bowiem Jonasz przebywał we wnętrzu wielkiej ryby przez trzy dni i trzy noce, tak też Syn Człowieczy będzie się znajdował w łonie ziemi trzy dni i trzy noce. 41 Mieszkańcy Niniwy powstaną na sąd razem z tym pokoleniem i potępią je, bo oni czynili pokutę na wezwanie Jonasza, a tu jest przecież ktoś o wiele większy niż Jonasz. 42 Królowa z Południa powstanie na sąd z tym pokoleniem i również je potępi. Bo oto ona przyszła z krańców ziemi, ażeby przysłuchiwać się mądrości Salomona, a tu jest przecież ktoś o wiele większy od Salomona!
Nawrót do grzechu: 12,43-45
43 Kiedy duch nieczysty wyjdzie z człowieka, krąży po miejscach bezwodnych i szuka odpoczynku. A gdy go nie znajduje, 44 mówi sobie: Wrócę do tego domu, z którego wyszedłem. I przybywając tam, znajduje wszystko wolne, umocnione i uporządkowane. 45 Odchodzi więc, aby wziąć ze sobą siedmiu innych duchów, gorszych od siebie. Przychodzą tam i zamieszkują. I to, co spotka człowieka na końcu, jest gorsze od tego, co było na początku. Tak też będzie i z tym pokoleniem przewrotnym.
Prawdziwi krewni Jezusa: 12,46-50
46 A kiedy On jeszcze przemawiał do tłumów, przyszła do Niego Matka i bracia. Zatrzymawszy się na zewnątrz, chcieli coś powiedzieć. 47 I mówi Mu ktoś: Oto Twoja Matka i Twoi bracia stoją na zewnątrz i chcą Ci coś oznajmić. 48 Lecz Jezus odpowiedział tak człowiekowi który Mu o tym doniósł: Kto jest moją matką i kto to są moi bracia?
49 I wskazawszy ręką na swoich uczniów dodał: Oto moja matka i bracia. 50 Ktokolwiek bowiem spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie, ten jest moim bratem, siostrą i matką.
PRZYPOWIEŚCI O KRÓLESTWIE BOŻYM 13,1-53
Przypowieść o siewcy: 13,1-9
13
1 A dnia tego wyszedł Jezus z domu i usiadł na brzegu morza. 2 I zgromadziły się wokół Niego tak wielkie rzesze, że aż wstąpił do łodzi i tam usiadł, a tłum został nad brzegiem. 3 I mówił im wiele przez przypowieści w te słowa: Oto siewca wyszedł siać. 4 A kiedy siał, niektóre ziarna padły na drogę, a ptaki nadleciawszy wydziobały je. 5 Inne padły na grunt skalisty, tam, gdzie nie miały wiele ziemi. Niebawem wzeszły, bo nie były na dużej głębokości, 6 ale gdy ukazało się słońce, zostały spalone i uschły - bo nie miały korzenia. 7 Jeszcze inne padły między ciernie. A ciernie wybujały i zagłuszyły je. 8 I wreszcie inne padły na dobrą ziemię i wydały plon stokrotny, sześćdziesięciokrotny i trzydziestokrotny. 9 Kto ma uszy, niech słucha.
Cel nauczania w przypowieściach: 13,10-17
10 A uczniowie zbliżywszy się do Niego zapytali: Dlaczego nauczasz ich w przypowieściach? 11 I odpowiedział im: Wam dane jest poznać tajemnice królestwa niebieskiego, a im nie. 12 Bo temu, który ma, będzie dodane i będzie posiadał aż w nadmiarze, a temu, który nie ma, będzie zabrane nawet to, co ma. 13 To właśnie dlatego mówię do nich w przypowieściach: patrzą bowiem, a nie widzą, i słuchają, a nie słyszą i nie rozumieją.
14 I tak to wypełnia się na nich przepowiednia Izajasza, który mówił: Będziecie się wsłuchiwać, ale nic nie zrozumiecie i będziecie się przyglądać bardzo, ale nie zobaczycie.
15 Skamieniało bowiem serce tego ludu, / ciężko im było usłyszeć coś uszami, / a oczy swoje zamknęli / po to, aby przypadkiem nie zobaczyli oczyma / i nie usłyszeli uszami; / żeby nie pojęli umysłem / i nie nawrócili się, / i żebym ich nie uleczył.
16 Wasze zaś oczy błogosławione, bo widzą; błogosławione uszy wasze, bo słyszą. 17 Zaprawdę bowiem mówię wam, że wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło widzieć to, co wy widzicie, ale nie zobaczyło, i słyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszało!
Znaczenie przypowieści o siewcy: 13,18-23
18 Posłuchajcie zatem przypowieści o siewcy: 19 Gdy ktoś słucha nauki o królestwie, ale nie rozumie jej, wtedy przychodzi zły [duch] i zabiera to, co zostało zasiane w sercu tego człowieka. Taki człowiek - to inaczej ziarno, zasiane przy drodze. 20 A ziarno zasiane na gruncie skalistym - to człowiek, który słucha nauki i przyjmuje ją natychmiast z radością. 21 Nie ma jednak w sobie korzenia, jest człowiekiem chwiejnym. Kiedy przychodzi ucisk albo prześladowanie z powodu owej nauki, natychmiast upada. 22 Ziarno zasiane między ciernie - to człowiek, który słucha nauki, ale troski tego świata i zwodnicze bogactwa zdusiły słowo tak, że nie może wydać owocu. 23 Ziarno rzucone na glebę dobrą oznacza człowieka, który słucha nauki i rozumie ją. Taki przynosi owoc już to stokrotny, już to sześćdziesięciokrotny, już to trzydziestokrotny.
Przypowieść o kąkolu: 13,24-30
24 Opowiedział im też inną przypowieść: Podobne jest królestwo niebieskie do człowieka, który zasiał na swoim polu dobre ziarno. 25 Lecz kiedy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał kąkolu między pszenicę i odszedł. 26 A kiedy zboże podrosło i wypuściło kłosy, ukazał się także i kąkol. 27 Wówczas słudzy przyszli do właściciela i powiedzieli mu: Panie, czyż nie zasiałeś na twoim polu dobrego ziarna? Skąd się w nim wziął kąkol? 28 A on odpowiedział: Człowiek nieprzyjazny uczynił to. Tedy zapytali słudzy: Czy chcesz, żebyśmy poszli i powyrywali kąkol. 29 Lecz On odpowiedział: Nie, żebyście wyrywając kąkol nie zniszczyli przypadkiem i pszenicy. 30 Pozwólcie jednemu i drugiemu rosnąć aż do żniwa. A podczas żniw powiem robotnikom: Zbierzcie naprzód kąkol i powiążcie go w snopki na spalenie, a potem zniesiecie pszenicę do mojego spichlerza.
Przypowieść o ziarnie gorczycznym: 13,31-32
31 Powiedział im też inną przypowieść: Królestwo niebieskie podobne jest do ziarenka gorczycy, które wziął człowiek i zasiał na swym polu.
32 Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz kiedy wyrośnie, okazuje się największym wśród krzewów i staje się nawet drzewem, tak że ptaki, co żyją w powietrzu, nadlatują i zakładają gniazda na jego gałęziach.
Przypowieść o kwasie chlebowym: 13,33
33 Powiedział im jeszcze inną przypowieść: Królestwo niebieskie podobne jest do kwasu, który wzięła pewna kobieta i włożyła w trzy miary mąki, aby się wszystko zakwasiło.
Znaczenie przypowieści: 13,34-35
34 Wszystko to mówił Jezus do tłumów w przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił. 35 I tak miała się wypełnić przepowiednia Proroka: Otworzę me usta, aby głosić przypowieści, / będę ogłaszał rzeczy zakryte od założenia świata.
Znaczenie przypowieści o kąkolu: 13,36-43
36 A potem zostawiając rzesze, przybył do domu. Wtedy uczniowie przyszli do Niego i powiedzieli: Wytłumacz nam przypowieść o kąkolu na roli. 37 A On odpowiadając im rzekł: Tym, który zasiewa dobre ziarno, jest Syn Człowieczy. 38 Rolą jest świat, dobrym ziarnem są poddani królestwa, a kąkolem synowie czarta. 39 Ów nieprzyjaciel, który zasiał kąkol - to szatan, żniwem jest koniec świata, a żniwiarzami aniołowie. 40 Podobnie jak zbiera się kąkol i spala w ogniu, tak też będzie przy końcu świata.
41 Syn Człowieczy wyśle swoich aniołów, a ci zgromadzą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia i wszystkich, którzy się dopuszczają nieprawości. 42 I wrzucą ich do ognistego pieca, gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębów. 43 Tymczasem sprawiedliwi zajaśnieją jak słońce w królestwie ich Ojca. Kto ma uszy, niech słucha.
Przypowieść o skarbie i o perle: 13,44-46
44 Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w ziemi. Znalazł go pewien człowiek i ponownie ukrył. A potem, uradowany bardzo, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę ziemię.
45 Królestwo niebieskie jest też podobne do kupca, poszukującego rzadkich pereł. 46 Gdy znajdzie jakąś bardzo cenną, idzie, sprzedaje wszystko, co ma, i kupuje tę perłę.
Przypowieść o sieci: 13,47-50
47 Królestwo niebieskie jest nadto podobne do sieci, które rzuca się w morze i zagarnia różne rodzaje ryb. 48 Kiedy się napełnią, rybacy wyciągają je na brzeg. A potem siadają i wybierają dobre ryby do koszów, a złe wyrzucają. 49 Tak też będzie i przy końcu świata: zjawią się aniołowie, oddzielą złych od sprawiedliwych 50 i wrzucą do rozpalonego pieca. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.
Epilog nauczania w przypowieściach: 13,51-53
51 Czy zrozumieliście to wszystko? A oni odpowiedzieli: Tak. 52 Tedy rzekł do nich: Tak więc każdy uczony w Piśmie, gdy staje się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do pana domu, który wydobywa ze swego skarbca to, co nowe, i to, co stare. 53 A kiedy skończył nauczać w przypowieściach, odszedł z tamtych okolic.
DALSZE CZYNY I DZIAŁALNOŚĆ NAUCZYCIELSKA JEZUSA 13,54-17,27
Odrzucenie Jezusa w Nazarecie: 13,54-58
54 Przyszedł w swe ojczyste strony i nauczał ludzi w ich synagogach tak, że wszyscy pełni podziwu [pytali]: Skąd u Niego taka mądrość i te cuda? 55 Czyż nie jest to syn cieśli? Czyż Jego matka nie nazywa się Maryja, a bracia Jego Jakub, Józef, Szymon i Juda? 56 A Jego siostry - czy nie są wszystkie wśród nas? Skąd więc Mu to wszystko? 57 I byli nawet Nim zgorszeni. Lecz Jezus powiedział: Prorok nie bywa znieważany inaczej, jak tylko w swojej ojczyźnie i we własnym domu. 58 I z powodu ich niedowiarstwa nie uczynił tam wielu cudów.
Świadectwo Heroda o Jezusie: 14,1-2
14
1A wieści o Jezusie dotarły w owym czasie do uszu Heroda tetrarchy. 2 Dlatego powiedział on do swych dworzan: Ten [człowiek] to Jan Chrzciciel. To on zmartwychwstał i stąd te moce, które w nim działają cuda.
Ścięcie Jana Chrzciciela: 14,3-12
3 W rzeczywistości Herod [kazał] pochwycić Jana i skrępowanego wtrącić do więzienia, ze względu na Herodiadę, która była żoną jego brata Filipa i o której 4 Jan mówił do niego: Nie wolno ci jej mieć. 5 Chciał go nawet zgładzić, ale bał się ludu, który uważał Jana za proroka. 6 Lecz gdy Herod obchodził dzień swoich urodzin, córka Herodiady tańcząc na oczach wszystkich tak mu się spodobała, 7 że poprzysiągł, iż o cokolwiek poprosi go, otrzyma.
8 Wówczas ona, pouczona przez swoją matkę, powiedziała: Daj mi tu na misie głowę Jana Chrzciciela. 9 Zasmucił się tedy król, lecz ze względu na przyrzeczenie i współbiesiadników kazał jej dać [głowę Jana]. 10 Wydał więc rozkaz, żeby ścięto Jana w więzieniu. 11 I przyniesiono na misie głowę Jana, i dano dziewczynie, a ta zaniosła ją swojej matce. 12 Wtedy uczniowie Jana przyszli, by zabrać ciało i pogrzebać je. Potem poszli i powiadomili o tym Jezusa.
Cudowne rozmnożenie chleba: 14,13-21
13 Wówczas Jezus oddalił się łodzią w stronę okolicy pustynnej, na ubocze. Lecz tłumy, usłyszawszy o tym, ruszyły za Nim z miasta pieszo. 14 A kiedy wychodził z łodzi, zobaczył wielką rzeszę. Wzruszyło Go to i uzdrowił chorych. 15 Kiedy zaś nastał wieczór, przyszli do Niego uczniowie i powiedzieli: Miejsce tu bezludne i godzina już późna; roześlij ludzi, niech pójdą do miasta i kupią sobie pożywienia. 16 Lecz Jezus odpowiedział: Nie muszą odchodzić. Wy dajcie im jeść. 17 A oni na to: Ależ my mamy tylko pięć chlebów i dwie ryby. 18 Przynieście Mi je - mówi Jezus. 19 A potem, rozkazawszy rzeszom usiąść na trawie, wziął pięć chlebów i dwie ryby, wzniósł oczy ku niebu i odmówił błogosławieństwo. A potem łamiąc chleb rozdawał go uczniom, a ci dawali go rzeszom. 20 I jedli wszyscy aż do syta. A potem pozbierano ułomki i napełniono nimi dwanaście koszów. 21 Tych zaś, którzy jedli, było pięć tysięcy, nie licząc kobiet i dzieci.
Jezus chodzi po morzu: 14,22-33
22 I zaraz potem nakazał uczniom wsiąść do łódki, by pospieszyli jeszcze przed Nim na drugi brzeg. A On tymczasem powiedział, żeby się rozeszły rzesze. 23 A kiedy je odesłał, samotnie udał się na górę, aby się modlić. Wieczór już nadszedł, a On jeszcze tam był sam. 24 Łódź zaś znajdowała się sporo stadiów od brzegu i miotały nią fale, ponieważ wiatr wiał z przeciwnej strony. 25 I oto o czwartej straży nocnej zbliżył się do nich krocząc po morzu. 26 A uczniowie, gdy Go zobaczyli idącego ku nim po morzu, przerazili się i mówili do siebie: To jakaś zjawa! I z przerażenia poczęli krzyczeć. 27 Lecz Jezus powiedział do nich zaraz: Odwagi, to Ja jestem, nie bójcie się!
28 Wtedy Piotr powiedział: Panie, jeśli to rzeczywiście Ty jesteś, spraw, żebym przyszedł do Ciebie po wodzie. 29 Rzekł tedy Jezus: Przyjdź! Wyszedł więc z łódki i zaczął iść do Jezusa po wodzie. 30 Lecz odczuwając silny wiatr, przeląkł się.
I kiedy począł tonąć, zawołał: Panie, ratuj mnie! 31 Natychmiast wyciągnął Jezus rękę i uchwycił go mówiąc: Czemuś zwątpił, człowieku małej wiary? 32 A kiedy wstąpili do łodzi, wiatr ustał. 33 Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim mówiąc: Ty naprawdę jesteś Synem Bożym!
Liczne uleczenia w Genezaret: 14,34-36
34 I przepłynąwszy na drugi brzeg, wylądowali w Genezaret. 35 A ludzie z tamtych okolic rozpoznali Go. I rozesłali wieść o Nim po całej okolicy, i sprowadzono do Niego wszystkich chorych. 36 Proszono Go, żeby chociaż pozwolił im dotknąć się skraju swego płaszcza. A wszyscy, którzykolwiek się Go dotknęli, całkowicie wracali do zdrowia.
Spór o tradycję: 15,1-20
15
1 Wtedy przyszli do Jezusa faryzeusze i uczeni w Piśmie z Jerozolimy i powiedzieli Mu: 2 Dlaczego uczniowie Twoi łamią tradycje ojców, nie myjąc rąk przed jedzeniem? 3 A On odpowiedział: A wy dlaczego - powołując się na wasze tradycje - łamiecie przykazania Boże? 4 Przecież powiedział Bóg: Czcij ojca twego i matkę twoją; albo: Ktokolwiek złorzeczy ojcu lub matce, będzie ukarany śmiercią. 5 A wy sądzicie, że jeśli ktoś mówi do swojego ojca albo do swojej matki: To, co ci się należało jako wsparcie ode mnie, ja oddaję Bogu 6 to ten już nie musi czcić ani swego ojca, ani matki? I tak to dla waszych zwyczajów uczyniliście nieważnym słowo Boże. 7 Obłudnicy, Izajasz słusznie o was prorokował mówiąc:
8 Lud ten czci Mnie wargami, / lecz serce jego daleko jest ode Mnie:
9 próżna jest cześć, którą Mi oddają. / A nauka, którą głoszą - to nakazy tylko ludzkie.
10 A potem przywołał ku sobie rzesze i powiedział: Posłuchajcie i zrozumcie! 11 Człowieka plami nie to, co wchodzi do jego ust, lecz to, co z ust jego wychodzi, to właśnie czyni człowieka nieczystym. 12 Wtedy uczniowie przystąpiwszy do Niego powiedzieli: Czy wiesz, że faryzeusze byli zgorszeni, gdy usłyszeli to, co powiedziałeś? 13 A On odpowiedział: Każda roślina, której nie zasadził Ojciec mój Niebieski, będzie wyrwana z korzeniami. 14 Zostawcie ich: sami są ślepcami i ślepym wskazują drogę. Otóż jeśli ślepy będzie przewodnikiem ślepego, obaj wpadną do dołu.
15 Wtedy Piotr, zabierając głos, powiedział: Wyjaśnij nam tę przypowieść. 16 A Jezus odpowiedział: I wy też jeszcze ciągle tak niedomyślni jesteście? 17 Czyż nie rozumiecie, że wszystko, co wkłada się do ust, przechodzi następnie do żołądka, a potem jest wydalane na zewnątrz, 18 podczas gdy to, co z ust wychodzi, pochodzi z serca, i to właśnie czyni człowieka nieczystym? 19 Z serca bowiem pochodzą złe zamysły, morderstwa, grzechy nieczyste, wyuzdania, kradzieże, fałszywe świadectwa, oszczerstwa. 20 Oto, co czyni człowieka nieczystym; nie czyni zaś człowieka nieczystym to, że nie umywszy rąk zasiada do jedzenia.
Niewiasta kananejska: 15,21-28
21 Wychodząc stamtąd, udał się Jezus w okolice Tyru i Sydonu. 22 A oto jakaś kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych okolic, zaczęła wołać: Zlituj się nade mną, Panie, synu Dawida! Moja córka jest bardzo nękana przez złego ducha. 23 Lecz On nie odpowiedział na to ani słowem. Uczniowie zaś Jego, zbliżywszy się do Niego, mówili: Odpraw ją, bo prześladuje nas swym krzykiem. 24 Wtedy On powiedział: Zostałem posłany tylko do owiec zaginionych z domu Izraela. 25 Lecz kobieta podeszła i upadła Mu do nóg mówiąc: Panie, dopomóż mi! 26 A On jej odpowiedział: Nie wypada zabierać chleba dzieciom po to, by go rzucać szczeniętom! 27 Litości, Panie! - powiedziała kobieta. - Przecież i szczenięta żywią się okruchami, które spadają z pańskich stołów. 28 Wtedy Jezus odpowiedział: Kobieto, jakże wielka jest twoja wiara! Niech więc stanie się, jak chcesz. I od tej chwili była zdrowa jej córka.
Uleczenie wielu chorych: 15,29-31
29 Stamtąd wyruszył Jezus nad brzeg Morza Galilejskiego. Wstąpił na górę i usiadł. 30 A ludzie przyszli do Niego tłumnie, prowadząc ze sobą chromych, ułomnych, ślepych, niemych i wielu innych jeszcze. Wszystkich zostawiali u stóp Jego, a On ich leczył 31 I dziwiły się rzesze widząc, jak niemi mówią, ułomni odzyskują siły, chromi chodzą, a ślepi widzą. I oddawali chwałę Bogu Izraela.
Drugie rozmnożenie chleba: 15,32-39
32 Tymczasem Jezus przywołał swoich uczniów i powiedział im: Żal mi tego ludu. Oto już trzy dni są ze Mną i nie mają co jeść. Nie chcę zostawiać ich dalej o głodzie. Mogliby zasłabnąć w drodze. 33 A na to uczniowie: Skądże weźmiemy tu, na pustyni, chleba, żeby nakarmić taki tłum? 34 Zapytał tedy Jezus: Ile chlebów macie? A oni odpowiedzieli: Siedem i kilka rybek. 35 I kazał ludziom usiąść na ziemi. 36 Potem wziął te siedem chlebów i ryby, a złożywszy dziękczynienie, łamał, dając uczniom, a uczniowie rozdzielali ludziom. 37 Wszyscy się najedli do syta, a ułomkami napełniono siedem koszów. 38 Tych zaś, co jedli, było cztery tysiące mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci. 39 A gdy Jezus już rozpuścił rzesze, wstąpił do łodzi i udał się do krainy Magedan.
Nowe żądanie znaku: 16,1-4
16
1 Przyszli do Niego faryzeusze z saduceuszami i, wystawiając Go na próbę, prosili o pokazanie im jakiegoś znaku z nieba. 2 Wtedy im odpowiedział: Wieczorem mówicie: Będzie ładna pogoda, bo niebo czerwone. 3 Rano zaś stwierdzacie: Dziś będzie niepogoda, bo niebo się czerwieni i jest pochmurno. Tak więc wygląd nieba potraficie ocenić, ale znaków czasu - nie potraficie. 4 Pokolenie przewrotne i wiarołomne! Domagają się znaku, ale nie będzie im dany żaden inny znak, tylko znak Jonasza. I zostawiwszy ich, odszedł.
Przestroga przed faryzeuszami i saduceuszami: 16,5-12
5 Kiedy przeprawili się na drugi brzeg, uczniowie zapomnieli wziąć ze sobą chleba. 6 Powiedział im tedy Jezus: Uważajcie, strzeżcie się kwasu faryzeuszów i saduceuszów.
7 A oni zastanawiali się między sobą, mówiąc: To dlatego, że nie wzięliśmy chleba. 8 Wówczas Jezus, spostrzegłszy to, powiedział: O wy ludzie małej wiary! Czemuż o tym [tylko] myślicie, że nie macie chleba? 9 Jeszcze [nic] nie rozumiecie? Czyż nie pamiętacie owych pięciu chlebów dla pięciu tysięcy ludzi oraz tego, ile [nadto] napełniliście koszów? 10 Albo tych siedmiu chlebów dla czterech tysięcy ludzi oraz liczby koszów, któreście jeszcze stamtąd wzięli? 11 O, jakże ciągle nie możecie pojąć, że moje słowa nie odnosiły się do chlebów. Mówię wam, strzeżcie się kwasu faryzeuszów i saduceuszów! 12 Wtedy zrozumieli, iż kazał im strzec się nie tego kwasu, którym zaczynia się chleb, lecz że przestrzegał ich przed nauką faryzeuszów i saduceuszów.
Wyznanie Piotra i zapowiedź ustanowienia prymatu władzy: 16,13-20
13 A kiedy przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, wtedy zapytał Jezus uczniów: Za kogo mają ludzie Syna Człowieczego? 14 A oni odpowiedzieli: Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, a jeszcze inni za Jeremiasza lub za któregoś z proroków. 15 Zapytał ich: A wy za kogo Mnie uważacie? 16 Odpowiadając na to Szymon Piotr rzekł: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego. 17 A Jezus oświadczył: Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony, gdyż nie ciało ani nie krew objawiły ci to, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. 18 A oto Ja mówię ci: Ty jesteś Piotr [skała], i na tej skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go. 19 Tobie dam klucze królestwa niebieskiego: Cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane i w niebie, a cokolwiek rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane i w niebie. 20 A potem nakazał uczniom aby nikomu nie mówili, że On jest Mesjaszem.
Pierwsza zapowiedź męki i zmartwychwstania Jezusa: 16,21-23
21 Od tego czasu począł Jezus ujawniać uczniom swoim, że trzeba aby się udał do Jerozolimy, by tam wycierpiał wiele od starszych ludu, od arcykapłanów i od uczonych w Piśmie, aby był skazany na śmierć i aby trzeciego dnia zmartwychwstał. 22 Wtedy Piotr, odprowadziwszy Go na bok, począł Go upominać mówiąc: Niech Cię Bóg zachowa, Panie! Nie to nigdy nie może Ci się przydarzyć! 23 Lecz On, odwróciwszy się powiedział do Piotra: Odejdź ode Mnie, szatanie! Jesteś mi zawadą dlatego, że twoje myśli nie pochodzą od Boga, lecz od ludzi!
O naśladowaniu Jezusa: 16,24-28
24 Wtedy Jezus powiedział do swoich uczniów: Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech zaprze się siebie samego niech weźmie krzyż swój na ramiona i niech Mnie naśladuje. 25 Kto bowiem pragnie ocalić swe życie, straci je; a ten, kto straci swe życie ze względu na Mnie, znajdzie je. 26 Cóż pomoże człowiekowi, jeśli nawet cały świat posiądzie, a na duszy swojej poniesie szkodę? Cóż może dać człowiek w zamian za własne życie? 27 A Syn Człowieczy ma przyjść w chwale Ojca, z aniołami swymi, i wtedy da zapłatę każdemu według tego, co kto czynił. 28 Zaprawę mówię wam, są wśród tu obecnych tacy, którzy nie zaznają śmierci póki nie zobaczą Syna Człowieczego zstępującego razem z królestwem swoim.
Przemienienie Jezusa: 17,1-9
17
1 W sześć dni potem Jezus wziął ze sobą Piotra, Jakuba i Jana jego brata, i zaprowadził ich na górę wysoką, na osobność. 2 I przemienił się przed nimi. Oblicze Jego zajaśniało jak słońce, a Jego szaty stały się olśniewające jak światło. 3 I oto ukazali się im Mojżesz i Eliasz, jak rozmawiali z Nim. 4 Wtedy Piotr odezwał się do Jezusa w te słowa: Panie! Jak to dobrze, że tu jesteśmy! Jeżeli chcesz postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. 5 A kiedy on jeszcze to mówił, oto zakrył ich obłok pełen światła, a z obłoku dał się słyszeć głos: Oto mój Syn umiłowany. W Nim całe moje upodobanie. Jego słuchajcie. 6 Słysząc [ten głos] uczniowie upadli na twarz, bardzo przerażeni. 7 Lecz Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i powiedział: Wstańcie, nie bójcie się! 8 A oni, podniósłszy oczy, nie widzieli nikogo, tylko samego Jezusa. 9 Kiedy zaś schodzili z góry, nakazał im Jezus mówiąc: Nikomu nie mówcie o tym widzeniu, dopóki Syn Człowieczy nie zmartwychwstanie!
Przyjście Eliasza: 17,10-13
10 Wtedy zapytali Go uczniowie: Dlaczego uczeni w Piśmie twierdzą, że najpierw musi przyjść Eliasz? 11 A On odpowiedział: Tak, Eliasz przyjdzie i przywróci znów porządek. 12 Lecz mówię wam, że Eliasz już przyszedł, ale oni go nie przyjęli i postąpili z nim tak, jak im się podobało. Syn Człowieczy tak samo będzie od nich cierpiał. 13 Wtedy zrozumieli, że to, co mówił, odnosiło się do Jana Chrzciciela.
Uzdrowienie epileptyka: 17,14-21
14 A kiedy wrócili do tłumu, pewien człowiek zbliżył się do Jezusa i upadłszy na kolana powiedział: 15 Panie, zlituj się nad moim synem, który jest chory na epilepsję i bardzo cierpi: często rzuca się albo w ogień, albo do wody. 16 Zaprowadziłem go do Twoich uczniów, lecz oni nie potrafili go uleczyć. 17 A Jezus na to: O plemię niewierne i przewrotne! Jakże długo muszę jeszcze być z wami? Jak długo mam was jeszcze znosić? Przyprowadźcie go do Mnie! 18 I zagroził mu Jezus, i wyszedł demon z chłopca, który od tej chwili był zdrów. 19 Wówczas zbliżyli się do Jezusa uczniowie i spytali Go na osobności: Dlaczego myśmy nie mogli go wyrzucić? 20 Bo macie mało wiary - odpowiedział im. - Zaprawdę mówię wam, jeśli będziecie mieli wiarę tak dużą jak ziarno gorczycy, to powiecie tej górze: Przesuń się stąd tam - i przesunie się. I nic nie będzie dla was niemożliwe. { 21 Tego rodzaju [czarta] nie wyrzuca się bowiem inaczej, jak tylko przez modlitwę i post}.
Druga zapowiedź męki i zmartwychwstania Jezusa: 17,22-23
22 A pewnego dnia, gdy byli razem w Galilei, powiedział im Jezus: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi, 23 którzy Go zabiją, lecz On trzeciego dnia zmartwychwstanie. A oni bardzo się zasmucili.
Podatek na świątynię: 17,24-27
24 Kiedy wchodzili do Kafarnaum, przyszli do Piotra poborcy dwudrachmy [podatkowej] i zapytali: Czy wasz nauczyciel nie płaci dwudrachmy? 25 Ależ tak - odpowiedział. Gdy zaś przyszedł do domu, uprzedził go Jezus, mówiąc: Szymonie, jak ci się wydaje? Od kogo powinni pobierać daniny królowie ziemscy: od swych synów czy od obcych? 26 A kiedy on odpowiedział: od obcych, wtedy rzekł Jezus: Wobec tego synowie wolni są. 27 Żeby jednak nie gorszyć tych ludzi, pójdź nad morze i zarzuć wędkę. Weź pierwszą rybę, którą złapiesz, i otwórz jej pysk. Znajdziesz tam statera. Weź go i daj im za Mnie i za siebie.
REGUŁY ŻYCIA W SPOŁECZNOŚCI 18,1-35
Spór o pierwszeństwo: 18,1-5
18
1 Wtedy przyszli do Jezusa uczniowie i zapytali: Kto jest największy w królestwie niebieskim? 2 [A Jezus] zawołał dziecko, postawił je pomiędzy nimi 3 i powiedział: Zaprawdę mówię wam, jeśli się nie staniecie ponownie jako dzieci, nie będziecie mogli wejść do królestwa niebieskiego. 4 Kto będzie mały jak to dziecko, ten okaże się największym w królestwie niebieskim. 5 Ktokolwiek przygarnie w moje imię takie oto dziecię, Mnie samego przygarnie.
Przestrogi przed zgorszeniem: 18,6-11
6 Lecz kto by miał zgorszyć jedno z tych małych, którzy wierzą we Mnie, lepiej byłoby dla niego, aby mu uwiązano u szyi kamień młyński i utopiono go w głębinie morskiej. 7 Biada światu z powodu zgorszenia. Zgorszenia przyjść muszą, lecz biada człowiekowi, przez którego przychodzi zgorszenie.
8 Jeśli, okazją do grzechu są dla ciebie ręka lub noga, odetnij je i odrzuć daleko od siebie: lepiej jest bowiem dla ciebie, żebyś jako kaleka lub chromy wszedł w posiadanie życia, niż żebyś mając obydwie ręce i nogi był wrzucony do ognia wiecznego. 9 A jeśli okazją do grzechu jest dla ciebie twoje oko, wyłup je i rzuć daleko od siebie: lepiej jest bowiem dla ciebie, żebyś z jednym okiem wszedł do życia, niż żebyś mając dwoje oczu był wrzucony do piekła ognistego.
10 Pamiętajcie, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych, bo mówię wam, że ich aniołowie niebiescy są ciągle przed obliczem Boga, który jest w niebie. [ 11 Albowiem Syn Człowieczy po to przyszedł, aby ratować to, co zginęło].
Przypowieść o zbłąkanej owcy: 18,12-14
12 Jak się wam wydaje: Jeśli komuś, kto posiada sto owiec, zabłąka się jedna owca, to czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu w górach i nie pójdzie, aby szukać tej, która zginęła? 13 A jeśli ją znajdzie, to, zapewniam was, będzie się z niej cieszył bardziej niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu, które się nie zabłąkały. 14 Tak przeto nie pragnie Ojciec wasz, który jest w niebie, aby zginął którykolwiek z tych małych.
Napomnienia braterskie: 18,15-20
15 Jeśli brat twój zawini przeciwko tobie, idź i upomnij go sam na sam. Jeżeli cię usłucha, zdobędziesz brata twego. 16 Jeżeli cię nie usłucha, weź ze sobą jeszcze jednego lub dwóch innych, ażeby wszystko, cokolwiek będzie powiedziane, oparło się na słowach dwóch lub trzech świadków. 17 A jeśli i ich nie usłucha, powiedz całej społeczności. Jeżeli zaś nie posłucha nawet całej społeczności, niech będzie dla ciebie niczym poganin i celnik. 18 Zaprawdę mówię wam: Cokolwiek zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a cokolwiek rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane i w niebie.
19 Zaprawdę mówię wam również: Jeśli dwóch spośród was będzie o coś prosić jednozgodnie, to sprawi im to Ojciec mój, który jest w niebie. 20 Bo jeśli dwóch lub trzech zbierze się w imię moje, to i Ja tam będę wśród nich.
Potrzeba przebaczania: 18,21-22
21 Wtedy Piotr wysunąwszy się naprzód powiedział: Panie, ile razy mam przebaczać memu bratu, gdy zawini wobec mnie? Czy aż siedem razy. A Jezus odpowiedział 22: Nie mówię, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy.
Przypowieść o niemiłosiernym dłużniku: 18,23-35
23 Dlatego też królestwo niebieskie podobne jest do króla, który chciał się rozliczyć ze swymi sługami. 24 Kiedy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który był winien dziesięć tysięcy talentów. 25 A ponieważ nie miał z czego oddać, Pan kazał go sprzedać razem z żoną, z dziećmi i ze wszystkim, co miał, i zapłacić dług. 26 Wtedy sługa ów rzucił się przed nim na ziemię i prosił go mówiąc: Panie, miej cierpliwość nade mną, a oddam ci wszystko. 27 I ulitowawszy się pan sługi tego, puścił go i darował mu jego długi. 28 A wychodząc sługa ów spotkał jednego ze swych towarzyszy, który był mu winien sto denarów; chwycił go i począł go dusić mówiąc: Oddaj wszystko, coś winien. 29 Wtedy ten upadł na ziemię i błagał mówiąc: Miej cierpliwość nade mną, a oddam ci wszystko. 30 Ale on nie zgodził się: poszedł, wtrącił go do więzienia [i zamierzał trzymać go tam], dopóki nie spłaci swego długu. 31 A jego współtowarzysze, widząc to, bardzo się zasmucili. Poszli do swego pana i opowiedzieli mu wszystko. 32 Wtedy kazał tamtemu przyjść i powiedział: Sługo niedobry, darowałem ci cały twój dług, ponieważ mnie prosiłeś. 33 Czyż i ty nie powinieneś był ulitować się nad towarzyszem twoim tak, jak ja ulitowałem się nad tobą? 34 I rozgniewawszy się pan jego wydał go katom [na tortury], dopóki nie odda całego długu. 35 Tak też uczyni wam Ojciec mój, który jest w niebie, jeśli każdy nie przebaczy całym sercem swojemu bratu.
DZIAŁALNOŚĆ JEZUSA W JUDEI I W JEROZOLIMIE 19,1-25,46
Podróż do Jerozolimy: 19,1-2
19
1 A kiedy Jezus zakończył te pouczenia, opuścił Galileę i przybył w okolice Judei na drugi brzeg Jordanu. 2 Tłumy ludzi wielkie szły za Nim, a On ich uzdrawiał.
Nierozerwalność małżeństwa: 19,3-9
3 Wtedy faryzeusze przyszli do Niego i wystawiając Go na próbę, zapytali: Czy wolno odrzucić żonę dla jakiejkolwiek przyczyny? 4 A On odpowiedział: Czyż nie czytaliście, że Stwórca stworzył na początku mężczyznę i kobietę, 5 i powiedział: Tak więc opuści mężczyzna swego ojca i swoją matkę, aby się połączyć ze swoją żoną. I będą we dwoje niczym jedno ciało. 6 Przeto nie są już dwoje, lecz stanowią jedno ciało. Co tedy złączył Bóg, tego niech nie rozdziela człowiek. 7 A oni powiedzieli: Dlaczegóż tedy Mojżesz nakazał dać list rozwodowy i [zezwalał] oddalić [żonę]? 8 A On powiedział im: To ze względu na zatwardziałość waszych serc pozwolił wam Mojżesz oddalić żony wasze, lecz na początku tak nie było. 9 Otóż Ja wam mówię: ktokolwiek oddala swoją żonę - chyba że chodzi o małżeństwo nieważne - i bierze inną, popełnia cudzołóstwo, a ten, który oddaloną bierze za żonę, również popełnia cudzołóstwo.
Dobrowolne bezżeństwo: 19,10-12
10 Powiedzieli Mu tedy uczniowie: Jeżeli tak ma się sprawa mężczyzny z jego żoną, to lepiej [w ogóle] się nie żenić. 11 Lecz On odpowiedział: Nikt nie rozumie tego pouczenia, jeno ci, którym to jest dane. 12 Są bowiem ludzie od urodzenia niezdolni do małżeństwa, są też tacy, których ludzie uczynili niezdolnymi, są wreszcie i tacy, którzy sami, ze względu na królestwo niebieskie, uczynili się niezdolnymi. Kto może to pojąć, niech pojmuje.
Jezus błogosławi dzieci: 19,13-15
13 Wtedy przyprowadzono do Niego małe dzieci, żeby włożył na nie swe ręce i żeby się pomodlił. Ale uczniowie surowo zabraniali. 14 Wówczas Jezus powiedział: Puśćcie dzieci i nie zabraniajcie im przyjść do Mnie. Do takich właśnie należy królestwo niebieskie. 15 Potem, włożywszy na nie ręce, poszedł stamtąd dalej.
Bogaty młodzieniec: 19,16-30
16 A oto zbliżył się do Niego pewien człowiek i powiedział: Nauczycielu, co dobrego powinienem uczynić, żeby osiągnąć życie wieczne? 17 Jezus odpowiedział: Czemu Mnie pytasz o to, co dobre? Jest tylko jeden Dobry. A jeśli chcesz wejść w posiadanie życia, zachowuj przykazania. 18 A on zapytał: Które? Jezus zaś odpowiedział: Te oto: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie dawaj fałszywego świadectwa. 19 Czcij ojca twego i matkę twoją, a bliźniego twego kochaj jak siebie samego. 20 A młodzieniec ów powiedział: Wszystko to czyniłem. Czegóż mi jeszcze brak? 21 Jeśli chcesz być doskonałym - powiedział Jezus - idź, sprzedaj, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. A potem przyjdź i pójdź za Mną. 22 Usłyszawszy te słowa, młodzieniec odszedł zasmucony, jako że posiadał wielkie dobra. 23 Wtedy Jezus powiedział do swych uczniów: Zaprawdę mówię wam, że człowiekowi bogatemu trudno będzie wejść do królestwa niebieskiego. 24 Tak, mówię wam po raz drugi: Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogaczowi wejść do królestwa niebieskiego. 25 Na takie słowa zdumieli się bardzo uczniowie i mówili: Któż więc może być zbawiony. 26 A Jezus wpatrując się w nich powiedział: Wśród ludzi - to niemożliwe, ale u Boga wszystko jest możliwe.
27 Wtedy Piotr odpowiadając rzekł do Niego: Oto my właśnie zostawiliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą: cóż więc otrzymamy za to? 28 A Jezus odpowiedział: Zaprawdę mówię wam, którzyście poszli za Mną, że przy odrodzeniu, kiedy to już Syn Człowieczy zasiądzie na tronie swej chwały, wy również zasiądziecie na dwunastu tronach, aby sądzić dwanaście pokoleń Izraela. 29 Każdy, kto dla mego imienia zostawi własny dom, swych braci, siostry, ojca, matkę, dzieci lub pole, otrzyma stokroć więcej i będzie miał udział w życiu wiecznym. 30 Wielu bowiem pierwszych będzie ostatnimi i wielu ostatnich pierwszymi.
Przypowieść o robotnikach w winnicy: 20,1-16
20
1 Z królestwem niebieskim jest tak jak z pewnym gospodarzem, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. 2 Zgodził się z nimi na denara za cały dzień i posłał ich do winnicy. 3 Wyszedł znów około godziny trzeciej i zobaczył innych, jak stali na placu bez zajęcia. 4 Powiedział więc do nich: Idźcie i wy do mojej winnicy, a ja dam wam, co się będzie należało. 5 I poszli. I znów wyszedł około godziny szóstej, potem około dziewiątej, i uczynił podobnie. 6 [Wreszcie] wyszedł około godziny jedenastej i spotkał [jeszcze] innych stojących, i zapytał: Dlaczego stoicie tu cały dzień nic nie robiąc? 7 A oni odpowiedzieli: Bo nas nikt nie najął. Powiedział im tedy: Idźcie i wy do winnicy mojej. 8 A kiedy nastał wieczór, powiedział gospodarz winnicy do zarządcy swego: Zwołaj robotników i wypłać im ich należność, rozpoczynając od ostatnich aż do pierwszych. 9 Przyszli tedy ci z jedenastej godziny i otrzymali każdy po denarze. 10 A gdy potem przyszli pierwsi, sądzili, że otrzymają więcej: ale oni również otrzymali po denarze. 11 A wziąwszy [zapłatę] szemrali przeciwko gospodarzowi, mówiąc: 12 Ci ostatni pracowali tylko jedną godzinę, a mimo to zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar [całego] dnia i spiekoty. 13 A On powiedział do jednego z nich: Przyjacielu, nie wyrządzam ci krzywdy. Czyż nie zgodziłeś się ze mną na jednego denara? 14 Weź tedy, co twoje, i odejdź! Chcę i temu ostatniemu dać tyle, co tobie. 15 Czyż nie mam prawa rozporządzać moimi dobrami tak, jak mi się podoba? Albo czy wypada, byś ze złością patrzył na to, że ja jestem dobry?
16 Tak oto ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi.
Trzecia zapowiedź męki i zmartwychwstania Jezusa: 20,17-19
17A kiedy wstępował Jezus do Jerozolimy, wziął ze sobą na stronę Dwunastu i powiedział im w drodze: 18 Oto idziemy do Jerozolimy, Syn Człowieczy będzie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. 19 I zostanie przez nich skazany na śmierć, i wydadzą Go poganom na pośmiewisko, na biczowanie i na ukrzyżowanie. Lecz On trzeciego dnia zmartwychwstanie.
Prośba matki synów Zebedeusza: 20,20-23
20 Wtedy przyszła do Niego matka synów Zebedeusza razem ze swymi synami i upadłszy na ziemię chciała o coś prosić. 21 A On spytał: Czego chcesz? I odpowiedziała: Oto dwaj moi synowie. Spraw, żeby zasiedli w Twym królestwie obok Ciebie, jeden po prawej stronie, a drugi po lewej. 22 A Jezus na to: Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić z kielicha, który Ja mam pić? Możemy - odpowiedzieli. 23 A Jezus odrzekł: Z kielicha mojego, co prawda, pić będziecie, lecz przyznawanie miejsc po mej prawicy i lewicy nie należy do Mnie; są bowiem tych, którym przeznaczył je mój Ojciec.
Być pierwszym - to służyć innym: 20,24-28
24 A dziesięciu innych, gdy to usłyszało, poczęło szemrać przeciwko dwu braciom. 25 Przywoławszy ich tedy ku sobie, Jezus powiedział: Wiecie, że ci, którzy są przywódcami narodów, panują nad nimi i że możnowładcy ciążą nad nimi [swą władzą]. 26 Nie powinno być tak wśród was; przeciwnie, ten, kto chce być wśród was wielkim, niech będzie waszym sługą, 27 a kto chciałby być pierwszym między wami, niech stanie się waszym niewolnikiem. 28 Tak właśnie Syn Człowieczy nie przyszedł, by Mu służono, lecz żeby służyć i dać życie swoje na okup za wielu.
Uleczenie dwu niewidomych: 20,29-34
29 A kiedy wychodzili z Jerycha, wielka rzesza szła za Nim. 30 I oto dwaj niewidomi siedzieli przy drodze. A gdy dowiedzieli się, że przechodzi [tamtędy] Jezus, zawołali: Panie, Synu Dawida, ulituj się nad nami! 31 A rzesza nastawała na nich, żeby umilkli; lecz oni tym głośniej wołali: Panie, Synu Dawida, ulituj się nad nami! 32 Zatrzymawszy się tedy Jezus przywołał ich i zapytał: Co chcecie, żebym wam uczynił? 33 A oni odpowiedzieli: Panie, żeby się otworzyły nasze oczy. 34 Zdjęty litością Jezus dotknął ich oczu i natychmiast odzyskali wzrok. I poszli za Nim.
JEZUS W JEROZOLIMIE 21,1-23,39
Wjazd Jezusa do Jerozolimy: 21,1-11
21
1 Kiedy się zbliżyli do Jerozolimy i przybyli do Betfage na Górę Oliwną, wtedy posłał Jezus dwu spośród swoich uczniów 2 i powiedział im: Idźcie do wsi, która jest przed wami. Znajdziecie tam zaraz z brzegu oślicę uwiązaną razem z oślęciem. Odwiążcie je i przyprowadźcie do Mnie. 3 A gdyby wam coś mówiono, odpowiedzcie: Pan ich potrzebuje, ale zaraz je zwróci. 4 Stało się to, ażeby się wypełniła przepowiednia Proroka:
5 Powiedzcie córce Syjonu: / Oto król twój przychodzi do ciebie, / skromny, zasiadający na oślicy / i na źrebięciu oślicy.
6 Poszli tedy uczniowie i uczyniwszy tak, jak im kazał Jezus, 7 przyprowadzili oślicę i oślę. Potem rozłożyli na nich swoje płaszcze, na których Jezus usiadł. 8 Ogromny zaś tłum ludzi rozściełał płaszcze na drodze, a inni obcinali gałęzie z drzew i układali [przed Nim]. 9 Tłumy, które szły na przedzie i z tyłu, wołały: Hosanna Synowi Dawidowemu! Błogosławiony, który przychodzi w imię Pana, Hosanna na wysokościach!
10 A kiedy wkroczył do Jerozolimy, poruszyło się całe miasto i pytano: Któż to jest? 11 A tłumy odpowiadały: Jest to prorok Jezus z Nazaretu w Gali- lei!
Wypędzenie kupczących ze świątyni: 21,12-17
12 Potem wszedł Jezus do świątyni i począł wypędzać wszystkich sprzedawców i kupujących, którzy się tam znajdowali: powywracał stoły zmieniających pieniądze i stoiska sprzedawców gołębi. 13 I powiedział im: Napisane jest: Dom mój będzie nazwany domem modlitwy, a wy uczyniliście zeń jaskinię zbójców! 14 I przyszli do Niego, gdy był już w świątyni, ślepi i chromi, a On ich uzdrowił. 15 Widząc tedy arcykapłani i uczeni w Piśmie cuda, które uczynił [Jezus], i słysząc głos dzieci wołających: Hosanna Synowi Dawida, unieśli się gniewem 16 i powiedzieli do Niego: Czy słyszysz, co one mówią? A Jezus odpowiedział: Tak. Czy nigdy nie czytaliście tych oto słów: Poprzez usta niemowląt i ssących przygotowałeś sobie chwalę? 17 Potem zostawił ich tak i wyszedł z miasta, aby udać się do Betanii, gdzie spędził noc.
Przeklęcie drzewa figowego: 21,18-22
18 A kiedy wczesnym rankiem wszedł do miasta, poczuł głód. 19 I widząc obok drogi drzewo figowe, zbliżył się doń, ale nie znalazł na nim nic prócz liści. Powiedział tedy: Nigdy już nie będziesz rodzić owoców. I natychmiast uschło drzewo figowe. 20 A widząc to uczniowie zdumieni pytali: Jak mogło tak natychmiast uschnąć to drzewo figowe? 21 A Jezus odpowiedział: Zaprawdę mówię wam: jeśli będziecie mieli wiarę silną, będziecie mogli dokonywać nie tylko tego, czego Ja dopiero co dokonałem z tą figą, ale nawet, gdy powiecie tej górze: Podnieś się i rzuć się do morza - to tak się stanie. 22 I wszystko otrzymacie, o co tylko prosić będziecie z wiarą na modlitwie.
Problem władzy Jezusa: 21,23-27
23 A gdy wszedł do świątyni i nauczał, przyszli arcykapłani i starsi ludu i zapytali: Jakim prawem to czynisz? Kto Ci dał takie prawo? 24 A Jezus odpowiedział: Zapytam i Ja was o coś. Jeśli Mi odpowiecie, to i Ja wam powiem, jakim prawem to czynię: 25 Czy chrzest Jana Chrzciciela pochodzi z nieba czy od ludzi? A oni tak sobie myśleli: Jeśli Mu odpowiemy, że z nieba, to zapyta nas: Czemuż więc nie uwierzyliście mu? 26 A jeśli Mu odpowiemy, że od ludzi, to musimy się obawiać tłumu, bo wszyscy uważają Jana za proroka. 27 Odpowiedzieli tedy Jezusowi tak: Nie wiemy. To Ja też wam nie powiem - odrzekł im jakim prawem to czynię.
Przypowieść o dwu synach: 21,28-32
28 Powiedzcie: co się wam wydaje? Pewien człowiek miał dwu synów. Zwracając się do jednego z nich, powiedział: Synu mój, idź dziś popracować w winnicy. 29 A on odpowiedział: Dobrze, panie - ale nie poszedł. 30 Potem zwracając się do drugiego powiedział to samo. A ten odpowiedział: Nie chcę ! Ale potem, odczuwając niepokój, poszedł. 31 Który z tych dwóch wypełnił wolę ojca? Odpowiedzieli: Ten drugi. A Jezus rzekł: Zaprawdę mówię wam: celnicy i nierządnice pierwej niż wy wchodzą do królestwa Bożego. 32 Przyszedł bowiem do was Jan [krocząc] drogą sprawiedliwości, wy jednak nie uwierzyliście mu, ale celnicy i nierządnice - ci uwierzyli; wy zaś, patrząc na to wszystko, nawet potem nie odczuwaliście niepokoju, aby mu uwierzyć.
Przypowieść o przewrotnych dzierżawcach winnicy: 21,33-46
33 A oto posłuchajcie innej przypowieści: Pewien człowiek, posiadacz majętności, założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał prasę i zbudował wieżę, a potem oddał winnicę w dzierżawę rolnikom. 34 Kiedy nadszedł czas winobrania, posłał swoich służących do dzierżawców po należne plony. 35 Ale ci napadli na służących, jednego pobili, innego zabili, a jeszcze innego obrzucili kamieniami. 36 Potem posłał innych służących, w liczbie większej niż za pierwszym razem. Ale i z nimi postąpili tak samo. 37 Wreszcie posłał do nich własnego syna, myśląc sobie: Uszanują [przynajmniej] mojego syna. 38 Ale dzierżawcy, widząc syna, zaczęli mówić między sobą: On jest dziedzicem. Chodźcie, zabijemy go i tak posiądziemy dziedzictwo jego. 39 I napadli na niego, wypędzili go z winnicy i zabili.
40 Gdy przyjdzie właściciel winnicy, co uczyni tym rolnikom? 41 A oni odpowiedzieli: Wygładzi doszczętnie tych nędzników, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy oddadzą mu plony w swoim czasie.
42 Wtedy powiedział Jezus: Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: Kamień odrzucony przez budujących - to ten, który się stał kamieniem węgielnym. I to jest dzieło Pana, i ono jest godne podziwu w oczach naszych. 43 Tak też mówię wam: królestwo Boże będzie od was zabrane i zostanie powierzone ludowi, który wyda zeń owoce. 44 Ktokolwiek upadnie na ten kamień, rozbije się, a on zmiażdży każdego, na kogo spadnie.
45 Arcykapłani i faryzeusze, słuchając tych słów, zrozumieli dobrze, że odnoszą się one właśnie do nich. 46 Ale gdy usiłowali Go pochwycić, ogarnęła ich obawa przed tłumem, który uważał Go za proroka.
Przypowieść o uczcie królewskiej: 22,1-14
22
1 A odpowiadając Jezus znów począł nauczać ich w przypowieściach mówiąc: 2 Z królestwem niebieskim jest tak jak z królem, który wyprawił ucztę weselną synowi swemu. 3 Posłał służących, aby zwołali zaproszonych na ucztę. Ale ci nie chcieli przyjść. 4 Posłał potem znów innych służących i kazał powiedzieć zaproszonym: Przygotowałem już moją ucztę: woły i zwierzęta utuczone są już pobite i wszystko gotowe. Przyjdźcie na ucztę! 5 Ale oni zlekceważyli to [wezwanie] i odeszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, 6 a inni napadli na służących i skatowawszy ich, pozabijali. 7 Wtedy król rozgniewał się; posłał swoje wojsko, wytrącił tych zabójców i spalił ich miasto. 8 A potem powiedział do służących: Uczta jest gotowa, ale zaproszeni nie okazali się godnymi. 9 Idźcie tedy na rozstaje dróg i zwołujcie na ucztę wszystkich, których tylko tam znajdziecie. 10 Rozeszli się słudzy na drogi i zgromadzili wszystkich, których spotkali, złych i dobrych, i sala godowa wypełniła się ucztującymi.
11 Wtedy wszedł na salę król, żeby zobaczyć ucztujących. I oto ujrzał tam człowieka, który nie był ubrany w szaty weselne. 12 I powiedział do niego: Przyjacielu, jakżeś tu wszedł nie będąc ubranym w szaty weselne? A on nic nie odpowiedział: 13 Rzekł tedy król do służących: Związawszy mu ręce i nogi, wyrzućcie go na zewnątrz w ciemności, gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębów.
14 Wielu jest bowiem wezwanych, lecz mało wybranych.
Sprawa podatku: 22,15-22
15 Wówczas faryzeusze odeszli i zastanawiali się, jak by Go pochwycić na słowie. 16 I posłali do Niego swoich uczniów razem ze zwolennikami Heroda. A ci powiedzieli: Nauczycielu, wiemy, że jesteś szczery i że nauczasz drogi Bożej w prostocie, nie wyróżniając nikogo, bo nie zważasz na godności ludzkie. 17 Powiedz nam, jak Ci się zdaje: Czy należy płacić podatek cesarzowi, czy nie? 18 Lecz Jezus, poznawszy ich przewrotność, powiedział: Obłudnicy, czemu Mnie kusicie? 19 Pokażcie Mi monetę podatkową. I podali Mu denara. 20 A On powiedział: Czyja jest ta podobizna i napis? 21 A oni odpowiedzieli: Cesarza. Rzekł im tedy: Oddajcie więc cesarzowi to, co jest cesarza, a Bogu to, co Boskie. 22 A oni byli tym bardzo zaskoczeni. I zostawiwszy Go, odeszli.
Sprawa powszechnego zmartwychwstania: 22,23-33
23 Tego też dnia przyszli do Niego saduceusze, ci, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i postawili Mu takie oto pytanie: 24 Nauczycielu! Mojżesz powiedział, że jeśli ktoś umiera nie mając dzieci, to brat zmarłego winien poślubić jego żonę, żeby zrodzić potomka swemu bratu. 25 Otóż było u nas siedmiu braci. Pierwszy z nich ożenił się i umarł nie mając dzieci, zostawiając przy tym żonę swemu bratu. 26 Podobnie stało się z drugim, potem z trzecim i tak aż do siódmego. 27 W końcu po wszystkich już, zmarła także kobieta. 28 Jakże więc będzie w chwili zmartwychwstania? Którego z tych siedmiu będzie żoną, skoro wszyscy byli jej mężami? 29 A Jezus odpowiedział im: Jesteście w błędzie, nie znając ani Pisma, ani mocy Bożej. 30 Gdy nastąpi zmartwychwstanie, nikt nie będzie ani żenił się, ani za mąż wychodził. Wszyscy będą jak aniołowie w niebie. 31 A o zmartwychwstaniu umarłych - czyż nie czytaliście proroctwa, w którym Bóg tak oto mówi: 32 Ja jestem Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba? Nie jest On tedy Bogiem umarłych, ale żywych. 33 A rzesze, które to słyszały, były poruszone do głębi Jego nauką.
Największe przykazanie: 22,34-40
34 Faryzeusze zaś, dowiedziawszy się, jak zamknął usta saduceuszom zeszli się w gromadzie 35 i jeden z nich, aby Go podejść, postawił takie pytanie: 36 Nauczycielu, który nakaz Prawa jest największy? 37 A Jezus powiedział: Będziesz miłował Pana Boga twego z całego serca twego, całą duszą twoją i całym umysłem twoim. 38 Oto największy i pierwszy nakaz. 39 A drugi jest mu podobny: Będziesz miłował bliźniego twego jak siebie samego. 40 Na tych dwu nakazach spoczywa całe Prawo i Prorocy.
Mesjasz Synem Bożym: 22,41-46
41 A kiedy faryzeusze byli razem, zapytał ich Jezus: 42 Co wy sądzicie o Mesjaszu? Czyim jest synem? A oni odpowiedzieli: Dawida. 43 I odrzekł: Jakże tedy Dawid, przemawiając w Duchu, może Go nazywać Panem mówiąc: 44 Powiedział Pan do Pana mego: Zasiadaj po prawicy mojej, aż położą twoich nieprzyjaciół pod stopy twoje? 45 Jeśli Dawid nazywa Go Panem, to jakże on może być synem Dawida? 46 I nikt nie potrafił Mu odpowiedzieć na to nawet jednym słowem. Nikt też od tego dnia nie odważył się stawiać Mu więcej pytań.
Przestrogi przed uczonymi w Piśmie i faryzeuszami: 23,1-39
23
1 Wtedy powiedział Jezus do rzesz i uczniów swoich: 2 Uczeni w Piśmie i faryzeusze zasiedli na miejscu skąd nauczał Mojżesz. 3 Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co tylko będą wam nakazywać, lecz nie naśladujcie ich w tym, co czynią. Mówią oni bowiem, ale sami nie czynią. 4 Przygotowują ciężary ogromne i przytłaczające i wkładają je na barki ludzi, ale sami nie chcą ich nawet palcem poruszyć. 5 Wszystko robią tak, żeby się podobać ludziom. Dlatego też sporządzają sobie okazalsze filakterie i przedłużają frędzle u płaszczy. 6 Lubią zajmować pierwsze miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. 7 Pragną, żeby ich pozdrawiano na miejscach publicznych i żeby ich ludzie nazywali Rabbi. 8 Ale wy nie pozwólcie, by do was mówiono Rabbi. Macie bowiem tylko jednego Nauczyciela, a wy wszyscy jesteście braćmi. 9 I nikogo nie nazywajcie ojcem tu na ziemi. Jeden bowiem jest tylko Ojciec wasz, Ten w niebie. 10 I nie nazywajcie się również mistrzami. Waszym Mistrzem jest tylko Chrystus. 11 Największy spośród was niech się stanie sługą waszym. 12 Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony. 13 Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! To wy zamykacie królestwo Boże dla ludzi. Sami nie wchodzicie i nie pozwalacie wejść tym, którzy doń zmierzają. [ 14]
15 Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Przemierzacie morza i ziemie, żeby zdobyć jednego współwyznawcę, a kiedy go już zdobędziecie, sprawiacie, że jest godzien potępienia dwa razy bardziej niż wy.
16 Biada wam, przewodnicy ślepi! Mówicie: Jeśli ktoś przysięga na świątynię, to przysięgi nie ma, lecz jeśli ktoś przysięga na złoto świątyni, to musi zachować przysięgę.
17 O głupi i ślepi! Cóż jest zatem ważniejsze: złoto czy świątynia, która i złoto czyni świętym? 18 Mówicie także: Jeśli ktoś przysięga na ołtarz, to przysięgi nie ma, lecz jeśli ktoś przysięga na ofiarę, która jest na ołtarzu, to musi zachować przysięgę. 19 O ślepcy! Cóż jest zatem ważniejsze: ofiara czy ołtarz, który czyni świętą samą ofiarę? 20 Tak więc przysięgać na ołtarz - to znaczy przysięgać na niego i na wszystko, co się na nim znajduje. 21 Przysięgać zaś na świątynię to znaczy przysięgać na nią i na Tego, który w niej mieszka. 22 Przysięgać na niebo - to znaczy przysięgać na tron Boży i na Tego, który na owym tronie zasiada.
23 Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Dajecie dziesięcinę z mięty, z kopru i z kminku, zaniedbując przy tym to, co najważniejsze w prawie: sprawiedliwość, miłosierdzie i wiarę. To trzeba zachowywać, nie zaniedbując zresztą tamtego. 24 Ślepi przewodnicy! Przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda. 25 Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Troszczycie się o zewnętrzną stronę kubka i misy, a tymczasem wewnątrz nich pełno jest zdzierstwa i niepowściągliwości! 26 Ślepy faryzeuszu! Oczyść najpierw wnętrze kielicha po to, aby i jego zewnętrzna strona była czysta.
27 Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Jesteście podobni do pobielanych grobów, które wyglądają pięknie na zewnątrz, ale wewnątrz pełne są trupich kości i wszelkiej zgnilizny. 28 Wy również na zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwymi, ale wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości.
29 Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Wznosicie grobowce dla proroków i upiększacie mogiły sprawiedliwych, 30 mówiąc przy tym: Gdybyśmy żyli w czasach naszych ojców, nie przyłączylibyśmy się do nich podczas przelewu krwi proroków. 31 W ten sposób sami przyznajecie, że jesteście synami tych, którzy mordowali proroków. 32 Tak więc dopełniacie miary ojców waszych. 33 Węże, plemię żmijowe! Jakże wy będziecie mogli uniknąć potępienia piekielnego? 34 Dlatego właśnie posyłam do was proroków i mędrców, i uczonych w Piśmie. Lecz wy jednych zabijecie i ukrzyżujecie, innych będziecie biczować w waszych synagogach i przepędzać z miasta do miasta. 35 I tak spłynie na was wszelka krew sprawiedliwych, przelana na ziemi od krwi Abla sprawiedliwego aż do krwi Zachariasza, syna Barachiasza, którego zamordowaliście pomiędzy przybytkiem a ołtarzem. 36 Zaprawdę mówię wam, wszystko to spadnie na to pokolenie.
37 Jeruzalem, Jeruzalem! To ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy są do ciebie posłani! Ileż razy chciałem zgromadzić twe dzieci, jak kokosz gromadzi swe kurczęta pod skrzydła... Aleś nie chciało. 38 Tak tedy dom wasz stanie się wam pustym. 39 Mówię wam bowiem, że odtąd już Mnie nie ujrzycie więcej, aż powiecie: Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie.
MOWA ESCHATOLOGICZNA 24,1-25,46
Zapowiedź zburzenia świątyni: 24,1-3
24
1 A gdy Jezus wyszedł ze świątyni i oddalał się, dołączyli doń uczniowie Jego i zwrócili Jego uwagę na zabudowania świątynne. 2 Lecz Jezus odpowiedział im: Widzicie to wszystko? Otóż mówię wam: nie pozostanie tu kamień na kamieniu. Wszystko będzie zwalone. 3 A kiedy usiadł na Górze Oliwnej, przyszli uczniowie i pytali Go na osobności: Powiedz nam, kiedy się to stanie i jaki będzie znak Twojego przyjścia oraz końca świata?
Początek ucisków: 24,4-8
4 A Jezus odpowiedział: Uważajcie, żeby was ktoś nie oszukał. 5 Przyjdzie bowiem wielu, [rzekomo] w imię moje, i będzie mówić: Ja jestem Mesjaszem. I uwiodą wiele ludzi. 6 Będziecie również słyszeli o wojnach i o wieściach z wojen. Nie dajcie się tym zastraszyć. To musi co prawda nastąpić, ale nie będzie jeszcze oznaczać końca. 7 Naród stanie przeciwko narodowi, a królestwo przeciwko królestwu. Tu i ówdzie zapanuje głód i zaraza i zdarzą się trzęsienia ziemi. 8 Ale wszystko to - to dopiero początek boleści.
Prześladowanie uczniów Jezusa: 24,9-14
9 Wtedy wydadzą was na cierpienia i na śmierć. I będą was nienawidzić wszystkie narody z powodu mojego imienia. 10 Wówczas wielu upadnie. I będą się wzajemnie wydawać i nienawidzić. 11 Powstanie wielu fałszywych proroków i uwiodą wiele ludzi. 12 A ponieważ spotęguje się nieprawość, u wielu osłabnie miłość 13 Lecz kto wytrwa aż do końca, będzie zbawiony. 14 Ta zaś Dobra Nowina o królestwie będzie głoszona po całym świecie na świadectwo dla wszystkich narodów. I wtedy przyjdzie koniec.
Znaki zapowiadające zburzenie Jerozolimy: 24,15-28
15 Kiedy więc ujrzycie brzydotę spustoszenia - jak przepowiedział prorok Daniel - wypełniającą miejsce święte - kto czyta, niech rozumie! - 16 wówczas ci, którzy będą w Judei, niech uciekają w góry. 17 A kto będzie na dachu, niech nie schodzi do domu, żeby zabrać swe rzeczy. 18 A kto będzie na polu, niech nie wraca, by zabrać swój płaszcz. 19 Biada brzemiennym i karmiącym w owe dni! 20 Módlcie się, ażeby ucieczka wasza nie wypadła w zimę lub w szabat, 21 bo nastąpi wtedy ucisk tak wielki, jakiego nie było od początku świata aż dotąd i jakiego nigdy nie będzie. 22 I gdyby dni owe nie miały być skrócone, nikt by nie ocalał. Lecz ze względu na wybranych będą te dni skrócone. 23 Jeśli wam tedy powiedzą: Patrzcie, oto Mesjasz tu albo tam - nie wierzcie. 24 Pojawią się bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy, tacy, którzy będą nawet czynić wielkie cuda i znaki, aby wprowadzić w błąd, gdyby to było możliwe, nawet wybranych. 25 Tak więc zapowiedziałem wam to z góry. 26 Jeśli wam powiedzą: Oto jest na pustyni - nie chodźcie tam; Oto wewnątrz domu - nie wierzcie wcale. 27 Podobnie jak błyskawica ukazując się na wschodzie jest widoczna aż na zachodzie, tak też będzie i z przyjściem Syna Człowieczego. 28 Gdzie jest padlina, tam zbierają się sępy.
Przyjście Syna Człowieczego: 24,29-31
29 A wkrótce po ucisku dni owych słońce się zaćmi, księżyc straci swój blask, gwiazdy poczną spadać z nieba, a moce niebieskie będą zachwiane.
30 I wtedy ukaże się na niebie znak Syna Człowieczego, wtedy też poczną narzekać wszystkie narody ziemi. I ujrzą Syna Człowieczego zstępującego na obłokach z mocą wielką i chwałą. 31 I wyśle On swoich aniołów z trąbą potężną, ażeby zgromadzili wszystkich wybranych z czterech stron świata, od jednego krańca nieba do drugiego.
Znak drzewa figowego: 24,32-35
32 Uczcie się przez podobieństwo od drzewa figowego. Kiedy jego gałęzie ożywiają się nabrzmiałe i ukazują liście, wiecie, że blisko jest lato. 33 Podobnie też gdy zobaczycie to wszystko, wiedzcie, że On już blisko jest, we drzwiach. 34 Zaprawdę mówię wam, nie przeminie to pokolenie, nim się to wszystko stanie. 35 Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą.
Niepewność czasu przyjścia Syna Człowieczego: 24,36- -41
36 Lecz dnia tego ani godziny owej nikt nie zna: ani aniołowie w niebie, ani Syn - tylko jeden Ojciec. 37 Podobnie jak za dni Noego tak też będzie z przyjściem Syna Człowieczego: 38 jak przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do momentu wejścia Noego do arki 39 i nawet nie spostrzegli, że przyszedł potop i pochłonął wszystkich - tak też będzie i z przyjściem Syna Człowieczego. 40 Wtedy gdy dwóch będzie w polu, to jeden zostanie zabrany, a drugi ocaleje; 41 gdy dwie kobiety będą obracały żarna, jedną wezmą, a druga zostanie.
Potrzeba czujności: 24,42-44
42 Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia, w którym Pan wasz przyjdzie. 43 I nad tym się też zastanówcie: Gdyby gospodarz domu wiedział, o której godzinie w nocy przyjdzie złodziej, czuwałby i nie dopuściłby do tego, by się włamano do jego mieszkania. 44 Dlatego też i wy bądźcie gotowi, bo Syn Człowieczy przyjdzie w chwili, której nie przewidujecie.
Przypowieść o dobrym i złym słudze: 24,45-51
45 Któż jest owym sługą wiernym i mądrym, którego pan postawił nad ludźmi swojego domu po to, by im dawał pożywienie w odpowiednim czasie? 46 Szczęśliwy ten sługa, którego pan, wracając, spotka przy tym zajęciu. 47 Zaprawdę mówię wam: uczyni go zarządcą wszystkich swoich majętności. 48 Lecz jeśli ów sługa powie sobie w duchu: Mój pan opóźnia się - 49 a potem zacznie bić swoich towarzyszy oraz jeść i pić w towarzystwie pijaków, 50 to pan takiego sługi, przyszedłszy w dzień, kiedy ten się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna, 51 każe go dotkliwie ukarać i wyrzuci między obłudników. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.
Przypowieść o dziesięciu pannach: 25,1-13
25
1 Wówczas z królestwem niebieskim będzie tak, jak z dziesięcioma pannami, które wziąwszy swe lampy wyszły na spotkanie oblubieńca. 2 Pięć z nich było mądrych, a pięć głupich. 3 Otóż owe głupie, wziąwszy ze sobą lampy, nie zabrały oleju; 4 mądre zaś, biorąc lampy, zabrały również i olej w naczyniach. 5 A gdy oblubieniec się opóźniał, wszystkie ogarnęło znużenie i posnęły. 6 Lecz o północy dał się słyszeć krzyk: Oto oblubieniec! Wychodźcie naprzeciw. 7 Obudziły się tedy wszystkie panny i poczęły opatrywać swoje lampy. 8 I powiedziały panny głupie do mądrych: Dajcie nam oleju, bo gasną nam lampy. 9 Ale te odpowiedziały: Nie, bo może nie starczyć ani dla nas, ani dla was. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie. 10 A gdy one odeszły, nadszedł oblubieniec. Wówczas te, które były gotowe, weszły z nim do sali biesiadnej i zamknięto drzwi. 11 Przyszły wreszcie pozostałe panny i zaczęły wołać: Panie, Panie, otwórz nam. 12 Lecz on odpowiedział: Zaprawdę mówię wam, nie znam was. 13 Czuwajcie więc, bo nie znacie ani dnia, ani godziny.
Przypowieść o talentach: 25,14-30
14 [Z królestwem niebieskim jest] tak jak z człowiekiem, który udając się w podróż, wezwał swoich służących i powierzył im całą swoją majętność. 15 Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, a trzeciemu jeden - każdemu [zresztą] według jego zdolności - i odjechał. Zaraz też 16 ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, obracał nimi i zarobił pięć innych. 17 Podobnie postąpił ten, który otrzymał dwa talenty, zarabiając dwa inne. 18 Lecz ten, który otrzymał tylko jeden, poszedł, wykopał dół w ziemi i schował tam pieniądze swojego pana. 19 Po dłuższym czasie wrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. 20 Ten, który otrzymał pięć talentów, przyniósł drugie pięć mówiąc: Panie, dałeś mi pięć talentów. Oto pięć innych, które zarobiłem. 21 Dobrze, sługo prawy i wierny - powiedział jego pan. - Ponieważ byłeś wierny w małym, postawię cię nad wieloma. Wejdź do radości pana twego.
22 A potem przyszedł ten, który otrzymał dwa talenty, i powiedział: Panie, dałeś mi dwa talenty - oto inne dwa, które zarobiłem. 23 A pan jego powiedział: Dobrze, sługo prawy i wierny. Ponieważ byłeś wierny w małym, postawię cię nad wieloma. Wejdź do radości pana twego. 24 Przyszedł wreszcie ten, który otrzymał jeden talent, i powiedział: Panie, wiedziałem, że jesteś człowiekiem surowym, że chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzie nie rozsypałeś. 25 Obawiając się tedy ciebie, poszedłem i zakopałem twój talent w ziemi. A teraz oto masz go! 26 Ale jego pan odpowiedział mu: Sługo zły i leniwy! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdzie nie rozsypałem? 27 Powinieneś był tedy powierzyć moje pieniądze bankierom, a ja, po powrocie, otrzymałbym, co moje, razem z należnym zyskiem. 28 Dlatego odbierzcie mu ten talent i oddajcie temu, który ma dziesięć talentów! 29 Każdemu bowiem, kto ma, będzie jeszcze dodane, żeby posiadał nadmiar; temu zaś, kto nie ma, będzie zabrane nawet to, co ma. 30 Tego zaś sługę, który nic nie wart, wyrzućcie na zewnątrz, w ciemności. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.
Sąd ostateczny: 25,31-46
31 Kiedy Syn Człowieczy przyjdzie w chwale w otoczeniu wszystkich aniołów swoich, zasiądzie na tronie chwały 32 i wszystkie narody zgromadzą się przed Nim. A On oddzieli jednych ludzi od drugich, tak jak pasterz zwykł oddzielać owce od kozłów. 33 I zbierze owce po prawej stronie, a kozły po lewej. 34 A potem powie Król do tych, co są po prawej stronie: Przyjdźcie, błogosławieni Ojca mego, weźcie w posiadanie królestwo, które dla was było przygotowane od początku świata. 35 Byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem obcy, a przyjęliście Mnie. 36 Byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a nawiedziliście Mnie; byłem więźniem, a przyszliście do Mnie. 37 Wtedy odpowiedzą Mu sprawiedliwi: Panie, kiedyż to widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Cię, spragnionym i daliśmy Ci pić? 38 Kiedyż widzieliśmy Cię obcym i przyjęliśmy Cię, nagim i przyodzialiśmy Cię, 39 albo chorym i w więzieniu i poszliśmy Cię odwiedzić? 40 A Król odpowie im tak: Zaprawdę powiadam wam, cokolwiek uczyniliście jednemu spośród najmniejszych braci moich, uczyniliście Mnie samemu. 41 A potem powie do tych z lewej strony: Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i aniołom jego. 42 Byłem bowiem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić. 43 Byłem bez domu, a nie przyjęliście Mnie; byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie; byłem chory i uwięziony, a nie przyszliście do Mnie. 44 A wtedy ci znów zapytają Go: Panie, kiedyż widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, bezdomnym albo nagim, chorym lub uwięzionym, a nie przyszliśmy Ci z pomocą? 45 A On im odpowie: Zaprawdę mówię wam, czegokolwiek nie uczyniliście jednemu spośród najmniejszych, nie uczyniliście tego i Mnie. 46 I pójdą stamtąd: ci na wieczne potępienie, a sprawiedliwi do życia wiecznego.
MĘKA I ZMARTWYCHWSTANIE JEZUSA 26,1-28,20
Ostatnia zapowiedź męki: 26,1-2
26
1 A gdy Jezus dokończył wszystkich tych pouczeń, powiedział do swoich uczniów: 2 Wiecie, że za dwa dni będzie Pascha i Syn Człowieczy zostanie wydany na ukrzyżowanie.
Postanowienie Wysokiej Rady: 26,3-5
3 Wtedy to arcykapłani i starsi ludu zebrali się w pałacu najwyższego kapłana, imieniem Kajfasz, 4 i naradzali się, jak by podstępnie ująć Jezusa i Go zabić. 5 Mówili jednak: Byle nie podczas święta, żeby nie doszło do wzburzenia wśród ludu.
Namaszczenie w Betanii: 26,6-13
6 A kiedy Jezus znajdował się w Betanii, w domu Szymona Trędowatego, 7 zbliżyła się do Niego pewna niewiasta z naczyniem alabastrowym pełnym drogiego olejku i wylała Mu [olejek] na głowę, gdy był przy stole. 8 Widząc to uczniowie poczęli sarkać, mówiąc: Po co takie marnotrawstwo? 9 Można było to sprzedać drogo, a pieniądze rozdać ubogim. 10 Lecz Jezus, spostrzegłszy to, powiedział do nich: Dlaczego sprawiacie przykrość tej kobiecie? Przecież ona spełniła dobry uczynek dla Mnie. 11 Ubogich zawsze będziecie mieli wśród was, lecz Mnie nie zawsze będziecie mieć. 12 Wylewając ten olejek na moje ciało, zrobiła to na moje pogrzebanie. 13 Zaprawdę mówię wam, gdziekolwiek na całym świecie będzie głoszona ta Dobra Nowina, będzie również opowiadane na jej pamiątkę to, co uczyniła.
Zdrada Judasza: 26,14-16
14 Wtedy jeden spośród Dwunastu, ten, który się nazywał Judasz Iskariota, poszedł do arcykapłanów 15 i powiedział im: Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam. A oni postanowili [dać] mu trzydzieści srebrników. 16 Od tego momentu szukał już tylko dogodnej sposobności, żeby Go wydać.
Przygotowanie Paschy: 26,17-19
17 W pierwszy dzień Przaśników przyszli do Jezusa uczniowie i zapytali Go: Gdzie chcesz, żebyśmy Ci przygotowali spożywanie Paschy? 18 A On odpowiedział: Idźcie do miasta, do pewnego człowieka, i powiedzcie mu: Nauczyciel kazał ci oznajmić: Mój czas jest bliski. U ciebie chcę spożyć Paschę razem z uczniami moimi. 19 I uczynili uczniowie tak, jak im nakazał Jezus. I przygotowali Paschę.
Ostatnia wieczerza: 26,20-29
20 A gdy nadszedł wieczór, siedział już przy stole razem z Dwunastu [uczniami]. 21 W czasie wieczerzy zaś powiedział: Zaprawdę mówię wam, jeden z was Mnie zdradzi. 22 A oni, zasmuciwszy się bardzo, poczęli jeden po drugim pytać: Czy to ja, Panie? 23 I odpowiedział: Ten, który macza ze Mną rękę w misie, ten Mnie zdradzi. 24 Syn Człowieczy odchodzi, tak jak jest o Nim napisane, lecz biada człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy jest wydany. Lepiej byłoby dla tego człowieka, żeby się nie narodził. 25 Wtedy Judasz, ten, który miał Go zdradzić, zapytał: Czy to ja, Rabbi? A Jezus odrzekł: Tyś powiedział.
26 A kiedy jedli, wziął Jezus chleb i odmówiwszy błogosławieństwo połamał go i rozdał uczniom mówiąc: Bierzcie i jedzcie! To jest ciało moje. 27 A potem biorąc kielich, odmówił dziękczynienie i podał im mówiąc: Pijcie z niego wszyscy. 28 To jest bowiem krew moja, krew Przymierza, która będzie wylana za wielu na odpuszczenie grzechów. 29 Powiadam wam, odtąd już nie będę pił z tego owocu winnego aż do dnia, w którym zacznę pić z wami nowe wino w królestwie mojego Ojca.
W drodze na Górę Oliwną. Zapowiedź zaparcia się Piotra: 26,30-35
30 I odśpiewawszy psalmy, udali się na Górę Oliwną. 31 I wtedy powiedział do nich Jezus: Tej nocy wszyscy wy zwątpicie we Mnie. Jest bowiem napisane: Uderzę pasterza i rozproszą się owce trzody. 32 Lecz po zmartwychwstaniu uprzedzę was do Galilei. 33 A Piotr odpowiadając rzekł: Jeśli nawet wszyscy zwątpią w Ciebie, ja nie zwątpię nigdy. 34 Jezus zaś odpowiedział: Zaprawdę mówię ci, że tej nocy, zanim jeszcze kur zapieje, trzy razy się Mnie zaprzesz. 35 A Piotr odpowiedział: Choćbym miał umrzeć z Tobą, nie zaprę się Ciebie. I wszyscy uczniowie mówili to samo.
Modlitwa Jezusa w Ogrójcu: 26,36-46
36 Potem przybył Jezus z nimi do ogrodu zwanego Getsemani i powiedział do uczniów: Zostańcie tu tak długo, jak długo Ja, odszedłszy tam, będę się modlił. 37 Potem wziął ze sobą Piotra i dwóch synów Zebedeusza i zaczął odczuwać smutek i bojaźń. 38 I powiedział im: Smutna jest moja dusza aż do śmierci. Zostańcie tu i czuwajcie ze Mną. 39 A odszedłszy nieco dalej, upadł na twarz i tak się modlił: Ojcze mój! Jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich. Lecz [niech się stanie] nie jak Ja chcę, ale jak Ty. 40A kiedy wrócił do uczniów, zastał ich śpiących. I powiedział do Piotra: Tak więc nie potrafiliście nawet jednej godziny czuwać ze Mną! 41 Czuwajcie i módlcie się; abyście nie popadli w pokusę, bo duch jest wprawdzie pełen gorliwości, ale ciało słabe. 42 I po raz drugi odszedł, aby się modlić. I mówił: Ojcze mój! Jeśli ten kielich nie może Mnie ominąć i muszę go wypić, niech się dzieje wola Twoja. 43 A potem wrócił i znów zastał ich śpiących - bo oczy ich jeszcze były senne. 44 Zostawił ich i po raz trzeci poszedł się modlić, powtarzając te same słowa. 45 A potem przyszedł i powiedział uczniom swoim: Teraz już śpijcie i odpoczywajcie. Oto nadchodzi godzina. Syn Człowieczy będzie wydany w ręce grzeszników. 46 Wstańcie, chodźmy! Oto zbliża się już mój zdrajca.
Pojmanie Jezusa: 26, 47-56
47 A gdy On to jeszcze mówił, nadszedł Judasz, jeden z Dwunastu, a za nim duża zgraja uzbrojonych w miecze i kije, wysłana przez arcykapłanów i starszych ludu. 48 A zdrajca dał im taki oto znak: To jest ten, którego pocałuję. Jego chwytajcie. 49 I natychmiast zbliżył się do Jezusa mówiąc: Bądź pozdrowiony, Nauczycielu. I pocałował Go. 50 Lecz Jezus powiedział: Przyjacielu, po coś przyszedł? Wówczas rzucili się na Jezusa i pochwycili Go. 51 A oto jeden z towarzyszących Jezusowi wyciągnął rękę, chwycił miecz, uderzył sługę najwyższego kapłana i odciął mu ucho. 52 Lecz Jezus mu powiedział: Schowaj twój miecz, bo wszyscy ci, którzy chwytają za miecz, od miecza poginą. 53 Czy myślisz, że nie mógłbym prosić Ojca, a On przysłałby Mi zaraz na pomoc więcej niż dwanaście legionów aniołów? 54 Jakże więc wypełnią się Pisma, według których tak musi się stać?
55 Wtedy też powiedział Jezus do rzesz: Wyszliście uzbrojeni w miecze i kije, by Mnie ująć jak zbójcę? A przecież każdego dnia zasiadałem w świątyni, aby was nauczać, i nie zatrzymaliście Mnie. 56 Otóż stało się to, żeby się wypełniły Pisma Proroków. Wtedy wszyscy uczniowie opuścili Go i uciekli.
Jezus przed Wysoką Radą: 26,57-68
57 A ci, którzy pochwycili Jezusa, zaprowadzili Go do najwyższego kapłana, Kajfasza, gdzie zgromadzili się wszyscy uczeni w Piśmie i starsi ludu. 58 Piotr zaś szedł za Nim z daleka aż do pałacu najwyższego kapłana. Znalazłszy się we wnętrzu, usiadł razem ze służącymi, żeby zobaczyć, jak się to wszystko skończy. 59 Tymczasem najwyżsi kapłani i cały Sanhedryn szukali jakiegoś fałszywego świadectwa przeciw Jezusowi, aby Go skazać na śmierć. 60 Nic jednak nie znaleźli, mimo że przedstawiano wielu fałszywych świadków. W końcu wystąpili dwaj 61 i zeznali: On powiedział: Mogę zburzyć świątynię Bożą i odbudować ją w ciągu trzech dni. 62 Wtedy powstawszy najwyższy kapłan zapytał Go: Nie odpowiadasz wcale? Cóż to zeznają ci przeciwko Tobie? 63 Lecz Jezus milczał. Powiedział Mu tedy najwyższy kapłan: Zaklinam Cię na Boga żywego: Powiedz nam, czy Ty jesteś Mesjaszem, Synem Bożym? 64 A Jezus odrzekł: Tyś powiedział. Lecz mówię wam: Odtąd oglądać będziecie Syna Człowieczego zasiadającego po prawicy Wszechmocnego i zstępującego w obłokach niebieskich. 65 Wtedy najwyższy kapłan rozdarł swe szaty i zawołał: Zbluźnił! Czyż potrzebujemy jeszcze świadków? Przecież dopiero co słyszeliście bluźnierstwo! 66 Co wam się zdaje? A oni zawołali: Winien jest śmierci!
67 I poczęli pluć Mu w twarz, i policzkowali Go, a inni bili Go pięściami 68 i krzyczeli: Prorokuj nam, Mesjaszu: kto Cię uderzył?
Zaparcie się Piotra: 26, 69-75
69 Piotr zaś siedział z zewnątrz na dziedzińcu. W pewnej chwili zbliżyła się doń jakaś służąca i powiedziała: Ty też byłeś z Jezusem z Galilei.
70 Lecz on zaprzeczył wobec wszystkich oświadczając: Nie wiem, co mówisz. 71 A kiedy wycofał się w stronę wyjścia, zobaczyła go inna [służąca] i powiedziała do ludzi, którzy tam byli: Ten był z Jezusem z Nazaretu. 72 A on znów zaprzeczył przysięgając: Ja nie znam tego człowieka! 73 Wkrótce potem ci, którzy tam byli, zbliżyli się do Piotra i powiedzieli: Oczywiście jesteś też jednym z nich. Przecież zdradza cię twoja mowa. 74 Wtedy on zaczął się zaklinać i przysięgać [mówiąc]: Nie znam tego człowieka! I zaraz kur zapiał. 75 Wtedy Piotr przypomniał sobie słowa Jezusa, który powiedział mu: Zanim jeszcze kur zapieje, trzy razy się Mnie zaprzesz. I wyszedłszy na dwór, począł gorzko płakać.
Wydanie Jezusa Piłatowi: 27,1-2
27
1 A gdy nastał ranek, wszyscy najwyżsi kapłani i starsi ludu postanowili zgładzić Jezusa. 2 Związali Go tedy, wyprowadzili i wydali namiestnikowi Piłatowi.
Koniec Judasza: 27,3-10
3 A Judasz, ten, który Go zdradził, widząc, że został skazany, poczuł żal. Odniósł tedy trzydzieści srebrników najwyższym kapłanom i starszym ludu mówiąc: 4 Zgrzeszyłem wydając krew niewinną. A oni odpowiedzieli: Co nam do tego? To twoja sprawa. 5 Rzuciwszy tedy srebrniki do przybytku, oddalił się, a potem poszedł i powiesił się.
6 A najwyżsi kapłani, wziąwszy pieniądze, powiedzieli: Nie można włożyć ich do skarbca, bo to zapłata za krew. 7 I naradziwszy się, kupili za te pieniądze pole garncarzowe [przeznaczone] na cmentarz dla cudzoziemców. 8 Dlatego pole to nazywa się aż po dzień dzisiejszy "Polem Krwi". 9 I tak wypełniła się przepowiednia proroka Jeremiasza: Wzięli trzydzieści srebrników jako zapłatę za Oszacowanego, za Oszacowanego przez synów Izraela. 10 I dali je za pole garncarza, tak jak mi rozkazał Pan.
Jezus przed Piłatem: 27,11-26
11 A Jezusa stawiono przed namiestnikiem, który Go zapytał: Czy Ty jesteś królem żydowskim? Odpowiedział Jezus: Ty mówisz. 12 A potem, gdy Go oskarżali najwyżsi kapłani i starsi ludu, nie odpowiadał wcale. 13 Wtedy zapytał Go Piłat: Czy nie słyszysz, co zeznają przeciwko Tobie? 14 Lecz On nie odpowiedział mu ani słowem, tak że namiestnik bardzo się dziwił. 15 A na każde święto namiestnik miał zwyczaj wypuszczać ludowi jednego więźnia, którego chcieli. 16 Był wówczas pewien osławiony więzień, imieniem Barabasz. 17 Powiedział tedy Piłat do zebranych: Którego chcecie, żebym wam wypuścił: Barabasza czy Jezusa, zwanego Mesjaszem? 18 Wiedział bowiem, że skazali Go przez zawiść.
19 A kiedy on badał sprawę, przesłano mu taką oto prośbę od jego żony: Nie miej nic wspólnego z tym Sprawiedliwym. Dziś we śnie wiele wycierpiałam z Jego powodu. 20 Tymczasem najwyżsi kapłani i starsi ludu doradzili ludziom z tłumu, aby się domagali [uwolnienia] Barabasza i zguby dla Jezusa. 21 Zapytał tedy namiestnik: Którego z tych dwóch chcecie, żebym wam wypuścił? A oni odpowiedzieli: Barabasza! 22 Zapytał ich tedy Piłat: Co mam zrobić z Jezusem, którego nazywają Mesjaszem? A oni wszyscy: Niech będzie ukrzyżowany! 23 I powiedział: Cóż On złego uczynił? Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: Niech będzie ukrzyżowany! 24 Widząc tedy Piłat, że nic nie może osiągnąć i że zamieszanie robi się przy tym coraz większe, wziął wodę i na oczach tłumu umył sobie ręce, mówiąc: Ja nie odpowiadam za krew tego Sprawiedliwego; to wasza rzecz. 25 A cały lud zawołał: Niech krew Jego spłynie na nas i na nasze dzieci! 26 Wówczas uwolnił im Barabasza a Jezusa, po ubiczowaniu, wydał na ukrzyżowanie.
Naigrawanie się żołnierzy z Jezusa: 27,27-31
27 Wtedy żołnierze namiestnika wzięli Jezusa ze sobą do pretorium i zebrali wokół Niego całą kohortę. 28 Potem zdjąwszy zeń odzienie, ubrali Go w płaszcz szkarłatny. 29 Wreszcie upletli koronę z cierni i włożyli Mu ją na głowę. Dali Mu też w prawą rękę trzcinę i klękając przed Nim drwili z Niego mówiąc: Bądź pozdrowiony, królu żydowski!
30 I plując na Niego, brali do rąk trzcinę i bili Go po głowie. 31 A potem, gdy się już zeń naszydzili, zdarli z Niego płaszcz szkarłatny, włożyli nań znów Jego odzienie i odprowadzili Go na ukrzyżowanie.
Ukrzyżowanie: 27,32-44
32 Wychodząc zaś spotkali pewnego człowieka z Cyreny, imieniem Szymon, i kazali mu nieść Jego krzyż. 33 A kiedy przybyli na miejsce zwane Golgotą, to znaczy Miejscem Czaszki, 34 dali Mu do picia wino zmieszane z żółcią. Skosztował i nie chciał pić. 35 A kiedy Go ukrzyżowali, podzielili między siebie Jego odzienie, rzucając o nie losy.
36 I usiadłszy, pilnowali Go. 37 A nad głową Jego umieszczono napis zawierający powód skazania Go na śmierć: To jest Jezus, król żydowski. 38 Wtedy ukrzyżowano wspólnie z Nim dwóch złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej stronie. 39 A ci, którzy przechodzili obok, bluźnili Mu potrząsając głowami 40 i mówiąc: Ty, który burzysz świątynię i odbudowujesz ją w ciągu trzech dni, wybaw samego siebie! Skoro jesteś Synem Bożym, zstąp z krzyża! 41 Podobnie też najwyżsi kapłani, szydząc, wołali razem z uczonymi w Piśmie i ze starszymi: 42 Innych ocalał, a siebie samego nie może ocalić. Jest przecież królem Izraela. Niech zstąpi z krzyża, to uwierzymy Mu! 43 Liczył na Boga, niech więc teraz Bóg Go ocali, jeśli Go miłuje Przecież powiedział: Jestem Synem Boga. 44 Złorzeczyli Mu nawet złoczyńcy razem z Nim ukrzyżowani.
Śmierć Jezusa: 27,45-56
45 A od godziny szóstej ciemność zapanowała nad całą ziemią aż do godziny dziewiątej. 46 Około godziny dziewiątej zawołał Jezus donośnym głosem: Eli, Eli, lamma sabachtani, to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? 47 Słysząc to, niektórzy ze stojących mówili między sobą: On woła Eliasza. 48 Natychmiast też przybiegł jeden z nich, wziął gąbkę, namoczył ją w occie i umocowawszy na trzcinie podał Mu do picia. 49 A inni wołali: Poczekaj, zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, żeby Go wybawić? 50 Jezus zaś, zawoławszy ponownie donośnym głosem, oddał ducha.
51 A oto zasłona świątyni rozdarła się na dwoje, od góry aż do dołu; ziemia zadrżała, a skały zaczęły pękać. 52 Grobowce pootwierały się i wiele ciał świętych, którzy już pomarli, odzyskało życie; 53 wyszły z grobów po Jego zmartwychwstaniu, przyszły do miasta i były oglądane przez wielu. 54 A setnik i ci, którzy z nim pilnowali Jezusa, widząc trzęsienie ziemi i to, co się działo, przerazili się bardzo i mówili: On naprawdę jest Synem Bożym.
55 Było tam wiele kobiet, które przypatrywały się z daleka, te same, które szły za Jezusem aż do Galilei, posługując Mu. 56 Wśród nich znajdowały się: Maria z Magdali, Maria, matka Jakuba i Józefa, i matka synów Zebedeuszowych.
Złożenie Jezusa do grobu: 27,57-61
57 A gdy nastał wieczór, przybył pewien bogaty człowiek z Arymatei, imieniem Józef, który był również uczniem Jezusa. 58 Poszedł on do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. I rozkazał Piłat, aby mu je wydano. 59 Wziął tedy Józef ciało, owinął je w czyste płótno 60 i złożył w grobie, zupełnie nowym, wykutym na jego polecenie w skale. Przed wejściem do grobu wtoczył wielki kamień i odszedł. 61 A Maria z Magdali i druga Maria, siedząc, pozostały przy grobie.
Straż przy grobie: 27,62-66
62 Nazajutrz zaś, to jest po dniu Przygotowania, najwyżsi kapłani i faryzeusze poszli wszyscy razem do Piłata 63 i powiedzieli: Panie, przypominamy sobie, że ten oszust, gdy jeszcze żył, powiedział: Zmartwychwstanę po trzech dniach. 64 Rozkaż więc, żeby pilnowano grobowca aż do trzeciego dnia, by czasem nie przyszli uczniowie Jego, nie wykradli Go i nie powiedzieli ludziom: Zmartwychwstał. Wówczas to ostatnie oszustwo byłoby gorsze niż pierwsze. 65 A Piłat odpowiedział: Oto macie straż. Idźcie i pilnujcie, jak możecie. 66 Poszli tedy, opieczętowali kamień, postawili straż.
Pojawienie się aniołów i pusty grób Jezusa: 28,1-8
28
1 A kiedy minął szabat, wczesnym rankiem pierwszego dnia tygodnia Maria z Magdali i druga Maria przyszły zobaczyć grób. 2 I oto nagle silnie zadrżała ziemia, anioł Pański zaś zstąpił z nieba. Potem, zbliżywszy się, odwalił kamień i usiadł na nim. 3 Jego twarz lśniła jak błyskawica, a odzienie miał białe jak śnieg. 4 Na jego widok strażnicy przerażeniem zdjęci stali się jak umarli. 5 Lecz anioł powiedział do niewiast: Nie bójcie się! Ja wiem, że szukacie Jezusa Ukrzyżowanego. 6 Nie ma Go tu! Zmartwychwstał, tak jak to zapowiedział. Chodźcie i zobaczcie miejsce, na którym spoczywał. 7 A potem idźcie szybko i powiedzcie Jego uczniom: Zmartwychwstał i idzie przed wami do Galilei. Tam Go zobaczycie. Oto, co miałem wam powiedzieć. 8 Odeszły tedy szybko, przerażone i uradowane bardzo, i biegły, żeby powiadomić uczniów Jego.
Ukazanie się Jezusa niewiastom: 28,9-10
9 A oto sam Jezus wyszedł im na spotkanie i powiedział: Witajcie! Wtedy one zbliżyły się, upadły Mu do nóg i złożyły Mu pokłon. 10 A Jezus powiedział: Nie bójcie się! Idźcie i powiedzcie moim braciom, żeby się udali do Galilei. Tam Mnie spotkają.
Przekupieni strażnicy: 28,11-15
11 Gdy one odeszły, niektórzy spośród strażników przyszli do miasta i opowiedzieli najwyższym kapłanom o wszystkim, co się zdarzyło. 12 Ci zebrali się więc ze starszymi i po naradzie dali żołnierzom dużo pieniędzy, 13 nakazując przy tym: Będziecie mówić tak: Uczniowie Jego przyszli nocą, gdy myśmy spali, i wykradli Go. 14 Gdyby się to doniosło do namiestnika, to my postaramy się go uspokoić tak, żebyście byli bezpieczni. 15 Wziąwszy pieniądze zrobili [żołnierze] tak, jak im kazano. I tak powtarza się tę bajkę między Żydami aż po dzień dzisiejszy.
Ostatnie polecenie Jezusa: 28,16-20
16 A jedenastu uczniów udało się do Galilei w stronę góry wyznaczonej przez Jezusa. 17 Kiedy Go zobaczyli, upadli na ziemię. Niektórzy jednak wątpili. 18 A Jezus, przybliżywszy się do nich, powiedział: Dana Mi jest wszelka władza na niebie i na ziemi. 19 Idąc tedy nauczajcie wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, 20 ucząc je przy tym zachowywać wszystko to, co wam przykazałem. A Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.
1,7 "Azy" - inaczej Azafa.
1,8 Pomiędzy Joramem i Ozjaszem opuszczone trzy imiona: Achazjasz, Joas i Amazjasz - z pewnością, by nie przekroczyć liczby 14.
1,10 "Amos" - inaczej Amon.
1,11 Opuszczone imię ojca Jechoniasza: Joakim.
1,19 "Zniesławiać" - wiarołomną małżonkę Prawo (Pwt 22,20n) nakazało ukarać i oddalić.
1,20 "Anioł Pański" - niektóre teksty starotestamentalne aniołów Pańskich utożsamiają z samym Bogiem (por. Rdz 16,7); z czasem odróżniani od Boga, coraz wyraźniej stają się aniołowie zwiastunami Bożej woli (Mt 1,24; 2,13.19; 28,2 itp.); por. Łk 1,35; 2,21.
1,21 "Jezus" - Yehoszua - znaczy: Jahwe jest mocą, ocaleniem; por. J 3,6.
2,1 "Betlejem" - ojczyzna również Dawida. "Herod" - panował w latach 37-4 przed Chr. "Mędrcy" - uczeni (matematycy, astrologowie - por. Dn 2,2), pełniący może też funkcję kapłanów.
2,11 "Hołd" - przepowiednie o hołdach, które miały złożyć Mesjaszowi narody pogańskie. Por. Lb 24,17; Iz 49,23; Ps 72,10-15. Dary, jakie złożyli Mędrcy, składano zazwyczaj królom (por. Iz 60,6; Ps 72,10.15; 45,9).
2,18 W okolicach Betlejem znajdował się również grób Racheli, matki patriarchy Józefa (Rdz 35,19); por. Jr 31,15.
2,22 "Archelaus" - syn Heroda Wielkiego i Maltake; rządził Judeą w latach 4 przed Chr. - 6 po Chr.
2,23 "Nazarejczyk" - określenie Jezusa ze względu na Jego ojczyznę Nazaret. Tak też nazywano - zwłaszcza w środowiskach judaistycznych - wyznawców Jezusa (np. Dz 24,5). Ze ślubem nazireatu (por. Sdz 13,5.7) nazwa ta nie miała chyba nic wspólnego; por. Iz 11,1.
3,2 Marek i Łukasz mówią o królestwie Bożym, natomiast Mateusz - o królestwie niebieskim, ponieważ pisze przede wszystkim z myślą o Żydach, a ci lękali się wymawiać imię Boże; por. Łk 10,9 i Mk 1,15.
3,4 "Szarańcza i miód leśny" były pożywieniem ludzi żyjących na pustyni.
3,6 "Chrzest" - dosłownie obmycie wodą; analogicznych obmyć dokonywali prozelici żydowscy i esseńczycy.
3,11 O chrzcie w Duchu Świętym - zob. J 1,33; Dz 1,5;11,16. O roli oczyszczającej ognia mówi często ST: M13,2; Za 13,9.
3,12 Żniwo i młocka jako obraz sądu: Iz 17,5; Jr 13,24; Jl 4,12-13.
3,16 Otwarte niebiosa - znak interwencji Bożej: Iz 63,19; Ez 1,1; J 1,51; Dz 7,56; 10,11-16.
3,17 "Syn umiłowany" - inaczej: "sługa najmilszy", stąd możliwość aluzji do Iz 42,1-4. Por. Mt 12,18; 17,5.
4,1 "Zaprowadził Jezusa" - obraz literacki, a nie formalne stwierdzenie, że Jezus był prowadzony lub przenoszony przez szatana.
4,2 "Czterdzieści dni" - zob. Rdz 7,4; Wj 24,18; 34,28; Pwt 9,9.18; Lb 14,34; 1 Krl 19,8.
4,5 "Na szczycie świątyni" - prawdopodobnie krużganek Heroda, południowa strona dziedzińca pogan nad doliną Cedronu.
4,16 Antyteza: ciemność - światłość występuje dość często w dokumentach z Qumran, a także w NT: Mt 10,27; Łk 1,79; 11,34-36; 12,3; J 1,5; 3,19; 8,12; 12,35.46; Dz 26,18; Rz 2,19; 13,12; 1 Kor 4,5; Ef 5,8; 1 Tes 5,4; 1 P 2,9; Ap 8,12.
5,3 "Ubodzy duchem" - u Łk 6,20: "ubodzy". "Ubodzy", obok wdów i sierot, cieszyli się szczególnymi względami Prawa starotestamentalnego.
5,6 "Pragnienie sprawiedliwości" - u Łk 6,21: "którzy teraz głód cierpicie". Mt nadaje błogosławieństwom charakter bardziej duchowy.
5,11 Por. 10,22; Dz 5,41; 1 P 4,14.
5,12 Por. 23,3; Hbr 11,33-38.
5,13 Por. Mk 9,50; Łk 14,34n.
5,15 Por. Mk 4,21; Łk 8,16; 11,33.
5,17 "Prawo i Prorocy" - tu całość pouczeń Starego Testamentu; "wypełnić" - pokazać przykładem własnego życia, jak powinno się zachowywać Prawo lub urzeczywistniać wszystkie starotestamentalne proroctwa mesjańskie.
5,21 Por. Wj 20,13; 21,12; Pwt 5,17.
5,27 Por. Wj 20,14; Pwt 5,18.
5,31 Por. Pwt 24,1; Mt 19,7-9; Mk 10,4-12.
5,32 Por. Kpł 18,6; Łk 16,18; 1 Kor 7,10n.
5,33 Por. Lb 30,3; Kpł 19,12; Wj 20,7.
5,35 Por. Iz 66,1; Dz 7,49; Ps 48,3.
5,38 Tzw. prawo zemsty: por. Wj 21,24; Kpł 24,20; Pwt 19,21.
5,39-42 Ogólnie sformułowany nakaz przezwyciężania zła dobrem, a nie dosłowne polecenie.
5,43 "Nieprzyjaciela (...) w nienawiści". W Piśmie Świętym ST nie ma nigdzie formalnego nakazu nienawidzenia nieprzyjaciół, w praktyce jednak niektóre teksty ST (np. pwt 7,2-5; 15,3; 20,13-18) interpretowano w duchu bezwzględnej nienawiści. Przynajmniej w sposób pośredni miłość nieprzyjaciół zdają się zalecać teksty: Wj 23,4-5; Prz 25,21; por. Mt 22,39; Kpł 19,18.
5,44 Por. Łk 6,27n; Rz 12,14.20.
5,46 "Celnicy" - posiadający złą opinię nie tylko u Żydów, ale i u pogan - są wymieniani zazwyczaj obok grzeszników, gdyż ściągali podatki, przeznaczone ostatecznie dla władz obcych.
6,6 Por. 2 Krl 4,33; Dn 6,11.
6,7 Nie jest to potępienie dłużej trwających, lecz rzeczywistych modlitw. Podobnie jak w wierszu poprzednim modlitwa prywatna nie jest stawiana ponad modlitwę zbiorową, publiczną. Chodzi o napiętnowanie fałszywych postaw na modlitwie.
6,13 "Złego" w ujęciu nieosobowym: wszelkie zło (por. np. Mt 5,11; 6,23) lub osobowym: od szatana (np. Mt 13,19). Niektórzy tłumaczą: zachowaj nas od "kusiciela"; por. J 17,15
6,22 Por. Łk 12,34;11,34-36.
6,24 Por. Łk 16,13; Mt 12,22-32.
6,27 "Chwilę" - dosł. "jeden łokieć".
6,31 Por. 1 P 5,7; Mt 6,8.
6,34 Zostało tu napiętnowane absolutne zaaferowanie sprawami tego świata, a nie godziwa troska o doczesne jutro.
7,6 Rzeczy święte - nauka, dary Boże - należy przedkładać jedynie ludziom przygotowanym na ich przyjęcie, godnym ich przyjęcia.
7,15 "Drapieżne wilki" - nie tyle może faryzeusze i uczeni w Piśmie, ile raczej błędnowiercy, fałszywi nauczyciele chrześcijańscy. Por. Łk 6,43nn.
7,17 Por. Łk 3,9; 6,44; Jk 3,12; Mt 12,33; 3,10.
7,29 "Uczeni w Piśmie" w swym nauczaniu opierali się nie tyle na Piśmie Świętym, co raczej na pewnych zwyczajach i powadze przodków.
8,3 Por. Mk 7,36; Kpł 14,2-32.
8,20 "Syn Człowieczy" - tytuł, który Jezus sam sobie najchętniej przypisywał, zwłaszcza wtedy, gdy mówił o swoich szczególnych uprawnieniach (np. możność odpuszczania grzechów), ale i wtedy, gdy nawiązywał do stanu swego poniżenia w ludzkiej naturze. Aluzja dość wyraźna do Dn 7,13; Iz 52,13-53,12.
8,22 "Umarli" - niewrażliwi na głos Chrystusa lub nie powołani do głoszenia Dobrej Nowiny.
8,28 Gadara - miejscowość zamieszkana przez pogan, ok. 10 km na południowy zachód od jeziora Genezaret; por. Mk 1,24; Łk 4,41.
9,1 "Swego miasta" - tj. do Kafarnaum (por. Mk 2,1).
9,10 "W domu" - był to dom Mateusza (por. Łk 5,29).
9,11 "Jada" wspólnie - wszelkie kontakty z "nieczystymi" - za takich uchodzili celnicy - a zwłaszcza zasiadanie do wspólnego stołu, było surowo zabronione.
9,14 "Jana" - oczywiście Chrzciciela (por. Mt 11,2; 14,12; Łk 11,1; J 3,25; 4,1).
9,22 Por. Mk 10,52; Łk 7,50; 8,50.
9,27 "Syn Dawida" - jeden z tytułów Mesjasza (por. Mt 1,1; Łk 1,32).
10,2 "Dwunastu" - wyraźnie nawiązywanie do dwunastu pokoleń Izraela. W ten sposób kolegium dwunastu apostołów staje się dla Mateusza Nowym Izraelem. "Szymon" we wszystkich listach imion apostołów (Mk 3,16-19; Łk 6,14-16; Dz 1,13-14) znajduje się na pierwszym miejscu.
10,4 "Kananejczyk" - po grecku "zelotes" (por. Łk 6,15), stąd przypuszczenie, że był członkiem zgrupowania zelotów, o których mówi Józef Flawiusz.
10,5 "Miasta Samarytan" - terytorium pomiędzy Judeą a Galileą. Od czasu niewoli babilońskiej Samarytanie żyli w całkowitej izolacji od reszty Izraela; por. 9,36.
10,11 "Aż do odejścia" - choćby się okazało, że kwatera nie jest zbyt wygodna. Por. Łk 10,7: "Nie przenoście się z domu do domu."
10,14 "Strząsając kurz" - aluzja do przekonania Żydów, że każdy dom zamieszkany przez nie obrzezanych jest nieczysty. Wracając do siebie, należało się poddać choćby tak symbolicznemu oczyszczeniu.
10,17 "Sądami" - chodzi o tzw. małe trybunały, złożone z 23 członków, działające przy niektórych synagogach.
10,22 Por. J 15,18; 24,13.
10,23 Prawdopodobnie zapowiedź zburzenia Jerozolimy - r. 70 - i związanych z tym prześladowań chrześcijan. Por. 16,28.
10,24 Por. Łk 6,40; J 13,6; 17,25.
10,26 Por. Mk 4,22; Łk 8,17.
10,33 Por. Mk 8,38; Łk 9,26; 2,34.
10,34 "Nie... pokój" (mimo Iz 9,5; Za 9,10; Łk 2,14): Jezus pojawia się na świecie, którym rządzą moce wrogie Bogu. Nie spocznie, dopóki ich nie pokona.
10,35 Obowiązek bezwzględnego opowiedzenia się za Chrystusem; por. Mi 7,6; 10,21.
10,39 Por.16,24n; Mk 8,35; Łk 9,24;17,33.
10,41 "Prorok" - wysłannik, apostoł Jezusa: "sprawiedliwy" - każdy wyznawca Jezusa.
11,2-6 Chodzi nie tyle o dowiedzenie się, czy Jezus jest Mesjaszem, ile raczej o wyraz pewnego zniecierpliwienia, że Jezus - w oczach Jana - nie dość energicznie rozprawia się ze złem, które Go otacza.
11,5 Por. Iz 29,18; 35,5n.
11,8 "Człowiek w miękkich szatach" - być może aluzja do Heroda.
11,10 Por. Mk 1,2; Łk 1,76; Wj 23,20; Ml 3,1.
11,11 "Najmniejszy w królestwie Bożym" - podkreślona wyższość nowej ekonomii zbawienia.
11,12 "Gwałt cierpi" - wejście do królestwa Bożego zakłada potrzebę wielkiego wysiłku.
11,14 Por. Łk 16,16; 1 P 1,10; 17,12.
11,16-19 Aluzja do uporu i przewrotności faryzeuszy, odrzucających naukę Jezusa we wszelkiej postaci.
11,19 "Przyznano rację mądrości" - dla wielu ludzi czyny Jezusa są wyrazem mądrości; podobnie też owi ludzie są nazywani "dziećmi mądrości" (Łk 7,35).
11,21 "Korozain", "Betsaida" - miasta w pobliżu Kafarnaum; "Tyr" i "Sydon" - w północno-wschodniej części Palestyny.
11,27 Por. Iz 29,14; J 10,15.
11,29 "Jarzmo" - rodzaj uprzęży: symbol uciążliwych obowiązków; por. Jr 6,16; Iz 28,12.
12,18-21 Por. 3,17; 17,5; Iz 42,1-4.
12,20 "Nadłamanej trzciny" - aluzja do zwyczaju łamania trzciny przez sędziego, który w ten sposób ogłaszał wyrok skazujący na karę śmierci.
12,22 "Opętany" - tak nazywa Biblia również cierpiących na różne schorzenia psychiczne, zwłaszcza epileptyków.
12,32 "Będzie mu to przebaczone" - być może dlatego, iż Bóstwo Jezusa, ukazujące się w ludzkiej postaci, nie było jeszcze tak oczywiste. "Przeciwko Duchowi Świętemu", który się ujawnia w cudach Jezusa. Odrzucenie tych znaków było szczególnie karygodne.
12,41 "Niniwa" - stolica Asyrii, której władcy zdobyli w r. 721 przed Chr. Samarię, kładąc w ten sposób kres dziejom północnego państwa Izrael (por. 2 Krl 17,5); por. Jon 3,5.
12,42 Por. 3 Krl 10,1-10.
12,43 "Miejsce bezwodne" - miejsce przebywania złych duchów.
12,45 "Gorsze od tego, co było" - wracając do tych samych grzechów popada człowiek w coraz większe nieszczęścia.
12,46 "Bracia" - krewni Jezusa (por. Mk 3,31 i Rdz 13,8; 14,14; Kpł 10,4; 1 Krn 23,22). Język hebrajski i aramejski posiadają tylko jeden termin na oznaczenie braci rodzonych i krewnych.
12,47 Brak tego wiersza w wielu ważnych rękopisach.
13,11 Nie dano poznać - ze względu na ich, najwięcej zawinioną, niedojrzałość duchową lub wręcz złą wolę.
13,12 "Kto ma... kto nie ma" - aluzja do tych, co mają, żyjąc uczciwie, dobra nadprzyrodzone; stan swego posiadania będą z każdym dniem powiększać, podczas gdy ci, co nie obfitują w owe dobra, będą się stawać z każdym dniem ubożsi; por. 25,29; Mk 4,25; Łk 8,12;19,26.
13,14-15 Por. Iz 6,9n; Dz 28,26n.
13,42 Jezus posługuje się tu obrazami ówczesnej apokaliptyki. Por. 8,12; 13,42; 22,13; 24,51; 25,30.
13,52 "Uczony w Piśmie" - w tym wypadku albo określenie uczniów Jezusa, którzy dawną naukę - "to, co stare" - powinni dostosowywać do nowych okoliczności - to co nowe", albo aluzja do rzeczywistych uczonych w Piśmie, którzy stali się uczniami Jezusa i do dawnych wskazań Prawa - "to, co stare" - mają dołączyć teraz nowe pouczenia Ewangelii.
13,54 "Ojczyste strony" - dosł. Nazaret (por. Łk 4,16-24; Mt 2,23).
13,55 Por. J 6,42. "Bracia" - por. komentarz do 12,46.
14,1 "Herod" - Herod Antypas, syn Heroda Wielkiego.
14,3 "Filip" - nie należy go utożsamiać z Filipem tetrarchą Iturei i Trachonu z Łk 3,1; por. 11,2.
14,6 "Córka Herodiady" - Salome.
14,25 "O czwartej straży" - trwała od godz. 3 do 6 nad ranem.
14,33 Por. 16,16; J 1,49.
15,4 Por. Wj 20,12; Kpł 20,9.
15,5 "Ślub" taki nie pozwalał rodzicom korzystać z rzeczy złożonej w ofierze - gdyż była złożona Bogu; dzieci jednak czuły się zwolnione z okazania koniecznej pomocy rodzicom.
15,8-9 Por. Iz 29,13; Ps 78,36n.
15,11 "Człowieka plami" - aluzja do pokarmów, które według przepisów Starego Testamentu uchodziły za nieczyste (por. Kpł 11).
15,21-28 Por. Mk 7,24-30.
15,29-31 Por. Mk 7,31-37.
16,14 "Za Jana Chrzciciela" - tak sądził nawet Herod, uważający Jezusa za zmartwychwstałego Jana Chrzciciela (por. Mt 14,2); Eliasz - wg Ml 4,5n - miał poprzedzić przyjście Mesjasza; Jeremiasz - cieszył się szczególnym szacunkiem u Żydów.
16,16 Por.14,33; 27,54; J 1,42; 1,49.
16,17 "Ciało i krew" - czysto ludzkie, naturalne możliwości poznawcze. Na tak poprawne wyznanie wiary w Mesjasza Piotr - monitowany często właśnie za brak wiary nie zdobyłby się z pewnością bez pomocy z Góry.
16,17-19 W Ewangelii Marka wypowiedzi tworzącej ten trójwiersz nie ma, być może dlatego, że polecił ją opuścić Piotr, który z powodu swego zaparcia się Mistrza - czuł się niegodnym tak wielkiego wyróżnienia. Łukasz naśladował Marka.
16,20 "Nakazał, aby nikomu nie mówił" - wobec niezrozumienia istoty Jego posłannictwa.
16,21 Por. 17,22; 20,18; 26,2; Mk 9,31; 10,32-34; Łk 24,7.44-46; 9,44.
16,24 Por. 10,38; Łk 14,27.
16,28 "Nie zaznają śmierci" - zburzenie Jerozolimy, które nastąpiło w r. 70, uchodzi za koniec dawnego świata i początek Kościoła, czyli królestwa Chrystusowego na ziemi; por. 10,23; 24,34.
17,3 "Mojżesz i Eliasz" - przedstawiciele Prawa i Proroków, czyli całej dawnej ekonomii zbawienia.
17,5 Por. Iz 42,1; Pp 3,17; 12,18; 18,15; Mk 1,11; Łk 3,22.
17,9 "Nie mówcie" - żeby, zwłaszcza maluczcy, nie załamali się, gdy po obejrzeniu takiego majestatu Przemienionego wypadnie im patrzeć na Jego mękę i śmierć.
17,11 Por. Mk 3,23-24; Syr 48,10; Łk 1,17.
17,14 "Chory na epilepsję" - dosłownie: "jest lunatykiem"; sądzono bowiem, że ataki tej choroby pozostają w związku ze zmianami księżyca.
17,20 Por, 21,21; Mk 11,23; Łk 17,6.
17,21 Główne rękopisy nie mają tego wiersza.
17,24 Por. Wj 30,13. "Dwudrachma" - podatek świątynny, do którego płacenia był obowiązany każdy Izraelita po dojściu do wieku dojrzałości.
18,1 Por. 19,4; Mk 10,15.
18,8 "Odetnij je" - nie dosłowny nakaz pozbawienia się ręki, nogi lub oka, lecz bardzo stanowcze polecenie unikania okazji do grzechu; por. 5,29n.
19,4n Por. Rdz 1,27; 2,24.
19,8 Por. Pwt 24,1; Mt 5,32; Łk 16,18.
19,9 Najprawdopodobniej chodzi tutaj o małżeństwo zawarte nielegalnie.
19,21 Por. Łk 12,23; 6,20.
19,28 "Odrodzenie" - rozpoczynające się w chwili zmartwychwstania Jezusa, por. Łk 22,30.
19,30 Por. 20,16; Mk 10,31; Łk 13,30.
20,2 "Denar" - zwykła zapłata za dzień pracy.
20,16 Por.19,30; Mk 10,31; Łk 13,30.
20,27 Por. 23,11; Mk 10,43.
20,28 "Za wielu" - por. Iz 52,14; 53,11n. Sens formuły: za cały rodzaj ludzki, za wszystkie narody z Izraelem włącznie.
20,29-34 Mt i Łk mówią o uzdrowieniu tylko jednego niewidomego. Niewykluczone, że Mt złożył w jedną całość dwa różne uleczenia niewidomych. Owo drugie - por. Mk 8,22-26.
21,5 Por. Iz 62,11; Za 9,9.
21,12 "Do świątyni" - tzn. na dziedziniec świątynny.
21,13 Por. Iz 56,7; Jr 7,11.
21,29 Być może aluzja do faryzeuszy, którzy chełpili się uległością nakazom Prawa. Gdy jednak przyszedł Jezus, prawdziwy Prawodawca, nie chcieli usłuchać Jego głosu.
21,42 Por. Ps 118,22; Iz 28,16.
22,13 "Wyrzućcie go na zewnątrz" - ponieważ kara jest tak surowa, należy przypuszczać, że człowiek, którego spotkała, miał możność ubrać się godziwie albo we własnym domu, albo po drodze na gody, albo w domu urządzającego ucztę; por. 8,12.
22,39 Por. Kpł 19,18; Mt 5,43; Rz 13,9; Ga 5,14.
23,2 "Miejsce, skąd nauczał Mojżesz" - dosł. "katedra Mojżesza" - symbol nauczycielskiej powagi tych, którzy wyjaśniali Prawo.
23,5 "Filakterie" - miniaturowe pokrowczyki z fragmentami Pięcioksięgu (Wj 13,1-16; Pwt 6,4-9; 11,13-21), przywiązywane na czas modlitwy do czoła i prawej ręki; por. Wj 13,9.
23,12 Por. 20,26; Łk 14,11; 18,14.
23,13 "Zamykacie królestwo Boże" - przez nakładanie na ludzi ciężarów, których nie są w stanie unieść. W ten sposób, nie wypełniając Prawa, nie mogą liczyć na wejście do królestwa; por. Łk 11,52.
23,14 Istnieje tylko w niektórych rękopisach greckich i w Wulgacie Hieronima: "Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Objadacie domy wdów, udając długie modlitwy. Dlatego też spadnie na was tym większa kara!"
23,23 "Z mięty, z kopru i z kminku" - wyraz nadgorliwości faryzejskiej. Prawo nakazywało (Pwt 14,22) składać dziesięcinę jedynie ze zboża, oliwy i wina; por. Kpł 27,30; Łk 18,12.
23,27 "Pobielane groby" - groby pobielano głównie dlatego, by były lepiej widoczne nawet przy słabym świetle. Dotknięcie grobu - nawet mimo woli - powodowało konieczność poddania się oczyszczeniu.
23,35 "Zachariasz" - syn Jojady zwanego Barachiaszem w greckim tłumaczeniu Starego Testamentu (Iz 8,2); por. Rdz 4,8; 2 Krn 24,20-22.
23,39 Zapowiedź to, być może, powszechnego nawrócenia Żydów; por. Ps 118,26; Mt 21,9.
24,3 "Znak Twojego przyjścia" - w perspektywie Mt zburzenie Jerozolimy jest obrazem końca świata.
24,15 "Brzydota spustoszenia" - aluzja do posągu, który na cześć jakiegoś pogańskiego bożka kazał ustawić w świątyni jerozolimskiej Antioch IV Epifanes; por. Dn 12,11.
24,24 Por. 24,11; Mk 13,5.
24,29 Por. Iz 13,10; 34,4; 2 P 3,10.
24,30 "Znak" - zdaniem niektórych Ojców Kościoła - w kształcie krzyża; por. Za 12,11n; Dn 7,13; Ap 1,7.
24,34 Zapowiedź zburzenia Jerozolimy w r. 70 po Chr.; por.16,28; Mk 9,1; Łk 9,27.
24,43 Por. 2 P 3,10; 1 Tes 5,2.
25,13 Por. 24,42.50; Mk 13,35.
25,21.23 Por. 24,45-47; Łk 12,44; 16,10.
25,46 Por. J 5,29; Dn 12,2.
26,7 "Niewiasta" - według J 12,3 była to Maria siostra Łazarza i Marty
26,12 Zużycie pieniędzy na obrzęd symbolizujący pogrzeb Jezusa zasługiwało na większą pochwałę, gdyż grzebanie zmarłych uchodziło za uczynek miłosierny wyższej rangi niż udzielenie jałmużny.
26,15 Por. J 11,57; Za 11,12.
26,28 "Za wielu" - por. komentarz do 20,28; por. Wj 24,8; Jr 31,31; Hbr 7,22; 9,15.
26,29 Uczta eucharystyczna jest zapowiedzią przyszłego szczęścia, przedstawionego również w postaci uczty.
26,30 Por. Ps 113-118; J 18,1.
26,31 Por. Za 13,7; J 16,32.
26,37-38 Por. Ps 42,6.12.
26,39 Por. 20,22; J 6,38;18,11; Hbr 10,9.
26,55 Por. Łk 19,47; J 18,20.
26,61 Por. 27,40; J 2,19; Dz 6,14.
26,63-64 Por. 16,16; J 10,24.
26,64 Por. Łk 21,27; Dn 7,13.
26,66 Por. Kpł 24,16; J 19,7.
27,2 Wydawane przez Żydów wyroki - zwłaszcza wyrok śmierci - musiały być zatwierdzone i wykonane przez władze rzymskie.
27,9 "Proroka Jeremiasza" - być może aluzja do kilku tekstów tego proroka: 18,2n; 19,1-9; 32,6-15, powiązanych z Za 11,12n.
27,20 Por. Dz 3,14; 7,52.
27,25 Nie jest to świadome domaganie się kary, lecz wyraz poczucia odpowiedzialności za postulowaną decyzję.
27,34 "Wino z żółcią" - mieszanina odurzająca, a co za tym idzie - zmniejszająca również wrażliwość na ból; por. Ps 69,22.
27,35 Por. Ps 22,19; J 19,24.
27,40 Por. Ps 22,8; Mt 26,61; J 2,19.
27,51 "Zasłona... rozdarła się" - według tradycji kościelnej znak kresu świątynnego kultu (por. Hbr 9,3.12; 10,20; Wj 26,31-37).
28,6-7 Por. 12,40; 16,21; 17,23; 20,19.
28,19-20 Tzw. nakaz misyjny.
WYKAZ SKRÓTÓW I OZNACZEŃ
Ab - Księga Abdiasza
Ag - Księga Aggeusza
Am - Księga Amosa
Ap - Apokalipsa św. Jana
Ba - Księga Barucha
Dn - Księga Daniela
Dz - Dzieje Apostolskie
Ef - Św. Pawła List do Efezjan
Est - Księga Estery
Ez - Księga Ezechiela
Ezd - Księga Ezdrasza
Flm - Św. Pawła List do Filemona
Flp - Św. Pawła List do Filipian
Ga - Św. Pawła List do Galatów
Ha - Księga Habakuka
Hbr - List do Hebrajczyków
Hi - Księga Hioba
Iz - Księga Izajasza
J - Ewangelia według św. Jana
1 J - 1 List św. Jana
2 J - 2 List św. Jana
3 J - 3 List św. Jana
Jdt - Księga Judyty
Jk - List św. Jakuba
Jl - Księga Joela
Jon - Księga Jonasza
Joz - Księga Jozuego
Jr - Księga Jeremiasza
Jud - List św. Judy
Koh - Księga Koheleta (Eklezjastesa)
Kol - Św. Pawła List do Kolosan
1 Kor - Św. Pawła 1 List do Koryntian
2 Kor - Św. Pawła 2 List do Koryntian
Kpł - Księga Kapłańska
1 Krl - 1 Księga Królewska
2 Krl - 2 Księga Królewska
1 Krn - 1 Księga Kronik
2 Krn - 2 Księga Kronik
Lb - Księga Liczb
Lm - Lamentacje Jeremiasza
Łk - Ewangelia według św. Łukasza
1 Mch - 1 Księga Machabejska
2 Mch - 2 Księga Machabejska
Mdr - Księga Mądrości
Mi - Księga Micheasza
Mk - Ewangelia według św. Marka
Ml - Księga Malachiasza
Mt - Ewangelia według św. Mateusza
Na - Księga Nahuma
Ne - Księga Nehemiasza
Oz - Księga Ozeasza
1 P - 1 List św. Piotra
1 P - 2 List św. Piotra
Pnp - Pieśń nad Pieśniami
Prz - Księga Przysłów
Ps - Księga Psalmów
Pwt - Księga Powtórzonego Prawa
Rdz - Księga Rodzaju
Rt - Księga Rut
Rz - Św. Pawła List do Rzymian
Sdz - Księga Sędziów
1 Sm - 1 Księga Samuela
2 Sm - 2 Księga Samuela
So - Księga Sofoniasza
Syr - Mądrość Syracha (Eklezjastyk)
Tb - Księga Tobiasza
1 Tes - 1 List św. Pawła do Tesaloniczan
2 Tes - 2 List św. Pawła do Tesaloniczan
1 Tm - 1 List św. Pawła do Tymoteusza
2 Tm - 2 List św. Pawła do Tymoteusza
Tt - Św. Pawła List do Tytusa
Wj - Księga Wyjścia
Za - Księga Zachariasza
aram. aramajski
dosł. dosłownie
gr. grecki
hebr. hebrajski
LXX Septuaginta, grecki przekład ST
n. następny
NT Nowy Testament
par. miejsca paralelne
popr. poprawka lub: poprawiają
por. porównaj
rkp. rękopis, -y
Targ. Targum
ST Stary Testament
tłum. tłumaczą
TM tekst masorecki
Wulg Wulgata
wg według
ww. (w.) wiersze
zob. zobacz
[ ] zamyka słowa dodane do tekstu celem lepszego zrozumienia
(...) opuszczenie tekstu
WSTĘP DO NOWEGO TESTAMENTU
Historia piśmiennictwa starochrześcijańskiego zna wiele ksiąg, które mówią o Jezusie Chrystusie, o Jego miłości do wszystkich ludzi, o Jego nauce i wymaganiach stawianych przez Niego człowiekowi oraz o pierwotnych dziejach założonej przez Niego społeczności, zwanej Kościołem. Lecz z całej owej bogatej i niekiedy bardzo budującej literatury wybrał Kościół tylko dwadzieścia siedem ksiąg i tylko je uznał za natchnione przez Boga. Są to: cztery Ewangelie, Dzieje Apostolskie, czternaście Listów Pawła (nie wszystkie zresztą w jednakowym stopniu Pawła, o czym dokładniej we wprowadzeniach do poszczególnych listów), siedem Listów Powszechnych (trzy Jana, dwa Piotra, List Judy i List Jakuba) oraz Apokalipsa św. Jana.
Ewangelie opisują życie, nauczanie w słowach i czynach oraz śmierć i wyniesienie do chwały Jezusa Chrystusa; Dzieje Apostolskie przedstawiają historię wprowadzania w życie misyjnego nakazu Jezusa na przestrzeni kilkudziesięciu lat po śmierci Zbawiciela; Listy Pawła, reagując na najrozmaitsze potrzeby religijne pierwotnego Kościoła, powstającego i rozwijającego się w świecie zamieszkanym głównie przez pogan, zawierają pierwsze głębokie refleksje teologiczne nad słowami, a zwłaszcza zbawczym dziełem Chrystusa; autorzy Listów Powszechnych zwracają się na ogół do szerokiego kręgu wiernych, a ich pisma mają charakter dydaktyczny; ostatnia z ksiąg Nowego Testamentu, Apokalipsa św. Jana, posługując się bardzo swoistym gatunkiem literackim, przedstawia ostateczny tryumf Chrystusa nad wszystkimi przeciwnymi Mu mocami.
Każda z tych ksiąg, ponieważ napisana jest pod natchnieniem Boga, wiernie i bez błędu podaje prawdę z woli Bożej utrwaloną dla naszego zbawienia.
Zastrzeżenia dotyczące autorstwa niektórych pism żadną miarą nie umniejszają ich wartości jako ksiąg natchnionych. Równie natchnione są np. listy niewątpliwie Pawłowe, jak i te pisma, które według dzisiejszej nauki z pewnością nie zostały zredagowane przez samego Apostoła, lecz znajdują się w kanonicznym zbiorze jego listów.
Księgi Pisma Świętego, nie tylko Nowego, lecz także Starego Testamentu - zapowiedzi tego, co znalazło dopełnienie w Nowym - zostały napisane również dla naszego pouczenia, a przy ich lekturze należy pamiętać nade wszystko o tym, że stanowią one zbiór nie tylko określonych informacji, lecz także bardzo konkretnych wymagań. Czytaniu Biblii musi zatem towarzyszyć ustawiczna gotowość czynienia zadość tym ciągle aktualnym wymaganiom Bożym.
WSTĘP DO EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA
Według najstarszej tradycji patrystycznej autorem drugiej Ewangelii był niejaki Marek. Papiasz - on to bowiem stanowi owo najstarsze świadectwo (ok. 130 r.), oparte zresztą na opinii pewnego Jana Prezbitera, może identycznego z Janem Ewangelistą - nazywa Marka tłumaczem Piotra, co należy rozumieć w ten sposób, że Marek tłumaczył na język grecki katechezę Piotra mówiącego po aramejsku. O tym, że Marek był tłumaczem Piotra, mówią także Ireneusz, Tertulian i Orygenes. Taki sam pogląd wyraża również cytowany przez Euzebiusza Klemens Aleksandryjski i Hieronim. Ci ostatni dorzucają ponadto uwagę, że Marek, uczeń i tłumacz Piotra, spisał katechezę swego mistrza na prośbę braci w Rzymie.
Znanego wśród pierwszych chrześcijan Marka, tłumacza Piotra utożsamia się powszechnie z Janem Markiem, o którego życiu i działalności znajdujemy wiele szczegółów w samej Biblii (por. Dz 12,12.25; 13,5.13; 15,37.39; Kol 4,10; Flm 24; 2 Tm 4,11; 1 P 5,13). Z danych tych wynika, że Marek był z pochodzenia Żydem, że jego matka posiadała w Jerozolimie własny dom, w którym pierwsi chrześcijanie zbierali się na modlitwę i w którym znalazł również schronienie Piotr po wyjściu z więzienia jerozolimskiego. Jan Marek był również znany Pawłowi, któremu towarzyszył podczas pierwszej podróży misyjnej, przynajmniej na wstępnym jej etapie. Rozstawszy się z Apostołem Narodów na dłuższy czas, pod koniec życia Pawła znów jest przy boku tego apostoła w Rzymie (por. Kol 4,10; Flm 24), oddając mu cenne usługi (2 Tm 4,11). O bliskiej współpracy Marka z Piotrem - lub dokładniej: o Piotrowych znamionach Ewangelii Marka - świadczą następujące szczegóły: układ całego materiału tej Ewangelii pod względem treści pokrywa się ze schematami mów Piotra w Dziejach Apostolskich (1,21n; 2,33-36; 10,37n); podobnie jak Piotr w swoich mowach, tak też Marek bardzo zasadniczą funkcję apologetyczną przypisuje cudom Jezusa; Marek pomija to wszystko, co mogłoby ukazywać Piotra w zbyt korzystnym świetle, idąc tu chyba za wyraźnym życzeniem Apostoła, który pamięta o swym wyparciu się Zbawiciela i czuje się niegodnym jakichkolwiek wyróżnień czy pochwał.
Wiele danych wskazuje na to, że odbiorcy Ewangelii Marka nie są Żydami i nie mieszkają w Palestynie: nie znają nawet bardzo pospolitych obyczajów żydowskich, skoro im je Ewangelista objaśnia; podobnie nie są obeznani z geografią Palestyny i topografią Jerozolimy; obcy jest im język aramejski, skoro wszystkie terminy aramejskie tłumaczone są na grecki. Można przypuszczać, że Marek pisał swoje dzieło w Rzymie i przede wszystkim chrześcijan rzymskich miał na uwadze jako swych czytelników. Wspominając Szymona Cyrenejczyka (15,21), Ewangelista przedstawia go jako ojca Aleksandra i Rufusa, a ten ostatni - zdaniem Ojców Kościoła i egzegezy nowszej - występuje wśród chrześcijan rzymskich, do których kieruje pozdrowienie Paweł w Liście do Rzymian (16, 13). Ewangelia Marka obfituje też w latynizmy stylistyczno-terminologiczne.
Ze stwierdzeń wczesnochrześcijańskich pisarzy i Ojców Kościoła np. Ireneusza, Jana Prezbitera - wynika, że Ewangelia Marka została zredagowana po śmierci apostołów Piotra i Pawła, ale przed zburzeniem Jerozolimy. Jerozolima, świątynia i różne realia związane z kultem świątynnym są przedstawione jako rzeczy istniejące współcześnie, a nie jako elementy czasów przeszłych.
Wziąwszy to wszystko pod uwagę, wielu egzegetów dzisiejszych utrzymuje, że Ewangelia Marka powstała po 67 r., ale przed 70.
Ewangelię Marka można podzielić na trzy części: 1. Objawienie tajemnicy Jezusa narodowi izraelskiemu oraz uczniom i krewnym Jezusa - proces wypełniający tzw. działalność galilejską Jezusa (1,1-7,23); 2. Tajemnica Syna Człowieczego, pozostająca pod znakiem trzykrotnej zapowiedzi męki - chronologicznie okres działalności pozagalilejskiej i podróży do Jerozolimy (7,24-10,52); 3. Nauczanie i spory z przeciwnikami podczas pobytu w Jerozolimie, zakończonego męką, śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa (11,1-16,8).
Markowi chodzi przede wszystkim o wykazanie, że Jezus jest Synem Bożym (1,1). Temu celowi służy sam dobór poszczególnych terminów, a także sposób ich przedstawienia. Szczególnym świadectwem synostwa Bożego są cuda dokonane przez Jezusa oraz tytuły, którymi On sam się określa ("Syn Człowieczy") albo aprobuje je w ustach innych ludzi (np. "Mesjasz").
Język Ewangelii Marka jest terminologicznie dość ubogi, pod względem stylu - prosty, czasami wręcz chropawy. Obfituje w konstrukcje aramejskie, co świadczy o kulturze semickiej autora. Wspomniane wyżej liczne latynizmy wskazują na miejsce zredagowania Ewangelii i chęć dostosowania się do mentalności adresatów dzieła.
Wiadomości opracowane i na swój sposób zaadaptowane do myśli przewodniej Ewangelii posiadał Marek przede wszystkim od Piotra, lecz z pewnością nie bez wpływu na treść księgi pozostała również wczesnochrześcijańska ustna tradycja ewangelijna.
WSTĘP DO EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA
Tradycja wczesnochrześcijańska, której świadectwa najstarsze sięgają czasów Papiasza żyjącego na przełomie pierwszego i drugiego stulecia, przypisuje autorstwo pierwszej Ewangelii Mateuszowi, jednemu z dwunastu apostołów i choć Papiasz mówi jedynie o pouczeniach Jezusa spisanych w języku hebrajskim przez Mateusza, to jednak wiadomo, że nie wyklucza on z Mateuszowego dzieła również relacji o czynach Jezusa, wzmianka zaś w języku hebrajskim zdaje się nie kolidować z dość powszechnym dziś przekonaniem - bazującym zresztą na Dz 21,40 oraz na dokumentach qumrańskich - że Ewangelia Mateusza była pierwotnie zredagowana po aramajsku. Oryginał aramajski musiał jednak zaginąć dość wcześnie, skoro Ojcowie Kościoła z drugiego wieku po Chrystusie znają już tylko grecki przekład Ewangelii Mateusza lub mówiąc dokładniej: grecką parafrazę aramajskiego tekstu pierwszej Ewangelii.
Ewangelia Mateusza umieszczana jest przez najstarszą tradycję na pierwszym miejscu, czyli także przed Ewangelią Marka, która została zredagowana po śmierci Piotra. Można utrzymywać ponadto, że w owych najstarszych świadectwach patrystycznych chodzi o wersję aramajską Ewangelii Mateusza. Istnieją więc pewne dane, by przypuszczać, że aramajska Ewangelia Mateusza powstała przed r. 64. Trudniej określić, nawet w przybliżeniu, dolną granicę czasu jej powstawania. Dość wyraźnie uwydatniana świadomość odrębności Kościoła od Synagogi, pewien rozwój chrześcijaństwa, obejmującego swym zasięgiem już nie tylko Żydów, ale i pogan, skłania do przyznania racji Ireneuszowi, według którego Ewangelia powstała podczas apostolskiej działalności Piotra i Pawła, czyli w latach 50-60. Grecka wersja Ewangelii Mateusza zdradza w wielu punktach zależność od Ewangelii Marka, która powstała - jak już wspominaliśmy - po śmierci Piotra, tj. po r. 64. Pewne kryteria natury wewnętrznej - aluzja do zburzenia Jerozolimy w r. 70 (22,67), wrogość Żydów wobec Jezusa, szczególnie widoczna po zburzeniu, Świętego Miasta, o czym mówią nawet świadectwa pozabiblijne, wpływy faryzeuszy na czynniki rządzące narodem itp. - wskazują na to, że parafrazy greckiej dokonano w latach 70-80.
Ewangelia była pisana z myślą przede wszystkim o Żydach lub o chrześcijanach nawróconych z judaizmu, o czym mówią liczne świadectwa pozabiblijne (np. Ireneusz, Orygenes) i co wynika: 1. z faktu, że Ewangelista zakłada u czytelników znajomość zwyczajów żydowskich, których znaczenia z zasady nie wyjaśnia (np. obmywanie rąk - 15,2; zajmowanie pierwszych miejsc przez faryzeuszy na uczcie - 23,6; płacenie dziesięciny - 23,23; rozróżnianie przykazań małych i dużych - 5,19; noszenie filakterii - 23,5 itp.); 2. z semityzmów, w które obfituje, styl i terminologia tej Ewangelii (paralelizmy, powtórzenia tych samych formuł, inkluzje, częste posługiwanie się liczbami o wymowie symbolicznej - zwłaszcza liczbą 7; terminy: raka - 5,22; mamona - 6,24; wyrażenia: związywać i rozwiązywać - 16,19; 18,18; ciało i krew - 16,17; ciemności zewnętrzne - 8,12 itp. ).
Trudno rozstrzygnąć, czy Ewangelia Mateusza w formie dziś nam znanej zrodziła się z katechetyczno-moralizatorskich, czy raczej liturgicznych lub polemicznych potrzeb pierwotnego Kościoła, natomiast nie ulega wątpliwości, że myśl przewodnia całej Ewangelii sprowadza się do tezy następującej: w Osobie, w życiu, w czynach i w nauce Jezusa urzeczywistniły się wszystkie proroctwa mesjańskie Starego Testamentu. Jezus jest Mesjaszem, a założony przez Niego Kościół - to prawdziwe królestwo mesjańskie. Udowadniając z godną podziwu konsekwencją prawdziwość tej tezy, pokazuje Mateusz zaraz na wstępie, że Jezus jest potomkiem Abrahama i spadkobiercą Dawida. Jeśli pierwsza Ewangelia synoptyczna zyskała sobie miano bardziej teologicznej lub - jak uściślają inni - bardziej eklezjologicznej niż dwie pozostałe, to głównie dlatego, że Mateusz referując fakty z życia Jezusa dołącza do nich zazwyczaj ich teologiczną interpretację, u której podstaw można by się dopatrzyć, takiej oto myśli: Mesjasz realizujący swym życiem proroctwa starotestamentalne, nie znalazłszy posłuchu w narodzie wybranym, daje początek nowej społeczności, zwanej Kościołem lub Izraelem wedle ducha.
Nie przywiązując wagi zasadniczej ani do chronologii, ani do szczegółów geograficzno-topograficznych, po przedstawieniu historii dziecięctwa Jezusa (rozdz. 1-2) i relacjach o przygotowaniu do publicznych wystąpień (rozdz. 3-4) naukę Jezusa zamyka Mateusz w pięciu wielkich mowach (Kazanie na Górze - rozdz. 5-7, mowa misyjna - 10,5-42, przypowieści - 13,1-52, mowa do uczniów 18,1-35 i mowa eschatologiczna - 24,1-25,46), przeplatając je relacjami o czynach Zbawiciela.
WSTĘP OGÓLNY DO EWANGELII
W swym nauczaniu Jezus posługiwał się nie słowem pisanym, lecz mówionym. Tym, którzy Mu towarzyszyli, polecił przekazywać naukę dalej również nie za pomocą pism, lecz poprzez bezpośrednie głoszenie słowa. Przekazowi owemu towarzyszyła, oparta na osobistych doświadczeniach, wiara głosicieli Dobrej Nowiny, szczególnie silna od chwili zmartwychwstania Jezusa. Prócz zdań, które Jezus wypowiadał o zbliżającym się królestwie Bożym i o sobie samym, dając w ten sposób wyraz swej świadomości religijnej, pojawia się cała, dość rozbudowana, nauka o zbawczym dziele Jezusa. Lecz tym, którzy zajmowali się głoszeniem Dobrej Nowiny, wcale nie chodziło o ukazanie pełnego obrazu całego życia, wszystkich czynów i słów Jezusa. Wydaje się, że na pierwotną tradycję ewangeliczną składały się odizolowane - ujęte najczęściej w formę przypowieści - pouczenia Jezusa oraz nie powiązane w większe całości relacje o Jego cudownych czynach.
Gdy jednak z upływem czasu zmniejszała się coraz bardziej liczba naocznych świadków nauczania i działalności Jezusa, a chrześcijaństwo swym zasięgiem poczęło obejmować coraz bardziej rozległe tereny, wyłoniła się potrzeba utrwalenia na piśmie mów Jezusa i relacji o Jego czynach. I tak oto w dziejach przekazywania Dobrej Nowiny nastąpił nowy etap: etap dokumentów pisanych. Znów jednak nie chodziło o spisanie wszystkich słów i o utrwalenie na piśmie wszystkich relacji o czynach Jezusa według ich chronologicznego następstwa, z dokładnym uwzględnieniem topografii poszczególnych wydarzeń. Zarówno ci, którzy przekazywali ustnie Dobrą Nowinę, jak i ci, którzy ją utrwalali na piśmie, dokonywali specyficznej selekcji czynów i słów Jezusa (zob. Konstytucja Soboru Watykańskiego II "O Objawieniu Bożym", 19), zmieniali niekiedy ich ramy chronologiczne i topograficzne, biorąc ciągle pod uwagę potrzeby i możliwości poznawcze pierwszych chrześcijan. Nauczającym towarzyszyła jednak ciągle ta sama troska: aby przekazywać wiernie treść nauki Jezusa i aby nauczani uwierzyli i przylgnęli do prawdy Ewangelii.
Etap trzeci i ostatni w dziejach przekazu Dobrej Nowiny stanowi redagowanie czterech Ewangelii, zwanych dziś kanonicznymi (tzn. włączonych przez Kościół, jako natchnione przez Boga, w kanon, tj. wykaz ksiąg Pisma Świętego), w odróżnieniu od wielu innych tzw. Ewangelii apokryficznych.
Jedna z czterech Ewangelii, ta, którą zredagował św. Jan, różni się dość zasadniczo od trzech pozostałych - Mateusza, Marka, Łukasza, te ostatnie zaś są do siebie pod wielu względami tak bardzo podobne, lecz równocześnie i tak rozbieżne, że ich wzajemny stosunek stanowił od dawna problem. Jak mogło dojść do tylu rozbieżności przy tak licznych podobieństwach? Jak można wytłumaczyć zjawisko podobieństw przy równoczesnych niepodobieństwach? - oto pytania, które streszczają w sobie istotę problemu synoptycznego. Historia studiów nad tym problemem notuje bardzo wiele i różnych odpowiedzi na powyższe pytania. Wszystkie te odpowiedzi dają się ostatecznie sprowadzić do którejś z kilku hipotez - typów.
Typ najstarszy stanowi hipoteza ustnej tradycji. W jej świetle podobieństwa trzech Ewangelii, zwanych synoptycznymi, mają swe źródło we wspólnej tradycji, rozbieżności zaś zostały spowodowane korzystaniem z materiału, którego pewna elastyczność - ze względu na ustny przekaz - jest zupełnie zrozumiała. Hipoteza powyższa, tłumacząc dość dobrze zjawisko rozbieżności pomiędzy Ewangeliami, pozostawia jednak wiele do życzenia, gdy chodzi o podobieństwa sięgające niekiedy samej, i to dość rzadkiej, terminologii.
Próbując zaradzić brakom powyższego rozwiązania, twórcy kolejnej teorii utrzymywali, że jedna spośród trzech Ewangelii - w przekonaniu dość powszechnym Ewangelia Marka - powstała wcześniej i służyła za źródło dla obu pozostałych. Zależnością od tego samego źródła tłumaczy się zjawisko rozbieżności trzech Ewangelii, pewien zaś wkład osobisty każdego ewangelisty oraz odmienny sposób korzystania ze wspólnego źródła uzasadniają zjawisko rozbieżności. Zauważa się jednak, że tych rozbieżności jest zbyt wiele i są zbyt poważne, jeżeli się przyjmie, że u podstaw całego procesu powstawania Ewangelii znajdował się dokument pisany.
W ten sposób doszło do powstania teorii trzeciego typu. Rozwiązania proponowane przez zwolenników tych teorii zakładają istnienie - obok pisanej, chronologicznie najwcześniejszej Ewangelii Marka - także pisanego dokumentu, zawierającego prócz mów Jezusa materiał wspólny dla Ewangelii Mateusza i Łukasza, ale nie mający odpowiedników w Ewangelii Marka. Rozwiązanie to - aczkolwiek nie można go nazwać doskonałym, kwestionuje się bowiem ostatnio coraz częściej pierwszeństwo chronologiczne Ewangelii Marka - jest dziś dość powszechnie przyjmowane jako najlepsze wyjaśnienie problemu synoptycznego.
Należy też pamiętać, że przy redagowaniu Ewangelii rolę dość znaczną odgrywało środowisko wczesnochrześcijańskie. To przecież dla zaspokojenia jego potrzeb polemiczno-apologetycznych, katechetyczno-misyjnych, kultyczno-liturgicznych pisane były poszczególne Ewangelie. Uwzględniając owe potrzeby, ewangeliści przedstawili równocześnie swoje tezy teologiczne, czyli idee przewodnie całego dzieła, nieco odmienne w każdej Ewangelii, choć dotyczące w istocie tego samego dzieła zbawienia.