Bibi Blocksberg 2 Bibi i Lodowa Czarownica (#2) - Kiddinx Media GmbH

Kup ebooka

9.99 zł
7.99 zł (2,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1. Śnieżne pszczoły i kolce kaktusa

Nareszcie spadł śnieg! Od poprzedniego wieczora grube płatki spadały z nieba i teraz ulice, drzewa i domy w Newtown były okryte białym dywanem. Miasteczko wyglądało i brzmiało magicznie. Śnieg cudownie tłumił wszystkie dźwięki... No, może nie wszystkie! Z wnętrza domu rodziny Blocksbergów dochodził niczym niestłumiony łoskot i huk! Cóż to mogło być? Bernhard Blocksberg, który leżał w swoim ciepłym, przytulnym łóżku, nagle się obudził. Oszołomiony spojrzał na zegar z budzikiem. Wpół do szóstej! Wielkie nieba! Kto robił tyle hałasu o tak wczesnej porze? W tej samej chwili rozległ się kolejny głośny TRZASK. Dochodził z dołu!

"Złodzieje!" - pomyślał Bernhard i obrócił się na drugą stronę, żeby obudzić Barbarę. Ale jej strona łóżka była pusta. Co takiego? Czyżby Barbara była już na dole? A może właśnie porywali ją złodzieje?

Z głową pełną straszliwych myśli i sercem bijącym mocno w piersi Bernhard przemknął powoli po schodach. Nagle zobaczył kogoś pośrodku salonu! Była to ciemna postać okryta licznymi warstwami ubrań, z twarzą do połowy ukrytą pod wełnianą czapką i goglami narciarskimi. Postać ta nie była wielkich rozmiarów - ale mimo wszystko mogła być groźna. - Ręce do góry albo zadzwonię na policję! - zagroził intruzowi Bernhard.

- Tato! To ja! - zawołała mała czarownica.

- Och, Bibi! To ty! - powiedział Bernhard z wyraźną ulgą.

- Przepraszam! Stłukłam dwie doniczki - wyznała Bibi. Wyjaśniła ojcu, że najpierw strąciła jedną z doniczek z kwiatami z parapetu, a później drugą, próbując założyć narty na ramię. - Ale naprawię je za chwilę za pomocą czarów! - zaproponowała Bibi, wyciągając ręce w stronę potłuczonych skorup, gotowa wypowiedzieć zaklęcie.

- Nie! Żadnych czarów! A z całą pewnością nie tak wcześnie rano! - powiedział Bernhard zdecydowanie. Zapytał córkę, co właściwie robiła z nartami w salonie.

- Czekam na Schubię! - odparła Bibi.

- O piątej rano? - zapytał Bernhard zaskoczony.

- Mamy lekcję jazdy na nartach z Walli! - wyjaśniła Bibi.

- Walli? A kim jest Walli? - Bernhard był coraz bardziej skołowany.

- To siostra bliźniaczka Pauli! Może je znasz? Obie mają zadarte nosy i mieszkają w Mrocznych Górach, w domu pełnym koronkowych serwetek.

Nie, Bernhard nie znał żadnych czarownic z zadartymi nosami i koronkowymi serwetkami. I szczerze mówiąc, nie miał ochoty ich poznać.

- A gdzie jest twoja matka? - Bernhard zatrzymał potok słów wypływający z ust Bibi.

- Jest w Mrocznym Lesie. Wiesz, że chciała spędzić tę noc z ciotką Manią, żeby pomóc jej posprzątać po festiwalu i zabrać kociołek z powrotem w góry!

- Ach tak! - przypomniał sobie Bernhard. Poprzedniego dnia odbył się czarodziejski Festiwal Zimowego Słońca! Przez kilka ostatnich dni Bibi i Barbara nie rozmawiały o niczym innym.

Mała czarownica zaczęła opowiadać ojcu barwne historie o przyjęciu, które odbyło się w Mrocznym Lesie dzień wcześniej.

- Było wspaniale! Tańczyłyśmy do późnej nocy wokół ogniska, a dookoła wirowały płatki śniegu - relacjonowała Bibi z ożywieniem. Zadzwonił dzwonek do drzwi i Bibi zerwała się, żeby otworzyć.

- Cześć, Schubio! - Mała czarownica przywitała opatuloną od stóp do głów postać stojącą w drzwiach z nartami na ramionach i wyposażoną w silnik miotłą w ręce.

- Siema, Blocksberg! Czas na zjazdy na nartach zygzakiem, salto śnieżnej pszczoły i manewr kolca kaktusa! - przywitała Schubia koleżankę.

- Jestem gotowa! - powiedziała Bibi, zakładając rękawiczki. Następnie z nartami na ramionach wsiadła na Fruzię i rzuciła ojcu krótkie: - Do zobaczenia, tato! - po czym wraz z Schubią odleciały.

- Ależ, Bibi, a co z doniczkami? - zawołał Bernhard w ślad za córką. Ale mała czarownica była już poza zasięgiem jego głosu. - Czy wszystko muszę tu robić sam? - narzekał Bernhard, biorąc do ręki miotłę i szufelkę z kuchni, żeby posprzątać bałagan w salonie. Kiedy skończył zamiatać, podniósł dwie rośliny, które upadły na podłogę. W tym momencie zawył głośno: - Auuuuć! - O tak wczesnej godzinie nie miał na nosie okularów, więc nie zauważył, że tymi roślinami były "senne ogórki" - kaktusy o nieprzyjemnych, ostrych kolcach.

Bernhard ponownie upuścił rośliny na podłogę i pobiegł na górę do łazienki, jęcząc przez cały czas. Zaczął wyciągać kolce z palców, sycząc przy tym z bólu.

Nie traciłby tyle energii na narzekania, gdyby wiedział, że nie była to jedyna nieprzyjemna rzecz, jaka miała go spotkać tego dnia, który dopiero się rozpoczynał - czekały go bowiem dużo większe kłopoty!

2. Żegnaj, narciarskie szaleństwo!

Słońce nie zdążyło jeszcze wstać tego zimowego poranka, więc powietrze w wysokich warstwach chmur było naprawdę mroźne! Ale Bibi i Schubia nic sobie z tego nie robiły. Dwie młode czarownice były szczęśliwe. Żartując radośnie, przeleciały na miotłach ponad szczytami jodeł, minęły ogromne zaśnieżone pola i zamarznięte jeziora. Im dalej leciały, tym mniej śniegu spadało z nieba. A gdy Bibi i Schubia wreszcie dotarły do imponujących Mrocznych Gór, śnieg przestał padać.

- Zobacz! Widzę przed nami Grzbiet Czarownic! - zawołała Bibi. Zamrugała kilka razy i zasłoniła oczy dłonią, ponieważ poranne słońce wybrało sobie dokładnie ten moment, aby pojawić się nad pokrytymi śniegiem szczytami gór. Było to migoczące, lśniące widowisko.

- Wow! Czy tu nie jest pięknie? - spytała Schubia, podziwiając otaczający je krajobraz.

- Zdaje się, że widzę Walli! - zawołała Bibi, pokazując na najwyższy punkt ośnieżonego Szczytu Czarownic, na którym stała czarownica na nartach, czekając zgodnie z umową na dwie koleżanki. Bibi i Schubia wprost nie mogły uwierzyć własnym uszom, gdy Walli zaproponowała, że nauczy je jazdy zygzakiem, salta śnieżnej pszczoły i manewru kolca kaktusa. Dwie ostatnie akrobacje sprawiły, że Walli, znana narciarka, znalazła się na szczycie Narciarskiej Ligii Czarownic wiele lat temu.

Ale tak właśnie się stało poprzedniego wieczora! Gdy tylko o północy w Mrocznym Lesie zaczął padać śnieg i czarownice poczęły się wymieniać drobnymi podarunkami - jak to miały w zwyczaju - Walli obiecała dwóm młodym czarownicom, że urządzi im jednodniowy kurs szalonych narciarskich akrobacji.

- Jeśli chcecie, możemy się spotkać jutro! Świeży śnieg jest idealny na zjazd zygzakiem, potrójne salto śnieżnej pszczoły i manewr kolca kaktusa - powiedziała Walli przyjaciółkom. Bibi i Schubia nie posiadały się ze szczęścia. Oczywiście zgodziły się od razu, mimo że musiały wcześnie wstać po zaledwie kilku godzinach snu i przylecieć w Mroczne Góry w ciemności oraz mrozie. Nie chciały jednak, aby ominęła je taka wyjątkowa okazja.

- Juhu! Jesteśmy na miejscu! - zawołały Bibi i Schubia do czarownicy na nartach, podchodząc do lądowania w głębokim śniegu.

Ale Walli nie odpowiedziała na przywitanie. Nie uniosła nawet brwi! Patrzyła na nie tylko rozgniewanym wzrokiem i powiedziała ostro:

- Spodziewałam się, że będziecie punktualne!

- Ale przecież przyleciałyśmy na czas. Jesteśmy nawet dziesięć minut wcześniej - powiedziała Bibi, patrząc na zegarek.

- To nie ma nic do rzeczy. Poza tym nie mam ochoty stać dłużej na zimnie i nabawić się wszelkich możliwych chorób - narzekała stara czarownica.

Bibi i Schubia spojrzały na siebie pytająco. Co się dzisiaj stało z Walli? Zazwyczaj była w pogodnym nastroju.

Prawdę mówiąc, była znana z tego, że nawet w trudnej sytuacji potrafiła wydobyć z siebie dziarskie "Juhu!". Czyżby wstała lewą nogą? A może z powodu swojego ponurego nastroju zapomniała włączyć światło? To by wyjaśniało, dlaczego Walli była ubrana w tak przedziwny strój.

Nie miała na sobie swojego stylowego stroju narciarskiego z jasnoróżowymi neonowymi paskami, tylko beżowy, podwójnie watowany kombinezon, który sprawiał, że wyglądała tak, jakby była cała obwiązana bandażami wypchanymi pianką. Kiedy Walii zauważyła ich zaskoczone miny, zapytała:

- Dlaczego tak dziwnie na mnie patrzycie? Przynajmniej jest mi ciepło!

- Ruszamy w drogę? - zapytała Schubia. Nie mogła się doczekać, żeby zacząć zjeżdżać ze zbocza.

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.