4
Komisarz Sara Vallén miała ciężki dzień w pracy. Ostatnio była zmuszona rozwiązywać sama wszystkie problemy, ponieważ jej przełożony był na zwolnieniu lekarskim. Była tym wyraźnie zmęczona.
Znalazła się w pokoju, którego drzwi były otwarte. Za nimi stał jej ojciec z siekierą w dłoni. Po podłodze wił się wąż, a ona sama nie mogła się ruszać, była jak sparaliżowana. Nagle ojciec krzyknął coś i rzucił się z siekierą na węża. Gad jednak dalej zbliżał się w jej kierunku, zręcznie unikając opadającego ostrza. Zasyczał, a na końcu jego języka widać było dwa dzwonki, które głośno hałasowały. Roztrzęsiona Sara przycisnęła się do ściany, ale dźwięk trwał i stawał się coraz bardziej dojmujący. Obudziła się nagle, zlana zimnym potem.
- Vallén - powiedziała, odbierając telefon i jednocześnie uspokajając oddech.
- Cześć, tu oficer dyżurny Kjell Stigsson.
- Tak?
Sara usiadła na łóżku i przetarła oczy, aby całkowicie się rozbudzić.
- Znaleźliśmy pobitą, nieprzytomną dziewczynę w Stadsparken w Lund. Z tego, co zrozumiałem, jej obrażenia są poważne. Istnieje ryzyko, że nie przeżyje.
- W Stadsparken? To niedaleko ode mnie. Zadzwonię po techników i za jakąś godzinę będą na miejscu. Ja przyjadę za jakieś dziesięć minut.
- Dobrze, mamy na miejscu psa, który wkrótce zacznie szukać śladów - powiedział Stigsson. - Sprawca uciekł z miejsca zdarzenia, gdy nadszedł jakiś przypadkowy chłopak, który zobaczył ofiarę. Mam nadzieję, że stan dziewczyny ulegnie szybkiej poprawie. Powodzenia!
Sara już zaczęła się ubierać. Zawsze starannie przygotowywała ubranie, gdy miała dyżur. To był jej rytuał. Biustonosz, bluza i spodnie. Sportowe buty leżały na podłodze pod krzesłem. W domu była bałaganiarą. Jej szafa zwykle wyglądała jak po przejściu tajfunu. To były dwie całkowicie różne części jej osobowości, Sara policjantka i Sara prywatnie.
Vallén wsiadła do samochodu, starego, zardzewiałego saaba 900, jednocześnie dzwoniąc do Jörgena Berga i Rity Anker.
- Stadsparken. Będę się streszczać, bo sprawa jest pilna. Jadę na miejsce zdarzenia - powiedziała Sara, rozpoczynając rozmowę z kolegami z wydziału.
Komisarz Vallén musiała od podstaw stworzyć grupę do spraw poważnych przestępstw i nie było w tym nic dziwnego, że wybrała do niej swoich dawnych kolegów z wydziału kryminalnego. Wszyscy czuli się trochę nieswojo w swoich nowych rolach. Tworzyli zespół, który przez wiele lat świetnie współpracował, ale niedawno przydzielono ich do nowych zadań. Nic nie było już takie jak wcześniej. Sara musiała dopiero poznać mechanizmy działania swojej nowej placówki, ale w sytuacji takiej jak ta doskonale wiedziała, co ma robić.
- Jestem najbliżej - powiedziała Rita, która mieszkała na Grönegatan.
- Ja właściwie to już jestem gotowy do wyjścia - stwierdził Jörgen. - Będę w parku za jakieś piętnaście minut.
Sara szybko streściła to, czego zdążyła dowiedzieć się na temat tej sprawy.
- Widzimy się na miejscu, do zobaczenia - zakończyła rozmowę. Potem zadzwoniła jeszcze do Jonny'ego Svenssona i Torstena Venngrena, którzy pracowali w okręgu Malmö. Powtórzyła im dokładnie to samo, a gdy się rozłączyła, zapanowała absolutna cisza.
Nagle ogarnął ją niepokój. Czy dziewczyny były w domu? Nie sprawdziła tego. Po prostu wsiadła do auta, myśląc tylko o wezwaniu. "A gdyby to któraś z nich była ofiarą?" - pomyślała. Ponownie wyjęła telefon i wybrała numer komórki jednej z córek. Odpowiedział jej zaspany młody głos. Sara poczuła się uspokojona, gdy zirytowana nastolatka potwierdziła, że wraz z siostrą bliźniaczką są bezpieczne w domu.
Komisarz dodała gazu.
Zatrzymała gwałtownie samochód przed barierkami i pobiegła w kierunku migających świateł radiowozu, który stał zaparkowany w pobliżu dawnej mleczarni.
Dowódczyni nocnej zmiany podeszła do niej. Była to ładna, młoda dziewczyna o ciemnych włosach związanych w koński ogon. Wyglądała na zupełnie spokojną, pomimo sytuacji, w której się znalazła.
Kobieta wyciągnęła dłoń, żeby się przywitać.
- Malva Gran - przedstawiła się policjantka.
- Sara Vallén, będę prowadzić to śledztwo.
- To może pokażę miejsce zdarzenia - powiedziała Gran. - Mamy również podejrzanego. Został zatrzymany i ma być przesłuchany, po czym prokurator podejmie decyzję, co dalej. Oficer śledczy przeprowadził już pierwsze czynności sprawdzające.
- To dobrze. Czy znamy już dane dziewczyny?
Sara próbowała ukryć swój niepokój, przyjmując służbowy ton. Obawiała się, że ofiarą może być jakaś znajoma jej córek.
- Nie, jeszcze nie. Karetka zabrała ją prosto do szpitala. Strasznie krwawiła... Miała odcięty język.
Komisarz skrzywiła twarz w grymasie obrzydzenia.
- To szaleństwo - stwierdziła. - Musiało to strasznie wyglądać.
- Tak, potworny widok - potwierdziła Malva. - Choć oprawca nie zdołał usunąć całego języka, to jednak zniknęła spora jego część.
- W jakim świecie my żyjemy - podsumowała smutno Vallén. Pomimo wielu lat pracy w policji, gdzie często spotykała się z brutalną przestępczością, nigdy nie potrafiła ukryć przerażenia na widok bezsensownego aktu przemocy.
- Język leżał tuż obok ofiary.
- Więc to jest miejsce zbrodni?
- Na to wygląda, ale nie mamy pewności. Technicy odpowiedzą na to pytanie - stwierdziła Malva.
Sara tylko kiwnęła głową.
- Dziewczyna miała gałązkę bzu w dłoni. Dziwnie to wyglądało, trochę jak jakiś symbol. Chociaż ciężko znaleźć związek pomiędzy odciętym językiem a bzem...
- Jasne, prawdopodobnie jednak to coś oznacza - odpowiedziała komisarz.
Podążyła za Gran w kierunku wzniesienia, które znajdowało się w pewnej odległości od krzaka rododendronu, gdzie wcześniej leżała dziewczyna.
Wszystko było ogrodzone i panowała pełna napięcia cisza. Jedynym dźwiękiem, który ją przerywał, były słyszane od czasu do czasu trzaski policyjnego radia.
- Chłopak, który ją znalazł, też miał gałązkę bzu w dłoniach - poinformowała Malva, uciekając wzrokiem w bok.
Sprawiała wrażenie przerażonej, jednak wzięła głęboki oddech i powiedziała:
- Nazywa się Johannes Vallén.