Białe kwiaty - Cyprian Kamil Norwid

Kup ebooka

3.49 zł
2.86 zł (1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

BIAŁE KWIATY

Napewne tego nie pamiętam, gdzie widziałem płaskorzeźb, wyobrażający wychodzącego z świątyni Zacharjasza, a nie mogącego otaczającym mówić, iż zaniemiał do czasu narodzenia się Jana św. Chrzciciela, syna jego; zdaje mi się, że to we Florencji na tych bronzowych bramach Chrzcielnicy św. Jana, o których Michał Anioł Buonarotti rzekł był, iż oczekującemi raju na ziemi bramami są, które przenieść jeszcze, gdzie raj jest, zaniechano. Za pewne jednak uważam, iż tak trudnej rzeczy, jaką jest rzeźba chrześcijańska, to niewątpliwie najpiękniejszy może przedmiot. Starzec niemy jest - cisza wielka wokoło - wszystkie osoby słuchają i pytają razem i odpowiadają razem... milcząc... Otóż - w jednej nieskończenie ważnej kwestji estetycznej pod obecne czasy u nas i na świecie w kwestji, dlaczego (sumiennie rzecz biorąc) niema nigdzie prawdziwego dramatu, przyszedł mi na pamięć ze względu na sztukę, mówię, ów płaskorzeźb florencki. Kto się nie zgorszy prostotą szczerej prawdy, ten zgadnie łatwo bardzo, dlaczego w literaturze naszej dramatu być nie może... ale dlaczego w żadnej innej dziś go niema. - Na to (doprawdy, że bawi mię), iż ja jeden śmiem odpowiedzieć, te "Kwiaty białe" zapisując, aby Francuz zczasem i inny obcy literat przełożył sobie na język swój wiadomość, skąd ta u nich nieobecność prawdziwego dramatu powstała. U nas bowiem, ta z przyczyny niezmiernie prostej, czyli, iż literatura nasza nie określiła jeszcze ani jednego skończonego typu kobiety, a jakoż bez kobiety dramat być ma? - Nawet sama "Marja" Malczewskiego, to tylko krzyk jeden kobiety, która kochanką nie śmiała być jeszcze, żoną nie miała i nie mogła. Aldona, jest to wieża śpiewająca - Grażyna w hełmie swym zamkniętym nic a nic już nie mówi nawet... Inne zaś innych kobiety są tylko przygrywkami w antraktach opery, poza ich udziałem dziejącej się. Najjaśniej przeto widać przyczynę estetyczną nieobecności pełnego dramatu u nas, lubo najniejaśniej mistyczne i realne, to jest społeczne wyjątkowego zjawiska tego źródło i zupełną naturę jego, tak dalece, iż skrzętnie bardzo skracam to. Ależ - u dzisiejszych pisarzów innego narodu, gdzie zewszechmiar szeroko każdy romansista najmniej sławny na wszelaki możebny i niemożebny sposób przedmiot ten traktuje i uprawia... czemu, mówię, tam, serjo uważając, pełnej dramy niema - tego, ile wiem, nikt dotąd niezbicie nie okazał... Ja też nie dowiodę bynajmniej po akademicku, bo tu wcale nie myślę o tem, tak dalece, iż wynikiem tylko jest prawie bezwłasnowolnym ta o nieobecności dramatu u cudzoziemców i przyczynie jej główna uwaga. Powiem jednak, pokrótce, dlaczego to jest tak z powodu, iż odpowiedź na to krytyczne zapytanie posłuży mi do toku głównej rzeczy, w tych kilku kartkach zawartej. Dramy prawdziwej nie może być, ilekroć się zatraci pojęcie dramatyczne ciszy i pojęcia jej natur - czyli, jaśniej tłumacząc, albo raczej szerzej tłumacząc założenie powyższe: kiedy się zatraci basso w muzyce, a kolor biały na palecie malarza, a pion w rysunku; cóż zupełnego tak niezupełne środki otrzymać są w stanie? Nadanie stanowczego kierunku i stopnia ciszy w dramatyzowaniu jest dla dzieła tej natury tem, czem w obrocie planety niedotkliwa i niewidzialna planety oś. Kto ma uszy ku wysłuchaniu prawdy, ten niech całości jej wysłucha. Ja, że za wstęp jedynie użyłem jej tu do prostego spisu kilku wrażeń, wspomnę tylko dla korzystać chcącego innostronnie. Z wzmianki powyższej czytelnika, iż nie wiem, któryby dziś autor bez potknięcia się w śmieszność potrafił dociągnąć tam aż dramy pochód, gdzie Calderon zamyka swój i wychodzi już sam na scenę, mówiąc: "Dalej, pisarz dramatu, podnieść się nie będąc w stanie... skończył". U Szyllera bezmowne zupełnie chwile dramy może najwyższemi są poetycznemi jego polotami. Zdaje się, że to nie inąd, ale tędy drama w rzeźbę przechodzi - co zazwyczaj w tańcu raczej poszukiwano, akrobatyzując przeto monumentalną rzeźbiarstwa powagę. Jakiż barbarzyński błąd tych systematyzujących tak estetyków!... *** Gdzieżby Niobe podziała swoją twarz, gdyby rzeźbiarstwo przez sam taniec z dramą ożenione było?... Albo - zapytanie rubaszne i beztreściwe nic nie opiewające jako myśl, zapytanie Hamleta patrzącego, gdy aktor łzy wylewa, zapytanie to: "...Co jemu do Hekuby?..." byłożby tak wysokie w prozie jego?... Jakoż, słysząc dopiero natury cichości rozmaitych, przychodzi się potem do usłyszenia dramy i głębokości wyrazów bezmyślnych, bezkolorowych, białych (że tak je nazwę) i to zda się być wątkiem wszelkiego dramatyzowania prawdziwego. Tędy dąc - doszedłbym jeszcze do daleko ważniejszych rzeczy - to jest do mianownikowania filologicznego i że to jedynie tą drogą kres swój znachodzić może, czego zasłużony i genjalny Kamiński nie wiedział jeszcze, acz my przez jego zasługi, położone w rozkładaniu wyrazów, dowiedzieliśmy się... ale byłoby to za wiele o tem pisać. Wspomnę tylko że-ć głąb wszelka jest to i kłąb i gołąb ale dalej... uciszam się już jako Calderon w dramie swej... wiadomo jest wszelako, iż w tej pracy to, co jest filozoficznym jej kamieniem, to właśnie, że ta znajomość kresu, do którego rozkładając wyrazy objaśnia się, a od którego już rozkładając je zaciemnia się zamiast objaśnienia - i ten to kres mianownikiem ja zowię. Patetyczność nie pochodzi od ????? (pathos ( grec.) - cierpienie, choroba). Patetyczność pochodzi od ?????... (pascho ( grec.) - cierpię.)

Tylko zdrowe cierpienia dramatycznemi zdają się być... choroba ma na polu wiedzy patologję raczej, nie patetyczność. Różnice tu, na polu sztuki są takie między powyższemi określnikami jak na polu życia np. między historycznym i histerycznym fenomenem jakim... *** Jeżeli mówię cisze różne, to i wyrazy one białe, bezmyślne, nie odpowiadające nic, a których kilka tu i owdzie słyszałem, albo którym raczej świadkiem byłem, bo od tła, na którem miejsca swe znajdowały, nieodłącznemi są. To - pamiętam, że dawno, dawno - było to jeszcze w roku 1846, kiedy tak odmienne było całe tło myśli w Europie, a "Dziady" pana Adama były mi potężną, jedyną nutą myśli i uczuć, jak każdemu; te czytałem. Było to w dzień najprozaiczniejszej barwy, ni suchy ni dżdżysty, o dobie około południowej i bardzo powszednią barwę mającej, na zagrodzie ubogiej ojców moich, gdzie urodziłem się - na prostej, bezpoetycznej obwodu stanisławowskiego w Mazowszu, równej, jak piaski ziemi. Szedłem wzdłuż alei, która sad owocowy od warzywnej ogrodu części przedzielała - alei, bynajmniej z drzew sędziwych i sadu wcale szczupłego - nie myśliłem o niczem w tak niejakiem miejscu pod każdym względem - - gdy naraz dziewczyna, za aleją w ogrodzie warzywnym onym pieląc, głosem bynajmniej pięknym i niedokończonym tokiem urwanej pieśni zanuciła:

"...A odjechać od niej nudno a przyjechać do niej trudno!..."

Stanąłem jak wryty, myśląc, że głos do naczytania się w dramacie pana Adama piosenki onej zastosowałem w sobie słuchem moim; ale po chwili znowu najwyraźniej też słowa tem głośniej mię doszły:

"A odjechać od niej nudno a przyjechać do niej trudno..."

"Prosta pieśń" - rzekłem - "ale dobrą myśl zawiera..." (widać stąd także, że Mickiewicz z pieśni gminnej ją przybrał).

***

RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.