Bezwstydna - Lilith

Kup ebooka

35.90 zł
26.93 zł (16,89 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Roz­dział 1

Mój oj­ciec czę­sto po­wta­rzał, że je­stem bun­tow­niczką. Pa­mię­tam, że na­zy­wał mnie tak na­wet wtedy, gdy nie bar­dzo ro­zu­mia­łam zna­cze­nia tego słowa. Być może miał na my­śli to, że cią­gle py­ta­łam ro­dzi­ców, dla­czego nie mamy te­le­wi­zora ani kom­pu­tera, dla­czego za­równo moja matka, jak i każda inna ko­bieta w na­szej naj­bliż­szej ro­dzi­nie się nie ma­lują, czy też dla­czego nie mogę grać w ko­szy­kówkę, mimo że by­łam w tym na­prawdę do­bra. Za­wsze do­sta­wa­łam tę samą od­po­wiedź: że nie pa­suje to do wy­zna­wa­nych przez nas war­to­ści.

W li­ceum na­uczy­łam się trzy­mać ję­zyk za zę­bami, choć we mnie bu­zo­wało. Z prze­ra­że­niem pa­trzy­łam, jak moja matka za­cho­dzi w ko­lejne ry­zy­kowne ciąże. Zło­ściło mnie to, że ko­biety na okrą­gło mu­szą ro­dzić, na­ra­żać przy tym wła­sne zdro­wie. Czy na­kazy za­warte w księ­dze sprzed dwóch ty­sięcy lat na­prawdę są dziś ak­tu­alne? Czy Słowo nie zo­stało spi­sane w kon­tek­ście kul­tu­ro­wym ów­cze­snego spo­łe­czeń­stwa? Jaki sens miało ce­le­bro­wa­nie tra­dy­cji, które w ża­den spo­sób nie wy­ni­kały z Bi­blii? Co­raz mniej ro­zu­mia­łam sens za­kazu oglą­da­nia te­le­wi­zji, kiedy wszy­scy mieli do­stęp do tre­ści o dużo bar­dziej wąt­pli­wej ja­ko­ści w in­ter­ne­cie. I czemu nie wolno było pić al­ko­holu na­wet w umiar­ko­wa­nych ilo­ściach, skoro pa­le­nie ty­to­niu było do­zwo­lone?

Póź­niej do­tarło do mnie, że wła­śnie wtedy za­czę­łam od­da­lać się od ide­olo­gii mo­jej wspól­noty re­li­gij­nej. Po­ta­jem­nie słu­cha­łam popu i rocka. Wy­my­ka­łam się do domu mo­jej ate­istycz­nej przy­ja­ciółki, żeby oglą­dać filmy na DVD lub te­le­wi­zję. Za­wsze pa­trzy­łam z po­dzi­wem na ubra­nia Laury, która no­siła ko­lo­rowe krót­kie spód­niczki i od­sła­nia­jące ra­miona bluzki.

Do tego Laura miała fa­ceta, kilka lat star­szego od nas. Na­zy­wał się Tu­omas i nie­kiedy przy­cho­dził do niej w tym sa­mym cza­sie co ja. Nie za­li­czał się do naj­przy­stoj­niej­szych chło­pa­ków w na­szej szkole. Jego ciem­no­blond włosy za­wsze były w nie­ła­dzie. Miał krzywy nos, za długi i za duży do jego szczu­płej twa­rzy, zie­lone oczy, zbyt głę­boko osa­dzone, i wą­skie usta za­wsze wy­krzy­wia­jące się w lekko kpią­cym uśmie­chu. To­wa­rzy­szyła mu za to cha­ry­zma­tyczna aura nie­grzecz­nego chłopca, która in­try­go­wała więk­szość dziew­cząt w szkole, przez co Laura była cią­gle za­zdro­sna, cho­ciaż zu­peł­nie tego nie ro­zu­mia­łam.

Za­ko­chani czę­sto i bez za­że­no­wa­nia ob­ści­ski­wali się i ca­ło­wali przy mnie. Do­sko­nale pa­mię­tam, jak się czu­łam, kiedy po raz pierw­szy pa­trzy­łam na piesz­czącą się parę. Ob­lał mnie wtedy ru­mie­niec wstydu i z za­kło­po­ta­nia ści­snęło mnie w żo­łądku. Ogól­nie po­czu­łam się wtedy dziw­nie nie­swojo. W mo­jej spo­łecz­no­ści nie po­pie­rało się tego typu zbli­żeń na­wet u za­rę­czo­nych par. Tym­cza­sem ja w wieku czter­na­stu lat sie­dzia­łam i przy­glą­da­łam się, jak rów­no­latka od­daje się na­mięt­nym po­ca­łun­kom w ob­ję­ciach swo­jego chło­paka.

Pa­mię­tam, że wtedy Tu­omas za­uwa­żył moje zmie­sza­nie.

- Chyba mu­simy się kon­tro­lo­wać. Świę­toszka się za­wsty­dziła.

Spą­so­wia­łam jesz­cze bar­dziej. Prze­zy­wali mnie tak w szkole pod­sta­wo­wej, a po­nie­waż sio­stra Tu­omasa była w tym sa­mym wieku co ja, on oczy­wi­ście wie­dział o tym. Mia­łam wra­że­nie, że Tu­omas ca­łym sobą nie­na­wi­dzi na­szej wspól­noty re­li­gij­nej, bo za każ­dym ra­zem, gdy się wi­dzie­li­śmy, czu­łam bi­jącą od niego nie­chęć.

Mu­szę jed­nak przy­znać, że aku­rat w ustach Tu­omasa to prze­zwi­sko brzmiało sym­pa­tycz­nie. Laura za­chi­cho­tała i klep­nęła chło­paka w ra­mię.

- Nie bądź dra­niem. To nie wina Ma­rii - po­wie­działa. Naj­czę­ściej po tym, jak go skar­ciła, Tu­omas zo­sta­wiał mnie w spo­koju.

Tyle że te upo­ka­rza­jące, ob­raź­liwe i nie­słuszne ko­men­ta­rze i tak długo po­tem krą­żyły w mo­ich my­ślach.

Święta Ma­ria.

Dzie­wica.

Jak tam twoje strefy ero­genne? Zaj­mu­jesz się nimi w ogóle?

My­ślisz, że ob­cią­ga­nie to grzech?

Gdzie w Bi­blii po­ja­wia się za­kaz spo­ży­wa­nia al­ko­holu?

Czy masz po­żą­dliwe my­śli, kiedy wi­dzisz, jak się ca­łu­jemy?

Nie zno­si­łam jego py­tań. Tym bar­dziej że za­sta­na­wia­łam się nad tym sa­mym.

Oczy­wi­ście Tu­omas nie miał po­ję­cia o moim we­wnętrz­nym roz­dar­ciu, z bie­giem czasu się po­głę­bia­ją­cym. Ko­cha­łam swoją ro­dzinę i przy­ja­ciół ze spo­łecz­no­ści, ale u progu do­ro­sło­ści od­kry­łam, że nie po dro­dze mi z za­ło­że­niami wiary i ide­olo­gią, w któ­rych zo­sta­łam wy­cho­wana. Co­raz czę­ściej się bun­to­wa­łam, zwłasz­cza wo­bec ojca. Zda­rzyło mi się na­wet kilka razy uciec z Laurą do mia­sta. Re­be­lia trwała jed­nak krótko. Nie zna­łam zbyt do­brze przy­ja­ciół Laury ani nie czu­łam się ak­cep­to­wana w ich gru­pie. Dla­tego su­mien­nie no­si­łam się na biało, nie ma­lo­wa­łam się, nie prze­kli­na­łam ani nie pi­łam, cho­dzi­łam na na­bo­żeń­stwa i zgro­ma­dze­nia spo­łecz­no­ści, tak jak wcze­śniej. Nie wie­dzia­łam, jak ina­czej po­stę­po­wać.

Jed­no­cze­śnie ba­daw­czo przy­glą­da­łam się temu, co w na­szym śro­do­wi­sku uwa­żane było za grzeszne. Wsty­dzi­łam się tego, że na­sze zgro­ma­dze­nie po­tę­piało róż­no­rod­ność, na przy­kład mniej­szo­ści sek­su­alne, pod­czas gdy sam Je­zus na­uczał o mi­ło­ści do każ­dego bliź­niego. Nie mo­głam po­jąć, że w tych cza­sach na­dal się lek­ce­waży ko­biety, spro­wa­dza­jąc je, jak twier­dził Tu­omas, do roli ma­szyn re­pro­duk­cyj­nych. Nie­na­wi­dzi­łam we­wnętrz­nej dys­cy­pliny pa­nu­ją­cej w na­szej gru­pie, która rze­komo miała utrzy­my­wać lu­dzi w czy­stej wie­rze. Moim zda­niem jej je­dy­nym ce­lem było unie­moż­li­wie­nie im po­sze­rze­nia świa­to­po­glądu.

Skoń­czy­łam li­ceum z wy­róż­nie­niem i choć de­cy­zję o opusz­cze­niu na­szej spo­łecz­no­ści pod­ję­łam dużo wcze­śniej, jesz­cze nie mo­głam się do tego gło­śno przy­znać. Oczy­wi­ście moi ro­dzice ni­czego nie po­dej­rze­wali. Zwłasz­cza że zło­ży­łam po­da­nie i do­sta­łam się na wy­dział teo­lo­giczny. Nie mia­łam jed­nak za­miaru w ża­den spo­sób wią­zać się z Ko­ścio­łem. Chcia­łam po pro­stu uczyć się o re­li­giach, po­znać ich hi­sto­rie i zro­zu­mieć ich te­raź­niej­szość, a tym sa­mym ludz­kość. Mia­łam na­dzieję, że dzięki temu któ­re­goś dnia zdo­łam do­ko­nać prze­ło­mo­wych zmian jako na­uko­wiec.

Kiedy by­łam z dala od ro­dziny, ży­cie stało się ła­twiej­sze. Przed roz­po­czę­ciem dru­giego roku stu­diów w końcu po­wie­dzia­łem ma­mie i star­szej sio­strze, że zo­sta­wiam spo­łecz­ność. Matka się roz­pła­kała, a sio­stra lekko za­wsty­dziła, bo aku­rat spo­dzie­wała się dru­giego dziecka. Gdy oj­ciec się do­wie­dział o mo­jej de­cy­zji, był tak wście­kły, że nie od­zy­wał się do mnie przez kilka mie­sięcy. I cho­ciaż moje re­la­cje z nim ni­gdy nie wró­ciły do normy, od­czu­wa­łam ogromną ulgę.

Wy­obra­ża­łam so­bie, że ten wielki krok nie­sa­mo­wi­cie zmieni moje ży­cie, ale tak się nie stało. Moje dni wy­peł­niała głów­nie na­uka. Od czasu do czasu wy­cho­dzi­łam ze zna­jo­mymi do pu­bów i na im­prezy i wy­pi­ja­łam naj­wy­żej kilka piw czy kie­lisz­ków wina. Zde­cy­do­wa­nie jed­nak nie mia­łam ochoty na bez­sen­sowne przy­gody na jedną noc, zda­rza­jące się wielu moim ko­le­żan­kom ze stu­diów. Mia­łam za to na­dzieję, że pew­nego dnia spo­tkam męż­czy­znę, który bę­dzie za­in­te­re­so­wany mną, a ja nim do tego stop­nia, że ze­chcemy ra­zem zbu­do­wać zwią­zek.

Tyle że taki męż­czy­zna jesz­cze się nie po­ja­wił na mo­jej dro­dze. Tak więc w wieku dwu­dzie­stu pię­ciu lat i tuż przed ukoń­cze­niem stu­diów by­łam nie­za­mężna, a co waż­niej­sze, na­dal by­łam dzie­wicą. Moje przy­ja­ciółki Lena i Do­ris, obie za­go­rzałe fe­mi­nistki i teo­lożki, od dawna pró­bo­wały zmo­ty­wo­wać mnie do prze­spa­nia się z kimś.

- To nie musi być cza­ru­jący książę! Na im­pre­zie uśmie­chasz się ład­nie do upa­trzo­nej ofiary, wy­pi­jasz kilka kie­lisz­ków wina na od­wagę i żeby zła­go­dzić ból, i puf, ko­niec te­matu. Już po bło­nie dzie­wi­czej - do­pin­go­wała mnie Do­ris, kiedy by­ły­śmy tuż po dwu­dzie­stce.

Ba­wił nas ten nie­zbyt ro­man­tyczny plan, ale w końcu prze­stało mi być do śmie­chu. Nie że­bym nie pró­bo­wała. Ku­pi­łam na­wet pi­gułki i tyle czy­ta­łam o sek­sie, że spo­koj­nie mo­gła­bym na­pi­sać pracę dy­plo­mową na ten te­mat. Na­wet za­czę­łam no­sić bar­dziej ob­ci­słe dżinsy i T-shirty, pod­kre­śla­jące moje krą­głe bio­dra i piersi. Wi­dzia­łam, że męż­czyźni z za­in­te­re­so­wa­niem wo­dzą za mną oczami, jed­nak za każ­dym ra­zem, gdy któ­ryś się do mnie zbli­żał, tchó­rzy­łam. Fa­cet oka­zy­wał się zbyt pi­jany, za ni­ski, za chudy, za gruby, zbyt na­pa­lony, zbyt wy­mu­skany albo zbyt sfla­czały. Do­ris ni­gdy nie po­do­bały się moje wy­mówki.

- Po­trze­bu­jesz je­dy­nie ku­tasa, który cię wy­pełni. I tyle - oznaj­miła oschle.

Oczy­wi­ście to była prawda, ale mia­łam wra­że­nie, że gdzieś w moim mó­zgu za­gnieź­dziło się fa­talne prze­ko­na­nie wpo­jone w prze­szło­ści, nie­po­zwa­la­jące mi bez­tro­sko od­dać dzie­wic­twa pierw­szemu lep­szemu.

Aż pew­nego dnia Lena za­pro­po­no­wała, że­by­śmy ra­zem po­je­chały do Tu­ne­zji. Wcze­śniej była w Egip­cie i na za­chętę opo­wie­działa mi o gwiaź­dzi­stym nie­bie nad pu­sty­nią, za­tło­czo­nych ba­za­rach i kul­tu­rze tar­go­wa­nia się. Roz­wo­dziła się także nad sta­ro­żyt­nymi za­byt­kami, a na ko­niec rzu­ciła:

- Ho­tele są pełne za­gra­nicz­nych tu­ry­stów, któ­rzy chęt­nie czę­stują al­ko­ho­lem. Może pod wpły­wem ma­gii tego miej­sca w końcu się uwol­nisz od...

- Czy tam nie jest tro­chę nie­bez­pieczne dla sa­mot­nych ko­biet? - za­wa­ha­łam się. Nie wy­jeż­dża­łam za gra­nicę da­lej niż do Es­to­nii czy Szwe­cji.

- Nie, je­śli bę­dziemy prze­strze­gać pew­nych za­sad. Na przy­kład bę­dziemy ubie­rać się skrom­nie, co dla cie­bie nie bę­dzie no­wo­ścią - wy­ja­śniła spo­koj­nie Lena, po czym do­dała: - Na wy­cieczki fa­kul­ta­tywne za­wsze jeź­dzimy z grupą. A warto zo­ba­czyć pu­sty­nię, am­fi­te­atr Al-Dżamm, uro­kliwe mia­steczko Sidi Bou Said i oczy­wi­ście Tu­nis.

Skru­pu­lat­nie od­kła­da­łam wszyst­kie pie­nią­dze, które za­ra­bia­łam w wa­ka­cje, choć tak na­prawdę nie mia­łam spre­cy­zo­wa­nego celu. Po­czu­łam przy­pływ uśpio­nej zło­ści. Po co mi ta po­duszka fi­nan­sowa? Wio­dłam wstrze­mięź­liwy tryb ży­cia i prak­tycz­nie na nic nie wy­da­wa­łam. Te­raz nada­rzała się oka­zja, że­bym po raz pierw­szy za­fun­do­wała so­bie odro­binę przy­jem­no­ści. Dla­tego po chwili na­my­słu zgo­dzi­łam się na dwu­ty­go­dniowy wy­jazd do Tu­ne­zji w maju.

Sie­dzia­łam na lot­ni­sku w Hel­sin­kach przy bramce nu­mer dwa­dzie­ścia sześć. W dło­niach ści­ska­łam pasz­port, jakby była to naj­cen­niej­sza rzecz na świe­cie. Trzę­sły mi się ręce, a serce wa­liło jak osza­lałe. Nie mo­głam się uspo­koić. Prze­cież wszystko bę­dzie do­brze. Prze­czy­ta­łam każdy do­stępny prze­wod­nik i kilka ksią­żek o Tu­ne­zji. Upew­ni­łam się, że ho­tel, w któ­rym mia­ły­śmy miesz­kać, ma wy­soki stan­dard i czę­sto jest re­zer­wo­wany dla eks­klu­zyw­nych wy­cie­czek gru­po­wych. Moje zde­ner­wo­wa­nie wy­ni­kało z tego, że w po­dróż mu­sia­łam wy­brać się sama, bo na trzy dni przed wy­lo­tem Lena spa­dła z ko­nia i zła­mała rękę. Jazda konna to jej hobby, ale cho­lerne zwie­rzę, które praw­do­po­dob­nie wy­stra­szyło się psz­czoły, po­krzy­żo­wało nam plany. Mia­łam wy­ku­pione ubez­pie­cze­nie po­kry­wa­jące re­zy­gna­cję z wy­jazdu, ale tak długo się przy­go­to­wy­wa­łam do tych wa­ka­cji, że po na­my­śle zde­cy­do­wa­łam się po­je­chać w po­je­dynkę.

Moi ro­dzice bar­dzo się zde­ner­wo­wali na wieść o mo­ich pla­nach, a ro­dzeń­stwo wręcz bła­gało mnie, abym nie je­chała. Nie da­łam się jed­nak ich na­mo­wom i oto je­stem na progu przy­gody. Na drogę wy­pra­so­wa­łam cien­kie i zwiewne ja­sno­nie­bie­skie lniane spodnie, do któ­rych za­ło­ży­łam ko­szulkę w tym sa­mym ko­lo­rze z dość głę­bo­kim de­kol­tem. Do pod­ręcz­nej torby wsa­dzi­łam cienką nie­bie­sko­zie­loną apaszkę, żeby w ra­zie ko­niecz­no­ści za­kryć ru­do­blond włosy lub prze­wią­zać ją na szyi, choć Lena twier­dziła, że nie bę­dzie ta­kiej po­trzeby. Spoj­rza­łam na ze­ga­rek i wes­tchnę­łam. Zo­stało dwa­dzie­ścia mi­nut do wej­ścia na po­kład. Od dwóch go­dzin sie­dzia­łam w hali od­lo­tów, ale lot­ni­skowe sklepy mnie nie in­te­re­so­wały, bo prze­cież dość już wy­da­łam na po­dróż i nowe ubra­nia. Na­gle za­uwa­ży­łam ja­kiś ruch przed sobą. Au­to­ma­tycz­nie pod­nio­słam wzrok. W rzę­dzie ła­wek na wprost mnie stał wy­soki męż­czy­zna. Nie wi­dzia­łam do­brze jego twa­rzy, bo po­chy­lał głowę, szpe­ra­jąc w kie­sze­niach. Zwró­ci­łam uwagę na jego lekko opa­loną skórę, mimo że był do­piero maj. Wy­glą­dał jak czło­wiek, który spę­dzał dużo czasu na świe­żym po­wie­trzu. Męż­czy­zna miał ciem­no­blond włosy ścięte tak krótko, jak ro­bią to w woj­sku, i smu­kłą syl­we­tkę, ale nie był chu­der­la­kiem. Z nie­ty­po­wym dla sie­bie za­in­te­re­so­wa­niem przy­glą­da­łam się jego umię­śnio­nym ra­mio­nom. Pod ich mu­śniętą słoń­cem skórą wy­raź­nie ry­so­wały się żyły. Z za­in­te­re­so­wa­niem pa­trzy­łam też na jego sze­ro­kie barki pod ob­ci­słym T-shir­tem. Za­schło mi w ustach tak, że mu­sia­łam prze­łknąć ślinę. Męż­czy­zna nie miał ty­po­wej bu­dowy kul­tu­ry­sty, ale z pew­no­ścią był w na­prawdę do­brej for­mie. W dole brzu­cha po­czu­łam dziwne mro­wie­nie. Ści­snę­łam uda, czu­jąc na­ra­sta­jące i nie­znane mi do­tąd cie­pło mię­dzy no­gami. Za­ru­mie­ni­łam się ze wstydu. Snu­cie go­rą­cych fan­ta­zji i do­zna­wa­nie pod­niety we wła­snym łóżku to jedno, ale tak zwie­rzęca re­ak­cja na rze­czy­wi­stą osobę to zu­peł­nie inna sprawa. Było to dla mnie cał­ko­wi­cie nowe do­świad­cze­nie. Po­my­śla­łam wtedy, że prze­cież nie ma w tym nic złego i że po­win­nam się ucie­szyć, że za­znaję tych wra­żeń. W końcu je­stem zdrową i młodą ko­bietą. Moje re­ak­cje są zu­peł­nie na­tu­ralne. Mogę na­wet uczy­nić tego męż­czy­znę obiek­tem swo­ich fan­ta­zji, kiedy będę się na­stęp­nym ra­zem ma­stur­bo­wała. Na tę myśl za­ru­mie­ni­łam się jesz­cze bar­dziej, co prze­kształ­ciło się w nie­po­ko­jący dys­kom­fort. Chcia­łam od­wró­cić wzrok, ale kiedy nie­zna­jomy w końcu usiadł na­prze­ciwko mnie, nie mo­głam się po­wstrzy­mać i naj­dy­skret­niej, jak po­tra­fi­łam, spoj­rza­łam na jego twarz. Kiedy to zro­bi­łam, prze­szył mnie dreszcz i serce za­biło moc­niej. Roz­po­zna­łam ten duży, cha­rak­te­ry­stycz­nie wy­datny nos, usta o cien­kich war­gach, przez które spra­wiał wra­że­nie okrut­nika. Tu­omas Va­ara. Choć przez te lata ja­koś szcze­gól­nie nie wy­przy­stoj­niał, to li­nia jego szczęki bar­dziej się za­ry­so­wała, a ko­ści po­licz­kowe uwy­dat­niły. Kiedy usiadł i wy­pro­sto­wał się, za­uwa­ży­łam kilka par ko­bie­cych oczu spo­glą­da­ją­cych z za­cie­ka­wie­niem w jego kie­runku. Nie wiem, czy coś szcze­gól­nego zwró­ciło jego uwagę, że pod­niósł wzrok, bo na­gle zo­rien­to­wa­łam się, że pa­trzy na mnie swo­imi zie­lo­nymi oczami, które ostatni raz wi­dzia­łam w pierw­szej kla­sie li­ceum. Zdra­dza­jąc za­sko­cze­nie, Tu­omas uniósł lekko brwi, a na­stęp­nie uśmiech­nął się nieco po­wścią­gli­wie. Czu­łam, że wo­dzi spoj­rze­niem po moim i tak już mocno roz­pa­lo­nym ciele. Od­ru­chowo się spię­łam, szy­ku­jąc na nie­przy­jemny ko­men­tarz.

- Świę­toszka - po­wie­dział Tu­omas ła­god­nie.

- Wo­la­ła­bym jed­nak Ma­ria Niemi - wy­pa­li­łam ostrzej, niż za­mie­rza­łam.

Męż­czy­zna w od­po­wie­dzi uśmiech­nął się sze­roko.

- Wi­dzę, że wy­ro­sły ci pa­zurki - stwier­dził. - Naj­wyż­sza pora. Ale nie po­ma­lo­wa­łaś ich. Pew­nie w oba­wie przed po­peł­nie­niem grze­chu - do­dał, pa­trząc na moje dło­nie.

- Z tego, co wiem, w Fin­lan­dii pa­nuje wol­ność wy­zna­nia - od­pa­ro­wa­łam, a w gło­wie rzu­ca­łam wszyst­kie naj­gor­sze obe­lgi pod ad­re­sem Tu­omasa. - Uwa­żasz, że obo­wią­zek ko­biety to na­kła­da­nie ma­ki­jażu i ma­lo­wa­nie pa­znokci? Sły­sza­łeś kie­dyś o rów­no­upraw­nie­niu? - do­da­łam.

Tu­omas wstrzy­mał po­wie­trze, ale czu­łam, że chciał ja­koś za­re­ago­wać na moje słowa. Roz­my­ślił się jed­nak i nic nie po­wie­dział. Być może dla­tego, że kilka cie­kaw­skich po­dróż­nych od­wró­ciło głowy w na­szą stronę i pod­słu­chi­wało tę kum­pel­ską, choć zde­cy­do­wa­nie nie­przy­ja­zną wy­mianę zdań. Spu­ści­łam wzrok, by już dłu­żej nie pa­trzeć na daw­nego ko­legę, a do tego czu­łam, że na­dal się ru­mie­nię. Mia­łam na­dzieję, że Tu­omas spę­dza wa­ka­cje na dru­gim końcu Tu­ne­zji. Mi­nuty do wej­ścia na po­kład sa­mo­lotu zda­wały się cią­gnąć w nie­skoń­czo­ność, a mnie nie opusz­czało uczu­cie dys­kom­fortu, bo wy­da­wało mi się, że Tu­omas na­dal lu­struje mnie od stóp do głów. Nie mia­łam ochoty na nowo na­wią­zy­wać z nim kon­taktu wzro­ko­wego. W tej chwili by­łam bar­dziej niż na co dzień świa­doma swo­ich stu sie­dem­dzie­się­ciu cen­ty­me­trów wzro­stu, lnia­nej ko­szulki de­li­kat­nie pod­kre­śla­ją­cej moje kształty i sub­tel­nego ma­ki­jażu. Po­ża­ło­wa­łam, że spię­łam włosy w ku­cyk, bo w ten spo­sób ni­czym nie mo­głam za­kryć ru­mieńca, który oprócz twa­rzy zdo­bił moją szyję i de­kolt. Kiedy w końcu za­po­wie­dziano otwar­cie bramki, ze­rwa­łam się z krze­sła i pra­wie po­bie­głam do kon­tu­aru, jakby się gdzieś pa­liło. Dzięki temu by­łam jedną z pierw­szych osób wcho­dzą­cych na po­kład sa­mo­lotu. Gdy usia­dłam na swoim miej­scu, ode­tchnę­łam z ulgą. Kiedy wszy­scy pa­sa­że­ro­wie po­zaj­mo­wali swoje sie­dze­nia, zwró­ci­łam uwagę, że po­łowa z nich po­zo­stała wolna. Stwier­dzi­łam, że przy­czyną ma­łej fre­kwen­cji są pew­nie upały pa­nu­jące te­raz w Tu­ne­zji i nie­po­koje spo­łeczne zwią­zane z Arab­ską Wio­sną.

Tu­omas mi­nął mnie i przy­sta­nął kilka rzę­dów da­lej, gdzie sie­działa już para w śred­nim wieku. Mój dawny ko­lega z li­ceum przez chwilę stał za­pa­trzony na swoje miej­sce, po czym od­wró­cił głowę w moją stronę. Za­mar­łam, sły­sząc, jak mówi do tam­tej dwójki:

- Wy­gląda na to, że tam da­lej też jest miej­sce. - Po­tem pod­szedł do mnie i bar­dziej oznaj­mił, niż spy­tał: - Przy­siądę się, okej?

- Po co? Chcesz po­dy­sku­to­wać o Bi­blii czy mi po­do­ku­czać? Nie, dzię­kuję - wy­strze­li­łam ostro z nie­spo­ty­kaną u mnie zło­ścią.

- Chciał­bym usły­szeć twoje po­glądy na te­mat rów­no­ści - od­po­wie­dział Tu­omas z nie­wzru­szoną miną i po pro­stu za­jął wolne miej­sce.

Zmru­ży­łam oczy, wy­ra­ża­jąc tym nie­uf­ność. Po­nie­waż ni­gdy nie prze­szka­dzało mi to, że lu­dzie sia­dają na fo­te­lach, które zo­stały przy­pi­sane ko­muś in­nemu, kiw­nę­łam tylko głową, da­jąc tym Tu­oma­sowi ci­che przy­zwo­le­nie na za­ję­cie fo­tela w moim rzę­dzie. Oczy­wi­ście na­tych­miast tego po­ża­ło­wa­łam. Mimo że mię­dzy nami było pu­ste miej­sce, mia­łam wra­że­nie, że ko­lega znaj­duje się zbyt bli­sko. Szcze­gól­nie kiedy po­ło­żył dłoń na środ­ko­wym sie­dze­niu. Wpa­try­wa­łam się w jego silne palce z krótko ob­cię­tymi pa­znok­ciami, a kiedy męż­czy­zna za­czął wo­dzić opusz­kami po mięk­kim ma­te­riale, nie mo­głam ode­rwać wzroku od jego ręki, jak­bym była za­hip­no­ty­zo­wana. Zła­pa­łam się na tym, że za­sta­na­wiam się, co bym po­czuła, gdyby do­tknął mo­jego ciała. Po­now­nie ogar­nęła mnie fala cie­pła, po­do­bna do tej, którą po­czu­łam w hali od­lo­tów, tylko ta te­raz była sil­niej­sza. Przy­gry­złam wargę tak mocno, że aż za­bo­lało. Ukrad­kiem spoj­rza­łam na mo­jego to­wa­rzy­sza. Z ulgą za­uwa­ży­łam, że sie­dzi ze spoj­rze­niem utkwio­nym w opar­cie fo­tela znaj­du­ją­cego się przed nim, jakby był cał­ko­wi­cie po­grą­żony we wła­snych my­ślach. Pró­bo­wa­łam okieł­znać żą­dze i uspo­koić roz­pa­lone ciało, sku­pia­jąc się na nie­przy­jem­nych rze­czach, jak na przy­kład wszę­dzie si­ka­ją­cym ko­cie Leny czy bólu po opa­rze­niu się pry­ska­ją­cym go­rą­cym ole­jem. Wtedy przy­szło mi do głowy ide­alne roz­wią­za­nie: je­dyne, co mu­sia­łam zro­bić, to skło­nić Tu­omasa do roz­mowy, a mój pro­blem znik­nie.

- Co po­ra­biasz w ży­ciu? - za­py­ta­łam, si­ląc się na uprzej­mość.

Tu­omas wy­rwał się z za­my­śle­nia i uśmiech­nął uprzej­mie. To był dziwny wi­dok.

- Kilka lat temu ukoń­czy­łem tu­ry­stykę na Uni­wer­sy­te­cie La­poń­skim. Pro­wa­dzę wła­sną dzia­łal­ność i mam kilku współ­pra­cow­ni­ków. Ob­słu­gu­jemy głów­nie firmy. Opra­co­wu­jemy pro­gramy dla tu­ry­stów, wy­ty­czamy nowe szlaki i inne ta­kie. Je­stem też prze­wod­ni­kiem.

Spoj­rza­łam w jego stronę i się ro­ze­śmia­łam. Za to on nie wy­glą­dał na roz­ra­do­wa­nego. Naj­pierw prze­niósł wzrok na moje usta, a po­tem z po­wagą i prze­ni­kli­wo­ścią po­pa­trzył mi pro­sto w oczy. Nie pa­mię­ta­łam, żeby jego tę­czówki były miej­scami tak głę­boko zie­lone, że z bli­ska wy­da­wały się pra­wie czarne.

- Co cię tak roz­ba­wiło? - za­py­tał z za­cie­ka­wie­niem, lekko prze­chy­la­jąc głowę.

- Trudno mi wy­obra­zić so­bie, że pra­cu­jesz z ludźmi. Po­tra­fisz trzy­mać ję­zyk za zę­bami przy klien­tach wy­zna­nia is­lam­skiego lub ży­dow­skiego? Albo przy świad­kach Je­howy? Chyba że nie­na­wi­dzisz tylko lu­dzi z mo­jej wspól­noty.

W oczach Tu­omasa bły­snęła iry­ta­cja.

- Mama po­wie­działa mi, że stu­diu­jesz teo­lo­gię. Kiedy za­ło­żysz su­tannę? Czy ko­biety w ogóle mogą ją no­sić?

- To, że stu­diuję teo­lo­gię, nie ozna­cza, że chcę zo­stać pa­storką - po­wie­dzia­łam chłodno.

- O, to na­biera te­raz sensu. Prze­cież twoje war­to­ści zde­cy­do­wa­nie od­bie­gają od za­ło­żeń two­jej re­li­gii - stwier­dził.

By­łam tak zszo­ko­wana jego spo­strze­że­niem, że na­wet nie zwró­ci­łam uwagi na to, kiedy sa­mo­lot wy­star­to­wał. Od­pię­łam pasy i wsta­łam, za­mie­rza­jąc od­da­lić się od Tu­omasa, bo w in­nym wy­padku da­ła­bym mu w twarz. Mu­sia­łam jed­nak usiąść z po­wro­tem, kiedy ste­war­desa zwró­ciła mi uwagę, że na­dal na­leży mieć za­pięte pasy. Czu­łam, że Tu­omas przy­gląda mi się z za­cie­ka­wie­niem, ale nie po­wie­dział ani słowa wię­cej. Wy­cią­gnę­łam więc prze­wod­nik z torby. Zu­peł­nie nie mo­głam się sku­pić na tym, co czy­ta­łam już wie­lo­krot­nie, dla­tego się­gnę­łam po lekką po­wieść oby­cza­jową. Nie­długo póź­niej po­ja­wiła się ob­sługa z wóz­kami peł­nymi prze­ką­sek. Po­sta­no­wi­łam za­mó­wić małą bu­telkę bia­łego wina. Ką­tem oka wi­dzia­łam, że Tu­omas z za­in­te­re­so­wa­niem ob­ser­wo­wał moje za­kupy. Do­my­śla­łam się, że długo nie wy­trzyma bez ko­men­ta­rza. Nie po­my­li­łam się, bo na­wet nie zdą­ży­łam wziąć bu­telki do ręki, kiedy mój to­wa­rzysz rzu­cił:

- Wino? I Bóg nie grzmi? - W oczach Tu­omasa igrały dia­bel­skie cho­chliki.

Za­ci­snę­łam zęby, czu­jąc, że znowu ob­le­wam się cho­ler­nym ru­mień­cem.

- Od... - Za­mie­rza­łam rzu­cić na­prawdę wul­gar­nym prze­kleń­stwem, ale osta­tecz­nie zła­go­dzi­łam swój wy­buch: - ...wal się.

Wy­glą­dało na to, że moje roz­draż­nie­nie w ża­den spo­sób nie znie­chę­cało Tu­omasa, bo za­czął in­ten­syw­nie wpa­try­wać się w moją twarz, aż w końcu za­py­tał, czy je­stem uma­lo­wana. Zi­gno­ro­wa­łam go i prze­la­łam wino z bu­telki do pla­sti­ko­wego kubka. O ile wcze­śniej chcia­łam, żeby się roz­ga­dał, to te­raz mia­łam ci­chą na­dzieję, że za­milk­nie.

- Se­rio. To bar­dzo cie­kawe - nie da­wał Tu­omas za wy­graną. Na­le­wa­jąc so­bie czer­wone wino, do­dał szep­tem: - Ma­ki­jaż, książka oby­cza­jowa, wino. Czyżby na­sza Święta Ma­ria stała się ko­bietą upa­dłą? - Męż­czy­zna wy­po­wie­dział ostat­nie słowa ak­sa­mit­nym i ni­skim gło­sem, przez co po­czu­łam, że moje ciało mięk­nie i się roz­luź­nia. Mimo że jego ko­men­tarz był jawną kpiną i miał mi do­ku­czyć, to, jak go wy­po­wie­dział, spra­wiło, że owład­nęło mną silne po­żą­da­nie i o mały włos nie zgnio­tłam kubka z wi­nem, który trzy­ma­łam w ręce. Co się ze mną działo? By­łam bli­ska pa­niki. Prze­cież ni­gdy jesz­cze nie czu­łam tak moc­nej żą­dzy. Czyżby ujaw­niały się skry­wane w pod­świa­do­mo­ści pra­gnie­nia? Oba­wia­łam się, że Tu­omas za­uważy moją sen­su­alną udrękę. Mu­sia­łam wy­my­ślić coś, żeby od­wró­cić uwagę od tych do­znań. Wy­bra­łam naj­bar­dziej oczy­wi­stą drogę obrony - atak.

- Wła­ści­wie, to co cię we mnie tak de­ner­wuje? Nie wi­dzie­li­śmy się od ja­kichś ośmiu lat, a wcze­śniej na­sze kon­takty ogra­ni­czały się głów­nie do przy­pad­ko­wych spo­tkań na szkol­nym ko­ry­ta­rzu czy nie­zręcz­nych po­sia­dó­wek u Laury. Tym­cza­sem ty cią­gle do­pie­kasz mi tą swoją nie­wy­pa­rzoną gębą.

Je­stem pra­wie pewna, że po raz pierw­szy po­wie­dzia­łam coś ta­kiego ko­muś pro­sto w twarz. Trzę­sącą się ręką unio­słam ku­bek z wi­nem do ust. Mu­sia­łam się na­pić.

- Tra­fił swój na swego. Za­bawmy się - od­po­wie­dział na to Tu­omas tym sa­mym ak­sa­mit­nym to­nem co wcze­śniej. Tym ra­zem do­sta­łam gę­siej skórki.

- Słu­cham? - za­py­ta­łam zdu­miona.

- Za­grajmy w prawda czy wy­zwa­nie. Chcę się do­wie­dzieć o to­bie wszyst­kiego. Czas zleci nam szyb­ciej.

- Nie ba­wię się z tobą w żadne dzie­cinne gierki - prych­nę­łam, marsz­cząc ze zło­ścią nos. Nie mia­łam za­miaru opo­wia­dać Tu­oma­sowi o tych kilku ra­zach, kiedy gra­łam w tę grę na róż­nych im­pre­zach i za­li­czy­łam kilka dość na­mięt­nych po­ca­łun­ków.

- No nie daj się pro­sić. Obie­cuję, że będę miły. Tylko dzie­sięć rund.

Ule­głam mu. Zro­bi­łam ko­lejny duży łyk wina. Ni­gdy bym nie na­zwała Tu­omasa Va­ary mi­łym. W ogóle to do niego nie pa­so­wało. Przez chwilę sie­dzie­li­śmy w mil­cze­niu, ale kiedy w końcu wino za­częło dzia­łać i w gło­wie po­czu­łam przy­jemną lek­kość, ode­zwa­łam się pod no­sem:

- Wy­bie­ram wy­zwa­nie. Za każ­dym ra­zem.

- Do­brze, mo­żemy się tak umó­wić. Pa­mię­taj, że też bę­dziesz mu­siała je wy­peł­niać.

Ro­zej­rza­łam się po sa­mo­lo­cie i przez chwilę za­sta­na­wia­łam się nad tym, ja­kie Tu­omas mógłby rzu­cić mi wy­zwa­nia. Być może każe mi coś za­śpie­wać na środku przej­ścia albo ku­pić mnó­stwo mał­pek, albo bę­dzie chciał, że­bym bez po­trzeby kilka razy z rzędu we­zwała ste­war­desę. Prawda jed­nak wcale nie wy­daje się złą opcją, wes­tchnę­łam w du­chu i po­sta­no­wi­łam się jesz­cze nad tym za­sta­no­wić.

- Ja­sne. Co wy­bie­rasz? - za­py­ta­łam Tu­omasa.

- Prawdę - po­wie­dział pew­nym to­nem.

- Dla­czego le­cisz sam na wa­ka­cje? - wy­rwało mi się, za­nim zdą­ży­łam po­my­śleć.

- To ci cały czas cho­dziło po tej ślicz­nej ru­dej główce? - mruk­nął w od­po­wie­dzi, a ja mi­mo­wol­nie za­drża­łam. - Ze­rwa­łem z na­rze­czoną. Opła­ci­li­śmy tę wy­cieczkę kilka mie­sięcy temu. Pro­po­no­wa­łem Lili, żeby mimo wszystko po­le­ciała ze mną, ale od­mó­wiła. Nie chcia­łem re­zy­gno­wać z tego po­bytu.

- Przy­kro mi - od­po­wie­dzia­łam ci­cho, wbi­ja­jąc wzrok w ku­bek z resztką wina.

- Daj spo­kój - rzu­cił krótko i sta­now­czo.

- Jak długo... - za­czę­łam drą­żyć, ale Tu­omas mi prze­rwał:

- Moja ko­lej. Prawda czy wy­zwa­nie?

Za­wa­ha­łam się nad wy­bo­rem, ale do­szłam do wnio­sku, że tak na­prawdę nie mam żad­nych wiel­kich ta­jem­nic do ukry­cia. Oprócz tej jed­nej, ale wąt­pię, żeby Tu­omas od­wa­żył się mnie o to spy­tać.

- Prawda.

- Czy opu­ści­łaś swoją wspól­notę?

Spoj­rza­łam mu w oczy i uśmiech­nę­łam się nie­wy­raź­nie.

- Zmar­no­wa­łeś py­ta­nie. Prze­cież z pew­no­ścią już wpa­dłeś na to, że tak.

- Dla­czego? - Tym ra­zem on chciał po­cią­gnąć te­mat, ale prze­rwa­łam mu tak jak on wcze­śniej, żeby kon­ty­nu­ować za­bawę.

Do­wie­dzia­łam się, że Tu­omas nie zno­sił cia­snych prze­strzeni, no­sił czter­dzie­sty szó­sty roz­miar buta, jego hobby to wspi­na­czka i pie­sze wę­drówki oraz że po Lau­rze miał trzy dłu­go­ter­mi­nowe dziew­czyny. Kiedy w któ­rejś z rund wy­brał wy­zwa­nie za­miast prawdy, po­pro­si­łam go o prze­czy­ta­nie na głos dość od­waż­nej sceny z mo­jej książki. Ro­ze­śmia­łam się gło­śno, wi­dząc jego po­ważną minę i sły­sząc gro­bowy ton głosu, który bar­dziej pa­so­wałby do wy­gła­sza­ją­cego wy­kład pro­fe­sora. Do­mó­wi­łam so­bie ko­lejną bu­te­leczkę wina i czu­łam się co­raz bar­dziej wy­lu­zo­wana. W trak­cie gry wy­zna­łam Tu­oma­sowi, dla­czego opu­ści­łam wspól­notę re­li­gijną, opo­wie­dzia­łam o swo­ich aspi­ra­cjach za­wo­do­wych i zdra­dzi­łam, że lu­bię ma­lo­wać, cho­ciaż nie szło mi naj­le­piej. Z po­czątku py­ta­nia, które so­bie za­da­wa­li­śmy, były ade­kwatne do stop­nia na­szej za­ży­ło­ści, ale z upły­wem czasu i wina zro­bi­łam coś dość od­waż­nego. W ko­lej­nej run­dzie, w któ­rej Tu­omas wy­brał wy­zwa­nie, po chwili na­my­słu, po­zba­wiona swo­ich co­dzien­nych za­ha­mo­wani, oznaj­mi­łam, że musi zdjąć ko­szulkę. Męż­czy­zna miał jed­nak tak za­sko­czoną minę, że po­sta­no­wi­łam wy­co­fać się ze swo­jego żą­da­nia.

- Chyba tro­chę prze­sa­dzi­łam - po­wie­dzia­łam z za­kło­po­ta­niem, choć świ­dro­wa­łam go wzro­kiem.

- Pod­no­sisz stawkę. Spraw­dzasz, jak bar­dzo je­stem od­ważny?

Nie mia­łam za­miaru te­sto­wać jego gra­nic. Po pro­stu chcia­łam zo­ba­czyć go bez ko­szulki. Serce za­biło mi szyb­ciej, a dło­nie za­częły się po­cić, kiedy Tu­omas uśmiech­nął się sze­roko i zła­pał za brzeg T-shirtu, a po­tem jed­nym płyn­nym ru­chem prze­cią­gnął go przez głowę.

Mia­łam wra­że­nie, że każdy frag­ment mo­jego ciała prze­peł­nia wi­bru­jąca przy­jem­ność i za­wład­nęła mną jedna myśl: na­tych­miast do­tknij tej klatki pier­sio­wej i tych ra­mion. Na szczę­ście nie by­łam na tyle pi­jana, żeby pod­dać się tej pier­wot­nej żą­dzy. Za to mu­sia­łam nie­świa­do­mie wo­dzić ję­zy­kiem po war­gach, bo Tu­omas wpa­try­wał się w nie jak wół w ma­lo­wane wrota. Dla­tego gdy tylko go na tym przy­ła­pa­łam, przy­mknę­łam usta. Za­cho­wu­jąc po­ke­rową twarz, wo­dzi­łam spoj­rze­niem po wy­raź­nie za­ry­so­wa­nej klatce pier­sio­wej i umię­śnio­nym brzu­chu męż­czy­zny, przy­glą­da­łam się też jego ra­mio­nom i bi­cep­som. Nie­ustan­nie jed­nak po­wra­ca­łam spoj­rze­niem w dół do roz­po­rka jego spodni.

- Wy­star­czy? - za­py­tał po­god­nie, a jego głos brzmiał chro­po­wato, przez co o mały włos nie omdla­łam.

Oczy­wi­ście po­now­nie ob­lał mnie wście­kle czer­wony ru­mie­niec. Do­sko­nale zda­wa­łam so­bie sprawę z tego, że moja twarz cał­ko­wi­cie zdra­dzała my­śli, któ­rym sama pró­bo­wa­łam za­prze­czyć, ale to było sil­niej­sze ode mnie. Cią­gle wy­obra­ża­łam so­bie, jak roz­pi­nam Tu­oma­sowi klamrę pa­ska od spodni.

- Wiesz, jest mi zimno. Kli­ma­ty­za­cja działa tu dość mocno - po­wie­dział męż­czy­zna pra­wie szep­tem. Do­piero wtedy się ock­nę­łam i do­tarło do mnie, że na­dal ga­pię się na jego nagi tors. Tyle że te­raz całą uwagę sku­pi­łam na jego ster­czą­cych od chłodu sut­kach.

- Tak, ja­sne. Za­da­nie wy­ko­nane - przy­zna­łam, prze­no­sząc spoj­rze­nie na swoje ko­lana. Nie mia­łam od­wagi spoj­rzeć w oczy Tu­oma­sowi, który w końcu na­cią­gnął na sie­bie T-shirt. Do­piero wtedy unio­słam wzrok i wciąż czu­jąc po­bu­dze­nie, ostroż­nie po­pa­trzy­łam na niego.

- Twoja ko­lej. Prawda czy wy­zwa­nie? - za­py­tał, a w jego oczach cza­iło się coś mrocz­nego. Z emo­cji mia­łam lekko przy­spie­szony od­dech. Nie mo­głam dać Tu­oma­sowi sa­tys­fak­cji, prze­ry­wa­jąc grę w tym mo­men­cie. Je­śli do­brze li­czy­łam, to mie­li­śmy przed sobą ostat­nią rundę. Z miny mo­jego prze­ciw­nika wy­wnio­sko­wa­łam, że jest go­tów wy­cią­gnąć ze mnie naj­bar­dziej in­tymną prawdę.

- Wy­zwa­nie - od­po­wie­dzia­łam przez za­ci­śnięte gar­dło, ma­jąc na­dzieję, że to do­bry wy­bór. Tu­omas przez chwilę przy­glą­dał mi się ba­daw­czo.

- Do­ty­kaj się zmy­słowo, jak­byś była z ko­chan­kiem.

Nie do­wie­rza­łam wła­snym uszom. Mam się za­cząć sama pie­ścić?

- Prze­cież tu są inni lu­dzie... - za­pro­te­sto­wa­łam prze­stra­szo­nym gło­sem.

- Ro­ze­bra­łem się, bo mi ka­za­łaś. To fair wy­zwa­nie. No i nie masz się czego wsty­dzić -prze­rwał mi bez­li­to­śnie Tu­omas.

Nie­chęt­nie przy­zna­łam, że Tu­omas miał ra­cję. Sama się o to pro­si­łam.

- O Święta Pa­nienko - mruk­nę­łam pod no­sem, a Tu­omas uśmiech­nął się wy­zy­wa­jąco.

- Rób to tak, że­bym wi­dział - do­dał, kiedy za­mknę­łam oczy i za­czę­łam szu­kać dla sie­bie wy­god­nej po­zy­cji na fo­telu.

W końcu usa­do­wi­łam się tak, że przód ciała mia­łam skie­ro­wany w stronę Tu­omasa. Od­czu­wa­łam złość, ale bar­dziej na sie­bie niż na niego. Kiedy otwo­rzy­łam oczy, zo­ba­czy­łam, że na jego twa­rzy ma­luje się cie­ka­wość zmie­szana z lek­kim na­pię­ciem, wy­ni­ka­ją­cym z ocze­ki­wa­nia na coś nie­zna­nego. Męż­czy­zna ob­jął mnie całą spoj­rze­niem, pod wpły­wem któ­rego mój lęk i moja nie­śmia­łość wy­pa­ro­wały. Zro­bi­łam głę­boki wdech, jak­bym się szy­ko­wała do skoku do głę­bo­kiej wody, i unio­słam rękę do klamry spi­na­ją­cej moje włosy. Roz­pię­łam ru­dawy ku­cyk i po­zwo­li­łam, by włosy spły­nęły ka­skadą na ra­miona i plecy. Tu­omas po­dą­żał za opa­da­ją­cymi fa­lami, a na­stęp­nie za­czął uważ­nie śle­dzić wy­ko­ny­wane przeze mnie ru­chy dło­nią. Ob­ser­wo­wał, jak chwy­tam roz­pusz­czone pa­sma wło­sów i po­woli prze­rzu­cam je na prawe ra­mię. Mia­łam przy­spie­szone tętno i nie mo­głam za­pa­no­wać nad drże­niem pal­ców. Ni­gdy w ży­ciu się tak nie za­cho­wa­łam przy męż­czyź­nie, a te­raz ro­bi­łam to nie dość, że pu­blicz­nie, to jesz­cze przed fa­ce­tem, który na­wet mnie nie lu­bił. Ale nie to było w tym naj­gor­sze. Naj­bar­dziej prze­szka­dzało mi to, że by­łam tym tak nie­ziem­sko pod­nie­cona.

Kiedy na­po­tka­łam wzrok Tu­omasa, in­stynk­tow­nie przy­gry­złam dolną wargę, a palce, któ­rymi prze­cze­sy­wa­łam włosy, prze­su­nę­łam na szyję. Mój ko­lega wy­glą­dał na bar­dzo sku­pio­nego, a kiedy lekko prze­chy­li­łam głowę, źre­nice jego oczu się roz­sze­rzyły. Mu­ska­jąc de­li­katną w tym miej­scu skórę, zsu­nę­łam palce w oko­lice oboj­czy­ków. Mia­łam ogromną ochotę, żeby wes­tchnąć, lecz coś mnie przed tym po­wstrzy­my­wało. Prze­cież to tylko gło­śniej­szy wy­dech; nic ta­kiego, po­my­śla­łam, przy­my­ka­jąc po­wieki i po­zwa­la­jąc, żeby z mo­ich ust wy­mknęło się sub­telne wes­tchnię­cie. Wtedy usły­sza­łam, że od­dech Tu­omasa przy­spie­szył. Po­trak­to­wa­łam to jako za­chętę do dal­szej eks­plo­ra­cji. Z za­ska­ku­jącą dla mnie pew­no­ścią sie­bie zsu­nę­łam dłoń ni­żej i wio­dąc nią po lnia­nej ko­szulce, do­tar­łam do swo­ich piersi. Za­czy­na­łam za­tra­cać się w tym, czego do­zna­wa­łam, i w za­po­mnie­niu drugą ręką do­łą­czy­łam do tych bez­wstyd­nych piesz­czot. Przez chwilę obu­rącz ma­so­wa­łam so­bie piersi, na co Tu­omas za­re­ago­wał, sze­rzej otwie­ra­jąc oczy i roz­chy­la­jąc wargi. Naj­wi­docz­niej dzia­ła­łam na niego hip­no­tycz­nie. Nie mo­głam te­raz prze­stać. Ła­god­nie ści­snę­łam obie piersi tak, że zbli­żyły się do sie­bie, a z ust wy­do­był się ci­chy jęk. Tu­omasa mu­siał prze­szyć dreszcz, bo aż się wzdry­gnął. Naj­wy­raź­niej usły­szał mój pod­nie­cony od­dech po­mimo huku sil­ni­ków sa­mo­lotu. Po­now­nie pa­trzy­li­śmy so­bie w oczy. W jego spoj­rze­niu skry­wało się coś dzi­kiego. Czu­łam jego po­żą­dliwy wzrok wę­dru­jący w tę i z po­wro­tem od mo­ich ust do piersi. Kon­ty­nu­owa­łam swoje show, prze­su­wa­jąc dłońmi po bo­kach ciała. Ten gest spo­wo­do­wał, że mi­mo­wol­nie wy­pię­łam piersi w przód, wy­gi­na­jąc lekko plecy. Za­pra­gnę­łam, żeby Tu­omas te­raz mnie do­tknął, ale mój we­wnętrzny głos po­wta­rzał, że to, co ro­bię, jest nie­wła­ściwe i że za­cho­wuję się skan­da­licz­nie. Pa­ra­dok­sal­nie te my­śli jesz­cze bar­dziej mnie pod­nie­cały. Jedną dło­nią na­dal pie­ści­łam swoje piersi, sku­pia­jąc się na ster­czą­cych od wra­żeń sut­kach, a drugą rękę zsu­nę­łam po brzu­chu w dół. Za­trzy­ma­łam się przy pa­sku od spodni, ba­wiąc się brze­giem ko­szulki. Kiedy za­uwa­ży­łam, że klatka pier­siowa Tu­omasa unosi się od jego przy­spie­szo­nego od­de­chu, unio­słam bluzkę tak, żeby od­sło­nić ka­wa­łek brzu­cha, po czym po­wio­dłam ręką ni­żej. Bez wa­ha­nia roz­su­nę­łam uda i gła­dzi­łam ich we­wnętrzną stronę.

- To naj­le­piej zre­ali­zo­wane wy­zwa­nie, ja­kie kie­dy­kol­wiek wi­dzia­łem w trak­cie tej gry -wy­szep­tał Tu­omas, za­ci­ska­jąc dłoń na mo­jej.

Jego do­tyk prze­bu­dził mnie ze snu. Spoj­rza­łam na uło­że­nie swo­jego ciała. Jedna ręka wciąż spo­czy­wała na piersi, wy­py­cha­jąc przy oka­zji mo­stek w stronę Tu­omasa. Drugą dłoń, tę, któ­rej do­ty­kał, trzy­ma­łam mię­dzy udami. Mia­łam wra­że­nie, że cie­pło jego skóry prze­nika przez moją.

- Le­piej prze­stań, bo wy­mknie się nam to spod kon­troli. - Za­śmiał się gar­dłowo, co roz­ogniło mnie jesz­cze moc­niej.

Na szczę­ście rze­czy­wi­stość za­częła stop­niowo do­cie­rać do mo­jej świa­do­mo­ści. Ner­wowo po­ży­łam ręce na pod­ło­kiet­niki, po czym wy­pro­sto­wa­łam się w fo­telu. Po­woli prze­ni­kały mnie za­że­no­wa­nie i po­czu­cie wstydu. Nie masz się czego wsty­dzić. Prze­cież to tylko gra, pró­bo­wa­łam so­bie w my­ślach do­dać otu­chy, ale trudno było mi za­pa­no­wać nad emo­cjami. Zu­peł­nie nie mo­głam po­jąć, co ta­kiego miał w so­bie Tu­omas, że moje ciało za­re­ago­wało w ten spo­sób? Po­sta­no­wi­łam dłu­żej o tym nie my­śleć.

- Spró­buję się zdrzem­nąć. Jesz­cze długa droga przed nami - rzu­ci­łam sła­bym gło­sem do Tu­omasa i szybko od­wró­ci­łam głowę w prze­ciw­nym kie­runku.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki